Koty w anime – z czym to się je?

Witajcie! Z tej strony, na gościnnych występach, Shizuru. Przychodzę do Was z czymś, co mam nadzieję wam się spodoba, a mianowicie z przeglądem kotów w mandze i anime.

Zanim jednak zaczniemy, wypadałoby się dowiedzieć, skąd właściwie wzięły się koty w Japonii. Otóż pojawiły się one wraz z religią buddyjską w okresie Nara (lata 710-784 n.e.). Uważane za pogromców gryzoni, które w tamtym czasie były bardzo kłopotliwe, stały się wysoko cenione. W późniejszych okresach tylko arystokracja miała na tyle pieniędzy, żeby móc pozwolić sobie na kota domowego. Z racji tego, że obawiano się przemiany kotów domowych w nekomaty, o czym później, zaczęto obcinać kotom ogony oraz hodować je tak, by rodziły się one już z krótkimi ogonkami. Tak powstała rasa kot japoński bobtail. Japońskie bobtaile są rasą występującą od stuleci w Japonii, gdzie uważa się, że przynoszą szczęście domowi i domownikom, zwłaszcza trójkolorowe, nazwane mi-ke (co dosłownie oznacza trzy włosy). To właśnie one często występują w popkulturze japońskiej.

japanesebobtailblueeyedmi-ke
Japoński kot bobtail

Czytaj dalej

Gdyby babcia miała wąsy, toby była szpiegiem, czyli o sposobach na podglądanie w anime (cz. 2)

W zeszłej notce porozmawialiśmy chwilę o sposobach na szpiegowanie, kiedy zainteresowany ma w sobie więcej samozaparcia oraz odwagi, aby ruszyć w miasto jako przeciętny obywatel Japonii. Dziś jednak mowa będzie o tajniakach, którzy za wszelką cenę starają się uniknąć konfrontacji z osobami postronnymi… lub przynajmniej tak im się wydaje. Już po poprzednim odcinku z cyklu „z kamerą wśród zwierząt” można było zorientować się, że domorośli szpiedzy wyrafinowaniem nie słyną, więc to, co z ich punktu widzenia wydaje się świetnym posunięciem, nie do końca takie jest z naszej perspektywy. Łatwo zatem przewidzieć, co tak naprawdę będzie z bohaterami, którzy sądzą, że złapali pelerynę-niewidkę za chabety.

snapshot20100115142125
Post pod wezwaniem świętego Izayi „I see what you did here” Informatora.

Czytaj dalej

Gdyby babcia miała wąsy, toby była szpiegiem, czyli o sposobach na ukrywanie się w anime (cz. 1)

Sekrety wśród animcowych postaci to prawdziwa plaga i nie ma w tym nic dziwnego, skoro jakoś trzeba napędzać fabułę (a że sami Japończy są dość oszczędni w dzieleniu się uczuciami i informacjami, to cóż). Mało kto jednak lubi być pomijany lub wręcz oszukiwany, dlatego na skutek ewolucji musiała się w ludziach wykształcić naturalna chęć do poszukiwania prawdy. Tak narodziło się szpiegowanie. Pół biedy, jeśli ktoś zatrudnia wykwalifikowanych specjalistów, aby odkryli, czy niewierna żona jest rzeczywiście taka niewierna, ale co jeśli kogoś na to zwyczajnie nie stać albo sprawa jest zbyt małego kalibru? Nikt przecież nie będzie wzywał detektywa Conana do śledzenia senpaia, który ostatnio zbyt późno wraca z zajęć klubowych. Nowoczesna technologia też do tanich nie należy, a w ogóle to podsłuch zawsze może być wadliwy. Wiadomo – najlepiej wziąć sprawy we własne ręce. Bo jak nie my, to kto?

W tym odcinku kursu „Szpiegowania dla opornych” dowiecie się jakie przebrania są najskuteczniejsze, jakie najtańsze, a jakie w ogóle o kant dupy potłuc (a takich oczywiście jest najwięcej). Otwórzcie zatem szafy swoich wyobraźni… albo wyobraźnie swoich szaf… i przeczytajcie, jak to wszyscy mają źle w głowach.

tumblr_o0pd9yvvoc1uodogwo1_540
Małe czarne, czyli podstawowy element wyposażenia każdego Agenta Tomka.

Czytaj dalej

Daryadon #1 – przeglądzik rzeczy okołomangowy

Co tu się dzieje, pytacie, widząc dziwny tytuł notki? Co tam Darya znowu wymyśliła dziwnego? A, taki malutki, z definicji nieregularny cyklik. Starałam się kiedyś prowadzić podsumowania zakupów i przeglądy skanlacji, ale jako stworzenie z urodzenia niezorganizowane i zrażone do deadline’ów, nigdy jakoś nie potrafiłam być wytrwała w takich seriach. Postanowiłam, więc spróbować z takim luźnym i niezobowiązującym przeglądem około mangowych i animowanych rzeczy, które w ostatnim czasie czytałam/oglądałam/brałam udział. Inspirowałam się przy tym dwutygodnikami SStefanii i Otai, a i Gwathgor ostatnio coś podobnego wrzuciła (w ogóle, zerknijcie do niej, zapowiada się tam zacne blogiątko), przy czym ja wychodzę z założenia, że podzielę się z moimi uwagami, gdy akurat uzbiera mi się 10 rzeczy. Chciałam z tego zrobić wpisy dodatkowe, choć w tym tygodniu się nie wyrobiłam, ale na razie dajcie znać jak wam się taka forma podoba~ Skąd nazwa? Potrzebowalam jakiegoś japońskiego odpowiednika bigosu (kumacie, danie, do którego wrzuca sie wszystko co znajdzie się pod ręką), a don pasował całkiem dobrze – jest to danie jednogarnkowe („don” znaczy „miska”), do którego właściwie pasuje wszystko. No i ładnie brzmi… C:

Tak więc, dzisiaj zapraszam na trzy wydania zagraniczne, trzy krajowe, jeden artbook, dwa CLAMPy, jeden konwent, dwie skanlacje i jedną serię o łyżwiarzach figurowych (bo czymś was do czytania trzeba zachęcić). Dziesięć rzeczy. Endżojujcie!

tumblr_odyhh1jdhk1s188upo1_r1_1280
A poreklamuję bez okazji Katarzyna Olbromska Ilustracje, zacny kontent dziewczyna tworzy, zacny!

Czytaj dalej

Dokąd nocą tupta jeż? – świętujemy Dzień Jeża!

Drogie nasze małpiatki, emocje związane z ankietą pomału opadają i możemy, bogatsze o nową wiedzę, wracać do tradycyjnego, czwartkowego blogowania. Ponoć lubicie schematy i wyliczanki tak…? Choć wiemy, że najzadowoleńsi jesteście gdy jest zabawnie i luźno, dzisiaj temat będzie poważny. Bardzo poważny. Same sacrum, czysta esencja, żaden roztwór (Dziab jest chemikiem, ona wam poda cały skład). Bo czy wy wiecie jakie święto dzisiaj mamy? Ważniejsze niż jakieś odzyskanie niepodległości, co było dawno i już nieważne patrząc na wybory w Ameryce? 10 listopada jest DZIEŃ JEŻA. Dlatego w tej wspólnej notce porozmawiamy dzisiaj o tym najszlachetniejszym ze zwierząt i o tym jak Japończycy uhonorowali to stworzenie w swojej popkulturze.

Post dedykowany wszystkim pamiętających forum Vongola oraz forum Hetalia.

jeeee
Post otwiera wyjątkowo prawdziwa jeżyca – ale Azuki jest zbyt słodka, by nie zareklamować jej i jej instagrama!

Czytaj dalej

Z ankietą wśród zwierząt – o Lemurilli siamto i owamto

Dar: Moje drogie małpiatki (inni blogerzy nazywają swoich czytelników robaczkami albo rylcami, to ja mogę tak, nie? Prawda Dziab?), dokonało się. Pierwsza w historii bloga ankieta została oficjalnie zakończona. Wyszło nam, że jest was 42. Czter-dzies-tu i dwóch. Kusiło, by dobić do 44, ale ja narzekać nie zamierzam. Toć to więcej niż jedna klasa. Mały oddział wojskowy. Tłum! I nawet nie wszyscy z was to nasi znajomi, którzy wypełnili tę ankietę, bo tak wypadało (ale im kazałam). Naprawdę, naprawdę wam dziękujemy! Wyniki bardzo nam pomogły i uporządkowały kilka spraw, do jakich miałyśmy wątpliwości. Ale sami zobaczcie – oto co żeście natworzyli, a co my zaraz przeanalizujemy (uch, mam nadzieję, że 5 z statystyki na pierwszym roku było dane mi zasłużenie…)

Dziab: Zawsze to o poziom wyżej w łańcuchu pokarmowym niż nazwanie czytelników kochanymi rybikami (nie chcecie guglować). Czterdzieści dwie osoby to zdecydowanie więcej niż jedna klasa, szczególnie w obecnych czasach, kiedy mamy niż demograficzny, więc naprawdę można być z tego dumnym łał-torem. Nawet nieskromnie napiszę, że w czasie trwania ankiety nie ucierpiała żadna żywa istota posiadająca ze mną bliższy kontakt. Ta ankieta nie była ustawiona! A że pytania trochę tendencyjne, to cóż…
No to wio.

00_hach
Takie żeśmy wdzięczne wam za wypełnienie ankiet <3

Czytaj dalej

Kosmiczne paletki kontratakują, czyli ping-pong po japońsku

Po podsumowanio-zapowiedziowej przerwie wracamy do kolejnej notki o kultowych i zużytych jak jednorazowe maszynki do golenia (nigdy nie kończy się na pierwszym razie, choć powinno) schematach. Szkolne zaliczone, romanse zaliczone, więc co by tu capnąć dziś? Może… Skoro jesienią mamy takie zatrzęsienie sportówek, to chyba znak od samych niebios, aby zrobić coś w tym kierunku. Dobra! A poza tym coś wam obiecałam przy okazji podsumowania lata, prawda? Konia zrzędę temu, kto pamięta, o co mi tu tuptusia.

Myśleliście kiedyś nad tym, który sport jest najbardziej efekciarski, niebezpieczny i kultowy? Czy może jest to piłka nożna, gdzie pot leje się kilometrami, dwudziestu dwóch chłopa ugania się wte i nazad za jedną piłką, która jest okrągła, a bramki są dwie, choć uliczkę znam w Barcelonie~? Koszykówka, w której wzrost ma znaczenie, no chyba że macie jakieś kosmiczne podania w zanadrzu? Pływanie, bo nad zawodnikiem wisi widmo transformacji w człowieka-makrelę?
Wszystko to nieprawda. Wszystko to mięknie wobec szaleńczego piękna ping-ponga. Kto oglądał Igrzyska w Rio ten wie, że paletka w rękach zdolnego Azjaty to broń niemal zabójcza, a piłeczka potrafi osiągać prędkości większe nawet niż w baseballu (tru bezużyteczny fakt). I nie ma się czemu dziwić, bo zainteresowanie tenisem stołowym w Japonii przesiąknęło nawet mangę i anime.

niekon.jpg
Następny arc JoJo też będzie w konwencji ping-pongowej.

Czytaj dalej