Magiczne zwierzęta i jak je wysyłać do Zaświatów – recenzja mangi Posępny Mononokean

Zaraz po ogłoszeniu, że Natsume Yuujinchou będzie wydawany w Polsce, szczerze ucieszyłam się szczęściem (a może raczej strapieniem przy tej ilości tomów?) Dar, która te klimaty szczerze uwielbia. Ja również bardzo ciepło wspominam anim i muszę z dumą powiedzieć, że całkiem niedawno udało mi się zacząć sezon czwarty! No, ale, ja w sumie nie o tym… Wracając – o ile anime Natsume bardzo mi się podoba, o tyle mangę uważam już za znacznie mniej, hm, przejrzystą. Miło byłoby jednak poczytać sobie w wolnych chwilach jakąś niezobowiązującą serię o youkai, osadzoną bardziej w obyczajowych klimatach jak właśnie Natsume czy Strażnik domu Momochi niż żeby to miał być bitewniak jak Noragami. I właśnie takim sposobem sięgnęłam po Posępnego Mononokeana autorstwa Kiri Wazawy.

Posepny-Mononokean-1-_bn46133

Czytaj dalej

Reklamy

Czemu nie warto oceniać mangi po magazynie – recenzja The Promised Neverland

Sezon letni anime zdecydowanie nie zachęca do spędzania godzin przed komputerem, dlatego przyszedł czas rozprostować nogi i… przesiąść się na fotel, żeby poczytać jakieś dobre, trzymające w napięciu mangu. No co? Się czasami trzeba odhamić. I tak przy tej okazji przypomniało mi się o rzuconym przed Dar przed dwoma miesiącami wyzwaniu. Stwierdzeniu, że The Promised Neverland nie da się zrecenzować bez rzucania na prawo i lewo ciężkimi spoilerami o tajemnicach, których poznawanie jest wszak samą śmietanką tej serii. Że co? Że ja nie zrobię takiej recenzji? Ja? Proszę bardzo! Hold my… green tea! Macie dziś ode mnie tekścik, bo jak najbardziej podejmuję się zadania i to na dodatek własnym sumptem, za tomiki kupione ciężko zarobionymi Mieszkami.

the promised

 

Czytaj dalej

Książka mała i wampirów zgraja – recenzja pierwszego tomu „Księgi Vanitasa”

Po tych wszystkich podsumowaniach wreszcie przyszedł czas na kawałek innego tekstu (słowo “czas” jest tutaj kluczowe, choć “chęci” wydaje się jego nie mniej ważnym pomagierem). Zabierałam się za niego stanowczo zbyt długo, żeby nie mieć paskudnych wyrzutów sumienia. Niby tyle dobrego, że wciąż nie ukazał się drugi tom, ale… no wiecie, nie wypada. Tym bardziej, że jest to coś, na co z niesamowitą niecierpliwością czekałam w ubiegłym roku.

Ale wróćmy do meritum.

Są takie mangi, o których się nie zapomina, ale są też takie, za którymi szczerze się tęskni… i takim tytułem z drugiej kategorii jest dla mnie Pandora Hearts autorstwa Mochizuki Jun. Autorka potrafiła stworzyć interesującą, wartką, wielowątkową opowieść, oprawioną w śliczną szatę graficzną. W Pandorze nie istniało pojęcie plot armoru, co chyba stanowiło największą zaletę fabuły, nieprzewidywalnej i obfitej w śmierć ukochanych postaci. Słowem – tytuł dla wielu stał się pewnym wzorem tego, jak dobra manga wyglądać powinna. No a jak na tym tle zapowiada się Księga Vanitasa? Czy steampunkowy Paryż okupowany przez wampiry dorówna quasi-angielskiemu klimatowi przeróbki Alicji w Krainie Czarów? Czytnijmy sobie pierwszy tom!

p1050553
Czeeeść, przystojniaku~

Czytaj dalej

Magiczne pantofelki na miarę naszych czasów – recenzja mangi Ran to Haiiro no Sekai

Notka time!~ Ale nie uciekajcie, wszak to połowa sezonu animcowego, więc nie będę was stręczyć kolejnymi podsumowaniami. Wręcz przeciwnie – dziś przerzucam się na papier i przedstawię słów kilka o jednej takiej fajniutkiej mandze, która z wszelkim prawdopodobieństwem nie jest szczególnie znana. A jeśli jestem w błędzie, to moja pomyłka będzie z gatunku bardzo miłych pomyłek.

Zaczęło się od tego, że lubię wiedzieć. Nawet jeśli jest to wiedza tylko na chwilę i nieco zbyt ogólna, to lubię przeszukiwać internet. Czasami zdarzy się, że gdzieś, Bóg raczy wiedzieć gdzie, znajdę jakiś ciekawy kadr z mangi. Czasami to będzie fanart. A czasami to będzie tytuł, który znajduje się wysoko w rankingu. W przypadku Ran to Haiiro no Sekai (po polsku Ran i Szary Świat) to chyba chodziło o ten ostatni wariant… Tak, to właśnie tak było; szukałam czegoś w stylu „Oblubienicy czarnoksiężnika” i sprytne rekomendacje na myanimelist podrzuciły mi właśnie wspomniany tytuł autorstwa Aki Irie (płci niezidentyfikowanej, ale stawiam na babkę). Patrzę – 130. miejsce wśród mang. Niezgorzej! Patrzę dalej – zakończone na siedmiu tomach. Bomba! Patrzę na losowe strony – piękna, szczegółowa kreska. Miodzio! A jakby tego było mało, w tagach miało ci to seinen i fantasy. No to na co było jeszcze czekać? Proszę wsiadać, drzwi zamykać!

PS. Krótkie recki są krótkie. I chwała im za to.

wa50m

Czytaj dalej

Porozmawiajmy o alchemiku, Stalowym Alchemiku

Ja nadal żyję i wbrew krążącej po moich znajomych opinii nie wylądowałam jeszcze w basenie z formaliną, by służyć kolejnym pokoleniom. Tak długa nieobecność wymaga jednak wielkiego powrotu, z godną zapamiętania notką, postanowiłam więc zrecenzować legendarny już tytuł o którym każdy fan m&a chyba słyszał, serię od której zaczęłam moje mangozjebstwo na poważnie i która ustanowiła wysoką poprzeczkę jeżeli chodzi o moje oczekiwania. Ladies and gentlemen, przed wami Fullmetal Alchemist. (W tle wybuchają fajerwerki).

A już za dwa dni powrót do szarej rzeczywistości.

Czytaj dalej

Ao Haru Ride tom 1

Sofi kupująca z własnej, nieprzymuszonej woli shoujo mangę brzmi równie abstrakcyjnie co Putin ubrany w kombinezon w panterkę tańczący do Born to Hand Jive. Jednakże przed dwoma tygodniami do takiej właśnie anomalii doszło, gdyż zmanipulowana pozytywnymi opiniami w Internecie zdecydowałam się za zakup pierwszego tomu Ao Haru Ride autorstwa Io Sakisaki. Jeżeli chcecie wiedzieć co z tego wynikło i czy nie żałuję zainwestowania 19.99 zł w tomik to zapraszam do dalszej części notki.

Czytaj dalej