Parę słów o cudownie zmartwychwstałym, czyli recenzja nowego Kawaii

Jaką dowcipną uwagą by tu zacząć… Mamy znów rok 2000, więc nie siedźcie za długo na modemowym Internecie, bo ktoś może do was zadzwonić? Kiedyś to były fandomy, dzisiaj już nie ma fandomów? Coś o zombie i wskrzeszaniu zmarłych? Nic nie wydaje się odpowiednio uroczyste na tak wzniosłą okazję – Kawaii wróciło! Spotkałam się z dwiema reakcjami na tą wiadomość: zdumionym znakiem krzyża mającym chronić przed atakiem ożywionego nieboszczyka oraz wzruszeniem ramion tych, którzy nie wiedzą o co ten cały zamęt. Dla jednych i drugim mam dzisiaj odpowiedź na ważne pytanie: co w praktyce oznacza powrót najsłynniejszego polskiego czasopisma o anime i mandze? No i trochę się poprzyczepiam do pierdół. Bo mogę.

38405135_1718181631564807_5102041687287398400_n

Czytaj dalej

Reklamy

Dla ochłody może animu, czyli pierwsze wrażenia z sezonu lato 2018

Lato, lato, słoneczko, wakacje (dla kogo wakacje, dla tego są…). A my o chińskich bajkach. No ładnie… Nad morze, w góry, ludzie! Nie tylko w te ekrany patrzeć… Dobra, kogo ja oszukuję. Wiem jak jest. Nowy sezon sam się nie obejrzy. A żebyście wiedzieli co w ogóle warto tykać, tyknęliśmy w waszym imieniu parę tytułów. Czy na przestrzeni paru odcinku można już zauważyć jakieś wspólne cechy? E… Czemu nasuwa mi się na klawiaturę “gwałty i molestowania blondynów”… Dobra, spokój! Są też radośnie tematy! Najazd Mongołów, biologia komórkowa, idolki po tajskich operacjach zmiany płci… Czemu mam wrażenie, że niezbyt ratuję tym sytuację… Powiedzmy sobie tak: nie jest to najlepszy sezon letni jaki mieliśmy. Ecchi powstało z grobu niczym magazyn Kawaii i czasami musiałam sprawdzać czy na pewno to rok 2018, a nie 2000… Ale oprócz kilku pięknych guilty pleasure, coś sensownego też się znajdzie! Sami się przekonajcie!

orig
Czy musiałam przerwać edytowanie wpisu, by wysłać powyższy gif wszystkim, którzy napatoczą mi się na liście znajomych na Messengerze? Możliwe. [Free]
Czytaj dalej

W sprawie niezależności sądów, czyli recenzja Inspektor Akane Tsunemori

Allelujah! Ktoś się tutaj obudził… Czy raczej zmartwychwstał? Na pewno mało kto z was liczył na notkę (…ktoś tu w ogóle został? Halo?), ale Dar ma postanowienie środkoworoczne, więc jedziemy z tym koksem i dajemy recenzję. Czas polecić wam znowu jakąś mangusię. Dobrą mangusię, bo tylko takie biorę do oceny. Czy jednak wystarczająco dobrą dla Ciebie, drogi czytelniku? To zalety. Jeśli chodzi za Tobą ochota na trochę science fiction z luźniejszej, bardziej rozrywkowej półki, to mam coś ciekawego do zaproponowania… Może tomiku Inspektor Akane Tsunemori? Znanego też pod nazwą sławniejszego oryginału, anime Psycho-Pass? Sama nie widziałam serii, ale wierzę, że i ta perspektywa, tylko czytelnika mangi, może być ciekawa.

1490550137_18287379

Czytaj dalej

Trochę jakby déjà vu, czyli pierwsze wrażenia z sezonu wiosna 2018

Wiosna, panie mangowcu! Przekwitają wiśnie, bez własnie pokrywa się kolorowym kwieciem…. A my wszyscy przed komputerami i ogladamy animu. W tym zestawieniu, nasza trójka pod postacią mnie (Daryi), Shizu i niedawno zaadaptowanego Zedarrra (co by był i jakiś męski oraz gundamozorientowany punkt widzenia), zrecenzowała dla was 14 chińskich bajek! Co wyróżnia się w tym sezonie? Kontynuacje. Oj, kontynuacje. Od kolejnych sezonów shonenów takich jak BokuHero i Shokugeki do od wieków wyczekiwanego sequela Stein;Gate, jest w czym wybierać. Oczywiście, kilka nowości też się pojawi. Chcecie wybrać się na Hokkaido? Do przyszłośc? Do…. Polski? Wszystko dla was mamy!

 

img_0188
Wiem, że to też wasza reakcja na widok nowego posta! [BokuHero]
Czytaj dalej

Być kobietą, być kobietą… Top 10 mang josei

Już dawien dawno, zapowiedziałam zrobienie tej topki. Właściwie od czasu, gdy napisałam tekst o tym czym są josei i dlaczego cierpią na brak popularności. Teraz, z chęcią podzielę z wami dziesiątką moich ulubionych tytułów skierowanych dla dojrzalszych kobiet. Przy doborze serii kierowałem się kilkoma zasadami. Pierwszą i najważniejszą był mój własny gust, więc rzecz jasna nie wszyscy będą się zgadzać z taką, a nie inną kolejności. Serie, które uwzględniałam przy układaniu zestawienia musiały mieć formę mangową wychodzącą w czasopiśmie o profilu josei, czyli tytuły posiadające tylko anime, nawet jak powszechnie uważane są za josei, odpadły (dlatego będzie to rzadka notka bez Yuri!!! on Ice). Pominęłam również wydawnictwa z nurtu Boys Love, jako, że nie ich przynależność do kategorii josei jest dyskusyjna, a i dlatego, że po prostu za mało ich czytałam, by sprawiedliwie porównać je z resztą tytułów. Nie uwzględniałam też mang, które są niedostępne dla angielskojęzczynego czytelnika w całości, odrzucając komiksy o bardzo nieregularnych skanlacjach (dlatego nie ma tu choćby Kimi no Tame ni Hiku Chopin).
This said, mam nadzieję, że w poniższym zestawieniu uda wam się znaleźć coś co was. Josei są super. Serio!

shirokuma_cafe_gif_7_by_yumebabu_chan-d60opvd.gif
Honorable mention idzie do Shirokuma Cafe!

Czytaj dalej

Jeszcze raz kolejkę życia, panie barman: Recenzja ReLIFE

Podejrzewam, że mamy wśród czytelników zarówno uczniów liceum, jak i studentów i tych, którzy te błogosławione czasy mają już dawno za sobą. Wszystkie te grupy wiedzą, że starsi mają irytujący nawyk mówienia młodszym jak żyć, w końcu zawsze wiedzą lepiej. Ale głupia młodzież, nie da sobie nic powiedzieć, bo chce robić wszystko po swojemu, oswoją dorosłość… Konflikt stary jak świat! I nierozwiązywalny… Wiele osób żałuje z czasem, że nie słuchało rad dorosłych w młodości, nie dowierzając trochę, że z wiekiem naprawdę zdobywa się doświadczenie życiowe… No, ale, co by to było, na przykład chodzić do liceum mając wiedzę o świecie 27-latka… Hm… Ciekawy temat prawda? Poczytałoby się taką historię, no nie? Jak miło, że się ze mną zgadzacie, tak caaałkiem przypadkowo, mam bowiem pod ręką mangę, opowiadają właśnie taką historię! I wow, robi to naprawdę nieźle. Pozwólcie, że porozmawiamy dzisiaj o niejakim ReLife. Kolorowej (sic!) mandze o różnicach między młodością, a dorosłością.

Relife01.jpg

Czytaj dalej

Nikt do tanga nie poderwie się, czyli dlaczego anime Ballroom e Youkoso jest złą adaptacją.

Od trzech miesięcy co tydzień w niedzielę powtarza się jeden i ten sam dramat: czas na nowy odcinek Ballroom e Youkoso (Welcome to the Ballroom). Śledzący nas fanpage na pewno pamiętają jak bardzo oczekiwałam tego anime i ile nadziei z nim wiązałam. Już pomijając wszystkie porównania do Yuri!!! on Ice (które będzie się, chcąc nie chcąc, przez ten post przewijać), tak się składa, że jestem koneserem scen tanecznych w filmach i serialach. Z jeden strony kocham musicale jako gatunek, z drugiej nawet nielubiany przeze mnie fabularnie film może zostać mi w serduszku na lata dzięki wybitnej scenie tańca. Mogę nie przepadać za Zapachem Kobiety, ale spójrzcie na tę scenę tanga, gdzie niewidomy weteran wojenny bierze w obroty śliczną nieznajomą do cudownych dźwięków Por una Cabeza. Nie trzeba znać reszty historii, by ta scena wywarła wrażenie. Taka jest siła tańca.
Ten post nie będzie jednak analizą scen tanecznych w dziejach kinematografii (…może warto by było założyć na taki tekst osobnego bloga?). Opowiem wam, dlaczego Ballroom oparty na całkiem dobrej i wciągającej mandze jest przykładem fatalnej adaptacji. Nie będzie to wiec recenzja jednej serii, a bardziej użycie by przypatrzeć się pewnemu problemowi.
Lekkie spoilery do około 10 odcinka, przy czym postaram się pisać tak, by osoby nie oglądające Ballroom rozumiały o czym mówię.

brom5.png
A manga jest taka dobra…

Czytaj dalej