Zima 2020 – Podsumowanie sezonu anime

Czyż to nie piękny okres na oglądanie anime? Żadne zobowiązania towarzyskie czy inne „wychodzenie na zewnątrz” nie przeszkadza w oglądaniu anime, można rzucić się na całą masę japońskich serii… I tak wiem, wiosna wygląda bardzo niepokojąco z codziennymi informacjami o kolejnych, przesuniętych anime. Na szczęście udało nam się przetrwać zimę bez większych ofiar w bajkach! Nasza redakcja przygotowała dla was mały przegląd zakończonych zimowych serii. No i pocieszmy się. Jeśli wiosna dalej będzie wyglądać tak biednie, może w końcu nadrobimy wszyscy nasze listy plan to watch…?


HeroAca1

 

Boku no Hero Academia S4

Ilość odcinków: 25
Studio: Bones
Źródło: Manga
Uwagi: 

Czwarty sezon Hero Academii dobiegł końca – za nami Overhaul, Gentle, Endeavor i kilka innych angielskich słów. Nie będę chyba odosobniony, jeżeli powiem, że druga część serii podobała mi się bardziej. Wątek Overhaula trochę mi się jednak dłużył. Tak się też nieszczęśliwie składa, że był on przepełniony walkami. Co w tym złego? – zapytacie. Przecież to shounen – im więcej walk tym lepiej! Cóż, studio Bones właśnie w tym czasie pracowało nad filmem Hero Academii, przez co większość ich “ciężkich dział” było zajętych. W efekcie takiego na przykład Yutakę Nakamurę (który ma już chyba status legendy wśród animatorów) zobaczyliśmy jedynie w krótkiej scenie na początku piątego odcinka no i oczywiście w finałowej walce kończącej pierwszy arc. Nie znaczy to oczywiście, że było tragicznie – tak nisko Bones jeszcze na szczęście nie upadło, plus posiadają oni naprawdę wielu utalentowanych animatorów. Taki Kouki Fujimoto na przykład bardzo dobrze poradził sobie z walką Kirishimy. Niestety najbardziej oberwało się Mirio. Jego “czas ekranowy” przedstawiał się… przeciętnie. Boli to szczególnie, gdy w kontraście widzimy finałową walkę, gdzie fajerwerków jest aż zbyt dużo. Wielka szkoda, bo Mirio, razem z Tamakim i Kirishimą, są największymi gwiazdami arcu Overhaula – przynajmniej według mnie.

Na szczęście w drugiej części Hero Academia wstaje z kolan i zaczyna używać 100% swojej mocy. Festiwal szkolny uwydatnia duży atut serii – interakcje pomiędzy uczniami. Myślę, że oglądałbym tę serię nawet gdyby wywalono z niej wszystkich złych i starcia z nimi, pozostawiając tylko szkolne życie naszych bohaterów. A nawet znam ludzi, którzy woleliby HeroAcę w takiej formie (pozdrawiam Shizuru!). Oczywiście “ci źli” się pojawiają – Gentle jest jednym z moich ulubionych villainów, głównie przez to, jak mało “czarno-białą” jest postacią. Ma swoje własne powody i zasady, które da się zrozumieć. Sam festiwal jest też idealną odskocznią od poprzedniego arcu, który zbyt wesoły nie był.

Na sam zaś koniec seria robi nam PLUS ULTRA i wciska w dwa ostatnie odcinki mały arc skupiający się na Endeavorze. Troszkę miałem nadzieję, że to zrobią, ale raczej pozostawało to w sferze pobożnych życzeń. No i jednak się ziściło. Z jednej strony oznacza to, że piąty sezon zaczniemy niejako “w trakcie” wydarzeń, z drugiej – było to naprawdę bardzo widowiskowe zakończenie. Animacja, jakby chcąc zadośćuczynić nam kiepskie początki, przekroczyła granice. I wiecie co? Wybaczam. Finał był naprawdę dobry.

Co do muzyki, to nie jest to może tak duży skok jakościowy jak w drugim sezonie, zwłaszcza że sporo kawałków się “powtarza” (cudzysłów stąd, że niektóre z nich prawie nie zostały wykorzystane wcześniej, więc czemu miałyby się marnować?). Po 4 sezonach i 2 filmach Yuki Hayashi stworzył tyle utworów, że spokojnie wystarczyłyby one na co najmniej drugie tyle. Mimo to usłyszeliśmy parę nowych nut – między innymi motyw Gentle’a. Poza tym – wielki szacun dla Bones za obsadzenie Chrissy Costanzy w roli “wokalu” Jiro w utworze wykonanym przez klasę 1-A. Jednak miło się słucha piosenki w płynnym angielskim.

Krótko mówiąc: mierne początki, widowiskowy finał. Zupełnie jak typowy bohater shounena. Mam nadzieję, że Bones wyciągnie wnioski i piąty sezon będzie już tylko lepszy.

~Siekier

Chihayafuru s3

 

vlcsnap-2020-03-05-15h36m36s220

Ilość odcinków: 24
Studio: Madhouse
Źródło: Manga
Uwagi: Trzeci sezon

Ja już nie wiem co pisać o Chihayafuru. Ja nie rozumiem. Nie umiem dojść do tego, dlaczego ta seria wywołuje na mnie tak silne emocje. To trochę tak, że 20 minut każdego odcinka mija nie wiadomo kiedy, mówię sobie, że „no, ok, to było miłe” i po finale ocieram łzy, zdziwieniona skąd się one wzięły.

Trzecie sezon skupia się głównie na turnieju o tytuł królowej i króla karuty. Oznacza to, że pojawia się całkiem sporo postaci dorosłych, obu płci. Cudowna sprawa, bo wprowadza całkiem nieoczywiste wątki do tej licealnej sportówki: np. sceny z matką, która karmiąc dziecko piersią ma wyrzuty sumienia, że za dużo czasu poświęca swojemu hobby (a potem uczy się, że nie musi być tylko matką, może też spełniać swoją pasję i to dobre). Choć życie licealne zostało odsunięte trochę na drugi plan, wciąż główni bohaterowie będą mieli miejsce na rozwój – czasem bolesny. No i w Trójkącie Romantyczną dzieją się Rzeczy!!! Wam też zostanie złamane serce. Obiecuję.

Tak, ciągle nie wiem w czym tkwi urok Chihayafuru, prostej historii o ludziach grających w swego rodzaju memory z kartami z poezją. Ale wiem, że było to moja ulubiona seria tego sezonu.

~Darya

 

Darwin’s Game

 

1

Ilość odcinków: 11
Studio: Nexus
Źródło: Manga
Uwagi: –

Czy spodziewałem się, że będę kończył oglądać ten sezon w trakcie epidemii? No trochę nie. Czy spodziewałem się, że jedną z serii, na które czekałem z niecierpliwością, będzie Darwin’s Game? Tym bardziej nie!

Gra Darwina to pozycja dość dziwna. Spodziewałem się po niej przerysowania, krawędzi, groteski. Dostałem… całkiem porządne anime? Nie arcydzieło, nie cyrk na kółkach, a coś pomiędzy (jeśli to w ogóle możliwe). No bo z jednej strony mamy typową “grę na śmierć i życie”, gdzie oczywiście zginiesz gdy przegrasz. Nie brakuje tutaj niemilców którzy lubują się w mordowaniu i swych nierównych sufitach. Ale z drugiej – nic nie jest tutaj przesadzone. Dodatkowo Darwin’s Game sprawnie wykorzystuje fakt, że tytułowa gra jest grą “mobilną” (no dobra, instalujesz ją na telefonie, ale zabijasz się w prawdziwym życiu, więc trochę jak… Pokemon GO na noże?). Mamy tutaj eventy, które mają inne, często ukryte zasady. Mamy tutaj klany, które nawiązują ze sobą sojusze i toczą wojny. I na szczęście nasz główny bohater z tego korzysta i taki też formuje.

Co do naszego protagonisty – Sudo Kaname – trzeba przyznać, że trafia on w ten magiczny punkt pomiędzy Potężnym Krawędziowym Samotnikiem, a Naiwnym Altruistycznym Słabiakiem. Z jednej strony nie chce niepotrzebnie zabijać, z drugiej strony czasem walczyć trzeba. Nie stroni przy tym od pomocy innych, jednak sam potrafi wiele wykombinować. Jego Sigil (czyli tutejsza “supermoc”, którą dostajesz na starcie) potrafi tworzyć np. broń palną lub paralizator. Wykorzystuje on go często w bardzo kreatywny sposób, co jest miłą odmianą – często moc tworzenia przedmiotów w anime kończy się na “zrób sobie broń i użyj jej”. Kaname nie stroni od broni palnej, granatów, paralizatorów etc. Reszta członków jego klanu również nie jest najgorsza. Nie charakteryzują się może szczególnie skomplikowanymi osobowościami, ale każdy z nich jest na tyle ciekawy, że ich wzajemne interakcje wywołują często uśmiech na twarzy. Poza tym hej – miło jest zobaczyć, że w tego typu grze poza psychopatycznymi mordercami trafiają się też w miarę opanowani, rozsądni ludzie.

Całość okraszona jest naprawdę niezłą animacją – trzyma ona stabilny poziom przez cały sezon, a momentami uświadczymy nawet trochę sakugi. Udźwiękowienie również stoi na wysokim poziomie. Całą naszą piątkę głównych bohaterów podkładają bardzo dobrzy seiyuu. Mnie najbardziej urzekli Kobayashi Yuusuke (Subaru z Re:Zero, Senkuu z Dr. Stone) jako Kaname i Ueda Reina (Mira z Dimension W, Shinjou Akane z SSSS.Gridman) jako Shuka. Natomiast naszego “głównego złego sezonu” dostał Matsuoka Yoshitsugu – im więcej dostaje on ról, które różnią się znacznie od Kirito, tym bardziej me serce się raduje, bo szkoda jego talentu. Za muzykę odpowiada Suehiro Kenichiro (Fire Force, Goblin Slayer, Re:Zero), który do swojego klasycznego podniosłego, orkiestrowego repertuaru dołożył sporą dawkę elektroniki, co pięknie wpasowuje się w klimat. Z niecierpliwością czekam na wydanie pełnego soundtracku.

Jeżeli lubisz klimaty “death game”, trochę krawędzi nie sprawia, że boisz się skaleczyć i szukasz czegoś trochę ambitniejszego – daj szansę Darwin’s Game. Jak dla mnie jest to dobry balans między starciami polegającymi na widowiskowym używaniu swym “supermocy”, a knuciem i kombinowaniem, jak tu przechytrzyć adwersarzy.

~Siekier

Dorohedoro

1 (2)


Ilość odcinków: 12
Studio: MAPPA
Źródło: Manga
Uwagi: –

Jeżeli oglądaliście Kekkai Sensen myśląc “jakieś to takie zbyt spokojne”, a waszym ulubionym kolorem jest krwisty czerwony, Dorohedoro jest dla was. I nie, nie ma ono nic wspólnego z Dororo, poza faktem, że również stworzyło je studio “brak nam animacji na więcej niż 12 odcinków” MAPPA.

Witamy w Hole – mieścinie o postapokaliptycznym klimacie, którą co chwilę odwiedzają czarodzieje, żeby poeksperymentować sobie na Bogu ducha winnych mieszkańcach. Jako że efekty zaklęć bywają niezwykle drastyczne, efekt uboczny jest prosty – prawie nikt nie jest normalny. Morderstwa i rozczłonkowania są na nieporządku dziennym. W takich okolicznościach poznajemy naszą dwójkę bohaterów(?) – Caimana i Nikaido. Obydwoje są oczywiście niezwykle wyjątkowymi osobistościami. Caiman ma gadzią głowę i jest odporny na magię, a poza tym w jego wnętrzu żyje tajemniczy jegomość, który prawdopodobnie stoi za jego amnezją. Nikaido natomiast jest właścicielką baru, która umie się bić. A, i robi bardzo dobre pierożki gyoza. Razem starają się rozwiązać zagadkę przeszłości Caimana, przy okazji mordując na prawo i lewo napotkanych czarodziejów. Zwraca na to uwagę En – wysoko postawiony czarotwórca, który próbuje wyeliminować zagrożenie, wysyłając za niesławną parą (bo chyba tworzą parę, nie?) swych “chłopców na posyłki”. Profesjonalnych morderców znaczy się.

I tutaj wychodzi na pierwszy plan największa zaleta Dorohedoro. Niemal żadnej postaci nie da się tutaj nie lubić. Ba, w pewnym momencie poświęcamy czarodziejskiej stronie więcej czasu niż naszej dwójce głównych bohaterów. Mnie to osobiście bardzo cieszy, bo jednak polubiłem zwariowaną rodzinkę Ena. Shin i Noi, którzy ze swoimi przeciwnościami tworzą perfekcyjny duet. Ebisu, która nie potrafi być poważna przez nanosekundę. Im dalej w las, tym repertuar dziwnych postaci się poszerza. Jak na ironię najbliżej nam, jako widzom do Fujity – szeregowego czarodzieja z rodziny Ena, który próbuje zemścić się na Caimanie za śmierć jego towarzysza. Jest on chyba jedyną “w miarę normalną” postacią plus nie posiada żadnych szczególnych mocy. To wszystko sprawia, że naprawdę ciężko tutaj kibicować którejkolwiek ze stron. Obydwie mają coś na sumieniu, bezpardonowo się mordując. Obydwie mają swoje (mniej lub bardziej) racjonalne powody. Część postaci ma nawet więcej wspólnego ze sobą niż moglibyśmy się z początku spodziewać. Wszystko to wrzucone do kotła daje nam potężną dawkę szaleństwa, które naprawdę przyjemnie się ogląda. Kwintesencją całej serii jest odcinek, w którym oglądamy nagle mecz bejsbola toczący się na byłym polu egzekucyjnym (z wciąż gnijącymi ciałami skazanych), gdzie na środku pola widnieje dziura bez dna zabita byle jak deskami. A wśród graczy jest sterowany radiem karaluch i elektryczny zombie.

Oczywiście nie sprawia to, że jest to komedia dla całej rodziny. Jest to komedia dla pełnoletniej rodziny. I to takiej, której nie przeszkadza nadmiar gore. Nie mówię tu tylko o hektolitrach krwi. Ucinanie i łamanie kończyn, zrywanie skóry z twarzy, zamienianie ludzi w grzyby i zjadanie ich – każdy psychopata znajdzie tu coś dla siebie. Dlatego też, jak się pewnie domyślacie, niektórzy widzowie mogą się zrazić do tej serii. Mówię tu oczywiście o CGI. Jest ono momentami dość widoczne, ale na szczęście nie przeszkadza – a oryginalnej kreski raczej nie dałoby się przenieść na ekran. Za muzykę odpowiada (K)NoW_NAME – elektronika bardzo dobrze wpasowuje się w klimat. Stworzyli oni również opening i 6 (SZEŚĆ!!!) endingów, między innymi ten, w którym oglądamy klona Dooma zapewnie stworzonego przez Ena. Cóż za człowiek renesansu – śpiewa, pozuje, tworzy filmy, zarządza mafią. Pozazdrościć!

~Siekier

Eizouken ni wa Te wo Dasu na!

 

EQPZTDaX0AAFOmx

Ilość odcinków: 12
Studio: Science SARU
Źródło: Manga
Uwagi: –

Masaaki Yuasa zaadaptował mangę o robieniu anime i wyszło z tego coś pięknego.

A tak, pewnie mam coś więcej napisać… Więc wiecie jak to jest oglądać kogoś kto ma pasję i poświęca wszystko temu co kocha? O tym jest ta seria. Trzy dziewczyny zakładają w swoim liceum klub anim… Znaczy, klub filmowy, i robią krótkometrażówki. Eizouken posiada wszystko czego wymagałabym od takiej produkcji.. Humor, abstrakcję, szczyptę dramatu, chwytliwy opening, zderzenie ambicji z realiami branży, panią producent, która wyciśnie z każdego kontrahenta ostatni grosz na swój projekt… Widzowie, którzy lubią nietypowe anime, wyróżniające się stylem i sposobem opowiadania historii powinni być zachwyceni. Tutaj nie ma słodkich dziewczyn robiących słodkie rzeczy (no… Dla mnie główna ekipa jest całkiem urocza).

Osoby zainteresowane produkcją anime znajdą tu masę porad, spojrzeń zza kulis i uwagi o tym, że życie pracowników tej branży nie jest usłane różami. Kompromisy i deadline’y przeszkadzają w Wielkich Dziełach Życia, pomysły nie przychodzą, pliki z muzyką się mylą, a w dodatku hajs musi się zgadzać. Mimo wszystko całość polana jest hojnie sosem z miłości do medium i pracy kreatywnej. Jest coś urzekającego w oglądaniu jak dziewczyny z małych szczegółów życia codziennego – obserwacji czyjegoś chodu, widoku wiatraka, szkicu śrubki potrafią wyobrazić sobie wielką fabułę i wciągnąć w te fantazje widza. Jeśli miałabym się przyczepić to trochę nie przekonał mnie finał – choć anime kończy się w sensownym miejscu mam wielki niedosyt i chciałabym czegoś bardziej podsumowującego drogę dziewczyn. No, ale takie są wady ekranizacji ciągle wychodzących mang.

Polecam ten duchowy prequel do Shirobako całym sercem. Nie tylko pokazuje jak złożoną sprawą jest tworzenie anime, ale przedstawia autentycznie zabawną historię sympatycznych bohaterów. No i jest tu Kanamori. Jak dorosnę chcę być taka jak ona.

~Darya

Fate/Grand Order: Zettai Majuu Sensen Babylonia

vlcsnap-2020-03-10-14h05m37s420

Ilość odcinków: 21
Studio: CloverWorks
Źródło: Gra mobilna
Uwagi: Nasuverse; Można oglądać bez znajomości innych dzieł z cyklu; Zapowiedziano już kontynuację

Fejty. Nie dość, że całe Nasuverse to sieć wyjątkowo skomplikowanych zależności w które nie tak łatwo się wplątać, to jeszcze adaptacja gry mobilnej Fate/Grand Order powiedziała „potrzymajcie mi piwo” i zamotała kolejnością oglądania jak mało co. Przypominam, ten tytuł to ekranizacja siódmego arcu gry, gdzie nie za bardzo powstały ekranizacje poprzednich 6/7 fabuły… Ale! Forma historii jest na tyle prosta, że potwierdzam, można zacząć FGO: Babylonia bez znajomości niczego innego. Ja tak zrobiłam i jest spoko. Chyba.

Na szczęście fabuła serii jest znacznie prostsza niż połapanie się w meta danych uniwersum Fate. Trzeba uratować świat przenosząc się do przeszłości i zdobywając Graala z danego regionu. Co w praktyce oznacza dużo walki z „tymi złymi”. W tym przypadku miejscem jest starożytna Mezopotamia władana przez Gilgamesza, a złymi jest stronnictwo Trzech Bogiń. Powiem szczerze, że miałam problemy, by wciągnąć się w historię. Szczególnie na początku questy poboczne dla protagów nie były zbyt porywające. Czuć było, że fabuła ma korzenie w grze wymagającej pojawienia się wielu postaci i robienia małych misji, by je poznać. Dodatkowo chyba nie przekonam się do projektów postaci. A właściwie to tego barwnego pochodu przesadzonych stylizacji i strojów, które to może wyglądają efektownie na ilustracjach, ale tworzą dość niespójne wrażenie, gdy składa się z takich postaci drużynę.

I choć musiałam się trochę przymuszać do zasiadania do kolejnych odcinków, ogólne wrażenie po całym anime mam dobre. A to przez Momenty. Musicie wiedzieć, że do adaptacji tej gry animatorzy z całej Japonii i okolic pchali się drzwiami i oknami. To oznacza, że jeśli ma pojawić się efektowna scena walki to jest ona Bardzo Efektowna. Nie tylko to. Przez to, że historia jest dość epicka i światu grozi zagłada, znajduje się tu miejsce na wiele emocjonalnych momentów, poświęceń czy śmierci. Wielkość tej historii sprawia, że nawet jak ciężko było z początku przebrnąć przez niektóre fragmenty, przy innych zostawała mi szczęka na podłodze. Z czasem właśnie te sceny zostaną mi w pamięci, dlatego podejrzewam, że im dalej, tym moje wspomnienia o Fate/Grand Order Babiliona będą lepsze. (Tak samo miałam w sumie z Fate/Apocrypha).

No i Gilgamesz unosi tę serię. To jego najlepsza wersja z wszystkich serii Fate i radowałam się z każdej sceny z jego udziałem.

~ Darya

Haikyuu!!: To the Top

Haikyuu1


Ilość odcinków: 13
Studio: Production I.G
Źródło: Manga
Uwagi: 4 sezon, druga część wychodzi latem

I kolejne pół sezonu Haiykyuu za nami. Co prawda na drugą połowę musimy czekać do lata, ale jest na co. W końcu, po 4 latach oczekiwania po trzecim sezonie, doczekaliśmy się Wielkiego i Najważniejszego Turnieju – Nationalsów. No i co mogę powiedzieć – jest naprawdę nieźle.

Zanim dotarliśmy do turnieju, czekały nas treningi, obozy i przygotowania. Było to dobre preludium do tego, co czekało nas później. Nie mówię, że początek sezonu był słaby, co to to nie. Jednak w pewnym momencie poczułam znużenie ciągłymi treningami, tym bardziej, że ekipa Karasuno była rozdzielona na trzy różne miejsca. Na szczęście to uczucie szybko ustąpiło, dostaliśmy też mecz towarzyski. A potem nastał Turniej. I ach, co to były za emocje. Lata oczekiwania zostały wynagrodzone. Coraz silniejsze drużyny pojawiają się przed naszymi chłopcami, a oni próbują je wszystkie pokonać, by dostać się na sam szczyt. Twórcy nie zapominają jednak o innych drużynach, które poznaliśmy w poprzednich sezonach. Widzimy więc fragmenty meczów zarówno Nekomy jak i Fukurodani. Bardzo przyjemnie było zobaczyć zarówno starych bohaterów jak i poznać nowe postacie. W końcu skoro mamy tyle nowych drużyn na turnieju to trzeba się z nimi i ich zawodnikami zapoznać.

Z nowym sezonem nastała nowa jakość jeśli chodzi o grafikę. Niektórzy uważają, że to zmiana na lepsze, inni, że to zmiana na gorsze, a jeszcze inni nie widzą różnicy. Faktem jest, że cała seria trzyma wysoki poziom, wyciągając z mangi wszystko co najlepsze i poprawiając to, co słabe. Uzyskujemy więc naprawdę przyzwoitą animację, oprócz tych fragmentów, które są nieruchomymi planszami. Nie jest ich jakoś dużo, ale jednak anime o sporcie bardziej rzucają się w oczy. 

Podsumowując, jeśli do tej pory oglądaliście Haikyuu, to pewnie i ten sezon obejrzeliście. Jeśli zaś nie – to idealny czas, żeby nadrobić i być gotowym na drugą połowę sezonu już w lecie. Całość jest na tyle dobra, że z pewnością nie pożałujecie.

 

~Shizuru

Heya Camp

vlcsnap-2020-04-02-14h46m02s567

Ilość odcinków: 12
Studio: C-Station
Źródło: Manga
Uwagi: Krótkometrażówka (3 minuty); Spin off Yuru Camp

Dodatkowa seryjka do anime, w którym słodkie dziewczynki jeżdżą na zimowe kempingi. Wszystkie epizody można by w sumie zobaczyć jako jeden dłuższy odcinek specjalny, opowiadają bowiem ciągłą historię o tym jak Nadeshiko poznaje atrakcje prefektury Yamanashi, do której niedawno się przeprowadziła.

Nie mam naprawdę co rozwijać: seria jest bardziej humorystyczna niż główna seria i z racji na długość odcinków nie ma tu charakterystycznych, klimatycznych scen gdzie czuć jakbyśmy sami spędzili właśnie wieczór na biwaku. To jednak nie jest problem, dowcipy są bowiem zabawne, akcja płynie wartko, a i człowiek doznaje nagle niesamowitej chęci na zakup biletów do Japonii i wybranie się do miasteczek u podnóża góra Fuji.

Drugi, pełnoprawny sezon Yuru Camp wystartuje zimą 2021 roku. Na razie dalsze przygody bohaterek można śledzić w mandze wydawanej w Polsce przez Wydawnictwo Dango.

~Darya

ID: INVADED

ID1

Ilość odcinków: 13
Studio: NAZ
Źródło: Original
Uwagi:

ID: INVADED (pełen tytuł powinien brzmieć “ID: INVADED by MIYAVI”) to seria bardzo specyficzna. Najchętniej poleciłbym ją każdemu – ale nie dlatego, że jest to arcydzieło, a raczej z ciekawości. Ciekawości, by poznać jego opinię. Bo moje odczucia najłatwiej chyba opisać jako “mieszane”. Jakkolwiek pejoratywnie by to jednak nie brzmiało, to ID jest serią naprawdę dobrą. Myślę jednak, że brakuje jej tych kilku drobnostek, by zapaść nam w pamięć (o ironio) na dłużej.

Wyczekiwałem tego anime niczym kania dżdżu głównie z jednego powodu – za reżyserię odpowiada Ei Aoki. Z jednej strony sprawił się tutaj na medal. Aoki zna się na widowiskowych ujęciach, zwłaszcza przy użyciu “trzeciego wymiaru”. Często korzysta też z insert songów. I tutaj cały na biało wkracza MIYAVI, który poza endingiem odpowiedzialny jest jeszcze za 3 utwory pojawiające się w anime. Nie brakuje bardzo dobrze zaplanowanych scen, a insert z 12 odcinka jest już w ogóle mistrzostwem. Z drugiej jednak strony odnoszę wrażenie, że styl Aokiego pasuje lepiej do serii bardziej “widowiskowych” i “filmowych” – jest dla mnie trochę anime wersją Christophera Nolana.

Fabuła IDa jest przemyślana i sensowna jak tylko może, ALE… myślę, że nie tylko ja byłem nieco zawiedziony zakończeniem. Owszem, miało ono kilka ciekawych rozwiązań, ponadto ciężko mi trochę skreślać całość z jego powodu. Zwłaszcza, że po drodze uświadczamy kilku naprawdę solidnych zwrotów akcji. No a przecież to nie zakończenie jest najważniejsze, a przyjaciele, których poznajemy po drodze, prawda? Niby tak, jednak problem, jaki miałem z głównym złym serii (który jest, krótko mówiąc, dość sztampowy) uświadomił mi jedną rzecz. Autor scenariusza, Maijou Outarou, świetnie poradził sobie z wykoncypowaniem naprawdę zawiłych rozwiązań, które w ostatecznym rozrachunku ładnie łączą się ze sobą i mają SENS – i chwała mu za to. Wydaje mi się jednak, że stworzone przez niego postaci, jakkolwiek by się nie wyróżniały, trącą nieco sztucznością. Hondoumachi jest naprawdę nijaka. Narihisago i Fukuda, mimo że bardzo oryginalni, wydają się bardziej narzędziami do poprowadzenia fabuły, a nie żywymi ludźmi. Widać to w dialogach, które momentami są nieco sztywne. Mimo tego wszystkiego nie określiłbym historii w ID jako słabej – blisko jej jednak do nieoszlifowanego diamentu.

Produkcyjnie jest bardzo dobrze, co jest dla mnie miłym zaskoczeniem, bo studio NAZ sakugą nigdy nie grzeszyło. Bardzo pomógł fakt, że ID nie jest serią przepakowaną scenami akcji, ale nie zmienia to faktu, że animacja jest stale na bardzo dobrym poziomie. Muszę też pochwalić muzykę. Nie tylko MIYAVI sprawił, że ID bardzo przyjemnie się słucha. Poza insertami za soundtrack odpowiedzialny był duet U/S – Umebori Atsushi i Sławek Kowalewski (co ciekawe, sporo źródeł w internecie przypisuje autorstwo samemu Kowalewskiemu, jednak na oficjalnym OST figurują nazwiska ich obu). Jest to kompozycja BARDZO unikalna – przepełniona niepokojącymi dźwiękami skrzypiec, które momentami stawiały mnie w niepewności, czy nie oglądam czasem horroru. Bez dwóch zdań trzyma to widza w ciągłym napięciu.

Określiłbym ID: INVADED jako thriller science fiction. Jest on pełen ciekawych rozwiązań i widowiskowych scen. Na pewno nie będziecie się nudzić przy seansie. Pozwólcie mi jednak na drobny spoiler – zakończenie może pozostawić delikatny niedosyt.

~Siekier

Isekai Quartet 2

Isekai1 (1)

Ilość odcinków: 12
Studio: Studio PuYUKAI
Źródło: Original
Uwagi: Krótkometrażówka (15 minut); drugi sezon; postaci z 5 różnych serii.

Kolejne spotkanie z bohaterami czterech… Znaczy pięciu, a może nawet i sześciu isekai już za nami. Krótkie odcinki, uroczy styl chibii i szczątkowa fabuła składają się na nieskomplikowaną ale przyjemną rozrywkę. 

W dalszym ciągu uważam, że nie trzeba znać poszczególnych bajek, by dobrze się bawić. Tym bardziej, że do poprzedniej czwórki dodano ekipę Bohatera Tarczy w składzie Bohater Tarczy, Raphtalia i Filo oraz 5 selundowe cameo Ostrożnego Bohatera. Pewnie znajomość wszystkich serii dodaje Isekajowi trochę więcej uroku, ale nie uważam, żeby było to potrzebne. Fabuła i tak opiera się na krótkich scenkach i interakcjach między bohaterami, a te i tak są wyraźnie zaznaczone już w pierwszym sezonie. Tak właściwie to drugi sezon nie oferuje nic ponadto co już widzieliśmy wcześniej. Żarty stoją na podobnym poziomie, nie zapamiętałam żadnego wybitnego. No, może oprócz Naofumiego z kaczką na głowie. Za to co mnie zdziwiło to scena „girls power” na końcu ostatniego odcinka. Zupełnie nie spodziewałam się jej w tej serii. 

Wizualnie też niewiele się zmieniło. Postacie dalej są małe, urocze i kolorowe, na animacje nie można narzekać a seiyuu sprawują się dobrze. 

Słowem podsumowania: Isekai Quartet 2 to w dalszym ciągu przyjemna, nie wymagająca i zabawna seria, idealna do obejrzenia przy obiedzie.

 

~Shizuru

Ishuzoku Reviewers

U7dNGYz

Ilość odcinków: 12
Studio: Passione
Źródło: Manga
Uwagi: +18

Chyba najbardziej kontrowersyjna bajka zeszłego sezonu, przez wielu opisywana jako „I believe it’s hentai”. Nie jest to coś bardzo niespodziewanego, w końcu opowiada o grupie dzielnych wojowników różnych ras żyjących w świecie fantasy, którzy postanawiają zacząć recenzować burdele i panie, które w nich pracują. Czy jednak cycki i seks to jedyne, co Ishuzoku ma do zaoferowania?

Moja odpowiedź brzmi: nie. Nie mówię, że tego nie ma. Jest nawet całkiem sporo i momentami bardzo dosadnie. Niektóre sceny są nawet odważniejsze niż w mandze, co w sumie może dziwić. Zazwyczaj to anime są ugrzeczniane względem swojego papierowego pierwowzoru, a tutaj mamy sytuację odwrotną. Trochę mnie to dziwi, bo dodatkowe sceny czy ujęcia według mnie wcale nie były tej serii potrzebne. Może nawet wyszło by lepiej, bo wtedy większa liczba osób mogłaby się tym tytułem zainteresować. Tak niektórzy zostali odrzuceni przez nadmiar cycków. A jednak spora ilość żartów i nawiązań do popkultury nie opiera się wcale na seksie, a chociażby na różnicach między rasami. Nagle okazuje się, że piękna i ponętna 500-letnia elfka podoba się tylko człowiekowi, bo dla innych ras jest za stara i śmierdzi. Za to elf uwielbia 60-letnią kobietę, która zaś według człowieka jest odpychająca. takich sytuacji, w których poznajemy różne punkty widzenia jest dużo. Na uwagę zasługuje również liczba różnych ras i gatunków w przedstawionym nam świecie. Oprócz wspomnianych już elfów i ludzi, jak i klasycznych krasnoludów czy orków mamy jaszczuroludzi, koboldy, cyklopy, nieumarłych, centaury, harpie jak i bardziej odjechane grzybo-dziewczynki czy wieczne pijane wróżki. A to oczywiście nie wszystko. Podobała mi również się dbałość o szczegóły. Przecież to oczywiste, że aniołek nie będzie chciał iść do domu publicznego z demonami a gdy chcesz wydoić krowo-dziewczynkę to musi ona mieć małe dziecko, bo inaczej nie będzie miała mleka. 

Co też zwróciło moją uwagę, to fakt, że większość pań ma biusty duże w stronę olbrzymich. Niby nie powinno to nikogo dziwić, w końcu to anime. Skoro jednak mamy mnóstwo różnych ras i upodobań to i dla tych, którzy lubią małe piersi powinno być więcej do zaoferowania. Mimo to wszystkie postacie wyglądają ładnie i odpowiednio do swojego gatunku, a każdy gatunek ma swoje cechy charakterystyczne i ciężko go pomylić z innymi.
Opening i ending są za to dosyć nietypowe i ciekawe, zarówno wizualnie i muzycznie. Dawno nie słyszałam takiego interesującego miksu gatunków muzycznych w endingu. Co prawda animacja mogłaby być trochę mniej “seksowna”, ale można jakoś to przeżyć.

Ishuzoku Reviewers okazało się być o wiele ciekawszą i interesującą bajką, niż się zapowiadało na początku, która jednak ma trudności z przekonaniem do siebie co niektórych. Jeśli nie przeszkadza wam fakt, że mimo wszystko głównym tematem tej bajki jest seks, to spróbujecie zapoznać się z tym tytułem. Dostaniecie oprócz cycków mnóstwo interesujących spojrzeń na światy fantasy.

~Shizuru

Itai no wa Iya nano de Bougyoryoku ni Kyokufuri Shitai to Omoimasu (Bofuri)

vlcsnap-2020-02-13-11h20m23s629

Ilość odcinków: 12
Studio: Silver Link
Źródło: Light Novel
Uwagi: Drugi sezon już zapowiedziany!

Chciałam pochwalić to anime, bo ma liczne zalety i dało mi sporo frajdy, ale jedna duża wada psuje mi wrażenie całości… Ale po kolei. Bofuri to isekai, który dość nieoryginalnie trzyma się założeń gatunku. Większe odstępstwa to to, że bohaterowie nie zostali nigdzie przeniesieni, po prostu grają w grę VMMORPG oraz że nie ma żadnej większej fabuły, żadnego Władcy Demonów ani innego zagrożenia do pokonania. W tej serii można poczuć się bezpiecznie, bo wiemy, że nikomu nie stanie się krzywda i ogólnie wszyscy bohaterowie, nawet rywale, są w dobrych stosunkach i uprzejmi względem siebie. To dla mnie spore zalety! Całość ma też miłą oprawę graficzną i muzyczną (insert song wykorzystywany prawie w każdym epie jest prześliczny).
Niestety, mam problem z główną bohaterką i jej mocami. Początkowy pomysł, by miała ona idealnąi obronę był całkiem fajny. Niestety, im dalej, tym Maple dostaje coraz więcej różnych skilli… I staje się tak potężna, że robi się to po prostu wkurzające. Nie ważne co się dzieje, bohaterka zawsze wyciągnie jeszcze jakąś umiejętność i pokona przeciwnika. Szkoda, że do tego doszło, bo o wiele ciekawej ogląda się akcje, w których musi ona współpracować z innymi graczami.
No, obraziłam się trochu na serię. Mam nadzieję, że do premiery drugiego sezonu mi przejdzie, bo jak mówiłam: dobrze mieć jakąś bajkę, gdzie wiesz, że nikt Cię nie skrzywdzi, a wszyscy się po prostu dobrze bawią. Nie stać mnie na Animal Crossing, więc skądś trzeba brać poczucie bezpieczeństwa.
~Darya

 

Jibaku Shounen Hanako-kun

Hanako1

Ilość odcinków: 12
Studio: Lerche
Źródło: Manga
Uwagi:

 

Historia toaletowego ducha Hanako oraz jego przygód w towarzystwie pomocnicy Nene oraz pełnego zapału egzorcysty Minamoto to bardzo luźna, sympatyczna oraz epizodyczna seria (z małą szczyptą horroru). Każdy z odcinków obraca się dookoła jednego z legendarnych, szkolnych cudów, oraz związanych z nim problemów, które oczywiście nasza grupka bohaterów, jako strażnicy porządku w lokalnym światku istot mitycznych, musi rozwiązać. Dodatkowo co jakiś czas dostawaliśmy ślady i wspominki większej fabuły, która miała całą historię spajać (głównie przez to, że dotyczy zagadkowej przeszłości naszego tytułowego bohatera, o której to od samego początku nie wiemy prawie nic). Niestety czuję niedosyt, bo ten większy wątek którym się widza nęci, został potraktowany po macoszemu i seria pozostała bardzo wierna swojej epizodycznej budowie i wątkom trwającym jeden-dwa odcinki.

Poza tym, jest to bardzo ładne wizualne anime, z bardzo wyróżniającą się kreską, pełne przyjemnego do oglądania humoru. Jestem też wielkim fanem projektów wszystkich postaci oraz budowy świata oraz pomysłów wykorzystanych w przedstawieniu tradycyjnych legendarnych istot, tak aby były dostarczenie inne oraz interesujące od tego co można by po nich oczekiwać. Może nie jest to najbardziej emocjonujący tytuł z tego sezonu, ale jestem przekonany, że odnajdą się jego fani. Dla mnie była to bardzo dobra, cotygodniowa doza czegoś lekkiego do oglądania.

~Zedarrr

Koisuru Asteroid

91054910_1418231958359702_6945550163079331840_o

Ilość odcinków: 12
Studio: Doga Kobo
Źródło: Manga
Uwagi:

A tu, powiem Wam, bardzo miła niespodzianka. Asteroidki zapowiadały się na zwykłe moe, z yuri-baitami i dozą randomowych ciekawostek. I owszem, to wszystko się zgadza, ale całość wyszła znacznie zgrabniej niż się spodziewałam.

Główne bohaterki łączy obietnica z dzieciństwa: chcą razem odkryć asteroidę. Dziewczyny spotykają się po latach rozłąki w tym samym liceum i przystępują do klubu nauk o Ziemi. Ten podzielony jest na sekcję astrologiczną i geologiczną. I tak, słodkie dziewczynki robią słodkie rzeczy. A tak przy okazji dowiadujemy się paru faktów o kamykach i planetach (i – nie spoilerując za dużo – w samym finale dostajemy naprawdę interesują dozę wiedzę o odkrywaniu asteroid, wraz z podglądem jak działa istniejące centrum badawcze kosmosu. Bardzo szanuje twórców za dokładny research). Co jeszcze wyróżnia tę bajkę na tle innych moe-bajek to zmiana statusu quo: w zaledwie 12 odcinkach stosunkowo dużo się zmienia w życiu członkiń klubu. Czuć, że poszczególne postacie dorastają, a czas na niektóre rzeczy jest ograniczony. Seria posiada klimat nostalgiczności, zarówno w portretowaniu życia klubu jak i pokazywaniu piękna, jakim jest posiadanie swojej pasji. Choćby polegała ona na kopaniu w ziemi za kamieniami. No i jeszcze jedno zaskoczenie: yuri-baity są naprawdę przekonujące. Choć oczywiście nic >konkretnego< się nie dzieje, naprawdę zaczęłam shipować główne bohaterki.

Nie jest to dzieło przełomowe, tempo jest wolne i nie powiedziałabym, by postaci czy sceny zostały ze mną na długo. Ale naprawdę dobrze spędziłam czas przy tej serii. Lubię, gdy anime pokazują ludzi z pasją. A gdy pierwsze co zrobiłam po zakończeniu anime to poszukanie na YT jakiegoś dokumentu o kosmosie, to znaczy, że seria była sukcesem.

~Darya

 

Magia Record: Mahou Shoujo Madoka☆Magica Gaiden (TV)

madoka1


Ilość odcinków: 13
Studio: Shaft
Źródło: Gra
Uwagi: Spin-off do Mahou Shoujo Madoka Magica; zapowiedziano już drugi sezon.

Kontynuacja (chociaż może spin-off? Nie mam pojęcia jak działa linia czasowa franczyzy po zakończeniu trzeciego filmu) Madoki wypadła całkiem nie najgorzej, chociaż zdecydowanie nie przebija pierwszej serii, co jest zrozumiałe, mając na uwadze, że widz z góry zna okrucieństwo świata ‘magicznych dziewczynek’ w tym uniwersum. Nie spełniły się również moje obawy co do tego, że otrzymamy serię z podobną historią, problemami i rozwiązaniami co pierwowzór, ale Magia Record udało się zbudować nowe, całkiem interesujące wątki opierając się na znanych już widzom zasadach rządzących tym uniwersum.

Z góry muszę zwrócić uwagę na to jak wygląda seria, bo wygląda niesamowicie. Tła i lokacje odwiedzane przez postaci są strasznie ładne, wiedźmy i ich domeny nadal pozostają dziwne oraz posklejane z bliżej nieokreślonych grafik a do tego możemy posłuchać wzbudzającej nostalgię muzyki znanej z pierwszej Madoki, z kilkoma nowymi utworami. Strasznie podobały mi się również transformacje naszych bohaterek, bardzo się od siebie różniące oraz spektakularne, lecz niestety każda z nich została pokazana tylko raz. A poruszając już temat postaci, kolejną wadą serii (która wynika oczywiście z jej materiały źródłowego – gry mobilnej) jest po prostu zbyt duża liczba postaci. Na samym początku zostajemy zasypani taką ilością charakterów oraz imion, że odczuwa się to jako dosłownie przytłaczające. Dodatkowo, seria nie zwalnia, więc z kolejnymi odcinkami pojawia się ich coraz więcej.

Jeśli chodzi o samą fabułę, to jej głównym napędem są poszukiwania przeprowadzane przez główną bohaterkę – Irohę- w celu odnalezienia jej siostry, o której z niewiadomych przyczyn, nikt nie pamięta. Podążając za mało konkretnymi poszlakami, Iroha oraz zebrana przez nią po drodze drużyna zostaje wplątana w większą intrygę, dotyczącą organizacji ‘Skrzydeł Magiusa’. Ta bardzo tajemnicza grupa, zrzesza czarodziejki, stawiając sobie za cel osiągnięcie przez nie pełnej wolności, wykorzystując pewne bardzo intrygujące obserwacje, związane z ich naturą, które wywracają do góry nogami część zasad rządzących ich światem.

Sporym atutem serii jest także jej finał, który poza bardzo spektakularną animacją, ładnie skleja nam część wątków z pierwszym tytułem franczyzy, a także daje nam solidną dawkę cliffhangerów. W połączeniu z natychmiastowym ogłoszeniem kolejnego sezonu, sprawia to, że z niecierpliwością czekam na kontynuację.

~Zedarrr

Pet

1 (1)

Ilość odcinków: 13
Studio: Geno Studio
Źródło: Manga
Uwagi:

Myślę, że Pet jest jednocześnie najmniej docenionym i najtrudniejszym do polecenia anime poprzedniego sezonu. Nie każdy będzie miał siłę przez nie przejść. Nie do każdego trafi jego specyficzny klimat. Jednak nie zmienia to faktu, że jest to jedna z ciekawszych serii ostatnich lat. Jednak by dotrzeć do tego “o co tu chodzi” trzeba naprawdę sporo wytrwałości i czasu. Pet nie podaje widzowi wszystkiego na tacy, a fakt, że dzieje się on w świecie, gdzie wspomnieniami można manipulować sprawia, że jeszcze mniej powinniśmy ufać temu, co widzimy na ekranie.

Anime opowiada o grupce ludzi, która majstrując przy pamięci świadków zaciera ślady zbrodni na usługi tajemniczej Organizacji. Od początku wiadomo, że to nie jest kolejna historia o bohaterach ratujących świat. To dość ponura opowieść o ludziach, którzy z różnych powodów działają poza prawem. Intrygi bywają tutaj naprawdę zawiłe – jest to według mnie główna siła Peta. Każda osoba ma swoje własne cele, których stara się nie ujawniać. Jako że możliwe jest tutaj najzwyklejsze wejście do twojej głowy, ukrycie czegokolwiek staje się niemal niemożliwe.

Historia, mimo że manga będzie miała sequel (o wdzięcznym tytule Fish), jest w gruncie rzeczy zamknięta. Oczywiście kontynuacja jest możliwa, ale ja byłem zadowolony z ostatniego odcinka. Wszystkie wątki zostały wyjaśnione, a ja do samego końca nie mogłem odkleić się od ekranu. I to właśnie fabuła i klimat gra tu pierwsze skrzypce. Animacja raczej nikogo nie wgniecie w fotel, ale mi osobiście nie przeszkadzała. Kreska cudownie oddaje ponury i niepokojący klimat, natomiast momenty, w których ukazywane są te “najpiękniejsze wspomnienia” potrafią urzec. Muzyka często uderza w klimaty jazzowe, co pasuje perfekcyjnie do sytuacji, w których ją słyszymy.

Jeżeli skomplikowana fabuła i niejasno przedstawiona chronologia niektórych wydarzeń nie odstraszają cię, a wręcz przeciwnie – budzą w tobie duszę detektywa – daj Pet szansę. Naprawdę ciężko mi znaleźć serię, która byłaby do niego podobna (może trochę Boogiepop?) – niech to świadczy o jego unikalności. Czy unikalne automatycznie oznacza dobre – musicie przekonać się sami.

~Siekier

Runway de Waratte

Runway1

Ilość odcinków: 12
Studio: Ezo’la
Źródło: Manga
Uwagi:

Interesująca na początku seria o świecie mody i dążeniu do spełnienia marzeń dostała satysfakcjonujące zakończenie. Runway okazał się jednym z ciekawszych tytułów minionego sezonu. Mimo że tematyka może wydawać się nudna i „babska” to niech was to nie zwiedzie. Po pierwsze, wiele znanych projektantów mody to mężczyźni. Po drugie, to głównie historia o pokonywaniu trudności i pchaniu się tam, gdzie nas nie chcą, ale gdzie bardzo chcemy być.

Najgłówniejszym bohaterem jest Ikuto, licealista, który pragnie zostać projektantem mody. Oczywiście ma problemy rodzinne, jest uroczy i nieśmiały, lecz z czasem nauczy się walczyć o swoje. Trochę inaczej jest w przypadku Chiyuki – drugiej najgłówniejszej bohaterki. Ona próbuje zostać światowej klasy modelką, mimo zdecydowanie zbyt niskiego wzrostu, jednak od momentu kiedy ją poznajemy jest zdeterminowana, żeby osiągnąć wymarzony cel. Oczywiście poznajemy wiele innych bohaterów, z których chyba każdy ma marzenia i dąży do ich spełnienia. Najbardziej polubiłam Kokoro – dziewczynę z idealną sylwetką by zostać modelką, która jednak zupełnie nie chce tego robić, za to chciałaby zostać projektantką. Będzie musiała przekonać swoją managerkę, że ma swoją wizję na siebie, która jest dla niej ważna. Przez to Kokoro i Chiyuki mają bardzo ciekawą relację – w końcu jedna z nich bardzo chce zostać modelką a nie może, a druga nie chce, mimo, że może. I to pomimo faktu, że nie do końca przepadam za niższą z dziewczyn.

Jeśli chodzi o kwestie wizualne to studio Ezόla poradziło sobie bardzo dobrze. A to ważne, gdy mówimy o serii, która pokazuje nam zarówno sam proces tworzenia ubrań jak i pokazy mody. Projekty ubrań są naprawdę interesujące, mimo że czasami wydawały mi się zupełnie dziwne i totalnie niepraktyczne. Przyjemnie było je jednak oglądać, a sam fakt, że anime jest rysowane i nikt nie musiał szyć tego wszystkiego naprawdę sprawił, że wszystko wyglądało tak ładnie, jak tylko mogło. Chyba, że akurat coś miało nie być idealnie uszyte. Wtedy nawet drobne szczegóły nam to pokazywały.
Muzycznie było okej, choć tutaj akurat nic szczególnego nie przykuło mojej uwagi. Za to aktorzy głosowi wypadli naprawdę nieźle. Każda postać miała pasujący, charakterystyczny głos. Emocje też były dobrze oddane, nigdy nie było wątpliwości, co ktoś właśnie czuje.

Podsumowując, Runway de Waratte okazało się być bardzo dobrą serią na raczej nie tak bardzo popularny temat, z ciekawymi bohaterami i historią o spełnianiu marzeń ciężką pracą. Mam nadzieję, że już za niedługo dostaniemy kolejny sezon, bo te postacie z pewnością na to zasługują.

~Shizuru

Somali to Mori no Kamisama

somali1

Ilość odcinków: 12
Studio: Satelight
Źródło: Web manga
Uwagi:

Mało skomplikowana historia – podróż Golema oraz jego przybranej, ludzkiej córki w poszukiwaniu jej ludzkich pobratymców w świecie, gdzie ludzie to gatunek na wymarciu – skupiająca się na pokazywaniu widzowi niesamowicie zaprojektowanego świata. Uniwersum stworzone w tym tytule jest naprawdę niepowtarzalne i niepodobne do niczego innego, a epizodyczna natura tego anime pozwala mu na całkiem sporą różnorodność jeśli chodzi o otoczenia w jakich znajdują się bohaterowie. Warto również wspomnieć, że Somali jest także niesamowicie spokojnym i relaksującym tytułem. Większość ‘akcji’ to po prostu podróż oraz wszelkiego rodzaju zbieranie związanych z nią doświadczeń. Sprawia to, że jest to niesamowicie relaksująca do oglądania bajka.

Jeśli miałbym już na coś narzekać, to może trochę na zmiany wprowadzone względem materiału źródłowego (chyba pierwszy raz oglądam adaptację mangi, którą przeczytałem wcześniej, więc w pełni to wykorzystam :P ). Anime wygląda bardzo ładnie, jednak zmieniono dosyć mocno styl w jakim narysowano tła, i osobiście jestem dużo większym fanem tego z mangi. Rozumiem co mogło być tego przyczyną – niesamowicie duża ilość drobnych szczegółów w każdym panelu. Otrzymujemy za to jednak niesamowitą paletę kolorów, która podkreśla niezwykłość otaczających naszych bohaterów krajobrazów. Kolejną wadą jest dla mnie delikatna zmiana chronologii niektórych wydarzeń, która nie podoba mi się głównie ze względu na ich budujący historię świata charakter. Dokładniej mówiąc, cały odcinek o historii relacji ludzi z nieludźmi otrzymujemy pod koniec serialu a w zamian tego dostajemy w pierwszym odcinku wciśniętą na siłę, bardzo sztuczną rozmowę pełną ekspozycji. Oczywiście wszystko to są problemy których widz, który nie miał styczności z mangą, nie zauważy, ale chciałbym zwrócić na nie waszą uwagę (w szczególności, że mamy polskie wydanie), bo jest dla mnie dużo lepsza od tego, mimo wszystko bardzo dobrego, anime.

~Zedarrr

 

3 komentarze do “Zima 2020 – Podsumowanie sezonu anime

  1. nadrabiam troche serii z różnych sezonów , więc oglądałem w tym sezonie Bofuri i mam z tą serią odwrotnie niż daria śmieje się tym bardziej im dziwniejsze skile maple zdobywa i wszystko to nie dlatego że jest ultra geniuszem jak w innych seriach tego typu tylko dlatego że zagląda w miejsca gdzie żaden profi gracz by nie zajrzał no i przyznaje kupił mnie widok Maple pokonujących bossów przez zjadanie ich xDDD
    obejrzałem też serie isekai quartet zabawne jak zazwyczaj parę odcinków z golemem fajne ale musi trafić na dobry moment bym miał nastrój do oglądania oglądałem też plundere na półmetku twist w stylu needles czekam co dalej

    Polubienie

      • no to jest interesujące ludzie którzy czytali nowelkę mówią że tam się odstawiają jeszcze bardziej opad szczęki powodujące skile autor/ka podobno poszła na całość xDD

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s