Po prostu moje 26 ulubione anime

Mam od paru miesięcy problem z pisaniem. Tak zwany brak weny, writters block, jak zwał. Żeby coś z tym zrobić postanowiłam sięgnąć do wypróbowaniem metody – napisz o czymś o czym lubisz. Ale co ja lubię…? Stąd mój pomysł na pewien prosty tekst. 26 moich ulubionych anime. Ot, po prostu. A 26, bo akurat tyle już mam lat. Pomyślałam, że fajnie będzie kiedyś znowu stworzyć taki ranking i porównać co się zmieni w moich upodobaniach. Że jest to lista absolutnie personalna i nie równoznaczna z żadną listą „najlepszych” serii jakie widziałam, nie muszę dodawać? Z mojej strony mam nadzieję, że zachęcę was do sięgnięcia po jakiś tytuł, który mi sprawił frajdę – może akurat też was urzeknie.

original.gif
A Chika dodaje, że to TY jesteś moim ulubionym czytelnikiem! (Kaguya na ostatnią chwilę wypadła z listy, więc dostaje honorable mention).

Jak wybierałam tytuły na listę? Po pierwszę… To naprawdę trudne wiecie? Ukończyłam według moment 378 serii, a na krótką listę trafiło aż 47 anime… Postanowiłam, więc ułożyć je według kryteria: „Jak bardzo moje serce robi doki doki jak myślę o tym anime”. Oraz nie rozkminiać za bardzo kolejności – poleciał prawie pierwszym ułożeniem na jakie wpadłam, dlatego nie przywiązuję za bardzo wagi  do numerków. Powtórzę jeszcze raz: to nie jest lista najlepszych serii, które widziałam. Ba, często i gęsto najlepsze serie, choć absolutnie doceniam ich geniusz, nie nawiązały ze mną personalnej więzi. Mam nadzieję, że to zrozumiałe…? No, ale postanowiłam przy liście nie patrzeć w ogóle na kryterium „Co wypada mieć na takiej liście”. Ulubienność w końcu często związana jest z warunkami w jakich się serię ogląda, z kim się o niej rozmawia, jakie memy stworzono, jakie fanfiki napisano. Albo jaki humor mam w dniu robienia takiej listy. Również, część tytułów tak mocno kojarzę z wersją mangowa, że nie umieszczam ich tutaj (np. Silver Spoon lub One Piece). Nie liczyłam też filmów, na to może będzie kiedyś osobny ranking. No dobra, koniec usprawiedliwiania się. Oto mój ranking!

306f187fa8fee11a782e8a0876da98660ec12266_hq

26. Shouwa Genro Rakugo Shinjuu (2016-2017). Jest pewna radość wynikająca z oglądania dziel wybitnych. Już nawet nie biorąc pod uwagi, poważnej historii rozciągającej się na długie życie mistrza rakugo, sama oprawa wizualna tego anime zapadła mi głęboko w pamięć. Kolory, kadry, cała reżyseria… To rozumiem jako sztuka opowiadania historii.

25. Genshiken (2004-2013). Obejrzałam to jeszcze w gimnazjum? Wczesnym liceum? Jedna z serii, która sprawiła, że nie mogłam doczekać się studiów. Oraz pokazała mi wizję grupki ludzi, którzy czerpią radość z spotykania się i opowiadaniu o swoim hobby jakim jest anime. Wciąż jestem w szoku jak bardzo moje życie zaczęło przypominać tę serię.

24. Steins;Gate (2010-2011). Jeden z dowodów na to, że nie jest to lista najlepszych serii jakie widzialam. Bo S;G na pewno jest w topce anime, które po prostu zrobiły to dobrze, aż do znakomitego finału. I mado sajentisto <3 Wciąż najsensowniejsza historia o podróżach w czasie jakie widziałam (Doctora Who kocham za inne rzeczy).

23. Aggretsuko (2018-). Chcąc nie chcąc serie, które mam świeżo w pamięci mają lekkie fory. No, ale weźcie. Historia tej pandy małej to wciąż najlepsza opowieść o tym jak ciężko być milenialsem harującym w korpo jako powstała!

22. Angel Beats! (2010). Pozdrawiam licealną Dar, która umieściłaby ten tytuł bez wahania w top 10. Ja powiem, że trochę boję się rewatchu – wciąż cenię sobie uczucie całkowitego zachwytu jaki miałam w trakcie pierwszego oglądania tej serii. Co jak teraz nie byłabym tak wzruszona? Tak czy owak, sentyment po łzach wychlipanych na finale wystarcza na 22. miejsce.

21. Devilman Crybaby (2018). Nazwałam to anime najlepszym ubiegłego roku i zdania nie zmienię. Epicka historia zamknięta w dziesięciu odcinkach, klasyczna opowieść o niebie i piekle, oryginalna oprawa audiowizualna i jedno z najlepszych zakończeń jakie widzialam w tym medium. No dobra bajka, dobra.

20. Mahou Shoujo Madoka Magica (2011). Madokę oglądałam na bieżąco. I to ja ludziom po trzecim odcinku pisałam, że mają po nią sięgnąć, bo to stanowczo coś innego niż sugeruje okładka… Film mniej cenię, wolałam oryginalne zakończenie.

0qtVeF6Mr4-O3EtpilIbhyBwNCK5-U1sB8mLtbvvQsaGHfRSS_K66bRvKh0c57vuowA77NYteuzSpBF_KrPQ9eGTSIsq-m7HmpwhagkJRdsIbMsrmA9MTpWWW1J8mIN5

19. Nodame Cantabile (2006-2010). Teraz mam wyrzuty sumienia, że komedię romantyczną o uczniach konserwatorium muzycznego dałam tak nisko. A przecież miałam je długo w top 10! Chyba konieczny jest rewatch, bo pamięć mnie zawodzi…

18. Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku wo! (2016-2017?). Jedyny isekai na tej liście to jednocześnie parodia gatunku… No cóż. Ale jednocześnie to jedna z najlepszych komedii jakie widziałam. Bawi mnie ta banda idiotów, co poradzić!

17. Neon Genesis Evangelion (1995-1996). Wiecie, że tego klasyka widziałam dopiero w tym roku? Wcześniej znałam mangę, którą oceniam jednak wyżej… Ale oryginał jednak wbił mi się w świadomość. Ps. Wolę oryginalne zakończenie, End of Evangelion to zemsta Ando na ludzkości.

16. Spice & Wolf (2008-2009?). Jedno z moich największych Kiedy, psia mać, kolejny sezon??? Zmyślna Wilczyca Horo to idealna waifu, nie przyjmuję skarg. No i jak bym mogła nie kochać serii, która opiera się na ekonomii?

15. Sora yori mo Tōi Basho (2018). Istnieje rodzaj tytułów, który w trakcie oglądania jest po prostu całkiem ok, ale po zakończeniu nie chce wyjść człowiekowi z głowy. Opowieść o dziewczynach, które jadą na Antarktydę jest właśnie z tego gatunku. Pozostawia cudowny posmak i sprawia, że chce się marzyć Wielkie Marzenia.

large.gif

14. Gekkan Shoujo Nozaki-kun (2014?). Opowieść o licealnym mangace z poker face’m tworzącym mangi shoujo to jedna z najlepszych komedii jaka powstała, amen.

13. Free! (2013- ). No i w końcu jakaś seria dla ludzi kultury! Anime o pływakach to jedno z najcudowniejszych rzeczy jakie dała nam Japonia, piękne, zabawne, wzruszające, don’t @ me, wiecie, że mam rację. Naprawdę, mało co daje mi tyle czystej, bezkrytycznej radości co ta franczyza.

12. Kobayashi-san Chi no Meidoragon (2017-). Z jednej strony doskonała komedia. Z drugiej chwyta za serce fragmentami o tworzeniu rodziny, nawet jak w jej skład wchodzą smoki. A to wszystko w prostej, ale dopieszczonej do każdego szczegółu reżyserii ekipy z Kyoto Animation. Szkoda, że kolejny sezon będzie już w innych rękach…

11. Ouran High School Host Club (2006). Połączenie najlepszych elementów shoujo z parodią przywar tego gatunku z wybitnym humorem. Choć uważam, że to jedna z najlepszych adaptacji mang, idealnie wykorzystujące medium anime, wciąż czekam na remake albo drugi sezon… Tam jest jeszcze tyle materiału, szczególnie obyczajowego (dramy rodzinne!).

giphy.gif

10. Toradora! (2008)

Powiem szczerze, że trochę obawiam się wrzucać Tygrysa i Smoka tak wysoko. Bo naprawdę dawno oglądałam to anime, w liceum. Jednak wywarło ono na mnie takie wrażenie, że do dzisiaj wracam doń myślami, uśmiecham się na widok merchu z Taigą, a każde Boże Narodzenie obowiązkowo słucham Holy Night z tej serii. A przecież to bardzo zwyczajna historia. On kocha jej najlepszą przyjaciółkę, ona jego najlepszego przyjaciela i nawiązują sojusz, by ziścić swoje romanse. Tyle, że wchodzi żyćko. I to dość smutne żyćko. Bo Toradora! to niby komedia romantyczna, ale ja mam ją w pamięci jako jedną z najsmutniejszych opowieści o młodości jakie widziałam w anime. Tak, płakłam i to nie raz. I mojemu zachwytu nad serią nie przeszkadza nawet, że główna bohaterka jest tsundere (trop, który mnie bardzo męczy). Bo Taiga jest taka urocza, no!

image4.gif

9. Mob Psycho 100 (2016-2019?)

Jeśli bym układa tę listę rok temu i miała dać założenie względem serii, których nie widziałam, ale na pewno się tutaj nie znajdą, prawdopodobnie wymieniłabym Mob Psycho 100. Naprawdę, ciężko się zmuszałam, by w ogóle sięgnąć po ten tytuł. Opis mówiący o przepotężnym gimnazjaliście, parodii gatunku “supermoce’ oraz wiedza, że to ten sam autor co One Punch Man (serii, którą doceniam, ale nie lubię szczególnie) zniechęcały mnie. Ale na szczęście posłuchałam zachęt. I sami widzicie, gdzie mnie to zaprowadziło… Nie licząc już nawet absolutnie genialnej animacji oraz mojego spirit animal Reigena… Ta seria jest wybitną obyczajówką. Zmiany wewnętrzne protaga, jego sukcesy i upadki, chwytają mnie za serce i wyciskują feelsy. Rozumiem Moba i chce go przytulić, mówiąc, że radzi sobie świetnie i wszystko będzie dobrze. Czemu nikt nie zachęcał mnie wcześniej w ten sposób?

1533983937_tumblr_olkz4nB6XP1u7yw0so1_540

8. 3-gatsu no Lion (2016-2018?)

Lubię smutne obyczajówki o bohaterach w depresji, którzy powoli, powolutku, za pomocą innych ludzi i jakieś pasji, pomału odnajdują radość życia. A, że to zdanie to również streszczenie 3-gatsu no Lion… No sami rozumiecie. Opowieść o młodym genialnym shogiście ma wszystko co lubię, nawet cudną, miejscami artystyczną oprawę wizualną SHAFTu. I serce mnie boli jak to oglądam. Czyli najważniejszy element, bym uznała jakąś serię za moją ulubioną.

giphy (1)

7. Shirobako (2015)

Co jeszcze lubię w seriach? Bardzo szeroką obsadę, z których każdy bohater ma własne życie, którego fragmenty mamy jedynie sugerowane. Opowieści o pasji. Meta wiedzę o tworzeniu anime… Jeśli nie wiecie, Shirabako to anime o robieniu anime. Samo to zdanie już mnie kupuję, bo pasjonuje wszystko co dzieje się “za sceną”, środowisko twórców tego medium, anegdotki, życie codzienne twórców. I tutaj dostałam to wszystko i więcej, w spójnej 25-odcinkowej dawce (a w przyszłym roku film <3). Szczególnie komediowe sceny z rozpaczą pana reżysera zapadły mi w pamięć. Ale i tutaj, jak feelsy uderzają w kokoro, to są to silne uczucia. Połączenie humoru i życiowych problemów, czego chcę więcej od anime?

BrokenSoupyArizonaalligatorlizard-max-1mb

6. Made in Abyss (2017-)

Och, mój problematyczny ulubieniec… Ja wiem, że szczególnie autor mang, trochę za bardzo lubi znęcać się nad tymi dzieciaczkami… Ale, ale… Ta historia jest tak wciągająca! Tak, Made in Abyss, to ten cudowny rodzaj opowieści podróżnej, gdzie nie można się doczekać odkrycia kolejnej części mapy, a w tym przypadku: kolejnego poziomu wielkiej otchłani, fantazyjnie wymyślonej, z różnorodną roślinną, fauną, zagrożeniami… Anime doskonale portretuje ten świat wybitną animacją, szczegółowymi tłami oraz chyba najlepszą ścieżką dźwiękową w tym medium. No i za bardzo utożsamiam się z protażką… Nawet wyglądamy praktycznie tak samo…

tumblr_o03982ORc71toni03o1_500.gif

5. Tengen Toppa Gurren Lagann (2007)

Niektórzy mówią, że nie powinno się na takich listach umieszczać serii widzianych bardzo niedawno. A ja TTGL widziałam dopiero po raz pierwszy miesiąc temu. Ale. Każda seria, która sprawia, że w trakcie finałowej walki jestem tak położona na łopatki epickością, że zaczynam płakać gdy wchodzi opening, ma zagwarantowane miejsce w moim top 10. No i TTGL jest serią dającą widzowi idealną porcję Wielkich emocji. Nie widziałam innego tytułu, który tak dobrze eskalowałby stawkę, nie popadając przy tym w śmieszność. Nie, tutaj opowieść, która zaczęła się od chłopca, którego jedyny talent leżał w świdrowaniu w ziemi, a kończy na rzucaniu w siebie galaktykami, trzyma poziom od początku do końca.

A światła na niebie to gwiazdy. No, najlepsze zakończenie serii.

cbac7534cb806cca225c2a4526e1eea3

4. Hibike Euphonium (2015-)

Okej, top 4 to już gruba sprawa. To mój ukochany kwartet, o każdej z tych serii śnię w nocy i za dnia.

Dziwne może wam się wydawać, że na to, że Kyoto Animation to moje ulubione studio, zawarłam tutaj dość mało ich serii. Ale jest Hibike i one trochę nadrabia za resztę. Oj, nadrabia. Powiem tak… Jeśli miałabym kiedyś robić listę moich ulubionych scen w anime i mandze, bez wątpienia wygrałaby jedna. Ta, w której dwie dziewczyny wspinają się na szczyt wzgórza i na tle rozświetlonej panoramy nocnego miasta, jedna z nich oświadcza, że chce być wyjątkowa. I tak jak głównej bohaterki był to moment przełomowy, tak i ja nie mogę przestać myśleć o tych słowach. Musicie wiedzieć, że Hibike to seria o młodości i odnajdywaniu swojej drogi w życiu. Brzmi jak opis wielu serii, tylko tutaj dorzucono orkiestrę dętą? Jednak żadne inne anime nie przedstawia tego tematu tak doskonale. Z wyczuciem, pewnym smutkiem, ale i motywacją. Kumiko to jedna z bohaterem, z którą najłatwiej się widzowi utożsamić, a to jak dorasta na naszych oczach, jest nie tylko naturalne, ale i pochłania widza emocjonalnie. No cóż, w tym leży moc reżyserii Kyoto Animation. Każda klatka animacyjna ma tutaj rolę, wszystko dopieszczone jest na ostatni guzik, każdy dźwięk przemyślany. A mi wystarczy tylko napisać ten akapit, by czuć się jednocześnie poruszoną, jak i zmotywowaną, by być lepszą w tym co chcę robić.

a3a26790d048df64207394e1ad57937f

3. Natsume Yuujinchou (2008-2017?)

Przez lata właśnie ten tytuł podawałam jako ukochane anime wszechczasów. Żeby nie było: Wciąż jest w top 3 i wciąż zachwycam się na samo wspomnienie o istnieniu tego tytułu. A jest to opowieść o sierocie, który widzi duchy i jest bardzo, bardzo samotny. Na szczęście to tylko stan na początek serii. Bo im dalej, tym nasz Natsume poznaje coraz więcej ludzi i demonów i buduje z nimi coraz silniejsze i zdrowsze więzi. Jako, że to historia wybitnie epizodyczna rozwój bohatera jest bardzo powolny, jednak widoczny, szczególnie jak się porównuje zachowanie chłopaka z pierwszego i szóstego sezonu. Tak, o takie lęczące anime walczyłam! I wylałam więcej łez niż nad jakąkolwiek inną serią.

tumblr_mtazjffLNe1rb06tgo2_500.gif

2. Fullmetal Alchemist: Brotherhood (2009-2010)

Ten post jest już wystarczająco długi, więc pozycji najoczywiściejszych nie ma co tłumaczyć :)

 

 

giphy (2)

1. Yuri!!! on Ice (2016)

Mam nadzieję, że nikt, kto miał ze mną choć chwile do czynienia nie jest zaskoczony? Jak mówiłam, na ulubienność serii wpływa dużo czynników. Wspomnienie spotykania się ze znajomymi na każdy kolejny odcinek w środę o 21.00 i wciskania F5, czekając aż w końcu się pojawi. Dyskusje, spekulacje, widok coraz większej liczby osób fascynującego się tym tytułem. Fakt, że choć wcześniej nie wiedziałam o łyżwiarstwie figurowym dosłownie nic, już rok później pojechałam oglądać po raz pierwszy na żywo zawody (a za tydzień jadę znowu!). Także przecudowna Olimpiada Zimowa, której emocje ominęły by mnie, gdyby nie Jurki. Przeczytane doujiny, godzinne dyskusje na komunikatorach z analizą postaci, napisane własnoręcznie fanfiki. Dziesiąty odcinek, który do dzisiaj nie wierzę, że wydarzył się naprawdę. Cała otoczka powstania tytułu, która fascynuje mnie równie bardzo co fabuła tego anime. Przeprowadzone panele, napisane teksty. Wszystkie te przyjaźnie nawiązane po drodze.

No, ale przede wszystkim piękna historia dająca nadzieję, że można pokonać swoje lęki robiąc co się kocha z ludźmi, których się kocha.

~~***~~

No to tyle. Jakiś wniosek? Jakie serię lubię? No cóż, mam wybitne przywiązanie do obyczajówek, przy których mogę wołać “Tak, tak, to jest żyćko, właśnie tak boli w serduszko”. Ale nie tylko, bo gdy w grę wchodzi uwielbienie, zasady można naginać.

Podejrzewam, że wrzucę jeszcze taką listę mangową (swoją drogą, wiecie, że ja w sumie wolę mangi nad anime? Taka ciekawostka), może macie jakieś uwagi formalne? Może więcej opisów o czym jest dana seria?

Dziękuję bardzo za przeczytanie tego tekstu i do przeczytania ponownie :)

~Darya

Ps. Przypominam o trwającym konkursie! 

 

Reklamy

8 komentarzy do “Po prostu moje 26 ulubione anime

  1. Nice, obejrzałam tylko jedno z 26 anime! A konkretnie Angel Beats – Retsuko nie liczę, bo nadal nie widziałam wersji Netfliksowej, a jedynie tę pierwszą z 2016. Kilka z powyższych spróbowałam i mi nie podeszło (jak Nozaki-kun), kilka nadal czeka w kolejce na kiedyśtam. Kilka w ogóle mnie nie interesuje, bo, jak sama wspomniałaś, preferujesz obyczajówki – mnie z kolei zarówno one jak i romanse nudzą.
    Czekałam na to i być może pominęłam, ale nie wyjaśniłaś czemu akurat 26! Ludzie zazwyczaj robią okrągłe albo prawie okrągłe liczby, więc mnie to ciekawi.
    Sama nie jestem w stanie takiej listy zrobić, bo jak tu porównywać dwuodcinkowe OAV do serii sześciu trzyminutowych OAV i do 50-odcinkowej serii telewizyjnej ._. Zwłaszcza, że widziałam za mało i zawsze mi głupio, że czegoś przynajmniej nie spróbowałam. Więc no, podziwiam zdecydowanie – nawet pomimo tego lęku przed ponownym oglądaniem czegoś co zostawiło dobre wspomnienia ;)

    Polubienie

    • Gdzieś wspomniałam, że 26, bo tyle mam lat :3 W przyszłości dzięki temu listy mogą być dłuższe xD
      O, wiedziałam, że mamy różne gusta, ale taka rozbieżność to jednak coś xDDD I tak z ogromną chęcią widziałabym Twoją wersją takiej listy. I nie ma co silić się na porównywanie jakości. Tu chodzi o dokidoki w sercu. To jedyny miarnik!

      Polubienie

      • Och, czyli dla mnie jest teraz najlepszy czas, żeby wywalić z siebie listę okrąglutkich trzydziestu, demyt!
        No właśnie sęk w tym, że jak coś mi daje dokidoki to nie oglądam, odkładam, a zamiast tego zapycham się jakimś tasiemcem. Więc najpierw chcę obejrzeć te dokidoki rzeczy, w odpowiedni sposób, żeby je odpowiednio smakować (bo inaczej, gdy się nałykam jak przy Rolling Girls, to mam uczucie zmarnowania serii), a do tego może długo nie dojść.

        Polubienie

  2. Heh, a ja akurat jestem w trakcie robienia podobnej topki, i to nawet z prawie taką samą liczbą pozycji xD No nieźle się zgrałyśmy, nie powiem xD I jeśli dobrze liczę, to pięć serii nam się powtarza ^^

    A byłoby ich może sześć, ale nadal nie obejrzałam drugiego sezonu Shouwa Genroku, a mam jakieś takie wrażenie, że akurat tutaj muszę znać całość historii zanim wyrobię sobie opinię. W ogóle troszeczkę mnie przygniotła świadomość, ile serii stąd wisi u mnie pozaczynane, naprawdę powinnam ponadrabiać ;p

    Co do kwestii formalnych, imo nie ma większego sensu w takich zestawieniach opisywać fabuły itd., takie rzeczy to sobie można zawsze wyguglać. A w topkach ulubionych rzeczy powinny być właśnie osobiste odczucia osoby je układającej. Czyli – jest dobrze jak jest :3
    No i czekam na wersję mangową ^^

    Polubienie

    • Ach sorki, myslałam, że już odpowiedziałam!

      Takie topki są fajne, nie? <3 Od dawna już od takiej myślałam, ale ostateczną motywacją było, że zwierz popkulturalna zrobiła niedawno swoją topkę 100 ulubionych filmów.

      Pięc to już dobra liczba :D

      Oj tak, Shouwa to cała historia w dwóch aktach. Polecam bardzo!

      Wersja mangowa jest znacznie trudniejsza… Ale jak będzie jakiś wolny czwartek to na pewno się skuszę, bo dobrze się takie teksty pisze :3

      Polubienie

  3. scena na której ryczę w anime ostatnia scena z Gunbuster nawet jak sobie ją przypomnę to oczy się szklą ;p
    co do podróży w czasie pamiętam taką fajną serie (zabijcie tytułu nie pamiętam ) gdzie była dziewczyna pracująca w knajpce nasz bohater na wakacjach i oni razem skakali w czasie ściślej to ona razem z nim
    a lista zacna oglądałem z tego chyba z 3/4 może 4/5

    Polubione przez 1 osoba

    • A wypadło, a raczej: mam kaca po zbyt dużym hajpie (podobnie stało się z Banana Fish). Przy czym Shokugeki ma szansę wskoczyć do końcówki listy mangowej – szczególnie, że właśnie do mangi mam większy sentyment.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s