Wiele serii, a jakoby żadnej nie było, czyli podsumowanie sezonu wiosna 2019 w anime.

Witajcie w naszym cyklicznym podsumowaniu kolejnej pory roku w anime! Wiosna była.. I była. Z ręką na sercu przyznam, że sezon prezentował się przeciętnie. Oczywiście, kilka serii skradło nam uwagę, ale ogólnie, w końcu był czas ponadrabiać zaległości, wyjść na zewnątrz, porozmawiać z ludźmi… Gdzie ja to… Nasz wybór tytułów nie wyczerpuje całej biblioteczki sezonu, jednak mamy nadzieję, że przyjmiecie uwagi do wybranych anime z zaciekawieniem. I miejmy nadzieję, że wiosna okażę się bardziej owocna…

Tym razem dzielimy serię według osób, które chciały się na jej temat wypowiedzieć.

tenor.gif
Obraz redakcji motywującej się wzajemnie do napisania opinii do tego sezonu.

Darya

Aggretsuko

My, milenialsi, czekaliśmy na tak dobrą reprezentację naszego pokolenia, jednak nikt nie dowierzał, byśmy byli warci dostania jej. A tu proszę, historia pandy małej z księgowości to zapis przeżyć pokolenia. Retsuko próbuje pogodzić pracę w korpo z jakimkolwiek życiem osobistym, szuka związku, w którym ktoś by ją zrozumiał i w tym sezonie jeszcze matka zwala jej się na głowę, sugerując, że zegar biologiczny tyka… Wątki są nie tylko życiowe, ale też podane w przyjemny, komediowy sposób, nawet jeśli humor będzie momentami czarny. Ten sezon wyróżnia się wyraźnie na dwie części: jedna odnosi się do pojawienia się nowego pracownika, a druga – mówi o nowym chłopaku Retsuko, postaci dość wyjątkowej jak na ten serial (powiem tylko: AI i kwestie automatyzacji pracy). Oprócz tego Haida ciągle cierpi na złamane serce i mnie to osobiście boli, bo to najlepszy chłopiec (hiena) i zasłużył sobie w końcu na szczęście! Ech… Jeśli lubicie pierwszy sezon, to nie zwlekajcie z oglądaniem. W drugim znamy już postaci i ich problemy, możemy więc docenić to jak się zmieniają i jak nowe okoliczności wpływają na nich i ich relacje. Jejku, jaka ta seria jest cudna!

# Seria jest prześwietna i tak samo jak poprzedni sezon, całość ogląda się jednym ciągiem bez przerywania bo wciąga niesamowicie. ~Zedarrr

ElectricIndelibleKilldeer-size_restricted
Pech taki życiowy.

Hitoribocchi no Marumaru Seikatsuri

Są serie, które po prostu sprawiają, że jest Ci w życiu lepiej. Takie właśnie jest Hitoribocchi, historia gimnazjalistki, która została zmuszona, by do końca szkoły zaprzyjaźnić się z wszystkimi członkami swojej klasy. Problem tylko w tym, że Bocchi jest wyjątkowo upośledzona w kwestiach społecznych i samo odezwanie się do obcej osoby to dla niej wyprawa godna Himalajów. Tym milej obserwuje się jak bohaterka powoli ogarnia w stosunki międzyludzkie i powolutku łapie kolejne Pokemony, tfu, inne słodkie dziewczynki. Bo tak, to seria z gatunku “słodkie dziewczynki nawiązują słodkie przyjaźnie”. I przy okazji naprawdę miła komedia, nawet jak postaci opierają się raczej na niezmiennych, przesadzonych schematach (mistrzem jest tu gaijinka z gaijinolandu, która przyjechała do Japonii zostać ninja). Ujmując to krótko: to anime sprawia, że dzień staje się lepszy. Tak po prostu.

786
Tak, dokładnie tym gifem zachęcam was do Sarazanmai. 

Sarazanmai

A więc chodzi o to, że trójka gimnazjalistów zostaje wrobiona, przez żabę, tfu!, kappę, do wysysania demonom-zombie o podejrzanych fetyszach ich pragnień z tyłka, bo trwa pokłosie Wielkiej Wojny z Wydrami, które nasyłają te zombie przez dwójkę policjantów, z których jeden jest na drugiego zły, że zdradza z Głównym Wydrem, gdzie przy okazji, wśród tej trójki gimnazjalistów też się oskarżają o zdrady i romanse, znaczy jeden by chciał romans, ale senpai nie zauważa, bo ma brata i Tragiczną Przeszłość i stąd ta cała sprawa z idolką Sarą, która powiązana jest z księciem Kappów, który w Wielkiej Wojnie…

Sarazanmai jest fascynującą historią, w pełni objawiającą szalony geniusz pana reżysera Ikuhary (Sailor Moon, Utena), który pozwala sobie pójść tutaj na całość w kwestiach symboliki, metafor i ogólnego “co tu się do cholery dzieje”. Oczywiście, można serii zarzucić używanie schematu “potwora tygodnia” do bolesnej powtarzalności (te same piosenki i sceny walki w prawie każdym odcinku) oraz zakończenie, które… Znaczy, tam brakuje jednego odcinka? Co tam się stało? No właśnie. Nie każdy musi lubić tak abstrakcyjne podejście do historii. Jednak, fani szaleństwa oraz nietypowych powinni być ukontentowani. I są wątki lgbt! Yay!

# Sarazanmai to drugi tytuł spod ręki pana Ikuhary który widziałem i zdecydowanie podoba mi się bardziej niż Yuri Kuma, mimo ogromu powtarzających elementów. Chociaż nie obraziłbym się za odrobinę dosłowności, chciałbym wiedzieć o co chodzi z ㋐ ~Zedarrr

# Ja tam na Sarazanmai się mocno zawiodłem. Po pierwszym odcinku który obiecał mi pokręconą, lecz trzymającą się d- kupy fabułę w stylu Punch Line dostałem niestety serię powtarzających się segmentów i mało interesujących rozwiązań. Chciałbym chcieć obejrzeć tę serię do końca, ale niestety nie udało jej się w żaden sposób przykuć mojego zainteresowania po 6 odcinkach. A wziąwszy pod uwagę w jakiej formie jest nam podawana historia, to jest to niemały wyczyn. ~Siekier

# 10 odcinek zobacz, on ryje w banię w ten najlepszy sposób! ~Darya

Shingeki-no-Kyoujin-56-28
Animacja w Tytanach jest tak dobra, że aż żaden gif się nie załadować… 

Shingeki no Kyojin część 3 part 2

Jeśli z jakiegoś powodu porzuciliście Szynkę gdzieś po drodze i nie chce wam się nadrabiać… Zróbcie to. Nadróbcie. Serio. Ten sezon to absolutnie wyżyny tej serii i każdy odcinek ogląda się z zapartym tchem. A większoś z nich zajmuje Wielka Bitwa, która bije na głowę wszystko, co widzieliście w tym roku (Avengersi może mogą się wypowiedzieć, ale Gra o Tron nawet nie jest godna skomleć o resztki ze stołu). Animacja jest w pytę, muzyka jest w pytę, a akcja, postaci i fabuła to majstersztyk. Rzadko widać tak długą sekwencję walki, gdzie napięcie podtrzymywane jest ciągłą zmianą przewagi u wszystkich stron. No i w końcu rozwiązuje się wątek zapowiedziany już w pierwszych odcinkach… I cholewcia, to satysfakcjonujące rozwiązanie!

Z Shingeki mam czasem ten problem, że wydaje mi się serią przehajpowaną. A potem sięgam po anime lub mange i nie mogę się oderwać póki nie będę na bieżąco. Z ręką na sercu: to jedna z najlepszych serii anime w historii. Tak, macie to na papierze (ekranie), to moje słowa. Jak ja wytrzymam gdy sezon finałowy dopiero za półtorej roku…

~Shizuru

IsekaiQuartet-Episode9-Omake-7
Jedno jest niezmienne: Aqua jak zwykle spieprzy sprawę. 

Isekai Quartet

W tym sezonie obejrzałam do końca całe dwa anime. Jedna bardziej ambitna od drugiej. Na całe szczęście Isekai Quartet okazało się być serią, która nie sprawia, że widz chowa się pod stołem z zażenowania. Wręcz przeciwnie, jest zaskakująco przyjemna. Czego się, mówiąc szczerze, nie spodziewałam po zapowiedziach. No i bawi nawet jak nie zna się źródłowych serii. Mówię to z własnego doświadczenia, gdyż z czterech tytułów widziałam tylko KonoSubę. I nie przeszkadzało mi to w niczym.
Styl graficzny jest bardzo chibi. Ale tak naprawdę bardzo, bardzo chibi. Co idealnie pasuje do tej lekko absurdalnej serii. A właśnie, był nawet odcinek plażowo-onsenowy oraz tradycyjne kupowanie strojów kąpielowych. I festiwal szkolny i parę innych, obowiązkowych elementów.
Podsumowując, jeśli szukacie niegłupiej, zabawnej i krótkiej serii, która nie obrazi waszego intelektu, to Isekai Quartet jest zdecydowanie godne polecenia.

# Spodziewałem się, że ta seria, to będzie jeden wielki mem. I w sumie… miałem rację, tylko wcale nie. Niby większość postaci zostaje spłycona do formy takiego właśnie “memu” – chociażby Rem, która jest tutaj głównie zajęta leceniem na Subaru. Wciąż jednak pomimo tego seria potrafi rozbawić i koniec końców ogląda się ją bardzo przyjemnie. Nie jest to poziom dialogów z Konosuby, ale i tak zdarzyło mi się prychnąć przy oglądaniu. ~Siekier

WilUihzAndkMznD5ecULSgFUUkH8JBLCENAVs8DNJS1TrbgOZ4C0NuAHyJHnXoz8z_as6akLC3kHFDtsLAKJ8A
Moje plany na wakacje.

Nande koko ni sensei ga!?

Druga seria, którą obejrzałam w tym sezonie jest zdecydowanie mniej ambitna i bardziej głupia niż Isekai Quartet, a pokłady cringu są niezbadane. Przed obejrzeniem jej należy zebrać drużynę, uprzednio chowając dumę do kieszeni. Tak przygotowani możemy w końcu podziwiać absurdalne sytuacje, które rozbierają główne bohaterki, łamiąc przy tym często wszelkie prawa fizyki. Ale hej, czego się nie robi, bo móc obejrzeć szczęśliwe zakończenie. A nawet cztery zakończenia, gdyż pary są cztery, a każda z nich schodzi się po kilku odcinkach. Oczywiście wszyscy się znają, chłopaki wiedzą, który z nich i kiedy zaczął spotykać się z nauczycielką itd. Żeby jednak oddać sprawiedliwość, wszyscy bohaterowie są pełnoletni, albo prawie pełnoletni (nawet jeśli na to ni wyglądają).
Wbrew pozorom, oglądanie tej serii sprawiło mi wiele radości, ale właśnie tej z gatunku “to jest tak głupie, że aż śmieszne’. Pomógł też fakt, że nie byłam w tym sama, a wraz z całą paczką znajomych, przez co było jeszcze zabawniej. Tak jak wspominałam w zapowiedzi sezonu, cenzura była wielka i nierzadko zasłaniała cały ekran. Czasami miałam wrażenie, że jest jej aż za dużo, ale to przyjdzie ocenić zapewne dopiero z wydaniem Blu-rayowym.

Także jeśli nie groźna ci wysoka dawka rzucanej w twarzy golizny, lubisz pośmiać się z absurdalnych sytuacji i nie lubisz romansów rozwlekanych na setki odcinków , to śmiało możesz spróbować z Senseiem. W przeciwnym wypadku możesz nie znaleźć tu nic dla siebie.

# Wbrew wszelkiej możliwej logice czerpałem przyjemność z oglądania tej serii. Może powodem był fakt, że absolutnie nie dało się przewidzieć zaistniałych sytuacji, przez co byłem co chwilę zaskakiwany? Może przez to, że koniec końców żadna z głównych postaci już nawet nie udaje, że na siebie nawzajem nie lecą? Paradoksalnie, gdyby wywalić wszystkie fanserwisowe wstawki, to byłby całkiem ciekawy i krótki romans, który i tak zaszedł dalej niż pewnie spora część konkurencji. Dalej nie jestem pewien dlaczego, ale mi Nande koko ni sensei ga!? się podobało. ~Siekier

# Jest mi wstyd za to, ile się naśmiałam na tej serii. ~Darya

Siekier

tumblr_osmhazj9QF1u6tm5ho1_500.gif
Co, myślicie, że w Gudamie tylko roboty się biją?

Kidou Senshi Gundam: The Origin

O patrzcie, kolejny Gundam na horyzoncie! Jako że się na nich absolutnie nie znam, to się wypowiem. Spodziewajcie się opinii z perspektywy kogoś, kto nie kojarzy zupełnie tego uniwersum. No, usłyszałem tylko od Zedarrra, że to origin story głównego złego, czy coś. No, fajnie, lecimy!

Od samego początku rzuca się w oczy (i uszy) klimat, który jest… kosmiczny? Na każdym kroku czuć tę skalę wydarzeń i konfliktów, polityczne intrygi, których stawką jest władza nad całymi systemami. Bardzo dobrze podkreśla to muzyka. Takayuki Hattori postawił na klasyczną orkiestrową aranżację, a jak wiemy na przykładzie Odysei Kosmicznej bądź też najlepszego anime w historii mówiącego o Galaktycznych Herosach, muzyka klasyczna i kosmos pasują do siebie niczym Romeo i Julia – minus to umieranie na końcu. Wszystkie te intrygi sprawiły, że po prostu musiałem wiedzieć, co stanie się dalej. Ogląda się to bardzo przyjemnie, animacja cieszy oko. Jednakże nie jest idealnie. Mam dwa dość silne problemy z tą serią. Nie są one na tyle poważne, bym nie chciał jej oglądać, jednak momentami rażą mnie one niemiłosiernie.

Po pierwsze, nieco mniej istotne, totalnie nie czuję naszego głównego bohatera. Mówi on niewiele, nie wiemy, co się dzieje w jego głowie, bardzo ciężko mi opisać jego charakter, a już tym bardziej przewidzieć, co zrobiłby w takiej albo innej sytuacji. Może gdybym obejrzał trochę więcej Gundamów, wiedziałbym o nim nieco więcej? Możliwe, że twórcy chcieli tylko pokazać jakie wydarzenia sprawiły, że jest on taki, a nie inny? Niestety ciężko jest mi to stwierdzić, na szczęście nie przeszkadza to zbytnio ponieważ im dalej w las, tym wątków nam przybywa i skupiamy się również na innych postaciach.

Po drugie, niestety o wiele bardziej widoczne, dialogi w tym anime są horrendalnie wręcz sztuczne. Słuchając rozmów, czuję się, jakbym oglądał przedstawienie teatralne, tylko w 2D, a postaci były odgrywane przez narysowanych aktorów. Jestem w stanie wybaczyć/zrozumieć, gdy coś takiego dzieje się przy jakiejś gorącej politycznej dyskusji, czy przy rozmowie kilku osób z wyższych sfer, ale wysławiają się tak również nastoletni uczniowie! Absurd sięgnął zenitu, gdy jedna z postaci, po płomiennej przemowie zaczęła nagle GRAĆ NA PIANINIE, ponieważ nic tak nie podbija dramatyzmu, nie?

Pomimo tych dwóch zgrzytów Kidou Senshi Gundam: The Origin ocieka wręcz klimatem kosmicznej polityki i wojen. Jeżeli szukacie SF z dużą dawką (momentami zbyt) poważnych przemówień i tonów, to nie szukajcie dalej, tylko wsiadajcie do mecha.

tumblr_osmh86FMB41qehrvso2_500
Naofumi w naturalnym dla siebie stanie ciągłej złości. Anime próbuje go z niego wyciągnąć, co nie wychodzi nikomu na dobre.

Tate no Yuusha no Nariagari

Ależ jestem niemożliwie zły na tę serię. W sumie to bardziej na Kinema Citrus, bo wobec Tate no Yuusha no Nariagari nie miałem jakichś szczególnych oczekiwań, dopóki nie dowiedziałem się, jakie studio wzięło go pod swą opiekę. No i nie poszło za dobrze. Bohater tarczy powstał niczym gracze na całym świecie. Czyli wcale.

Zanim przejdę do samego anime, ustalmy jedno. Shield Hero nie ma ambitnej fabuły. Nie była jednak ona tragiczna i nawet wyróżniała się na tle innych serii, co w tym gatunku to niemały wyczyn. Naofumi trącił nieco krawędzią, ale jednocześnie zachowywał się inaczej niż typowy isekai MC. Oglądanie jak postać, która spotkała się ze skrajną niesprawiedliwością, powoli odgrywa się na swoich oprawcach również nie jest specjalnie odkrywczym zabiegiem, ale DZIAŁA. Odnoszę wrażenie, że głównie po to ogląda się tę serię (ba, mówi o tym sam tytuł).

Co poszło nie tak? Kinema Citrus pomajstrowała nieco przy fabule i według mnie pogorszyło to tylko już i tak wątłą sytuację naszego tarczownika. Postać Naofumiego stała się bliższa typowemu przedstawicielowi rasy isekai MC, a dalsza swojemu mangowemu, o nowelkowym nawet nie wspominając, odpowiednikowi. Co jakiś czas atakują nas fillery, które niepotrzebnie spowalniają akcję. Nie o taką adaptację nic nie walczyłem.

A propos walki, jest to oczywiście w jakimś stopniu wina oryginału, ale walki w Shield Hero są bardzo mało zajmujące. Jedno z ważniejszych starć w serii wygląda mniej więcej tak: Wielki Zły ładuje w naszego bohatera swoim atakiem. On przeżywa, postaci mu towarzyszące zaczynają z nim i między sobą rozmawiać. Coś tam się posprzeczają, coś pokrzyczą, stwierdzą, że muszą powstrzymać Wielkiego Złego i tak dalej. W między czasie wspomniany niemilec przygotowuje kolejny atak i sytuacja się powtarza. Ja rozumiem, że czasem trzeba coś powiedzieć w trakcie walki, żeby widz się nie pogubił, ale ileż można?

Żeby jeszcze te rozmowy były tego warte. Bardzo chętnie dowiedziałbym się z nich czegoś więcej o świecie, do którego trafił nasz bohater, bo wygląda na to, że nie jest to do końca typowe fantasy wyciągnięte z gry MMO. Niestety, nie dowiadujemy się o nim zbyt wiele. A szkoda, może to pomogłoby trochę powstać Bohaterowi Tarczy. Śmiechu warty jest za to system magii. Jedna postać krzyczy formułkę, a druga dodaje do niej “anti-”. W efekcie atak czarodzieja brzmi “Zweit Fire Squall”, a odpowiedź obrońcy “Anti-Zweit Fire Squall”. Czy dało się to zrobić nudniej? No pewnie nie. Wydaje mi się, że cały ten cyrk to również pomysł Kinema Citrus, ale tego akurat nie jestem pewien. Pamiętam, że inkantacje w mandze brzmiały podobnie (a już same “podwójne lodowe pociski” etc. nie są zbyt kreatywne), ale nie przypominam sobie, by postaci używały w niej remedium na wszelkie magiczne problemy, czyli słówka “anti”. Nieważne jednak, kto zawinił, efekt jest niestety ten sam.

Wielka szkoda, bo od samego początku widać było potencjał na coś przynajmniej przyzwoitego. Kevin Penkin po raz kolejny stworzył wpadające w ucho kompozycje, choć nie na tym samym poziomie, co jego wyczyny w Made in Abyss. Projekty postaci cieszyły oko, a i animacja trzymała dobry poziom. Niestety coś gdzieś poszło nie tak i zamiast powstania dostaliśmy raczej pokaz łapania zająca (chociaż pewnie bardziej pasowałby szop).

# Główny bohater tej serii naprawdę wywołuje u mnie wszelkie możliwe negatywne odczucia, więc podczas oglądania piątego odcinka tej serii stwierdziłem, że nie należy sobie robić tak dużej krzywdy i przestanę to oglądać. Satysfakcjonuje mnie fakt, że nie ominęło mnie zbyt wiele.~ Zedarrr

Zedarrr

pdbzn2u
Ending z jednego odcinka Kaguyi jest chwilowy, memy z JoJo są wieczne.

JoJo no Kimyou na Bouken: Ougon no Kaze

Ah, JoJo – seria o której słyszał chyba każdy, a jeśli uważa inaczej to po prostu nie zagłębiał się w genezę memów krążących po Internecie. Seria której albo jest się największym fanem, albo nie widziało się jeszcze na oczy. Osobiście (biorąc pod uwagę, że piszę tą recenzję) znajduje się w tej pierwszej grupie.

Opis swoich wrażeń rozpocznę od małego porównania z poprzednimi częściami sagi rodu Joestarów, jako, że będąc trochę w tyle z późniejszymi sezonami, przed wyjściem Vento Aurero bardzo intensywnie nadrabiałem poprzednie dwie części serii. Po małym odskoku od typowego prowadzenia fabuły w JoJo w części czwartej, Ougon no Kaze ponownie serwuje nam opowieść o grupie bohaterów dążących do bardzo konkretnego celu (no dobra, tutaj trochę mniej konkretnego, bo tożsamość wielkiego złego jest okryta wielką tajemnicą), więc jeśli nietypowy Diamond wa Kudakenai nie uważacie za mocną stronę całej franczyzny, to najnowsza odsłona serii zdecydowanie przypadnie wam do gustu. Fabuła tego anime opiera się na przygodach grupy członków włoskiej mafii do której dołącza nasz główny bohater – Giorno Giovanna. Niestety, dla mnie jest on chyba jedną z najmniej interesujących głównych postaci pośród protagonistów JoJo, ale za to w najnowszej ich odsłonie, wiele czasu poświęca się wszystkim jego towarzyszom, przez co można nawet mieć wrażenie, że to niektórym z nich bardziej w tej chwili należy się tytuł głównego bohatera (osobiście moim faworytem w tej kwestii jest Bruno). Mniej istotny protagonista nie jest według mnie jakimkolwiek problemem, ale może jest to wyłącznie znieczulica wywołana ogromną ilością nijakich głównych bohaterów w anime jako medium.

Co oprócz powrotu do formy epickiej wyprawy daje nam Ougon no Kaze? W sumie, wszystko co znaleźć w JoJo można było zawsze – bardzo charakterystyczną i dobrą animację, świetną muzyką (w szczególności openingi), przedramatyzowaną do granic możliwości fabułę oraz interesujące starcia wszelakich bohaterów. Co tu dużo mówić, jeśli widzieliście wcześniejsze serie, polecam brać się za tą jak najszybciej, a jeśli nadal nie oglądaliście JoJo, brać się za pierwszy sezon. A mi i wszystkim którzy oglądają część piątą na bieżąco, zostaje tylko czekać na finał tej trzy-sezonowej opowieści (w momencie pisania tego tekstu do końca zostały trzy odcinki), w szczególności, że ostatni odcinek ma być dłuższy niż standardowe dwadzieścia-kilka minut.

tumblr_plbyhpU6kh1y0yrefo1_500
MOJE plany na wakacje.

Dororo

Dororo (anime, nie postać) cierpi na bardzo poważną przypadłość, jaką jest bycie tytułem produkowanym przez studio Mappa emitowanym dłużej niż jeden sezon. Niestety, seria naprawdę staje się dużo gorsza w kwestii wizualnej im dalsze odcinki oglądamy, co szczególnie odbija się na tłach. Ktoś coś tam próbuje ratować, cały czas starając się aby sceny akcji i pojedynków na miecze wyglądały co najmniej przyzwoicie, ale nadal jest naprawdę przykro patrzeć jak coś co mogłoby być niesamowitym tytułem marnieje w oczach. Co do fabuły, Dororo podąża, spodziewanie, schematem potwora tygodnia i przedstawia nam powolne dążenie głównego bohatera do odzyskania całości swojego ciała poprzez polowanie na kolejne demony, poprzerywane okazjonalnym polowaniem na inne demony, które to są mniej lub bardziej szkodliwe i niepowiązane z klątwą działającą na protagonistę. Mi taka forma nie przeszkadzała, oczywiście niektóre z historii były mniej lub bardziej interesujące od innych, ale według mnie fabuła nie jest akurat tym na co trzeba narzekać. Dodatkowo finał zawarty w kilku ostatnich odcinkach całkiem sensownie splatał ze sobą kilka różnych wątków i serwując widzom całkiem otwarte zakończenie całości, ale dla mnie takiego można było się spodziewać, jako, że Dororo stara się budować nam historię wokół jednej konkretnej postaci i jej dążeniu do konkretnego celu.

Naprawdę trudno mi się zdecydować na to czy jest to anime warte polecenia. Nie męczyłem się przy jego oglądaniu, zakończenia niektórych odcinków sprawiały, że czekałem z ciekawością na kolejne, ale nie jestem pewien czy oglądanie dwudziestu czterech odcinków Dororo w krótszym czasie niż cały sezon, może dać nam dużo gorszy obraz tego tytułu, w szczególności przez bardzo case’owy charakter oraz spore spadki jakości.

# Dororo przestałem oglądać jakoś w momencie, w którym animacja zaczęła się krztusić. Niestety fabuła, zwłaszcza w tej epizodycznej formie, niezbyt mnie chwyciła, więc na pokładzie trzymała mnie właśnie widowiskowa animacja i ciekawy koncept świata. No i niestety tego w pewnym momencie brakło. :( ~Siekier

~Ekipa Lemurilli

Ps. Zapraszamy w ten weekend na DFy! Będziemy mieć liczne atrakcje w namiocie Fundacji Nami – m.in. sezonówki wiosenną i letnią <3

Ps. 2. A za dwa tygodnie, 14 i 15 lipca we Wrocławiu odbędzie się kolejny Namicon – tym razem w klimatach rewolucyjnych. Zapraszamy serdecznie <3

Reklamy

1 komentarz do “Wiele serii, a jakoby żadnej nie było, czyli podsumowanie sezonu wiosna 2019 w anime.

  1. „Shield Hero” to było największe rozczarowanie tego sezonu (na tle tych może sześciu innych animców, jakie miałem okazję oglądać, but still). Widzi człowiek pierwszy, przedłużony epizod, widzi zaczątki paru obiecujących wątków, potem wchodzi drugi z Raphtalią, napięcie rośnie, potem akcja na arenie i już ma być tylko lepiej, bo ruszamy w świat robić questy i sprzątać po innych bohaterach… I potem wchodzi „typowy isekajec”, cały na biało, ze słowami „ha ha, nie spodziewaliście się mnie!’. Ja rzadko jaram się myślą, że po powrocie z pracy czeka mnie nowy odcinek serialu, oh boy, nie mogę się doczekać, a tutaj była obecna przez dobre pół sezonu, zastąpiona przez „eh, jest ok” i ostatecznie „meh”. No i te ciągnące się przez cały odcinek walki, bo ekipa musi sobie pogadać… Kaman.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s