Rankingi na dobry koniec, czyli podsumowanie anime w 2018 roku II

Tak jak obiecywaliśmy – dzisiaj prezentujemy drugą część naszego podsumowania 2018 roku! Każdy z ekipy wybrał po 5 serii, które szczególnie przypadły mu w tym roku do gustu i postanowił napisać o nich kilka słów. Jeśli interesują nas nasze nagrody techniczne – zapraszamy do ostatniej notki! Nie przedłużając: oto werdykt!

CheerfulOrnateLeonberger-max-1mb.gif
Przygotujcie sobie zapas ciasteczek do podjadania i jedziemy! [Hinamatsuri]

Darya

Golden Kamuy

73a
Leonardo Dicaprio tak nie umi!

O Golden Kamuy usłyszałam już parę lat temu, gdy pierwowzór został nominowany do prestiżowej nagrody Osamu Tezuki dla najlepszych mang. Już wtedy zachwyciłam się pomysłem: Początek XX wieku, Hokkaido, przewodnik po kulturze Ajnusów. No takie rzeczy kocham. Historia okazała się kryć jeszcze więcej zaskoczeń! Wspomnijmy jednak najpierw o minusach. To nie jest szczególnie dobra adaptacja. Kreska jest… Przeciętna, trudna naliczyć ciekawe zabiegi reżyserskie, a CG niedźwiedziach słyszał już każdy. Naprawdę jednak warto przymknąć na to oko, bo fabuła i postaci wynagradzają wszystko. Cała ekipa jest intrygująca, każdy ma cechy szczególne, motywacje, przechodzi zmianę. Porucznik Tsurumi to jeden z moich ulubionych antagonistów z wszystkich serii. A Sugimoto i Asirpa! Przecudowny duet trzymający całą serię na barkach. A jest co trzymać! Naprawdę mało jest w Japonii tytułów, które mają tak interesującą intrygę. Cel wydaje się prosty: Zdobyć ukryty gdzieś złoty skarb. Ale ile po drodze zasadzek, zdrad, sojuszy, dziwnych ajnuskich potraw, twistów i wątpliwości… No coś cudownego. Sam finał drugiego sezonu tak bardzo trzymał mnie w napięciu, że sam mógłby zdobyć dla tego tytułu miejsce w top 5 tego dobrego roku jakim jest 2018!

Irozuku Sekai no Ashita kara

guh74os5rur11
Gdy w końcu zainwestujesz w dobry net i możesz oglądać na YT w 1080.

Przejrzałam bardzo dużo innych podsumowań, zanim zabrałam się za pisanie własnych. W wielu z nich znalazło się miejsce na przypomnienie, że autor nie widział wszystkich serii i na pewno coś dobrego ominął. I czym ilustrowano to stwierdzenie? Oczywiście, że kadrami z Irozuku! Winię za to amerykańskiego dystrybutora, Amazona, którego serie jakoś nigdy nie potrafią zdobyć na zachodzie takiej sławy na jaką zasługują. A Irozuku powinno wejść do jakiegoś kanonu obyczajówek czym prędzej! Przede wszystkim mamy tu historię spójną, zakończoną po trzynastu odcinkach porządnym zakończeniem! A po drodze dostarcza przeuroczej historii „leczącej’, gdzie bohaterka mająca problemy z depresją (symbolizowane niemożnością widzenia kolorów) pomału dochodzi do siebie za pomocą przyjaciół, rodziny oraz nowo odkrytej pasji (w tej roli: fotografia). Anime ma bardzo dużo szacunku do swoich postaci i podejmowanych tematów co tylko wzmacnia angaż emocjonalny, jaki wkłada się w oglądanie. A w dodatku: jejku, wizualia! Rzadko kiedy widziałam tak piękną pod każdym względem serię. Estetyka, przede wszystkim oszałamiające kolory, idealnie zgrywają się z tematyką całości, dając tytuł spójny w każdej warstwie. A, i na koniec się trochę płakło, a to zawsze na plus!

Sora yori mo Tooi Basho

omakegifanime-sorayorimotooibasho-episode135bend5d-hinatarecordsshiraseandpenguins
Oczywiście, że najlepszą serią roku było Pingu in the City!

Gdy pierwszy raz usłyszałam o serii, gdzie słodkie dziewczyny jadą na Antarktdydę, przyznaję, zaśmiałam się. No bo wiecie jak Japończycy traktują takie tematy. Po łebkach, byleby było uroczo. Z każdym odcinek, uśmiech rzedł mi jeszcze bardziej (albo – stawał się coraz szczerszy), bowiem ta historia po prostu pozytywnie zaskakuje. Powód dla którego ekipa trafia na południowy kontynent jest zaskakująco sensowny (tak!!!), a tematyka wykracza dalece poza „urocze przygody młodych bohaterek”. Po ostatnim odcinku człowiek na chwilę siada i myśli o tym skąd pochodzi, dokąd zmierza. Anime dotyka i rozwija bowiem kwestię tkwiącą w większości ludzi: Niewypowiedzianą chęć przeżycia prawdziwej przygody, znalezienie celu do którego wypełnienia się dąży, szukanie jakiegoś większego sensu. Choć motywacje bohaterek są różne, łączy je właśnie poszukiwanie tego >czegoś< oraz zmiany, jakie wszystkie przeszły w czasie podróży. I znów: Jest to dzieło zakończone w 13 odcinków, z bardzo konkretnym celem jaki osiąga zarówno fabularnie oraz jako opowieść. A do tego jest po prostu przyjemna w oglądaniu!

3-gatsu no Lion sezon 2

tumblr_inline_ozdhqanzcc1tjpvzc_500
Przeciętny widz w trakcie oglądania Sangatsu no Lion.

Oba sezony Sangatsu nadrobiłam dopiero w tym miesiącu… I z jednej strony jest mi wstyd, że tyle mi to zajęło, a z drugiej seria przysłoniła mi trochę wszystkie inne tytuły, jakie ostatnio nadrabiałam. Tak więc, kocham tytuły leczące, tak? Te, gdzie protag z depresją spotyka ludzi i powoli się leczy, przy okazji mając jeszcze jakąś pasję/hobby, która ciągnie go przez kolejne dni? No to to jest chyba najczystszy przedstawiciel tego gatunku jaki widziałam. Mamy młodego geniusza grającego profesjonalnie w shogi oraz rodzinę sióstr, które czasem ciągną go do siebie na kolacje. I całość jest taka… Taka… Kochana! O, dobre słowo! O ile, nie jest smutno i źle i chcesz przytulić głównego bohatera i powiedzieć mu, ze wszystko będzie dobrze, nawet jak w tle głowy wiesz, że to nie jest takie proste. Żeby nie było: Drugi sezon jak najbardziej zasługuje tutaj na wyróżnienie, może nawet bardziej niż pierwszy? Na pewno wątek Hinaty sprawił, że w pewnym momencie chciałam stanąć i klaskać. Naprawdę nie pamiętam, by wyświechtany i nudny motyw jakim jest znęcanie się w szkole gdzieś potraktowano z takim wyczuciem niuansów i satysfakcją dla widza. A, i SHAFT czyni sobie małe cuda z adaptacją serii. Oklaski dla wszystkich pracujących nad tym tytułem i czekamy na sezon trzeci!

Devilman: Crybaby

devilman
Gdy słyszysz, że ktoś przyniósł ciasteczka.

2018 rok był bardzo dobrym rokiem dla anime. Tym bardziej zaskakujące, że seria, którą uznaję za najlepszą pojawiła się w całości już w pierwszym tygodniu. Powiedzmy sobie od razu, rozumiem, że wiele osób nie będzie chciało sięgnąć po ten tytuł i odrzuci ich brutalność oraz dekadentyzm, któremu przyklasnąłby wujcio Baudelaire. Jednak nie sposób ująć serii pewnej wybitności. Jest to dzieło wielkie, korzystające z wielkich odniesień (Biblia, tyle Biblii!) analizująca tematykę dobra i zła. Mnogość możliwości interpretacyjnych sprawia, że jeszcze długo po zakończeniu anime siedziałam na forach i dyskusjach analizujących poszczególne sceny, a wnioski wychodziły miejscami nader różnie. Dodajmy do tego znakomicie użytą ścieżkę dźwiękową i eksperymentalną (dla niektórych – odrzucającą) kreskę i wychodzi tytuł oryginalny oraz zaskakujący. I taki, który nawet rok po premierze bardzo szczegółowo zapada w pamięci.

Serie warte wyróżnienia (poza topkami): Boku no Hero Academia 3, Yuru Camp, Hinamatsuri, Mahoutsukai no Yome, Banana Fish. 

 

Siekier

Boku no Hero Academia 3

goodnaturedunacceptablearrowworm-size_restricted
Kiedy widzisz, że na talerzu zostało ostatnie ciasteczko.

Co chwilę spotykam się z określeniem HeroAca jako “zwspółczesnego shounena”. I owszem, jako shounen seria jest fenomenalna. Genialna muzyka, stabilna animacja z wieloma “sakuga” momentami i scenariusz, który odchodzi od wielu znanych schematów. Kohei Horikoshi to wielki fan One Piece’a i amerykańskich komiksów o superbohaterach, więc ma się na czym wzorować i “robić lepiej”.

Ale załóżmy, że nie przyszliście tutaj oglądać dwóch typków strzelającymi do siebie kulami energii. Zgadnijcie co – dobrze trafiliście. To, co w drugim sezonie dopiero zaczęło być widoczne, w trzecim atakuje nas w całej okazałości. My Hero Academia porusza również parę głębszych wątków: kim właściwie jest “bohater”? Jaki powinien być? Czy istnieje w ogóle coś takiego, jak “idealny bohater”? Czy bohaterowie powinni być kontrolowani przez prawo? Czy powinni oczekiwać zapłaty? A przy okazji opowiada kilka naprawdę dobrze przemyślanych historii (postać Bakugou, “You’re next”, etc.) – do tego stopnia, że ciężko jest nawet zaspoilerować je jednym, prostym zdaniem typu “X umiera w 3. Odcinku”.

Nawet jeśli nie jesteście koneserami shounenów – dajcie Akademii Bohaterów szansę. Wszystko w tej serii stoi na naprawdę wysokim poziomie. I to nie na poziomie “jak na shounena całkiem spoko”.

Hinamatsuri

pinky-promise
Mężczyzna samotnie wychowujący dziewczynkę, scenka obyczajowa.

Cieszyłem się jak głupi przez cały czas oglądania tego anime. Chylę czoła przed Masao Ohtake, który wpadł na pomysł komedii o dziewczynkach z esperskimi zdolnościami, w której… ich zdolności nie grają zasadniczo żadnego fabularnego znaczenia (no, może poza pierwszym odcinkiem). O wiele większą rolę odgrywa fakt całkowitego oderwania od rzeczywistości i społeczeństwa Hiny i Anzu, przez co odkrywają one na nowo świat – co oczywiście prowadzi do wielu zabawnych sytuacji.

Co ciekawe, seria potrafi też być smutna i poważna, nie tracąc przy tym swojego komediowego sznytu. Widzimy jak mała dziewczynka wychowuje się wśród ludzi bezdomnych(™), którzy od dawna nie widzieli swych rodzin i wnuków, po czym przeskakujemy do żartów na ten temat i to wszystko w jakiś niesamowity sposób do siebie pasuje. Z drugiej strony, skoro slapstickowy momentami wręcz humor pasował do Życie jest piękne, czyli komediodramatu o holocauście, to czemu tutaj nie miałby on pasować? Skoro już jesteśmy przy filmowych porównaniach, to sposób, w jaki “wychowała” się Anzu bardzo przypomina mi Benjamina Buttona – on również wychował się wśród ludzi starszych, nie mających wiele w swoim życiu, przez co nauczył się doceniać drobne rzeczy. Bardzo ucieszył mnie ten wątek.

Oczywiście również “normalne” postaci pełne są różnych przywar i są “nieco” przerysowane. Biedna Hitomi, która radzi sobie ze wszystkim, ale nie potrafi odmówić, czy też Nitta, nieco samolubny gość o ciętym dowcipie i dobrym sercu. W sumie gdyby nie Menedżer z Zombielandu, to nominowałbym Nittę na protagonistę roku. Jego komentarze były zawsze bezbłędne.

Hinamatsuri było dla mnie taką “Konosubą roku 2018” – komedią, która przy każdej okazji zaskakiwała mnie czymś nowym. Co również mnie zaskoczyło, to poziom animacji, który zaserwowało nam studio “feel.” (czy ta kropka to integralna część nazwy?), znane z takich hitów jak Kiss x Sis czy Dagashi Kashi – serio, co się z wami stało? Róbcie tak częściej!

Seishun Buta Yarou wa Bunny Girl-senpai no Yume wo Minai

47785cc7960430de868309d7881a1d107d3cc866r1-540-304_hq
Name a more iconic duo. I will wait!

Zastanawiałem się długo, czy Króliczek na pewno aż tak mi się podobał. I w sumie stwierdziłem, że tak. Nie przepadam zwykle za epizodycznymi seriami, w których mamy jakiś “problem tygodnia”, ale Seishun Buta dał radę utrzymać to w na tyle świeżej oprawie, że oglądało mi się to bardzo przyjemnie.

Ogromne oklaski należą się za to Hajime Kamoshidzie. Korzystając z całej supernaturalnej oprawy porusza tematy złożone i niełatwe, jednocześnie starając się nie znudzić odbiorcy i nie sprawić, by rozwiązanie problemu nie wydawało się być “wymuszone” (chociaż tłumaczenie oparte o fizykę kwantową czasem się o to ocierały). Postaci nie były specjalnie przerysowane i wg. mnie ich charakter jak i problemy były bardzo wiarygodne.

Ogromną zaletą tego anime są jego świetne dialogi. Zarówno te prowadzone przez nasze główne duo, jak i rozmowy Sakuty z innymi osobami. Wiele razy wybuchałem śmiechem – humor jest mocno nieprzewidywalny i łamie wiele znanych schematów. Wszystko to jest okraszone piękną animacją i dobrą muzyką.

Niech was nie zwiedzie przydługi tytuł i obiecana przez okładkę dziewczynka w stroju króliczka. Seishun Buta Yarou wa Bunny Girl-senpai no Yume wo Minai to seria bardziej ambitna, niż można by się na pierwszy rzut oka spodziewać i jestem pewien, że wielu z was przypadnie ona do gustu (chyba, że liczyliście na więcej Mai we wspomnianym stroju, wybaczcie).

Planet With

planet_with_ep9_small
Jestem zawiedziony brakiem gifów z tej serii w internecie.

Satoshi Mizukami to taki mój Stephen King świata mangowego. Nie ma jakiegoś specjalnie wyróżniającego się stylu. To, jak opowiada historię, nie zwala mnie z fotela. Ale i tak czytam dalej, bo chcę wiedzieć CO ON WYMYŚLIŁ. A wymyśla naprawdę niesamowite rzeczy. Planeta Z (przepraszam, musiałem) to pierwsze zetknięcie się Mizukamiego z anime – z jednej strony, przeczytawszy resztę jego historii, trochę mnie to smuci. Jednak w żadnym wypadku nie oznacza to, że historia tutaj wypada źle! Po prostu wiem, że stać go na dużo, dużo więcej.

Planet With docenia się najbardziej po obejrzeniu 6 odcinków. Kiedy jesteś w połowie serii i wciąż nie masz pojęcia, dokąd ona pójdzie. W pozytywnym sensie. W jakimś stopniu przypomina mi to Gurren Laganna – i tym trochę ta seria jest. Z niestety gorszą animacją (CGI… choć nie jest ono tragiczne – poza smokiem) i nie tak wybitną muzyką (przepraszam Panie Tanaka, wykonał Pan wspaniałą pracę, ale Taku Iwasaki wykonał pracę na zupełnie innym poziomie), za to ze scenariuszem zajmującym 12 odcinków! Naprawdę nie wiem, jak to możliwe, przysiągłbym że tych epizodów było co najmniej dwa razy więcej.

Jest to dla mnie jedna z tych serii, która została nieszczęśliwie przeoczona. A wielka szkoda, bo jest naprawdę warta uwagi. Mam szczerą nadzieję, że to nie będzie ewenement i Satoshi Mizukami powróci jeszcze w animowanym medium.

Happy Sugar Life

defenselesscreepyaustraliankestrel-small
Kiedy ktoś inny zje ostatnie ciastko z tego talerza.

Z łatwością moje największe pozytywne zaskoczenie ubiegłego roku. I chyba również najbardziej niedocenione anime roku 2018. Jeżeli miałbym je krótko opisać, to powiedziałbym, że to komedia, która trzyma w napięciu. Komediothriller? To, co mnie urzekło, to fakt, że owa seria nie pozostaje jedynie przy ukazywaniu nam kolejnych przerysowanie szalonych postaci. Ona nam próbuje to ich szaleństwo TŁUMACZYĆ. I owszem, wciąż to jest śmieszne, jak duże w tej serii jest stężenie wariatów na metr kwadratowy, ale jednocześnie ciekawi nas, co będzie dalej. Zwłaszcza, że intrygi powoli zaczynają się nawzajem splatać.

To niesamowite jak ta seria dobrze wygląda. Nie mówię tu o poziomie Irozoku czy Violetki oczywiście, ale Happy Sugar Life wygląda i porusza się naprawdę bardzo dobrze. A muzyka naprawdę trafia w klimat. Muszę rozeznać się w twórczości Koichiro Kameyamy, bo okazuje się, że pracował przy wielu anime, ale żadnego z nich po prostu nie kojarzę. Dodatkowo muszę wspomnieć również o openingu. Jeśli mówimy o oddaniu klimatu serii – jest to absolutne top roku 2018.

Jeżeli nigdy wcześniej nie słyszeliście o tej serii – teraz macie szansę to zmienić! Może i nie przypadnie wam do gustu, bo jest oczywiście dość specyficzna, ale jest zrealizowana na tyle dobrze, że zasługuje na swoje 5 minut w blasku reflektorów.

Serie warte wyróżnienia (poza topkami):  Angolmois: Genkou Kassenki. Zombieland Saga, Banana Fish 

Shizuru

Hataraku Saibou

hataraku-saibou-gif28229
Gdy Twój przyjaciel przypomina Ci, że jesteś na diecie i nie możesz jeść ciasteczek.

Ach, co to była za seria! Te pościgi, te wybuchy, te krwawe walki z przeciwnikami! A to wszystko w naszym organizmie, z naszymi własnymi komórkami w rolach głównych. Nie ukrywam, że jako absolwentka klasy licealnej o profilu biologiczno-chemicznym i wierna fanka francuskiej animacji “Było sobie życie” byłam bardzo podekscytowana gdy tylko usłyszałam, że ma wyjść anime o tym, co to dzieje się w naszych ciałach. Hataraku skupia się na układzie krwionośnym, gdzie różne krwinki nieustannie walczą, by zachować nas w zdrowiu i dobrej kondycji. Co nie jest zadaniem łatwym, jak pokazują nam twórcy. Nigdy nie wiadomo, kiedy zaatakują nas jakieś bakterie, wirusy czy pasożyty, albo czy nasz organizm sam, przez pomyłkę, zacznie walczyć z samym sobą. Tutaj upatruje jednak główny minus tej serii jako całości, gdyż nie ma tu zbytnio zwartej fabuły, a niemal każdy odcinek skupia się na potworze, czy raczej chorobie tygodnia. Nawet Najlepsza Dziewczynka Całego Fandomu nie była tutaj naczelnym villainem, a raczej kolejnym problemem, przed którym stoją nasze komórki. Uważam, że gdyby twórcy pokusili się w trakcie na jakąś większą fabułę, jak zrobili to w dwóch ostatnich odcinkach, seria byłaby jeszcze lepsza. Jeszcze co ciekawe, nawet w opowieści o komórkach ludzkiego ciała pojawia się wątek romantyczny i może się okazać, że nasze krwinki mają lepsze życie uczuciowe niż niektórzy z nas. Tak czy inaczej, Hataraku Saibou jest tytułem, którym z czystym sercem mogę polecić wszystkim, nawet jeśli nie interesują się jakoś szczególnie biologią czy medycyną.

Hinamatsuri

hinamatsuri-2
Kiedy walczycie o ostatnie ciasteczko.

Tak jak pisałam w zeszłotygodniowej notce – zupełnie nie spodziewałam się, że akurat ta seria okaże się tak dobra. Na szczęście dałam się przekonać ludziom mówiącym, że Hinamatsuri jest naprawdę zacnym tytułem. Jak dla mnie jest to idealne połączenie komedii z elementami dającymi do myślenia czy do wzruszenia. Bo scena, w której Anzu mówi Nittcie, że Hina nie nadaje się do bycia bezdomną była zabawna. Aż do czasu, kiedy zdałam sobie sprawę, że sytuacja, w jakiej znajduje się Anzu, nie jest różowa. I że Hina miała wiele szczęścia, że udało jej się znaleźć prawdziwy dom. Takich momentów jest oczywiście więcej, a każdy na swój sposób wyjątkowy. Mamy też możliwość obserwowania, jak bohaterowie tej serii się rozwijają i zmieniają, przez co historia nie stoi w miejscu, mimo, że całość jest trochę epizodyczna. Na uwagę zasługuje na pewno oprawa audio-wizualna, która ani na moment nie spada ze swego wysokiego poziomu, co niestety zdarza się wielu seriom anime. Tak więc wszystkim miłośnikom nie tylko komedii, ale i ciekawych postaci czy ogólnie dobrych serii, polecam.

Violet Evergarden

original
Kiedy ktoś odda Ci swoje ostatnie ciasteczko.

To była seria, na którą wielu ludzi czekało od momentu, gdy zostało zapowiedziane jej powstanie. W pewnym momencie i ja dołączyłam do tego radosnego pociągu hype’u, gdyż to anime miało być jednym z ładniejszych anime 2018 roku, o ile nie w ogóle. Co się okazało, że faktycznie spełniono te obietnice. Violet Evergarden jest jedną z najprzyjemniejszych serii do oglądania pod względem wizualnym, jaką miałam okazję oglądać. Projekty postaci są ciekawe i zróżnicowane, lokacje, w których przebywają bohaterowie przepiękne a całość wygląda jak raj dla fetyszystów trzaskania screenshotów. I gdyby tylko fabuła była na takim samym poziomie, co grafika… Nie twierdzę, że jest zła, co to to nie. Niektóre historie były naprawdę ciekawe i wzruszające, podobnie jak backstory Violetki. Jednak miałam wrażenie, że całość wyszła by o wiele lepiej, gdyby niektóre odcinki ustawione były w nieco innej kolejności. A tak fragment, który byłby dla mnie idealnym zakończeniem całego anime, trafia się pod koniec 9 odcinka. Nie zmienia to jednak faktu, że to anime jest na tyle wybitne zarówno pod względem grafiki, animacji i muzyki, że wybaczyłam mu te wszystkie małe babolki. Także jeśli jeszcze nie widzieliście tej serii – polecam gorąco.

Zombieland Saga

tumblr_pk3f0cltcd1uxybkho2_500
Kiedy ty jesteś ciasteczkiem!

Zombieland Saga było pierwszą serią z idolkami, jaką w ogóle widziałam. Nie da się ukryć, że jest to dość nietypowa przedstawicielka tego gatunku. W końcu tutaj wszystkie dziewczyny są zombie. I w dodatku mają uratować Sagę przed… Właściwie, nie do końca wiadomo przed czym. Najogólniej rzecz biorąc – przed ekonomicznym upadkiem. Tatsumi Koutaro postanawia więc wskrzesić 7 dziewcząt, by razem założyły zespół i występowały przed coraz to większą publicznością.
Co tu dużo mówić – Zombieland Saga to świetna komedia, z kilkoma ciekawymi twistami, gromadą cudownych bohaterów, i niestety, przynajmniej jak dla mnie, słabym zakończeniem. Najpierw mnie bawiło zamiast wzruszać, potem zaczęło odrobinę wkurzać, by jednak na samym, samym końcu nadrobić grzeszki. Piosenki, które były prezentowane w trakcie serii są na całkiem przyzwoitym poziomie, czego niestety nie mogę powiedzieć o animacji, która odrobinę kuleje w drugiej połowie serii. Jednak, patrząc na to anime jako na całość, wybiło się wsród innych serii zarówno humorem, jak i charakterystycznymi postaciami i ich historiami. Polecam wszystkim, również tym, którzy nie przepadają za idolkami.

Serie warte wyróżnienia (poza topkami): Free!: Dive to the Future, Devilman: Crybaby, Gakuen Babysitter, Seishun Buta Yarou wa Bunny Girl Senpai no Yume wo Minai

Zedarrr

3-gatsu no lion sezon 2

tumblr_oeso9iO4kq1qzxv73o1_500.gif
Wiadomo jest, że koty są cieczami, ale najnowsze badania wykazuję, że działa na nie silnie oddziaływanie siły grawitacyjno-jedzeniowej.

Pierwszy sezon 3-gatsu był naprawdę dobrym anime traktującym o smutku, depresji i radzeniu sobie z życiem, doprawione ładną i ciekawą animacją Shaftu, szczegółami ze świata profesjonalnego shogi oraz interesującą fabułą. Drugi sezon dla mnie przebija pierwszy pod wieloma względami, przede wszystkim rozwijając postaci poboczne, ich motywacje i historię a także dając nam możliwość oglądania głównego bohatera – Reia – gdy ten zaczyna bardziej stabilne i szczęśliwe życia. A, dostajemy jeszcze początki wątku romantycznego.

Całość 3-gatsu uznaję za idealny tytuł jeśli chodzi o serię obyczajową/dramat, jako że naprawdę dobrze przedstawia różnych ludzi i to, jak wygląda ich życie jednocześnie bawiąc się animacją aby podkreślić to jeszcze wyraźniej. Dodatkowo seria jest naprawdę interesująca w oglądaniu, żaden z wątków się nie dłuży, i cały czas chce się oglądać kolejny z odcinków. Polecam zobaczyć wszystkim i nie zniechęcać się początkową, depresyjną atmosferą. A, i oczywiście wyczekuję kolejnych odcinków.

Boku no Hero Academia sezon 3

tumblr_phkz2nrf6a1vlvhpho2_540
Kiedy zjesz nie swoje ciasteczko.

Początkowo byłem bardzo sceptyczny jeśli chodzi o całe BnHA, głównie ze względu na dosyć powolny pierwszy sezon oraz mój ogólny brak entuzjazmu superbohaterami jako głównymi elementami budowy świata, ale seria z biegiem czasu bardzo przypadła mi do gustu. BnHA ma świetną muzykę, trzymające w napięciu walki, fascynujących antagonistów oraz element w serii najważniejszy – rozwijanie psychologii i relacji postaci. Mimo iż jest to seria akcji to właśnie sceny w których możemy odczuć co czują bohaterowie, widzimy ich emocje są największą zaletą tej animacji. Chociaż oczywiście twórcom udaje się wielokrotnie wplątać to wszystko w widowiskowe sceny. Jestem bardzo oczarowany faktem jak bardzo całe to anime potrafi mnie trzymać w napięciu, budować przywiązanie do postaci oraz doprowadzać do wielkich feelsów. Trzeci sezon jeśli chodzi o to, zasługuje na największe wyróżnienie, głównie ze względu na cudowny pojedynek Deku oraz Bakugo. Czego można chcieć więcej: niesamowita muzyka, pełno akcji oraz bohaterowie dyskutujący o swoich problemach – jak dla mnie samo dobro.

Devilman: Crybaby

tumblr_p53mnmOUZt1tk765ho3_r1_500.gif
Kiedy większość ściany w twoim domu to replika Ostatniej wieczerzy, to wiedz, że coś się dzieje.

Jeśli byłbym zmuszony wybrać jedną, jedyną serię która miałaby otrzymać tytuł anime roku, to Devilman zostałby nią bez większego zastanowienia. Jest to, według mnie, najbardziej wyjątkowe pod każdym możliwym względem anime tego roku. Rozpisywałem się w zeszłym tygodniu nad tym, jak bardzo dobrze i odmiennie prezentuje się soundtrack oraz fabuła całego serialu, ale na pewno na uwagę zasługuje również animacja, którą naprawdę ciężko porównać z czymkolwiek, nawet z wcześniejszymi dziełami tego samego reżysera.

A więc, tak bardzo krótko, o czym jest Devilman? Dostajemy serię której bohaterem jest Akira, nieśmiały, spokojny i emocjonalny chłopak który dziwnym zbiegiem okoliczności zostaje połączony z demonem. Dzięki temu połączeniu zostaje obdarzony nadnaturalną siłą ale staje się też osobą dużo bardziej agresywną i kierującą się instynktem niż rozsądkiem. Ale, ale w środku zmienionego Akiry nadal pozostała część jego osoby troszcząca się o innych i rozpaczająca gdy cierpią, co zostaje głównym powodem dla którego zaczyna on walką z nadciągającym dla całej ludzkości zagrożeniem – plagą demonów. Jako, że główną zdolnością pojawiających się istot jest zdolność do opętywania ludzi i ukrywania się pod ich postacią, jednym z głównych wątków serii staje się pokazywanie tego jak ludzie zachowują się gdy każda osoba wokół może stanowić potencjalne zagrożenie, co w rezultacie daje bardzo ciężką, lecz interesującą psychologiczną i dramatyczną serię.

Hinamatsuri

799ea26384f7e5d7b9d96b6a09ce418d6af0e7e95ef7aa5b111280d3459d175e
Szybko, zanim zauważą, że kradnę żarty z ciasteczkiem.

Hinamatsuri zaczyna się jak seria komediowa opierająca się na pomyśle małej dziewczynki bez domu posiadającej nadnaturalne zdolności. Bardzo szybko jednak do początkowej dwójki (wspomniana Hina i opiekujący się nią Nitta) zaczyna dołączać całkiem pokaźna grupa postaci, gdzie każda jest ukazana w ten sposób aby widz mógł zobaczyć jej charakter, cechy i nawet się do niej przywiązać. Warte wspomnienia jest też to, że same postaci są naprawdę nieszablonowe, no albo przynajmniej ja nie kojarzę dużej ilości tytułów z barmankami i bezdomnymi z gimnazjum. Anime jest przezabawne, pocieszne, ładnie narysowane i generalnie jedyną jego wadą jest to, że kończy się po dwunastu odcinkach. Zdecydowanie nie obraziłbym się jeśli dostalibyśmy gdzieś w przyszłości kolejny sezon. Jest to okropnie pocieszna seria, i chyba jedyna ze wszystkich moich tegorocznych wyróżnień którą poleciłbym każdemu, bez wyjątku.

Irozuku Sekai no Ashita Kara

original28129
Kiedy nadal nie rozumiesz o co chodzi z ciasteczkiem.

Rozpisywałem się bardziej o całej serii w podsumowaniu sezonu jesiennego, ale przypomnę jeszcze raz: pierwszą rzeczą która rzuca się w przypadku Irozuku to to jak ładnie wygląda cała seria. Spierałbym się czy dorównuje Violetce, ale na pewno w przypadku tego anime animacja bardziej stara się dopasowywać do tego co dzieje się w fabule. Sceny monochromatyczne czy okazjonalna zmiana stylu podczas zanurzania się postaci w obrazy i rysunki bardzo ładnie łączą się z akcją, dając przyjemną do oglądania serię. A wracając do fabuły, początkowo anime rzuca nam jakieś zagmatwania z podróżami w czasie które wydają się bardzo zbędne (koniec końców nie są, powiedziałbym, że nawet przeciwnie) i przechodzi do bycia szkolnym slice of life, dramą oraz lekko romansidłem. Relacje wszystkich postaci są świetne i bardzo… normalne? Nie wiem czemu to jest takie dziwne jeśli chodzi o anime. Dodatkowo główna para serii jest według mnie bardzo dobrze przemyślana, rozpisana i ogółem trochę mniej standardowa niż moglibyśmy się spodziewać. Dostajemy tutaj ładną relację dwójki artystów motywujących i pchających się nawzajem do dalszego tworzenia i doskonalenia. Dla mnie cudownie. Kolejnym wielkim atutem tej serii jest również to, że ma bardzo konkretny finał i zakończenie, co raczej nie zdarza się przy tytułach z tego gatunku.

Serie warte wyróżnienia (poza topkami): Aggretsuko, Grand Blue, Megalo Box, Shoujo☆Kageki Revue Starlight

~Ekipa Lemurilla

Ps. Zapraszamy w tę sobotę, 2 lutego na wrocławski konwent Aishiteru, gdzie nasza ekipa będzie mieć liczne panele w sali Fundacji Nami – między innymi jeszcze jedno podsumowanie 2018 roku ;)

Reklamy

7 komentarzy do “Rankingi na dobry koniec, czyli podsumowanie anime w 2018 roku II

  1. Kiedyś oglądałam bardzo dużo anime. Od jakiegoś czasu bardziej gustuje w mangach. Mało serii anime mnie porwało. Z nowszych spodobało mi się Hataraku Saibou ( liczę na mangę w Polsce ) i sentymentalnie Nowa Sakura. Czekam też aż na Netflix będzie Evangelion. Miło będzie go znowu zobaczyć i tym razem w dobrej jakości.

    Polubienie

    • No, faza na mangi i anime u mnie pojawia się jak sinusoida, raz jedno raz drugie ;) Mam nadzieję, że zdołaliśmy jednak zachęcić do jakieś serii.

      Też ogromnie czekam na Evangeliona na Netflixie :’D

      Polubienie

  2. dawno nie pisałem bo też oglądałem ostatnio tak średnio więcej rewatchy jak nowych serii
    co by wiec podać by pustego komentarza nie dawać
    wspomnę o dwóch czyli Dame X caravan (czy jak to szło ) i pierwsza za gromadę weirdos jako wybór dla jedynej przytomnej bohaterki drugą za umiejscowienie księżniczek agentek dalej wspomniał bym o nowym lupin III i Soul Hunter choć oryginalna seria bardziej mi się podobało a z serii które wciąż trwają
    Radiant jest fajny i ma same gwiazdy w seyuu

    Polubienie

  3. Pierwsze co powiem, to że się zdziwiłam, że nikt z was nie wyróżnił Rybek.
    Nie, serio. Byłam pewna, że co jak co, to się znajdzie. A tu zonk. O_o

    Eh, mi 2018 upłynął jednak dość wyraźnie pod znakiem takiego jednego espera, co to by chciał mieć święty spokój a to jedyne czego osiągnąć nie może. Do tego stopnia, że pierwszy raz ever faktycznie nabyłam oficjalny merch. Dar, jak będziesz na Pyrkonie, mogę Ci pokazać katastrofalnie różową koszulkę. :’) (zważ – nawet z Saintów nie mam oficjalnego merchu!)

    Podbijam z waszych list Devilmana i Krwawe Krwinki, ponownie dorzucam od siebie Garo, i coby dobić do pięciu: Hondę. Ubolewam trochu nad tym, że KazeTsuyo jest przechodnie, bo inaczej też by się w topce znalazło i na pewno wysoko. Jeżu zielony, jak mi się to przyjemnie ogląda…

    Polubienie

    • Rybki bardzo mnie trafiły do serca, ale jednak było tam zbyt duzo niedociągnięć, by zmieścić je w top 5 tak dobrego roku :< Jak robiłam sobie obszerniejszy ranking to wylądowały na 10 miejscu.

      Ok, czekam na Pyrkon :”D

      Kaze jest przekochane <3 Jestem trochę do tytułu przez nadrabianie 2018, ale mam tę serię mocno w serduszku, szczegolnie pana mamę-coucha :D

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s