Ręka, noga, mózg na ścianie – recenzja „Doctor Mephistopheles”

Wszyscy wiemy jak wygląda rynek mangowy w Polsce – wydawnictwa wydają coraz więcej, jednak skanlacje i tak trzymają się mocno. Niektórzy nawet twierdzą: “Po co wydawać pieniądze, skoro to samo za darmo jest w internecie?” Pomijając kilka szkodliwych aspektów takiego myślenia – co jednak, gdy tytuł, który chcemy przeczytać, nie ma nawet skanlacji, nie mówiąc już o tłumaczeniu na mniej krzaczkowy język? Tak właśnie ma się sprawa z Doktorem Mephistophelesem, 3-tomową mangą wydaną ostatnio nakładem Wydawnictwa Waneko.

25459449

Ale zanim o fabule, to jeszcze parę słów o niezwykle ciekawych postaciach, jakimi są autorzy. Za rysunki odpowiada Kairi Chimotsuki, która narysowała chociażby takie serie jak Brave 10 czy Death Edge. Za scenariusz odpowiada natomiast Hideyuki Kukichi, szerzej znany jako twórca horrorów, w tym wysoko cenionego Vampire Hunter D. Doktor ma swój pierwowzór w powieści, a historia Mephistophelesa (nawiązania do Fausta nie trzeba chyba wyjaśniać)  jest jedną z wielu dziejącą się w świecie Piekielnego Shinjuku. Widać, że twórcy są doświadczeni i wiedzą co robią. Co jednak wynikło z tego wszystkiego?

W roku 20XX Tokio nawiedziło wielkie trzęsienie ziemi, które sprawiło, że dzielnica Shinjuku została oderwana od reszty stolicy. Stała się przez to piekielnym miastem – siedliskiem wszelkiego rodzaju potworów i demonów… oraz Doktora Mephistophelesa. Tytułowy bohater to nadzwyczajnie piękny mężczyzna o tajemniczych mocach, który jest właścicielem i szefem szpitala. Absolutnie wszyscy mieszkańcy miasta wiedzą, że nie warto mu się narażać, bo można bardzo źle skończyć. 

IMG_20180907_092540
Widzicie, jaki on piękny? <3


Fabuła zaczyna się w momencie, gdy odnalezione zostają pierwsze z dwunastu niegnijących boskich trzewi, a pewna sekta postanawia za ich pomocą. wskrzesić swojego mistrza I tak, jest to dosyć wyraźne nawiązanie do religii chrześcijańskiej. Ponieważ nasz Doktor potrafi w magiczne sztuczki, to właśnie jemu zostają  przyniesione organy, rozpoczynając tym walkę między kultystami a Mephisophelesem. W międzyczasie pojawia się młody chłopak, który nie ma pojęcia kim jest i w ogóle o co chodzi w życiu. Oczywiście zostaje on zaopiekowany przez Doktora, który nadaje mu imię i pokazuje Rzeczy.

Cóż, jak na fabułę mistrza horrorów, ta nie prezentuje się jakoś niebywale przełomowo. Ot, magiczne itemki do zebrania, sekta, trochę gore i mnóstwo ledwo zakreślonych postaci. Mówiąc, a raczej pisząc, całkiem szczerze – nie lubię horrorów, często wyczuwam je na kilometr. Tutaj zaś nic nie mówiło mi, że trzeba się bać, że coś jest niepokojące. Nawet potwory i walki nie są zbytnio przerażające. Jednak sam pomysł na zbieranie niesamowicie dobrze zakonserwowanych organów, by potem w magiczny sposób zrobić zombie-boga jest całkiem interesujący. Creepy, ale na swój sposób interesujący. Wydaje mi się jednak, że walka obuydwu ze stron mogła zostać przedstawiona w ciekawszy sposób. Tym bardziej, że głównym złym jest facet, który wygląda jak Typowy Nazista. Serio, przez moment zastanawiałam się, czy może jednak akcja tej mangi nie dzieje się w Niemczech, zamiast w Japonii. Co za to podobało mi się to fakt, że oprócz głównego wątku ze Zbierz je Wszystkie, dzieje się sporo pomniejszych wydarzeń. Oczywiście związanych z główną osią, jednak czasami troszkę luźniejsze, jak choćby pierwszy rozdział, który wydaje się całkowicie oderwany od pozostałej historii.

IMG_20180907_092732
Nie dość, że Typowy Nazista, to jeszcze miesza w to mitologię nordycką.

Drugim, ważnym wątkiem, jest historia Soyogi Kazuyuki’ego, który pojawia się trochę znikąd, nie wie, co się dzieje, jak się nazywa i ogólnie przedstawia sobą mentalny poziom kilkuletniego dziecka. Jest też oczywiście niesamowicie piękny, jak zresztą chyba większość postaci w tej serii. Oczywiście łączy się to ze zbieraniem organów, choć drogi Mephista i Soyogiego czasami się rozłączają. Nasz białowłosy przybysz pragnie poznać jak najwięcej świata i dowiedzieć się, co to znaczy w ogóle być człowiekiem. Nie będę wam mówić, czy i jak się o tym dowiedział, jednak tutaj objawia się mój największy problem z serią. Mianowicie, o ile walka z demonami, trzewia i tego typu sprawy ostatecznie mi się podobały, o tyle zupełnie inaczej spodziewałam się poprowadzenia wątku Kazuyukiego. Oczekiwałam czegoś…. bardziej wciągającego. Czasami wręcz nie rozumiałam niektórych decyzji podjętych w tej kwestii. Nie twierdzę, że jest to złe rozwiązanie, pewnie wielu osobom się spodoba, u mnie zasotawiło jednak gorzki posmak zawodu. 

Jak już jesteśmy przy postaciach – jest ich całkiem sporo jak na trzytomową serię, przez co większość jest dosyć słabo zarysowana. Mamy tu i policjantów, i ród wampirów, i dziewczynkę-lalkę i jeszcze trochę innych osobników, którzy potencjalnie są ciekawi, ale w praktyce mają zbyt mało czasu dla siebie. Historia opiera się głównie na Doktorze, który również mógłby zostać obdarzony większą dawką charakteru. Z drugiej jednak strony, jest to postać tajemnicza, o której nie wiadomo zbyt wiele, czy na pewno jest demonem, a może i samym diabłem, jakie są jego cele, co on właściwie planuje z tym wszystkim zrobić. Ciekawiej jest za to z Soyogim, którego rozwój możemy obserwować przez całą fabułę. Wydaje mi się jednak, że całość wypadła by lepiej gdyby albo wydłużono całość, dając wątkom i postaciom odpowiednio wybrzmieć, albo usunąć z niej parę rzeczy. 

IMG_20180907_092636
Jak można zauważyć, wszyscy są co najmniej ładni.

A jak wyglądają sprawy techniczno-rysunkowe? Cóż, dla mnie to właśnie przepiękna kreska pani Chimotsuki jest największą zaletą tego tytułu. Wszystkie ważniejsze postacie są prześliczne, szczególnie nasz tytułowy bohater, o którym zresztą jest napisane, że to nad nim rysowniczka spędziła najwięcej czasu. Wysoki, smukły, ma długie, lśniące włosy i wygląda tak, że część ludzi poszłaby za takim nawet do piekła (sic!). Nie on jedyny wygląda cudownie – nie ma chyba żadnej postaci, która wyglądałaby źle lub brzydko. Nawet postacie bardzo poboczne są ładne, a mangaczka wykazała się wielką cierpliwością, przy dopieszczaniu kadrów. I co ważne, nie ma problemu z rozpoznawaniem poszczególnych bohaterów, nawet pomimo ich sporej ilości. Tła również wyglądają w porządku, podobnie jak bardziej dynamiczne sceny. Dodatkowo, do każdego tomu dołączone są kolorowe strony. Które oczywiście też wyglądają bardzo dobrze.
Polskie wydanie posiada kolorową, matową, przyjemną w dotyku obwolutę, która ładnie wkomponowuje się w klimat serii. Pod nią znajduje się czarna okładka z białymi napisami. Z tyłu każdego tomu znajduje się krótki opis zawartości, napisany co prawda klimatyczną czcionką, którą przez to jednak troszkę niewygodnie się czyta. Kolorowe strony wydrukowane są na ładnym, błyszczącym papierze i, jak dla mnie, wraz z okładkami robią naprawdę dobrą robotę. Tłumaczenie jest poprawne, nic nie zwróciło mojej szczególnej uwagi, ani na plus ani na minus. Żadnych literówek czy innych baboli również nie stwierdzono. Jest to więc solidna robota, jakiej można było oczekiwać po Waneko. No i co ważne, jest to seria skończona, a wszystkie trzy tomy są u nas wydane. Nie ma więc strachu, że będziemy musieli przerwać czytanie w połowie serii.

IMG_20180907_161120
A tak wygląda całość na półce.

 

Podsumowując, seria nie jest ani zła, ani wybitna. Jest zbyt ładna, żeby można uznać ją za pełnoprawny horror, ale są też elementy, które sprawiają, że może nie spodobać się każdemu. Mi kojarzyła się z tytułami przeznaczonymi dla „mrocznych nastolatków”, które chcą być bardziej dorosłe niż są w rzeczywistości. Jednak i tak polecam się z nią zapoznać, nawet jeśli nie jesteście fanami ciut mrocznych historii – rysunki są naprawdę śliczne, a sam tytuł trudno dostępny poza granicami kraju.

~Shizuru

Reklamy

1 komentarz do “Ręka, noga, mózg na ścianie – recenzja „Doctor Mephistopheles”

  1. Z tej półkowej perspektywy te okładki nie zapowiadają babrania się we flakach i nordyckich włóczni :’)

    Fajnie brzmi ta niejednoznaczność doktorka, o której mówisz, że właściwie nie wiadomo kim/czym on właściwie jest – ale ten natłok nierozwiniętych postaci…
    Ale mniemam, że ostatecznie się wyjaśniło, co konkretnie kto miał do tych boskich wnętrzności?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s