Parę słów o cudownie zmartwychwstałym, czyli recenzja nowego Kawaii

Jaką dowcipną uwagą by tu zacząć… Mamy znów rok 2000, więc nie siedźcie za długo na modemowym Internecie, bo ktoś może do was zadzwonić? Kiedyś to były fandomy, dzisiaj już nie ma fandomów? Coś o zombie i wskrzeszaniu zmarłych? Nic nie wydaje się odpowiednio uroczyste na tak wzniosłą okazję – Kawaii wróciło! Spotkałam się z dwiema reakcjami na tą wiadomość: zdumionym znakiem krzyża mającym chronić przed atakiem ożywionego nieboszczyka oraz wzruszeniem ramion tych, którzy nie wiedzą o co ten cały zamęt. Dla jednych i drugim mam dzisiaj odpowiedź na ważne pytanie: co w praktyce oznacza powrót najsłynniejszego polskiego czasopisma o anime i mandze? No i trochę się poprzyczepiam do pierdół. Bo mogę.

38405135_1718181631564807_5102041687287398400_n

Ale czym w ogóle jest to Kawaii? Droga młodzieży, pozwólcie, że opowiem wam historyjkę….. W dawnych czasach, gdy internet dawano na kartki, a anime oglądano na przegrywanych po dziesięć razy niemieckich kasetach VHS, istniał sobie niejaki MrJedi. Stanął on pewnego razu nad maszyna pisarską (czy na czym tam w latach 90. pisano) i rzekł: Niech powstanie na polskim rynku magazyn o anime i mandze. Drukarnia zaczęła drukować i tak powstało Kawaii. Redaktor naczelny przejrzał je i uznał, że było dobre. I tak minął rok pierwszy. Czasopismo przeżywało później wzloty i upadki, podziały i przemiany oraz inne przygody na temat których można by napisać osobny post, dwa razy tak długi. Najważniejsze dla nas jest to, że Kawaii było czasopismem opiniotwórczym dla całej pierwszej generacji polskich fanów anime i mangi. Jeszcze na początku lat ’00 internet w wielu domostwach był luksusem, więc papierowe pismo stanowiło najlepsze źródło wiedzy na temat japońskich bajek oraz ważny kanał komunikacji między fanami – nawiązuję tu oczywiście do słynnego działu listów od czytelników. Sama załapałam się jedynie na końcówkę wpływów magazynu: na tak zwane „nowe Kawaii”, gazetkę cieńszą oraz znacznie mniej ambitną niż oryginalne, które wychodządzącą pod tą samą nazwą w okresie mojej późnej podstawówki (środek lat ’00). Starczyło to jednak, bym i ja miała sentyment oraz dług wdzięczności do marki. Sprawiło to też, że z wielkim zainteresowaniem, nadziejami, ale i obawami sięgnęłam po niespodziewanego rebootu. Przede wszystkim, czy potrzebujemy w dobie Internetu pisma papierowego o mandze? Gdy życie mangowców i tak dzieje się w sieci?

38254824_1718181991564771_4164546031326855168_n

Odpowiedź brzmi: jest na to miejsce. Wbrew obawom, że Internet zabija prasę, wciąż widzimy na kioskowych półkach masę makulatury. Muszą one mieć jednak trochę inną funkcję niż kiedyś, szczególnie w przypadku wydawnictw miesięcznych. Aktualności przedawniają się błyskawicznie, a trendy mogą zmienić się w momencie wysłania tekstu do druku. W dodatku artykuły muszą stać na bardzo wysokim poziomie. Powiedzmy sobie szczerze, obecnie każdy n00b z dychą pozycji na MALu może założyć bloga i wymądrzać się na temat anime (wyobraźcie sobie teraz jak do was radośnie macham). Takich treści w internecie jest masa i nie trzeba za nie płacić. Wydając pieniądze jednocześnie podnosimy poprzeczkę oczekiwań. Czytelnik wymagana przemyślanych artykułów specjalistów, dokładnie sprawdzonych merytorycznie oraz skorygowanych przez osobną korektę wyłapującą błędy stylistyczne i ortograficzne. To nie blog, gdzie tekst może być kończony po łebkach na rumuńskim wifi w trakcie wakacji, licząc że autorka nie pomyli się akurat w datach i nazwiskach, a błędy stylistyczne nikt oprócz Dziaba i M.W. nie zauważy, bo nie chce mi się czytać tego dokładnie trzeci raz… Ekhem, gdzie ja to, wybaczcie, mamy ten hotel w głośnej dzielnicy… No właśnie, blogi rządzą się swoimi prawami, gdzie taka spoufała dygresia jest miłym dodatkiem (mam nadzieję). Od magazynu recenzenckiego wymaga się trochę większej obiektywności i rzeczowości (o ile akurat artykuł nie jest lekkim felietonem). Nie mówię, że ma być to wydanie naukowe, humor oczywiście jest ważny… Ale najważniejsze dla mnie jest poczucie, że mam do czynienia z specjalistami w swojej dziedzinie, od których nie tylko dowiem się czegoś nowego, ale i przeczytam to w formie profesjonalnego, dobrze napisanego tekstu bez błędów. Jasne, w naszym fandomie wciąż wszyscy traktujemy się trochę jak rodzinę, gdzie każdy zna każdego i można sobie pozwolić na więcej luzu. Jednak zbyt duże luzactwo sprawia, że gazeta staje się kółkiem wzajemnej adoracji, przy których za bardzo trzeba brać pod uwagę gust recenzenta, by móc się skupić na opisanej serii. Z drugiej strony, błędy merytoryczne i stylistyczne, oraz słaby skład DTP, uniemożliwia w ogóle sięgnięcie do czasopisma. Dlatego, pomiędzy Otaku, a Kyaa, jak najbardziej widzę miejsce na nowe czasopismo, szczególnie, że całkiem lubiane przeze mnie Arigatou (oczywiście też dalekie do ideału) już oddało żywot. Nie trzeba się oczywiście zgadzać z moimi oczekiwaniami, ale takie podejście rzutuje na moją ocenę nowego Kawaii.

38437648_1718182071564763_6484439094041509888_n
Ładne czcionki są ładne.

Przejdźmy w końcu do meritum. Kałajcowa bomba spadła na nas wszystkich nagle, bez żadnego ostrzeżenia  na ponad tydzień przed premierą magazynu. Okazało się to bardzo dobrym posunięciem marketingowym, bo wykorzystano dzięki temu zainteresowanie (social) mediów tematem reaktywacji legendarnej gazety i zanim zaciekawienie ludzi wygasło, mogli już ją nabyć. Tutaj kolejne dwie ogromnie zalety: dystrybucja i cena. Nie mam cienia wątpliwości, że 6,99 zł było jednorazową promocją i wszystkie kolejne numery będą droższe. Jako zachęta, stosunek ceny do jakości oraz objętości (magazyn liczy sobie równo 100 stron) wychodi bardzo na plus. Także dostępność magazynu była znakomita. Choć w pierwszym EMPIKu w jaki odwiedziłam, Kawaii już wykupiono, spokojnie nabyłam je w najbliższym InMedio. Widziałam magazyn nawet w rodzimej mieścinie w małych kioskach – znakomita sprawa, bo inne gazety mangowe tak daleko nie docierają. Nie ma się jednak za dużo dziwić. Kawaii wyszło jako numer specjalny CD-Action, które ma już wypróbowane kanały dystrybucji.

38005545_1718181931564777_3461969259503026176_n
Nie trzeba znać serii, by znaleźć tutaj niepasujące elementy.

Jeśli chodzi o pierwsze wrażenia, zdanie mam podzielone… Kontynuując plusy: Skład DTP gazety jest naprawdę dobrze zrobiony (uwagę mam chyba jedynie do artykułu o Shokugeki, zaczynającym się niezachęcająco). Jako minus uznam jednak okładkę. Choć nostalgiczny wygląd mógł być zamierzony, nie jest to najładniejsza obwoluta jaką widziałam, a grafika z Yuri!!! On Ice mylnie wygląda jak oznaczenie plakatu. Największy problem jest jednak z samą grafiką, podpisaną jaką render oryginalnego rysunku z Dragon Balla. Choć wierzę, że autor przeróbki został o tym poinformowany i z jego strony jest zgoda, nie wiadomo jak wygląda z zapytaniem o pozwolenie Japończyków (którzy zwykle niechętnie widzą takie zabawy ich materiałem). Jakby co, wszyscy, którzy powinni są podpisani w stopce, jednak temat okładki słyszałam jako zarzut już od tylu osób, że musiałam o tym wspomnieć. Inny przytyk, jak już jesteśmy na otwarciu, idzie do nazwania serii Shokugeki no Souma angielską nazwą Food Wars, mimo, że w samym artykule pojawia się już oficjalny polski tytuł – Kulinarne Pojedynki.

38442247_1718182201564750_4873358004742782976_n

Otwórzmy jednak magazyn i zobaczmy co tam w środku. Jak pisałam, do dyspozycji mamy 100 stron materiałów. Wstępniak i spis treści pozwolę sobie załączyć na zdjęciu. Kawaii News składa się z trzech elementów – przeglądu serii sezonowych, przeglądu dostępnych anime na Netflixie (Netfliksie? Widziałam już obie formy zapisu) oraz aktualności wydawniczych. Do Netflixu nic nie mam, fajna sprawa, dużo wymienionych tytułów, każdy z krótkim opisem. Gorzej z przeglądem sezonowym. Magazyn wyszedł w lecie, a opisane są tytuły wiosenne. Żyjemy w tak szybkich czasach, że w lipcu nikogo już zakończone anime nie obchodzą, za to wszyscy zastanawiają się jakie tytuły są na topie tego lata. Opisy serii nie zawierają opinii oglądającego, a jedynie skrócone streszczenia, więc nie byłoby problemu przygotować już wersję wakacyjną nawet mając na uwagę przerwę między oddaniem tekstu do druku, a pojawieniem się gazety w sklepach. Dodatkowo, jakoś pech chciał, że opisy prawie wszystkich serii, które oglądałam mają jakieś drobne błędy lub przeinaczenia… Nic co wytknęłabym pojedynczo, ale przy tej ilości już wygląda niepokojąco. Największy minus całej gazety znajduje się jednak w części poświęconej polskim premierom mangowym. Ktoś widocznie bardzo nie lubi wydawnictwa Waneko, bo choć ich zapowiedzi są niezwykle łatwe do znalezienia, nie pokuszono się o wypisanie wydawanych przez nich tomików, ponad całkiem nowe serie. Nieładnie, szczególnie, że mówimy tu o obecnym liderze rynku, który w samym sieprniu planuje wydać aż 15 różnych pozycji!

38292692_1718182104898093_6748865344099581952_n

Przejdźmy dalej do głównego dania czyli recenzji. Mam pewne wątpliwości do nazwy działu „Anime na topie”, gdy zawieramy też takie tytuły jak Shigatsu wa Kimi no Uso, które leciało na przełomie 2014/2015 i już teraz raczej uznawane jest za klasyk albo króciutką recenzję mangowego spin-offu do Dragon Balla. Inna sprawa, to przydałoby się stanowczo ujednolicenie tytułów w spisie treści: Obok Ataku tytanów, mamy Food Wars: Kulinarne pojedynki, Hoozuki no Reitetsu oraz Your Lie in Aprill: Kwietniowe Kłamstwo (oficjalny polski tytuł, tytuł angielski i oficjalny polski tytuł, tytuł japoński oraz tytuł angielski i nieoficjalny polski tytuł). Tak, teraz się czepiam pierdół. Ale co do samych artykułów…

38237296_1718182151564755_8638319034971979776_n
Cały dolny rządek zawiera błędy: SAO: GGO nie dzieje się w różnych światach, tylko jednym, konioidolki sa na podsawie gry komórkowej i bycie idolkami nie jest ich głównym celem, a Wotakoi opowiada o czwórce bohaterów-otaku.

Autorami tekstów są w przeważającej większości redaktorzy znani z CD-Action. Sam poziom artykułów jest zaskakująco różny. Większość nazwałabym po prostu okej. Nie są w całości streszczeniami (w tym momencie trzeba dodać, że jestem osobą, którą nachodzi chęć mordu na widok recenzji-streszczeń i tutaj też artykuły mogłyby unieść trochę mniej opisu fabuły), zwykle zawierają jakieś informacje zakulisowe (o autorach, odbiorze serii, czasem jakaś kontrowersja) albo próby wytłumaczenia dlaczego dana seria coś na tyle dobrze, że powinniśmy na ten element zwrócić uwagę. Bez wahania potrafię wskazać na moich dwóch ulubionych autorów: są to Mateusz „Papkin” Witczak (artykuł o Dragon Ball Super oraz grach będących pierwowzorem anime) oraz Maciej Pawlak (teksty o One Punch Manie (*) oraz Akirze). Obaj zachwycili mnie wiedzą oraz lekkim, ale wciągającym piórem. Jeśli macie przeczytać tylko jeden artykuł w tym numerze to jeden od nich (może nawet otwierający główną część Kawaii tekst o Dragon Ballu, który, choć może nie przełomowy, jest po prostu solidnym tekstem). Najbardziej rozczarowujący jest za to bez wątpienia tekst o Shokugeki no Soumie. Pomijając kontrowersje z wersją tytułu serii, tekst jest w całości streszczeniem, w dodatku brzydko spoilującym niektóre postaci (chodzi o członków elitarnej dziesiątki, będących tajemnicą tak do 15 tomu mangi). Duży zawód, szczególnie, że mowa o jednym z moich ulubionych anime… Jak już jednak mowa o moich ulubionych anime! Tak, tak, jest tekst o Yuri!!! On Ice! Myślałam o tym, by w ramach przykładu rozłożyć go na czynniki pierwsze, ale ostatecznie pozbawię nas tej rozrywki. Artykuł autorstwa Shuna całkiem miło mnie zaskoczył – jest parę nieścisłości oraz faktów, które można by lepiej sformułować, a stwierdzenie „fanki lekkiego yaoi” na pewno nie powinno się tu znaleźć… Ale autor(ka? Przepraszam, nie wiem…) naprawdę przyłożył się do researchu ciekawostek i za to należy się pochwała. No dobra… Jedna rzecz… O powstaniu filmu wiedzieliśmy już od kwietnia zeszłego roku i od razu zostało potwierdzone, że będzie to nowy materiał, a nie powtórka. (Nie wiem kiedy artykuł poszedł do druku, ale 1 lipca dodatkowo potwierdzono datę premiery na 2019 rok). Już, dobra. Koniec czepiania się pierdół. Na razie przynajmniej!

38289220_1718181768231460_3939572947122913280_n
Bardzo nie jestem fanem tego kursu rysunku…

Oprócz recenzji mamy jeszcze malutki dział gier (wiadomo, związki z CD-Action. Aż dziwne, że nie ma o nich więcej). Chciałam podziękować w tym miejscu za artykuł o Pokemon Go, bo akurat sama wróciłam do gierki po dłuższej przerwie i zawarte tam informacje były w punkt. Reszta artykułów nie była aż tak interesująca… Przykładowe tematy: o J-Popie (Dir en Grey jeszcze istnieje?), całkiem w porządku artykuł o Japonii (o potwornych meido cafe), również przyzwoity tekst o Junjo Ito oraz długi i bardzo interesujący wywód o historii anime i mangi w Polsce – ale akurat autorzy, czyli Tenno i MrJedi wiedzą o czym piszą. Niestety bardzo złe wrażenie wywarł na mnie kącik rysowniczy. Och, tutaj najbardziej czuć powiew lat minionych… Naprawdę, z całym szacunkiem dla autora, ale za dużo tam matematyki nad rysowanie (mówię to jako wielbiciel matematyki. O dziwo nie zawsze jest na nią czas). Cały numer kończy wspominkowy felieton MrJedi o początkach Kawaii. Miła lektura na końcówkę. Choć smutek z powodu braku kącika listowego pozostaje… (tak, tak, wiem, że nie szło go robić. Ale zapowiedziano taki na numer drugi. Hura!). Ogólnie, część recenzyjna wydawała mi się za uboga. Tutaj można by zawrzeć teksty trochę rozszerzające światopogląd i wiedzę czytelnika, umożliwiające mu spoglądanie na pochłanianie tytuły z nowym spojrzeniem. Warto pomyśleć o rozwoju tekstów poza recenzjami. Dodatkowo wspomnę, że gazeta zawiera dwa plakaty rozmiaru A3, z Ataku Tytanów oraz Dragon Balla. Nie są szczególne, zarówno pod względem wybranych grafik czy jakości i wydają się dodane trochę na zasadzie „musi być plakat, bo wypada”.

38303411_1718181718231465_4886009256114913280_n

„Dobrze Daryo, wyżyłaś się, ale powiedz nam, hejtować czy kochać”? Tak, tak, przejdźmy do jakiegoś meritum. Na pewno nie ma tu tyle hejtowania, ile niektórzy by pragnęli (no chyba, że jesteście z Waneko). Gazeta ma swój poziom. Nie taki wspaniały jak nasze upojone nostalgią za lepszymi, starymi czasami mózgi by chciały, i daleko nie tak wspaniały jak zapowiada nam redaktor naczelny,, ale wierzcie mi, widziałam gorsze rzeczy (tak, znacznie gorsze…). Na pewno magazynowi daleko do ideału – dużo tu drobnych pomyłek korekty., które nie powinny mieć miejsce w tytule o tak dużym nakładzie i doświadczonym zespole. Część artykułów nie uniknęła błędów stylistycznych takich jak powtórzenia, kilka razy komuś ctrl + v było zbyt lekkie i powtarzają się obrazki lub fragmenty tekstów. Wiele artykułów było dla mnie za krótkich, zawierało za duży procent streszczeń albo po prostu nie do końca wiedziało czy chciało być recenzją czy jednak tekstem na temat. Albo inaczej: wolałabym więcej bardzo długich artykułów (kto dotarł na koniec tego postu wie, że lubię jak temat jest porządnie rozwijany…). Z drugiej strony widać, że nie wzięli się za to amatorzy. Znów pochwalę skład DTP (dział szczególnie przeze mnie kochany, bo chwilkę pomagałam przy nim w gazetce studenckiej), bo magazyn po prostu wygląda dobrze. Paru autorów jest całkiem dobrych. Pochwalili Yuri!!! On Ice. Ogólnie, szala plusów przeważa, choć ilość niedociągnięć jest alarmująca. Osobiście kupię kolejny numer, choćby po to, by sprawdzić czy błędy zostały poprawione i w jakim kierunku pismo chce się rozwinąć. Macie moje zainteresowanie. A to zawsze jakiś sukces.

~Darya

Ps. (*) – Pochyliłyśmy się z Dziabarą nad tekstem o OPM trochę dokładniej i po głębszej analizie, mój zachwyt trochę spadł. Raz, trochę powiela on niezbyt dobry stereotyp o tym, że pieniądz = dobra seria, szczególnie, ze OPM budżet miało przeciętny (sama popełniałam już ten błąd tu na blogu). Dwa, cytując za Dziabem: „Still uważam, że większość jest streszczeniami. A ten o OPM to streścił chyba wszystkie gagi z dwóch albo trzech pierwszych odcinków. Dzięki temu wiem o ścianie tekstu z ust Genosa i rozplaskaniu Komarzycy, która miała być epickim przeciwnikiem. Dzięki, recenzjo!”. Podtrzymujemy jednak pochwałę stylu autora.

Ps.2. Druga fajna uwaga od Dziab (za takie rzeczy płacę jej w rumuńskim serze): „O, i mogę powiedzieć jeszcze tak – niech twórcy Kawaii zaczną pisać o seriach, które na serio widzieli i jakoś ich poruszyły, a nie do których ich przymuszono, żeby napisali, bo się sprzeda”. Rozwinę to w ten sposób, że czekam na opisy trochę bardziej niszowych serii, a nie odhaczenie najbardziej popularnych tytułów – albo przynajmniej na równowagę między obydwoma podejściami.

Reklamy

5 komentarzy do “Parę słów o cudownie zmartwychwstałym, czyli recenzja nowego Kawaii

  1. …czuję się jakoś wytknięta z tą stylistyką D: ale kurczę, mówisz, że powtarzające się kawałki tekstu czy zdjęcia są kilka razy?! A potem się dziwią, że powstają rzeczy typu „Cała Polska czyta dziennikarzom” :< kiedyś to było, nie to co teraz.

    Generalnie zgadzam się z waszą sugestiopropozycją, że niekoniecznie najlepszym pomysłem jest skupianie się tylko na tym, co to popularne i trzeba „bo się sprzeda”. Jakieś coś niszowe też by się chętnie odkryło. Albo może coś w stylu „tu masz gatunek a tu masz polecane kilka tytułów”…

    Ogólnie to w sumie ciekawa jestem, jak ta reaktywacja przebiegnie – jak mówisz Dar, dziś dużo jest w internetach i nieodpłatnie. Na samym sentymencie długo się nie ujedzie. Ale może, może?

    Polubienie

  2. Lubiłam Kawaii, ale boje się, że ten sentymentalny numer zamiast sentymentu zagra mi na nerwach…. Kiedyś to było, nie to co teraz XD! Odkrywało się serie dzięki tej gazetce, a tu widzę same popularne tytuły. I nie lubię jak gazeta jest niedopracowana, już od tego jurkowego kopiuj-wklej mnie nerw bierze – na blogu sobie poprawisz jak ci coś nie wyjdzie, błąd w gazecie przeczytają wszystkim. A co najważniejsze: Gdzie moje pieniądze za prenumeratę Mangazynu!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s