Dla ochłody może animu, czyli pierwsze wrażenia z sezonu lato 2018

Lato, lato, słoneczko, wakacje (dla kogo wakacje, dla tego są…). A my o chińskich bajkach. No ładnie… Nad morze, w góry, ludzie! Nie tylko w te ekrany patrzeć… Dobra, kogo ja oszukuję. Wiem jak jest. Nowy sezon sam się nie obejrzy. A żebyście wiedzieli co w ogóle warto tykać, tyknęliśmy w waszym imieniu parę tytułów. Czy na przestrzeni paru odcinku można już zauważyć jakieś wspólne cechy? E… Czemu nasuwa mi się na klawiaturę “gwałty i molestowania blondynów”… Dobra, spokój! Są też radośnie tematy! Najazd Mongołów, biologia komórkowa, idolki po tajskich operacjach zmiany płci… Czemu mam wrażenie, że niezbyt ratuję tym sytuację… Powiedzmy sobie tak: nie jest to najlepszy sezon letni jaki mieliśmy. Ecchi powstało z grobu niczym magazyn Kawaii i czasami musiałam sprawdzać czy na pewno to rok 2018, a nie 2000… Ale oprócz kilku pięknych guilty pleasure, coś sensownego też się znajdzie! Sami się przekonajcie!

orig
Czy musiałam przerwać edytowanie wpisu, by wysłać powyższy gif wszystkim, którzy napatoczą mi się na liście znajomych na Messengerze? Możliwe. [Free]

Angolmois: Genku Kassenki

anglomois
Nie no, kreska oraz stylistyka jest przynajmniej ciekawa.

Ilość odcinków: 12
Studio: NAz
Źródło: manga
Uwagi:

W XIII Mongołowie ruszyli na podbój Japonii. Na leżącej pomiędzy Koreą a Kiusiu wyspą Tsushima mieszkańcy, oraz grupka więźniów, dostaje siedem dni na przetrzymanie ataku najeźdźców. 

Opis krótki, ale główna oś serii nie jest zbyt skomplikowana: Mogłowie atakują, Japończycy się bronią. Na czele “naszych” stoi były samuraj, który zrządzeniem losu może otrzymać amnestię za wykroczenia, jeśli pomoże ocalić mieszkańców wyspy przed atakującymi. Trudno mi na razie określić się wobec historii. Lubię gdy mamy tak jasne ramy fabuły, ale brakuje mi czegoś… Wciągającego. Choć mam skojarzenia z Golden Kamuy, tam bohaterów pokochałam w pół odcinka, tutaj trzymam się jeszcze na dystans. Na razie mam serię na oku, ale czy będzie z tego coś ciekawego, dowiemy się dopiero pod koniec. Przy czym manga wciąż wychodzi, więc zakończenia w jednym sezonie nie doczekamy…
Słówko pochwały skieruję jeszcze ku grafice. Choć nałożenie na całość filtra może z początkowo dziwić, szybko się do tego przyzwyczajamy. Choć nie ma wybitnych scen akcji, bardzo podoba mi się, że zarówno projekty postaci, kolory i styl animacji tworzą spójną, wyróżniającą się stylistykę. Ładnie się na to patrzy.

~Darya
Ocena Lemurilla: 5.5


Asobi Asobase

tumblr_pbnqdogrQt1u86t2qo1_540
Ora, ora, ora, ora! Bo gdyby w JoJo nie walczyli na Standy, ale na długopisy…

Ilość odcinków: 12
Studio: Lerche
Źródło: manga
Uwagi:

Kasumi nigdy nie przepadała za prostymi grami i zabawami z użyciem dłoni, ponieważ w dzieciństwie jej starsza siostra niecnie wykorzystywała przewagę wieku i po wygranej dopuszczała się barbarzyńskich kar jak pożeranie puddingu przegranej dziewczynki lub dawanie jej prztyczka w czoło. Nic więc dziwnego, że na widok bawiących się w jan-ken-pon koleżanek z klasy nie jest zainteresowana zacieśnianiem większych więzi. Zmienia się to jednak w momencie, gdy pojawia się możliwość, aby jedna z dziewczyn o imieniu Olivia, czystej krwi Brytyjka (która ni w ząb nie szprecha in ingrisz, bo urodziła się w Japonii), podszkoliła ją w angielskim, W ten sposób Kasumi zgadza się dołączyć do nowo utworzonego klubu… oczywiście takiego, w którym przede wszystkim gra się w gry z użyciem paluszków.

Opis może zalatywać typową serią “cute girls doing cute things”, ale niech was nie zmyli ni plakat, ni moje gładkie słówka. Asobi Asobase to absurdalna komedia, w której nie ma ani sekundy na złapanie oddechu, a co kadr pojawia się inna, surrealistyczna mina którejś z bohaterek. Jeśli ktoś lubi takie klimaty, to w sumie mogę powiedzieć, że jest to całkiem niezły kuzyn Pop Team Epic. A może stryjeczny wnuczek Nichijou…? No, może jednak nie jest aż tak źle. Żarty są bowiem zrozumiałe i polegają przede wszystkim na nadinterpretacji i przesadzonym reagowaniu którejś z trzech bohaterek (jeśli nie wszystkich naraz). Bitwa na kciuki wydaje się więc tutaj istną walką rangi MMA, a najzwyklejsze granie w jan-ken-pon może się skończyć z palcami w nosie. Ważnym źródłem humoru w serii jest również Olivia, która mimo swoich korzeni totalnie nie umie w angielski, ale z obawy przed przerażającą Kasumi idzie w zaparte, jakoby “yes, yes, I’m spik ingrisz daijobu, joł”. Przeszkadza mi w tym wszystkim jednak zbyt jasna paleta kolorów, co sprawia, że po seansie bolą oczy, a i żarty są wystrzeliwane z taką prędkością, że po dwudziestu minutach miałam się sieczkę w mózgu. Pytanie tylko, czy tak właśnie do końca miało być…

~Dziab
Ocena Lemurilla: 5,00

Back Street Girls: Gokudolls

gokud
Jako, że na jeden odcinek składa się jakieś 10 klatek animacyjnych, nie dało się rady zrobić gifu. Ale ten obrazek powinien wystarczyć jako komentarz.

Ilość odcinków: ?
Studio: J.C.Staff
Źródło: manga
Uwagi:

W pierwszych minutach pierwszego odcinka jest nam dane oglądać dramatyczną scenę – trzech członków yakuzy bardzo zawiodło swojego szefa na ostatniej robocie. Zmuszeni są do wyboru – podjęcia pracy w bardzo dochodowym biznesie idolkowym, jako idolki, lub utratą życia, aby sprzedać ich organy. Jako że główni bohaterowie z chęcią pożyliby jeszcze jakiś czas na tym świecie, podejmują próbę bycia idolkami i przechodzą operację zmiany płci (przy której też otrzymują zdolność telepatii? Nie wiem o co chodzi ale bohaterowie rozmawiają ze sobą w swoich głowach).

Zdecydowanie jeden z bardziej wyróżniających się pomysłów na fabułę o jakim słyszałem. Niestety w praktyce wszystkie żarty kręcą się wokół nielicznych konceptów, więc seria jak na odcinki po 20 minut może się stać bardzo męcząca. Dodatkowo animacja. A raczej spory jej brak. Większość ujęć jest nieruchoma i wygląda dosyć dziwnie (bardzo mi nie pasuje coś z twarzami postaci, nie wiem dokładnie co ale są troszkę creepy). Mimo wszystkich wad, seria momentami potrafi być zabawna. I idealnie nadaje się do oglądania w towarzystwie (szczególnie jeśli część osób nie ma pojęcia co będziemy oglądać).

~Zedarrr
Ocena Lemurilla: 6,17

Banana Fish

bananafish
Mantra każdego widza anime od MAPPY: Doceniajmy piękną animację, dopóki w pierwszych odcinkach studio wciąż się wyrabia z rysowaniem.

Ilość odcinków: 24 odcinki
Studio: MAPPA
Źródło: manga
Uwagi:.-
Lemurilla poleca

W zaułkach Nowego Jorku, gangi stworzyły swój własny świat. Hierarchia wywalczana jest krwią, złamanymi kośćmi i układami, a kto sprzeciwia się porządkowi ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. W tym świecie wychował się Ash Lynx – powiedzieć, że miał szczęśliwie dzieciństwo zahacza o bardzo niesmaczny żart… Drugi z bohaterów, Eiji Okumura, pochodzi za to nie tylko z innego kraju, ale jakby całkiem innej rzeczywistości. Młody fotograf nie pasuje zupełnie do brutalnych rozgrywek amerykańskiego podziemia, a jednak, po spotkaniu z Ashem, nie będzie już dla niego powrotu do normalności. Oboje zostaną wciągnięci w rozgrywkę w której tle powtarzają się dwa słowa: “Banana Fish”. Nazwa bardzo podejrzanego środka…

Wiecie, MAPPA to take specyficzne studio. Jeśli ktoś powie, że zrobienie jakieś serii jest niewykonalne, tylko poproszą, by potrzymać im piwo… To oni byli tak durni, by rzucić się na stworzenie oryginalnego anime o tak trudnym do animowania sporcie jak łyżwiarstwo figurowe. A teraz postanowili, że adaptacja mangi o tematyce LGBT, przemocy (w tym pedofilii) i retrosach z Wietmanu (w obecnej wersji: Iraku) powstałej w latach 80. (sic!) to genialny pomysł. Oszaleli tam, bez dwóch zdań. Ale dzięki temu dostaliśmy jedno z najciekawszych anime tego roku.
Jestem zakochana w tej serii i boję się co studio z nią zrobi jednocześnie, co jest bardzo złym połączeniem. MAPPA to bardzo niepewny koń, szczególnie jeśli chodzi o animacje. Pierwsze trzy odcinki zrealizowane są cudownie, postaci mają zróżnicowany język ciała, tła stworzone przez studio Moonflower to uczta dla oczu i ogólnie są takie sceny, które wspominać będę długo (skok Eijiego!). Z drugiej strony wiem, jaki chaos panuje u nich w studiu i że w środku emisji będą czekać nas qualitowe potworki rysowane po łebkach, bo nie ma czasu… Odpukać… Inny problem to ilość materiału, który trzeba zmieścić w te 24 odcinków. Jest to 19 tomów, i tak, zapowiedziano, że zekranizują całość (Dla porównania, przeciętne anime adaptuje 5 tomów w 12 odcinków). Tempo czuć już na początku – fabuła biegnie i brakuje trochę momentów na oddech.
Tak czy inaczej, wiążę z serią wielkie nadzieje i wiem, że nie tylko mi na niej zależy. Mówi się, że Banana Fish to ukochana manga jednej z producentek MAPPY – Kyouko Uryuu , która uparła się, że tę ekranizację zrobić trzeba (Źródło). Na reżysera wybrano Haruki Utsumi (reżyserującą wcześniej dwa sezony Free!!), a znakomite projekty postaci to dzieło Akemi Hayashi (Doukyuusei). Hmmm, widzę tu jakiś związek…
Na pewno Banana Fish już w trzech odcinkach zdążyło chwycić mnie za Uczucia i wgnieść fotel, co jest chyba najlepszą rekomendacją.

~Darya
Ocena Lemurilla: 8,25

Free!! Dive to the future

free
Czy musiałam przerwać edytowanie wpisu, by pogapić się przez pół godziny na ten gif? Możliwe.

Ilość odcinków: 12
Studio: Kyoto Animation
Źródło: oryginalne
Uwagi: trzeci sezon. Warto zobaczyć przed sezonem kinówki High Speed oraz Take your marks.
Lemurilla poleca

Przygody naszych dzielnych pływaków jeszcze się nie skończyły! Haruka i Makoto zaczęli szalone życie studenckie w Tokio, wypełnione… oczywiście pływaniem (serio, widzielibyście ich na klubowych imprezach poza pływalnią?) Oraz powrotami starych znajomych z gimka. Szczególnie ponowne spotkanie z Ikuyą staje się momentem napięcia w życiu Haru. Tymczasem Rin powrócił do Sydney trenować pod okiem najlepszych couchów, aby stać się najszybszym zawodnikiem na świecie. A w Iwatobi, Rei, Nagisa i Gou stają przed zadaniem przygotowania nowych członków klubu do przejęcia pałeczki i sukcesów w zawodach…

Free!! wróciło! I jest tak cudowne jak było! Dramy z przeszłości są tak dramatyczne jak zawsze, baity w stosunkach między chłopakami baitowe, scen w zachodzie słońca nie powstydziłby sam Makoto Shinkai, a woda jest tak bardzo wilgotna jak zawsze. Naprawdę nie mam nic innego do napisania. Kto pokochał pięknych pływaków w poprzednich sezonach, ten nie będzie zawiedziony, bo dostajemy to co zawsze, tylko postaci jest jeszcze więcej (na razie się w nich nie gubimy, choć nie powiem, musiałabym dokładnie powtórzyć, kto miał dramę z kim oraz jak oni wszyscy się nazywają). No i ending. Jeśli nie chcecie oglądać serii to przynajmniej zapuście sobie ending. Tu jest link. Jak zwykle, cu-dow-ność. Jejku, jak ja uwielbiam tę serię i nawet nie jest mi z tego powodu głupio 8D

~Darya
Ocena Lemurilla: 7,67

Grand Blue

grandbl
Wreszcie jakaś seria z której nauczycie się jak przetrwać studia!

Ilość odcinków: 12
Studio: Zero-G
Źródło: manga
Uwagi:

Iori Kitahara, lat 20, opuścił właśnie rodzinne gniazdo, by zacząć studia w nadmorskiej miejscowości w której mieszka także jego wujek i dwie kuzynki (bardzo urocze kuzynki). Piękny błękit oceanu nęci swoimi tajemnicami – aż chciałoby się zanurkować i odkryć co kryje się w jego głębi… Tak uważają przynajmniej członkowie uniwersyteckiego klubu nurków, którzy nie dają Ioriemu innego wyboru jak do nich dołączyć. Życie studenckie to bowiem więcej niż nauka. To imprezy, alkohol, odkrywanie swoich pasji oraz jeszcze trochę imprez słono zakrapianych procentami. I o to chodzi w tej serii. W cieszeniu się swoją młodością.

Och. Więc to tak naprawdę jest guilty pleasure. Uczucie, gdy czujesz, że powinnaś skrytykować serię za wciskanie cycków fanserwisu tam gdzie nie trzeba, sugerowanie romansu z kuzynką, nadużywanie alkoholu (dużo nadużywania alkoholu) oraz stawianie głównego bohatera w najbardziej kłopotliwe sytuacje jakie można. Powinnam wam to wszystko wypunktować i powiedzieć, że to nie wypada w 2018 roku. Powinnam… To nie tak, że się uśmiałam jak głupia z bezczelnie banalnych dowcipów. To nie tak, że już opening wprawił mnie w cudowne uczucie tęsknoty za wakacjami nad morzem (uwaga: Nie lubię plażingu ani pływania, wolę góry). To nie tak, że ta seria to tak bardzo historia z początku lat 2000, która przypomina na tyle różne Love Hiny czy Oh! My Goddess, że nie wierzę po prostu, że manga zaczęła wychodzić zaledwie w 2014 roku… Czy naprawdę doszło do tego, że nostalgia za seriami z dzieciństwa, początkiem studiów oraz wakacjami sprawiły, że przebaczę serii jej okropne schematy…? Przekonamy się za 12 odcinków (btw, manga wciąż wychodzi). Na razie wierzę, że po tych podpowiedziach sami zdecydujecie się czy jest po co sięgać.
PS. Ale 7 miejsce pierwowzoru w kategorii najlepszych mang na MyAnimeList… Naprawdę zaskakuje. Naprawdę.

~Darya
Ocena Lemurilla: 7,17

Hanebado

hanebado
Nawet w Free! nie leje się tyle wody co tu potu.

Ilość odcinków: 13
Studio: LIDENFILMS
Źródło: manga
Uwagi:

Ayano ma traumę. Nie chce grać w badmintona. Co z tego spytacie? Czy ktoś jej każe? No właśnie… Praktycznie wszyscy wokół? Ma talent do gry, ba, swego czasu całkiem nieźle radziła sobie w zawodach juniorskich. Ale trauma to trauma. Trudno przezwyciężyć. Jednak jak najlepsza przyjaciółka zmusza ją do zapisania się także w liceum do klubu badmintona, to co poradzić… Nie pomaga, że sempajka, Nagisa, która trenuje dosłownie w każdej wolnej chwili, znienawidzi ją od pierwszego momentu za bycie osobą z talentem oraz starą potyczkę… Well, powiedzmy po prostu, że dziewczyny mają swoje traumatyczne backstory. Oraz sport, w którym chcą być najlepsze. Jak to w sportówkach bywa.

Ech. Ta seria przypomina mi, że nie lubię sportówek. Nawet nie ma tu winy samego anime. Robi co może kreując grupkę postaci z przeszłością, motywacją i marzeniami. Tylko, że mnie to jakoś wszystko nie kupuje. Jeśli lubicie licealne potyczki, żeby zostać hokage mistrzem danego sportu i pojechać na olimpiadę, to na pewno znajdziecie w tym tytule więcej pozytywów niż ja. Muszę przyznać, że tyle co, zainteresował mnie jeden pojedynek z drugiego odcinku – bardzo fajnie, energicznie zmontowany. Oprócz tego, kreskę wyróżnia bardzo dużo korzystania z CG, co wychodzi czasem gorzej, ale ostatecznie prezentuje kilka niezłych scen akcji. Będę oglądać serię dalej, ale nie jest to mój typ opowieści, niestety.

~Darya
Ocena Lemurilla: 5,33

Happy Sugar Life

tumblr_pbtvfq8jEF1tx8o4yo1_540
Raz, dwa, trzy, yandere na ciebie patrzy~

Ilość odcinków: 12
Studio: Ezo’la
Źródło: manga
Uwagi:

Jeśli brakuje wam miłości i ciepełka w życiu, to może powinniście iść przykładem Satou, która odnalazła swoje szczęście w… małej, niewinnej, kilkuletniej dziewczynce. Satou i Shio mieszkają razem w zgodzie i opływają w lukier, przynajmniej dopóty, dopóki nasza różowowłosa protagonistka nie poczuje na języku odrażającej goryczy. Świat jest bowiem pełen ludzi, którzy wyznają fałszywe odmiany miłości, a którzy mogą zagrozić słodkiemu, szczęśliwemu życiu dwóch kochających się istotek. Wtedy w ruch może pójść coś innego niż foremka do ciasta, a broniąca swojej miłości Satou może dokonać wielu wątpliwych prawnie czynów.

Obejrzałyśmy z Dar dwa pierwsze odcinki, oczekując od tej serii uberkrawędziowości sezonu, ale z przerażeniem odkryłyśmy, że to anime jest tak pokręcone, że aż ciekawe. W sensie kij ze wszystkimi postaciami i całym arsenałem edgy motywów do odhaczenia, w tym morderstw, porwań i gwałtów (yay! co za uroczy sezon na gwałty mamy! a w kolejnym emitowane będzie przeładowane gore Goblin Slayer!). Nikt nie kryje się z tym, że główna bohaterka ma swoje za uszami i że to wcale nie jest żadna walka między dobrem a złem. Prędzej między syndromem sztokholmskim a dewiacją. Podejrzewam więc, że tu wszyscy prędzej czy później pokażą swoje schizowane oblicze, dlatego kij im w oko i grajdołek w ogródku. O wiele ciekawsze jest to, co się kryje za całym porwaniem Shio i czy tak naprawdę mały aniołek nie jest takim samym manipulantem jak wszyscy dookoła, a może nawet bardziej. Słodka, cukierkowata grafika w połączeniu z bardzo prostymi, ale efektownymi trikami jak zmiana palety barw czy “świecące czerwienią oczy” naprawdę sprawdzają się w tym tytule i jeśli mogę to przyznać już teraz, to z pewnością jest to absolutne guilty pleasure dla mnie i Dar.

~Dziab
Ocena Lemurilla: 6,00

Harukana Receive

tumblr_pbgi8qbqVR1tx8o4yo1_540
Mowa ciała nigdy przedtem nie była tak miła do rozszyfrowywania, czyż nie?

Ilość odcinków: 12
Studio: C2C
Źródło: manga
Uwagi:

Ciągle czekamy z utęsknieniem, aż manga Haikyuu!! naprodukuje odpowiednio dużo materiału na czwarty sezon, a póki co możemy się razem z męską częścią widowni nacieszyć klimatami siatkówki – tyle że plażowej. Haruka przeprowadza się na Okinawę do swojej babci, co jest dla dziewczyny źródłem niezmiernego szczęścia. Jak tu się w końcu nie cieszyć, skoro pogoda dopisuje, lazurowe morze jest na wyciągnięcie ręki, a bikini prezentuje się na niej nienagannie? Jedyny problem w tym, że Haruka jest naprawdę wysoka, czego trochę się wstydzi. Dla równowagi jej kuzynka Kanata, z którą również będzie dzielić dom, jest dość filigranowa jak na swój wiek. Czy może z tego wyjść udane combo i czy będą w stanie dorównać spotkanym na plaży licealnym czempionkom? Chyba tak, jak wskazuje zapał Haruki do nauki siatkówki plażowej oraz dawne doświadczenie Kanaty w tejże dziedzinie.

W tym sezonie można dostrzec wysyp sportówek z przewagą takich, w których bohaterkami są przede wszystkim dziewczyny. Ooo, a tutaj to już w ogóle będzie na czym oko zawiesić – w końcu siatkówka plażowa strojami kąpielowymi stoi, a na ładnych licealistkach będą one wyglądać naprawdę świetnie. Właściwie to nie mam nawet większych zastrzeżeń co do grafiki, charakterów postaci czy ich motywów (chociaż ci zabici na śmierć rodzice Kanaty i szykująca się gdzieś w tle drama… uch, no jakbym jakąś Hanebado wersję 2.0 widziała…), jednak okropnie zgrzytam zębami w kwestii pacingu scen siatkówkowych. To absolutnie niedopuszczalne, żeby piłka zachowywała się jak nadmuchany helem balon, który potrafi lecieć ze dwadzieścia sekund, podczas gdy bohaterki poruszają się normalnie, przez co potrafią ze trzy razy zmienić swoje zamiany względem kolejnego serwu (cały mecz z pierwszego odcinka, tragiczna sytuacja w drugim odcinku przy ostatniej akcji). Uważam, że przy prędkości, uwaga, 4 razy szybszej scena wyglądała dopiero jako tako. Jednocześnie doceniam ogólny zamysł Harukany i całkiem zdrowe zachowanie bohaterek, bo się miło je ogląda, ale nad tempem to tu przydałoby się sporo popracować. Oj, bardzo sporo.

~Dziab
Ocena Lemurilla: 6,00

Hataraku Saibou (TV)

harat
Nawet nie wiecie ile w was moe (płytek krwi).

Ilość odcinków: 13
Studio: David Production
Źródło: manga
Uwagi:
Lemurilla poleca

Pamiętacie taką kreskówkę jak Było sobie życie? Opowiadała o tym, co dzieje się w naszym ciele, komórki przedstawiono jako ludziki, a wszystko przypominało realny świat. Jednocześnie była to produkcja zdecydowanie edukacyjna, dzięki której dzieci, jak i dorośli, mogli dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. To teraz mamy to samo, tylko w wersji anime. Hataraku Saibou prezentuje nam losy jednej z wielu Czerwonych Krwinek, która jest świadkiem ataku groźnych Bakterii, które zostają pokonane przez Białą Krwinkę. Jedna z nich ucieka, zaczyna się więc pościg, by uchronić organizm przed zakażeniem.

Może to brzmi mało interesująco, ale zdecydowanie takie nie jest. Całość jest dynamiczna, historia toczy się w odpowiednim tempie, jednocześnie nie szczędząc nam ciekawostek biologicznych. Są one poprawne, choć czasami seria lekko nagina rzeczywistość, by lepiej dopasować się do wydarzeń (Bo nie, bakterie nie krwawią). Wydaje mi się jednak, że można zaufać temu, co jest przedstawiane nam przez twórców.
Kreska jest przyjemna dla oczu, choć nie jest bardzo realistyczna, co w sumie wychodzi na dobre. Opening i ending są naprawdę przyjemne, animacje są w porządku, a walki Białych Krwinek z Bakteriami wyglądają całkiem efektownie.
Nie ukrywam, że po pierwszym odcinku jestem w tej serii absolutnie zakochana. Może wynikać to z wielkiej miłości, jaką darzę Było sobie życie czy okołobiologicznych zainteresowań. Z pewnością jednak mogę polecić tą serię wszystkim. No, chyba, że ktoś ogląda anime tylko dla czystej rozrywki i nie ma zamiaru dowiadywać się czegokolwiek w jej trakcie. Cała reszta powinna być jednak zadowolona.

~Shizuru
Ocena Lemurilla: 8,00

Island

island
Jakoś inaczej zapamiętałam Higurashi...

Ilość odcinków: ?
Studio: feel.
Źródło: visual novel
Uwagi:

Setsuna, nasz młody, ale już dorosły, główny bohater, budzi się z amnezja na brzegu pewnej wyspy. Pamięta tylko tyle, że jest podróżnikiem w czasie. Na wyspie mieszka trochę ludzi oraz trzy młode (ale legalne) dziewczyny. Jest też jakaś tajemnica w tle, oparta na starej legendzie o trzech najważniejszych rodach okolicy. Zagadkę wypadałoby rozwiązać. Ale ważniejsze jest zdobywanie punktów u dziewczyn. Legalnych. Serio.

…nie, nawet się nie staram przy tym opisie. Spójrzcie na jakieśkolwiek grafiki z tej serii. Serii opartej na visual novel. Haremówka z dziewczynkami, które wyglądają na 12 lat. Czy można taką serię oglądać z przyjemnością? Powiem wam tak… Jest pewien trik. Włączyć sobie serię w grupce osób, które nie odpuszczą okazji do przedrzeźniania i komentowania tego co doświadczamy na ekranie. W klasie “tak złe, że aż śmieszne”, ten tytuł ma pewną wartość. Przykładowo, myśmy nazwali głównego bohatera Sebastian. Zaraz lepiej się ogląda. Oraz na podwójnym przyśpieszeniu. Mając te triki z tyłu głowy, seans jest nawet całkiem zjadliwy. Ale tylko tak. Bo oprócz tego, ani tu sensu, ani przyjemnego fanserwisu (oglądałam to z siódemką młodych facetów, więc to nie tak, że jako hetero kobieta nie doceniam dziewczęcych wdzięków, oni też cierpieli!) ani żadnej innej wartości.  

~Darya
Ocena Lemurilla: 3,00

Jashin-chan Dropkick

jashintr
Jak już nauczono nas w „Smokojówce”, ogony jaszczurodziewczynek są całkowicie jadalne.

Ilość odcinków: ?
Studio: Nomad
Źródło: web manga
Uwagi:

Seria opowiada o gothic lolicie Yurine której głównymi zainteresowaniami są ostre przedmioty oraz okultyzm, oraz przywołanej przez nią demon z ogonem węża i okropnym charakterem – tytułowej Jashin-chan. Jashin-chan bardzo się współczesna Japonia nie podoba (przynajmniej w porównaniu do piekła) i nie widzi jej się wspólne życie w małym mieszkaniu. Niestety nasza przywoływaczka nie ma zamiaru odsyłać jej do domu. Jedynym wyjściem dla Jashin-chan pozostaje zamordowanie Yurine, lecz większość jej prób nie wypala.

Anime jest momentami uroczą komedią, a momentami bardzo brutalną czarną komedią. Spowodowane jest to głownie dużą kolekcją ostrych przedmiotów Yurine oraz faktem, że Jashin-chan jest nieśmiertelna i trwale krzywdy jej się zrobić nie da. Oczywiście wszystko to tylko wyłącznie samoobrona ze strony naszej gothic lolity. Pokręceni bohaterowie są największym plusem tej serii (oprócz Yurine i Jashin-chan, na początku poznajemy jeszcze dwa inne demony: Minos oraz Meduzę, a także anioła który zgubił aureolę – Pekorę), co robi z niej bardzo zabawną komedię. Animacja doskonale dopełnia wszelkie gagi, bawiąc się nawiązaniami oraz ciekawymi wyrazami twarzy postaci. A i współczuję czwartej ścianie, jest tak często łamana i omijana, że musi jej być smutno. Polecam zobaczyć pierwszy odcinek i ocenić samemu, czy ten rodzaj komedii nam pasuje, cała reszta serii jest całkiem solidna.

~Zedarrr
Ocena Lemurilla: 4,50

Overlord III

overlord
Albedo zdecydowanie może konkurować z Gollumem pod względem obsesji nad swoim ‘skarbem’.

Ilość odcinków: 13
Studio: Madhouse
Źródło: light novel
Uwagi:

Madhouse tym razem nie każe nam czekać kilku lat, kolejny (już trzeci) sezon Overlorda otrzymujemy po tylko jednym sezonie przerwy. A więc od czego tym razem zaczynamy opowieść o wielkim Momondze? Poza pierwszym, luźniejszym odcinkiem onsenowym dostajemy informację o planach wyjścia Nazarick z ukrycia i ogłoszeniu go niepodległym państwem. Kolejne plany? Podbój całego świata. Brzmi to zdecydowanie jak duże ruchy w fabule, co bardzo mnie cieszy.

Co tu więcej mówić o Overlordzie? Jakość na pewno nie spada, więc wszystko co można powiedzieć o poprzednich sezonach, tyczy się też tego. Kolejny przyjemny opening MYTH & ROID, animacja bardzo w porządku, no może poza okazjonalnymi legionami CG szkieletów, i zapowiadająca się ciekawie fabuła. Patrząc na poprzedni sezon, warto kontynuować i liczyć, że nic złego się z serią nie stanie.

~Zedarrr
Ocena Lemurilla: 7,00

Satsuriku no Tenshi

tumblr_pby1kpFGzR1r60zuio1_540
Stanowczo żądam o przeniesienie mnie do „Gry o tron”, bo tutaj to się na śmierć zanudzę!

Ilość odcinków: 16
Studio: J.C.Staff
Źródło: gra
Uwagi: –

Jeśli budzicie się w opuszczonym przez Boga i ludzi budynku, a zza okna przyświeca wam ogromny jak logo DreamWorksu księżyc, to wiecie, że nie można spodziewać się niczego miłego. Trzynastoletnia Rachel jeszcze tego nie wie, dlatego myśląc, że wciąż jest w zwykłym szpitalu, rozgląda się po wyludniałym pięterku. Winda prowadzi ją jednak na kolejny poziom, a tam dość nagle napotyka na żądnego krwi szaleńca, który wymachuje kosą, dybiąc na jej szyję. O co tu chodzi? Gdzie się podział szpital i rodzice Rachel? Czy drobna dziewczynka o twarzy niewinnego anioła aby na pewno trafiła do tak wątpliwego przybytku zupełnym przypadkiem? I czy ten szalony pan z kosą nie okaże się wkrótce jedynym sprzymierzeńcem na wyboistej drodze do góry?

Zasada jest taka, że nie ufa się adaptacjom gier, czy to visual novelek, czy smartfonowym karciankom, czy nawet indie grom. Czasami jednak udaje się znaleźć względnie sensowne pozycje (WIXOSSy, Bahamuty, Show By Rock!!)… ale chyba nie tu. Muszę oczywiście przyznać, że pierwszy odcinek był zrobiony naprawdę klimatycznie i sama nie mogłam się doczekać kolejnego epizodu, jednak drugi zawiódł moje nadzieje po całości. Wszystko dzięki Zackowi aka Jestem Szalonym Psychopatom z Kosom, Ahahahaha, któremu wydaje się, że jak się będzie zachowywał jak tsundere morderca i powtarzał “zabiję cię, zabiję cię!”, to ktoś się na to nabierze. Ale nie, nikt nie ma złudzeń, ani po pierwszym, ani po dwudziestym okrzyku. Cały humor polega tylko i wyłącznie na tym, aby grozić śmiercią (czarujący Zack) i przypominać, że śmierci się właśnie szuka (martwa już wewnętrznie Rachel). I aż mam ochotę pacnąć się w czoło i zapytać “czy Rachel nie może dać się zabić pierwszemu lepszemu psychopacie z kolejnego piętra, skoro tak bardzo jej na tym zależy?”. No ale zostawiając już tragicznych bohaterów, to muszę jeszcze wytknąć sposób prowadzenia fabuły. Jeśli jest na sali ktoś, kto nie poczuł się tak, jakby oglądał żywcem przerysowany Let’s Play normalnej gry, gdzie nawet nie ukrywa się konieczności wciśnięcia schowanego w punkcie A przycisku, aby otworzyć tajemne drzwi B… no to widać tolerancyjny z niego człowiek. Ja tyle cierpliwości jednak nie mam. Szykuje się drop.

~Dziab
Ocena Lemurilla: 4,00

Senjuushi

senjuu
Czas podążyć w kierunku świetlanej przyszłości… Czy coś tam…

Ilość odcinków: 12
Studio: TMS Entertainment
Źródło: gra komórkowa
Uwagi:

W swego-rodzaju-post-apokaliptycznym świecie istnieją ludzie, którzy są personifikacjami broni. I walczą. Z… Tymi złymi. Bo są super wojownikami. Chyba. Jest ich dużo. I są biszami. Na tym fabuła się kończy.

…tak, w tym streszczeniu pojechałam po bandzie bez trzymanki i nawet jest mi przykro. Ale nie no. W tej serii chodzi o to, że są bisze ponazywane nazwami broni. Biszy jest sporo. Tysiąc ponoć. Każdy ma inny, wymyślny design. Wszystko to faceci (tak uważamy). Dla fanów trapów – seria-raj. Dla reszty… Wiecie, istnieje coś takiego jak Google Grafika. Przeglądanie hasła „bishounen” przez 20 minut da wam na pewno więcej frajdy niż oglądanie tego anime. Rzekłam.

~Darya
Ocena Lemurilla: 2,50

Shoujo☆Kageki Revue Starlight

starlight
Więc mówicie, że dawno nie było żadnych walczących ze sobą słodkich dziewczynek?

Ilość odcinków: ?
Studio: Kinema Citrus
Źródło: oryginalne
Uwagi:

Karen jest zwykłą uczennicą nie tak zwykłej szkoły. Jej liceum to szkoła artystyczna, specjalizująca się w teatrze. Dziewczyna, będąca już w drugiej klasie nie ma większego marzenia nad wystawienia ze swoim zespołem sztuki „Starlight”. Wszystko potoczyłoby się normalnie, gdyby jednak nie Nowa Uczennica… Nie do końca będąca taka nowa. Homura Hikari okazuje się przyjaciółką z dzieciństwa protażki, która wróciła z nauki w Anglii, by w Japonii dokończyć szkolenie na Najlepszą Aktorkę. Szybko okazuje się jednak, że tegoroczna premiera „Starlight” będzie… Szczególna. I gadająca żyrafa to dopiero początek…

Cieszę się, że zasiadłam do serii bez żadnej wcześniejszej informacji. Tak przez pół pierwszego odcinka przygotowywałam się na anime typu „słodkie dziewczynki robią słodkie rzeczy: edycja aktorska”, a dostałam znienacka w twarz… Flashbackami z Uteny oraz Madoki. Szczególnie Utena jest ważną nazwą. Reżyser Starlight, Tomohiro Furukawa, znany jest w branży jako protegowany Kunihiko Ikuhary – reżysera kilku najlepszych serii Sailor Moon oraz właśnie Uteny. Starlight również łączy sobie dramat szkolny skupiający się na uczuciach młodych dziewcząt z odrealnionym miejscem pojedynków, gdzie trudno powiedzieć czy to ma być sen, czy fantastyka czy lepiej w ogóle sobie pytań nie zadawać. Pod względem technicznym anime stoi na bardzo przyzwoitym poziomie – ale cóż, studio Kinema Citrus ma u mnie, po genialnym Made in Abyss, spory kredyt zaufania. Wciąż jednak nie mogę odrzec, czy będzie to kolejne legendarne dzieło rewolucjonizujące sposób w jaki pokazujemy młode dziewczyny na ekranie czy po prostu tytuł do zapomnienia. Na pewno są ambicje na dużo. I choćby dlatego będę przyglądać się Starlight bardzo uważnie.

~Darya
Ocena Lemurilla: 6,83

Shichisei no Subaru

tumblr_pbltvfgrVF1u86t2qo2_540
Pomysłów na tak sztampowe animu nie trzeba nawet kufrów wygrzebywać. Same się budzą.

Ilość odcinków:
Studio: Lerche
Źródło: light novel
Uwagi: –

Z wirtualnymi grami tak to już jest, że przyciągają rzesze. Nie inaczej jest z Union, grą w typowych klimatach fantasy, w której jeśli chociaż raz umrzesz, twoje konto zostaje bezpowrotnie skasowane. Rozumiecie, taki dreszczyk i ostrzeżenie, żeby nie pchać się z łapami do questów o za wysokich poziomach. Wszystko to wydaje się jednak młynem na wodę grupy Subaru, która zrzesza sześć naprawdę grubych koksów. Wśród nich jest między innymi dziewczyna posiadająca moc przewidywania przyszłości (zaledwie na kilka sekund do przodu, ale i tak potrafi to nieźle wspomóc drużynę). Plotka głosi jednak, że za potężnymi awatarami kryją się dzieci z podstawówki… co okazuje się być prawdą. I jak to dzieci nieznające strachu przed mobkami, drużyna idzie na kolejnego przepotężnego potwora, w norze którego dochodzi do nieszczęśliwego wypadku. Coś idzie nie tak i Asahi, dziewczynka od przepowiadania przyszłości, ratuje przed śmiercią Haruto, sama przy tym ginąc. Nie kończy się jednak na tym, że Asahi traci swoje konto w grze. Ona ginie… naprawdę.
I właściwie to jeszcze nie jest koniec opisu pierwszego odcinka, bo należy jeszcze dodać, że grupa po śmierci koleżanki rozpada się, gra zostaje zawieszona, a po sześciu latach wskrzeszona pod nową nazwą ReUnion (łehehe, taka genialna gra słów). Grać w nią mogą jednak tylko te osoby, które są obdarzone specjalną, niesprecyzowaną zdolnością Sense. Haruto również ją posiada i cudem daje się przekonać, aby jeden jedyny raz zalogować się do starej-nowej gry. Razem z randomowymi znajomymi wykonuje questa, na końcu którego znajduje wielką skrzynię, a w niej – samą Asahi, która wydaje się być żywa jakby wypadek wydarzył się zaledwie wczoraj.

Ojeszu, wreszcie skończyłam sam opis, a i tak pominęłam hinty na wielokąty romantyczne, wymienianie się pierścionkami, death flagowe obietnice i pogrzeby deszczem malowane. W pierwszym odcinku dzieje się tyle, że obawy Dar odnośnie tempa Banana Fish wydają się niczym. Poza tym nie dość, że jest absolutnie sztampowo, to jeszcze wygląda to tak, jakby ktoś pastele z Grimgara wymieszał z dhramą z SAO i podał z tego wyciąg w pigułce. Fabuła wydaje się mieć mnóstwo luk i mało subtelnych rozwiązań, a bohaterowie (poza Asahi, która jest głupiutką zapchajdziurą) są tak martwi w środku, jakby to niewłaściwe osoby zostały posądzone o zgon. Serie isekai i isekajopodobne obrodziły tego lata jak grzyby po deszczu, lecz niestety, ilość kompletnie nie idzie w parze z jakością. Widzę tu tylko powielanie nudnych motywów ponownego zjednoczenia paczki skłóconej po śmierci przyjaciółki (AnoHana anyone?), a jedyny ciekawy wątek związany z tym, jakim cudem w ogóle dusza (dane? cokolwiek?) Asahi uchowała się w tej grze i co z tym fantem dalej powinni zrobić, zostanie zepchnięty w niebyt, bo Drużyna Znów Musi Być Razem. To już lepiej w to miejsce zacząć sobie nadrabiać klasykę. Może .hack albo coś…

~Dziab
Ocena Lemurilla: 5,00

Shingeki no Kyojin sezon 3

shinge
Ojojojoj, czy mały Levi nie jest słodziutki?

Ilość odcinków: ? (Dwusezonówka)
Studio: WIT
Źródło: manga
Uwagi: trzeci sezon

Kolejna część historii wielkiej wojny między ludzkością, a potwornymi tytanami. Tylko tych ostatnich uświadczymy tym razem ciutkę mniej. Zanim będzie można dalej odbijać kolejne ziemie i ruszyć ku legendarnej Piwnicy, trzeba jeszcze załatwić parę spraw w własnym grajdołku. Spraw, w które zamieszani są ludzie z samej góry. „Królewskiej” góry…

Tak, to znowu Tytany! Tym razem w wydaniu dość rasowego kryminału śledczego – zabito pewną osobą, ktoś inny musi się kogoś poznać, a Levi dostaje backstory. Powiem szczerze, że na ten sezon czekam z dość średnim entuzjazmem. Pamiętam ten arc z mangi i powiem szczerze, że doprowadził on prawie do tego, że porzuciłam Szynkę. Na całe szczęście to co dzieje się po rozwiązaniu kwestii królewskiej jest ponownie tak interesujące, że  mogę z ręką na sercu zachęcić was, byście przetrzymali parę następnych odcinków. Około jesieni będą się dziać takie rzeczy…! Ale, oki, już nic nie mówię! Atak Tytanów pojawił się tak późno, że w momencie w którym to piszę wyszedł zaledwie jeden odcinek. Można po nim powiedzieć, że przynajmniej graficznie i muzycznie seria wciąż trzyma bardzo wysoki poziom. Z małym wyjątkiem… Niestety obecny opening jest słabiutki, a na pewno daleko mu do swoich legendarnych poprzednik. Tym razem nikt nie będzie randomow wybuchał czyms na miarę „Sasageyo, sasageyo” na konwentach. Szkoda, szkoda…

~Darya
Ocena Lemurilla: 7,00

Tenrou: Sirius the Jaeger

sirius
Walizek z taką zawartością do samolotu nie wnosimy.

Ilość odcinków: ?
Studio: P.A. Works
Źródło: oryginalne
Uwagi:

XX wiek. Bohaterowie dookoła których kręci się fabuła tej serii należą do grupy nazwanej „Jaegerami” – ludźmi tropiącymi i polującymi na wampiry, oczywiście w obronie ludzkości. Przybywają oni do Japonii, ponieważ tam z nieznanych im przyczyn, zaczyna się organizować wampirzy ruch, którego celem jest uzyskanie należytego im miejsca na świecie – jako panów ludzi. Oprócz samych nadnaturalnych istot, problem może okazać się sama lokalna policja, której nie widzi się aby obcokrajowcy wtrącali się w sprawy ich państwa (ktoś mógłby im po prostu wytłumaczyć o co chodzi, no ale cóż…).

Dosyć nietypowy setting, ciekawi bohaterowie pochodzący z wielu zakątków świata, ale mimo wszystko jakoś za świetnie to nie wygląda. Czas pokaże, czy fabuła będzie ładnie to ze sobą sklejać. Wizualnie nie jest źle, czasami tylko tłumy w tle cierpią na poważny przypadek złego CG. A i w scenach akcji autorzy pozwolili sobie momentami na nietypowe rozwiązanie – kadry z perspektywy pierwszej osoby. Nie jestem pewien czy są one ciekawe, czy bardzo męczące. Według mnie seria będąca jednym wielkim znakiem zapytania, chociaż są szanse na coś przyjemnego do oglądania.

~Zedarrr
Ocena Lemurilla: 6,5

Yuragi-san no Yuuna-san

yuuna
Witajcie w krainie cycków!

Ilość odcinków: 12
Studio: Xebec
Źródło: manga
Uwagi: 

Nasz główny protagonista wyjątkowo nie jest uczniem liceum! Ale jest młody i ma ciężko w życiu. Co mu dolega? Ano, widzi duchy. Oraz jest łatwo podatny na opętanie. Żeby jakoś sobie radzić w życiu nauczył się egzorcyzmować duchy, co udaje się zwykle po jednym porządnym prawym sierpowym. Problem zaczyna się wtedy, gdy postanawia zamieszkać w pewnym nawiedzonym onsenie. Choć początkowo planował skorzystać ze złej renomy przybytku, wypędzić ducha i mieszkać sobie tuż przy gorących źródłach za bezcen, sprawa okazała się… Bardziej skomplikowana. Tutejszym duchem jest bowiem pewna urocza nastolatka. I wypędzić ją tak od razu, bez umożliwienia jej pogodzenia ze swoimi żalami jest trochę, no… Głupia sprawa ogólnie. Chłopak (a na imię mu Fuyuzora Kogarashi) postanawia więc na razie po prostu pomieszkać z Yuuyą w jednym pokoju i pomóc jej dostać się do zaświatów w bardziej tradycyjny, powolny sposób. Ach, oprócz tego w onsenie mieszka jeszcze harem pięknych dziewcząt. Takich żywych.

Zainteresowałam się serią, bo kojarzę postaci z okładek Shonen Jumpa w którym ukazuje się manga. Po hasłach „harem”, „ecchi” i „onsen” miałam już pewne skojarzenia, ale nikt nie powiedział mi, że Love Hina dostaje remake! Żartuje, żartuje. Tutejsza protażka nie jest tsundere i wystrzeliwuje głównego bohatera w powietrze tylko dlatego, że jest zawstydzona, a nie zagniewana. Ważna różnica! Oprócz tego… Nie licząc elementu nadprzyrodzonego to naprawdę łezka w oku się kręci, że ktoś jeszcze o Love Hinie pamięta. Wiecie, to jedna z moich najulubieńszych mang. I z tego sentymentu na razie nie rzucam Yuuyi w cholerę, tylko cierpliwie czekam na kolejne epy. (W tym sezonie mam STANOWCZO za dużo guilty pleasure). Szczególnie, że tutaj pierwszy odcinek nie przedstawił właściwie… Nic zachęcającego. Ot, cycki i napieprzanie się z duchami. Nie mam serca wam tego polecać. Nie mam siły was odchęcać. Wchodzicie na własną odpowiedzialność!

~Darya
Ocena Lemurilla: 5,00

~~*~~*~~*~~

~Darya + Dziabara + Shizuru + Zedarrr

Ps. Zapraszam was wszystkich serdecznie na Wondercon w ten weekend we Wro! Będę (ja, Dar) mieć w sobotę koło 21.00 najpierw panel, a potem wiedzówkę o Voltron: Legendary Defenders :3 Oprócz tego nasza Shizu będzie mieć panel o naszej Fundacji Nami oraz wiedzówkę o Yuri!!! on Ice. Także Zedarr będzie miał coś do roboty – poprowadzi świetnie się zapowiadający panel „Lovecraft a Made in Abyss” oraz warsztaty japońskich planszówek ^^

 

Reklamy

13 komentarzy do “Dla ochłody może animu, czyli pierwsze wrażenia z sezonu lato 2018

  1. Wszyscy mają gifa – mam i ja!
    Och, Back Street Girls wyglądało technicznie kiepsko już po trailerach, ale czasem trailery są mylące. Nie będę jednak żałować, że okazało się kiepsko animowane, bo to nigdy nie był tytuł co do którego miałam jakiekolwiek nadzieje.
    Chciałam powiedzieć, że co za hejt na Mappę, Onihei nieźle wyglądało, ale potem się pokapowałam, że to od M2, kolejnego studia założonego przez Maruyamę, po tym jak zwiał z Mappy, którą założył po tym jak zwiał z Madhouse xD BTW pamiętam, że Mappa oryginalnie miała się zając ukończeniem i wypuszczeniem The Dream Machine, filmu, dla którego Satoshi Kon umarł – i chyba miał rację z tym przepracowywaniem się, bo go zabrakło, nie dopilnował i projekt się rozpadł :(
    Absolutnie nie powinno Ci być głupio z powodu lubienia czegokolwiek, no może poza nielegalnymi rozrywkami. A że chłopcy z Free już są 100% legalni, to tym lepiej :D Bardzo fajny ending, zawiera świnkę i 2D tańce!
    Nie wiem ile CG Hanebado ma teraz, ale wiem, że w drugim odcinku na przykład to nie było CG tylko rotoskopowanie, był o tym wpis na Sakugablogu: https://blog.sakugabooru.com/2018/07/09/hanebado-02-production-highlights/
    (pst, może stronę z autorami przydałoby się uaktualnić, wink, nudge)
    Bardzo lubię oglądać wyciszone anime z zabawnymi ludźmi, w taki sposób poznałam męża na konwencie, ale, niestety, jego tolerancja dla bullshitu w ostatnich latach zmalała i rzadko dajemy radę cokolwiek obejrzeć w ten sposób, więc raczej nie będę próbować z Island. Ale na tle podobnych ekranizacji podobnych visual novel przynajmniej wyróżnia się tym, że dziewczyny nie wyglądają jak zmutowane karaluchy – serio, rzućcie okiem na Clannad czy Air, tam nawet grafiki promocyjne odstraszają.
    O W MORDĘ TEN KOLEŚ TARGA SANSETSUKON moją ulubioną broń z Warriors Orochi 3! Dzięki za tego gifa, Sirius mnie nie przekonywał, bo PA Works i anime-original to dwie rzeczy, których się obawiam, ale teraz to chcę oglądać!
    Xebec to świetne jeśli nie najlepsze studio do adaptacji ecchi, przy innych seriach się marnują, dajcie im więc też popracować ;)
    Mam nadzieję, że konwent Wam poszedł! Może informujcie, że coś robicie albo zamierzacie robić z trochę większym wyprzedzeniem, bo na kilka dni przed raczej już nie zaplanuję wypadu, ale tak z kilka tygodni to może kiedyś się uda?…

    Polubienie

  2. W tym sezonie oglądam aż dwie serie: Tytanów i Hataraku Saibou. To drugie jest takie pocieszne i też kojarzy mi się z Było sobie życie. Tytanów oglądam z trochę mniejszym zainteresowaniem, bo w mandze ten wątek mnie wynudził, ale patrząc jak akcja pędzi w anime może nie będzie tak źle.

    Polubienie

  3. Okej, soł. Tym razem nie mam na swojej miniliście czegoś, czego któreś z was by nie oglądało, więc dla odmiany będzie jak się do czegoś odnieść.

    Banana Fish – mam w pamięci to, że MAPPA potrafiła zrobić zarówno dobre (relatywnie) Garo, jak i to coś co się zwało Guren no Tsuki. Mam nadzieję, że nie pójdą w stronę kiepskości, bo na razie jestem raczej zainteresowana jak to wszystko się rozwinie (i myślę czy by nie zacząć robić jakiejś odliczanki ile razy się zaczynają lać po mordach (ale pewnie nie będzie mi się chciało)).
    (P.S. Sporo razy widziałam na tumblrze na tagach różnych serii „shut up everyone is gay” i mam wrażenie, że tu to może faktycznie się okazać prawdziwe tak dosłownie. Nie znam pierwowzoru jak coś.)

    Krwawe Krwinki – Było sobie życie trafione przez Japanizing beam, no w punkt. Ale przyjemnie się ogląda. Po pierwszym odcinku, po tej walce z pneumokokiem (a-ale jak to nie krwawią?!) miałam wrażenie, że to może się znaleźć w topce bitewniaków sezonu. Ale że tak sobie narzeknę na suby, nie bardzo wiem czemu przy ciekawostkach biologicznych pojawia się cała ciekawostka w lewym dolnym rogu, po czym są jeszcze osobno napisy dla lektorki, która to czyta. W sensie… dwa razy ten sam tekst na ekranie, po co? Ale to już takie czepianie się.

    Aniołki – oł, Dziab, nieźle zjechałaś, i w sumie nawet nie mam co się kłócić. Z tym że… no, moja opinia to generalnie „nie wiem”.
    Powiem tak. Zobaczyłam pierwszy odcinek, poczułam jakieśkolwiek zainteresowanie, poszłam obejrzeć let’splaya (zmarnowałam całą sobotę, jfc) i, uh, no. Już tak w ujęciu całościowym, pierwowzór ma problem z pacingiem i anime zresztą też, co widać np. przez załatwienie dwóch morderczych pięter w jeden odcinek po czym szlajanie się po cmentarzu przez dwa. Trochę jakby twórca dopiero potem stwierdził że pododaje to i owo? (Bo gra wychodziła w 4 częściach, jak jedna wypuszczona to już średnio szło to porozkładać sensowniej. Still.)
    Co do Twojego (słusznego) zarzutu że oglądamy granie i szukanie przycisków, odniosę się trochę z innej strony (znów całościowo) – człowiek, którego granie oglądałam, powiedział „this isn’t a very good game, but would make a decent anime”, czy jakoś tak. No i w sumie to tak – w grze jest za dużo wątków i tragicznych historii ludziów, żeby ktoś, kto chce po prostu przejść gierkę chciał przekopywać się przez tony dialogu. Jednocześnie jest też za dużo elementów typowo growych (patrz ten nieszczęsny cmentarz chociażby) żeby dało się z tego zrobić prosto dobrą historię. (Do dziś nie mogę zrozumieć, po co dali te czerwone plamy Krwawej Krwi dla ekran podczas niszczenia nagrobków. Just… why.) I to się nie poprawi dalej.
    Ugh, no, ergo, nie wiem jak się do tego odnieść, to tkwi trochę w zawieszeniu między jednym a drugim, między fabułą a grą. I rozpisałam się do czegoś co w sumie serio jest u mnie takim wielkim „???”, bo z jednej strony obiektywnie rzecz biorąc, jest jak piszesz… z drugiej jednak jestem ciekawa, w jaki sposób zadaptują fabularną część, zwłaszcza mindfaki na piętrze B2.
    (A co do Zacka, powiem tylko że i tak jest w ostatecznym rozrachunku najbardziej zdrową na umyśle postacią z całej obsady. Ale niezbyt ogarniam jak działa jego fizjonomia przez te bandaże. Że mu się to nie przesuwa jak mówi…)

    Tenrou… – eh. Z jednej strony niby ciekawy setting. Z drugiej… ogólnie mi zalatuje tak samo jak to co męczyłam kilka sezonów temu, z tymi władcami czasu czy co tam. Taką nijakością z pomysłem w tle ale wykonaniem takim że nope.

    Dopiero na koniec zauważyłam, że każdą z tych serii ^ opisał ktoś inny z was. Ale trafiłam.

    Polubienie

    • Po czterech odcinkach Banana FIsh potwierdzam – it’s so yay to be gay, parafrazując pewien tekst. I nie chodzi wcale o całkowicie męską obsadę. Tutaj homo to norma (czasem bardzo przykra dla bohaterów).

      Te ciekawostki w Krwinkach to chyba wina subów, bo oglądałam raz inne, które miały po prostu tekst podczas tłumaczenia lektorki. A co do krwawienia – to tyyylko cytoplazma jest ;) Po prostu w ładniejszym kolorze, żeby widz nie myślał, że zwyczajną wodą plują, tylko ważnymi dla siebie płynami ustojowymi.

      Bardzo żałuję, że nie zrobiłam jak ty, M.W., bo po pierwszym odcinku też byłam zaciekawiona obejrzeniem let’s playa, a po trzecim odcinku mam jedynie ochotę zrobić drinking game na słowa związane ze śmiercią i zabijaniem. Tu nie ma absolutnie nic innego, a głupotą ostateczną wydaje mi się uderzanie kosą w ścianę i robienie w niej otworu wysokości człowieka. Dialogi są o-kro-pne i prowadzą donikąd. Dla porównania sięgnęłam po mangę i rozdział z szalonym doktorkiem miał przynajmniej jakieś backstory, natomiast w anime postanowiono to sobie pięknie wyciąć i wiśta wio. Nie mam więc żadnych nadziei na jakieś ładne przedstawienie plottwistów i jak mnie opadnie wnerw, to chyba jednak przerzucę się na jakieś oglądanie gry. I jak najbardziej takie „szukanie przycisków” w grze wydaje się absolutnie normalną mechaniką medium, więc nie mierzi mnie oglądanie, jak ktoś to robi. Ale oddawanie takich rzeczy w anime jest zwyczajnie bezsensowne.

      Siriusy są póki co ładne i trochę schematyczne, ale… dobra, są bardzo ładne i efektowne. Dla walk warto oglądać. Dla dramy (rodzinnej, bo czemu by nie) raczej niet.

      Polubienie

  4. Banana Fish było dosłownie jedynym anime, na które zwróciłam uwagę, reszta miała bardzo słabe opisy. Dobrze wiedzieć, że i Banana Fish póki co nie okazało się totalnym rozczarowaniem. :)

    Polubienie

  5. A ja się pokłócę i nie zgodzę i w ogóle będę fikać, bo jestem w tym znikomum procencie ludzi, którym nowy opening to snk się podoba i będę go bronić do upadłego! To prawda, jest inny. To prawda, mamy po raz setny ujęcia bohaterów na tle śliczniutkiego błękitnego nieba. To prawda, nie ma hypowej muzyki i tytanów. Ale bardzo się cieszę, że twórcy robią coś innego tym razem. Uprising arc jest zupełnie różny od reszty i ten opening tylko to podkreśla. W tym sezonie mało będzie machania mieczami i przecinania karków, za to dużo będzie character development i pytań o motywacje bohaterów do działania, a to ten op pokazuje idealnie. No i mała Mikasa! <3 Mała Historia! <3 Mały Levi! <3 Te kolorki jak z Shinkaia! Wiem, że nikt się Red Swan nie spodziewał, no ja z resztą też byłam w szoku. Ale koniec końców, podoba mi się, że jest inaczej, no bo ile Sasageyo i Gurenów może przypadać na jedną serię? A do badass epic openingów ft. Linked Horizon i tak pewnie wrócimy na drugą połowę sezonu, więc na razie zamierzam się rozkoszować zmianą tempa ;) .

    Polubione przez 2 ludzi

    • Ha, ciesze się, że jednak komuś się opening podoba ;) Dodam jeszcze, że użyto w nim rysunków Mieko Hosoi – pracowała ona także przy czołówkach Natsume Yuujinchou Roku i Made in Abyss, dwóch serii, które uwielbiam, więc może to dobry znak?

      Polubienie

  6. muszę się zabrać za oglądanie animu bo przez mundial się opuściłem i wpadłem w mini hiatus przerywany tylko Miami Guns i koreańskim nie anime dragon ballem xD

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s