Miłość w powietrzu oraz sparkle w drugim planie czyli podsumowanie sezonu anime wiosna 2018

Ahoj, podróżnicy zmierzający przez spienione morze nowości! Jak wam się oglądało ostatni sezon? Przetrwaliście czy więcej było rzutów za trzy punkty do kosza na dropnięte serie? Cokolwiek odpowiecie, Lemurilla i tak spięła pośladki (a nawet całe trzy pary), aby powyciągać najsmakowitsze kąski dotyczące wiosny 2018. Serie takie jak Boku no Hero Academia 3 czy Steins;Gate 0 oczywiście z naturalnych względów przechodzą z podsumowaniem na kolejny kwartał, ale i tak 17 anime to całkiem niezły wynik, aby coś z tego wszystkiego wygrzebać również dla siebie. To co? Zaufacie nam, psubratom, i dacie się porwać na mały rejs?

Zapraszamy więc na przygodę! :D

tumblr_p94ewqaI7Z1xuom4do2_540
Zapraszamy przed ekrany, nową notkę dla was mamy~

3D Kanojo: Real Girl

tumblr_p90kw1dmjQ1tx45yjo1_540.gif
LOL, nope, słaba animacja, zjeżdżam z tej bajki.

Tsutsui należy do jednego z najbardziej rozpowszechnionych w anime archetypów protagonistów – nerd, że aż zęby bolą. Nosi okulary, nieokrzesana grzywa zasłania mu pół twarzy, niespecjalnie odnajduje się w społeczeństwie, lubi gry i anime, z przyjaciół ma jedynie innego mangowca, kociouszkowatego Itou (jakkolwiek seria wcale nie należy do gatunku fantasy) i w ogóle dupa z niego, nie potencjał na chłopaka. A jednak w wyniku splotu kilku przypadków podczas sprzątania szkolnego basenu poznaje Igarashi, która jest perfekcyjnym egzemplarzem dziewczyny 3D w jego odczuciu – ładna, zgrabna i trochę jakby puszczalska. Wiecie, czym to pachnie? To właśnie ta sama Igarashi już wkrótce zapyta Tsutsuia o bycie jego dziewczyną. Czy to się uda? I czy w ogóle ma prawo się udać?

Podsumowanie sezonu zaczynamy od… uch, od jednej z najsłabszych produkcji tej stawki, przez którą nie raz chciałam zakrzyknąć razem z Miyazakim “anime, what are you doing?”. Naprawdę nie wiem, co twórcy sądzą o tworzeniu szkolnych romansów, ale odniosłam wrażenie, że robili to za karę i hejcą je na całego. W sumie już materiał mangowy nie przedstawia się jakoś specjalnie mądrze, skoro z oskarżeń licealisty o pedofilię (którą w Japonii nazywa się tak ładnie “loliconem”) zrobiono sobie tło dla żartów i dram rodem z “Dlaczego ja?”. Zamiast próbować to rozwiązać, wezwać podejrzanego ucznia na dywanik albo w ogóle przedstawić to jako problem, po dwóch odcinkach miłosnej telenoweli całkowicie olano sprawę. I w ogóle ile się w każdym epizodzie dzieje, to można by kilka polskich seriali na całe lata obdzielić. Dialogi i wątki skaczą jak porąbane, miłość głównych bohaterów jest absolutnie nieprzekonująca, bo ciągle mają jakieś problemy ze szczerością/akceptacją/uczuciami, a oprawa graficzna okazała się tak biedna, że legendarne odcinki “Naruto Shippuudena” prezentują się przy nich jak drugie Ghibli. Nawet 20 lat temu ta produkcja byłaby kpiną. Dziś jest nie do ruszenia.

2/10

~Dziab

 

Cardcaport Sakura: Clean Card-hen

tumblr_p908iu85jq1qmkgeno3_540
Ach, kiedy ostatnio widzieliśmy tak niewinną młodzież?

Ilość odcinków: 22
Studio: Madhouse
Źródło: manga
Uwagi: sequel do Cardcaptor Sakura

Bohaterowie Cardcaptor Sakura skończyli podstawówkę i zaczęli przygodę w gimnazjum. Większość składu została ta sama i nawet Syaoran opuścił Hongkong, by zostać prawdziwym, japońskim uczniem. Niestety idylla nie jest idealna. Sakura odkrywa, że wszystkie zdobyte wcześniej karty wyblakły, a co gorsza, miasto nawiedzają nowi wrogowie, zamieniający się w całkiem nową talię. Nie ma co tracić czasu, tylko walczyć w imię miłości, by złapać je wszystkie!

Dawno już tak bardzo nie wiedziałam ,co napisać w ocenie serii… CCS było… I tyle. Nie licząc tego, że nikt właściwie nie potrzebował tego sequelu, seria jako seria… Jest zaskakująco bez wad i zalet. Kreska spoko, muzyka spoko, postaci spoko, akcja spoko, humor spoko… Nie można nawet rzec, by seria była zbyt schematyczna czy innowacyjna. Na pewno nie przypomina innych współczesnych anime, choćby tym, że jest niezwykle grzeczna – i to nie w kontekście “nudna”. Bohaterowie są tak słodcy i niewinni, że mówienie o nich per “gimnazjaliści” brzmi jak oksymoron. W sumie jeśli ktoś jest zmęczony złem tego świata i chce odzyskać wiarę w animowane postaci, niech obejrzy – obiecuję, że jego serce zamieni się w kawałek ciastka na miarę tych, których przyrządzaniu i konsumpcji poświęcona jest spora część czasu antenowego. Mówię serio, to tytuł, w którym zdanie “mam nadzieję, że sempai mnie zauważy” co prawda nie pada dosłownie, ale byłoby nieironiczne. Z tego co czytałam w recenzjach, nowe CSS dobrze sprawdza się także jako nostalgiczny powrót do dzieciństwa dla starszych fanów. Sama zasiadałam do kolejnych odcinków trochę z musu, ale w sumie oglądało się dobrze. Jeśli to jednak wasze pierwsze spotkanie z CCS, lepiej sięgnijcie do pierwszej serii.

Ocena: 6,5/10

~Dar

 

Darling in the FranXX

tumblr_p3y585Xwnf1wga4wmo1_540.gif
Wiesz, że to absolutnie musi być miłość, jeśli dajesz się namówić na zjedzenie pasztetowej z miodem.

Dzieci w mechach to zawsze dobry myk na fabułę, dlatego tutaj uświadczycie dwa razy więcej dzieci w mechach! Franxxy, specjalne roboty do walki ze złymi Kyouryuu, potrzebują bowiem do zasilania parę, dziewczynki i chłopaka, inaczej niet, nie ruszą. I tu rodzi się problem dla głównego bohatera, Hiro, który, delikatnie rzecz ujmując, nie zsynchronizował się z przydzieloną mu koleżanką. Chłopiec dramuje, a przynajmniej do momentu, gdy na jego drodze nagle pojawia się – a nawet wyskakuje z łososiem w zębach – naga niewiasta. Rogata niewiasta. Rogata, ładna, wygadana dziewczyna, która zdaje się całkiem lubić naszego Hiro. No nic, tylko czekać, aż połączą się w parkę i zaczną tłuc kosmiczne dinożarły. I faktycznie, gdy na horyzoncie pojawia się zły bio-mech, a kompan rogatej dziewczynki zostaje wyoutowany z zabawy, do mecha wkracza bohater. Dosłownie!

Mam wrażenie, że nasza cywilizacja upadła nie tylko w tym anime, ale i tak naprawdę. Po prostu nie pojmuję zupełnie fenomenu ani zachwytu nad serią, która garściami zżyna z Evangeliona oraz Tengen Toppa Gurren Laganna (tylko że z tego mariażu wyszły dość mocno niepełnosprytne pociechy, tak mi się wydaje) i nawet się z tym nie kryje. Seria jest świetnie wyreżyserowana, graficznie wygląda jak złoto, właściwie nawet pairing Hiro i Zero Two wyewoluował w coś całkiem fajnego, tylko to, co się działo w trakcie jest takie… o eszu. Widziałam to dużo za dużo razy. Te dramo-komedie do obowiązkowego zaliczenia, te archetypy bijące z każdej strony, zwroty akcji rodem z “Mody na sukces” (Szok i niedowierzanie! Tamta kobieta to jego matka! Tamta laska to jej córka! Ona jego zfriendzone’owała! Ona i on będą mieć dziecko! A gołe dziewczynki służą do podglądania!) – tylko że to się średnio kupy trzyma. Szczególnie z tymi fillerowymi odcinkami z pierwszej połowy serii. Oczywiście z biegiem czasu nawet chciało mi się odpalać kolejne epizody, ale to raczej tylko po to, żeby się pośmiać z wyhajpowanego finału (no normalnie TTGL albo Kill la Kill się zrobił, jak w mordę strzelił) i pooglądać ładne ujęcia. Fabularnego kunsztu to tu jednak nie uświadczycie, a jako mecha wypada szczególnie słabo i od dupo-sterami strony.

6/10

~Dziab

 

Devils Line

tumblr_p76so3boZP1sqwgnro1_540.gif
Mam ochotę bronić tego uśmiechu… i mam ochotę wpakować go pod kołderkę… ŻEBY SIĘ WYSPAŁ!

Tsukasa Taira jest sobie niepozorną studentką, która cieszy się życiem, a czas wolny spędza w towarzystwie dwójki przyjaciół. Ale my wiemy, że z takim tytułem to tu sielanki nie uświadczymy. Szybko dochodzi więc do sytuacji, kiedy główna bohaterka trafia na swojej drodze na pół-wampira – niejakiego Anzaia, który oskarża jej przyjaciela nie tylko o bycie krwiożerczym monstrum, ale jako członek policji ma na niego przygotowaną całą teczkę z dowodami mordów i krwiopijczych dewiacji. No nic, tylko po takiej akcji zamknąć się w domu i nikomu więcej nie ufać, prawda? A jednak Tairę zaczyna ciągnąć do opiekuńczego Anzaia, a Anzaia – trochę z żywieniowych powodów, a trochę czegoś więcej – ciągnie do Tairy. Tylko czy to sensowne pchać się w związek z kimś, kto na widok malutkiej kropelki krwi może cię pożreć w całości?

Porównywanie tego tytułu do “Zmierzchu” nie jest wcale takim głupim skojarzeniem, ale i tak sądzę, że Devils Line jest “still better love story than Twilight”. Taira jest zdeterminowana, żeby z Anzaiem być i chociaż potrafi być fizycznie nieporadna wobec silniejszych wampirów, to stara się wspierać ukochanego psychicznie. Z innej strony nasz mhroczny półwampir, chociaż ma momenty hurr-nie-mogę-z-nią-być-dla-jej-dobra-durr, też marzy o tym, by być szczęśliwy. No i jakoś mnie ujął przedstawiony w animu romantyczny wieczór spędzony przy nabe (miast znanych z innych tytułów gonitw po lesie przy świetle księżyca). Więc tak, shippuję. Oczywiście seria swoje dramaty większe i mniejsze ma, bywa naiwna czy trąci filozofią niczym Tokijskie Żule, ale… ale jest okej. Ciągle coś się dzieje, wygląda to solidnie, muzycznie może nie powala, ale nie miałam wrażenia, że coś mnie boli albo chce mi się umrzeć… W każdy razie warto wiedzieć, że taka seria miała miejsce i że nie jest to jakiś kosmiczny zapychacz ramówki, jak można się było spodziewać. Nie polecam, ale również nie odradzam.

6/10

~Dziab

 

Golden Kamuy

tumblr_p8diaiF2ah1uwpz4ao1_540.gif
O wilku mowa, a wilk tuż tuż.

Nieśmiertelny Sugimoto – taki przydomek od razu wzbudza respekt i szacunek na dzielni, prawda? Niekoniecznie takiego samego zdania jest sam zainteresowany. Tuż po wojnie rosyjsko-japońskiej wciąż przebywa na Hokkaido i zastanawia się, co ma począć z faktem, że zmarły przyjaciel poprosił go o opiekę nad żoną i dzieckiem. Co tu bowiem ukrywać, żołnierze rzadko kiedy przynoszą z wojny coś więcej niż kalectwo albo traumę, więc Sugimoto również nie ma za wiele do zaoferowania. Przypadkiem udaje mu się jednak usłyszeć od wędkarza bardzo ciekawą historię na temat ukrytego gdzieś na Hokkaido złota, do którego prowadzi mapa wytatuowana na ciałach więziennych zbiegów. Bajka nabiera jednak niespodziewanych rumieńców, gdy Sugimoto odkrywa na plecach wędkarza dziwne symbole, a gadkę o złocie potwierdza również mała łowczyni z plemienia Ainu, z którą zawiązuje sojusz.

Mówię wam, ta seria jest lepszym Shokugeki: Hokkaido niż właściwe Shokugeki: Hokkaido (i to jeszcze emitowane w tym samym sezonie!). A tak na bardziej na serio – nie dziwię się, czemu manga zbiera takie dobre opinie. To kawał naprawdę solidnej, wciągającej historii osadzonej w fajnych realiach, gdzie z każdej strony czyha niebezpieczeństwo. Z jednej strony są złodupce, z drugiej jeszcze większe złodupce, złodupiasty mastermind obserwuje to wszystko zza krat, a my, śledząc poczytania odrobinkę przygłupawego żołnierza i lokalnej mini-Pocahontas, kibicujemy, aby obdarli ze skóry (serio) jeszcze innych złodupców. Bywa tak krwiście, że z esencji jednego odcinka można ugotować gar czerniny (hinna, hinna), a całości dopełnia momentami tak słaby humor o kupach (serio x2), że jest aż śmieszny. Początkujące Geno Studio, które odpowiada na ten moment jedynie za zeszłosezonowe Kokkoku, zrobiło co mogło i zaprezentowało dobrą oprawę graficzną, oczywiście jeśli da się przemilczeć obecność khemtychkomputerowychniedźwiedziiwilkówkhem. Prawdziwy creme de la creme stanowią jednak świetny opening w wykonaniu MAN WITH THE MISSION (nigdy nie zawodzą) i miły w słuchaniu oraz oglądaniu ending. Warto się z tą serią zapoznać mimo swoich niedoróbek, bo takich złotych, hehe, seinenów w dzisiejszych czasach to naprawdę ze świecą szukać. A już jesienią – sezon drugi!

7,5/10

~Dziab

 

Hisone to Maso-tan

tumblr_p75rx94epg1qbrwuro1_540.gif
Komu świeżej dziewicy, komu, bo idę do domu~

Amakasu Hisone nie do końca wiedziała, co chce robić w życiu i jakoś tak się złożyło, że skoczyła w Japońskich Siłach Obronnych. Znacie to, co nie, studenci? Dawali, to bralim, choćby to była kasa w Biedronce. Niestety, skrajna szczerość Amakasu nie przysparza jej szczególnej popularności, więc dziewczyna nie ma nawet nikogo, z kim mogłaby się podzielić wątpliwościami odnośnie swoich życiowych celów. Zdarzyło się jednak, że podczas przekazywania pewnych rozkazów dotarła aż do nieznanego jej z planów hangaru, gdzie napotkała… coś. Wielkie, najwyraźniej żywe oraz głodne coś, które ją pożarło. Okazało się, że jest to smok – czy też OTF, jak to powiadają w żołnierskim żargonie – do których ochrony japoński lud zobowiązał się przed wiekami. Teraz smoki ukrywają się pod przykrywką samolotowych pancerzy, a do ich kontroli potrzeba wybrańców, którzy mogliby to robić z poziomu żołądków gadzin. Czyli właśnie takiej Hisone.

Jest to oryginalna seria od studia Bones, co pozwalało mieć nadzieję, że nie dość, że będzie świetnie zrealizowana, to jeszcze unikniemy tego, w co Bones nigdy nie umiało – oryginalnych zakończeń adaptacji. Niestety muszę powiedzieć, że tak jak warstwa audiowizualna naprawdę jest ciekawa i fajnie zrobiona (wielbiciele ufotable i chronicznego braku nosów będą tu zachwyceni) i ekipa dalej umacnia się na swojej wysokiej pozycji wśród firm, które wiedzą, jak robić anime, o tyle historia mnie trochę zawiodła. Nie wiem, czy liczyłam na jakąś gęstszą fabułę od pierwszego odcinka, ale raczej nie chciałam oglądać “cute girls doing cute things” w wersji post-szkolnej. Same dziewczęta, których na przestrzeni serii poznamy aż piątkę, nie wzbudzają jakiejś szczególnej sympatii, bo mają tak mocno zarysowane wady, że jest to aż trochę drażniące. Hisone często wypowiada bardzo szczere i nieprzyjemne spostrzeżenia, Nao to nerwus pierwszej klasy, a jak już poznamy Hoshino, to momentami może nas najść chętka, aby jej smok ją pożarł i wydalił, ale drugim końcem. Seria była więc miła, ale stanowi jak dla mnie przeciwieństwo tego, jak powinna wyglądać seria okołomilitarna – bohaterowie wizualnie nawet pasują do wojska, tylko ich działania już nie zawsze.

6/10

~Dziab

 

Lostorage Conflated WIXOSS

tumblr_p7j0h1hxka1uxybkho1_500
Znajdź swój wewnętrzny wielościan

Czwarty już sezon WIXOSSa, ale o czym jest ta cała seria? W pewnym miasteczku niektóre osoby zaczynające swoją przygodę z popularną ostatnio grą karcianą, tytułowym WIXOSSem, odkrywają, że jedna z ich kart posiada żyjącą dziewczynkę oferującą spełnienie ich życzenia. Warunkiem jest osiąganie dobrych wyników w pojedynkach z innymi posiadaczami kart z mieszkańcami. Niestety za dobrze być nie może – trzy przegrane gry spowodują, że wydarzy się dokładna odwrotność ich pragnienia.

Po skończeniu tego sezonu stwierdzam, że jej największa wada to brak treści, jakkolwiek by to nie brzmiało. Doprecyzowując, akcja większości odcinków nie wprowadza zupełnie nic do głównego wątku fabuły. Wszystkie wydarzenia zamykają się w początkowych 2-3 odcinkach, które próbowały skleić ze sobą wątki poprzednich WIXOSSów, oraz w ostatnich dwóch, w których można powiedzieć, że coś się działo. Dodatkowo te niewielkie skrawki fabuły, jakie istnieją, omijają sens oraz spójność szerokim łukiem. Ale żeby nie było, że tylko narzekam – audiowizualnie nie ma tragedii, a nawet momentami sceny walk są naprawdę w porządku zaanimowane. Zaskakujące dla mnie było też to, że seria trzymała przez cały czas równy poziom jakościowy, a nawet polepszenie animacji w ostatnich odcinkach – bardzo ładnie wyglądały sceny kończące całość serii. Niestety nie pomaga to na tyle aby tego WIXOSSa uznać za coś wartego oglądania. Polecam trzymać się pierwszych dwóch sezonów, a całą resztę ignorować.

Ocena: 4/10

~Zedarrr

 

Mahou Shoujo Ore

tumblr_p6a0leYmcY1wksns7o1_540
I’m too sexy for my shirt~

Jeśli szukacie potencjalnej ofia… znaczy, potencjalnej kandydatki na magiczną dziewczynkę, to raczej powinniście odwrócić wzrok od Uno Saki – z niej jest już stara dupa (licealistka), zamiast chęci ratowania świata potrafi jedynie myśleć o ukochanym chłopaku i w ogóle to nieszczególnie rozgarnięta jest. A, i jeszcze śpiewa tak, jakby jej słoń nadepnął na ucho. Serio, Kyubei, odpuść. Ruby też nie powinna się na nią choćby kątem berła oglądać. No ale cóż było robić, skoro w okolicy zaczynają się kręcić siły nieczyste? Kokoro-chan, magiczna maskotka o ciele faceta rodem z yakuzy (a może to yakuza z magicznymi mocami?) żąda od Saki, aby ta została magiczną dziewczynką i broniła świat od dewastacji. Okej, jakoś to zniesiem, nie? W końcu to dla większego dobra.
I właśnie dla tego większego dobra zostanie magicznym… kulturystą.

Z tą serią to były naprawdę niezłe jaja – i nie mam tu na myśli tylko tych u głównych bohaterek, które w magicznej formie miały muły jak juczne dromadery, a uda jak pnie trzystuletnich dębów. Bawiłam się podczas seansu naprawdę świetnie, bo nikt nie próbował nawet udawać jakiejkolwiek powagi. No bo hej, przecież o to w tym właśnie chodziło! To było czyste, nieskrępowane szaleństwo w całkiem niezłym stylu jak na parodię bez trzymanki. Zwykle takie serie odbijają się czkawką, bo zaczynają się zbyt nagle i od razu próbują zabijać humorem, chociaż widz może nie zdążyć ogarnąć, że ma się śmiać. Ale jeśli tylko ktoś widział chociaż jednego przedstawiciela mahou shoujo, to wiedział, co z tym zrobić. I mamy tutaj tak permanentne rozwalcowanie gatunku (swoją drogą, nie jedyne w tym sezonie), że załamana Madoka strzeliłaby sama sobie z łuku w kolano, a Usagi zostałaby uznana za profesora. Poza tym zauważyłam ciekawą tendencję, że bohaterki w męskich ciałkach były naprawdę kakkoi, za to w swoich normalnych, licealnych formach – zwyczajne meh. Czy to przemawia przeze mnie seksizm, czy to celowy zabieg? Ciekawa sprawa godna głębszego zbadania. Tymczasem ja wam z uniesionym w górę kciukiem polecam tę serię, co chociaż nie błyszczy ani graficznie, ani muzycznie, to zapewnia fajną rozrywkę. O.

7/10

~Dziab

 

Mahou Shoujo Site

tumblr_p6s4l1NsJX1tx8o4yo1_540
Chciałam powiedzieć, że moje oczy krwawiły na widok tego anime, ale to chyba będzie zbyt podejrzane…

Licealistki mogą być różne – mogą się trafić takie głupiutkie i ganiające za bratem przyjaciółki z dzieciństwa, ale trafiają się też ofiary psychicznego znęcania się, które mogą się jedynie modlić o szybką interwencję sił wyższych żeby… żeby na ten przykład dostać magiczną różdżkę, która załatwi wszystkie twoje problemy. Nie brzmi kusząco? A co jeśli nie będzie to żadne miłe, różowe berło zmieniające w bohaterską czarodziejkę, ale na ten przykład rewolwer teleportujący złych ludzi na linie wysokiego napięcia? Albo jojo, które potrafi każdego skrócić o głowę? Że już nie wspomnimy o tym, że jeśli takich magicznych dziewczynek uzbrojonych w podobne cuda zbierze się więcej, to może dojść do większej wojny na śmierć i życie…

Chociaż raz na sezon trafi się jakieś totalnie krawędziowe anime, ale że nie miałam okazji sprawdzić tego o zniewalających aparatach dentystycznych (wystarczy, że boli mnie mój własny, kolejne sado-maso nie jest mi potrzebne), za lidera w tej dziedzinie muszę uznać Mahou Shoujo Site. Wrzucono do tego garnka absolutnie wszystkie schematy, które przywodzą na myśl tani dramat – tutaj krew, tam flaczki, znęcanie psychiczne, próby gwałtu, jakieś mordowanie małych kotków, stalkowanie i inne fetysze, mmm, pyszności, może dokładkę? No bo tak się robi mocne, trzymające w napięciu serie, co nie? No… nie. Ilość “szokujących” zagrań już w pierwszym odcinku skłania do rozważań “czy twórcy biorą to na serio, czy sami stwierdzili, że yolo i lecą po bandzie?”. Ani nie współczułam głównym bohaterkom, ani w ogóle nic. Jak jedni drugim chcieli sobie krzywdę robić, to, że tak powiem, krzyż na drogę. Graficznie i muzycznie tyż panowała okropna bida i nie było żadnego jasnego punktu, który by serię jakoś wybronił. To może ten… poproszę jakąś magiczną różdżkę na wymazanie takich sezonowych bobków?

4/10

~Dziab

 

Megalo Box

85d58868149bdb982f379b861b4132b209b4eabe_hq
Wyzwanie: poznaj po stopach czy dana osoba stepuje, czy trenuje boks.

Akcja anime dzieje się w niedalekiej przyszłości, gdzie społeczeństwo dystopijnie podzielone zostało na ludzi dopuszczonych do życia w lepszej części miasta oraz tych żyjących w bardziej zrujnowanej i dzikiej jego części (przynajmniej tyle informacji dostajemy na start). Głównym bohaterem jest bokser używający pseudonimu Junk Dog, mieszkający po tej gorszej części miasta i zarabiający na życie biorąc udział w ustawianych walkach. Sport, który uprawia, to nie jest tak właściwie zwykły boks, tylko megaloboks. Od zwykłego pięściarstwa odróżnia tę dyscyplinę całkowite pozwolenie na używanie modyfikacji usprawniających zawodnika, takich jak egzoszkielety czy mechaniczne części ciała, co powoduje, że jest on zdecydowanie bardziej niebezpieczny. Pewnej nocy Junk Dog napotyka się na mistrza tej dziedziny – Yuriego (nie tego od łyżew, a napakowanego cyborga), niestety w nienajlepszych okolicznościach. To oraz nagła chęć spróbowania swoich sił w prawdziwej walce z utalentowanym przeciwnikiem powoduje, że nasz bohater dostaje nagłego zastrzyku ambicji, jednak aby doszło do jego wymarzonej walki, będzie musiał dojść na sam szczyt, biorąc udział w ostatnio ogłoszonym turnieju – Megalonii.

Co tu dużo mówić, naprawdę dobra bajka. Wygląda ładnie, dodatkowo wyróżniając się kreską nawiązującą do starszych trendów. Historia też jest ciekawa, wciągająca i nie aż tak typowa. Jej głównym konceptem jest próba osiągania własnych celów mimo całego mnóstwa osób, które uważają, że nie damy rady czy że to, co robimy, jest nie dla nas. Serii wychodzi też bardzo dobrze tworzenie postaci, które zapadają w pamięć i których losy naprawdę nas przejmują, co dobrze łączy się z tym, że autorzy nie boją się rzucać im sporych kłód pod nogi. Jedyne, do czego można by się uczepić, to chyba momentami kiepskie CG, ale nie jest ono normą, więc nie przeszkadza to w żaden sposób w oglądaniu. Anime bardzo polecam, zdecydowanie jedno z moich ulubionych w tym sezonie i straszliwie warte obejrzenia.

Ocena: 9/10

~Zedarrr

 

Nanatsu no Taizai: Imashime no Fukkatsu

tumblr_p2q2kfOebR1vc35ioo1_540.gif
W Internecie pisali, że dziewczyny lubią złych chłopców, więc trochę porpracowaliśmy nad imidżem.

Drugi sezon (i tym razem nie fillery) jednego z popularniejszych shounenów obecnych czasów. Poprzedni sezon zamknął się bardzo zgrabnie na pokonaniu Hendriksona, dzięki czemu Siedem Grzechów zdołało ocalić Liones przed zakusami demonów. Ale, ale, skoro mamy kontynuację, to przecież nie będziemy teraz wąchać stokrotek i paść świni na łąkach, prawda? Ano prawda. Coś grubszego kroi się w powietrzu, a przynajmniej w snach Elizabeth, w których dziewczyna widzi nową, aż dziesięcioczęściową grozę, mającą zagrozić rodzinnemu królestwu. Czy i tym razem gwardia magicznych rycerzy pójdzie w sukurs? Może być ciężko, bo grupa zaczyna się rozpadać w momencie, kiedy Ban i King postanawiają udać się w stronę spalonego dawno temu Lasu Wróżek…

A niech to… Myślałam, że uda się dotrzeć do jakiegoś materiału, którego jeszcze nie czytałam, a tu zrealizowali tyle, że można byłoby spokojnie zrobić z marszu jeszcze trzeci sezon z taką samą liczbą odcinków! Ale pomijając osobiste stękania, to jak już się akcja trochę rozkręciła, wszystko poszło migusiem. Uwolnienie Przykazań, mordobicie za mordobiciem, Gowther robiący co poniektórych w bambuko, pojawienie się ostatniego Grzechu, rozterki miłosne wielkich kalibrów – działo się dużo i fajnie. Bogu dziękować, że w tym przypadku A-1 Pictures się nie opuściło i narysowało godny, drugi sezon. Jeśli chodzi o ścieżkę dźwiękową, to nie jestem pewna, czy i ile nowych rzeczy się pojawiło, bo dawno nie słuchałam pierwszego OSTa, ale niezależnie od mojej słabej pamięci bardzo wam ją polecam. Za soundtrack do Nanatsu odpowiada bowiem stary, dobry Hiroyuki Sawano i ten facet po prostu wie, co zrobić, aby było i epicko, i celtycko. Miodzio, no. Co do openingów i endingów wolę się nie wypowiadać, bo nieszczególnie mi się podobały, ale ten tytuł nigdy nie miał ich specjalnie dobrych. Powtórzę też to, o czym lubiłam wspominać – to fajny shounen. Nie kolejne od zera do bohatera, tylko osadzona w czasach arturiańskich historia, w której protagoniści mają swoje, hehe, grzeszki i wiedzą, komu i za ile zrobić oklep. A to się w tym gatunku bardzo ceni.

7/10

~Dziab

 

Rokuhoudou Yotsuiro Biyori

tumblr_p86fcbM6eX1qftn52o1_540.gif
Bożesz ty mój… Jom się spodziewał podtekstów jałoji, a toż to była taka miła, leczonca baja…

Witajcie w Rokuhoudou – kawiarni w starym, japońskim stylu, gdzie możecie posmakować sezonowych słodyczy, napić się kawy bądź odsapnąć przy aromatycznej, zielonej herbacie, przygotowanej przez tutejszą obsługę. Gure, Sui, Tokitaka i Tsubaki wiedzą, jak zadbać o zmęczonych gości, aby ci  z uśmiechem wrócili do kawiarni, pozwolą się odprężyć, a przede wszystkim pokażą kulisy pracy, która nie zawsze jest taka spokojna, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało. Czasami bowiem warto jeszcze dopomóc jakiemuś klientowi rozwiązać dręczący go problem.

Takie serie jak Rokuhoudou często wyglądają na zapychacz sezonu – tak jak zawsze możemy spodziewać się jakiegoś isekaia, tak podobny trend zaczyna nam również wciskać serie dziejące się w kawiarniach czy innych restauracjach. Ostatnio mieliśmy chociażby Blend S albo Isekai Shokudou w podobnych klimatach, opierające się na klientach tygodnia bądź przejściowych problemach pracujących ekipy. Tym razem dostaliśmy grupkę przystojnych panów, więc można się było spodziewać jakichś mrugnięć oczkiem w stronę yaoistek bądź potencjalnego reverse-haremu. Nic z tych rzeczy. Ta seria miło zaskakuje swoim czystym, nieskażonym dwuznacznościami klimatem i jest naprawdę sympatyczną obyczajówką. Sporo radości miałam też z seiyuu, ponieważ dwie główne role dostali tu Ono Daisuke (Sebastian z Kuroshistuji, Shizuo z Durarary!!) oraz Suwabe Junichi (Viktor z Yuri!!! on ICE, Hayama z Shokugeki). Ich głosy są takie kojące i mają tak optymistyczne postacie, że ciężko się było nie uśmiechać na ich słabsze lub lepsze gagi. Interakcje między czwórką pracujących w sklepokawiarni panów są udane i z radością się ich ogląda, więc polecam wam nie zniechęcać się pierwszym wrażeniem, jakie sprawia niepozorny plakat, i dać tej serii szansę. Na męczący dzień będzie jak znalazł.

7/10

~Dziab

 

Shokugeki no Souma: San no Sara – Toutsuki Ressha-hen

tumblr_p2ari6S9Bd1snbyiqo1_540.gif
*syndrom osierocenia* …i jak my teraz przeżyjemy do kolejnego sezonu?

Kontynuujemy naszą przepyszną przygodę z czwartym sezonem (tylko że trzecim) Shokugeki – pirszoroczni stają przed grozą egzaminów końcowych, które będą tym trudniejsze, bo nowy dyrcio razem z Centralą będzie się starał pozbyć wszystkich buntowników walczących o wolność kuchni. Erina jednak również nie zamierza tak łatwo odpuścić i ogłasza, że ma plan, według którego przeprowadzi wszystkich pomyślnie przez rzeźnię. I w tym kontekście wcale nie mam na myśli masarni…

Przyznaję, że poprzednia część Shokugeki ostro mnie zawiodła i z pewnymi obawami podchodziłam do nowego sezonu. Lęki okazały się jednak nieco przesadzone, a podróż przez Hokkaido ostatecznie wyszła na przyzwoity, ciekawy arc. I przede wszystkim normalnie narysowany, a to o to miałam największe wątki ostatnio. Odsapnięcie na zimę przydało się jednak ludziom z J.C.Staffu, a przerwa wpłynęła na poprawę jakości. Niestety, pozostał nam jednak problem totalnie rozgrzebanych wątków, ale na szczęście jest jeszcze tyle materiału w zapasie, że można sobie spokojnie pozwolić na kolejne 12 odcinków plus… plus nie wiem, kiedy doczekamy się końca tej części historii, bo zapowiada się prawdziwa, fabularna anakonda (Rindou! weź coś z tym zrób!). Z jednej strony nowa bitwa daje szansę na wiele ciekawych pojedynków, ale a) ilość zestawień koniecznych do odhaczenia jest naprawdę znaczna, b) zawsze będzie żal, że jakiś pojedynki nie dojdą do skutku, jak chociażby ten, który nam sugerowano w ostatnich odcinkach, c) Souma dojdzie do finału, bo tak. Ale poza tym to seria nie zawodzi, a ilość żarełka przewijającego się przez ekran dalej powoduje fantastyczny napływ ślinki do ust. Bez obiadu nie podchodźcie!

7/10

~Dziab

 

Sword Art Online Alternative: Gun Gale Online

tumblr_p6v8d6eSW31rkb83vo1_540.gif
Gdybym tylko miała VRkę, to mogłabym tak spitalać przed życiem…

Jeśli z oryginalnym SAO przestało wam być po drodze przez niejakiego Kirigayę K., pseudonim Kirito, to może najnowsza produkcja z tego uniwersum przyciągnie waszą uwagę. Mamy tu bowiem nie perfekcyjnego szermierza, a żeńską bohaterkę, dużo za dużą… wzrostem. Karen wyróżnia się bowiem na tle japońskiego społeczeństwa budową ciała i szczerze marzy o tym, aby jeśli nie zniknąć w tłumie, to chociaż się w niego jakoś wtopić. No ale od czego mamy wirtualną rzeczywistość? Karen po długich poszukiwaniach trafia do Gun Gale Online, gdzie jako lilipucia LLENN cieszy się drugim życiem i patrzy na innych z góry – ale tylko dlatego, że jest niezłą wojowniczką. Na ile niezłą, zobaczymy po jej występie w zespołowej edycji tamtejszego battle royale’a – Squad Jam.

Sama nie wiem, kiedy uniwersum SAO zaczęłam nawet lubić (pewnie przez light novelkową Alicyzację), więc nowy tytuł z tej stajni przywitałam ze szczerym zainteresowaniem. I wiecie co? Świetnie mi się Alternative oglądało. Formuła, aby nieco bardziej skupić się na zaprezentowaniu taktyki i fajnej rozpierduchy zamiast silić się na ratowanie świata i okolic (chociaż, nie zdradzając, i tutaj się zapląta cień poważnej Fabuły-san) okazała się jak dla mnie strzałem w, hehe, dziesiątkę. Tego właśnie oczekiwałabym po takim tytule, gdzie “siem szczelajom i ukrywajom w krzokach”. Że uraczy mnie kilkoma ciekawymi ekipami, ładną grafiką i pomysłami na sparingi. Poza tym mam wrażenie, że LLENN nie jest tak wykokszona jak pewien ekhuekhuczarnyszermierzekhuekhu, a to, że jest mała, szybka i skoczna, mieści się w granicy akceptacji. Nawet się zastanawiałam, czy to, że w realu ma długie nogi, a w grze krótkie, nie ma wpływu na to, że jej mózg inaczej przelicza sygnały odpowiedzialne za poruszanie się i… także ten. Widzicie. Miła jest z tego rozrywka i na dodatek zakończona w idealnym momencie. Nawet na MALu świetnie taka pozycja wygląda!

8/10

~Dziab

 

Tokyo Ghoul:re

tumblr_pausktp2rH1w46s3lo1_540.gif
Nie możecie wycinać tylu wątków! Przecież to nieludzkie! I nieghoulijskie!

Minęły dwa lata od wydarzeń przedstawionych w ostatnim Tokyo Ghoulu. Zwiększone wpływy CCG uspokoiły trochę atmosferę z ghoulami, jednak nadal istnieje sporo zagrożeń dla ludzkości. Anime przedstawia nam historię skupiającą się na Ka… znaczy, Haise Sasakim – dowódcą nowoutworzonego specjalnego oddziału Quinxów, czyi ludzi chirurgicznie wyposażonych w biologiczną broń ghouli.

Gdzie by tu zacząć opis? Może od meh (nie mylić z mech). Po prostu meh. Strasznie męczyłem się oglądając tę bajkę, no, może poza momentami, kiedy przy niej zasypiałem. Nie za bardzo cokolwiek się w tym sezonie dzieje, niby śledzą jakieś ghoule, niby z nimi walczą, niby te ghoule walczą o swoje życie, ale jakieś to takie mdłe i nieciekawe. Nowe postacie wychowanków Haisego/Kanekiego też mnie jakoś do siebie nie przekonują i nie są interesujące. No może poza jedną. W sumie to bardziej jego siostrą. A dokładniej to faktem, dlaczego z jej policzka wyrastają czarne korzenie, a ona tak o, sobie leży w śpiączce w szpitalu, a widzom nie podaje się jakiegokolwiek wyjaśnienia, o co do diabła chodzi. Sam finał to jak dla mnie robił wszystko, żeby przypadkiem z walk tam pokazanych nie wyszło coś emocjonującego. Może nie jest tak źle jak z drugim sezonem Tokyo Ghoula, ale i tak chyba poddam się z oglądaniem kolejnych sezonów i może w końcu przeczytam mangę. Podsumowując, nic ciekawego, ale może ktoś znajdzie coś dla siebie.

Ocena: 4,5/10

~Zedarrr

 

Uma Musume: Pretty Derby (TV)

tumblr_p6u65br6ew1tvv82oo1_540
Nowoczesne podejście do metody kija i marchewki… oraz licealistek biegających z tostami.

Nasza główna bohaterka jest dziarską, pochodzącą ze wsi dziewuszką, która ma jednak wielkie aspiracje na to, aby nie tylko zasmakować miejskiego życia, ale w ogóle stać się najlepszą w Japonii! Najlepszą… konio-dziewczynką? A, no tak, ważna sprawa. Jest tak bowiem w zaprezentowanym świecie, że istnieją sobie normalne licealistki i zdarzają się nasze dwukopytne piękności, które są reinkarnacjami znanych z naszej rzeczywistości rumaków wyścigowych. I stąd właśnie marzenie naszej dzielnej dziołszki – Special Week jej jest – aby wygrać najważniejsze wyścigi i stanąć na szczycie rankingów Japonii. Ma na to spore szanse, bo idzie do jednej z najbardziej prestiżowych szkół, a rywalek do biegania jej zdecydowanie nie zabraknie.

Gdyby ktoś mi jeszcze z rok temu powiedział, że przy oglądaniu anime o konio-dziewczynkach będę się dobrze bawić, to najpierw bym go wyśmiała, a potem… przypomniałabym sobie, że przecież całkiem miło mi się oglądało bajkę o statko-dziewczynkach, więc chyba nic nie powinno mnie już dziwić. Serii z pewnością bardzo pomaga to, że nie ma tu żadnego potencjalnego Lebiegi-kuna, który byłby zainteresowany, aby pogalopować z którąś bohaterką w stronę zachodzącego słońca. Brak haremu oznacza brak zmartwień, że z worka sypną się jakieś wyświechtane motywy i ecchi zagrania. Zamiast tego odczułam klimat podobny jak podczas seansu wspomnianego Kantai Collection – wartka akcja była zmieszana z komediowymi głupotkami oraz okazjonalnymi dramami i to miało swój sens oraz urok. Seria miała trochę emocjonujących momentów (od czasu do czasu naprawdę trudno było obstawić, kto wygra dany bieg), a jeśli miałabym na coś narzekać, to chyba tylko na słabo użyte CG w tle i pomysł z idolkowatymi występami po zawodach. To drugie na szczęście szybko zostało zepchnięte na piąty plan (jak również było winą gry, na podstawie której zrealizowano anime), a na czoło wysunęło się przedstawienie relacji między Spe-chan a innymi konio-dziewczynkami. I normalnie konia z rzędem temu, kto umiałby przedstawić równie sympatyczną i emocjonującą rywalizację. Chapeau bas, P.A.Works!

6/10

~Dziab

 

Wotaku ni Koi wa Muzukashii

tumblr_p7xpyz8snn1w46s3lo1_540
I tak właśnie dostałam z prosto z dyńki od zbyt wysokich oczekiwań.

Narumi robi transfer życia i przenosi się do… co, myślicie, że do nowego liceum? Albo do nowego klubu? Pudło! I to prawie dosłownie, ponieważ główna bohaterka zaczyna pracę w korpo, a więc łatwo się z tego kieratu już nie wyrwie. Ale, ale, może wcale nie będzie tak źle, szczególnie że okazuje się, że w firmie pracuje już jej przyjaciel z dzieciństwa, Hirotaka, wzięty gracz i kumpel-otaku po fachu. Tylko czy to naprawdę wszystko, czego młoda, wcale nie taka brzydka kobieta może oczekiwać? Jak tu żyć, kiedy chciałoby się i jawnie oglądać anime, i być w szczęśliwym związku? Może rozwiązaniem na odwieczny problem wśród nas, mangowców, jest taki, żeby rozmnażać się między sobą?

Jeszcze dobrze nie dotarliśmy do połowy roku, a już jestem pewna, że jest to największy zawód, jaki spotkał mnie w 2018. Jeszcze przed emisją anime zerknęłam sobie do mangi i poczułam się tak, jakbym wróciła do najlepszych gagów z Gekkan Shoujo Nozaki-kuna albo do spin-offa Net-juu. W Wotakoiu naprawdę świetnie zabawiono się konwencją otaku, którzy na co dzień są szarymi korpo-ludźmi, ale po godzinach czytają doujiny, gadają o wyższości jednej waifu nad drugą i potrafią tworzyć fajne związki. Aż miło się pośmiać z nawiązań i całkiem  miłych, nieschematycznych scenek.
…tylko że anime to wszystko zniszczyło.
Co to ja mówiłam o 3D Kanojo? Że grafika ssie? Że słaba reżyseria? O nie, pardon, wybaczcie, nastąpił gargantuiczny błąd w ocenie. To Wotakoi okazał się absolutną nędzą animacyjną, która jednocześnie wyszła od samego A-1 Picture (no chyba jako jakiś projekt studencki albo coś równie porażającego, bo w normalną serię za grube hajsy to nie uwierzę). Quality nawet nie próbuje udawać czy kryć się w drugim planie. Ono się pojawia w pierwszych minutach pierwszego odcinka. To. Się. Nie. Powinno. Wydarzyć. Anime powinno chociaż sprawiać jakieś początkowe pozory, a dopiero potem zostać wysłane Chińczykom do rysowania, a nie kuleć na każdym możliwym polu, nawet reżyseryjnym. Te statyczne kadry, dziwne ujęcia na nogi czy klatki piersiowe, słoniowe biodra, dłonie rysowane przez dwulatków, przeciągnięty to bólu pacing scenek – to zaledwie część grzechów tej serii. Nie wiem, kto mógł czerpać z tego radość, bo wydaje mi się, że kto chociaż trochę zna się animacji, to zetrze na tym czymś zęby. A jeśli jeszcze nie zdążyliście po Wotakoia sięgnąć i tych zębów zniszczyć… Zawróćcie i idźcie na jasną stronę mangi. Błagam. To naprawdę dobry tytuł, tylko absolutnie nie w tej formie.

3/10

~Dziab

 

Wyróżnienia specjalne:

Najlepsza grafika
Darya: Darling in the FranXX. Wiem, że fabuła to jeden, wielki mem, ale tam były takie sceny, że moje sakugowe serce piało z zachwytu. Szczególnie w walkach, w których widać było kreskówkową rękę Triggeru. W ogóle doceniam serię za liczne zabawy formatem (dosłownie) i stylami. Dobrze się na to patrzyło.
Dziab: Podzielam zachwyty nad FranXXami. To była świetnie zrealizowana bajka, a mimikę bohaterów oglądało się z ogromną przyjemnością (o ile zapominało się o ich charakterach). Jak miało być dynamicznie, to było, jak grano na emocjach i zbliżeniach kadrów, to tak było. Świetnie ta współpraca Triggera i A-1 Picture wypadła pod tym względem.
Zedarrr: –

Najlepsza muzyka
Darya: –
Dziab: Nie będzie to za uczciwe, ale za to skutecznie, więc gorrrąco polecam wam soundtrack do Nanatsu no Taizai: Imashime no Fukkatsu. Hiroyuki Sawano was nie zawiedzie, gwarantuję.
Zedarrr: –

Najlepszy opening/ending
Dar: Ending do Golden Kamuy!!! Ma szansę trafić na moje ogólne top 10 – znakomicie podkreśla, o co toczy się gra w tej serii, świetnie nawiązaniu do estetyki Ainu oraz ma po prostu dobrą muzykę.
Dziab: Opening do Golden Kamuy!!! A tak serio to odrobinę bardziej uwielbiam ten z Wotakoia, zarówno przez muzykę, jak i pomysł, jaki mieli na niego twórcy (no jedyna jasna strona tej serii). Właściwie była przekonana, że przeróbki z tańcem zawładną Youtubem, no ale jednak nigdy nie był ze mnie wróż Maciej…
Zedarrr: Opening z Wotakoi bardzo mi się podoba wizualnie. Choreografie głównych postaci są naprawdę urocze :>

Najlepsza postać
Darya: Momento, to sezon z Shokugeki, to mogę wybrać Hayamę, tak? 8D Bo tak oprócz niego… Hmm… Hirotaka z Wotaku to taki idealny husbando. Brałabym.
Dziab: Och, z radością stawiam na Tanigakiego z Golden Kamuy, mój najświeższy typ po drugiej połowie anime. Nie dość, że ma cudny głos ozdrowiałego Hosoyana, to jeszcze jego postać ewoluowała z biegiem fabuły na świetnego człowieka honoru, któremu sprytu nie brakuje. No aż chce się go więcej oglądać.
Zedarrr: Asirpa z Golden Kamuy jest bardzo przyjemną postacią. Nie wiem czego można by w niej nie lubić. Dodatkowo jej zniesmaczone wyrazy twarzy to prawdziwe złoto tej serii.

Moje OTP
Darya: Obie geekowskie pary z Wotaku całkiem spoko.
Dziab: Między słabo całującymi się parami z Wotakoia a całującymi się parkami z FranXXów… och, chyba ostatecznie wybiorę jednak to Hiro x Zero Two. Aż się sama sobie dziwię, ale jednak jakby ich odpiąć od porypanej dramy i dać jakieś slice of life, to byłabym tym mega ukontentowana. Bo trzeba przyznać, że jak się zakochali, to faktycznie z całego serca :3
Zedarr: Co najmniej przez jakiś czas podobała mi się któraś z par we FranXXach. Jednak wszystkie postaci w tym serialu bardzo starały się to zepsuć. Poza tym nic dla mnie się nie wyróżnia.

Największe feelsy:
Darya: Jakoś ten sezon taki… Niewzruszający? Przynajmniej jeśli chodzi o kończące się serie… Może kilka scen z Darling in the FranXX lekko mnie ruszyły. Może.
Dziab: Mnie się popłakało troszeczkę na Steins;Gate 0, ale żeby z tych już zakończonych… Hm… No to może Rokuhoudou, bo tak ogólnie leczące to anime było, a historie bohaterów potrafiły poruszyć czulszą nutkę.
Zedarr: Szkoda że ostatni sezon Boku no Hero Academia się nie łapie, bo fabuła daje z siebie wszystko żeby doprowadzić mnie do łez. A tak poza tym to trudny wybór. Może Megalo Box za to jak bardzo obchodzi mnie los postaci tej bajki.

Największe wtf?!
Darya: Nie oglądałam Uma Musume: Pretty Derby, ale połączenie personifikacji koni wyświcowych na moe dziewczynki oraz dodatkowo zrobienie z nich idolek tak mnie bawi, że muszę to tutaj wspomnieć!
Dziab: Och, no przecież, że FranXXy! W ogóle jak to się stało, że od odcinków, gdzie bohaterowie z trudem ogarniali, czym jest całowanie i czemu gapienie się na tyłki dziewczyn jest przyjemne, doszliśmy do tak KOSMICZNYCH problemów? I czemu seria wciąż i wciąż podbija poziom dzikich zwrotów akcji?
Zedarrr: Ostatnie odcinki Darling in the FranXX. Myślę, że każda osoba która widziała co się tam dzieje przyzna, że przekracza to wszystko czego można by się spodziewać.

Moje guilty pleasure
Darya: Ojejku, Darling in the FranXX! Ten Evangelion na haju był taką mieszanką dziwnych absurdów, że nie mogę powiedzieć otwarcie, że go lubię, ale lubię go bardzo.
Dziab: Nie powinnam się nabijać z prób gwałtu ani spuszczania głów w kiblach, które działo się w Mahou Shoujo Site, ale… no stałam się tak nieczułym draniem, że właściwie to czekałam, co jeszcze spróbuje zniszczyć psychikę głównej bohaterki.
Zedarrr: To jak bardzo Darling in the FranXX potrafiło mieszać w swojej własnej fabule spowodowało, że ten serial, który na poczatku był dla mnie lekkim rozczarowaniem stał się straszliwie dobrą rozrywką, no bo jak tu się źle bawić przy oglądaniu serii w której może wydarzyć się dosłownie cokolwiek.

Największy zawód
Darya: Chaos organizacyjny przy produkcji Wotaku ni Koi wa Muzukashii, który sprawił, że z miłej i zabawnej historii z potencjałem dostaliśmy…. Dzieło znacznie mniej wybitnie. (W mniejszym stopniu tyczy się to także Golden Kamuy)
Dziab: Wotakoi zdeptał wszystkie nadzieje odnośnie tego tytułu. Chciałam dobrze zanimowanej, romantycznej komedii, dostałam źle zanimowaną parodię romansu. Reszta jest już milczeniem.
Zedarrr: Dla mnie ląduje tutaj Golden Kamuy. Niby nie jest tak źle, ale mogło być dużo lepiej. Po prostu za dużo słabego i niekonsekwentnego CGI.

Najlepsza kontynuacja
Darya: Shokugeki no Souma: San no Sara – Toutsuki Ressha-hen. To może być już syndrom sztokholmski, ale z drugiej strony, robili kotlety z niedźwiedzia…
Dziab: Mogłabym postawić na Shokugeki, ale trochę oszukam system i powiem, że Gun Gale Online: Alternative. Podobała mi się ta seria, bo dostałam zakończony tytuł pełen akcji i całkiem fajnych postaci. I jak za strzelankami komputerowymi nigdy nie przepadałam, to aż poczułam chętkę na takie GGO.
Zedarrr: Jak już mam wybierać pomiędzy Tokyou Ghoulem a Shokugeki, to wolę to drugie. Może aż tak mnie ta seria nie porwała, ale zdecydowanie przebija tą pierwsza.

Najlepsza nowa seria
Darya: Ech, moje ulubione anime w tym sezone są akurat dwuczęściówkami, a z tych co zostały… Nie no, powiedzieć Golden Kamuy to nie mniejsze zło. Dobry kawał serii, choć mógłby być jeszcze lepszy.
Dziab: Rozumiem wątpliwości innych co do grafiki Golden Kamuy, ale w tym wypadku wolę, jak widzę brzydką czekoladę niż ładnego ziemniaka (cześć FranXXy). Seria nieustannie trzymała mnie w napięciu, poznałam wiele postaci, za którymi już tęsknię i zwyczajnie chcę poznać miejsce ulokowania tej kupy złota!
Zedarrr: Megalo Box to jak dla mnie najlepsza seria w tym sezonie wyłączając liczne kontynuację. Naprawdę, świetna seria warta obejrzenia.

 

To na razie tyle – chociaż kilka serii jeszcze nie doczekało się oficjalnie swoich ostatnich odcinków, przed nami już niemal lipiec, a w nim nowe serie. Dużo nowych, ciekawych serii i parę kontynuacji z tego. A więc? Czekacie na trzeci sezon Free? Nie możecie się doczekać Tytanów? Zastanawiacie się, czy MAPPA znowu nas zaskoczy, tym razem z Banana Fish? A może do szczęścia wystarczą wam Pracujące Krwinki? Zerknijcie na naszego bloga już niebawem!

~Dziab&Dar&Zedarrr

 

Reklamy

3 komentarze do “Miłość w powietrzu oraz sparkle w drugim planie czyli podsumowanie sezonu anime wiosna 2018

  1. Dzięki temu, że wyszło anime Wotakoi jest całkiem sporo goodsów z tą serią i za to jestem im wdzięczna – sama kupiłam megaślicznego clearfile <3

    Przekonałaś mnie, żeby jednak nie ciągnąć oglądania Sakurci :D, gut, więcej czasu na inne anime, na przykład Maho Shojo Ore :D

    Polubienie

  2. mało oglądałem zwłaszcza jak MAL padł no i mundial mecze i oglądanie komentów czas mi z żera do tego rewatch Gamery więc leży sezon odłogiem na Hold On
    co zdążyłem obejrzeć choć po dwa trzy odcinki Franxxy nawet niezłe mecha podobne do star drivera chyba najbardziej autorzy ewidentnie podejrzeli sobie Goku Midnight Eye (mały spoiler dla tych co nie oglądali i nie zamierzają oglądać jest tam postać sexo moto droidki strzelającej z buzi laserem tak ma siodełko i popyla całkiem nago )
    golden kamuy to chyba najlepsza seria sezonu obok lupina fajni bohaterowie fajny humor ok
    magiczne dziewczynko kulturystki zabawne i śmieszne aż brzuch boli
    smokopilotki fajna seria choć scena „wsiadania” do smoka bawi za każdym razem
    zerknąłem na nową cutey honey ale czegoś mi brakuje w tej odsłonie czego chyba nieskrępowanego niczym humoru i fakt że tu tożsamość bohaterki dla złoli od razu była znana co odarło z sensu jej umiejętność transformacji czego nie zerknąłem to nowy sezon FMP czytam że odwala się tam drama a nie drama była powodem dla którego to jeden z moich ulubionych tytułów boje się sprawdzać by mi nie popsuły miłych wspomnień to na razie tyle wracam do mundialu bez naszych ale jest Japonia jest Chorwacja więc mam komu dopingować

    Polubienie

  3. Tym razem absolutnie nic nam się nie pokryło…

    Binan … HAPPY KISS – ej, serio nikt? rozgląda się bezradnie no w sumie… cienko trochę ten sezon, bym powiedziała. I tu nie chodzi nawet o błahe podłoże wieloletniego konfliktu (bo to było do przewidzenia i bym się zdziwiła raczej jakby zrobili faktyczną dramę), ale… kurczę, nawet nie wiem gdzie zacząć. Ekipa kisserów jest trochę jakby niedocharakteryzowana w moim odczuciu. Dużo czasu poświęcono potworom tygodnia (i ich problemom), w efekcie zabrakło tego czasu na głównych bohaterów. Wciskane w każdy odcinek pełne sekwencje transformacji też nie pomogły. Niby paczka przyjaciół (?), a nie wiem na przykład, czy umiałabym opisać chociażby jak by wyglądała rozmowa np. Kyotaro z Ichiro. Taishi był chuliganem? Serio? Myślałam, że zwykła gorąca głowa (i było to imho ciekawsze wyjście). Taiju jest zdesperowany? NIBY W KTÓRYM MIEJSCU?
    No i takie dodatkowe narzeknięcie, przejściowe już z drugiego sezonu LOVE! – kisserzy mają przypisane „motywy przewodnie”, ale zupełnie ich nie widać. Absolutnie. To już loversi wołali w pierwszym sezonie te swoje Scarlet Lumiere czy Vesta Ignit, tu nawet tego nie. Gdyby nie to, że co odcinek mi powtarzają kto jest od czego podczas transformacji, równie dobrze mogłabym się zastanawiać, czy Taishi to Nieve Kiss czy może jednak jakie Aqua Kiss czy Ventus Kiss, bo też niebieski pasuje. Jedyny wyjątek to scena w której Spazio Kiss zrobił jakiś antygrawitacyjny myk z rosołem i wisiała bańka cieczy w powietrzu. A tak to meh.
    Ogólnie – został jeszcze jeden odcinek, ale jestem tym sezonem raczej rozczarowana.

    Caligula – zaczęłam dla grafiki, skończyłam też dla grafiki. Podobały mi się bardzo te ich cosie wystające z ciała, kiedy używali swoich nabytych skilli – jednocześnie pasowały do całości, a odróżniały się na tyle, żeby było widać że to nie jest stan normalny. Plus też za to, że nie było hej ho, wszyscy chcemy do domu, tylko były osoby które serio chciały zostać i podawały (dla mnie) całkiem pełnosprawne powody.

    Saiki – nuci put your hands up, put your hands up! Ten opening tak mi się zakorzenił w mózgu, że szkoda gadać. ANYWAY. Grafika ta sama, animacja ta sama, muzyka ta sama (wróć, widać były jakieś petycje fanów bo znów w tle leci czasem Judgement Knights of Thunder!), poziom gagów ten sam, mój humor lepszy po odcinkach dalej tak samo. Tylko poziom irytacji Saikiego się zmienia w zależności od odcinka. Tyle, że okazało się, że uśmiecha się nie tylko na widok słodyczy – cieszy go też wieść o tym, że mu kumpla zamkną w świątynnym karcerze o braku chleba i wodzie za bycie zboczeńcem na wolności… Ot, powód do zacieszu.
    Anime już mocno przegoniło skanlacje i adaptuje późniejsze rozdziały – w tym parę takich, w których bardzo fajnie jest pokazane, że mimo całego psioczenia na wszystkich Saiki tak naprawdę ma bliskich przyjaciół, na których może polegać (i podświadomie o tym wie). Ciekawa jestem, kiedy przestanie to wypierać i temu zaprzeczać tak głośno i wyraźnie jak tylko da się przez telepatię. (Czy przestanie.)
    Bonusowe punkty za ending, w którym Aiura całkowicie poważnie opiernicza Saikiego że jak powiedział że z nią zaśpiewa, to ma do choinki śpiewać, a nie używać na niej hipnozy.

    YowaPeda – albo się starzeję, albo to, jak bardzo bajka o rowerach przeciąga w nieskończoność każdy odcinek trasy, powoli dochodzi do granic absurdu. Miałam dosłownie jeden odcinek, przed którym powiedziałam sobie: okej, eMWu, zostało im 150 m do mety. To chyba w końcu dojadą. LIPA, bo ktoś z jakiegoś powodu uznał, że trzy solidne flashbacki w jednym odcinku to świetny pomysł!
    Ja wiem, że to sportówka i „tak trzeba” bo budowanie napięcia. Ja wiem, że celowali tak, żeby ostatni odcinek idealnie zaczął trzeci dzień interhaja. Ale no motyla noga. Poważnie się zastanawiam, czy kolejnego sezonu nie obejrzeć jak już będzie w całości.

    O Hoozukim się może nie wypowiem, bo dalej to samo – to by było pewnie dużo lepsze w odbiorze, gdybym była jakkolwiek w kontekście. A tak 90% odwołań do mnie nie trafia, bo nie znam właściwych mitologii. Eh. Za to odkryłam, że w końcu ktoś zrobił napisy do Olympus Guardiana, więc wróciłam jednak do strefy komfortu i oglądam sobie na spokojnie mitologię grecką.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s