Ładną mamy zimę tej wiosny, czyli podsumowanie sezonu anime zima 2018

Lemurillo-reaktywacja!

Cześć, kochane małpiatki. Troszkę nam się zapadło w sen zimowy, a że na pewno wiecie, jak ciężko jest wyciągnąć ręce spod ciepłej kołderki, to może zrozumiecie, dlaczego nie chciało nam się w tym czasie niczego pisać (a tak na serio to ciężko powiedzieć, ot, chyba zaczynamy realizować się zawodowo). Mimo to dołożyliśmy wszelkich starań, żeby wyselekcjonować i opisać 16 serii (czytajcie – te, którym podołaliśmy) anime z sezonu zimowego bądź jesiennego, lecz zakończonego zimą. W wordpressowych progach witamy też dziś gościa specjalnego – Zedarrra, który wspomoże swoim męskim okiem i klawiaturą ocenę zimowego sezonu. A zatem…

…link start!

tumblr_p5wb8eAwlx1siaqgno1_540.gif
Dlatego zoooostańmy razem~

3-gatsu no Lion 2nd Season

tumblr_ok5cr6Ob4G1rcufwuo1_540.gif
Tu mi ciepło, tu mi dobrze, tu się będę prokrastynować~

Ilość odcinków: 22
Studio: Shaft
Źródło: manga
Uwagi: drugi sezon

Kiriyama Rei mógłby zawstydzić większość czytelników naszego bloga już na wstępie. I to tak na serio zawstydzić – mimo bycia przeciętnym licealistą jest jednocześnie nieprzeciętnym graczem shogi, nazywanym na dodatek młodym geniuszem swojego pokolenia. Niestety, geniusze w życiu zwykle nie mają łatwo i takowoż jest z Kiriyamą… a przynajmniej było do poprzedniego sezonu. Przesympatyczne siostry Kawamoto wraz z dziadkiem oraz stadem zwariowanych kotów sprawiły jednak, że chłopak zaczął otwierać serce na innych ludzi, a nawet odnalazł swoje małe miejsce na szachownicy zwanej światem. W nowym sezonie przyjdzie czas na nowe problemy, a że z Kiriyamą wszystko wydaje się być w porządku, to innym osobom zaczyna się walić życie.

Jeśli pierwszy sezon był dobry, to ten już jest konkretnie świetny. Chyba jeszcze nigdy z takim zainteresowaniem nie śledziłam rozwoju szkolnej dramy, która została rozwiązana w tak naturalny i prawdopodobny sposób. No normalnie… Problemy drogie! Patologie kochane! Złe sytuacje i kłopoty wszelkiej maści! Czemu nie możecie być takie częściej? A jeśli coś zasługuje na szczególne wyróżnienie w całym tym wątku, to końcowa scena z 4 odcinka, ta przy wspólnym posiłku. Coś pięknego, sakuga najprzedniejszej wody. Jeśli nie interesuje was sama seria, polecam zerknąć chociaż na animację tego jednego fragmentu. Niemniej, jeśli lubicie obyczajówki okraszone sporą ilością humoru (takim trochę przesadzonym, jak to Shaft lubi, ale oczywiście wciąż kulturalnym), to tu powinniście poczuć się jak w domu. Sióstr Kawamoto nawet. No a jak takie siedzone sportówki was interesują, to też znajdzie się parę emocjonujących meczy i niespodziewanych zwrotów akcji. Tutaj artyzm Shaftu sprawdził się jak mało gdzie i kiedy. Więc jeśli można zamówić, to ja od razu poproszę trzeci sezon. Na wynos. Jesienny.

~Dziab

Ocena MAL: 8,93 (+0,05)
Ocena Lemurilla: 9.00

Citrus

tumblr_p4dvb2cSc11upyvx7o1_500.gif
Już my wiemy, co te rączki wolałyby posmyrać…

Ilość odcinków: 12
Studio: Passione
Źródło: manga
Uwagi:

Yuzu, ze względu na nowe małżeństwo, przeprowadza się i trafia do nowego liceum. Nikt jej nie powiedział, że będzie to placówka przykładająca szczególną wagę na regulamin i odpowiednią prezencję swoich uczennic Buntownicza blondynka, jaką jest nasza protagonistka, od pierwszego dnia jest więc na cenzurowanym. Na tym niedopowiedzenia się jednak nie kończą. Większym szokiem dla dziewczyny okazuje się, że poważna przewodnicząca szkoły, która tego samego dnia odebrała jej nielegalny w szkole telefon to… jej nowa przyrodnia siostra. Siostra, mająca bardzo nietypowe podejście do kwestii “przestrzeni osobistej….

Jejku, ta seria jest taka przyjemna do oglądania!  …Spokojnie! Jeszcze nie oszalałam! Serio, dajcie mi skończyć! Wiecie jak to jest ogląda coś na tyle złego, że wyśmiewanie tego daje wam frajdę? No to tak trochę mam z Citrus. Te wszystkie nieporozumienia, molestowania, dramaty rodzinne, próby molestowania, niespodziewane wyzwania, molestowanie poprzez lizania ucha w zatłoczonym pociągu… Ale gdzieś oprócz tego, nie jest to aż taka najgorsza seria. Raz na jakiś czas zdarzy się urocza scenka z morałem mówiącym o sile rodziny. Do tego główne bohaterki są całkiem przyjemne. Niestety, ilość zbiegów okoliczności i dram dla samego dramienia sprawia, że nie mogę tego tytułu brać na serio. Wciąż, jest w tym anime coś fascynującego, co powodowało, że do każdego odcinku siadałam z entuzjazmem. Obiektywnie rzecz biorąc, nie można jednak ocenić Citrusa pozytywną notę. Przykro mi fani yuri, wciąż nie stworzyli dla was dobrej serii.

~Dar

Ocena MAL: 6,96 ( -0,45)
Ocena Lemurilla: 4,83 ( -88)

Devilman Crybaby

tumblr_p23qz8A2Op1v578sco1_1280.gif
Należy pamiętać, że Devilman to również świetna seria sportowa.

Ilość odcinków: 10
Studio: Science SARU
Źródło: manga
Uwagi: wszystkie odcinki wypuszczono naraz; istnieją wcześniejsze, alternatywne wersje tej adaptacji

Nasz zwykły, niczym się niewyróżniający licealista, Akira Fudo, dowiaduje się od swojego dawno niewidzianego przyjaciela, Ryou Asuki, z dzieciństwa o zagrożeniu czyhającym na ludzkość: demonach. Opętuje one nieszczęśników i zamieniają ich w bezmózgie maszyny do mordowania. Żeby mieć jakąś broń przeciwko takiemu zagrożeniu, Ryou doprowadza do tego, że Akira także zostaje nawiedzony przez takiego diabła. Jako, że chłopak posiada jednak niezwykle silną wolę i serce, zamienia się w istotę pomiędzy: devilmana. Razem, przyjaciele próbują pokonać piekielnych wrogów.

No co ja mam napisać. Devilan Crybaby to seria niezwykła, jaka rzadko zdarza się obecnie wśród anime. Trącąca oldschoolowymi klasykami, ale korzystający doskonale z elementów współczesności, opowiada historię Wielką. Dorosłą, pełną odniesień do chrzechcijańtwa i zadając sobie pytania o istotę dobra i zła, bycia człowiekiem i kondycji ludzkości. Do tego ile ludzi, tyle interpretacji, zachęcających do tworzenia długich postów i podcastów. Przy czym nie dziwię się, jeśli seria ostatecznie wam się nie spodoba. Estetyka nie jest najprzyjemniejsza, nie wahająca korzystać się z obrazowej brutalności oraz nagości. Również kreska, choć mnie osobiście oczarowała, wymaga przyzwyczajenia i nie przypomina zwykłej estetyki anime. Chyba jedynie OST powinien być powszechnie uznany za dobry. Na pewno nie jest to tytuł, który ogląda się wieczorem, by odpocząć po dniu pracy. To wymagające dzieło kultury, któremu trzeba poświęcić nie tylko uwagę, ale i chwilę na przemyślenia. Szczególnie ostatnie odcinki stają się dość ciężkie (powiedzmy sobie szczerze, kilka pierwszych epizodów to jednak taki “potwór tygodnia”). Tych, których to oraz forma nie odstraszy, czeka naprawdę niezwykłe dzieło, kompletne i zapisującym się w pamięci na długo finałem. Och, cóż to za finał! Z hukiem. Bardzo dużym… hukiem ;)

~Dar

Ocena MAL: 8,07 ( -0,04)
Ocena Lemurilla: 7,50 ( -1,50)

* – przy Devilamanie w naszej redakcji doszło do, lekko mówiąc, rozgłosu. O ile ja oceniłam serię na 9,50, a kolega Zedarrr na 10, Dziab nie podziela naszego entuzjazmu i wzbrania się dać więcej niż 3.

Fate/Extra: Last Encore

tumblr_p3nupkyLog1uzwbyjo2_500
Haters gonna hate, fejters gonna… bait?

Ilość odcinków: 10
Studio: Shaft
Źródło: gra
Uwagi: anime ma być wątkiem uzupełniającym do gry

Czy mało jest wam pojedynków na śmierć i życie o życzenie spełniane przez Świętego Graala? Na pewno mało! Co wy zatem na to, żeby zagłębić się w kolejną odsłonę, tym razem o wiele mniej jasną i osadzoną w dziwnym, niepokojącym, cybernetycznym świecie? W Fate/Extra, niczym w Sword Art Online, będziemy się wspinać razem z Hakuno i jego dzielną Saber po siedmiu piętrach, gdzie czekać będą mistrzowie gry… znaczy, mistrzowie ze swymi sługami. Ale dlaczego system się sypnął? Dlaczego magowie odmawiają dalszej wspinaczki i ryzykowania życia? Dlaczego ten główny bohater jest taki nijaki? Odpowiedzi znajdziecie w… a może nie znajdziecie?

A w tym przypadku Shaft przesadził. Zdrowo przesadził. Tak bardzo przesadził, że ocena MALa niższa niż nieistniejące Tsukihime powie wam wszystko. Komuś się trochę myślało, że może warto skorzystać z tych niewykorzystanych teł i koncepcji, co zostały po Madoce, no i powstało… to. Względnie ładne, bełkotliwe, wyjątkowo pseudofilozoficzne coś. Dziesięć odcinków jest w tym przypadku przekleństwem i błogosławieństwem. Przekleństwem, bo jesteśmy praktycznie skazani na walkę z “mistrzem tygodnia”, a błogosławieństwem, bo nie musimy znosić tego konceptu ani chwili dłużej, mogąc odhaczyć Fate/Extra na liście, a następnie o nim zapomnieć. Po co to było? Czym miałam się zainteresować? Kim jest Hakuno? No to mnie nie zaciekawiło, szczególnie że samemu bohaterowi strasznie to zwisało, dyndało i powiewało (o ile nie był trapem, kto ich tam wie, szczególnie pamiętając Ridera z Fate/Apocrypha). To co? Może chociaż tożsamości nowych sług wydadzą się warte zachodu z oglądaniem? Niech wam będzie, ale i to człowieka obchodzi chyba mniej niż ten śnieg, co jeszcze do zeszłego tygodnia zalegał pod oknem. I może gdybym nie siedziała w Internecie o 10 lat za długo, to może chociaż umknęłoby mi, kim jest nasza zielonooka Saber… Lecz niestety, żadna była z tego tajemnica. Nudy, panie, nudy.  Jeśli chcecie jakieś lepsze Fejty, to lepiej zerknijcie na Gotuj z Shirou. Makłowicz poleca.

~Dziab

Ocena MAL: 6,79 (-0,38)
Ocena Lemurilla: 4,00

Gakuen Babysitters

tumblr_p4ep14Uf2I1srt81jo1_540.gif
I’m sexy and I know it~

Ilość odcinków: 12
Studio: Brain’s Base
Źródło: manga
Uwagi:

Czasami na świecie zdarzają się tragedie. Takie, jak katastrofa samolotu, w której zginęli rodzice Ryuuichi’ego. Został on sam wraz z młodszym bratem, bez jakiejkolwiek rodziny. Na szczęście zostają wzięci pod skrzydła dyrektorki szkoły, która w zamian za opiekę nad rodzeństwem zobowiązuje starszego brata do członkostwa w “Babysitters club”. Czyli do zostania niańką dzieci nauczycielek pracujących w szkole. Dzieci do kupy jest sześć, mają około trzy latka i zachowują się jak na swój wiek przystało.

Jaka ta seria jest urocza. U-ro-cza. Serio, lepiej tego nie można napisać. Właściwie co chwilę człowiek wybuchał w przejmującym “Awwww”. Anime nie śledzi jakieś większej fabuły, odcinki podzielone są zwykle na dwie mniejsze historie obracające się wokół tak fascynujących tematów jak wycieczka do zoo, wiara małych dzieci w wiedźmy i superbohaterów czy przyglądanie się jak kurczaki wykluwają się z jajek A to wszystko tak naturalnie ciepłe i zabawne, że można by przypisywać tę serię jako lekarstwo na chandrę. Przy czym, nie jest to tytuł wybitny, który zapamiętaliśmy na długie lata. Gakuen Babysitter to po prostu taka urocza historyjka dla każdej demografii, którą puszcza się, by trochę odpocząć od zła tego świata. Może nawet przez chwilę pomyślicie, że małe dzieci są urocze. Dopóki nie zobaczycie znowu jakiegoś w 3D…

~Dar

Ocena MAL: 7,9 ( +0,15)
Ocena Lemurilla: 7,00 ( -0,25)

Hakata Tonkotsu Ramens

tumblr_p41epcg8r01uxvvvzo1_500.gif
Zlecenia zleceniami, zabójstwa zabójstwami, a tytuł do żarełka zobowiązuje.

Ilość odcinków: 12
Studio: Satelight
Źródło: light novel
Uwagi: –

Chodzi po dzielni plota, że w Hakacie, dzielnicy Fukuoki, 3% populacji zajmuje się fachem dość sędziwym i powszechnie spotykanym, bo… zabójstwami. Cichych asasynów oraz całkiem głośnych gangsterów spotkacie tam praktycznie na każdym rogu, a kto wie, co się stanie, jak ścieżki kilku z nich nieoczekiwanie się ze sobą skrzyżują. W taką akcję zostanie zamieszany pan Banba Zenji, śledczy, który na polecenie ma dowiedzieć się, kto odpowiada za śmierć kolegi z policji. Tylko że przy okazji może nadepnąć na odciski kilku ważniejszych osobistości, dlatego niedługo później zostaje na niego nasłane specyficzne indywiduum, Xianming Ling, który jest transwestytą przebierającym się za licealistkę. Ale zanim dojdzie do kolejnej walki na śmierć i życie, Ling proponuje układ – zamiast mordować Banbę, pomoże mu w śledztwie.

Jak na serię, która mogła zostać zarówno następcą Durarary, jak i niechlubnym dzieciątkiem Hamatory, ostatecznie okazała się być… dobra. Naprawdę okej. W porządku. Tak. Dość niezłe sprawy, całkiem przyjemni bohaterowie. Nie zrobiło to kuku mojemu mózgowi (a mogło wiele razy, sądząc po ilości ostrych narzędzi wbijanych w różne części ciała), choć jednocześnie nie będę jej ubóstwiać do grobowej deski. Nie padłam z zachwytu ani nie kopałam (szczególnie w kalendarz) z frustracji. To było tak neutralne i obojętne, że nawet niespecjalnie mam co napisać. Co jednak jest warte zaznaczenia i zaminusowania, to strona wizualna – jak się ma w sezonie takich koleżków i koleżanki jak Violet, Antarktydę czy Oblubienicę, to jednak z taką grafiką twórcy powinni się spalić ze wstydu. Twarze bohaterów są tak nieprzyjemnie nijakie, że nawet nie zorientowałam się, że jeden z nich przeszedł operację plastyczną, a inny przebrał się dla niepoznaki (tru story, bro). Za to mini-arce potrafiły miło wciągnąć, nawet jeśli po trzecim z kolei miało się gwarancję, że nikt z głównych bohaterów nie zginie. Więc jeśli nie oglądaliście tego w sezonie, bo akurat zbywało wam wolne dwadzieścia minut na seansik, to już raczej po to nie sięgniecie. Gwarantuję wam to. Jak amen w odmiawianym przed egzekucją pacierzu.

~Dziab

Ocena MAL: 7,53 ( +0,26)
Ocena Lemurilla: 6,25 ( -0,75)

Ito Junji: Collection

tumblr_p27bhcOBjf1qhf0mfo1_400
Jak na ekranie widzimy tę oto osobę, to przewijamy do rozpoczęcia następnej historii.

Ilość odcinków: 12
Studio: Studio Deen
Źródło: manga
Uwagi: anime na podstawie różnych tomów

Seria będąca ekranizacją „opowiadań” mangowych pana Junji Ito – niepowiązanych ze sobą (w większości) historii z gatunku horroru, o naprawdę różnej długości – od kilkunastu do kilku minut, co pozwoliło całemu anime na niesamowite skoki w jakości. Nie dziwię się nikomu kto rzucił ją po pierwszym odcinku, gdyż ten (tak jak wszystkie historie z postacią Souichiego) naprawdę zniechęca. Jednak całokształt nie jest aż taki zły jak można by sądzić.

W kontekście tej serii należy pamiętać, że jest ona horrorem. Prawie wyłącznie horrorem. O wszystkich innych gatunkach musimy na moment zapomnieć. Istotą materiału źródłowego a co za tym idzie – tej serii – jest budowanie nastroju oraz przedstawienie widzowi rzeczy niepokojących na wszelki możliwy sposób. Porzucone zostają elementy tajemnicy, budowanie większych wątków oraz wytłumaczenia, dlaczego przedstawione sytuacje mają miejsce. Większość historii skupia się na jednym, konkretnym nienaturalnym zjawisku, czasami postrzeganym przez postacie jako całkowicie naturalne. Zjawisko to w większości historii jest źródłem nieszczęść dla naszych bohaterów, jednak co ciekawe, w sporej ilości przypadków nie bezpośrednio – w wielu przypadkach nawet na własne życzenie, co bardzo często powoduje, że bohaterowie są bardzo ludzcy (wiemy, że każdemu zdarza się utrudniać własne życie co nie? nie? tylko ja?). Zadawanie pytań, dlaczego, jak i po co jest zbędnym wysiłkiem, odpowiedzi nie ma i nigdy nie będzie – co należy wziąć pod uwagę biorąc się za tę serię. Za to pod względem dziwactwa, inności oraz wywoływania dyskomfortu, przedstawione nam historie (przynajmniej ich część) zdają egzamin.

Jeśli chodzi o animację, jest różnie. Nie można powiedzieć, że autorzy nie próbowali, bo kreska nie jest typowa, co jest plusem, ale jakość wykonania bardzo skacze pomiędzy poszczególnymi historiami, czasami nawet zmieniając się w pokaz slajdów. Doceniam również zmieniający się w każdym odcinku ending. Podobnie różni się jakość samych historii. Niektóre są mało interesujące, a inne unikatowe oraz pomysłowe. Koniec końców, seria była nawet przyjemna do oglądania, a forma pozwala na pomijanie jej gorszych fragmentów beż większych strat. Polecałbym każdemu przewijać odcinki, jeśli nie zachęcają do dalszego oglądania, pod warunkiem, że krótkie historie o dziwnych tworach umysłu pana Ito są czymś co może go zainteresować (pierwszego odcinka np. nie warto włączać). A, i opening jest bardzo miły dla uszu i oczu, polecam obejrzeć nawet odpuszczając sobie całą serię.

~Zedarrr

Ocena MAL: 6,22
Ocena Lemurilla: 5,00

Killing Bites

tumblr_p385gh8azF1tm1dgio1_540.gif
W realu magicy wyciągają króliki z kapeluszy, ale tylko w anime króliki wyciągają się same.

Ilość odcinków: 12
Studio: LIDENFILMS
Źródło: manga
Uwagi:

Można podejrzewać, że samotne spacery licealistek chadzających po zmroku po wyludnionych ulicach nie są najbezpieczniejszą rozrywką na świecie – i tak właśnie zaczyna się akcja, gdy grupa napalonych chłystków porywa do vana młodą dziewczynę celem wymuszonego spółkowania z nią w pakiecie z kosą w plecy. Żeby nikt nie miał wątpliwości, że to zły i okrutny świat. Okazuje się jednak, że kierowca vana w pewnym momencie tchórzy (bo nie wiedział, do czego cała wyprawa miała się sprowadzać) i chce powstrzymać kolegów… tylko że po kolegach nie ma już ani śladu. Półnaga licealistka jest za to jak najbardziej, nakazując chłopakowi jechać na wysypisko śmieci. Tam nie tylko leży sterta rozczłonkowanych trupów, ale znajduje się również arena do walk, ponieważ licealistka Hitomi, no kto by się spodziewał, normalna nie jest. Jest hybrydą człowieka i bestii, która w bojowym trybie potrafi zmieniać się w krwiożerczą maszynkę do zabijania. A nasz bohater, czy tego chce czy nie, musi od teraz dzielić los z dziewczyną, która toczy bój na śmierć i życie w walkach z podobnymi sobie wojownikami.

Przemordowałam się… Tak, obejrzałam tę serię w całości. Serio. Od początku do końca. Od pierwszego pazurka po sam puchaty ogonek. Spójrzcie tylko, ile się nie robi dla fejmu i czytelników! Bo dla zdrowia psychicznego na pewno nie. Ani tym bardziej dla przyjemności. W końcu ile można oglądać edgy ecchi, w którym co bohaterka, to bardziej pewna siebie, bardziej mordercza, bardziej piersiasta i bardziej pomiata głównym bohaterem (personaliów którego nie pomnę poza faktem, że głos miał Georgija Popovicha)? A główna bohaterka to nie jest krzyżówką z żadnym ratlem miodożernym, ale ze zbrojoną, stalową rurą, której nie ruszy nawet czołgiem. I jeszcze ten cały arc to-wcale-nie-tak-że-jestem-turniejowy, w którym możesz przerżnąć przeciwnika na pół (i odciąć mu dwa, khem, działka – tru story), a i tak będzie się miał dobrze… Ładnie to tak oszukiwać, panie Kobra? Ładnie to tak banialuki wciskać, panie autor mangi? Ładnie się za takie adaptacje brać, państwo z Liden Films? Nie ma się czym tutaj rozwodzić, no chyba że ktoś chce się umówić na flaszkę z Miyazakim i napić za błędy minione i anime za durne, żeby siedzieć w tym biznesie. Bo słabe panie z uszkami są słabe.
A z furry i tak wciąż wolę Kubusia Puchatka.

~Dziab

Ocena MAL: 6,52 ( -0,2)
Ocena Lemurilla: 3,00 (-)

Koi wa Ameagari no You ni

tumblr_p2rpun2xDk1qluh07o1_500.gif
No moe się samo w człowieku budzi na widok tej dzisiejszej młodzieży!

Ilość odcinków: 12
Studio: Wit Studio
Źródło: manga
Uwagi:

Pracująca w restauracji Tachibana Akira jest niezwykle cichą, dziewczyną, która wydaje się mieć perfekcyjny dystans do całego świata… poza jedną osobą. Tym kimś jest kierownik rzeczonej restauracji, czterdziestopięcioletni Kondou Masami, w którym Tachibana się podkochuje. Cóż, serce nie sługa! Tym bardziej, że pewnego dnia licealistka odkrywa, że kierownik ma (czy raczej – miał) żonę oraz kilkuletniego syna z tegoż związku. Ale mimo tego wszystkiego uczucia dziewczyny się nie zmieniają, a niezależnie od tego, czy mężczyzna jest nieporadny, zapomina o zapięciu rozporka czy też daje sobą pomiatać przez klientów, Tachibana zdaje się utwierdzać, że tak, to ten. A „ten” zaczyna cosik zwęszać w powietrzu… i chyba jest to mięta do kogoś…

Pozytywne zaskoczenie sezonu. Byłam bardzo nieprzyjemnie uprzedzona do głównej bohaterki i jej nieco wątpliwej miłości, i nawet jeśli wciąż nie jest moją ulubioną heroiną, to cała seria podążyła w kierunku wyjątkowo świeżym. Kondou, nasz menager-nieszczęście, wcale nie jest bowiem taki chętny do wchodzenia w związki z Tachibaną i nawet jeśli mu jej miłość schlebia, to traktuje to bardziej jako źródło rozważań w stylu “ach, gdyby moja młodość wróciła…”. Bardzo dobrze, że chociaż ta strona ma jakieś moralno-osobiste wątpliwości, jak temat ugryźć. A jeszcze gdy Kondou starał się jakoś wykorzystać tę relację, żeby przekazać mądre wartości Tachibanie, pomóc jej zamiast napraszać się/wyśmiać i w ogóle przekształcić to w coś dobrego, to poczułam takie miłe ciepełko w sercu. A Tachibana też ostatecznie pomogła Kondou uwierzyć w siebie i swoją pasję. Faktycznie, świetnie przedstawiono ten temat i chwała, że zdecydowano się na prezentację myśli obu stron. Ponadto ze strony graficznej nic nie można serii zarzucić, a Studio Wit kolejny raz dorzucił do swojego cv animacyjny diamencik (przez to już prawie im wybaczyłam ten drugi opening do Oblubienicy… prawie…), więc oglądanie tego anime to była… cóż… przyjemność. Miła, wartościowa przyjemność.

~Dziab

Ocena MAL: 7,87 ( +0,13)
Ocena Lemurilla: 7,00 ( +1,25)

Kokkoku

tumblr_p41xbisxvQ1vrsdito1_r1_540.gif
Ten nowy byakugan ma teraz takie zaczepiste efekty specjalne…

Ilość odcinków: 12
Studio: Geno Studio
Źródło: manga
Uwagi:

Yukawa Juri łatwego życia nie ma – jej dom przypomina bowiem przypomina pewien specyficzny, cóż… burdel. Mamy niepracującego dziadka, nestora rodu, który wszędzie chodzi w dresiwie, ojca, który nie jest żadną pomocą w domu, trzydziestoletniego brata-NEETa, który całe dnie gra w gry, siostrę, która jest samotną matką oraz jej małego synka, jedyną pociechę w tym trochę patologicznym domu. Ale nawet to wkrótce się rypie, bo mały zostanie uprowadzony razem z wujciem-NEETem, a za ich wolność zostaje postawiony dość szalony warunek: pół godziny na zgromadzenie astronomicznego okupu. Juri już chce iść na napastników w nożem kuchennym, ale dziadek powstrzymuje ją, demonstrując przedziwną zdolność. Dzięki przekazywanemu z pokolenia na pokolenie kamieniowi jest on zdolny zatrzymywać czas, co może pomóc w uratowaniu bliskich. Ale chociaż wydaje się, że członkowie rodziny Yukawy powinna być jedynymi osobami zdolnymi poruszać się w trakcie zatrzymania czasu, nie do końca tak się dzieje…

Koncept wydawał się świetny. No właśnie – wydawał się. Koszmarnie wolny pacing oraz całe odcinki poświęcone na chodzeniu i bieganiu z jednego kawałka miasta do drugiego zniszczyły cały potencjał na fabułę. Tego się nie da oglądać bez przyspieszenia, a nawet wtedy człowiek się zastanawia “dla kogo ja to robię i czemu to na pewno nie jest żaden bohater?”. Nie jestem pewna, kogo miałam polubić, bo twórcy mi tego odpowiednio dobrze nie wytłumaczyli. Wiadomo, złym ludziom co rzucają przekleństwami, unoszą sukienki kobietom i w ogóle są z sekty nie wolno kibicować. Ale znów tym dobrym…Głównej bohaterce, co ma wieczny grymas niezadowolenia, mało żywotnemu dziadkowi, ojcu, co by go kopnął, tylko nie wiadomo, czy najpierw w tyłek, czy w zęby, bratu, który miał jakiś potencjał, ale ostatecznie został wyoutowany, czy małemu, co to wcale nie jest aż taki słodki, jak próbowano nam to wmówić? No chyba też nie. Ostatecznie sprawa staje na tym, bo po naprawdę wpadającym w ucho openingu odechciewa nam się patrzeć dalej (a jak spojrzycie, to skończycie z zakończeniem totalnie urwanym z choinki). Grafika… okej, jest dobra, chociaż ciężko powiedzieć, czy to nie jest kwestia tego, że Japończycy nie mieli specjalnie czego animować. To może lepiej byłoby zaadaptować jakąś mangę o chodziarzach? Efekt byłby ten sam, a chociaż klocki by się bardziej siebie kleiły.

~Dziab

Ocena MAL: 7,26 ( -0,16)
Ocena Lemurilla: 5,00 ( -1,00)

Mahoutsukai no Yome

tumblr_p1fi3xld4Q1v1hotuo1_500.gif
*puszcza w tle Conchitę Wurst* Rise like a phoenix!~

Ilość odcinków: 24
Studio: Wit Studio
Źródło: manga
Uwagi: anime pokrywa obecnie cały mangowy materiał

Chise wszystko już obojętne. Czy będzie żyć czy umrze, ona naprawdę ma już dość. Powiedziałby kto, że podpisanie kontraktu z podejrzanym jegomościem, przez który dosłownie sprzedaje się na aukcji jako niewolnik to niezbyt mądre posunięcie, ale powtórzmy – traumy jakie doświadczyła ta nastolatka sprawiły, że jako jedyna alternatywa jawi się samobójstwo. Niech więc się przynajmniej nie „zmarnuje”. Szczególnie, że ponoć jest „rzadkim gatunkiem”, Sleigh Beggy, tak mówią. To ma ponoć jakiś związek z tym, że widzi potwory… Tak, czy owak, zaczyna się licytacja. Za szaleńczą sumę 5 milionów funtów kupuje ją niejaki Elias. Mag, jak mówią. Z dziwaczną czaszką jako głową. Oraz małą, wiejską posiadłością pod Londynem do której zabiera swoją nową zdobycz. Czy raczej – adeptkę. Jego celem jest bowiem wyszkolić Chise w swoim fachu. Oraz poślubić. Chise wszystko już obojętne, ale… Powoli, powolutku… Najpierw zaczyna powracać do niej nadzieja. Że może po pierwszy w życiu miała szczęście…

Mam wrażenie, że moja opinia będzie wyjątkowo nieobiektywna i zawyżona. Nie no, jestem nawet pewna. Żeby nie było: Mahoutsukai to solidna seria, ze świetną ścieżką muzyczną, grafiką i przemyślaną fabułą oraz interesującymi postaciami. Tylko trafiła tak bardzo w mój gust, że dość bezczelnie ignoruję jego wady. Ludzie coś mówią, że Chise że za często schemat wygląda tak, że Chise przesadza, zostaje ranna, pluje krwią, Elias jakoś naprawia sytuacje, a potem dziewczyna śpi. Po pierwsze: nie, to wcale nie takie często, po drugie, każda z mniejszych historii jest inna, po trzecie, rozwój postaci Chise jest genialny, po czwarty, czy ja już mówiłam, że wady tej serii mnie nie obchodzą? Po co komuś fabuła, jak świat przedstawiony, pełen europejskiej, a głównie celtyckiej mitologii, jest tak genialny? Magia i magiczne istoty są różnorodne, fantastyczne i oryginalne. W dodatku cudowne jest to, że nigdy nie tłumaczy nam się jego zasad w całości. Czasami rzeczy po prostu się zdarzają, bywa, że można sobie doczytać na Wikipedii co to za stwór właśnie stanął bohaterom na drodze, ale często po prostu zostajemy rzuceni do jakiejś historii, która trwała już długo i trwać będzie także gdy “kamera” przestanie ją śledzić. Te urywki tylko zwiększają apetyt i sprawiają, że chce się wiedzieć więcej i wraz z bohaterami dalej poznawać ten świat. Właśnie, bohaterowie. Wiem, że dużo osób ma obawy wobec pairingu Chise i dużo starszego demona Eliasa. Chciałąbym was trochę uspokoić. Tak, ten związek jest dziwny i niepokojący. Jednak nikt tutaj nie udaje, że jest inaczej. Wszyscy powtarzają Chise, że ten mag jest niebezpieczny i nie można mu w pełni ufać. A dziewczyna ich słucha, ale dochodzi do własnych związków. Spokojnie, nie ma tutaj “oki, on jest zły, ale ja go zmienię!”. Najlepsze w ich związku jest to, że bohaterowie ze sobą ROZMAWIAJĄ. Poznają się lepiej i starają znaleźć rozwiązanie na swoje wady. Pod tym względem, para Chise i Eliasa to jeden z najzdrowszych związków jakie widziałam od dawna w anime. No i Chise… Jejku, jak ona pięknie się rozwija. Powoli, naturalnie, popełniając dużo błędów po drodze, musząc pogodzić swoją niezależność z byciem chronomionym, ale jednocześnie stając się niezależną dziewczyną o własnych, silnych poglądach.
Nieobiektywnie jestem w tej serii zakochana, po prostu  ty dealujcie.

~Dar

Ocena MAL: 8,40 ( -0,17)
Ocena Lemurilla: 8,67 ( +0,42)

Overlord II

overlord2.gif
Zdecydowanie najlepszy wątek romantyczny w tym sezonie.

Ilość odcinków: 13
Studio: Madhouse
Źródło: manga
Uwagi: drugi sezon

Zacznijmy od tego że nie przepadam za seriami „isekai”. Mimo to drugi sezon Overlorda był dla mnie miłym zaskoczeniem. Rozpoczyna się on niepowiązanym na pierwszy rzut oka arciem skupiającym się na małej cywilizacji jaszczuroludzi, muszących zmierzyć się z potencjalnym zniszczeniem całej ich społeczności. Z jakiegoś powodu ta część historii, w której zapominamy, że seria kiedykolwiek była „isekaiem” jest naprawdę przyjemna do oglądania. Naprawdę dobrze bawiłem się oglądając ten dokument przyrodniczo-społeczny o pomniejszej rasie w świecie fantasy.
Dalsza część sezonu skupia się na jednym ze sług wielkiego Momona – Sebasie, który przez przypadek wplątuje się w wielką akcję likwidowania przestępczości zorganizowanej przeprowadzaną w pobliskim królestwie. Ta część startuje troszkę słabiej od pierwszej, ale utrzymujące się przeistaczanie z „isekai” na zwyczajne fantasy jest zdecydowanym plusem w moich oczach. Poznajemy masę nowych postaci, niektórych ciekawych, innych denerwujących oraz pod sam koniec sporo bardzo interesujących walk (zaklęcie: karabin maszynowy na żuczki <3).
Osobiście uważam, że odejście tej serii od bycia „isekaiem” i przejście w zwykłe fantasy jest dobrą zmianą. Dodatkowo przeniesienie wydarzeń na inne postacie niż Lord Momon, który w pierwszym sezonie zrezygnował z ciekawszego scenariusza bycia władcą sił zła w nowym świecie na rzecz robienia sobie pozytywnego wizerunku podszywając się pod typowego poszukiwacza przygód. Całość składa się na całkiem ok anime i bardzo dobrą kontynuację.

~Zedarrr

Ocena MAL: 8,08
Ocena Lemurilla: 7,00

Sanrio Danshi

tumblr_p2v9jbXlI31u2vo2go4_540.gif
W dzień są zwykłymi, miłymi licealistami, ale po zmroku zmieniają się w… fetyszystów luminescencyjnych krawatów?

Ilość odcinków: 12
Studio: Studio Pierrot
Źródło: oryginalne
Uwagi: –

Chyba wszyscy znają Hello Kitty. Słodka kotka nie jest jednak jedyną popularną marką swojego producenta, firmy Sanrio. W Japonii jest o wiele więcej słodkich postaci. Głównymi odbiorcami tych produktów są głównie dziewczynki. Co jednak, gdy jesteś nastoletnim chłopakiem i wciąż kochasz swojego Pompompurina, ale wstyd się do tego przyznać, bo “to dziewczyńskie”? Cóż, wystarczy poznać innych nastoletnich chłopaków, którzy pomogą pokonać twój lęk, a przy okazji pójdą z tobą na zakupy do firmowego sklepu Sanrio.

Czas na najbardziej feministyczną serię tego sezonu. I to w jak najbardziej pozytywnym oraz niespodziewanym kontekście. Oczywiście, Sanrio Danshi, to w pierwszej kolejności wielka reklama produktów firmy Sanrio. Ale w drugiej – manifest tego, że chłopakom też wolno lubić słodkie rzeczy i nie czyni ich to wcale gorszymi. Główni bohaterowie męczą się z licznymi oskarżeniami wobec swojego hobby, jednak w miarę upływu serii uczymy się, że najważniejsze to być sobą, a ostatecznie znajdziemy ludzi, którzy dzielą naszą pasję. I choć przesłanie jest miłe i podnoszące na duchu sama seria… jest poprawna. Schematyczna, ciutkę dramatyzująca na siłę, ale ogólnie oglądanie jej to całkiem przyjemna rozrywka, szczególnie jak przepada się za słodkimi chłopakami robiącymi słodkie rzeczy oraz odkrywającymi, że przyjaźń to magia.

~Dar

Ocena MAL: 6.74 ( -0,07)
Ocena Lemurilla: 6,00 (-)

Sora Yori mo Tooi Basho

tumblr_p4439hWjpG1sxkjwwo1_540
Dobra, panowie, to którą kanciapę obrabiamy tym razem?

Ilość odcinków: 13
Studio: Madhouse
Źródło: oryginalne
Uwagi:

Mari chce czegoś więcej. Nie wie dokładnie czym jest to “więcej”, ale po prostu nie chce zmarnować swojego czasu w liceum, nie osiągając niczego. Ciężko jest jednak zmienić swoje życie, kiedy człowiek jest za bardzo tchórzliwy, żeby choćby zwiać na wagary. Jednak, w kupie siła, prawda? I jak nie ma się własnego marzenia, zawsze można podczepić się pod czyjeś inne… W tym momencie na scenę wkracza Shirase. Shirase ma bardzo konkretne marzenie i od kilku lat nie robi nic innego, niż za wszelką cenę je spełnić Chce ona bowiem.. jechać na Antarktydę. Tak, tę na dole, tam gdzie żyją pingwiny. Okazuje się, że kilka lat temu zaginęła tam jej matka, naukowczyni na ekspedycji badawczej. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że dwie licealistki nie mają żadnych szans, by dostać się na biały kontynent… Cóż, jak się naprawdę dobrze poszuka, na wszystko znajdzie się rozwiązanie. Trzeba tylko mieć bardzo, bardzo dużo wytrwałości. I ociupinkę szczęścia.

Gdy myślałam co by tu napisać, youtube wypluł mi “Pół kroku stąd” z filmy Moana/Vaiana i trudno wymyślić mi lepszą piosenkę pasującą do tego anime. Przewodnim motywem są tu bowiem marzenia o podróżowaniu. Choć to też pewne uproszczenie. Każda z głównym bohaterek motywują inne rzeczy: miłość do matki, chęć znalezienia przyjaciół, ucieczka od przeszłości, no i właśnie pragnienie uczynienia ze swojego życia “czegoś więcej”. Ostatecznie odpowiedzi na swoje problemy znajdują nigdzie indziej jak na Antarktydzie. Uczymy się też, że nie ważne jest samo dotarcie do celu, ale podróż. Brzmi to jak banał, ale rzadko gdzie zrealizowano historię drogi tak dobrze i realistycznie. Od znalezienia motywacji, poprzez etap przygotowań, zaznajamianie się z współtowarzyszami, samą podróż oraz dotarcie do celu – na wszystkich tych etapach doskonale widać jak bohaterki zmieniają się i ostatecznie nie dziwimy się, że po powrocie są innymi ludźmi niż byli w chwili startu. Och, character development (rozwój charakteru) to bez wątpienia najbardziej dopieszczony element tego anime. Oprócz tego, czapki głów należą do teamu reaserchu studia Madhouse. Wątpię, by sami przebyli drogę na najbardziej południowy kontynent, ale tak dobrze zbadali temat, że wierzę im w każde słowo (nawet to, że pingwiny śmierdzą).

Powiem tak: “Anime o Antarktydzie” to szczególna seria, jaką rzadko widzę w japońskich produkcjach. Dzieło zakończone, przemyślane od początku do końca, na którego przygotowanie pod względem realizacyjnym i merytorycznym autentycznie porządnie się przyłożono. Ale przede wszystkim bliska sercu historia o spełnianiu marzeń i pięknie podróżowania. Może i można znaleźć w Sora Yori mo Tooi Basho wady (choćby zbyt rozwlekły początek), jednak całościowo, anime wyróżnia się na tyle pozytywnie z tłumu, że zostanie nam jeszcze długo w pamięci.

~Dar

Ocena MAL: 8,61 ( +0,79)
Ocena Lemurilla: 8,63 ( +1,33)

Violet Evergarden

tumblr_p4lhpfU30B1wga4wmo1_540.gif
Niech więc obraz przemówi za siebie…

Ilość odcinków: 14
Studio: Kyoto Animation
Źródło: light novel
Uwagi:

Po czterech latach końca dobiega wielka wojna dzieląca kontynent na dwa zabijające się fronty. Dawni żołnierze muszą przyzwyczaić się ponownie do zwykłego życia i znaleźć dla siebie nowe role. Do pewnego szpitala przybywa były oficer Hodgins, szukając niejakiej Violet. Ta leczy się akurat z odniesionych na polu walki ran i czeka na rozkazy od swojego dowódcy. Hodgins zamiast przynieść zbawienne informacje o losie majora, zabiera dziewczynę ze sobą i stara się znaleźć jej nowy dom oraz zapewnić pracę w swoim nowo założonym punkcie pocztowym. Tam Violet znajduje dla siebie zadanie, które fascynuje ją bardziej niż inne – zawód “Auto Memories Doll”. Twórców listów, dla ludzi nie potrafiących dokładnie wyrazić to co chcą przekazać…

Violet miało być hitem sezonu jeszcze na długo, zanim nadeszła emisja. Jak bardzo fandom jarał się tym pierwszym teaserem hen, rok temu, to raczej nie trzeba przypominać. Ostatecznie… cóż… można wyczuć pewien zawód. Nie da się oczywiście ukryć, że seria jest przepiękna, dopieszczona i naprawdę niejednokrotnie wzruszająca (sama spłakałam się ze cztery razy, ale jestem akurat miętkim zawodnikiem), ale Violet cierpi na jedną, dla niektórych bardzo poważną przypadłość. Epizodyczność. Konie z rzędem widzom, którzy spodziewali się jakiejś ciągłości fabularnej, że finalnie dostaniemy rozwinięcie wątku majora i miłości, o której Violet sobie uświadamia… No niestety nie. Dar była ogromnie zdziwiona, że po 9 odcinku seria się nie skończyła, tylko brnęła dalej. Ale tu utnę narzekania, bo istnieją też anime jak chociażby Natsume czy Mushishi, które przecież dobrze się sprawdzają w swojej formule. A jak poradziła sobie Violet, jeśli uwzględnimy taki czynnik? Świetnie. Naprawdę, widać rozwój bohaterki, widać, jak świat żyje i mimo zakończenia wojny ciągle trzeba się zmagać z jej pozostałościami, jak wiele rodzin musi się zmagać ze stratą bliskich i jak bardzo w różnych konfiguracjach ma to wpływ na samą Violet. Ktoś naprawdę przemyślał sprawę, a KyoAni wydobyło z tego wszystko, co można było. Polecam absolutnie wszystkim się z tym zapoznać, jednak z tym zastrzeżeniem, że nie będziecie tego oglądać, trzymając się kurczowo za fotele. Raczej owinięci w kocyki i smarkając w mokre chusteczki.

~Dziab

Ocena MAL: 8,48 ( -0,14)
Ocena Lemurilla: 8,75 ( +0,75)

Yuru Camp△

tumblr_p3wrjhjYMK1t0wfado1_540.gif
Mini-stojak i chęć szczera zrobią z ciebie fest campera!

Ilość odcinków: 12
Studio: C-Station
Źródło: manga
Uwagi:

Rin uwielbia biwakować. Namiot, leżaczek, książka i widok na górę Fuji: to jest to! A najlepiej obcowanie z przyrodą przychodzi rzecz jasna w samotności. Los jest jednak przewrotny, bo wkrótce na jej drodze staje Nadeshiko – dziewczę nie znające się na namiotach, ale szybko łapiącą wielką miłość do pomysłu nocowania w dziczy. Nie czekając, aż Rin zaprosi ją na kolejny wypad, Nadeshiko migiem zapisuje się do szkolnego klubu biwakowego.

*zaparza sobie herbatkę i zawija się we wspomniany wcześniej koc, żeby wprowadzić się w odpowiedni nastrój* Ech… Moje drogie małpiatki… Były drzewniej takie serie o słodkich dziewczynkach, które skupiały się jedynie wokół specjałów lokalnych cukierni, ewentualnie wokół odhaczania wszystkich nastoletnich głupstewek, niezbędnych do funkcjonowania sztampowych anime. Dożyliśmy jednak do czasów, kiedy niecodzienne zajęcia klubowe wreszcie odnalazły sens, a twórcy serii wiedzą, jak stworzyć miłą mieszankę żarcików sytuacyjnych oraz ciekawostek technicznych. Tak powstało Yuru Camp, ostateczny dowód na to, że można być spokojną obyczajówką i jednocześnie wartościową obyczajówką. Nie wiem jak wy, ale ja nabrałam niesamowitej ochoty na kemping (chociaż wciąż wolałabym nieco więcej ciepełka). A te dania pichcone na kuchence turystycznej… O mamma mia, to nawet ostatni sezon Soumy nie wzbudził we mnie podobnych żądzy jedzeniowych. Ta seria to perełeczka, warta waszego zainteresowania nawet jeśli nie przepadacie za takimi seriami “cute girls doing cute things”. Bo te słodkie dziewczynki potrafią rozłożyć namiot, rozpalić grilla, wybrać śpiwór na odpowiednie warunki pogodowe oraz przejechać kilkaset kilometrów skuterem aby popodziwiać górę Fuji. Małe toto, a takie zaradne!

~Dziab

Ocena MAL: 8,37 ( +0,63)
Ocena Lemurilla: 8,00 ( +1,00)

 

Wyróżnienia specjalne:
Nagroda dla najlepszej próby udowodnienia nerdom, że  przebywanie na dworze może być przyjemnie: Yuru Camp
Najlepsza reklama udająca anime: Sanrio Danshi
Palma Pała pierwszeństwa imienia Dena Oonumy za całokształt twórczości: Killing Bites
Produkt roku według anime konsumetów: maskara uwydatniająca ogrom oczu Tachibany z Koi wa Ameagari no You ni
Magda Gessler poleca: knajpkę z zabójczo dobrym ramenem z Hakata Tonkotsu Ramen

Najlepsza grafika
Darya: Człowiek chciałby jakoś zaskoczyć i docenć coś innego niż KyoAni… Ale potem ogląda Violet Evergarden i nawet najbardziej randomowe listki na wodzie nadają się do oprawienia i wystawienia w galerii, więc, no…
Dziab: Nie mam wątpliwości, że palma pierwszeństwa jak żadnej innej serii należy się Violet Evergarden. W takiej jakości to nie jest robiona połowa filmów anime, więc co tu dużo się rozwodzić…
Zedarrr: Nudna odpowiedź: Violet Evergarden, no ale inaczej się nie da. Seria jest straszliwie ładna i nic przez cały czas jej trwania się nie zmienia, chyba, że na lepsze.

Najlepsza muzyka
Darya: Devilman: Crybaby – różnorodnie, interesująco, zawsze pod klimat, nawet jeśli to użycie openingu z wcześniejszej wersji anime z lat 70.
Dziab: O, i to był urodzajny sezon! Yuru Camp miało bardzo przyjemne melodyjki, Violet strasznie chwytała za serce momentami… 3-gatsu i Koi wa Amegairu miały sporo do powiedzenia… ale chyba postawię na Licealistki na Antarktydzie, bo po prostu cała seria grała, if you know what I mean.
Zedarrr: Cięższej muzyki elektronicznej jako soundtracku można ze świecą szukać. Devilman: Crybaby dał nam pełno dobrych i pasujących do całości utworów techno, trance itd. Jako osoba siedząca trochę w tych gatunkach doceniam.

Najlepszy opening/ending
Dziab: Najlepszą czołówkę i końcówkę zafundowało według mnie Sora Yori mo Tooi Basho. Wszelkiego rodzaju ujęcia ala z komórki i instagramowe smaki sprawiły się doskonale w takiej współczesnej serii z młodą obsadą. A ile miałam feelsów i skojarzeń z Jurkami… Ach, słodkie wspomnienia!
Zedarrr: Opening Pop Team Epic o tytule, kto by się spodziewał, “POP TEAM EPIC” bardzo mile mnie zaskoczył (nie miałem pojęcia co może zostać użyte jako op w tej serii, w sumie mogło to być zupełnie cokolwiek – nadal pewnie by pasowało) zarówno pod względem muzyki oraz wizualnie (to drugie może trochę bardziej). Dodatkowo honorowe wspomnienie dla openingu Ito Junji: Collection – “Schichiten Battou Blues”, również bardzo przyjemny do słuchania utwór.

Najlepsza postać
Darya: Jaki trudny wybór…Ostatecznie zdecyduję się na Chise z Mahoutsukai no Yome, nie tylko dlatego, że ma czerwone włosy (oj, mój wieeeelki fetysz), ale za bycie sympatyczną główną bohaterką z świetnym rozwojem.
Dziab: A w sumie co sobie będę żałować utożsamiania się z… facetem w podeszłym wieku, w którym buja się licealistka. Kondou jest naprawdę uroczym facetem, a jego pasja do książek i niespełniona miłość do pisania wyjątkowo przypadła mi do gustu. Dziś prawdziwych, romantycznych introwertyków już nie ma…
Zedarrr: Podoba mi się w jaki sposób została rozwinięta postać Hinaty z 3-gatsu no Lion. Było jej tam poświęcone całkiem sporo czasu, przez co można było ją docenić jako osobę o bardzo konkretnych poglądach (myślę, że każdy kto oglądał serię identyfikował się z jej negacją klasowego chamstwa).

Moje OTP
Darya: Elias x Chise z Mahoutsukai no Yome. Co tam różnica wieku, kupowanie na aukcji i inne “niepokojące” elementy. Oni ze sobą ROZMAWIAJĄ na temat swoich problemów To mój największy fetysz ;u;
Dziab: Taka była w tym sezonie posucha, że chyba z chęcią wybrałabym Kondou x książki z Koi wa Ameagari… Ale niech już będzie Elias x Chise. Wciąż nie jestem pewna co to tam jest za uczucie, bo na miłość to tak może trochę nie wygląda, ale zaufanie jest? Jest. No to wporzo.
Zedarr: Żadna z par w tym sezonie jakoś bardziej do mnie nie trafiała jako OTP, ale jeśli już miałbym wybierać to Kiriyama i Hinata z 3-gatsu no Lion. W sumie jeszcze nawet nie para ale mamy sporo podpowiedzi, że w tą stronę to idzie. A romansu jakiego takiego jeszcze w 3-gatsu nie było, więc to zawsze coś nowego.

Największe feelsy:
Darya: Sstatecznie zdecyduję się na Mahoutukai no Yome – były tam takie sceny, że po prostu wyrywały mi serce. Chise tak pięknie się rozwinęła jako postać, moja dzielna, duża dziewczynka ;____;
Dziab: Sama nie wiem, czy częściej się wzruszałam na Antarktydach, czy jednak na Violet. Ten sezon mnie nie oszczędzał, a łzy roniłam częściej niż w trakcie emisji Koe no Katachi (na którym, uprzejmie przypominam Dar, nie płakałam).
Zedarr: Końcówka Mahoutsukai no Yome na pewno warto wspomnieć jeśli chodzi o tę kategorię, ale Violet Evergarden wygrywa ostatnimi odcinkami. Niektóre z nich to 20 minut smutku w najczystszej formie.

Największe wtf?!
Darya: Jeszcze nie wspominamy o Darling in the FranXX? Kurcze… Były takie sceny w Citrusie, gdzie naprawdę pytałam się “dlaczego”… Była kolejność odcinków Violet, gdzie naprawdę nie pojmuje czemu 9 odcinek nie jest ostatnim, co byłoby pięknym podsumowaniem historii… A! Wiem! Umu! Umuuuuu! Czyli panie SHAFT, żeby tak zwalić Fejty jak to pan zrobił z Fate/Extra…. No, nieładnie, nieładnie i ciągłe WTF patrząc co tam się wyprawia (Nero nie wcale nie spalił Rzymu, okłamali was na historii!!!).
Dziab: Żmija (Żmij?) z dwoma wackami z Killing Bites! No ej, no, doceńcie ten zmysł artystyczny. Przecież to normalnie jak powrót do korzeni Elfen Lied jeśli chodzi o dzikie fetysze twórców anime.
Zedarrr: Początkowe odcinki Overlorda II – zdecydowanie nie spodziewałem się historii opowiedzianej z perspektywy jaszczuroludzi, częściowo podchodzącej pod program przyrodniczy. Jest to jednak bardzo pozytywne “wtf?”.

Moje guilty pleasure
Darya: Citrus <333 Molestowania bez sensu, dramaty dla dramatu, wszystko co chcę od wstydliwej przyjemności xD
Dziab: Killing Bites, oczywiście. Idiotyczne walki z cycatymi zwierzołakami są idiotyczne. Aczkolwiek muszę się zgodzić, że zachęcona jękami Dar sięgnęłam po Citrusa i również w tym względzie się nie zawiodłam. Ech, szkoda mi tych fanów yuri… Oni są teraz tam, gdzie yaoistki były ze dwadzieścia lat temu…
Zedarrr: Citrus osiągnął idealną harmonię pomiędzy byciem kiczowatą, idiotyczną serią która mimo wszystko momentami zaskakiwała (najczęściej brakiem sensu w zachowaniach postaci), przez co z jakiegoś powodu chciało się to oglądać a nawet czekało na następny odcinek.

Największy zawód
Darya: No chyba Fate/Extra, które sprawło, że autentycznie zaczęłam tęsknić za Fate/Aporypha. Oj, SHAFT, SHAFT, jak im się udaje to jest pięknie, jak nie… To jest wyjątkowo dużo “NIE”.
Dziab: Fate/Extra to jakaś niezrozumiała dla mnie pomyłka. Nie wiem, po co to powstało i dlaczego można było to uczynić tak złym. Z takimi metaforami to się weźcie wreszcie za kontynuację Madoki, a nie…
Zedarrr: Jako fanboya Shaftu, bardzo boli mnie Fate/Extra, praktycznie wszystko w tej serii nie działa. Pocieszam się marząc sobie, że powodem jest produkcja nowego Monogatari, tym razem dłuższego niż 6 odcinków (szukajmy dobrych rzeczy we wszystkim ok? nawet jeśli nie mamy co do tego żadnej podstawy, dowodów i ogółem nie ma to sensu).

Najlepsza kontynuacja
Darya: Jakoś się złożyło, że żadnej nie oglądałam, ale ufam tej dwójce poniżej co do dobrości 3-gatsu no Lion :)
Dziab: Bardzo się cieszę z niesłabnącego poziomu 3-gatsu no Lion. To nie jest tylko taka sobie jazda na popularności pierwszego sezonu. Shaft, proszę, rób tak dalej. Złe Fejty. Dobre shogi.
Zedarrr: 3-gatsu no Lion nie zawodzi, powiedziałbym nawet, że staje się coraz lepsze. Mam nadzieję, że w najbliższą jesienią będziemy mogli oglądać kolejny sezon.

Najlepsza nowa seria
Darya: Hm, hm… Chyba jednak Devilman: Crybaby za to, że wciąż siedzi w mojej głowie i zrobiło na mnie tak piorunujące wrażenie.
Dziab: Nie dość, że nowa, to jeszcze oryginalna! Madhouse, nadal robicie to dobrze. Dzięki wam wielkie w przywrócenie wiary w licealistki, które mogą sensownie podbijać świat (albo chociaż tylko Antarktydę) jak w Sora Yori mo Tooi Basho.
Zedarrr: Bardzo podobał mi się Devilman: Crybaby – seria wyróżniająca się pod każdym możliwym względem. Dla mnie seria praktycznie idealna – więcej anime tak bardzo różnych od wszystkiego!

 

I to by było na tyle podsumowania. Jeśli chodzi o dalsze notki, musimy się poważnie zastanowić nad przyszłością bloga, bo nie na wszystko wystarcza nam czasu. Póki co odmeldowujemy się bez odbioru i życzymy pozytywnie zaskakującego sezonu wiosennego!

~Dar & Dziab

Reklamy

27 komentarzy do “Ładną mamy zimę tej wiosny, czyli podsumowanie sezonu anime zima 2018

  1. heh, a ja po sezonie zimowym mam lekką traumę i dużo większy zawód. Z całego tego bogactwa serii ja do oglądania wziąłem sobie akurat Citrus, Kokkoku i Violet Evergarden. Innych nawet nie próbowałem ruszyć. I co? Kokkoku poszło w kąt po 3 odcinkach, a z Citrusem zablokowałem się gdzieś na szóstym :v . Plus taki, że przynajmniej Violet Evergarden nie zawodzi i co tydzień mogę powiedzieć, że to dobre anime. Na trzy anime jedno trafione i dwie klapy. Słabiutko. Na szczęście na sezon wiosenny jestem lepiej przygotowany i mam nadzieję, że oszczędzę sobie większych rozczarowań.

    Ogólnie fajny artykuł i miło, że ciągle piszecie. Sezon wiosenny w praktyce już się zaczął, więc pewnie parę wpisów naprodukujecie, na co bardzo liczę.

    A na marginesie pozdro i wesołych świąt :)

    Polubienie

    • Po czasie: Także wesołych świąt :D Następnych Jakiś :D

      No wiadomo, jak się źle trafi to klapa. Polecamy z naszej strony wziąć sobie jeszcze jakąś zimową obyczajówkę: najlepiej Antarktydę lub Dziewczynki pod namiotami ;)

      Dziękuje za miłę słowa ^^ Sezon wiosenny już za tydzień!

      Polubienie

  2. …wy żyjecie! Hej, Zedarrr, miło poznać macha
    O Devilmanie już pisałam, nie będę się powtarzać.

    Fejty – danke. Liczyłam na was, że to obejrzycie i dacie znać, czy warto, bo po Apo byłam zbyt zniechęcona do kolejnego od razu. Ale widzę, że nic nie straciłam.

    Garo Vanishing Line: Garooo, Garoo nuci po pierwsze, jeśli z jakiegoś powodu czyta to ktoś kto jeszcze ogląda (całkiem możliwe, ostatni odcinek wyemitowano dopiero dziś), to uwaga, spoilery.
    Druga połówka skupiła się już na głównej fabule, odchodząc od potwora tygodnia – w sumie… poprzednie serie też tak robiły. Bardzo podobała mi się końcówka – to, że Knight się nie nawrócił tak z tyłka (alleluja, nie lubię tego motywu), że brat Sophie nie stał się tym JEDNYM JEDYNYM co po transformacji może się odtransformować z powrotem w niepotwora, że Sophie zrobiła coś kluczowego mimo bycia postacią bez magicznych skilli, wreszcie że Bishopa nie ubili tak naprawdę, a to jego „w końcu jestem wolny” i rozpłynięcie się w powietrze… no, może będzie antagonistą w filmie? Lubię kolesia. Szkoda trochę, że King jako główny Wielki Zuy zszedł ze sceny tak bez przytupu jakoś, no i w ogóle te walki końcowe dość oszczędne aż do ostatniego odcinka. A ten jeden odcinek potworotygodniowy wrzucony w środek drugiej połówki trochę zaburzył tempo, szkoda, bo można było lepiej rozwinąć parę wątków. Ale ogólnie – wrażenia pozytywne. Po tragicznym Guren no Tsuki nie żałuję, że dałam animowanemu Garo kolejną szansę.
    Jak o Sophie mowa, to skoro lubisz rudzielce, Dar, to ogarnij ją sobą. Sophie Hennes.

    MahoYome – a ja powiem tak: meh. Stało się dokładnie to, czego się obawiałam, czyli przehajpowanie. Na początku było budowanie świata. A potem budowanie. I budowanie. I budowanie. A w momencie, jak się zaczęła jakaś faktyczna fabuła, to mi było już (zupełnie jak Chise?) wszystko jedno, co się stanie z postaciami – bo owszem, świat świetnie, natomiast postacie w moim odczuciu… się w nim zgubiły, a i sama fabuła coś mi nie pasowała, tylko nie umiem określić dokładnie co. Jakby… nie miałam wrażenia, że zmierza w jakimś konkretnym kierunku? Jakimkolwiek? Dla porównania, obejrzałam mniej więcej w połowie serii te trzy OVA – i tam miałam zupełnie inne odczucia, „czułam” dokąd to ma dojść i trzymało się to kupy, więc w efekcie OVA mi się bardzo podobały. Więc szkoda, że główna seria akurat tego dla mnie nie miała.
    Ale no, opinia własna, nie bronię lubić i chwalić.

    Poniżej dwie serie, które się zimą zaczęły i przechodzą na wiosnę, ale co tam.

    zerk w prawo, zerk w lewo Dobra, to przywołujemy kolejną falę ludzi, co to szukali w Google „Saiki Kusuo no Psi-Nan uwielbiam”. Coś nowego w tym sezonie? No nie (okej, nowe transfer studenty). Wyższy poziom dowcipu? No nie. Porywająca fabuła? Przepraszam, że CO niby, jaka fabuła? Animacja? W normie. Muzyka? Nie rzuca się w ucho.
    Ale jakoś jest to seria, na którą najbardziej czekałam co tydzień w sezonie zimowym, i którą sprawdzałam często czy są w końcu te suby. Zwyczajnie poprawia mi humor i cieszę się niezmiernie, że to dopiero połowa sezonu.
    …a, no i jakoś nie mogę z faktu, że Saiki ma na MALu wyższą ocenę niż MahoYome. :’) (w ogóle przez cały sezon zajmował trzecie miejsce w topce emitowanych serii…) (Tak, tak, wiem. Oceny na MALu. Ale no.)

    No i rowerowe YowaPeda. Oj, Inter High, Inter High, jadą, i jadą, i śpiewają piosenki z szojców, i w sumie jak to sportówka, każde 100 metrów się dłuży niemiłosiernie, ale i tak przyjemnie mi się ogląda. Jedyne moje zastrzeżenie, to że byłoby fajnie, jakby przestali demonizować Kyoto Fushimi TYLKO przedstawiając kolejną już postać jako… no, w moim odczuciu odpychającą. Sorry, Komari, nie trafiłeś w me gusta. A i Midousuji robi się nudny z ciągłym wywalaniem jęzora. Mniej obrzydliwości, więcej rozwalania psychiki poproszę (bo to mu idzie świetnie) i będzie super.

    Polubienie

    • Dziękuje za raport z serii, które nie nadgoniliśmy :”D Więc Mappie się znowu coś udało? Dobrze dla nich. Cieszę się również, że pedały dalej dzielnie pedałują ;3

      Szkoda, że nie trafiło do Ciebie MahoYome, no, ale, podałaś sensowne argmenty, a i ja wiem, że lepiej Cię nie przekonam :< A budowanie świata jest faaaajne xD

      I nie, nie tykaj tych fejtów, umu, weź lepiej jakieś słodkie dziewczynki z tych co je polecamy, umu, cokolwiek jest lepsze >.<

      Polubienie

  3. Ło, oglądać to oglądacie miliony bajek, ale pisać to już nie ma komu, ładnie ;)
    A tak na serio, to znam to i rozumiem. Może rozwiązaniem byłoby pisanie krótszych notek na bardziej zwięzłe tematy? Mnie też strasznie męczy robienie zapowiedzi sezonu, bo to dużo sprawdzania, pisania, crosscheckowania i tak dalej, ale nie da się tego ominąć – ale już, na przykład, problem z recenzjami rozwiązuję pisząc luźniejsze przemyślenia czy nawet pierwszowrażeniowe posty ostatnio podzieliłam. Dlatego zresztą tak rzadko robię topki czegokolwiek ;) Każdy oczywiście ma inne potrzeby, więc Wam może pomóc coś zupełnie innego, a nawet co innego jednej a co innego drugiej. Ale jeśli potrzebujecie porady albo choćby potrzymania za rękę, to jestem tu!

    W Citrusie mi się bardzo główna bohaterka spodobała, totalnie wyjęłabym ją i wsadziła do czegoś lepszego. Z tego co potem ludzie mówili, siostrzyczka też okazała się spoko? Szkoda, że inni są podobno uniwersalnie źli. Ech.
    Devilmana chcę obejrzeć bo Go Nagai jest OLEV, ale z drugiej strony nie chcę obejrzeć bo Yuasy nie znoszę. Wat do, Droga Redakcjo?
    Ale tego Zedarrra to wyrzućcie, Souichiego nie szanuje :( I jeszcze pisze, że twórczość Ito to horrory!

    Wes. Świąt i oby Wam się powodziło!~

    Polubione przez 1 osoba

    • Kierując się tym, że wszędzie gdzie sprawdzam jest podpisane jako horror – mogę się mylić bo mang niestety nie czytałem (chociaż te również określane są jako horrory). Koniec, końców samych mang jeszcze niestety nie czytałem, na pewno do nadrobienia.

      Polubienie

      • Ugh, teraz zauważyłam, że nie dodałam tam żadnego iks de ani niczego co by lepiej wskazywało, że żartuję z tym wyrzucaniem, wybacz proszę! Trochę zbyt agresywnie wyszło :|
        Oczywiście, że Ito kwalifikuje się jako horror i faktycznie ma kilka uniwersalnie niepokojących historii (jak The Enigma of Amigara Fault – w polskiej wersji „Uskok na górze Amigara” dołączony na końcu Gyo), ale mnie od samego początku, chyba jeszcze czasów Mangazynu (2003-2004), zachęcało opisywanie jego twórczości jako czarnych komedii. I chyba dlatego tak go uwielbiam, podczas gdy od czasu do czasu widzę osoby rozczarowane totalną głupotą i brakiem klimatu – które sama bardzo lubię.
        Mangi polecam, polskie wydanie JPFu jest bardzo dobre, jeśli wolisz te straszniejsze od zabawnych to przede wszystkim Uzumaki i Tomie, Reminę i Gyo odradzam, a zbiory opowiadań z kolei są już bardzo różne.
        I, ej, niech Cię nie wyrzucają, im więcej perspektyw tym lepiej, serio ;)

        Polubienie

        • Nie ma problemu, niczego nie wziąłem do siebie. Naprawdę miałem nadzieję, że piszesz o czymś o czym nie mam pojęcia i usłyszę coś ciekawego na temat twórczości Ito :) Nonsens i głupota jak dla mnie pasują idealnie do horroru, brak odpowiedzi jest czymś co nauczył mnie doceniać w tym gatunku Lovecraft. Z jakiegoś powodu konkretnie Souchi bardzo mnie denerwuje :P

          Polubienie

          • IMO Souichi miał właśnie irytować, to taki gnojek co się bardzo stara być creepy na siłę i mu nie wychodzi i jest strasznym głupkiem – trochę się też identyfikuję ;) A trochę poznałam go z historii gdy był już dorosły i prowadził obwoźny dom strachów i to było naprawdę mocno straszne, tylko że nie pamiętam tytułu (i chyba jeszcze nie wyszło w Polsce) – dopiero potem się dowiedziałam, że za młodu był denerwującym dzieciakiem.

            Polubienie

    • To akurat proste – mamy czas na oglądanie bajek, przez co nie mamy czasu na pisanie! A tak w ogóle komu się zimą cokolwiek chce… ^^”
      Osobiście nie umiem pisać zwięzłych notek, bo mam wrażenie, że nie wyczerpuję wtedy tematu. I to nigdy nie jest pisane na ilość, a po prostu aż do skończenia się żartów. Natomiast będąc zupełnie szczerym… Jestem zawalona innymi rzeczami, w tym bardzo ważną dla mnie publikacją fanfików w formie książkowej. Dar znów rozkręca biznes sklepikowy i tak utknęłyśmy w stanie zawieszenia na zimę. Notka z podsumowaniem to był już mus do zrobienia, ale nie wiemy, kiedy faktycznie wrócimy do stabilnego blogowania.

      Citrus nie był dobry z żadnej strony. Blondyna była okej na początku, to fakt, ale potem obie dziewoje zmieniły się w jakieś niezdecydowane (i niedo… za przeproszeniem) samiczki z telenowelową dramą w tle. Takie yaoi, tylko tutaj to wszystkie laski musiały zakochiwać się w głównych laskach. Feromony jakieś, ani chybi. A siostrzyczka jak była suchą biczą, tak została.
      Ja Devilmana… nie odradzam. Zobacz i albo pokochaj, albo hejtuj (ze mną) ze świadomością, co to jest ;) Według mnie gif dobrze oddaje „wyjątkowość” serii.
      Ito i horrory? Nieee no, to jakieś nieporozumienie. Przecież on jest tylko zapalonym entomologiem! Całkiem miły z niego pan tak poza tym! O, i robi mangi o kotkach :D

      I tobie, kochana senpai, trzymaj się i jak najmilszych jajeczek, if you know what I mean :*

      Polubienie

      • Rozumiem, wprawdzie nie mam w zanadrzu takiego miliona żarciochów jak Ty (dlatego wyszłam za bardzo zabawnego człowieka i kradnę jemu, bo sam nie bloguje xD), a uczucie gdy notka już od tygodnia wisi a Ty się orientujesz, że zapomniałaś czegoś Bardzo Ważnego znam i nie lubię. Trzymam kciuki za Twoją książkę (daj info jak będzie coś więcej wiadomo!), a do sklepiku Dar zaglądałam i nadal nie ma tam nic dla mnie, chyba pora zacząć więcej oglądać :3
        No właśnie ten gif z Devilmana jest cudny i łączy Nagaia i Yuasę i świetny sposób, daaam.
        Jajki właśnie byłam poświęcić, dziękuję bardzo i wzajemnie: zdrowych i spokojnych!

        Polubienie

  4. Z serii przez was opisanych mam zamiar dokończyć oglądanie Gakuen Babysitters. Na bieżąco oglądam YowaPedę sezon 4, a z lekkim obsuwem Idolisha – jak uda mi się skończyć te 3 serie to i tak będzie sukces :D

    Polubienie

  5. „Dodatkowo przeniesienie wydarzeń na inne postacie niż Lord Momon, który w pierwszym sezonie zrezygnował z ciekawszego scenariusza bycia władcą sił zła w nowym świecie na rzecz robienia sobie pozytywnego wizerunku podszywając się pod typowego poszukiwacza przygód.”

    Tyle, że nie zrezygnował. Zabawy w bohatera to część operacji „nie wiemy, gdzie jesteśmy, więc wpierw zbadamy ten świat, a potem będziemy myśleć jak go podbić”, mającej ograniczyć potencjalne straty w razie wdepnięcia w coś poważnego, jak zbyt silny przeciwnik. Po to również w teren został wysłany Seba(s) z Epsilon oraz jeszcze kilka innych postaci. Wpierw zwiad, potem ofensywa, nawet jeśli rzeczony zwiad przeprowadza osobiście szefu. Co zresztą czyni tę serię interesującą.

    Polubienie

    • Wiem, że całkowicie nie, ale i tak byłem dosyć rozczarowany gdy w pierwszym sezonie, w którego opisie mamy powiedziane, że główny bohater zamierza przejąć władzę nad światem, przez kilka odcinków nasz władca robi questy aby być bardziej szanowanym poszukiwaczem przygód. Jak dla mnie można by ten zdecydowanie skrócić i uprościć, skupiając się na takich rzeczach jak podbijanie nowych ras, tak jak to było z jaszczurkami w sezonie drugim. Od początku można się też było skupić na innych postaciach zajmujących się zwiadem, a Momonowi dać co innego do roboty.

      Polubienie

  6. OMG doczekałem notki :)
    ja zimą dużo nie oglądałem serii tylko z 4 czyli
    Dame x Prince zabawna seria z przesympatyczną bohaterką jedyną postacią chodzącą po ziemi bo tytułowi książęta to dziwadła z każdej strony ;)
    Record of Grancrest War nie było złe (przynajmniej te 6-7odc co oglądałem ) ale takie randomowe po autorze RoLW spodziewałem się więcej jednak
    Violet mam na holdzie to jest ładna seria ale brak wyjaśnień przeszkadza mi w oglądaniu tzn.rozumiem że major leży dawno w grobie a nasza bohaterka była jakaś specjalna ale w właśnie w jakim sensie specjalna pojawiają się one w dalszej części czy to seria gdzie pojawiają się pytania ale nie zamierzają dać odpowiedzi ??
    Darling x Frannx fajne mechy przypominające mi Star Driver reszta nie jest zła ale chyba podteksty seksualne w połączeniu z nieletnimi niewolnikami bo chyba tym są de facto nasi bohaterowie wzbudza mój pewny hmm sceptycyzm pozdrawiam :)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s