Jeszcze raz kolejkę życia, panie barman: Recenzja ReLIFE

Podejrzewam, że mamy wśród czytelników zarówno uczniów liceum, jak i studentów i tych, którzy te błogosławione czasy mają już dawno za sobą. Wszystkie te grupy wiedzą, że starsi mają irytujący nawyk mówienia młodszym jak żyć, w końcu zawsze wiedzą lepiej. Ale głupia młodzież, nie da sobie nic powiedzieć, bo chce robić wszystko po swojemu, oswoją dorosłość… Konflikt stary jak świat! I nierozwiązywalny… Wiele osób żałuje z czasem, że nie słuchało rad dorosłych w młodości, nie dowierzając trochę, że z wiekiem naprawdę zdobywa się doświadczenie życiowe… No, ale, co by to było, na przykład chodzić do liceum mając wiedzę o świecie 27-latka… Hm… Ciekawy temat prawda? Poczytałoby się taką historię, no nie? Jak miło, że się ze mną zgadzacie, tak caaałkiem przypadkowo, mam bowiem pod ręką mangę, opowiadają właśnie taką historię! I wow, robi to naprawdę nieźle. Pozwólcie, że porozmawiamy dzisiaj o niejakim ReLife. Kolorowej (sic!) mandze o różnicach między młodością, a dorosłością.

Relife01.jpg

Kaizaki Arata to ktoś, kogo nazwalibyśmy żywciowym przegrywem. Mając lat 27, nie ma pracy, ani perspektyw na nią – ze swojej pierwszej filmy zwolnił się po zaledwie 3 miesiącach, co w CV wygląda bardziej niż podejrzanie. Chodząc od jednej rozmowy kwalifikacyjnej do drugiej, prowadzi dość samotne życie NEETa, urozmaicane czasem spotkaniami ze znajomymi, przed którymi udaje zapracowanego salary-mana i telefonicznymi kłótniami z rodzicami. To sprawia, że Arata spełnia wszystkie wymagania na porządnego Kopciuszka. A przeznaczeniem Kopciuszków jest spotkać dobrą wróżkę, która dotknięciem różdżki wyczaruje suknie i zaproszenie na bal. W tej historii wróżka nazywa się Yoake i jest pracownikiem laboratorium ReLife, zamiast sukni biedak otrzymuje lek odmładzający  wygląd, a bal u księcia odbywa się w ostatniej klasie liceum i trwa aż rok. Za bardzo mieszam? No to jeszcze raz, na spokojnie: Arata jest tak wielkim przegrywem życiowym, że tajny projekt badawczy ReLife proponuje mu roczną współpracą przy testowaniu ich produktu. Mężczyzna musi teraz przez rok udawać licealistę, po czym firma zapewni mu porządną pracę i tym samym perspektywę nie spędzenia reszty dorosłości pod mostem. No i co Arata ma zrobić… Nie licząc podejrzanej kapsułki i dziwnego uśmiechu swojego „opiekuna”, brzmi jak dobry pomysł na spędzenie roku. Wkrótce okaże się, że powrót do szkoły bardziej go zaangażuje, niż mógłby się spodziewać. A to wszystko przez sprawą nowych kolegów z klasy, którzy, w przeciwieństwie do niego, tak naprawdę nie wiedzą jeszcze co ich czeka w dorosłym życiu…

IMG_1122.jpg

Fabuła nie brzmi jakoś najbardziej odkrywczo, prawda? Przenosiny w czasach to motyw oklepany z każdej strony (choć tutaj zawiłości czasowe nie występują – Aracie po prostu zmienia się wygląd za pomocą medykamentu). Nie ma jednak nic złego w schematyczności, jeśli autor potrafi dobrze ją zrealizować i ma asy w rękawie. W tym przypadku, największą zaletą serii są bez dwóch zdań bohaterowie. Interesujący, różnorodni, powiązani ze sobą różnymi relacjami. A przede wszystkim, przewspaniały protagonista. Rzadko używam mocnych oświadczeń w recenzjach, ale uwierzcie mi, to jeden z moich ulubionych głównych bohaterów w ogóle. Dużo w tym utożsamiania się z problemami „co zrobić w życiu”, małymi i większymi klęskami, ale i ogólną sympatycznością bohatera. Nie jest, wbrew pozorom, kompletnym nieudacznikiem na każdym polu. Jest jednak bardzo przyjazny i ogarnięty, dobrze dogaduje się z innymi ludźmi i potrafi pomóc im w problemach, miał nawet jakieś dziewczyny i w normalnej sytuacji potrafi sobie spokojnie poradzić w społeczeństwie. Po prostu to przyjemny facet, nieprzedramatyzowany, ale i z problemami, z którymi łatwo się utożsamić.

IMG_1113

Także drugi plan historii obsadzony jest wzorowo. Arata spędza swój szkolny żywot głównie na poznawaniu kolegów i koleżanek z klasy, nienachalnym pomaganiu im w rozwiązywaniu problemów oraz wchodzeniu w dorastanie. Wraz z nim poznajemy prymuskę klasy, Hoshino, która nieporadnie próbuje zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi w stosunkach międzyludzkich; przyjaznego Ogę, który nie ma problemów z zbieraniem dobrych ocen, ale w sprawach miłosnych jest stanowczo mniej bystry; Reinę, która jest dobra we wszystkim, ale w niczym najlepsza, a w dodatku sempaj kolega ją nie zauważa; żywiołową i trochę bardziej niż to przyjęte bezpośrednią An, uwielbiającą gdy świat płonie… No i sam Yoake, człowiek, który wkręcił Aratę w cały ten ambaras, także ma swoje stałe miejsce w obsadzie i z każdym tomem odkrywa coraz więcej swoich kart… Na tym ekipa się rzecz jasna nie kończy.

IMG_1109

Fabularnie ReLife to czystej wody historia szkolna… Ale z dość świeżym spojrzeniem. Spojrzeniem osoby dorosłej, która młodzieńcze problemy i dramaty ocenia okiem kogoś znacznie bardziej doświadczonego przez życie. To także sprawia, że dorosły czytelnik będzie bardziej utożsamiał się z Aratą – ileż to razy przy oglądaniu kolejnej licealnej obyczajówki wzdychaliście nad młodzieńczą niewiedzą. Jednocześnie, wszystkie problemy nastolatków potraktowane są bez wyższości, z należnym szacunkiem i zrozumieniem, że ludzie w tym wieku po prostu muszą pewne rzeczy przejść sami. Dorośli mogą co najwyżej doradzić, bo życia za nich nie przeżyją. Wbrew temu wszystkiemu, manga w ogóle jest bardzo przyjemna i ciepła. Owszem, gdzieś nad bohaterem ciąży coraz bardziej, że przebywa z licealistami tylko przez jeden rok (a następnie wszyscy mają o jego istnieniu zapomnieć), ma on też swoje tragiczne zdarzenie z przeszłości, ale oprócz tego historia to w dużej mierze komedia obyczajowa.  Miłe jest to, że choć część postaci się niezbyt lubi, właściwe nikt nie jest wobec siebie chamski, prawie wszyscy szybko się zaprzyjaźniają, a konflikty wychodzą z nieporozumień i strachu, a nie złośliwości.

IMG_1114

Czas przejść do kwestii technicznych. I tutaj robi się ciekawie. Gdybyście tego nie zauważyli, mówimy tutaj o mandze, która… wychodzi całkowicie w kolorze! Tak, wiem, świat wam się zawalił, świętokradztwo i tak dalej. Wszystko dlatego, że oryginalnie ReLife, którego autorką jest niejaka Sou Yayoi, wydawane jest jak web comics, w formie kolorywch pasków. Trochę się namęczono, by odpowiednio dopasować je do wydania tomikowego, ale efekt okazał się całkiem dobry, nawet jeżeli sporadycznie jakiś kadr jest trochę za bardzo przycięty. Rozdziały są krótkie, ale nie epizodyczne, pomiędzy nimi, znajduje się dużo zabawnych rysuneczków, puentujących niektóre wydarzenia. Ale wracając do kwestii koloru… Aż trudno mi napisać cokolwiek o kresce. Na pewno projekty postaci są ładne (choć czasami mylą mi się Oga i Yoake), a rysunki solidne. Kolorowanie nie jest szczególnie artystyczne, powiedziałabym wręcz, że spełnia funkcję czysto użytkową, a tła to najczęściej jednokolorowe plansze lub wzorki, jednak przez to całość wygląda po prostu schludnie. Wspaniałą rzeczą jest oznaczanie dymków poszczególnych postaci na różne barwy (każdy ma własną) – bardzo to ułatwia czytanie przy dłuższych dialogach.
Na podstawie serii latem 2016 roku wyszło dobrze przyjęte, 13-odcinkowe anime studia TMS Entertainment. Tomów, zarówno w Japonii i w Polsce, na ten moment wyszło 7, a seria wciąż trwa.

IMG_1118

Mangę opublikowało u nas Waneko i gdy tak patrzę na wydanie, to mam wrażenie, że ktoś tam zapomniał, iż ich firma powinna też zarabiać, a nie rozdawać komiksy za bezcen – jeden tomik tej w pełni kolorowej mangi kosztuje okładkowo jedynie 24 zł! Pierwszą rzeczą, jaką zauważa się po zakupie to waga, tomiki są bowiem znacznie cięższe niż inne mangi (dźwigałam pięć z nich z Warszawy do Wrocławia, wiem co mówię). Oprócz koloru, wydanie jest standardowe – wielkość małego Waneko (np. Orange albo Kulinarne Pojedynki) z  błyszczącą obwolutą. Pod nią znajdują się czteropanelowe paski, więc pamiętajcie o zerknięciu tam przed lekturą :) Błyszczące i drukowane na kredzie są także kartki wewnątrz komiksu, choć trochę przebijają. Trzeba przez to uważać przy kartkowaniu, bo czasami zdarza się, że jakieś strony się sklejają(i tak, dopiero po przeczytaniu kilku opinii na forum Waneko, zauważyłam, że przeoczyłam niesamowity cliffhanger na koniec siódmego tomu…). Bardzo muszę pochwalić jakość druku – kolory są intensywne, tak jak powinny być. Nie znalazłam błędów w przełożonym tekście, a tłumacz zadbał o to, by rozróżnić mowę bohaterów (głównie chodzi tu o dorosłych i nastolatków). Całość czyta się dzięki temu bardzo płynnie i aż szkoda, gdy dochodzi się do końca tomiku.

Komu polecam ReLife? (Ach, to klasyczne, recenzenckie pytanie…). Mogę napisać „wszystkim”? Dobra, dobra… Jak widzicie, jestem naprawdę mocno oczarowana tą serią. Mam wrażenie, że trochę bardziej docenią ją osoby mające już maturę za sobą i nie utożsamiające się już tak ze wszystkimi licealistami ze zwykłych anime. Z drugiej strony, przyjemny humor i łatwi do polubienia bohaterowie, przypadną do gustu czytelnikom w każdym wieku. Serii nie szkodzi też, że jest tak po prostu ładna. Może wręcz przekona niejednego mangowca, że nie ma powodu bać się kolorowych komiksów…? Tak czy owak, nie liczcie na to, że jakiś gość w garniaku zaoferuje wam za rogiem odmładzające tabletki, hajs i powrót do liceum. Nie zaszkodzi jednak zagłębić się w fikcję i trochę pomarzyć, co zrobiłoby się na miejscu głównego bohatera… Może akurat zmotywuje was to do jakichś zmian we własnym życiu. A młodzież być może dojdzie do wniosku, że czasem, my staruszkowie po 20-stce, też mamy coś mądrego do powiedzenia.

~Darya

Ps. Za tomiki recenzenckie ogromnie dziękuję wydawnictwu Waneko :)

Reklamy

6 komentarzy do “Jeszcze raz kolejkę życia, panie barman: Recenzja ReLIFE

  1. To takie smutne, kiedy dorosły bohater mangi jest nadal młodszy od ciebie [*].

    Gdybym miała taką samą sytuację jak główny bohater i mogła wrócić do liceum to pewnie odłożyłabym te pieniądze, które by mi za to płacili, żeby potem móc za nie poużywać życia. I przepisałabym się z niemieckiego na angielski i zrobiła jakiś certyfikat. Co ja robiłam w klasie z poszerzonym niemieckim. Na pewno miałabym też wyrąbane na oceny, bardziej by mnie interesowało zdobywanie wiedzy, niż ocena za to, jak pisze testy. no i rok to chyba byłoby za mało na realizację jakichś planów, zwłaszcza jeśli musiałabym codziennie chodzić do szkoły…. I wychodzi na to, że chyba nie nadawałabym się do takiego eksperymentu XD

    Polubienie

  2. Dzięki Ci, dobry człowieku, za to zdjęcie z układanką z tomików, zawsze byłam ciekawa, jak to w całości wygląda, a swoich nie mam, żeby sprawdzić :’D

    Dla mnie to taka zwyczajna manga na 7/10. Czyli śmiało mogę polecać i czytam z przyjemnością, ale niczym mnie nie powala i w sumie nawet nie czekam jakoś specjalnie na rozwiązanie tego cliffhangeru. Zresztą swoją drogą imo od początku szło się domyślić, że SPOILER, SPOILER Hoshino ma coś wspólnego z projektem ReLIFE. Co dokładnie, to już inna sprawa, ale widziałam całkiem wiarygodnie brzmiące teorie i w sumie one same mnie satysfakcjonują.

    „staruszkowie po 20-stce”
    …Dammit, w takich momentach sobie uświadamiam, że naprawdę zaczęłam już trzecią dekadę życia, a nadal najbardziej się identyfikuję z licealnymi bohaterami mangoanimców x”D

    Polubienie

    • Dziab się przyznaje, że tomiki i układanka jest jej autorstwa :3 W ogóle jak przychodzi do recek, to Dar robi tekst, potem gdzieś wyjeżdża, a potem zaczynają się pytania „Dziab, a masz może pod ręką…”? XD Ciekawa jestem, kiedy przyjdzie czas na układanie Monstera.

      Na tle mang o magicznych licealistach i gimnazjalistach taki ReLIFE wydaje się całkiem odświeżający. Fakt, nie jest idealny i nie jest nawet ostro wciągający (bo nie ma zarysowanej jednej wyróżniającej się fabuły), ale jest dla nas, staruszków po 20 ;) czymś nowym i fajnym. I zgadzam się, Gwaciu, z twoją oceną. Solidne 7/10 jest bardzo adekwatne :)

      Polubienie

  3. Aaa, tak mi się kojarzyło że o tym coś pisałyście… o anime w sensie. Też chwaliłyście.

    W kolorze? To tak jak Ep. G. Assassin! :D Pamiętasz, linkowałam coś tu kiedyś, to to brzydkie, nieforemne, przejaskrawione, z za dużą ilością szczegółów i anorektycznymi postaciami… dobra, zamykam się, porównywanie czegokolwiek do GA nie jest dobrym pomysłem.
    (Ale to, że ReLIFE to kolorowy webcomic przypomina mi, że mogłabym w końcu nadrobić The Gamera… zerk na stertę obowiązków …rozdziały nie uciekną. Gorzej że nie pamiętam gdzie skończyłam.)

    Może to głupie, ale podoba mi się ten dymek „nie dostaniesz pieniondzów” – to to rozróżnienie mowy między dorosłymi a nastolatkami? I podbijam że różne kolory dymków są fajnym pomysłem – widziałam już gdzieś podobny zabieg kaszlnozgadnijgdziekaszl ale potem się urwało i bodaj nawet konsekwentne nie było.

    A powiedz jeszcze, na jakim „etapie” jest fabuła po tych 7 tomach? W sensie, ile roku szkolnego już minęło? I czy w miarę równo idzie? Chodzi mi generalnie o to, czy nie jest tak że na początku sru! przemknęły np. 3 miesiące, a potem każdy tydzień wlecze się na dwa tomy… (tak, z tym się też spotkałam)

    Polubienie

    • To ja pisałam i ja chwaliłam. I cieszę się, że namówiłam Dar na mangę na tyle, że aż reckę zrobiła :D

      Co do wiosko-mowy to wyjaśnię, bo sama czytam tę mangę – to po prostu rodzice głównego bohatera mieszkają na wsi i to stąd wyróżnienie dialektu, jakim się posługują. „Miejscy dorośli” mówią zupełnie normalnie poza tym, że mówią grzeczniej i jakby odrobinkę oficjalnie (dodawanie „pan”, „pani” i takie tam).

      Kurde, nie mam tomików pod ręką (przepraszam szefową za pisanie w pracy), ale wydaje mi się, że chyba do około 6 to akcja z anime. Jak przeglądałam 7 to coś nowego mi śmignęło. Czyli to by było… 1/3 roku? Tak około. Festiwal był latem, jakiś lipco-sierpień zdaje się. Fabuła jest raczej równomiernie przedstawiona, ale do tej pory ważniejszym arcem był tylko ten z Kariu. Dalej nie znam fabuły, więc czekam jeszcze na opinię Dar.

      Polubienie

  4. gdzieś już widziałem ten schemat jednego roku ale gdzie chyba full moon wo sagashita??mahoromatic i kojarzę jeszcze kilka innych których tytułu za chiny nie przypomnę sobie schemat dorosły jako młody w szkolę tez chyba już kiedyś w anime widziałem ale tu moja skleroza wygrywa już na całej linii ;)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s