Na zmartwienia relaksik, czyli woda, kąpiel, onsen, taka sytuacja

Winter is coming – mówił nam jeszcze w sierpniu pewien pogodny serial z HBO Meteo i faktycznie, wieje cosik chłodem. Pewnie to przez ten piź… znaczy, październik. Jesień doskwiera nam nie tylko kalendarzowo, ale również pogodowo, więc co powiedzie na to, aby ukoić zmarznięte kości w jakiejś ciepłej kąpieli? A do tego celu najlepiej sprawdzają się oczywiście japońskie gorące źródła. Jak część z was może się domyśla, dzisiejsze pogaduchy o onsenach to nie będzie miły, krajoznawczy tekst po najlepszych zajazdach Kraju Kwitnącej Wiśni ani tym bardziej referat dotyczący historii oraz rozwoju przybytków kąpieli publicznej na przestrzeni ery Edo. Wybaczcie, spec turystyczny ze mnie żaden, ale w ramach rekompensaty zwiedzę z wami zajazdy wirtualne i jakby mniej… prawdziwe. Ale wcale nie mniej urokliwe!

Łapcie ręczniki i gumowe kaczuszki (oraz opaski cenzury na wypadek zbyt dużego, paczącego oczy negliżu), bo Dziab właśnie uruchamia program namaczania!

tumblr_owfg71MMah1qzxv73o1_r1_500.gif
Ach, jak przyjemnie kołysać się wśród fal… (Noragami)

Choć same onseny są naprawdę ciekawym, przyjemnym pomysłem kultury japońskiej, w popkulturze nie wygląda to już tak niewinnie i obyczajnie. Tuż obok odcinków festiwalowych oraz plażowych, wypady onsenowe są bowiem jednym z częściej wykorzystywanych scenariuszy instant na jakiś szybki dodatek do anime, coby hajsy się zgadzały, a krew i doujiny leciały szerokimi strumieniami. Fabułą takiej OVA lub przerywnika serii zwykle jest niezwykle poruszająca, dramatyczna i opływająca w gorącą wodę historia, gdzie one i on, niebo i grom, cycate dary losu przy podjaranym golasie starają się zażyć kąpieli, podczas gdy dzieli ich jeno bambusowa ścianka. Proste, prawda? Bardzo proste, łopatologiczne i mielone od lat wielu. A jednak ciągle się sprzedaje, bo łatwy negliż to wciąż łatwy negliż. Nie trzeba go uzasadniać. Taki se jest i o, cieszy oko.

tumblr_nvnczhPk601t45pbyo1_500
Naturalna, ekologiczna gąbka dla bezglutenowców: weź jednego wiewióra i dobrze go ponamaczaj. Najlepiej mydełkiem Fa. (Akatsuki no Yona)

A że cycki i klaty się sprzedają, tego wam chyba nie muszę mówić, prawda? Wiadomo. Wszak dopóki prawo nie pobłogosławi widza dowodem tożsamości, hentaie stanowią dobro leżące gdzieś hen, w Dział Ksiąg Zakazanych. Przynajmniej oficjalnie. Z tego też powodu bierze się popularność motywów lżejszych, acz wcale nie mniej barwnych, znanych jako ecchi. A ecchi w wodzie to już najprzedniejszej jakości crême de la crême bezeceństwa. No bo czy nie przekonują was te wszystkie kuszące sceny? Czy wam samym nie robi się pieruńsko gorąco, nawet jeśli do najbliższego onsenu macie grube tysiące kilometrów drogi? Sami pomyślcie… Kiedy para skrapla się na odsłoniętych ramionach, rośnie, pęcznieje, aż w końcu ni to kropla wody, ni to potu płynie od ramienia przez obojczyk, płynie dalej aż po klatce piersiowej… Wokoło robi się już tak duszno, że oddech robi się płytki i szybki, ciało swobodnie odpręża się w kąpieli, jasna skóra perli się od wilgoci… Tylko wy, szum fontanny, przygaszone, nastrojowe światła i… Ekhem. No właśnie. Także ten. Kąpiele fajne są.

I chyba już wiecie, dlaczego odnajduję się w pisaniu fanfików.

giphy.gif
Sasuga, KyoAni. Robisz to dobrze. Bardzo dobrze… (Hyouka)

W każdym razie onseny dają niepowtarzalną okazję, żeby pokazać, nie pokazując nic. Spełnić najdziksze fantazje, ograniczając się jedynie do wybujałej wyobraźni oraz kilku sugestywnych kadrów. Czy tam kilkunastu. I dwudziestu litrów pary dla zachowania pozorów. Tak, właśnie tak. A jak już przy wyobrażeniach jesteśmy, to żadne porządne ecchi z wypadem do onsenu nie może obyć się bez równie porządnego podglądania – tę wyobraźnię trzeba przecież jakoś nakarmić. Poza tym wiadomo, że kąpiące się na ekranie dziewczyny tylko czekają, aby ktoś poświęcił im należytą uwagę. Na peeeewno tego właśnie chcą, na peeeewno. Przecież nie po Matusia Natura tak hojnie obdarzyła bohaterki, a Wujcio Scenarzysta dał okazję, żeby się to wszystko miało tak po prostu zmarnować! Z drugiej strony nie ma tak dobrze – za występek musi trafić się i kara, bo inaczej nie byłoby w (chińskiej) bajce odpowiedniego przesłania. Oraz dobrze znanego gagu, tak jakby był on nam potrzebny do szczęścia. Jeśli więc jednak trafi się na tyle odważny chłopak, który zechce naruszyć świętą bambusową granicę między piekłem (bo tak piekło w tyłek, jak się zanurzało) a niebem (pamiętajmy, anioły ciuchów nie mają, bo nie mają wstydu), to praktycznie nie ma dla niego ratunku. Odważnego bohatera zabije albo solidny krwotok z nosa, pilnujący praworządności kolega albo, co zdarza się chyba najczęściej, upadek z wysokości wprost do płytkiej wody. Populacja zboczeńców na ten tydzień zmniejszyła się.

shokugeki-special
Shokugeki no Soma to oczywiście manga o gotowaniu.

Czasami onsen to również wymówka na integracyjny wątek, w trakcie którego para lub grupa bohaterów może pojechać na wakacje i tak przy okazji skorzystać z dobrodziejstw tradycyjnych zajazdów. Dla zakochanych par onsen to okazja do jakichś niebezpośrednich wyznań (czego oczy nie widzą, tego Japończykowi nie wstyd), a dla paczki przyjaciół na to, aby przedstawić całą nagą prawdę o sobie. I najczęściej prawdą tą jest fakt, że postacie nie mają sutków. Aż głupio pytać, czy to wada genetyczna Azjatów, czy może rozwinięta mastektomia… Dobra, dobra, nie brnijmy w te rejony medycyny. Pozostańmy na stwierdzeniu, że kanonem piękna w Kraju Kwitnącej Wiśni jest mężczyzna z solidnym kaloryferem, ale bez jakichkolwiek kurków do niego. A szkoda, poregulowałoby się… Panie mają chociaż tyle szczęście, że wszechobecna mgła zawsze zasłania te witalne miejsca, więc nie można stwierdzić, czy one są, czy może ich nie ma. I tak powstały Sutki Schrodingera.

5168ef78a93b97ab29e229c94ed822ed.jpg
Przypominamy, że Shokugeki no Soma to manga o gotowaniu.

Ślizganie po mokrych kafelkach, bicie drewnianymi baliami, porównywanie wielkości piersi, spadające przypadkiem ręczniki, przewracające się ścianki – tak, tym właśnie onseny stoją. Trochę przykre, co nie? Obejrzycie jeden odcinek specjalny w tym klimacie i w sumie wiecie już wszystko. Ale, ale, ale! Przecież nie tylko złymi OVAmi człowiek żyje! Co w takim razie, jeśli zechce się zobaczyć całą serię osadzoną w onsenie? Nie ma problemu. Na klatkach historii anime zapisało się bowiem również kilka tytułów, które są czymś więcej niż tylko przelotnymi epizodami, a Dziab nawet poczyniła przy tej okazji małą ściągawkę.

Love Hina

tumblr_oq9d76yWsP1uojky7o1_500.gif
Główny bohater niejednokrotnie zaliczył bazę, tylko nie taką, jakby chciał.

Poznajcie prekursora gatunku onsenowego ecchi! Po co martwić się, że ma się gorące źródła tylko od wielkiego dzwonu, kiedy można w takim zamieszkać? Takie szczęście trafiło się głównemu bohaterowi, Urashimie Keitaro, który próbuje dostać się na Toudai, ale nijak mu to wychodzi. A przecież w murach upragnionej uczelni ma czekać Obiecana Dziewczyna z Dzieciństwa (serio kiedyś muszę się wziąć i za ten motyw) (Boże, kolejka taka długa…), więc musi się śpieszyć, inaczej ona skończy szkołę, zanim on się do niej dostanie. Warto byłoby się jednak na czas nauki do egzaminu gdzieś przemelinować… Szczęściem w nieszczęściu w onseno-bursie, w której urzęduje ciotka Haruka, Keitaro dostaje fuchę menagera. A że przy okazji w hoteliku pomieszkuje również kilka dziewcząt rozmaitych atrybutów (ale najczęściej ciężkiej pięści do prania bohatera po pysku), tym przyjemniej dla niego. Chyba przyjemniej. Oj, bardzo chyba.
Seria jest wszystkim tym, czym były drzewniej ecchi, ale że ma się do niej sentyment, szczególnie Dar, to mówi się o niej jakoś lepiej. No i kto wie, jak przy okazji miałby się schemat „obietnicy złożonej dziewczynce z dzieciństwa”, gdyby nie Love Hina.

Therame Romae

gg_Thermae_Romae_-_2_1F78299C.mkv_snapshot_06.14_2012.10.14_07.32.52_resize
Zdrowie cesarza! Zdrowie onsenów!

Właściwie nie muszę wam nawet tłumaczyć zawiłości kultury onsenowej (tej bardziej prawdziwej), bo jest seria, która zrobi to za mnie w o wiele lepszy i, przede wszystkim, zabawniejszy sposób. Poznajcie Luciusa Modestusa, dumnego Rzymianina, który jest architektem projektującym publiczne łaźnie. Niestety, jego biznes przeżywa ostatnio kryzys, bo nie umie się on wczuć w panujące wśród kolegów trendy. Głośne rozmowy, handel obwoźny, nudne przestrzenie… Nie, nie, nie! To nie o taką kąpiel Lucius walczył! Łaźnia powinna być miejscem wyciszenia, odprężenia, czegoś więcej, czegoś wzniosłego! Lucius nurkuje więc w poszukiwaniu ciszy i nie wie, że pewien dziwny odpływ wciągnie go prosto do łaźni nie z tej ziemi. Naprawdę nie z tej. Tylko japońskiej.
Thermae Romae to zaledwie trzy-odcinkowa seria, która poda wam na talerzu (a może raczej w butelce, żeby było w klimacie?) całą specyficzną otoczkę gorących źródeł. Razem z Lusiusem można nie raz popaść w zachwyt nad genialnymi rozwiązaniami, nad tym wybitnym zimnym mlekiem smakowym albo czystymi szafkami na ubrania. Aż w sumie chciałoby się samemu dać się porwać w wir. W wir wydarzeń, oczywiście.

Onsen Yousei Hakone-chan

zSnHebh
No cóż. Niektórzy rzygają tęczą, a niektórzy – gorącymi źródłami.

Po wielu, wielu latach snu we współczesnej Japonii budzi się duch gorących źródeł, tytułowa Hakone. Przez ten czas nieaktywności zmieniła się ona w małą dziewczynkę i żeby przywrócić swoje moce, postanawia ona współpracować z Touyą, chłopakiem, który zajmuje się sprzątaniem lokalnego onsenu… onseniku… No, takiej uroczej sadzawki ogrodzonej płotkiem. Przy okazji Hakone zamierza pomóc chłopakowi zbliżyć się do Haruny, dziewczynie, w której podkochuje się bohater. Cena tego życzenia będzie jednak ogromna. I będzie liczona w gorących kluskach.
Po tej serii nie spodziewajcie się zbyt wiele, bo raz, że jest krótka (odcinki mają po trzy i pół minuty), to jeszcze sporo w niej dość powtarzalnych gagów. Wiecie, podkochujący w pięknej koleżance okularnik, przewracanie się na wspomniane koleżanki, przypadkowe macanie cycków, bo te rączki są ach, takie lepkie… Jak na serię z 2015 roku można się spodziewać czegoś lepszego. Ale o onsenach? O onsenach. Zaliczone.

Binan Koukou Chikyuu Boueibu Love!

tumblr_nihueh7bzE1rogn19o1_400
Za ten piruet uzbiera się dużo punktów technicznych.

Cóż, może tutaj nie mamy onsenu, ale jak na miejskie warunki – łaźnia z ładną tapetą z widoczkiem chyba wystarczy. Piątka barwnych (dosłownie) chłopców należy do „Klubu Ratowania Ziemi”, który tak właściwie skupia się bardziej na relaksowaniu się po szkole albo moczeniu się w łaźni. To się jednak bardzo szybko zmienia, bo pewnego dnia przed bohaterami pojawia się różowy wombat. Zwierzak mówi im, że muszą zostać Wojownikami Miłości, by uchronić świat od dewastacji i by zjednoczyć wszystkie ludy naszej… Ekhem, zagalopowałam się. W każdym razie licealiści przeobrażają się w Magicznych Chłopców i biegną ratować świat za pomocą swoich magicznych pałeczek… Damn, ta seria jest niebezpieczna.
Wiem, że pewnie naginam rzeczywistość, ale na bezrybiu i rak ryba, a na bezonseniu maczanie się we wspólnej łaźni to też luksus kąpielowy. Muszę jednak przyznać, że do takiego klubu to i ja bym chciała należeć, jeśli tylko praktycznie co dzień można by się zrelaksować w takiej ogromnej wannie. Nawet świat od zagłady chciałoby się ratować… od czasu do czasu.

Onsen Musume

tumblr_omyavhpbNf1qet0cro3_540
Z cyklu żenujący żart blogera: Co robi tsundere-onsen? Pierze po pysku!

Seria, która jeszcze nie wyszła (i nie wiadomo, kiedy wyjdzie), ale jest czystą kwintesencją onsenów. Bo czyż jest coś bardziej pięknego niż dziewczyny-onseny? Bogini Sukunahiko zbiera dziewięć takich specjalnych dziewcząt i oznajmia im, że chce, aby zostały one grupą idolek. Wszystko to dla ratowania onsenów, które zaliczają z roku na rok coraz znaczniejszą zniżkę zainteresowania turystycznego. I właśnie żeby zapobiec temu kryzysowi, nowa grupa miałaby podróżować po Japonii i dawać koncerty, by przywrócić uśmiech na twarzach przyszłych klientów.
No przecież. Dziewczynki, onseny, idolki – to sie udo, no nie? Ech… Niektórzy twórcy to albo przegrywają jakieś zakłady, albo wręcz przeciwnie, są tak szaleni, że z tego szaleństwa zaczyna rodzić się pewien pokrętny geniusz. Wszyscy kochają sceny onsenowe i wszyscy kochają idolki, więc dlaczego tego nie połączyć? Ciężko tylko uwierzyć, że onseny tak źle sobie radzą, kiedy w tych wszystkich anime niejedna szkolna wycieczka i niejedna para robiła sobie w nich wakacje.

Yuri!!! on ICE

naked-ass-in-onsen
Błogosławiony niech będzie tyłek za 54 PCSy i woda, w którym się moczył.

No i na koniec seria, która moooże nie samym onsenem stoi, ale to, co stało w tym onsenie, miało już kluczowe znaczenie… Serio myśleliście, że tu tego nie umieszczę? Słodcy jesteście. I troszkę naiwni. Ale wracając do meritum – w Yuri!!! on ICE onsen miał swoją Wielką, Kluczową Scenę, kiedy tylko zanurzył się w nim tyłek pięciokrotnego mistrza świata i żywej legendy w łyżwiarstwie figurowym. To tam, nigdzie indziej, Viktor Nikiforov oświadczył zdumionemu Katsukiemu Yuuriemu, że zostanie jego trenerem. To tam została zrobiona historia. A potem było już tyyyylko lepiej…
Ale tak serio, Yu-topia Katsuki pełniła całkiem ważną rolę przez cztery odcinki, a potem również aktywnie “uczestniczyła” w fabule serii, kiedy następowały przebitki na reakcje zgromadzonej tam rodziny i znajomych głównego bohatera. W ogóle miło, że rodzice Yuuriego to nie jacyś no-name’owi korpo-pracownicy, których nie ma w anime praktycznie wcale, bo po co, ale są, mają swój cel, zapewniają domowe ciepełko i zajmują się onsenem o istotnym znaczeniu lokalnym (jest ostatni w mieście). To bardzo trafny sposób na przełamanie schematu przy jednoczesnym wykorzystaniu innego. Takie onseny lubimy.

Wystarczy już może jednak tego moczenia się, bo skóra całkiem nam się pomarszczy. Można zazdrościć bohaterom anime, że tak dobrze im się powodzi, można współczuć, że są nieustannie narażeni na dyskomfort i jakichś okazjonalnych dewiantów. Co by jednak nie mówił, gorące źródła stanowią fajną atrakcję i ciekawą odskocznię dla fabuły, także tą na ekranie, choć oczywiście lepiej, kiedy wykorzystuje się je w nieco bardziej twórczy sposób.

Bo dobry onsen nie jest zły. Rzekłam.

GrippingIcyAlpaca.gif
Włóczykij GORĄCO poleca.

~Dziab

Reklamy

13 komentarzy do “Na zmartwienia relaksik, czyli woda, kąpiel, onsen, taka sytuacja

  1. Gorące kąpiele w zimne pory roku mają jedną poważną wadę – potem trzeba z nich wyjść i jest jeszcze z-z-zimniej, brrrr :c
    A w animcach odcinki onsenowe to dla mnie najgorszy rodzaj zapychaczy. Plaża czy festiwal jeszcze jakoś się broni i mam wrażenie takie epki są różnorodniejsze, a przynajmniej humor w nich nie polega na łapaniu zawstydzonej dziewczyny za cycki ;p

    Czemu ten osobnik niewiewiórkowaty gifka z Yony ma taką jakąś dziwną jedną łapkę?

    W każdym razie licealiści przeobrażają się w Magicznych Chłopców i biegną ratować świat za pomocą swoich magicznych pałeczek…
    …Czemu nagle zwizualiwałam sobie jakieś dzikie jaojco-hentajce? xDDD

    Ojeeej, dziekuję, jestem słodka, naprawdę? ^^ Tak, serio myślałam, że techniczny piruet z tych podtekstowych magicznych chłopców będzie tym razem jedynym przyczynkiem do wielkiego dzieła p.t. „aluzja do YoI w każdej notce” xD Jeśli chodzi o sposoby na radzenie sobie z zimno-ciemno-ponurym sezonem, to dla mnie oglądanie tego jureczkowego onsenu albo i lodowiska sprawdza się najlepiej, przynajmniej do robienia ciepło na serduszku :3

    To ja jeszcze dorzucę tegosezonowe Konohana Kitan, czyli anime o dziewczynkach-liskach pracujących w onsenie dla youkai. Z tą Księgą Schematów do Odhaczania to faktycznie coś może być na rzeczy, bo tutaj miałam wrażenie, że twórcy w pierwszym odcinku odwalili trochę schematów okołoonsenowych, po czym odetchnęli, że mają już z głowy i więcej nie muszą xDD (No chyba że zapomniałam o jakimś łapaniu za cycki czy czymś w kolejnych epkach – jak można się domyślić, nie jest to seria wybitnie zapadająca w pamięć :P – ale mam nadzieję że jednak nie i dalej też tego typu atrakcji nie będzie, bo całkiem przyjemnie mi się ogląda te lisiczki).

    Polubienie

    • Mam tak samo jak tyyy~
      Plaża bywa całkiem fajna, bo i atrakcji jest więcej: a to jakaś siatka, a to pływanie, a to opalanie, lepienie zamkó z piasku, szukanie krabów… No cokolwiek. Festiwale to też jakieś atrakcje (plus wyznania zagłuszane przez fajerwerki). Ale onsen… Nom. Onseny w zapychaczach są straszne.

      Ach, ten pan (tak, to facet) od Yony to ma smoczą łapkę z pazurkami i dlatego ona taka dziwna :)

      „W każdym razie licealiści przeobrażają się w Magicznych Chłopców i biegną ratować świat za pomocą swoich magicznych pałeczek…
      …Czemu nagle zwizualiwałam sobie jakieś dzikie jaojco-hentajce? xDDD”
      Zupeeeełnie nie wiem, co masz na myśli .^.

      Przecież w notce o onsenach to się samo przez się rozumie, że Yu-topia musiała tu być :3 Jedyne prawdziwe, słuszne, niezapychające onseny. Jestem absolutnie obiektywna! XD
      Oczywiście, że jesteś słodka. Głównie dlatego, że tkwisz w tym z nami po uszy :*

      Och, myślałam, że one po prostu hotel prowadzą, a to mnie zmyliły… cwane lisice XD Z dostawy cukru na ten sezon mam Love Love’a i nie wiem, czy jeszcze jakieś moe dziewuszki wcisnę. Chociaż te onseny, ach, onseny… ;)

      Dziękuje ogromnie za komentarz! :*

      Polubienie

  2. Tak coś czułam, że YoI musi być XD Ostatnio onsen natrafił mi się w Kajcioo… przypadek? Nie sądzę. xD
    W sumie to nie wiem co napisać, ale daję ślad, że przeczytałam i się podobało <3

    Polubienie

    • Uznaję wrzucenie chociaż jednego nawiązania bądź żartu o YoI za swój punkt honoru (chociaż pewnie ludzi to męczy, to mam z samej siebie ubaw). No ale tutaj to już się inaczej nie dało XD
      Nawet nie wiesz, jakiego wczoraj miałam combosa z onsenami! Oglądam Love Live! Sunshine! – bohaterki moczą się w onsenie. Oglądam nowego Ballrooma – w zapowiedzi do kolejnego onseny. Nadrabiam Juuni Taisei – jedna z bohaterek wspomniała o onsenach. I to naprawdę nie było specjalnie! Aż boję się dziś odpalać jakiekolwiek anime…
      Dziękuję, cieszę się z każdego słowa :*

      Polubienie

      • Ja sie tak szybko nie zmęczę więc jedno zmartwienie mniej :3
        Teraz to się będzie rzucać w oczy niemiłosiernie. Przykładowo dziś rereadowałam sobie Oblubienicę (tak próbuje wyczuć moment na którym skończy się anime :P) i akurat czytałam tomik gdzie Elias siedział w jakiejś leśnej sadzawce… Jak myślisz, o czym pomyślałam? XD
        <3

        Polubienie

  3. w ramach wsparcia szanownej autorki dodam jeszcze jeden tytuł UFO Valkyrie Princess gdzie tytułowa panna rozbija się o łaźnie głównego bohatera (tzn.jak moja skleroza mnie nie myli ) mam też wrażenie ale takie niejasne że w którymś z Tenshi też był prowadzony taki biznes gorące żródła to także przyczyna kłopotów bohaterów Ranma 1/2 :) pozdrawiam

    Polubienie

  4. E no, w tym roku, w porównaniu z poprzednim, to wcale nie piźd-no, cieplej jest i tak nie wieje.

    Kurka, no nie powiem, nie jestem fanką odcinków w onsenach. Poza Akatsuki no Yoną (…to się odmienia?) nie przypomnę sobie żadnego, w którym miałoby miejsce coś istotnego dla fabuły bądź rozwijało relacje między postaciami bez resetu w kolejnym, „normalnym” odcinku. Zwykle to właśnie czysty fanserwis (no, w tym co ja widziałam przynajmniej). W sumie, czy można do tej listy dorzucić choćby bliczowe gorące źródełka, co to uzdrawiają z ran i w ogóle? Jak komuś klata Truskawy nie starcza na fanserwis, to w mandze był jeszcze tyłek Rukii. Z resztą Rukii pod wodą. Kubo, what the-?

    Poza tym, jest dokładnie jak mówisz – obejrzało się jeden taki odcinek i zna się jak nie wszystkie, to zdecydowaną większość. (Choć zapomniałaś wspomnieć o sytuacji „postać A rzuca jakiś sugestywny komentarz, postać B burak, zaczynają się docinki na temat okołokomentarzowy.”) Podobnie zresztą jak z festiwalami, zawsze fajerwerki, zawsze jakieś żarcie na patyku, zawsze „wow, świetnie wygląda w tym kimono”.

    Szkoda, że twórcy tak sobie to upodobali, jak nie odcinek, to drama CD, to plakat, to okładka rozdziału… gdzie jest mój fillerowy odcinek, w którym postać A i postać B idą razem na zakupy, bo postać A się dowiedziała że jest przecena 40% na ciuchy, a potrzebuje kurtki?
    Ale no ja generalnie nie przepadam za włażeniem do publicznej gorącej wody (złe doświadczenia), więc dość stronnicza jestem.

    P.S. Dziab, nie, to nie tak leciało. To się zwało „Klub Ratowania Ziemi (lol)”! Ten (lol) jest integralną częścią nazwy, przynajmniej wedle tabliczki na drzwiach do pomieszczenia klubowego! :’)

    P.S. 2 Jak wygląda ta kolejka schematów, jeśli można spytać…? (powiedz, że jest na niej nowy uczeń w środku roku, powiedz!)

    Polubienie

    • No wiem, jest cieplej, w sumie o wiele cieplej niż było w takim wrześniu… Ale co to za jesień, jak nawet lata nie było… D:

      Z dobrych przykładów onsenów mam… „Kolegów z klasy” :) Tam jeden z bohaterów, ten blondyn, wybrał się z kumplem z zespołu właśnie na odpoczynek do onsenu i tam się zwierzył, że chyba coś czuje do innego. To była bardzo dobra scena, a najbardziej urzekła mnie reakcja kumpla, który odetchnął z ulgą, że blondyn jednak umiał się zakochać. Serio, tam nawet sugestywnych zbliżeń na żadną część ciała nie było, ale jednak klimat onsenu bardzo sprzyjał takim wyznaniom.

      Ach, Bleach! Zapomniałam o brzoskwiniowym tyłku Rukii! D: Damn, jak mogłam, przecież to kultowe… w złym sensie…

      W sumie o tym buraczeniu i komentarzach raczej umieściłam we frazie „porównywania piersi”. No chyba że masz na myśli coś innego ;) Ale z porównywaniem u panów się praktycznie nie spotkałam. Jacyś bardziej wychowani są…

      Zakupy? Spacery? Jakieś domówki przy grach planszowych? A co to? A komu to potrzebne? A dlaczego? Ale serio, to wymaga zaangażowania i rozplanowania, a nie oszukujmy się – zapychacze są po to, żeby zapchać czas, kiedy reżyser musi swoje odespać, a rysownicy przekazują pałeczkę chińskim robotnikom. Dlatego to takie nudne i powtarzalne. Nawet się zastanawiam, czy tam w tym anime-biznesie nie krąży jakaś ichnia „Księga Schematów do Odhaczenia”.

      Szlag XD Nie oglądałam Binana, znam go z opowiadań Dar, dlatego przyznaję się do gafy (skonsultować też nie miałam jak, bo Dar murzyni na konwencie w Niemczech). Już poprawiam, dziękuję za czujność :*

      Och, jest długa, długaśna… Nie ma szans, żebym ją rozładowała do Nowego Roku (wtedy zamierzam wrócić do bardziej regularnego blogowania). Lista jest trochę tajna, żeby były niespodzianki, ale… jeszcze nie robiłam notki o bieganiu z tostami do szkoły, o stereotypie Rosjanina w anime (hehehehe), o posępnych okularnikach, którzy zdradzają… Takie tam różne ;)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s