Potrawka licealna z sosem z miłości, czyli podsumowanie anime z sezonu lato 2017

Powiadają, że lato i telewizja się nie kochają jak gorące pranie i dżinsy, lecz ten sezon wydawał się zadać temu twierdzeniu kłam. I może nawet nie było tak źle, skoro w porównaniu z minionymi miesiącami średnia narzekania w naszym blogowym trio spadła do niezbędnego, zdrowego dla Polaka minimum (no dobra, dobra, trochę się smęciło, ale to głównie wina Ballrooma). Widocznie skoro pogoda nas nie rozpieszczała, to chociaż zrobiła to Japonia.
W najświeższym podsumowaniu mamy dla was zestawionych 14 serii, z czego tylko jedna jest pozostałością z wiosennego sezonu. Nowością jest dla nas tym razem to, że nie produkujemy nowych opisów serii, ale recyklingujemy te używane w pierwszych wrażeniach (fabuła pierwszych odcinków przecież się nie zmieniła, a nam odejmuje to trochę pracy). Ponadto nowością, którą mogliście zauważyć już w lipcu jest fakt, że wyciągamy średnią naszych Lemurillowych ocen i zestawiamy ją z wynikami z myanimelist. Dar lubi w statystykę, więc dajmy szansę się jej pobawić.

A póki co – zapraszamy na część właściwą podsumowania lata!

tumblr_ox24xlOtD91vj5j9co2_540
Can you feel the love tonight? [Made in Abyss]

tumblr_oq9f4y96FF1s2htvko1_r1_500
Jak to mówią bohaterowie (japońskich bajek) – wszystko będzie daijobu!

Boku no Hero Academia 2nd Season

Ilość odcinków: 25
Studio: Bones
Źródło: Manga
Uwagi: Drugi sezon.

Po akcji ze złoczyńcami, którzy zaatakowali klasę Deku na treningu, Akademia Bohaterów… jak gdyby nigdy nic przymierza się do organizacji Festiwalu Sportowego. Ale nie jest to pierwszy lepszy szkolny event, jakich pełno w obyczajowych seriach, ale coś na miarę japońskich Igrzysk Olimpijskich (które, dla ciekawostki, w świecie BnHA zostały zlikwidowane, bo nie było już normalnych sportowców). To szczególna szansa dla młodych adeptów sztuki superbohaterskiej, aby skierować na siebie uwagę agencji, którzy po zakończeniu szkoły mogliby od razu zaproponować u siebie… pracę. No cóż – w końcu nawet Superman musiał z czegoś żyć.

Przetrwaliśmy arc turniejowy, przetrwaliśmy bitkę z pośrednim bossem, a na koniec wróciliśmy do… ponownie swoistego turnieju? No bo jak w sumie inaczej nazwać te pojedynki licealnych bohaterów z nauczycielami? Ech, Academio, Academio… Pocieszny z ciebie shounen, ogląda się sympatycznie i lubi się tę gromadkę postaci (poza Minetą, ale… Mineta to Mineta, czego się spodziewać po samym imieniu), jednak kiedy już zaczęłam wierzyć, że zaoferujesz widzowi coś więcej, w sumie nie dałeś nic. Drama przewodniczącego klasy wyszła trochę za szybko i zanim w ogóle się w nią wczułam, już się skończyła. Nie będę też wspominać o Bakugo, bo ten gość nieustannie działa mi na nerwy, ale za to mogę powiedzieć, że na wielki plus zaliczam rozwój Todorokiego. Fajnie, że nie pogodził się z ojcem, ale zmienił swoje nastawienie z krzyczenia “nie będę twoją marionetką!” na prawdziwą, szczerą postawę “jestem bohaterem, bo chcę”. Nom, ten jeden wątek mnie w sumie bardzo kupił, bo przeszedł tak… Łagodnie i nawet naturalnie? Z chęci zmiany samej postaci, a nie zaliczenia upokarzającego oklepu (Deku miał swój wkład, ale jednak nie kluczowy)? Miło było zobaczyć nawrócenie bohatera tak przy okazji, w tle, a nie jako clue całego arcu.
O warstwie audio-wizualnej musiałabym się powtarzać już po raz trzeci, bo jest to po prostu rzemieślnicza robota. Nie uświadczy się tu żadnego quality, a walki robią mega wrażenie. Polecam znaleźć na Tumblrze key frame’y, które twórcy wrzucali do sieci co tydzień, bo są przecudne. Muzyka też jest godna zapamiętania, szczególnie oba openingi ładnie wpadały w ucho, a drugi ending jest przesłodką historyjką osadzoną w klimatach fantasy. Jeśli więc poszukujecie bitewniaka, który będzie dobrze wykonany i ciekawy, a nie chcecie sięgać po wielomilionowoodcinkowe Naruto czy coś, to BnHA jest wyborem praktycznie idealnym. No to co? Czekamy na ten zapowiedziany już trzeci sezon i… Plus Ultra!

~Dziab

Ocena MAL: 8,83 (-)
Ocena Lemurilla: 7

tumblr_otemzsjn1N1vqnk0fo5_500.gif
Ta seria jest tak fascynująca jak ten gif.

Dive!!

Ilość odcinków: 12
Studio: Zero-G
Źródło: Light Novel
Uwagi:

Pewnego pięknego, przeciętnego, letniego dzionka mały chłopiec imieniem Sakai Tomoki napotyka na swojej życiowej ścieżce tego jedynego – Senpaia Jak Ze Snów. Senpai ten zwie się Youichi i tak pięknie skacze do wody, że zawraca w głowie małego Sakaia bardziej niż wirująca woda w spłuczce. I taki główny bohater dołącza do Klubu Nurkowania Mizuki, gdzie wraz z dwoma innymi młodymi adeptami ZGŁĘBIAJĄ tajniki wodnej sztuki. Tylko że Sakaiowi coś z początku te skoki nie wychodziły… Na szczęście do pomocy włączył się Senpai Jak Ze Snów i nauczył (czy raczej naoglądał się z bezpiecznej linii suchego lądu) młodego poprawnych skoków z wyższej wieży. Niestety, kiedy nasz protagonista wylądował w liceum, nad klubem zawisło widmo zamknięcia go na amen… Gdyby nie to, że wraz z dołączeniem nowej trenerki zaczynają mierzyć w arcyambitny cel – same Igrzyska Olimpijskie!

Porozmawiajmy o kwestii Oczekiwania kontra Rzeczywistość. Człowiek widzi plakat, czyta opis i od razy krystalizuje mu się: O, będzie drugie Free! Może trochę aliexpresowe, ale sięgając po tę serię każdy oglądający (a właściwie – każda oglądająca, bo demografia widowni jest chyba jasna) nastawia się na lekką i zabawną sportówkę z masą fanserwisu. No bo serio. Woda, gołe klaty i dużo facetów, a niewymagający fanserwis z przesadzonymi dramami idealnie przydaje się na gorące, letnie wieczory.
Problem nie leży nawet w tym, że Dive!! okazało się “ambitniejsze”. Nie ma za bardzo śmieszków, nie ma zbytnio zamierzonego fujobaitu (czyt. pożywki dla yaoistek) czy parodiowanie konwencji. Są za to problemy psychologiczne, pytania o motywacje, odbijanie dziewczyn przez braci, zamartwianie się o przyszłość… Dużo dram… No, ogólnie, próba poważniejszego i realistycznego podejścia do problemów przed jakimi stoją kandydaci na reprezentantów olimpijskich…
… I seria zrobiła absolutnie wszystko, by kompletnie nas nie zainteresować dylematami bohaterów. To wręcz zasługuje na nagrodę. Nic tam nie ma ciekawego. Nawet najbardziej intrygujący na papierze problem, został przedstawiony tak przeciągle, przegadanie i nieciekawie wizualnie, że naprawdę ciężko mi jest przypomnieć sobie co się w tych 12 odcinkach dzieje. Szczerze, to przede wszystkim niewiele. Fabuły to tam jest maks na połowę sezonu, film może. Cóż, z drugiej strony, dzięki temu anime przekonałam, aż dwie znajome do oglądania anime na przyśpieszeniu – niech wam coś powie, że robiąc test, mało kto zorientował się, że puszczałam mu odcinek na prędkości 1,5…
Dodajmy do tego totalny brak pomysłu na reżyserię, zero artyzmu, w ogóle słabą kreskę, słabe tła, słabe efekty, słabą muzykę… Wygląda na to, że żadnemu z twórców zaangażowanych przy projekcie nawet nie chciało się wysilać, żeby wpaść na jakieś kreatywne rozwiązanie jakkolwiek czyniące oglądanie tej serii mniej nudnym (a widząc co zrobiono w tym sezonie przy Gamers! widać, że dobre pomysły potrafią uratować nawet braki budżetowe i personalne).
Nie mam pojęcia dlaczego mielibyście sięgnąć po tę serię. Nawet nie jest tak zła, by było to śmieszne. Serio, nie mam nic na obronę.

~Dar

Ocena MAL: 6,17 (-0,21)
Ocena Lemurilla: 3,5 (-1,83)

tumblr_ouua7fKtWW1qbgfxjo1_500.gif
All Nothing according to keikaku

Gamers!

Ilość odcinków: 12
Studio: Pine Jam
Źródło: Light Novel
Uwagi:.-

Gry komputerowe to takie fajne hobby. I jakie popularne! W niektórych japońskich szkołach nawet istnieją kluby graczy rywalizujące w turniejach. Pomyśleć, że jednego z nich należy idealna-pod-każdym-względem Tendou. Żeby tego było mało… Właśnie ta perfekcyjna uczennica i wzór wszelkich cnót zaprasza naszego Głównego Bohatera do przyłączenia się do klubu! Keita z początku oczarowany jest propozycją – w końcu uwielbia gry. Jak to się jednak skończy… Aż szkoda spoilerować! Szczególnie, że to dopiero początek komedii pomyłek z pięciokątem wyborowych graczy!

Muszę powiedzieć, że Gamers! to na pewno jedno z najmilszych zaskoczeń tego roku. Od razu przyznam – nie jest to anime wybitne, w środku serii perypetie miłosne bohaterów robią się trochę męczące i niestety graficznie nie powala… Mimo to, bawiłam się przy nim bardzo dobrze. Nawet jeśli materiał źródłowy nie zawsze wyrabiał z ciekawą fabułą, a budżetowo i umiejętnościami ekipa Pine Jam to z leksza garażowa prowizorka, to autentycznie zrobiono z tego co się ma najlepsze. Pozwolę sobie pochwalić tutaj szczególnie Manabu Okamoto – reżysera i twórcę storyboardu. Takiego znakomitego debiutu na tym stanowisku to ja dawno nie widziałam. Bez jego znakomitych pomysłów, by wizualnie i montażem podkreślić dowcipy, seria nie bawiłaby mnie nawet w połowie tak przyjemna (czy reżyser Ballroomu, także debiutant, mógłby zobaczyć jak wygląda dobra adaptacja…?). Inny element, który niezwykle mi się spodobał, to postacie oraz pozytywne relacje między nimi. Wierzcie czy nie, ale w Gamers! są kanoniczne pairingi! Ludzie ze sobą chodzą! Da się! W dodatku Główny Bohater, mimo bycia Typowym Głównym Bohaterem w kilku miejscach wspaniale łamie schematy swojej roli i szybko zyskał sobie moją szczerą sympatię. Jedynie co, to nie mogę przyzwyczaić się do jego trochę zbyt dziewczęcego głosu… Z drugiej strony, gdy usłyszałam, że jego seiyuu to Megumi Han, która sezon wcześniej podkłądała głos Akko z Little Witch Academia, naprawdę byłam w szoku, a aktorka zyskała mój ogromny szacunek – obie role są kompletnie inne. W kwestii seiyuu warto też dodać, że drugą męską postać i mojego ulubieńca, Tasuku Ueharę, gra Toshiyuki Toyonaga (rzecz jasna, Yuri Katsuki z Yuri!!! on Ice).

~Dar

Ocena MAL: 7,36 (-)
Ocena Lemurilla: 7,25 (-)

original
Czy ktoś mówił „seria Boys Love”?

Hitorijime my hero

Ilość odcinków: 12
Studio: Encourage Films
Źródło: Manga
Uwagi:

Młody chłopak imieniem Setagawa staje się przydupasem szefa lokalnego gangu, bo woli takie towarzystwo niż żadne. Nie ma szczególnego celu w życiu, nie wierzy w superbohaterów ani w to, że ktoś mógłby go uratować. Aż do czasu, gdy na swojej drodze spotyka Bear Killera – tajemniczego gościa, który sieje postrach wśród lokalnych przestępców, a prywatnie nazywa się Oshiba i jest starszym bratem jego nowo poznanego kumpla. Kilka lat później Setagawa trafia do liceum, a wraz z nim Oshiba, który zostaje nauczycielem.

Jak już wcześniej wspominałam, ta seria jest dosyć standardowym przedstawicielem gatunku, jakim jest shounen-ai. Mamy więc dwie pary; jedna to przyjaciele z dzieciństwa a druga to nauczyciel i uczeń. Oprócz klasycznych problemów pt. czy on mnie kocha, czy możemy być razem, czy nasi bliscy nas zaakceptują, dochodzi jeszcze kwestia różnicy wieku i związanych z tym kłopotów. Co mnie ucieszyło, temat ten nie został olany ani sprowadzony na boczny tor. Został potraktowany z należytą uwagą i odpowiedzialnością. Pozostałe problemy i dylematy również przedstawione są realistycznie, co niestety nie zawsze się zdarza.
Postacie są przedstawione dosyć schematycznie, nie wyróżniają się jakoś wybitnie ani na plus ani na minus. Większość z nich da się jednak lubić, a nawet można się do nich przywiązać. Szczególnie czuć to w drugiej połowie sezonu, gdy problemy stają się trochę większe i poważniejsze.

Animacja wygląda poprawnie, podobnie jak projekty postaci. Szczególnie dobrze wyglądają zbliżenia czy budynki, bo zdarza się, że postacie na dalszym planie wyglądają jak ziemniaki. Każda postać wygląda na tyle charakterystycznie, że nie sposób pomylić jej z żadną inną.
Na plus mogę zdecydowanie zaliczyć opening, zarówno pod względem piosenki jak i animacji. Jest uroczo, kolorowo i przesłodko, aż nie chce się go przewijać. Do samego utworu, wykonywanego przez Wataru Hatano (to ten sam pan, który zrobił ending do Yuri on Ice) wracałam już wiele, wiele razy, co nie zdarza mi się za często.

Podsumowując, z czystym sumieniem mogę polecić tą serię wszystkim fanom gatunku, tym, którym nie przeszkadza duża różnica wieku między bohaterami, a szukają jakiejś przyjemnej serii.

~Shizuru

Ocena MAL: 7,61 (+0,17)
Ocena Lemurilla: 7,5 (+0,5)

tumblr_ov0o41SVxy1snbyiqo1_540
Ja? Słodką, główną bohaterką? Och, wujciu Mieciu, z tobą to normalnie boki zrywać!

Kakegurui

Ilość odcinków: 12
Studio: MAPPA
Źródło: Manga
Uwagi:
Lemurilla poleca

Wielkie zmiany zwykle przychodzą wraz z uczniami z wymiany – nie inaczej rzecz się ma w przypadku szkoły, którą rządzi hazard. I to taki serio hazard, taki z najwyższej półki, na grube tysiące jenów, a nie granie w Makao na kanapki w trakcie lekcji wychowawczej. Boleśnie przekonał się już o tym główny bohater, Suzui, który z powodu długu musi udawać pieska. Nic dziwnego, że zaczyna trochę panikować, gdy do tej jaskini pełnej lwów Jabami Yumeko, ułożone dziewczę o niewinnej powierzchowności. Na celownik od razu bierze ją klasowa szlachcianka, Saotome, która postanawia ustanowić rekord upodlenia nowej i chce z niej zrobić swoją pupilkę. Bardzo szybko jednak okazuje się, że Jabami, nawet jeśli twierdzi, że nigdy nie uprawiała hazardu, wykazuje dziwne, iście szaleńcze zapędy do trwonienia kasy…

Jeśli miałabym wskazać światełko w tunelu zwanym letnim sezonem, to jednym z dwóch jaśniejszych punktów będzie właśnie Kakegurui. Chociaż tym razem studio MAPPA nie musiało się zarzynać animacyjnie, bo wielkie walki toczyły się przede wszystkim na przestrzeni mózgów, to wciąż zrobili z tego piękne, wyraziste show. Zaryzykuję nawet żart, że taniec idolek z 9 odcinka był wciąż lepszym pokazem niż średnia statystyczna Ballrooma. No, ale nie kopmy już leżącego.
Kreacja Yumeko jest dla mnie jedną z ciekawszych tego roku i umieściłabym ją w podobnej kategorii co Tanya z Youjo Senki. Nie da rady powiedzieć, czy toto jest złe, ale dobre na pewno też nie. I przez to właśnie ogląda się to z takim zainteresowaniem, bo nie ma się do czynienia z kolejną słabowitą bohaterką, która och ach! – złamie sobie język, kiedy wyznaje chłopakowi swoje uczucia. Yumeko w tym samym czasie łamała wolę walki przeciwników. Wciąż podtrzymuję zdanie, że Hayama Saori zaliczyła tu jedną z ról swojego życia i naprawdę cieszę się, że nie skończyła jako kolejna delikatna księżniczka (a mogła na przykład zagrać w Princess Principal…). Bardzo podobało mi się również przedstawienie paczki przyjaciół Yumeko. Wzorem podobnych serii każdy pokonany przeciwnik staje się twoich najlepsiejszym kumplem i może się wydawać, że Kakegurui również zaliczyło ten leciwy schemat, ale… ale nie. Nie tak do końca. Każdy zachował swój charakter, a nierzadko także swoje egoistyczne pobudki, dla których dołączył do świty Yumeko. Sakai jest przydupasem, bo nie umie być inny, Saotome dalej jest lekko zdzirowata i umie pyskować, a… no dobra, już wiecie, o co mi chodzi. W każdym razie przyjaźń w akademii opartej na hazardzie absolutnie nie jest czysta i niewinna. I bardzo dobrze! Dodaje to smaczku i nieprzewidywalności, bo nie wiadomo, kiedy kto pokaże środkowy palec. A że z drugiej strony charyzma Yumeko tak czy siak jest obezwładniająca…
Będę jednak okropna i tak jak doceniam kunszt Sayokan w reżyserowaniu, tak openingu nie byłam w stanie słuchać (oglądanie jakoś szło). Straszny chaos. Może tak miało być? A może wymagam za dużo? Ciężko mi powiedzieć. Niemniej to tylko drobna rysa na całokształcie. Finalnie jest to dla mnie chyba pierwsze anime o grach/hazardzie, gdzie faktycznie od początku do końca było czuć napięcie oraz kombinowanie. Yumeko nie była wcale otoczona plot armorem, przez co do samego ostatniego odcinka oglądało się jej zmagania z dreszczykiem. Dobre, zamknięte anime. Jeśli kiedyś pokuszą się o drugi sezon, to, hehe, będę sprawdzać!

~Dziab

Ocena MAL: 7,65 (-0,20)
Ocena Lemurilla: 7,50 (+0,25)

 

Katsugeki/Touken Ranbu

0e9452662384786f6b86be6dfacec88aad644442_hq
Kryj się, inaczej znajdzie cię Fabuła-san!

Ilość odcinków:
Studio: ufotable
Źródło: Gra przeglądarkowa
Uwagi: Spin-off Touken Ranbu: Hanamaru

Tajemnicza organizacja Saniwa, jak to tajemnicze organizacje mają w zwyczaju, wysyła na nie mniej tajemniczą misję dwóch wyglądających na samurajów jegomości – starszego, długowłosego i opanowanego Kanesadę oraz młodego żółtodzioba mianem Kunihiro. Ci samuraje nie są jednak wojownikami zwyczajnymi, bo nie dość, że towarzyszy im gadający cyber-lisek, to oni sami przybywają z odległych lat 3000 i cośtam. Ich duet został wysłany do roku 1863, aby walczyć z armią zła, która pragnie zaburzyć bieg historii i z wszelkim prawdopodobieństwem rozpierdzielić w drobny mak całą czasoprzestrzeń. Albo przynajmniej okolicę.

Miałam z tą serią od początku wielką zagwozdkę, ponieważ wydawała mi się zbyt… zbyt… zbyt nijaka. Powolna. Ogólna. Za radą Dar postanowiłam więc w tym tragicznym przypadku skorzystać z opcji oglądania na przyspieszaniu. Użyłam 1,5x… potem 2x… wreszcie stanęło na 3x i przysięgam, że seria nie straciła na odbiorze. Owszem, bohaterowie czasami śmiesznie biegali, ale sama ilość informacji skondensowana do 7 minut wreszcie zaczęła jakoś wyglądać. No bo ile właściwie można ciągnąć historię, w której a) nikt nie zapyta ani razu KIM SĄ DO CHOLERY CI ŹLI, b) rozmowy toczyły się na tematy “hymm, ciekawe co planują dziś te Złe Złodupce i gdzie dziś zaatakują”. No i dużo chodzenia po mieście. Mnóstwo chodzenia po mieście. Chodzenia po mieście i zastanawiania się, jaki kolejny krok planują Źli Źli. Tak się długo nie da i nic dobrego z tego nie powstanie, choćby studio, które się do tego zabiera, było najlepszym animacyjnie na świecie. Problem Katsugeki polega więc na tym, że fabularnie nie ma sobą nic ciekawego do zaprezentowania. Ładnym panom chodzi tylko o to, żeby “hurr durr ocalić świat” i żaden z nich ani razu nie zastanowił się “chłopaki, ale co z tego, że ocalimy tego ważnego gościa, skoro walczyliśmy na jego oczach ze zgrają upiorów i historia na bank powinna się zmienić?” Podpowiem, że żadnych rutynowych działań z z zasady zdrowego czyszczenia pamięci nie dało się tam uświadczyć. Zdupiliśmy? To niech se tak będzie. Ogólnie mało co wiemy o bohaterach (nie wiem, czy tu sprawę miało załatwić komediowe Touken Ranbu: Hanamaru), nie wiemy skąd się w ogóle wzięła ich organizacja, o złodupcach to z szacunku dla samej siebie nie wspomnę… No po prostu walczymy z jakimiś potworkami, o których mamy info z kosmosu. I jakby tego nie było dośc, z początku bohaterowie z ledwością radzą sobie z kilkoma, a potem załatwiają cały tysiąc w jakieś dziesięciu chłopa. Nie. Nie. Po prostu nie. To wygląda jak gra, tylko człowiek nawet poklikać nie może. Ufotable, przestań, bo robisz krzywdę i sobie, i nam.

~Dziab

Ocena MAL: 6,79 (-0,37)
Ocena Lemurilla: 5 (-1,00)

Clean Freak Aoyama Kun 1a_zpsyevusm4z

Keppeki Danshi! Aoyama-kun

Ilość odcinków: 12
Studio: Studio Hibari
Źródło: Manga
Uwagi:

Ciężkie jest życie mizofoba. Trzeba ciągle myć ręce, nie można dotykać innych ludzi, bo przenoszą zarazki, a każdy najmniejszy brud przyprawia o palpitacje serca. Co jednak, gdy twoim ukochanym sportem jest piłka nożna? Z takim problemem boryka się Aoyama, niezwykle utalentowany młody piłkarz, członek młodzieżowej reprezentacji Japonii. Z uwagi na bakteriofobię nie główkuje, unika jakiegokolwiek kontaktu z innymi graczami, kompulsywnie myje i czyści absolutnie wszystko, łącznie z piłkami po treningu. Jednak dzięki temu wykształcił swój specyficzny styl, z którego jest znany. Reszta licealnej drużyny… No cóż, zdecydowanie nie jest tak wybitna jak Aoyama.

Odwołuję to, co mówiłam na początku tego sezonu. Keppeki Danshi okazało się naprawdę przyjemną i zabawną serią (szczególnie, gdy oglądało się ją na przyspieszeniu 1,5x). To dalej nie jest nic wybitnego ani odkrywczego, ale ciekawie zagrywa z utartymi schematami, przedstawiając je w odrobinę innym świetle. Odcinki często są epizodyczne, dotyczą jednego bohatera i jego spraw. Często są one bardzo luźno powiązane z Aoyamą, a wszystkie rzeczy dzieją się jakby obok niego. Jest on ich przyczyną, ale nie zawsze aktywnym uczestnikiem, co okazuje się być ciekawym rozwiązaniem. Co prawda poszczególne postacie nie porażają głębią charakterów, ale każde z nich jest charakterystyczne i na swój własny sposób wchodzi w interakcje z Aoyamą.
Humor również się poprawił, przynajmniej w porównaniu do pierwszych odcinków. Nie licząc dość oczywistych żartów z jednej dziewczyny obdarzonej szczodrze przez naturę w okolicach klatki piersiowej. No i dziewczę dodatkowo gra w koszykówkę… Na szczęście, seria pozbawiona jest właściwie jakiegokolwiek fanserwisu. Mamy za to różnego rodzaju sportowców, coś-w-stylu-czworokąta-miłosnego, uroczą fankę Aoyamy, która używa równie uroczego kija bejsbolowego nabitego gwoździami, kulinarny pojedynek, “martwą” matkę, jak i wiele innych motywów. Był nawet odcinek treningowo-plażowy z domieszką onsenu.

Wizualnie seria wygląda ciekawie, choć kreska zdecydowanie nie jest bardzo szczegółowa, za to bardzo dopracowana. Nie ma tu raczej żadnych niedoróbek czy dziwnej anatomii. Wszystko wygląda po prostu ładnie. Muzyka zupełnie się nie wyróżnia, po prostu jest. Każdy opening nawiązuje w pierwszych sekundach do wydarzeń z danego odcinka, a ending jest wzorowany na Kapitanie Tsubasie. Chyba. Tak mi się wydaje. Jeśli ktoś wie lepiej, to niech mnie poprawi :3

Na koniec chciałabym przypomnieć, że Keppeki Danshi nie jest sportówką w pełnym tego słowa znaczeniu. Znajdzie się tu co prawda parę meczy czy treningów, ale część odcinków zupełnie ten aspekt pomija. Co nie przeszkadza tej serii być naprawdę przyjemną komedią.

~Shizuru

Ocena MAL: 7,01 (+0,14)
Ocena Lemurilla: 7 (+1,00)

a4c1d5299038856f250f87d5055d2ada
Och, co za fanserwis, ojejku, szaleństwo…

Koi to Uso

Ilość odcinków: 12
Studio: LIDENFILMS
Źródło: Manga
Uwagi:

Witajcie w leciutko alternatywnej Japonii. Jedyna różnica między fikcją, a rzeczywistością to ustawa narzucająca młodym ludziom z kim mają dzielić resztę żywota. Tak, dobrze słyszycie! W wieku 16 lat każdy obywatel dostaje smsa z danymi przyszłej żony lub męża z którymi musi się hajtnąć, bo inaczej… No… Po prostu musi, okej? W tych okrutnych warunkach dorasta nasz główny bohater-kun: Yukari. Yukari trochę spieprzył sprawę. Zakochał się bowiem w koleżance z klasy. Żeby było śmiesznie i totalnie nie jak z animca: panna jego serca bez tsunderenia uczucia odwzajemnia. Tylko, że niestety, rząd znalazł dla protaga inną waifu… Bo nie może być raz tak, żeby wszyscy się zeszli bez problemu, prawda?

Najbardziej jestem pod wrażeniem, że pomysł aranżowanych małżeńst okazał się całkiem sensowny, z odpowiednimi “furtkami” i osadzeniem społecznym (jedynie uważam, że Romeo i Julia byliby w szkołach takiego świata lekko na cenzurowanym).
I chyba na tym zalety serii się kończą. No dobra, postaci… Jedna Ririna była całkiem sympatyczną postacią. I malutki, prawie nie rozwijany wątek z najlepszym przyjacielem, który chce od protaga nie tyle przyjaźń, a troszkę inną relację. I tym… Tak… To wszystkie zalety Koi to Uso. Przy czym to nawet nie tak, że to najgorsza seria w ogóle czy nawet tego sezonu. Jakoś przebrnęłam przez te dwanaście odcinków nawet gładko. Problem leży w tym, że to anime jest po prostu nudne. Ciekawy punkt wyjścia czyli kwestia tego, że główny bohater kocha jedną pannę, ale tę którą musi poślubić właściwie też całkiem lubi, a obie dziewczyny w dodatku błyskawicznie się zaprzyjaźniają i chętnie odstąpiłyby oblubieńca, mimo, że same go kochają, a do tego jeszcze jest ten czwarty… No, ta sytuacja została całkowicie niewykorzystana. Bo tragedią tej sytuacji jest to, że wszyscy bardzo się lubią i chcą nawzajem swojego szczęścia, jednak okoliczności na to nie pozwalają. A fabuła serii jest po prostu nudna. Twórca (bo to i problem pierwowzoru) nie potrafi się zdecydować na śmiały ruch i wszyscy tylko myślą i zapewniają o uczuciach i zaprzeczają tym uczuciom i totalnie nic się nie dzieje. W dodatku anime stara się cały czas utrzymywać lekki, radosny ton z dużą ilością humoru (chyba, bo nie jest jakiś wybitny), co przy takiej tematyce nie wypada za naturalnie. Słaba oprawa graficzna i przyprawiający o ból głowy swoją sztampowością główny bohater też nie pomagają. Do tego rzadko kiedy widziałam tak bezsensowne sceny fanserwisu…
Obejrzenie nie boli, ale jest tyle innych, ciekawszych serii, że właściwie po co?

~Darya

Ocena MAL: 6,93 (-0,66)
Ocena Lemurilla: 5,33 (-1,00)

tumblr_otxkhoWsK11tss4lfo1_540
…i wtedy reżyser mi powiedział, uwierzysz: „no sory, no, nie będzie drugiego sezonu, bo autor mangi się opierdziela”…

Made in Abyss

Ilość odcinków: 13
Studio: Kinema Citrus
Źródło: Manga
Uwagi: Ostatni odcinek trwa godzinę.
Lemurilla poleca

Wyobraźcie sobie dziurę w ziemi. Bardzo dużą i bardzo głęboką dziurę. Tak dużą, że wokół można wybudować wielkie miasto i tak głęboką, że przez stulecia nikt nigdy nie dotarł nawet w pobliże jej dna. Tam gdzie możliwość odkrywania nowych lądów znajdzie się i cała armia ludzi, próbujących zapełnić białe plamy na mapie lub mających nadzieje wzbogadzić się w czasie ekspedycji. Nie ważne jakie potwory czają się na nich w głębinach…
Riko i jej przyjaciele to sieroty szkolące się na eksploratorów tej konkretnej dziury. Choć dopiero są na początku zdobywania doświadczenia już zdołali znaleźć w głębokościach niezwykły skarb: Robota z amnezją. A to dopiero początek tajemnic Otchłani…

Właściwie mogłabym zacząć opinię od jakiegoś gromkiego “alleluja!”, ale wybaczcie, nie ta pora roku, żebym łyskała kolanami spod alby. Dlatego ograniczę się do skondensowanej, acz morderczej rozpiski, dlaczego Made in Abyss jest potężnym pretendentem do serii roku. Anime, o którym internety donosiły, że “hehehe, potem zrobi się mroczniejsze” naprawdę się takie stało. Pod płaszczykiem uproszczonych projektów postaci i pięknych, zielonych teł przedstawiających poziom pierwszy Otchłani zwiedziono nas, że ten tytuł będzie kolejną spokojną serią podróży. Ta, spokojną. Kto oglądał może dawne Kino no Tabi, które właśnie będzie miało swój reboot, powinien w mig zgadnąć, czego się spodziewać. Tu nic nie jest łatwe, sielskie i przyjemne. Im głębiej w dziurę, tym Regu i Riko naprawdę mają ciężej i nie chodzi tylko o potwory. Utracone wspomnienia, mierzenie się ze złem i szaleństwem, decyzje, co poświęcić, a co zostawić za sobą – znajdziecie tu wszystko, co siedzi w człowieku, nie tylko tym małym. Bo problemy, z jakimi przyszło się zmierzyć bohaterom, były i będą naprawde wielkie.
Ale dość o fabule, która mimo tego, że musiała się gdzieś urwać, bo manga wciąż wychodzi (jednak zrobili to w bardzo dobrym momencie), jest zrealizowana świetnie. Pomówmy jeszcze sekundkę o oprawie. I tu też należą się pokłony ekipie, bo odwalili kawał solidnej roboty. Nazwisko Kojimy Masayuki, który był odpowiedzialny za reżyserię takiego Monstera, faktycznie znaczy niemało. Jestem też zaskoczona jakością pracy studia Kinema Citrus, które miało co prawda na swoim koncie kilka solidnych serii, ale ogólnie ich poziom mocno się wahał. Tymczasem tutaj wszystko ze sobą grało: tła rodem z produkcji Ghibli (nieprzypadkowo, bo kierownikiem graficznym był człowiek zajmujący się tłami do Ruchomego zamku Hauru, Kimi no na wa czy Dziewczyny skaczącej przez czas), zróżnicowane projekty postaci, no i muzyka, muzyka! Soundtrack i ending zrobiły na mnie ogromne wrażenie, a to ostatnio prawdziwa sztuka. Ech… Smutno mi się robi na myśl, że to już koniec, a prędko ciągu dalszego nie ujrzymy, bo mamy za mało pierwowzoru. Mus się przerzucić na mangę i tak wylewać gorzkie łzy nad losami domorosłych poszukiwaczy.

~Dziab

Ocena MAL: 8,87 (+0,82)
Ocena Lemurilla: 9 (+1,75)

giphy (1)

Nana Maru San Batsu

Ilość odcinków: 12
Studio: TMS Entertainment
Źródło: Manga
Uwagi:

Co można zrobić ze swoim życiem, gdy jest się przykładnym nerdem, zakopanym w książkach, nie posiadającym przyjaciół i o wyglądzie wymoczka? Dobrym pomysłem jest dołączenie do klubu quizów – w końcu musicie być mądrzy i oczytani przez ten czas spędzony w bibliotece. Trochę treningu i staniecie się mistrzem, a w dodatku może zobaczycie damskie majteczki…

Ponieważ to anime o quizach, to mam dla was, drodzy czytelnicy pytanie. Wiecie, jaki przymiotnik najlepiej opisuje tą serię? Odpowiedź to generyczny. Nana Maru nie wyróżnia się zupełnie niczym w zalewie przeciętnych serii, jakich co sezon jest mnóstwo. Poważnie, wszystko jest takie jak gdzie indziej. Jeśli widzieliście w swojej karierze mangozjeba kilka serii to z łatwością będziecie mogli przewidzieć wszystkie zwroty fabularne i motywacje postaci. Nic mnie w tej serii nie zaskoczyło. Ten jeden, lepszy chłopak jest rywalem głównego bohatera, senpai ma siostrę i jest uber kozakiem, zawody rozgrywają się wobec starego, dobrego shounenowego schematu i nawet cliffhanger na koniec 11 odcinka jest taki, jak zawsze, podobnie jak samo zakończenie. Do tego seria wygląda nie za pięknie, projekty postaci są meh, muzyka nie wpada w ucho… Głównym plusem tej serii jest dla mnie to, że wiem, jak brzmi słowo “pytanie” po japońsku.

~Shizuru

Ocena MAL: 6,87 (0)
Ocena Lemurilla: 6 (0)

tumblr_ovo2euuIZx1tx45yjo1_500
O kamisama, co za fanserwis, taka podnieta, no nie mogę… *ziew*

Netsuzou TRap

Ilość odcinków: 12
Studio: Creators in Pack
Źródło: Manga
Uwagi: Krótkometrażówka (9 minut).

NTR: Netsuzou TRap, jak czasami nazywa jest ta seria ma w sobie ciekawy skrót: NTR, od netorare, czyli motywu w hentai, gdzie fetyszem jest stosunek z kimś kto jest związku z osobą trzecią. A co my tu mamy? “Hotaru i Yuma, to długoletnie przyjaciółki. Nawet posiadanie przez każdą z nich chłopaka, nie zmniejszyło więzi jaka między nimi istnieje. Więzi, która zaczyna przekraczać zwykłą przyjaźń”. Hm. Chyba pasuje?

Siedzę, patrzę w ekran i nie wiem co wam napisać. Ta seria była… No była. I minęła. To tak, główna bohaterka (ta jasnowłosa) właściwie okazała się całkiem sympatyczna, a jej pairing (z chłopakiem!) to jedyna zdrowa relacja w tej serii. Przy czym nie no, pewne niuanse między relacjami dziewczyn były naprawdę ciekawe takie jak próba uratowania jednej od bagna w które się coraz bardziej wkopuje… Ja właściwie widzę w jakimś równoległym wszechświecie całkiem poruszającą i dobrą wersję tej historii. Może trzeba to było zrobić w formie filmu, a nie takie fragmenciki raz na tydzień. Z lepszymi, ciutkę bardziej realistycznymi lub dorosłymi projektami postaci. Tak! To mi przeszkadzało! Te moe projekty postaci totalnie nie pasują do raczej dramatycznego tonu całej historii! Pomijając fakt, że przy tej długości odcinków zanim znowu wciągniemy się w klimat, już wszystko się kończy. Może zobaczenie tego na jednym posiedzeniu da lepszy efekt? Bo serio, im więcej nad tym myślę, to uważam, że ta historia ma potencjał, jednak produkt końcowy nie potrafi go dobrze sprzedać.
Ach, ale jak lubicie fanserwis, który idzie krok dalej niż kadr z majtkami czy jakieś pocałunki… No tak, w tej kwestii NTR nie rozczarowuje: jak na anime nie-hentai momenty yuri są tam całkiem śmiałe :)

~Darya

Ocena MAL: 5,52 (-0,65)
Ocena Lemurilla: 5,25 (-0,75)

tumblr_ounnnbPggn1sjd0udo1_500
Hold my beer… znaczy, czapkę mię trzym.

Princess Principal

Ilość odcinków: 12
Studio: Actas, Studio 3Hz
Źródło: Oryginalne
Uwagi:

Mamy XIX-wieczny Londyn, ale bardziej przypomina on krzyżówkę Ataku Tytanów, Berlina i całego sterowca steampunku niż prawdziwą Wielką Brytanię. Wojna doprowadziła do tego, że nasz Lądek Zdrój został podzielony olbrzymim murem na wschodnią i zachodnią część. Gdzieś pośrodku tego całego burdelu piątka dziewcząt (jedna latająca zabójczyni, jedna chińska asasynka, jedna kjut kouhai, która chyba nie robi nic, jedna od kierowania samochodem i sama księżniczka) pod płaszczykiem licealnego życia w szkole dla dobrych panien bierze bardzo czynny udział w spiskach. Będą pościgi, będą wybuchy, będzie machanie mieczem i… jedzenie ciastek w altanie. Ale też w ukryciu!

Nadal utrzymuję zdanie, że szpiedzy z tych licealistek jak ze mnie łyżwiarka figurowa. Czyli żadna. Jako złodupca mamy przedstawionego złego hrabiego Normandii, który ma własną siatkę spiskową, ale jednocześnie ani razu nie próbuje szpiegować księżniczki, która regularnie przewala się po całym mieście i robi Bardzo Tajemnicze Rzeczy. Serio nikt nigdy nie trafił na pięć wyróżniających dziewczynek w samochodzie? Pięć dziewczynek znikąd, które wykupują pralnię? Dziewczynki, które siedzą w pierwszym lepszym barze i gaworzą na temat czasów szpiegowskiej szkoły? Ej, no nie, nie jestem aż tak naiwna. Tam w tym świecie funkcjonują aparaty. Sprzedawanie informacji za kasę. Strażnicy. Naprawdę. Taka jednostronna genialność do mnie okrutnie nie przemawia.
Ale już mniejsza o szpiegów, bo z tym nie dojdziemy nigdzie. Przyznaję, że ruszył mnie wątek księżniczki, która (uwaga, solidny spoiler)… wcale nie była księżniczką, tylko żebraczką, która przez zabawę oraz wybuch rewolucji wylądowała nie w tym miejscu gdzie trzeba. Jedni pomyślą – no ale ekstra jej się trafiło, przecież miała dla siebie bogactwo i wszelkie wygody! Tylko tutaj twórcy nie zapomnieli, że dziewczynka wśród obcych, którzy gotowi byli ją zaszlachtować, gdyby na jaw wyszła jej prawdziwa tożsamość, została totalnie zaszczuta przez strach. Wyciskała z siebie siódme poty, żeby nauczyć się wszystkiego i jeszcze więcej. Nie spała po nocach. Żygała ze stresu. Podziwiam, że komuś chciało się poświęcić te cennych kilka minut, aby pobawić się konwencją i pokazać, że to nie księżniczka w rynsztoku miała źle, tylko ta druga.
Pochwalę też wykonanie, bo strona audiowizualna stała na naprawdę świetnym poziomie. Walki samochodowo-pistoletowo-katanowo-powietrzne robiły wrażenie, były dynamiczne, opening i ending się naprawdę udały i w ogóle… Tylko te dziewczynki. Czemu to nie ma sensu, kiedy pod uwagę bierzemy, że to wszystko były dziewczynki (nie, Dorothy, dla mnie nieważne, co masz w metryce) oraz zakończenie, które jest zwyczajnie urwane. Czy mam rozumieć, że anime sprzedało się na tyle dobrze (a sprzedało się), że są szanse na drugi sezon? Tylko jak one niby wrócą z tej Casablanki… Och, jej. To była… oryginalna seria. Tylko wciąż nie wiem, czy w dobry sposób oryginalna.

~Dziab

Ocena MAL: 7,77 (+0,25)
Ocena Lemurilla: 5 (-1,00)

tumblr_oul6qhpGe41qcsnnso1_500
Głębia Monogatari w jednym gifie. Nie żartuję.

Owarimonogatari 2nd Season

Ilość odcinków: 7
Studio: Shaft
Źródło: Light Novel
Uwagi: Seria Monogatari.

Marka Monogatari istnieje już tak długo, że nawet najstarsi animcowi jaskiniowcy zapomnieli, ile tego już wyszło przez te osiem lat. Ale wygląda na to, że zbliżyliśmy się do “upragnionego” końca. Pod koniec poprzedniego sezonu Gaen zaatakowała Araragiego i wraz z początkiem tego licealista budzi się… na placu zabaw razem z Mayoi. Ale przecież Mayoi została odesłana na tamten świat, zatem… Zatem Araragi również umarł i skończył w piekle. Zanim jednak popadnie w rozpacz, okaże się, że to tylko jeden z elementów większego planu, który ma na celu odkrycie, kim właściwie jest osoba podająca się za Oshino Ougi.

Fiuuu… Ledwie kilka dni przed wyjściem Owarimonogatari obejrzałam ostatni z filmów Kizumonogatari, co niestety wyszło na niekorzyść dla serii telewizyjnej. Próżno szukać tutaj detali, animacji i artyzmu, które studio Shaft zaprezentowało nam na wielkich ekranach. W Owarimonogatari jest bidnie. Aż szmutno bidnie. Po tylu sezonach może to delikatnie zmęczyć, a jak mamy na dodatek takiego konkurenta… Lepiej może spasować. Twórcy wiedzieli, co robili zwlekając tak długo z Kizumonogatari. Ponadto odczucie finału całego uniwersum psuje nieco fakt, że przez niechronologiczne wypuszczenie pewnych speciali (a dokładnie Hanamonogatari) wiemy, że Araragiemu nic ostatecznie się nie stanie. Ba, nawet zda prawko jazdy! Winszujemy, a jakże, no ale troszkę o kant dupy potłuc taki finał. A wisienką na torcie zawodu okazało się to, że tożsamość Ougi nie była dla mnie zaskoczeniem. Nie wiem, czy po prostu przeczytałam za dużo teorii, czy przypadkowo natknęłam się na spoilery z LN, ale straciłam cały szok związany z tym, co za typem spod ciemnej gwiazdy była nasza domniemana siostrzenica Meme. I może z tego powodu dziwi mnie ogromnie ta szalona ocena na myanimelist, która zakwalifikowała drugi sezon Owarimonogatari jako szóste, póki co, anime wszechczasów. Tak, szóste. Zrozumiałabym, gdyby tego zaszczytu dostąpiło Kizumonogatari, bo to naprawdę ciekawie zrealizowane filmy. No ale to tutaj… szaleństwo. Dość nierozsądne szaleństwo.
Mimo to nie chcę narzekać – to było solidne podsumowanie wszystkich dotychczasowych tytułów spod szyldu Monogatari i Shaftowi należy się ogromne szapoba, że dotrwał z adaptowaniem aż do ostatniej części. Koniec liceum to koniec walki Araragiego z osobliwościami i poświęcaniem się w imię samego poświęcenia. Razem z Hitagi (niohohohoho) ruszyli w kolejny etap, a my żegnamy się z nimi z uniesionymi głowami… Przynajmniej do momentu, aż autorowi light novelek uda się naprodukować kolejne dzieła z tego uniwersum (a Monster Season już się tworzy), a animatorom przenieść to na ekran. Bo innego końca – czy raczej nie-końca – Monogatari nie będzie.

~Dziab

Ocena MAL: 9,14 (-0,03)
Ocena Lemurilla: 8 (-)

468ce5e8f079726fae08c5b69e94fadec8b33d19_hq
Wsi spokojna, wsi wesoła…

Sakura Quest

Ilość odcinków: 25
Studio: P. A. Works
Źródło: Oryginalne
Uwagi:

Koharu to dziewczyna z którą wielu z nas może się utożsamić. Świeżo po zakończeniu studiów, rzuca się w wir rozmów kwalifikacyjnych, by znaleźć korpo swoich marzeń albo po prostu zajęcie po którym nie będzie przymierać z głodu. W sumie wszystko lepsze wracać na swoją wieś…. Gdy wreszcie ktoś oddzwania z ofertą, dziewczyna rzuca się na nią, nie czytając nawet dokładnie kontraktu. I tak trafia do malutkiej mieściny, gdzie staje się członkiem biura promocji, mającego ambicję uczynić z miejscowości centrum turystyczne. Koharu nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw. Przynajmniej jeszcze…

Jejku, ale ta seria trafiła u mnie na podatne źródło. Tak się bowiem składa, że także pochodzę z małego miasta, a co więcej, dobrze znam się z naszym biurem promocji. Rozmowy o organizowaniu festiwalu czy ściąganiu inwestorów są mi doskonale znane z autopsji. Dodatkowo uwielbiam Shirobako, wcześniejszą serię P.A. Works o tworzeniu anime. Klimat obu serii jest bardzo podobny – tu i tu mamy bardzo szerokie grono różnorodnych bohaterów, w większości dorosłych, piątkę dziewcząt służących nam za przewodników po świecie, historie opierające się o sprawę tygodnia, jednak z wyraźnym celem na horyzoncie, dobry humor, ale i realistyczne wątki obyczajowe. No i główne bohaterki są praktycznie identyczne (nawet design mają podobny). Co najwyżej tutejsza Królowa, czyli Koharu, jeszcze bardziej nie wie co ma w życiu robić.
Wyobrażam sobie, że część widzów szybko znudzi się tą historią. Jest to pełną gębą obyczajówka i przez cały sezon nie zmienia się w tej kwestii wiele. Trzeba jednak przyznać, że zaskakująco realistyczna jest ta seria. Jak już mówiłam, sama pochodzę z małego miasteczka i słysząc o zamykających się sklepach, starszych skarżących się, że ich dzieci wyjechały czy po prostu obserwująć więzi społeczene między mieszkańcami miasteczka w którym każdy zna każdego, poczułam ogromną nostalgię. W dodatku to tak miło widzieć od czasu do czasu anime z bohaterami w moim wieku – które prowadzą samochody, piją po pracy alkohol i ciągle nie wiedzą co w życiu zrobić. Właściwie Sakura Quest to taka przyjemna seria, która mogłaby trwać i trwać w nieskończoność. Tutaj nie ważny jest cel, ale sama droga oraz te zwykłe problemy z jakimi mierzą się przesympatyczni mieszkańcy Manoyamy. Swoją drogą, miasto jest oparte na rzeczywistej miejscowości Nanto – tutaj możecie zobaczyć porównanie lokacji z rzeczywistością :)

Ocena MAL: 7,44 (-)
Ocena Lemurilla: 7,5 (-)

Ballroom e Youkoso oraz Fate/Apocrypha przechodzą na kolejny sezon.

Wyróżnienia specjalne:

Nagroda im. Yukihiry Soumy za najlepsze gotowanie: Masahiro Setagawa i jego przecudowne dania, które twórcy Hitorijime pokazywali niemalże co odcinek.

Nagroda im. Lighta Yagami za najbardziej opętane grymasy: Calutka ekipa Kakegurui.

Nagroda im. Google Maps za poznawanie nieznanych regionów Japonii: Sakura Quest.

Nagroda im. Pitagorasa za promowanie figur wielokątnych: Gamers! za wątki romantyczne.

Nagroda im. Potwora Gender za spowodowanie największych lęków u 4chana co do tego, czy loli do których fapią to na pewno loli, a nie shoty i w ogóle zwiększenie populacji furry: Made in Abyss za postacie Marluka i Nanachi.

Nagroda im. Niny Tucker za postępy w nauce: Mitty z Made in Abyss.

Nagroda specjalna Daryi, która wreszcie wie co odpowiadać w ankietach na pytanie „Postać z anime podobna do Ciebie”: Riko z Made in Abyss.

Nagroda za najpłytszą fabułę: Dive!! (yesss)

Najlepsza grafika
Darya: No, Made in Abyss raczej nie pozostawia miejsce konkurencji. Już same tła, przywodzące na myśl film Ghibli, zasługują na jakąś nagrodę.
Dziab: Mimo uproszczonych projektów postaci Made in Abyss wciąż zrobiło na mnie największe wrażenie. Te tła, ta animacja, kiedy już była przydatna – to było coś prześlicznego. Ręczna robota. Klimatyczne jak trzeba.
Shizuru: Ponieważ nie oglądałam Made in Abyss, mój wybór nie jest taki łatwy. Myślę, że postawię na Kakegurui, które mimo, że jest dosyć specyficzne pod względem graficznym, podobało mi się najbardziej.

Najlepsza muzyka
Darya: Made in Abyss, wszystko co leciało w tle znakomicie uzupełniało tą i tak klimatyczną historię.
Dziab: I znów stawiam na Made in Abyss. Ta ścieżka dźwiękowa naprawdę zapada w pamięć. Wciąż pamiętam tę melodię, gdy Regu i Riko opuszczali drugi poziom… A kiedy soundtrack sprawia, że trafia cię w kokoro, to wiedz, że było to dobre.

Najlepszy opening/ending
Darya: Hm, hm… Powiedzmy, że opening do Kakeuguri (nie ważne co Dziab narzeka na muzykę :P). To jedna z tych czołówek, które same w sobie mają wartość artystyczność, a nie są po prostu sklejką scen z serii. Dodatkowo, bardzo przypadły mi do gustu opening i ending do Ballroom.
Dziab: W sumie mam pewne typy – opening do Princess Principal oraz ending do Made in Abyss. Oba było ciężko przewinąć przez to, co działo się na ekranie oraz grało na słuchawkach… ALE. Ale, ale, ale. Ale jest jeszcze seria, która przeszła na sezon kolejny, ale opening już nie. I absolutnie kocham opening do Ballroom e Youkoso! w wykonaniu UNISON SQUARE GARDEN. Aż chce się tańczyć – i to lepiej niż bohaterowie anime.
Shizuru: Jeśli chodzi o całokształt, zdecydowanie wybieram opening z Kakegurui. Bardzo podoba mi się jego strona wizualna, ale sama piosenka też przypadła mi do gustu. Oprócz tego na podium znalazł się opening z Hitorijime oraz z Ballrooma.

Najlepsza postać
Darya: Nanachi z Made in Abyss! Choć pojawia się dość późno, błyskawicznie chcę przyznać jej tytuł best girl… Best boy… Best królik po prostu! Design, głos, backstory i charakter: rzadko jakaś postać zachwyca mnie pod tyloma względami.
Dziab: Zależy pod jakim względem najlepsza, ale Jabami Yumeko z Kakegurui miała w sobie coś, co nie pozwala mi o niej zapomnieć. Szaleństwo i inteligencja w jednej cenie. Sympatyczna i bezwzględna zarazem. Manipulantka, ale jednocześnie prosta dziewczyna. Takich antybohaterów nam potrzeba. Już dziś dołącz do naszej armii!
Shizuru: W tym miejscu chciałabym się w 100% zgodzić z Dziabarą i jej wyborem.

Moje OTP
Darya: Z pewnych powodów chciałabym wspomnieć już teraz o dwu-częściowym Fate/Apocrypha i pairingu CaulesxBerserk, bo później może nie być okazji (kto widział, zrozumie)… Ale dobra. Czysto z tego sezonu sięgam po Gamers! i TasukuxAguri. To tak miło widzieć raz perypetie dwójki, będącej od początku serii sparowaną parą!
Dziab: Nie spodziewałam się, że Gamers! tak szybko wyjdzie z haremówkowatego bałaganu i zaoferuje dwa przekochane pairingi. I w sumie trudno mi stwierdzić, który z nich wolę bardziej, ale naprawdę je polubiłam. Także nagroda Dziabąga idzie w tym sezonie do KeitaxKaren oraz TasukuxAguri. Och, jak mi było dobrze w tym sezonie, jak ciepło i uczuciowo…
Shizuru: Chciałabym powiedzieć, że wybieram pairing z Hitorijime, ale jakoś ciężko przechodzi mi to przez palce. To nie tak, że to były złe pary, co to to nie. Ale wiecie, był jeszcze Aoyama x środki czystości <3

Największe feelsy:
Darya: JA PIERNICZĘ, MADE IN ABYSS. Tam było kilka smutnych scen, ale ten ostatni odcinek… Wciąż drżę jak o nim myślę…
Dziab: O BOŻE, MADE IN ABYSS. Jak ja ryczałam razem z Nanachi. Jak ja ryczałam… Poza tym to, co działo się w drugiej połowie serii, to trzeba zapisać złotymi zgłoskami w historii anime, bo o takich tematach co tam poruszono to ze świecą normalnie szukać wśród chińskich bajków.
Shizuru: Przedostatni odcinek Hitorijime. To był ten moment, gdy wszystkie dobre rzeczy postanowiły się totalnie spieprzyć. I niby wiesz, że wszystko skończy się dobrze, ale jakos tak się człowiekowi smutno robi.

Największe wtf?!
Darya: W tym sezonie to dość trudne pytanie… Może napisałabym tu Dive! gdyby wywoływało we mnie w ogóle jakieś emocje wymagające wykrzyknika. Hm, w sumie przy Made in Abyss czasem to wołałam. Ale to było dobre wtf, bardzo dobre, nawet jak bolesne.
Dziab: Są dwa rodzaje wtf, te pożądane i te zdecydowanie niechciane. W tym sezonie doznałam obu. Te dobre związane było ze zwrotami akcji w Made in Abyss, a szczególnie chyba z pewnym… zabiegiem… natury chirurgicznej… Natomiast złym łotdefakiem było zakończenie Koi to Uso. I w ogóle harem z Koi to Uso.
Shizuru: Przynajmniej połowa scen z Keppeki Danshi, ze szczególnym naciskiem na ostateczny powód, dlaczego Aoyama wybrał taką, a nie inną szkołę (bo to jednak nie były tylko przepiękne toalety).

Moje guilty pleasure
Darya: W Dive!! nie było żadnego pleasure, więc odpada… W sumie Gamers! ? Bo nie jest to aż tak wybitna seria jak na to, jak dużo radochy mi sprawiło.
Dziab: Dive!!. Absolutnie Dive!!. Tylko że z tego nawet pośmiać się nie dało, ale oglądało się dla bycia hardkorem. Jak zrobić sportówkę, ale nie. I jestem pełna podziwu, jak wzorowo twórcy się z tego wywiązali. No na olimpijski medal!
Shizuru: Hitorijime my hero, bo czasami nie dobrze się przyznawać, że ogląda się anime BL.

Największy zawód
Darya: Jeszcze nie mogę wpisać Ballrooma? No to Dive!!, bo choć spodziewałam się mało, dostałam absolutnie nic.
Dziab: Katsugeki/Touken Ranbu. Ostatecznie uświadomiło mi to, że ufotable nie jest zbawcą tego animcowego rynku, a wręcz czego się dotknie z adaptacji gier około-rpg, to spierdzieli.
Shizuru: Zdecydowanie Dive!! Miał być godnym następcą Free!, a był w sumie niczym. No i Centaur no Nayami, też liczyłam na coś więcej po tej serii.

Najlepsza kontynuacja
Dziab: Właściwie tylko Boku no Hero Academia 2 pasuje w moim przypadku do tego kryterium. Ale to nie będzie wcale wybór przymusowy, bo i tak sezon był naprawdę udany. Na tyle, że poprawiłam zdanie o tytule i ogólnie mam wielką chęć obejrzeć trzecią serię.

Najlepsza nowa seria
Darya: Made in Abyss nie miało żadnej konkurencji, na razie to wręcz mocny kandydat na serię roku, Przy czym mam ogromną ochotę dać wyróżnienia bardzo sympatycznym Sakura Quest i Gamers!.
Dziab: Made in Abyss i nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Seria, która poruszyła moje zamrożone… chlip, chlip… serce.
Shizuru: Czy ja już wspominałam, że nie widziałam Made in Abyss? Więc mój głos idzie na Kakegurui.

Reklamy

11 komentarzy do “Potrawka licealna z sosem z miłości, czyli podsumowanie anime z sezonu lato 2017

  1. Manga Hitorijime my hero jest dużo fajniejsza niż anime z tego co czytałam i z tego co słyszałam od ludzi posiadających dalsze tomiki. Tu było strasznie dużo dłużyzn i strasznie dużo uproszczeń. Wydaje mi się, że różnica wieku bohaterów nie była jakoś zastraszająco duża, tylko po prostu ich pozycja społeczną powiększała tę odczuwalną przepaść. Cała reszta anime przede mną, ale ostatnio wolę nadrabiać japońskie dramy niż anime XD

    Polubienie

    • Czy ja wiem, jak dla mnie było tam około 10 lat różnicy. No i przeważnie związek nauczyciela z uczniem jest odbierany negatywnie.
      Dłużyzn nie odczułam, ale może to dlatego, że standardowo już oglądam anime na przyspieszeniu ;)

      Polubienie

      • O ile mnie pamięć nie myli to 6 i 7 października (piątek i sobota) obejrzałem cały sezon. Naprawdę wciągające anime. Nastawiałem się na niesamowitą przygodę i powolne odkrywanie kolejnych tajemnic Otchłani i to dostałem. Natomiast nie spodziewałem się, że im głębiej w otchłań tym seria będzie coraz mroczniejsza, co wbijało w fotel i było naprawdę fajne.

        Polubienie

  2. Wy zadowolone, a ja… Oj, kiepsko sobie podobierałam w tym sezonie, kiepsko. Mam nadzieję na lepszą jesień. Ale po kolei.

    Dive!! (czemu tu są tylko dwa wykrzykniki) – ej no, ten gif ma ładnie przechodzący kolor wody!

    Gamers! – ha, znajoma to oglądała i właśnie narzekała na te miłoście, bo chciała coś typowo o grach… jakie totalnie różne podejścia o:

    Kakegurui – tu nie znajoma, ale ja – i nie oglądałam, ale przewijały mi się w różnych mediach gify z tego – i yh, wy polecacie, mnie dość skutecznie odstraszyły. Być może niesłusznie, przyznam bez bicia – gdyby mnie ktoś chciał zachęcić do Garo HnK gifami z samego początku pierwszego odcinka (German u prostytutki, dość graficznie) też bym nie sięgnęła, a całościowo bardzo mi się podobało. (Garo też od Mappy swoją drogą)

    Touken Ranbu – o, skończyłaś, Dziab! Dzięki! Ale… po tym opisie jednak ja się za to nie biorę, skoro tak to aż zjechałaś D:

    Made in Abyss – wow, jak chwalicie…

    Ej właśnie, nie skończyłyście Centaura? Co się stało? I dobra, to teraz ja. W tym sezonie oglądałam szaloną liczbę trzech wychodzących serii, z czego jedna to Fejty, ale dwie pozostałe nie pokrywają się z tym, co wy widziałyście, więc może chociaż wam uzupełnię pogląd na sezon.

    Jikan no Shihaisha – obejrzałam to w całości, wy nie musicie. Nie ma za co. W moim odczuciu jest to idealnie bylejakie. :’) rozwalił mnie odcinek z samolotem lecącym w powietrzu i główną bandą nawalającą się na skrzydłach z wrogiem. Ciśnienie? Tlen? Temperatura? Ktoś, coś…? Do samego końca nie mogłam też ogarnąć jaką rolę ma odgrywać Blaze. Papa Putin – główny bohater, Synek Putin – głos rozsądku, Mama Putin – irytująca bohaterka wspierająca, ale Blaze? Aż do mnie dotarło. On ma uosabiać frustrację widza, który tak samo jak on nie ogarnia co się dzieje. \o/ miałam już nadzieję na fajne zakończenie (Papa Putin kaput), ale nie. Meh.

    Z pozytywów powiem, że kolorki były fajne jak robili te swoje ataki, tutaj przykład (chodzi mi o moment gdy pojawia się to coś opisane „Slow down” http://68.media.tumblr.com/e355b1f1bae23d1542bf42692184bd4f/tumblr_otg2vv45Xh1ui0el7o1_1280.gif tak, wiem, pod notką o Balloromie pisałam, że ma lepsze kolory niż JnS… ale te przejścia barw mi się akurat podobają jako pokazanie niezwykłości tego co robią. Ale generalnie, jak mam wybierać kontrolujących czas, to jednak wolę już Tokisadę z Omegi, z nim przynajmniej były zabawne przeróbki w internetach.

    Konbini Kareshi – …jak by to… pamiętacie może Glasslip? Tę serię, która do samego końca nie miała dosłownie żadnej fabuły? Tu jest trochę podobnie. Jestem bardzo rozczarowana – zaczęłam ten tytuł li i wyłącznie dlatego, że wywnioskowałam, iż to spożywczak będzie głównym (jak nie jedynym) miejscem akcji i byłam zaciekawiona jak to ma wyglądać. Otóż rzyć nieopalona, sklep nie odegrał praktycznie żadnej istotnej roli po pierwszych odcinkach.

    Z innych narzekań – w openingu przewija się cała masa postaci, tymczasem sama seria skupia się w zasadzie tylko na czterech – okazjonalnie te inne się pojawiają, ale na tyle rzadko, że szczerze mówiąc nawet nie pamiętam jak się nazywają (a co do niektórych nawet nie jestem pewna czy się pojawili). Tak się nie traktuje openingowych ludzi!

    No i jeszcze jedna z głównych parek. Mam wrażenie, że zamysł był taki: dziewczyna zamknięta w sobie, nieśmiała, nieco zbyt podporządkowana rodzinie, i chłopak, który akceptuje jej „dziwne” (wcale nie) hobby, jej styl bycia, chce jej pomóc się nieco otworzyć i cierpliwie ją przekonuje że nie, nie żartuje, nie nabija się, serio jest nią zainteresowany. Tymczasem to, co faktycznie pokazano, jak dla mnie podpada wręcz pod nękanie momentami. Ona mówi mu kilka razy że jej się narzuca, przeszkadza, i w ogóle ma do niej nie mówić per przewodnicząca (raz prosi przyjaciółkę żeby z nią była, bo się krępuje sam na sam), a on nie dość że nie łapie aluzji i nie daje jej spokoju, to dalej swoje, łącznie z szarpaniem jej żeby mu nie odeszła (bo on „chce pogadać”) czy krzyczeniem na nią kiedy ta chce iść do domu bo rodzice zadzwonili (tyle chociaż że potem przeprosił). Albo ja to źle odebrałam, albo to się ma do uroczej love story jak ja do bycia fanką Mickiewicza. Wielokrotnie miałam ochotę zdzielić kolesia mokrą gazetą przez głowę i nie przestawać tłuc aż sobie nie pójdzie.
    O zgrozo, z odcinka na odcinek dziewczę totalnie przestaje czuć się niekomfortowo i nagle są półuśmiechy, szturchanie nogą czy chwytanie za ramię. Wtf?! sezonu, moja nominacja.

    P.S. Fejty – tak, wiem, dopiero połowa. Ale na chwilę obecną powiem tak – nie do końca wiem, do czego właściwie jest tam potrzebna Joaśka, poza plątaniem się pod nogami. Biorąc pod uwagę to ile prostaci już ją próbowało ubić, to oni też tego nie wiedzą. A, i pierwszy opening podobał mi się muzycznie bardziej niż drugi.

    Polubienie

    • Damn, w sumie ten gif z Diive!! naprawdę jeden z ładniejszych xDDD

      Przy Gamers! kilka razy widziałam zawód ludzi, że za mało gier. Mi to w sumie nie przeszkadzało, ale w sumie warto mieć na uwadze na początku, że to bardziej romcom niż seria o nerdach.

      Made in Abyss bardzo zapunktowało świetnym ostatnim odcinkiem – bardzo dużo osób, w tym my, podwyższyły po nim ocenę całej serii. Zobaczymy za parę sezonów jak przetrwa próbę czasu (bo np., przyznam szczerze, ogromnie chwaliłam Little Witch Acamedia, ale teraz… Miłość mi osłabła :<)

      Centaury Shizu oglądała i po paru epach się jakoś załamało tamtejszym brakiem logiki i dziwnym fanserwisem? Coś takiego xD Ale po spodziewanych wynikach sprzedaży DVD/BR widzę, że ogólnie ledwo kto to ogląda.

      Dzięki za opisy serii, których nie oglądamy <3!

      Co do Fejtów – mam dokładnie to samo zdanie! Nie wiem po co Joaśka i spoko opening. Ale uch, cała seria dość mnie nudzi >>

      Polubienie

    • Zawsze może się zdarzyć, że nie da rady zobaczyć wszystkiego, więc na wszelki wypadek warto zaczynać od najlepszego :3 Nie licząc kontynuacji (jeśli widziałaś pierwsze sezony), to Made in Abyss, Kakegurui ew. Sakura Quest i Gamers! – bierz co Ci się z opisu podobało albo w ciemno.
      Ale Made in Abyss bardzo polecamy!

      Polubienie

  3. muszę dokończyć te abyss choć coś mi mówi że może być twist w stylu robot boy główny złol albo matka bohaterki w ww roli ;-) w sumie to z tego sezonu dużo nie oglądałem tylko parę odcinków Knight and Magic i princess princess dokończyłem za to clasicoid?? co by nie mówić dużo śmiechu ta seria daje :) a i bym zapomniał nowa wersja Magic Cirle Guru Guru dostaje wyróżnienie za humor i niemal perfekcyjne odwzorowanie oryginału w stylu humorze a nawet poszczególnych scenach :-) zawód sezonu to gwałt i pohańbienie Irresponsible Captain Tylor w Galatic Tylor ja rozumiem że odcinki miały po 6-9min ale to co odwalili z oryginałem łączyło tylko Tylor w tytule i nic więcej :/

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s