Nikt do tanga nie poderwie się, czyli dlaczego anime Ballroom e Youkoso jest złą adaptacją.

Od trzech miesięcy co tydzień w niedzielę powtarza się jeden i ten sam dramat: czas na nowy odcinek Ballroom e Youkoso (Welcome to the Ballroom). Śledzący nas fanpage na pewno pamiętają jak bardzo oczekiwałam tego anime i ile nadziei z nim wiązałam. Już pomijając wszystkie porównania do Yuri!!! on Ice (które będzie się, chcąc nie chcąc, przez ten post przewijać), tak się składa, że jestem koneserem scen tanecznych w filmach i serialach. Z jeden strony kocham musicale jako gatunek, z drugiej nawet nielubiany przeze mnie fabularnie film może zostać mi w serduszku na lata dzięki wybitnej scenie tańca. Mogę nie przepadać za Zapachem Kobiety, ale spójrzcie na tę scenę tanga, gdzie niewidomy weteran wojenny bierze w obroty śliczną nieznajomą do cudownych dźwięków Por una Cabeza. Nie trzeba znać reszty historii, by ta scena wywarła wrażenie. Taka jest siła tańca.
Ten post nie będzie jednak analizą scen tanecznych w dziejach kinematografii (…może warto by było założyć na taki tekst osobnego bloga?). Opowiem wam, dlaczego Ballroom oparty na całkiem dobrej i wciągającej mandze jest przykładem fatalnej adaptacji. Nie będzie to wiec recenzja jednej serii, a bardziej użycie by przypatrzeć się pewnemu problemowi.
Lekkie spoilery do około 10 odcinka, przy czym postaram się pisać tak, by osoby nie oglądające Ballroom rozumiały o czym mówię.

brom5.png
A manga jest taka dobra…

Porozmawiajmy krótko o mandze.

Ballroom e Youkoso funkcjonuje według dość standardowych schematów shonena sportowego: Główny bohater, Tatara Fujita, to zwykły, niewyróżniający się niczym uczeń trzeciej klasy gimnazjum spełniający aż 7,5 z 10 punktów z mojego poradnika dla kandydatów na boahtera shonena. W wyniku pewnego splotu wydarzeń trafia na zajęcia z tańca towarzyskiego, co wywraca jego życie do góry nogami. Po poznaniu genialnego tancerza Sengoku postanawia sam zostać profesjonalistą i wygrywać najważniejsze konkursy taneczne. Oczywiście droga nie jest łatwa, Tatara okazuje się mieć pewne talenty, ale zanim zacznie osiągać jakieśkolwiek sukcesy czeka go wiele godzin ciężkich treningów i liczne porażki.

Podążanie schematem nie musi być jednak wadą serii, szczególnie gdy robi to dobrze i ma coś własnego do zaoferowania. Raz, taniec jest uprawiany w parach, co oznacza duże skupienie na kwestii dogadywania się chłopaka z dziewczyną. W sytuacji, gdy większość sportówek do drużynówki lub rozgrywki indywidualne, jest to jednak miła odmiana (choć powiem szczerze, że motyw dogrywania się jest w pełni wykorzystywany dopiero po pojawieniu się Chinatsu). Dodatkowo Ballroom wyróżnia dobrze wyważony klimat. Jest trochę humoru, jest trochę dram, ale historia skupia się przede wszystkim na dążeniu postaci do czegoś więcej. Taniec jawi się jako możliwość ocalenia siebie od raczej nieprzyjaznego środowiska jakie bohater zastaje w szkole, jako jedyna możliwość udowodnienia sobie własnej wartości. Zaskakująco dobrze rozegrano tu przy tym fakt, że Tatara ma rozwiedzionych rodziców i mieszka z ojcem – bardzo rzadki motyw w mangach, które wolą albo rodzicieli zabić albo kompletnie ignorować ich istnienie. Ten raczej smutny setting, wyraźnie poważniejszy i bardziej życiowy od zwykłego shonena, przepełniony jest jednak masą nadzieją, że dopóki poświęcasz czas temu co kochasz, twoje życie może zmienić się na lepsze.

brom8

Seria ma oczywiście swoje wady: nie licząc protagonistę, nie jestem przekonana do reszty postaci, które często wypadają dość jednowymiarowo. Dodatkowo mało kto z ważniejszych bohaterów ma sensownie rozbudowaną przeszłość i po dziewięciu tomach przebywamy w dużej części pośród postaci, które ledwo znamy (Ave za przecudowny rozdział z historią relacji Chinatsu i Aki! Od razu lepiej się czyta!). Traktowanie postaci żeńskich, szczególnie przy początku, nie jest też tym co spodziewalibyśmy się od kobiecej mangaki opowiadającej o sporcie uprawianym w parach: trochę za silny nacisk kładzie się na rolę mężczyzny, przez to dziewczyny momentami wydają się jedynie ładnym dodatkiem lub samiczką do zdobycia (to się poprawia w pewnym momencie, ale dość późno).

Koniecznie trzeb też powiedzieć słówko o kresce. Jest niesamowita. Początkowo trzeba się troszeczkę przyzwyczaić, ale nie sposób nie docenić kunsztu Tomo Takeuchi. Ponoć wpływ na to ma fakt, że kształciła się ona – w przeciwieństwie do typowego mangaki – na porządnym ASP. Łatwo dostrzec, że narysowała się ona w życiu szkiców z żywych modeli: jej sposób kreślenia sylwetek jest bardzo realistyczny i przykuwający uwagę. A sceny tańca! Rozmazane kontury podkreślające ruch, sprawiają, że czytanie tej mangi to po prostu estetyczna przyjemność.

Ostatecznie mangowy Ballroom to ciekawa lektura, nie pozbawiona wad (szczególnie w kwestiach postaci), ale ze względu na klimat i walory artystyczne zasługująca na swoje liczne pochwały.

brom3

Taka seria musi kusić animatorów. Kusić, ale i przerażać. Dużo tańca oznacza przecież dużo animacji, dużo animacji to dużo klatek do narysowania, a to zwiastuje bardzo dużo problemów. Ostatecznie jednak znalazł się jeden odważny – i to nie byle kto! Production I.G. dopiero co zakończyło pracę nad trzecim sezonem Haikyuu!! i potrzebowało zajęcia dla całej gromady wyrobionych w rysowaniu sportówek animatorów. A trzeba przyznać, że historia siatkarzy w kategorii adaptacji spisała się znakomicie i na lata podniosła poprzeczkę tego, co nazywamy dobrym anime o sporcie: zarówno pacingiem, rozwojem postaci, a przede wszystkim graficznie. Mając to w pamięci można było iść spać spokojnie – adaptacja serii o tańcach wydawała się w jak najlepszych rękach. Marketing dawał z siebie wszystko, twórcy pojawiali się na różnego rodzaju konwentach (np. Anime Expo w LA, gdzie odbyła się światowa premiera serii), a pan reżyser szczycił się tym, że przez pół roku sam, osobiście chodził na kurs tańca towarzyskiego. Oczywiście już przy pierwszych trailerach pojawiły się śmieszki z długości szyi bohaterów, ale oprócz tego: szykowaliśmy się na artystyczną ucztę.

Równocześnie pechem, jak i szczęściem dla premiery Ballroomu okazał się także przeogromny sukces Yurii!!! on Ice emitowanego zaledwie pół roku wcześniej. Pechem, ponieważ każdy (ze mną włącznie), ocenia teraz to anime przyrównując je do Jurków, szczęściem, bo cały szwadron wielbicieli YoI rzucił się na nową serię jak na miskę katsudona – w końcu taniec towarzyski i łyżwiarstwo figurowe mają wiele podobieństw, a ile można rewatchować te same 12 odcinków… (Odp: dużo, oj, dużo).

No, jak można było to tak spieprzyć.

brom3
Szyje to naprawdę najmniejszy problem.

Zarzuty wobec Ballroomu mam kilka, możemy je podzielić jednak na dwie kategorie. Jeden jest fabularno-fanserwisowy, drugi wizualno-muzyczny.

Pierwszy zarzut jest dość lekki i bardziej dotyczy problemów wszystkich adaptacji: Pacing. Mówi się tak na tempo serii, czy niektóre fragmenty się nie dłużą, czy jest dobra równowaga między akcją, a odpoczynkiem albo odpowiednie podkreślenie najważniejszych scen. Tutaj akurat Ballroom moim zdaniem spisuje się nawet dobrze, choć internety są w tej kwestii podzielone. Tak jak większość sportówek oczywiście jest tu problem z turniejami trwającymi pół sezonu (choć tutaj zmieszczono się w 4,5 odcinka, dają radę) czy występami, które w czasie rzeczywistym powinny mieć 1 minutę, ale w rzeczywistości oglądamy je przez kwadrans (ale pamiętajcie dziatwy, planeta Namek wybuchnie za 5 minut…). Żonglerka materiałem żródłowym, konieczna w każdej adaptacji, jak zwykle sprawia pewne kłopoty – część scen traci urok (przykładowo końcówka 11 odcinka z poradą ojca Tatary nie umywa się zupełnie do prześlicznej sceny w mandze pod koniec 17 rozdziału), ale to ujdzie w tłumie. Kwestia przełożenia fabuły komiksu na nowe medium nie jest problemem Ballroomu.

Jest nią za to fanserwis.

shizukn
Kobiety w tej mandze mają ciężko.

Istnieją dwa rodzaje fanserwisu z wykorzystaniem bohaterek. Znośny i zły. Znośny polega na tym, że cycki to element krajobrazu np. bohaterka się akurat myje i widz tak całkiem przypadkiem obserwuje ją przy tej czynności albo do jej charakteru przypisane jest bikini i sama się nim pcha przed protaga. Keijo!!!!!!! składa się z samego fanserwisu i jest cudowne. Zły fanserwis polega nie tyle na uprzedmiotowieniu kobiety, ale na jej upodleniu i zawstydzeniu. Te wszystkie podglądane majtki, nurkowanie w biust bohaterek, zmuszanie ich do przebieranek wbrew jej woli… Wpadaniu do szatni, gdy się przebierają… Zdzieranie z nich ubrań… To co Ballroom robi tak bardzo, bardzo źle… I tak bardzo niepotrzebnie. Mówimy tu o serii, gdzie postacie tańczą tańce latynoskie. Tam naprawdę nie trzeba dodawać bezsensu scen z dziewczyną w bieliźnie, wystarczy zagrać na tym co już się ma.
Oczywiście, te sceny istniały też w pierwowzorze. Ale to ekipy adaptującej zależy co z oryginału wezmą i jak przedstawią to w swoim medium. Spójrzmy chyba na najbardziej kontrowersyjną scenę z trzeciego odcinka:

3-19923-199

To co, bawimy się w znajdź różnicę? Od lewej w mandze wytrysk z nosa Tatary jest wyraźnie mniejszy. Tamaki zamiast robić zdjęcia przejmuje się Shizuku i sięga do sukienki, może dlatego, by ją znów okryć. Shizuku jest widocznie wkurzona. Sengoku zamiast wściekłości ma wyraz bycia Debilem z Durnym Planem. Hyoda wyraźniej jest niezadowolony z sytuacji i bardziej spieprza, by nie musieć na te widowisko patrzeć. A przede wszystkim: Kadr w mandze nie poprzedzało kilka sekund zbliżenia na Sengoku i Shizuku podkreślające jeszcze absolutnie okropną sytuację w której się ta 15-letnia dziewczyna znalazła. Jasne, to już było w mandze. Ale ktoś w ekipie podjął decyzję, by przedstawić to w adaptacji w taki, a nie inny sposób, specjalnie podkreślając dyskomfort bohaterki i seksualną stronę sceny.

Drugą irytującą kwestią jest stawianie bohaterek jako drugorzędnych względem bohaterów: a mówimy tu o sporcie uprawianym parami. Dość mocno podkreślane jest, że w tym sporcie ważniejszą rolę ma mężczyzna, który jest liderem w tańcu. Akurat tu rozumiem, że ma to odbicie w rzeczywistości, ale w pewnym momencie jest to akcentowane w serii, aż do granicy absurdu. W mandze też jest ten problem (w późniejszych rozdziałach jest to realizowane znacznie lepiej – tyle dobrego z pojawienia się Chinatsu), jednak w anime widać to znacznie bardziej. W pewnym momencie dochodzi wręcz do sceny, której nie można opisać inaczej niż walkę samców o najlepszą samiczkę: mówię oczywiście o odcinku piątym, gdzie Gaju i Tatara dość bezczelnie kłócą się o to kto ma zostać partnerem Shizuku, po tym gdy jej poprzedni towarzysz uległ kontuzji. Tutaj też anime rozciąga scenę, i tak jak bohaterowie w mandze kłócą się przez zaledwie dwie strony o tym co dziewczyna powinna zrobić (właściwie przerzucają się kilkoma uwagami, zanim ta się wcina ze swoją racją), tak gdy w anime przez półtorej minuty gadają sobie w najlepsze daje to znacznie gorszy efekt.

Powiecie, że przesadzam? Możecie tak myśleć i ta scena może was nie obejść. Z tym, że bardzo dużo kobiet oglądających serię poczuje się zniesmaczona. Bardzo dużo potencjalnych kobiecych fanów, które zobaczą powyższe screeny nie sięgnie po serię. Powiecie, że to i tak shonen, który skierowany jest dla nastoletnich chłopaków, którzy lubią fanserwis? Cóż… W tym momencie twórcy anime dobitnie pokazali, że nie są zainteresowani swoimi żeńskimi widzami. Widzami, które jednak średnio przepadają za tym jak ubliża się jej płci. I tym sposobem cała horda wygłodniałych fanek Yuri!!! on Ice poszła po raz setny rewatchować Jurki…

brom7
W sumie, expectation vs reality w przypadku tego anime to dość smutny temat.

No właśnie, nasze kochane pedały na lodzie. Nie wiem czy cały fandom YoI już wie, ale mamy nowego arcywroga. Nazywa się Tetsuya Kinoshita i jest producentem Ballroomu. W kilku wywiadach, komentując sukces Yuri!!! on Ice i jaki wpływ ma to na BeY wspomina on, że jego seria to nie Boys Love, nie romans, a osobista historia bohatera. Fandom uznał to za wyzwanie do wojny, bo jednak nazwanie serii, która BL nie jest taką przez kogoś z branży, wbrew pozoru jest obrazą, a w dodatku sugeruje, że sukces YoI opiera się głównie na tym elemencie. Oczywiście, fani też przesadzają (co się dziwicie, naprawdę wieje tu ostatnio nudą), ale dokładniej o sprawie możecie przeczytać u Shameless. Wszystko to, to kolejna marketingowa strzała w kolano od ludzi, którzy powinni byli wiedzieć, że dzięki uznaniu fanek łyżwiarzy mogliby wylansować Ballroom na przebój roku. Bo, owszem, można się oprzeć głównie na męskiej widowni. Jednak bądźmy szczerzy: ilu facetów rzuci się na serię o tak popularnym u kobiet sporcie jak taniec towarzyski? Męscy fani są z jakiegoś durnego powodu dziwnie zrażeni do serii, które mogą być skierowane dla dziewczyn. A jednak taki typ anime, wydawałoby się, reklamowałoby się przede wszystkim im…

Najważniejszym zapalnikiem długich kłótni w internetach, jeśli już ktoś przypomni sobie, że Ballroom w ogóle leci, jest jednak inna kwestia.

Animacja i muzyka.

I och, tu wam mam stanowczo co do opowiedzenia (i do poporównywania z YoI)…

brom2
Średnia długość trwania sceny tanecznej zanim przechodzi na równie długi czas w nieruchomy obrazek.

Anime o tańcu z automatu oznacza, że widzowie będą spodziewać się sakugi. Sakuga to nazwa na momenty szczególnie dobrej animacji mającej sprawić, że szczęka upada nam na podłogę. W końcu taniec to ruch! I nie zrozummy się źle, w ekipie Ballroomu jest wielu naprawdę znakomitych rysowników z ciekawymi pomysłami. Niestety nie ma daje im się za bardzo wykazać. I ja doskonale rozumiem, że sceny taneczne są bardzo trudne i wymagają licznych klatek, żeby wyglądały płynnie i przy tak długiej serii trzeba uciekać się do sztuczek. Nie powiem czasem nieruchome ujęcia dają ładny efekt. Ale nie. Gdy robi się to. CIĄGLE. Ballroom ma irytującą tendencję do ograniczania scen ruchu postaci do kilku sekund i oszukiwanie przez pozostały czas pojedynczymi klatkami. Nie wierzycie? Spójrzmy na odcinek 10. Naliczyłam tam osiem animowanych scen tańca. Jedna trwała 3 sekundy, cztery były po 2 sekundy, a trzy po 1 sekundę (sic!). Dodatkowo dwa 1-sekundowe ujęcia z retrosów z poprzednich odcinków. Owszem, ujęcia są całkiem ładne i niektóre elementy slide-show jakim jest reszta epizodu wygląda całkiem estetyczne. Ale ja mówię o odcinku, który jest w środku 4-odcinkowego turnieju w którym bohaterowie przez większość czasu są na parkiecie i tańczą. I ja naprawdę nie wymagam zagrywek jak z YoI, gdzie pokazywane nam są prawie całe programy. Ja chcę więcej 16 sekund (sic!) ruchomego tańca na dwadzieścia minut! Prawdziwy taniec towarzyski też ma, o dziwo, dużo postojów i nieruchomych momentów, no, ale, zobaczcie sobie jak to wygląda na żywo i sami wyciągnijcie wnioski:

Och, wspomnijmy znowu o Yuri!!! on Ice. Tam problem jest całkiem odwrotny, bo występów łyżwiarskich jest za dużo i nie dość, że traci na tym fabuła, bo na rozwój postaci czasu brak, to jeszcze od pewnego momentu widzimy występy ziemniaków na lodzie. Niestety, taka ilość przejazdów doprowadziła do tego, że po prostu nie było czasu dopieścić każdy z nich (a i tak animatorzy ocierali się o śmierć z przepracowania). Rozumiem nawet ludzi, którzy wolą już oszukańcze slide-show z Ballrooma – na dłuższą metę mniej w tym wszystkim quality. Ale. Wybaczyłabym serii o tańcach dużo, gdyby te parusekundowe urywki ruchu służyły oszczędzaniu sił animatorów na sceny po których nie mogłabym się podnieść z podłogi. Widać, że twórcy anime mają ambicje artystyczne i kilka dobrych pomysłów. Scena tańca w zachodzie słońca Tatara i Mako w 5. odcinku miała świetny klimat (choć animacyjnie tam się nie napracowali). Pomysł z płatkami kwiatów w odcinku 9. – super. Jednak wyobrażacie sobie bitewnego shounena, gdzie zamiast widzieć jak bohaterowie się napieprzają, pokazywane nam są jedynie pojedyncze ujęcia samych uderzeń? No więc, rozumiecie…

Te wszystkie fragmenty robione na pół gwizdka, nie wykorzystują całej mocy przerobowej talentów pracujących nad tym serialem. Gdybym tylko wiedziała, że to wszystkie oszczędności będą owocowały czymś więcej… Ale po 12 odcinkach nie zostało już we mnie nic nadziei….

ball10222
Hipokryzja #1: Szkoda, że tych ruchów nie pokazali…

Jednak gorsza od kwestii animacji jest muzyka. I tutaj nie ma już nic na usprawiedliwienie twórców. Wyobraźcie sobie bowiem, że w anime, gdzie bohaterowie tańczą walce, tanga i inne standardowe kawałki jako podkład niezwykle często daje się… Zwykłe melodyjki. Ktoś próbowałam to na forach usprawiedliwiać, że to dla widzów, dla podkreślenia klimatu, do którego kawałki klasyczne nie pasowałyby… Bujda. Kłamstwa. Wręcz obraza. Wystarczy zrobić prosty test i czytać mangową wersję Ballroomu z odpowiednimi utworami w tle – takimi jak choćby Walc z Trędowatej czy Libertango. Efekt jest niesamowity. I nikt mi nie powie, że nie ma w Japonii kompozytorów, którzy nie potrafią napisać znakomitej, klasycznej piosenki. Albo ładnie zagrać coś takich hiciarzy jak Strauss czy Czajkowski. Nie wybranie jako podkładu pasującej muzyki (albo puszczenie jej tylko przez chwilę) to świadomy wybór, który doprowadził mnie do jednego wniosku.

Twórcy anime gardzą tańcem towarzyskim.

quiks
Hipokryzja #2: Zgadnijcie co leciało w tej scenie w tle? Odp: NIE QUICKSTEP.

Oczywiście „gardzą” jest mocnym słowem, z którym trochę przesadzam. Ale jestem przekonana, że pan reżyser, tak chwalący się tym, że przez pół roku chodził na kurs tańca musiał się tam niesamowicie męczyć. I to rzutuje na całe anime. Całą kwintesencją tej serii jest pokazanie jak główny bohater zakochuje się tańcu co wreszcie daje mu cel w życiu. Ballroom to historia o pasji, co w przypadku anime jest prawie, że podgatunkiem. Najważniejszym celem takiej serii jest przekonać widza, że to w czym zakochali się bohaterowie jest najwspanialszym zajęciem na świecie. Po seansie Shokugeki no Souma powinniśmy iść do kuchni i spróbować zamienić wszystko co mamy w lodówce w arcydzieło kulinarne. Po Nodame Cantabile odkurzamy nieużywane pianino i sprawdzamy czy coś z dawnej nauki nut jeszcze nam zostało w głowie. Po Yuri!!! on Ice piszemy notki na bloga mając na drugim ekranie włączone zawody łyżwiarskie juniorów (zgadnijcie co właśnie robię…). Troszkę przesadzam, wiadomo. Ale nigdy nie spotkałam się jeszcze z serią, która tak bardzo nie wierzy w dyscyplinę o której opowiada. Bohaterowie mówią nam o tym jak kochają taniec, jak bardzo ich on oczarowuje – ale tego całkowicie nie widać na ekranie. Spójrzcie na przykład na poniższy kadr, który pochodzi z odcinka 10. Mały Gaju po raz pierwszy widzi tańczącą parę i rusza go to na tyle, że sam chce zacząć tańczyć. Scena tańca trwa dwa sekundy i nie widać, by ktoś się do niej przyłożył. Jednak rodzeństwo rozmawia o tym jaki układ jest piękny i jak ładnie ubrania się w nim ruszają. W tym momencie anime łamie najważniejszą zasadę sztuki filmowej: Show don’t tell. Pokazuj, nie opowiadaj. W sytuacji, gdzie trzeba nam tak często podkreślać jaki to sport taneczny jest cudowny, zamiast po prostu pozwolić nam samemu się o tym przekonać pokazując go w większym kawałku z odpowiednią muzyką… No po prostu twórcy nie wierzą, że może być w nim coś ciekawego. I przez to cała historia staje się mniej autentyczna i wciągająca (ta uwaga nie tyczy się mangi, gdzie jak najbardziej czuć pasję bohaterów).

ball10
Hipokryzja #3: Gdyby pokazali więcej niż dwie sekundy tańca, to może znałabym odpowiedź…

Chyba nie wam oszczędzę porównania pierwszych odcinków Yuri!!! on Ice i Ballrooma. W obu jest scena o dokładnie tej samej funkcji – zachwyceniu widzów łyżwiarstwem lub tańcem. W Ballroomie trwa ona jakąś minutę, mało co się na ekranie rusza i bohater-narrator mówi nam o wrażeniach jakie wywarło na nim DVD z turnieju tanecznego, o tym co mówi do niego widziany taniec (a mówi: „Patrz!”), a ja tuż po zobaczeniu jej nie pamiętam jaki tam był podkład muzyczny. W YoI na pierwszą scenę łyżwiarską poświęcono aż 4 minuty. W jej trakcie słychać komentatora sportowego oraz jedną z bohaterem wrzucają w pewnym momencie dość trafną uwagę o przejeździe. Ale przez cały czas przede wszystkim oglądamy dwójkę bohaterów jeżdżących równolegle do tego samego, poruszającego utworu. Widzowie sami muszą wyciągnąć wnioski z tego co widzą. Twórcy tego anime mają wiarę, że łyżwiarstwo będzie mówić samo za siebie. I zgadnijcie co? Ale cóż, reżyser Sayo Yamamoto znana jest ze swojego chorobliwego szaleństwa na punkcie łyżwiarstwa. I to jest różnica między nią, a panem Yoshimi Itazu, którego debiut reżyserski niestety trudno uznać za udany.

brom4
Ale manga jest serio spoko.

Ballroom to ogromna, zmarnowana szansa, może jedna z największych ostatnich lat. Brak szacunku dla przedstawianego sportu oraz widowni sprawił, że gdzieś umknęła szansa na historię, która mogłaby stać się hitem roku. Możecie się z moimi spostrzeżeniami nie zgadzać, a proszę, nie będę też zła jeśli wolicię tę serię od łyżwiarzy.  Jednak są powody dla któych pierwsze Blu Ray z YoI sprzedał się w nakładzie ponad 76 tysięcy płyt i wbrew pozorom, wcale nie chodzi tu tylko o wątek BL (obecny, ale bardziej rozdmuchany przez fandom niż widoczny w samej serii). Ballroom na ten dzień będzie miał szczęście jak sprzeda ponad 1000 sztuk. Ktoś w dziale produkcji (i mam nadzieję, żę jest to pan producent) musi właśnie bardzo gorzko płakać…

 ~Darya

Ps. Przepraszam za obsuwę tego postu, ale naprawdę nie spodziewałam się, że przyjmie on takie rozmiary – jestem jednak oczyszczona z całej mojej żółci i żalu.

Ps.2. A już w przyszłym tygodniu podsumowanie anime letnich, a wcześniej, w poniedziałek jak co miesiąc Jurki!

Ps.3. Mam nadzieję, że ktoś się nie zgadza w tym poście i będzie mi udowadniał, że mylę. Proszę :___;

Reklamy

24 komentarze do “Nikt do tanga nie poderwie się, czyli dlaczego anime Ballroom e Youkoso jest złą adaptacją.

  1. W sumie nie mam teraz sił, by przeczytać tę długaśną notkę, zrobię to na pewno, jednak cieszy mnie, że nie jestem osamotniona w żalu i zawodzie, jaki sprawiło mi to tak oczekiwane (jedyne w tym roku!) anime. Muzyki przy tym quickstepie zdzierżyć nie mogłam. To jest jedyne anime chyba w całym moim życiu, które z premedytacją oglądam na yt na telefonie, bo na nic więcej nie zasługuje. Jak można spartaczyć w ten sposób tak fajną historię? Kadry w mandze mają więcej dynamizmu, znacznie więcej. A myślałam, że to domena (toi)Toei przy „One Piece’ie”.

    Polubienie

  2. Mangi nie czytałam, postanowiłam sięgnąć po nią dopiero po skończeniu oglądania, więc jedynie podzielę się wrażeniami z anime i pominę kwestie adaptacji.
    Do kolejnych odcinków zasiadam z przyjemnością i ciekawością (mimo wszystko), fabuła może i nie jest zaskakująca i odkrywcza, ale wciąga jak dobry shonen. Fanserwis jestem w stanie przeboleć – poza wspomnianą sceną z Shizuku i tą ze sztucznym piersiami Mako nic żenującego mi w pamięć nie zapadło. Zwróciłam za to uwagę na ogólne traktowanie partnerek bardziej jako dodatków, jako tych, które „tylko” mają pozwolić się prowadzić. Dopiero przy okazji pojedynku Mako i Shizuku zaczęto bardziej akcentować ich rolę, a teraz w 13 odcinku padły słowa, że postawa partnerki jest trudniejsza do utrzymania niż mężczyzny, co bardziej wskazuje na ich umiejętności.
    Jak na anime o pasji Ballroom faktycznie słabo się sprawuje :( Sama do tańca poderwać się chciałam tylko podczas openinigu i endingu (tych pierwszych), a jestem dość podatna na takie zarażanie się animcowymi pasjami – a przynajmniej w czasie emisji. Tańca jest mało, taniec nie porywa, co boli szczególnie, gdy po raz kolejny uświadamiasz, że to miało cień szansy być zanimowane tak, jak HQ. Przychodzi mi tu na myśl tegosezonowe Dive!!, w którym twórcy świadomie zrezygnowali z pokazywania skoków, zwłaszcza tych kluczowych, podczas zawodów, i z wprowadzania terminologii itp., tym samym przesuwając akcenty na kwestie psychologiczne – motywację, wyrzeczenia etc. Bo skoro sceny tańca są takie, że eh, to może trzeba było iść po bandzie i całkiem z nich zrezygnować :P

    Polubienie

    • Ojejku, były jeszcze te sztuczne piersi xDDD Całkiem o tym zapomniałam już. Jejku, to było takie słabe…

      No, od pojawienia się Chinatsu wreszcie kobiety zaczynają trochę bardziej zyskiwać na znaczeniu (tyle z niej pożytku..).

      Ja zaczęłam oglądać taniec przez Ballroom, by mieć porównanie i pocieszenie, że w rzeczywistości wygląda to lepiej.. .xD

      Och, Dive!!… Nie no, gorszej sportówki od tego to ja nie widziałam, więc może lepiej, by twórcy Ballroom też trzymali się od tego z daleka xD

      Polubienie

  3. Niestety, też zawiodę Twoje nadzieję, co prawda jestem dopiero… zaraz, zaraz, muszę sprawdzić, bo już od miesiąca… a, po siódmym epku, a mangi nie tykałam, więc co do niektórych rzeczy się nie wypowiem, ale jak na razie mogę się tylko podpisać pod tą notką. Dla mnie w ogóle rozczarowanie było podwójnie bolesne, bo z jednej strony dowiedziałam się o tej serii jeszcze na fali świeżego zachwytu Jurkami i już wtedy się zachęciłam, z drugiej akurat niedługo przed premierą BeY obejrzałam Haikyuu!!, zakochałam się, zaczęłam fazować, tęsknić za grą, która jeszcze niedawno była moim najgorszym koszmarem z lekcji wuefu, i szokować domowników oglądaniem siatkówki w telewizji. I w rezultacie miałam nadzieję na coś w stylu połączeniu obu animców, że będzie na czym zawiesić oko, będzie komu kibicować w spełnianiu wielkiego shounenowego marzenia i przy okazji dostanę kolejną rzecz do oglądania z przyjemnością w realu. A dostałam całą masę nadymających się samców alfa i parę tych, no, tych takich ichnich ozdóbek na ramię w sukienkach. Bo bohaterkami to, sorry, ale na razie ich określić nie mogę ;p W tym kontekście, serio, zupełnie mnie nie dziwią te okołojurkowe wypowiedzi producenta.

    Polubienie

    • No własnie, najgorsze dla Ballroomu to porównania z Jurkami i i HQ – od których niestety nie może uciec. I zamiast siąść i jakoś przeanalizowac obie serie oraz to co doprowadziło do ich sukcesu (podpowiedź – wcale nie potencjał BL, a przynajmniej nie na pierwszym miejscu).

      Taniec to całkiem fajny sport do oglądania :D Choć nie do końca lubię to, że tam pary występują jednocześnie, bo trudniej się skupić i wyłapać najlepszych.

      Polubienie

  4. Wszystko, co zostało tu napisane jest tak prawdziwe, że aż mi smutno, iż się z tym zgadzam. To trochę boli, kiedy zaczynasz mieć hajpa na daną serię, bo może być ona jakimś prekursorem w danym temacie, a okazuje się ona tak słabo przeciętna i zrobiona po łebkach :< Chciałabym się nie zgodzić i udowodnić, że się mylisz, ale nie potrafię ;____; Oglądam anime na bieżąco (nie znając mangi), więc czekam na pojawienie się Chinatsu, o której tak często wspominałaś. Mam nadzieję, że wtedy całość jakoś się poprawi, choć marnie to widzę :<

    Polubienie

      • Chciaam napisać „Cieszę się, że jesteśmy jednomyślne”, ale… No. Z czego tu się cieszyć…

        Z Chinatsu jest w dużej mierze ten problem, że ja jej nie lubię jako postać xD Za dużo w niej tsundere. Jednsk od tego momentu fabuła powinna być prowadzona ciutkę lepiej, szczególnie dla postaci kobiecych. Ciutkę xD

        Polubienie

  5. Z tym, że typowy mangaka nie ma wiele wspólnego z ASP bym się wstrzymała – powiedziałabym, że siły rozkładają się tak pół na pół, kiedy czasem sobie czytam o różnych autorach ;). Co nie zmienia faktu, że kreska mangi wygląda obłędnie, gdyby ktoś to u nas wydał kupowałabym dla samej kreski!

    Nie oglądałam jeszcze serii, ale mam ją w planach, mimo wszystkich wad. Bez oglądania męczy mnie porównywanie do YoI, bo jakoś nie czuję tego, dlaczego miałoby się porównywać te 2 serie – w tej notce w sumie znalazłam wskazówkę, że ktoś maczający palce w „Balroom” pojeżdżał po „YoI” i to na razie brzmi dla mnie jak jedyne w miarę sensowne wytłumaczenie. Jeśli ja w ogóle będę do czegoś porównywać podczas czytania czy oglądania to pewnie do „10 dance”, która całkiem nieźle odpowiada o tańcu :)

    Polubienie

    • Z tym ASP to w sumie warte researchu, posprawdzam jeszcze. Na prwno widziałam, że jej szkoła, Musashino Art University jest określane jako bardzo dobre i w jej kresce po prostu widać warsztat.

      Oglądaj, oglądaj, wbrew wszystkiemu tam jest dobra historia – tylko źle opakowana.

      Akurat porównywanie Yoi Do Ballroomu jest dla mnie bardzo na miejscu – obie serie mówią o sporcie, które mają bardzo duży element artystyczny i mają dużo podobieństw w systemie oceniania. W dużym uproszczeniu, w obu przypadkach chodzi o to, by używać swojego ciała do wytwarzania piękna. Nawet klimat historii jest podobny – w bardzo dużym uogólnieniu są to historie mówiące o tym, że życie jest smutne, ale dzięki poświęceniu się pasji można odnaleźć szczęście. No i fascynujące jest całkowite inne zaangażowanie reżyserów w omawiany sport – pani reżyser Yamamoto znana jest z kompletnego bziku na punkcie łyżwiarstwa, a jak udowadniam w tekscie – tutejszy pan reżyser widoczni tańca nie lubi.

      10 dance? Dzięki, obczaję xD

      Polubienie

  6. „Jednak wyobrażacie sobie bitewnego shounena, gdzie zamiast widzieć jak bohaterowie się napieprzają, pokazywane nam są jedynie pojedyncze ujęcia samych uderzeń?”
    Nawet jednego oglądałam, nazywał się Kill la Kill ;) Ten atomowy butthurt gdy Trigger obiecał sakugę a dał CG i fani do dziś płaczący o kamishibai w czwartym odcinku były warte oglądania na bieżąco.

    „W tym momencie anime łamie najważniejszą zasadę sztuki filmowej: Show don’t tell.”
    Alllle przecież większość anime to robi? Wrzuca jakiegoś Speedwagona czy Vegetę, który co chwilę krzyczy „O NIE ICHIGO WŁĄCZYŁ SUPERSHARINGANA I TERAZ LUFFY NIE MA SZANS!” czy coś.

    No właśnie, jak już jesteśmy przy ziemniakach w YoI, taka jest niestety rzeczywistość telewizyjnych anime. Dotychczas myślałam, że taniec możesz mieć tylko z nabazgrolonymi postaciami o niestabilnych modelach, jak w Jurkach czy Starmyu, albo w tanim CG jak w Love Live czy Brave Beats. Widocznie trzecia ścieżka, czyli te pastelowe kadry w stylu Dezakiego po których kamera lata, które do tej pory widziałam tylko w shounenach takich jak Attack on Titan, też są jakimś wyjściem.

    Trochę rozczarowujące, gdy dobrze się zapowiadający twórca oddaje życie za coś, co ostatecznie okazuje się takie sobie. Chyba więc zostanę przy oglądaniu klipów z tymi dobrymi momentami. BTW, wiesz, że na Sakugabooru mają ponad dwa razy więcej klipów z Ballroomu niż z Jurków? ;)

    Polubienie

    • Weź, ale KlK miało masę pięknych pomysłów animacyjnych i tyle uroku, że takie coś można wybaczyć xD

      To, że większość anime to robi, nie znaczy, że to jest dobre – znaczy raczej, że anime mają wielki problem :/ No i tutaj problem jest naprawdę kuriozalny, bo autentycznie dochodzi do momentu, gdzie postacie mówią nam „Ale oni ładnie tańczą” totalnie nie pokazując wymienionego tańca.

      Znów, nie miałabym nawet nic przeciwko ziemniakom czy tym urywkom, gdyby choć dali jedną scenę do sakugowego fapania. A tu nic >.>

      Już nie chciałam pisać o śmierci tego animatora, ale to dodaje całości jeszcze większą gorycz >>

      Dobry argument z tym sakugabooru – Yuri!!! on Ice naprawdę jest zaskakująco mało sakugowe i „artystyczne” (co naprawdę dziwi patrząc na to co Yamamoto tworzy przy swoich openingach). Still, wykazali się porządnie w pierwszym odcinku (plus, paru momentów mi na booru brakuje, może trzeba samemu wrzucić xD). No i klipy Ballroomowe to takie kilkasekundówki, że w samym anime bardziej wkurzają ;P No i widzę, że blogi sakugowe już się poddały przy opisywaniu odcinków xD

      Polubienie

      • Ja niczego kilakilowi nie wybaczam bo nie mam co – bawiłam się świetnie od początku do końca, ale gdy na panelu o QUALITY na jednym konwencie koleś czepiał się tego kamishibai to wyszedłam bo chamstwa nie zniesę.
        Prawda, chciałam Cię tylko tak dźgnąć troszeczkę ;) Anime są zbudowane na schematach i dużo z nich jest kiepskich i bezmyślnie powtarzanych, chyba tylko dlatego, że łatwiej je typowemu oglądaczowi przetrawić (no i potem też dostajemy fajne panele jak ten Dziaba <3)
        Openingi i shorty Yamamoto to zupełnie inny level, ale nie wiem, może gdy robi dłuższe serie to tak zarządza, żeby było ogólnie ładnie, a nie że oszczędza cały odcinek żeby pokazać jedno bombastyczne ujęcie (jak miałam w Disk Wars Avengers, RIP)? Z Mine Fujiko mają tylko dwa klipy, a reszta to settei.

        Polubione przez 1 osoba

  7. Obejrzałam zaledwie kilka odcinków, więc teoretycznie nie powinnam się wypowiadać, ale nieważne xD I na wasze nieszczęście całkowicie zgadzam się z tym, co napisałyście. Szczególnie z fragmentem o traktowaniu kobiet, bo akurat przedstawiona przez was scena wyjątkowo wyraźnie utkwiła mi w pamięci i nadal dostaję szału, kiedy przypomnę sobie, jak oni przez strasznie drugi czas traktowali bohaterkę jak przedmiot, nie dając się jej nawet wypowiedzieć. A to akurat ona miała tam najwięcej do gadania.
    Ale prawdą jestem, że o ile dzięki KnB pokochałam koszykówkę, dzięki Haikyuu!!! siatkówkę, dzięki YoI zaczęłam śledzić zawody, a dzięki Stride (chociaż anime było z tego niezbyt dobre) polepszyło się moje dotąd negatywne nastawienie do jakiegokolwiek biegania, to w Ballroomie niczego takiego nie było. Oni po prostu sobie „tańczyli” (bo tańcem tego nazwać nie mogę) – a mi było zupełnie obojętne, czy to walc, inny taniec czy jakaś figura (ach, te aksle, salchowy!).

    Idę rewatchować Jurki. I ponapawam się sceną czesania włosów.

    Polubienie

    • Spoko, kilka epów starczy do rozmowy :3
      Taniec towarzyski to taka piękna konkrencja :< Sama nie śledzę może zawodów, ale polecam przyjrzeć się przynajmniej kilku nagraniom z turniejów :D
      Miłego jurkowania – sama musiałabym znowu obejrzeć sobie całość, bo nawet przeglądając jakieś sceny w ramach researchu do tej notki, trudno mi było wyłączyć odcinek xD

      Polubienie

  8. Czytałam mangę, ale przerwałam jakiś czas po pojawieniu się Chinatsu (już nawet nie pamiętam czy miałam jakiś konkretny powód, chyba nie), więc pomyślałam, że anime będzie dobrą okazją, żeby zacząć od nowa. Ogólnie rzecz biorąc nie ogląda mi się źle i potrafi wciągnąć, ale nawet ja, nie zainteresowana jakoś szczególnie tańcem, zdążyłam dostrzec, że z tym brakiem dłuższych scen ciągłego tańca czy niepasującą muzyką jest coś nie tak. Pewnie będę kontynuować, ale zaczynam się zastanawiać, czy najpierw nie wrócić do mangi.

    Polubienie

    • Polecam wrócić do mangi! To nie tak, ze sama mam ochotę porzucić anime, wbrew wszystkiemu nawet wyczekuję nowych odcinków, tylko no… Zderzenie oczekiwania kontra rzeczywistość boli na tyle, że musiałam porantować :<

      Polubienie

  9. Im dalej w las tym więcej Jurków.

    Anyway. Widzę że nie tylko ze mnie wylewa się rozczarowanie czymś z serii letnich, co w sumie… jest smutne, bo to znaczy, że w sezonie są przynajmniej dwie serie, które aż wywołują słowotok goryczy zamiast zwyczajowego „meh”.

    Kadry z mangi, które załączyłaś, są ładne. Kadry z anime… są… yh, długie…? Wszystko jakieś takie rozciągnięte (i nie mówię tu nawet o szyjach, o tym już kiedyś sobie rozmawiałyśmy i podsyłałam znów żyrafoiolię i w ogóle). Ale coś się popsuło, trochę mi to przypomina tego chłopca z Charliego i Fabryki Czekolady – wiecie, tego co się zmniejszył żeby wejść do telewizora i potem go rozciągali, żeby miał jakieś znośne wymiary Jak mu tam było… Mike Teavee (dzięki, internety). Tyle dobrego że kolory są takie „przygaszone” (porównaj sobie z Jikan no Shihaisha w Google Grafice to zrozumiesz o czym mówię), to lepiej wygląda jak dla mnie.

    Z fanserwisem przykra sprawa. Może miało być, ja wiem, zabawnie? W odczuciu twórców? Czy coś… (wiesz, to że przerobili na gorsze to jedno, ale jakby zupełnie wycięli to by pewnie zaraz było że cenzurujo i też źle.)

    Też w sumie – niby Ballroom mógł się wznieść na fali pojurków, z drugiej strony… może właśnie za wcześnie wyszedł. To chyba jeszcze nie wygasło (biorąc pod uwagę że dalej co miesiąc piszecie notki…), trudniej odciągnąć widownię i zachwycić czymś nowym. Już tak abstrahując od całej reszty okołojakościowej. Z tą muzyką co mówisz to woła o pomstę.

    P.S. Po Soumie idzie się do kuchni, po OPM zaczyna się robić brzuszki i pompki? :D

    Polubienie

    • Wybacz za te Jurki xD Człowiek chciałby być mniej monotematyczny, a sama widzisz jak wychodzi pod wpływem natchnienia xD

      Jaka jest u Ciebie druga seria?

      Co do kadrów to może być też czasem wina właściwości ekrana robiącego screeny, ale fakt, Ballroom ma przygaszoną paletę barw – ale akurat to IMO pasuje do historii i wygląda dobrze (szczególnie jak dla kontrastu czasem coś jest bardzo nasycone).

      fanserwis na pewno miał być dla humoru, ale meh, można to robić bardziej lub mniej gustownie. A tutaj to tak wkurza…

      Nah, akurat fandom Jurków bardzo napalił się na Ballroom – akurat ja często natrafiałam na posty w fandomie, gdzie oczekiwano dużo po tej serii. Ale zepsuli…

      Och, gdyby OPM naprawdę tak działało </3

      Polubienie

  10. czyli serią która wciąż najlepiej tańcem się zajmowała jest stara Princess Tutu ;-) może powodem jest to co wspominasz na początku Ballroom to seria robiona by się moce przerobowe nie marnowały i nie poprzewracało się w głowach od czasu wolnego ;-P to by wiele wyjaśniało jak przypuszczam :)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s