Warszawa da się lubić, czyli relacja z Animatsuri 2017

Warszawa drugim domem Dziaba jest, więc oczywiście musiałyśmy pojawić się na największym stołecznym konwencie mangowym. W miniony weekend nasz lemurillowy zespół DeDeków (spółka z ograniczonym ogarnięciem) ruszył wywiedzieć się, czy koszmar minionego lata był tylko chwilowym spadkiem formy, czy może trzeba zbierać na wieniec. Ale spokojnie – żyjemy, żadnej nerki nie sprzedałyśmy, aby kupić wszystkie przypinki, nie zdiagnozowano u nas żadnej traumy pourazowej… Czyli czas najwyższy na relację z piekła rodem!

…bo piekło słoneczko niemiłosiernie…

18620658_10154327238220793_5383322480870122759_o

Dziab: W stolicy pewnego pięknego kraju, krainie mlekiem i mio… czy może Tymbarkiem i Czekotubkami płynącej, odbyła się jak co roku jedna z ważniejszych imprez tego zakątka świata. Animatsuri. Edycja była to już ohohoho-i-jeszcze-któraś, więc może lepiej nazwijmy ją poprawnie od roku pańskiego, który nam towarzyszy. Tak więc Animatsuri 2017 wzorem roku ubiegłego odbyło się bliżej połowy wakacji, a dokładnie 21-23 lipca, również i tym razem witając w progach Centrum Konferencyjno-Szkoleniowego na ulicy Bobrowieckiej. Warszawski konwent wciąż jest uznawany za jedną z największych imprez krajowego fandomu mangi i anime… A przynajmniej było tak do poprzedniego lata, kiedy wielu wieszczyło Stowarzyszeniu Animatsuri rychły upadek…

Dar: Zanim przejdziemy do relacji warto wspomnieć o pewnych nieprzyjemnościach związanych z poprzednią edycją. Jak może pamiętacie, skończyła się ona zadłużeniem Stowarzyszenia Animatsura na potężną sumę, które próbowali okiełznać w różny sposób: otwartą zbiórką pieniędzy, pożyczkami oraz organizacją mini-konwentów Chibimatsuri. Z tego powodu na tegorocznej edycji doszło do paru oszczędności: po raz pierwszy od sześciu lat nie odbył się pokaz fajerwerków, zrezygnowano z osobnej szkoły noclegowej (pamiętnego Maczka), zaproszono tych samych gości co rok wcześniej, tylko w mniejszej liczbie (czyli znowu można było posłuchać anegdot Tomasza Knapika, za to podziękowano rosyjskim cosplayerom). Zostawiono za to zeszłoroczny budynek – Centrum Konferencyjno-Szkoleniowe, nazywane w skrócie CKS, o którym dokładniej rozpiszemy się jeszcze niżej. Dodamy tylko, że były także prowadzone rozmowy z Wydziałem Chemicznym UW co doprowadziło naszą Dziab do zapowietrzenia (nie byłabyś ciekawa, jak to jest konwentować na byłej uczelni? :P).

image
W cenie biletów przewidziano także podziwianie złotych żyrandoli. Niech wiedzą, że Warszawa ma gest!

Dziab: Daj spokój, wpuścić konwentowiczów do starej, niespecjalnie remontowanej placówki z wyposażonymi laboratoriami? To może nie bawmy się w półśrodki i dajmy im do rąk bombę? Że już o warunkach tam panujących nie wspomnę. W ogóle przecież na Wydziale Chemii i tak całym rokiem pracują naukowcy! Absolutnie nie rozumiem tego pomysłu. Ech… No dobra, lubiłam mój wydział, mam z nim wiele miłych (oraz jeszcze więcej traumatycznych) wspomnień, ale budynek jest tragiczny i nieprzystosowany do niczego. Nie istnieje tam praktycznie żadna sala, która chociaż starałaby się udawać szkolną klasę. No chyba że mówimy o robieniu cosplayu na Auli. Byłby niezły czad. Może nawet dosłownie!
Oszczędności – tak, ale może jednak nie kosztem wysadzenia fandomu.

Dar: Od razu podzielę się radosną nowiną: Dług został w całości spłacony i Animatsuri znów może działać bez kosy przy gardle. A w dodatku Chibimatsuri zostaje jako stała, półroczna imprezka :)

Dziab: Czyli nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zresztą, jak się okazało, Stowarzyszenie wpadło na kilka lepszych opcji, aby trochę się odkuć i chwała niebiosom, że Rada Studencka mojego matczynego wydziału jest w ciul nieprofesjonalna.

Dar: Już na etapie rezerwacji Animatsuri zaskoczyło dwoma niepraktykowanymi często opcjami dla uczestników. Po pierwsze, wprowadzono pakiet VIP. Za dodatkowe 25 zł umożliwiał on wcześniejsze wejście na konwent, spanie w osobnym sleepie oraz trochę lepszy pakiet startowy. Ze 100 dostępnych pakietów kupiono 86, a organizatorzy uznali ten pomysł za na tyle opłacalny, że można go oczekiwać również w przyszłości. Drugą, bardziej kontrowersyjną zmianą były limitowane do 600 osób i dodatkowo płatne miejsca w sleepie. Pardon. Tak właściwie to osoby nie śpiące na conplace’ie płaciły o dziesięć złotych mniej niż za normalny karnet. Może się to wydawać dziwne, niepotrzebne i zdzierstwem, ale argumenty podane przez Rogera (main orga) usprawiedliwiły dla mnie to zagranie. W sytuacji, gdy chciano zrezygnować ze szkoły noclegowej (opcji drogiej i nienajwygodniejszej), pozostawało jedynie wynająć jedną z większych sal w CKSie, ulokowanej na piątym piętrze i nie mieszczącej więcej chętnych. Liczbę potrzebnych miejsc ustalono według rezerwacji (nikt płacący wcześniej nie musiał martwić się o nocleg), jednak nie dano możliwości kupna noclegu w dniu samej imprezy. Animatsuri na swojej stronie i social media przypominało o tym wiele razy, jednak na pewno kilku niedoinformowanych musiało sobie inaczej poradzić. Ochrona bardzo pilnowała, by na conplace’ie nikt nie rozkładał się po kątach (to ma też związek z kwestiami BHP). Dla nienoclegowych opcje alternatywne stanowiły udać się do domu swojego lub znajomego, zdrzemnąć się na ławkach przed budynkiem, spać po kryjomu na panelach, ale w ogóle zrezygnować ze snu. Ta opcja także zyskała sobie sympatię orgów i ochrony, pozostanie więc prawdopodobnie i na przyszły rok.

Dziab: Bardzo sobie chwalę dyscyplinę na tegorocznym Animatsuri, bo dzięki temu miało się wrażenie, że jest się na kulturalnej imprezie, a nie hurr durr zbiegowisku oszołomów. Nie, żebyśmy same nie były oszołomami, ale jednak jak się ma te dwadzieścia khykhykhy lat na karku, to jednak lubi się, kiedy w toaletach jest papier, korytarze są szerokie i można nimi normalnie przejść, a sale oferują krzesła dla każdego chętnego słuchacza. Od biedy były podłogi z bardzo miłą wykładziną. Serio, od strony technicznej tym razem było o wiele lepiej, nawet jeśli to był dokładnie ten sam budynek co ostatnio, i nawet jeśli pogoda nie rozpieszczała (potrafiło być pieruńsko duszno), to wciąż wszystko odbywało się mega sprawnie i profesjonalnie. Tylko te pięć pięter w pionie…

20233112_1919383748331904_992262765608741140_o
Aż eeeeecho niosło~ (Marcus Photography)

Dar: Zaczynając jednak szaleńcze dzieje Dar i Dziaba na Animatsuri: Wiecie, ja nie umiem zaplanować dzisiejszej kolacji, a co dopiero odbywającego się za jakiś czas wyjazdu na konwent. Tak więc, udowodniłam, że jestem Głupia, bo dosłownie o dzień spóźniłam się zarówno z zgłoszeniami na atrakcjonistę, wystawcę, a o możliwości byciu mediami przypomniałam sobie w ogóle po czasie. Ale jak wszyscy wiemy, głupi mają szczęście i tak wygrałam wejściówkę na Informatorze Konwentowym. Yay. Więcej pieniądza na mangi i żarcie!

Dziab: Myślisz, że powinnam niszczyć twój idealny wizerunek szczęściarza i wspomnieć, że spóźniłaś się na autobus do Warszawy?

Dar: Cicho tam. W końcu dojechałam! No, ale… Nieodzowną atrakcją Animatsuri stanowi Kolejkon. I tak, w piątek przed conplacem ustawiła się niemała linia wyczekujących uczestników. Plan przewidywał, że o 14.00 zaczęto wpuszczać VIPów, o 15.00 osoby z rezerwacją, a o 16.00 tych bez. W praktyce zaliczono tradycyjną obsuwę. Twórcy atrakcji, w przeciwieństwie do innych konwentów, nie mogli liczyć na uniknięcie tej przyjemności czy osobną kasę. I tak stanąwszy o godzinie 16.00 w brzydkiej mżawce na końcu kolejki, cierpiało się godzinę i kwadrans. Sama odprawa odbyła się już bez przeszkód, czego dużą zasługę można przypisać kodom QR, w jakie dostawali rezerwujący wejście. Pakiet startowy dla człowieka z ulicy (czyli bez-rezerwacyjnych) zawierał informator, kartkę z rozpiską godzinową i planem budynku oraz ident na grubym sznurku.

20248125_1919394864997459_6806450412970124152_o
Przychodzi baba do lekarza… a tam konwent! (Marcus Photography)

Dziab: Rezerwujący w zależności od czasu, kiedy kupili wejściówkę, mogli liczyć na stały pakiet identa ze smyczką, plakatem i przypinką, a jeśli ktoś należał do pierwszego 1000 osób, dostawał również breloczek. Ceny wahały się od 55 do 65 złotych (bez noclegów). Opcja z kupieniem biletu na miejscu to był już wydatek rzędu 70 złotych. Nie tak źle.

Dar: Choć patrząc na tę czcionkę rozmiaru 4, żałowałam, że jako pamiątki nie dodano lupy…

Dziab: Nie będę na to narzekać, bo w pracy muszę nieustannie pracować przy mikroskopie i to był dla mnie prawdziwy odpoczynek. A tak bez żartów – rozpiska była niepraktyczna i mało czytelna, czyli… jak zawsze. Stare, dobre Animatsuri. Na szczęście można było tydzień wcześniej wykuć się interesujących paneli na pamięć i w odpowiednim czasie po prostu skorzystać z Mocy Instynktu. A ponieważ udało nam się wejść do CKSu przed rozpoczęciem planu, mogłyśmy nawet pójść bez opóźnień na pierwszą w atrakcję!

Dar: Atrakcjowanie zaczęłyśmy od panelu o Kyoto Animation od Smerfetki. Temat tego niezwykle ciekawego studia godny jest długich analiz (może by tak notkę skrobnąć…) i czuć było, że w jedną godzinę jedynie zarysowaliśmy temat. Pochwalić trzeba, że prowadzący (tak, prowadzący, niech was nie zmyli nick!) i jego ekipa naprawdę dobrze znali się na temacie, jednak trochę zbyt często gubili się w dygresjach. No cóż, przynajmniej więcej osób dowiedziało się, że musi zobaczyć Koe no Katachi/Kształt twojego głosu. A to znakomita nauka.

 

 

20414016_1919385174998428_7799217793123921381_o
Skoro już jesteśmy przy KyoAni, warto sprezentował śliczne smoczyce z najnowszego Kobayashi-san (Marcus Photography)

Dziab: W tak zwanym międzyczasie zahaczyłyśmy o różne stoiska: Animatsurowy sklepik, gdzie mogłam wymienić zalegające od chyba czterech konwentów anijeny, niezastąpionego Waneko, z którego przytargałam spory stosik nowych mang, znanego nam z Pyrkonu Epika, gdzie można było zaopatrzyć się w zakładki i przypinki oraz Natsumimanga, gdzie poznałyśmy na żywo znaną nam z szerokich internetów autorkę Jurkowych fanfików. Grosiwa ani dobrego słowa nie szczędziłyśmy, a jedyne, co brakowało, to nieco więcej powietrza na korytarzach oraz czasu, aby o wszystkim pogadać i jeszcze zdążyć na kolejny panel!

IMG_20170727_065733
Dziabowe nabytki – Waneko powinno mi wyrobić kartę stałego klienta.

Dar: Chyba najmilszym zaskoczeniem w kwestii atrakcji okazał się Panel o Fandomie, prowadzony przez Przybysza (z ekipy Niuconu). Jakie to było merytoryczne i zachęcające do dyskusji! Przez dwie godziny rozważaliśmy stan polskiego fandomu mangowego, omawialiśmy zachowanie konwentowiczu, padło nawet pytanie „A co ty możesz zrobić dla swojego fandomu?” (Ja odpowiedziałam, że dać imprezie na której byłam długi, wnikliwy feedback oceniający jego dobre i słabe strony, umożliwiający organizator wyczuć co zrobili dobrze, a co źle. Jak widzicie, nie kłamałam, bo właśnie to robię!). No i oprócz tego padło tyyyyyle anegdot o kulisach organizowania konwentów, że aż szkoda, że o najlepszych obiecaliśmy milczeć publicznie. A kiedy zaczęła się rozmowa o Comic Conu z Nadarzyna, to publiczność tak się nakręciła, że temat ten musiał zostać zbanowany (spokojnie można by zrobić dwugodzinny panel o tej imprezie i wątki stanowczo by się nie wyczerpały).

Dziab: Niemniej po całym panelu zaczęłam się ostro zastanawiać, czy aby na pewno chcę jechać na drugą edycję Comic Conu i czy nie lepiej zamiast tego wybrać się do pierwszego lepszego Pcimia Dolnego, byleby tylko mieć poczucie, że poszło się na konwent, a nie na… No.
Moim wkładem w rozwijanie fandomu jest natomiast robienie atrakcji na konwentach (staram się, choć nie zawsze wychodzi tak, jak to sobie zaplanowałam) oraz… współtworzenie tego bloga! Dar, ty tu szumne hasła rzucałaś, a nie zapominaj, że fandom to także internetowa część, a my naszymi relacjami, recenzjami i wszelkimi innymi notkami całkiem zacnie go rozwijamy. O fanfikach litościwie nie wspomnę. Nimi rozwijam niegrzeczną część Jurkowego fandomu…

Dar: Nie moja wina, że Przybysz skupiał się na konwentowym aspekcie fandomu! Choć z wielką chęcią wylałabym jeszcze łezkę nad losem Acepa i for tematycznych, które zostały wyrżnięte przez Facebooka… A tak mamy dla was narodzie konwentowy przesłanie: Śpijcie, jedzcie i pijcie. I nie bądźcie śmiecącym chamstwem. Niby mało, dla jednego konwenticza, a tak dużo dla dobra całego konwentu!

Dziab: Przemęczyłyśmy się trochę na projekcji AMV, ale niestety, jak dla mnie nie była to ciekawa atrakcja przez dobór wideo. Szacun za przypomnienie z pewnością kultowych filmików z seriami lat około-2000 i wcześniej, ale poczułam się nimi dość znudzona. Poza Azumangą Daioh!, która była świetna, reszta oscylowała w kategoriach “oboszh, dramat, smęty, rozstania, nieszczęśliwa miłość”. Kiedy wyświetlane AMV królowały w internetach, ja nawet komputera nie miałam na stanie, więc żadnej czułej strony w moim sercu te serie nie wywołały. Zdecydowanie brakowało mi nowszych produkcji i kogoś, kto pokazałby mi najlepsze z nich.

20248077_1919390528331226_5102845873545804432_o
Konwentowicze wczuli się w klimaty konferencyjne… bardzo (Marcus Photography)

Dar: Możliwe, że później repertuar się zmienił, byłyśmy tylko na godzinkę. W ogóle, projekcje AMV są spoko, to idealna atrakcja jak nie ma się pomysłu co zrobić ze sobą.
Zaraz potem udaliśmy się na panel naszego znajomego Owoca o piosenkach w anime. Tutaj zero zaskoczenia: profesjonalnie, ciekawie, no i wreszcie czuję, że choć trochę ogarniam serie idolkowe. A przynajmniej wiem, czym różni się IdolM@ster od Love Live’a (w tym pierwszym animacje występów są z reguły ładne, ale króciutkie, a w drugim, używa się brzydkiego CG).

Dziab: Biedny Owoc, namówiony przez Dar na puszczenie teledysku z “Panty & Stocking with Gartelbelt”. Dobrze, że godzina była jak najbardziej odpowiednia na wyświetlanie rysowanej bohaterki, która się ten-teguje za kanapą :P A ja skorzystam z czasu antenowego przysługującego mi na blogu i podrzucę hint do panelu na przyszłość – opening do “Ballroom e Youkoso” oraz ending do “Kekkai Sensen” wykonuje ta sama grupa – UNISON SQUARE GARDEN. Ciekawe jest w tym to, że w obu sekwencjach jest ukazany taniec towarzyski (rzadkość jak na anime). Ma w sobie coś ten zespół, że chętnie jest wykorzystywany do bardzo dynamicznych czołówek.
No! Po dobrej zabawie przy jeszcze lepszej muzyczce czas nam było zwinąć manatki, aby wypocząć przed dniem następnym. A było przed czym. Oj było.

image
A i tak nie udało się puścić wszystkich wideo… To co? Następny panel planujemy na 4 godziny? :)

Dar: W sobotę najważniejszą atrakcją dnia, była oczywiście… No, zgadniecie? Tak! Wiedzówka łyżwiarska prowadzona przez Nikę i Kerę. Wam może się to wydać tylko kolejną atrakcję o Yuri!!! on ICE, którą poszłyśmy zdżadżować, ale dla nas było to coś więcej. Pojedynek o honor. Starcie trochę zbyt szalonych fangirlów. WOJNA. Miejsce, gdzie umiejętności zdobyte przez miesiące nerdzenia i trochę zbyt dużo rewatchów przechodzą przez wielką maszynę losującą szczęścia. O tak, szczęścia… Bo czasem to jakie pytania podchodzą decyduje o odpowiednim ułamku punktów, ciśnienie jest nie te, feng shui wysyła złe elektrony, planety nie układają się w idealną prostą…

Dziab: …a tak na serio to Dar właśnie stara się usprawiedliwić swoją porażkę _^_

Dar: MÓJ MEDAL JEST PLATYNOWY JAK WŁOSY WIKTORA!!! ;___________;

Dziab: *całuje swój czwarty z rzędu złoty medal*

Dar: *Kasuje wielki akapit z żalem* To gdzie my to… No… Na pewno trzeba pochwalić autorki serii za dobrą znajomość serii, przygotowanie i zwykłą przyjazną atmosferę, którą potrafiły stworzyć na swojej atrakcji. Przyczepiłabym się trochę, że kategoria „trudne” była, licząc średnią, zbyt prosta, czasami przetykana naprawdę nietypowo trudnymi pytaniami (Na przykład: Na jakiej prawdziwej łyżwiarce wzorowana była Mila. Kto wie, że chodziło o Ashley Wagner?). Ogólnie jednak, dajemy certyfikat Dobrej Atrakcji Jurkowej.

Dziab: W porównaniu jednak z wiedzówką na Pyrkonie (tfu, na psa urok), ta miała absolutnie jasne zasady, słuszną punktację i przefajny pomysł z musicboxami, aby utrudnić zgadywanie piosenek z serii. Poza tym dziewczyny nie zapomniały, że seria łyżwiarstwem stoi i dlatego wrzuciły do puli nieco pytań technicznych, które mnie osobiście bardzo ucieszyły (Sofi niech będą dzięki za zrobienie nam egzaminu tydzień wcześniej). Gdybyście nie wierzyli – świrujemy też na punkcie sportu, nie tylko ładnych panów.
*odkłada medal na półeczkę* To co, jeszcze jeden i lecę szukać mojego kouhaia do trenowania?

20247577_1919388844998061_8325474893857203706_o
Strefa gastronomiczna (po lewej) zachęcała do przysiądnięcia sobie na pół godzinki… albo pięć. (Marcus Photography)

Dar: Większość sobotniego popołudnia spędziłyśmy między kolejką po katsudony, a salą z wiedzówkami, gdzie Zombik miał kombo trzech konkursów: “Jaka to korekta”, “Jakie to tłumaczenie” oraz “Jaka to recenzja”.

Dziab: “Korekta” była kosmiczną wiedzówką, gdzie trzeba było zdać się na szósty zmysł, instynkt i odrobinę pamięci do klawiatury w smartfonie. Tego się nie dało rozszyfrować. To trzeba było zgadnąć. Fuksem. Na dopingu. Ostrym.

Dar: Ale dostaliśmy brawa od sali za rozszyfrowanie, że “Link niedostępny Rudolf” to “Kimi no Todoke”!

Dziab: Przysięgam, że niczym dziwnym nie poiłam Dar podczas pobytu w Warszawie!
“Tłumaczenia” były konkursem nieco mniej hardkorowym, bo chociaż ciąg Google Translate, przez który przepuszczono tytuły anime, posiadał także suahili czy fiński (nie żartuję!), to jednak dało się sporo rzeczy po prostu wydedukować.

Dar: Najmilej wspominam konkurs “Jaka to recenzja” gdzie trzeba było rozpoznać wydaną w Polsce mangę po recenzji pierwszego tomiku. Moje miłe wrażenia mogą być związane z tym, że wygrałam go mając dwa razy tyle punkty co miejsce drugie… Och, to się nazywa dowartościowanie!

Dziab: Przynajmniej wybaczyłaś mi za wiedzówkę z Jurków :3

20280272_1919406301662982_278514986573277979_o
Szkoda, że na sprzedaż nie wystawiono tego wiatraczka (Marcus Photography)

Dar: O 18.00 przyszedł wreszcie czas na najważniejszą atrakcję całego konwentu… Panel Dziaba! Jako że nie odwiedziłam go na Pyrkonie, nie wiedziałam czego oczekiwać… I zostałam tak mile zaskoczona! Kto czyta bloga od dłuższego czasu na pewno wie, jak dobrze ona zna się na schematach dręczy większość współczesnych anime. Jednak sposób w jaki sprawnie ułożyła te tropy zasługuje na wszelkie brawa (której publiczność jej nie szczędziła). Dowiedzieliśmy się zatem o budowie tosta, sposobach obrony przed namolnymi sempajami oraz wszystkich oznak, że my, albo nasi bliżsi jesteśmy skazani na śmierć (podpowiedź: Trzeba patrzeć na włosy!).

Dziab: Z mojej strony panel schematowy jawi się jako jedna, wielka, czarna dziura. Do dziś mam mindblank spowodowany tym, że miałam spore problemy techniczne (komputer nie posiadał PowerPointa, a pożyczony od Owoca laptop (dziękuję ci raz jeszcze!) nie zgrywał się z rzutnikiem i ucinał część kadrów… istna apokalipsa…). Kiedy udało się jakoś odpalić prezentację, okazało się, że nie miałam dostępu do notatek, jakie sobie wgrałam do slajdów. Jestem planoholikiem i nie czuję się dobrze w sytuacjach, gdy muszę improwizować. Tyle dobrego, że panel już znałam z Pyrkonu, więc… Aż tak źle nie było. Chyba. Nie wiem. Nie umiem powiedzieć. Byłam zbyt skupiona na fakcie, aby przypomnieć sobie wszystkie ważne kwestie i żarty, które chciałam poruszyć, żebym widziała, co się dzieje na widowni. Wiem, że w dwóch momentach sala śmiała się całkiem-całkiem, a poza tym… Odniosłam wrażenie, że było ciekawie (bo ludzi na koniec zrobiła się cała sala), ale nie wiem, czy dałam radę odpowiednio rozbawić publikę .3.
To nie jest fałszywa skromność, przysięgam!

20348195_1549540665068114_519339625_o
Jakość słaba, ale dowód na to, że byłam i nie zwiałam! (podziękowania dla SStefanii)

Dar: To dobry moment, aby opowiedzieć też parę słów o strefie gastronomiczno-integracyjnej. Czwarte piętro przeznaczono na miejsce w którym konwentowicze mogli się najeść, pośpiewać i ze sobą zaznajomić. Na otwartej przestrzeni mieścił się UltraStar, kilka stoisk z jedzeniem (w tym Heradę. i Taiyaki House) oferujące głównie jedzenie japońskie oraz dużo stolików. I tutaj organizatorom należy się pochwała szczera i ogromna: pomysł wypalił znakomicie. Śpiewanie do kotleta o dziwo nie przeszkadzało rozmowom (no chyba, że akurat grał opening do Pokemonów, wtedy przyłączali się wszyscy). Miejsce nadawało się idealnie do integracji i tak spędziłyśmy kilka ładnych godzin zaznajamiając więzy na przykład z wreszcie poznaną sempaj SStefanią, która dzieliła się swoją mądrością doświadczonego człowieka internetu. Sama odbyłam też jakąś dwugodzinną rozmowę z autorką tumblra ThatShameless – oczywiście o lodowych pedałach – którą mogłabym pociągnąć na pewno jeszcze dzień dłużej. Najlepsze godziny konwentu. Warte ominięcia Cosplayu!

Dziab: Ja w tym czasie byłam pogrążona w rozmowie z kouhaiem Kostaryką z Wattpada (kłaniam się niziutko). Wiecie, blog blogiem, panele panelami, a fanfiki same się nie piszą. Właściwie kiedy ja mam czas na sen…?
A skoro Dar poruszyła już temat jedzenia, to chętnie wypowiem się o konkretach, a mianowicie o dwóch debiutach kulinarnych – po raz pierwszy w życiu spróbowałam mochi i katsudona (aczkolwiek miewałam bardziej hardkorowe debiuty w tym roku). Mochi, które zasponsorowała Dar… przypominało… konsystencją… Dalibóg, nie wiem, co przypominało! To nie było złe. Nie było nawet nijakie. Nie było glutem ni gumą. Po prostu było… Było. I miało czekoladę w środku. A jeśli chodzi o katsudon – panie, to dopiero był posiłek! Jeśli Yuuri sobie regularnie takie coś sprawiał, to nie dziwię się jego kluskowatości. Za piętnaście złotych dostawało się na stoisku Herady porcję, która potrafiła wygłodniają dziewczynę nasycić tak skutecznie, że miałam dość do samej północy, a przecież jedna czwarta talerza pozostała niezjedzona. A było takie vkusno~ Polecam. Kotlecik pierwsza klasa. Ryżyk idealny. Sosik muah. I jajeczko <3

Dziab: Po rozmowach kuluarowych udałyśmy się na ostatnią atrakcję soboty – fandomowe bingo! Prowadzona przez Aldara atrakcja była nam już znana z Hellconu, kiedy to, hohoho, śmiechom nie było końca. Razem z Dar postanowiłyśmy bez chwili wahania wziąć udział, podczas gdy SStefania-senpai i Kostaryka-kouhai dzielnie nam dopingowały. Rozgrywka była naprawdę zażarta, bo przez ponad godzinę na zaplanowane dwie nikt jeszcze nie mógł się pochwalić dumnym “bingo!”. Na szczęście w końcu udało się doprowadzić zabawę do końca i nawet wyłonić podiumowe trio.

Dar: Ostatnio MW prosiła mnie o przykładowe hasła. I tak były to na przykład:

  • „Seria w których towarzyszymy dzieciom wyrzuconym z domu przez własnych rodzicom by samotnie przemierzali świat zmuszając łapane zwierzęta do morderczych walk o pieniądze.”
  • „Warszawskie wydawnictwo mangowe, mające w swojej ofercie mangę z okładką na której jest flaga austriackiego pejzażysty-wegetarianina.”
  • „Prawdziwe imię Rogera, organizatora Animatsuri.”

Jednak, ogólnie wszędzie pasowały także odpowiedzi: Mike oraz Lesby na lodzie.

IMG_20170727_065840
Taaaak blisko, taaak blisko~

Dziab: W niedzielę pojawiłyśmy się na Bobrowieckiej już tylko po to, aby pożegnać do kolejnego konwentu znajome mordeczki oraz aby wziąć udział w panelu podsumowującym Animatsuri 2017, który prowadził sam main org, Roger. Część z informacji, których się wywiedziałyśmy, mogliście już przeczytać na wstępie relacji, ale raz jeszcze – obecna edycja imprezy, wbrew wieszczeniu klęski, wcale nią nie była. Podjęto kilka mądrych kroków, dzięki czemu konwent zyskał na profesjonalności. Zrezygnowano z robienia imprezy w konkretnej konwencji, wprowadzono rygorystycznie pilnowany sleeproom (widziałam sporo głosów od osób, które nawet jeśli nie było zachwyconych tą decyzją, to nawet ją szanowało!), wyrzucono z planu fajerwerki (ja czekałam, ale wiem, wiem, tak to bywa), wynajęto mniejsze sale, wprowadzono rozsądniejsze ceny biletów. Jeśli chodzi o ten ostatni punkt, to nawet jeśli 60zł kole w oczy ludzi, to za ten poziom imprezy wydaje mi się to cena zupełnie adekwatna. Było czysto, spokojnie, kulturalnie, ale wciąż bardzo ciekawie. Niezbyt usatysfakcjonowani mogli poczuć przede wszystkim wystawcy, bo płacili drożej, a i ich ilość została ograniczona (powód do płaczu zarówno dla sprzedających, jak i kupujących). Dla całej reszty konwent świetnie spełnił swoją rolę. Według szacunków uczestników było około 1660, czyli 70 mniej niż przed rokiem, a impreza wraz z osobami odwiedzającymi CKS jedynie na jeden dzień, ekipą Animatsuri i funkcyjnymi dociągnęła do jakichś 2k ludzi. Ładnie jak na imprezę, której miało się umrzeć.

Dar: Jak mnie liczby nie mylą, jest to drugi największy, po Magni, konwent mangowy w Polsce. I co by Warszawiacy zrobili bez niego? Jechali do innych miast? No chyba nie…

image
Nie wierzcie temu niewinnemu zielonemu screenowi – tam się chwilę wcześniej działa projekcja niecenzurowanej Bananyi!

Dziab: W sumie informacje z panelu Rogera całkiem dobrze sprawdziły się jako nasze podsumowanie. Cóż może lepiej świadczyć o fakcie, że konwent był naprawdę udany, skoro zostałyśmy z Dar literalnie do samego końca, czyli do 14? Może moje spojrzenie na konwent odrobinę wypacza fakt, że spałam we własnym łóżko (krótko i z Dar obok – biedna ona, bo chrapię).

Dar: Ale robisz mi rano tosty, więc wybaczam :* Z mojej strony dodam jeszcze, że bardzo dobrze wspominam to Animatsuri. Zgodzę się, że wystawcy nie mieli najlepiej, nie wszystkie atrakcje się odbyły – z przyczyn technicznych nie doszło np. do wielkiego powrotu projekcji anime – no i wciąż uważam że przelicznik konwentowej waluty na nagrody był przesadnie wygórowany. Zalety jednak przeważają. CKS to znakomity conplace, a doświadczenie ekipy widać przede wszystkim w szczegółach, choćby znakomitej strefie integracyjnej. Dobrze, że Animatsuri nie zagrażają już długi. Jest to na pewno jeden z najsolidniejszych konwentów w Polsce i chętnie będziemy na niego wracać.

Za udostępnienie zdjęć serdecznie dziękujemy Marcus Photography.

~Darya + Dziabara

PS. Jeśli chodzi o nasze plany konwentowe na resztę lata, nie są one przyklepane, ale prawdopodobnie dużo tego już nie będzie. W momencie, gdy ta notka jest publikowana, Dar powinna bawić się w Pradze na Adviku, o którym skrobnie wam parę słów w przyszły lub jeszcze późniejszy poniedziałek. Jeśli kamisama pozwoli, to możeee uda się w sierpniu wpaść na jeszcze jeden konwent zagraniczny. Za to Niucon i Gakkon raczej na pewno odpadają. Następna polska (śląska) impreza na którą zawiesiliśmy oko to odrodzony Asucon w Katowicach na początku września, a później możeee Copernicon. Czas i terminy pokażą.

PS. 2. Z innych planów: za tydzień znowu notka na lodzie (Jurki skończyły się pół roku temu, a i tak jest milion informacji do podzielenia się, dlaczego???), a jeszcze w sierpniu kolejna manga czeka do recenzji, a i wreszcie wrócimy do jakiś animcowych schematów :)

Reklamy

10 komentarzy do “Warszawa da się lubić, czyli relacja z Animatsuri 2017

  1. niezła relacja. w sumie czułam się jakbym była tam i z Wami chodzi po panelach.
    pozdrawiam. dumamy nad Chorzowskim konwentem, bo blisko… ale Copernicon też mnie ciekawi. Pozdrawiam

    Lubię to

    • Jeśli taki efekt się udał, to cieszę się ogromnie, o takie wrażenie „towarzyszenia nam” właśnie chodzi :)

      Copernicon jest fanatastyczny i sekcja mangowa będzie tam na pewno dość skromna. Za to Asucon… Hm, mało jeszcze wiadomo o jego organizatorach i pomyśle na siebie. Trzeba będzie się przekonać czy ryzyko się opłaciło ^^

      Lubię to

  2. Pomysł z konwentem na Wydziale Chemii bardzo mi się podoba, ale to pewnie dlatego, że chemia nadal jawi mi się bardziej jako taka magiczna nauka co robi fajne sztuczki, kolorki i wybuchy ;)
    Jeśli o spanie chodzi, w sobotę widziałam ludzi kimających pod ławkami na stoiskach, trzeba było się naprawdę przyjrzeć żeby ich zauważyć pod tymi obrusami. Na panelach to też opcja, w kocu panelówki były spore i cozy.
    Szkoda, że nie paneliłaś, Darya, chociaż dla mnie to może lepiej, bo ominęłam wszystkie wstępnie interesujące mnie atrakcje poza panelem Dziab, bo były w dziwacznych porach. Za stara jestem na siedzenie do szóstej rano tylko po to, żeby poznać cudzą opinię na temat interesującej mnie serii komiksowej, gdy mogę po prostu ją przeczytać i rzucić okiem na opinie na 4chanie.
    Umiarkowanie lubię kolejkony bo to może być okazja do pogadania z kimś – chociaż, oczywiście, ja to mam tendencję do przyciągania nawiedzonych ludzi, więc to obosieczny miecz.
    Dla mnie plan atrakcji był w miarę czytelny i pod względem czcionek i organizacji, no ale ja jestem przyzwyczajona do takich plus miałam przy sobie zakreślacze ;)
    Dam, ominęły mnie fandomowe anegdoty, gdzie ja teraz znajdę dramę, ta z fanartystką z Dream Daddy z wczoraj już chyba ucichła.
    Dziab taka nowa, nie szanuje starych anime zmontowanych z Linking Parkiem xD Chociaż może to i dobrze, ostatnio przemęczyłam się z legendarnie shitowym amino tylko dlatego bo bardzo lubię jedną AMV z niego.
    PANEL DZIABA BYŁ GENIALNY, ludzie śmiali się co chwilę, przynajmniej raz były też mocne oklaski. Ale rozumiem, że zdenerwowanie Ci to mogło przesłonić, w pełni rozumiem. Warto byłoby sprawdzić czy istnieją jakieś kompaktowe wersje PowerPointa lub zamienników i nosić je ze sobą na tym samym pendrive co prezentacja? Gugiel mi teraz podrzuca tylko info o kompresowaniu samej prezentacji, ale nie mam też czasu i warunków teraz za dużo/długo szukać :)
    Ja to się chyba tym japońskim żarciem strułam, w każdym razie dobrze, że się zmyłam kiedy się zmyłam bo już w autobusie mnie zaczął brzuszek boleć. Starość :|
    Cieszę się bardzo, że mogłam się z Wami spotkać, wcześniej miałam poważne wątpliwości co do przychodzenia i zostawania na tym kunwoncie, nawet pomimo że, jak same zresztą wspominacie, organizacja była spoko. Ale było warto milion i na lodzie :D
    Och, jechałam w zeszłym roku na konwent do innego miasta, ale to dla znajomych, dziwnym trafem zaprzyjaźniam się z prawie samymi ludźmi z dołu Polski. Z innego powodu bym nie jechała, nie po to mieszkam w Warszawie żeby nie mieć absolutnie wszystkiego pod nosem, najwyżej godzinkę komunikacją miejską w tę czy wewtę!

    Lubię to

    • Senpai, wybacz, że tak późno. Nie mam życia. Albo nie wiem, czy chcę je mieć ;_;
      Gdyby to miały być na poziomie, albo wręcz jako jedna z atrakcji – wooo, poszłabym na to! Nawet ja nie ogarniam wszystkiego, a im prostsze i bardziej kolorowe eksperymenty, tym bardziej się mój wewnętrzny dzieciak cieszy.
      Ale ławki na stoiskach to trochę innymi prawami się rządziły i podejrzewam, że tam wiele wystawców na wpół czuwało. Albo czekało, aby w dziwnej chwili zaskoczyć szwędajacego się klienta, krzycząc „a może nocny rabacik?” :)
      I to jest znak naszych czasów – internety rozrosły się tak potężnie, że najciekawsze rzeczy dzieją się na mediach społecznościowych, a nie w realu. Tym bardziej że na kompie to można trzy razy edytować swoją wypowiedź, żeby brzmiała jak człowieka, a nie huby drzewnej.
      Oł noł, drama z Dream Daddy się skończyła?! Nie mosze byś! D: I gdzie teraz całe zło Internetu się teraz przeleje?
      /uśmiech numer sześć/ Od lat twierdzę, że jestem paskudnym dzieckiem mainstreamu i serii po 2010 :3 Wiem, że mnie kawałek pięknej historii omija, no ale cóż… Nie każdy może być mangowym da Vincim.
      ._. …dziękuję. Mam nadzieję, że to tak szczerze, a nie po znajomości… I to wcale nie dlatego, że planuje ci dać w łapę przy kolejnym spotkaniu…
      Miałam zapasową wersję taką od razu do przeglądania, ale nie odpaliła. A pdfa nie mogłam zrobić, bo miałam w prezentacji gify i się nie ruszały (sprawdzałam). Najlepiej po prostu brać własnego kompa. I tyle. Chociaż to ryzyko otworzenia publicznego folderu z yaoi…
      Ojej D: Ale co takiego dziwnego jadłaś? Bo wydawało mi się, że skubałaś jak wróbelek.
      A my się bardzo-bardzo cieszymy, że mogłyśmy spotkać ciebie, SStefciu-senpai :3 Na żywo to jest jednak co innego, a i na żywo często człowiek okazuje się milion razy sympatyczniejszy, no bo nie widać tych wszystkich kropek nienawiści i tak dalej. Byłaś przefantastyczna <3
      A ty znooowu o tych lodach D: Dobrze, że upały są, wybaczam…
      I obyśmy spotkały się niebawem na kolejnym konwencie. To co, może Hellcon? ;)

      Lubię to

  3. Tragiczny budynek wydziałowy? Dziab, please, na mojej uczelni jeden budynek jest tak nieogarnięty, że padła propozycja zorganizowania w nim biegu na orientację… wbrew pozorom nie byłoby to tak całkowicie z czapy, w innym budynku jest bieg klatką schodową na 18 piętro.

    Co do tych wyrżniętych forumów (tak to się odmienia?)… khm, tak jak patrząc na ogół nie sposób się nie zgodzić, tak mam jeden wyjątek, który trzyma się dzielnie i mocno i kibicuję mu żeby nie zdechło. Bo serio jest aktywne. Bardzo aktywne, nie „aktywne”. Trzyma się solidnie od… hm… sprawdza znajduję jakieś posty z 2002…

    „Jaka to korekta” – przeczytałam w pierwszej chwili „jak to korekta”, i to jeszcze takim mentalnie zdziwionym głosem – i myślałam że to panel wytykający brak korekty, choćby w nowelkach (nawiązując do Marii) :’) ale sam pomysł brzmi ciekawie, na wszystkie trzy… (I w ogóle, ojej, Dar, pamiętałaś o hasłach ;v; dziękuję!)

    Z AMVkami jest w sumie nawet jakiś kanał (…kilka powiązanych kanałów) zbierający te najlepsze, nie? Zauważyłyście może, czy wybór był autorski, czy właśnie po prostu puszczono czyjąś zrobioną już wcześniej (nie przez prowadzącego) playlistę z YT?
    I kurczę nieopalone, jak generalnie do smętów przekonana nie jestem, tak wolę już smęty i dramaty niż „AMVki” w których generalnie jest trzy razy po minucie ciągu jednego odcinka (bez żadnych wycięć/edycji, po prostu żywcem kawałek odcinka) i do tego jakaś randomowa muzyka. Tak, wiem że nad tym też się człowiek mimo wsio narobi, ale… no kurczę, też się mogę narobić i coś naszkicować, ale nie zmieni to faktu, że do utalentowanych rysowników to się nie umywam.

    W ogóle, zdaje mi się, czy tym razem byłyście na sporo większej liczbie paneli niż ostatnio? W sensie, na ostatnim konwencie, nie na ostatnim Animatsuri.

    I gratuluję medali! A nawiązując do opisu notki na FB, odpowiedzią na wszystko jest „to zależy” :D

    Lubię to

    • Ach, poznański ekonomik, ile już razy słyszałam, że u was jak w Tardis ;P

      Szanuj forum swoje, to gatunek zagrożony wyginięciem D:

      To był raczej na pewno wybór autorski, puszczane były z dysku i w ogóle czuć było jakiś klucz.
      Ty mnie nie mów o tych AMV ledwo zmontowanych, do jakieś popularnej piosenki… Dobre AMV to skarb, szanuj je jak znajdziesz D: (Hm, może notka o najlepszych AMV…? Musiałabym trochę pogrzebać, bo nie do końca siedzę już w temacie jak kiedyś, ale pomysł jest).

      Na tym konwencie, oprócz panelu Dziab, żadna z nas nie pełniła żadnej funkcji, a impreza trzydniowa – to i się nazbierało tego trochę :D

      Lubię to

    • (Aghrrr, totalnie wyleciało nam z głowy, że wypadałoby odpowiedzieć na komcie!)

      Relacje z konwentów to najprostszy typ notek na bloga xD One piszą się same, a jak robimy to we dwie, to w ogóle woda leje się bystro i obszernie…

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s