Negatywne skutki spełniania życzeń, czyli recenzja Zerowej Marii i Pustego Pudełka

Light novel przez lata wydawały się nieosiągalnym marzeniem polskiego fandomu. Kto by chciał porywać się w tym średnio dużym kraju o skomplikowanym języku na tłumaczenie z japońskiego całych książek? Jak to się mówi… Cierpliwość popłaca. Wkrótce po tym jak skończyliśmy przecierać oczy na wieść, że Kotori oszalało i rzuca się na Sword Art Online, Rubikon został na dobre przekroczony i reszta dużych wydawnictw zawarła w swojej ofercie japońskie lekkie powieści. Waneko w szczególny sposób zaskoczyło czytelników. Ich „debiutancka” Zerowa Maria i puste pudełko, choć wciąż pozbawiona adaptacji mangowej lub anime, znana była wielu mangowcom jako tytuł solidnie trzymający się w topce najlepszych mang (i LN) na MyAnimeList. Czy sława należy się tytułowi zasłużenie? Weźmy tę sprawę pod lupę!

1452772335_50448800.jpg

Kazuki Hoshino to nasz typowy japoński licealista. Ale uwierzcie mi na słowo – jeśli by zrobić ranking najbardziej typowych japońskich licealistów, mógłby on służyć za wzór nie to pobicia. Nie ma szczególnych zainteresowań, uczy się przeciętnie, posiada kilku znajomych, ale nie jest popularny (szczególnie u płci przeciwnej), a fakt, że ma rodzinę, ważny jest dla fabuły tak bardzo jak informacja o tym, jakiego koloru są ściany w jego pokoju. Wspominałam już, że nie ma doświadczeń z dziewczynami i zamienia się w jąkającego pomidora, gdy tylko jakaś nieznajoma piękność do niego zagada? Jak wszyscy wiemy, właśnie tacy bohaterowie mają największą szansę na zderzenie z paranormalnymi dziwami. A przecież Hoshino uwielbia swoją zwykłą, nieekscytującą codzienność i nie po drodze mu zbawiać świat! Ta zostaje zaburzona, gdy… Zgadniecie…? Tak, właśnie! W klasie pojawia się nowy uczeń. Piękna i idealna pod każdym względami Aya Otonashi. Ta, rzecz jasna, z jakiegoś powodu zaczyna spoufalać się z protagonistą, bo w końcu tylko on może jej pomóc Uratować Przyszłość. Przy czym tym razem chodzi bardzo dosłownie o uratowanie dnia jutrzejszego. Cała klasa Hoshino utknęła bowiem w swego rodzaju Dniu Świstaka.
I od tego momentu robi się ciekawie.

Otonashi mówiła prawdę
Najprawdziwszą prawdę.
– W końcu zrozumiałeś?
– Da-Daj mi chwilę…
Przeżyła 2 marca 2601 razy. Sam ten fakt wystarczyłby, żeby doprowdzić mnie do obłędu, a co dopiero jej oskarżenia!

Zerowa Maria (w oryginale: Utsuro no Hako to Zero no Maria lub HakoMari) bierze na karb stare, dobre literacko pytanie: czego sobie zażyczysz, jeśli będziesz mógł spełnić jedno swojego marzenie? Jak wszyscy wiemy, morał z każdej takiej historii mówi o tym, że życzenia trzeba spełnić samemu, a nie zaufać jakiemuś podejrzanemu przechodniowi handlującemu pudełkami. Skojarzenia z Madoką są jak najbardziej na miejscu, choć przez formę nadprzyrodzonych pułapek, w jakie wpadają bohaterowie, w pierwszej kolejności przypomniałam sobie Kokoro Connect. Seria potrafi jednak wprowadzić do tego ogranego schematu własne atrakcje – przede wszystkim zwykle poznajemy negatywne skutki takich wybrakowanych życzeń, a dopiero później motywację ich właściciela. Lekki niesmak pozostawia: przesadna brutalność niektórych scen, zupełnie niepotrzebny fanserwis, naiwność części bohaterów… Odbiór zależy w dużej mierze z jaką wrażliwością zasiadacie do lektury.

– Nie mam jakiegoś fajnego tytułu, na który pewnie liczysz – odparła. – Chciałabym móc powiedzieć, że jestem tylko uczennicą, ale tak było jedynie do zeszłego roku; Moja sytuacja? Nigdy jej nie nazwałam, ale, hmm, w sumie można określić ją tylko w jeden sposób. Jestem: pudełkiem. – Wyrzuciła z siebie wreszcie z niezadowoleniem.

Jeśli miałabym określić tę light novelkę jakimś gatunkiem, w pierwszym momencie pomyślałabym o paranormalnym kryminale. Choć szkolny setting może wydawać się znany z miliona innych serii, w momencie w którym zaczynają oddziaływać pudełka – tutejsze źródło wszystkich kłopotów – trudno oderwać się od lektury przed poznaniem odpowiedzi, jak doszło do nadzwyczajnej sytuacji i co zrobić, by móc ją odkręcić. Siedem tomów powieści podzielono na mniejsze sagi układające się następująco:

  • Tom 1: Klasa Odrzuceń
  • Tom 2:  Tydzień w Bagni
  • Tomy 3-4: Gra w Detronizację
  • Tomy 5-6: Kino Niszczące Życzenia
  • Tom 7: Wadliwe Szczęście

Warto mieć powyższe rozłożenie w pamięci przy kupowaniu tomów, jako że 3 i 4 oraz 5 i 6 cześć mogłyby wyjść właściwie jako jeden wolumin. Każdy z arców odnosi się do innej „pułapki”, w którą wpadają bohaterowie. Gdzieś w tle pomału dostajemy także podpowiedzi dla spajającej wszystkie części historii tytułowej Marii, mające swój zaskakująco spójny i sensowny finał. Nie mamy na koniec właściwie żadnego bohatera bez zamkniętego wątku i żadnej zagadki bez odpowiedzi. Osobiście najbardziej męczyłam się na części z Detronizacją, za to następna historia, z Kinem, wynagrodziła mi to sowicie.

12484598_10207347138790172_3231954221045802321_o.jpg

Zerowa Maria prowadzona jest w narracji pierwszoosobowej. Niestety, główny bohater stanowi też największą wadę historii. Jego zwyczajność jest po prostu męcząca, a rola ogranicza się w większości przypadków do biernego uczestnika wydarzeń albo idiotycznego rycerza. Możliwe że wielu mangowców nie oceni go tak surowo jak ja – po prostu dlatego, że mogą być przyzwyczajeni do tego typu protagonisty – ale kto szuka inteligentnego przewodnika po zagadkach tej serii, musi poczekać, aż w późniejszych tomach dojdą do głosu inny narratorzy.
Drugą najważniejszą postacią jest patrząca na nas z wszystkich okładek Maria Otonashi. Znaczy, Aya Otonashi. Chociaż… A, główcie się, sama musiałam się tyle naczytać, by poznać rozwiązanie tej kwestii, że nie będę psuć wam frajdy z mętliku w głowach. Maria jest perfekcyjnie piękna, mądra, utalentowana we wszystkim czego się dotknie i na dodatek wzięła sobie za zadanie zbawić świat. Żeby nie było tak kolorowo, objawia także niepokojące symptomy tsunderenizmu, czego ofiarą pada rzecz jasna główny bohater. Choć początkowo może wydawać się po prostu kolejną przeidealizowaną bohaterką, po poznaniu jej (smutnego oczywiście) backstory całkiem u mnie zyskała na sympatii.
Tej dość typowej dwójce towarzyszy już znacznie ciekawsza ekipa postaci pobocznych. Energiczna Kokone, nieśmiała, idealna waifu Mugi, zawsze pogodny Hoshi, no i Daiya. Daiya jest super. To taki Light z Death Note’a, tylko że się go lubi, bo nie jest tak świrnięty. Dla niego czyta się tę light novelkę, a szczególnie tomy 5 i 6.

Po zobaczeniu czegoś takiego musiałem zaakceptować prawdę.
– To moje pudełko – Wadliwe Szczęście.
To Aya Otonashi.

Autorem książek jest Eiji Mikage, dla którego jest to trzecia powieść. Tłumaczenie Katarzyny Podlipskiej wydaje mi się wierne i na tyle, na ile materiał źródłowy pozwalał, poczytne. Co do samego stylu pisarza… Cóż… Zależy chyba od tego, czego się oczekuje. Literatura wysoka to to na pewno nie jest. Opisów brak właściwie zupełnie – nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam tak nastawioną wyłącznie na przekazywanie niezbędnych informacji powieść, bez żadnych, nazwijmy to, walorów artystycznych. Jeśli przed sięgnięciem po lekturę obniży się oczekiwania i nastawi „tryb fanfikowy”, powinno być jednak w porządku.
Ilustracje do Zerowej Marii stworzył Tetsuo i są one… Różne. Właściwie co tom styl trochę się zmienia (czyżby świadomy zabieg, by przystosować kreskę do klimatu historii?), nie do końca jednak jestem przekonana do zaproponowanych projektów postaci: główny bohater wydaje się zbyt młody, a dziewczyny zbyt podobne do siebie. Ilustracje nie są jednak same w sobie brzydkie.

UtsuroNoHako_003.jpg

Polskie wydanie wypada zaskakująco dobrze, mając na uwadze, że to pierwsze light novel wydawnictwa Waneko. Wszystkie tomy zawierają obwolutę, na których skrzydełkach znajdują się informacje o autorach oraz o treści tomu. W środku wita nas po 8 kolorowych stron na tom, drukowanych na kredzie, w samej powieści dodatkowo jest także parę ilustracji czarno-białych. Co bardzo mnie cieszy – czcionka nie wymaga użycia lupy i tekst na lekko szarym papierze czyta się bardzo płynnie. Rozmiar tomów to powiększony standard, jak choćby Silver Spoon czy kolejna light novelka tego wydawnictwa, Re:Zero.

Jako książka, Zerowa Maria jest lekką (sic!) historyjką z całkiem wciągającym motywem zagadek. To, co psują główni bohaterowie, nadrabiają postacie poboczne. Przez większość lektury zastanawiałam się, jak wyglądałaby jej adaptacja na anime i doszłam do jasnego wniosku: dajcie ją SHAFTowi! Tematyka jest na tyle wciągająca, że aż prosi się, by nieciekawy styl autora zamienić szaleństwem animatorów z tego studia. To są jednak piękne marzenia… Na razie musimy musimy sobie jedynie z wersją papierową. I jest to wcale miła podróż, przez czas, alternatywne światy i postacie. Nie za długa, zakończona i pochłaniająca uwagę czytelnika na cały wieczór.

~Darya

Ps.  Za tomiki recenzenckie dziękuję Wydawnictwu Waneko. Wszystkie cytaty pochodzą z pierwszego tomu ich wydania.

Ps. 2 Przypominamy o Dziabowym panelu o „Ko(s)micznych schematach w anime”, który odbywać się będzie w najbliższą sobotę o godzinie 18 na Animatsuri. Serdecznie zapraszamy!

Reklamy

16 komentarzy do “Negatywne skutki spełniania życzeń, czyli recenzja Zerowej Marii i Pustego Pudełka

  1. Na razie jestem po dwóch tomach i głowię się, skąd tak nieprzyzwoicie wysoka ocena na MAL-u dla czegoś, co jest tak typowo pociągowo-groszowym czytadłem na raz ;p Może potem się trochę poziom poprawi i nawet czymś zachwyci, kiedyś sprawdzę, tym bardziej, że faktycznie jest to lekka lekturka i czytanie leci jak z bicza strzelił, to trzeba przyznać.
    AyoMaria tsunderzy? O.o Serio? Jak na razie nic takiego nie zauważyłam, ale może po prostu mam jakieś dziwne podejście do takich bohaterek, skoro wszyscy się zachwycają tą taką jakjejtam ze Steins;Gate, a ja mimo ponawianych prób nie potrafię znaleźć w niej niczego, co by nie było skondensowaną esencją Typowej Tsundere ;p
    Co do literówek i takich tam, mam wrażenie, że to może być kwestia wydania. Sama miałam w rękach drugie wydanie pierwszego tomu i nie znalazłam żadnego błędu (chociaż oczywiście coś mogłam przeoczyć), natomiast już drugi tom czytałam w pierwszym wydaniu i tam z tego co pamiętam parę kwiatków mnie w oczy zakuło.

    Lubię to

    • Też trudno mi zrozumieć tak wysoką lokatę Marii. Nie jest to zła seria, ale nie wiem, może Japończycy inaczej podchodzą do kwestii stylu albo angielska skanlacja była taka dobra? Warto pamiętać, że Polska to pierwszy kraj w której Maria została legalnie wydana :3

      Yup, dla mnie Maria to tsundere. Nie najgorszego sortu i nie tak jak Kuusi o której wspomiansz, jednak objawy na to wskazują :P

      Właśnie z konsultacji wynika, że drugi tom musiał być tym z najwyraźniejszymi błędami :U

      Lubię to

  2. E no, ja lubiłam Lighta z całym jego świrnięciem ._.

    Meh, meh, narracja pierwszoosobowa. Dobrze chociaż, że nie w czasie teraźniejszym, jak otwieram książkę i widzę pierwszoosobową teraźniejszą to mi się chce wyć. Subiektywnie bardzo jej nie lubię. Ale „styl fanfikowy”, przekazujący tylko najważniejsze informacje?! O zgrozo, o nie. Pas. Miałam raz coś pisane właśnie takim stylem, i powiem, no, po 20 stronie „przypadkiem” zostawiłam w miejscu publicznym :’D dobrze że z wyprzedaży, za grosze…

    Ale kurczę nieopalone, co jest z tymi nowelkami? Kiedyś widziałam komentarze, że No Game No Life wygląda pod względem językowym/literówek/niepamiętamszczerzemówiącalecośztejkategorii źle, teraz widzę że PustyKwadracik też mówi o literówkach w Marii… wiem że to więcej tekstu jak w mandze, ale też chyba idzie ogarnąć? O_ó
    (W sumie Papierowy Księżyc w trzecim tomie Roku Szczura na początku miał „Salę balową”, no i po tej „Sali” się snuli ładnych kilka stron zanim przeszli gdzieś obok, z Sali na salę… Noż, to taki prosty błąd xD wiem że Word sam poprawia z jakiegoś powodu, ale to trzeba pilnować! Albo jakoś to zmienić, na pewno się da zrobić wyjątek autokorekty! wygraża pięścią niebiosom)

    W sumie może dobrze, że ten „słabszy” arc jest tak… w środku? W sensie, jak jest seria, i ktoś przeczytał już kilka tomików, to pewnie prędzej siłą rozpędu/nostalgii przeczyta dalej, nawet jak był kawałek słabszy. Jak najsłabszy jest ten pierwszy, to są osoby których żadne zapewnienia „dalej jest lepiej!” nie przekonają do kontynuowania…

    P.S. Dziab, może w kolejnej notce o schematach właśnie nowy uczeń w klasie? Tu się materiał źródłowy łatwo nie wyczerpie!

    Lubię to

    • Weź, Light był Dziwny xD Wolałąm Ryuka.

      Pierwsza osoba potrafi być dobra. Pierwsza osoba w czasie teraźniejszym nigdy nie jest dobra :|

      Och, miałam wczoraj długą rozmowę o błędach w książkach (ekhem, Amber, Bellona) – to spory problem nawet u dużych książkowych wydawnictw, nie mówiąc już o mangowych przyzwyczajonych do sprawdzania dużo mniej utekściowionych komiksów. Z tego co wiadomo No Life no Game wygrywa w kategorii braku bety (ponoć zła wersja, sprzed ostatnich poprawek, poszła do drukarni), ale ostatni czasy to się poprawia – choćby późniejsze tomy Marii.

      Też mi się wydaje, że to, że ten słaby arc jest w środku to dobry motyw, szczególnie, że potem następuje bardzo dobry arc. Swoją drogą w Sword Art Online też nie lubię 3 i 4 tomu xD Przypadek?

      Ps. Dziab mówi, że ma już pomysł na następną notkę schematową dla co nie byli na jej panelu :3

      Lubię to

  3. o kosmiczny panel (rozumiem że tylor nadesico będzie na pewno ?;p ) weźcie nagrajcie i wrzućcie na FB choćby komórką da radę mam 3/4 konta na YT pełne tak nakręconych filmików :-))

    Lubię to

  4. Miałam w rękach 4 tomy Marii. O ile dwa pierwsze tomy byłam jeszcze w stanie jakoś przeczytać to okolicach trzeciego miałam już dość chaotyczności i niechlujstwa jaką prezentowała stylistycznie ta light novel. Gdybym nie czytała wcześniej „Na skraju jutra” to jeszcze pomyślałabym, że wszystkie light novelki są takie i żadnej bym już nie kupiła. Nie jest to rzeczywiście najgorsza lektura, a przynajmniej nie pod względem pomysłu, ale z jakiegoś powodu nie czytam opek pisanych na rożnych blogach i to chyba kwestia tego, że dla mnie książka musi mi siąść stylem, a tu z tym jest byle jak.

    Lubię to

    • Ojejku, jak mi się Na skraju jutra nie podobało D: Męczyłam się dużo bardziej niż na Marii.

      Też mam ten problem z książkami – stawiam im wysokie poprzeczki. Dlatego ostrzegłam przed stylem fanfikowym, wiedząc, że wielu ludziom on nie przeszkadza.

      Jak pisałąm od 5 tomu jest wyraźna poprawa, więc najgorsze masz już za sobą :)

      Lubię to

  5. „Polskie wydanie wypada zaskakująco dobrze”
    Ja rozumiem wiele, ale kilka literówek na paru występujących po sobie stronach w Marii mnie po prostu dobiło. Normalnie przymykam oko na literówki w mangach, ale to jest książka, tutaj takie rzeczy są zdecydowanie ważniejsze i nie ma odpuść. Często odnosiłam wrażenie, że nikt tego po prostu nie czytał, żeby sprawdzić błędy.
    Oprócz tego, samo wydanie było w porządku.
    Sama zatrzymałam się na tomie czwartym, i też męczyłam arc z Detronizacją do tego stopnia, że porzuciłam zbieranie tej serii, ale po recenzji patrzę optymistyczniej na pozostałe, więc będę musiała się za nie zabrać. :)

    Lubię to

    • Uch, wychodzi tu, że pierwszy tom czytałam rok temu, a dodatkowo forum Waneko nie dziaľa i nie mogłam sprawdzić jak to było. Zedytuje trochę ten akapit, by zabrzmiało to lepiej. Na pewno pamiętam, że tłumaczenie zrobiło na mnie lepsze wrażenie niż pierwszy tom Sword Art Online.
      Na pewno 5 tom jest znacznie ciekawszy niż trochę przydługa Detronizacja, dlatego moim zdaniem warto spróbować dalej :D

      Lubię to

      • Ja też dawno czytałam, ale takich kwiatków nie zapominam. XD To było w drugim albo trzecim tomie, w sumie zaraz na początku?
        Jak dla mnie Sao wyglądało w porządku, pomijając fakt, że nie podobało mi się fabularnie. O: (Ale też czytałam je dawno i nie mam swojego egzemplarza.)
        Na pewno w takim razie się w nie niedługo zaopatrzę. :D

        Lubię to

        • Na pewno w dalszych tomach sytuacja się poprawia i błędów już nie widziałam – ale nie zaprzeczam, że wcześniej się zdarzały.

          Właśnie mi SAO podobało się fabularne, a trochę gorzej w kwestii wydania xD

          Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s