Wakacyjny skok na główkę, czyli pierwsze wrażenia z anime sezonu lato 2017

Choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że lato powinno być sezonem animcowej posuchy, no bo wszyscy wybywają na wakacje albo robią cokolwiek, byleby się ochłodzić lub towarzysko rozerwać, okazuje się, że wcale nie jest aż tak źle z tą japońską telewizją. Po dość średnich dwóch sezonach wreszcie widać na horyzoncie ratunek, a nasza ekipa miała w czym przebierać, biorąc na warsztat 16 serii małych i dużych (w sensie shortów i TV). I to same nowości! Będzie sporo o romansach wszelakiej konfiguracji (bo lato to dobry czas na zakochiwanie się… i szukanie waifu na kolejny rok), będzie trochę sportówek (bo ruch to zdrowie, a woda jest dla ochłody) i znajdzie się też coś fantasy, żeby każdy mógł sobie nieco pomarzyć. Nie przedłużając – Lemurilla zaprasza na świeżutkie pierwsze wrażenia nowego sezonu!

image2.gif
W Niemczech na Sylwestra życzy się „Dobrego wślizgu w nowy rok”. My wam życzę dobrego wślizgu w nowy sezon!

Ballroom e Youkoso

tumblr_osspcahK8x1sxkjwwo1_540
„Tańczenie jest takie fajne, tyle sparkli, tyle kolorów, jeszcze sobie dziewczyny podotykasz, a w ogóle to niiiic trudnego”

Ilość odcinków: 24
Studio: Production IG
Źródło: Manga
Uwagi: -.
Lemurilla poleca

Tatar(a) Fujita to zwykły, niewyróżniający się niczym uczeń trzeciej klasy gimnazjum. Z tym że nie jest on z takiego stanu rzeczy zadowolony. Pragnie czegoś więcej. Czegokolwiek, byleby by było jego własne. W poszukiwaniu drogi ninja trafia przypadkiem na zajęcia z tańca towarzyskiego. No i jak historia toczy się dalej, chyba się domyślacie… Fujita podjął decyzję – będzie jak sempaj i zostanie profesjonalnym tancerzem. A my mu w tym potowarzyszymy.

Największy problem jaki mam z tym tytułem, to ogrom moich oczekiwań. Musicie wiedzieć, że jestem niepoprawnym otaku scen tanecznych w filmach i serialach – ilość emocji jakie można w takiej sekwencji zawrzeć zawsze mnie oszałamia. Więc rozumiecie. Jest hype. Jest nadzieja na tegoroczne Yuri!!! on Ice (porównanie przychodzi jakoś same).
Nie czytałam mangi (choć wiem jak jest chwalona i nagradzana), czekając na wersję animowaną – w końcu od serii zajmującej się w pierwszej kolejności tańcami, oczekuje się animacyjnej uczty prawda? Szczególnie, że większość ekipy pracującej nad Ballroomem siedziało już nad Haikyuu!!, powszechnie chwalonego jako najlepiej narysowanej sportówki. I niestety w kwestiach wizualnych musiałam zaliczyć zawód. Mniejsza o projekty postaci z już słynnymi żyrafimi szyjami. Wybaczcie za dosadność, ale powiem tak: chciałam pierdolnięcia. Czegoś co sprawi, że świat przewróci mi się do góry nogami tak jak bohaterowi w scenie z DVD. A ona była po prostu okej. Jasne, seria ma dobre ujęcia i przykłada wagę do szczegółów (patrzcie na te fałdki na spodniach!), ale gdy wspominam jak Ziemniaki na Lodzie zdołały mnie oczarować łyżwiarstwem już w pierwszym odcinku, to jakoś robi mi się smutno…
Wybaczcie, że tyle o tej animacji, ale tematyka niestety narobiła mi spory apetyt na sakugę. Na szczęście w kwestii postaci i fabuły jestem już bardziej ukontentowana. Nie był to może idealny pierwszy odcinek, ale postaci obu płci wydają się ciekawi i wielowarstwowi – na czele z głównym bohaterem. Fabuła nie zapowiada się przełomowo, ale dobra historia wcale nie musi opierać na uciekaniu od schematów, jeśli potrafi je dobrze wyegzekwować. Naprawdę, wszystkie znaki wskazują na solidną, wciągającą sportówkę z bohaterami do których przywiążemy się emocjonalnie.

Może wam się wydawać, że narzekam, ale prawda jest taka, że bez wahania wskazuję tę serię jako mojego faworyta sezonu. Mój kredyt zaufania opiera się wciąż w głównej mierze na pochwałach względem mangi oraz tematyce, ale pierwszy odcinek podtrzymał moje nadzieje. Kamisama, proszę, żebym się nie myliła…

~Darya

Ocena MAL: 8,03
Ocena Lemurilla: 8,17

Centaur no Nayami

image4
Życie… Stahp… Nie nadążam…

Ilość odcinków: 12
Studio: Haoliners Animation League
Źródło: Manga
Uwagi:.-

Ludzie dzielą się na cztery gatunki: anioły, syreny, zwierzołaki i centaury. Wyewoluowali oni ze zwierząt, które miały 3 pary odnóży, a ci, którzy wykształcili się z 2-parowych wyginęli. Tru story, mówili tak w anime. Dlatego główną bohaterką tej serii jest centaurzyca, a wszyscy inni bohaterowie mają skrzydła, zwierzęce uszy lub rogi. Akcja rozgrywa się tradycyjnie w szkole, a nasze bohaterki robią tradycyjnie urocze rzeczy, tj. sztuki teatralne, lekcje wf-u czy plotkowanie.

Mam pewnego rodzaju problem z pierwszym odcinkiem. Z jednej strony anime rozpoczyna się praktycznie sceną pocałunku między dwiema bohaterkami, a z drugiej jedna dziewczyna odmawia podróży na centaurze, mimo, że sama jej to zaproponowała, bo boi się oskarżeń o rasizm i dyskryminację. Z jednej strony widzimy szkolne przedstawienie, z drugiej okazuje się, że wszyscy muszą biegać taki sam dystans na wfie, mimo, że mają zdecydowanie inne warunki fizyczne. Z jednej strony anime cierpi na brak konkretnej fabuły, zaczyna się od dziwnej sceny, nie wyjaśnia czego możemy się spodziewać, z drugiej jednak gdy nauczycielka tłumaczy (ekspozycja się kłania), dlaczego ludzie tak wyglądają, skąd się wzięli, mówi, że najważniejsza jest równość, nawet bardziej niż ludzkie życie, a w drzwiach stoją dwaj smutni panowie i z zadowoleniem przysłuchują się lekcji. Pomimo niezbyt wyróżniającej się warstwy fabularnej i mimo wszystko standardowych bohaterek, mam spore nadzieje, że w tej serii jednak będą poruszane poważne tematy, które zostały delikatnie nakreślone w pierwszym odcinku. Podobno jest na to szansa, a że graficznie Centaur no Nayami wygląda całkiem sympatycznie to daję duży kredyt zaufania i czekam na kolejne odcinki.
[Ciekawostka, bo muszę – wiecie, że to anime robione jest przez chińskie studio? Tak więc, jest to autentyczna Chińska Bajka :D? //~Dar]

Ocena MAL: 6,51
Ocena Lemurilla: 6,5

Dive!!

image17
Potrzym mię ten ręcznik – muszę sprezentować sparkle pod pachami!

Ilość odcinków: 11
Studio: Zero-G
Źródło: Light Novel
Uwagi:

Pewnego pięknego, przeciętnego, letniego dzionka mały chłopiec imieniem Sakai Tomoki napotyka na swojej życiowej ścieżce tego jedynego – Senpaia Jak Ze Snów. Senpai ten zwie się Youichi i tak pięknie skacze do wody, że zawraca w głowie małego Sakaia bardziej niż wirująca woda w spłuczce. I taki główny bohater dołącza do Klubu Nurkowania Mizuki, gdzie wraz z dwoma innymi młodymi adeptami ZGŁĘBIAJĄ tajniki wodnej sztuki. Tylko że Sakaiowi coś z początku te skoki nie wychodziły… Na szczęście do pomocy włączył się Senpai Jak Ze Snów i nauczył (czy raczej naoglądał się z bezpiecznej linii suchego lądu) młodego poprawnych skoków z wyższej wieży. Niestety, kiedy nasz protagonista wylądował w liceum, nad klubem zawisło widmo zamknięcia go na amen… Gdyby nie to, że wraz z dołączeniem nowej trenerki zaczynają mierzyć w arcyambitny cel – same Igrzyska Olimpijskie!

Panocku, tu się tak wiele rzeczy nie klei… Woda się nawet nie klei! Począwszy od głównego bohatera, który z głosem Kajiego Yuki (cześć, Eren) nie sprawia zbyt dobrego wrażenia, przez nudne, schematyczne założenie z zamykanym klubem i motywem “od zera do bohatera”, aż po animację, która jak jest, to lepiej, żeby jej nie było. A mówimy o pierwszym odcinku. Największy zawód sprawiły same skoki – przy lądowaniu w wodzie rozlega się jedynie cichy chlupot rodem z umywalki, rozbryzgu tyle, żeby się animator nie zmachał (ja wiem, że im mniejszy rozbryzg, tym lepszy skok, serio) i emocji taka masa, że żaluzja mi mocniej drży na wietrze niż ja po tym odcinku. Tym byłyby Jurki, gdyby nie były Jurkami (a Sayokan nie byłaby Sayokan, tylko dała se wcisnąć wymuszaną na nią koncepcję szkolnych klubów z samymi Japońcami, tru story). A gwoździem do tej trumny wydają się dwie rzeczy – paskudne pachy, które błyszczą się niczym Edward w słońcu oraz założenie fabularne, że Sakai ma Dziewczynę(™) i w ogóle się nią nie interesuje, ale rumieni się na widok Senpaia Jak Ze Snów. Free! było chociaż ładne i śmiechogenne w celowy, uknuty przez twórców sposób. A ta kałuża mi się niespecjalnie póki co podoba.
I tylko sutów żal~

~Dziab

Ocena MAL: 6,38
Ocena Lemurilla: 5,33

Fate/Apocrypha

image9.gif
In your face, kmiocie.

Ilość odcinków: 25
Studio: A-1 Pictures
Źródło: Light Novel
Uwagi: Nasuverse
Lemurilla poleca!

Jaki był przebieg czwartej i piątej wojny o Świętego Graala, większość być może pamięta z Fate/Zero i Fate/stay night. Ale co by było, gdyby wydarzenia z trzeciej wojny nieco się zmieniły, a Graal… zaginął na siedemdziesiąt lat? Okazało się wreszcie, że w jego posiadanie wszedł Darnic Ygg-myślałam-że-imię-Iri-było-trudne-dmillennia, głowa rodu Ygg-o-kurde-nie-każcie-mi-tego-powtarzać-dmillennia. A moment na ujawnienie tej informacji był nieprzypadkowy, ponieważ Graal “uruchomił” awaryjny tryb prowadzenia wojny i zamiast siedmiu sług walczących pod wezwaniem siedmiu mistrzów, będzie ich… aż czternastu. Wojna tym razem nie będzie bitwą wszyscy na wszystkich, ale skupi się na walce dwóch frakcji: Czerwonych występujących z ramienia stowarzyszenia magów (to ci dobrzy) oraz Czarnych jako Ygg… sami wiecie.
A gdzieś po środku temu wszystkiemu przyglądać się będzie pewna święta dziewica…

Fate’y to zdecydowanie zbyt popularna marka, żeby jej nie eksploatować dalej poza wersję podstawową. W końcu mamy wiele spin-offów, które aż czekają na zaadaptowanie… No właśnie. Czekają, czekają, a najwłaściwsze do tego studio wciąż się z pracą ociąga. I jeszcze te problemy małżeńskie w tym sezonie… Ufotable zdradza Type-Moon z inną grą, a ona puściła się z innym studiem. Taka szkoda.
Stąd właśnie pomysł, żeby Fate/Apocrypha została zanimowana przez A-1 Picture, które to studio wywiązuje się z roboty dość… znośnie. Designy odrobinę się ze sobą zlewają przy okazji randomów, ale animacja walki na samym początku pierwszego odcinka robiła całkiem dobre wrażenie. No to UBW startu to nie ma, ale… szacunek mój ma. Na pewno nie można narzekać na kwestię udźwiękowienia, bo skoro do openingu i endingu zaprzęgnięto odpowiednio EGOIST (Psycho-Pass, Guilty Crown) oraz GARNiDELiĘ (Kill la Kill, Mekakucity Actors), no to stoi to na bardzo wysokim poziomie. Poza tym wśród seiyuu jest armia prawdziwych sław, jak chociażby Sawashiro Miyuki po jednej i Suwabe Junichi po drugiej stronie Szermierzy. O mamuniu, już dla tego jednego pojedynku łzy mi będą cieknąć hektolitrami. A będzie jeszcze Sakamoto Maaya, Hayami Saori (znów szykuje się jej sezon), Matsuoka Yoshitsugu (a może by tak drugiego Betelgiusa?), Uchiyama Kouki, Namikawa Daisuke i wielu, wielu innych dobrych aktorów. W końcu jeśli mamy mieć czternaście sług i czternastu mistrzów… Omójbosiu. Aż strach pomyśleć, czy połowę nie odstrzelą już na starcie. Jak to dobrze, że od początku zapowiedziano two-cour, bo z tą serią na pewno zostanę na dłużej.

~Dziab

Ocena MAL: 8,00
Ocena Lemurilla: 7,25

Hitorijime my hero

image13
Spokojnie, moi mili, Pogromca Misiaków już idzie wesprzeć radą.

Ilość odcinków: 12
Studio: Encourage Films
Źródło: Manga
Uwagi:

Młody chłopak imieniem Setagawa staje się przydupasem szefa lokalnego gangu, bo woli takie towarzystwo niż żadne. Nie ma szczególnego celu w życiu, nie wierzy w superbohaterów ani w to, że ktoś mógłby go uratować. Aż do czasu, gdy na swojej drodze spotyka Bear Killera – tajemniczego gościa, który sieje postrach wśród lokalnych przestępców, a prywatnie nazywa się Oshiba i jest starszym bratem jego nowo poznanego kumpla. Kilka lat później Setagawa trafia do liceum, a wraz z nim Oshiba, który zostaje nauczycielem.

Jakby ktoś się jeszcze nie zorientował – to jest shounen-ai. A ja kocham wszystkiego rodzaju yaoice, boys-love i wszystko, przed czym kolega Gucio ucieka w popłochu. Rzuciłam się więc na tą serię jak szczerbaty na suchara. Na razie nie wyróżnia się niczym szczególnym, jest raczej standardowym przedstawicielem gatunku. Mamy młodego chłopaka z trochę wątpliwą przeszłością i starszego gościa, który będzie go wspierał. Pewnie jeden z nich się w tym drugim zakocha. Oprócz tego mamy przyjaciela głównego bohatera, niespodziewanie spotykającego swego przyjaciela z dzieciństwa, z którym zerwał kontakt. To będzie zapewne druga para, nie wiadomo tylko z jak mocno zarysowanym wątkiem. Kreska sprawia całkiem przyjemne wrażenie, nie mamy tu żadnych anatomicznych babolków (ach te słynne yaoi hands), muzyka jest poprawna. Zapowiada się więc całkiem sympatyczna seria, z delikatnym odcieniem dramatu. No i jest kot <3

~Shizuru

Ocena MAL: 7,44
Ocena Lemurilla: 7

Isekai Shokudou

image6
Prawie jak foodgasm

Ilość odcinków:
Studio: Silver Link
Źródło: Light Novel
Uwagi:

Wyobraźcie sobie przytulną restauracyjkę, serwującą dania kuchni zachodniej, z mnóstwem stałych klientów, którzy uwielbiają dania szefa kuchni. Teraz wywalcie z głowy Soumę i całe Shokugeki, zamiast tego dodajcie sporą szczyptę fantastyki, nieporadną główną bohaterkę i magiczne drzwi do innych światów. Raz w tygodniu restauracja otwiera się na specjalnych gości. W pierwszym odcinku poznajemy smoczycę, która przypomina mi Smauga, a która uwielbia potrawkę wołową, całą gromadę kłócącą się które danie jest najlepsze z ryżem (człowiek-lew twierdzi, że to katsudon a ja się z nim zupełnie zgadzam) oraz dziewczynkę-demona, której z diabelskich mocy dostały się tylko rogi, więc jest gardzona przez obie rasy. A że pojawiły się przed nią magiczne drzwi, postanawia przez nie wejść i zbiegiem okoliczności zostaje zatrudniona w restauracji jako kelnerka.

Tutaj mam dla was pytanie natury iście filozoficznej – czy anime, które używa w pierwszym odcinku retrosów do tego odcinka może być satysfakcjonujące? I czy seria, w której o głównym bohaterze wiadomo mniej więcej tyle, że jest miły i wyśmienicie gotuje daje nadzieję na przynajmniej dobrą rozrywkę? Cóż, na razie wygląda na to, że tak. Mimo, że opowieści są fragmentaryczne, a jedzenie nie aż tak smakowite jak w Kulinarnych Pojedynkach, to całość jednak wypada całkiem przyjemnie. Nie jest to nic ambitnego czy wymagającego, jednak atmosfera w tytułowej restauracji jest jakaś taka ciepła i zachęca do dalszego poznawania losów bohaterów. Podobnie jak oprawa graficzna i muzyczna, nie jest wybitna, ale wyróżnia się na plus wśród innych tytułów tego sezonu. Ja chętnie zobaczę, jak całość rozwinie się na przestrzeni kolejnych odcinków.

~Shizuru

Ocena MAL: 7,32
Ocena Lemurilla: 7

Jikan no Shihaisha

image8
Co tam upadek z drugiego piętra – przecież tsundere są takie zabawne!

Ilość odcinków:
Studio: Project No.9
Źródło: Manga
Uwagi:

Ja was proszę – jeśli główny bohater nazywa się Victor Putin, to było bardziej niż pewne, że ktoś z naszej lemurzastej ekipy się na to rzuci. Traf padł na mnie. Czy może… pech.
Na początku nie bardzo wiadomo, o co chodzi, kim są dwaj napotkani na cmentarzu bracia i o co chodzi z pewnym czarnym stworem, którego chcieli utłuc. Zagadkę rozwiązujemy razem z młodą Koyuki, uczennicą, która jakiś czas temu straciła w wypadku ostatniego pozostałego jej członka rodziny. Samotna dziewczyna o gołębim sercu skrywa jedno pragnienie – chciałaby, aby jej ukochany brat znów żył. Nierealne życzenie prowadzi ją pod wieżę zegarową, gdzie jakoby według plotek można było cofnąć się w czasie. Zamiast jednak trafić tam na jakiś portal czy innego niewinnego Kyubeia, Koyuki napotyka czarnego stwora, przed którym ratują ją… napotkani wcześniej faceci. Okazuje się, że Victor i Kiri Putin to szumnie zwani “Władcami Czasu”, którzy polują na monstra pożerające ludzki żywot. Victor jest jednak specjalny, bo sam został zainfekowany przez takiego potwora i kiedy chce korzystać ze swoich specjalnych mocy, musi poświęcić w zamian swój czas oraz wspomnienia.

Pomyślałam sobie „och, będzie coś z motywem cofania się w czasie! A główny bohater nazywa się Victor Putin! Ale to będzie śmiesznie! Hehe, prawdopodobieństwo spieprzenia motywu… no, 80%. Jakaś szansa jest, że da się oglądać”.
Tylko że w piątej minucie odcinka bohaterkę zaatakowała Dzika Ciężarówka-kun.
…i nagle podniosłam stopień zagrożenia do 100%.
Studio Project No.9 nie ma na swoim koncie jakichś porażających sukcesów, a do najbardziej znanych serii należy ostatnie Netoge no Yome wa Onnanoko ja Nai to Omotta? o giercowych nerdach oraz Ro-Kyu-bu! o gimnazjalistkach grających w kosza. Nie brzmi bombowo, co nie? I zdaje się, że najnowszy twór również dołączy do klasy Totalnie Przeciętnych Anime, przy czym Jikan no Shihaisha ma nawet szansę być jeszcze niżej. Pierwszy odcinek był generyczny do bólu, pełen wyświechtanych, źle użytych schematów, gagów z biciem głównego bohatera, gagiem ze spaghetti wyciąganym znikąd, irytującymi bohaterami, nudnym światem przedstawionym i słabej animacji komputerowej. To ostatnie było tak złe, że aż mi się wideo zacinało (serio). Jedynie plottwist z końca odcinka ratował honor całego seansu, ale tak… Cienko to widzę. I tak jak przy Dive!! można było mieć chociaż słabą polewkę, tak tutaj nawet “Puci Victo” nie pomógł. A jak mi MAL podpowiada – na dwóch Putinach się nie skończy.
Oddajcie wy mi lepiej jedynego słusznego Viktora…

~Dziab

Ocena MAL: 6,47
Ocena Lemurilla: 5

Kakegurui

image10
Ja na widok bonów do Maca.

Ilość odcinków: 12
Studio: MAPPA
Źródło: Manga
Uwagi:
Lemurilla poleca

Wielkie zmiany zwykle przychodzą wraz z uczniami z wymiany – nie inaczej rzecz się ma w przypadku szkoły, którą rządzi hazard. I to taki serio hazard, taki z najwyższej półki, na grube tysiące jenów, a nie granie w Makao na kanapki w trakcie lekcji wychowawczej. Boleśnie przekonał się już o tym główny bohater, Suzui, który z powodu długu musi udawać pieska. Nic dziwnego, że zaczyna trochę panikować, gdy do tej jaskini pełnej lwów Jabami Yumeko, ułożone dziewczę o niewinnej powierzchowności. Na celownik od razu bierze ją klasowa szlachcianka, Saotome, która postanawia ustanowić rekord upodlenia nowej i chce z niej zrobić swoją pupilkę. Bardzo szybko jednak okazuje się, że Jabami, nawet jeśli twierdzi, że nigdy nie uprawiała hazardu, wykazuje dziwne, iście szaleńcze zapędy do trwonienia kasy…

Darya już pisała na fanpage’u, że openingiem zajmowała się dobrze nam znana Yamamoto Sayo, a poza tym paluszki macza w nie studio MAPPA, ale nie tylko z tego względu serię będziemy śledzić z prawdziwym zainteresowaniem. Ogólnie mam słabość do anime, gdzie trzeba myśleć lub ma się do czynienia z zagadkami, a tu można na nie liczyć w dużym stopniu. W końcu co partyjka, to nowa możliwość na orżnięcie przeciwnika na grube hajsy. A to zmusza do kombinowania. Najciekawszym aspektem serii wydaje się sama Jabami (lol, jakie nazwisko – a to nie jedyne), bo nie jest ani typową bohaterką, ani anty-bohaterką. Jest gdzieś pomiędzy, balansuje na cienkiej granicy “rozwalam przeciwników dla własnej nienasyconej satysfakcji” a “ratuję zgnębionych kolegów, bo czemu nie”. I to jest bardzo ciekawe podejście. Niejednoznaczne, ale nie odpychające. Duże brawa należą się za to Hayami Saori, która tą rolą póki co pretenduje u mnie do zgarnięcia statuetki za seiyuu roku. Jej szaleństwo w głosie jest odczuwalne i niemal narkotyczne. A jak się ma na uwadze, że studio szaleje z orgazmami podczas podrasowanej gry w papier-nożyce-kamień… Uuu, będzie się działo! Szczególnie animacyjnie!

~Dziab

Ocena MAL: 7,85
Ocena Lemurilla: 7,50

Katsugeki/Touken Ranbu

image16
W tej serii będzie dużo… wszelakiego… wyciągania.

Ilość odcinków:
Studio: ufotable
Źródło: Gra przeglądarkowa
Uwagi: Spin-off Touken Ranbu: Hanamaru

Tajemnicza organizacja Saniwa, jak to tajemnicze organizacje mają w zwyczaju, wysyła na nie mniej tajemniczą misję dwóch wyglądających na samurajów jegomości – starszego, długowłosego i opanowanego Kanesadę oraz młodego żółtodzioba mianem Kunihiro. Ci samuraje nie są jednak wojownikami zwyczajnymi, bo nie dość, że towarzyszy im gadający cyber-lisek, to oni sami przybywają z odległych lat 3000 i cośtam. Ich duet został wysłany do roku 1863, aby walczyć z armią zła, która pragnie zaburzyć bieg historii i z wszelkim prawdopodobieństwem rozpierdzielić w drobny mak całą czasoprzestrzeń. Albo przynajmniej okolicę.

Ufotable niezmordowanie próbuje swoich sił w adaptacjach gier. Ech, Ufo, Ufo, wracaj ty lepiej do twojej żonki Type-Moon i zapitalaj z nią domowe przedszkole robić, a nie… Zdradzasz ją po kątach. O God Eaterze zapomnijmy, Zestiria gdzieś się po drodze trochę pogubiła, a teraz bierzesz się za reverse-haremówkę, która jest kuzynem Kantai Collection, tylko zamiast dziewczyn-statków są bisze-miecze. Nie twierdzę, że potencjału na historię nie ma, bo w sumie prezentuje się w miarę klarownie – panowie cofają się w przeszłość, biją złodupców, żeby ocalić historię i jest wporzo. Jak się armia zła rzuci na jakieś fajne przełomowe wydarzenie, to może być z niego niezła otoczka. Pytanie czy będzie, czy raczej będziemy odbębniać kolejne przystanki niczym w grze. Warstwa graficzna przedstawia się dobrze jak zwykle, bo to Ufo. Natomiast bohaterowie nie przykuli specjalnie mojej uwagi, no chyba że za takową można uznać pulsującą żyłkę na każdy okrzyk “Kane-san!”. Nie, twój senpai cię nie zanotuje tak łatwo, Kunihiro. A jeśli masz tu udawać głównego bohatera tej bajki, to twoja księżniczka jest w zdecydowanie innym zamku.

~Dziab

Ocena MAL: 7,16
Ocena Lemurilla: 6

Keppeki Danshi! Aoyama-kun

image15
Też będziesz miał harem, gdy będziesz kompulsywnie sprzątać

Ilość odcinków: 12
Studio: Studio Hibari
Źródło: Manga
Uwagi:

Ciężkie jest życie mizofoba. Trzeba ciągle myć ręce, nie można dotykać innych ludzi, bo przenoszą zarazki, a każdy najmniejszy brud przyprawia o palpitacje serca. Co jednak, gdy twoim ukochanym sportem jest piłka nożna? Z takim problemem boryka się Aoyama, niezwykle utalentowany młody piłkarz, członek młodzieżowej reprezentacji Japonii. Z uwagi na bakteriofobię nie główkuje, unika jakiegokolwiek kontaktu z innymi graczami, kompulsywnie myje i czyści absolutnie wszystko, łącznie z piłkami po treningu. Jednak dzięki temu wykształcił swój specyficzny styl, z którego jest znany. Reszta licealnej drużyny nie jest jednak taka wybitna jak Aoyama.

Wiedziałam, że nie będzie to hit tego sezonu, liczyłam jednak na coś więcej. Mamy tu komedię opartą na fobii głównego bohatera, która tak naprawdę jest poważnym problemem. Jednak anime to anime, tutaj można śmiać się ze wszystkiego. Za Aoyamą latają chyba wszystkie dziewczyny ze szkoły, w końcu to facet idealny, sam wszystko posprząta. Mamy też dawnego kolegę, który pragnie przekonać go, żeby poszedł z nim do lepsiejszej szkoły, a do tego uwielbia chwalić się sześciopakiem na brzuchu. Bo nikogo chyba nie dziwi, że placówka, którą wybrał nasz bohater, jest raczej mierna (ale za to ma wspaniałe toalety). Jest też znajomy z obecnej drużyny, który nie rozumie fobii Aoyamy, trenerka, która wszystko mu tłumaczy oraz dziewczyna, która pragnie naszego mizofoba wspierać. Animacja jest w porządku, ale nie powala, podobnie jak projekty postaci. Fabuła jest miałka, aczkolwiek nie ona jest tutaj kluczowa. Niestety, humor w tej serii mnie jakoś nie urzekł, jest taki standardowy, bez polotu. Sportówką też nie jest wybitną, jest wiele, wiele więcej serii, które w ciekawy sposób prezentują sport, a nawet i piłkę nożną. Nie jest to zły tytuł, ale mnie nie urzekł.

~Shizuru

Ocena MAL: 6,87
Ocena Lemurilla: 6

Koi to Uso

image3
Łaaa, bohaterka odwzajemnia uczucia bohatera!!!

Ilość odcinków:
Studio: LIDENFILMS
Źródło: Manga
Uwagi:

Witajcie w leciutko alternatywnej Japonii. Jedyna różnica między fikcją, a rzeczywistością to ustawa narzucająca młodym ludziom z kim mają dzielić resztę żywota. Tak, dobrze słyszycie! W wieku 16 lat każdy obywatel dostaje smsa z danymi przyszłej żony lub męża z którymi musi się hajtnąć, bo inaczej… No… Po prostu musi, okej? W tych okrutnych warunkach dorasta nasz główny bohater-kun: Yukari. Yukari trochę spieprzył sprawę. Zakochał się bowiem w koleżance z klasy. Żeby było śmiesznie i totalnie nie jak z animca: panna jego serca bez tsunderenia uczucia odwzajemnia. Tylko, że niestety, rząd znalazł dla protaga inną waifu… Bo nie może być raz tak, żeby wszyscy się zeszli bez problemu, prawda?

Najciekawsze w serii są na pewno założenia początkowe. A właściwie jedno założenie: małżeństwa są aranżowane odgórnie i nie ma miejsca na romansowanie. Wbrew pozorom nie jest to taki fikcyjny pomysł – pamiętajmy, że związki z miłości to wynalazek zaledwie XX wieku. Oczywiście, sztywne losowanie partnerów, bez możliwości na wymianę czy własną inicjatywę nie przeszłyby w prawdziwym świecie. A na pewno nie w świecie z dwóch pierwszych odcinków serii, gdzie nie zauważyłam żadnej innej zmiany w realiach (bo w przypadku państwa autorytarnego różne rzeczy mogą się zdarzyć). W ogóle, wiecie co na razie sprawiało mi najwięcej frajdy w Koi to Uso? Oglądanie je z kimś i kombinowanie jakby to mogło zadziałać – jakie zmiany w państwie, by doprowadziły do wydania takiej ustawy, co zmieniłoby się w społeczeństwie, czy doszłoby także do cenzury kultury, by nie zachęcać obywateli do zbytniej rozwiązłości itp. W sumie wniosek nasunął się taki, że w przypadku gdy w tym społeczeństwie istniałoby przyzwolenie na zdrady i posiadanie kochanków, całość mogłaby się nawet utrzymać. Prawda jest jednak taka, że element ustawy małżeńskiej istnieje po prostu dla stworzenia dramy i dla czerpania największej radości z serii nie powinniśmy jej za bardzo analizować.
Bo oprócz samego settingu mamy przecież konkretną akcję, a nawet stary, dobry melodramat podkreślamy licznymi nawiązanimi do legendy o czerwonej nici: Tragedię kochanków, którzy nie mogą być ze sobą. Nie wiem jak was, ale mnie to akurat szczerze zachęca. No co, lubię te wielkie, smutne miłości. Tutaj plusem jest także całkiem sympatyczny zestaw postaci. Może główny bohater to nasz stockowy japoński licealista, co to się zawiesza na widok płci przeciwnej i nie umie za bardzo podjąć żadnej akcji, ale dziewczęta miło mnie zaskoczyły. Są tak po prostu sympatyczne i mają całkiem niezłą chemię ze sobą i protagiem. Wiele osób porównuje to anime z zimowym Kuzu no Honkai, jednak tam, mimo wszystko, tragiczność sytuacji była bardziej na pierwszym planie – tutaj, o dziwo, jak na razie klimat jest lżejszy. Do tego, w tym przypadku postacie naprawdę chcą ze sobą być, a problemem są czynniki zewnętrzne, a nie “jak wyznać sempajowi, że od dawna mi się podoba”. Na minus zaliczam jeszcze fanserwis, który jest po prostu niepotrzebny i w irytujący sposób burzy nastrój.
Ogólnie powiem, że nawet się wciągnęłam. Niestety anime oparte jest na niedokończonej mandze, więc nie łudzę się, by anime zakończyło się jakimiś konkretnymi rozwiązanimi…

~Darya

Ocena MAL: 7,59
Ocena Lemurilla: 6,33

Made in Abyss

image5.gif
Darya wreszcie dostała rolę w anime! Powyżej rozpacza, że znowu nie zdążyła z notką na czwartek!

Ilość odcinków: 13
Studio: Kinema Citrus
Źródło: Manga
Uwagi:
Lemurilla poleca

Wyobraźcie sobie dziurę w ziemi. Bardzo dużą i bardzo głęboką dziurę. Tak dużą, że wokół można wybudować wielkie miasto i tak głęboką, że przez stulecia nikt nigdy nie dotarł nawet w pobliże jej dna. Tam gdzie możliwość odkrywania nowych lądów znajdzie się i cała armia ludzi, próbujących zapełnić białe plamy na mapie lub mających nadzieje wzbogadzić się w czasie ekspedycji. Nie ważne jakie potwory czają się na nich w głębinach…
Riko i jej przyjaciele to sieroty szkolące się na eksploratorów tej konkretnej dziury. Choć dopiero są na początku zdobywania doświadczenia już zdołali znaleźć w głębokościach niezwykły skarb: Robota z amnezją. A to dopiero początek tajemnic Otchłani…

Po samym plakacie i opisie byłabym zdolna ominąć tę serię, a wydaje mi się, że i wiele potencjalnych widzów może przeoczyć tę perełkę. Przekonały mnie jednak ogromne podniecenie fanów sakugi, zwracający uwagę na znane nazwiska odpowiedzialne za serię (odsyłam do mądrzejszych ode mnie), które w połączeniu z dobrym materiałem źródłowym zapowiadają niezwykłe widowisko. Na razie pierwszy odcinek spełnił swoją rolę zachęcenia mnie do serii. Świat tego anime jest niesamowity. Ilość szczegółów i fantazji włożonej w wymyślanie czy to rajobrazu czy w detali przedmiotów i pomieszczeń budzi we mnie wewnętrznego podróżnika chcącego zagłębić się w anime dla samego poznawania społeczności miasta oraz Otchłani. W ogóle wizualnie jest na co popatrzeć. Kluskowate buźki bohaterów mogą w pierwszym momencie odstraszyć bardziej tradycyjnych mangowców, ale szkoda, by to był jedyny powód nie sięgnięcia po serię. Niesamowicie dużo pracy włożono w projekty postaci i potworów, które animowane są wzorowo. Co mnie jednak najbardziej ucieszyło w pierwszym odcinku to narracja – można na nim naprawdę uczyć się jak robić ekspozycję (patrzę na was, Fejty).. Okazuje się bowiem, że wcale nie trzeba wszystkiego tłumaczyć od razu, a zamiast tego wykorzystać czas na budowanie nastroju wizualiami i muzyką. Jeśli dodać do tego plotki o tym, że dalej w historię nastrój zrobi się poważniejszy (w sensie – brutalniejszy), wiem, że będzie to jedna z serii, którą będę tego lata najbardziej wyczekiwać.
A do tego główna bohaterka wygląda dokładnie jak ja i tak się też zachowuje. I tak od pierwszej minuty poczułam się powiązania z Made in Abyss na dość głębokim poziomie.

~Darya

Ocena MAL: 8,05
Ocena Lemurilla: 7,50

Nana Maru San Batsu

nana.gif
Nawet zwykłe guziki można naciskać prawdziwie EPICKO!

Ilość odcinków: 12
Studio: TMS Entertainment
Źródło: Manga
Uwagi:

Co można zrobić ze swoim życiem, gdy jest się przykładnym nerdem, zakopanym w książkach, nie posiadającym przyjaciół i o wyglądzie wymoczka? Dobrym pomysłem jest dołączenie do klubu quizów – w końcu musicie być mądrzy i oczytani przez ten czas spędzony w bibliotece. Trochę treningu i staniecie się mistrzem, a w dodatku może zobaczycie damskie majteczki…
Tak w skrócie wygląda początek przygód Shikiego, świeżo upieczonego licealisty, który poznaje tajniki uczestniczenia w “kompetycyjnych quizach”. Wiecie, tych, w których ten, kto szybciej naciśnie guzik opowiada na pytanie czytane przez prowadzącego. Dzięki temu może wykorzystać swoją wiedzę nabytą poprzez nerdzenie w książkach. Poznaje też niezwykle urodziwą koleżankę z klasy, która jest niezwykle dobra w quizach, a w dodatku nosi klasyczne majtki w biało-niebieskie paski. (Niestety, widzowie nie zobaczyli pantyshota).

Może ja mam mylne wrażenie, ale jak dla mnie ta seria wygląda trochę tak, jakby była robiona tak przynajmniej 10 lat temu. Zaczynając od projektów postaci, na nieszczęsnych majtkach kończąc. Fabuła idzie typowym torem – mamy nowicjusza w danej dziedzinie, który myślał, że do niczego się nie nadaje a teraz okazuje się, że jednak nie. Będzie więc wspinał się po kolejnych szczeblach “kariery”, nadając swej nudnej do tej pory egzystencji nowych barw. Jedyne co trzyma mnie przy tej serii to tematyka – liczę na to, że część quizowa będzie zaprezentowana naprawdę ciekawie. Inaczej seria ta skończy jak Kabukibu z tamtego sezonu – ze zmarnowanym potencjałem na ciekawą opowieść.

~Shizuru

Ocena MAL: 6,87
Ocena Lemurilla: 6

Netsuzou TRap

image12
O nie, dotykają się po nóżkach, jak my to mamy to oglądać!

Ilość odcinków: 12
Studio: Creators in Pack
Źródło: Manga
Uwagi: Krótkometrażówka (9 minut).

NTR: Netsuzou TRap, jak czasami nazywa jest ta seria ma w sobie ciekawy skrót: NTR, od netorare, czyli motywu w hentai, gdzie fetyszem jest stosunek z kimś kto jest związku z osobą trzecią. A co my tu mamy? “Hotaru i Yuma, to długoletnie przyjaciółki. Nawet posiadanie przez każdą z nich chłopaka, nie zmniejszyło więzi jaka między nimi istnieje. Więzi, która zaczyna przekraczać zwykłą przyjaźń…”. Hm. Chyba pasuje?

Opis krótki, ale i sytuacja łatwa do wytłumaczenia – choć dużo trudniejsza do egzekwowania. Bo to z leksza problematyczne romansować z przyjaciółką i sąsiadką, kiedy jednocześnie trzeba udawać przed chłopakiem, że jest jedynym, którego się całuje… Wy wiecie, że ja lubię takie problematyczne wielokąty romantyczne, nie? Dlatego tak szybko rzuciłam się na te yuri. Niestety to co zastałam nie spełniło moich oczekiwań. Na pewno forma krótkometrażówki nie przystaje do historii – scenki są po prostu za krótkie, żeby wczuć się w klimat. Na ten moment wydaje mi się także, że wątek lesbijski jest fetyszyzowany na potrzebę męskiej widowni, a nie głosem w kwestii problemów mniejszości LGBT w Japonii (tak, łudziłam się przez chwilę. Tak, możecie się ze mnie śmiać). Nie jest tak źle, bym miała dropnąć, no, ale… Są lepsze rzeczy w tym sezonie.

~Darya

Ocena MAL: 6,17
Ocena Lemurilla: 6

Princess Principal

image1
Te pościgi, te wybuchy… I weź, kurna, celuj w opony!

Ilość odcinków: 12
Studio: Actas, Studio 3Hz
Źródło: Oryginalne
Uwagi:

Mamy XIX-wieczny Londyn, ale bardziej przypomina on krzyżówkę Ataku Tytanów, Berlina i całego sterowca steampunku niż prawdziwą Wielką Brytanię. Wojna doprowadziła do tego, że nasz Lądek Zdrój został podzielony olbrzymim murem na wschodnią i zachodnią część. Gdzieś pośrodku tego całego burdelu piątka dziewcząt (jedna latająca zabójczyni, jedna chińska asasynka, jedna kjut kouhai, która chyba nie robi nic, jedna od kierowania samochodem i sama księżniczka) pod płaszczykiem licealnego życia w szkole dla dobrych panien bierze bardzo czynny udział w spiskach. Będą pościgi, będą wybuchy, będzie machanie mieczem i… jedzenie ciastek w altanie. Ale też w ukryciu!

Mam wrażenie, że seria jest jakimś dalekim krewnym Shuumatsu no Izetty, bo nie dość, że dużą zbieżnością wykazują na tym polu designy postaci, to jeszcze mamy tu multum słodkich licealistek, które biorą udział w wojnie. Tylko tym razem wojna jest informacyjna, Londyn mocno steampunkowy, a dziewczątka robią za magicznych Szpiegów z Krainy Deszczowców. Nie wiem, co sądzić o tej serii. Na myśl od razu przychodzą porównania z Joker Game, gdzie może nie było tylu widowiskowych akcji ani tym bardziej fruwania w powietrzu dzięki magicznym kulom, ale naprawdę miało to szpiegowski posmak. A tu… Bohaterki non-stop gadają o tym, że są szpiegami. “Ohoho, teraz ci skłamałam, bo wiesz, jesteśmy szpiegami”, “a ja ci nie ufam, no bo jesteśmy szpiegami”, “bierzcie się do pracy, przecież mamy szpiegowską robótkę do wykonania”… Tak jakby same musiały się przekonywać, kim są. Oczywiście, to dzieciaki, nie zmienia to jednak faktu, że ich paplaninę regularnie ktoś powinien podsłuchać. A akcję w szpitalu, gdzie bohaterki skupiły się na obezwładnieniu jednej randomki, a na drugim planie siedziała druga i wytrzeszczała oczy – no mistrzostwo dyskrecji. Ładne toto jest, klimacik swój ma, ale logiki… no niezbyt. Może nawet bardziej niż niezbyt.

~Dziab

Ocena MAL: 7,52
Ocena Lemurilla: 6

Tsurezure Children

image7
Love is in the air…

Ilość odcinków:
Studio: Studio Gokumi
Źródło: Manga 4-koma
Uwagi: Krótkometrażowa

Miłość jest wszędzie. A szczególnie wśród młodych ludzi, którzy w czasach szkolnych przeżywają swe pierwsze zauroczenia. Miłość ma różne oblicza. Widzimy tutaj więc dziewczynę, która boi się wyznać uczucia chłopakowi, w którym jest zakochana. Jest też przewodniczący samorządu, który postanawia spróbować z tą niegrzeczną i bezczelną uczennicą. Oprócz tego jeszcze kilka innych par, z których każda różni się od siebie.

Kreska jest specyficzna, ale realizowana konsekwentnie, co wskauje na zabieg celowy, dzięki któremu całość jest czytelna, a studio mogło pewnie trochę zaoszczędzić. Ma to swój urok, wszystko jest dopracowane i wygląda nawet ładnie, jak już się człowiek przyzwyczai. Bohaterów jest tu sporo, a czasu na opowiedzenie ich historii niezbyt wiele, więc nie ma czasu na pogłębienie ich charakterów oraz przyzwyczajenie się do nich. Całość jest jednak wystarczająco sympatyczna, żeby śledzić ich losy.

~Shizuru

Ocena MAL: 7,52
Ocena Lemurilla: 6,5

 

PS. A już za tydzień, w weekend 21-23 lipca zapraszamy serdecznie do Warszawy na Animatsuri, gdzie Dziab znów będzie prowadzić panel o schematach. Może tym razem wyjdzie lepiej niż na Pyrkonie… Jakby co, panel jest późnym popołudniem w sobotę ;)

Ps.2 Bo bym zapomniała – podpięłam ostatnio pod swojego Twittera opcję linkowania nowych postów, więc jeśli ktoś z niego korzysta to zapraszam na mój profil: >>tutaj<<. Staram się nie postować tylko i wyłącznie Yuri!! on Ice. 90% co najwyżej.  //~Dar

Reklamy

13 komentarzy do “Wakacyjny skok na główkę, czyli pierwsze wrażenia z anime sezonu lato 2017

  1. O nieeee! Tyle rzeczy, które teoretycznie bym obejrzała, a wpraktyce utknęłam póki co na sezonie zimowym i nawet Rakugo czy Haikyuu czy nawet YowaPedy!!!!!!! nie skończyłam —-

    Polubienie

  2. oglądałem z tego MIA princes principal ballroom coś tam coś tam putinów do tego z nie wymienionych Knights and Magic nawet fajne anime z głównym bohaterem który mi się charakterem nie wiedzieć czemu kojarzy z głównym bohaterem Magi dwa odcinki obejrzane i chyba będę dalej oglądał :)
    hm hm a propos tańca czy ja to już wrzucałem ??

    Polubienie

    • Hejka, miło, że pytasz :)
      Wiesz, są zależnosći, gusta, preferencje….
      Kogo ja oszukuję.
      Uwielbiam tę serię, idź oglądać ;u;

      A tak na serio, to pisałam o tym anime w podsumowaniu serii wiosennych – https://lemurilla.wordpress.com/2017/06/29/padaczana-padaka-padaka-pogania-czyli-podsumowanie-anime-sezonu-wiosna-2017/ tutaj możesz sprawdzić moją dłuższą opinię.
      W skrócie, anime zachwyca mnie świetnym poczuciem humoru, nietypowym podejściem do typowych tropów fabularnych czy parodiowaniem i uwspółcześnianiem motywów bajkowych (wciąż nie mogę pozbierać się z zachwytu nad smokiem grającym na giełdzie). W dodatku rzadko widziałam tak udany mariaż elementów wschodnich i zachodnich – seria czerpie co najlepsze z anime oraz kreskówek zachodnich, zarówno w warstwie fabularnej, jak i animacyjnej – a animacja jest tu po prostu wspaniała. Owszem, drugą połowę oraz wprowadzony tam wątek główny oceniam słabiej, wciąż, jestem jednak w tytule zakochana.

      …A teraz przeczytałam tę recenzję i czułam się osobiście obrażona xD Przy czym rozumiem, że komuś ta seria się nie podoba (zdaję sobie sprawę, że oczarowała mnie bardziej niż wielu innych fanów), część argumentów jest nawet słuszna…. Ale część jest tak bardzo nietrafiona – szczególnie te o słabej animacji (to akurat element, który można ocenić stoooosunkowo obiektywnie). I ten ton… Naprawdę, co się dzieje z Tanuki, że przepuszcza tak bardzo subiektywne i kontrowersyjne teksty? (Może to taki marketing? Wieki już tam nie zagląałam). Aż im chyba napisze komentarz…

      Dziękuję ogromnie za podrzucenie tego tekstu, będę mieć zajęcie na resztę wieczoru :D

      Polubienie

      • na tanuki to ja się cieszę jak chociaż opis i zarys fabuły pasuje do tego co się rzeczywiście dzieje w anime bo bywały i takie sytuacje że moim zdaniem recenzent nie oglądał tytułu wcale albo skończył na drugim trzecim odcinku xDD

        Polubienie

        • A ja pamiętam czasy, gdy tam regularnie czytałam wszystkie recki… I teraz pytanie, czy to ja upiększam przeszłość czy portal trochę się pogorszył? Jeszcze spoko, gdyby taka opinia była jaka druga, a pierwszą dali bardziej zbalansowaną – a bardzo stronnicze recenzje to częsty zarzut względem tego portalu. Przy czym, taka recenzja jak powyższa, tak subiektywna i agresywna świetnie nadawałaby się na prywatnego bloga. Portal rozmiarów Tanuki powinien bardziej się kontrolować.

          Polubienie

  3. Fejty – mój fandom wymyślił na to dwa lata temu sposób, nie „drzewo Yggdrasil” tylko „drzewo Brasil”. Polecam.
    Mi się graficznie Apo podoba bardziej od UBW. Przy UBW miałam wrażenie cały czas, że przez to, że jest aż ZBYT dobrze zrobione, to jest coś nie tak, tylko nie mogłam określić co. Ale mocno mi coś nie pasowało. Na razie jestem dość zaskoczona tym, że praktycznie zebrali się w kółeczko i jazda się przedstawiać – jak to tak, gdzie tu napięcie, gdzie flashbacki, gdzie dramatyczne wyjawienie tożsamości?! (nie dotyczy Gilgamesha, ale jego to w ogóle mało co dotyczy) I czemu Rozpruwacz jest małą loli? Jak mam wybierać między sejberami, to wybieram zdecydowanie Zygusia.
    Czemu z Mordreda zrobili dziewuszkę?! Co ten ród arturiański odwala? D: tak jak nie podobał mi się ten zabieg już u Arturii, u synocórki dalej do mnie nie trafia. I w efekcie nie wiem, czy większą chęć zamknięcie laptopa i wyjścia z pokoju wywołuje u mnie Mordred z F/Apo właśnie, czy ten od Okady. Podrzucam linka: http://chancro.jp/comics/assassin/75/2 UWAGA nie przyjmuję zażaleń dotyczących krwawiących oczu.

    Jikan cośtam – ja powiem tak, krócej może: to jest coś, co się ogląda, bijo siem i jest nawalanka na odmóżdżenie, a po sezonie samo natychmiast wylatuje z pamięci.

    Nie macie na liście D: Konbini Kareshi. Opowieści ze spożywczaka. Ten spożywczak mnie zainteresował – jak tam coś się może rozegrać? Aż sprawdzam! Ale po jednym odcinku nic wam nie powiem, za mało na wyrobienie sobie opinii.

    Touken Ranbu – mam nadzieję, że to obejrzycie w całości i mi dacie na koniec znać, czy warto, bo znajoma mnie namawia (ta od Tygrysiej Maski swoją drogą…), ale nie wiem czy inwestować w to czas. Ostatnio jak już zaczęłam dla niej oglądać wrestlerów, to ona sama przestała ich oglądać, i trochę meh.

    (P.S. Khm, jeśli mi wolno coś dorzucić na koniec – jak dla mnie lepsze było pisanie tego typu postów po 2-3 odcinkach, a nie po ledwo jednym w sporej części serii. Można było już mieć konkretniejszą opinię o tytułach, bo na razie to… no ale wasz blog. Tak tylko mówię.)

    Polubienie

    • Ja mało fejtowa w ogóle jestem, trudno mi się wypowiadać… Ale akurat UBW widziałam. Może chodzi Ci o „Przekozaczone”? Bo tam naprawdę efektów walali co kadr, wszystko iskrzyło się promieniowało. Mi na razie bardziej podpasował UBW, także pod względem grafiki, ale po dwóch epach naprawdę trudno to porównać.
      …i akurat polubiłam Mordred xD Ale może dlatego, że sparowano ją z takim stoikiem jak Sisigo. Gdyby miała mieć u boku Typowego Protaga albo innego Shirou byłaby o wieeeele nieznośniejsza :U

      …OCZY MNIE BOLĄ D: Co to w ogóle za bazgroły?

      Jak chcesz jakieś dodatkowe serie to dawaj znać, można opisać zawsze na fejsie albo uwzględnić już w podsumowaniu :3

      (Właśnie nad tym się zastanawiałyśmy xD Niestety w blogsferze czas to fejm i sama obawiałam się trochę, że ludziom nie będzie się chciało czytać zajawek, gdy będziemy którąś stroną z kolei, która je opublikuje. Ale ta kwestia jest do dyskusji, więc dzięki za uwagę).

      Polubienie

  4. Akurat co jak co ale (manga) Centaur to NAPRAWDE powazne tematy.
    ZNacz anime jest ok, ale boje sie ze pewnie ocenzurują mocno i zrobią z tego szkolna komedyjkę

    Powiem tak, manga to zloto. I to jedno z niewielu od kilku lat

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s