Przez żołądek do serca fana, czyli Kulinarne Pojedynki po polsku

Kto śledził bloga i fanpage już w 2016 roku, ten na pewno zauważył na co wasza droga Darya przeżywała fazę. Nie, jeszcze przed łyżwiarzami, tak, były takie czasy… No więc, 2016 upłynął mi pod znakiem młodocianych gniewnych kucharzy. I to tak bardzo, że już rok temu napisałam na tegoż bloga obszerną recenzję Shokugeki no Soumy licząc, że namówię do niej kolejnych fanów. Teraz, z łzami wzruszenia, patrzę na trzy śliczne tomiki, które wydało Waneko… I pomyślałam, że mogłabym was zachęcić do tego tytułu jeszcze raz. Oraz okiem szalonego fana sprawdzić, jak Kotki poradziły sobie z przeniesiem historii na język polski… I polskie żołądki :)

i-kulinarne-pojedynki-shokugeki-no-souma.jpg

Souma Yukihira został postawiony przez swojego ojca przed faktem dokonanym. Staruszek ucieka kucharzyć po najlepszych restauracjach świata, a pociecha ma iść do prywatnego, burżujskiego technikum gastronomicznego. Nie, żeby rzeczony chłopak był z tego faktu szczególnie zadowolony… Owszem, Souma gotować lubi. Choć w sumie „lubi” jest tu pewnym niedopowiedzeniem. Stanie przy garach to sens istnienia Soumy, a jako plan na przyszłość obrał prowadzenie swojej małej, rodzinnej jadłodajni. Ale płacić za to, by chodzić do szkoły jakimiś bogaczami i uczyć się gotowania? Pfiii, przecież to strata czasu… No chyba, że nie. Szybko okazuje się, że Akademia Tootsuki nie jest żadnym kursem podgrzewania ryżu dla przyszłych żon. Cała reszta uczniów ma nie mniejsze ambicje niż Souma, a gotowanie traktuje się tutaj bardziej niż poważnie. Nie mówiąc już o tym, że za najmniejszy błąd, czy nawet nieodpowiedni szampon można nieodwołalnie wylecieć, większość sporów rozwiązuje się tu za pomocą Kulinarnych Pojedynków. Główny bohater szybko dochodzi do wniosku, że tutaj naprawdę zdoła dać popis swoich umiejętności i utrzeć kilku zbyt pewnym siebie kucharzykom nosa… A po drodze zbiera harem nakamów, znajduje nowy Cel w Życiu i walczy z komunizmem… Wiecie, just shounen things.

image

Jak wspominałam, kiedyś już stworzyłam recenzję tej serii i tam dokładniej rozpisywałam się o jej zaletach. Tutaj jeszcze raz powtórzę kilka najważniejszych cech:

  • Realistyczne potrawy, na których widok zaślinicie tomik (także uważajcie przy czytaniu!)
  • Ogólnie, realizm postaci, zdarzeń (no, aż do komunistów, ale to będzie dopiero za wiele rozdziałów) i realiów gastronomicznych.
  • Tomy zawierają przepisy do większości tych potraw
  • Szeroka gama różnorodnych i łatwych do polubienia postaci
  • Szeroka gama pięknych panów i pań na wszystkie fanowskie gusta
  • Jedne z najlepszych postaci kobiecych w shounenach (Aliiiice~ Rindou~ Hisako~)
  • KRESKA
  • Dobry humor
  • Ecchi opierające się nie na podglądaniu majtek, ale kulinarnych orgazmach
  • Sempaj chodzący w samym fartuszku
  • Ta seria ma w sobie elementy zarówno shounena-bitewniaka, sportówki, ecchi i całkiem realistycznej obyczajówki. I ten miks ma sens.
  • Shipping wars i kłótnie o best girl (Megumi > Erina, a w ogóle to Alice)
  • W 22 tomie będą robić kotlety z niedźwiedzia, tak.

Jeśli powyższe was nie zachęca, to się nie znacie i w ogóle jak możecie tej serii nie lubić, BAKA to cóż mogę więcej rzec… Seria ma swoje wady, jak choćby kilka ciągnących się arców w późniejszym okresie czy słaby początek (pierwszy rozdział naprawdę nie porywa), rozumiem też, że nie do wszystkich może trafić humor czy grono bohaterów. Mimo to, z chęcią zwracam uwagę na tego shonena, jako jedną z przyjemniejszych długich mang rozrywkowych wychodzących obecnie w Polsce. A jak już o wychodzeniu w Polsce mowa…

image
To jest manga o gotowaniu.

Manga pojawiła się nad Wisłą w listopadzie 2016 roku nakładem wydawnictwa Waneko. Zdecydowali się oni na klasyczny, 2-miesięczny tryb wydawniczy i standardową wersję wydania (takie jak Nasz Cud czy Kuroshitsuji). Każdy tom obłożony jest intensywną kolorystycznie, błyszczącą obwolutą. Od drugiej części znajdują się pod nią specjalne, komediowe obrazki, których nie możecie przegapić (szczególnie przy trzecim tomie. Szczególnie!). Oprócz rozdziałów mangi, każdy tom zawiera także kilka przepisów dań przygotowywanych w serii, a do pierwszego i trzeciego tom, dodatkowo, dołączono dwa one-shoty, o których będzie jeszcze poniżej. Wydanie nie zawiera stron kolorowych. Z jednej strony szkoda, z drugiej, siła rysunków Shuna Saekiego jednak leży w jego biało-czarnych ilustracjach. I jeśli tego nie powiedziałam jeszcze wyraźnie, to powtarzam – to prawdopodobnie najładniejsza manga jaką znam. …no dobra, za Opowieściami Panny Młodej. Ale w top 5, Kulinarne Pojedynki, plasują się bez wahania. A mając wydanie papierowe, można to dopiero w pełni docenić – naprawdę rzadko uderzyła mnie taka różnica jakości między skanami, a wydaniem tomikowym jak tutaj. Jeśli więc lubicie dobrą kreskę – wszystko co ilustrował Saeki, jest na pewno małym dziełem sztuki. Inna sprawa, że dotychczas, rysownik ten tworzył właściwie same hentaie… Ale cóż, nikt mu nie może teraz zarzucić, że nie zna się na anatomii :)

shokugeki_no_soma_ch_131_color_complete_redraw_by_irsts-d96qqc1.png
Mam ogromną słabość do tej grafiki.

Mówiąc o polskim wydaniu, trzeba także przysiąść nad kwestią tłumaczenia. Sam przekład tytułu z Shokugeki no Souma na Kulinarne Pojedynki jest chyba najlepszym co można było wymyślić, nie odchodząc zbyt daleko od oryginału i nie wydłużając za bardzo nazwy. Fandom za to dość jednogłośnie uznał, że nie podoba mu się logo serii za zbyt koślawe i przekombinowane. Cóż, przynajmniej grzbiety prezentują się na półce bardzo dobrze – uwielbiam tytuły, gdzie każdy tom ma inny kolor. Wracając jednak do kwestii tłumaczenie. Sam tekst jest… spoko. Nie jest to mistrzostwo świata, ale czyta się płynnie i nie zauważyłam większych błędów czy niezgodności z oryginałem. Z określeniem za którymi trochę tęsknie wymienię jedynie umami, nazwę jednego z odczuwalnych przez ludzi smaków. Przy oglądaniu anime miałyśmy ze współlokatorką swego rodzaju drinking game, wyłapując ile razy na odcinek używa się tego słowa (średnia w drugim sezonie była chyba 5 razy na epizod). Nie wydaje mi się ono też, aż tak egzotyczne i tylko japońskie, by rezygnować z niego w przekładzie, no, ale… To takie wytykanie szczegóły. Bo o ile tłumaczenie tekstu było jeszcze w porządku, tak problemy zaczęły się w przekładzie samych przepisów. Tłumaczka padła tutaj ofiarą zbytniego spolszczania terminów, co doprowadziło m.in. do dość sporego błędu przy podaniu jako składnika jednej z potraw „posolonych rybich wnętrzności” zamiast shiokary. Po szczegóły tej sprawy (oraz kilku innych błędów) odsyłam do wątku na forum Waneko.  Wydaje się, że akurat tej mandze bardzo przydałyby się przypisy na końcu tomu tłumaczące niektóre niuanse japońskiej kuchni, a w idealnym przypadku, także propozycje jak zastąpić niektóre typowo japońskie składniki dań rodzimymi zamiennikami. Trzeba bowiem pamiętać, że podane tu receptury w założeniu tworzone są dla Japończyków i używają żywności łatwo dostępnej w Japonii, a nie koniecznie w Europie. Jak już jesteśmy w temacie tych przepisów – nie do końca jestem zwolennikiem użytej przy niej czcionce imitującej ręczne pismo. Może wygląda ładnie, ale niezbyt łatwo się z niej rozczytać.

image
Tylko część przepisu, ale naprawdę trudno się rozczytać.

Jak już wspominałam, w przeciągu wydanych na razie tomów, dostaliśmy aż dwa dodatkowe one-shoty. W pierwszym tomie dodano prototyp serii. Większość długich shounenów ma taki pilotowy rozdział rysowany zwykle z myślą o wydawcach, by przekonać ich do wydania wymyślonej przez autora (lub jak tutaj: autorów) serii. Zachęcam do szukania takich dzieł, bo to zawsze ciekawe zobaczyć jak twórcom zmienia się pomysł na serię (podpowiem, że taki pilotowy rozdział do Ao no Exorcist można znaleźć w wydanym przez Waneko zbiorze Time Killers). Tutaj szukać nie trzeba – prototyp został przełożony czytelnikom na tacy (hehe). W opowiadaniu widzimy alternatywne pierwsze spotkanie Soumy i Eriny, których charaktery i projekty niezbyt się na przełomie czasu zmieniły. Większe różnice dotyczyły właściwie tylko działania i formy elitarnej dziesiątki. Drugi one-shot, do przeczytania w tomie trzecim, nie ma już nic wspólnego z kucharzeniem. Jest to (niehentajowy) debiut Sakiego Shuna, tutaj w roli zarówno rysownika, jak i scenarzysty. Historia to takie proste jak drut i niepokomplikowane szkolne opowiadanko shoujo, gdzie licealiści się zakochują, ale zamiast po rozwiązać sprawę po ludzku, muszą wszystko komplikować. Łatwe, przyjemne i do zapomnienia chwilę po przeczytaniu. Choć rysunki wciąż śliczne.

Podsumowując… Dobra, nie ma co się silić na rozważania i mądrości. Zróbcie Daryi przyjemność i kupcie tę mangę, bo jak sprzedaż będzie dobra, to może jakimś cudem Kotki wydadzą mi też nowelki, których nie ma po angielsku, a które są mi niezbędne do życia :< Ekhem… A tak na serio, serio… Nie raz, nie dwa, chwaliłam Kulinarne Pojedynki jako jeden z ciekawszych i bardziej wciągających z obecnie wychodzących shounenów i to zdanie podtrzymuje. Cieszy mnie także  solidne wydanie serii w języku polskim, które jeszcze bardziej podwyższa radość obcowania z przygodami młodych kucharzy. I jeszcze raz ostrzegam – seria nie nadaje się do konsumpcji na czczo!

~Darya

Ps. Za tomy recenzenckie serdecznie dziękuję wydawnictwu Waneko i jeszcze raz wyrażam moją wdzięczność za wydanie jednej z moich ulubionych serii ^^

Ps.2 Powtarzam od miesięcy, że mam zaległości w notkach, dlatego post w tym tygodniu wyjątkowo także w poniedziałek (myślałam, że nie dobiję tutaj do 1000 słów, a  jest ich równo 1400… Brawo ja!). Oczywiście, na czwartek też coś planuje :)

Reklamy

9 komentarzy do “Przez żołądek do serca fana, czyli Kulinarne Pojedynki po polsku

  1. Umami? Pierwsze słyszę :c (wybacz, Shizu, będę w opozycji)

    Kurka, słabo z tymi przepisami. Obstawiam, że spora część kupujących/pożyczających/zapoznających się w jakiejkolwiek formie jednak tych przepisów nie wypróbuje tak czy owak, ale nie zmienia to faktu, że, no, powinny być poprawne. Solone rybie flaki. Eh.
    Chyba najoptymalniej by było zostawić nazwę oryginalną i zaraz po niej w nawiasie ogólnikowe wyjaśnienie co to, nie? Coś jak z tą pietruszką ze zdjęcia co wrzuciłaś, ino bez gwiazdek. Choć gwiazdki też spoko, po prostu ja nie lubię odsyłaczy w inne miejsce na stronie. No anyway, chodzi mi o ideę oryginał – wyjaśnienie.
    Ale z zamiennikami też masz dobry pomysł. Ile to razy fajnie wyglądający przepis nie dostał swojej szansy, bo nie uśmiecha mi się kupowanie całego opakowania drogiego Kluczowego Dla Smaku Składnika, którego potem używam 1-2 łyżeczki?

    P.S. Zerknęłam na podlinkowane forum, rozłożył mnie ten fejkowy nagłówek „SZOK! Kakashi_15XDLOL (15 l.) próbował zrobić potrawę na podstawie przepisu z mangi. Teraz walczy o życie!”, a konkretnie wizja artykułu w dowolnej formie z określeniem osoby poszkodowanej po takim nicku internetowym…

    Polubienie

    • Akurat umami, to takie słowo, które spokojnie czytelnicy mogliby się z takiej serii nauczyć :P (I z czegoś trzeba robić drinking game).

      No, takie zamienniki często są wcale nie gorsze – np. zupę miso często można zamienić zwykłą kostką rosołową.

      Weź, takie artykuły to dopiero byłyby klikalne… >D

      Polubienie

  2. już o tym wspominałem ale tu jest ojciec tego typu serii jedna z pierwszych jeśli nie pierwsza seria o kucharzeniu i pojedynkach kuchennych pochodzący z 1987r mister ajikko

    manga była chyba dwa lata starsza

    Polubienie

  3. Przez to podobieństwo do sportówek to nawet ecchi, na które jestem przeważnie uczulona, mnie tak nie razi. I niech przepędzą w końcu tych komunistów :p Chociaż, jeżeli obecne wydarzenia się jakoś ładnie zgrabnie potoczą, to w sumie seria mogłaby się już skończyć, co nie byłoby takie złe. Jeden „One Piece” mi wystarczy ;p

    Polubienie

    • Też nie lubię Ecchi, ale tutaj mi ono nie przeszkadza – jednak jak jest dobrze podane, to da się żyć nawet z cyckami :3
      Chciałabym by komuniści się skończyli,ale nie cała seria D: To taka fajna, luźna opowiastka z przesympatycznymi bohaterami, która mogłaby trwać do końca świata.

      Polubienie

  4. Pamiętam, pamiętam te dawne czasy, sprzed kissów Schroedingera, takich tam złotych okrągłych i Chihoko, kiedy co i rusz się na Lemurilli przewijało Shokugeki, a ja byłam jeszcze bardzo wybredna i myślałam sobie, że jakieś tam jedzenia, nic dla mnie, nie ma się co interesować. Tja… Żeby fazować to nie, ale fajnie jest, bohaterom da się kibicować – a może wręcz nie da się nie kibicować, całość wciąga, bawi i ogółem zgadzam się z tym wszystkim, co dobrego napisałaś. Oprócz tych rzeczy, z którymi się jeszcze nie zetknęłam, ale w nie wierzę na słowo ;D Co prawda serii nie zbieram, ale nie z powodu braku chęci i jest dość wysoko na liście tytułów „jeśli wpadnie trochę kasy”.

    Ale że komuniści?! xD Dammit, tam Nazi Hogwart, tu komuniści, co to się w tych Kotkowych shounenach dzieje… xDD

    Wait, Megumi to ta, co ją mają pod koniec trzeciego tomu wywalić, a Souma dzielnie wyzywa tego tamtego na pojedynek w jej obronie? A Erina to to nadęte babsko z bodajże drugiej okładki? Jeśli tak, to się całkowicie zgadzam z podaną nierównością. Alice jeszcze nie znam (chyba że znam i nie wiem?…), kimkolwiek jest, także ten.

    Kotlety z niedźwiedzia kojarzą mi się na razie tylko li z pewną Łyżeczką. Czy tutaj też niedźwiedź został zdobyty drogą zderzenia czołowego i dał okazję do jakże romantycznej przejażdżki w towarzystwie damy serca i jego zwłok? ^^

    Ooo, kaczka, to jedna z fajniejszych wizualizacji jedzeniowych do tej pory xD

    Ojj tak, trzeci tom ma pod obwolutą bardzo ciekawe rzeczy :D

    Dla mnie te nibyodręczne pismo czyta się normalnie. Ale możliwe, że po prostu po swoich bazgrołach nauczyłam się rozszyfrowywać każde hieroglify.

    A tak na koniec rzucę konstruktywnym komentarzem, czyli – co to jest to coś Arakawy od Viza, co leży na Naszym cudzie i Kulinarnych? ^^

    Polubienie

    • A, totalnie zapomniałam odpisać na komcie xD

      Spoko, Shokugeki to taka seria, co ją sporo osób lubi, ale mało kto na tyle, by bawić się w fandomy… Jest nas tam z 5 osób, każdy zna każdego, jest kameralnie, ale zapraszamy nowych członków xD

      Tak, komuniści, od 16 tomu, będzie próba zmiany świata gastronomii na bardziej sprawiedliwy :”D

      Megumi jest super <3 Ale Erina w późniejszych tomach będzie mieć znakomite retrosy i sporty charakter development po którym bardzo dużo osób mocno ją polubiło (ale ja still wolę Megumiś). Alice to tak albinoska z rysunku z chińskimi ciuchami – jest też w nagłówku blodża :D

      Skojarzenia z Łyżeczką o tyle trafne, że niedźwiedzia także będą przyrządzać w trakcie akcji na Hokkaido :D A romantyczne przejażdżki będą w pociągu ;) (ale bez zwłok. Na razie).

      A od Arakawy to drugi artbook z FMA w wydaniu angielskim :D Kiedyś zdobyłam za jakieś 80 zł na konwencie – https://www.viz.com/read/books/art-of-fullmetal-alchemist-vol-2/6668 Jeden z lepszych zakupów jakie zrobiłam :3

      Polubienie

  5. Meh, umami przecież to całkiem popularne słowo w Polsce, zwłaszcza ostatnio, można było je spokojnie zostawić. Ale fakt, Isshiki-senpai to bardzo dobry powód żeby zapoznać się z tą serią :D

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s