Kup pan ziemniaka, warty ceny – czyli Pyrkon 2017

Czas: 28-30 kwietnia 2017
Miejsce: Międzynarodowe Targi Poznańskie, Poznań
Konwencja: „Ale z rozmachem, panowie, z rozmachem.”

Pyry, pyry… Najlepsze sztuki, nówki nie śmigane, najgorętszy towar na rynku, tysiące chętnych, dla każdego coś w własnym guście… Ekhem, gdzie ja to… No tak, instynkt sprzedawcy jeszcze mi się od niedzieli nie wyłączył. Reporter Dar pozdrawia! Tak sobie refleksyjnie rozważam, że porównanie Pyrkonu do ziemniaka nie jest wcale taką najgorszą metaforą. Ziemniak to bulwa wszechstronna, każdy może ją dopasować do własnego gustu. Ktoś lubi frytki, będzie jadł frytki, ktoś chipsy, to chipsy, ktoś wódkę… Dobra, dobra, koniec poezji, tak? No to dajemy po konkretach, nagie fakty, szczere hejty, sięgające niebios zachwyty. Oto relacja z Pyrkonu. I to w sumie pisana w 3D, bo z trzech stron. Darya cztery dni umierała u Niemca na stoisku, Dziab spełniała się w debiutanckiej roli prelegenta, a Shizu robiła wszystko to co my i więcej. A tak się bawił Poznań!

pyrkon2017.png

Dar: Dla mnie konwent zaczął się już w czwartek. A nawet kilka miesięcy wcześniej, kiedy trzeba było zabierać się za zaklepanie stoiska. Jakie przeboje z tym mieliśmy pozwolę sobie zasłonić tajemnicą biznesową, ale koniec końców, w samo południe, dzień przed oficjalnym konwentem stanęłam na prostokącie 4m na 6m nucąc „Tu na razie jest ściernisko, ale będzie full wypas stoiiiiiisko~”. Następne pięć godzin przyszło mi i mojej ekipie (Shizu, San, Madzia, chwała wam!) spędzić na montowaniu, skręcaniu, noszeniu, układaniu i rzucaniu w siebie pluszowymi pokemonami. Wokół nas wir pracy trwał w najlepsze, bo w hali numer 5 wszystkie miejsca handlowe zostały szczelnie zajęte. Od dużych firm z grami planszowymi, poprzez dystrybutorów dóbr mangowo-fantastycznych, a na jednostolikowych gniazdkach rodzimych artystów kończąc, Pyrkon naprawdę nie miał sobie co zarzucić w kwestii ambicji targowych. A ja nie mogę zarzucić im nic w kwestii organizacyjnych. Co więcej – impreza znacznie przerosła moje najśmielsze oczekiwania, ale o tym za chwilę…

Stoisko w budowie (Fot. Suns_san)

Shizu: Dla mnie konwent zaczął się również w czwartek. Wstałam wczesnym rankiem, wparowałam do pokoju Dar, zrzuciłam ją z łóżka (a śpi na czymś grubości materaca, więc łatwe to nie było), zrobiłam śniadanie… A tak serio to nie. Wstałam później niż planowałam, a na śniadanie czasu już nie starczyło. Za to podróż na linii Wrocław-Poznań przebiegła bezproblemowo. Samo rozkładanie stoiska przebiegło błyskawicznie, jak na ilość towaru i wszystkiego, które musieliśmy ogarnąć. Chwała plastikowym regałom! Czasu starczyło więc i na smaczną kolację i na zwiedzanie miasta. Poznań okazał się być zaskakująco ładny. I ma smaczne precle.

Dar: Piątek! Zaczynamy krucjatę sprzedażową! Ale dopiero od 14.00, kiedy to otwarto naszą halę dla zwykłych uczestników. Wcześniej można było ustawić wszystkie Pokemony, tak by dumnie prezentowały pyszczki w kierunku przyszłych właścicieli, ustawić koło loterii, rozpisać wszystkie kolory sprzedawanych markerów oraz zrobić rekonesans wśród konkurencji… Błogie chwile laby trwały tylko do napływu pierwszych klientów… Bo jak się tłum rzucić, to nie została już nawet chwila na oddychanie! Zza stolika pełnego figurek doskonale można było doświadczyć rozmachu imprezy. „Ludziów jak mrówków” to mało powiedziane. Szalony tłum chętnie wydawał pieniądze, wykupują Magikarpy już pierwszego dnia, a nam zdzierając gardła. A fali klienteli nie było końca… Przynajmniej do 21.00. Wtedy skończył się czas na zakupy, a my wystawcy, po zabezpieczeniu towarów mogliśmy wyruszyć cieszyć się świeżo odzyskaną wolnością. Czyli do hotelu, rzucić się na łóżko i spać. Trzeba było w końcu zebrać siłę na sobotę…

IMG_20170430_120812
Stoisko zbudowane! (Fot. Suns_san)

Dziab: Początek konwentu masakrycznie mnie zaskoczył. Masakrycznie… dobrze! Nie uświadczyłam nawet centymetra kolejki, a mówię tu o godzinie ok. 14:00 oraz pociągu relacja Warszawa-Poznań, którym podróżowała całkiem duża zgraja różnorakich indywiduów konwentowych (kolejowy boże, pobłogosław ten pociąg, żeby go szybko z torów zdjęli…). Ale tym razem Pyrkon stanął na wysokości zadania i mimo chaosu w odnalezieniu „tej dobrej dziury, przez którą się wchodzi”, odpiknięcie biletu i wręczenie pakietu do łapek odbyło się ekspresowo wręcz szybko. Sleepro-, nie, nie, nie, sleephala też była niczym z innego wymiaru. Znaczy, wyglądała jak zawsze, a jednak ten „dwugwiazdkowy obóz dla uchodźców” w tym roku był jakiś takiś przyjemniejszy. Może dlatego, że razem z przyjaciółkami umieściłam się z dala od trzaskających drzwi? A może dlatego, że konwentowicze w nocy wreszcie dali sobie spokój z zabawą „Zaraz zgaśnie światło!”? A zaopatrzonej w ciepły śpiworek Dziab naprawdę udało mi się odpocząć. Jeee!

A wypoczęty Dziab to Dziab gotowy na włajaże! Pierwsze godziny konwentu spędziłam na hali wystawców, buszując pośród kwiecia handlu mniej i bardziej nielegalnego. Moim największym skarbem stał się kubek z Jureczków (ten, na którym obejmujące się Podium Trio stoi w kimonkach przed świątynią <3). Ponadto zgarnęłam trochę nowości od Waneko oraz Kotori (uch, ale ta rolka papieru toaletowego tak kusiła…), a poza tym odebrałam śliczne magnetyczne zakładki od EpikPage (biję Shizu pokłony). Mój mały wielki materialista poczuł się nasycony, kesesese…

122829
Fot. Ślepaki.

No i nadeszła godzina na którą wszyscy… nie czekali. Tak, mój panel. Nie było Dar, nie było Shizu… Nikogo nie było. Poszłam spać…

…no dobra, byli ludzie, dobre ludzie, ludzie, które mimo okropnej godziny mi zaufały. Podziękować ludziom, bo bym się całkiem zawinęła w burrito samotności. Bo jako osoba ogólnie nienawidząca nieznajomych i nielubująca się w odzywaniu na żywka zrobiłam najgłupszą rzecz, jaką mogłam – wyszłam do ludzi. I wiecie co… W sumie nie było źle. Znaczy, było źle, ale w sumie whatever. To było cenne doświadczenie. Wymierzam jednak karnego kutasa gżdaczce, która wpuściła ludzi przed czasem, przez co nie miałam czasu ustawić sobie ekranów tak, aby sprawnie przeskakiwać między prezentacją a notatkami. Z tego samego powodu panel rozpoczął się przymusowym falstartem i, niestety, nie oszacowałam przez to dobrze czasu (przypadłość ze studiów). Na koniec panelu okazało się, że mówię na tyle szybko, że zabrakło mi 10 minut tematu. Możliwe że to przez to, że w ostatniej chwili wycięłam temat z ojcami zostawiającymi długi. Ale co z tego, skoro mogłam lepiej mówić o pozostałych schematach. Mimo wicia się przed mikrofonem i osiągania wyżyn czerstwych sucharów, wydawało mi się, że zgromadzeni konwentowicze jakoś niespecjalnie żywo reagowali. Widocznie muszę wrócić do pisania tekstów albo powinnam zainwestować w kilka operacji plastycznych… Albo lepszą koszulę…
A w ogóle to i tak żałujcie, że was nie było, o!  I nie zamierzam poprzestać na Pyrkonowej (nie)chwale. Postaram się dostać z tym samym panelem na Animatsuri i mam wielką nadzieję, że tym razem godziny będą mi sprzyjać.

18337493_120332000561253288_953240813_n
Dziab zwycięski! (Fot. Ślepaki).

Shizu: Piątek zaczął się wcześnie rano, trzeba było uporządkować stoisko. Tuż po 14 wybrałam się na dzikie zakupy, wypatrując wszystkich gadżetów i Haikyuu i Yuri on Ice. Towar wyjątkowo mi podpasował, więc sporo gotówki opuściło mój skromny portfel. Samo obejście hali zajęło mi kilka ładnych godzin, wypełnionych najróżniejszymi przypinkami, mangami, torbami, kubkami, plakatami i nie wiadomo czym jeszcze. Na szczególną uwagę zasługiwała aleja artystów, gdzie na małych stoiskach wystawiali się przeróżni rękodzielnicy. Wyglądało to naprawdę prześlicznie i człowiek aż zaczynał żałować, że sam nie ma takich talentów. Resztę czasu spędziłam na bujaniu się to tu, to tam, pomaganiu na stoisku czy przygotowywaniu się do panelu. Przed nim jednak wybrałam się wraz z Dziabem na panel o japońskich memach, prowadzony przez KomarExa. Atrakcja była naprawdę niezła, w końcu dowiedziałam się, skąd wzięła się Yaranaika. Ludzie bawili się dobrze, choć z uwagi na końcowy, 15 minutowy filmik sporo z nich wyszło przed czasem. Z rzeczy godnych odnotowania – kolejki na atrakcje były, choć różnie wyglądało z czasem w nich spędzonym. Czasami wystarczyło być 5 minut przed, a czasami i godzina to było już za późno. Potem przyszła kolej na moją prelekcje o mitologicznych japońskich potworach. Z tego miejsca dziękuję wszystkim, którzy podeszli po panelu, by zamienić kilka słów. To bardzo ważne dla prelegenta, by dostawał feedback, nie zawsze musi być on w 100% pozytywny, więc nie bójcie się wyrazić swojej opinii ^^ A nie byłam na panelu Dziab, bo zaczynał się w połowie mojego.

Dar: Nadeszła sobota… Sprzedaż od 9.00 do 21.00… Oj, ciężki to był bój. Siadać nie wolno, nie mówiąc już o zerkaniu na telefon komórkowy (pan Niemiec patrzy!). Chwała i cześć Dziabowi, która udając klienta i korzystając z nieuwagi pana szefa, relacjonowała mi z twitterowego frontu eventu Yuri!!! on Ice, który odbywał się właśnie w Japonii (Chihoko, chwała ci najgiętszo z tygryso-ryb!). Myśl o nagich łyżwiarzach na dachu zamku oraz świeżo zapowiedzianej kinówce dała mi potrzebne siły, by zachęcać ludzi do zostawiania u nas pieniędzy. Po 10 godzinach wciskania im markerów, figurek, pluszaków i – co najbardziej męczące dla gardła – losów w naszej loterii, wreszcie skorzystałam z godzinnej przerwy. I w tym momencie chciałabym ogromnie pochwalić organizatorów za znajdującą się w hali targowej strefę VIP. Było to wydzielone pomieszczenie w którym na wystawców czekała darmowa kawa z ekspresu i herbata, ciasteczka oraz wygodne kanapy i krzesła. W zamyśle miało to być miejsce, gdzie wystawcy mogli się poznawać i załatwiać interesy, w praktyce, służyło za wspaniały punkt na spokojny odpoczynek, co na tak intensywnym konwencie jest istnym zbawieniem. Kolejka do ekspresu bywała różna, ale zwykle nie zastawało się ścisku, szczególnie na cudownie miękkich kanapach. Naprawdę, znakomity pomysł i realizacja.

18198316_1262644547118520_8464495551868015333_n
Najpiękniejszy moment całego konwentu.

Dziab: Sobota po pracowitym panelu w środku nocy jawiła się coś pomiędzy Zombieconem a „no dobra, Zdzisiu, najgorsze już za tobą”. Pół dnia spędziłam trując dupę Dar na temat Jurkowego eventu, a sama jednocześnie starałam się wyobraźnią ogarnąć dziejący się tam fanfik. Naprawdę, ta seria nieustannie mnie zaskakuje…

Ale to nie był koniec psot, bo postanowiłam iść na wiedzówkę z Jurków na lodzie. Uwaga, szykujcie się na potok hejtu i niezrozumiałego bełkotu.

Dziab dwa złota z Jurkowych wiedzówek już zgarnęła – raz w konkursie indywidualnym, raz w drużynowym. Do poziomu Viktora wciąż trochę mi brakuje, więc po nerwach, stresach i napadach leków godnych duetu Hinata&Yuuri wbiłam się z Shizuru na Pyrkonową wiedzówkę. Słowo „wbić” nie jest tu jednak przypadkowe. Naprawdę trzeba się było wbić. WBIĆ. Wbić łokieć między żebra współuczestników i nie dać się zadeptać w ciasnym przejściu. Cóż, chyba można to było potraktować jako wstępną selekcję najbardziej wytrwałych. Potem leciało już z gó… nie. Potem było jak u Hitchocka – napięcie tylko rosło. A właściwie rósł mój wnerw na totalny chaos przy organizowaniu tejże wiedzówki. Olbrzymie zainteresowanie mimo wszystko mogło zaskoczyć, szczególnie że objawiło się ono w postaci 40 drużyn. Czter-dzie-stu. Przy czym wydaje mi się, że standardem były jednak trójosobowe, za nami siedziała bodajże pięcioosobowa , dlatego nasz duet z Shizu to był jakiś mini-hardcore. Ale wszystko było dozwolone dopóty, dopóki członkowie ekip nie mordowali się potem po kątach w celu przejęcia sprawiedliwie podzielonych punktów.

Wracając – wiedzówka zaczęła się z jakimś 8-minutowym opóźnieniem, drużyn było 40, a konkurs miał trwać minut 50… Cóż… Matematyka też rzęziła gdzieś w kącie wraz z bestialsko zamordowanymi za punkty uczestnikami. Od początku czuć było, że coś pójdzie molto nie tak. I poszło. Głównie prowadzące. Nie umiem powiedzieć, czy to dlatego, że była to ich pierwsza wiedzówka, czy, o zgrozo, nie do końca ogarniały w „Yuri!!! on ICE”, ale psychicznie tam nie wyrabiałam. Stopnie pytań były dwa, łatwe i trudne, odpowiednio za 1 i 2 punkty. Wiele było wątpliwości już na sam temat które informacje powinny się gdzie znaleźć (no nie wiem, dla mnie pytanie o tytuł endingu nie jest trudny… YOLO), ale gdzieś to można było ścierpieć. Chociaż wciąż mnie coś boli, gdy myślę o tym, że imiona trojaczek i dokładna data emisji pierwszego odcinka miały tę samą trudność… O wiele bardziej cierpiałam na idiotyczny system przejmowania pytań, który ZMUSZAŁ drużynę kolejną do odpowiedzenia na pytanie wzięte przez poprzedników. Co z tego, że byłeś ambitny i chciałeś pytanie za 2? Poprzednicy nie dali sobie radę z pytaniem o imię psa Viktora? Twoja strata. Serio. A apogeum zniszczenia dokonało pytanie o to “Gdzie odbywały się zawody regionalne?”. Nikt nie wiedział, przez co połowa drużyn aż do końca kolejki z marszu otrzymała soczyste 0. I może nic bym nie powiedziała, gdyby nie to, że prowadzące uznały, że odbywał się w “Chugoku, Shikoku, Kyushu”. Nie, nie odbywał się. To są nazwy trzech, kurna, regionów. Regionów. Nie miasto ani nie nazwa hali. Arghhh…

IMG_20170429_233213.jpg
Jurkospam także wizualny ^^ (Fot. Suns_san)

I jeszcze próbowały się zasłaniać, że na pytanie “kto występował jako komentator sportowy pod swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem” im chodziło o Lambiela, a nie, jak odpowiedzałyśmy, Oda Nobunari. Lambiela! Święci pańscy, Stefan, czy ty to słyszysz… Nie, prowadzące oglądały trochę inną bajkę. Albo robiły panel na kolanie w pociągu (w sumie jak wszyscy). To była absolutna pożoga. Masakra. Czułam się absolutnie zmiażdżona i wcale nie pomógł w tym fakt, że wygrałyśmy. Nie, ja się na coś takiego nie zgadzam. Ma być, kurna, sprawiedliwie dla wszystkich. Tak rzekłam. O.

Co nie znaczy, że nie cieszyłam się z otrzymanych po raz pierwszy w życiu Pyrfuntów (a na Pyrkonie byłam już po raz czwarty). Nawet nie wiecie, jakie było moje i Shizu zdziwienie, kiedy w Pyrsklepiku doznałyśmy absolutnego objawienia. Jakby to wam wyjaśnić… Jeśli macie możliwość, bierzcie udział w Pyrkonowych wiedzówkach. Przelicznik cen do punktów jest… JEST. A ja spełniłam swoje wszystkie małe zakupowe marzenia dzięki tym jednym nieszczęsnym Jurkom…

Trzy złota. Jeszcze dwa i Viktor może mi buty czyścić :)

Shizu: Dla mnie sobota zaczęła się dosyć późno, bo na miejscu konwentu byłam dopiero o 13.30 (no co, panele same się nie zrobią) i od razu poszłam stać i czekać na wiedzówkę z Jurków, która miała odbyć się godzinę później. Myślę, że jej temat wyczerpała Dziabara. I żeby nie było – rozmawiałam ze znajomą, mówiła, że ludzie, którzy wyszli z tego konkursu wcześniej mówili, że było to dosyć żałosne. Dziwię się też organizatorom bloku konkursowego, że przyjmują niesprawdzone atrakcję. Ale nie zamierzam narzekać, opłacało się wygrać, nawet jeśli nie przyniosło to zbytniej chwały (za to przyniosło ładny stosik mang i gadżetów). Po wymianie Pyrfuntów na gadżety stanęłam na trzy godziny na stoisku, aby zmęczone dziewczyny mogły choć trochę odpocząć od trudów bycia sprzedawcą. Wieczorem nadszedł czas na panel z Jurków. Tym razem dotyczył on kwestii, jak anime odnosi się do prawdziwego życia. Wypadł nawet nieźle, mimo, że widać było jak bardzo prelegenci są zestresowani. Było też ciut za dużo czytania z kartek jak dla mnie, ale wszystko jest do poprawy, a i tak wyszło dobrze. Szkoda tylko, że panel ten był w mniejszej sali bloku mangowego (na 130 osób), więc mnóstwo osób nie weszło, a Dar i Dziab musiały nasłuchiwać w drzwiach. Pragnę serdecznie podziękować Dar, która po usłyszeniu, że jest jeszcze jedno miejsce wolne, klepnęła mnie w plecy mówiąc, abym je zajęła :3
Dar: Bo mi gotujesz. Widzicie, warto bć dobrym dla współlokatorów v.v

18222529_795586997272131_6821770592244687189_n
Fot. Ślepaki.

Dar: Niedziela przypominała bliźniaczo dni poprzednie, z tym, że napływ ludzi trochę zelżał. Można było wyskoczyć na szybkie zakupy, szczególnie miłe, że wielu wystawców postanowiło zmniejszyć ceny swoich produktów. Ostatni bogacze wydali resztki oszczędności na pokemony czy losy, i tak o 16.00 konwent dobiegł dla nas końca. Jeszcze tylko pochować wszystko do samochodu, pożegnać się i można było ruszyć na Najlepszy Dworzec w Polsce (musiałam <3), licząc, że w tłumie pyrkonowiczów uda się wywalczyć choć kawałek podłogi w pociągu powrotnym (niespodzianka – jako, że na majówkę PKP dostawiło wagony, mogliśmy nawet usiąść po ludzku na siedzeniach!). Kolejny Pyrkon dobiegł końca. Szkoda. Jak dla mnie konwent mógłby się nie kończyć…

Dziab: Niedziela jest warta wspomnienia tylko z tego względu chyba, że straciłam plakaty z Kurosza i Psycho-Passa na stoisku u Dar ;_; Tym arcyoptymistycznym akcentem pomknęłam wraz z przyjaciółką Ewą na ciapąg powrotny do Warszawy (oglądałyśmy Tytany, nadrabiałam One Piece’a, było fajno <3), zostawiając na miejscu Kasię ze Ślepaków, która zaopatrzyła nasz post w niektóre zdjęcia. Niech będą jej soczyste dzięki za to oraz za te wszystkie pizze, którymi żywiłyśmy się dzięki niej przez trzy dni… Błeee…

18318670_10203237815543545_1733739152_o.jpg
A oto i najpiękniejszy Hinata tego konwentu wraz z niemal równie cudownym Kageyamą (Yukina jako Hinata i Tsumi z Monsto Cosplay jako Kageyama)

Shizu: Niedzielę rozpoczęłam swoim drugim panelem, tym razem o grach arkadowych w Japonii. Ta atrakcja również spotkała się z pozytywnym odzewem publiczności, udało się nawet chwilę podyskutować. Cały dzień, jak w sumie i cały konwent, ale niedziela najbardziej, upłyną pod znakiem cosplayu. A dokładniej wyszukiwaniem cosplayerów ze swoich ulubionych serii i robienia sobie z nimi zdjęć. I uwaga, nie polowałam na cospy z Jurków, tylko z Haikyuu. Jeszcze nigdy nie zrobiłam sobie tylu zdjęć i nie zagadałam do tylu ludzi co na tym Pyrkonie. To było naprawdę cudowne przeżycie. Oczywiście nie samym Haikyuu człowiek żyje, więc oglądałam z przyjemnością i inne stroje. Ale te z Haikyuu i tak były najcudowniejsze :D Tutaj podziękowania należą się Sandrze i Madzi, które dzielnie polowały na poprzebieranych ludzi i robiły im zdjęcia. Potem konwent się skończył, trzeba było zwinąć stoisko i wrócić do szarej, smutnej rzeczywistości…

Dar: Z kwestii, które usłyszeliśmy już po zakończeniu imprezy. Rozczarował ulokowany na dziedzińcu Meetpoint dla dodatkowych atrakcji mangowych. Pomysł przed imprezą wydawał się całkiem zacny, w praktyce okazał się jednak klapą na całej linii. Dokładnie sytuację opisał Duo na FB i do niego też odsyłam po szczegóły. Cóż, od kilku edycji oskarża się Pyrkon o lekceważenie fanów mangowych. W tym roku nasz blok dostał większą swobodę niż ostatnio, ale i tak nazwanie go „blokiem fantastyki dalekowschodniej” niesie skojarzenia z tym, że organizatorzy trochę wstydzą się elementów japońskich. Swoją drogą, gdyby szef bloku fantastyki dalekowschodniej to czytała, to wiesz Suchar, chwaliłeś się tak bardzo, że łaskawie przyjąłeś na swój blok atrakcję o Yuri!!! on Ice, ale za to, że dałeś jej mniejszą z sal, przez co musiałam siedzieć na progu jeszcze sobie pogadamy… :P [Dziab popiera, też wylądowała za progiem, normalnie jak jakiś skoczek narciarski gorszego sortu :P]

18193264_795589403938557_9149813182029104901_o.jpg
Wioska Wikingów (fot. Ślepaki)

Dar: Chciałam też podziękować wszystkim, którzy wpadli do mnie na stoisko się przywitać i przeprosić ich, że ledwo miałam czas odpowiedzieć ;u;

Dziab: A ja dziękuję tym, którzy wpadli na panel, a przepraszam… Nie, w sumie nie przepraszam. Wasza strata, streamu nie będzie.

~Darya + Dziabara + Shizuru

Reklamy

19 komentarzy do “Kup pan ziemniaka, warty ceny – czyli Pyrkon 2017

  1. Łomatko, następni znajomi zdjęcia z Pyrkonu wrzucają i mi się coraz bardziej żal robi, że tam ani razu nie byłem.
    Na magni będziecie? Ustawiłbym się w kolejce po uścisk dłoni prezesa :)

    Polubienie

  2. Bardzo lubię czytać recenzje konwentów, bo sama na nie nie jeżdżę, ale fajnie wiedzieć jak to wygląda :P A nie byłyście na panelu tłumaczy?

    Polubienie

    • O, to cieszę się, bo relacje z konwentów zwykle pisze się dość prosto i przyjemnie xD
      Ja w ogóle nie patrzyłam w plan atrakcji, żeby nie płakać nad tym co mnie omija D: A dziewczyny nie słyszałam, by tam się wybrały… (Ja bym poszło. Uwielbiam słuchać naszych polskich tłumaczy <3)

      Polubienie

    • Na panel tłumaczy się wybierałam, nawet stałam w kolejce, ale szybko zrozumiałam, że nie mam szans się dostać do sali, więc zrejterowałam i poszłam czekać na wiedzówkę z Jurków (dobrze zrobiłam, inaczej na to też bym się nie wepchnęła). :<
      Tak to jest, jak się daje takim atrakcjom salę na 130 osób (zamiast sąsiedniej na 250), co nijak nie było rozsądnym posunięciem…

      Polubienie

  3. Widać te Jurki już mają takiego pecha, że jak nie panel, to wiedzówka musi być nieteges… A tego, co się działo na ichnim evencie, to ja nadal nie ogarniam, w sensie czytałam nawet dość na bieżąco relacje z dachu i Chihoko, ale jakoś nadal mi to nie chce wleźć do głowy xD

    Cóż, na Pyrkonie mnie nie było, to za wiele nie skomentuję, ale w każdym razie cieszę się, że Wam dobrze poszły panele i konwent był udany :3

    Polubienie

    • No, na razie zasada się zgadza – z wyjątkiem Namiconu, gdzie i panel, i wiedzówka, były wybitne (…no dobra, ja robiłam panel, a Shizu wiedzówkę, ale ciii, szczegóły xD).

      Event… Ach ten event… xD Ogarnianie z strzępków relacji na twiterze co tam się wydarzyło, było zabawą samą w sobie xD Opowiedzieć i co ogarnęłyśmy :D?

      Dziękuję za cieszenie się i zachęcamy do odwiedzin Pyrkonu w przyszłym roku :3 Albo coś wcześniej – daj znać, chętnie pogadałabym z Tobą na żywo ^^

      Polubienie

        • No, czyli były wybitne xD A w każdym razie robione przez ekspertów, o!

          Nie no, ja ogarniam, o co chodzi, tylko nadal nie potrafię przetrawić, że to naprawdę i oficjalnie :DD Już się boję, co będzie następne, bo przecież niespodzianki to esencja Jurków, a żeby przebić Chihoko i gołego Vicię na dachu… xD
          A ficzek oczywiście z radością przeczytam ^^

          Bardzo mi miłó :D Niestety z powodów różnych w najbliższym (i trochę dalszym pewnie też) czasie na konwenty dowolne raczej szans nie mam, chyba żeby ktoś zrobił jakiś w mojej dziurze :/

          Polubienie

  4. promienieje lokalną dumą na Shizurowe „Poznań okazał się być ładny”
    Yh, w jakiej kolejności mam tu pisać? Może tak jak szły u was akapity…

    Dziab, kiedy ja mówiłam, że to nie dla mnie pora :c od samego początku mówiłam. Zwłaszcza, jak konwent jest dodatkiem do innych rzeczy w weekend, a nie samym planem spędzenia weekendu. Tak, tak się da. Z tymi 10 minutami to się nie przejmuj, panel o Kryminalnym Poznaniu się skończył po 30 minutach… (a koszula jest spoko, czego od niej chcesz)

    Ej, Shizu, w jednej z moich kolejek mówili o Twoim panelu! Pozytywnie mówili. Tym mitologicznym w sensie.

    Dar, ale od naszego dworca to-! …no dobra. On JEST brzydki. I ma swój własny peron 9 i ¾, znany też jako peron 4b. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie… Moving on.

    Cosplay… nie uwierzycie, znalazłam cosplayera z Saint Seiya :D wyobraźcie sobie teraz moje z natury nielubiące biegać jestestwo, kulejące od trzech tygodni, rzucające się nagłym sprintem za oddalającym się cosplayerem żeby zrobić zdjęcie, pozostawiając zapewne zaskoczoną znajomą stojącą na schodach. Pozdrawiam Tupacza, która nie skomentowała tego sprintu, tylko poczekała aż wrócę i cieszyła się potem moim zacieszem. Anukę też pozdrawiam, jakoś się znalazłyśmy, pierwsze spotkanie zaliczone! A tego cosplayera to już w ogóle pozdrawiam, nie znam cię, ale miałam radochę na caaaały weekend.

    A co do bloku fantastyki dalekowschodniej… no nie wiem, jak na moje trochę się czepianie. Aż zajrzałam w program. Owszem, było tam sporo mangów i animów, ale było też dużo innych rzeczy – mitologie, legendy, demony, elementy zachodnie w tworach wschodnich, origami, gry, nawet baśnie khmerskie. Nazwanie całego bloku „blokiem mangi i anime” byłoby w tym wypadku wręcz zakłamaniem. Nazwa „blok mangi i anime” pewno nie obejmuje tego panelu o japońskich toaletach, który mi właśnie teraz wpadł w oko. Blokiem japońskim tego też nazwać nie można, nie sama Japonia tam była. No to co innego, jak nie szeroko pojmowany daleki wschód?

    Jeśli o mnie idzie, to halę wystawców obeszłam szybkim krokiem coby odhaczyć, po czym zwiałam z niej w panice. Dosłownie. Za dużo ludzi. Nieskoordynowanych ludzi, przez których trzeba się przebijać i nie wiadomo, jak się za chwilę zachowają. Nie, nie lubię takich sytuacji, zdecydowanie. Mogę stać w kolejce, bo ludzie się nie ruszają, mogę iść z tłumem w jednym kierunku, ale kiedy nie wiem, co ten tłum zrobi… brr. Nope.

    Z paneli:
    Rodowód utopca. Racjonalne korzenie legend – ODWOŁANY. Więc przynajmniej tyle, że nie miałam dylematu, gdzie iść, bo miałam dwa ciekawe o tej samej godzinie. Drugi to ten niżej.

    Fantasy po koreańsku – no, szczerze mówiąc, spodziewałam się… czegoś innego. Nie przykładów wampirów, zombiaków, duchów, bóstw w webtoonach. Sam w sobie panel obiektywnie spoko, jeno mi się nie zbiegł z oczekiwaniami. Za to siedziała koło mnie dziewczyna z Łodzi, która w tych samych momentach co ja krzywiła się na niepoprawną wymowę nazw i imion koreańskich przez prowadzącą. Wirtualny haj fajf, przelotna znajomo! Ten raz, co jednocześnie pod nosem powiedziałyśmy imię poprawnie, był lepszy od wszystkich prezentowanych na slajdach klat różnych bóstw i wąpierzy.

    Co czai się pod łóżkiem? – dyskusja nie panel, ale przyjemnie mi się słuchało. Leciałam na to prosto z fantasy po koreańsku, więc kolejka mnie ominęła i zobaczyłam tylko, jak tłumek ludzi wchodzi do sali, a mniejszy tłumek idzie sobie w cho…w długą. Tym sposobem postałam 5 minut tuż przed drzwiami i mnie wpuścili. Tyle wygrać.

    O diabłach i aniołach z trzech perspektyw – na to miałam iść, ale inne obowiązki wezwały i się nie wyrobiłam. Jak mi zrelacjonowała znajoma, i tak były tłumy, pewnie bym nie weszła.

    Strach na cmentarzu, czyli potwory na grobie – chciałam na to iść, bardzo… ale w tym samym czasie był dyżur autografowy Marty Kisiel, którego przegapić nie zamierzałam, choćby się paliło i waliło. I wybrałam stanie w kolejce po podpisy i różowe pieczątki w książkach.

    Prawdy i mity o mitologii słowiańskiej – na to nie weszłam. Ale czego się w sumie spodziewałam, idąc pod salę naukową kwadrans przed startem? Eh. (Swoją drogą, ciekawe kiedy ktoś ogarnie, że naukową by można robić większą, tam są zawsze gigakolejki przecież. Jeśli to w ogóle jest możliwe, dać większą, jak nie, to zwracam honor.)

    Mitologia i legendy Półwyspu Koreańskiego – to było świetne. Prowadząca była dobrze przygotowana, choć miała problemy z demonem mikrofonu, który bardzo donośnie domagał się ofiary, bo co w końcu, kurde blade. Ale dała radę i bez tego. To był jeden z tych paneli, na który formowała się kolejka ZANIM zaczął się poprzedni. O tej 18:20 po prostu z kolejki wyszło ledwie parę osób i weszło na panel po angielsku, a reszta tłumku stała sobie dalej.

    Ostatnia prelekcja o krwawej zemście u Słowian – oesu, jeśli mity koreańskie były świetne, to na to mi brak skali. Niech wyznacznikiem będzie, że aż robiłam notatki i zrelacjonowałam ten panel ze szczegółami trzem różnym osobom. Tu też byłam kolejkować już godzinę przed, i w kolejce padł (jak dla mnie) tekst Pyrkonu: „chyba nie mamy tak źle, jak jeszcze widzimy drzwi, nie?” Najpierw się trochę obawiałam, jak zobaczyłam kto to prowadzi, ale jak już zaczął… no, panie autorze. Jak tak pan ciekawie mówi, to jakim cudem pan wypocił to… to coś? tyka kijem subiektywnie bylejaką książkę Może powinnam dać mu drugą szansę.

    Kryminalny Poznań – …no, mówiłam, skończyło się po 30 minutach, dalej już tylko sala zadawała pytania, żeby nie było niezręcznej ciszy. Byłam trochę rozczarowana, cały panel oscylował wokół bodaj trzech tytułów (ogółem miało być o kryminałach dziejących się w Poznaniu), co ktoś z sali rzucił inny tytuł to prowadząca nie znała, trochę lipa. Powiedziała, że z 45 napisanych czytała 10. Nie musi wszystkich, jasne, ale kojarzyć tytuły by wypadało, jak się o czymś już mówi…

    …ile tego wyszło O_e wybaczcie.
    P.S. Myślicie, że pluszowe Magikarpy też mogą ewoluować w pluszowe Gyaradosy?

    Polubienie

  5. Byłam na Waszym stoisku. Jeżdżę na konwenty chyba z 5 lat. Zawsze po to samo, po figurki, zawsze wracając z pustymi rękoma. Sama nie wiedziałam czy dobrze widzę czy to halucynacje z niedożywienia jak na waszym stoisku dostałam wymarzone od tylu lat figureczki z sao , kocham was za to , niech Wam to Kubo w nowych sezonach wynagrodzi <3. Poza tym dzięki otrzymanym na szybko kontakcie do Was jeszcze za Pyrkonu mogłam być na bierząco z nowinkami o panelach YOI na które sama nie mogłam już iść (shit!) a dodatkowo ta tu recenzja dopełnia mi fandomowej relacji i czuje sie prawie jakbym tam była :D Także teraz już wiem gdzie będę w przyszłości zostawiać pieniądze bo musze jeszcze dorwać się do Silici a i vulpix aloa wersja wyglądał niezwykle kusząco…Pozdrawiam gorąco i czekam na kolejny konwent !

    Polubienie

    • Chodzi ci o te małe z koszyków :”D? Bo tam fajne rzeczy się znajdywały.

      Awwww, miło mi słyszeć takie słowa <3 Jakby co, zapraszam na oba warszawskie Comicony, przedstaw się, chętnie pogadam :”D

      Z ciekawości – a skąd dowiedziałaś się o Lemurilli?

      Polubienie

  6. ale co to ma znaczyć by na conwencie w domu handlowej niewoli przebywać zamiast atrakcje zwiedzać mam nadzieje że „niemiec”choć nie sknera i dobrze płaci xD nawiasem powinniście były nagrać swoje prelekcje obejrzałbym i pochwalił serio serio musiałby być straszny dramat bym nie chwalił :-D

    Polubienie

    • Służba u Niemca to duma, honor i szkoła życia!

      Ha, nagrywania by chciał! Takie emocje tylko na żywo! Po taki pokaz trzeba już ruszyć się na konwent :”D

      Polubienie

      • no ja nie wiem na hamerykanskich i brytolskich nagrywają można się potem bawić przed ekranem wołając polać mu dobrze gada albo chwila chwila czyś ty X oglądał w ogóle to było całkiem inaczej xDD

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s