Miała matka syna, a syn miał harem, czyli pierwsze wrażenia z anime sezonu wiosna 2017

Cześć i czołem we wiosennym sezonie! Choć ostatnie dni mało miały wspólnego z jakąkolwiek wiosną, japońska bajkoramówka została już gruntownie odświeżona, a my możemy zacieszać z kolejnych serii nowych i nowych, ale starych (prawie jak, hehe, dinozaury). A ponieważ po zimie obficie sypnęło tytułami, tym razem do dzieła pierwszowrażeniowego zniszczenia przystąpiłyśmy w naszym potrójnym składzie: Dar, Dziab oraz Shizu (już na oficjalnym stażu). Szczególnie Shizu dała w tej notce czadu i z prawdziwie młodzieńczym zapałem opisała aż 16 serii! Brawa dla niej. Ja, Dziabeł, przytłoczona przygotowywaniem panelu na Pyrkon oraz gejfikowaniem ogarnęłam zaledwie 4 serie, a Dar 3. Razem 24 serie, w tym 4 kontynuacje.

tumblr_onqipgRI421rzen6uo1_540
Wiosenny sezon, tradycyjnie, najciekawszy nie jest.

Alice to Zouroku (Dziab)

tumblr_onsqlnqaQS1vj5j9co3_500.gif
Przed państwem Zouroku, Pierwszy Tego Imienia, Pogromca Gimnazjalistek i Zrodzony z Emerytury

Ilość odcinków: 12
Studio: J.C. Staff
Źródło: Manga
Uwagi: Pierwszy ep ma 45 minut.

Boy… To znaczy – grandpa meets girl. I to jeszcze taką magiczną, co zwiała z tajnego laboratorium pewnego koncernu farmaceutycznego. Nu, nu, nu, niegrzeczne koncerny farmaceutyczne, tylko nielegalne badania i eksperymenty na ludziach wam w głowach! Ale wracając do głównego bohatera, to czy uczynienie nim siedemdziesięcioletniego staruszka nie wydaje wam się odświeżającą koncepcją? Ano mnie też. Tym bardziej, że Zouroku to wiekowy chłop o żywotności ruskiego czołgu i głowie na karku. Tu nie ma miejsca na ślamazarnych licealistów lądujących twarzą w cyckach tajemniczej, magicznej heroiny… Za to jest miejsce na złapanie tejże bohaterki za kudły i wytłumaczenie, że strzelanie czarami w mieście jest arcyniepoprawne i grozi uszczerbkiem na zdrowiu niewinnych ludzi, więc albo pannica w tej chwili przestanie, albo Zouroku nauczy ją, co to znaczy prawdziwa kindersztuba. A bohaterka, złotowłosa Sana, szybko ogarnie, że dziadek bo bardzo dobra partia, aby zawiązać z nim kontrakt… czy może zamieszkać pod jego dachem.

Dawno nie byłam tak po ludzku zaciekawiona co z tego wszystkiego wyniknie. No bo wiecie, gdyby to znów chodziło o przygłupawego licealistę, to właściwie można by darować sobie seans już po obaczeniu projektów postaci. A tak nawet zwykłe tsundere-gagi i macanie po cyckach odpadają. Tu może być teraz wszystko! Fabuła! Okruchy życia! Komedia sytuacyjna! Normalne… ciekawe… anime! Armagedon!
Bardzo mi się podoba pomysł na Zouroku – to facet z zasadami, szorstki, konkretny, nie użalający się nad sobą dziadek, który potrafi okazać wiele dobrego serca bez zbędnego pitolenia. Co do reszty obsady to nie wiem, na ile akcja ze zuym koncernem farmaceutycznym się rozrośnie, bo póki co zapowiada się raczej obyczajówka niż jakaś wielka fantasy rozpierducha. Może to i lepiej, bo jedno muszę przyznać na minus serii – grafika komputerowa woła o pomstę do nieba. Tak plastikowych samochodów to już się nie powinno pokazywać pod groźbą odebrania prawdziwych prawek jazdy. Ale poza tym… wow, chyba pierwsza oryginalna seria tego sezonu, która mnie do siebie absolutnie zachęciła. Propsuję!

Boku no Hero Academia 2nd Season (Dziab)

tumblr_oo8g6puRXc1w46s3lo1_540.gif
Ten uczuć kiedy nie wiesz właściwie, po co coś oglądasz.

Ilość odcinków: 25
Studio: Bones
Źródło: Manga
Uwagi: Drugi sezon; dwusezonówka.

Po akcji ze złoczyńcami, którzy zaatakowali klasę Deku na treningu, Akademia Bohaterów… jak gdyby nigdy nic przymierza się do organizacji Festiwalu Sportowego. Ale nie jest to pierwszy lepszy szkolny event, jakich pełno w obyczajowych seriach, ale coś na miarę japońskich Igrzysk Olimpijskich (które, dla ciekawostki, w świecie BnHA zostały zlikwidowane, bo nie było już normalnych sportowców). To szczególna szansa dla młodych adeptów sztuki superbohaterskiej, aby skierować na siebie uwagę agencji, którzy po zakończeniu szkoły mogliby od razu zaproponować u siebie… pracę. No cóż – w końcu nawet Superman musiał z czegoś żyć.

Opening i pierwszy odcinek sugerują niezmienność prawa turniejowego – no po prostu żaden porządny shounen nie może się obyć bez zawodów (i nawet One Piece nie był wyjątkiem, tak, na ciebie patrzę, Foxy). W sumie czemu nie, mimo sztampowości rozwiązania generuje to szanse na ciekawe pojedynki, gdzie czasami mózg liczy się bardziej niż wielka piącha. Poza tym… Chyba naprawdę niczego nie oczekuję od tej serii. Jest jaka jest, ani brzydka, ani nudna, ale ciekawa czy odkrywcza też nie. Ona po prostu jest. I ja jestem razem z nią. Ale to w gruncie rzeczy dobry shounen. Jak ktoś ich za wiele nie obejrzał to na pewno doceni koncept superbohaterów czy naprawdę faaajną kreskę. Z głównym bohaterem jest już gorzej. Deku to takie pocieszne coś, komu się trochę kibicuje, a trochę wie, że i tak sobie poradzi w imię nakama power.

Boruto: Naruto Next Generations (Shizu)

boruto.gif
„Konohamaru, jak ty wyrosłeś!”

Ilość odcinków: ?
Studio: Studio Pierott
Źródło: Manga
Uwagi: Spin-off Naruto.

Boruto, syn siódmego Hokage, jest w odpowiednim wieku, by zacząć uczęszczać do Akademii Ninja. Jednak obecne czasy są spokojne, bez wojen, więc sama Akademia zmieniła nieco swój profil, wymagając od swych uczniów nie tylko posiadania wiedzy w kierunku ninjustu czy taijutsu. Sam świat również przeszedł wiele zmian, rozwinęła się technologia, a ninja zostali zepchnięci na ubocze.

Powiem szczerze, nie spodziewałam się, że seria o kolejnym pokoleniu ninja okaże się całkiem interesująca. Głównym bohaterem jest oczywiście Boruto (to nie jest seria z mylącym tytułem), który mimo, że jest niesamowicie podobny do Naruto, całkowicie odrzuca swojego ojca, jednocześnie próbując mu zaimponować. Sporo uczniów Akademii to znani nam wcześniej potomkowie postaci z głównej serii, pojawia się też kilka ważniejszych postaci napisanych całkowicie od nowa. Jeśli ktoś tęskni za starą gwardią – nie martwcie się, oni też mają swoje role, choć oczywiście dużo mniejsze. Bardzo podoba mi się, że w końcu ktoś pomyślał i wynalazł pociągi. Serio, dziwię się, że wcześniej nikt nie wymyślił jakiegokolwiek środka komunikacji. Na porządku dziennym są również laptopy czy banery reklamowe. Zmiany widać też w młodym pokoleniu, które żyjąc w czasach pokoju nie traktuje bycia ninja priorytetowo.
Nie jest to zdecydowanie najpiękniejsze anime tego sezonu, niejednokrotnie postacie mają derpowe twarze, widać też sporo niedociągnięć. Opening za to jest niesamowicie żywy i kolorowy, przyjemnie się go słucha. Ciągle bawi mnie fakt, że potomkowie wcześniej znanych nam bohaterów wyglądają jak ich dokładne kopie – przynajmniej ciężko jest się pomylić w tej kwestii. Ciekawi mnie, jak twórcy pociągną całą historię, bo ta seria nie opiera się ani na mandze Boruto ani na filmie.
Dla fanów Naruto to pozycja obowiązkowa. Dla pozostałych może być to łatwiejszy sposób na zapoznanie się ze światem ninja niż przedzieranie się przez setki odcinków głównej serii.

Busou Shoujo Machiavellianism (Shizu)

Busou Shoujo Machiavellianism.gif
I tak jeszcze przez pół odcinka…

Ilość odcinków: ?
Studio: Silver Link
Źródło: Manga
Uwagi: –

Była sobie szkoła. A w niej same dziewczęta. I żyło im się dobrze, póki ktoś nie stwierdził, że od teraz to szkoła koedukacyjna. Biedne dziewoje stwierdziły, że się boją chłopców (wszak mężczyźni to niemalże pomioty samego szatana), i że w związku z tym chcą móc nosić przy sobie broń. Dyrekcja się oczywiście zgodziła, a wśród dziewczyn wyłoniło się 5 liderek, które dzierżyły miecze. Obecnie miecze te są przekazywane „z pokolenia na pokolenie”, a te, które są ich właścicielkami są najlepszymi uczennicami – wojowniczkami. Dzięki zezwoleniu na broń, szkoła ta stała się najlepszym miejscem naprostowywania wywrotowych elementów płci męskiej. Główną metodą jest feminizacja – uczniowie noszą makijaże, damskie mundurki i zachowują się jak dziewczyny. Do szkoły trafia jednak główny bohater, który nie zamierza podporządkowywać się panującym zasadom, gdyż – jak twierdzi – za bardzo ceni sobie wolność.

Anime wygląda jak typowa seria, w której fabuła istnieje po to, żeby można było toczyć efektowne walki. Pierwszy odcinek zalewa nas falami ekspozycji. Bohaterki odzywają się niemal tylko po to, żeby dokładnie wyjaśnić wszystko widzowi, czasami uprawiają długie monologi, bez których nie dowiedzielibyśmy się mnóstwa przydatnych informacji. Same walki, (a właściwie jedna, porządna) wyglądają naprawdę nieźle i nawet prawdopodobnie, oczywiście póki nie przychodzi do quasi-magicznych ataków czy innych specjalnych umiejętności. Wizualnie seria wygląda również nie najgorzej, jakichś poważnych baboli nie uświadczyłam. Jednak w tym sezonie są serie, które wydają mi się o wiele ciekawsze, by na dłużej związać się z tym tytułem.

Clockwork Planet (Shizu)

Clockwork Planet.gif
O mój Boże, goła las… A nie, to tylko robot.

Ilość odcinków: 12
Studio: Xebec
Źródło: Light novel
Uwagi: –

Nowa Ziemia to świat stworzony przez Zegarmistrza, składa się z samych kół zębatych i innych mechanizmów. Główny bohater ma niesamowitą kolekcję zepsutych zegarów i ich wnętrz. Sam nie potrafi ich naprawić, ale ma znakomity słuch i doskonale wie co i jak nie działa. Pewnego dnia na jego dom spada tajemnicza czarna skrzynka, w której znajduje się dziewczyna-android. Główny bohater naprawia ją, w zamian staje się jej panem i władcą.

Zawiodłam się tą serią. I to bardzo. Sprawiała wrażenie ciekawego sci-fi, a okazała się gatunkowymi popłuczynami z upierdliwym głównym bohaterem i najgorszą sceną zawierania kontraktu jaką widziałam ever. Serio, to było takie zbędne i niesmaczne (Za to Dar już wie, jaki mam problem z obślinianiem ludzi w fanfikach). Za bardzo nie potrafię (albo nie chcę) sobie nawet przypomnieć, co więcej było w tej serii. Nie polecam.

Fukumenkei Noise (Shizu)

Fukumenkei.gif
Tam właśnie Alice wyśpiewuje swoje serenady

Ilość odcinków: 12
Studio: Brain’s Base
Źródło: Manga
Uwagi: –

Ona jedna, ich dwóch i muzyka nie tylko w tle – tak w telegraficznym skrócie można przedstawić fabułę tego anime. Głowna bohaterka, Arisugawa Nino, zwana Alice, przeżyła w dzieciństwie dwa rozstania, jedno ze swym sąsiadem i swoją pierwszą miłością – Momo, a drugie z chłopcem, który komponował dla niej muzykę – Yuzu. Alice codziennie śpiewa piosenkę, którą napisał Yuzu, by dzięki muzyce dotrzeć do serc obu chłopaków. Nawet jej się to udaje, bo spotyka ich ponownie w liceum.

Na pierwszy rzut oka ta seria przypomina klasyczne shoujo z trójkątem miłosnym – Yuzu kocha Alice, Alice Momo, a Momo jeszcze nie wiadomo kogo. Nie jestem wielką fanką takich historii, ale wydaje się, że nic odkrywczego do gatunku nie wnosi.
Muzyka jest bardzo ważna w tej serii, ale jest też dosyć specyficzna, a fragmenty gdy Alice śpiewa melodie z dzieciństwa brzmią dla mnie bardziej jak wycie. Same piosenki brzmią dużo lepiej, mimo, że dalej nie jestem do nich przekonana na 100%. Za to opening i ending nie są wybitnie porywające. Specyficzna jest też kreska, która garściami czerpie ze swego mangowego pierwowzoru. Postacie mają oczy na ponad pół twarzy, a gdy śpiewają drugie ponad pół twarzy zajmują usta. Ciągle zastanawiam się, jak to wszystko się pomieściło (pewnie dlatego bohaterowie zamykają oczy podczas śpiewania). Mimo wszystko jestem ciekawa jak potoczą się losy bohaterów i czy doczekamy się jakiegoś szczęśliwego rozwiązania.

Hinako Note (Shizu)

Hinako Note.gif
To ja, szukająca drogi na mapie

Ilość odcinków: 12
Studio: Passione
Źródło: Yonkoma manga
Uwagi: –

Cute girls doing cute stuff – to idealny opis tego anime. Główną bohaterką jest tytułowa Hinako, urocza dziewczynka, która mieszka na wsi i pracuje jako… strach na wróble. Wszystkie zwierzęta ją kochają i przychodzą do niej, więc nie buszują po polach. W sytuacjach stresowych (czyli na przykład przy nadmiernych kontaktach z innymi ludźmi) bohaterka sztywnieje i siadają na niej trzy ptaszki. Jednak czas mija i Hinako postanawia przeprowadzić się do Tokio, by uczęszczać do szkoły, w której ma zamiar dołączyć do klubu aktorskiego. Niestety, okazuje się, że klub został zamknięty rok wcześniej. Nasza bohaterka zamieszkała w „pensjonacie”, na parterze którego jest kawiarnia i antykwariat, w której pracują pozostałe dziewczyny tam mieszkające w zamian za czynsz. Bohaterka, za namową jednej z dziewczyn, postanawia sama założyć trupę aktorską, angażując pozostałe współlokatorki.

Uroczość wylewa się z każdego zakątka ekranu. Urocze są bohaterki, urocze jest miasto i wieś z którego pochodzi bohaterka, urocze jest miejsce gdzie mieszkają i pracują dziewczyny, urocze są wydarzenia, które dzieją się na ekranie. Urocza jest kreska i animacja, uroczy jest opening i ending. Wszystko jest słodkie, prawie aż do porzygu. Fabuła jest raczej nie skomplikowana – główna bohaterka ma marzenie, które będzie starała się zrealizować z pomocą swojej świeżo nabytej drużyny. Wydaje się, że nie napotkają większych trudności na drodze do celu. Bohaterki są dosyć zróżnicowane, choć schematyczne – jest ta trochę dziwna (zjada książki) w wieku głównej bohaterki, jest ta starsza, co wygląda na dużo młodszą, jest i mądra i spokojna właścicielka pensjonatu (i tak jest młoda).
Mnie osobiście ta seria nie zachwyciła. Nie jestem wielką fanką anime o słodkich dziewczynkach, K-on! mi wystarczy. Jest to jednak idealna seria dla Kowalskiego, fanów moe i uroczych historii.

ID-0 (Shizu)

ID-0.gif
Widziałam naprawdę straszne rzeczy podczas szukania tego gifa na tumblrze. A ten był zresztą jedyny.

Ilość odcinków: ?
Studio: SANZIGEN
Źródło: Produkcja Oryginalna
Uwagi: CGI.

Ludzie nauczyli się eksplorować kosmos dzięki magicznemu pierwiastkowi (czy czymkolwiek to jest). Mogą też przenosić swoją świadomość do I-Maszyn, dzięki czemu nie ma problemów z pobytami w przestrzeni kosmicznej. Naszą główną bohaterką jest Mikuri Maya, która w skutek splotu nieszczęśliwych wydarzeń staje się, nie do końca z własnej woli, częścią załogi kosmicznych piratów.

Postacie idą mocno w schematy, historia jest nijaka, CGI nie za piękne, kreska średnia, projekty mechów są meh. Nie ma nic, co przyciągało by do tej serii, nawet fakt, że pracował przy tym Netflix.

Kabukibu! (Shizu)

Kabukibu!.gif
Tak wygląda mistrz kabuki

Ilość odcinków: 12
Studio: Studio Deen
Źródło: Light Novel
Uwagi: –

Kabuki – rodzaj tradycyjnego teatru japońskiego. Grają tam tylko mężczyźni, oprawa przedstawień jest bardzo bogata, a sami aktorzy mocno ucharakteryzowani i silnie ekspresyjni. Głowny bohater jest jego niesamowicie wielkim fanem, potrafi nawet odgrywać fragmenty przedstawień. Postanawia więc założyć szkolny klub kabuki, co niestety nie jest możliwe, ale może próbować założyć grupę. Do tego potrzebuje co najmniej pięciu osób. Rozpoczyna się więc zdobywanie drużyny.

Przed rozpoczęciem sezonu miałam pewnego rodzaju oczekiwania co do tej serii. Nie liczyłam na coś super ambitnego, ale przynajmniej na dobrą rozrywkę. A dostałam… No cóż, nie do końca to na co czekałam. Fabuła jest przewidywalna – tradycyjne zbieranie schematycznych pionków do grupy, gdzie na początku nikt nie chce dołączyć, niewyróżniająca się muzyka, przeciętna kreska i samo kabuki, które nie podoba mi się jako sztuka. Na plus można na pewno zaliczyć opening, który wygląda na tyle interesująco, że daje nadzieje na rozwój. Tylko, że jest to bardzo nikła nadzieja.
Jeśli jesteście zainteresowani japońskim teatrem, z pewnością lepszą decyzją będzie obejrzenie Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu. Jak na razie Kabukibu! nie wyróżnia się niczym szczególnym, są lepsze anime na każdej płaszczyźnie więc póki nie jesteście wielkimi fanami japońskich teatrów lub szkolnych komedii, to nie polecam.

Kenka Banchou Otome: Girl Beats Boys (Shizu)

Kenka Banchou Otome.gif
Ta różowa to dziewczyna i będzie klepać chłopaków (Jakby się ktoś już po samym tytule nie domyślił)

Ilość odcinków: 12
Studio: Project no.9
Źródło: Visual Novel
Uwagi: Krótkometrażówka.

Główna bohaterka dowiaduje się przypadkiem, że ma brata bliźniaka i że ich ojciec jest szefem rodziny Yakuzy. Zostaje też poproszona, a właściwie to zmuszona do zastąpienia swojego nowo poznanego brata w szkole dla koksów, gdzie przywództwo zdobywa się poprzez pokonanie w walce na pięści pozostałych uczniów. Na szczęście dziewczyna długo trenowała różne sztuki walki.

Cóż, te seria oparta jest na grze otome, co widać po samej fabule. Bohaterka zostaje wyrwana ze swojego dotychczasowego życia i wrzucona w kompletnie odmienne otoczenie, co zresztą jest popularnym motywem, nie tylko w anime. Poznamy więc pewnie kilku przystojniaków, a anime skończy się w momencie, gdy w grze musielibyśmy wybrać jednego z nich. Odcinki mają po 8 minut, a zmieszczono tam i opening i ending, więc miejsca na samą akcję za wiele nie zostało. A szkoda, bo liczyłam na więcej bójek i większą intensywność całości, ale to dopiero początek, więc jest nadzieja, że opowieść się rozkręci. Tym bardziej, że seria wygląda całkiem przyjemnie, a że odcinki są krótkie, to nie żal poświęconego na nie czasu.

Love Kome: We Love Rice (Shizu)

Love Kome.gif
Ryż! Ryż! Ryż!

Ilość odcinków: ?
Studio: Encourage Films
Źródło: Produkcja oryginalna
Uwagi: Krótkometrażówka.

Alarm! Ryż traci popularność na rzecz chleba i makaronu! Ktoś musi coś z tym zrobić! A kto lepiej nie nada się do tej roboty jak licealiści, którzy są personifikacjami konkretnych odmian ryżu?

Tak, dobrze czytacie. Wszystkie postacie w Love Kome są uosobieniami ryżu. I gotują ryż. I kochają ryż. I chcą, aby wrócił znów do łask. W tym celu piątka bohaterów chce wziąć udział w dorocznym „Harvest Show”, by pokazać wszystkim wspaniałość ryżu i pokonać pozostałe zboża. Pomysł na to anime jest absurdalny i niestety, słabo wykonany. Projekty postaci wołają o pomstę do nieba, podobnie jak cała oprawa audio-wizualna. Odcinki trwają jedynie 4 minuty (w tym krótki ending), więc można poświęcić tyle czasu raz w tygodniu, chociażby żeby pozastanawiać się, co najlepszego robi się ze swoim życiem oglądając takie serie.

Natsume Yuujinchou Roku (Dar)

nog
Będziemy płakać przy tym sezonie? Och, jak bardzo będziemy płakać…

Ilość odcinków: 11
Studio: Shuka
Źródło: Manga
Uwagi: Szósty sezon.
Lemurilla poleca

Licealista Natsume, sierota mieszkający od jakiegoś czasu u bezdzietnego małżeństwa dalekich krewnych w małym miasteczku bliskiemu naturze, widzi demony. Szósty sezon zaczyna się od spotkania z przyjaźnie nastawionym „Zjadaczem dni”, który w ramach podziękowania chłopakowi za przysługę, odejmuje mu kilka lat. I tak, odmłodnionym i nie pamiętającym swojej przyszłości Natsume zajmuję się Tanuma i Taki, gdy tymczasem Nyanko-sensei idzie naprawić nieporozumienie.

Po raz szósty to samo. Znowu ta sama kejsówka z potworem tygodnia, bez wątku głównego ani celu do osiągnięcia przez bohatera. I znowu przekonuje się, że jest to najlepsze anime, jakie znam. Szczególnie, że tym razem popłakałam się już na pierwszym epie… Ja serio kiedyś napiszę do twórców o jakieś odszkodowanie, bo tyle feelsów nie może być zdrowe dla mojego serca!

Oushitsu Kyoushi Haine (Shizu)

Oushitsu Kyoushi Haine.gif
They see me rollin, they hatin…

Ilość odcinków: ?
Studio: Bridge
Źródło: Manga
Uwagi: –

On jeden, ich czterech… Nie, to nie kolejny romans albo hardkorowe yaoi. To historia czterech braci, którzy są w kolejce do królewskiego tronu na miejscach od drugiego do piątego oraz ich nowego królewskiego nauczyciela. Bracia w rodzinie królewskiej rodzili się regularnie, co roku (biedna królowa :< ), najmłodszy ma 14 lat, a najstarszy 17. Mimo, że prawdopodobnie nie przejmą tronu, to i tak król postanawia ich kształcić w tym kierunku. Profesor Haine co prawda nie ukończył żadnego uniwersytetu, ale i tak został zaproszony do przyjęcia tej jakże ważnej posady. Chłopcy jednak zdecydowanie nie garną się do zaakceptowania i przynajmniej z początku robią wszystko, aby ich nowy nauczyciel uciekł gdzie pieprz rośnie.

Przyznam się – przed obejrzeniem pierwszego odcinka byłam pewna, że to są nie księciowie, ale księżniczki więc początkowo nie miałam w planach w ogóle zaczynać tej serii. Coś jednak do tego mnie skłoniło i nie żałuję. Mimo, że anime gra na schematach, przynajmniej w przypadku bohaterów, to stara się je jednocześnie troszeczkę przełamywać. Pojawiają się gdzieniegdzie jakieś mądrości życiowe, seria jest jednak komedią, więc nie ma tego zbyt dużo. Sporo mamy za to chibików, szczególnie jeśli chodzi o Haine, bo jest on niski, a przez to często mylony z dzieckiem, co jest idealnym powodem do żartów. Przedstawia się nam go jako postać niemal idealną, co powinno zostać wyjaśnione w dalszych odcinkach. Kreska jest nawet charakterystyczna, wnętrza pałacu wyglądają odpowiednio, jakaś muzyka brzęczy sobie w tle.
Całość jest przyjemną, lekką serią z delikatnym przesłaniem, ale i z czasami głupiutkimi żartami. Mimo to mi się to podoba, szczególnie, że to jednak są księciowie.

Re:Creators (Shizu)

Re-Creators.gif
„Mamo, to ona się zaczęła!”

Ilość odcinków: 22
Studio: TROYCA
Źródło: Produkcja oryginalna
Uwagi: Dwusezonówka.
Lemurilla poleca

Ludzie posiadają niesamowitą umiejętność – dzięki swojej wyobraźni i kreatywności potrafią tworzyć wspaniałe opowieści, czy to w formie książek, gier czy anime. Co jednak się stanie, gdy okaże się, że każde stworzenie takiego dzieła powoduje jednoczesne utworzenie równoległego do naszego świata, gdzie żyją wymyśleni przez nas bohaterowie? I co, gdy jakimś cudem kilkoro z nich przedostanie się na Ziemię?
Tak właśnie wygląda świat w Re:Creators. Każdy z nas może zostać Kreatorem nowych światów. Nikt jednak nie ma o tym pojęcia, póki postacie z dzieł (pop)kultury nie przedostają się do naszego świata. Wyobraźcie sobie zdziwienie, gdy główny bohater odpala anime na tablecie, zostaje do niego wciągnięty, potem wypluty wraz z główną bohaterką serii, którą oglądał. Przecież to mógł być każdy z nas! Szybko okazuje się, że takich postaci jest więcej, a że każda pochodzi z innego tytułu, tak każda ma inne umiejętności, cele i pragnienia.

Dzięki takiemu przedstawieniu historii, twórcy anime mogli wrzucić tu mnóstwo różnorodnych bohaterów. Mamy więc wojowniczkę, która walczy za pomocą mecha, uroczą mahou shoujo, bibliotekarkę ze świata fantasy czy też final bossa. Jak na razie wszystko wydaje trzymać się kupy, mimo takiego namieszania światów, a i tak to zapewne nie jest koniec. Bohaterowie „ludzcy” jak na razie nie mają wielkiej roli do spełnienia, jednak pomimo braku super mocy wiedzą z jakiego tytułu pochodzi dana postać i czego można po niej się spodziewać (główny bohater jest nerdem i sam chciałby stworzyć jakąś niesamowitą historię). Mamy tutaj sporo efektownych pojedynków, a mnie najbardziej urzekła magiczna dziewczyna i fakt, jak trafnie pokazano różnice między poszczególnymi światami. Patrzy się na to z przyjemnością, animacja wyglądaj naprawdę okazale. Nie można narzekać też na kreskę, która jest również dobra. Plusem jest dla mnie zrezygnowanie z zasady, że im bardziej odsłania wszystko kobieca zbroja, tym jest skuteczniejsza (patrz pancerne bikini).
Jak dla mnie jest to jedno z ciekawszych anime tego sezonu, przynajmniej na ten moment. Seria ma mieć 22 odcinki, więc można spodziewać się rozwinięcia i porządnego zakończenia wszystkich wątków. Na to właśnie liczę.

Renai Boukun (Shizu)

Renai Boukun.gif
Patrzcie jaka słodka <3

Ilość odcinków:  12
Studio: EMT2
Źródło: Manga
Uwagi: –

„- A jakby tak wziąć Death Note’a, tylko że na odwrót, że się ludzie będą zakochiwać się w sobie zamiast umierać. I potem dodamy kolesia, kilka lasek, parę żartów i trochę ecchi…
– I moce nadprzyrodzone. A jedna z tych lasek będzie yandere.”

Nie zdziwiłabym się, jakby tak właśnie wyglądały rozmowy w studiu odpowiedzialnym za Renai Boukun. W pierwszym odcinku poznajemy kupidynkę imieniem Guri, która posiada Kiss Note – każda para która zostanie tam wpisana musi się pocałować w ciągu 24 godzin, a potem zostają razem już na zawsze. Niestety, anielica myli się i zamiast wpisać nazwisko popularnego aktora, wpisuje imię głównego bohatera. Dowiaduje się on o zasadach działania notesu oraz, że musi pocałować kogoś bo inaczej ona zginie a on już zawsze będzie samotny. Okazuje się jednak, że wybranka głównego bohatera jest ciężkim przypadkiem bycia yandere – próbuje zabić każdego kto tylko zbliży się do jej nowego chłopaka. Okazji do tego będzie miała całkiem sporo, bo kupidynka dopisuje się do Kiss Nota „na trzeciego”. A to nie koniec, bo już w pierwszym odcinku dołącza do nich jeszcze jedna bohaterka, a patrząc chociażby na opening – to jeszcze nie koniec.

Humoru jest tu sporo, mimo, że nie zawsze jest on najwyższych lotów. Często są to np. żarty z dźgania głównego bohatera nożem (na szczęście jest tymczasowo nieśmiertelny) czy prania mózgu jego rodziców. Oprócz tego anielica jest fanką BL i najchętniej paruje ze sobą własnie mężczyzn. Nie ma tu przesadnego fanserwisu, jak można było by się spodziewać, ale to akurat może rozwinąć się w dalszych odcinkach. Ogląda się bez zgrzytania zębami, mimo, że nie jest to jakoś super ładne. Ani zbyt mądre niestety – całość jest raczej głupkowata.
Fani haremowych komedii z pewnością docenią ten tytuł, reszta może spróbować, choć mnie akurat ta seria do siebie nie przekonała,

Rokudenashi Majutsu Koushi to Akashic Records (Shizu)

Rokudenashi.gif
Przez ten fanserwis mało nie porzuciłam serii

Ilość odcinków:  12
Studio: LIDENFILMS
Źródło: Light Novel
Uwagi: –
Lemurilla poleca

Światy, w którym magia jest czymś normalnym zdarzają się często. Tutaj jest podobnie, a główna bohaterka wraz ze swoją przyjaciółką uczęszczają do Akademii, gdzie doskonalą swe umiejętności magiczne. Niestety, jeden z ulubionych profesorów Sistine odchodzi, a na jego miejscu pojawia się Glen – leniwy, wredny i pozbawiony skrupułów facet, który raz, że nie jest wybitnym magiem a dwa, że jest beznadziejnym nauczycielem. Szybko jednak okazuje się, że rzeczywistość wygląda inaczej, niż uczniowie, a także niektórzy członkowie kadry nauczycielskiej, chcieli by ją widzieć.

Po pierwszym odcinku miałam ochotę porzucić tę serię. Postanowiłam dać jej drugą szansę i obejrzeć kolejny, co okazało się być strzałem w dziesiątkę. W ciągu trzech odcinków z serii „Kolejne magiczne dziewczynki, beznadziejny nauczyciel i tona golizny, meh” Rokudenashi ewoluowało w „To jest zajebiste, dajcie mi tego więcej!” Zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw: fanserwis przycichł, na początku drugiego odcinka okazało się, że Glen jednak jest całkiem zdolnym magiem, mimo, że może nie najlepszym wzorem dla uczniów a sama magia nie tak prosta i czysta, jak się na początku wydawało. Bohaterowie wyposażeni są w motywacje i cele do spełnienia, mają za sobą mniej lub bardzie traumatyczne wydarzenia. Animacje zaklęć są naprawdę przecudowne, kreska wydaje się być momentami taka jakby miękka, co tworzy przyjemny efekt. Jedyne co mi się naprawdę nie podoba to mundurki dziewcząt, są totalnie niepraktyczne i odsłaniają zdecydowanie za dużo.
Jest to jednak moja ulubiona seria tego sezonu i idealny przykład na dobre wykorzystanie drugiej szansy.

Room Mate (Shizu)

Room mate.gif
Zupełnie nie pamiętam, co dzieje się na tym gifie. Ale czy to ważne?

Ilość odcinków:  ?
Studio: TYPHOON GRAPHICS
Źródło:  Produkcja oryginalna
Uwagi: krótkometrażówka

Zostajesz menadżerką/menadżerem posiadłości, gdzie aktualnie mieszka trzech przystojnych mężczyzn. Oczywiście będziesz mieszkać w tym samym budynku co oni. Wszystkie zdarzenia pokazane są z twojej perspektywy.

To kolejna seria, po One Room czy Makura no Danshi, w której patrzymy na wydarzenia z perspektywy pierwszoosobowej, by móc lepiej wczuć się w historię. A ta jest banalnie prosta – wszak chodzi tu o podziwianie i podrywanie mężczyzn. Wygląda to całkiem nieźle, jak na takie przedstawienie wydarzeń, Przyznaję, takie serie to moje małe guilty pleasure. A że odcinki trwają jedynie 4 minuty, to nie ma co się ociągać, tylko trzeba brać się za oglądanie, nawet pomimo widocznej budżetowości serii. Posiada ona jednak jeden z piękniejszych endingów, jakie widziałam w życiu (porównajcie sobie ending z pierwszego i drugiego odcinka. Przecież to jest cudo <3 ).

Sakura Quest (Dar)

nog2.gif
Gdy zostaje za dużo miesiąca na koniec pieniędzy.

Ilość odcinków:  25
Studio: P. A. Works
Źródło: Produkcja oryginalna
Uwagi:  Dwusezonówka.

Koharu to dziewczyna z którą wielu z nas może się utożsamić. Świeżo po zakończeniu studiów, rzuciła się w wir rozmów kwalifikacyjnych, by znaleźć korpo swoich marzeń albo po prostu jakiegokolwiek pracodawcę. Wszystko, by nie wracać na swoją wieś i móc żyć Spełnione Życie Spełnionej Salary-woman w Tokio. Gdy wreszcie ktoś oddzwania z ofertą, dziewczyna rzuca się na nią, nie czytając nawet dokładnie kontraktu. I tak trafia do malutkiej mieściny, gdzie staje się członkiem biura promocji, mającego ambicję uczynić z miejscowości centrum turystyczne. Koharu nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw. Przynajmniej jeszcze…

Znacie ten schemat, gdzie mieszczuch trafia do malutkiej mieściny, gdzie każdy zna każdego i wszyscy są zacofani i dopiero przyjazd bohatera i jego świeżego spojrzenia rusza wszystko do przodu? No to mamy go tutaj w postaci niemal czystej. Koharu i kilka innych dziewczyn będą się starały sprowadzić turystów, a bohaterka powoli zacznie się przekonywać do lokalsów, poznając ich zwyczaje i wzajemne relacje. Nic odkrywczego, ale początek okazał się całkiem przyjemny. Sakura Quest to lekka komedia obyczajowa i raczej nie spodziewam się większych dram czy tragicznych flashbacków. Ot, taka kejsówka z zadaniem tygodnia. Na pewno ceni się, że bohaterowie są bardzo sympatyczni i dość pozytywnie do siebie nastawieni, a humor, pozbawiony fanserwisu, całkiem się sprawdza. Taka seryjka na poprawienie nastroju. Trzeba tylko mieć nadzieję, że twórcy będą mieć wystarczająco dużo pomysłów, by jakoś zapełnić te 25 odcinków…

Sakurada Reset (Dziab)

tumblr_ony63ccLr01vz3gd5o1_540.gif
No zgaduj, Sherlocku, co to oznacza…

Ilość odcinków:  24
Studio: David Productions
Źródło: Light novel
Uwagi: Dwusezonówka.

W tytułowym miasteczku Sakurada, zamieszkiwanym w połowie przez ludzi o nadnaturalnych zdolnościach, żyje sobie nasz główny bohater, niejaki Asai Kei. Kei również ma farta posiadać pewną umiejętność, a mianowicie odznacza się nadludzką pamięcią. Brzmi jak recepta na każdy egzaminowy sukces? Niestety, tego nie udaje nam się dowiedzieć, bo niemal natychmiast poznajemy drugą ważną dla fabuły personę – Haruki Misorę, która potrafi znów resetować czas. Niestety, jej zdolność ma więcej dziur niż plusów, bo raz, że może się cofać maksymalnie o dwa dni i to tylko do momentu, w którym „zapisała rzeczywistość”, to jeszcze sama nie pamięta, że się cofała. Dobrze zgadujecie, cofanie nie daje jej absolutnie nic. Za to daje Keiowi, który wszystko pamięta, jak na właściciela pamięci absolutnej przystało. Czy dzięki połączonym siłom dwójka ta może zdziałać coś dobrego? A co, jeśli trzeba będzie… ocalić czyjeś życie?

Wystarczyło rzucić frazę „cofanie się w czasie”, a Dziab teleportowała się na miejsce w trybie nał. Tylko że po pierwszej chwili radości przyszedł moment konsternacji, bo ta seria to będzie ciężki bój między uwielbieniem tematyki a totalnie przeciętną realizacją. Serio, bohaterowie cierpią na zaawansowaną martwicę twarzy, przez czuję się tak, jakby omijała mnie co najmniej połowa rozrywki. Wiecie, cofanie się w czasie niemal zawsze wiąże się z dramatem, chęcią oszukania przeznaczenia, jakąś walką o ukochaną osobę… a tutaj nie czuję póki co nic. A beznamiętny głos KanyHany tylko pogarsza sytuację. Z drugiej strony przygotowane w pierwszym odcinku podłoże zwiastuje mnóstwo The Cierpienia i The Skomplikowanej Fabuły, na co bardzo, bardzo liczę. Ale animacyjnie to porażka. Jeśli jesteście ciekawi jak bardzo – zajrzyjcie na tumbrla i zerknijcie w gify z Misorą. Dead face na każdym kadrze.

Seikaisuru Kado (Shizu)

Seikasuru Kado.gif
Nikogo nie powinien dziwić fakt, że kosmita jest albinosem.

Ilość odcinków:  12
Studio: Teoi Animations
Źródło: Produkcja oryginalna
Uwagi:  –

Współczesna Japonia, lotnisko Haneda. Na pokładzie samolotu 251 osób plus załoga. Znajduje się też tam Bardzo Ważna Osoba, Shindou Koujiro, genialny negocjator oraz jego sidekick. Nagle na Ziemię spłynął olbrzymi ( 2 x 2 km) sześcian, o niestałej powierzchni. Wchłania on samolot i stoi tak sobie na lotnisku, a ludzie zastanawiają się, co z tym fantem zrobić. Rozpoczynają się prace nad obiektem, a po 30 godzinach wychodzi z niego nasz Japończyk i jeszcze jedna osoba. Kosmita (oczywiście albinos) twierdzi, że chce pomóc ludzkości, ale zaczynając od Japonii.

Pierwszy odcinek serwuje nam sporo tajemnic, z których część z nich rozwiązuje się dosyć szybko, bo już w kolejnym odcinku. Przybysz pokazuje pasażerom niewyobrażalne rzeczy, a negocjatora prosi o pomoc w porozumieniu się z rządem Japonii. Poznajemy przy okazji kilka zasad funkcjonowania nasze prawie-kostki Rubika. Co jednak mnie najbardziej zaciekawiło, anime to stara się być bardzo realistyczne, dlatego niemal wszystkie wydarzenia w pierwszym odcinku pokazane są z perspektywy z zewnątrz sześcianu. Widzimy, jak rządzący reagują na pojawienie się obiektu z kosmosu, jak starają się ogarnąć sytuację. Przypomina to zresztą film „Arrival”, w którym również podejmuje się próby porozumienia, a raczej próby unikania nieporozumień z Obcymi. Tutaj jednak nie mamy bariery komunikacyjnej, główny tematem będą raczej negocjacje (ludzie mają również znakomitą negocjatorkę).
Całość zrobiona jest wyłącznie w CGI. Jest to dosyć widoczne, szczególnie w przypadku ludzi, ale szybko można się przyzwyczaić. No i sześcian wygląda całkiem obłędnie. Opening jest taki „tajemniczy”, mamy zdjęcia dzielących się komórek, malunków naskalnych czy dinozaurów. Jak na razie nie widzę związku między tym, a resztą anime, ale prawdopodobnie wyjaśni się to w dalszych odcinkach.
Historia nie bazuje na żadnej serii, więc odkrywamy tajemnice z tygodnia na tydzień, co robi tu dobrze. Jest to całkiem ciekawe sci-fi bez mechów, mam nadzieję, że nie zmarnuje swojego potencjału.

Shingeki no Bahamut: Virgin Soul (Dziab)

tumblr_oo3mtmWJDg1sfqz8qo3_540.gif
Haters gonna hate, work gonna… be done.

Ilość odcinków:  25
Studio: MAPPA
Źródło: Karcianka online
Uwagi: Drugi sezon; dwusezonówka.

Nina to chło… znaczy, baba na schwał, co żadnej pracy się nie boi. A skoro się nie boi, to przybywa do samej stolycy w poszukiwaniu dobrze płatnej roboty. W dzień Nina pomaga na budowie, nosząc kilkusetkilogramowe belki tak lekko jak Egipcjanie pod wpływem Magicznego Napoju Panoramixa, a wieczorami stara się łapać demonicznych oprychów, którzy zapewniliby jej większy zastrzyk gotówki. No i pewnej nocy trafia się gruba ryba, kiedy po mieście buszuje demoniczny bandyta, który… zabija innych bandziorów i uwalnia uwięzionych półludzi. No normalnie Robin Hood, tylko bez rajtuzów i w bandażach na twarzy. Aż żal takiego eksterminować. Nina jednak postanawia ubić cel, nie zastanawiając się nad jego pobudkami, jednak kiedy piękne oczy mężczyzny zawracają jej w głowie, niespodziewanie zmienia się… w smoka! Ot, każda potwora znajdzie swego amatora.

To ta jedna z nielicznych adaptacji karcianek, które naprawdę dają radę. Przynajmniej pierwszy sezon, pomijając pewne zawirowania na końcu. Ale samo wykonanie stanowi naprawdę ładny wzór do naśladowania. Niestety, w nowej odsłonie doskwiera mi fakt, że twórcy zabrali najjaśniejszy punkt serii, czyli Favaro, a w jego miejsce dali naiwną Ninę, który zmienia się w smoka po solidniejszym rumieńcu. Cóż, chyba jednak wolałam tego pierwszego z jego uroczym dyndadełkiem… O ogon chodzi, o ogon! Na szczęście fancy Kaisar jest Kaisarem przegranym i gnębienie go nigdy nie przestanie być zabawne (moment, kiedy obrywa w twarz solidnym, stalowym szyldem jest muah, idealny, pusta czacha tak się echem niosła…). Poza tym czyż można pominąć fakt, że opening robiła Sayo Yamamoto? Dobrze chociaż, że nie skejtują w nim odczapowo jak w tym do najnowszej Persony. Spokojnie dam temu sezonowi szansę, bo wykonanie jest dobre i wiem, czego mniej więcej mogę się spodziewać. A to są zacne wspomnienia.
No i wciąż rozglądam się za tym cameo Viktora…

Shingeki no Kyojin Season 2 (Dar)

tumblr_onu33kNcgp1qmqublo1_540
Każda z nas na myśl, że pewien ziemniaczany konwent jest za tydzień…

Ilość odcinków:  12
Studio: Wit Studio
Źródło: Manga
Uwagi: Drugi sezon.
Lemurilla poleca

Historia zaczyna się od razu tam, gdzie kończył się sezon pierwszy. Tytany wciąż mają przewagę nad ludzkością, a sytuacja obywateli wydaje się z każdą chwilą bardziej beznadziejna. Kto liczył na jakieśkolwiek odpowiedzi, na razie dostanie tylko więcej pytań. Skąd się wzięły nowe tytany w obrębie muru Rose? Jaka jest tajemnica powstania murów? O co chodzi z tym ogromnym, włochatym tytanem? Czy naprawdę nikt nie mógłby łaskawie zjeść Erena, byśmy nie musieli się z nim więcej męczyć? Nie liczcie, że szybko cokolwiek się wyjaśni…

Co wam tu napisać – stare śmieci, znana piosenka. Nie widzę większej różnicy jakościowej czy fabularnej względem pierwszej serii. Osoby czytające mangę są lekko poszkodowane, bo nie mają już tego efektu zaskoczenia i zagubienia, jakie towarzyszyło pierwszemu zapoznaniu się z nowymi problemami, jakie dotykają ludzkość. Wciąż jednak ekranizację ogląda się dobrze… No i memy się zgadzają. Jak na razie widzę w fandomie popyt na dowcipy o dinozaurach, skaczące quady „Tytany na lodzie” i powszechną miłość względem Sashy (spoiler: fani Jedynego Słusznego OTP, czyli Sasha x ziemniak powinni być ukotentowani <3). Z mojej strony mam tylko nadzieję, że animatorzy jakoś skrócą ten okropny arc królewski, przy którym sporo osób chciało rzucić mangę na dobre. A tak, to tegosezonowa seria sezonu daje chyba wszystko, czego ludzie od niej oczekiwali.

Shuumatsu Nani Shitemasu ka? Isogashii desu ka? Sukutte Moratte Ii desu ka? (Shizu)

SukaSuka.gif
Te dziewczynki to ostatnia nadzieja naszego świata

Ilość odcinków:  ?
Studio: Satelight
Źródło: Light novel
Uwagi: –
Lemurilla poleca

W tym anime znajdą coś dla siebie wielbiciele zagłady ludzkości, małych dziewczynek, furry, wojskowych, okruchów życia i jeszcze paru innych rzeczy. Seria wrzuca nas w środek świata, gdzie ludzkość wyginęła 500 lat wcześniej na skutek swych działań, teraz Ziemią rządzą zwierzołaki. Okazuje się, że jeden jedyny człowiek jakimś cudem przeżył te wydarzenia. Dostaje prace jako wojskowy, ma opiekować się magazynem broni. Tylko nikt mu wcześniej nie powiedział, że bronią tą są małe dziewczynki, od lat kilku do kilkunastu. Są wróżkami i jako jedyne potrafią posługiwać się antyczną bronią, dzięki której można walczyć z Bestiami, które spowodowały zniknięcie ludzi. Bohater postanawia zamieszkać z dziewczynkami i zaopiekować się nimi.

Mamy tu idealne połączenie serii obyczajowej z elementami bardzo dramatycznymi. Zestawiono tu przecież sielskie obrazki bandy rozwrzeszczanych dziewczynek ze świadomością, że są one tylko narzędziami w rękach rządu i że w każdej chwili mogą zostać wysłane na pewną śmierć. Wywołuje to swego rodzaju dyskomfort i obawę o losy bohaterów. Anime dawkuje to jednak dosyć powoli i stopniowo. Z drugiej jednak strony mamy rozwijające się uczucia, szczególnie jednej z wróżek (dobrze, że ma te 15 lat), ale obawiam się, jak zostanie rozwinięty ten wątek.
Serię tę ogląda się z przyjemnością, świat przedstawiony wygląda interesująco, sprawia, że chce się pozostać w nim na dłużej. Ja zostaję.

Souryo to Majiwaru Shikiyoku no Yoru ni… (Shizu)

Souryo to Majiwaru Shikiyoku no Yoru ni.gif
Przepraszam wszystkich urażonych – też zastanawiam się, jak tak można z kobietą…

Ilość odcinków:  12
Studio: Seven
Źródło: Manga
Uwagi:  Krótkometrażówka; Dwie wersje odcinków.

Na spotkaniu absolwentów Kujo spotyka swoją dawną miłość z liceum. Facet dalej jest przystojny, jedyny problem jest taki, że został mnichem, dziedzicząc rodzinną świątynie. Dziewczyna upija się na spotkaniu, jednak jej love interest odprowadza ją do domu, gdzie mówi jej, że nawet mnisi potrzebują małżeństwa, miłości i seksu…

Dobra, ta seria ma trzy wersje: dla wszystkich, +15 i +18. W wersji dla pełnoletnich to tak naprawdę hentai, a pozostałe elementy są tylko po to, żeby doprowadzić nas do Sceny. Wersja ocenzurowana jest tak naprawdę bez sensu, bo mamy neutralne plansze z głownym bohaterem zamiast Scen, a bez Scen to seria nie ma za wiele do zaoferowania. Odcinki mają niecałe 4 minuty i w sumie to nie wiem, po co ja to oglądam. Choć jak to mówi Dar, przynajmniej będzie seria do dodania na MALu. Chyba, że macie fetysz na łysych mężczyzn – wtedy będziecie zachwyceni.

~Darya+Dziabara+Shizuru

PS. Jeszcze raz serdecznie zapraszamy was na nasze pyrkonowe panele: Shizu będzie opowiadać o youkai, a Dziab zrobi przebieżkę przez schematy anime. I tylko Dar będzie umierać na stoisku…

Advertisements

13 komentarzy do “Miała matka syna, a syn miał harem, czyli pierwsze wrażenia z anime sezonu wiosna 2017

  1. Ja, jako że od długiego, długiego czasu nie mam jakoś serca do oglądania chińskich bajek, wzięłam się tylko za kontynuacje Tytatów i Boku no Hero Academia. Tańczący tytan wygrywa wszystko. Arc królewski faktycznie był paskudny, ale jeszcze nie było u mnie tak źle, żeby wyrzucać mangę, tfu, komputer za okno.
    Shounenów naoglądałam się mnóstwo, a Boku no Hero Academia i tak mi się podoba :)

    Lubię to

  2. Akashic Records to albo jakaś wielka trollera, albo przykład ostrej niekompetencji po stronie autora light novel, scenarzysty, szefa projektu albo wszystkich naraz. Inaczej nie potrafię wyjaśnić przejścia od „głupia jak but z lewej nogi adaptacja light novel, która powinna wylądować w płonącym koszu na śmieci”, do całkiem zjadliwej historii z Intrygą w tle. Plus za lekcję na temat magicznej gramatyki. Daje nadzieję na fajne rzeczy w dalszych odcinkach.

    Alice & Zoroku ma brzydką jak nieszczęście grafikę czyde oraz kapkę nudnawy czwarty epizod, ale fabuła się fajnie rozwija, więc pewnie dotrwam do dwunastego odcinka. Co prawda miałem nadzieję na lekkie spowolnienie akcji po trzech epizodach – gdzie za trzy liczę pierwszy i drugi, bo łączna długość – ale nie będę narzekał. Ostatecznie mnie zaskoczono, co liczę animce na plus.

    Sakura Quest śmierdzi Shirobako na kilometr, ale to dobrze, bo ja lubię Shirobako. Plus klimaty małego miasteczka, gdzie niewiele się dzieje i konie gwiżdżą na palcach są idealne na środowe wieczory.

    Nie jestem zaś pewien co myśleć o Seven Mortal Sins. Podpisane jako ecchi, ale co odcinek mamy jedną pełnoprawną scenę hentajcową. W drugim epizodzie nawet tentakle się znalazły. Niby seksy i fanserwis wszędzie, ale Crunchy cenzuruje, obojętnie, sutki czy panty shoty. Niby jest krew i jakiś plot na temat podbijania Piekła, ale nagle dostajemy piosenkę niczym z filmu Disneya z Lewiathan-Chan za mikrofonem. Niby piosenki w openingu i endingu całkiem do rzeczy, ale czołówka to zbitek scen z pierwszego epizodu. Trash tier od pierwszej do ostatniej minuty, ale nie jestem w stanie wskazać podkategorii.

    Lubię to

  3. Aż nie wiem, czy powinnam się chwalić, czy wstydzić swojego nołlajferstwa, bo na razie oglądam lub planuję zacząć dwadzieścia serii, a w planach na kiedyśtam mam jeszcze trzy, do których muszę ponadrabiać prequele x’D wspomina niewinne czasy sprzed pół roku, kiedy w komentarzach pod analogiczną notką zastanawiała się, jak ogarnie tę straszliwą ilość siedmiu animców

    Ja to bym raczej powiedziała, że Deku to takie pocieszne coś, komu się trochę kibicuje, a trochę wie, że i tak zaraz zacznie płakać xD Mnie się w tej serii podobał głównie wychowawca (bo jeden nie wielbiący ślepo tego jakmutam głównego superherosa, no i seiyuu) i urocza dziewczyna-żaba, ale oglądało się na tyle dobrze, że zdaje się wszystko machnęłam w jeden wieczór, zakładam, że drugi sezon gorszy być nie może.

    Machiavellianism na początku był dla mnie dość WTF-ny, ale idzie się przyzwyczaić i w sumie źle nie jest, mam nadzieję, że tak pozostanie i będzie niezobowiązujący odmóżdżacz. Bo zmian na lepsze to się raczej nie spodziewam.

    A mnie się właśnie Kabukibu! spodobało bardzo od pierwszego wejrzenia :3 Jakieś takie to sympatyczne, jak normalnie za takimi typami jak główny bohater nie przepadam, tak jego akurat polubiłam, przyjaciela też, pozostałych jeszcze za wiele nie było, ale potencjał lubialności jest. Na razie dla mnie jedna z fajniejszych serii, zresztą to ten jeden rodzaj szkolnoanimca, jaki całkiem lubię.

    Natsume to właśnie jeden z tych animców, do których muszę najpierw obejrzeć poprzedni sezon… no, w tym wypadku prawie trzy poprzednie sezony, bo utknęłam z dwa miesiące temu gdzieś na początku San. A że zbyt intensywny kontakt z tą serią w moim przypadku kończy się ostrym atakiem ziewania… cóż, kiedyś obejrzę na pewno.

    Królewski nauczyciel to kolejna fajna rzecz, aż przymykam oko na królową matkę pełniącą rolę odźwiernej i takie tam. Na wygląd profesor Heine niezbyt mi podpasował, ale koniec końców nawet ta jego idealność mi nie przeszkadza. W ogóle bardzo mi się podoba sama idea serii o uczeniu książątek odpowiedzialności i takich innych ważnych dla ewentualnego władcy.

    Łoboru, no to z tym fanserwisem w Rokudenashi jest nas dwie. Zazwyczaj kuse stroje mi aż tak nie przeszkadzają, ale tutaj za każdym razem, kiedy na ekran wchodzi jakaś uczennica, mam ochotę podlecieć do niej z jakimś płaszczem czy czymś ;p Ale lubię głównego bohatera i sama seria faktycznie zapowiada się dobrze.

    Nawet mi nie przeszkadza to CGI w Seikasuru kado, aż sama się zdziwiłam, jak o nim przeczytałam już po obejrzeniu odcinka zerowego. Pewnie mnie Ajin uodpornił xd

    W Bahamucie ma być cameo Viktora?! :D To chyba trzeba szybko nadrabiać pierwszą część i czyhać xD

    Ostatnie pytanie odnośnie Tytanów tak bardzo <3 Chociaż w sumie w mandze na tym etapie chłopina już mnie tak nie irytował, w niektórych momentach, na przykład kiedy same-wiemy-kto (i tym razem nie lodowi geje xD) zabrał go na drzewo i Erenek się pultał, to nawet doskonale go rozumiałam, bo też miałam ochotę same-wiemy-kogo porządnie sponiewierać. Ja mam za to inne pytanie, a mianowicie czemu praktycznie nie ma Jeana?! Tak, pamiętam, że w mandze chyba też go tutaj nie było, no i za to dostaliśmy Awesome Sashę, ale każda scena zawierająca Jeana ma +1000 do fajności i dopóki nie dadzą mi porządnej jego dawki nie uznam, że dostałam kompletny produkt :c
    Swoją szosą naprawdę uważasz, że oni zdążą w te dwanaście epków wsadzić coś więcej, niż odkrycie tożsamości same-wiemy-kogo i odbijanie Erenka? Ja to bym się spodziewała, że na zekranizowany arc polityczny przyjdzie nam czekać kolejne parę lat.

    A poza tym oglądam drugi sezon Nobunagowej ninjy (<3 mój zdecydowanie ulubiony sequel w tym sezonie), Tsuki ga Kirei (na razie najsłabszy i nudny romans szkolny, ale jak już zaczęłam to zmęczę), Quan Zhi Gao Shou (zwane też The King’s Avatar, takie chińskie giercane cuś, przy czym mam nieziemski ubaw jak tylko ktokolwiek otwiera usta, no po prostu straszliwie mnie rozbraja to chińskie sząsząsiąsiąszą, ale nawet bez tego całkiem strawna rzecz, chociaż trochę mnie zdziwiło, że wg MAL-owego FB ma na razie najwyższą średnią ze wszystkich sezonowych niesequeli O.o), drugi sezon Starmyu (no wybitne to to nie jest, ale lubię tych kolorowych chłopaczków i za trzeci sezon za jakiś czas też bym się nie obraziła) i jeszcze się na parę rzeczy szykuję, bo przez nagłe dostanie fazy na jeden z zeszłosezonowych animców narobiłam sobie zaległości z nowościami.

    Tak że podpisuję się pod M.W., jaka nudna wiosna? ^^

    Lubię to

  4. Ja w tym sezonie sporo animców planuję sprawdzić, ile kontynuować to się okaże :)
    Jeżeli chodzi o kontynuacje, to oglądam Boku no Hero, w końcu dobry shonen nie jest zły, a na mangę mam teraz wielką fazę :P i standardowo Tytanów – tu wszystko ładnie pięknie, tylko wydaje mi się, że w poprzedniej serii konie nie były takie CGI :/ Boruto całkiem sympatyczne.
    Sakura Quest jest naiwne i pozytywne i nie jest szkolną obyczajówką, więc jestem za. Takie nic specjalnego, ale miło się ogląda.
    Mieszane uczucia mam za to do Sakurady Reset. Przegadane i sztywne, nie do końca moje klimaty, jednak dam mu jeszcze szansę.
    Na Renai Boukun skusiłam się po przeczytaniu pozytywnej opinii, licząc na zwariowaną komedię, i w sumie zwariowaną komedię dostałam (może nie najwyższych lotów, ale zawsze), tylko zgrzyta ta siostrzana miłość. No i harem, ja przecież za haremami nie przepadam :p
    SukaSuka bardzo mi się spodobała, wprawdzie dopiero jestem po pierwszym odcinku, ale głęboko wierzę, ze ogólne polecanie nie okaże się złudne.
    Z krótkometrażówek zaszczyciłam swoimi oczętami zbereźnego mnich, oczywiście szukając wszystkich trzech wersji, żeby je porównać. I jeszcze Sekai no Yami Zukan – podobne tematyką i dziwną animacją Kagewani oceniłam wysoko, więc i temu postanowiłam dać szansę :)
    Tyle obejrzałam na razie :)

    Lubię to

    • Sakura Quest daje bardzo ważną życiową lekcję – czytaj dokładnie coś, co masz zamiar podpisać.
      U mnie Sakurada definitywnie odpadła po pierwszym odcinku. Choć wahałam się, czy nie sięgnąć po drugi.
      Renai Boukun przegrało u mnie z innymi komediami, takimi bez haremów właśnie ;)
      Ja się tylko obawiam, żeby SukaSuka nie poszło za bardzo w sztampę i bezczelne żerowanie na emocjach widza. Na razie się nie zapowiada, ale to nigdy nie wiadomo.

      Polubione przez 1 osoba

  5. oglądam parę serii na razie clockwork (dobra kontrakt obleśny bez dwóch zdań ) bo plot mnie zaciekawił no automatka z tymi scyzorami w jakim anime ja widziałem bohaterkę z taki ustrojstwem??( pamiętam że miała poharataną twarz ale tytułu nie pomnę a był jakiś złol udający motylka i świrowaty szef i twórca złoli)heine i love tyrant bo zabawne nasza cupid dziewczyna cosplejująca shiningami xD do tego nasz instruktor magii leń całkowity choć od początku byłem pewny że okaże się koksem (ach te schematy anime ) xD do tego jeszcze z dwie serie ale nawet tytułów nie pamiętam :P

    Lubię to

    • Liczyłam, że Glen w Rokudenashi okaże się koksem już pod koniec pierwszego odcinka, a tu taka niespodzianka xD
      Scena kontraktu w Clockwork pogrzebała całkowicie moje chęci na zapoznanie się z tym tytułem.

      Lubię to

  6. Hejże hola, co nie jest najciekawszy, ja w sumie całkiem dobrze się bawię… I nie samymi rowerami nawet, no.
    Tak swoją drogą, widzę, że notki sezonowe zmieniły lekko stylistykę… więcej, hm, kwestii technicznych. (więcej niż brak to też więcej, okej?) Tak tylko daję znać, że zwróciłam uwagę.

    Alice to Zauroku – hm, zainteresowałaś mnie. Zobaczę co powiesz na koniec sezonu i może wciągnę na listę.

    Clockwork Planet – …czytałam całkiem niedawno (czytaj: w przeciągu ostatnich 12 miesięcy) coś, co też miało w tytule „Clockwork”. Ale nie pamiętam nijak, co. Prince? Angel? Też mi nie podpasowało, tak czy owak, więc… widzę pewną zbieżność tytularną.

    Gin no Guardian (tego nie macie, o!) – spojrzałam na zarys fabuły, pomyślałam, że gdzieś już to widziałam, i że w sumie No Game No Life mi się podobało, Overlord nie, ale może by jednak… no i pierwszy odcinek był taki… taki nijaki… że nie wróciłam do tego więcej. Serio, nawet nie wiem co tam się stało, jedyne co pamiętam to czyszczenie basenu. O_o”

    Kabukibu – no, ambitne to to nie jest, ale mi się akurat całkiem przyjemnie ogląda dla odmóżdżenia. Choć tak, zgadzam się w pełni z Tobą, że schematyczne i przewidywalne. A ta, jak jej tam… ta laska… przypomina mi Kashimę z Nozakiego. (Tak, pewnie ten schemat „męska babka” też jest powielany, kij, mi się kojarzy na świeżo z Kashimą.)

    Natsume – parsknęłam przy tym „Lemurilla poleca” :’) nie że ta seria akurat, że sam pomysł.

    Haine – w subach zwą go Heine, nie? Wyłapałam fajny smaczek, że na kartce, co leżała koło tortu Sachera dla Leosia był autentyczny niemiecki. Tak napisany, że nie jestem w stanie się doczytać tekstu (czyli też nie sprawdzę czy poprawnie), ale jest! I podoba mi się podejście Heinego, że nie będzie wszystkim czterem wbijał do głowy sposobu na obliczenie masy Słońca na podstawie obwodu Ziemi, ani że Łęcka była… no…, tylko dopasuje program do każdego osobno. Alleluja, nauczyciel z indywidualnym podejściem! Niech żyje!

    Re:Creators – patrz komentarz do pierwszego tytułu z listy.

    Sakurada Reset – aaaa, podpisuję się pod tym! Przecież ta dwójka jest tak pozbawiona jakichkolwiek emocji, że już Agatek z Kiznaivera wydaje się przy nich naćpanym cukrem, rozemocjonowanym dzieciakiem! Przez to mimo że sam pomysł na fabułę ciekawy, to już chyba patrzenie jak kaktus rośnie jest bardziej interesujące, i dziękuję, ja już jednak postoję…

    Tytany – „Czy naprawdę nikt nie mógłby łaskawie zjeść Erena, byśmy nie musieli się z nim więcej męczyć?” o to tototototo. Choć czy nie było jeszcze wersji z rozdeptaniem?

    Tsuki ga Kirei (też nie macie :<) – znowu szkoła, znowu schematy, znowu… ale jakoś tak ciepło, miękko, tak trochę aww.

    Z poprzedniego sezonu zostały nieletnie wiedźmy, wrestlerzy i rowery. W pierwszym zaczęła się Fabuła, yay! W drugim w sumie bez zmian. Trzecie wywołuje u mnie taki sam zaciesz, jak wcześniej, jedyne co dopowiem, to że Komari mnie trochę odrzuca. Jeden creep już był, teraz dodali drugiego, eh…
    Ze starszych zaczęłam to Dziabowe Mahou Shoujo Ikusei Keikaku i Zetsuen no Tempest. Całkiem spoko.
    No, trochę tego jest, jaka znowu nudna wiosna? D:

    Lubię to

    • Ja też się bawię znakomicie, to Dziabara coś niedomaga ;)
      Faktycznie, trochę przypomina ona Kashimę, ale w Kabukibu od razu wiedziałam, że to dziewczyna i zastanawiałam się nawet, po co oni do niej poszli, skoro w kabuki grają tylko mężczyźni. Ale myślę, że jakby była mniejsza konkurencja, to bym tą serię jednak oglądała.
      Aż sprawdziłam, faktycznie w subach jest Heine. Ten cały niemiecki mnie niesamowicie bawi, jak zresztą w każdej serii. Czekam, aż zaczną się takie bardziej „lekcyjne” lekcje. Bo na razie mamy naukę poprzez doświadczenie :D
      Byłam strasznie zajarana Sakuradą, aż do momentu w którym obejrzałam pierwszy odcinek. Wtedy ze smutkiem pożegnałam mój „hajp” i porzuciłam tą serię już na zawsze.

      Lubię to

  7. NOSZ! Panie Lemur, czemu się panu chce zawsze wtedy kiedy mnie się chce xD
    Hej, nie zawsze tak było, kiedyś wiosenny i jesienny sezon były najciekawsze – to zima i lato słabiły. Oczywiście było to parę lat temu, kiedy nie wychodziło szesiont serii tylko tak ze trzydzieści kilka góra xD
    O, Alice & Zouroku szybko przerwaliśmy, bo wyglądało nudno i powtarzalnie, nawet mimo że wiedzieliśmy, że to o staruszku. Widocznie kiepsko i powoli się tylko zaczyna, spróbujemy dać jeszcze jedną szansę, dzięki za cynk!
    W Clockwork Planet najbardziej rozczarowują mnie twarze. Xebec zazwyczaj robi śliczne haremówki pełne apetycznych panien, ale te tutaj to jakaś pomyłka, ble :|
    Ja tam wolałabym, żeby Haine uczył księżniczki, ci książęta są obleśni – mimo że zachowują się jak standardowe bohaterki jakiejś haremówki czy serii o słodkich dziewczynkach. Ale gdy bohaterka patrzy z niesmakiem na bohatera jest to jakoś nawet fajne, gdy robi to bohater to bleee
    Ugh, czyli okaże się, że ten Dupek Nauczyciel jednak ma trochę racji? Miałam nadzieję, że będą iść dalej w jego totalne zachowywanie się jak śmieć i takie traktowanie go przez otoczenie, utożsamiałam się z nim :|
    Ehem, Kado jest animowane techniką mieszaną, tylko część postaci to CG – te ważne ;) No ale mnie to by pewnie też umknęło, znów byłam zbyt zajęta śmieszkowaniem. Muszę w końcu obejrzeć ten cały Arrival.
    TAK, mam fetysz na łysych (nawet nie wiecie, jaką mam radochę gdy za każdym razem golę głowę męża!) i mnichowe animo bardzo mi podchodzi. Zwłaszcza, że w hentajach zazwyczaj łysy jest w wariancie gwałcącego oblecha, a tutaj, ponieważ to adaptacja mang dla kobiet, jest trochę mniej płynów ustrojowych i przemocy, JEJ!
    Powodzenia na Pyrkonie! Rozważałam jechać w tym roku, ale jednak rodzinny urlop wygrał. Mam nadzieję, że spotkamy się na Animatsuri!

    Lubię to

    • Ja ostatnio nie mam ochoty zbytniej na oglądanie anime z dziewczynkami, dlatego tak podoba mi się fakt, że Haine jednak uczy książęta. Nawet jeśli zachowują się jak panienki ;)
      Dupek Nauczyciel ma nawet sporo racji. I już w drugim odcinku okazało się, że, zgodnie z założeniami anime, jest kozakiem.
      Byłam przekonana, że Kado jest całe animowane w CGI, a tu taka niespodzianka ;)
      I całe szczęście, że Seria z Mnichem (to anime ma za długi tytuł) jest na podstawie mangi dla kobiet, inaczej mogłaby być zbyt niezjadliwa.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s