Daryadon #2 – Co w rynku mangowym piszczy i czasem zżera ludzi

Święta, święta… Rodzina pogania do sprzątania, dawno nie widziani wujkowie wyskakują bez uprzedzenia przy postnym stole, co niektórzy z nas jeszcze szykują się na religijną otoczkę świąt… Żeby jakoś to wszystko przetrzymać, proponuję wam pisaną nielegalnie w ucieczkach z kuchni notkę, abyście i wy mieli co podczytywać pod świątecznym stołem. Dzisiaj w moim wybitnie nieregularnym cyklu różności daję wam znać o sześciu zakończonych (lub ledwo-ledwo zakończonych) seriach mang wydanych w Polsce.

Tokyo-Ghoul-manga-37550204-1920-1080.jpg
Zgadnijcie kto wreszcie zapoznał się z Żulami z Tokio?

tg-1-front-378x550.jpg

Tokyo Ghoul

13/14 tomów.
Wydawnictwo Waneko

Zwykły, niewyróżniający się niczym licealista student pierwszego roku Ken Kaneki pewnego dnia ulega wypadkowi. Głupia sprawa… Dziewczyna, która mu się spodobała okazała się wampirem ghulem (taki wampir co zamiast zadowalać się krwią, zjada człowieka w całości) i na tym tle doszło do kilku nieporozumień międzygatunkowych. Okazuje się bowiem, że zaproszenie na”wspólną kolacją” można  interpretować różnorako… Nieświadomego niczego młodzieńca ratują jednak spadające rury, skutecznie powstrzymujące jego niedoszłą oblubienicę przed przerobieniem go na bigos. Niestety, w wyniku wypadku, Kaneki stanął przed potrzebą przeszczepu organów. Ale że panna ghoul miała te samą grupę krwi co on, raz, dwa znalazła się dla niego nowa wątróbka i reszta wyposażenia. Skutki uboczne? Chłopak sam stał się pół-ghoulem. Kłopotów z tym związanych japoński NFZ już nie pokrywa… A szkoda, bo pojawia się ich cała masa. Z drugiej strony, trudno o lepsze wprowadzenie dla czytelników w wcale-nie-zimną wojnę pomiędzy dwoma wyniszczającymi się gatunkami zamieszkującymi Tokio. Oczywiście kibicujemy… No… Właściwie… Obu stronom…?

Okej, muszę powiedzieć, że zostałam zaskoczona. I to bardzo pozytywnie. Niby wiedziałam o całym hype’ie wokół tej serii i znakomitych recenzjach, które zbiera, ale i tak jestem pod wrażeniem. Od razu przyznam się, że wybiegałam poza polskie wydanie i ostatni tomik doczytałam już w skanach, ale po prostu jest to jedna z serii, którą dobrze łyknąć w większych kawałkach, a najlepiej na raz. Jestem pod ogromnym wrażeniem spójności fabuły, układającej się, od zadziwiająco dobrego początku do emocjonującej bitwy końcowej, w dobrze przemyślaną całość. Wrażenie robi też równowaga między stronami konfliktu. Ghoule muszą jeść ludzi, by przeżyć, ludzie zabijają ghoule, by nie zostać zabitym, a na to kładzie się jeszcze multum niuansów. Pochwała należy się autorowi, za sprawienie, że po obu stronach barykady znajdują się postacie, którym szczerze kibicujemy, poznajemy rację każdej z frakcji i ostatecznie, choć wiemy, że to niemożliwe, najbardziej pragnęlibyśmy, by wszyscy usiedli razem przy kawie i jakoś się dogadali. Właśnie, postaci – są naprawdę dobrze przemyślane (wiem, że się powtarzam, ale to wcale nie tak często widoczna zaleta jak się myśli), wielowarstwowe i każdy ma smutną przeszłość. Moją ulubienicą jest Akira~ Kolejną pochwała jest także za klimat – może nie jest to do końca mój ulubiony typ historii, ale czuć, że to już nie shounen. Historia jest poważna (nie pozbawiona lekkiego humoru, ale jednak), mroczna (ten przymiotnik może dla niektórych być znakiem ostrzegawczym, jednak uspokajam, manga nie wchodzi przez to w śmieszność), a jak ktoś ginie, to naprawdę odczuwamy po żal, szczególnie, że śmierci są tu raaaczej definitywne (od razu piszę – nie czytałam jeszcze TG:re, więc nie wyprowadzajcie mnie na razie z błędu). Ach i kreska jest miodna, szczególnie przy artach kolorowych.
No, nachwaliłam się, ale nie chcę na siłę szukać wad w dobrej historii. Jak pisałam, około-wampirze historie to nie do końca moja bajka i chyba nie wciągnęłam się w całość tak mocno jak liczni członkowie fandomu, jednak wciąż czuję się ukontentowana. Na pewno sięgnę później także po sequel. Podsumowując, Tokyo Ghoul to solidny kawał historii z pogranicza thrillera, sensacji i wątpliwości moralnych.

WILCZE-DZIECI-1-frontkor-385x550

Wilcze dzieci

3/3 tomów
Wydawnictwo Waneko.

Wierna adaptacja znanego filmu Mamoru Hosody. Historia zaczyna się od romansu młodej kobiety z wilkiem (my byśmy powiedzieli – wilkołakiem), a opiera się na tym jak samotna matka radzi sobie z wychowaniem swoich dwóch wilczo-ludzkich pociech oraz jak te odnajdują swoją drogę w życiu. Okruchy życia pełną gębą.

Jeśli zna się film (a zapewniam was, jeśli nie go jeszcze nie widzieliście to dużo straciliście!) to nie zobaczy się tutaj nic nowego – scenariuszowo, kropka w kropę to samo, nic pominięte, nic dodane. Sama realizacja była w porządku. Kreska Yu jest autentycznie śliczna, szczególnie przy kolorowych stronach, których w wydaniu jest aż kilka. Nie do końca widzę potrzebę używania przez niej tak dużych kadrów – nie współgra to do końca z jej kreską, a tylko niepotrzebnie wydłuża mangę – spokojnie zmieściłaby się ona w dwóch tomach. A tak, trzy tomiki czyta się błyskawicznie. Polecam przed wzięciem się za wersję mangową, zobaczyć najpierw film – jest po prostu lepszy, głównie przez iście genialną animację (pamiętacie scenę biegania w śniegu?).

drrr-1-front-404x550

Durarara

4/4 tomów.
Wydawnictwo Waneko

Adaptacja light novel (wydawanego w Polsce przez Kotori), znane przede wszystkim przez popularne anime z 2010 roku. Historia obraca się wokół mieszkańców tokijskiej dzielnicy Ikebukuro: Głównie świeżo przybyłego do miasta licealisty Mikado Ryuugamine, ale na nim wesoła zgraja bohaterów dopiero się zaczyna. Spotka on na swojej drodze między innymi, lekkodusznego Kido, nienaturalnie silnego Shizuo, handlarza informacjami Izayę, rosyjskiego murzyna Simona sprzedającego sushi czy celtycką boginię Celty, szukającą w Japonii swojej zagubionej głowy.

No, będę szczera – nie jest to najlepsza manga. A szczególnie nie jest to najlepsza manga, jeśli stanowi pierwszy kontakt z uniwersum Durarary. Osobiście nie czytałam jeszcze pierwowzoru nowelkowego, a historię znam jedynie anime i na podstawie tego oznajmiam: anime jest znacznie lepsze. Raz, kreska nie jest wybitna), dwa sposób prowadzenia historii jest gorszy niż anime. Wydaje mi się, że w serialu plot-twisty bardziej zaskakiwały i w ogóle pacing scen był znacznie lepszy. Nie mówiąc już o znakomitej animacji i muzyce. Kurcze, jak tam piszę to przypominam sobie, że anime Drrr to było naprawdę coś… Jeśli jeszcze go nie widzieliście, koniecznie to nadróbcie! Co do mangi, mimo wszystko nie mam do niej zbyt negatywnego stosunku – akurat w moim przypadku spisała się znakomicie, bo mogłam sobie przypomnieć o widzianym już dawno anime. I właśnie jako powtórka serii, komiks nadaje się całkiem dobrze. Możliwe, że przy jakieś okazji zaopatrzę się także w sequele.

sglb-front-351x550

Sweet Guilty Love Bites

1/1, zakończone
Wydawnictwo Waneko

Trzy historie trzech par kobieco-kobiecych. Wszystkie opowiadania spaja, oprócz yuri, także miejsce pracy kilku bohaterek – klub hostess. Raz jedna z kobiet znajdzie na ulicy i następnie przygarnie niesforną „kotkę”, raz poznamy problematyczny związek młodej matki i przedszkolanki jej córki, a raz przyjrzymy się związku po prostu dwóch hostess.

Co by wam tu napisać… Jest okej? Przeczytałam, bawiłam się dobrze, a następnego dnia potrzebowałam dłuższej chwili, by przypomnieć sobie, że trzeba dodać nową mangę na MALa. Ot, historyjki, +18, ale umiarkowanie fanserwisowskie (historie skierowane są raczej dla kobiet), na jeden raz.

1335262424

Stigmata

3/3 tomów.
Studio JG

W alternatywnym świecie, z którym naszym łączą jedynie nazwy regionów i miejscowości, duchowieństwo, oparte na katolickim, toczy walkę z niedobitkami sił ciemności. Niedobitkami, bowiem dziesięć lat temu światem wstrząsnęła wielka Święta Wojna. Niestety, pokój nie utrzymał się długo, bowiem zło nie śpi i znów budzi się do życia… A cała historia zaczyna się, gdy pewna zakonnica potrąca niepozornego z pozoru pasterza, który, rzecz jasna, okazuje się Ważną Szychą i bohaterem tamtej wojny.

Wzdech. Studio JG gdzieś przy początkowej fazie swej działalności wydawniczej sięgało po dość mało popularne i krótkie serie, które prawdopodobnie miały dość tanie licencje. Czasem trafiło się coś nawet niezłego (jak recenzowane przeze mnie kiedyś Tokyo Toy Box), przyzwyczaiłam się jednak do myśli, że te krótkie mangusie od JG nie są wysokich lotów. Nie inaczej z Stigmatą, mangą, którą uzbierałam trochę przypadkiem, tu coś wygrywając, tam dokupując tomik za grosze. To taki z założenia lekki i przyjemny shounenik. Postacie niby dają radę, humor wymuszony (i często o podłożu fanserwisowskim, bo co jest lepszego niż przebrać zakonnice za króliczka Playboya?), nazwy organizacji i zdarzeń zbyt skomplikowane, by chciało je się w ogóle zapamiętywać, a akcja udaje skomplikowaną, ale ostatecznie rozwiązanie okazuje się proste jak ten drut. Rzeczy się dzieją, wybuchy wybuchają, ktoś z kim walczy, ale żeby się wciągnąć w tę historię, to nie wiem… No, ja tylko czekałam aż wszystko się skończy. Kreska też nie jest jakimś szczególnym atutem (swoją drogą, odnoszę duże wrażenie, że mangaczka uczyła się rysować przy Fullmetalu, ale jeszcze daleko jej do poziomu Arakawy), co więcej, pierwszy raz widzę, by najgorzej rysowaną postacią był główny bohater (serio, po co dawać mu fryzurę, którą nie umie się rysować?). Także wykorzystanie bardzo powierzchownie klimatów chrześcijańskich (katolickich) nie miało żadnego większego celu, a wszystkie przemycane, raczej mało subtelnie, przemyślenia i nauki nie były ani odkrywcze, ani oryginalne. Ot, całość to taki shonenik, wydający zaraz z pamięci. Niby nie boli, ale po co to komu…? Pochwalę jednak Studio JG za wydanie – szczególnie lakierowana obwoluta wygląda ślicznie.

pk1

Paradise Kiss

5/5 tomów.
Wydawnictwo Waneko

Yukari, główna bohaterka, przygotowująca się na egzaminy na studia uczennica trzeciej klasy liceum, przypadkiem natrafia na grupkę uczniów z klasy projektowania mody technikum artystycznego, przygotowujących się na szkolny pokaz. Jako, że dziewczyna wyróżnia się odpowiednim wzrostem i nienajgorszą urodą, zostaje zwerbowana przez ekscentryczną ekipę na modelkę. Tak zaczyna się niebanalna historia dorastania i szukania swoich pasji i miejsca w życiu.

Pierwszy raz czytałam ParaKissa… 8 lat? 10?… temu i pamiętam, że wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Teraz, gdy nabyłam własny zestaw tomików i powtórzyłam sobie historię, cenię ją jeszcze bardziej. Zalety mogę wymieniać i wymieniać: grono interesujących i sympatycznych bohaterów, bardo zróżnicowanych charakterami i historiami, do tego znakomicie przemyślanych pod względem backstory i emocji. Tematyka artystów i dążenia do spełnienia swych marzeń mimo wszystko. Opisanie tych dążeń, nie zapominając, że życie nie jest proste i wiele czynników może w realizacji planów przeszkodzić. Oraz przypomnienie, że nie zawsze warto rzucić wszystko, bez patrzenie na konsekwencje i przydaje się mieć jakiś plan B. Ciekawie skonstruowane relacje rodzinne (matki! Jakie tu są interesujące postaci matek!). Przewspaniały humor, w tym genialne zastosowanie łamania czwartej ściany (ze wszystkimi „Dobra, musimy się streszczać, bo nam się strony w rozdziale kończą” na czele). Zachowanie powagi, gdy powaga musi być zachowana i feelsy prosto w kokoro. Spójność historii. Zakończenie! No i kreska Ai Yazawy, która wie, że jak historia jest o projektantach mody, to w kwestiach ubiorów bohaterów trzeba zaszaleć.
Choć wiem, że nie wszyscy czytelnicy będą tak zachwyceni tą serią jak ja. To co ja uważam za największą zaletę serii, czyli stworzenie bardzo wciągającego i silnego klimatu, własnego stylu wręcz, może nie wszystkim zasmakować – tak jak podając świetnie wysmażony kotlet komuś, kto nie lubi mięsa, nie można mieć pretensji, że nie będzie zadowolony z obiadu. I tak, w swojej klasie ParaKiss zachwyca. Nie wiem nawet czy nie wolę go bardziej od bardziej znanego dzieła Yazawy, czyli Nany (może dlatego, że ta manga tutaj jest ukończona, a zakończenie Nany nie poznamy nigdy [*]). Z innych dzieł na polskim rynku, łatwo porównać tę mangę do Walkin Butterfly (recenzowałam ją kiedyś), tylko lepsze ogólnie. No i, szczególnie przy ostatnim tomie, moooocno skojarzyłam sobie La la land. Jeśli przypadły wam do gustu te tytułu, ParaKiss też powinien. Mi się, z mojej strony, podobał ogromnie i jak rzadko kiedy, wystawiam mu 9+/10.

~~~~

Podsumowując całośc – idźcie czytać ParaKissa i Tokyo Ghoula. I wesołych świąt!

~Darya

Ps. Jeszcze raz dopytam – wolicie takie uporządkowane posty na jeden temat, czy tak jak ostatnio, miks różnorodności?

Ps.2 Robiłam ostatnio porządek w linkach. Jeśli macie/znacie jakieś aktywne blogi o mandze, anime czy animacji, chętnie je dodam do wypiski :)

Ps.3. Jeśli nie czytacie na bieżąco One Piece’a, to wiedzcie, że dużo was omija. Co tam się na tym weselu odprawia, to Gra o Tron może się chować! W ogóle, obecny arc ma dość duże szanse wejść do mojego top 3 :”D

 

 

 

 

Reklamy

11 komentarzy do “Daryadon #2 – Co w rynku mangowym piszczy i czasem zżera ludzi

  1. Hmm, wydaje mi się, że do mangi Wilcze Dzieci dodana jest jedna ważna scena na koniec, która mnie ucieszyła… Ale mogę się mylić, bo końcówkę filmu przeryczałam.

    Z „Paradise Kiss” mam taki love-hate relationship – jednym razem uwielbiam tę historię, innym razem zgrzytam zębami myśląc o niedojrzałości postaci.

    Polubienie

    • Hmmm, ja nic nie zauważyłam, możesz mi napisać co masz na myśli?

      Mi się właśnie wydaje, że niedojrzałość bohaterów była w ParaKissie jak najbardziej naturalna i miała swoje konsekwencje dla bohaterów – za to tak tę serię lubię :3

      Polubienie

  2. Nie ma to jak nocia na pocieszenie podczas świąt xD

    TG zbiera znakomite recenzje? O.o Dobra, rzucanie wszetecznicami widziałam w sumie głównie w stronę anime, ale jakichś szczególnych pochwał mangi też nie za bardzo…
    Ale miałam to w planach i tak, choćby żeby wiedzieć, na co ten hajp. Kibicowanie obu stronom i marzenie, żeby oni tam wszyscy się zafunflowali i razem pili herbatkę, chociaż to niemożliwe, to jedna z rzeczy, które najbardziej uwielbiam, więc czuję się zachęcona.

    Film Wilcze Dzieci widziałam w zamierzchłych czasach, kiedy jeszcze istniał dla mnie tylko jeden animiec i niezbyt interesowałam się m&a jako takimi, czyli na jesieni 2015 roku, na jakimś bodajże TVP Kultura. I nawet nie od początku, ale zupełnie nie czuję potrzeby tego nadrabiać. Nie oglądało się źle, ale nawet wtedy, kiedy jeszcze cokolwiek japońskiego to było dla wow, tak bardzo nie znalazłam tam niczego, co by kwalifikowało film na coś więcej niż przyzwoity przeciętniak. Za to pamiętam, że ostro wkuropatwiała mnie Matka Japonka niemająca krztyny własnego życia poza dziećmi i że kochany synek miał ją głęboko gdzieś. W sumie może jako manga podeszłoby mi bardziej, zwłaszcza, że po okładce patrząc dzieciaki w postaci furry w tej wersji nie odrzucałyby mnie na kilometr.

    Co do mang Durararowych, imo Saika > pierwszy arc > Żółte Szaliki. No i oczywiście wszystko słabsze od animca i LN-ek, ale pierwszy arc nie był zły, drugi zaskoczył mnie całkiem pozytywnie, za to przy trzecim zwłaszcza na początku miałam wrażenie, że czytam jakieś ilustrowane byle jakie streszczenie.

    Największą dla mnie zaletą Sweet Guilty Love Bites jest okładka, mam słabość do ładnych kobitek w ładnych kolorowych sukienkach. Cała reszta… W sumie sama się sobie dziwię, że po paru miesiącach jeszcze jako tako pamiętam, co tam się działo.

    Z jakiegoś powodu zaciekawiłaś mnie tą Stigmatą, chyba sobie czytnę. Te czaszki/głowy na dole okładki faktycznie jakoś tak Arakawowo wyglądają xD

    W One Piece jest jakieś wesele? :D Dammit, naprawdę powinnam wziąć się za tę mangę, tak mi się podoba, a jestem z nią w tak głębokim lesie, że aż wstyd xD

    I wesołych świąt :3

    Polubienie

    • A, zapomniałabym – co do pierwszego PS, imo właśnie urok tego typu notek polega na tym, że bywają różniaste, raz o samych mangach, raz powiedzmy o samych animcach i tylko jednej mandze, a raz o wszystkim po trochu :3 Więc jedna i druga opcja na przemian, jak się akurat ułoży, byłaby najlepsza.

      Polubienie

      • Właśnie ja żyłam w przeświadczeniu, że TG to taki mały cud i martwiłam się przehajpowaniem serii – a mile się zaskoczyłam, bo opinie, które znałam dorównywały temu co dostałam ;) Plus, pierwsza część historii to zakończone 14 tomów, czyli w miarę niewiele jak na shonena, więc nawet jakby Ci się nie do końca spodobało, to aż tak długo nie musiałabyś się męczyć.
        I tak, równowaga między stronami to super sprawa ___ Uwielbiam takie konflikty.

        Tak, Wilcze Dzieci leciały na TVP Kultura (pamiętam, bo rodzice widzieli i potem do mnie dzwonili pochwalić się, że widzieli fajne anime xD). Hm, jeśli nie przypadło Ci do gustu w wersji filmowej, to raczej nie ma co chwytać za mangę, to jeszcze raz to samo – plus, największą zaletą historii jest IMO jednak strona techniczna, czego w komiksie brakuje :U

        No, Drrr, to dla mnie taka manga o niskim priorytecie, będę się pewnie zaopatrywać, jak mi samo wpadnie w niskiej cenie do rąk xD Ale jako, że miałam minimalne wymagania co do mangi, to i tak miło się zaskoczyłam.

        No to mamy to samo zdanie o SGLB xD

        Nie wiem czy jestem złym recenzentem, bo chcesz sięgnąć do mangi, którą nie polecam, czy dobrym, bo napisałam taki tekst, po którym mogłaś wyrobić sobie jakieś indywidualne zdanie o serii xD Well, próbuj, może będziesz bardziej zadowolona niż ja :P

        CZYTAJ ONE PIECE. Lepszej mangi długo nie znajdziesz :3 A wesele… Oj, będzie, będzie. Państwo Młodzi nawet już są na ołtarzu i czytają im przysięgi C:

        Takoż wesołych :”D

        Polubienie

  3. Za każdym razem jak widzę tekst w stylu Twojego fejsowego „Święta to wolne”, zastanawiam się, czy jestem jedynym ludziem biegającym w panice po domu, ze ścierką w jednej ręce, nożem w drugiej, miską ciasta w trzeciej, z listami zakupów wysypującymi się z kieszeni i ślizgającą się na obierkach warzyw do tradycyjnej sałatki. =_=
    Ale potem we wstępie napisałaś o sprzątaniu, więc chyba nie jestem jednak sama. Still, z tym, że „Święta to wolne” bym mocno polemizowała.

    Żule – „każdy ma smutną przeszłość” dobra, to mnie jednak skutecznie zniechęciło do podejmowania tematu na nowo. Obejrzałam z tego ino pierwszy sezon, nie porwało mnie ._. i potem coś widziałam, że główny bohater się zmienia w jakąś inną osobę? I potem znowu? I znów? Czy jakoś tak…
    Ale Minka rysuje fajne fanarty do serii, polecam! (I do Jurków też, przy okazji – podsyłałam wam jej wersję przykuca) bezczelna promocja

    Wilcze dzieci – o, widzę że te wilczki, w przeciwieństwie do Dżejkobów, nie mają problemu z ciuchami podczas transformacji :D

    DRRRrrrrrrrrRRrrr~ – to jedna z tych serii, z którymi się zapoznałam, bo się wszędzie przewijała… Jak upchano tę wuchtę wątków tylko w 4 tomach? D:

    Stigmata – pomijając fakt, że tytuł ma czcionkę (tudzież font, whatever) taką, że mam wrażenie iż gdzieś go już widziałam, to „co jest lepszego niż przebrać zakonnice za króliczka Playboya” jakoś mi się kojarzy z pewną magiczną Index… z tą mniej ciekawą dla mnie stroną (nawalanie się na supermoce, yeah! Ale zakonnice w miniówach? Meh) A przez tę grzywkę bohater z okładki wygląda trochę jak Leon Luis. Też jest emo, którego uśmiech zwiastuje koniec świata?

    Paradise Kiss – JAK TO SĄ MATKI, ONE ŻYJĄ? Łamanie czwartej ściany jest pro.

    Wesołego jajka!

    Polubienie

    • Oj, nie martw się, ja w piątek i sobotę ładnie latałam z szmatami, miotłami i innymi tego typu zabawkami D: Ale teraz jakoś spokojnie się zrobiło, więc nadrabiam zaległości :D

      Słyszałam, że animu Żuli było dużym rozczarowaniem dla fanów mangi, nie wiem, nie brałam się za nie. A samo to, że wszyscy mają smutne backstory nie musi być koniecznie złym motywem (patrz, One Piece), ale doskonale rozumiem, że Cię to odstręcza – ja tak ostatnio reaguję, gdy słyszę, że bohaterowie to sieroty .___.
      Nie znam Minki D:

      Wilki – ano, ładnie rozwiązywali to z ciuchami :”D Niestety nie ma za to pięknych, nagich klat D:

      Drrr podzielone jest na mini-serie względem arców, i tak te 4 tomy obejmują jedynie połowę animu. Cały pierwszy sezon rozłożony jest w sumie na 10 tomów

      Stigmata – nie, główny bohater to typ „uśmiechnięty idiota z nieskończonym żołądkiem” mającym czasami swój uber-kozak-mode :U

      ParaKiss – są matki i są trudne relacji na linii córka-matka, płakałam łzami zachwytu jak to czytałam! Allelujah, dajcie matką żyć!

      Tobie też wszystkiego najlepszego :3

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s