Cierpienia starego mangowca, czyli podsumowanie anime sezonu zima 2017

Dzień do… Nie, kogo ja będę oszukiwać. Siemka, bo „dobry” to ten dzień dla nikogo nie będzie, szczególnie dla was. Pewnie oczekujecie deszczu poleceń, zachwytów, zacnych tekstów, a jedyne, co zastaniecie, to gorzki deser zwany zawodem. Tak koszmarnego sezonu dawno nie miałam – ostatnia tak zła była chyba zima 2013, kiedy obejrzałam tylko Tamako Market i Sasami-san@Ganbaranai, a przecież to nie były wybitne dzieła kinematografii japońskiej. Całe w tym szczęście, że nie jestem na blogu sama i tym razem mogłam liczyć na wsparcie Dar oraz naszej stażystki Shizu – dziewczyny wzięły na swoje barki część serii, żeby nie było w tym kwartale tak biednie i tak droppowo. 12 serii to nie jest zbyt pokaźny wynik… Ale mówią, że lepszy rydz niż nic. Nie daję ocen seriom, których nie skończyłam (lub chociażby zbliżyłam się do ukończenia), bo to byłby szczyt niesprawiedliwości.

No, to jedźmy już z tym koksem i wracajmy do oglądania Tytanów i pisania fanfików o łyżwiarzach, przez które Dziab i Dar nie miały czasu na bajki

tumblr_om5pklOpkA1tqsu3ro1_540.gif
Metafora wszystkich tych serii, które nie trafiły w moje kokoro. [KonoSuba]

3-gatsu no Lion

tumblr_oll1y7b0Nh1qcsnnso1_500.gif
Shaft wciąż w formie.

Mogę od razu podzielić się dobrą wiadomością – anime doczeka się kolejnej serii. Brawo, studio Shaft, jak na coś, co nie jest Monogatari to naprawdę milowy krok w waszym wydaniu!
Tymczasem wracając do fabuły: Rei nie ma łatwo w życiu, ale od razu w sumie który z głównych bohaterów ma? No ale być sierotą jest szczególnie trudno i nawet jeśli chłopak ostatecznie zostaje przygarnięty przez kolegę taty, to dzieje się tak głównie dlatego, że Rei umie grać w shogi. I brnie w tę grę na tyle, że w wieku 17 lat wkracza do ligi profesjonalistów i zarabia na tyle, że stać go na wynajęcie mieszkania z dala od przyszywanej rodziny. Zdolności w shogi zdecydowanie nie przekładają się na jego umiejętności interpersonalne, co sprawia, że nasz bohater jest  straszliwie samotny. Na szczęście ten stan rzeczy szybko poprawia się za sprawą trzech osieroconych sióstr, które wkraczają do świata Reia z całą swoją kobiecą energią.

Szczerze pokochałam siostry Kawamoto i ich szalone koty (chyba szczególnie pokochałam szalone koty), które dały w serii tyle ciepełka i radości, że obdzieliły nie tylko Reia, ale i połowę widowni. Jak nie całą. Rei nie jest może najłatwiejszym w odbiorze głównym bohaterem, dużo się alienuje, dużo smęci, ale da się kupić jego historię, szczególnie że szybko może liczyć na wsparcie innych osób. I to nie tylko sióstr – Nikaidou też był super, ta optymistyczna pyza z głębokim poczuciem, że Rei to jego „odwieczny rajwal na śmierć i życie”. Trzeba się jednak przygotować na trochę epizodyczność wątków i dość powolne wprowadzenie, a tak to jest to naprawdę świetna obyczajówka. Ach, no właśnie. Obyczajówka… To wyjaśnia wszystko. Przepraszam, dotrwałam jedynie do piątego odcinka. Na zimną, ciemną, smętną zimę nie było nic gorszego niż doza smętów na ekranie laptopa. No i to niezrozumienie shogi też mi nie pomagało w czerpaniu radości z seansu.
Mimo to z czystym sumieniem (nigdy nie przewijałam!) polecam wam pierwszy opening i ending, bo to BUMP OF THE CHICKEN w najlepszym wydaniu. Studio Shaft się postarało i seria jest naprawdę zacnie zanimowana. Warto dać szansę jeśli tylko lubi się takie spokojne historie.

~Dziabara

Ao no Exorcist: Kyoto Fujouou-hen

tumblr_ommb3p8mu11uob8tfo1_540.gif
Ja też bardzo chciałam i bardzo nie mogłam…

Rin Okumura nie ma w życiu łatwo – można by pomyśleć, że bycie synem szatana to już wybitne skaranie boskie (mrug mrug), a jednak w życiu nastolatka może pojawić się jeszcze większa zgroza… a mianowicie brak akceptacji ze strony kumpli! No i groźba stracenia, tak w pakieciku. Mimo to Rin dostaje od Watykanu szansę: jeśli tylko się ogarnie i w pół roku zda egzamin na egzorcystę, to zostanie wspaniałomyślnie uznany za pierwszorzędnego sojusznika i nawet zachowa życie. A tymczasem chłopak ma pomóc innym w Kyoto zapobiec kolejnej próbie kradzieży drugiego z oczu Nieczystego Króla… co wcale nie będzie mniejszym wyzwaniem!

Jako adaptacja – brawo, udało się zrobić coś naprawdę porządnego. Problem w tym, że seria cierpi na trzy przypadłości. Po pierwsze, w Polsce wreszcie nie jesteśmy sto lat za Murzynami i kto się serią jara, najprawdopodobniej w mandze zapoznał się z tym arcem jakieś… dwa lata temu? Trzy? Po drugie, ten sezon wyszedł stanowczo za późno po samym anime, ignorując zupełnie ten drobny fakt, że dorobiono mu oryginalne zakończenie. A po trzecie… uch, ten arc był taki nudny pod względem walk… i dram… i dramatycznych walk… i walecznych dram… Wielki, pęczniejący niby-glut nie znajduje się na szczycie moich vilianów marzeń. I w ogóle nigdzie się nie znajduje, bo raczej pełza gdzieś w odmętach tej części rankingu, gdzie nawet Aizen nie zagląda *ba-dum tsss* W każdym razie zupełnie nie mogę odmówić czci i chwały realizacji, bo animacja naprawdę wywiązała się z zadania z iście filmowym rozmachem. Opening był naprawdę świetny, jedną z nielicznych dobrych rzeczy z tego sezonu w ogóle. Ale fabuła to już zupeeeełnie inna broszka. Broszka, którą najlepiej spiąć z pierwszą połową pierwszego sezonu i cierpliwie czekać na kontynuację bez zaglądania w resztę.

~Dziabara

Classicaloid

zima1
Dowcipy z Shubertem wychodzą najlepiej :)

Kanae to zwykła japońska licealistka. Z tłumu wyróżnia ją nie charakter (który ma jednak dość stanowczy), ale dwie rzeczy, które posiada: odziedziczona od babci ogromna willa oraz nigdy nigdy nie obecny ojciec-szalony-naukowiec. Przez jego machlojki, w domu dziewczyny pojawiają się pewne podejrzane indywiduidia, okazujące się… Słynnymi kompozytorami muzyki klasycznej. I tak poznajemy choćby Mozarta z ADHD, Beethovena, którego nie obchodzi nic innego niż znalezienie przepisu na idealną gyozę, hikkikomori-Chopina, żeńską Liszt kochającą miłość czy Franza „Beethoven-sempaj-zanotuj-mnie-onegai” Shuberta. Och, jest zabawnie…

Chyba moje największe guilty pleasure tego sezonu. Bo ogólnie seria nie jest wybitna. Opiera się na systemie „potwora tygodnia” oraz bardzo abstrakcyjnemu japońskiemu poczuciu humoru. Kompozytorzy i ich muzyka są mocno przefiltrowani przez kolorowe filtry absurdu, co wychodzi raz lepiej, raz gorzej. No, gdyby postaciami nie byli prawdziwe postacie historyczne, seria w ogóle nie mogłaby się obronić. Tak, można się przynajmniej trochę pośmiać nad durnymi interpretacjami muzyków. I odrobinkę rozszerzyć wiadomości ze świata. Wiedzieliście na przykład o istnieniu polskiej kompozytorki Tekli Bądarzewskiej-Baranowskiej? Ja też nie. A Japończycy tak. Taka ciekawostka.

6-/10. Nie mam negatywnych wspomnień związanych z tą serią, ale jak na 25 odcinków, nie jest to nic wybitnego. Ale są aż dwie postaci z Polski. I mówią po polskiemu!

~Darya

Demi-chan wa Kataritai

tumblr_onejk9Eor61qehrvso1_500.gif
Life is life (nanananana~)

Życie w szkole potrafi być paskudnie nudne… ale nie w chińskich bajkach! Stan ten szczerze błogosławi Takahashi, który jest nauczycielem biologii z zacięciem do stworzeń bardzo nadnaturalnych. Na początku jest mu trochę trudno, bo regularnie marzy mu się przeprowadzenie wywiadu z jakimś pół-człowiekiem, ale nie jest w stanie dotrzeć do odpowiednich osób… do czasu gdy same do niego przychodzą. Kółko wzajemnej nieziemskiej adoracji rozpoczyna bowiem Hikari, bardzo żywotna wampirka, który w gabinecie biologicznym odnajduje chwilę wytchnienia przed rażącym ją słońcem.

Seria była dokładnie taka, jakie wrażenie sprawiała na początku – miła, lekka i przyjemna. I jednak trochę zboczona czy może podpadająca pod jakiś lżejszy paragraf, bo czasami zachowanie panien wobec psora było dalekie od zupełnej niewinności. Trochę szkoda, trochę whatever. Mimo to Demi-chan okazało się być naprawdę – uwaga, leci petarda – mądrym anime. Fajnie, że nie zapomniano o kwestii odmienności uczennic i tego, jak muszą sobie radzić wobec nieprzychylności innych nastolatków czy nawet trywialnych (jak na potwory) problemów. Naprawdę, to było przyjemnie spoczko. Na pewno zasługa w tym obecnego w serii grona pedagogicznego w postaci Takahashiego i Satou. Wreszcie nauczyciele na coś się przydali! Realnie interesowali się uczniami (no, w trochę innym kontekście, ale…)! Bohaterki też były względnie do rzeczy, nie jakaś szczytowa forma projektowania charakterów postaci, ale i nie płaskie jednowymiarówki. Wykonanie stabilnie nieco powyżej przeciętnej… opening całkiem przyjemny… no naprawdę zacnej jakości średniaczek. Ale średniaczek. Dlatego nie dotrwałam do końca, bo nie miałam parcia na poznanie fabuły (bo jej nie było, ale nie winię serii, to nie ten typ). Niemniej – zachęcam, bo to chyba lepsiejsza komediowa obyczajówka z zimy była. O!

~Dziabara

ēlDLIVE

zima2
Posłuchajcie Weroniki Borowczyk i nie zbliżajcie się do tej serii!

Gimnazjalista musi uratować świat przed zagrożeniem z kosmosu. Znaczy, tam jest jakaś kosmiczna policja, która walczy z złymi kosmitami, ale ci dobrzy w sumie mogą być na Ziemi…? I jest ta laska z jego klasy, co jest zimnym babskiem, która oskraża protagonistkę na patrzenie jej na majtki. O, i protagonista ma w sumie Pokemona, przez co od małego słyszy głosy i nikt go nie lubi. W ogóle, dużotu Pokemonów. I jedna Polka, która jest kosmitką, ale mówi po polsku więc się liczy. Teges… No, ale trzeba uratować świat. I rzecz jasna robią to gimnazjaliści, bo czemu nie. Nice…

Streszczenie chaotyczne, niedokładne i zrobione na odwal z pełną premedytacją. Jak ja się na tej serii zawiodłam to moje. I pomyśleć, że to tej samej autorki co tak przeze mnie lubiane Katekyo Hitman Reborn!… Niestety tutaj jest wszystko co najgorsze z przygód mafiozów, tylko przedstawione w fatalnej animacji oraz polane sosem żenujących, zboczonych dowcipów. Zapomnijmy, że to istnieje, dobrze? Dziękuję.

3/10. Serio, udawajmy, że to anime nigdy nie powstało.

~Darya

Kobayashi-san Chi no Maid Dragon

tumblr_on87931TfE1rcufwuo1_540.gif
Mandarynkowe pozdrowienia dla Daryi

Można mieć przekichane, można mieć przerąbane, ale Kobayashi ma… przesmoczone. I to w iście pokojówkowym wydaniu. Pewnego razu na popracowym rauszu zapędza się tak daleko, że na leśnej polanie znajduje wielką, zieloną gadzinę w stanie z leksza agonalnym. Nawet nieszczególnie świadoma tego, co czyni, ratuje stwora i woła „Be my c…” – znaczy – zaprasza poczwarę do wspólnego mieszkania. Następnego dnia smok okazuje się być smoczycą, a umowa, jaki zawarła Kobayashi, uwzględniał pracę niezwykłego smoko-dziewczęcia jako pierwszorzędna mejdo.

To również była niezgorsza komedio-obyczajówka. A jak na standardy ostatniego KyoAni – nawet bardzo dobra. Zabrakło mi jedynie czakry, aby mieć jakieś parcie  na regularne oglądanie, ale to nie seria, która wciąga jak krówkowe bagno. Fajnie się ogląda, jak się włączy, ale tak żeby o tej serii pamiętać… to nie. Ale was zachęcam do pamiętania, bo ładne jest bardzo-bardzo, nawet jeśli styl jest tym razem uproszczony i pewnie bliższy Nichijou niż standardowych produkcji tego studia. Mimo to jak KyoAni rysuje smoki, to rysuje przefajne smoki. Na pewno miły był też fakt przeważającej żeńskiej (i dorosłej!) obsady, przez co nie czuło się, że jest to kolejna sztampowa do pochorowania się haremówka z głupkowanym głównym bohaterem. Zupełnie jak w Demi-chan można tu odnaleźć sporo mrugnięć oczkiem i życiowych mądrości, nawet jeśli sprzedanych trochę w zbyt oczywisty sposób. Ale jednak… lżej się na kokoro robi, kiedy powstają takie serie. Naprawdę.

~Dziabara

Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku wo! 2

tumblr_okd2mmZZ2m1tqsu3ro1_540.gif
Fun, fun, fun~

Drugi sezon losów NEETa mającego pecha do traktorów. I Bóstw. I członków drużyny. I haremu. I przygód. I pieniądza… Czyli fantastyczna przygoda bez trzymanki, za to pełna szaleństwa, pięknych kobiet, potężnych potworów, masy humoru oraz wielkich eksplozji. Przy takim zestawie po co komu fabuła?

KonoSuba to jedna z moich ulubionych komedii anime. Jakie to po prostu zabawne. Zarówno postaci, jak i wydarzenia, humor słowny i parodia, wszystko tutaj lśni, niczym pustki na koncie głównych bohaterów. Jednak co najbardziej mnie urzeka w tej serii, to pozytywne relacje między postaciami, coś wcale nie tak częste spotykane w anime i mandze. Niby jest nieudacznik i jego harem… Ale ten harem jest jeszcze bardziej nieudacznikowaty niż nasz samiec, potrafiący na koniec dnia całkiem zgrabnie się wykazać. I wszyscy się lubią i o siebie troszczą. Przez to wszystko oglądanie KonoSuby to autentyczna przyjemność, sprawiająca, że dzień staje się po prostu lepszy. Szczególnie ostatnie 4 odcinkisezonu, czyli arc uzdrowiskowy, są znakomitą zabawą, zakończoną jedną z najbardziej efektownych walk jakie widziałam od dawna. Wiem, że wielu widzów czepia się kreski tego anime… Ale widziałam tak szaloną ilość dyskusji między miłośnikami zastosowanych tu zagrań, a ich przeciwnikami, że sama już się pogubiłam, czy to ładne czy to szpetne… W ogóle, ilość vlogów i analiz tej serii jest oszałamiająca. Że aż podrzucę omówienie animacji od Canipa Effect,  wytłumaczenie jak użycie muzyki wzmacnia humor w serii od RCanime. czy ogólna analiza dlaczego KonoSuba tak się sprawdza jako komedia od Gigguka. Gdyby wam jeszcze było mało zacieszania.

8+/10. Najlepszy poprawiacz nastroju od czasów Gekkan Shoujo Nozaki-kun! 

~Darya

Kuzu no Honkai

tumblr_ojoy2etZKT1rcufwuo1_540.gif
Neutralny gif, żeby nie było wiadomo, kto z kim i do której bazy dotarł.

Hanabi jest zakochana bez wzajemności w swoich starszym koledze z sąsiedztwa i aktualnym nauczycielu. Mugi jest zakochany bez wzajemności w swojej byłej korepetytorce i aktualnej nauczycielce. Narumi jest zakochany bez wzajemności w swojej koleżance z pracy, tak jak on nauczycielce. Ecchan jest zakochana bez wzajemności w swojej koleżance z klasy. Noriko jest zakochana bez wzajemności w swoim przyjacielu z dzieciństwa. Atsuya jest zakochany bez wzajemności w swojej kuzynce. Akane zakochana jest sama w sobie. Ale nie, też nie jest szczęśliwa. Nikt nie jest szczęśliwy. A seria przez 12 odcinków próbuje ten szalony układ rozplątać.

Czyli Koza co Chrząka (No co, to łatwiejszy do zapamiętania tytuł!). Nasza drama tego sezonu. I możecie myśleć po powyższym opisie, że się wyśmiewam (…tylko troszeczkę), ale tak na serio… Calkiem się w tę serię wkręciłam. Dramat niby pogania dramatem, a każdy ma patologię (każdy), jednak nie jest aż tak tragicznie jak mogłoby się wydawać – wrażenie wielkiej dramy robi bardziej nagromadzenie niespełnionych miłości niż wielkość ich tragedii. Dodatkowo postacie są całkiem ciekawe i łatwo się do nich przywiązać, choć seria cierpi trochę na brak czasu. 8 tomów mangi wciśnięto w zaledwie 12 odcinków i choć dzięki temu dostaliśmy Zakończenie (wcale nie taka częsta sprawa), to mocno widać, że część bohaterów potraktowano po macoszemu i zabrakło miejsca na porządny ich rozwój. Dodatkowo miłym akcentem było bardziej śmiałe spojrzenie na związki międzyludzkie i brak strachu przed poruszaniem spraw seksualnych. Osobiście podobała mi się też strona graficzna serii. Widać było, że budżetu poskąpiono, ale brawa dla dość dobrego dostosowania stylu historii do małych środków, przez co całość jest bardzo miła dla oka, a i muzycznie wszystko gra.

7/10. Mimo nagromadzenie niespełnionych miłości, nie ma przesadyzmu w tej tragedii, a losy bohaterów angażują. Niestety czuć trochę niewykorzystany potencjał, przez co seria będzie pewnie szybko zapomniana.
(Zgadzam się w 100%. Co więcej, mi się podobało, mimo, że nie przepadam ani za dramatami, ani za romansami, ani za obyczajówkami. Shizu)

~Darya

Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu: Sukeroku Futatabi-hen

tumblr_oktrboWe3l1tqsu3ro1_540.gif
Demony przeszłości nie dają o sobie tak łatwo zapomnieć…

Druga i ostatnia część historii o aktorach rakugo („Japoński stand-up na klęcząco”). Życie artystów toczy się powoli, ale mniej lub bardziej sprawnie do przodu. Starość Yakumo i związane z nią problemy zdrowotne powoli odbierają mu siły, a demony przeszłości dosłownie go nawiedzają. Yotarou doskonali swoje umiejętności i ani przez moment nie wątpi w sens uprawianej przez niego sztuki. Dziecko Konatsu rośnie jak na drożdżach, a sama matka coraz rzadziej buntuje się przeciwko światu i bliskim. A gdzieś w tle świat się zmienia i tylko utwory recytowane przez aktorów, pozostają niezmienne…

Jakie to jest inne. Jakie to jest… Dorosłe. Tak najlepiej mogę chyba opisać tę historię, która tak samo dobrze mogłaby być zachodnim filmem lub serialem. No, dobra, przesadzam. Tak na wskroś osadzona w japońskich realiach i opowieściach seria, nie jest możliwa do opowiedzenia w żadnym innym języku. No i nie wiem czy aktorzy byliby lepszą alternatywą do tak znakomitej animacji, która najsilniejsza jest gdy przychodzi do kadrowania i montażu. Jeśli miałabym się czegoś uczepić, to tego, że wolałam pierwszy sezon tej historii. Ten sam w sobie zły nie był, po prostu nie czułam do końca dokąd cała historia zmierza i przez to zabrakło trochę napięcia przy śledzeniu głównie codzienności bohaterów. Dodatkowo Yotarou jako główny bohater nie wychodzi zbyt interesująco, a na pewno daleko mu do niesamowitego uroku Sukeroku, który w tej odsłonie występował jedynie cząstkowo. Nie zaprzeczę jednak, że ostatecznie dostaliśmy bardzo spójną i ambitną historię o roli sztuki w społeczeństwie, a i kontaktach międzyludzkich, szczególnie w rodzinie. No i ten plot-twist z 7 odcinka, który stawia w kompletnie innym świetle część wydarzeń z pierwszego sezonu… Och, to zrobiło wrażeni!

8+/10. Kto widział pierwszy sezon, koniecznie powinien zobaczyć tę historię do końca. Kto nie widział pierwszego sezonu… No wiecie co? Bezdyskusyjnie jedna z najlepszych serii 2016 roku. Już nadrabiać!

~Darya

Super Lovers 2

tumblr_om8ukxB7KQ1uxvvvzo1_500.gif
To nie jest anime o gotowaniu

Zawsze było ciężko o animowane yaoice, szczególnie w ostatnich latach. Wielu fanów gatunku zapewne ucieszyła wieść o ekranizacji mangi Abe Miyuki. Pierwszy sezon wyemitowany został na wiosnę 2016 roku, seria dostała też jedną OVA, druga w planach. O czym jednak opowiada kolejna seria z mylącym tytułem? Na początku poznajemy Haru Kaidou, który na prośbę swojej biologicznej matki przylatuje do Kanady wprost  z Japonii, żeby, ku jemu wielkiemu zdziwieniu, pomóc w opiece nad Renem – dziesięcioletnim chłopcem, który został przygarnięty przez Haruko wprost z sierocińca. Chłopcy spędzają ze sobą lato, po czym akcja przenosi się 5 lat do przodu.

Sezon drugi kontynuuje wcześniej rozpoczęte wątki. Głównym tematem ciągle jest relacja Haru z Renem. Jak można się domyślić, szybko przestają być dla siebie tylko braćmi, jednak długo nie potrafią zdefiniować swoich uczuć i tego, czego oczekują jeden od drugiego. Największy problem stanowi fakt, że młodszy chłopak ma lat 16, a starszy 24. Różnica wieku jest więc znaczna, a Ren ciągle nazywamy jest dzieciakiem, co strasznie go bulwersuje. Co jakiś czas wyciąga on na wierzch temat seksu, czy to wypytując się szkolnego lekarza, kolegi z klasy czy znalezionego gdzieś po drodze kuzyna, czy to otwarcie proponując Haru, aby w końcu się z nim przespał. (Spoiler – nie przespał się. Ale była masturbacja. Yay.)  Nikogo to jednak nie dziwi, a główni bohaterowie całują się przy ludziach i wszyscy mają wywalone na to, że dorosły facet pakuje język do paszczy swojego najmłodszego braciszka. Anime ma jednak „jedynie” raiting PG-13, więc żadnych gorących scen tu nie uświadczycie. Było jednak kilka momentów, podczas których zastanawiałam się, czy ktoś powiedział reżyserowi na czym polega prawdziwy świat, taki wiecie, 3D,  i że pewnych rzeczy nie wypada tu robić. Postacie jednak da się  lubić, nawet jeśli są aspołecznymi dzieciakami z obsesją na punkcie starszego brata (tak Ren, na ciebie patrzę).
Kreska w zbliżeniach jest bardzo ładna, jednak im dalej stoi kamera, tym gorzej wszystko wygląda. Całość jednak trzyma nienajgorszy poziom. Muzyka była… I to wszystko co mogę o niej powiedzieć, podobnie jak o openingu i endingu.
Całość jest miksem dramatu z komedią (był nawet odcinek plażowy!). Nie poleciłabym jednak tej serii każdemu. Jeśli jednak zacna dawka kontrowersji ci nie przeszkadza, lubisz serie obyczajowe oraz masz słabość do statecznych młodych mężczyzn w okularach i ich narwanych braci bliźniakow to spokojnie możesz obejrzeć, zaczynając oczywiście od pierwszego sezon.

~Shizuru

Tales of Zestiria the X 2nd Season

tumblr_ok6td2jBrc1s8nccpo1_500.gif
A tobie mama mówiła, żebyś się nie bawił widelcem przy jedzeniu.

Sorey wciąż jest mocno niedoświadczony jako Zbawca Świata™, dlatego nie poprzestaje na zapobiegnięciu bezsensownej wojny, ale idzie dalej ze swoimi wiernymi niewidzialnymi towarzyszami… zwiedzać kraj. I uczyć się, troszkę jak popadnie, a troszkę jak Bozia da okazję. I taką okazję daje Soreyowi przybycie do miasta, w której urzęduje gildia kupiecka, do której należy też Rose. Ale my wiemy, że to tylko przykrywka, a dziewczyna jest również zabójczynią, która już wkrótce z tego powodu będzie musiała zmierzyć się z traumą z przeszłości…

Ten sezon Zestirii ewidentnie cierpiał na biegunkę fabularną – w pierwszym rozpoczęto przynajmniej trzy duże wątki (plus Berseria czwartym była), a na początku nowej serii dorzucono nam… jeszcze inny! I to powiedziałabym, że najbardziej nudny ze wszystkich, co sprawiło, że jak stanęłam na trzech odcinkach, tak nie mogłam zmusić się do ruszenia choćby o pół minuty dalej. Niestety, historia Rose mnie nie poruszyła. Myślałam, że jej pobudki są nieco mniej… mhroczne i dhramatyczne, ale nie, asasyńskie dziewczę musiało dostać w pakiecie powód z rodzaju „zemsta, zemsta, zemsta na wroga… bo zabili mi tatkę”, inaczej byłaby taka zua i nie do nawrócenia. Co się działo dalej – niestety nie wiem, nie dałam rady skończyć.
Wykonanie to standardowe ufotable, ilość błysków i płomieni na klatkę się zgadzała. Czy może… trochę się nie zgadzała, bo mało było widowiska w ciągu tych trzech obejrzanych odcinków. Zawiódł również opening, który na modłę Fate UBW stał się w drugim sezonie powolny i rzewny. Zupełnie jak tempo akcji.

~Dziabara

Youjo Senki

tumblr_ok3obnPfY81shmkc9o2_500.gif
Wasze zdrowie ci, którzy tu dotrwali.

Tanya Degurechaff na pierwszy rzut oka wydaje się stworzeniem absolutnie niepasującym do rygoru wojskowego – małe toto, ma śliczne blond włoski, duże oczka… przerażająco duże oczy… hipnotyzujące oczyska… Czyli jak mówi stary, dobry, animcowy motyw: wszystko co loli to najpodlejsza, najbardziej diabelska zaraza. Nie inaczej jest w przypadku naszej Tanyi, która jak na swój wiek jest stanowczo zbyt mądra, sprytna, bezwzględna i Bóg jeden wie jaka jeszcze. Oj tak, Bóg jeden wie… I bohaterka też wie, że Bóg wie – w końcu konflikt na przestrzeni alternatywne Niemcy vs reszta świata to jedynie tło dla zupełnie innej waśni.

Jeśli dla jakiejś serii przetrwałam, to była to li i wyłącznie Youjo Senki. Anime przypominało klimatem coś w stylu Death Parade, a zapowiadało się wręcz na rozkminy godne Death Note’a. Na zapowiedziach jednak się skończyło, bo walka o wyższość racji między Tanyą a Istotą X była tak naprawdę jedynie tłem dla taktycznych posunięć alter!Niemiec. To nie było złe. Ba, to wreszcie miało sens, to była wojna, to była taktyka na szeroką skalę. Ale jednocześnie nie znajdziecie tu żadnej postaci, z którą można by się utożsamiać albo polubić… na trochę innym, lepsiejszym poziomie niż z główną bohaterką. Ja tam Tanyi mocno kibicowałam, choć wiedziałam, że jest skazana na porażkę i w ogóle jej myślenie było ultra paskudne, ale jeden anty-bohater raz na jakiś czas jeszcze nikomu nie zaszkodził. Chyba. Nie wiem, do socjopaty jeszcze mi brakuje.  Niemniej seria faktycznie była czymś nowym, świeżym, szczególnie w tak słabiutkim sezonie. Nie pamiętam imion ani twarzy większości postaci, jednak w zamian dostałam prawdziwą politykę i mnóstwo magicznego strzelania. Polecam w szczególności opening, chociażby dla samej piosenki MYTH & ROID.

7/10 – solidne politykowanie (still more interesting than Poland), szczypta piekielnej loli i udana oprawa graficzna. Styknie w zupełności, żeby o tej serii na długo nie zapomnieć.

~Dziabara

Wyróżnienia specjalne:

Najlepsza walka: Rozróba z 10 odcinka KonoSuby <3
Najbardziej wytrwały kouhai chcący, by senpai go zauważył: Shubert z Classicaloidów.
Największy gwałt na wymowie języków obcych: Classicaloidy w kategorii język niemiecki, rosyjski oraz dwukrotnie Polski (wyróżnienie do wyróżnienia – elDlive i tamtejsze polskie słówka)
Najbardziej zaawansowanej geometrii romantycznej: Kuzu no Honkai
Największe nagromadzenie traumy na kadr: Super Lovers 2
Najbardziej nienawidzący tego sezonu recenzent na blogu: Dziabara, która już nie chce widzieć tej notki na oczy.

Najlepsza grafika
Dziabara: W sumie… Kobayashi-san naprawdę była ładniusia. W prosty, uroczy sposób, ale także płynna i ładniusia.
Darya: Rakugo za niesamowity montaż i kadry!

Najlepsza muzyka
Dziabara: To dopiero twardy orzech do zgryzienia. Nic nie zapadło mi w pamięć. Absolutnie nic. Podejrzewam jednak, że jeśli nowsza Zestiria to w gruncie rzeczy to samo co pierwszy sezon, to tak, chóry przy walkach mnie urzekły poprzednim razem. Problem w tym, że tym razem nie było ich jeszcze kiedy użyć.
Darya: Etto… KonoSuba nieźle korzystała z muzyki, ale ścieżka dźwiękowa Rakugo chyba była najprzyjemniejsza.

Najlepszy opening/ending
Dziabara: Opening z Ao no Exorcist: Kyoto Fujouou-hen. Właściwie nie było konkurencji (no, jeszcze opening z Youjo Senki oraz LWA były jakimkolwiek wyborem), więc… no, więc. Ale dobry UVERworld nie jest zły. Mimo wszystko.
Darya: Tak trudno mi coś wybrać… Tyle openingów było po prostu „spoko”. W sumie albo Ao albo Rakugo.

Najlepsza postać
Dziabara: Takahashi-sensei z Demi-chan. Fajny z niego koleś, spoko nauczyciel, choć może trochę zainfekowany wirusem haremówkowym. Poza tym jeśli coś mnie w tym sezonie ruszyło, to chyba głos Suwabe Junichiego mówiącego w baaardzo zwolnioonym tempie słowo „seks”. Nie, wcale nie czuję się winna swojej głupoty i skojarzeń. Jest mi z tym cudownie.
Darya: Pod względem analizy postaci na czynniki pierwsze pewnie Yakumo z Rakugo. Ech, szkoda, że nie mogę jeszcze wrzucić Diany z Little Witch Academia

Moje OTP
Dziabara: *patrzy na fanfiki z łyżwiarzami* Nie mogę, prawda? Cóż… Zima była absolutnie pozbawiona jakichkolwiek par, pareczek, zalążków miłosnych choćby. Z braku laku odrobinę kibicowałam właśnie nauczycielskiej kadrze z Demi-chan, czyli Takahashi x Satou. Nie żeby to miało szanse spełnienia, ale chciałam dobrze…
Darya: Trzymałam kciuki za Mugiego i Hanabi z Kozy… znaczy Kuzu no Honkai. Przy tej dzikiej geometrii w tej serii, chciało się kogoś obstawić.
Shizuru: Ej, a Haru x Ren z Super Lovers 2? To jest dopiero ship a nie jakies tam hetero!

Największe wtf?!
Dziabara: Drugi odcinek Youjo Senki. Szczerze polecam. Absolutnie. Jeden z lepszych pomysłów na plottwist. A jaki klimatyczny!
Darya: Ten odcinek Classicaloid, gdzie wszyscy zamienili się w ryby słodkowodne. Oraz elDlive jako całość.

Moje guilty pleasure
Dziabara
: Druga KonoSuba była taaaaka brzydka, że aż bolało. Sam humor był w porządku, ale ta kreska… cierpiało mnie wszystko, od cierpnięcia stóp po cierpienie duszy.
Darya: Totalnie nie zgadzam się z takim roastem animacji w KonoSubie (10 ep!!!!). A lepszym guilty pleasure jest stanowczo Classicaloid :P

Największy zawód
Dar i Dziab:
Nic innego jak elDlive tu nie pasuje :U

Najlepsza kontynuacja
Dziabara: Absolutnie Rakugo. Mogę być do tyłu z odcinkami, ale wierzę w opinię Dar, a poza tym dwa odcinki sobie wolniutko obejrzałam i nie widziałam porażającego odstępstwa od poziomu poprzednika.
Darya: Choć Rakugo na pewno jest jedną z lepszych historii jakie widziałam od dawna, to drugi sezon cenię leciutko niżej niż pierwszy… I kurcze, ta KonoSuba dała mi tyle radochy jak dawno nic. Tak teges, zostawię tutaj te dwie absolutnie nieporównywalne opcje…

Najlepsza nowa seria
Dziabara: Youjo Senki, bo była to jedyna seria, którą w ogóle chciało mi się skończyć. Ciekawa anty-bohaterka, wojna ukazana jak absolutnie tru wojna (Izetta się absolutnie chowa), zacnej jakości opening. Jak chcecie obejrzeć coś nowego, to zdecydowanie to.
Darya: Jeszcze nie mogę głosować na Little Witch Academia, nie D:? To wstrzymam się od głosu, bo nic z nowych serii nie zrobiło na mnie wyjątkowo dobrego wrażenia.

Team Dar&Dziab&Shizu

PS. Hola, hola, kochani! Czas ma małą weryfikację niusów z 1 kwietnia – jak oczywiście można się było domyśleć, Shingeki no Jurki to oczywiście dowcip studia MAPPA, choć osobiście nie miałabym nic przeciwko, gdyby na serio zrobiono jakiś dziki spin-off. Ku naszemu zaskoczeniu, nius o jednotomówce Kotori o dziewczynie-rolce papieru to… nie jest żart! Japonia to dziwny kraj, prawda? A my skutecznie ich w tych dziwnościach doganiamy. A po trzecie… choć zostałam zupełnie zignorowana… Tak, wasz Dziab Dziabowsky na serio będzie prowadził panel na Pyrkonie. Raz jeszcze gorąco zachęcam wszystkich tych, którzy się w Poznaniu wtedy pojawią do odwiedzenia mnie o 1 w nocy z piątku na sobotę i posłuchania co nowego mam do powiedzenia w kwestii animcowych schematów. Obiecuję się nie jąkać.
Za bardzo. // Dziabara

P. 2 Jeszcze dodam, by była jasność – najlepsze co ten sezon sprezentował to Little Witch Academia w którym jestem zakochana po uszy i dało mi moje nowe waifu, czyli Dianę, a w gratisie cudny klimat i śliczną animację! Zachęcam gorąco! //~Darya

zima3

PS.3 A zajawki z nowego sezonu za dwa tygodnie. Ale wiem, że wszyscy widzieliście już nowe Tytany i milion memów o dinozaurach :”D

zima4.gif
Drugi sezon Jurków wygląda zacnie <3
Reklamy

18 komentarzy do “Cierpienia starego mangowca, czyli podsumowanie anime sezonu zima 2017

  1. Ahaha, no przecież oczywiście, że to dziecko ugania się za dorosłym, i w Super Lovers i w Demi-chan, niemogie, dokładnie kalka z Kodomo no Jikan xD żadna pedofilia, panie prokuratorze, to dziecko mnie uwiodło xDxDxDxD
    Jak zwykle bardzo dobry sezon był, tylko narzekacie dla samego narzekania, a przecież nawet kilka z tych animów chwalicie, więc, no :3
    Ja tam jestem zadowolona, Onihei, Ai Mai Mii, memy z Gabriel Dropout i Kemono Friends, znajomy zmuszający sie do oglądania i chwalenia Hand Shakers, i tylko tematyka najnowszych Precurów wybitnie mi nie podchodzi. Do tego kontynuacje, gdzie Retsuko nigdy nie zawodzi a Tiger Mask miał już przynajmniej dwa dobre odcinki i jest spoko dobrze. Na więcej i tak nie mam czasu.

    Lubię to

    • Ja tam aż tak nie narzekam xD Ale moja radość z sezonu płynie głównie z Nieletnich Czarownic, więc nie w tym poście dużo do chwalenia.
      Jak często targety nam się rozjeżdżają, ale dzięki za wyliczenie co nas ominęło :3

      Lubię to

      • Nom, fajnie jest mieć w otoczeniu ludzi z inną perspektywą, ostatnio koleżanka z pracy zachwycała się Jurkami bo dopiero co obejrzała i mogłam jej powiedzieć, że szanuję, ale nie dla mnie xD

        Aż z ciekawości sprawdziłam tę „straszną” zimę 2013. Oglądałam wtedy sequel Haganai (faktycznie był słabszy niż pierwsza seria), Love Live (mocno się wciągnęłam), Amnesię (była śmieszkowa, robiłam gify, a mąż cierpliwie wysłuchał moich narzekań na nią na chwilę zanim się oświadczył – wiadomo, ten jedyny – a potem nawet kupił mi samą grę), Tamako Market i Sasami-san też, Hakkenden (drugi sezon, później, był lepszy), Senyuu. (uwielbiam!), Vividred Operation (bardzo fajne magical girls dla dorosłych), Osaka Okan, Yama no Susume i Mangirl (urocze, śliczne i edukacyjne), Ai Mai Mii (pierwszy sezon był taki se – ale może to ja byłam inna?), Ishida to Asakura, gdgd Fairies drugi sezon (świetny!).
        OreShurę mam w planach, bo wygląda nieźle, tak samo Bakumatsu Gijinden Roman, a GJ-bu dropnęłam.
        Wszędzie latały memy z cyckami z Maoyuu Maou Yuusha, pamiętam też, że Kotoura-san zachwycała niektórych. No i były kontynuacje Jojo, Magi, Blast of Tempest, Ixion Sagi, wreszcie skończyli Girls und Panzer,
        Więc tak, stanowczo się rozjeżdżamy – pewnie gdy wymienisz jakiś sezon, w którym oglądałaś milion serii, ja uznam go za backlogowy. Kinda jak aktualną wiosnę xD

        Lubię to

        • I dlatego nasze blogi tak pięknie się uzupełniają xDDD
          Ja z tamtej zimi widziałam jeno Sasami@ i byłam ostatecznie serią raczej zawiedziona (choć brat bez twarzy wciąż mi ostał w pamięci xDDD)
          Właśnie jestem w połowie Twojego postu o nowym sezonie, wypowiem się tam dokładnie o lecie ;)

          Lubię to

  2. Ej, mam podobne odczucia odnośnie sezonu. Rowerzystów tak wyczekiwałam, i tak się cieszyłam na każdy odcinek, że w porównaniu z nimi wszystkie inne bieżące serie były w różnej skali mehowatości ._. ale po kolei…
    (Aizen patrzy wszędzie, protestuję!)

    ACCA – mam bardzo niejasne wrażenie, że to by mi się dużo lepiej czytało, niż oglądało. W formie książki. Tak jakoś. Może to kwestia tego, że oglądałam to po zajęciach do 20, ale nie mogłam się na tym nijak skupić, a na tekście jednak mi łatwiej. Poza tym, podtrzymuję swoją początkową opinię, że kolorowe włosy w takim uniwersum mi trochę zgrzytały, ale dodam, że z czasem bardzo przypasował mi opening – pod względem muzycznym całkowicie, pod względem animacyjnym też, jak się wytnie ten kawałek z biegnięciem, bo… bo nie. Kreska jak dla mnie w sam raz (choć parę derpów widziałam, tak pod koniec sezonu).

    Egzorcyści – tu aż nie wiem co powiedzieć. Fajnie, ładnie, #bijosie, niebieskie płomienie, demony, nakama i odbudowywanie zaufania… nie no, na pewno będę pamiętać, że oglądałam, ale… serio, brakowało mi trochę kontekstu, jako niemangowcowi – ile lat temu była ta poprzednia seria? (Żeby nie było, absolutnie nie uważam tego za wadę – to już moja wina, że nie śledziłam serii na tyle by mieć kontekst na świeżo. Po prostu trochę mi to przeszkadzało w odbiorze.) Na plus że tym razem bez zakończenia z rzyci wziętego (i o kant tejże rzyci roztrzaskać).

    No i… tyle ze skończonych? Jej, to ja dorzucę te trwające dalej, bo łyso ._.
    Z rzeczy ciągnących się dalej:
    Nieletnie wiedźmy – ja… nie wiem jak to określić nawet, ale mimo totalnego braku początkowych oczekiwań, jestem trochę rozczarowana. Myślałam, że to jednak będzie miało jakąś spójną fabułę, a tu prawie całą pierwszą połowę był Problem Tygodnia i dopiero teraz coś się konkretnie zaczyna ._. Na plus, że Akko w końcu dostała korki i w końcu COŚ ruszyło w kwestii jej hokuspokusów. (Tak teraz patrzę, że gdzieś w połowie tego sezonu zanotowałam sobie „czemu Akko dalej nic nie umie jfc”, więc naprawdę dobrze, że jednak to ogarnięto.)

    Rowery – przyćmiły mi cały sezon. Z denerwującego comic reliefa zrobili porządną postać, z drugoplanowców – pierwszoplanowców jak się patrzy, jeden problem rozwiązano tak, że powstał potencjalny kolejny… Przynajmniej tak to odbieram, no i to by miało sens, plot must go on. A przeciwnik się zbroi! Podoba mi się bardzo, że mimo sporej garści wrzuconych w krótkim czasie nowych postaci (w samych dwóch „głównych” ekipach ubyło łącznie 7 osób, a są jeszcze poboczne, plus nowi pozazespołowi), są one dla mnie wszystkie dobrze zarysowane, i to tak, że nie wydają się kopiami tych, co już są. Albo właśnie owych trzeciorocznych, co radośnie odpedałowali w siną dal na uniwerek. A nawet, jak są trochę, odrobinę podobni (jak, przynajmniej dla mnie, „nowy” Kaburagi i „stary”, wciąż obecny Naruko), to są jednocześnie kompletnie inni, każdy ma coś własnego, mocno widocznego. Kurczę no, dużą liczbę postaci też trzeba umieć ogarniać, bo potem wychodzi z tego tłum o cechach charakteru „zbyt pewny/a siebie, koniec” i ręce opadają… tu mi się to bardzo podoba i kudosy dla autora. Pierwszy ending był cudownie wpadający w ucho. Ale, jak to ktoś na tumblrze mądrze napisał, główny nijak nie nadaje się na kapitana i pozostaje tylko mieć nadzieję, że za rok nim nie zostanie (wzroczy na takiego innego, co się lepiej nadaje). Jak o nowych mowa, to Kaburagi momentami jest tak bardzo relatable, że aż strach. Aż nie wiem co pisać, żeby za bardzo nie truć, bo nie oglądasz i nie wiesz czym się zachwycam. :’)

    Nowinka w wypisce – Tiger Mask W, napoczęty na ponowioną prośbę znajomej. Wrestling w maskach i kolorowych portkach. Nie powiem, żebym była zachwycona, ale i nie uciekam z wrzaskiem zasłaniając się książką o wycenie inwestycji (grube bydlę, polecam na tarczę). Takie to dość… aż nie wiem jak opisać. Gdyby nie znajoma, sama bym nie zaczęła, a na pewno bym nie kontynuowała, nie mój klimat. Ale dam radę skończyć. Korzyść z tego jest taka, że się dowiedziałam o przypuszczalnym źródle pozy z fanartów – http://oi68.tinypic.com/27x2ww0.jpg jak to wzorowane na czymś z 1968, to myślę, że jak nie źródło, to blisko. Może i nie odkrywam Ameryki i jest to wiedza powszechna, ale… no, ja nie wiedziałam skąd się to wzięło D: (A, i tu też ending jest bardzo chwytliwy! Ten sam od początku, niezmiennie.)

    Z rzeczy pozasezonowych:
    Mob Psycho 100 – tu też podtrzymuję opinię, że brzydkie to, aczkolwiek odróżniam „brzydkie bo ma być brzydkie” od „brzydkie bo nie pykło”, tu jest to pierwsze (w rowerach zresztą też jest momentami dziwne bo ma być dziwne). Muzyka <3 Jak mówiłaś, Reigen ukradł show. Zwłaszcza w ostatnim odcinku, nie spodziewałam się nijak takiego zwrotu akcji. Dobrze, że tak to zachwalałaś swego czasu, przyjemnie się oglądało i gdyby miał być drugi sezon, czy cuś, to na pewno się zainteresuję tematem.

    Obejrzałam jeszcze Tonari no Seki-kun, po Twojej ławkowej notce. Lekkostrawne, przyjemne, na niedzielę idealne.

    Z rzeczy dodatkowych totalnie – wiesz, że Sama-Wiesz-Kto będzie miał film live action w październiku? c’:

    P.S. Nie oglądałam tytanów i nie mam w planach. Jakie dinozaury? O_o
    P.S.2 Dziab, weź to-to przełóż na wcześniejszą godzinę marudzi tak bym zaszła, ale o tej godzinie to Ci jeno zasnę na sali i będzie głupio, jam człek bardzo snolubny…

    Lubię to

    • Och, wreszcie ktoś ;u; Bo myślałam, że to ze mnie taki malkontent. Na ciebie to jednak zawsze można liczyć :*

      ACCA zawiesiła mi się na dwóch odcinkach – po drugim rzuciłam przez „tajemnicę” ze szpiegiem śledzącym głównego bohatera. Nie dość, że było to oczywiste, że to kumpel, to jeszcze twórcy nawet się nie postarali jakoś tego ukrywać i od razu w tym samym odcinku odkryli karty. Takie: „yyy, ale szał tajemnic”. Możesz mieć sporo racji, że jako książka mniej rzeczy byłoby oczywistych, więcej główkowania i w ogóle jakoś przystępniejsze by to wyszło.

      Egzorcysty – #bijosie to najlepsze określenie XD Tak, oglądało się, bo się lali. Głównie na niebiesko. Okazjonalnie w innych kolorach tęczy. Kontekstu brakowało tu bardzo, a to już będzie 6 lat od poprzedniego „sezonu”, więc tak naprawdę prawie nikt nie miał prawa się w to dobrze wkręcić. Och, well…

      Czyli u ciebie też cienko jak widzę XD high five U mnie jedna skończona seria. Jupi. Jesteś lepsza niż senpai. I noticed you.

      LWA jest i moją bolączką, bo to się nie chce rozkręcić (siedzę i dumam na piątym odcinku). Epizodyczność mocno boleć, brak jakichkolwiek umiejętności u Akko boleć jeszcze bardziej (ogarnęli się z tym? chwała niebiosom!). Podbijam jednak zdanie Dar, że Diana to najfajniejsza „bicza”, jaką mi dane było w chińskich bajkach zobaczyć. Bo ona faktycznie jest kakkoi, ma prawo zadzierać nosa, ale jednocześnie umie się przyznać do błędu albo gryzie ją dług u Akko. Tyle fajnego. A jak Dar powiada, że w drugiej połowie zaczyna się robić konkretnie, to nadgonię.

      Noe nie wiem, nie wiem, ale to nie szkodzi, że się straaaaasznie uśmiecham do monitora jak widze twoje zaangażowane wywody :D I tak bardzo chciałabym napisać ci coś mądrego o rowerzystach, ale nie umiem :”) Ale cieszę się twoim szczęściem, bo wiem, co to znaczy się czymś jarać (po Hetalii długo nie umiałam się w nic wkręcić). Dobre shouneny nie są złe, a sportówki to już w ogóle wychodzą na zacną prostą ostatnimi czasy. Nic, tylko oglądać!

      Wow, to się chwyciłaś za Tygrysią Maskę XD Myślałam, że seria skierowana jest raczej do tych, co się wychowali na poprzedniej, a jednak znajdą się i tacy, co sięgną bez znajomości poprzedniej… To taka trochę też legenda anime w polskiej telewizji. Ale wrestling to nie moja bajka. Już zbyt serious sport i lanie się po mordeczkach.

      Nnno! Cieszy mnie niezmiernie obejrzenie Moba :D Wiele można mówić o przeróżnych seriach, ale jak na swój rok naprawdę się wybijała i jak coś oglądać, to właśnie to. Dopisuję cię do listy szczęśliwych klientów, których namówiłam :D
      Reigen… <3 Uroczy bałwan. Zamówiłabym u niego masażyk… znaczy, egzorcyzmy <3

      O, i jeszcze Seki-kun! :D Pięknie się edukujesz, będzie do kogo mrugać oczkiem na panelu XD

      A wiesz, że może i mi przemknęło coś na ANN? Ale błagam, nie kuś, nie ma szans, zdycham na fanfiki XD

      P.S. Nooo, dinożarły w openingu. Po prostu istnieją. I chodzą. I nikt nie rozumie ich obecności. Zupełnie jak latającego wieloryba :”D
      P.S.2 Nie mam mocy sprawczej, aby cokolwiek przestawić D: Podobno to jest gorący punkt doby, bo ludzie nie mają się gdzie podziać i przyłażą na takie atrakcje… Denerwuję się mocno… Więc nie mów mi, że zaśniesz D: Postaram się, żebyś ze śmiechu nie mogła tego zrobić ;u;

      Lubię to

      • No Akko się ogarnęła na tyle, że teraz jak macha kijkiem, to już po prostu jej wychodzi lepiej lub gorzej (z przewagą drugiego), a nie że totalnie nic się nie dzieje. Jest postęp!

        Jak widzisz, znalazłam się na tygryskach… ale no, głównie za sprawą znajomej. I jej pełnego rozpaczy „nie mam z kim gadać o odcinkach, HELP, obejrzyj” :’) (za to ona jest rowerowa, więc się wyrównuje :D)

        Latający wieloryb to mi się z OFFem kojarzy (grą w sensie), ale dinozaury… muszę chociaż sam opening zobaczyć, bo to jednak spore WTF.

        Lubię to

  3. Buu, nie ma mojego tegosezonowego obiektu gorących fangirlowych uczuć zwanego ACCA ;-;
    Ale przynajmniej jest gifek ze sceny z LWA, którą bardzo lubię, bo wyłapałam odniesienie które, jeśli patrzeć po MAL-u, mało kto wyłapał i jestem z siebie dumna xD

    A ja nadal podtrzymuję swoją opinię sprzed trzech miesięcy, że podoba mi się ten sezon ;3 Na jesieni byli łyżwiarze, ale ogółem chociaż mniej serii oglądałam to przy całkiem sporej ich części się męczyłam i/lub nudziłam. Natomiast z dwunastu animców, które zaczęłam w sezonie zimowym, nie żałuję zabrania się za żaden i ostatecznie każdy mi dostarczył choć trochę satysfakcji, nawet eIDLIVE i przypadkowo wybrana coś jakby haremówka.

    Widzę, że nie tylko mnie trochę mehało zachowanie demi-chanek w stosunku do psora. Ogółem zgadzam się, że to taki średniaczek, oglądałam bo oglądałam (i bo Junichi Suwabe, nie zapominajmy o priorytetach), ale raczej nie zapamiętam na dłużej.

    Imo eIDLIVE ostatecznie nie było takie znowu najgorsze, pod koniec nawet zaczęłam coś jakby kibicować bohaterom i przestałam shipować jakjejtam główną pannicę z wielkim garem wrzącego oleju. No i ta Weronika, za każdym z tych bodajże dwóch razów, kiedy odzywała się w pięknym polskawym, aż sobie cofałam i oglądałam scenkę po parę razy xD

    Ejno, jaki łaaadny ten gif z Kozy co Chrząka (uwielbiam tę nazwę <3). W ogóle to była taka śliiiczna seria. I… jeśli o zalety chodzi to jak dla mnie na tym koniec ;p Nie oglądało się jakoś specjalnie źle, ale non stop miałam wrażenie, że paczam na dHramę dla samej dHramy i seksy dla samych seksów (tudzież dla pozyskania nastoletniej widowni). Nie lubię, kiedy twórcy wbijają mi młotkiem do głowy „to jest smutne i wzruszające, masz się przejmować!”, tym bardziej, jeśli bohaterowie obchodzą mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg.

    Youjo Senki dało mi dokładnie to, na co zawsze mam nadzieję sięgając po serię z tagiem „military”, a co dostaję za rzadko, czyli sensowną strategię na wysokim szczeblu, i tyle mi wystarczy, nawet brak specjalnie rozwiniętych postaci wybaczam. Natomiast zupełnie nie podszedł mi ani opening, ani żaden z endingów.

    Ha, a ja jeszcze nie widziałam ani nowych tytanów, ani memów o dinozaurach, jestę hipsterę xD

    Teraz by warto u siebie wreszcie podsumowanie zrobić, bo się tak zbieram i zbieram…

    Lubię to

    • Jakie odniesienie w LWA :D? Bo mogłam nie załapać.

      Też cofałam gadki Weroniki i to były chyba jedyne razy, kiedy zmniejszałam prędkość odcinków :D Ale, nawet pojawienie się akcji nie uratowało dla mnie tej serii, przykro mi :<

      No, Kuzu no Honkai ładne było :D Ja tam się w dramę całkiem wciągnęłam – nawet powiedziałabym, że to taka seria, którą ja bym mogła wymyśleć, bo przepadam za wątkiem jednostronnej miłości xD

      Memy o dinozaurach i tytanach na lodzie zacne :D W ogóle to lubię w Szynce, ta seria jest cudowna do parodiowania ^^

      Lubię to

      • Cała fontannowa rozmowa Akko i Andrew o marzeniach podczas balu to mrugnięcie okiem do fontannowej rozmowy o marzeniach Griffitha z księżniczką podczas balu w Berserku :3

        Nie no, toż ja nie mówię, że była dobra, tylko że bywają gorsze ;3 Zresztą ocenę jak widzę ostatecznie dałyśmy taką samą.

        W sumie Koza może by mi się minimalnie bardziej podobała, gdyby zewsząd nie atakowały mnie kompletnie imo niezasłużone zachwyty ;p

        Ja w Tytanach lubię głównie openingi i Jeana x’D Ale tym razem OP jakiś taki nie bardzo, obejrzałam go sobie i jeszcze mniejszą mam ochotę na tę serię ;p Nawet mimo że wreszcie się chyba zacznie akcja, która mnie w mandze zainteresowała.

        Lubię to

  4. Może dlatego że trzeba było zobaczyć NAJLEPSZE od wielu lat (oficjalnie według Japonczykow) czyli Kemomo Friends, zrobione przez 10 ludzi za cene „2 bochenków chleba” (serio prawie zerowe fundusze) które stało sie najczesciej przerabianym i najwiecej ogladanym anime od lat.

    Lubię to

    • Te dwa bochenki chleba chyba najbardziej mnie przekonały, żeby nadrobić – jak już jest tak źle, że gorzej być nie może, to znaczy, że przynajmniej robili to ludzie oddani sprawie XD Albo szaleni. Albo jedno i drugie.
      Już taki ze mnie słaby widz, że lubię pościgi, wybuchy i skrajne emocje niż spokojne seryjki .3.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s