Arabska noc, czyli recenzja Magi: The Labirynt of Magic

Recenzja Magi. O kamisama… To będzie przeprawa… Od razu tłumaczę. To nie tak, że ja serii nie lubię. Wręcz przeciwnie, żywię do tytułu dużo ciepłych uczuć i chętnie go polecam. Tylko… To ciężka miłość. Podchodząca pod love-hate. A teraz (well… parę ładnych miesięcy temu) Waneko postanowiło obdarzyć nas polskim wydaniem tego shonena. O co w tym wszystkim chodzi i czy warto pakować się w tego tasiemca? Cóż, zobaczmy czy was przekonam…

i-magi-the-labyrinth-of-magic-tom-1

Magi wprowadza nas w scenerię rzadko kiedy eksplorowaną przez twórców mang – Bliski Wschód wzorowany na „Baśniach z Tysiąca i Jednej Nocy”. Pamiętacie Aladyna Disney’a? Dobrze, jesteśmy prawie w domu. Nawet znajdziemy kilka podobieństw – tutaj bowiem główny bohater to także Aladyn, posiadający latający dywan (aczkolwiek bez własnej osobowości) oraz wspomagającego go niebieskiego dżina. I w tym momencie podobieństwa się kończą. Może jeszcze kostiumy i klimat zabawnej przygody mogą łączyć obie produkcje, ale poza tym, opowieść pójdzie w całkiem innym kierunku.

Zacznijmy od tego, że tutejszy protagonista wygląda na nie więcej niż 12 lat, jego dżin jest niemy (może ma to związek z tym, że nie ma głowy), a zamiast podrywać piękną księżniczkę, nasz bohater podrywał będzie wszystkie panny wokół, skubaniec mały… Ale, ale. Skąd w ogóle na środku pustynnego kraju wziął się młody chłopak, bez rodziny, kasy, porządnej przeszłości, czegokolwiek? Gdzie wcześniej przebywał? Jaki ma cel? Czemu nazywany jest w pewnym momencie Magim? Dobre pytania. Na odpowiedzi przyjdzie wam trooochę poczekać. W międzyczasie możecie jednak spędzić czas z powoli zbieraną paczką przyjaciół i znajomych oraz podróżą przez magiczne państwa w poszukiwaniu przygód i skarbów. A te najlepiej zdobywać w magicznych labiryntach, pojawiających się w niewyjaśniony okolicznościach w najróżniejszych miejscach. Tak, tutejszy świat ma wiele tajemnic. Na ich poznanie też będziecie musieli poczekać. A jest co poznawać…

img_20170331_122601.jpg
Właśnie, nieśmiały z niego dżin!

Przyznam wam się do czegoś jako człowiek piszący już jednak niejedną recenzję: nigdy nie miałam takich problemów ze streszczeniem początku jakiejkolwiek serii jak z Magi. Pierwszy rozdział, jak w wielu shonenach, to jedynie przedstawienie głównego bohatera, natrafiającego na karawanę i dwie dziewczyny, które muszą przejść przez kryzys zaufania do siebie. Dalej nie mają one już roli, bo zaraz pojawia się niejaki Alibaba i to jego relacje z Aladynem stanowić będą oś całej serii. Główny problem z streszczaniem Magi leży jednak w tym, że jak w rzadko jakiej mandze koncept i cele bohaterów zmieniają się tutaj kilkukrotnie w przeciągu trwania historii, główny team rozchodzi się i wraca, cały świat przedstawiony ze swoją polityką i ekonomią przechodzi mniejsze i ogromne zmiany, wiedza bohaterów zostaje uzupełniana, ale ostatecznie pytań jest jeszcze więcej… Oj, trudny to orzech do zgryzienia dla recenzenta… Ale! Na razie mamy przed sobą kilka początkowych tomów i przygoda dopiero co się zaczyna, pierwszy labirynt czeka na zdobycie, a wielka polityka dopiero macha do bohaterów z oddali (albo leży nago na ścieżce). A żeby wyruszyć w drogę trzeba zebrać drużynę…

img_20170331_122522.jpg
Co to byłby za shonen bez nakama power?

Aladyn trafia na Alibabę (bez rozbójników), gdy ten zbiera grosz do grosza, trudniąc się jako dorożkarz i okazjonalny handlowiec. Wkrótce przekonujemy się jednak, że sponiewierany przez życie blondyn, oprócz niezłego talentu do ekonomii i dobrego serca, skrywa dość sporo innych talentów… I całkiem ciekawe, choć niezbyt radosne backstory. To on bardziej niż Aladyn jest tym typowym głównym bohaterem shonena, który w trakcie podróży przechodzi drogę „od zera do bohatera”, dorastając, zyskując power-upy, zdobywając nakama oraz cel w życiu. Oprócz tego służy za równo za comic relief jak i dostarczacz feelsów i Epickich Momentów, a jego niezachwiana przyjaźń z Aladynem należy do jednej z moich ulubionych relacji tego typu w mangach. Do kompletu mamy też Morgianę, którą podróżnicy wkrótce spotykają. Jest to nie tylko małomówną piękność, ale i przedstawicielka jednego z najpotężniejszych gatunków w uniwersum, zdolna skopać każdego (dosłownie skopać – och, ta dziewczyna to ma nogi!). Na początku historii jest jeszcze niewolnicą, ale nie będzie dużym spoilerem jeśli zdradzę, że dzięki naszym chłopakom wkrótce i ona porzuci kajdany, by udać się w podróż. Uwielbiam ją. Serio, to jedna z moich najulubieńszych postaci żeńskich w ogóle. Tak łatwo można by zrobić z niej tsundere lub emo, ale zamiast tego dostajemy silne, ale wciąż miłe dziewczę o niepodważalnej lojalności, próbującą jakoś znaleźć swój cel w nowo uzyskanym życiu. Oprócz głównej trójki pojawi się dość bogata i różnorodna obsada tła. Czytelnicy szybko poznają Sinbada – legendarnego awanturnika, króla małego, ale ważnego politycznego państwa i posiadacza rekordowej liczby siedmiu dżinów na swoich usługach. Krótko mówiąc: koks. Oraz jeden z ciekawszych przykładów moralne niejednoznacznej postaci, bo choć zachowuje się on bardzo pomocnie i serdecznie wobec bohaterów, cały czas ma się wrażenie, że motywuje go coś więcej niż czysty altruizm… A może jednak nie? Do ulubieńców fanów należą również niejaki Judal, coś na kształt Orihary Izayi tego uniwersum, oraz Hakuryuu – którego najłatwiej określić mniej mrocznym Sasuke. No dobra, księcia scare-face oprócz mnie mało kto lubi. Ale ja nadrabiam. No pocieszna z niego pierdoła z fiołem na punkcie zemsty za rodzinę jest, no!

img_20170331_122742.jpg
Morgiana zawsze jest piękna <3

Co jednak wyróżnia Magi na tle innych tygodniowych shonenów to świat przedstawiony i sposób prowadzenia fabuły. Zacznijmy od uniwersum. Świat Magi podzielony jest na państwa wzorowane na okołostarożytnych – główna akcja zaczyna się w pseudo-Arabii, w trzecim tomie pojawia się pseudo-Mongolia walcząca z pseudo-Chinami, gdzieś później pojawi się pseudo-Rzym i nazistowski Hogwart (sic!). I tutaj pojawia się kwestia za którą lubię tę serię najbardziej – wątki polityczne i ekonomiczne prowadzone są znakomicie. Rzadko kiedy widziałam taką uwagę przykładaną do stosunków międzynarodowych, dyplomacji czy rozważania jaki sposób rządzenia państwem jest najbardziej efektowny. Serio, prawie się popłakałam z zachwytu, gdy doszłam do rozdziałów, gdzie bohaterowie szczegółowo rozważają wady oraz zalety komunizmu i kapitalizmu (no co, kształcili mnie na uniwersytecie ekonomicznym). Gdyby manga opierała się tylko na wątkach politycznych oraz rozważaniach o panowaniu nad krajem (wielu poznawanych bohaterów to władcy lub osoby z królewskich rodzin), mógłby to być jeden z moich ulubionych tytułów w ogóle. Dodatkowo różnorodność przedstawianych kultur oraz liczne, choć raczej powierzchowne nawiązania do mitologii bliskowschodniej, w tym także do Starego Testamentu, są po prostu ciekawe.

IMG_20170331_011823

Mówiąc o Magi nie sposób nie wspomnieć także o pewnym świeżym spojrzeniu na sposób prowadzenia shonena, przynajmniej jeśli jest się przyzwyczajonym do tytułów z Weekly Shonen Jumpa (Naruto, Shokugeki no Souma, One Piece… Może nie licząc tego ostatniego, wszystkie te serie prowadzone są według bardzo ścisłych wytycznych, które po przeczytaniu kilku tytułów widać jak na dłoni). Magi serializowane jest  w Weekly Shōnen Sunday, dzieląc magazyn choćby z Silver Spoon albo Detektywem Conanem i dzięki temu autorka otrzymuje znacznie więcej swobody w fabule (co nie jest aż tak dobre, jak mogłoby się wydawać, ale o tym zaraz). Jak pisałam na początku, strasznie trudno streszczać mi tę mangę, jako że cele bohaterów zmieniają się kilkukrotnie i czasami naprawdę nie sposób przewidzieć do czego cała seria zmierza. Momentami wydaje się to niepokojące, ale często prowadzi do miłej niepewności i zaskoczeń. Nie licząc ciekawego podejścia do spraw politycznych, o których pisałam wyżej, objawia się to np. w istnieniu romansów. Nic dużego, ale tak, bohaterowie łączą się w pary, a nawet pojawia się Pocałunek (sic!). Niestety, swobodne podejście do planowania fabuły ma też swoje ciemne strony. Nie wchodząc za bardzo w szczegóły, arki tworzą idealną sinusoidę – po znakomitym etapie prawie zawsze pojawia się coś nudnego, przy czym nachodzą człowieka myśli, czy jednak serii nie rzucić… Ogólnie zasada jest taka, że jeśli mowa jest o rządzeniu albo prostych przygodach w labiryntach, to będzie dobrze. Jak pojawia się wątek „tej złej organizacji” albo autorka zaczyna bawić się w pokemono-power-rangersów, można zacząć ziewać. To też największy zarzut jaki mam do serii i główny problem mojej love-hatowej relacji z nią… Jak jest dobrze, to jest bardzo dobrze, jak źle, to źle.

img_20170331_122647.jpg
Idź na przygodę, mówili. Będzie fajnie, mówili.

Jak widzicie na obrazkach w tekście, kreska Shinobu Ohtaki jest… W porządku? Używa ona bardzo mało rastrów, przez co czasami sceneria wydaje się chaotyczna, ale na ogół nie ma problemu z rozróżnieniem postaci, dodatkowo ich projekty są naprawdę miłe dla oka i różnorodne. No i te okładki… Z ręką na sercu – jednym z głównych powodów dlaczego chcę mieć całość mangi na półki to te prześliczne obwoluty. Na całe szczęście Waneko zachowuje tutaj piękne grzbiety w całości (wciąż mam żal o te okropnie nudne obwoluty Pandory Hearts!). Jeśli przy rzeczach okołoseryjnych jesteśmy, Magi ma dwie serie anime (razem 50 odcinków) oraz spin-off, także posiadający adaptację – Przygody Sinbada, które, jak wskazuje tytuł, mówią o młodości władcy Sindrii. Osoby zaciekawione serią powinny koniecznie zajrzeć także na blog autorki, gdzie Ohtaka hurtowo publikuje dodatkowe paski i rysunki z bohaterami serii.

MAGI-.The.Labyrinth.of.Magic.full.1833601
Może nie z tomiku, ale ogromnie lubię ten rysunek.

Na razie jednak Waneko wydało cztery tomy historii i po przypomnieniu sobie początku historii jestem po prostu szczęśliwa. Wydanie jest bardzo sympatyczne i jak rzadko kiedy różnica między czytaniem skanów a tomikiem jest wyczuwalna, na plus wydania papierowego oczywiście. Szczególnie radują mnie komentarze autorki o tym jak seria powstawała i jak wygląda praca nad nią. Uwielbiam takie smaczki, a Ohtaka jest na tyle rozgadaną osobą, że nie szczędzi na wolnych stronach miejsca na swoje gadki. Tłumaczenie jest w porządku, humor jak najbardziej się zgadza. Jedyne co mi zgrzytało to tłumaczenie kinzoku ki/metal vessel na „metalowe naczynia”, co brzmi trochę dziwnie, ale zostaje mi wierzyć, że była to najlepsza dostępna opcja. Wydawnictwo trzyma się współczesnych standardów i wszystkie onomatopeje zostały przetłumaczone i wyczyszczone, nic nie zasłania rysunków. Pod obwolutą nie ma niczego ciekawego (jedynie monochromatyczna kopia okładki z obwoluty). Wydanie ma wielkość standardowego Waneko, takie jak Nasz Cud czy Tokyo Ghoul. Kolorowych stron, brak.

Podsumowując – kupować Magi czy nie? Zagrzebać się w tej obecnie 34-tomowej serii (koniec blisko, ale nie wiadomo jak bardzo)? No…. Well… Powiem wam dlaczego ja to chcę zrobić. Bardzo lubię bohaterów, uwielbiam wątki polityczno-ekonomiczne, a i okładki są prześliczne. Dodatkowo miło mieć w perspektywie „raz na dwa miesiące” taką przygodówkę pełną gębą, dodatkowo z nienajgorszym humorem. Seria ma swoje wady, nie będę mówić, że nie. Jeśli się wahacie, możecie spróbować zapoznać się najpierw z anime (które w ostatecznym rozrachunku jest słabsze niż oryginał, a i fabularnie kończy się koło 20 tomu). Albo skoczyć na głęboki piasek i dać się ponieść przygodzie. Bo o to w tej serii głównie chodzi. O podróż w nieznane w poszukiwaniu skarbów i przeżywanie niepokoi oraz sukcesów z sympatyczną drużyną bohaterów. Ostatecznie nie ważne ile narzekam na kolejny ark magiczny, autorka ostatecznie potrafi mnie zaskoczyć tak cudnym wątkiem, że przecieram oczy z niedowierzaniem i z zachwytu. A to stanowi urok sam w sobie.

~Darya

Ps. Dziękuję wydawnictwu Waneko za tomiki recenzenckie :)

Ps.2  A już za tydzień wasze ulubione podsumowanie sezonu!

Reklamy

14 komentarzy do “Arabska noc, czyli recenzja Magi: The Labirynt of Magic

  1. Obejrzałam tylko pierwsze anime i bardzo mi się spodobało, nawet pomimo beznadziejnego wykonania wizualnego – ale przynajmniej muzyka Shiro Sagisu i głosy dostarczyły <3 Zdecydoanie chcę tę mangę kupować, ale tak się składa, że jeszcze nie byłam na zakupach komiksowych od kiedy zaczęła wychodzić. Nawet rozważałam dziś pójście do ulubionego sklepu, ale jednak chęć odpoczęcia w piątek wieczór wygrała.
    Też bardzo lubię Morgianę, Żudala zupełnie nie, a Aladyn jest kochanym i cudnym promyczkiem słońca i szczęścia! Trochę martwią mnie spoilery, które znam na temat Sinbada, bo jego i jego kolegów też polubiłam. No, ale. Będę kupować gdy tylko nastanie okazja, bo dobra rzecz, choć faktycznie momentami trochę zbyt przedramatyzowana jak dla mnie – no ale mnie drama w One Piece też odrzuca, chyba po prostu nie lubię i tyle.

    Polubienie

    • Szpoko, ta seria na szczęście nie cierpi na ostateczną zmianę konceptu i klimatu i nawet bardzo późno w serię znajdą się rozdziały komediowe (najczęściej kosztem biednego Alibaby xD). Z Sinbadem to się potem mocno ciekawie porobi, ale pamiętaj, że zawsze jeszcze jest ten spin-off o nim, gdyby było Ci go za mało ;)

      Polubienie

  2. Ja to tak sobie tę mangę czytam, czytam i przed każdym tomem z nieśmiałą nadzieją zastanawiam się, czy może to tutaj zacznie się dziać coś ciekawego… Pamiętasz, kiedy mniej więcej się zaczyna ta polityka i inne dobro? Fajnie by było wiedzieć, ile mi jeszcze do tego brakuje.

    Morgiany co prawda specjalnie nie kocham, ale jest na razie po czterech tomikach jedyną postacią, która mnie prawie nie wkurza i nawet odczuwam do niej cuś a la sympatię. Za co seria ma ode mnie plusa, rzadko się zdarza, żebym najbardziej lubiła kogoś płci żeńskiej i zawsze mnie takie przypadki cieszą.

    Hakuryuu – którego najłatwiej określić mniej mrocznym Sasuke
    Sasuke
    Dobra, nie mam pojęcia, kto zacz ten Hakuryuu, ale już gościa nienawidzę xD

    Nazi!Dumbledore to prawie jak te wszystkie durne potterowskie opka ze zUym, zUym dyrciem x’D

    PS: Ffcale nie ulubione, ja tam osobiście jednak wolę zajawki na początku nowego sezonu, zawsze człowiek znajdzie sobie coś obiecującego, na co sam by nie zwrócił uwagi ;3

    Polubienie

    • Och, Gwacia*, tak właśnie po napisaniu recki zerknęłam na Twój MAL i zobaczyłam, żeś nie jest zbytnią entuzjastką tego tytułu… xD

      Dla mnie manga zaczęła rozkręcać się w trakcie Balbad-arcu, który rozkręca się w 5 tomie. Tematy polityczne pojawia się później i znikają (koło 280 chapteru jest moje ukochane rozkminianie nad tym czy wprowadzić do kraju kapitalizm czy komunizm i jak możemy rozkręcić nasza gospodarkę przewagą technologiczną, ale to za dalekie motywy, by były dobre na zachęcacz xD)

      No, Magi ma nienajgorsze laski (jeszcze Kogyoku lubię), szczególnie Morgi <3

      No to Nazi!Dumbledore nie jest zły dla uczniów, ale dla nie-uczniów… Well, nazizm po prostu xD

      Ps – marketing, marketing!

        • przepraszam, masz za skomplikowany nick, ja Cię w myślach nazywam właśnie tak :”D

      Polubienie

      • A właśnie miałam nawet ostatnio podwyższyć ocenę o jeden, bo jednak tak jakby troszku się poprawił poziom (chociaż nadal sto razy więcej radości mam z Shokugeki – jakoś tak zawsze te dwie serie zestawiam razem i porównuję, może dlatego, że razem były zapowiedziane, a może dlatego, że obie zaczęłam kojarzyć z Waszego bloga), tylko zapomniałam, dzięki za przypomnienie. W ogóle moja mangowa część MAL-a od pewnego czasu jest w stanie lekko chaotycznym, przydałoby się trochę uporządkować, bo tak teraz spojrzałam i mnie trochę zmroziło, na ile oceniłam niektóre rzeczy ;p

        O, jak fajnie, czyli już zaraz powinno być ciekawiej ^^ Skoro tam dalej będzie więcej fajnych dziewczyn, to tym lepiej.

        Heh, dla mnie mój nick jest bardzo prosty, ale też się tak sama czasem nazywam ;D

        Polubienie

  3. a nie ma tam taniej dramy bo anime tak mi się zdawało sugerować dla tego do tej pory jest na hold on (no nie cierpię jak coś mi w mgnieniu oka z komedii w mega dramat wpada zgrzytam wtedy na autora zębami i klnę po francusku xD ) a propos tego rejonu świata to mamy klasykę którą pamiętają zgredusy jak ja czyli przygody sindbada nawiasem alladyn tam jest i zbójcy także no i w zasadzie arslan też się dzieje w para persji xD

    Polubienie

    • Zależy co rozumiesz jako tania drama… Drama jest, zawsze jest drama i tutaj jest później np. wybicie klanu Uchiha… Znaczy, wybycie postaci sporej ilości rodziny xD Nie mam tutaj takiego przeskoku dramatycznego, raczej shonenowy standard w tej kwestii.

      Właśnie, wypadałoby kiedyś Arslana wreszcie zobaczyć/przeczytać.. Dzięki za przypomnienie xD

      Polubienie

  4. A-ale jak to Alibaba bez rozbójników?! Przecież rozbójnicy to najlepsza część składowa Alibaby! Nawet jednego mu nie zostawili? Toż to rozbój w biały dzień! D:

    Pisywałaś kiedyś o Magi w swoich notkach o miesięcznym przeglądzie skanlacji… tam w sumie też mówiłaś o tej sinusoidzie fabularnej. I to mnie w sumie dość skutecznie odstrasza, mimo że chwalisz Ty (częściowo), chwaliła Mal, chwali i inna znajoma… i chyba ktoś jeszcze. I mimo że aż mnie korci zobaczyć te wątki polityczne i ekonomiczne. (Hm, może ktoś zrobi kiedyś tytuł o pasjonującym życiu finansistów i księgowych? Czy już jest i standardowo nie wiem?)
    Może autorów jest po prostu naprawdę dwie sztuki, podpisujące się jednym nazwiskiem? Jeden z nich robi te dobre części, drugi te złe. Pokemono-power-rangersy, wut? teoria spiskowa niczym z generatora tychże

    A powiedz, te zmiany celów i dążeń – zmiany „bo tak”, bo się odwidziało, czy bo poprzedni cel zrealizowany, to trzeba sobie nowy znaleźć, coby nie zaszyć się pod kocykiem do końca dni i nie gapić w ścianę?

    Sceneria wydaje się chaotyczna, powiadasz. To zobacz sobie tła w czymś od Megumu Okady. (Tak, to też okołosaintowe. Ale serio. Zobacz sobie, choćby tutaj. http://www3.mangafreak.net/Read1_Saint_Seiya_Episode_G_42_14#gohere :D (jakbyś przypadkiem klikała dalej, to tak, wiem, kreska postaci zasługuje na minutę milczenia))

    Z animca wiem ino, że skopali taniec Morgiany. Od was, zresztą. Oh well.

    P.S. Nazistowski Hogwart. Czekaj, co?
    P.S.2 Ucichłaś jakoś z tym Ergo Proxy…

    Polubienie

    • Na upartego, znajdzie się dla Alibaby potem kilku minionów… Więc jak zmrużysz oczy, to prawie się zgadza xD

      Rzecz jasna myślałam o notce o wątkach ekonomicznych w mandze i anime, niestety serii w których występują jest tyle co kot napłakał ;/ Jest taka trzytomowa manga o lasce grającej na giełdzie (ze scenariuszeszm gościa od Wolf and Spice, co dowiedziałam się już po przeczytaniu jej xD) i mimo, że trochę tam tłumaczą wątków finansowych całość jest bardzo mocno przeciętna :U

      Well… Nawet kreska się z czasem trochę zmienia, więc co do teorii o dwóch autorach – KTO WIE 8DDD

      Och… StS… Czasami współczuję waszemu fandomowi xDDD

      Ps. Yup. Jest nawet Nazi!Dumbledore :”D
      Ps.2 Skończyłam wczoraj oglądać! Dam dzisiaj albo w niedzielę info na fanpejdżu jak mi się podobało, po prostu informacja o nowej notce potrzebowała okresu ochronnego :)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s