Uczta a’la Łódź, czyli Ućkon 4

Czas: 18-19 marca 2017

Miejsce: Gimnazjum nr 43 im. Karla Dedeciusa. ul. Powszechna 15, Łódź

Konwencja: Żarcie!

Łódź, proszę państwa. Och, Łódź. Miasto, z którego lubimy mieć śmieszki i tak mocno powstrzymuję się, by nie rzucić w tej relacji czegoś, co sprawi, że łódzcy znajomi zerwą ze mną na zawsze kontakty… Ale przecież będzie pozytywnie! I to bardzo! I ja jestem najbardziej zaskoczona z takiego obrotu spraw! No bo serio – fakt, że impreza odbywająca się nie tylko w Łodzi, ale jeszcze na największych i najpustszych peryferiach tego miasta okazała się jedną z najlepszych od dawien dawna? A tu niespodzianka! Ućkon był znakomity!

ućkon-4-702x315

Początki były jednak ciężkie. Nasza dzielna, wrocławska ekipa (pisząca to Darya, Shizu i kolega Gucio – z Dziab spotkałyśmy się już na conplace’ie) musiała najpierw dostać się na miejsce. Owszem, z dworca Łódź Chojny nie było nawet tak daleko (dwa przystanki tramwajem i wysiadka na Kurczakach. Och, Łódź i twoje nazwy <3), ale nie zmienia to faktu, że okolica do turystycznych nie należy, a w dodatku ta pogoda… Zimno, wietrznie i mokro (wy w tej Polsce naprawdę nie umiecie w pogodę!). Po dotarciu do szkoły konwentowej ujrzeliśmy pierwszą miłą niespodziankę tego dnia – krótką kolejkę! I to zarówno dla osób z rezerwacją, jak i bez (do tych ostatnich zaliczałam się i ja, która przez problemy z kręgosłupem do ostatniego momentu była niepewna przyjazdu). Po kilku minutach miałam już na ręku opaskę, a w dłoni identyfikator, przypinkę oraz informator. Pełny wypas dostali jednak rezerwujący – smycz konwentowa należy od jednej z ładniejszych jakie widziałam, i ciasteczko szczęścia. Drobna rzecz, a ile frajdy! W dodatku pasująca do konwencji. I w tym momencie należy pochwalić jedną z fajniejszych rzeczy Ućkonu – bardzo widoczną konwencję. Konwenty od kilku lat coraz rzadziej przejmują się konwencją i często jest ona jedynie symboliczna. Tutaj główny temat, czyli jedzenie, atakowało z wszystkich stron: w ozdobach na ścianach, salach tematycznych, nazwach sleepów, doborze atrakcji, bardzo zacnym i szerokim wyborze stoisk gastronomicznych, zarówno kuchni japońskiej, jak i fast-foodowej (och, te zapiekanki). Bardzo pomogło to stworzyć miły nastrój i będzie na pewno wyróżniać imprezę w mojej pamięci.

DSC08910_wynik
Wejście przywitało jedzeniowymi smaczkami.(fot. Sephi’s Fantasy Mirror)

Z ręką na sercu – sama szkoła konwentowa, delikatnie mówiąc, nie wyglądała szałowo. Ot, trochę obskurna placówka. Postarano się jednak, by dobrze ją zagospodarować. Do dyspozycji były aż cztery piętra (w tym przeznaczone na sleepy i m.in. fotostudio podziemie): na pierwszym była akredytacja i informacja oraz liczne stoiska, na drugim większość sal panelowych i jeszcze więcej stoisk, a na ostatnim sleeproomy. Wszystko przejrzyście i nieskomplikowanie. Bardzo dobrze wycelowano z wielkością budynku – nie było ścisku, ale po korytarzach kręcili się ludzie, więc czuć było, że jest się na imprezie. Łazienki wypełniały normę konwentową, papier bywał często (ja zawsze trafiałam na rolki, znajomi mówili, że niekoniecznie tak im się farciło). Dużo zalet słyszałam względem games roomu, niezbyt zatłoczonego, ale mającego zacny wybór gier. Dość dobrze przedstawiała się sytuacja slepproomowa – raczej każdy znalazł odpowiednio dużo miejsca i korytarze były jak rzadko kiedy wolne od uchodźców. Inną wartą pochwały zaletą było pilnowanie opasek – aż trzy razy koło północy zaczepiono mnie, by sprawdzić czy na pewno mogę nocować na terenie szkoły. Muszę też ogromnie pochwalić sklepik z nagrodami. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak mile zaskoczył mnie wybór nagród – organizatorzy wybrali z stoisk naprawdę dobre towary, w tym aktualne mangi, a nie ściepki najgorszego sortu jak na wielu innych imprezach.

DSC09002_wynik
Tyle dobra! (Fot. Sephi)

Czas jednak na relację z atrakcji i tutaj było różnie, oj różnorako! Zaczęliśmy od panelu z Yuri!!! on Ice, no bo, ekhem… Faza to faza. Jednak… Pozwólcie, że opiszę to tak:
Po zajęciu miejsc obróciłam się do Dziab z pytaniem „Dziab, moja droga, a kto w ogóle prowadzi ten panel?”
„Dar, moja miła, daj mi spojrzeć w plan” usłyszałam w odpowiedzi. Po chwili spokojny uśmiech mojej towarzyszki zamienił się grymas przerażenia: „…Nashi.”
„Czy ona nie…” Poczułam, jak moja i tak nołlajfsko blada twarz przyjmuje biel onigri „Czy ona nie prowadziła ten panel już na Hellconie?”
Dziab powoli przytaknęła.
Niestety, wtedy nie było już dla nas ratunku.
Kto pamięta naszą relację z Hellconu, ten wie, jak nisko oceniłyśmy tamtejszy panel o Jurkach. Well, w sumie to zjechałyśmy go jako jeden z najgorszych na jakim byłyśmy. Jedyny powód, dlaczego ten uważamy za lepszy, to to, że prowadząca nie obrażała prawdziwych łyżwiarzy. Wcześniejsze problemy jednak jak najbardziej zostały: chaotyczność, mówienie nie do publiczności tylko w ekran albo do znajomej, wypowiadanie się z wyższością i pogardą, w tym dla słuchaczy: (w notatkach mam uwagę o uczestnikach panelu „Jest zawsze tak głośno przez te wszystkie głupie dziewczynki”). Dodajmy do tego nieprzygotowanie, a wręcz mylne fakty. Sama aż nie powstrzymałam się w pewnym momencie o poprawieniu wypowiedzi o tym, że seiyuu nie biorą udziału w promowaniu serii, co jest kompletnym nonsensem, gdy człowiek widzi te stosy wywiadów z nimi, które są w większości takie same, ale i tak się je czyta z rozpędu… Gdy prowadząca wspominała walentynkowy event YOI (na którym także byłam), a ja przypomniałam sobie, jak tamtejszy panel przygotowano wzorowo, to zrobiło mi się tak smutno… Ech. Ludzie opuszczali panel z bardzo nietęgimi minami, a słyszeliśmy od znajomych wystawców stojących przy wejściu na salę, że bluzgi od wychodzących w trakcie sugerowałyby jakby prowadząca co najmniej próbowała udowodnić, że główni bohaterowie są hetero… Podsumowując: paneli Nashi nie polecamy. Łagodnie mówiąc.

DSC09133_wynik
W sleepach dla każdego znalazło się miejsce! (fot. Sephi)

Na szczęście zaraz potem przetargaliśmy nasze zranione dusze na konkurs wiedzy z Shokugeki no Souma (pamiętacie? Moja ukochana manga o foodpornie), którą prowadził Hitsu Mayuki i stał się cud – przywrócono nam wiarę w fandom mangowy i to, że można znaleźć jeszcze kompetentnych i sympatycznych prelegentów. Choć przy przygotowaniu wiedzówki dużej magii nie potrzeba, charyzma prowadzącego sprawiła, że spędziliśmy na konkursie jedne z przyjemniejszych dwóch godzin atrakcji w ostatnim czasie. I nie piszę tego dlatego, że dany konkurs wygrałam (o włos w zupie, ale jednak)!
Po zakończeniu jednych zmagań, od razu zaczęły się kolejne… I tym razem na szali stanął nasz honor. Tak, tak, wiedzówka z Yuri!!! on Ice (prowadząca – Shizuru) to Poważna Sprawa. Niestety, nie doszło do rewanżu między mną a Dziabarą (na Namiconie musiałam przyznać się do jej przewagi), bowiem przez ilość chętnych trafiłyśmy do jednej drużyny (wraz z mocno motywującym nas Guciem. Nie zapominajmy o jego wkładzie!). Co do wyniku… No cóż… Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się czy nie przesadzamy trochę z fazą na łyżwiarzy, to może fakt, że zdobyłyśmy komplet punktów biorąc tylko najtrudniejsze pytania, mówi sam za siebie… Dodatkową nagrodą, było odkrycie na panelu kilku znanych nicków z polskiej sceny fanfikowej do YOI, z którymi w późniejszej części wieczoru całkiem miło spędziłyśmy czas na wymianie uwag o naszych ulubionych łyżwiarzach ;) Pozdrowienia dla Stokrota i Arienka!
[Dziab, jeszcze w kontekście wiedzówki, pragnie wtrącić się, że wciąż nie może przestać nabijać się z Dar, która chciała zmienić odpowiedź z „Ody Nobunariego” na „Odę Nobunagę” XD]

DSC09110_wynik
Najmilej wspominam jednak integrację z innymi konwentowiczami (fot. Sephi)

Reszta wieczoru oprócz poszukiwania jedzenia spędziłyśmy na dwóch i pół atrakcjach i wielu, wielu rozmowach. Bardzo pozytywnie odebrałam panel Shizu o kotach w Japonii, którego część w formie pisanej możecie także znaleźć na tym blogu. Szczególnie odcinek Bananyi z fanowskimi subami specjalnymi okazał się hitem publiczności <3. Wzięliśmy też udział w fandomowym bingu u Aldara. Wiecie, ogólnie mówi się, że w konkursach powinno się brać udział dla zabawy, nie wygranej, prawda? Cóż… Nigdzie tak bardzo nie mogłam się zgodzić z tym jak tutaj. Hasła było niesamowicie zabawne i nawet ciągłe nietrafianie w hasła, nie zepsuło mi pysznej radochy z kolejnych trafnych tekstów. Polecam pojawić się choćby jako widz! Ostatecznie opuściłam jednak końcówkę tego konkursu, by zdążyć jeszcze na kawałek panelu Waneko. Jak zwykle mowa była o nowościach, pokazywano japońskie tomiki serii i opowiedziano nam kilka bieżących pytań. Dodatkowo Alex i Kuras zakończyli panel informacją o ustawie o jednolitej cenie książki. Nie będę rozwodzić się tutaj dokładnie w czym rzecz (odsyłam za to choćby do odpowiedniego wątku na forum Waneko), powiedziano nam jednak, że może to być spore zagrożenie dla mniejszych wydawnictw i powód dla znacznych podwyżek cen książek i mang.

DSC09201_wynik
Ludzie grający w mafię niezmiernie mnie rozczulili ;) (Sephi)

Po zakończeniu zwiedzania atrakcji zaczęła się dla nas Integracja. I w tym momencie następuje kłopotliwy moment dla recenzenta. Co powiedzieć o konwencie, na którym ciekawszym niż plan atrakcji okazało się po prostu przebywanie z innymi ludźmi? Nie zarzucę przecież, że plan był nieciekawy. Po prostu czasem zdarzy się taka impreza, gdzie po prostu towarzystwo się zgadza. Gdzie można pogadać od serca ze starymi znajomymi oraz zapoznać się ze nowymi. Siedzieć do później godzinie przy stolikach niedaleko bufetu i spędzić jedną z najmilszych nocy od dawien dawna, po prostu gadając o fanfikach, głupotach i jak te głupoty wblendować w fanfiki, a potem w sleepie jeszcze fanfiki doczytywać, chichrając się na tyle cicho, by nie wzbudzić gniewu współśpiących. I dzięki temu wspominać imprezę niesamowicie miło, niezależnie od jej organizacji (która, jak już pisałam, tutaj akurat była znakomita). Jak słyszałam od ludzi, nie tylko my skorzystaliśmy z błogosławieństwa integracji. Jakoś atmosfera sprzyjała, by spęd nołlajfów po prostu dobrze bawił się we własnym towarzystwie. I tak na przykład całą noc na korytarzu drugiego piętra grano wielką grupą w mafię. Aż miło się patrzyło.

DSC09270_wynik
Niestety, każda dobra impreza się kiedyś kończy (fot. Sephi)

Niedzielny poranek był ciężki. Czy wspominałam, że pojechałam na konwent niewyspana, z niedawną kontuzją pleców i zaczątkiem kataru? No to wyobraźcie sobie, że drugi dzień zaczęłam jeszcze bardziej niewyspana, świadoma kontuzji pleców i takim katarem, że nie wiem jak sleepowe sąsiadki mogły wytrzymać moje smarkanie. Ogarniając się jakoś (czyli zbierając rzeczy i pilnując, bym nie padła gdzieś z wyczerpania na ziemię), nie wzięłyśmy już udziału w atrakcjach niedzielnych – raz, że nie znalazłyśmy nic bardzo wyjątkowo interesującego w planie, dwa, postanowiłyśmy skorzystać z wizyty z Łodzi, by spotkać się jeszcze z wyemigrowaną tu znajomą. Pożegnawszy ostatnich znajomych i wymieniwszy ostatnie plotki (Duo mówił, że pierwszy raz od lat miał więcej słuchaczy na swoim panelu o Naruto, niż tym o One Piece!), opuściłyśmy konwentową szkołę, zabierając ze sobą niezwykle przyjemne wspomnienia. Nawet teraz, pisząc to, dzień później, smarkając i łykając kolejne Rutinoscorbiny, prześpiwszy 15 godzin w kawałku, uśmiecham się. I już planuję ponowny przyjazd. Bo owszem, dobra integracja to czynnik raczej nieprzewidywalny – ale przyjemny, dobrze zorganizowany konwent z sercem (i żołądkiem) to skarb, który trzeba sobie cenić. I dla którego warto jechać do Łodzi.

~Darya

Ps. Jeszcze na koniec serdecznie zapraszam do lajkowania fanpejdżu Sephi’s Fantasy Mirror, który zaopatrzył ten post w świetne zdjęcia <3!

 

 

Advertisements

14 komentarzy do “Uczta a’la Łódź, czyli Ućkon 4

  1. A tam, ja zawsze, jak widzę gdzieś imię i nazwisko Nobunariego Ody czytam najpierw jako Nobunagę. A potem albo się orientuję, że coś tu nie gra, wracam i czytam jeszcze raz, albo z rozpędu wizualizuję sobie ludków z Nobunaga no Shinobi na łyżwach (#oglądałabym), czyli same dobre wyjścia xD

    Czy ta pani w różowym na sleeproomowym zdjęciu cosplayowała może Vicię? ^^

    Kurka wodna, pograłabym w tę mafię, od religii w trzeciej podstawówki nie miałam okazji, a to była taka fajna zabawa…

    Poza tym zdrowia życzę! :3

    Lubię to

    • Dziękuję, ktoś moje Nobunagowe dylematy rozumie xD

      Co do cosplay’u to szczerze nie wiem, ale jakieś Wiktory się kręciły po budynku, więc może akurat :”D

      U nas mafia była hitem w gimnazjum, tuż przed wakacjami grało się w to namiętnie ^^

      Dziękować, dziękować już znacznie lepiej!

      Lubię to

  2. Szanuję Dar za Odę Nobunagę, bo tam gdzie Oda Nobunaga tam i moja okejka (poza tym jednym, nieszczęsnym anime ot Satelighta…)!
    Bardzo fajna relacja, totalnie mnie kunwont, Łódź ani Jurki nie obchodzą, ale znakomicie się czytało, więc dzięki!

    Lubię to

  3. W imieniu organizacji dziękuję za miłe słowa jak i samo przybycie na nasz konwent mimo problemów zdrowotnych.
    Twoje pozytywne słowa dodają motywacji do pracy nad naszymi przyszłymi imprezami, na które to serdecznie zapraszam. Negatywne słowa nie zostaną zignorowane i postaramy się poprawić, dział logistyki już wie że na następny konwent mają załatwić lepszą pogodę :)

    Lubię to

  4. Moja znajoma z Uci sama mówi, że Uć jest brzydka. :c
    A konwentów w gimnazjach niedługo już nie będzie, o.

    Kurka, Dar, napisałaś we wstępie, że konwencja była mocno zaznaczona dekoracjami, stoiskami i panelami, ale potem jakoś nie wracasz do tematu… co, nie poszłyście na nic poza zapiekankami i wiedzówką z Shougeki? Dyshonor na Twoją krowę, taką okazję przegapić!

    Po raz kolejny gratuluję wygranych i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że na wasz widok ludzie powinni wychodzić z wiedzówkowej sali. Ale trochę nie ogarniam, czemu nie wyszłyście z tego panelu o YoI, skoro 1) byłyście już raz na nim i się wam nie podobał 2) nie było wcale lepiej, z tego co mówisz. Co, drzwi były zabarykadowane? Z binga wyszłaś, więc to nie tak, że „nie wypada”…

    Jak o tym mowa, jakieś przykładowe hasło z tego binga podasz? Chociaż jedno? Też chcę się pośmiać!

    No anyway, grunt że się dobrze bawiłyście.

    P.S. Zdrowia życzę!

    Lubię to

    • Ach, Uć <3
      Ach gimnazja <3

      Pisałam, żę stoisk z jedzeniem było dużo :< Ogólnie uwielbiam japońskie żarcie i w sumie wyjątkowo nic nie kosztowałam… (nie widziałam nigdzie mojego ulubionego stoiska Taiyaki House, może dlatego xD). Ale dzięki za uwagę, zapamiętam.

      Strategia,to chodzić na wiedzówkę gdzie nie ma Mike’a i reszty wiedzówkowych szych. Bo jak ich widzimy, to my wychodzimy D:

      Co do panelu o YOI to 1) nie był identyczny do Hellconowego 2) Trwał tylko godzinę, w której i tak nie mieliśmy co innego robić 3) Całkiem szczerze – po kilku minutach wiedziałam, że chciałam ten panel zjechać w relacji, więc well… Potrzebowałam materiałów xD Ale inni jak najbardziej wychodzili…

      No własnie nie zapisywałam sobie haseł z bingo >> Mniejwięcej pamiętam „Popularne anime z 2016 roku o BARDZO mylnym tytule” to było „Lesby na lodzie”, a „Maskotka portalu dla autystyków oraz imię córki przyszłej córki dla prowadzącego” to Yotsuba. Wiem, że hasło do NGE o niekachającym ojcu i fetyszu na matkę mi się podobało, ale znowu, byłam wtedy zbyt padnięta, by dobrze zapamiętać je w szczegółach ^^”

      Ps. Dziękuję za zdrowie, kupiłam sobie taką wielką piłkę do siedzenia i z kręgosłupem już lepiej :”D

      Lubię to

      • Dar, i nie zapominaj jeszcze o ozdobach na ścianach czy nazwach sal oraz sleepów! My urzędowałyśmy w Jamie Mięsnego Jeża, a sam panel Jurkowy był dla przykładu w Pierogarni (wiedzówka znów w Hell’s Kitchen, o ile mi się dobrze wydaje).

        A panel, cóż… jak powiada Dar – żeby móc coś naprawdę zjechać, trzeba to obaczyć i wyrobić sobie własne zdanie.

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s