Nie ma wody na pustyni, czyli pierwsze wrażenia z sezonu anime zima 2017

Ahoj w kolejnym sezonie! Trzymajcie się mocno, ponieważ… ta pora roku niespecjalnie nas czymkolwiek rozpieszcza. Tym razem mamy dużo do czynienia ze szkolnymi komediami i fantasy z licealistami hurtowo ratującymi świat, które to serie są fajne, o ile nie ogląda się ich dziesięciu naraz. I żadnej gejowej sportówki, psiajucha, co za czasy. Od bardziej wyrywających fotele z mieszkań anime będzie zdecydowanie sezon wiosenny, w którym już ciężkimi krokami zbliżają się do nas Tytany, jak również wirujący w dzikich pląsach tancerze czy szósty sezon Natsume … ale właśnie, to dopiero za trzy miesiące (właściwie już dwa, dzień dobry Dziabowe opóźnienia podsumowanio-pierwszowrażeniowe).

Notka będzie jak na standardy Lemurillowe naprawdę uboga, bo ruszyłyśmy (Dar dzielnie wspomogła) zaledwie 13 świeżych serii. No mówię właśnie, że jakiś taki nietęgi ten sezon. Ale cóż, będzie więcej czasu na nadrabianie wieloletnich zaległości. Albo puszczenia sobie Jurków po raz ósmy. W sumie…

Gify was nie przytłoczą, więc nawet Minister Zdrowia was nie ostrzega. I miłego czytania!

tumblr_ojhdbsB9Ud1qg9yhjo1_500.gif
Kij ci w oko, sezonie. Ledwo się zacząłeś, a już mam cię dosyć.

ACCA: 13-ku Kansatsu-ka

tumblr_ojok9lwTZk1s307p6o1_500.gif
I tak się, drogie dzieci, robi smog…

W fikcyjnym królestwie Dowa, wyglądem przypominający z lotu ptaka… ptaka, poza monarchą rządzi również pewna organizacja o nazwie ACCA. Jest to jednostka przypominająca policję, która w każdym z 13 części królestwa sprawuje pieczę nad szerokim zakresem spraw administracyjnych, od biurokracji po inspekcje. I w tej ostatniej dziedzinie działa główny bohater Jean Otus, a konkretnie odpowiada on za kontrolę organu kontrolującego. Choć ACCA w każdej części królestwa uzyskała pewną autonomiczność, mężczyzna ma za zadanie sprawdzać, czy samodzielność ta nie zaczyna przeradzać się w jakieś niepokojące ruchy oporu. Jednocześnie Pięciu Generałów, najważniejsza jednostka całej organizacji, zaczynają interesować się Jeanem oraz jego niebywałą smykałką do odnajdywania nieścisłości…

Fabuła przedstawia się całkiem intrygująco, choć jednocześnie styl animacji wywołuje u mnie jakieś lekko mieszane uczucia. Nie jest zły, ba, jest oryginalny, ale tak gdzieś delikatnie kłuje mnie w moją estetykę (chodzi o brak cieniowania jako takiego i trochę poszarpaną kreskę). Ale do wszystkiego da się przyzwyczaić. Na pewno będzie to kawał dojrzałeś historii, coś jak Joker Game, tylko ze zdecydowanie bardziej spójną fabułą. Poza tym manga, na podstawie której skrojono to anime, jest już zakończone na 6 tomach, co jest liczbą wręcz idealną, aby zekranizować szybką, konkretną akcję. To będzie raczej ta sama półka jakości co Rakugo, a przynajmniej bardzo chcę w to wierzyć. Pośród tego morza niczego muszę mieć w czymś oparcie…

Ao no Exorcist: Kyoto Fujouou-hen

tumblr_ojdohbdejB1sijt31o1_500.gif
To wcale nie tak, że cieszę się na nowy sezon, baaaka~

Akcja dzieje się gdzieś w połowie poprzedniej serii, tuż po walce Rina z Amaimonem oraz odkryciu przez kolegów z egzorcystycznej klasy, że z chłopaka jest szatańsko dobry licealista. Rin jest teraz pod ciągłym nadzorem Shury i w razie kolejnej utraty kontroli nad sobą może zostać zlikwidowany. Nosz kurczaki, czy może być jeszcze gorzej? Zawsze może. Tym razem nad światem zawisła groźba związana z oczami Nieczystego Króla, które potrafią doprowadzić do zarazy na wielką skalę. Jedno oko w Tokio zostało już skradzione, dlatego egzorcyści ze stolycy muszą jechać dopomóc kolegów z Kyoto, gdzie znajduje się drugi element ciała demona. Wśród wolontariuszy jest oczywiście Rin, który nie tylko wciąż pragnie się wykazać jako wojownik, ale musi też poradzić sobie z odzyskaniem zaufania kumpli.

Tak jak ludzie od Kuroshitsuji nie mogli przeboleć oryginalnego zakończenia, które blokowało szanse na całkiem sensowne hajsy, tak samo z letargu ocknęło się studio A-1 Picture, postanawiając zrobić kolejny sezon Lazurowego Egzorcysty. Kurde, nie powiem, że się nie cieszę, ale czy serio regularnie trzeba wprowadzać taki zamęt? Twórcy bez jakiegokolwiek wprowadzenia każą widzowi oglądać coś, co skończyło się  dawno, dawno temu w odległej galaktyce, udając, że połowa poprzedniej serii właściwie nie miała miejsca. Cieszę się, że znam mangę, bo inaczej chyba byłoby niesamowicie trudno połapać co się dzieje na ekranie. Z drugiej strony znam już fabułę całego tego arcu, więc radochę mam sporo mniejszą niż bym chciała mieć, ale cóż – może animacja walk mi to wynagrodzi. Już po pierwszym odcinku muszę przyznać, że kreska jest jakaś taka inna. Nie gorsza, to na pewno, ale bardziej przypomina mi chyba film niż typową serię telewizyjną. Jest w kadrach jakaś ciekawa płynność i rozmach. Opening robi już sprawdzona  ekipa zespołu UVERworld, choć sama animacja czołówki znów nie jest taka zwyczajna, jak nas przyzwyczajono przy poprzedniej produkcji.

Chaos;Child

tumblr_ojpr8cL6Dg1unyhzko1_500.gif
Bitch, I’m a megane

Po trzęsieniu w Shibuyi w 2009 roku zrównane z ziemią miasto zostaje w ekspresowym tempie odbudowane, a w ramach upamiętnienia czci zmarłych w katastrofie ma zostać zorganizowany Festiwal Pamięci. Jednak to nie jedyne, co się dzieje – równo sześć lat po Szaleństwie Nowej Generacji znów zaczynają mieć miejsce wynaturzone morderstwa, dokładnie w te same dni, co poprzednio. Miyashiro Takuru z zainteresowaniem śledzi tę sprawę, bawiąc się z kolegami z klubu w domorosłych detektywów. 29 września, kiedy pierwotnie miało miejsce trzecie morderstwo, główny bohater natyka się na miejsce, wokół którego krążyło stanowczo zbyt wielu policjantów, aby był to zwykły zbieg okoliczności. Razem z koleżanką z klubu wpełza do obłożonego taśmami budynku, nie spodziewając się zupełnie, że zastana tam scena nie będzie tylko zwykłym miejscem PO zbrodni…

Matko kochana, to już tyle wody w Amazonce upłynęło… W tym przypadku na recap narzekać nie będę, bo konia zrzędę temu, kto pamiętał, co się w Chaos;Headzie działo oprócz odnajdywania zmasakrowanych trupków oraz wyciągania mieczy z innej czasoprzestrzeni. Co by nie mówić o seriach ze średnikami, schemat wciąż jest ten sam – on i jego harem, mniej lub bardziej pomerdany. A merdania będzie tylko więcej. Brrr, jak ja szczerze nie cierpiałam tych totalnie pokręconych morderstw, z których foty dla zwiększenia prawdziwości można było odnaleźć w rzeczywistych internetach (tak się kiedyś robiło reklamę, o). Dodatkowo grafika jest tak bardzo z ubiegłego „dziesięciolecia”, że wcale nie patrzy się na to przyjemnie, już pomijając sugestywne flaki i rozczłonkowane korpusiki. Jeśli dodatkowo będzie się szykować powtórka z rozrywki, czyli speshful bohater okaże się naznaczonym zbawcą świata, to ja chyba jednak popatatajam sobie w stronę przyjemnych komedii.

Demi-chan wa Kataritai

tumblr_ojs7geKI2g1saxdy4o1_500.gif
You spin me right round, baby… damn, to jest zbyt prawdziwe.

Ładne potworo-dziewczęta zawsze mają wzięcie… choć dla Tetsuo Takahashiego pociąg ten ma nieco inne oblicze. Przede wszystkim musicie wiedzieć, że to nauczyciel biologii i bardzo porządny facet, który pragnie jedynie przeprowadzić wywiad (albo dziesięć) z przedstawicielami nieco innej genetyki. Tak, genetyki, bowiem w przedstawionym świecie pół-ludzie to przypadki mutacji, a ze wszech miar ludzka rodzinka może mieć jako dziecko uroczego wampirka albo innego yeti. W każdym razie przez wiele lat dla Tetsuo choćby spotkanie jakiegoś pół-człowieka było niemożliwe, aż do dnia, kiedy do kadry nauczycielskiej dołącza pół-sukkub. Potem z worka sypnęły się jeszcze trzy nadnaturalne uczennice, dopełniając wesołego kółka ludzko-potworzastych zainteresowań .

Seria po pierwszym odcinku okazała się bardzo przyjemną komedyjko-obyczajówką. Jednak co dorosły główny bohater to dorosły główny bohater – a poza tym jakbym wymodliła przyjazną rolę dla Junichiego Suwabe! Idioto-Viktor to to nie jest, ale tak przyjemnie posłuchać tego aktora w jako sympatycznego, mądrego nauczyciela biologii. Jego nadnaturalny wianuszek potworzyc też jest niczego sobie: póki co bliżej można było poznać jedynie Hikari, wampirkę o dość energicznym usposobieniu. Dziewczyna jest bardzo przyjazna, otwarta, ale nie chamska ani tym bardziej tsunderowata. Bardzo fajny typ. Gdzieś tam przemknęła jeszcze nieśmiała Dullahanka, zestresowana pani sukkub oraz wyalienowana śnieżna dziewczyna (ta ostatnia przemknęła bardzo dosłownie, niesiona na noszach). Pod opieką naszego zacnego pana profesora może z nich powstać fajna nadnaturalna kompania, która będzie się otwierać na ludzi i radzić sobie z codziennymi, acz niezwykłymi sytuacjami. Będę śledzić serię z uwagą.

ēlDLIVE

mahosh
Mahou shoujo też tu jest…

Chuuta Kokonos jest zwykłym japoński licealistą-sierotą… No, może prawie zwykłym. Chłopak bowiem ma pewien problem. Słyszy głosy. A konkretne jeden głos, towarzyszący mu od lat i sprawiający, że dla postronnych czasami uchodzi za dziwaka gadającego do siebie. Pewnego dnia zostaje porwany przez statek kosmiczny… No, prawie… Zostaje wytypowany przez agencję kosmicznych policjantów do przyłączenia się do ich szeregów i walki z kosmitami potajemnie pojawiającymi się na Ziemi i robiącymi tam zamieszanie.

Czy ten opis brzmi dla was tak sztampowo, że zęby zgrzytają? Tak? To bardzo dobrze… Znaczy, bardzo źle. Fatalnie! O kamisama… Rozumiem, że z prostych schematów można wyciągnąć wiele dobrego i nie powinno się zbyt szybko oceniać czegoś po streszczeniu… Ale jakby wam to powiedzieć… Im bardziej się wgłębiać w tę serię tym gorzej. Czy taki schemat ratują bohaterowie? Nie, w najmniejszym stopniu. Rzadko kiedy czułam tak szczerą niechęć do głównych bohaterów. Main hero jest sztampowy i odpychający, heroina to typ zimnej suki, nazywająca głównego zboczeńcem, a im bardziej w tło, tym gorzej. Czy serię ratuje humor? Ab-so-lut-nie nie. To może grafika? Kolejny gwóźdź do trumny… Budżetu mało, designy postaci są tak krzykliwe, że wołają o pomstę do nieba, a o kolorystyce całości to ja nawet nie chcę zaczynać (używałam już słowa „krzykliwe”?). Ach, i postacie kobiece, będące jednym wielkim oskarżeniem o seksizm…
A wiecie co najgorsze? Ja na tę serię czekałam. Szczerze. Bo autorką oryginalnej mangi jest Akira Amano, twórczyni uwielbianego przeze mnie Katekyo Hitman Reborn!. I owszem, seria przypomina KHR. Tylko, że jest znacznie, znacznie słabsze. Tak jakby z tamtej serii wziąć wszystkie wady i je wyolbrzymić. Cóż, przynajmniej Amano może przy tej serii bezkarnie rysować Pokemony od samego początku… A ja powiem, że jak nie dropnę tej serii w ciągu tego sezonu to baaardzo się zdziwię.
Ps. Autentycznie jedyne co mi się w tym tyle podobało to cudowne nawiązanie do KHR! właśnie, w formie wiadomości radiowej w pierwszym epie. Serio, nawiązania do mafiozów byłyby jedynym co uczyniłoby dla mnie to anime wartym obejrzenia.

(To było gośćinne wtrącenie się Daryi, Dziab nie wytrzymałą nawet jednego odcinka)

Gabriel DropOut

tumblr_ojj6155ZB21twgfw0o1_500.gif
Prawdziwe piekło na ziemi.

Jaki anioł w popkulturze jest, każdy widzi – zwykle ma wygląd pięknego, acz skromnego dziewczęcia, która wzrokiem samym mógłaby czesać puchate baranki, a uśmiechem leczyć ludzi z dżumy. Gabriel jest wybitnym wręcz przykładem takiej cud-miód anielicy, która skończyła niebiańską szkołę z wyróżnieniem, a teraz ma dokończyć kurs na ziemskim padole, wśród zwykłych, szarych, japońskich obywateli. Japońskich, tak? To nigdy nie kończy się dobrze. I choć teraz Gab jako zwykła nastolatka stara się jak może, aby oczyścić swoje miasto ze smutku, pewnego dnia przypadkiem odpalona gra MMO-RPG pochłania ją na… na amen. Wkrótce Gab zmienia się tak diametralnie, że do statusu upadłego anioła głównej bohaterce właściwie brakuje już tylko pieczątki Najwyższego. Na nieszczęśliwy dodatek główna bohaterka wciąż musi chodzić do liceum, żeby stypendium nie odcięli, a tam już czeka na nią cały niebiańsko-piekielny szwadron koleżanek niepełnosprytnych stereotypowo: uczynna diablica Vignette, głupiutka Satanichia z aspiracjami na piekielnego władcę oraz lubująca się w trollingu Raphiel.

Aż mi się przypomniało Hataraku Maou-sama, bardzo przyjemna seria o Władcy Piekieł rozpoczynający podbój ludzkiego świata od pracy w Macu. Tutaj mamy bohaterkę z przeciwnej strony barykady, która dała się zwieść ludzkim pokusom expienia i levelowania swojego healera (chociaż tyle dobrego, że jej profesja pomaga graczom). Potencjał komediowy jest całkiem-całkiem sensowny, o ile gagi nie skończą się jedynie na tym, że dobre anioły tak naprawdę są be, a z diablic porządne babeczki są. Natomiast miło widzieć, że między Gab a Vigne zawiązała się fajna sztama mimo fundamentalnej różnicy bytów. W sumie w liceum nie takie bydło się zdarza, więc nawet wrogów warto trzymać w pobliżu, jeśli są to swoi wrogowie (“Wróg a wróg, ale swój, na własnej krwi wyhodowany”, pozdrawiamy sztandarowe polskie komedie). Opening nie przypadł mi do gustu, ot, taka w zamierzeniu zabawna piosenka, złożona z luźnych tekstów, wypowiadano-śpiewanych przez bohaterki. Graficznie też jest stabilnie, acz przeciętnie, nie ma co uruchamiać zastępów niebieskich do zakrzykania gromkiego “Allelluja!”. Just… oglądamy, jak kilka innych szkolnych komedii w tym sezonie.

Kobayashi-san Chi no Maid Dragon

tumblr_ojmocwQNMO1s307p6o2_500.gif
Czasami z każdego człowieka (albo smoka) wychodzi zwierze.

Niektórym podczas libacji alkoholowej udaje się poderwać jakiegoś przystojnego sportowca (ha, zaliczone! nigdy się nie poddam!). A niektórzy przygarniają pod swoją pieczę wielkie, zielone, ziejące ogniem… urocze pokojówki. Kobayashi należy do tych drugich szczęśliwców, więc z niejaką rezygnacją przyjmuje fakt, że do jej ciasnego M1 dołącza Tooru, smoczek płci niewieściej. Choć potworzyca wraz z zacnymi zderzakami ma nie mniej zacny ogon, na talenta natury domowej materiału już niestety zabrakło. Ani toto gotować nie umie, ani prać (znaczy, umie, ale lepiej, żeby tego nie robiła), a jako ochroniarz nadawałaby się do mafii, taką ma zabójczą skuteczność. Samemu jednak smutno mieszkać, dlatego Kobayashi jakoś zaciska zęby i żyje razem z niepokorną współlokatorką. A będzie tylko weselej i bardziej łuskowato!

KyoAni wreszcie do siebie niepodobne! Łooo… choćby już ze względu na ten fakt warto było odnotować istnienie tej serii. Poza tym anime wcale nie prezentuje się źle – choć mamy do czynienia z typową komedią omyłek i slapstickowych żartów, to fajne jest chociażby to, że smocza pokojówka służy babce (jakkolwiek męsko zachowującej się), a nie facetowi. Jakoś sympatyczniej się wtedy na to wszystko patrzy przez pryzmat takiej podszytej w piątej warstwie fabuły przyjaźni, a nie bezpodstawnego macanka. Animacja jak to KyoAni i nawet mimo uproszczonych designów animacja ryje banię mocno. I tak nie szykuje się na fabularnie gorsze niż Musaigen, więc w sumie łotewa. Zaiste komediowy sezon się kroi.

Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku wo! 2

tumblr_ojmvx1Qitb1raiijfo2_r1_500.gif
Dokładnie tak się czuję w tym sezonie.

Kazuma nie byłby sobą, gdyby z jednego szamba nie pakował się automatycznie w drugie. Ledwie udało się jakoś ogarnąć sprawę z atakiem lorda Dullahana oraz odbudową miasta, a już biedna chłopina trafia pod stryczek, oskarżony o konszachty z samym Władcą Demonów! Może w normalnym, sympatycznym fantasy piersiasty harem od razu rzuciłby się Rejtanowym sposobem, zakrzykując „nie pozwalamy!”, ale kompania Kazumy to specyfiki tak samo wielkie jak on sam. I już witał się… znaczy, żegnał się z gąską, już nawet ostatnie „Objection!” nie pomogło, gdyby nie Darkness i jej szlachecki rodowód. Czyli jak to w prawdziwym życiu, bez znajomości nic nie załatwisz, a głupi ma zawsze szczęście. Tylko co to będzie, kiedy głupich jest cała czteroosobowa drużyna!

Jaka ta nowa KonoSuba brzydka, ojacięfpycię. To już Jurki w ruchu tak źle nie wyglądały, a tu dla pogorszenia sytuacji wszystko jest statyczne. Cała animacja poszła chyba w „EXPLOSION!” od Megumin. Natomiast komediowo wszystko się zgadza. Te frajerskie próby uwolnienia Satoru z więzienia były bardzo w stylu serii, a jego wyrzucanie przed kraty kolejnych narzędzi “zbawiennych inaczej” komentowało wystarczająco celnie fakt, że magiczne światy nie zawsze są mądre i pełne rozwiązań Deus Ex Machina. Niby nie byłam przekonana, czy chce mi się oglądać drugi sezon, ale panuje taka posucha wśród nowych serii, że każda średnia kontynuacja jest dobrą kontynuacją, bo jest. Tylko błagam, na bogów, niech komuś się zechce rysować, bo to co się dzieje nawet w openingu to jest jakaś katorga. Potencjał w nim był naprawdę duży, ale przez ilość krzywych mordek nawet zabawny taniec Kazumy i jego ekipy mi zniesmaczył. Szkoda… a mówię to na początku sezonu!

Kuzu no Honkai

tumblr_ojobjkZbQR1ue4oxxo1_500.gif
Ale dramat, co nie, Stefan?

To, że miłość do nauczyciela to prawdziwa droga przez mękę pokazała niejedna seria (chociażby Ao Haru Ride czy  Hirunaka no Ryuusei). Ale dopiero w Kuzu no Honkai doświadczymy prawdziwego, bolesnego kopa w tyłek od twórców dram doskonałych czyli Japończyków. Hanabi oraz Mugi podkochują się w parze nauczycieli, których znali jeszcze na długo przed pojawieniem się w liceum. Widząc, jak związek między psorami powoli rozkwita, nastolatkowie decydują się na dość radykalny, podyktowany buzującymi hormonami krok – zostają parą, aby nawzajem zastąpić sobie prawdziwe miłości. Relacja ta jednak ma tylko podłoże cielesne, ponieważ myślami bohaterowie są wciąż przy swoich dorosłych obiektach uczuć. Czy coś w ogóle ma szansę uratować tę dwójkę przed powolnym wyniszczeniem się w, było, ni było, toksycznej relacji?

Ta seria po jednym odcinku dała mi tyle wiader depresji… Naiwne shoujo to to nie jest z pewnością, przynajmniej nie patrząc na wykonanie. Nie uświadczymy tu niemal wcale super-deformacji ani głupawych żarcików z naiwną heroiną w roli głównej. Jeno żal, niespełniona miłość do “nauczycieli”, cielesna frustracja – czyli wszystko to, co można zmieścić w samym tytule. Pewnie szykuje się kawałek nietypowej, nieoczywistej historii, ale przyznam już teraz, że raczej nie będę w stanie tego kontynuować. Reżyseria też mnie nie przekonała dość nadmiernym zastosowaniem “zawieszonym kadrów mangi” na ekranie, a ten typ emocji, które przekazuje fabuła, to istny czosnkowy kołek prosto w moje wrażliwe serce. O ile czuję, że Mugiemu pierwszemu zmieni się serducho, o tyle Hanabi może być ciężkim zawodnikiem na drodze do odnalezienia szczęścia. Szczerze? Nie zdziwiłabym się, gdyby w którymś momencie któreś targnęło się na swoje życie, tak przykra wydaje mi się to historia. Jeszcze opening nawet-nawet mi się spodobał, przynajmniej muzycznie, natomiast ending wydaje mi się przekombinowanym eksperymentem z kalejdoskopem. Sorry, nie w tym życiu.

Little Witch Academia

tumblr_oeqj10jjDW1rb1rgoo1_540.gif
Każdy dzień jest dobry żeby wdepnąć w szambo albo dziesięć.

Długo oczekiwana seria od studia Trigger. W dzieciństwie Kagari Atsuko uczestniczyła w pewnym magicznym pokazie, który tak mocno zapadł jej w samo dziewczęce serduszko, że w końcu jako nastolatka wyrusza na podbój magicznej szkoły dla wiedźm. Takich w spiczastych kapelutkach, z różdżkami i latających na miotłach, dokładnie. Jednak było, nie było, Kagari nie ma w sobie ani grama magicznej krwi, co wywołuje lekkie niezadowolenie wśród prawdziwych wiedźm. Skończyłoby się wręcz na tym, że główna bohaterka nie dotarłaby na egzamin wstępny, ponieważ nikt nie chciał jej pomóc przedostać się przez magiczny portal, gdyby nie Lotte, małe, zahukane dziewczątko o wielkim sercu i okularach, które ratuje z opresji Atsuko… i pakuje w kolejne. Prawie żeński Harry Potter. Trójkę przyszłych współlokatorek w czarodziejskim akademiku dopełnia jeszcze Sucy, wiedźma o ziemistej cerze i niesamowitym pociągu do nielegalnych i mocno trollowych eliksirów.

Jeden z poważnych pretendentów do bycia serią sezonu (nie, żeby konkurencja była jakaś powalająca, ale…), bo to po prostu Little Witch Academia, anime wymodlone od czasów konkursu Anime Mirai z 2013 roku. Och, tak, dobry był to rocznik dla tego konkursu, wtedy też dostaliśmy Death Billards… no nic, wróćmy jednak do naszych uroczych wiedźm. Chłopca w magicznej szkole mieliśmy już przy okazji wspomnianego w żartach Pottera, więc dziewczynkom też się coś należało od życia. Powstała więc seria barwna, szalona animacyjnie (przynajmniej w pierwowzorze) i lekkostrawna. Pełna seria też nastraja optymistycznie, choć wydaje mi się po pierwszym odcinku, że to nie do końca było to, choć jednocześnie wszystko było na swoim miejscu. Było ulubione trio rozrabiaków (a raczej rozrabiaczek), była przygoda i była magia. Może animacja nie wycisnęła z siebie full, raczej spokojne 90%, z ciągłym apetytem na więcej. Z drugiej strony seria ma mieć aż 24. Oby plotki o zatrudnieniu samych topowych, najaranych na projekt animatorów okazały się prawdą, bo takich tytułów brakuje na rynku.

Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu: Sukeroku Futatabi-hen

tumblr_ojdxhgB45X1velul7o1_500.gif
Starość tak bardzo nie radość.

Drugi sezon klimatycznej opowieści o zawiłościach fachu gawędziarza. Yotarou po dziesięciu latach od rozpoczęcia nauki wreszcie zostaje pełnoprawnym shin’uchi, a wraz z tym zaszczytem prosi swego mistrza o to, by móc przybrać imię Sukeroku. To jednak nie jest powód do szalonego świętowania – nie, kiedy rakugo podupada na tyle, że w Tokio istnieje już tylko jeden teatr, w którym wystawia się sztuki, a Yakumo wydaje się być ostatnim artystą wielkiego kalibru. Yotarou mimo upływu lat wciąż jednak pamięta o złożonej obietnicy, według której miał stać się godnym oponentem dla swego mistrza, aby w miejsce nieżyjącego Sukeroku podźwignąć rakugo i pokierować je na nowe, lepsze tory. W tym przedsięwzięciu może pomóc znany pisarz, który zgłasza się do Yoty z propozycją, aby napisać nowe, chwytliwe opowieści.

Wiecie co, po prostu uznajmy już teraz, że to jest najlepsza seria sezonu i idźmy spać, dobrze? Tu się nie ma nad czym rozwodzić, bo ta seria istnieje i daje z siebie obyczajowe cudo na najwyższym poziomie. I nie muszę nawet być fanem rakugo (i nie jestem, same sztuki tak średnio mi czasami podchodzą), tak nie mogę odmówić ani animacyjnego dopieszczenia, ani tym bardziej kunsztu aktorom głosowym, którzy tutaj po prostu dają z siebie wszystko. Szczególnie Ishida Akira wreszcie dostał rolę na miarę swoich możliwości – może i gra teraz srebrnowłosego „bisza”, ale na szczęście ani Kaworu, ani tym bardziej Akise to nie jest. Wciąż jednak wielką tajemnicą pozostaje co właściwie będzie chciał nam przekazać ten sezon? Jak bardzo opowieść skupi się na Yotarou, teraz już nowym Sukeroku? Czy będziemy obserwować powolny upadek Yakumo, a może Yota jednak wprowadzi w życie zmiany, zdolne podźwignąć umierającą sztukę? Same pytania, ale przez to właśnie chce się oglądać. Przynajmniej tyle.

Tales of Zestiria the X 2nd Season

tumblr_ojgx6fXTFm1s8nccpo2_500.gif
Zawsze prędzej czy później coś pierduknie.

Wracamy ze studiem ufotable do walki o wieczystą szczęśliwość w świecie ludzi i serafinów. Sorey wraz z Mikleo, Lailah i Edną dociera do „rodzinnego” miasteczka Rose, gdzie handel kwitnie w najlepsze, a mieszkańcy żyją spokojnie, jakby echo dopiero co cudem zakończonej bitwy w ogóle nie dotarło. Mimo to nawet tu Sorey nie ma spokoju, bo o wcielenie go w szeregi armii zabiega Sergei Strelka. Z opresji bohatera ratuje go Mayvin, zabawny dziaduńcio w sile wieku, który zdaje się wiedzieć wiele na temat legend oraz starożytnych ruin. Chłopaki szybko znajdują wspólny język, podczas gdy w tle rozgrywa się cicha rzeźnia, w której palce macza… Rose.

No Talesy to Talesy, a ufo to ufo. Będzie ładnie i będzie miło plumkać… ale nie wiem, czy to nastrój całego sezonu nade mną wisi, bo jakoś się tak mocno nie jaram. To chyba przez to, że fabuła coś mnie przestaje lekko stykać. Sorey krąży po kraju, ma swoje treningi uduchowiające, ale nieszczególnie wiem, do czego to wszystko zmierza. Ogólnie do tego, żeby się ludzie przestali tak jakby zupełnie wyżynać, nieprawdaż? Ale mało to emocjonujące. Opening też się jakby zbiesił – no Kaze no Uta to to zdecydowanie nie jest. Nie jest brzydka, okej, ale jeśli piosenka ma zwiastować co się będzie w całym sezonie… to chyba pośniemy z nudów. No nic, przynajmniej płomienie i magiczne strzały wciąż są na swoim miejscu.

Youjo Senki

tumblr_ojfri9NX931uxt0q9o1_500.gif
A wyobrażacie sobie taką ruską loli, która zostaje mahou shoujo za wezwaniem Kyubeia? Brrr!

Podtytuł „Saga of Tanya the Evil” powinien wam powiedzieć, że jak będą ruskie i będą złe, to to się nie może nie udać. Gdzieś pośród wojennej zawieruchy przypominającej krzyżówkę I Wojny Światowej z fantasy settingiem krąży sobie po niebie mała dziewczynka… i co, myślicie, że była to jakaś miła nastolatka, która chce oczyścić kulę ziemską z wszelkiego grzechu? A guzik, nawet Kuba Guzik. Tanya Degurechaff jest diabłem w ludzkiej skórze, który geniuszem oraz talentem magicznym mógłby obdzielić cały pluton. Dziewczynka wraz ze swoją podkomendną Viktoriyą walczy na dla przegrywającej strony, przypominającej coś w rodzaju Niemiec po przejściach. Tanya jednak nie jest w ciemię bita i choć stara się jak może i wybija wrogów jeden za drugim, nie robi tego dla dobra ojczyzny, ale dla szybkiego awansu. Przerażające? A to jeszcze nic, gdy mówimy o osobie, która nawet własnych żołnierzy potrafi ładne i po cichu zlikwidować, jeśli się jej sprzeciwią…

Póki co z tą produkcją wiążę największe nadzieje. Nie dość, że jako główną bohaterkę mamy z leksza psychodeliczną dziewczynkę, to jeszcze skubana ma łeb jak sklep i strategie na poziomie level master w The Settlers. Ponadto słyszałam, że LN, na podstawie której stworzono to anime, jest bardzo chwalona, choć… to nie zawsze oznacza sukces. Mam nadzieję, że tej serii uda się to, czego nie dokonał Alderamin, czyli pokazać wojenną zawieruchę na tle pieruńsko dobrego kombinatorstwa. Pod Tanyę (ach, te rosyjskie imiona, takie evil… hehe) podkłada głos Yuuki Aoi, którą można znać z ról Madoki z… noł łej, Madoki, czy Tatsumaki z One-Punch Mana. Grafika również prezentuje się bardzo ciekawie, ale płynnie. Jeśli po jakiejś serii będzie można spodziewać się jakiejś konkretniejszej, świeżej akcji, to tylko tu. Walić, jak w dym!

~Dziabara

Advertisements

4 komentarze do “Nie ma wody na pustyni, czyli pierwsze wrażenia z sezonu anime zima 2017

  1. Co ja mam powiedzieć o tym sezonie, no co… Rakugo byłoby najlepszym anime sezonu, gdyby nie to, że 3 sezon Yowamushi Pedal dostarcza mojemu organizmowi tyle endorfin, ile nie dostarczył cały 2016, a endorfiny to zdrowie, a zdrowie jest na wagę złota… czy coś.

    Lubię to

  2. Ten uczuć, kiedy po raz pierwszy jesteś w stanie sensownie skomentować pierwsze wrażenia z sezonu :’D

    Mnie się jakoś ten sezon bardziej podoba od ostatniego. Tj. oczywiście wtedy było YoI, ale nie wymagam, żeby każdy sezon rozpieszczał mnie takimi cudami i feelsami. A poza Jureczkowym ewenementem i kawaii ninją Nobunagi, której nie liczę, bo short, w sumie naprawdę dobrze mi się oglądało tylko li trzy serie. Teraz mam takich sześć, a wśród pozostałych więcej jest typu „słabe, ale można obejrzeć” niż „aaargh, czemu jestem taką masochistką i nie potrafię dropnąć czegoś, co mnie tak wkuropatwia!”.

    ACCA była jedną z dwóch serii, które sobie upolowałam na samym początku, i się nie zawiodłam. Jakieś takie świeże wrażenie sprawia na mnie ten animiec. Wizualnie też mi odpowiada. Jedno, co mi trochę przeszkadza, to że główny bohater przez nazwisko ciągle kojarzy mi się z Otisem z „Asterixa: Misji Kleopatry” i tylko czekam na monolog o sadzeniu marchwi, no, ale trudno, żebym się czepiała twórców, bo mam skojarzenia xD

    Szatańsko dobry licealista, heh xD Akurat na początku roku obejrzałam pierwszy sezon i zacieszam, o ile ten nowy jest fajniejszy. Już pomijam fakt, że po jakie licho oni w ogóle ten poprzedni sezon zrobili taki długi jak nie mieli materiału, naprawdę nie mogli trzynastoodcinkowego, akurat by była baza i nie trzeba by dopisywać na kolanie durnego zakończenia… Ale od początkowej, kanonicznie mangowej części też jest ciekawiej. I ładniej, zwłaszcza to przy okazji flashbacków widać.

    Oo, w Demi-chanie gra Junichi Suwabe? Chyba dorzucę seryjkę do puli oglądanych, ostatnio bardzo faceta polubiłam (i ffcale nie tylko ze względu na Vicię xD). Tym bardziej, skoro to taki sympatyczny tytuł.

    ēlDLIVE. Nope, nope, nope. Jedna z tych ww. serii, przez które zaczynam dostrzegać uroki dropania (ale nieee, nie ma tak dobrze, jak zaczęliśmy, to ciągniemy!). Mam wrażenie, że gieroj tutaj jest w ogóle nie licealistą, a gimnazjalistą?… A zresztą jeden pies, nie hejcę gostka tylko li dlatego, że jestem zbyt zajęta pałaniem żądzą krwawego mordu na jego koleżance. Szkoda, że choćby tej Gabriel czy Kobayashi nie zaczęłam zamiast tego szajsu.
    A żaluzyjka do sami-wiemy-jakiej serii zawsze na plusie :D

    …Dzięki wielkie, od teraz już zawsze, kiedy ktoś w Kuzu no Honkai zrobi poważną minę (czyli, ee, tak jakby prawie cały czas?…), wyświetli mi się przed oczyma ten gifek z podpisem <3 Tę serię zaczęłam jako ostatnią, bo najwyżej oceniana i uznałam, że warto by znać, w sumie okazała się lepsza, niż oczekiwałam, chociaż bez fajerwerków. Eru, mangokadry to zUo. Osobiście nie bardzo mnie rusza ten cały dramatyczny tragizm, za mało znam tych bohaterów, żeby się nimi przejmować.

    Little Witch Academia <3 <3 <3 Na pierwszy rzut oka stwierdziłam, że bohaterka mi się nie podoba i nie będę jej lubić. Wytrzymałam w tym jakieś… siedem minut? trochę mniej? zanim wskoczyła mi do serduszka razem z psiapsiółkami. A po skończeniu pierwszego odcinka od razu rzuciłam się na pierwowzór. Dwadzieścia pięć epków, o taaak, to jest właśnie to, co chcę robić ze swoim animcożyciem przez pół roku <3

    Sama nie wiem, brać się za to Youjo Senki ili nie. Wojskowości, kombinatorstwu i pragmatyzmowi mówimy zawsze tak, nawet mimo tagu „magic”, ale z drugiej strony słów mi brak, żeby opisać, jak bardzo mnie odrzuca design głównej bohaterki (na tym gifie jeszcze akurat całkiem przyzwoicie wygląda), a wygląd to jeszcze nie wszystko. Nie wiem, czy jest sens pakować się w animiec, skoro zwiastuna nie dałam rady obejrzeć, bo zaraz na wstępie oberwałam wkuropatwiającym do entej głosikiem smarkuli ;p

    Z innych rzeczy, które prezentują jaki taki poziom, oglądam jeszcze Oniheia i Chain Chronicle. To pierwsze to kryminał osadzony w czasach… um… jakichśtam historycznych xD, na razie bardzo epizodyczny, więc siłą rzeczy fabuły odcinków nie porażają skomplikowaniem, ale patrzy się miło, a tytułowy bohater daje się lubić. To drugie to pierwsze takie giercane fantasy, jakie oglądam, i całkiem możliwe, że tylko dlatego mi się podoba. W każdym razie o ile jeden z głównych bohaterów jest typowym wkurzającym bohaterem shounena, o tyle drugi prezentuje sobą dokładnie taką mieszankę fluffności i badaśności, jaka zawsze niezawodnie roztapia mi serduszko i skłania do fangirlenia <3 I do tego ma na imię Yuuri! A żeby było jeszcze lepiej, jednemu z jego sidekicków udziela głosu seiyuu Yuurisia K., prawdziwa szkoda, że nigdy nie mówi do niego po imieniu xD

    Lubię to

  3. lecimy z koksem
    LWA fajna zabawna i bohaterką wygłaszającą wielkie przemowy i głoszącą chwałę swojej idolki czyli jest zabawa są żarciochy ;) ręka w górę kto uważa że ursula jest….;-p
    Smocza Pokojówka od drugiego odcinka nauczyła się gotować i pełna entuzjazmu w swojej robocie kolejna seria z żartami i biustem robiącym dziwne ewolucje xD
    eDLIVE całkiem zabawna seria kilka postaci chyba z excell sagi wzięta (księżyc o tobie mówię ) tylko czemu to wygląda tak biednie jakby ktoś resztki pieniędzy na wrzucił :)
    Fuuka seria ma swoje plusy kilka zabawnych scen ale jak seiren można obejrzeć z odcinek na raz bo dwa już nużą
    Idolki parlamentarzystki seria zabawna bohaterka z gatunku takich co lubię pełne entuzjazmu nie poddające się przeciwnością i pomagają ludziom i ważnych sprawach xDD
    akiba strip kolejna komedia tym razem ściągamy ciuchy z ofiar złego zła xDD
    kono suba seria pierwsza świetne i zabawne seria druga wciąż zabawne ale wizualna strona biedą piszczy
    oglądam jeszcze chain chronicle choć z tego co widzę będzie utrudnienie bo mamy serie tv do tego ważne arci lądują w kinie do tego ma być coś jeszcze ale co jest plusem niecodzienny punkt startu jak na fantasy nasz bohater zaczyna ze zebraną drużyną zjednoczonymi siłami krain staje do walki z głównym złym i dostaje sromotnie w dupę ledwo żywy i złamany uchodzi :) (to nie spoiler to widzimy w pierwszych 5min )

    Lubię to

  4. Ha, jak dla mnie sezon nawet spoko… (I może nie ma sportówki z gejami, ale z pedałami już jest!)
    (Minister Zdrowia uważa, że polskie gify z polskich kreskówek przytłaczają mniej!)

    ACCA – dobra, nie będę nawet udawać, że jest inaczej. Wzięłam się za to, nawet nie patrząc na opis fabuły, z tego powodu: http://ue.poznan.pl/pl/uniwersytet,c13/wydzialy,c18/wydzial-zarzadzania,c20/kierunki-i-specjalnosci,c291/finanse-i-rachunkowosc-biznesu,c293/rachunkowosc-i-zarzadzanie-finansami-acca,a38799.html
    Tak. Oglądam chińską bajkę zainspirowana kierunkiem na mojej uczelni, nad którym w dodatku się zastanawiałam. Ale na razie w sumie nie jest źle? Mi grafika akurat pasuje, nie przeszkadza mi ta prostota wcale. Jedyne co mi trochę nie pasuje to ten poważniejszy klimat i kolorowe włosy. Jakoś tak dziwnie tak to zestawiać. Te kolory, w sensie, bo klimat ok.

    Ao no Exorcist – …tak, też zauważyłam. Tak znikąd się zaczyna, bez wprowadzenia ani nic. Mangi nie czytałam, a pierwszą serię hen dawno oglądałam, i czuję się trochę wrzucona na głęboką wodę, ale po pierwszym odcinku odkurzyło mi się co nieco i powiedzmy że dryfuję na dmuchanym kółku. Nie jest źle, nie, ogarniam co się dzieje, tylko… no. Dmuchane kółko.
    Ale ogląda się przyjemnie, soł.

    Little Witch Academia – nieletnie wiedźmy, check! Do pierwszego filmu zapchała mnie Alexis (pozdrawiam!), drugi obejrzałam już sama, a teraz seria. Użyte przez Ciebie słowo „lekkostrawna” jest imho tu kluczowe.
    Zgrzyta mi mocno tylko jedna rzecz, jak na razie – na podstawie filmów można było uznać, że w sumie okej, na tle innych Akko jest po prostu… utalentowana niewybitnie, są i takie przypadki, nie każdy jest geniuszem. Ale seria pokazuje, że ją, „mugolkę” (no powiedzmy), która sama przyznaje, że nie wie nawet jak przeczytać zaklęcie ze swoich kart, zamiast wysłać na kurs podstaw, wrzucono do tego samego rocznika edukacyjnego co Dianę, która spokojnie by mogła dawać korki studentom na ichniejszym odpowiedniku uniwersytetu. Inne dziewczęta również machają różdżkami dość skutecznie, tylko Akko nic. Kto u licha w zarządzie tej szkoły uznał, że to dobry pomysł?! Wyślijcie biedne dziewczę na zajęcia wyrównawcze! (Nawet nie można uznać, że to pierwszy rok i niektóre są z domu lepiej nauczone, w pierwszym odcinku inne dziewczęta zachowują się tak, że wskazuje to na to iż doskonale wiedzą, jak się odbywa początek roku szkolnego. Ergo, już do tej akademii chodziły wcześniej.)

    Ze starszych rzeczy wzięłam sobie Mob Psycho 100, jak tak zachwalałaś. Nie żałuję, choć ta kreska, brr… wiem, że to tak specjalnie i złego słowa przez to nie powiem, ale nie w moim guście.

    Od siebie dorzucam jeszcze Yowamushi Pedal: New Generation, czyli owa wspomniana przeze mnie sportówka z pedałami. Rowerowymi.
    Czekałam aż ta banda szurniętych rowerzystów wróci :D Nowe pokolenie, bo oh noes, trzecioroczniacy kończą szkołę! W przypadku „naszej” ekipy (no, tej głównej…) oznacza to ni mniej ni więcej, że równo pół zespołu wysłanego na poprzednie zawody odpedałowuje sobie w długą. (Co nawet jest w openingu. Dosłownie.) I kim ich zastąpić? Ano dwoma drugoroczniakami, którzy się kiedyś przewinęli, ale przegrali miejsca w ekipie z pierwszoroczniakami i wzięli się w związku z tym ostro za treningi. I już są w dużo lepszej formie. Ale to daje pięć, a ma być sześć. Przed sezonem się zastanawiałam, jak to z tym będzie (bo ze znanych nam innych członków klubu rowerowego został już ino koleś w roli comic reliefa), i dalej w sumie jeszcze nic nie wyjaśniono. Ciekawi mnie, kto ostatecznie wdzieje żółtą koszulkę i dołączy do tej zgrai. Zresztą w innych zespołach też jest wymiana kadry, u głównego rywala to nawet czterech z sześciu, jeszcze lepiej. A że jeden z tych czterech nowych to dawny przyjaciel jednego z drugoroczniaków, to drama gotowa.
    Co jeszcze w dotychczasowych trzech odcinkach? Znajome już krzywe i dziwne twarze (w jednym momencie naprawdę miałam ochotę zapytać czy wszystko w porządku, mimo że wiem, jaka tam jest grafika i mi nawet nie przeszkadza… ale jeżu zielony, Imaizumi, na pewno nic się nie stało?), dwaj trzecioroczniacy w roli mentorów (to na plus! Pytanie, ile tak zostaną) i trzeci, w stosunku do którego wszyscy zachowują się, jakby był martwy (ale czasem wciąż słyszą jego głos), choć ino wyjechał studiować za granicę. I przy okazji zepsuł całkowicie w porządku kolegę z zespołu, mówiąc mu, że ma być silny (co ten jakoś zniekształcił w głowie i mu wyszło że nie jest dość silny i się chłopina podłamał). Drugoroczniakowy awans z drugiego planu na pierwszy – można? Można. I jeszcze Manami, który zmienił się w krzesło. Eh, będzie mi ich jednak brakowało, tych trzeciorocznych, nie tylko z „naszej” ekipy. Dziwaczność Makishimy, narcyzm Toudou i mimika twarzy Arakity są jednak nie do podrobienia.
    Na co czekam? Na nowego członka drużyny, na resztę nowych w składzie rywala, na kolejne zawody, na sztandarową piosenkę teamu Sohoku ( https://youtu.be/M5RbIT9kqrI ), na kolejny odcinek. Ma być ich 25. zaciera ręce to jedziemy! Znaczy, oni jadą. Ja się ino rozpisuję w komentarzach, tak trochę bez ładu i składu, ale mam nadzieję, że chociaż 10% jest zrozumiałe.

    Samo YowaPeda by ratowało dla mnie sezon, może i temu nie jest jak dla mnie aż tak źle, jak mówisz?

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s