Szkoła pełna tajemnic – relacja z Hellconu VI

Czas: 10-11 grudnia 2016

Miejsce: Zespół Szkół nr 55 w Warszawie (tak, TEN „Maczek”)

Konwencja: Tak tajemnicza, że nikt jej nie dostrzegł.

Wasz stary sprawdzony Duet DD Reporterów (Dar&Dziab) znów zaatakował warszawski konwent – 10 oraz 11 grudnia pojawiłyśmy się na Hellconie przy akompaniamencie szumiącego deszczu, klikania Tumbrla oraz nieustannie nuconego w myślach „History Maker”. Tym razem nasz punkt widzenia był bardziej punktem siedzenia, więc darowałyśmy sobie spamowanie fanpage’a na facebooku – zresztą, żywiołowe dyskusje królowały naprawdę w jednym temacie. Notka to jednak zupełnie inna para kaloszy, więc postaram się wam dostarczyć rozrywki z nieco szerszego niż powierzchnia lodowiska spojrzenia. (Tekst pisała Dziab, Dar tylko się miejscami wtrąca :3)

hvi-log-st

541978_anime-reaction-nosebleed
Nasze shipping trio bawiło się w weekend znakomicie.

Konwent niczym Jurki na lodzie zaczął zaskakiwać nas już od samego początku. I to w tę dobrą stronę. Przede wszystkim nie napotkałyśmy absolutnie żadnej kolejki. Żadnej. Na godzinę przed rozpoczęciem pierwszych atrakcji ludzi było mniej niż mieszkańców Wodogrzmotów Małych, a i w trakcie konwentu ludzi przeczłapywało przyjemnie w sam raz. Natomiast z zaskoczeń mniej miłych zupełnie nie dostrzegłyśmy motywu przewodniego imprezy, którym miały być szkolne tajemnice – znacie ten temat, prawda? (Dar: …ten konwent miał konwencję?) Siedem szkolnych tajemnic, pośród których niemal obowiązkowo pojawia się żyjący manekin czy fortepian w klasie muzycznej, na którym coś gra nocami, mimo że nikt przy nim nie siedzi (jeśli wyczuwacie pomysł na notkę, to dobrze nas znacie). W każdym razie Hellcon tylko z nazwy był czymś niepokojącym, a najwięcej atmosfery w naszym zacisznym handlowym kąciku wprowadzały niedziałające lampy sufitowe. Ewentualnie LLP z jej napadem głupawki na EMIĘ (pozdrawiamy Chalve, który musiał ją znosić).

Konwent zapowiadał się wyjątkowo nie tylko z powodu fazy pewnym tematem, ale również dlatego, że zdecydowałam się wspomóc swoją nieszczególnie zaznajomioną z finansami osobą stoisko Bubonerii połączonego z wydawnictwem Okami. To znaczy – siedziałam i roztaczałam przyjazną aurę, starając się a) nie wyglądać jak autorka sprzedawanych śliczności, b) nie dawać sobie zbyt wielu facepalmów na widok żywiołowego marketingu Daryi (który był skuteczny, bo to Dar). Kokosów co prawda nie zbiłyśmy (Dar: Oj, nie), banku nie obrabowałyśmy, ale jak na litościwie małą grupę konwentowiczów – doniesienia mówią o jakichś sześciu setkach – i tak nie było źle. Najlepiej schodziły plakaty z… z wiecie czego. Czy ja już mówiłam, że ten konwent był tendencyjny i ustawiony?

kasiowe
Tak, poszedł nam cały nakład tego wzoru. Ale Kasia Olbromska jak coś machnie, to sami wiecie… Koniecznie śledźcie jej prace! Na fejsie, tumblrze lub Instagramie !

Pierwszą odmianą od stoiskowego życia (ale nie odmianą tematyczną) był wyczekiwany panel o Yuri!!! on ICE. Przeczesywanie tumblra, twittera oraz pixiva to dla obu z nas wciąż za mało, dlatego bardzo liczyłyśmy na owocną dyskusję na tematy okołociekawostkowe, którymi seria obdarowuje fanów w ilościach zastraszających. Poznałyśmy pokrótce historię inspiracji Kubo-sensei na stworzenie serii – przynajmniej częściowo było nią zakończenie kariery lubianego przez nią łyżwiarza, pana Tatsukiego Machidy. Mangaka pojawiła się wówczas na trybunach z własnoręcznie zrobionym, dość dużym transparentem, co przykuło dość mocno uwagę telewizji. W efekcie gdzieś w tle uruchomiła się spora machina, dająca autorce możliwość stworzenia serii o jej ukochanym łyżwiarstwie.
Po zacnym początku panelu szybko wyszło jednak na jaw, że prowadząca niespecjalnie potrafi w jasny sposób przedstawić swoje myśli, przez co atrakcja stała się mocno chaotyczna. Gwoździem do trumny wydaje mi się poświęcenie dobrej połowy panelu na omawianie kwestii tego, jak to część Jurkowego fandomu zbyt mocno miesza sprawę prawdziwych łyżwiarzy z fikcyjnymi. Okej, to jest kwestia warta wspomnienia, ale jednocześnie nie widziałam fandomu bez idiotów, więc nie jest to dla mnie ani nic zaskakującego, ani tym bardziej wartego roztrząsania. Naprawdę wolałybyśmy podyskutować na temat kto wygra Grand Prix lub czy jak mógłby wyglądać drugi sezon, gdyby był. [Dar: Dodatkowo, zawiodło nieprzygotowanie prowadzącej do panelu ze strony merytorycznej – w sytuacji gdy widownia musi dopowiadać jej wiele spraw, robi się trochę dziwnie. I serio, gdy przy pokazywaniu postu na tumblra z tweetami prawdziwych łyżwiarzy reagujących na Jurki, nazywa się Ewgenię Medwedewą „dziewczynką” i po chwili od niechcenia dodaje „a, ona chyba kiedyś robiła chyba taki program z Sailor Moon”kończąc temat jej kariery i uwielbienia do nie tylko Jurków, ale anime w ogóle, to rączki opadają… Przepraszam za rant, ale jako wielbicielka Gieni musiałam to z siebie wyrzucić].

hell1
Za to cosplay’e były zacne (Foto: Krzysiek „Soldier” Kowalczuk”)

Drugi panel jaki odwiedziłam (już samodzielnie) był ten organizowany przez wydawnictwo Waneko. Poszłam tam przede wszystkim aby pomiziać jeszcze świeże japońskie tomiki mang – szczególnie miło było zajrzeć do świeżo zapowiedzianych jednotomówek (Magi no Okurimono oraz Houkago x Ponytail) czy Bongou Stray Dogs. Standardowo można się było również dowiedzieć o byłych oraz przyszłych premierach nowych tytułów, jak również pozadawać nurtujące czytelników pytania. Frekwencja nie była jakaś oszałamiająca, a i żadnych kontrowersyjnych pytań nie było (najbardziej hardkorowe było to dlaczego onomatopeje są tłumaczone. Tak, serio), więc panel zupełnie niepanelowo skończył się przed czasem. Ktoś może być ciekawy czy poruszony został temat Do Adolfów i… nie, nie był. Ja się nie dopytywałam, bo ciężkie mangi historyczne nie należą do moich skrytych lekturowych marzeń, więc mimo roztrząsanego w te i nazad tematu okładki w Internecie jest mi to dosko wszystko jedno.

Potem na dłuższy czas zasiadłyśmy z Dar za stoiskiem i robiłyśmy dużo niekonstruktywnych rzeczy. Z nieco bardziej konstruktywnych spraw udało nam się chwilę pogadać z Duo (zgadniecie o czym? Yep, to zaczyna być przerażające [Dar: Ej, gadaliśmy też o Shokugeki no Souma. Przez chwilę]), który jak to on, człowiek pozytywnie najarany i oblatany, podrzucił do czytania ciekawie brzmiący webtoon o nazwie The God of High School. Jeśli guru One Piece’a porównuje fabułę do niego, to coś musi być na rzeczy.

Kopnął nas również prawdziwy zaszczyt poznania na żywo czytelnika Lemurilli, tak, tak, czytelnika! Ankieta nie kłamała i nie jest tak jak w SAO, że większość facetów podaje się w internetach za laski. Niestety, pamięć mam gorzej niż złą, więc Kochany Czytelniku, choć nie pamiętam nicka (ani nie jestem pewna, czy go podawałeś), to wiedz, że jesteśmy ci z całego serca wdzięczni za twoją obecność! Czuj się współautorem tej notki!
A przynajmniej akapitu.

1473856348-2a65ed62c5d88c40fd44fd4c2f44ab9b
Wieczysta niech ci będzie okejka.

Jako sąsiadów mieliśmy wydawnictwo Waneko i tam też spędziłam trochę czasu, wypytując o to, jak im się pracuje w nowej siedzibie oraz uśmiechając się ładnie o tomiki recenzenckie (sprzedajna wieprzowina jestem, wiem). Darya jednak szybko poczuła się zazdrosna o to, że mam nowych, lepszych senpajów, więc zaczęła spoglądać na nas łakomym okiem. Wreszcie przybyła z odsieczą, kiedy grupa konwentowiczów zaczęła badać zawartość stoiska wydawnictwa, w tym Kulinarne Pojedynki. To by sygnał dla Dar, która od razu rozpoczęła swą korporacyjną grę i zaczęła reklamować „konkurencję” [Dar: No hej, co to dla mnie ogarniać trzy stoiska na raz xD]. Ja starałam się ją dogonić, więc udało mi się akurat skutecznie zachęcić do ReLIFE’a (póki co anime, ale liczę na was, dziewczyny, że kiedyś wrócicie i kupicie tomiki!). Tak wesoło minął nam czas aż do momentu przyjazdu Shizuru, którą poznaliście w zeszłym tygodniu przy okazji notki o kotach.

Stoisko na czas nocny zamknęłyśmy i dałyśmy sobie wychodne, aby pokonwentować trochę na panelach. Nieznane prądy korytarzowe zagnały nasze trio na końcówkę panelu u Ranmaru o tym jak nie pisać fanfików i ogromnie, przeogromnie żałujemy, żeśmy nie poszły na to od początku. Panel był absolutnie ge-nial-ny, a wszyscy śmiali się i dokazywali razem z nami. Jak już wspomniałam mam paskudną pamięć do szybkiego zapamiętywania (o czym jeszcze potem będzie), więc nie umiem wam przytoczyć wszystkich celnych ripost, ale jedną pamiętam doskonale – prowadząca raz spotkała się w angielskim fanfiku z „centrum przyjemności”, będącym fantazyjnym synonimem, jak zrozumiałam, punktu G. Nie brzmi to aż tak źle, gdyby Ranmaru w mig nie zażartowała: „Halo, halo, tu twoje osobiste centrum przyjemności, w czym mogę pomóc?” Nie zapomnę również fanfikowego bingo, na którym pojawiły się największe autoreczkowe klisze jak chociażby dziwne, włoso- lub oczopochodne alternatywy na imiona bohaterów, Mary Sue czy tańczące języki. W tym przypadku raczej nie chciałabym niczego wygrać.

Potem nastąpiło rozdzielenie dream teamu – Dar została na panelu o tajemnicach poczytnego blogowania (wszystko i jeszcze więcej dla was), natomiast z Shizu poczłapałyśmy napawać się na uboczu kolejnymi fanfikami oraz fanartami.

[Dar: Jeszcze słówkiem o panelu „Tajemnice poczytnego blogowania, czyli dlaczego Twój blog jest brzydki?” Świniareczki – jestem znakomicie zadowolona. Mimo, że opowiadał on przede wszystkim o blogach z opowiadaniami, dużo informacji odnosiło się także do naszego typu stron, choćby w kwestii marketingu i szablonów. Nawet jak większość informacji nie była dla mnie nowa, prowadząca znakomicie się przygotowała, dyskusja, także miedzy słuchającymi, kleiła się świetnie i chyba wszyscy wyszliśmy, nie tylko lepiej poinformowani, ale i bardziej zmotywowani do blogowania.]

hell2
LLP (ta w czerwonym, a masz, odkrywam twoją tajemną tożsamość!) dzielnie pracowała cały konwent przy swoim stoisku nad nowym tomem Vivy la Fify, a w tle…Czyżby stoisko Bubonerii/Okami…? (Foto: Krzysiek „Soldier” Kowalczuk)

Kiedy znudziły nam się sylwetki łyżwiarzy, postanowiłyśmy znów zjednoczyć siły na panelu o męskich mężczyznach w szkolnych anime. Nie była to jakoś szalenie ambitna atrakcja, bo polegała głównie na oglądaniu kompilacji scen lub wręcz całych fragmentów odcinków. O ile jeszcze przy Ore Monogatari! było sporo śmiechu, tak filmiki z Danshi Koukousei, Cromartie High School i jeszcze jednym starszym anime o stadku maszerujących, napakowanych licealistów już były lekko przydługie. Poza tym się zdziwiłam, że nie pojawił się nikt z Beelzebuba. Nic z pokazanych serii mnie szczególnie nie zainteresowało, więc może to dlatego uważam panel za lekko stracony.

Później Shizu miała straszne parcie konkursowe, więc skutecznie uprosiła mnie, abyśmy poszły na wiedzówkę z animcowych log. Czy tam logów. Shizuru należałyby się wielkie brawa za odwagę cywilną (w samym 2016 obejrzała tylko ze trzy serie, w tym pięć razy Jurków), ponieważ mimo stosunkowo zawężonej wiedzy postanowiła wziąć udział w wymagającej konkurencji… gdyby nie to, że przy każdym naszym pytaniu spoglądała na mnie wyczekująco, a Dziaba pot zalewał, bo chciał, a nie mógł. Musicie wiedzieć, że sprawa byłaby zbyt prosta, gdyby to były loga z prawdziwymi tytułami, dlatego prowadzący świetnie zmodyfikował je albo przez podpicowanie symboli, albo przez wstawienia straszne sucharowego tłumaczenia. Gdy nadeszła godzina, w której w sali obok rozpoczęło się 1 z 10 w wykonaniu Aldara, Shizuru zostawiła mnie w nadziei, że gorzej już nie będzie, skoro jesteśmy na ostatnim miejscu, i dam se radę. Dam radę z pomocą Dar, która siedziała z boku i pisała pikantne sceny, które rozpraszały moją uwagę (tak trudno zapuszczać dobre żurawie)… [Dar: mimo, że nie brałam udziału w konkursie, tylko fanfikowałam do Jurków, muszę powiedzieć, że brawa dla porwadzącego za pomysłowość i wykonanie konkursu – jego suchary rozwalały na łopatki :D]

27909_anime-reaction-fangirling-done-fainting
Sama… na konkursie… sama…

I udało się. Do ostatniego momentu dogrywki walczyłyśmy o złoto, ale zadecydowała jedna mniej popularna seria i ostatecznie zajęłyśmy miejsce drugie. Niebiosom niech będą dzięki, że się napatrzyłam np. na to logo z paskudnego Luck&Logic. Dobrze jednak, że uczestnicy okazali się na tyle szybcy i szprytni, że do gry przymusowo weszły starsze pytania z nieco bardziej „kultowych” serii. Tylko dzięki nim udało nam się całkiem nieźle nadrobić stratę punktów.

Wróciłyśmy do naszej przystoiskowej przystani. Nie, żebyśmy nie miały sleepa, ale to na korytarzu miałyśmy przedłużacz, a jak przedłużacz, to można ładować komputer, a jak komputer… łatwo się domyśleć. Filozofowanie o pocky i uszkach o szóstej nad ranem na długo wyleczy mnie z chronicznej nieśmiałości do rozmawiania na tematy nieporuszalne werbalnie. Poza tym czytania fanfików z podziałem na głosy (szczególnie tych złych i o raku płuc) powinni uczyć w szkołach jako przydatne narzędzie powstrzymywania śmiechu w produkcjach typu docu-soap. Jeśli jeszcze w czwartek przed przyjazdem Daryi do Warszawy posiadałam jakieś hamulce moralne, to w niedzielę rano wszystko diabli wzięli. To aż cud, że nie zaczęłam biegać i rozdawać ludziom przytulasów.

hell3
Wierzcie czy nie, ale to dokładnie moment, gdy Darya kupuję u Waneko ten właśnie tomik Kawaii Scotland (jej zaciesz został poza kadrem). Wyślemy wam Kotki potem rachunek za urazy moralne. Bo kto nam polecił Brondrzeja i Smoka Wawelskiego, no kto? (Foto: Krzysiek „Soldier” Kowalczuk)

Około godziny 8 wreszcie nadszedł czas na upragniony wypoczynek w postaci… przesiedzenia pół godziny twarzą na ławce. Porządny sen jest przecież dla słabych. Nie wiem jak to się stało, bo do tej pory narzekałam jak świat stoi na moją senność starczą, ale dobra ekipa u boku potrafi skutecznie przegnać wszelkie zmęczenie. Po pobudce wepchnęłam żuchwę z powrotem na miejsce i przystąpiłam do kolejnych działań wojennych na stoisku Waneko, które działało już od wczesnego rańca. Właśnie wtedy nadeszła faza większa niż cokolwiek innego. Dzięki uprzejmości Kurasa poznałyśmy jeden z najlepszych pairingów ever: Brondrzej. Problem w tym, że mówienie o tym dziele na łamach Lemurilli może uruchomić nieznane, straszne machiny politycznego zła, dlatego I’m just saying, wklepcie w Google, na pewno znajdziecie. I miło było was poznać, bo kiedy wrócicie tu z powrotem, możecie nie być już tymi samymi ludźmi co wcześniej.

No i smok wawelski. Nie można zapominać o smoku wawelskim.

Ostatnią atrakcją jaką sobie zafundowałam była wiedzówka multimedialna z anime z 2016 roku prowadzona przez Owoca (pozdrawiam, kłaniam się nisko, przepraszam że żyję). Chyba sami rozumiecie, że te wszystkie podsumowania sezonów nie mogły pójść na marne. Tak, to był mój tajny plan szkolenia się, by pewnego dnia zdominować cały fandomowy światek… i jak zawsze coś nie pykło. Jak zawsze.

tumblr_inline_oi5epay09B1qgj20i_500.gif
Ja i Shizu przed multimedialną wiedzówką z anime 2016 roku.

Nie wiem jak to się dzieje, że im bardziej nie chcę, tym łatwiej się ostatecznie udaje wygrać… co działa również w tę stronę, że jak chcę błysnąć, to co najwyżej błyszczę jak marchewka w rosole. Z tego miejsca chciałabym raz jeszcze pokornie paść na kolana i przeprosić na porzucenie Gi(a)rlish Number. Chociaż pewnie gorsze jest to, jak objechałam pierwszy odcinek… cóż, co się stało, to się nie odstanie. Karma i tak zemściła się na mnie bardziej niż skutecznie, podrzucając mi regularnie pytania z tejże właśnie serii. Na pohybel Dziabarom. Shizuru również brała udział w wiedzówce, choć początku trochę nie wiedziała, co tu właściwie robi, a trochę leciała na pałę. Co najcudowniejsze, przez jakieś pierwsze pół godziny miała więcej punktów ode mnie. Cóż, jakbym nie zlamiła w widowiskowy sposób pytania z YOI, nie wypadło mi z pamięci jak się stronka Gamona z Occultic;Nine nazywała czy nie zapomniała nazwiska głównego bohatera z BokuDake, to może bym nie dostała paralitycznych dreszczy (serio, jakoś tak na konkursach nie umiem powstrzymać drżenia rąk) i nie byłoby tak źle. Na szczęście wraz z postępem konkursu powoli, powoooli zaczęłam w cokolwiek trafiać, ale chyba nie do końca z tych serii, które się spodziewałam. Dziękuję ci, Maś, że mnie namówiłaś na Love Live! Sunshine, zero głosów mnie uratowało! I tak dalej, i tak dalej. Owoc, jesteś naprawdę miły, że powiedziałeś, że wygrałam znaczną ilością punktów, ale… i tak czuję się sprasowana. Hańba mi.

Potem nie działo się nic na tyle znaczącego, żeby się nad tym rozwodzić… czyli co, czas na podsumowanie konwentu? Dziwna wyszła mi ta relacja, mocno osobista, choć to pewnie dlatego, że i konwentowałam trochę inaczej niż zwykle. Normalnie chadzam od atrakcji do atrakcji, ale tym razem naprawdę mocno się socjalizowałam i fazowałam. Naprawdę, nagadałam się jak nie ja, a mimo to nie zdarłam gardła… cuda, prawdziwe świąteczne cuda.

Maczek to dobra miejscówka. Po prostu. Człowiek musiał raz spróbować czegoś innego, żeby docenić te rozlatujące się toalety i ciasne korytarze. Ze względu na ilość ludzi nie było jednak tak źle, a papier w łazienkach był niemal zawsze na czas (tak, raz nie było, ale to tylko honorowy raz). Co do konwencji no to nic się nie zmieniło od samego początku – nawet jeśli istniała, to zdechła szybko jak dżdżownica na autostradzie. Mimo to Hellcon VI nie stanowił tylko wymówki, aby spotkać się z ludźmi, ale całkiem nieźle sprawdził się w roli konwentu multizadaniowego, na którym każdy znajdzie coś miłego – a to pośmieszkować ze znajomymi, a to się obkupić, a to pobawić na konkursach lub podyskutować na panelach. Ale żeby miało to jakiś większy pomysł na siebie to już nie. To nie ten poziom co pierwsze Hellcony. Och, do dziś pamiętam to drzewko ze spoilerami, które niosły wiekuistą grozę…

hellcon
A, czasami można się pochwalić kto siedzi po drugiej stronie tych notek. Dar ma wianek, Dziab urok osobisty, a zdjęcie robiła nam Shizu (przy której stoisku też pozujemy).

Rzucam cztery z minusem w skali szkolnej i zmykam szykować kolejną notkę. Do zobaczenia w podsumowaniu sezonu!

~Dziabara

Ps. Darya: Specjalnie dałyśmy trochę mniej obiektywną relację z konwentu tym razem – wolicie taką formę czy jednak więcej reporterskich obserwacji z całej imprezy? Z mojej strony dodam jeszcze, że zaskoczyłam się kameralnością Hellconu. W pamięci miałam, że jest to event wielkości letniego Animatsuri, a tu, malutko i przytulnie… Żałuję tylko, że stoisko Tayaki House, czyli moja ukochana, japońska żarłodajnia konwentowa nie odwiedziła imprezy także w niedzielę i nie mogłam u nich zostawić znowu miliona monet za pieczone rybki i serniki z zielonej herbaty… Ale mam za to wianek. I Kawaii Scotland.

Ps. 2. Wanekoty to najlepsi sąsiedzi ever. Kuras, Alex, kochamy was!

Reklamy

15 komentarzy do “Szkoła pełna tajemnic – relacja z Hellconu VI

  1. DD Reporter? Poczułam się staro, a i tak młodszam od was :’D

    Może konwencja była, tylko sekrety tak tajemniczo ukryte, że ich nie znalazłyście? I nikt inny też, przy okazji? Nie no, mnie tam nie było, jak wy mówicie że dżdżownica, to dżdżownica, ufam waszemu osądowi.

    Kurczę, najpierw myślałam że mowa o logach w formie pojedynczej: log, i się zastanawiałam o kie licho chodzi, że co, niby jakieś ministreszczenia potraktowane Mocą Polskich Tłumaczy? Ale koniec akapitu mnie oświecił… nie no, biega się dookoła sprzątając, człowiek zmęczony xD jak bardzo stare te serie? Powiedzmy te, co Rob często przywołuje? Czy mniej stare, ale „#gimby nie pamietajo” bo zanim zaczęli oglądać to już powychodziło?

    A i widzicie, Czytelnik! Dałyście autograf z dedykacją? Pamiątkowe zdjęcie? Uścisk dłoni prezesa? Coś, coś? (od Xenyi i Apoca z Kopytka mam autograf na wizytówce :D znalazłam go ostatnio podczas porządków świątecznych)

    Ale szkoda tego panelu o Jurkach, bo aż widać, żeście się obie na to napaliły a wyszło jak wyszło… za to Dziab, gratuluję wyników w wiedzówkach!

    P.S. …Brondrzej. Nieeeeeee… kręci głową Co ja paczę, czy jadą już do mnie jakieś służby specjalne? Dios mío, tego się nie odzobaczy. Same zajawki z Google starczą.
    P.S.2 Dar, ja wiem? Może czasem tak, czasem tak? Tu są faktycznie osobiste wrażenia i je widać, ale pewnie czasem zadzieje się i taki konwent, który jest 100% poprawny, ale… nic poza tym, bez efektu wow. I jak tu wtedy zrobić notkę na subiektywnych odczuciach?

    Lubię to

    • Więc jak my musimy się czuć… też oglądałaś? :D

      Nie chcę się wypowiadać za ogół konwentowiczów. Po prostu na korytarzach ani w samym planie atrakcji nie dało się zorientować, że jest jakiś motyw przewodni imprezy. Kiedy Hellcon był w 2012, to wszędzie czuć było apokalipsę z wiadomych względów. Kiedy indziej Animatsuri skupiło się na okresie Sengoku i była to najlepszy klimatycznie konwent, na jakim byłam (pamiętam wpadających na panele wojowników i wykrzykujących hasła w stylu „gdzie ten psubrat Takegawa?!”). Ale ten był taki mocno nijaki w tym względzie.

      No loga, logi, logosy, trolololo. Tytuły, no. Sorki, sama się przy pisaniu zacięłam i nie wiedziałam, jak to się powinno odmieniać.
      Matko boska, tylko tego by brakowało, żeby serie były AŻ TAK stare jak te od Roba ;) Nie, nie było tak hardkorowo, raczej właśnie z rodzaju „gimby nie znajo” lub wręcz „tak słabe, że tylko Dziab to ogląda”.

      Eee, M.W., wstrzymaj konie. Nie jestem pewna co zrobiła Dar, bo przyszłam już w trakcie odwiedzin, ale nie czuję się absolutnie fancy ani cool żeby takie rzeczy robić. Jesteśmy normalnymi ludźmi D:
      Ty ode mnie autografu na Pyrkonie nie chcia… a, przepraszam, wtedy zaczynałam dopiero pisać :<

      Dzięki i przepraszam, jeśli wyszło na to, że zadzieram nosa .3. Przepraszam. Cieszę się jak człowiek. Przepraszam. Przepraszam…

      PRZEPRASZAAAAM.

      Panel o Jurkach mamy zamiar uratować na Namiconie za miesiąć we Wrocławiu. Dar go prowadzi, ja postaram się aktywnie wtryniać. Co prawda nie wiadomo, jak niska będzie frekwencja, ale damy z siebie wszystko, żeby dyskusja była konstruktywna i ciekawa. I ciekawostki. Mnóóóstwo ciekawostek… Zapraszamy serdecznie :)

      PS. Tak, Brondrzej. Wybacz, M.W., że w ciebie to też trafiło, ale fanfiki nie biorą jeńców.
      A drugi peesik zostawiam też do skomentowania Dar. DAR, PRZYZYWAM CIĘ! (grzmot w tle)
      Chociaż tak, spodziewam się, że kolejny Chibikon, który będzie tuż przed Walentynkami, będzie właśnie z gatunku takich poprawnych, sympatycznych i mało emocjonujących imprez. Wtedy postaram się streścić wszystko nieco bardziej, eee, sucho? No i szał po Jurkach chyba już opadnie .3.
      Czy ja już przepraszałam? Nie? To przepraszam D:

      Lubię to

      • No ba że oglądałam!

        Raz że zaczynałaś, dwa, że „łomatkośrednioświęta Dziabara senpai na żywo okej spokojnie nie zrób z siebie totalnego dekla na żywo” :’D następnym razem poproszę. Nawet specjalnie jakąś fajną kartkę przygotuję, o.

        Nah, nie przepraszaj, ciesz się, ciesz! Jest z czego! \o/

        (za miesiąc to ja będę sesjować w najlepsze…) (mimo że oficjalnie się zaczyna 31) (ale to moja uczelnia) (tu „czas” i „terminowość” to pojęcia względne) (czemu piszę w nawiasach?)

        Myślisz że się uda? Jak się ją przyzywa na grupie hO na fejsie to nie działa :c

        Lubię to

  2. widzę że impreza się udała i mieliście udane dwa dni :-) a a propos jazdy figurowej na lodzie byłem pewny że była już seria z tym motywem i po paru dniach łamania głowy i pomocy listy na ANN (dzięki niech będą za 7list )w końcu sobie przypomniałem ginban kaleidoscope oczywiście :-))

    Lubię to

    • Ano się udała, choć nie wiem, czy bardziej żeśmy rozładowały akumulatory, czy je naładowały XD

      Tylko czekałam, aż ją wspomnisz :”D O dziwo nawet znam Ginban kaleidoscope, naprawdę grubych kilka lat temu chciałam to obejrzeć, ale co nie pykło, to nie wiem. No i pamiętna scena z Death Parade to też świetny pokaz jazdy figurowej. Właściwie Madhouse animacyjnie zrobił to najlepiej. Polecam obejrzeć tylko ten fragment na Youtube, kilka minut niesamowitej historii bez wypowiedzenia choćby jednego słowa.

      Lubię to

  3. Rak płuc <3333 Choć chyba nie powinnam tak pisać… Chciałabym dodać coś od siebie, ale zgadzam się we wszystkim co jest napisane, więc nie mam co dodawać zbytnio. Dziab, ja ci bardzo dziękuję za tego twojego faila z pytaniem z Jurków. To był dla mnie bardzo cenny punkt :* Uwielbiam konkursy, nawet jak nic nie wiem ^^ A Brondrzej ryje banie mocno.

    Lubię to

    • Też miałam wstawić głupi żarcik w notce, ale szybko stwierdziłam, że jeszcze nie jest ze mnie aż taki zwyrodnialec i napiszę to zdanie inaczej. Aczkolwiek rozumiem cię doskonale (btw, to z amputacji nóżek łatwo jest się nabijać, ale z raka już nie wypada? dziwne to).
      Twoje szczęście jest moim szczęściem o ile ten fail nie będzie mi zbyt często wypominany w przyszłości :) Porażka jest najlepszą nauczką. Teraz wykuję się nawet włoskiej wymowy.
      Uch, to chyba masz wobec tego łatwość w wygłaszaniu prezentacji i w ogóle chillowania na kolokwiach. Zazdroszczę tak bardzo.
      Gdy ci smutno, gdy ci źle, Brondrzej wnet przytuli cię~

      Lubię to

      • Ja nabijam się i z amputacji i z raka płuc :3 Ale amputacje to moje dzieło to mi tak trochę łatwiej.
        Postaram się nie wypominać ci go za często. Będziesz mogła zrehabilitować się na Namiconie ^^
        Podobno dobrze się mnie słucha jak opowiadam czy wygłaszam jakiś panel, więc coś w tym może być :)
        I ja nie chcę, żeby mnie Brondrzej przytulał.

        Lubię to

    • Nawet nie zapamiętałem, że była błędna odpowiedź i przejęcie któregoś pytania z Jurków – pewnie dlatego, że w niedzielę już jak wszyscy przysypiałem. ;) Dziękuję Wam udział i relację!

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s