Daryadon #1 – przeglądzik rzeczy okołomangowy

Co tu się dzieje, pytacie, widząc dziwny tytuł notki? Co tam Darya znowu wymyśliła dziwnego? A, taki malutki, z definicji nieregularny cyklik. Starałam się kiedyś prowadzić podsumowania zakupów i przeglądy skanlacji, ale jako stworzenie z urodzenia niezorganizowane i zrażone do deadline’ów, nigdy jakoś nie potrafiłam być wytrwała w takich seriach. Postanowiłam, więc spróbować z takim luźnym i niezobowiązującym przeglądem około mangowych i animowanych rzeczy, które w ostatnim czasie czytałam/oglądałam/brałam udział. Inspirowałam się przy tym dwutygodnikami SStefanii i Otai, a i Gwathgor ostatnio coś podobnego wrzuciła (w ogóle, zerknijcie do niej, zapowiada się tam zacne blogiątko), przy czym ja wychodzę z założenia, że podzielę się z moimi uwagami, gdy akurat uzbiera mi się 10 rzeczy. Chciałam z tego zrobić wpisy dodatkowe, choć w tym tygodniu się nie wyrobiłam, ale na razie dajcie znać jak wam się taka forma podoba~ Skąd nazwa? Potrzebowalam jakiegoś japońskiego odpowiednika bigosu (kumacie, danie, do którego wrzuca sie wszystko co znajdzie się pod ręką), a don pasował całkiem dobrze – jest to danie jednogarnkowe („don” znaczy „miska”), do którego właściwie pasuje wszystko. No i ładnie brzmi… C:

Tak więc, dzisiaj zapraszam na trzy wydania zagraniczne, trzy krajowe, jeden artbook, dwa CLAMPy, jeden konwent, dwie skanlacje i jedną serię o łyżwiarzach figurowych (bo czymś was do czytania trzeba zachęcić). Dziesięć rzeczy. Endżojujcie!

tumblr_odyhh1jdhk1s188upo1_r1_1280
A poreklamuję bez okazji Katarzyna Olbromska Ilustracje, zacny kontent dziewczyna tworzy, zacny!

004

Pantyshot musi być!

Miyuki-chan in Wonderland

Całość (1 tom)
CLAMP
Wydanie Caslen Comics (język niemiecki). 

Historia licealistki Miyuki, która ma pecha być wciągana do różnego rodzaju alternatywnych uniwersów, gdzie najczęściej kończy rozebrana. Czyli 8 krótkich, nieambitnych i obfitych w cycki historyjek, które czyta się w chwilę. Powiem szczerze… Ani mnie to za mocno nie bawiło, ani artystycznie nie powaliło i w ogóle to zdarzyło mi się w życiu już lepiej inwestować 12 euro. Czemu w ogóle po Miyuki sięgnęłam? No CLAMP, proszę państwa, CLAMP… Pomysł sam w sobie był całkiem niezły, różne światy są całkiem zabawne – oprócz oczywistego nawiązania do Alicji w krainie czarów znajdzie świat „pracy”, gdzie kelnerki muszą walczyć o miano Najbardziej Cycatej Najlepszej Pracownicy, realia fantasy czy fabuła X, innej mangi CLAMPównych. Tutejszy humor i fanserwis będą miały pewnie swoich zwolenników, mój zachwyt trzyma się jednak w ryzach. Jeszcze słówkiem o wydaniu – mogłam się przekonać, że istnieje coś takiego jak zbyt duży format. Ogromny tomik, wielkości artbooka, jest w środku dość rozpikselowany (a przynajmniej brzydko widać kropki przy rastrowaniu). No i jest specjalny krąg piekła dla wydawców wydających CLAMP na innym papierze niż śnieżnobiały… (patrzę na Ciebie TokyoPop i to co zrobiłeś z angielskim xxxHolic!).

Ocena: Możecie sięgnąć, jeśli potrzebujecie jakieś luźniutkiej komedii, a przede wszystkim dużej ilości cycków. Albo podpisaliście cyrograf na czytanie wszystkiego CLAMPa co znajdziecie. Nie polecam wydania niemieckiego.

one_piece_color_walk_1_pages_36-37
Kolejne artbooki będą lepsze. Ale jest OP, jest fajno.

One Piece: Color Walk 

Część 1
Eichiro Oda
Wydanie Shueisha (j. japoński)

Gdy zobaczyłam, że na Animatsuri można zdobyć pierwszy artbook do One Piece za 40 zł autentycznie rzuciłam w sprzedawcę pieniędzmi. Bo wiecie. One Piece. Choć dużo osób nie umie przekonać się do serii właśnie przez specyficzną, bardziej komiksową niż ładną kreskę, ja od lat jestem już wyznawcą kunsztu Ody pod wszystkimi jego przejawami. Nie zaprzeczę jednak, że pierwszy artbook jest jeszcze dość toporny. Kolorowe okładki rozdziałów są jeszcze dość skromne i brak im tej szczegółowości oraz pomysłowości, jakie później widać w mandze. Żałuje też, że mam wydanie japońskie – bardzo lubię czytać odautorskie komentarze, co mi tutaj jest niedane…

Ocena: gratka dla fanów One Piece’a, jednak gdy macie wybór, weźcie późniejszy artbook. Dla koneserów ładnych rysunków, nie będzie to zbyt ciekawa lektura.

bez-tytulufgdg
O, o takim poziomie dramy mówimy.

Vitamin

Całość (1 tom)
Keiko Suenobu
Wydanie Waneko

Wiecie, sięgając po tę mangę miałam w tle głowy dwie informacje: jest to tytuł przez wielu wychwalany oraz, że jego tematyka mi się nie spodoba. Ale cóż, jak widzi się jednotomókę w outlecie na stoisku Waneko, to po prostu nie da rady odmówić… Dla niewtajemniczonych: Vitamin to historia dziewczyny, która przez zbieg okoliczności staje się ofiarą klasowego znęcania się (bullying jak to się mówi w wielkim świecie), co doprowadzania ją do załamania z którego z trudem będzie się leczyć. Po przeczytaniu całości, okazało się, że moje przeczucie się zgadza – ni w ząb mi się nie podobało. Już nie będę się kłócić, czy zaistniała sytuacja była przedramatyzowana. Mimo, że sama tematyka zostawiła mnie raczej zakłopotaną niż poruszoną, już bardziej obiektywnie, nie podobało mi się prowadzenie wątków – motyw rysowania mang został wprowadzony bardzo na siłę i znikąd, a relacja z rodzicami prowadzona była nierówno. Dodatkowo kreska też była co najwyżej przeciętna.
Przy czym jeśli was ta historia wzrusza, to wasza chwała i prawo. Przypomina mi się sytuacja z mangą Eien no With – bardzo smutnej jednotomówce o psie, który umiera. Znaczy, pół internetu lało łzy nad tą serią uznając ją za najsmutniejsze co istnieje. Ja ziewałam. Więc może po prostu nie mam serca…?

Ocena: No dla mnie bida i przedramatyzowanie.

Ps. Jednotomówki Waneko to wciąż jeden z najlepszych pomysłów na polskim rynku mangowym.

021
Skład mangi zawiera 110% stężenie szojca w szojcu, mimo to jest stanowczo lekkostrawny.

Hiren Trip

Całość (2 tomy)
Anashin
Skany Summer Rain

Dwutomowe shoujo, o dziewczynie co to chce zostać mangaką, ale nie ma pomysłu na scenariusz, więc postanawia wykorzystać fakt, że właśnie rozpoczyna liceum, by nabrać trochę życiowego doświadczenia – trafia więc jako tymczasowy członek do samorządu szkolnego, przewodzonego przez sempaja, który… ją zauważył! Tak, to sztampowy szojec. Absolutnie nic nowego w gatunku, te same motywy i schematy, wszystko co znamy i co nas w tym gatunku wkurza. I właśnie takie coś szukałam. Bo każdy czasem na humor na taką znajomą, nie silącą się na ambicję historię… Przy czym Hiren Trip używa swoich schematów bardzo dobrze. Historia jest krótka, nie ma więc długiego „czy on mnie zauważy? Czy on mnie kocha?” i wszystkie tajemnice rozwiązują się szybko i sprawnie. Do tego bohaterowie są tutaj naprawdę sympatyczni – szczególnie łatwo polubić nieprzesadnie nieporadną, ale i ambitną główną bohaterkę. Takie chińskie bajki lubię. Możnaby to wydać w Polsce, kupiłabym.

Ocena: Jak szukacie niedługiego, sympatycznego shoujo, to zapamiętajcie sobie ten tytuł. Niestety, tylko dla fanów gatunku i jego schematów.

h0jrb
Nie no, ta kreska jest fascynująca.

Blame!

Akutalne wydanie polskie (2. tom)
Tsutomu Nihei
Wydanie JPF

Och, Blame! Wielka cegła z której prawie nic się nie rozumie. Ale to wcale nie wada! Wydanie kolekcjonerskie na które się skuiłam prezentuje się przepięknie, a w dodatku nadaje lekturze pewnego powiewu sacrum. Choć sama zawartość starczy, by traktować tę serię trochę inaczej niż inne, czytane hurtowo mangi. Wciąż trudno zrozumieć zasady panujące w świecie Blame!, wciąż kolejne strony dostarczają więcej tajemnic niż odpowiedzi, a z dynamicznych, trochę szkicowych rysunków nie zawsze da się odczytać przebieg akcji, jednak to wszystko tworzy Klimat. Dobra, co ja się mam trudzić… Blame! to manga bardzo trudną do opisania. Faktem pozostaje, że cieszę już się tera na zagłębienie się dalej w tym fascynującym świecie oraz na przeczytanie wszystkiego po raz drugi – bo to taka seria, do której stanowczo nie sięga się tylko jednokrotnie. Świetna robota JPF, kto nie znał jeszcze tego tytułu niech kupuje, kto już serię zbiera, wie jakie niezwykłe wrażenie robi. Kurcze, napisanie recenzji całości byłoby niezłym wyzwaniem… Ale czy się takiej misji podejmę leży jeszcze w niewiadomej przyszłości.

Ocena: Wciąż niezwykle dobra seria, sprawiająca, że chce się więcej.

fsdf
Takie eksperymenty przy kadrowaniu to ja lubię <3

Clover

Całość (4 tomy)
CLAMP
Wydanie Dark Horse (j. angielski)

Piękna cegła 4w1, takie zbiorcze wydania powinny być standardem. Szczególnie, że WRESZCIE jestem zadowolona z wydania mangi CLAMP. Mam twórczość tych pań po polsku, niemiecku i angielsku, niestety jednak zawsze coś mi nie pasowało – albo szary papier albo zbyt mały rozmiar wydania (JPF, patrzę na was) i tylko niemieckie wydanie specjalne Card Captor Sakura nie wywoływało u mnie zgrzytu zębami. A tutaj – perfekcja. Idealny, duży rozmiar, śnieżnobiały papier, a nawet kilkanaście, pięknych kolorowych stron. Aspekty te są szczególne ważne jeśli zerknie się na zawartość Clover. Panie z CLAMPu wyżyły się tutaj artystycznie jak chyba w żadnym innym swoim dziele. Nie pamiętam, by w innej mandze widziałam takie eksperymenty z kadrowaniem! Pomysłowe ich rozmieszczenie, znakomite użycie bieli i przestrzeni, sprawiają, że efekt ostateczny robi ogromnie wrażenie. Znakomicie pasuje do tego fabuła (tak, ona wydaje mi się tutaj na drugim miejscu). Pomieszanie chronologii, skąpe wyjaśnienia świata, sprawiające, że wielu aspektów trzeba samemu się domyślić, wraz z fantastycznymi realiami wyszły autorką znakomicie. Ach, chcecie wiedzieć o czym w ogóle jest Clover…? Cóż, jest o samotności i poszukiwaniu szczęścia. Są też postaci, jest jakaś akcja, ale wszystko to ma na celu opowiedzieć o tych dwóch uczuciach. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to na pewno czuję niedosyt – historia spokojnie mogłaby mieć o jeden tom więcej. Chętniej dowiedziałabym się więcej o związku Rana i jego opiekuna. No i oczywiście ostrzegam, że dla części czytelników całość może być zbytnim filozoficznym bełkotem bez konkretów.

Ocena: No, jestem zadowolona. Dobra, smutna historia o samotności, choć zostawia niedosyt. A wydanie – znakomite! Od Dark Horse wszystkie wydawnictwa mogą brać przykład!

bez-tytulu
Shuuura <3

Ao no Exorcist

Aktualnie wydanie polskie (12-17 tom)
Kazue Kato
Wydanie Waneko

Dzięki koledze, który podrzucił mi nowe tomy, po długim czasie, wreszcie mogłam nadrobić Egzorcystów (arigatou Mateusz!). I połykając te kilka tomów prawie za jendym zamachem, muszę, trochę ze zdziwieniem stwierdzić, że naprawdę solidny i bardzo przyzwoity shounen z tego Ao. Czemu ze zdziwieniem? Bo choć serię lubię już od dłuższego czasu, rzadko do niej wracałam myślami. Może to nie świadczyć dobrze o serii, ale po odświeżeniu jej sobie, aż mi jest głupio z tego powodu. Bardzo zgrabna, i przede wszystkim szybka fabuła, sympatyczne grono bohaterów, znakomita kreska, świetny setting (jak ja lubię, gdy mangi mają element podróżniczy i jeździ się do realnych miejsc!) i w ogóle bardzo fajne nawiązania do mitologii japońskiej i nie tylko… A może to dopiero teraz seria tak błyszczy? Tak, czy owak, zacnie się Ao czytało, szczególnie fragmenty mówiące o takim codziennym, szkolnym życiu bohaterów (ech, ja to jednak za bardzo lubię obyczajówki). Niestety, tomy zakończyły się na cliffhangerze i to w przecudownym wątku Shury, która Zacną Babką jest. Czy tylko ja shipuję ją z Yukio?

Ocena: Jejku, jaka to fajna, porządnie zrobiona seria jest. I im dalej tym lepiej!

tumblr_ofk15h1jk41uopq2lo3_1280
Decydowanie jaką stronę tu wkleić trwało stanowczo za długo.

Kulinarne pojedynki [Shokugeki no Souma]

Aktualne skany (rozdziały 179-191. Mini-arc Hayamy/arc niedźwiedzi)
Yuuto Tsukuda + Saeki Shun + Yuki Morisaki
Skany Mangastream

Tak, każda możliwość pogadania o Shokugeki będzie tu wykorzystana, khehehehe. Szczególnie przy takich rozdziałach – jest Hayama, jest szczęśliwa Dar. Aczkolwiek mająca pewne obiekcje.
Zacznijmy od stwierdzenia, że co jak co, ale wciąż najsilniejszą częścią Shokugeki są od bohaterowie i ich character development. To co spotkało tutaj Akirę, było od dawna spodziewane i właściwie od pokazania Hail Hydry… Znaczy, Hail Central… prawie dokładnie przewidziałam jak to wszystko się skończy. Wiadomo było, że taki trener Pokemonów jak Souma, musi mieć ich wszystkich i dołączenie do swojego haremu Hindusa było tylko kwestią czasu – oto, wreszcie Hayama dowiedział się, że Nakama is Magic i może przyłączyć się do Rebelii, jako nowa, lepsza wersja samego siebie. Jestem bardzo zadowolona z rozwoju jego postaci. To, że zrobi największą durnotę dla swojej ukochanej sensei jest ważną częścią jego charakteru, ale świetnie wyszło pokazanie wad tej bezgranicznej lojalności – która jest tak wielka, że był w stanie zrobić coś dla dobra Jun, nawet gdy ta mu w twarz powiedziała, że tego nie chce. Ale to wszystko ma sens. Hayama jest jeszcze dzieciakiem (co mu bardzo słusznie wytknięto) i ma prawo robić głupoty i uczyć się na swoich błędach. Ogólnie, tę skomplikowaną więź między Akirą, a Jun, będącej dla jednego szczenięcym zakochaniem, a dla drugiej relacją rodzicielską, przedstawiono znakomicie i wielkie gratulacje dla Tsukudy za demonstrację swojego kunsztu w tworzeniu interesujących postaci i związków między nimi. Niestety, na tym moje pochwały dla scenarzysty się kończą (choć może dalsza część to bardziej krytyka redaktora prowadzącego serię?). Ten mini-arc miał genialne sceny i dostarczył wiele wzruszeń oraz pomógł postaciom się rozwinąć, niestety u wielu fanów wzbudził przede wszystkim frustrację – stanowczo za bardzo się rozwklekł. Szczególnie po rozpoczęciu pojedynku wiele stron było zwykłymi zapchaj-dziurami i skondensowanie historii do mniejszej ilości rozdziałów wszystkim wyszłaby na dobrze. Innym męczącym elementem ostatnich rozdziałów było zbytnie skupienie się na Soumie i Hayamie. W przypadku tygodniowego shonena, opowiadanie przez tyle rozdziałów tylko o nich, sprawiło, że wiele osób przez trzy miesiące prawie, że nie widziało swoich innych lubianych postaci, co szczególnie męczyło, gdy wiadomo było, że w innych miejscach także dzieją się wielce interesujące pojedynki. No i sprawa, która pomału jawi się na największy problem Shokugeki – za dużo w nim Soumy. Tak, tak, to tytułowy bohater, ale w momencie, gdy autor stworzył grono tak interesujących postaci, naprawdę szkoda, że z nich nie korzysta i nie rozwija także relacji bardziej drugoplanowych bohaterów, niekoniecznie z udziałem głównego kucharza. Może dlatego moim ulubionym arciem jest ten festiwalowy? Bo tam naprawdę udało się dać pięć minut innym (np. tworząc moje ukochane trio Alice-Ryou-Akira, które działało sobie wspaniale zupełnie bez interwencji Soumy?) To trochę marnowanie niesamowitego potencjału.

Ocena: Żale wylane, ale mimo mojego uwielbienia dla Hayamy, czekam teraz na informacje z innych frontów. Szczególnie, że tak dużego cliffhangeru jak w rozdziale 191 to już dawno nie mieliśmy….

Ps. A co do rozdziału 192, który przeczytałam chwilę przed skończeniem tego postu…. Mam mocno mieszane uczucia. Jasne, jest hype, jest moc, ale tyle wspaniałych postaci prawdopodobne spada teraz na trzeci plan (choć teraz nie mam wątpliwości, że Souma i ekipa zbiorą Dragon Balla i przywrócą swoich nakama do szkoły – bo ile byłam w stanie uwierzyć, że trójka z końca ostatnich rozdziałów mogła odpaść na dobre, tak teraz wiadomo, że to odkręcą). No, ale przynajmniej seria stała się trochę bardziej nieprzewidywalna.

Japanicon

Poznań 9-10 październik

Wiecie… Ja naprawdę chciałam napisać solidną relację z tego konwentu. Bo byłam całe dwa dni (a nawet piątek wieczór), większość postałam razem z Katarzyną Olbromską na jej stoisku, ale wieczorem i nawiedziłam i sama poprowadziłam atrakcje… Jednak ostatecznie nie znalazłam w sobie wystarczająco weny na długi tekst (ta… leniwa buła z ciebie po prostu Dar, kogo ty oszukujesz…). Jak człowiek był już na tych kilkudziesięciu imprezach i przychodzi na taki Japanicon, a potem wraca do domu, to dochodzi do wniosku, że był w weekend na konwencie… I tyle. Nie chcę teraz wyjść na wielkiego konesera i starą dupę, ale po prostu przekazać, żę Japanicon był przeciętnym, typowym konwentem. Co właściwie można uznać za duży pozytyw. Nie można się do niczego dużego przyczepić (oprócz fatalnego utargu…), nic chyba nie przejdzie do historii fandomu. To co najbardziej mnie uderzyło, to niesamowicie rodzima atmosfera tej imprezy. Odbywała się ona już któryś raz w tym samym miejscu i było to można poczuć na każdym kroku – w drodze na conplace, wszyscy mniej więcej pamiętali, gdzie trzeba się skierować, stali bywalcy czuli się w murach szkoły jak u siebie, a nawet panie ze sklepiku uśmiechały się już z wyczekiwaniem, komentując, że zaraz ludzie się zlecą, ale one jak zawsze mają już zapas zapiekanek dla zgłodniałych konwentowiczów (ale serio, te wielgachne zapiekanki za 7 złoty są zna-ko-mi-te). A oprócz tego? Niestety mały ruch przy stoisku… Jeśli chodzi o atrakcje, to dochodzę do wniosku, że może czas zrobić sobie małą przerwę od panelu o One Piece, prowadzonym przez Duo. Nie żeby co, uwielbiam ten punkt programu, ale będąc na nim po raz czwarty w tym roku zaczęłam zauważać małe powtózenia. Małe – bo OP to w końcu taka seria, gdzie co tydzień można mówić kilka godzin tylko o najnowszym rozdziale :) Z mojej strony pragnę podziękować za liczne przybycie na mój panel o Shokugeki no Soumie. Mam nadzieję, że się podobało – mi prowadziło się go bardzo dobrze, a i dyskusja spoilerowa wyszła nam chyba całkiem dobrze, nie?

Ocena: Japanicon jako markę polecam. Ot, solidny konwent. A Poznań jest w sumie nie najbrzydszym miastem…

Ps. Przecudowny cosplay jest od Don Mario Drzewo Cosplay

awwwwwwwwwwwww
TAKI ŚLICZNY!!!

Yuri!!! on ICE 

Odcinek 7, fandom
Studio MAPPA

Człowiek boi się otworzyć lodówkę, bo tam coś o Jurkach… Ale każda okazja dobra, każda! I nawet mniej niż o samym ostatnim odcinku (Całus Schrödingera, fiufiu, strach pomyśleć co czeka nas w przyszłym odcinku, kiedy motywem przewodnim całej serii jest hasło „It can’t get any gayer… Oh, wait…” C:). Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam do czynienia z serią, którą ogląda aż tak dużo moich znajomych i przeżywa ją aż w takim stopniu. Najbliżej temu do szału w okół Gry o Tron, ale wciąż, emocje wokół Jurków są inne – a przede wszystkim szalenie pozytywne. Część moich znajomych autentycznie uznaje myśl o nowym odcinku w środę za najlepszy sposób na radzenie sobie z problemami i wszelkie hasła o tym, że ta seria leczy depresje i samodzielnie ratuje dobre imię roku 2016, wydają mi się wcale nie przesadzone. I nawet jak psioczymy na grafikę (a stanowczo jest na co psioczyć) ilość pozytywnej energii jaką dają ludziom Jurki stanowczo sankcjonuje stwierdzenie, że „Yuri!!! on Ice is born to make history”. Bo już otrzymało swoje stałe miejsce w historii anime. A środy stały się najlepszym dniem tygodnia. Szczególnie, że w przyszłym tygodniu Moskwa z cudownymi Rosjanami, których kocham każdego z osobna całym kokoro <3

Ocena: Oglądajcie Jurki. Choćby dla tego, by móc co środę przeżywać te wszystkie emocje razem z wielkim i emocjonalnie niestabilnym fandomem – on tworzy w dużej mierze historię tej serii.

Ps. Jestem stanowczo przekonana, że w 7 odcinku kot był żywy… Znaczy doszło do kissu, choćby miało to być niekomfortowe trzaśnięcie się zębami. W końcu Viktor mówi, że chciał czymś zaskoczyć Jurka C:

Ps. 2. Viktor w długich włosach i wianku jest TAKI ŚLICZNY!!!!

 

~Darya

Ps. Zapraszam was w najbliższych tygodniach do zaglądania na nasz blog także w poniedziałki. Szczególnie jak tęsknicie za recenzjami :)

Advertisements

19 komentarzy do “Daryadon #1 – przeglądzik rzeczy okołomangowy

  1. Mi brakuje 2 Color Walków do bycia na bieżąco z tą serią artbooków, ale im nowsze tym droższe, a ciężko znaleźć używane, więc utknęłam z dwoma.

    Ja akurat lubię tematykę rodem z Vitamin, ale co do samego tytułu – nie kupiłam, bo też mi się nie podoba to wszystko o czym piszesz.

    Ten Psyduck jest megapiękny!

    Uwielbiam YoI. Najśmieszniejsze jest to, że nie uważam tego co tam się dzieje za fanserwis, nie wybiegam też myślami w dal tworząc jakiegoś hardkorowego BL z bohaterami. MEGA podoba mi się ich relacja i dla mnie jest… naprawdę dosyć realistyczna. Tak jak obecnie jest prezentowana w zupełności mnie satysfakcjonuje. A teraz idę oglądać kolejny ep!

    Polubione przez 1 osoba

  2. Też oglądam Jurki na lodzie, a im dłużej je oglądam tym bardziej się zastanawiam, co ja kurza twarz paczę? I co ja w ogóle widzę XD?!? Przy czym to anime tak ma, że jak nie wiesz nawet jak wyjaśnić znajomym co oglądasz i o czym to do cholery jest ja to już nie wiem, ale są tam jakieś łyżwy XDDD, jak pojęcia nie masz co paczasz, to i tak paczasz dalej. Ba, wyglądasz następnej środy wręcz!

    Lubię to

    • „Anime o łyżwiarstwie figurowym z solidnym, zdrowym wątkiem romantycznym, który przypadkiem zawiera dwóch facetów”. Tak przynajmniej ja tłumaczę znajomym o czym ta seria xD
      Paczasz i paczasz i zastanawiasz się co zrobią w przyszłym tygodniu, by Cię zaskoczyć. A zaskakują zawsze :D

      Lubię to

  3. Proszę, powstrzymajcie mnie, bo zaraz zacznę pisać o Blame!, a to się nie skończy na zwykłej ścianie tekstu, to będzie mur chiński tekstu, proszę, proszę, staph…
    UDAŁO SIĘ. No.
    Ha, jesteś chyba jedną z niewielu osób, które doceniają Egzorcystów, większość Mądrych Obytych Mangowców uważa tę serię za taką straszną słabizną :< Podoba mi się, że tutaj autorka nie stawia na power upy i wiele złożonych walk jeden na jednego, ale na rozwój postaci (spojrzeć tylko na Brewkę czy Bona z pierwszych tomów, a potem na tych z ostatnich), ich relacji między sobą i na tworzeniu ciekawego świata, to shounen bardziej w stylu FMA niż takiego Bleacha. Prawda, Shura zacną babką jest, mysza czyta często świeże rozdziały i ma spoilery, ale nadal czyta z radością polskie tomiki. Wątek Yukio jest wspaniały, w sumie od samego początku można było przewidzieć, że z tym chłopakiem jest coś bardzo nie tak, jak dla mnie to on kradnie dla siebie całe show. RÓWNIEŻ SZIPUJĘ Z ZACNĄ BABKĄ. W ogóle to taki zakamuflowany freak, przecież on tak naprawdę bardziej nie ogarnia życia w społeczeństwie niż Rin, jeśli się dobrze przyjrzeć. Było kilka takich scen, które pokazywały, że on żyje trochę w swoim świecie, zazwyczaj były Elementami Komicznymi, ale jednak mówiły sporo o tej postaci. Do tego ta jego wewnętrzna sprzeczność, ciągle ma kompleks niższości i chce siły, ale kiedy okazuje się, że nawet upadek z dziesięciopiętrowego budynku nie może wyrządzić mu krzywdy, jest przerażony, chce być bardziej jak Rin, ale jednocześnie boi się, że coś na pewno poszłoby wtedy nie tak. Ogólnie mam wrażenie, że z całej naszej zgrai młodych egzorcystów on i Shima są najbystrzejsi i mają zupełnie inne problemy i priorytety.
    Tak. Powstrzymałam się od ściany tekstu na temat Blame!, wyszła ściana tekstu na temat Ao no Exorcist. Człowiek mysza, kłaniam się.

    Lubię to

      • Łohohoho, własnie tak mnie kusi, by przerzucić się na skany z Ao, szczególnie, że po 17 tomie jestem prawie na bieżąco, a kolegę od tej serii nie widzę aż tak często… (I nagie mężczyzny to dobre argumenty~)
        Kto uważa Ao za słabiznę D:? Może po anime? Nie oglądałam, ale ponoć miało fatalne zakończenie…
        No i wydaaaje mi się, że jak zaczynałam czytąć Egzorcystę to mi się nie podobał xD Ale to było tak dawno temu… Przy czym jest to taka seria, która nawet jak nie ma żadnych rewolucyjnie dobrych motywów jak na shonena, jest po prostu solidna i im dalej w las, tym bardziej nie zawodzi – co nie jest takie oczywiste przy shonenach, które gdzieś przy kilkunastu tomach, często drastycznie tracą na jakości.
        I zgadzam się ze wszystkim co napisałaś o Rinie <3

        Lubię to

        • Anime generalnie miało trochę namieszane w chronologii, było krzykliwe kolorystycznie i właśnie tak ostatnie 8 odcinków to były jakies kpiny, więc tak, ludzie się po nim zniechęcili, ale wiele osób za mangą też nie przepada, a to bardzo przykre. Wiadomo, jakiś shounen dla dzieciaków z debilizmami.
          Ano wlasnie, nie zawodzi, a wręcz trochę pnie się do góry. Illuminaci nie byli na razie jacyś super, ale te walki były tylko pretekstem do pokazania bohaterów i ich problemów.
          TE OKŁADKI TAKIE PIĘKNE

          Lubię to

  4. Niby wiem, że u Was notki w czwartek, a jak co do czego i wyskoczy post na fuju, zawsze jestem zaskoczona, że to już xD A tu jeszcze w poniedziałki coś się szykuje, fajnie :D

    Eru, co ze mnie fokle za blogerka, zamiast się cieszyć, że fejmy, mam ochotę się schować pod kocyk, bo jeszcze jacyś ludzie przyjdą czytać mojego blogaska i co wtedy ;-; Ale tak pomijając tę moją dziwnie nieracjonalną część dziękuję bardzo za wspomnienie :D

    Tak sobie myślę, że kiedyś powinnam przeczytać coś CLAMP-a. Ale tak się wszyscy zachwycają, że się odruchowo robię podejrzliwa, a jeszcze z wszystkich tych ichnich rzeczy, o których słyszałam, żadna mnie nie interesuje. Chociaż, dobra, czytałam jakiegoś króciutkiego CLAMP-owego doujina i wrażenia miałam na plus, więc może do tworów właściwych się kiedyś przekonam.

    Vitamin mam, ale w sumie przypominam sobie o niej tylko wtedy, kiedy ktoś wspomni. No tragicznie nie było, ale jak kiedyś będę robić remanent w mangach to na pewno poleci jedna z pierwszych.

    Blame! kiedyś przeczytam, tak sobie przynajmniej obiecuję. Jak na razie mam za sobą NOiSE, które zaczęłam w ramach sprawdzenia, z czym się Niheia je, i ostatecznie zostałam z niezłym mindfuckiem. Ale, chociaż raczej nie jest to coś, co bym czytała typowo dla przyjemności, jednak coś fascynującego w sobie ma.

    „Człowiek boi się otworzyć lodówkę, bo tam coś o Jurkach…”
    Powiedziałabym raczej, że otwiera z nadzieją, że tam to coś jest ;D
    Pocałunek Schroedingera <3
    A co mnie tam jakiś GoT, gdzie wiadomo, że valar morghulis (oprócz Danki i Jona ;p), dzie mu tam do Jurków! Z tymi hasłami to święta prawda, wczoraj miałam raczej psi dzień, dłuugie zajęcia, zdarzyła się bardzo niefajna sytuacja – ale przez cały czas z tyłu głowy mi się jarzyło takie radosne światełko, że jak wrócę wieczorem do domu, to sobie obejrzę panów łyżwiarzy, i jakoś wszystko znośniejsze było. Ostatecznie nie obejrzałam, bo przypadkiem wlazłam na tag na tumbelku (bardzo zły pomysł, następnym razem się będę pilnować, narobiłam sobie oczekiwań i nadal się nie potrafię wziąć do paczania ze strachu, że się nie spełnią) i byłam zbyt zajęta przebywaniem na różowej chmurce fanowskiego szczęścia, ale – no właśnie, ostatnio tak dziko szczęśliwa dzięki czemuś fandomowemu byłam z półtora roku temu.
    Mam nadzieję, że kot był żywy, ale jednocześnie się boję, że jednak nie i wrócimy do tylko li podtekstów… Chociaż w takim wypadku fandom by chyba zeżarł twórców i nie sądzę, żeby sobie z tego nie zdawali sprawy.
    Co do Victora, mnie tam się osobiście bardziej podoba ten teraźniejszy, dojrzalszy i z krótkimi piórkami, ale popaczać na takie cuda zawsze przyjemnie <3

    Lubię to

    • Czwartek najlepszym dniem tygodnia, zaraz po środzie (ha, ale podwójne znaczenie!)

      Ja przepraszam, że tyle mi zajęło obczajenie bloga, ale ja do wszystkiego tak długo się zabieram :n;

      Jeśli chodzi o CLAMP to moimi mangami są Chobits (wydane w PL) i xxxHolic (niewydane), więc może coś z tego :D? Twórczość pań jest dość różnorodna, więc jest duża szansa, że coś dla siebie znajdziesz ^^

      Nie martw się, ja z NOiSe nie zrozumiałam nic. Nie żeby z Blame!’a dużo więcej… Ale i tak jest fajnie xD

      No, ale GoT też wszyscy omawiają i analizują jak głupi, a przy Jurkach to widziałam szczegółowe rozpracowywanie najmniejszych klatek :”D
      Też sobie zaspoilerowałam sama-wiesz-jaką scenę ;__; Ale nie przeszkadza mi to w docenianiu jej :) I raczej nie ma się co martwić powrotem do podtekstu, twórcy zagalopowali się tak daleko, że teraz odwrotu już nie ma :D

      Lubię to

      • No pewnie, że najlepszym, także dlatego, że w czwartek mi się zaczyna weekend xD

        Nie no, doskonale to znam, sama też się potrafię długo a dokładnie zbierać do czegoś ;D

        pacza na MAL-u * Uch, długie to xxxHolic, wolę się nie pakować na ślepo. Ale zawsze byłam pewna, że Chobits ma przynajmniej -naście tomów, a tu tylko osiem, można spróbować :3

        Nie zauważyłam, ale w sumie w ogóle nie siedzę w tamtym fandomie, nic dziwnego. Ale Jurkowe rozpracowywanie klatek to i owszem :D
        No i obejrzałam. Nadal żałuję spoilerów (w sumie nawet bardziej sceny na parkingu), ale i tak wciąż mi się trzęsą ręce od emocji, tak że nie zepsuły mi całe szczęście odbioru. I, fakt, już kij tam z samym wiadomo-czym, ale cała oprawa, reakcja publiczności – nie widzę innej możliwości, niż faktycznie iście dalej w długo oczekiwany wątek :D

        Polubione przez 1 osoba

  5. Bigos zawsze spoko. To może pogrupuję to jakoś trochę?

    CLAMP numer jeden – wiesz co, spojrzałam na ten obrazek, na obowiązkowe majtki, i chyba już w tym momencie zwątpiłam czy to coś dla mnie :’D Na pierwszy, bardzo pierwszy rzut oka zaczęłam się zastanawiać, czy to nie Usagi aby, tylko w innej kresce… Ale CLAMP numer drugi fakt, ciekawie są te kadry rozłożone. Choć może jakby ten środkowy rząd tych trzech kadrów jakoś kaskadowo ułożyć to też by było nieźle, hm…

    Artbook – a wydania po zrozumiałemu w ogóle nie ma, czy po prostu się taki nawinął pod rękę? No i jakość jakością, jak się jest fanem to się zbiera! Choćby temu, że ładnie na półce wygląda komplet. I pół biedy, jak wiesz że potem lepiej. Co ja mam zrobić z autorką, u której podoba mi się średnio co druga książka, a reszta jest imho dość mehowata? :’D

    Witaminki i szojec – przedramowanie jest złe. Ale z tymi schematami do których się chętnie wraca to racja – już choćby starczy sprawdzić jak sprzedażowo stoją wszystkie te dystopie przyszłości z heroiną o przeciętnym wyglądzie, przeciętnym wzroście, wybrakowanej rodzinie i obowiązkowo młodszym rodzeństwie. A, i love intereście. W porywach do kilku. Często rzeczą która najbardziej odróżniała jedną serię od drugiej był sam setting, bo cała reszta praktycznie taka sama – a patrz, ile tego powstało, to się musiało sprzedawać… (a do Witaminek jeszcze zacytuję tekst z moich kręgów, po co mieć serce, jak można mieć kalkulator?)

    Blame! – przyznam bez bicia łyżeczką, nie słyszałam o tym nawet :c ale z tego co piszesz brzmi ciekawie, a i kreska taka… oszczędna, nieprzeładowana… good, good.

    Egzorcyści – czy to nie ma mieć jakoś teraz kolejnych animowanych odcinków? Czytałam coś że ta pierwsza adaptacja to zUo, ale no :’D obejrzę też drugą… ino wypadałoby odkurzyć trochę wspomnienia z pierwszej.

    Shougeki – ej, ej, ej, to ja mam problem odwrotny właśnie, od kilku ładnych miesięcy (no dobra, tytuł wychodzi co miesiąc, to też trzeba przyznać) zaginęła mi gdzieś główna bohaterka… leży nieprzytomna plackiem i w sumie kij wie co dalej z nią. Ale w pełni się zgodzę, z tym kawałkiem – „w innych miejscach także dzieją się wielce interesujące pojedynki” – no właśnie, a potem człowiek dostaje po kilku miechach powrót na owo „inne miejsce” i się okazuje że w międzyczasie już się powybijali i w sumie rzyć nieopalona, co się stało, jak, eh?

    Japanicon – ejże, na Biegu Niepodległości (tak, tym z chytrymi biegaczami!) mówili, że Poznań jest najpiękniejszym miastem w Polsce :< to gdzie tu z brzydkością wyskakujesz? (wiem, wiem… tak tylko…) (za to korki mamy przednie, zwłaszcza w fyrtlu Rataje, dziękujemy tym co uznali że stawianie tam centra handlowego Posnania-Posrania to dobry pomysł)

    A o Jurkach już w sumie napisałam na priv c’:

    Lubię to

    • Pogrupować mówisz? Wydawało mi się, że taki misz-masz jest zabawniejszy, ale popytam w tej kwestii innych ;)

      Clover ma masę fajnych pomysłów na kadrowanie, jak się lubi takie rzeczy to koniecznie warto to obczaić :D Szczególnie, że w mangach rzadko natrafiam na zabawy z panelami. Bardziej odważne eksperymenty przypominam sobie jak już to w mangopolo robionhym przez Hitohai (Red Dada itp.)

      Co do utopii, to choć Igrzyska Śmierci naprawdę bardzo lubię, to każda kolejna próba zabawy tym gatunkiem już mnie odrzuca :U

      Yup, Ao ma nowe anime, chyyyba niezwiązane z wcześniejszą serią, a na pewno tym razem oparte w całości na mandze. Będziemy z Dziab na pewno pisać jak im wyszło :)

      A o jakiej serii piszesz przy Shokugeki :D?

      Taaaak, taaak, piękny ten Poznań, pięęęękny. Jeno wasz dworzec… :<

      Zawsze jest szansa, że Viktor lub inny bohater zginie. Zawsze jest szansa.

      Lubię to

      • Nie, nie, pisz misz-maszem, jest lepiej, to ja tak ino pogrupowałam, coby łatwiej mi się komentowało ^ ^”

        Mi się podobało jeszcze „Shade’s Children”, nie wydane po naszemu. Miało jak dla mnie taką bardzo fajną formułę, że trochę tekstu z plotem, potem między rozdziałami taki „przerywnik” – a to coś a’la wpis encyklopedyczny wyjaśniający coś ze świata przedstawionego, a to skracająca się od kilkunastu lat lista żywych osobników (wymienione latami, więc po prostu widać jak pewne imiona znikają), albo jakieś zapisy z logów komputera, a to jakieś wpisy do czegoś w stylu dziennika, i generalnie wszystko tak bardzo, baaaaaaardzo powoli zaczyna sugerować że pewien ktoś chyba nie do końca ma właściwe intencje, choć w fabule jako takiej okazuje się to stosunkowo późno…
        Ale temu chyba trzeba oddać, że powstało PRZED Igrzyskami, więc przed wysypem tego wszystkiego. Choć standardowo, to nie jest megaambitna literatura :D

        Przy Shougeki piszę o Saintii Shou, spin-offie do Saint Seiya (SURPRISE).

        A nasz dworzec zapowietrza się …no koszmarny jest, zwłaszcza chlebakowa część, już nie mówiąc o naszych kilku peronach 9 i 3/4, których znaleźć ludzie nie umieją (przykładowo 4b). Ale wczoraj zmienili oficjalnie nazwę z Shitty Center na Avenida. Tak z rzyci. Mam wrażenie że się nie przyjmie…

        I odpukaj, bo serio mi kulkę wnerwu samochód rozjedzie, z moim szczęściem xD względnie samolot się rozbije…

        Polubione przez 1 osoba

  6. Nihei rządzi! Uwielbiam jego mroczne wychudłe postacie. Miśki już mniej. Czemu on nie ma fioła na punkcie innych zwierząt, takich lisów chociażby? Clover cudne, sama mam całość, ale po niemiecku i jak to często u Germanów bywa, klej kiepski. Miyuki nigdy mnie do siebie nie przekonała, wolę Rayearthy albo Gohou Drug.

    Lubię to

    • Nihei stanowczo nie jest w moich klimatach, ale umiem docenić dobrą historię gdy ją widzę ;)

      O, Goho Drug nawet mam, aczkolwiek trochę za urwane to dla mnie było, by docenić (tak wiem, jest sequel, ale same podstawowe trzy tomy trochę nie wyglądały jakby miały na siebie pomysł…).

      Mówisz, że słaby klej? Ja w swoich tomikach tego nie zauważyłam, może miałam szczęście – a jakie wydawnictwo?

      Lubię to

      • Carlsen, choć może to zależy od papieru a nie kleju, bo Zetsuai na mniej białym i bardziej szorstkim papierze trzyma się dobrze. RG Veda z francuskiego Tonkamu też się trochę rozkleja.

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s