Moralność jest względna, ale topkę można zrobić – 10 najlepszych złodupców

Zło… Że to temat fascynujący ludzkość od pokoleń i najchętniej wybierany temat na pracach maturalnych i dyplomowych studiów humanistycznych chyba nie muszę pisać? W ogóle, wstępniak będzie krótki. Wybrałam dla was 10 najbardziej interesujących złych/złodupców/antagonistów/przeciwników jakich zauważyłam w swojej karierze mangowca. Wyjątkowo nie będzie numeracji od najlepszego do najgorszego (hehehe), bo szanowne grono wydaje mi się zbyt zdywersyfikowane, by bawić w szukanie kryteriów do ich oceny. No, ale sami zobaczycie. Dziękuję też Dziabarze za dopisanie jednej postaci, z serii, której niestety nie śledzę. Tak więc… niech czyni się ZUO!

zuo0
Zło czai się wszędzie.

zuo2
Przynajmniej wiadomo kto na kogo z tej listy najprzyjemniej patrzeć~

Soo-Won [Akatsuki no Yona]

Czy macie tak czasami, że czytacie jakąś serię tylko ze względu na jeden wątek, wybijający się na tle całej reszty historii? Ja tak z mam Akatsuki no Yoną oraz losami „tego złego”. Bo choć sama historia księżniczki próbującej odzyskać swojego królestwo jest okej, to Soo-Won… Och!

Soo-Won jest kuzynem głównej bohaterki, synem starszego brata króla, wybitnego wodza, którego – jak niektórzy mówią, niezasłużenie – ominięto w procesie dziedziczenia korony. Jednak, co się odwlecze… W dniu szesnastych urodzin Yony, morduje on jej ojca i jako uzurpator przejmuje tron, wyganiając załamaną księżniczkę. Oj, dziewczyna miała powody by wpaść w depresję – nie tylko straciła dom i rodzinę, ale została także zdradzona przez przyjaciela z dzieciństwa w którym wyraźnie się podkochiwała… Nie brzmi to jakby Soo-Won był przyjemnym typem? No właśnie, tu was muszę zaskoczyć. Autorka nie serwuje nam jasnych podziałów. Im dalej w fabułę, tym jaśniejsze przekonanie, że jest to sympatyczny, troskliwy i obowiązkowy młody mężczyzna, a jego zbrodnia jawi się coraz bardziej jako „zło konieczne”, popełnione nie tylko w celu odzyskania zasłużonego dziedzictwa, ale także dla dobra państwa. Yona z czasem dowiaduje się bowiem, że jej ojciec nie był takim wybitnym władcą jakim jej się wydawał…

Wątek Soo-Won nie tylko zaskakuje, gdy w miarę upływu historii dowiadujemy się coraz więcej o politycznej i społecznej sytuacji królestwa, ale i sam w sobie jest bardzo interesującą postacią o której w pewnym momencie całkowicie zmieniamy zdanie. Naprawdę, Akatsuki no Yonę można czytać tylko dla niego i będzie to słuszna decyzja.

zuo3
Shokugeki no Souma to manga o gotowaniu. Z Stalinem świata kulinarnego, który tylko pragnie pomścić sempaja…

Azami [Shokugeki no Souma]

Jako, że z tą postacią związanych jest kilka ciekawych plot-twistów, ostrzegam osoby znające SnS tylko z anime przed spoilerami.

Co zrobicie, by sempaj was zauważył? Napiszecie mu list od serca? Ugotujecie romantyczną kolację? Zaczniecie rzucać się przed nim na kolana z wielką tablicą „Zanotuj mnie?” A może… Zaprowadzicie w technikum gastronomicznym do którego oboje uczęszczaliście rewolucję komunistyczną? Oki, przesadzam. Ale nie dużo. WCALE nie dużo… Shokugeki, mimo bycia shonenem z elementami bitewniaka, przez większość czasu ma zaskakująco obyczajowy charakter. Wszystko zmienia się, gdy autorzy postanawiają zdecydować się na Poważną Akcję i z postacią Azamiego wprowadzili trochę poważniejsze (czy może „bardziej epickie”) klimaty do historii, pozwalając grupie młodych kucharzy wcielić się w rolę uciskanych rebeliantów. Ale przecież nowy dyrektor chce tylko dobrze – dzięki jego kuchennym rewolucjom. szkoła ma stać się bardziej równa i nie wypieprzać ludzi za takie błahostki jak zbyt pachnący szampon do włosów. I właśnie to w nim urzeka – choć od początku wiemy, że mamy go nie lubić i jest z niego manipulant i w ogóle cuchnie krwią świeżo zabitych szczeniaków, sama jego ideologia nie jest błędna i znajduje poparcie u neutralnych obserwatorów. Co jednak przede wszystkim sprawia, że uważam go za ponadprzeciętnie ciekawego antagonistę? Jego relację z córką. Musicie bowiem wiedzieć, że mówimy tu cały czas o ojcu Eriny – naszej tsunderującej księżniczki uznającej, przez swój wrodzony talent, że stoi ponad całą resztą kulinarnego plebsu. Po jej retrosach (jednych z najlepszych jakie czytałam w mangach, a śledzę One Piece!) dokładnie dowiadujemy się skąd wzięło spaczenie jej charakteru – to ojciec maltretował ją w młodym wieku treningami według szkoły wujka Pawłowa, mającymi wyostrzyć jej niezwykły zmysł smaku. I tutaj dochodzimy do arcyciekawego dylematu – owszem, Azami przesadzał i głęboko skrzywdził psychikę swojej córki, ale z drugiej strony… Gdyby nie on, nie byłaby ona obecnie jednym z najwybitniejszych kucharzy swojego pokolenia. Trochę pachnie filmem Whiplash, prawda? Tylko, że tutaj nikt Eriny o zdanie nie pytał…

Wątek Azamiego wciąż trwa w mandze i wydaje się, że dopiero pokazuje on na co go stać w kwestii bycia wzorem niemoralności i manipulacji. No i zapowiada się na jeden z najciekawszych wątków rodzinnych jaki widziałam. A wszystko po to, by pomścić sempaja…

zuo4
A może kontrakcik?

Kyubey [Mahou Shoujo Madoka Magica]

Oczywiście pozycje są oczywiste. Tę mordę powinniście kojarzyć nawet jak nie widzieliście serii (dlaczego tego jeszcze nie zrobiliście? Idźcie oglądać!).

Jaki Kyubey każdy widzi… Biały kosmita, zawierający kontrakt z młodymi dziewczętami, by zmuszać je w ten sposób do morderczej walki z potwornymi wiedźmami… Kyubey jest antagonistą będący właściwie cały czas w tle, jego rolą jest jedynie umożliwienie bohaterkom zdobycia mocy i miejscowe objaśnianie zasad gry. Nic nie wiemy o jego historii, motywacja jest niejasna, przemyśleń czy charakteru brak w ogóle. Dzięki temu ciężar dramatu spada na bohaterki, które samodzielnie odpowiedzialne są za swoje decyzje, a ich główna walka to ta ze sobą samym. Bardzo charakterystyczny, mylący wygląd Kyubeya sprawia dodatkowo, że stał się jednym z najbardziej kultowych „złych” wymyślonych w Japonii.

zuo6
To właśnie dzięki Vegecie dostaliśmy mem „over 9000”. Dziękujemy i pamiętamy!

Vegeta [Dragon Ball]

Robiąc przed pisaniem tego postu rachunek sumienia, przejrzałam w myślach wszystkich złych z wszystkich shonenów jakie czytałam. Z żalem stwierdziłam, że w tej kwestii w większości przypadków wieje nudą i znaleźć nawet jeden ciekawy przykład jest raczej trudne. A potem przypomniał sobie Dragon Balla i kurcze, ze zdziwieniem muszę powiedzieć, że tam właściwie co jeden wróg to ciekawszy. Poważnie zastanawiałam się nad wrzuceniem tutaj Piccolo (którego jednak cenię bardziej za jego rolę”nawróconego złego” niż kiedy był po prostu przeciwnikiem Goku), całkiem dobrze wspominam arc z Cellem, a Boo jest ciekawy nie tylko pod względem bycia różową kluchą, którą trzeba zbić, ale i przykładu konfliktu dobra i zła w jednostce (brzmi to górnolotnie, ale hej, po prostu lubiłam jego relację z Mr. Satanem…). Na potrzeby tej topki ograniczę się jednak do jednej postaci – nikogo innego jak Vegety.

Vegeta jest nie tylko przykładem wroga, wroga-który-się-nawrócił i Hail Hydry (serio, on co arc zmieniał z trzy razy stronnictwo). Reprezentuje on przykład najlepszego rywala głównego bohatera, tworząc z nim jedną z najciekawszych, a na pewno najbardziej kultową relacji przyjacielsko-wrogiej (frenemies z angielska) w historii anime. W Vegecie ciekawe jest to, że nawet po doświadczeniu, że nakama is magic, zawsze stawiał się w opozycji do Goku, nigdy naprawdę nie umiał postawić się w stu procentach po stronie tych dobrych. Jego ciągłe balansowanie na moralnej granicy sprawia, że nie mam oporów uwzględnić go tutaj jako szczególny przykład antagonisty – wiecznego rywala.

zuo7
Takie zjazdy rodzinne to ja rozumiem. Ale kłótni przy stole nie zazdroszczę

Noah [D.Gray-Man]

Wkraczając do świata D.Gray-Mana widzimy dwa kolory: biel i czerń. Dobro i zło. Dobrzy są „nasi” – Czarny (heheh) Zakon walczący ze „złymi” Noah, organizacją (rodziną? drużyną?) manipulującymi duszami zmarłych i próbująca pokonać egzorcystów… Z tym, że w miarę upływu czasu, moralność stronnictw staje się coraz mniej jednoznaczna…

W DGM, w przeciwieństwie do wielu innych shonenów, przez całą historię mamy jednego wroga – Noah. Choć pojawiają się „przeciwnicy tygodnia” i arci z pomniejszymi antagonistami, wszyscy oni są bezpośrednio związany z wiadomą rodziną. Spełniają się oni w roli antagonistów znakomicie. Od początku czuć ich potęgę i determinację, sprawiając, że każdą walkę z nimi traktuje się poważnie. Do tego, na Noah składają się naprawdę ciekawe, wielowarstwowe postacie, które nie tylko intrygują, ale i wzbudzają szczerą sympatię – że wspomnę tylko o Tykkim albo Road. Przede wszystkim jednak, D.Gray-Man cudownie gra na emocjach widzów poprzez powolne odkrywanie „ciemniejszej” strony Zakonu oraz „jaśniejszej”, bardziej ludzkiej, przeciwników, sprawiając, że główny bohater oraz czytelnik z czasem naprawdę już nie wiedzą komu można zaufać….

zuo8
Na tym obrazku ktoś jest zły.

Light/L [Death Note]

Gdy robiłam konsultacje społeczne wśród znajomych, podpytując kto w takiej topce powinien się znaleść, prawie wszyscy rzucili hasło „Death Note”… I potem zamilkli. W podświadomości fandomu utrwaliła się myśl, że w serii tej był znakomity antagonista. Problem leży jednak w tym kogo w tym miejscu wskazać – głównego bohatera czy jego nemezis, L’a?

Trik w Death Nocie polega na tym, że historię przeżywamy zza pleców bohatera uznawanego moralnie złego, mającego za przeciwnika postać „dobrą”. Z tym, że kwestia dobra i zła jest tutaj jednym z głównych wątków historii – czy ktoś będący złym dla osób złych sam jest zły? A może obydwoje bohaterowie są źli? Jeśli poruszycie tę kwestię w odpowiednim środowisku może czekać was długa i emocjonalna dyskusja nad kwestią słuszności racji obydwu bohaterów, a na sam temat napisano już wiele długich i wyczerpujących analiz (wpiszcie sobie w Google „Death Note morality” i macie zajęcie na cały wieczór). Faktem pozostaje, że śledzenie zmagań dwóch geniuszy jest po prostu znakomitą, intelektualną rozrywką, której kwestie moralne dodają jeszcze większego napięcia.

zuo9
To zdanie ma sens gdy za się kontekst. Chyba…

Ubrania [Kill la Kill]

Tak. Ubrania. Jeśli się dziwicie, to pewnie nie zabraliście się za jedną z najcudowniej odjechanych serii jakie wyszły w Japonii: Kill la Kill studia Trigger! Pomysł, by odpowiedzialnym za całe zło tego świata uczynić kosmitów próbujących zdominować świat poprzez tkaniny brzmi durnie, ale to co z niego zrobiono w serii jest iście odą pochwalną na temat durnoty – szczególnie w zestawieniu z überpoważnym zachowaniem bohaterów, nawiązaniami do faszyzmu, tajnymi organizacjami rebeliantów, trudnymi relacjami rodzinnymi i bardzo, BARDZO, dużą ilością ecchi. Bo rozumiecie. Ubrania są złe. Więc im mniej ich na ciele tym lepiej, nie? Dodatkowym atutem Kill la Kill, w kwestii dobrych antagonistów jest także matka Satuski, posiadająca nie tylko jedną z najlepszych character songów, aurę z tęczy, ale i charyzmę prawdziwego złodupca.

Może recenzentowi nie wypada tego pisać, ale naprawdę trudno ubrać w słowa klimat Kill la Kill. Jak już jest okazja, zachęcam gorąco do zapoznania się z tym tytułem – kto wie, może będzie z większą ostrożnością kupować nowe ciuchy…

zuo10
They are beuty, they are grace, they will punch you in the face~

Tytani [Shingeki no Kyojin]

Nie skupiajmy się na ostatnich rozdziałach mangi z ich żydowskim spiskiem, nie przywołujmy wielkich teorii, pomyślmy o naszym pierwszym zetknięciu z Atakiem Tytanów. Możliwe, że u was było inaczej, ale ja, po przeczytaniu tych 40+ rozdziałów, które wtedy zostały wypuszczone musiałam zbierać szczękę z podłogi (a potem sprawdzić kiedy jest poprawa kolosa z geografii gospodarczej, na którą się nie nauczyłam przez jakąś głupią mangę…). Wiem, że Shingeki jest przehajpowane. Wiem, że mówienie o nim jak o ósmym cudzie świata wzbudza spojrzenia politowania i prychnięcia pogardy. Ale bądźmy szczerzy – klimat tej serii jest niesamowity, a największa w tym zasługa tytanów. Nie wiadomo skąd się wzięli, nie wiadomo jak w ogóle można stawić im czoła. Ich przerażająca groteskowość tylko potęguje strach odczuwany zarówno przez bohaterów jak i czytelników. Cały klimat beznadziejności i walki o przegraną sprawę wyszedł autorowi wzorowo, a walki z tytanami naprawdę wzbudzają strach – szczególnie, że trupy ścielą się gęsto i wcale nie jest oczywiste czy ulubione postaci wyjdą z potyczki żywe.

Może i Atak Tytanów jest przehajpowany, może już nim rzygacie – Tytani i tak zasługują sobie na miejsce na tej liście. Walkę z takim przeciwnikiem można oglądać cały czas.

zuo1
Przepraszamy osoby poniżej 18 wieku za wrzucenie obrazka skłądającego się z czystego seksu 

Deishuu Kaiki [Monogatari Series]

O, a ten pan to idealny przykład na to, że przeciwnik nie musi dysponować überkozackimi mocami pochodzącymi z kontraktów z mrocznymi wymiarami, żeby być silną postacią. Może mieć nawet wory pod oczami i wygląd wampira skrzyżowanego z Wolverinem, a i tak wiadomo, że z tym człowiekiem nie warto zadzierać.

Większość antagonistów ma śmiałe plany podbicia wszechświata i okolic. Ich śmiech jest najczęściej tak mroczny jak gulasz z asfaltu, a prezencja onieśmieliłaby niejednego tyranozaura. Są jednak też czarne charaktery, które specjalizują się w złodupczeniu lokalnym, a losy świata obchodzą ich o wiele mniej niż grosik, którego nie wydała sprzedawczyni w sklepie. Kaiki dba tylko o to, aby jego kasa się zgadzała, bo jak powszechnie wiadomo: „kiedy w kasie forsa, to sukces pierwsza klasa”. Jak tu się jednak dorobić, żeby się nie narobić? Otóż Kaiki znalazł na to mało urokliwy sposób (w końcu jest złodupcem, nie prezesem kółka gospodyń wiejskich) i stał się obwoźnym specjalistą od osobliwości, czyli potworów wszelkiej duchowej maści. Żeby było straszniej, on naprawdę zna się na rzeczy, ale nie przeszkadza mu wykorzystywać ludzkie problemy do zbicia grubych hajsów i ulotnienia się z danego miasta, kiedy tylko wyssie naiwność okolicznych ludzi do cna. Potrafi kłamać jak z nut, a ludzką wiarę w nadprzyrodzone byty obraca przeciwko nim samym. W dokładnie taki sposób załatwił Hitagi, sprowadzjaąc na nią Ciężkiego Kraba, a w Nisemonogatari rzucił prostą, acz skuteczną klątwę na węszącą wokół jego biznesu Karen. Prawdziwy popis swoich umiejętności Kaiki daje w Second Season, gdzie staje po stronie… dobra. Znaczy, dobrego interesu. Bo nawet kiedy balansuje na skraju nawrócenia, to wciąż korzysta ze swoich brudnych sztuczek i oszukuje jak się da, kogo się da i na co się da.

zuo5
A może kontrakcik? 

Ojciec [Fullmetal Alchemist]

Ojca można postawić w tym samym rzędzie co Voldemorta oraz Saurona – postaci potężnej, dużo potężniejszej od głównego bohatera, kogoś o sile wzbudzającej strach w całej nacji i fascynującego swoją ideologią rzesze okrutnych zwolenników. Nie daleko szukać też porównań do chrzechcijańskiego Szatana. Choć chciałoby się rzec, że jest to wręcz symbol zła, Ojciec jest postacią znacznie bardziej złożoną, mającą swoją historię, motywację i cień szansy na to, że gdyby pewne zdarzenia przebiegłyby inaczej, może wcale nie skończyłby jako zło wcielone. Tak wyraźny, potężny i niejednowarstwowy przeciwnik stanowi silny kontrast dla głównego bohatera, który zmotywowany zostaje do określenia swoich własnych celów i światopoglądu, a czytelnik zostaje z myślą, że istnieją walki, które trzeba stoczyć, dla wyższych celów.
Taki przeciwnik nie udałby się, gdybyśmy nie mieli do czynienia z Wielką Historią stworzoną przez wybitną autorkę, porywającą się na tak podstawowy, epicki wręcz temat jak walka dobra ze złem. Choć ostatecznie okazuje się, ze odcieni między bielą, a czernią jest więcej niż wydaje się na pierwszy rzut oka, postać Ojca wciąż można zaliczyć do robiących największe wrażenie „złych” jakie można w ogóle spotkać w dziełach kultury.

***

A jak u was? Co za przeciwnik nie daje wam spać po nocach? A może zdarzyło się, że jakiś „zły” tak was zauroczył, że kibicowaliście mu zamiast protagoniście? Na pewno stworzenie interesującego przeciwnika to nie lada wyzwanie i nie jeden dobry mangaka na nim poległ. Dlatego doceniajmy tych, którym ta sztuka się udała!

~Darya

Ps. Fragment Dziabary dotyczył Monogatari :)

Ps.2 Wielkie podziękowania dla Czeskiej Pandy za arcyciekawą rozmowę o postaci Ojca z FMA po której zmieniłam cały, błędny wcześniej, akapit o nim. Jak ja lubię, gdy udawania mi się, że się mylę <3 (Oczywiście tylko wtedy, gdy naprawdę nie mam racji).

Ps.3 Jak może już wiecie, ostatnio zrobiłyśmy ankietę w której pytamy was o wasze preferencje dotyczące tego bloga. Wypełnienie jej zajmie wam tylko chwilkę, a dla nas jest to bardzo ważne źródło wiedzy – już po tych odpowiedziach jakie do tej pory otrzymaliśmy widzimy w jakim kierunku możemy pójść z blogiem. Link poniżej lub po kliknięciu w Nozakiego z bocznego panelu :) Wynikami podzielimy się za tydzień-dwa.

>>>ANKIETA<<<

Reklamy

24 komentarze do “Moralność jest względna, ale topkę można zrobić – 10 najlepszych złodupców

  1. Już zdążyłam zwątpić i zacząć się wstydzić, że nikogo nie znam, ale całe szczęście jest SnK i FMA :D

    Mnie się tam ten żydowski spisek podoba ;-; Tzn. jeszcze nie doszłam do ostatnich rozdziałów, nawet nie pamiętam, gdzie dokładnie skończyłam czytać, ale zawsze wolę politykę i spiZGi od mordolejstwa/tłuczenia potworów/czego tam jeszcze, a ten się zapowiada obiecująco. Ale fakt, tytani są cudownie creepy, teraz już mi się przejedli i nie robią wrażenia, ale na początku dreszczyk był.

    Z Ojcem mam taki problem, że wiem, że to świetny zUy, ale kompletnie tego nie czuję. Jak się pojawiał w mandze, to robił wrażenie, jak tylko zszedł z kadru już o nim zapominałam (swoją szosą identycznie z Hohenheimem). Znacznie lepiej zapamiętałam homunkulusy. Na hasło „antagonista z FMA” zawsze w pierwszej chwili myślę o nich; o Ojcu… ewentualnie jakiś czas później, już po różnych wojskowych i kim tam jeszcze. O właśnie, jak o wojskowych mowa, dla mnie najciekawszym tamtejszym złym (oraz jednym z trzech ulubionych bohaterów) jest Kimbley. Chociaż Omem a prawdą trudno powiedzieć, że ktoś o tak bardzo „Blue and Orange Morality” jest zły.

    Kogo ja bym wstawiła… W Claymore było dużo fajnych antagonistów, co prawda nie do końca w kwestii bohaterów tej serii pamiętam, co jest kanoniczne, a co headcanoniczne, ale prawie wszyscy bardziej znaczący źli byli ciekawi i często gęsto bardzo ich lubiłam, a potem żałowałam. Zwłaszcza Isley był świetnym przykładem takiego złego, któremu aż się chce kibicować, kompetentny, inteligentny, niepozbawiony ludzkich uczuć, do tego w obu postaciach przyjemny dla oka ^^, praktycznie czego nowego się o nim człowiek nie dowiadywał, tym ołsomniejszy się facet wydawał – szkoda tylko, że poza tym wszystkim był potworem żywiącym się ludźmi. Tylko główna zUa beznadziejna, mam teorię, że autor podświadomie wyczuł, jaką irytującą Marysójką jest bohaterka i postarał się, coby jej nemezis nienawidzono jeszcze bardziej.

    No i nie byłabym sobą, gdybym przy każdej okazji nie wspomniała o moim ukochanym Legend of the Galactic Heroes. Główni źli są tam ciency jak dupa węża i pasują do reszty jak pięść do nosa, wśród mniej głównych złodupców większość też nie powala, ale trafiają się i świetne rodzynki. Na przykład niejaki Job Trunicht, polityk gotowy sprzedać każdego dla własnej korzyści i potrafiący każdy wielki przewrót przeczekać w ukryciu, a potem znowu wypłynąć na wierzch i dopchać się do koryta. Spokojnie można by go określić tamtejszą Dolores Umbridge, jeśli chodzi o budzenie żądzy mordu, sama też przy pierwszym oglądaniu niekiedy miałam ochotę potraktować go siekierą, ale z czasem zaczęłam podziwiać jego totalną bezczelność. Chwilami można wręcz odnieść wrażenie, że bawi się w sprawdzanie, jak daleko może się posunąć, i jest lekko zaskoczony, że tak łatwo mu idzie.
    A jeśli chodzi już nie o typowych zUych, ale o antagonistów, to liczą się dwaj główni bohaterowie tej serii. Podobnie jak w Death Note dwaj geniusze, których zmagania stanowią główną oś fabularną, z tym, że tutaj ich konflikt nie jest w ogóle, hmm, personalny, gdyby dać im taką możliwość pewnie zostaliby najlepsiejszymi BFF-ami. Po prostu tak wyszło, że cele pana hrabiego/markiza/księcia/cysorza [w zależności od sezonu niepotrzebne skreślić] Reinharda von Lohengramma w niektórych punktach wykluczają się z tymi pana admirała Yanga Wen-li, więc zamiast pić razem herbatkę próbują się pozabijać. A który ma rację to już jest temat na dłuugie a liczne elaboraty. O kwestiach moralnych nawet nie wspominam, bo obaj to w gruncie rzeczy porządni ludzie, ale w żadnym wypadku nie nieskazitelni i każdy ma swoje za uszami. Koniec końców to, kto tu jest antagonistą zależy od tego, której stronie się kibicuje. A kibicuje się zazwyczaj obu.

    (Tak w ogóle: „A może obydwoje bohaterowie są źli?” – *obydwaj, chyba że L była kobietą xD)

    Lubię to

    • Ach, tyle się zabierałam do porządnej odpowiedzi, że prawie bym zapomniała ją napisąć ;u; A tak ładnie się naprodukowałaś ___ Nie myślisz może o założenia bloga o chińskich bajkach?

      Z powyższej listy najbardziej zachęcam do nadrobienia Shokugeki no Souma >DDD jej obecna faza mangowa W drugiej kolejności Madokę :3

      Mówiąc o żydowskim spisku w Szynce miałam na myśli konkretnie najnowszy rozdział. Co tam się odpierdzieje… 8D

      Ojciec, jakby nie patrzeć, nadzoruje Homunculusy, więc dla mnie to jedna ekipa :) Ale oczywiście zgadzam się, że to także bardzo udane, nieoczywiste postaci ^^

      Och, kolejny raz w krótkim czasie słyszę o LotGH jako o najlepszej serii ever. Może to znak…? Ale liczba odcinków trochę odstrasza ;__;

      Ps. „Marysójka” <333 Cudowne!

      Lubię to

      • Tak w sumie to ja mam bloga… Tylko jak zaczynam pisać notkę, natychmiast z trybu rozwodzenia się szeroko na każdy temat przechodzę w tryb gapienia się w pusty ekran z równie pustą głową i kompulsywnego poprawiania każdego wypoconego słowa po x razy, więc koniec końców prawie ich nie piszę ;p

        Za Shokugeki to się pewnie niedługo wezmę, skoro wyjdzie u nas. Na zbieranie mnie nie stać, ale, khm, coś w końcu na okienkach trzeba robić, a skoro empik pod bokiem… Madokę też planuję, ale szczerze mówiąc wszelkie magical girl, czarodziejki czy co tam jeszcze niezbyt do mnie trafiają.

        Bo to jest najlepsza seria evah i oczywiście, że to znak :D Co prawda z mojej strony to też trochę sentyment, bo to dzięki LoGH-owi odkryłam FMA, a to FMA na dobre mnie wślurpnęło w mangoanimce, ale to jest ogółem jest taki fandom, którego (całkiem liczne) wady nie mają koniec końców żadnego znaczenia z perspektywy tego, jaka niesamowita jest całość. Przy czym zawsze mnie zastanawiało, czemu wszędzie ludzie piszą o wątkach politycznych, epickości i takich tam, a jakoś mało kto wspomina, ilu tam ślicznych panów w ślicznych mundurach, tak jakby to nie była zaleta ^^ Co do oglądania, imo najlepiej sobie zobaczyć na dobry początek dwa filmy, „My Conquest Is the Sea of Stars” i „Overture to a New War”, które raz, że wyglądają mniej przerażająco, dwa, że dają niezłe pojęcie, czego się można spodziewać dalej, no i są znacznie lepszym wprowadzeniem, niż same pierwsze odcinki głównej serii. A potem w zależności od wrażeń można zdecydować, czy się chce brać za OAV-kę.

        Lubię to

        • Oooo, to się pochwal linkiem :D
          Może rozpisywanie sobie planu notki Ci pomoże? Tak przynajmniej wiadomo co ma być dalej i ewentualnie można jakiś akapit przeskoczyć jak się zatnie ;)

          Shokugeki można też zacząć od anime, choć manga ma cudna kreskę. Tylko nie zrażaj się początkiem, pierwsze parę chapterów/odcinków jest raczej słabe, ale seria szybko nadrabia, gdy pojawia się więcej postaci ^^

          Madoka jest nietypowym mahou shoujo, dlatego jest tak chwalona przez fanów ;)

          O, filmy mogę obczaić, będę wiedziała przynajmniej z czym to się je :D Dzięki za hint!

          Lubię to

          • Prosz~ http://kurturarnie.blogspot.com/
            Nie no, po kolei to bym nie umiała pisać, zawsze zaczynam od tych fragmentów, które idą łatwiej, ale potem trzeba to jeszcze złożyć w całość i coś tam dopisać.

            Jestem masochistką z zasady niedropającą niczego, więc nawet jakbym się zraziła i tak w końcu dobrnę do tych lepszych momentów ;D

            Wiem, wiem, ale sama estetyka tak trochę mnie meha.

            Ależ nie ma za co, pisanie o swojej ostrej fazie to sama przyjemność :D

            Lubię to

  2. Z antagonistów japońskich najbardziej lubię tych z tokusatsu. Ankh z Kamen Ridera OOO, który był zły, lecz w sumie po dobrej stronie barykady dla własnych korzyści, bo po co się dzielić z innymi złodupcami. Albo Basco z Gokaigera, który robił straszne rzeczy i był podłym zdrajcą, ale był flawless jak nie wiem co, miał 50 twarzy „bitch please”, oraz minę na specjalne okazje, kiedy chciał być bardziej wredny niż zwykle i zawsze ją robię w pracy, kiedy ktoś naprawdę mnie wkurzy ;) http://ic.pics.livejournal.com/carrasgirl23/45411057/85898/85898_300.gif

    Lubię to

  3. Już chciałem pisać, że hipster ze mnie bo nikogo z listy nie znam, a potem zobaczyłem Lighta, Vegetę i tatuśka z FMA. To właśnie ta postać byłaby u mnie numerem 1 z tej listy – coś co jest tak bardzo niezrozumiałe, tak obce i tak bardzo inteligentne.
    Z Lightem to taka akademicka dyskusja, można by o tym wspomnieć w liceum przy okazji różnych filozofów i nagle się okaże, że uczniowie interesują się lekcją bo będą chcieli poznać jakiś kontekst kulturowy do ulubionej mangi xD

    Lubię to

    • Nie chciałam numerować tutaj postaci, ale zgadzam się, że Ojczulek byłby na pewno wyżej w rankingu niż niżej :)

      Zamiast bronić Zenona z Granicy teraz można by robić debaty broniące lub skazujące Lighta, nie :D? Ja bym była za!

      Polubione przez 2 ludzi

  4. kogo by tu wstawić skoro nigdy fanem złodupców nie byłem ;-P dobra będziemy szyć jak się da no to zacznę od głównego złola w inuyashy jak on tam się zwał (dzięki ci wiki ) a już mam naraku wnerwiał mnie choć może bardziej nasi bohaterowie że nie umieją raz a dobrze go pokonać,
    dalej to może MKR i jego nie do końca jednoznaczny (ale i tak go nie trawiłem ) Zagato :)
    dodam więc jeszcze ashrama z RoLW jako przykład złola honorowego
    i na tym szycie kończę pozdrawiam

    Lubię to

    • Naraku z InuYashy :D Poważnie myślałam o tym, by go tutaj dać, ale ostatecznie jest gdzieś koło 12 miejsca tej topki. On mi tak bardzo przypominał Voldemorta… Wielki zły, ale back story miał porządne.

      Dziękować za kolejne przykłady :3

      Lubię to

      • w sumie gdyby brać pod uwagę złoli nawróconych na dobrą ścieżkę to chyba powinniśmy dodać slayersów jak on się nazywał ten co najpierw zwalczał line a potem stał się jej best friendem nie Zelgadis aby ?? skleroza nie boli ;-D ps.a tak spytam off topic robiłyście może notkę o magicznych animcowych włosach co to potrafią służyć jako nie werbalne komunikatory nastroju a czasem nawet żyją własnym życie (że i bronią być potrafią nie wspomnę ) ?:-p

        Lubię to

        • Nawróceni na drogę nakamstwa wrogowie to ogromnie popularny motyw w shonenach – aż można rzec, że im większy konflikt na początku tym większa potem przyjaźń – ale wydaje mi się tematem na jeszcze inną notkę. Tutaj pokusiłam się tylko o wspomnienie o Vegecie :) A Slayersów znam i mam miłe wspomnienia ^^

          Och, włosy to temat na wiele, wiele notek xD Dzięki za pomysł, dodam do magicznej maszyny przerabiającej pomysły na teksty, zobaczymy co wymieli~

          Lubię to

    • Tak na porządnie to u Ciebie znam tylko przeciwnika z Fushigi Yuugi xD Był… Ok? Dawno tej serii już nie czytałam.

      Co do znudzenia czytelników… Well, nie spoilerując dużo, jak patrzę na naszą ankietę, to ludzie domagają się właśnie duuużo do czytania xD Więc nie martw się i pisz ile klawiatura wytrzyma!

      No, Lajto to ma charyzmę:3

      Polubione przez 1 osoba

      • Dzięki za budujące słowa. Moi czytelnicy są znikomi, daleko mi do was, więc staram się streszczać raczej, bo też i tematy mam różne, ale jeśli tylko wena pozwoli, to zaryzykuję i walnę tasiemiec. ^^

        Polubione przez 1 osoba

  5. Złodupce w każdej ilości zawsze spoko. O ile to dobrze zrobione złodupce.

    Pytasz, czy są jacyś, którym kibicowałam zamiast głównego dream teamu… żeby to raz, żeby dwa :’D choć przyznam, w większości przypadków jednak przede wszystkim dlatego, że dream team mnie wnerwiał i jeżu zielony bracie wiewiórki, niech oni się w końcu zamkną… albo zwyczajnie temu, że u zUoli były ciekawiej wykreowane postacie. Ech.

    Skoro to nie topka tylko dla najźlejszych ze złych, to pozwolę sobie wrzucić do komentarza jeszcze Króla Mrówek z HiatusxHiatus… wait… to miało inny tytuł…
    Król zaczyna jako małe bobo, które karmi się kulkami z ludzkiego mięsa. Ot, bo bachorek nie chce jeść tarkowanej marchewki, a rosnąć musi. (W ogóle Mrówki są mięsoludożerne ale kij, szczegóły.) Bobo wyrasta w pewne siebie, nie do zdarcia, nie do przebicia i nie do życia Królątko. No ok, Króla. Król ma zajefajny ogon, zieloną skórę i dziwne coś na głowie. I się nudzi. Zamiast zżerać ludzi wzywa ich na wieczór planszówek… jak ktoś z nim przegra, kończy jako zapas w spiżarni. Ups. Lecą hejty. Ubić! Kapciem go, kapciem! Trochę za duży, ale to wziąć większy kapeć!
    W końcu przychodzi ślepe dziewczę, zasmarkane dziewczę, i co? I wygrywa. Król w szoku, dwór w szoku, dziewczę… no, trochę też, ale jednak mniej. Powtórka. Wygrywa. Król jest na tyle zainteresowany, że gra dalej. I dalej. I daaaaaalej…
    …i, jakoś między jedną grą a drugą, zmienia się z bezdusznego potwora, który opinię o ludziach ma gorszą niż ONRowcy o lewakach, w istotę faktycznie zainteresowaną gatunkiem ludzkim – bo skoro ta smarkata ślepa go pokonuje, to może coś w nich jednak jest? Po prostu widać taki wyraźny character development i koniec końców, jak Król [SPOILER?]umiera, to człowiekowi jest aż żal.[/SPOILER?] Bo pokazał w końcu „ludzką” stronę, mimo bycia, no, mrówką z kosmosu. Serio, ile ja widziałam pełnych rozpaczy postów na tagu to się w głowie nie mieści. Taki totalny zwrot nastawienia do postaci. Mi też aż było szkoda, mimo że na początku tylko czekałam aż go w końcu ktoś ubije, najpewniej główny bohater zgodnie z zasadą shonenów. (Spoiler – jednak nie on. Alleluja.)
    Już nie wspomnę o Hisoce z tego samego tytułu, choć charakterny bardzo. Ale imho to on jest po swojej własnej stronie, wciepanie go do jednego worka, jaki on by nie był, jest niewykonalne. To pomoże, bo mu na rękę, to dokopie, bo się nudzi. Ot. Nie przewidzisz, zupełnie jak MPK w Poznaniu. (Gry miejskie „Gdzie dziś dojedzie mój tramwaj?” oraz „Gdzie dziś skręci mój autobus?” mają rzesze użytkowników. Średnio szczęśliwych, ale mają.)

    Z innej beczki, średnio przepadam za antagonistami z Tragic Backstory™. No okej, budowanie postaci. Głębia. Przeszłość. Coś go/ją pchnęło w stronę zUa. Ale serio? Nie może być ktoś zUy bo po prostu jest? Ja wiem, przejadło mi się… Nah. Podeślę Ci na FB obrazek-komentarz.

    A co sądzisz o takich antagonistach, o których wpierw się myśli, że są protagonistami, ale jednak nie bo dokładnie na odwrót? Względnie vice versa – oglądasz i jesteś przekonana, że ktoś jest protagiem, ale to złodupiec zza krzaka. I nie chodzi mi o sytuację pod tytułem „łaaaa, zdradziłeś mnie, jak mogłeś!” – „sory, lajf is brutal”, tylko o samo postrzeganie. Nie, nie jak w Death Note z moralnością, chodzi mi o samą percepcję, która jest niewłaściwa z zamierzenia autora. Jeśli to jest niejasne o czym mówię, to wyjaśnię może gdzieś indziej na konkretnym przykładzie, coby komuś przypadkiem nie psuć ewentualnej przyszłej zabawy D: bo sama widzę że się motam…

    Lubię to

    • Po namyśle – dopiszę jeszcze antagonistę z pierwszego sezonu Gatchaman Crowds. Berg Katze, różowowłosy kosmit na obcasach, charakterny niesamowicie, miał symbolizować internetowych trolli i hejterów – ergo był problematyczny i nawet w sumie niebezpieczny, aż do momentu, kiedy ktoś kaszlgłówna bohaterkakaszl znalazł na niego sposób. Wtedy już nie był. Też ciekawe rozwiązanie, imho, bo nie było typowego „rozsmaruję cię po ścianie” tylko… no. I Katze, jak na internetowego trolla przystało, po prostu… zaprzestał działalności, żeby już bardziej nie spoilować. Imho to dobry przykład zUola który nie polega pod naporem nakama power i jak jest problematyczny, to jest. I koniec. Nie ma taryfy ulgowej. I nie ma Tragic Backstory.

      Lubię to

      • Dziękować za przykłady :3 Im więcej ich tym lepiej!

        Najbliższe co do tego „nieświadomego złego”, którego opisałaś to chyba widziałam w Ikigami… Ale to raczej motyw idealny do gier, mniej do innych dzieł kultury… Chyba?

        Co do tragic back story to zależy… Lubię gdy zła postać jest wielowarstwowa. Po namyśle wydaje mi się, że postaci z TBS mają bardzo spory potencjał na nawrócenie się, bo jak tu zabijać kogoś, kto przecież i tak miał w życiu przechlipane… Zależy, zależy bardzo…

        Lubię to

        • Wielowarstwowość okej, ale te dodatkowe warstwy nie muszą być zaraz dodawane poprzez tragedie w przeszłości, nie? Znów wrócę do tego Króla, co się rozpisałam, imho jest jak najbardziej wielowarstwowy i rozwija się, a TBS nie ma, bo i jak ma mieć, skoro patrząc tylko na kalendarz ma… nie wiem, no mniej niż rok na pewno. Może nawet i coś koło miesiąca tak po prawdzie. Nieletni jest, w każdym razie :’D wyrośnięty, ale nieletni.

          TBS mi się bardzo często zdaje takim trochę pójściem na łatwiznę – patrzcie, ludzie, SMUTNA HISTORIA, płaczcie. Szczególnie jak, jak w tym rysunku co wysłałam na FB, dostajemy SMUTNĄ HISTORIĘ postaci, którą znamy od 3 odcinków i mamy ją głęboko w rz.
          Żeby nie było, nie mówię, że każde TBS jest z gruntu od razu złe i nie ma innej opcji, mówię ino, że zazwyczaj wolę, jak rozwija się postać w inny sposób.

          Polubione przez 1 osoba

      • Ja znam Katze! Ja! Ja! :D Nawet nie wiedziałam, że był on uosobieniem trollingu, ale dzięki temu naprawdę wiele jego dziwnych zachowań zaczyna mieć sens (czy raczej brak sensu nie jest już tak dziwny). No i wtedy Hajime wydaje się być jego naturalnym wrogiem i doskonałą odpowiedzią na jego bezmyślne zło (czyli wrzuć ignora na bachora!). Dzięki, M.W., jak zwykle dostępuję oświecenia pod wpływem twoich komentarzy :D
        Zrobię wam tego posta o atakach, naprawdę zrobię .3.

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s