Sportówkowy zawrót głowy, czyli pierwsze wrażenia po anime z sezonu jesień 2016

Pełny reset! Żadnych pozostałości po poprzednim sezonie! I kilkanaście nowych animców do oglądania! – czyli witajcie w Dziabolandii. Jesień to czas, kiedy trzeba wreszcie wyciągnąć wielkie kubki na kakao oraz grube koce do robienia ludzkiego burrito. Twórcy anime jednak jeszcze ani myślą zapadać w zimowy sen. Lepiej, chcą nas zdeprymować, bo tym razem motywem przewodnim sezonu jest sport. Razem z ciągnącym się DAYS mamy aż dziewięć sportówek (latem były tylko trzy), w tym dwa niemal gwarantowane hity: Jurków na lodzie i kolejną część Haikyuu. Zaprzęgnęłam się więc znów do roboty i przygotowałam małe conieco na temat 19 serii. I nawet nie pobiłam ostatniego rekordu w długości notki, ha! Wyrabiam się, skubaniutka.

Miłego czytania i jak zwykle uwaga na gify.

Yuri-on-ice-1a.gif
Merci, że jesteście tu. Chyba.

3-gatsu no Lion

tumblr_oetcq3FuqY1uzwbyjo2_540.gif
Perpetum kocile – bierzesz jednego ludzia z żarłem w rękach i stawiasz dwa koty wokół jego nóg.

Geniusze nigdy nie mają łatwo, a najmniej mają ci licealni. Kiriyama Rei to niezwykle utalentowany gracz shogi, który na dodatek jest już zawodowcem w pełnym tego słowa znaczeniu. Dostaje wcale ładną pensję, dzięki której opłaca samodzielne mieszkanie. No właśnie, samodzielne. Rei mimo niezwykłej smykałki do shogi jest bardzo niedojrzałym i samotnym chłopakiem; niemal nie utrzymuje kontaktu z rodziną, która go adoptowała, a za przyjaciela ma wiatr podczas posiłków na szkolnym dachu. Niemniej jednak jest światełko w jego tunelu i nawet nie jest to nadjeżdżający pociąg – gdy nie gra, nie uczy się lub nie śpi, główny bohater odwiedza specyficzną rodzinkę sióstr Kawamoto, mieszkających razem z dziadkiem. Dziewczyny mimo znacznego przekroju wiekowego oraz niezbyt ciekawej sytuacji rodzinnej trzymają się razem, a ich dom emanuje radością i ciepłem, do którego nieświadomie lgnie Rei.

Historia jest przestawiana baaardzo enigmatycznie. Wszystko to przez brak zwykle obecnego w anime narratora w postaci głównego bohatera (spoiler: w drugim już się pojawia) – a ponieważ nasz Rei jest okrutnie zamkniętym w sobie nastolatkiem, to nie można liczyć nawet na normalną rozmowę z innymi postaciami. Przez pół pierwszego odcinka padło łącznie może pięć zdań… Na szczęście potem sytuację uratowała przesympatyczna rodzinka, którą główny bohater najwidoczniej regularnie odwiedza. No i koty, nie zapominajmy o kotach, czyli clue tego seansu i czystej zarąbistości w zwierzęcej postaci. Co tam shogi, co tam dramy, dawajta więcej tych sierściuchów. Znaczy, żarty żartami, ale mam nadzieję, że dramowania na serio będzie mniej. Korzystając z okazji niech mi ktoś wyjaśni – czy ten gość zabity młotkiem, o którym była mowa we wiadomościach, to ten „były” opiekun Reia, czy jemu porównanie z ostatnim meczem shogi tak mocno wjechało na wyobraźnię? Bo chyba jednak chodziło o to drugie, tylko tak trudno się w tym połapać, bo mamy do czynienia z tworem od studia Shaft. Tak, tak, to dawno niewidziany Shaft z nową serią, której bohaterowie nie wyłamują sobie karków, a mieszkania nie mają hektara powierzchni, co jest tym dziwniejsze, bo nadal reżyseruje to Shinbou. I zapowiadają 23 odcinki. Oj, może być ciężko, nawet jeśli siostry z kocimi przyległościami są przeurocze.
Z ciekawostek – kartę końcową do pierwszego odcinka narysował nie byle kto, a sam Kentarou Miura, autor Berserka. To świetnie, że nie samymi Idolkami facet żyje, ale czy jest na sali osoba z glanami, która mogłaby wreszcie kopnąć go gdzie trzeba i zagnać do roboty? Dziękuję.

Bubuki Buranki: Hoshi no Kyojin

tumblr_oedl19cIQI1rd6sdio1_540.gif
Come to mama~

Po upadku latającej wyspy Takarajimy, na której wychował się Azuma, na ziemię lądują też wielkie i niezbyt przyjaźnie nastawione roboty. Tylko użytkownicy Bubuki są w stanie z nimi walczyć, ale na szczęście kolejne drużyny Power Rangersów zaczęły się pojawiać często i gęsto niczym krety na wiosnę. Ekipa głównego bohatera (poza nim samym) wybiera się na Tajwan, gdzie prawdopodobnie spadł ich robot, jednak zupełnie niespodziewanie spotykają na miejscu siostrę ich lidera, Kazuki Kaoruko. Żeby było dziwniej, nastolatka również posiada drużynę, z którą steruje czarną wersją Oubu, czyli robota identycznego jak ten Azumy. Jak to możliwe i kto właściwie rozdaje serca robotów na prawo i lewo?

No paczcie państwo, a jednak zrobili kontynuację, psubraty, i nawet od razu przeszli do najważniejszej nierozwiązanej kwestii, czyli zaginionej siostry-bliźniaczki. Kaoruko jest głośną i mocno zadufaną w sobie dziewczyną, jednak przy bliższym poznaniu okazuje się, że gdzieś pod tym płaszczykiem kozactwa znajduje się uprzejma dziewczyna, która pragnie ochronić rodzinny Tajwan. Może nie jest to najszczęśliwsza kreacja sezonu, ale da się ją zaakceptować. Istnieje takie twierdzenie, że mówiąc w obcym języku przyjmujemy trochę inną osobowość i właśnie ta zasada chyba sprawdza się w przypadku Kaoruko. Po japońsku głośny, wkuropatwiający dzieciak, a po tajwańsku grzeczna „celebrytka”. Jestem ciekawa, jak ją dalej poprowadzą.
A jeśli o samą fabułę chodzi to mamy standard – idą Ruskie, będzie źle. Kiedy potwory przestają wystarczać, najłatwiej sięgnąć po motyw, że to człowiek dla człowieka jest największą bestią. Komputerowa animacja jest bardzo dynamiczna, a ilość kolorów i detali sprawia, że wciąż jest to jedna z lepszych, o ile nie najlepsza tego typu seria. Skoro już obejrzałam pierwszy sezon, to w sumie nie mam wyboru.

Bungou Stray Dogs 2nd Season

tumblr_oep23rvJyv1velul7o3_500.gif
Gdy się kostucha śpieszy, to się Dazai cieszy.

Zanim wrócimy do naszej wesołej paczki magicznych detektywów, cofnijmy się nieco w czasie i popatrzmy, co robił Dazai, kiedy był jeszcze po niewłaściwej stronie barykady. Już jako młody, prężnie działający herszt jednej z grup Portowej Mafii szukał skutecznego sposobu na zabicie się, choć wtedy jeszcze myślał o kopnięciu w kalendarz w pojedynkę. W przerwach od finezyjnego popełnienia samobójstwa (czy raczej dania się zabić wrogom) Dazai spotyka się w pewnej knajpce z dobrymi kumplami z branży – Odą Sakunosuke oraz Sakaguchim Ango. Pierwszy jest zaledwie niskopoziomowym chłopcem na posyłki, choć jednocześnie jest w tym piekielnie dobry, natomiast drugi to czołowy szpieg mafii. Tuż po jednym z takich spotkań Ango znika, a szef wszystkich szefów rozkazuje Sakunosuke, aby uratował kompana, jeśli ten został uprowadzony, albo zabił, jeśli zdradził. Misja jest trudna nie tylko ze względu na to, że panowie się przyjaźnią, ale również z powodu zasady Sakanosuke o niezabijaniu kogokolwiek.

Całkiem fajni ci nowi Bezpańscy Literaci. Takiego klimatu brakowało mi przez cały pierwszy sezon – oczywiście tu czy tam wciąż pojawia się jakiś swawolny żarcik (jak Dazai grający na konsoli), ale zupełnie nie przykryło to ciekawej, nieco kryminalnej historii z przeszłości. Aż szkoda, że zapewne w następnym odcinku poznamy koniec i wrócimy do radosnej konwencji post-Ouranowej… a może nie? Mam nadzieję, że trochę powagi się jednak uchowa. Ponadto drugi sezon będzie miał jeszcze jedną ważną zaletę, a mianowicie będzie więcej postaci z nieco bliższego Polsce podwórka. Pannę Montgomery już poznaliśmy, a do wesołej ekipy z Ameryki należą jeszcze takie sławy jak Margaret Mitchell, Mark Twain czy H.P. Lovecraft. Nowi japońscy panowie również są niczego sobie. Raz, że Sakunosuke jest całkiem przyjemnie skonstruowaną postacią, a dwa, że posiada on typ mocy, który bardzo lubię. Próbkę dostaliśmy już w pierwszym odcinku i był to kawałek naprawdę świetnej sceny. Kurczę, normalnie chyba ktoś w niebiosach mnie słucha, bo nie dość, że dobry sequel się zapowiada, to jeszcze Waneko zapowiedziało mangę (no dobra, przydałoby się jeszcze parę aniołów stróżów dla tłumacza i korków). Zakładam zeszyt na kolejny kredyt zaufania.

ClassicaLoid

tumblr_oeqgp4Zs5N1qa94xto4_500.gif
Beets, poza pierożkami, skrycie kochał Czarodziejkę z Księżyca…

Czy wiecie co najdziwniejszego może się zalęgnąć w starej posiadłości? Metrowe szczury? Amazońskie pająki? Zdesperowani akwizytorzy? Otóż nie, i najlepiej wie o tym nastoletnia Kaede, w której dworku odziedziczonym po babci zadomowili się… klasycy wiedeńscy. Żeby to jednak byli ci sami szacowni panowie z minionych epok, ale jakaś niezbadana siła tak mocno namieszała w czasoprzestrzeni, że Beethoven stał się freakiem gyouzy i miotaczy ognia, a przefarbowany na różowo Mozart uskutecznia jazdę na deskorolce niczym Marty McFly. Dziewczyna oraz jej przyjaciel z dzieciństwa, Sousuke, nie ogarniają jednak ani z kim mają do czynienia, ani jak dziwne to jest. Dopiero gdy podczas wyburzania dworku Beets uaktywnia swoją batutoróżdżkę i robi takie disco na chacie, że ojej, ktoś uprzejmie donosi do Bacha-samy, że w Japonii pojawiły się nowe Classicaloidy. Czymkolwiek one nie są.

Organy zamieniające się w mecha, mahou shounen Beethoven, chuuni Mozart, Chopin-hikikomori, pani Liszt, loli-Czajkowski/ska/to coś, Tekla-chan w roli idolki, chłodny senpai Bach i jeszcze nieznanych przywar Schubert. Poważnie zastanawiam się nad tym, od czego mózg mam bardziej roz…walony – od ClassicaLoida czy od Keijo. Póki co serie dzielnie idą łeb w łeb, a mój łeb już puchnie od nadmiaru wrażeń. I nie tylko mi. Kultura japońska – czyli żarło i manga – jest taka wonderful, że nawet Beethoven jest bezradny w zetknięciu z nią i daje się wodzić za nos niby pierwsza lepsza zakupoholiczka na wyprzedaży. Nie wiem, czy on jest tak głupi, czy głuchy na wszelkie słowa Kaede (zaraz…). W każdym razie seria nie ma póki co żadnego ładu ni składu, a jedyną szansą na fabułę będzie walka między złymi i dobrymi Classicaloidami. Przy czym nie wiadomo tak do końca, kto jest niby tym złym. Dobrym też nie, bo ja bym w życiu nie chciała mieć różowego Mozarta po stronie obrońców czegokolwiek, choćby nawet obrońców muchołówek.

Drifters

tumblr_oep2h5lET61s4qvrdo1_500.gif
Ja tu flaki z siebie wypruwam, a wy macie takie luki w obronie? Co wy, Legia Warszawa?

Toyohisa, Nobunaga i Yoichi wchodzą do baru… no dobra, może kiedyś, ale zacznijmy na serio. W roku 1600 w bitwie o Sekigaharę doszło do starcia między klanem Shimazu a Toyotomi. Aby umożliwić „taktyczny odwrót” swemu wujowi, Toyohisa postanawia ruszyć z samobójczym atakiem na goniącego ich wroga. Mimo iż wydaje się, że nie ma absolutnie żadnych szans na zwycięstwo, głównemu bohaterowi udaje się poważnie ranić Naomasę, choć sam też odnosi bardzo ciężkie obrażenia. Powoli wykrwawiający się Toyohisa ostatkiem sił drepcze przez las, próbując dostać się do rodzinnego domu w Satusmie, lecz nagle mężczyzna zostaje przeniesiony do miejsca będącego skumulowaniem wszystkich koszmarów nawiedzających petentów. Na końcu długiego białego korytarza, po którego obu stronach ciągną się straszne ilości drzwi, siedzi za biurkiem Pan Urzędnik. Na jego skinienie Toyohisa zostaje wciągnięty do kolejnego wymiaru, lecz tam już tak różowo (znaczy biało) i sterylnie nie jest. To świat rodem z Władcy Pierścieni, gdzie elfy hasają w zgrzebnych tunikach, a tu i tam walczą podobni do Toyohisy przybysze z rzeczywistego świata, zwani zbiorczo Driftersami. Zaliczają się do nich m.in właśnie wielki Nubunaga oraz Nasu no Yoichi, którzy przygarniają do siebie nieprzytomnego głównego bohatera.

Nie do końca tego się spodziewałam, szczególnie że pierwszy tom mangi wydanej przez nieoceniony JPF wywarł na mnie dobre wrażenie. Seria tak samo jak Hellsing stoi na walkach, więc powinny być one najmocniejszą częścią anime. Niestety, przez zastosowane ciemne filtry obraz był dość nieczytelny, a na dokładkę sporo scen tylko udawała dynamiczne (nie ma to jak robić kilkuseundowe najazdy na włócznie wroga albo stopy głównego bohatera obryzgiwane krwią). No dobra, dobra, zdradzę, że w drugim odcinku wszystko było płynne i z pazurem. Pozytywnie zaskoczył mnie język elfów – może w innym anime wystylizowaliby go na jakiś dziwny japoński dialekt, ale tutaj studio stanęło na wysokości zadania i naprawdę stworzyło coś obco brzmiącego. W pierwszej chwili myślałam, że ktoś sprytny puścił nagranych seiyuu od tyłu, ale zdania zbyt płynnie brzmiały, a akcent był zbyt naturalny, żeby tak było. Jak się wsłuchać, to nowy język jest podobny do greckiego przemieszanego z bełkotem pana Zdzisia po pół litrze. Manga mangą, ale nie każdemu chciałoby się robić coś bardziej wymagającego w anime, szczególnie jak angielski stanowi często niemałe wyzwanie. No i cieszę się na porządną dawkę sieki. Niech jucha bucha do sucha!

Flip Flappers

tumblr_oeqzjlIRbE1qkz08qo2_540.gif
To nie ja, to moja nowa Shauma o zapachu mahou shoujo.

To był dzień jak co dzień – japońskie nastolatki pędziły do szkoły, a obiekty eksperymentów uciekały z tajnych laboratoriów. Zanim przejdziemy do tej drugiej grupy, skupmy się na pierwszej. Cocona, nasza zwykła uczennica, zastanawia się nad wyborem szkoły średniej, ale zupełnie nie ma pomysłu na to, co chciała by robić w życiu. Nawet nie chodzi o dalekosiężne plany dotyczące zawodu – dziewczyna nie umie znaleźć nawet trywialnego powodu jak „bo jest blisko” albo „bo najwięcej koleżanek tam idzie”. Kiedy nauczycielka prosi, aby główna bohaterka wypełniła kwestionariusz wyboru szkoły do końca dnia, nastolatka zaszywa się w lasku na uboczu aby po raz ostatni przemyśleć sprawę. Tam jednak napada ją element wspomnianej drugiej grupy, czyli urocza uciekinierka o imieniu Papika. Rude dziewczę porywa zaskoczoną Coconę i razem z magiczną deską surfingową oraz fiubziującym robotem przenoszą się do innego wymiaru zwanego Pure Ilusion. Po małych perturbacjach i odkryciu przez Coconę magicznych mocy nastolatki w końcu bezpiecznie wracają do rzeczywistości. Tylko… o szo tu właściwie chosi?

O fabule póki co wiadomo tyle, że „girl meet magical girl”, a z trailerów można wywnioskować jeszcze to, że dziewczątka będą odwiedzać kolejne magiczne światy (czy jak tam tego nie nazwą). Odkrywcze to raczej nie jest, ale jednocześnie jest całkiem… sympatyczne. Czy ktoś pamięta taką bajkę z dzieciństwa jak „Simsala Grimm”? No to tutaj motyw wydaje mi się podobny, tylko że twórczy japońscy animatorzy pewnie zakręcą to dziesięć razy bardziej. Jako że szykuje się zabawa konwencją na całego, to czekam na mechy i czarodziejki. Albo czarodziejki w mechach, a co sobie będę żałować! Warto zerknąć na tę produkcję ze względu na animację, bo dzieje się dużo, płynnie i ładnie. Gorzej jest z bohaterkami, bo Papika właściwie umie tylko mówić „Cocona! Cocona!”. A fabuła? Sama chciałabym wiedzieć.

Fune wo Amu

tumblr_of2bkmd4ww1tqsu3ro1_540.gif
Hej, ty. Tak, ty! To właśnie ty, królisiu nieuczesany, wygrałeś główną rolę w anime!

Młode, płoche i niewinne chłopisko zwane Majime Mitsuja nie jest licealistą, a dorosłym facetem pracującym w dziale sprzedaży pewnego wydawnictwa. Jako że rekinem biznesu to on nie jest, a reklamowanie idzie nawet gorzej niż słabo, dlatego pewnego razu uwagę zwraca mu kolega z firmy, choć z innego sektora, Nishioka Masashi. Panowie gawędzą sobie przez chwilę, a Nishioka zauważa, że jego rozmówca szczególnie mocno skupia się na warstwie językowej ich dialogu. Tą uwagą dzieli się ze swoim kolegą z działu, panem Arakim, który rozpaczliwie szuka kogoś na swoje zastępstwo przy edycji nowego słownika. Tonący brzytwy się chwyta, więc edytorzy idą złożyć Majime wizytę połączoną z testem sprawności umysłowej. Wynik wypada tak dobrze, że pan Araki nie ma już żadnych wątpliwości – sprawę „The Great Passage” pozostawi w rękach prężnie rozwijającego się mola książkowego.

To anime ma szansę na obyczajówkowy sukces na miarę Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu. A może nawet nieco większy przez swoją uniwersalność. Nie brakuje w tej serii subtelności, humoru, ale i refleksji, przez co na pewno lepiej się sprawdzi jako pozycja dla starszego widza. Moje serduszko zostało absolutnie roztopione i na dokładkę podlane syropem klonowym. Ekipa zarysowana w pierwszym odcinku stanowi sympatyczną gromadkę intelektualistów, ale pod szczególnym wrażeniem jestem Majime i tego, jak szybko i precyzyjnie skonstruował definicję na „prawo”. Strasznie pocieszna z niego istota, przygarbiona, wiecznie z głową w chmurach, ale bardzo przyjazna. Aż się chce, żeby ktoś dobry się nim zaopiekował… na przykład ta długowłosa sąsiadka z openingu. He. Hehe. Póki co nie podoba mi się jedynie wspomniany opening (a konkretnie strona muzyczna); jest tak strasznie, straszliwie krzykliwy i niepasujący do serii jak jakiś tęczowy beat z dyskoteki. Poza tym wsiąknęłam w serię na całego.

Gi(a)rlish Number

tumblr_oeyi8qQL3i1ql0375o1_500.gif
Idiots, idiots everywhere…

Kto by nie chciał być sławny i bogaty (z naciskiem na bogaty)? Nie wiem jak wy, ale Karasuma Chitose myśli o tym tak intensywnie, że postanawia zbić kokosy na swoim głosie. W pracy seiyuu trudno jednak o błyskotliwy debiut, dlatego główna bohaterka od roku otrzymuje zaledwie role Wieśniaków B, które i tak z trudem zdobywa dla niej Gojou, menedżer i brachol w jednym. Przy okazji ostatniej produkcji coś jednak drgnęło, a Chitose przyciąga uwagę jednego z producentów, który właśnie wpadł na genialny pomysł wylansowania seiyuu-idolki. Pierwszym krokiem do spełnienia tego śmiałego planu będzie zagranie głównej roli żeńskiej w adaptacji niespecjalnie lubianych przez dziewczynę light novel.

Ale to było ch… słabe. W tym momencie pół internetów chce mnie nabić na pal, druga tego pala właśnie szuka, bo z niewiadomych mi przyczyn to anime zostało bardzo dobrze przyjęte. Parodia moeblobów, mówili. Satyra naszych czasów i animcowego biznesu, mówili. Mta. Tylko moją główną bolączką jest właśnie ta fałszywa, zadufana w sobie główna bohaterka ze standardowym moeblobowym designem, która choć jest średnio utalentowana i mało zaangażowana w swoją pracę (lubi zgarniać hajs, ale samo odgrywanie postaci w ogóle ją nie rajcuje), to chciałaby być wielką gwiazdą. I takim sobie przypadkieczkiem akurat szykuje się akcja, aby wypromować ją jako idolkę-seiyuu. Normalnie taka Aya Hirano w wersji płaskoekranowej, psiakrew, albo Kirino 2.0., bo nawet ma brata, któremu truje dupę. Tak właściwie to każda damska postać w tym anime póki co jest fałszywa lub zadziera nosa. Ale najbardziej słabe wydaje mi się zrobienie z statystycznego autora light novel takiego stereotypowego tłustego nerda, którego książek nikt by nie kupił, gdyby nie ilustracje czy anime. I powtarzanie, że biznes seiyuu jest chory. Jak widzę takie produkcje, to faktycznie, można się załamać. Mam nawet dziką teorię – za tym wszystkim siedzi Miyazaki, który chce wyciągnąć kwintesencję badziewia z dzisiejszych anime, a na końcu puści Ricka Astleya. Nie chodzi mi o to, żeby gloryfikować zawód seiyuu, ale to robota jak każda inna i jak wszędzie przydałaby się ludzka przyzwoitość (i zaręczam, że każdego równie przyjemnego chemika czy stomatologa potraktowałabym z buta tak samo chętnie co pannę Chitose). Ładna animacja to nie wszystko, więc spasowuję. Nie dość, że w planach mam zachwalane Shirobako, to już o wiele lepszym i faktycznie pokazującym pracę zakulisową anime wydaje się Sore ga Seiyuu! – widziałam pierwszy odcinek, a potem o nim zapomniałam, bo chyba nie było sensownych subów. Czas odnowić tę znajomość, bo na stado ironizujących małolat patrzeć nie zamierzam.
Ja pierdzielę, co to za czasy. Kiedyś to wystarczyła jedna Kawashima Ami na Toradorę i było wporzo…

Haikyuu!!: Karasuno Koukou VS Shiratorizawa Gakuen Koukou

tumblr_oes9bixh9p1v7af0uo4_540
Chłopaki starają się jak mogą, żeby dorównać czarem Jurkom na lodzie.

Roboczo Haikyuu!! 3. Po wygranej z Aoba Josai, Karasuno musi spiąć i tak już napięte do granic możliwości pośladki i przygotować się mentalnie na finałowy mecz z Shiratorizawą. Tam, gdzie drużyna Bezskrzydłych Kruków nie stała już od lat, teraz przyjdzie im zmierzyć się z Ushijimą i jego wszechmocnymi łapami, zdolnymi w sekundę wbić piłkę w parkiet. A tym razem nie będzie łatwo także ze względu na zwiększoną liczbę rozgrywanych setów – zamiast dwóch jak do tej pory, wymagane jest wygranie trzech. Gdy wreszcie rozbrzmiewa pierwszy gwizdek, ekipa Karasuno stara się jak może, aby wyrwać pierwszy motywujący punkt, ale bardzo szybko Ushiwa… Ushijima sprowadza libero do parteru.

Wraz z radosnym początkiem kolejnej serii pojawiła się pewna smutna informacja – zmarł seiyuu grający trenera Ukaia, pan Tanaka Kazunari. Mimo iż kojarzę go tylko z roli w Haikyuu, to i tak miał naprawdę miły i charakterystyczny głos, który wiele wniósł do roli stratega Karasuno. Szkoda człowieka. Po prostu szkoda.
Odkąd jestem na Lemurilli, opisuję tu już drugi sezon Bungou Stray Dogs, drugie Bubuki Buranki i drugie (chociaż trzecie) Haikyuu. Ale dobre czasy nastały dla kontynuacji, pół roku i siup!, jest. W tej beczce miodu jest i łyżka dziegciu, bo ta seria będzie mieć jedynie 10 odcinków. Mówią, że lepiej krótko a dobrze niż długo i słabo (pozdrawiamy Coelho), ale logiczne argumenty słabo działają na zwichrowanych mangoz…wców. Strasznie mi się mordeczka cieszyła, kiedy widziałam prezentację zawodników Karasuno i wymianę piąteczek z ławką trenerską. Wreszcie na trybunach zjawiła się większa ekipa dopingująca, lecz póki co wypadła strasznie blado na tle Aoba Josai. Chyba żadna inna seria nie może poszczycić się taką świetną realizacją dopingów, które nawet podczas meczu słychać gdzieś razem z fantastyczną muzyką. Co tu dużo gadać – napaliłam się!

Keijo!!!!!!!!

tumblr_oemyfyuqqf1s307p6o2_500
Zabójcza Technika: Tyłkowa Armata (nie zmyślam, taka nazwa).

To ma więcej wykrzykników niż reszta tytułów tego sezonu razem wzięta (a przecież mamy też Yuri!!! on Ice czy WWW.Workning!). Kaminashi Nozomi jeszcze w liceum zafascynowała się istniejącym tylko w jej świecie sportem, tytułowym Keijo, w którym mogą brać udział wyłącznie panie. Zabawa polega na tym, aby jedynie za pomocą pupy i piersi powalić lub wyrzucić przeciwniczki poza okrągły, pływający ring. Takie hot zapasy, wydawałoby się, ale jednak dyscyplina ta wcale nie jest taka niewinna jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Nozomi po ukończeniu osiemnastu lat rusza w bój aby zostać profesjonalną zawodniczką i zdobywać grube hajsy, lecz już podczas egzaminu wstępnego na „uczelnię Keijo” trafia na silne przeciwniczki – między innymi na Kawai Hanabi, która potrafi uderzać pupą z prędkością naddźwiękową, powodując u konkurentek wstrząśnienie mózgu. Mimo ostatecznej porażki główna bohaterka dostaje się do upragnionej szkoły, a w akademiku zajmuje pokój z przyjaciółką oraz dwiema niewinnie (póki co) wyglądającymi dziewczynami.

O żesz fpycię… Są takie dni, kiedy naprawdę mocno uświadamiam sobie, ze koniec Internetu jest jak punkt, w którym hiperbola przecina się z osią x – rzeczą absolutnie nieistniejącą. W takie dni odczuwam, jak szybko japoński przemysł animacyjny odbiega z jednym ze słupków granicznych zdrowego rozsądku coraz dalej i dalej, poza zasięg mojego pojmowania.
Ktoś pamięta z Bakumana takiego starszego mangakę, który wymyślił historię o dziewczętach bijących się w krótkich spódniczkach? Ta, która pierwsza odkryła majtki, przegrywała, natomiast celem tamtejszej głównej bohaterki było zdobycie wielkiej kasy na chyba jakąś operację brata albo coś. Sytuacja w Keijo wydaje mi się całkiem podobna poza tym szczególątkiem, że jeszcze nigdzie nie pojawił się żaden śmiertelnie chory pociotek. Mimo oczywistej głupoty strzelania tyłkami niczym z pistoletów podziwiam pomysł twórców. Zawsze to jakaś rzecz wprowadzająca powiew świeżości w zastały gatunek ecchi, a że przy okazji wyszła trochę parodia sportówek i shounenów, to tym lepiej. Nie będę się wgłębiać w charaktery bohaterek, bo jak dla mnie nie są one specjalnie warte uwagi, ale w pewien sposób fajne jest to, że dziewczęta nie wstydzą się swoich walorów, a główna bohaterka jest pewna siebie, nawet jeśli pobudki ma przyziemne (ale kto z nas nie ma takich). Spoko, I like it. Zresztą, jak pokazuje przykładowy kadr z mangi, który wrzuciłam na fejsa, sam autor ma z tego mnóstwo beki. Dlatego warto wyluzować, ta seria jest robiona tylko dla jaj. Znaczy, piersi.

Mahou Shoujo Ikusei Keikaku

tumblr_oelrljzKC81sk47ceo2_500.gif
Nigdy nie ufajcie słodko wyglądającym maskotkom, które proponują wam zostanie magiczną dziewczynką. NIGDY.

Himekawa Koyuki od zawsze chciała zostać magiczną dziewczynką, jednak jako że jest to tak jakby niemożliwe, to w ramach choćby małej rekompensaty stała się czarodziejką w komórkowej gierce. Jej pragnienie uzyskania magicznych mocy do pomocy zwykłym ludziom jest tak wielkie, że pewnego dnia maskotka z aplikacji „ożywa” i stwierdza, że Koyuki została wybrana spośród tysięcy podobnych jej dziewcząt do wzięcia udziału w Projekcie Rozwoju Czarodziejek. Bohaterka jest przeszczęśliwa, że jej marzenie zostało spełnione, dlatego jako Śnieżka z uśmiechem na ustach zapitala jak mała mróweczka, aby pomóc jak największej ilości osób. Szybko okazuje się jednak, że jedno miasto to za mało na szesnaście magicznych dziewczynek, dlatego Fav (maskotka) decyduje się wprowadzić pewne restrykcje i zmniejszyć limit bohaterek o połowę. A mama ostrzegała, żeby nie grać w gry, bo to nic dobrego nie przyniesie!

Jak nie czuć dramy w powietrzu, kiedy Fav wygląda jak istny lovechild Monokumy (kolorki) i Kyuubeia (martwa mimika) i czuć od niej taką samą creepy aurę jak od wyżej wymienionych milusińskich. A ja jako niepoprawna fanka Madoki… dopinguję go w działaniach, bo pragnę krwi i łez niewinnych dziewczynek! Buahahaha! Tak, to wszystko z zawiści, że moja sowa z Hogwartu wciąż nie przybyła. No bo jak to tak, że nawet chłopiec może zostać hojnie obdarzoną czarodziejką? Yep, takie gendery już występują w gatunku mahou shoujo. No co zrobisz? Nic nie zrobisz. Zamysł wrzucenia niewinnych dziewczynek w battle royale wydaje się bardzo kuszącą opcją, która wygeneruje mnóstwo dram, a to znów oznacza łatwość prowadzenia fabuły. Mam jedynie nadzieję, że nie dojdzie wyłącznie do starć na linii główna bohaterka-kolejna czarodziejka, bo to już by było chamstwo na podobieństwo Mirai Nikki albo Akuma no Riddle (szlag, co ja się tak lubuję w tych złych anime). Ale tak, niech zwycięży dobro. Znaczy, dobra sieka.

Nobunaga no Shinobi

tumblr_oejpd2gzhs1tm1dgio1_r1_500.gif
Myślisz „to tylko mała, słodka dziewczyna”, a ona dziesięć sekund temu przecięła twoją tętnicę szyjną.

Chidori i Sukezou po ukończeniu treningu ninja udają się do Ody Nobunagi, aby wiernie mu służyć. O ile Sukezou kierują nieco bardziej przyziemne pobudki (czyt. podkochuje się w Chidori), o tyle dziewczyna pragnie odwdzięczyć się wielkiemu wodzowi za to, że w młodości uratował ją od utopienia się w rzece. I biada tym, którzy zignorują dziewczęcą wolę walki, bo mała ninja jest piekielnie skuteczna!

Przyjemny, choć niesamowicie skondensowany short. Kogoś może zniechęcić fakt, że to już osiemset trzydziesta czwarta odsłona Ody Nobunagi (i druga w tym sezonie, taki urodzaj) i konfliktu z okresu Sengoku. Tym razem jednak twórcy nie postawili na piersiaste dziewczęta ani na ostre fantasy, ale względnie rzeczywiste oddanie postaci, jakkolwiek słodziachnie one nie wyglądają. Oda tylko kilkoma zdaniami i gagami wywarł na mnie mega pozytywne wrażenie jako dowódca konkretny, stanowczy, ale wciąż jest z niego ludzki pan. Fajnie też, że Chidori jest zwinna i sprytna – fajna była ta gadka, że nie jest gotowa ginąć za Odę, bo ninja ma nie umierać, tylko żyć i bronić pana. Jest też mnóstwo okazji do heheszkowania (ach ci dowcipnisie, którzy na wieść, że Chidori jest ninją, chcą jej pokazać technikę cienistych klonów… wprost z Naruto) i dzieje się tyle, że to aż niepojęte przy serii o trzyminutowych odcinkach. Aż miło rzucić okiem w trakcie przerwy.

Occultic;Nine

OcculticNine-Episode1-Omake-3 (1).gif
Pierwsza z nadprzyrodzonych zagadek do rozwiązana – jak mocno trzeba nadmuchać w anime piersi, żeby latały?

Szumnie zapowiadana seria od twórcy historii samego Steins;Gate. Gamon Yuuta to przeciętny z urody, nieco chuchrowaty licealista, który pragnie zbić majątek na blogu zbierającym wszelkie nowinki okultystyczne. Ale nie myślcie, że Yuuta biega jak głupi po mieście i wypytuje ludzi o zasłyszane plotki, o nie. On tylko streszcza historie opisywane na innych blogach, taki z niego cwaniak skubany. Kiedy jednak jego pomagierka, wielgachnopiersiasta Ryouka informuje go, że do jej szkoły chodzi słodka celebrytka w postaci wróżki Miyuu, chłopak wreszcie rusza cztery litery. O dziwo wróżbitka spodziewała się wizyty głównego bohatera i chętnie przystaje na dołączenie do jego drużyny zbierającej niusy. Gdy ekipa się powiększa, Yuuta staje się coraz bardziej żądny sukcesu. Król blogosfery udaje się więc w następnej kolejności w odwiedziny do pewnego znanego profesora zajmującego się okultyzmem. Tam jednak czeka na niego o wiele mniej przyjemna niespodzianka od słodkiej licealistki w puchatej bluzie… i mocno martwa.

Chaos, pożoga, tętent pingwinów po mokrym betonie. Tego było zaaa dużo! Wszystko działo się za szybko, bohaterowie mówili na poczwórnym Redbullu, kreska była zbyt rozmyta, a piersi Ryoutasu były zbyt wielkie! Jeśli tak dalej pójdzie, to nie wytrzymam tego dzikiego tempa, nawet jeśli to, co udało mi się wyłapać, było niezwykle ciekawe. Najbardziej zagadkowymi wątkami są na tę chwilę trup pana profesora oraz mroczna lolita od morderczych klątw i ducha o głosie wokalisty GRANRODEO. Gorzej ma się sprawa z domorosłym królem blogosfery (nie, to nie o Lemurilli), czyli tercetem egzotycznym Gamona. Pal sześć licho pannę wróżbitkę i nawet męskiego cizia, ale na te samobieżne cycki to ciężko będzie patrzeć. Ciężko, ju noł. Ani to ładne, ani zabawne, za to bessęsu mocno (ja ciągle o piersiach… a może już nie?). Czuję do serii duży pociąg… szkoda tylko, że jest to pociąg podmiejski linii Pruszków-Otworck.

Shakunetsu no Takkyuu Musume

tumblr_oei2z1mSEP1rd6sdio1_500.gif
Nie ma lipy, kiedy słodkie dziewczynki wchodzą w swój tryb mordercy.

Bycie senpaiem w klubie to jest coś! Drugoklasistka Kamiya Agari doskonale zdaje sobie z tego sprawę i w duchu rozpływa się, kiedy młodsze koleżanki wychwalają ją za jej wspaniałą grę w ping-ponga. Od dłuższego czasu Agari piastuje zaszczytną pozycję pierwszej paletki w ich licealnym klubie tenisa stołowego. Lecz nie trwało to długo… Pewnego dnia do szkoły przenosi się nowa uczennica, Tsumujikaze Koyori, która zaczyna niepokojąco zacnie wymiatać w ping-ponga, co strasznie deprymuje nasze dumne fioletowe kucyki. Z drugiej strony – może to właśnie jest długo wyczekiwany znak od niebios, pozwalający klubowi wziąć udział w rozgrywkach krajowych?

Jestem nawet mile zaskoczona tym tytułem. Rozumiem ludzi, którym nie spodobają się kolejne moe dziewczynki robiące coś, co najpewniej sprowadzi się do bycia uroczą lub zabawną, jednak Shakunetsu zapowiada się trochę ambitniej. W końcu z ping-pongiem nie ma przebacz, musi być GAR i syriys byznys. W takim razie seria może przesadzić w drugą stronę i stać się drugim Kuroko, tylko… taka uroda tenisa stołowego w m&a, że niemal zawsze wychodzą kosmosy. Bohaterki nie wyróżniają się jakoś szczególnie, a Koyori to już jest niemal sztandarowym przykładem wioskowego głupka, który nawet nie wie, jak bardzo zarąbisty jest. Choć seria nie unika efektów laserowo-wietrzno-czasoprzestrzennych, to jest zrobiona póki co względnie realistycznie. Nie uwierzycie, ale tutaj licealistki pocą się naprawdę – i to nie na zasadzie „och, moje czoło zrosiła kropelka potu, jakie to męczące”, tylko całe koszulki są mokre po wymagającym meczu. Ten raz zastosuję zasadę trzech odcinków w nadziei, że sportówki tej jesieni naprawdę są lepsze niż zwykle.

Show By Rock!! #

tumblr_oegd759J961rsghfro2_500.gif
Rock to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Dosłownie.

W MidiCity nigdy nie jest spokojnie, lecz ostatnio nie chodzi tylko o nieustający karnawał rozrywki, ale o kontratak złych mocy. Pokonany w pierwszym sezonie Dagger nie zamierza zejść ze sceny, a z pomocą Królowej Ciemności chce zapanować nad nią na całą wieczność. W dziele zniszczenia dopomaga im nowy zespół mrocznych rockowych dziewczynek. Po stronie dobra uaktywnia się natomiast nowy team, Ninjinriot, który przybył… z przyszłości! Dzieje się, oj dzieje, a gdy jeszcze do całego bigosu dorzuci się przeteleportowaną przez wielkiego robota Cyan, to można być pewnym, że muzyczna bitwa stanie się naprawdę ostra.

O, jak mi Show By Rock robi dobrze od samego początku – główna zła ma głos Sawashiro Miyuki. Kocham was, Bonesowe misie-pysie. Seria wciąż jest tak samo przyjemnie radosna, randomowa i słodka jak wcześniej, więc nie wróżę jej absolutnie żadnego sukcesu, no chyba że ktoś już kocha ten tytuł. To i tak bardzo dziwne, że zdecydowano się na drugi sezon, skoro pierwszy został wyjątkowo ładnie zamknięty, a grono fanów chyba nie jest jakoś przesadnie wielkie. Widocznie sama gra osiąga zawrotne wyniki sprzedaży, a producent postanowił sypnąć kolejnym garncem złota na reklamę. Enyłej, nie znaczy to, że nie ma potencjału fabularnego na kolejne kilkanaście odcinków. Wszak zło jest niezniszczalne jak karaluchy i wszędobylskie niczym emerytki. Poza tym… nie oszukujmy się, tu i tak chodzi głównie o muzykę. No a tego chyba nie powinno zabraknąć. Na horyzoncie zamajaczyły trzy zespoły i szczerze nie mogę się doczekać ich konkretnych występów. Najmniej wiadomo o nowej męskiej grupie, która nie dość, że zrzesza całkiem ładną obsadę seiyuu, to jeszcze jako członka ma jednorożca. Niebieskiego, męskiego jednorożca z głosem Subaru z Re:Zero. Oł jea… Moja paplanina zaczyna zawierać zbyt wiele japońskich nazwisk aktorów, ale wybaczcie, to ten typ anime, kiedy bardziej niż fabuła jara człowieka obsada.
I mówi to ten sam ananas, którego nie ruszają UtaPrinsy.
Jeszcze.

Shuumatsu no Izetta

tumblr_oeefmwVbYN1qet0cro5_500.gif
Oto nasz najnowszy model Nimbusa 3000, który może poszczycić się nadzwyczajną zwrotnością oraz filtrem antypodglądaczowym przy podwiewaniu nawet najkrótszych spódniczek.

Rok 1939 – Cesarstwo Germanii atakuje swojego sąsiada, Livonię, a w odpowiedzi Królestwo Britannii oraz Republika Thermidorska rozpoczynają wojnę z Germanią. Brzmi znajomo? I wszystko by się zgadzało, gdyby nie pewne królestwo o nazwie Eylstadt, leżące gdzieś między Niemcami a Włochami. Kraj księżniczki Fine jest obecnie na celowniku wroga, dlatego postanawia ona przedrzeć się do Britanii i poprosić sojusznika o interwencję. Niestety, zanim udaje jej się przypieczętować hajtanko z tamtejszym księciem Henrykiem (tru postać; jak rzecze wiki, miałby w tamtym momencie 39 lat), kraj księżniczki zostaje zaatakowany, a sama dziewczyna trafia w niewolę do Niemców. Razem z tajemniczą kapsułą ma zostać przetransportowana do Cesarza. Księżniczka nie jest w ciemię bita i przy najbliższej okazji sprzedaje cios swojemu wartownikowi, lecz kiedy ucieczka kończy się fiaskiem, stara się przynajmniej zginąć honorowo niż pozwolić na szantażowanie nią jej poddanych. Kiedy los Fine jest już niemal przesądzony, kapsuła otwiera się i na chmurze magicznych kulek wyłania się nastoletnie dziewczę o czerwonych włosach. Czy to ptak? Czy to samolot? Nie, to tylko wiedźma z napędem księżniczkowym!

Uniwersum strasznie przypomina to z Gosicka, tylko jest jeszcze bardziej magicznie i yuriście. Bo wiecie – bywają książęta na białych rumakach… a bywają też latające na karabinach kjutne dziewczęta w zgrzebnych workach. Białych, żeby było chociaż najmniejsze podobieństwo do kunia. Niezłe jednak jest to, że seria nie stroni od konkretnej akcji jak bieganie po pociągu czy rozpadający się samolot. Jak powszechna prawda głosi: „wszystko wygląda lepiej na tle wybuchu”, szczególnie śliczne dziewczęta. Fine naprawdę mi się spodobała, lubię takie księżniczki, którym nie brak klasy i determinacji. Natomiast Izetta to już może być inna para kaloszków. Wyczuwam, że normy emisji okrzyków „Hime-sama!” albo „Fine-sama!” (w sumie jeden piernik, brzmi podobnie) na serię zostaną przekroczone w jakimś, eee, trzecim odcinku. Obym się myliła. Na duży plus idzie grafika i muzyka. Właściwie jeszcze nie znalazłam informacji o tym, kto robi soundtrack, ale stawiam wszystkie swoje zapasy cukru, że to Kajiura Yuki. A projekty to chyba ktoś z SAO podpierdzielił (tu mogłabym napisać długi wywód w kwestii konspiracyjnej teorii z abec i BUNBUNem w rolach głównych, ale nikogo to nie obchodzi, więc cokolwiek). Mimo jednej kinder-niespodzianki, yuriści mogą się poczuć w tym kwartale dopieszczeni.

Watashi ga Motete Dousunda

tumblr_oeqfueI1ZO1ql0375o1_r1_540.gif
Od lat zadaję sobie to pytanie.

Serinuma Kaede nie jest nawet przeciętną licealistką, a miłą, ciepłą… kluseczką. Z powodu nieco nadmiernych walorów brzuszkowych niektórzy zbyt pewni siebie przystojniacy traktują ją w najlepszym razie jako zapychacz przestrzeni. Kaede jest również niepoprawną yaoistką, która nawet szkolnym życiem potrafi się rozkoszować jak pierwszorzędny koneser. Niestety, nadchodzi sądny dzień, kiedy husbando z ulubionego anime głównej bohaterki umiera, a ona sama pogrąża się w takiej żałobie, że przez tydzień nie wychodzi z wyra. Kiedy starszemu bratu znudziła się ta sytuacja, wbija do pokoju i odkrywa, że z powodu interwencji nieznanych sił kosmicznych jego siora wypiękniała. Wylaszczona Kaede wreszcie wraca do szkoły, gdzie niemal z miejsca zyskuje atencję czterech przystojniaków: Igarashiego, Nanshimy, Shinomiyi oraz Mutsumiego. Tylko co zrobić, jeśli dziewczynie nie w głowie hetero romanse?

Na pewno szykuje się bardziej wartka historia niż przy ubiegłosezonowym Fudanshi. Może również lepsza humorystycznie, trzymam kciuki. Pierwszy odcinek był bardzo przyjemny, zabawny, ale mimo to fabuła gdzieś naprawdę dąży – Kaede nie pozostawiła długo chłopaków w niepewności i dość szybko wyjawiła, że jest otaku. Niech nie mają tak łatwo, huehue. Mimo to całym sercem jestem za Mutsumim, bo przyjaźnił się z główną bohaterką zanim przeobraziła się w Miss Fujioshi, a nawet potem widział w niej więcej niż ładną buzię (tak właściwie to on chyba widzi tylko piękno duszy). Fajnie, że są perspektywy na sensowny shoujo ending, a nie tylko na żarty z yaoi. I chyba nie tylko yaoi. Po openingu wnioskuję, że pani trap (tutaj głos też będzie podkładać Sawashiro Miyuki, jeee!), która jeszcze ma dołączyć do ekipy, będzie uskuteczniała yuri pod przykrywką hetero. Panocku, właściwie czego w tym anime nie będzie? Chyba tylko zoofilii…
Nie da się ukryć, że twórcy naprawdę wiernie przenieśli kreskę Junko, autorki pierwowzoru, na ekran – a mam nawet wrażenie, że wygląda to jeszcze lepiej niż na kartach mangi. Mocno zazdroszczę Kaede jej ulitimate bishoujo mode, w którym niezależenie od stroju wygląda prześlicznie i sparkliście. I oby właśnie taki poziom się utrzymał, bo z tym Brain’s Basem to ostatnio nigdy nic nie wiadomo (Servamp enyone?).

WWW.Working!

tumblr_oedj9vjr781qz64n4o1_540.gif
Mówi się, że głupich nie sieją – bo robi się ich z czekolady!

Reset serii idealny dla Dziabągów, które mają tyły z poprzednimi sezonami. Ojciec Higashidy plajtuje (a co gorsza – nie przejmuje się tym), dlatego licealista zostaje zmuszony do podjęcia pracy aby móc opłacić m.in. swoje czesne w prywatnej szkole. I tak oto chłopak znajduje Wagnarię, restauracjo-kawiarnię położoną na tyle niedaleko jego liceum, że wydaje się być całkiem sensowną opcją na małe popołudniowe zapitalanko. Nic bardziej mylnego – kto oglądał poprzednie Workingi, ten wie, że miejsce z tą nazwą pełne jest oszołomów najwyższej próby. W wariactwie nowej ekipy przewodzi Miyakoshi, kelnerka o nieco wiejskim usposobieniu.

Nie jestem przekonana do tego rebootu – bez Popury i Takanashiego to już nie jest to samo. Za plus mogę uznać brak Inami, ale póki co nikt nie ujął mnie niczym szczególnym. Jakiś potencjał mają laska od rzucania hajsami na prawo i lewo oraz jej ukochany z dzieciństwa/obiekt finansowego nękania/sierota pracująca na dwadzieścia zmian. Poza tym już trzeci kwartał studio A-1 Pictures uskutecznia bidę w animacji (cześć Phoenix), bo to, co zademonstrowali w najnowszym Workingu przypominało prędzej ServantxService niż swoją własną markę. Ja wiem, że jak się robi w tym samym czasie kolejne UtaPrinsy i serię-ze-średnikiem-hajpy-sztejnsgejty, to może być ciężko z utrzymaniem poziomu, nu ale żeby potem nikt nie płakał, że się nie wyrabiają z niczym. Opening również jest jakieś trzysta lat za „Someone Else”, ale to już trudno było przebić i poprzednim seriom. W ogóle po seansie zachciało mi się znów zobaczyć starą gwardię, co chyba jest ostatecznym dowodem, że z nowym anime to my się nie polubimy. Spoko, i tak jest co oglądać.

Yuri!!! on ICE

tumblr_oeuf25TvBL1sz111so1_540.gif
Reakcja wielu, wieeelu widzów po obejrzeniu pierwszego odcinka.

Victor Nikiforov, łyżwiarski idol z dzieciństwa Yuriego spowodował, że młody również rozpoczął karierę łyżwiarza figurowego. I to z niemałymi sukcesami, jak się okazuje, bo w wieku 23 lat japońskiemu zawodnikowi wreszcie udaje się stanąć w szranki z podziwianym senpaiem na Grand Prix w Sochi. Tylko że na tym kończą się wzniosłe marzenia, a przychodzi czas na twardą jak lodowiec rzeczywistość – Yuri zajmuje ostatnie miejsce, a idol nawet nie rozpoznaje go, gdy spotykają się tuż po zawodach na hali. Załamany chłopak zawala konkurs za konkursem, aż wreszcie po nieudanym sezonie postanawia wrócić na stare śmieci do Hasetsu. Mimo chandry po przegranej Yuri postanawia znaleźć motywację, aby na nowo zakochać się w łyżwiarstwie, i w ramach ćwiczeń opanowuje do perfekcji przejazd Victora. Niesforne dzieciaki koleżanki głównego bohatera potajemnie nagrywają jego występ i wrzucają go do sieci. Nagranie robi taką furorę, że trafia na nie także Victor, który po namyśle postanawia przyjechać do wiochy Yuriego i wesoło oznajmić, że on, jego senpai, idol i ukryta waifu, będzie go trenować!

Jaram się, och, jak ja się jaram. Pierwszy odcinek był naprawdę świetny, odpicowany jak trzeba, choć przyznam jednocześnie, że momentami zabrakło w animacji takiej tip-top płynności. Szczególnie podczas jazdy głównego bohatera dało się odczuć braki w ilości klatek (np. kiedy wykonywał piruety). No ale to takie honorowe czepianie, żeby nie było, że tylko dziko fangirluję. Btw Sofi też to ogląda, bo nic tak nie upiększa studiów jak sezonowa dawka wysokobudżetowej animacji z wkładką z Uchiyamy Koukiego w roli rosyjskiego Yuriego vel Yurio. Sama seria swoją styczność z yuri kończy na imionach dwóch bohaterów, za to yaoi-podteksty mogą niektórym panom wypalić oczy. Mmm, ta scena prysznica z endingu, same dwuznaczne mniamniuszności. Jak już się odstawi żarty na bok, to Yuri!!! on Ice jest naprawdę świetną produkcją, realistyczną, a na ciekawy dodatek inspirowaną autentycznymi postaciami: Yuzuru Hanyu i Jewgienijem Pluszczenko. Panowie nawet z mordeczek są dość podobni… co akurat w przypadku Japończyków nie jest żadnym szczególnym wyczynem. W roli konsultanta zatrudniono prawdziwego choreografa i utytułowanego tancerza na lodzie, pana Kenji Miyamoto – pełna profeska. Warto też rzucić okiem na opening i ending, w którym użyto utworów śpiewanych po angielsku, co się w anime często nie zdarza (ale jak już się pojawi, to niemal na pewno jest to coś dobrego). Ending jest prze, te foty rodem z Instagrama i wymachiwanie zimnymi ogniami, magiczne. Matko, znów gęba mi się śmieje, muszę przestać. Albo nie, idę na tumblra eksplodującego fanartami, bo nie wytrzymię do kolejnego odcinka.

~Dziabara

Reklamy

27 komentarzy do “Sportówkowy zawrót głowy, czyli pierwsze wrażenia po anime z sezonu jesień 2016

  1. O matko, nawet nie podejrzewałam, że aż tyle sportowych serii w tym sezonie D: Sama oglądam (lub planuję zacząć) chyba tylko trzy… Były cztery, ale jedną po pierwszym odcinku odrzuciłam.

    3-gatsu no Lion, oczywiście, bo… nie wiem. Zobaczyłam zapowiedź i stwierdziłam, że musze obejrzeć (nie ma to jak argumenty). W każdym razie po dziś dzień się za to nie zabrałam, próbuje nadrobić poprzedni sezon, ale zakopuję się jeszcze bardziej.

    Bubuki Buranki: Hoshi no Kyojin, obejrzałam kilka odcinków pierwszego sezonu i podziękowałam. To nie dla mnie. Bohaterowie irytowali mnie niemiłosiernie, nie dało się nawet na tym zasnąć.

    Bungou Stray Dogs 2nd Season – kurde, ja jeszcze nie zaczęłam pierwszego sezonu, a ty juz kusisz kolejnym… I co ja teraz zrobię, jak nie mam czasu?! :c

    ClassicaLoid – boże, co to w ogóle jest? ._.’

    Drifters miałam w planach, ale coś mi nie wyszło i nawet nie rzuciłam okiem… Oglądałam Hellsinga i tak teraz myślę, że Drifters powinnam obejrzeć od razu za jednym zamachem, może jednak poczekam, aż w całości wyjdzie.

    Flip Flappers – a w życiu. Po zwiastunach wiedziałam, że to coś, co będzie mi się śniło po nocach, więc unikam tego jak mogę. Ani odcinka!

    Fune wo Amu – tak żałuję, że nie mogę znaleźć chwili dla tej serii. W tej chwili staram się oglądać na bieżąco to, co zaczęłam i jak najszybciej kończyć te z poprzednich sezonów, więc Fune trochę poczeka… Ale pewnie wyjdzie tak, że wreszcie nie wytrzymam i tyle.

    Gi(a)rlish Number – o tym to nawet nie słyszałam… Ale to chyba dobrze. Bardzo dobrze. Mózg jeszcze w jednym kawałku. A jak słyszałam, to szybko zapomniałam. Tym lepiej.

    Haikyuu!!: Karasuno Koukou VS Shiratorizawa Gakuen Koukou – wszyscy wiemy, jak to się skończy, ale ja z przyjemnością oglądam. Nie wiedziałam, że z takim zapałem potrafię oglądać sportówki. I to nie tylko anime, chociaz musze przyznać, że to ono ponownie obudziło moje zainteresowanie.

    Keijo!!!!!!!! to… trauma. Zapomniałam, o czym jest ten tytuł, więc włączyłam sobie odcinek… Nigdy. Po prostu nigdy więcej. Takie serie o cyckach nigdy mnie nie kręciły :c.

    Mahou Shoujo Ikusei Keikaku i Nobunaga no Shinobi – co to niby jest? ._.

    Occultic;Nine włączyłam i po piętnastu minutach wyłączyłam. Nie chodziło nawet o to, że nie wyrabiałam za napisami (o dziwo szło mi to całkiem sprawnie i mogłam się nawet napatrzeć na latające cycki, ale ja tam nie widziałam fabuły! Każda postać mnie denerwowała i chyba nie zrozumiałam fabuły, żeby się nią zachwycać :c.

    Shakunetsu no Takkyuu Musume – miłośniczką ping-ponga nie jestem (chociaż to samo mówiłam o baseballu), dlatego nawet nie zwróciłam uwagi na tę serię. To pewnie też za sprawą tego, że głównymi (i jedynymi?) bohaterami są kobiety. Nawet All Out!! obczaiłam. Co innego, że zrezygnowałam… To chyba jedyna sportówka, którą porzuciłam. A właściwie jedyny sport, który mnie zniechęcił. Pomińmy, że nadal nie zabrałam się za Hajime no Ippo, bo boks w ogóle do mnie nie przemawia… No nic, tego nie obejrzę, bo i tak nie mam czasu :’).

    Show By Rock!! # i – drugim sezonom mówię nie, laskom latającym na broni mówię nie… O czym my mówimy?

    Watashi ga Motete Dousunda zaczęłam, ale to jest tak bezkreśnie głupie… Chyba nie na moją głowę. Myślałam, że to będzie chociaż trochę normalniejsze, albo chociaż pozytywnie zwariowanej. Tutaj idiotyzmy wylewają się z ekranu. Już sam harem mnie odstraszał, a teraz jest jeszcze gorzej. Za stara jestem?

    http://WWW.Working! chcę obejrzeć, ale co z tego, skoro ja nie znam wcześniejszych części? :c

    Yuri!!! on ICE – jestem na bieżąco, ale nie zachwycam się aż tak jak wszyscy… Nie że jest złe, ale nie jest też wybitne. Takie bardzo dobre? Z humorem? Nie wiem, czy tylko mnie się rzuca w oczy, że główny bohater raz był grubszy, raz chudszy i to tego samego dnia? T_T. I tak, ten fanserwis </3.

    Zapraszam na Morriganowie ;).

    Lubię to

  2. Nie wszystko jeszcze zaczęłam oglądać, ale już kilka zaliczyłam : D
    Jurki na lodzie- JEDNO. WIELKIE. CO. Nie wiem w sumie, co tutaj powinnam napisać, bo anime z jednej strony jest dobre, z drugiej bardzo niedobre. Jeśli ktoś nie lubi wpychania na lewo i prawo yaoi to z pewnością średnio mu się będzie oglądać, ale jak już się te momenty wytnie…. to w sumie supcio anime. Główny bohater jest kochaną kluską, która kocha inne kluski, ale z drugiej strony ma tego pazura (mrr Eros). Viktor to… em Viktor. Jezu ta postać jest taką cynamonową bułą w jednym momencie, a w drugim sinnamonową, co bardzo lubię. Yuri numer dwa też jest na swój sposób kochany. Ogólnie wszystkie dotychczasowe postaci (czyli do odcinka 3, na 4 czekam aż ktoś bedzie miał czas żeby razem obejrzeć) sprawiały, że je polubiłam. Nawet drugoplanowe bliźniaczki są kochane. Trochę boli quality w niektórych momentach, ale jeszcze jakoś ujdzie. To co najbardziej mnie wciągnęło to… muzyka, na którą zazwyczaj zwracam średnią uwagę :’D Opening, Agape i Eros są odtwarzane co chwila i nadal nie mam dosyć.

    Watashi ga Motete
    I tu drugie yaoistyczne niejako… Ale w sumie mniej w tym panów niż w Jurkach. Z początku podchodziłam średnio, bo bohaterka trochę aż na siłę robiła te pairingi, ale po kilkunastu minutach pokochałam ją całym swoim kokoro (Śmierć głównego bohatera serii [*]). Dalej tylko zyskiwała, bo od razu się przyznała i nie jest typową heroiną, która tylko swoi i patrzy jak ją podrywają. Ma swoje zdanie, na które co prawda potrzebuje czasu, by wyrazić, ale potrafi się zbuntować. Nie jest też przesłodzona, ani na siłę mHroczna. Panowie w serii też są kochani, chociaż każdy na swój sposób (niestety nie pamiętam ich imion |:). Kolega z kółka historycznego zdecydowanie powinien skończyć z bohaterką. On albo ten milszy z drugiej klasy, bo też wykazywał nią zainteresowanie jako takie przed magiczną zmianą. Mimo to moim ukochanym jest najmłodszy z nich, bo sori ale lubię cierpiące szoty :’D Generalnie będę kontynuować.

    Jak ruszę dupkę to obejrzę jeszcze Touken Ranbu, Izettę, Magic Kyuna. Teraz zaraz odpalam Mahou Shoujo >:C

    Lubię to

    • Kolejna duszyczka dołączyła do mrocznego kultu Jurków na lodzie :) To jest niemożliwe, żeby studio nie robiło celowo tych wszystkich wyuzdanych yaoi-nawiązań, a skoro tak, to chyba wiedzą, w jaki target celują, a jaki będzie ich hejtować (a i to nie do końca, bo widziałam opinię facetów, którym się Jurki podobają mimo oczywistych podtekstów). Cała ekipa się konkretnie do przytulania, z osobna i w kupce, a jeszcze z połowy zawodników nam nie pokazano, więc rodzinka będzie tylko rosła. Co do quality to niestety, lepiej w czwartym odcinku wcale nie jest, ale to już trzeba chyba się modlić o dopieszczenie DVD/BD. Jak Shaft daje radę przerysowywać sceny, to niech MAPPA pokaże, że nie jest gorsza.

      „Pocałuj jego, kolego” to jest mój niespodziewany czarny koń sezonu. Bawię się przy tym fantastycznie i staram się oglądać jak najszybciej po emisji tak jak Jurków. Serinuma jest bardzo fajna, właśnie taka akurat jak na bohaterkę tak-jakby-shoujo – miła, urocza, ale zdeterminowana i nieco wariacka. Też jestem całym serduchem za senpaiem, ale opcja z ciemnowłosym kolegą z klasy też nie jest zła (był całkiem miły przed przemianą, a jak przyszło co do czego to nie wstydzi się wyznać, że ją kocha, czy małymi gestami starać się zbliżyć do Serinumy (ten klęk był taaaki romantyczny)). W ogóle zestaw panów jest całkiem przyjemni, a że są różni charakterami, to się sporo dzieje na ekranie. Super, że mam w tobie kompana do cieszenia się z tej serii :D

      Touken Ranbu miałam w planach, a potem okazało się, że to nie to fabularne, bo to ma robić ufotable. Napisz, czy cośtam chociaż małego fabularnie się dzieje, bo to zawsze łatwiej oglądać stado biszy.

      Lubię to

  3. Dziabaro, jesteś złym człowiekiem; w życiu nie tyknęłabym Jurków gdyby nie twój post. Teraz cierpię, bo to moja pierwsza seria oglądana na bieżąco. Przy każdym odcinku piszczałam jak yaoistka, którą przecież nie jestem (no skąd).
    Soł homo, soł homo.

    //Ejej, ale rosyjski Yuri nie odszedł definitywnie, prawda? Bo tak sobie smutno odszedł, a tyle jeszcze postaci ma się pojawić. (Nie oglądała czwartego odcinka, więc…)

    Lubię to

    • Muehehehe~ Jeśli dzięki temu będę namawiać ludzi do oglądania zacnych anime, to będę zła i mroczna aż po czubek śledziony :) Cierpienie podczas oglądania anime na bieżąco można wyleczyć tylko w jeden sposób – przeszukując Internet w celu zapoznawania się z twórczością fanowską, a potrafi ona być niejednokrotnie lekiem lepszym niż kolejny odcinek w jakości SD (uwaga na czwarty odcinek, były dwie wersje: z Crunchyrolla jest starsza i niedopracowana, telewizyjna jest nieco zmieniona). Niech tumblr będzie twoim nowym przyjacielem!

      Nie, spokojnie, nie zniknął. Powiedziałabym nawet, że w czwartym odcinku miał lepsze momenty niż japoński Jurek :3

      Lubię to

  4. Matko, ja nic nie oglądałam z jesiennego sezonu ;_; Ostatnie anime jakie oglądałam to było „Honey and Clover” i to oglądałam je na tych wakacjach XD Przez przygotowania do matury nie mam na nic czasu :/
    Pozdrawiam :)

    Lubię to

    • Nie no, nie ma nad czym płakać, lepiej jedno a zacne (a wierzę, że „Honey and Clover” złe nie było) niż dużo i takichse. I czy to przypadek, że akurat inna seria tej autorki teraz leci w jesiennym sezonie? Nie sondze.
      Przerwa w nauce to akurat bardzo ważna rzecz, mózg musi mieć okazję do poukładania zdobytej wiedzy. No i jak nie anime, to może chociaż jakieś rekreacyjne pompki? ;)
      Powodzenia na ścieżce młodości!

      Lubię to

    • O tak, Uchiyamów jak mrówków w tym sezonie i również mnie to cieszy. Co oglądam to na pewno występuje w trzech seriach (a, i jeszcze w rzuconym Workingu, to będzie cztery). A kiedyś tak się martwiłam, że po Soulu gdzieś mu się kariera urwała .3.
      Hayami Saori fajnie się sprawdza w roli takich odważnych dziewcząt. Śnieżka <3

      Lubię to

  5. Ja na razie zaczęłam „Yuri on Ice”, które okazalo sie przemiłym zaproszeniem, bo dla mnie nie jest fanserwisową sportówką jakiej się spodziewalam, tylko strasznie fajnym slice of life odwzorowującymi elementy rzeczywistości. Dodatkowo kilka postaci wygląda tam jak ze starych anime, przez co przypomniało mi sie japonskie przysłowie wykorzystane w „Yattamanie” – „Nawet świnka może wejść na drzewo, jeśli jest chwalona” – i myślę, że to idealny podtytuł do tego anime. Dodatkowo opening zaśpiewał jeden z moich ulubionych aktorów japońskich/tajwańskich i bardzo się cieszę, że większe grono go zauważyło :D

    Zaczęłam wczoraj też „3gatsu no Lion”, ale to jednak tytuł, który wymaga ode mnie większej ilości koncentracji, a tej na razie nie posiadam i odłożyłam oglądanie na Święta ;)

    Kolejne anime przede mną, coś znowu za dużo w tym sezonie…

    Lubię to

    • Podziwiam cię, że potrafisz tak dobrze ignorować te wszystkie podtekstowe kffiatki, które nasadzili twórcy. Nie znaczy to, że się z tobą nie zgadzam – choćby M.W. mnie w komentarzach uświadomiła, jak dobrze oddane zostały detale związane lokacjami, a samo łyżwiarstwo mimo heheszkowania też zostało odwzorowane naprawdę profesjonalnie (siłka, balet, upadki – szczególnie to ostatnie mi się straaasznie podobało). Ale z tym slice of life to ci uwierzę na słowo, bo dla mnie tempo jest zbyt szybkie, żeby rozkoszować się jakimikolwiek elementami obyczajowymi.
      Faktycznie idealne jest to przysłowie :D Tylko czekać, aż się pojawi jako tytuł odcinka.
      Aktor? O, dałabym głowę, że to jakiś japoński muzyk mieszkający w Stanach, bo po angielsku śpiewa naprawdę purrfecto. Niesamowity gość, podziwiam.

      Ja płaczę nad meczami shogi w Marcowym Lewku, bo totalnie nic z nich nie rozumiem. No i jakby co anime będzie dwusezonowe.

      Trzym się, to tylko bajki! Keep calm and myśl o Jurkach!

      Lubię to

  6. Oj tak, ja też jaram się Yuri!!! on Ice. :) Zachwycam się animacją i ryczę ze śmiechu, a tu jeszcze Victor często świeci golizną i obmacuje Yuriego. O ile podobieństwo Yuriego do Hanyu jest spore, tak Pluszczenki ja tam nie widzę, ale może się nie znam. Dobrze że to nie Jagudin, bo tego nigdy nie lubiłam. Opening i ending pozytywnie mnie zaskoczyły, piosenki są miłe dla uszu, nie to co okropności z Ajin 2. A propos Ajina to rozbawiły mnie pompki i nawet lokowanie produktu się znalazło, bo chłopaki ukradli Toyotę Yaris. Nowych Bezpańskich Pisarzy jeszcze nie tyknęłam, no i to chyba będzie na tyle z tego sezonu, co mi podchodzi. Żadne tam Zbuki Baranki czy inne Mahotki nie robią na mnie wrażenia.

    Lubię to

    • Jestem absolutnym nieogarem w kwestii prawdziwej jazdy na lodzie (choć o Pluszczence jestem pewna, że kiedyś słyszałam) i nie mam pojęcia jaki jest charakter Gienka, ale czytałam czyiś wywód na temat tego, jak kariera tych dwóch panów się przeplata i ogólnie widać w tym subtelną bazę pod anime. No bo broń cię borze sosnowy, że odwzorowanie jest totalne, bo Victora w rzeczywistości miałby stały dzial seksafer na Pudelku.
      Właśnie pierwszy opening z Ajina był fantastyczny i nawet jak serii nie obejrzałam jeszcze, tak chciałam odpalić sobie drugi sezon dla kolejnej fantastycznej czołówki… o nie, o nienienie :x Popieram cię w całej rozciągłości, straszne to było. Toyota :”D
      No jakoś przesadnie silny sezon to nie jest, ale jak się ma tolerancję na średniaki… źle. Jak się prowadzi bloga, to się nie ma wyjścia :3

      Polubione przez 1 osoba

      • Ja będąc dzieckiem siedziałam przylepiona do telewizora, gdy pokazywali programy solistów. Midori Ito, Surya Bonali, Elvis Stojko i Pluszczenko to byli moi ulubieńcy. Dlatego jak oglądam Jurków to wracają wspomnienia. :) Szkoda tylko, że Vikusiowi ścięli włoski, moim zdaniem z kitką było mu lepiej. A tak w ogóle, Dziab, to mam nadzieję, że dorwę cię kiedyś na żywo i sobie pogadamy. :)

        Lubię to

        • Łał, też chciałabym mieć za dzieciaka telewizornię z dobrym wyborem kanałów 3 No, też mi się wydaje, że w kitce Victorowi było ładniej, ale nie wiem, czy na starość by mu tak samo dobrze pasowało. Nie, żeby anime nie było w stanie zachowywać postaci forever young (cześć Ash).
          Ooo, ja też bym molto chciała się z tobą spotkać na żywka, Nana <3 To może tak półchamsko podsunę, że na pewno wybieram się na Hellcon, Dar wstępnie też. Nawet jeśli nie na sam konwent, to przynajmniej gdzieś w okolicy można by zorganizować jakieś spotkanie. Albo wręcz mangowoblodżowy spęd ludzisków :)

          Polubione przez 1 osoba

          • Jeśli chodzi o Hellcon to jeszcze nie wiem jak będę stała z pracą, ale przecież zawsze można umówić się gdzieś w jakimś innym terminie. Mnie właśnie brakuje takich spotkań na żywo, bo jak trafiam na fajnych ludzi to z daleka, a ja niezbyt mobilna jestem. ^^;

            Lubię to

  7. Właśnie ierwszy raz postanowiłam ogarnąć wychodzące animce, wyszło mi siedem serii (sześć stąd plus drugi sezon Ajina, w sumie nie bardzo mam na niego ochotę, ale jak już pierwszy widziałam to pójdę dalej) i trochę mnie ta ilość przeraża, noale.

    Jak na razie zaczęłam oglądać tylko Nobunagę i Keijozwykrzyknikami. Pierwsze jest przeurocze, cieszę się bardzo, że wspomniałaś w tym poście, bo sama z siebie pewnie bym nawet nie zauważyła, a to taka fajna rzecz. Keijo w sumie nadgryzłam z ciekawości ino samej i byłam pewna, że po góra dziesięciu minutach żenua mnie pokona, a tu miłe zaskoczenie, bo może i toto durne, ale całkiem przyjemnie się ogląda.

    Fune wo Amu i Izetta brzmią ciekawie, do pierwszego zachęca mnie bohater, chociaż gatunek niekoniecznie, do drugiego sama nie wiem co, w każdym razie obejrzymy, zobaczymy.

    Na Driftersową mangę miałam ochotę, ale już i tak za dużo serii zbieram, to chociaż sobie animca obejrzę.

    No i do kompletu planuję Jurki, skoro taki hype. A ja w sumie od jakiegoś czasu przymierzałam się do obejrzenia jakiejś sportówki, to czemu nie tej. Tym bardziej, że ma tak trollowaty tytuł, nie wierzę, że jestem jedyną osobą, która w pierwszej chwili była pewna, że na tym lodzie to panie będą xD

    Lubię to

    • O, to przecież idealnie żeby obczaić jeden odcinek dziennie. Nie wydaje się tak strasznie… chyba że oglądasz jeszcze ze dwadzieścia starszych serii? .3.

      Ja też się cieszę z Nobunagi :) Moją uwagę przykuł uroczy plakat promocyjny, a jak już się okazało, że to ma po trzy minuty, no to aż żal było nie sprawdzić. Dobrze, że tym sezonie się udało się z shortem. Co do Keijo mam to samo zdanie – jest fantastycznie durne, zabawne i dynamicznie, przez co nie wiadomo kiedy mija cały odcinek.

      Fune wo Amu – jeśli nie lubisz powolnych obyczajówek (ale serio obyczajówek, a nie licealne cosie), to obawiam się, że tempo będzie zbyt żółwie i zamulające.
      Izetta już po trzech odcinkach jest baaardzo fajna. Wojnę przedstawiono bardzo realistycznie, ale nie wieje jakimś okrutnym angstem. A wiedźma na karabinie robi taaakie cuda, że warto sobie chociaż ten trzeci odcinek od połowy obejrzeć.

      Animcowe Driftersy to niemal to samo co manga, choć wydaje mi się, że poobcinali trochę żartów. Niemniej można spokojnie trochę pieniędzy zaoszczędzić ;)

      Polecam Jureczków, polecam, to naprawdę dobry kawałek sportu i jeszcze lepszy yaoiistycznej głupawki. Nie jestem pewna, ale ja chyba od początku widziałam tytuł razem z plakatem, ale jednocześnie nie spodziewałam się tak zupełnie męskiej obsady. Kochana Japonia dba o to, żeby mangowcom regularnie opadała szczęka ^

      Lubię to

      • Nie no, tylko trzy, z tym, że czasami jeden odcinek na tydzień to dla mnie wyczyn. Ale pocieszam się, że sezonówki motywują mnie do regularnego oglądania, więc może też wreszcie skończę te dwa animce tłuczone od lipca xD

        Keijo mnie trochę przekonało do ecchi, wychodzi, że jak nie ma w okolicy żadnego bezbarwnego facia do identyfikowania się przez przeciętnego odbiorcę, któremu wszystkie dziewczyny padają do nóg, nie mam nic przeciwko fanserwisowi ;D

        Obyczajówki to w zasadzie nie moja bajka (chociaż na pewno bardziej od licealnych cosiów), ale na razie po pierwszym odcinku jestem bardzo zadowolona, przyjemny klimat, sympatyczna obsada, nic, tylko oglądać. Zwłaszcza że główny bohater okazał się dokładnie takim fluffiastym nieporadnym stworzonkiem, na jakie miałam nadzieję <3
        Nie przepadam ogólnie za motywem wiedźm i jak na razie pasuje mi do tej faktycznie ładnie pokazanej wojny jak pięść do nosa, zwłaszcza na sam projekt postaci Izetty mam meh. Całe szczęście reszta jest okej i dla tej reszty nie żałuję, że zaczęłam.

        Jeny, jakie te Driftersy są brzyyyydkie… Dobra, pewnie się nie znam, ale kolory przypominają mi jakieś tandetne hamerykańskie coś. Kreska jeszcze jak cię mogę, chociaż dla odmiany kojarzy mi się z wczesnymi tomami SnK, tylko brzydszymi. A, i jak już narzekam, głos main gieroja wcale mi do niego nie pasuje, przy każdej kwestii zaliczam dysonans poznawczy. Sama historia jakoś też mnie nie porwała, cieszę się, że jednak w mangę nie zainwestowałam (chociaż po przejrzeniu w empiku stwierdzam, że jest znacznie przyjemniejsza wizualnie). Przynajmniej humor sensowny, no i koniec końców nie ogląda się tak źle, ale i tak spodziewałam się czegoś lepszego.

        Ja pierwszy raz przeczytałam o tej serii na Waszym fejsie, gdzie nie było dokładnie sprecyzowane, o kim toto, a z telefonu nie mogłam obejrzeć filmiku, więc przez jakiś czas żyłam w nieświadomości. Dopiero jak gdzieś się natknęłam na wzmiankę o yaoicowych podtekstach stwierdziłam, że chyba coś tu jest nie tak xD W każdym razie obejrzałam pierwszy odcinek i tak bardzo nie żałuję, jakie to faaajne, i jaki ten japoński Jurek kochany, i, jeeeej, łyżwiarstwo figurowe <3 I opening oczywiście, ja tu sobie komciuję, a tam w tle leci zapętlone „History Makers”, całe szczęście domownikom z zasady nie przeszkadza, kiedy czegoś słucham non stop ^^

        Lubię to

  8. no to lecim z koksem widziałem na razie 7-8 serii idąc po kolei oglądania izete (3odc) fajna księżniczka dziewczyna z głową na karku i dobrą duszą (przy okazji dowodzącą że warto za małolęcych lat być miłym dla ludzi bo nigdy nie wiadomo kiedy ci uratują tyłek X lat później ) jej fangirl izeta umiejąca zrobić dobry użytek z starego złomu vide 3 odcinek fajnie się składa wszystko w miłą serie takie alison i lila plus magiczne wstawki,
    keijo co tu wiele gadać jak to mawiano za mojego młodu są cycki jest zabawa ;-)coś mi mówi że ten sport w realu pobiłby wszelkie rekordy oglądalności xDD
    classicoid kupił mnie bethoven fan pierogów i różowy mozart zapierniczający na wrotkach i desce xDD czekam na naszego szopena i czy jego musik to będzie ten utwór który mam na myśli, jakaś wada tylko jedna czemu nikt się tam nie skapował że bethoven to ten bethoven a mozart to ten mozart ;-)
    drifters interesująca kreska w takim stylu który kojarzę skądś weź mnie zabij nie pamiętam skąd ,choć pojawienie się pani mhrocznej zapowiada większy twist fabularny
    magic kaijo renesanse czyli obowiązkowa ekranizacja gry randkowej jak przypuszczam dla pań bo na ekranie roi się od bishów ale bohaterka jest taka słitaśna że standardowe zagrania przełykam bezboleśnie no i jest kolorowo jak w bajce
    brave witches czyli strike witches w nowej odsłonie z nowymi bohaterkami którym ogon i uszka wyrastają gdy walczą z wrogami ku chwale ojczyzny ;)

    Lubię to

    • Izetta – księżniczka wciąż mi imponuje. Izetta też jest niezgorsza, a na pewno nie zacięła się tak mocno jak inna bohaterka z tego sezonu (Flip Flappers, na ciebie patrzę). No i ma tę moc, ma tę moooc~, więc nie będzie też piątym kołem u wozu.
      Keijo – obawiam się, że w realu pojawiłoby się mnóstwo kontuzji i wybitych bioder, aczkolwiek tak, panowie mieliby jak w raju. Już taka siatkówka plażowa cieszy się powodzeniem, a co tu mówić o walkach w prawie że kisielu XD
      Classicaloid – jeśli Chopin jest smutnym hikikomori, to wybór jest chyba oczywisty ;) Stawiam na Marsz Pogrzebowy. A jeśli chodzi o nierozpoznawanie, to może to jest syndrom wyparcia? Jest tak dziwnie, że bohaterowie podświadomie nie chcą nawet pomyśleć o takiej ewentualności. Bo mało to małych ludzi, którzy podają się za Napoleona? Ewentualnie… to po prostu Japończycy.
      Drifters – nie ma bata, to musiał być Hellsing od tego samego autora, i znając twoje gusta pewnie ten troszkę starszy, z 2001. Ale polecam wersję Ultimate, bo wiernie adaptuję mangę.
      Magic Kaijo Renesanse – hmmm, aż mi dałeś do zastanowienia tą bohaterką. Gdyby była w porządku, to nawet z reverse-haremówki da się ukręcić coś przyjaznego.
      Brave Witches – ba, nie natknąć się na Strike Witches to jak nie być mang…owcem. Słyszałam, że mimo wyglądu bohaterem (znaczy, ich majcioszków i uszek), to seria nieźle odwzorowuje prawdziwe samoloty i ich zdolności bojowe. Tylko że te majtki…

      Lubię to

      • majtki jak majtki każdy kto pamięta agent aike xDD przeżyję to bez bólu tylko ten wiek bohaterek żeby miały choć 16 a nie w porywach 12 (nawiasem czy mi się zdaje czy średnia wieku w anime sunie w dół kiedyś to było właśnie owe 15-16 dziś bardziej 12 :) renesanse bohaterka w stylu neo angelique pożenionej z precure sprawdź sobie pierwszy odcinek dobrze styl całości pokazuje :)

        Lubię to

  9. Eh, ja jesienią stosunkowo mało wzięłam do oglądania. Także skromnie. Noaleno. (A, no i kończę przekoksa Saikiego. Niedługo koniec serii, to przestanę o tym truć wszędzie…) Do rzeczy!

    3-gatsu no Lion
    Poczekaj na te shaftowe karki, poczekaj… jeszcze czas…

    Tu coś, co (imho słusznie) odpuściłaś – Bloodivores
    Szczerze? Ja wiedziałam po opisie, że to będzie kiepskawe. Niczego nie oczekiwałam. Chciałam coś kiepskiego żeby móc się pogapić te 20 minut i na niczym nie skupić. Taka przerwa w działaniu dla mózgu. Dostałam co chciałam, dziękuję. Najciekawszym elementem do tej pory są imiona xD

    Bungou Stray Dogs 2
    A… nie wiem. No, nie wiem. Ten pierwszy sezon na początku się mi bardzo przypasował, a potem jakoś… odpasował. Nie że źle, ale tak zmehowałam jakoś koniec końców? No nie wiem, nie zachęcił mnie ostatecznie do kontynuacji. Zobaczę na koniec sezonu jak ocenisz i może wtedy…

    Classaloid
    Przeczytałam opis przed sezonem. Zdębiałam. Przeczytałam jeszcze raz. Zescrollowałam dalej. Mówisz, że nie popełniłam błędu?

    Drifters
    Porównanie do Legii? Łap serducho za Legię. ♥ Albo i dwa, a co! ♥ Co widzę odcinek, to mam wrażenie że oglądam Hellsinga właśnie. Tak mi ta kreska się kojarzy… już fabuła fabułą, to dla mnie wygląda bardzo podobnie. No i fakt, siekanina. I elfy. I ich uszy. I ciemnica. Nie wiem, jestem trochę skonfundowana na razie. Ale będę oglądać dalej.

    Gi(a)rlish Number
    A może zostanie gwiazdą TyTuby?

    Keijo!!!!!11jedenaście
    …co.

    Mahou Shoujo cośtamcoś
    Ty, daj mi znać jak to wyjdzie, czy się po drodze nie skiepści… może rzucę kiedyś okiem. Madoka nawet przyjemna koniec końców była.

    Occultic;Nine
    O, nie tylko ja czułam się zagubiona po pierwszym odcinku? Miło, czuję się mniej gamoniowato. Te dwa pierwsze przez tę chaotyczność jakoś mało mnie przekonały. Zobaczę kolejny, ale raczej tak… no, żeby nie było że z góry skreślam… (choć miałam ochotę, przez te latające cycki właśnie)

    Ping Pong The Animation
    Oh wait, nie ten tytuł. Pocą się? Jak to się pocą D: w chińskich bajkach? Nie wierzę!

    Jurki na ślizgawce
    Czy to nie powinno aby iść pod J…?
    Nie wspomniałaś o czymś, co u mnie akurat wywołało banana na twarzy – ROSYJSKI. Ruski Jurek czyta wiadomości na telefonie? Są po rosyjsku. Dzwoni do niego trener? Napis po rosyjsku. Jakiś dworzec? Opisany po rosyjsku. Może nie powinno mnie to aż tak dziwić, ale jak wiadomo, cały świat mówi po japońsku, więc bardzo mi miło, że zachowali elementy lokalnego narzecza. W ogóle, jak już ogarnęłam ze znajomą że na ruskiego będziemy po prostu pisać Yurij, dla odróżnienia, to przerobili go na Yurio. I co kurczę, Jurek i Jurko? (coś jak Wryjko i Zbańko na Euro 2012… wróć, Slavek i Slavko)

    Eh, za bardzo malkontencę? Nie no. Poza Occultic chyba pociągnę co zaczęłam. Ale bez fajerwerków. Jak mam Twoje podsumowania sezonu to wiem co się dzieje, to nie muszę oglądać :’D

    Lubię to

    • Odpowiadasz jak zawsze śpiewająco i wcale nie wydaje mi się, żebyś oglądała mało (choć niektóe tylko w ramach pierwszego odcinka, ale jak sama powiedziałaś – noaleno).

      3-gatsu no Lion
      Wykrakałaś (prawie). Nigdy nie skończyłabym posta, gdybym co chwila dopisywała coś o kolejnych odcinkach, ale tak, wczoraj obejrzałam drugi i to już było nieodrodne dziecię Shaftu. Krople potu zatrzymywały się w powietrzu, a ludzie robili obroty przez pół minuty. I mieszkanie głównego bohatera się zmniejszyło. Także tak.

      Bloodivores
      To nie przypadek, o nie, nie. Pobrałam, poprzeskakiwałam między scenami i od razu wywaliłam. To jest normalnie drugi Outcast, tylko plakat promocyjny odrobinę ma to ciekawszy. Przepis na to, jak wymłócić kolejnego przeciętnego shounena, tylko jeszcze bardziej bez polotu i sensu. Haj fajf.

      Bungou Stray Dogs 2
      Rozumiem cię. Zależy, co spowodowało, że zMEHaciłaś się, ale jeśli humor/postęp akcji/bohaterowie, to mogę mieć dla ciebie dobrą nowinę. Początek drugiego jest klimatycznie naprawdę inny, bardzo podobny do mangi (tylko… to akurat jest na podstawie LN), bez tylu żartów, z nowymi ciekawymi postaciami. Fajnie przedstawili mafię jako tak nie do końca czarny twór. Jak dla mnie to możesz te trzy odcinki obejrzeć poza kolejką. Wymagana jest tylko wiedza czym zajmował się wcześniej Dazai.

      Classaloid
      Nie wiem, oj, nie wiem. Warto pewnych rzeczy doświadczyć na własnej skórze, nawet jeśli są szatańsko popaprane :)

      Drifters
      Bałam się, że guglający Legioniści wpadną przypadkiem na Lemurillę i zrobią tu jesień średniowiecza, ale cieszę się, że było warto ;) Ba, że się z Hellsingiem kojarzy, co Kohta Hirano to Kohta Hirano, nie wolno bezcześcić jego kreski, szczególnie gładkolicymi elfami. A i tak najlepsza manga, tyle żartów Dybały <3

      Gi(a)rlish Number
      Chyba czerwonej :x

      Keijo!!!!!11(aniebotylkoosiem)
      Ta-daaa~

      Mahou Shoujo of the Dead?
      Spoko, w drugim odcinku już się do zabawy dołączyła Kostucha, więc będę kontynuować choćby dla rąbanki. Relacja oczywiście na koniec sezony, chyba że nie będziesz miała czego oglądać (he. hehe), to daj mi znać.

      Occultic;Nine
      Wskaż mi osobę, która się nie czuła! Czytałam, że w jeden odcinek upchnęli cały tom powieści. Cały tom! A przecież mogłaby wyjść z tego kolejna ładna Durarara albo Baccano, gdzie niepowiązane wątki powoli łączą się w wielką sprawę. Nie, wpierdzielmy wszystko od razu i jeszcze dodajmy w opisie do serii, że będą mieli ze sobą coś wspólnego. Argh… I cyce jak donice. Przecież są jakieś granice cycowatości, na boga miseczki Z!

      Prince of Tennis
      A pocą się :P Dałabym odpowiedniego gifa, ale trzymam go na pewną okazję… kesesese~
      Rzucę ci na fejsie tak w ramach ciekawostki.

      YOLO na lodowisku
      Wiesz, aż wstyd w sumie przyznać, ale nie wyłapałam tej mnogości językowej. Poza Viktorem i jego „amazing”, „dasvidania” i „vkusno” to jeszcze zauważyłam jedynie całego porządnie skonstruowanego Instagrama. I na pewno lodowisko w Sochi miało „Sochi” na boku, ale że to lodowisko rangi światowej, to pewnie dlatego tak. Kurczę, następnym razem muszę uważniej rozglądać się za detalami, a nie tylko oczy wyłupywać po zauważeniu quality.
      Wryjko i Zbańko, o matko, nie słyszałam o tym! Śmiechłam głośno, dobrze że pusto w mieszkaniu :”D You made my day, serio.

      Za fajerwerki (tudzież zimne ognie) wystarczą Jurki, jedne, aby tylko dobre do końca :> Koniec sezonu będzie ciężki, bo zgra się z podsumowaniem roku… Już płaczę z radości nad tym morzem słów, które przeleję…

      Spasiba za długi komciasz! :D

      Lubię to

      • Jakbym faktycznie śpiewać zaczęła, to byście zamknęły bloga byle bym znów nie przylazła i nie zaczęła…

        Bungou Stray Dogs
        Rzecz w tym, że sama nie wiem co ostatecznie. Ale jak te 3 są kompletnie inne, to może w wolny weekend jakiś… i spoko, wiem co z kolesiem, chyba niejasno napisałam – poprzedni sezon skończyłam oglądać, nie że rzuciłam w kąt, po prostu jakoś nie wywołał u mnie chęci rzucania się na drugi sezon, podobnie zresztą jak parę innych rzeczy. Tokyo Ghoule, czy Concrete Revolutio:cośtamcoś, choćby. (Choć ten koleś w różowych włosach ten róż miał doprawdy zacny.)

        Mahou Shoujo z Kostuchą
        Jak nie będę miała czego, to sięgnę po coś z listy „polecali na Lemurach, kiedyś zajrzę, bo już skończone i można nawet ciągiem” :x tak teraz podebrałam Nozakiego od konwentów na wolne chwile.

        Occultic;dziewięć
        Wait, jak jeden tom, jak… co… toż to… to chyba gorsze niż zrobić 3 filmy z Hobbita. Okej, ale to sporo wyjaśnia. To co, kolejne odcinki będą miały po jeden rozdział? Czy ile to ma tomów? (jak wszystko będzie tak chaotycznie z miseczką XZ to jednak wymiękam)

        Ruski taaańczą, na lodziee! (przypomniał mi się ten program co kiedyś leciał, ale Tańca z Gwiazdami nie przebił popularnością)
        To „amazing” mnie w sumie zdziwiło, brzmiało jakoś… nie wiem. No i nie mógł już całościowo po rusku lecieć? Jeszcze ciekawi mnie kiedy Jurko dostanie Smutne Backstory™ i przestanie być chodzącą kulką wkur….zenia bez powodu. Chodzącą? Łyżwiącą. (w ogóle, damn, tyle sportówek w tym sezonie, a dalej nie ma curlingu!)

        Lubię to

        • Co nas nie zabije, to nas wzmocni. A po tylu beznadziejnych seriach już jestem uodporniona na wszystko (zawsze tak mówię, a potem wychodzi Keijo albo Classicaloid)

          Tak trzymaj! Nozaki-kun, jeee!

          Occultin;Nine
          Tomów ma, uwaga uwaga, dwa. I seria powstaje. To możesz się domyślić, jaka kaczanga nas czeka. Albo autor zdradzi na potrzeby anime całą fabułę, ja wiem? dziesięciu tomów, albo nastąpi jakieś beznadziejne zatrzymanie akcji. Albo cofną się w czasie, bo czemu nie.

          Jurki wstrząśnięte, nie zmieszane
          No ba, ciągle mówimy o ingriszu w wydaniu japońskim. A poza tym nie szalejmy, nie tacy obcokrajowcy już po animcach się szwędali i mało kto mówił sensownie cały czas po angielsku (no chyba że jakiś Zankyo no Terror czy Higashi no Eden).
          Rosyjski Jureczek już dał przedsmak dramy w postaci dziadka. Albo kotek mu zdechł, i stąd się teraz tak otacza kocimi motywami.
          O, już czuję curling w podobnym wydaniu – kiedy kamień zatrzymałby się w środku domu, to panowie dostawaliby orgazmu na miejscu. Tak to widzę :3

          Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s