Między quality a sakugą cz.2 – dlaczego anime są piękne?

W zeszłym tygodniu mieliśmy dość przygnębiającą tematykę wpisu. Ponoć nie ma brzydkich anime, tylko wina brak (credits – rob), ale i tak wszystkie znaki na niebie i w internecie głoszą, że przemysł anime schodzi na psy, nikt nie ma czasu, hajs się nie zgadza, organizacja pracy Japończyków przypomina tą przeciętnego studenta przed sesją. Czy dla nas, biednych fanów, jest jeszcze jakaś nadzieja? Albo też jesteśmy skazani tylko na marne bazgroły i slide-showy zastępującą płynną animację? Nie bójcie się, bo przynoszę wam radosną nowinę – tak, jest nadzieja. Możecie się zdziwić gdzie ją znalazłam…

saku1
Przechodzimy od quality do sakugi.

O tym, jak powstaje anime, już rozmawialiśmy. Biedni animatorzy harują po kilkanaście godzin dziennie za psie pieniądze byle tylko mieć na czynsz i ryż, a funkcji reżysera w praktyce nie ma… Tylko, że to krzywdzące uogólnienie. Bo wizja artystyczna jak najbardziej istnieje i możecie znaleźć ją nawet w najzwyklejszym, tygodniowym shonenie. To jest ten moment, kiedy czas przytoczyć pojęcie sakugi. Sakuga to japońsku po prostu „narysowane obrazy” i tak jak pojęcie „manga” odnosi się w tym kraju do każdego rodzaju komiksu, tak sakuga jest zjawiskiem występującym w każdego rodzaju animacji, niezależnie od miejsca jej powstania. Reszta świata przyjęła jednak używać tego pojęcia konkretnie względem anime. Określa się tak fragmenty szczególnie dobrej animacji, najczęściej tworzone przez jednego tylko artystę. Tak jak w zachodnich produkcjach często zdarza się, że animatorzy przypisani są do konkretnych postaci (np. dorosłego Simbę w Królu Lwie i Bestię w Pięknej i Bestii rysował tylko i wyłącznie niejaki Ruben A. Aquino), tak w Japonii podział odnosi się do poszczególnych scen. Mówiłam wam już o rozróżnieniu na key animators i inbetweeners – to właśnie ci pierwsi, jeśli są naprawdę dobrzy w swoim fachu, biorą na siebie odpowiedzialność za wygląd najważniejszych fragmentów serii, a w bardzo rzadkich przypadkach dostają zaszczyt zaminowania całego odcinka (np. 7 odcinek Honey & Clover zawiera kluczowe klatki tylko jednej osoby – Tetsuyi Takeuchiego). Wokół zjawiska sakugi rozwinął się cały fandom, specjalizujący się w wychwytywaniu swoich ulubionych artystów w różnych, choćby słabych fabularnie, anime (przypominam, że większość animatorów to wolni strzelcy, pracujący dla różnych studiów).
Prawdopodobnie mogłabym oprzeć cały post na podawaniu przykładów najlepszych animatorów i linków do ich sakug, ale i tak skończyłoby się po prostu na przetłumaczeniu poniższego panelu. Trwa on ponad dwie godziny, ale stanowczo polecam wam znaleźć na niego czas – jest znakomicie przygotowany i bardzo poszerza horyzonty co do percepcji animacji w anime.

Przed zobaczeniem nowego anime, nie zawsze łatwo ocenić poziom jego animacji – nie raz, nie dwa, pierwsze odcinki bywały przepiękne, tylko po to, by zachęcić do siebie nowych widzów, a potem rozczarować ich tendencją siatkową w jakości. Wydawałoby się, że informacja o studiu odpowiedzialnym za serię powinna być wskazówką – ale to dość ryzykowne stwierdzenie. Jak już było pisane, rynek anime oparty jest o wolnych strzelców, tworząc dla wielu zleceniodawców naraz. Weźmy takiego One Punch Mana od Madhouse. Po emisji tego znakomicie zaanimowanego serialu odezwało się wiele głosów chwalących te studio i ogłaszających, po kilku latach nierównych serii, jego renesans. Niestety, prawie jedyne co Madhouse, zapisujące się w historii animacji takimi tytułami jak Death Note czy Trigun, dołożyło do OPM było swoje logo – za reżyserię, animację czy muzykę odpowiedzialne było grono osób związane z innymi studiami. A-1 studio mogło zrealizować takie hity jak choćby AnoHanę, ale  fandom Magi nie zapomni nigdy jak zniszczyli jeden z najpiękniejszych momentów mangi – taniec Morgianny. Nawet tak krytykowane przeze mnie ostatnio studio jak Toei, potrafi, jak się postara, stworzyć znakomite dzieło – jak Go! Princess Precure (dzięki SStefania za cynk!). No i jest jeszcze Shaft, nasze dziecko specjalnej troski… Zwane też „spokojnie, poprawimy te quality w wersji Blu-ray!”. Jak widzicie, sama nazwa studia może być myląca. Z jednym, znaczącym wyjątkiem… Bo co jeśli wam powiem, że latach 10. XXI wieku, koneserzy dobrej animacji najbardziej ufają… Kyoto Animation?

saku2
KyoAni, KyoAnim, ale jak tu nie kochać SHAFT?

Jeśli siedzicie w tym biznesie chwilę dłużej, na pewno widzieliście coś od KyoAni. Czy to jedne z ich pierwszych samodzielnych prac czyli adaptacje visual novel od Key (Kanony, Clannady i te wszystkie inne wyciskacze łez), bardziej niż kultową Haruhi Suzumiyę, ponoć-muzyczne K-ON! Albo Najlepsze Anime Ever zwane Free!… Studio z Kioto specjalizuje się w twórczości, którą kojarzy się z anime w czystej postaci – duże oczy, kawaii moe bohaterki, szkolne obyczajówki, wesołe kolory i skoczne melodie. Przez swoją niefrasobliwość wielu pobłaża KyoAni i nie dowierza, gdy wskazuje się ich jako prawdopodobnie najlepszych producentów anime ostatnich lat – i nie chodzi tu wcale o to, że przodują w rankingach sprzedaży DVD oraz błyszczą znakomitymi wynikami finansowymi. Kiotyjczycy po prostu wiedzą jak używać swojego medium. Duża dbałość o szczegóły, zwracanie uwagę na gestykulację i mimikę postaci, opowiadanie historii obrazem, nie słowami – to wszystko ich cechy charakterystyczne. Mamy na blogu osobny post poświęcony tytułom KyoAni, pozwolę sobie więc tylko na krótkie podsumowanie ich recepty na sukces. Jak żadne inne studio stawiają oni na pracę zespołową. Zamiast polegać na wolnych strzelcach, zatrudniają pracowników, w tym animatorów, na pełny etat. Dyrektorzy i specjaliści znają się dobrze i chętnie służą sobie nawzajem radą, do tego KyoAni założyło szkołę w której szkolą młodych animatorów. Dodając do tego, że scenariusze do serii wybierane są z novelek nadsyłanych na konkurs ich własnego wydawnictwa, tajemnica wydaje się tkwić w niezależności oraz więziach łączących pracowników. Faktem pozostaje – od jakiś 6 lat, kiedy zaprowadzono ten model, Kyoto Animation można uznać za lidera wśród producentów anime. Przynajmniej w kwestii zadowalania fanów jakością produkowanych serii.

Dlaczego KyoAni jest dobre – filmik (ang)

saku3
A może sukces KyoAni leży po prostu w tym, że mają wtyki u Boga?

Można by jeszcze porozmawiać trochę o studiach animacyjnych, ale powiedzmy sobie szczerze – jeśli naprawdę liczymy na animacyjny orgazm, powinniśmy przede wszystkim zwrócić się w kierunku japońskich animowanych pełnometrażówek. One posiadają czas, budżet i reżyserię pozwalającą naprawdę rozwinąć skrzydła wyobraźni. Nie chcę nawet zaczynać od Studia Ghibli, bo to najoczywistsze co mogę tu napisać. Pamiętajcie jednak, że nie na nich filmy anime się kończą. Weźmy choćby człowieka stojącego za 5 cm na sekundę czy Kotonoha no Niwa – Makoto Shinkai’a. Nie wiem co on ma za program do kolorowania, ale wszystko czego się tyknie wygląda fenomenalnie. W kwestii płynności ruchów, jak tylko słyszę imię Mamoru Hosoda widzę niezapomnianą scenę wilczków bawiących się w śniegu z Wilczych dzieci – a zaraz potem pomarańcze z Dziewczyny skaczącej przez czas.  A mówimy tu o reżyserze, który wybił się na filmie o Digiminach, pokazując, że nawet w tych najbardziej komercyjnych franczyzach może znaleźć się miejsce na trochę sztuki. A wspominałam już o Satoshim Konie, związanym z Madhouse (niech im trochę chwały skapnie)? Czy wyście w ogóle widzieli co za animacyjny szał narobił choćby w sekwencjach sennych w Paprice? Ale co tam, te wyświechtane nazwiska. Jak już mowa o Madhouse – słyszeliście o Redline, którego produkcja zajęła całe 7 lat? Albo Animatrix, kolażu 9, w tym japońskich, reżyserów, szalejących tam ile wyobraźnia (i wysoki budżet) pozwala? Przy czym, w całej tej wyliczance skupiam się na XXI wieku. A w odmętach historii anime znajdzie się więcej arcydzieł. W mitycznych latach 90. świat ujrzał choćby legendarne Ghost in the Shell. Jeśli ktoś mi powie, że tamtejsza scena niewidzialnej walki nie jest jedną z najlepszych scen walk w historii anime, ten będzie miał ze mną problem! O Akirze to już w ogóle nie chce wspominać, bo to kolejna oczywistość. Ale może ciekawszego – film Chika Gentou Gekiga: Shoujo Tsubaki, rysowany przez 5 lat praktycznie przez jedną osobą, tak brutalny i niepoprawny, że sam autor postanowił spalić jego kopie (na szczęście kilka się zachowało, przez co można do teraz podziwiać ten pokaz japońskiej awangardy). Albo jeszcze starsza Belladonna opowiadająca w bardzo okrutny i stanowczo nie przeznaczony dla dzieci sposób o historii Joanny D’arc, kolejny objaw awangardy i niesamowitej wyobraźni animatorskiej. I na tym lista stanowczo się nie kończy…

saku4
Oni serio 7 lat nad tym Redline’m siedzieli!

Jak widzicie, post ten ma charakter dość ogólny, ale taki był też cel. Mam nadzieję, że zainspiruje on was do poznawania nowych tytułów i zastanowieniem się nad tym jak dobra animacja może wpłynąć na nasz odbiór historii. Bo dobry scenariusz i postacie to jedno. Ale umiejętność przekazana ich za pomocą medium jakim jest anime może zmienić to co dobre w coś wybitnego. Wiecie, im bardziej dorastam tym mocniej upewniam się, że cenię animację (szczególnie 2D) wyżej niż produkcje aktorskie. Dopiero wśród kresek i kolorów twórcy pozbywają się wszelkich ograniczeń i mogą zrobić dosłownie wszystko co chcą poruszając w widzu emocje o których istnieniu nawet nie miał pojęcia. Anime, jako gatunkowi, już wielokrotnie wróżono apokalipsę – a mimo to, w Japonii wciąż powstają znakomite historie przekazane w fascynujący wizualnie sposób. Dlatego długo, oj długo, jeszcze się z fandomem nie pożegnam… Ale może też czas coś dla niego zrobić. Jeśli jednym z problemów borykającym branże anime jest brak pieniędzy, to, jako fani, mamy pewne możliwości, by wesprzeć sakugowe produkcje. To jednak temat na kolejną notkę… Kiedyś Bardzo kiedyś…
~Darya

Advertisements

10 komentarzy do “Między quality a sakugą cz.2 – dlaczego anime są piękne?

  1. O, jestem przyzwyczajona, że w takich artykułach o stronie graficzne, sakudze, kompozycjach, rysunkach jest więcej linków do przykładów. To nie zarzut, bo tam często przesadzają w drugą stronę i co piąte słowo to link albo do Sakugabooru albo Imgura z odpowiednim screenshotem :)
    Nie lubię filmów Shinkaia bo mnie nudzą i są przedramatyzowane, a tematyka podejmowana przez KyoAni posysa, ale, damn, nadal wyglądają emejzin i etyka pracy w ich studiach jest boska, zawsze będę szanować ostro.
    Co do tańca Morgiany to czytałam plotkę, że inbetweeny były outsourcowane i zaginęły, więc to co widzimy to tylko keye, a tamte klatki nigdy się nie odnalazły xD Ale produkcja Magi to w ogóle był czarny odbyt – chciałam znajomej fance mangi pokazać jakieś ładne screeny i nawet na tych establishing klatkach, wiesz, tych co normalnie są dużo ładnie narysowane, statyczne i kamera po nich biega albo jeździ, nawet na nich było QUALITY jak na jakimś inbetweenie w tle xD
    Tak, filmy są ładniejsze, kiedyś jeszcze OAVki, kiedy nie były tylko dodatkowymi materiałami promocyjnymi a osobnymi seriami, bywały. Oczywiście nie wszystkie, miałam ostatnio notkę o takiej z przeciętną animacją, ale być może ten boom na krwawe i świetne technicznie OVA z lat 80. i 90. jest odpowiedzialny za rozczarowanie dzisiejszych trzydziestolatków tymi pokazami slajdów jakie funduje nam Shaft i Jojo.
    Dobra, brzuszek mnie boli, nie dam rady odnieść się już do niczego innego, masz tylko mój kciuk w górę i idę chorować xD

    Lubię to

    • No właśnie nie lubię przesadzać z ilością obrazków, ale pomyślałam, że jeśli ktoś się skusi na ten youtubowy panel, który podlinkowałam to przykładów będzie mieć dość i dość :)

      Jeśli chodzi o Shinkai’a to z smutkiem i wstydem przyznam się, że widziałam od niego jeno dwie produkcje – całkiem udane Kotonoha no Niwa, i Kumo no Muko, które nie podobało mi się w ogóle :U Ale ładne te jego filmy, ładne…
      No to ja mam to szczęście, że lubię KyoAni także za tematykę>D

      Łoo, lubię tę teorię z Magi xD I zgadzam się ta seria – czy to anime czy manga – to magia xD

      O, patrz, kompletnie zapomniałam wspomnieć tu o OVA. Może to też coś znaczy, że obecnie tak bardzo odeszło się od ich pierwotnych cech charakterystycznych – dobrej jakości i możliwości eksperymentowania – do bycia po prostu reklamówką serii, że wyleciało mi z głowy o tym napisać..

      Dziękować za poświęcenie i odezwanie się <3

      Lubię to

      • S-sama jesteś emerytka, to tak apropo ankiety ;_;
        Próbowałam ten panel oglądać kilkukrotnie gdy pierwszy raz usłyszałam o sakudze i nie było jeszcze żadnych porządnych materiałów pisanych, ale nic nie załapałam xD Powiedziałabym, że stara jestem i wolę słowo pisane od filmików, ale mąż w wieku 30+ jest fanem Youtuba, więc…
        No rynek się zmienia to zmienia się i funkcja OVA – przecież już nawet VHSów nie ma :3 Czytałam ostatnio interesujący tekst czemu już nie produkują World Masterpiece Theater, a i tak się dzisiaj rano zorientowałam, że gatunek Słodkich Dziewczynek Robiących Słodkie Rzeczy jeszcze istnieje, ale już dogorywa na marginesie. a eksperymenty teraz są w krótkometrażówkach, co w sumie zawsze było, tylko teraz wyłącznie – ale fukcja OAVek jako probierzy rynku nadal się trochę uchowała :) To w sumie ciekawy temat na notkę, może gdy faktycznie wreszcie obejrzę jakąś serię albo dwie reinterpretujące pomysł z OAV to do tego wrócę :)

        Lubię to

  2. tak się zastanawiam co by podać w kwestii ładnie wyglądających anime i po namyśle wymyśliłem ;p mój pierwszy typ to było by moribito gdzie zwłaszcza lokacje wyglądają jak z obrazka (choć jak to w serii miewają gorszę momenty ) colour cloud palace grafika strojów i lokacji świetna jeśli ktoś lubi eko przesłanie niech sobie zobaczy coo: tooi umi kara kita coo o chłopaku który mieszka na wyspie na pacyfiku z ojcem biologiem morskim i pewnego dnia znajduje na plaży dziwne zwierze mają tam ładne sceny morskie i wyspa też potrafi się nieźle prezentować uff coś wydusiłem z siebie :)

    Polubione przez 1 osoba

  3. Przeoczyłam notkę ._.

    Eh, z tymi wolnymi strzelcami się nacięłam jakiś czas temu ze studiem MAPPA… tak mi podpasiła grafika w Garo: Hanoo no Kokuin (specyficzna dość, muszę przyznać), że po skończeniu sezonu stwierdziłam: o, to studio wypuszcza kolejny tytuł. Zerknę, przyjmę więcej tej kreski z miłą chęcią. Eh, głupia ja…

    Lipa. Nie dość że ten kolejny tytuł wyglądał kompletnie inaczej, to i zarys fabuły był… plotowy ._. a drugi sezon Garo w porównaniu do pierwszego w ogóle wyglądał jak dla mnie źle. (a i CGI z ładnie wkomponowanego w pierwszym (jak dla mnie) zrobiło się okropne)

    Zdawałoby się, że im więcej dobrej jakości, tym lepiej. Ale, dość paradoksalnie, czasem mi się to aż nie podoba. Weźmy chociaż te najnowsze Talesy – o czym to było, Zestiria chyba? Nie oglądałam, ale Sofi wrzucała screeny do siebie. Nie mogę im nic zarzucić graficznie, nic – ale właśnie… wydawały mi się aż zbyt dobrze zrobione i przez to nie jestem do nich przekonana. Podobne odczucia miałam przy Unlimited Budget Works, z tym że tam akurat będę się upierać, że twarz Tohsaki wyglądała dziwnie, czyli aż tak super perfekt nie było.

    Natomiast w pełni zgodzę się z Naną Arimą (przepraszam, jeśli nie powinnam tego odmieniać D:) odnośnie zmieniania ciuchów. Już wybaczę dziwne biegi, krzywe twarze i znikające w środku spaceru parki. Ale jak mi ktoś 90+ odcinków biega w jednym zestawie ciuchów to nic tylko wzdychać i kręcić głową…

    Lubię to

    • Spoko, a ja zapominam cały tydzień, by poodpowiadać na komcie xD

      MAPPA teraz Jurków robi, więc możesz rozważyć przebaczenie im :P

      Well, prawda jest jednak, że dobra kreska nie przeszkadza – mi tam Tytanów czyta się znacznie lepiej od kiedy autor skończył wieczorowy kurs rysowania, podobnie, dobra jakość dużo częściej wspomaga historię niż ją pogarsza. Ale wiadomo, nawet z najlepszymi efektami, nie zrobisz z słabej historii dobrej…

      Ciuchy D: Zgadzam się wami totalnie. O ile mundurki to jeszcze jakoś można przeboleć, to chodzenie cały czas w tym samym w nie-szkolnym settingu BOLI.

      Lubię to

      • wiecie może oni są biedni wtedy lata się w tym samym ciuchu dopóki łata na łacie się nie robi ;-)) choć przyznaje że sprawa jest trudniejsza do ogarnięcia w bitewnych animu gdy ciuchy idą w strzępy a scena dwie po bójce znowu są w całości i nie ubrudzone xDD

        Lubię to

  4. O tak, Shinkai robi śliczne anime. Ale inni też potrafią się przyłożyć. Urzekły mnie sceny walk między Kougamim i Makishimą w Psycho Pass, spodobało mi się Kurage no Shokudou, zachwyciły powietrzne walki w Sky Crawlers i oczywiście fenomenalna płynność ruchów w Yuri!!! on Ice. Po raz wtóry powiem też, że fajnie wyszła praca nóg na pedałach i ręki na dźwigni zmiany biegów w Initial D oraz sam fakt, że bohaterowie zmieniają ubrania. :)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s