Między quality a sakugą cz.1 – dlaczego anime są brzydkie?

Uważajcie na research, moi drodzy. Jest to bardzo niewdzięczne zajęcie, które może sprawić, że z waszego nieambitnego i krótkiego postu z śmiesznymi obrazkami zrobi się próba analizy procesu twórczego japońskich animacji. Taaa…. Ale temat, który odkryłam wydaje mi się jednak warty uwagi. Przedstawię kulisy powstawania anime oraz spróbuję wytłumaczyć wam kwestię dręczącą każdego mangowca (animowca?) oglądającego trochę więcej  azjatyckich bajek niż wynosi średnia krajowa: dlaczego anime miejscami są brzydkie, a miejscami ładne? Spoiler: wszystkiemu winne są pieniądze! A śmieszne obrazki też będą~

gowadera.jpg
Post pod wezwaniem Głowadery

Na samym początku porozmawiajmy chwilę o samym procesie powstawania anime. Za stworzeniem jednego sezonu kryje się tłum ludzi (to ich nazwiska kryją te znaczki, które latają po ekranie w trakcie openingów i endingów).W dużym uproszczeniu, pogrupowani są oni w działy, zajmujące się poszczególnymi elementami serii. Nie licząc takich oczywistości jak marketing czy finanse, do powstania anime potrzebni są:

  • producenci – oni decydują co animować i za jakie hajsy
  • dyrektor – czasami jest to kilka osób, mających w teorii sprawować pieczę nad jakością danego odcinku i/lub serii
  • scenarzyści – piszą scenariusz
  • animatorzy – dzielący się na key animators oraz inbetweeners
  • tło – osoby odpowiedzialne za tła
  • coloring – osoby odpowiedzialne za kolory
  • muzyka – odpowiedzialni za to co brzęczy w tle
  • seiyuu – podkładający głosy postaciom
  • efekty dźwiękowe – wszystkie wybuchy, strzelanki i odgłosy cycków
  • efekty wizualne – osoby odpowiedzialne za postprodukcję wizualną

W tym poście skupimy się na kwestiach wizualnych (jak chcecie, dokładny proces powstawania anime omówię wam kiedyś indziej). Po wyborze serii, ustaleniu scenariusza, „wizji artystycznej” i stworzeniu storyboardu (gdy adaptuje się mangi, opiera się wtedy najczęściej po prostu na kadrach komiksu), do dzieła biorą się animatorzy. Kluczową (sic!) rolę mają tutaj key animators (dosłownie: animatorzy kluczowi). To oni w praktyce decydują jak postacie się ruszają, jak wygląda kadrowanie, jaka w praktyce będzie jakość anime. Nie rysują oni zwykle całej sekwencji, ale najważniejsze (kluczowe) klatki animacji. „Wypełnienie” spada na inbetweeners (pomiędzaczy?) – mniej wyćwiczonych rysowników, coraz częściej Koreańczyków lub Chińczyków. Mają oni po prostu sprawić, by ruch wyglądał płynniej. To co stworzą animatorzy idzie później do działu kolorowania, który następnie przekazują wszystko „efekciarzom”, mających dopieścić to co dopieszczenia wymaga. Na koniec dodaje się głos – co jest jednym z elementów różniących anime od produkcji zachodnich, gdzie dźwięk podkłada się do storyboardów, a następnie dopieszcza sposób mówienia bohaterów, by całość wyglądała cacy (choćby w Simpsonach zatrudniony jest osobny animator tylko do animowania ruchu ust!).

Jak robi się anime – tekst (ang)

Jak robi się anime – filmik (ang)

anmemade.gif
Takie to proste (O Kyoto Animation, z którego biura pochodzi ten gif, pogadamy sobie jeszcze w drugiej części postu).

Wszystko piękne i przejrzyste. Co jednak wpływa na to, że anime zapierają dech w piersiach – albo swoją pięknością albo szkaradnością? Pierwsza odpowiedź to pieniądze. Druga – czas.Jako średni koszt wyprodukowania jednego odcinka anime, najczęściej podaje się cenę 200 tys. dolarów. Dużo pieniążków, które trzeba podzielić między spore grono pracowników. Między innymi animatorów, tworzącym te 15 000 klatek, z jakich może składać się animiec. Oczywiście, szefowie działów robią co mogą, by tę liczbę zmniejszyć – dlatego tyle nieruchomych kadrów czy głów, którym tylko gadają usta, nie mówiąc już o recyclingu póz i ujęć (wy narzekacie na retrospekcje z poprzedniego odcinka, a pan dyrektor zaciera rączki, bo nie musi płacić tym darmozjadom kolejnych jenów!). Animatorzy, to w absolutnej większości wolni strzelcy, pracujący dla wielu studiów na raz w zaciszu własnego domu, dostający pieniądze od poszczególnej klatki. Bardzo drobne pieniądze, za często bardzo szczegółowe rysunki. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, że w ostatnich latach anime stało się niezwykle bogate w szczegóły – same oczy przyprawiają wielu rysowników o chęć pocięcia się tabletem. Żeby jakoś uzbierać z wielu drobnych zleceń sensowną pensję, spędzają oni często całe dnie i noce nad pracą, sprawiając, że animatora uznaje się czasem za najgorzej płatny i wymęczający zawód w Japonii – przy  11 godzinach pracy dziennie, przeciętny animator otrzymuje 1/3 średniej krajowej pensji. W tej sytuacji, nie dziwi, że ledwo żywi rysownicy, gonieni przez terminy przesyłają do studia klatki o, lekko mówiąc, nie najwyższych walorach artystycznych. W teorii, gorsze rysunki powinny być odsyłane do poprawy, w praktyce… Nie ma na to czasu. W wszystkich artykułach o tworzeniu anime, powtarza się jedno stwierdzenie: deadliny są nieubłagane. Zdarza się nawet kończenie odcinków na kilka godzin przed ich emisją… I tak dostajemy quality. Czyli potworki, wypalające co bardziej wrażliwym duszom oczy swoją szkaradnością…

Ile kosztuje anime – filmik (ang) 

Płace w anime – tekst (ang)

qualttt.jpg
Nawet wiedza o zarobkach animtorów nie poprawia quality z 9 odcinka Orange

Innym problemem, wynikającym pośrednio z braku pieniędzy i czasu, jest brak wizji artystycznej. Anime traktuje się jak długą reklamę produktu. Zastanawiacie się czasem, czemu jest tak mało oryginalnych serii, a masa jednosezonowych adaptacji nieskończonych novelek, gier czy mang? Serial traktuje się często jako promocję materiału źródłowego mającą zachęcić konsumentów do inwestowania w ekranizowany materiał oraz gadżety z postaciami. W dobie wszechobecnego piractwa internetowego nikt już nie pokłada swoich finansowych nadziei w DVD i Blu-Ray’e… Producentom nie zależy więc nawet na tym, by ich anime miało jakieś szczególne walory artystyczne – byleby było na tyle zjadliwe, żeby tłum kupił mangę/grę/książkę, poduszkę, breloczek i mleko z głównym bohaterem.

quali3
Tylko przy zakupie Blu-Ray’a dostaniecie w gratisie o 50% bardziej wkurzonego Erena!

Jeśli chodzi o Blu-Ray’e, to dla wielu studiów są one deską ratunku i możliwością cofnięcia się w czasie i naprawienie wszystkich błędów! Nie raz, nie dwa natkniecie się na kadry porównujące jak z quality wersji telewizyjnej utworzono istne cudeńka na płytach. Łatwo wytłumaczyć czemu tak się dzieje – po emisji serii w telewizji wreszcie znajduje się czas by poprawić co bardziej szkaradne bazgroły (z tego powodu także zawartość tomików mang różni się czasem od materiału publikowanego w magazynach). Oczywiście, istnieje też inna spiskowa teoria mówiąca o tym, że lepsza jakość jest wabikiem dla klientów, którzy rzucą jenami w bardziej dopracowany towar. Dla was, przy okazji, porada, że gdy szukacie starszych anime, warto zwracać uwagę na dopisek „Tv” albo „Blu-Ray” – te drugie to zawsze lepszy wybór (a o tym, dlaczego piractwo jest złe – w następnym odcinku!)

Porównanie Madoki w wersji TV i Blu-Ray – filmik

quali4.png
A teraz czas na studio, na które wszyscy w tym poście czekali! (To powyżej to oczywiście porównanie Tv vs Blu-Ray nowych Sailorek)

Symbolem tych negatywnych trendów w anime stało się studio Toei Animations. To najstarsze studio animacyjne, tworzące już od roku 1948, twórca takich hitów, ba, kamieni milowych jak Digimony, Saint Seiya czy Sailor Moon. A obecnie – odpowiedzialni za anime One Piece. Najpopularniejszej serii w Japonii. Tak popularnej, że tylko dzięki niej Toei warte jest tyle co wszystkie inne studia razem wzięte. Gdyby tego było mało, w tym roku wypuścili jeszcze jeden murowany hit – Dragon Ball Super, kontynuacja TEGO Dragon Balla Wydawałoby się, że mając w swojej stajni tak ważne dla kultury Japonii dzieła, samo tylko poczucie honoru odziedziczone po pradziadku samuraju, sprawi, że będą one dopieszczone do najmniejszego pixela… Well. Jakby wam to powiedzieć… A w sumie, spójrzcie sami:

Taaaa… Twórcy, którzy animują jeden rozdział One Piece’a w jeden odcinek oraz zrobiło z Dragon Balla… TO, zyskało miano najbardziej znienawidzonego studia wśród fanów anime.A nie wspominam wam tu choćby o Sailor Moon Crystal czy Saint Seiya: Soul of Gold… W takiej sytuacji nie dziwi, że gdy w poście o Miraculous Ladybug oznajmiłam, że z chęcią zobaczyłabym tę serię w wersji 2D, od razu pojawiły się głosy przerażenia jak takie dzieło w wykonaniu Toei, by wyglądało… Dlaczego jednak to oni wyróżniają się tak negatywnie? W dyskusjach natknęłam się na dwie główne teorie. Z jednej strony, istnieje przekonanie o wielkim burdelu panującym w tym studiu. Terminy wzięte są z kosmosu, dobór artystów dokonywany jest za mocną tarczy i strzałek, a odpowiedzialność za całość rozmywa się pomiędzy osoby, nie czujące potrzeby przyłożenia się do serii. Druga odpowiedź, znacznie bardziej lakoniczna, mówi, że w Toei nikt nie widzi potrzeby włożenia wysiłku w ich dzieła – nieważne co z nimi zrobią i tak ludzie będą oglądać One Piece’a, Dragon Balla i Sailorki

quali5
Ale żeby zakończyć pozytywnie, uświadomię was o kapuścianej konspiracji – tu macie link do demaskującego artykułu.

Jak żyć w świecie quality? Cóż… Na szczęście, oprócz paskudnych, rażących wasze poczucie estetyczne kresek (czy ja wspomniałam w tym artykule o tańcu Morgiany z Magi? Może lepiej nie zrobię nie tego, mam dla was jakąś litość…) istnieje Sakuga. Ostatni ratunek dla fanów anime. A co to jest…? O tym już za tydzień, w drugiej, znacznie piękniejszej części tego artykułu! Tymczasem pytanie dla publiczności – jakie było najgorsze quality jakie widzieliście? Pamiętajcie, dzieląc się bólem, zmniejszacie go! Razem jakoś to przetrzymamy!

~Darya

Ps. Ktoś się wybiera na Japanicon? W sobotę o 22.00 będziecie mogli posłuchać jak przez dwie godziny ględzę o Food Pornach, czyli moim pysznym Shokugeki no Souma <3

Advertisements

20 komentarzy do “Między quality a sakugą cz.1 – dlaczego anime są brzydkie?

  1. […] W zeszłym tygodniu mieliśmy dość przygnębiającą tematykę wpisu. Ponoć nie ma brzydkich anime, tylko wina brak (credits – rob), ale i tak wszystkie znaki na niebie i w internecie głoszą, że przemysł anime schodzi na psy, nikt nie ma czasu, hajs się nie zgadza, organizacja pracy Japończyków przypomina tą przeciętnego studenta przed sesją. Czy dla nas, biednych fanów, jest jeszcze jakaś nadzieja? Albo też jesteśmy skazani tylko na marne bazgroły i slide-showy zastępującą płynną animację? Nie bójcie się, bo przynoszę wam radosną nowinę – tak, jest nadzieja. Możecie się zdziwić gdzie ją znalazłam… […]

    Lubię to

  2. Animu łas e mistejk, hehe. Mnie to quality aż tak nie przeszkadza, oczywiście, jeśli nie jest dominujące. Jak w Gangście postacie na drugim planie traciły twarze, to jakoś dało się paczeć (przerwałam oglądanie z innego powodu, mianowicie anime było nudne jak cholera). Mnie bardzo przeszkadza obecna kreska w anime i robienie teł na jedno kopyto, do tego te mega jaskrawe zielenie i błękity, rany >:C
    W tym biznesie panuje ponoć straszliwy burdel i to chyba ma większe znaczenie niż sam piniondz, SJG też leży głównie przez burdel XD I żyłuje na rozkładówkach przez burdel i skrajną pazerność, ale to tak btw. Nie no, już nic nie mówię, przepraszam.
    Takie notki czyta się wspaniale, są megaciekawe i żałuję, że ja nie umiem nic podobnego zrobić, zawsze tylko recenzje lub topki, podziw wiele.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Bardzo ciekawa notka, rzucająca trochę światła na to czemu niektóre anime wyglądają tak, a nie inaczej.
    Jak dla mnie Dragon Ball Super bije wszystkich na głowę, a może po prostu oglądając inne anime mój mózg wypiera te wszystkie brzydkie obrazy :P
    O, przypomniałam sobie, najgorsze quality miał ostatni sezon Berserka. A nie, to przecież miało tak wyglądać…

    Polubione przez 1 osoba

  4. nie ma brzydkich animu tylko wina brak ;-D a jak bym miał coś podać to 13odcinek(a może 12??) the third bardzo fajna seria animacja też oprócz tego jednego odcinka który ekipa chyba po pijaku robiła bo to kłuło w oczy wręcz nie możliwie :-)

    Lubię to

  5. „wszystkiego winne są pieniądze” – powinno być „wszystkiemu” [taa, ja też się poczepiam, a co! :)]

    Ja staram się przymykać oko na niedociągnięcia, a tych anime, które od razu mnie odrzucają w ogóle nie tykam. Bardziej razi mnie niedorobiona graficznie manga lub literówki przy tłumaczeniu.

    Lubię to

    • Tak, tak, wydało się, że umiem w język polski… xD

      Ogólnie, dla mnie postaci oraz fabuła też są ważniejsze niż animacja, ale jednak… Dobra animacja to skarb. Tak samo jak dobrze zrobione mango. Jednak medium graficzne do czegoś zobowiązuje!

      Polubione przez 1 osoba

  6. *blu-raye
    W sumie nie zwracam większej uwagi na takie rzeczy. Niedawno oglądałam anime, w którym bohaterowie niby szli, ale ich nogi się nie poruszały xD. W OP miejscami jest strasznie. No i anime Findera, które – ani trochę nie przesadzam – okazało się pokazem slajdów.

    Lubię to

  7. Haha, nie, to, że pieniądze decydują o jakości to mit, który w roku pańskim 2016 powinien już wreszcie zdechnąć.
    O jakości anime decyduje przede wszystkim organizacja pracy. Nawet wspomniałaś o tym – wersje blurejowe mają więcej czasu, więc mogą być podciągnięte (jak to co prawie zawsze robi Shaft – placeholdery w telewizji, przerysowywanie zupełnie od nowa na płyty), podczas gdy organizacja do telewizji leży i kwiczy. Można to zobaczyć w kredytach, czasem jeden odcinek ma np. dziesięciu reżyserów nadzorujących (podczas gdy normalnie powinien być jeden) i kilka dziwnych studiów pomagających.
    Pieniądze mają z tym mało wspólnego, bo takie Toei płaci za jeden odcinek każdej ze swoich serii tak samo – w tym samym czasie gdy emitowano tę straszną Sailor Moon Crystal, w telewizji było również Go! Princess Precure: https://sakugabooru.com/post/show/23131/animated-debris-effects-fighting-go-_princess_prec
    O tym, że GoPri często wyglądało oszałamiająco, decydowała pasja ekipy, która od dawna była fanami Precurów i dawali z siebie wszystko, bo chcieli (odcinki wyglądające tylko poprawnie były właśnie outsourcowane). To jest drugi bardzo ważny czynnik w anime, on też zadecydował o tym, że One Punch Man wyglądał tak dobrze, co reżyser, już trochę podirytowany, na każdym kroku podkreśla (pewnie bo się dziwią że nie jeździ Lexusem po tym jak rzekomo tyyyle zarobił).
    To jest koszmarnie chora sytuacja, gdy projekty się psują przez słabe zarządzanie (jak to co się działo w Manglobe albo teraz w Actas: https://blog.sakugabooru.com/2016/09/22/anime-craft-weekly-regalias-production-mystery/ ) i są wybitne tylko wtedy, gdy artyści poświęcą się dla sztuki. Rynek gier też się częściowo utrzymuje na zapaleńcach gotowych do poświęceń i jest to chore, mogę sobie tylko wyobrażać co się dzieje w anime (jako że mam znajomych twórców gier a anime nie :) ), w ogóle przemysł anime gnije i mam nadzieję, że wreszcie coś go uzdrowi lub w końcu dobije. Teraz mam nadzieję, że Chińczycy i pieniążki fujoshi coś dadzą, ale może to naiwność.
    Also, Crystal się znacząco poprawiło w ostatnim sezonie, właśnie dlatego, że zmieniono ekipę na absolutnych fanów marki. Nowa reżyserka podobno nie chciała przyjąć posady, jeśli transformacje nadal będą w CG, więc udało jej się wynegocjować je w 2D.
    Also, słowo „sakuga” odnosi się do każdej animacji, nie tylko tej ładnej, kinda trochę jak „mangą” Japończyk nazwie każdy komiks ;)
    Dla mnie bardziej interesującą różnicą w produkcji animacji na Zachodzie i w Japonii jest to, że na Zachodzie poszczególni animatorzy są przypisani do poszczególnych postaci, podczas gdy w anime robią unikalne ujęcia – stąd właśnie zdarza się, że w przeciętnym, statycznym odcinku jakiejś takiej sobie serii nagle pojawi się ślicznie wyglądająca scena: https://sakugabooru.com/post/show/14177/animated-disk_wars_avengers-effects-fighting-naoto – Disk Wars Avengers zazwyczaj wyglądało paskudnie i off-model, takie typowe współczesne Toei właśnie :)

    Lubię to

    • Nooo, I to ja rozumiem, ta długość komentarza, ta kontentowość <3

      Na moje usprawiedliwienie – o czasie i organizacji trochę wspominałam w notce, ale nie będę zaprzeczać, że to organizacja może mieć na wszystko największy wpływ. Damm, człowiek chce być mundry i autorytetem, ale za chwilę okazuje się, że jednak nic nie wie .___.. Dzięki za dobre przykłady, które przytoczyłaś!

      O części rzeczy, o które zahaczasz, będę pisać w drugiej części wpisu~ (Ale mam teraz ochotę wspomnieć to co piszesz o trzeciej części Sailorek – damm, będzie, że zżynam od Ciebie, ale jak takie ładne info mi podrzucasz… No, zobaczymy w czwartek :P).

      Jeszcze raz dzięki za ten świetny komentarz ___

      Lubię to

      • Uff, trochę się bałam, że za ostro napisałam i się obrazisz czy coś, a nie to było moim celem ;_; Ja po prostu mocno nie lubię tego legendarnego ~budżetu~ bo zamiata pod dywan i upraszcza bardzo skomplikowane sprawy. Korporacje w ogóle rzadko pozwalają na wyjawianie szczegółów swoich produkcji, chyba że wyglądają dobrze marketingowo.
        No i pieniądze SĄ istotne, tylko nie aż tak bardzo – w końcu bez nich trudno przekonać wybitnych twórców do pracy nad Twoim projektem. Chyba że tym projektem jest coś nostalgicznego (jak Precury właśnie) albo już masz na pokładzie kogoś, z kim inni chcą pracować :)
        Ja Ci dziękuję, że zaczęłaś ten temat, sama nigdy nie mam odwagi pisać ~mądrych~ i ~edukacyjnych~ notek o ~kulisach~ bo zawsze wiem za mało, czegoś jeszcze nie doczytałam lub nie dooglądałam, a jak już sprawdzę i poprawię milion razy to się wszystko zmienia następnego dnia po publikacji, jak layout na AniDB oba razy gdy wrzucałam swoje nocie o szukaniu anime xD
        To ja czekam na ten czwartek :3

        Lubię to

        • Kocham krytykę! Serio, jestem twórczym masochistą i nic mnie tak nie uszczęśliwia jak wytykanie błędów i niedociągnięć – proszę więc na przyszłość nigdy nie mieć ze mną litości! Nigdy!
          No widzisz, jak teraz o tym myślę, to też dochodzę do wniosku, że w notce trochę za bardzo skupiłam się na tych pieniądzach i mogłam kwestię organizacji i czasu bardziej uwypuklić :U Ale wychodzę z założenia, że jak mam odwlekać notki „edukacyjne” aż zmądrzeję to nie napiszę ich nigdy – a czasem warto spróbować.Tak jak teraz, gdy robiłam research to całkiem luźnej i zabawnej notki o quality, a tyle naczytałam się o robieniu anime, że pomyślałam, że warto będzie się z tym podzielić z ludźmi, bo nie wszyscy o takich rzeczach myślą, a oglądanie bajek z odpowiednią wiedzą jest jednak fajniejsze :D
          Ła, to teraz mam ludzi, którzy mają wobec mnie oczekiwania ;__; Tylko bez przesady proszę, mało nowego pewnie się dowiesz sempaj, ja tylko parę rzeczy od mądrzejszych ode mnie przepiszę na polską mowę! I może jakieś ładne gify dorzucę…

          Lubię to

          • Whoah, nie wiem czy zachwycić się Twoją unikalnością czy skrzywić na ten masochizm ;)
            To prawda, że edukacja nigdy się nie kończy, nawet nie mogę pokazywać stosu materiałów które mam o animacji (samej, z naciskiem na polską) bo są na Kindlu, a nie fizycznie xD Prawda, dzielenie się wiedzą jest super, tylko zazwyczaj trzeba też ją odpowiednio zaprezentować, więc zawsze łatwiej wbić i napisać komcia że REEEE WSZYSTKO ŹLE ;)
            Spokojnie, nie mam oczekiwań, bardziej jestem zainteresowana bo też istotny jest cudzy punkt widzenia i hierarchia (po to przecież czytam blogi in the first place), a i gify po jednym z niedawnych updatów już mi nie mordują przeglądarki, więc obadam :3

            Lubię to

  8. Aa, widzę „moje” gify :D miło że się przydały!

    Pisałam już dwa (chyba dwa?) razy pod postami Dziab, ale powtórzę – zwykle nie zwracam uwagi na krzywulce. Po prostu… oglądam i jednocześnie robię coś innego, więc nie zauważam tego, chyba że solidny bubel. W Kryształowych Sailorkach widziałam, w Soul of Goldzie też (…ten gif jak ludzik w białym się zmywa, jeżu zielony bracie wiewiórki, a takich kwiatków było więcej), temu i opinia o obecnych wyczynach Toei jest średnia w moim przypadku. (a, no i niektóre odcinki z Omegi. Na litość Hadesa…)

    Ale jak ktoś wrzuci gdzieś screena/gifa, to widzę co jest nie tak, żeby nie było.

    W sumie czy w letnim sezonie nie było aby jednej serii, którą po którymśtam odcinku (3? 4? na początku jakoś) wstrzymano, stwierdzono „wait, stop, jakość tego jest gorsza niż stereotypowej polskiej drogi na wsi”, i chyba po miesiącu puszczono „od nowa”, tylko poprawione? Może mieszam, ale coś mi się obiło o uszy. Oczy. Whatever.

    No i rozumiem, że praca animatora ciężka, dużo roboty, mało hajsów, mało czasu, mało kawy, mało chęci do życia. Czego nie rozumiem – dość paradoksalnie, te dwie serie, które wcześniej wymieniłam (SMC i SoG) były dwutygodniowe – jeden odcinek raz na dwa tygodnie (Sailorki czasem nawet co 3, jak się rozłożyło). Czyli – w założeniu, dwa razy więcej czasu na taką samą pracę. W teorii powinno być lepiej niż w przypadku serii cotygodniowych. A jak było to już może nie mówmy… wyjaśnisz to jakoś? Bo serio, bym chciała pojąć, ale nawet nie wiem od czego wyjść.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s