Pypcio-konwent z mikro-płatnością, czyli słów kilka o Chibimatsuri

1 października w Warszawie odbyło się jednodniowe Chibimatsuri, organizowane przy ulicy Fabrycznej 1/3 (chętnie dowiem się, czy to był dom kultury, czy niekoniecznie) przez Stowarzyszenie Animatsuri. Jako że Dziab nie pogardzi lokalnym spotkaniem mangowców, na dodatek odbywające się o rzut dronem od jej mieszkania (znowu), to i skorzystała z okazji na złapanie kontaktu z żywym człowiekiem w jej kategorii wiekowej.

Miała być zwięzła recenzja, ale nie wiem, kto jeszcze wierzy w zestawienie słów „krótko” i „Dziab”.
chibimatsuri

Konwent to zbyt wielkie słowa aby określić ten tworek. Impreza pewnie też, ale z braku laku dobry i kit, poprzestańmy na tym. Chibimatsuri zostało powołane do życia, aby nieco podreperować mocno nadszarpnięty budżet Stowarzyszenia Animatsuri po ostatnim konwencie. Prawdopodobnie wiecie o tym, że tegoroczne Animatsuri okazało się, z leksza mówiąc, klapą, a organizatorzy zakończyli konwent ze stratą na około 20.000 złociszy. Poza prowadzeniem bufetu na Copernikonie oraz rzuceniem inicjatywą na zrzutka.pl (na którym na dzisiejszy dzień uzbierali całe 920 zł), Stowarzyszenie zaplanowało też niewielkie jednodniowe wydarzenie w Warszawie. Jak może zdajecie sobie sprawę, termin 1 października okazał się bardzo niefortunnym wyborem, ponieważ w tym samym czasie w Łodzi odbywał się wielki event, czyli Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier. Wszystkie szychy fandomowego światka powędrowały zatem do województwa łódzkiego, a w stolycy pozostały niedobitki. I Dziab, bo pisała dla was notkę i była out of cokolwiek jeśli chodzi o imprezy. Ale pewnie i tak bym nie pojechała do Łodzi, bo ruszać tyłka mi się nie chce. A zresztą po co, skoro impreza sama przyszła do mnie – od domu kultury (?), w którym odbyło się Chibimatsuri, dzieliły mnie całe trzy przystanki i jeden mecz Legii (ale to już z powrotem). Już kwestia biletów była ciekawym zabiegiem, bo każdy dawał przysłowiowe „co łaska”. Na miejscu okazało się, że z wysokością kwoty wiązały się też pewne profity: za 5 zł dostawało się przypinkę, za 10 zł przypinki bodajże dwie, za złotych 20 dwa plakaty lub wariant Kubełka Prezesa (żartuję, nie nazywał się tak) czyli plakat, breloczek oraz przypinka, a powyżej 40 – koszulka. Ponieważ świadomie zrezygnowałam z zrzutki.pl na rzecz sypnięcia złotem na imprezie, jeszcze przed zapoznaniem się z ofertą dnia rzuciłam do słodkiej świnki-skarbonki całego Bolka (no, wielki piniądz, jak się ma całe 35 zł w portfelu, to nawet bardzo). A potem jeszcze świniaczka pogłaskałam, żeby mi się w życiu wiodło na kolejne konwenty, a co. No i w pewien sposób słodkie różowe prosię szybko mi się odwdzięczyło, ale o tym nieco później.

rozpiska
Plan atrakcji rodem z Lakonii.

Wiecie, rozumiem tych, co mówią, że Stowarzyszenie Animatsuri sobie samo zapracowało na tę stratę, że to ich wina i w ogóle, ale mam wiele dobrych wspomnień z tutejszymi konwentami oraz znajomych wśród organizatorów. To nie żadne wielkie przyjaźnie, jednak szkoda mi ich i chciałabym, aby robili dobre konwenty. I tu rzecz sprowadza się do pierwszej atrakcji, czyli panelu samego wesołego Rogera oraz clue całego spotkania, czyli „Animatsuri 2016 – co poszło nie tak?”. Niestety, że była to godzina 10 w sobotę, to Dziab się nie chciało popierniczać na samo rańco. A w ogóle panel musi się rozkręcić, pomyślałam. I trochę się przeliczyłam, bo jakieś informacje mi koło ucha przeleciały, a ja sama trafiłam na moment, kiedy Roger i Cobra przerzucali się dziwnymi argumentami na temat fandomu m&a oraz ich płynności finansowej. No, ale jajca były, byłam ukontentowana. Sensacją oczywiście nie będę, kiedy napiszę, że wszystko rozbiło się o małą frekwencję, natomiast ważniejszą kwestią było to, dlaczego była ona słaba. Cobra skłaniał się do teorii, że dużo pięter = małe zainteresowanie, no bo ludzie to leniwe stworzenia są, że w obecnych czasach konsumpcjonizmu oraz fast foodów tylko czekać, aż poza szybkim żarciem w pakiecie dostaniemy karmienie gratis. Tylko skąd ten lud miał wiedzieć zza wczasu o tych czterech piętrach, to ja nie wiem. Ponadto problemem ma być też ilość warszawskich konwentów/konwentów w ogóle, które odbywają się w ciągu roku. Młodzież, czyli trzon fandomu, mimo wydawania milionów monet na przypinki, nie jest chętna, aby kupować drogie bilety na same imprezy. Jeśli nastolatki już muszą, to jadą na taki konwent, gdzie jest maksymalnie dużo atrakcji i ludzi w jak najmniejszej cenie. No i gadanie o Maczku, czyli dotychczasowej szkole konwentowej, jako miejscówce, która znudziła się ludziom. Mimo swej wielkości, stolyca wcale nie obfituje w duże szkoły, które byłyby chętne na wynajem dla jakichś dziwnych ludzi oglądających jeszcze dziwniejsze bajki, a jeśli już jakaś się znajdzie, to zwykle ma zbyt wygórowany stosunek ceny do wielkości. I stąd po przeliczeniach opcja z Centrum Konferencyjno-Szkoleniowym nie wydawała się taka głupia. Dowiedziałam się też ciekawej rzeczy, że pamiętny rok 2012, który zapisał się jako najtragiczniejszy w dziejach konwentów, był spowodowany pewnym porozumieniem się Małopolskiego Kuratora Oświaty z Kościołem. Czemu o tym mówię? A bo to między innymi to spowodowało, że Miohi przeniosło się na hale EXPO, a teraz Warszawa stara się być na bieżąco z trendami panującymi w fandomie. Long story short – Stowarzyszenie jeszcze nie składa definitywnie broni i będzie chciało rozwinąć nieco Animatsuri, aby był konwentem nadążającym za obecnymi wymaganiami, ale jednocześnie by wciąż był od mangowców dla mangowców.

giphy
I’ll be right here waiting for youuu~

Ufff, naprodukowałam się. To teraz krócej – po szybkim kursie bycia mangowym finansistą w weekend skierowałam swe kroki do kolejnej sali, gdzie odbyły się dwa konkursy: openingów i endingów u Haruki oraz „Co to za wilk?” u Wolfa. Normalnie na konwentach możliwość przebicia się na konkursach muzycznych jest tak nikła, że można od razu założyć sobie na szyję kartę „przepraszam, że żyję”, natomiast na Chibimatsuri Dziab w duecie z Wolfem zajęli pierwsze miejsce! Uradowana z tego niezmiernie i w szale sukcesu postanowiłam zaryzykować też z wilczkami i… znów się udało. Nawet jeśli moja wiedza była mniej niż porażająca. Dlatego tym bardziej ucieszyłam się  na widok anijenów, które tak prostym sposobem przytuliłam do się. Serio, jak to przeliczyć na hajsy, to „konwent” mi się zwrócił i jeszcze trochę. Trzymam kciuki za Hellcon, to wtedy na pewno wymienię je sobie na coś ładnego. Ha, opłaciło się to oglądanie każdego badziewia, które się nawinie przez nyaa.com. W nagrodę zafundowałam sobie zwycięskiego drinka z bubble tea (moje pierwsze w życiu, fajne było, zielona herbata + syrop ananasowy + kulki mango) i ciacho karmelowe. Zadowolona jak mało kiedy podreptałam z powrotem do sali 2 na panel o yaoi, na którym prowadzącą ponownie była Haruka. Yep, Dziab nie odmawia sobie nawet takich rzeczy. Zresztą, Haruka z niemałym zadowoleniem zauważyła, że ostatnio trend w yaoicach jest bardzo pozytywny. Zamiast hurr durr dzikich seksów, autorki częściej skupiają się na sferze obyczajowej, co widać między innymi po ostatnich premierach wydawnictwa Dango, a w anime obserwowany jest znaczny skok jakości, jak chociażby w kinówce „Kolegów z klasy”. To ostatnie jest podobno naprawdę świetnie zrobione, nie mogę się doczekać, aż obejrzę. No i jakość też się podniosła, ku smuteczkom ludzi wyłapujących straszne anatomiczne ufoki w yaoi. Czyli, jak się okazuje, wszystko jest dla ludzi.

tumblr_nbvh33j5ck1thjidko1_500
Dla mądrej wilczycy Horo konkurs o jej pobratymcach to byłaby pestka.

Podsumowując – mimo tych dwudziestu atrakcji na krzyż impreza była jedną z lepszych, na których byłam. Autentycznie. Do mistrzów elokwencji nie należę, więc na większych konwentach raczej nie często wypowiadam się podczas dyskusji, ale na Chibimatsuri jakoś takoś było mi łatwiej przy tych dwóch osobach na panel. No i tak zawężony program był prawdziwym zbawieniem, bo zamiast łamać sobie głowę nad tym, gdzie by się wybrać, człowiek miał tak naprawdę z jedną sensowną opcję i bez szemrania na nią szedł. W ogóle najmilej wspominam takie atrakcje, na których byłam z przypadku (np. na figurkowym na jakimś starym Animatsuri, chociaż w ogóle mnie to nie interesowało). Wy pewnie wiedzieliście o tym od dawna, ale ja nie, dlatego cieszę się z odkrycia tylu rodzajów magii małych, lokalnych spotkanek. Mimo to na konwentach istnieje zło niepojęte i długowieczne bardziej niż Sauron – czy to impreza na dwa tysiące osób, czy na dwadzieścia, zawsze trafią się jakieś żeńskie jednostki sprytne inaczej, które zamiast skorzystać z całkiem przestronnych kabin, wolą zamknąć całą toaletę, by się przebrać. Zawsze.
Nie obraziłabym się, gdyby takie Chibimatsuri trafiało się częściej, choć tę niszę w pewien sposób zagospodarowują piątkowe panele w Centrum Komiksowym Yatty (na których też dwa razy miałam przyjemność być). A sama formuła chyba się sprawdziła, bo na podreperowanie pokonwentowego budżetu udało się zebrać 2155 zł. Jeszcze parę takich weekendów i hajsy naprawdę będą się zgadzać.

A póki co widzimy się na Hellconie, 10-11 grudnia.

~Dziabara

Reklamy

12 komentarzy do “Pypcio-konwent z mikro-płatnością, czyli słów kilka o Chibimatsuri

  1. Oh fug, mogłam przyjść i Cię pomiziać, demyt :| Zapomniałam zupełnie o tej imprezce, bo z MFK zrezygnowałam świadomie, nie bede się tłuc do Łodzi nawet dla McClouda i KRLa. Bo komiksiki kupię w ulubionym sklepie, w końcu mieszkanie w stolycy popłaca.
    Szkoda, że Animatsuri aż tak bardzo nie wyszło – Roger to trochę buc, ale to nasz buc i nadal go lubię :< Wyjaśnili, czemu Magnificon z podobną organizacją (hala expo + szkoła na noclegi z autobusami do niej) wypalił, a Animatsuri nie?
    Widzę, że nawet atrakcje tu były interesujące, czemu Aldar nie robi fajnych paneli na Animatsuri a na Chibi już tak xD
    Okej, dopiszę Hellcon do kalendarza i może tego już nie pominę :3

    Polubienie

    • Nununu, ja nie wiem, czy następnym razem pozwolę… jasne że pozwolę! Jeeej, senpai jeszcze z czasów acepa mnie zanotowała :3 Jeśli tylko Hellcon będzie ci po drodze, to oczywiście, że chciałabym się z tobą spotkać. Będzie klawo jak cholera.

      Jak dobrze znaleźć kompana mówiącego we wspólnym narzeczu starych dziadków. No właśnie stolyca zapewnia wszystkie udogodnienia i wręcz wspiera książkowy zakupoholizm, więc konwenty to ostatnie miejsce, gdzie mam chęć się zaopatrywać.

      O ile mnie pamięć nie myli (choć wprost to tego i tak nie stwierdzili), to Magni jest już właściwie nie konwentem, a targami, więc spory zysk oraz zachętę dla ludzi stanowią wystawcy. Miejsce powoduje, że firmy chcą przyjeżdżać i się wystawiać z towarem (no bo w jakiejś szkole, choćby najładniejszej, to jednak nie ma odpowiednich warunków/prestiżu/przebicia/sensu). Same hale EXPO prezentują się lepiej i sensowniej niż Centrum Konferencyjne z Animatsuri – może jednak argument z dużą ilością pięter na dłuższą metę ma sens? Zachętą jest też EuroCosplay, koncerty całkiem znanych japońskich wykonawców… Natomiast czy pierwsze Magni robione w halach było sukcesem to nie wiem.

      No to trzeba będzie go szturchnąć przy najbliższej okazji :) Ale nie wiem czy to zwykle nie jest podyktowane motywem przewodnim konwentu.

      Polubienie

      • Jezusie, Ty też z Acepa? To tłumaczy czemu średnia wieku moich znajomych to 60, jak sami Acepiarze wokół ._. Pewno, że zanotowałam, Twoje dołączenie do Lemurilii to jedna z najlepszych rzeczy w internetach od czasu krojonego chleba CZEKAJCO
        Jedyny zimowy konwent na którym w życiu byłam był pierwszy Mokon, dzięki niemu odnowiłam kontakt z facetem, który dziś jest moim mężem, więc zaczekam na informacje, czemu nie.
        Życie w stolycy ma swoje minusy, muszę jechać do rodzinnej wiochy żeby kupić mężowi skarpetki a sobie sznekę z glancem ;_;
        Na konwentach mango kupuję tylko jak jakaś supermega promocja, a tak skupiam się na pluszakach i innych itemach, których nie dostanę w jednym z pierdyliona sklepów. Nawet jeszcze nie byłam w tym centrum Yatty xD
        A fakt, wystawców na Magni było całe mnóstwo i hala z nimi była takim centralnym miejscem konwentu. Ciekawe, ile kto zdziera :3
        O, Aldar nawet odpisał mi na Acepie żebym mu podrzuciła jakieś ciekawe tematy w takim razie, taki sprycioch z niego xD

        Polubienie

        • Późny acep, ale acep. I to jeszcze za czasów, kiedy normalnie funkcjonował, a jedynymi niusami nie były podsumowania Vulcana. Poza tym nie wypowiadałam się prawie wcale. Jednak pewnego awatarka z liskiem z „Okami” to trudno było nie kojarzyć :)
          Tam zaraz 60 – dojrzałe 50, a duchem to nawet 49!
          Stahp ju, czuję się głupio… Uch, znaczy, przyjaciółka zawsze mnie łaja za takie zachowanie… Dziękuję ci ślicznie i będę starać się jeszcze bardziej. Podwójnie dziękuję i przepraszam,czytałamostatnidwutygodniowybiuletynprzepraszam…
          Czyli jednak ma sens szukanie zdesperowanego mangowca na konwentach (z całym szacunkiem dla twojego męża, ale mój może być zdesperowany). To dobrze, przywracasz mi wiarę w sens moich szalonych działań. U mnie w sumie tak samo, wszelkie ciuchy kupuję w rodzinnym zadupciu, bo nie kosztuje mnie to milionów monet za byle szmatkę. A że rodzice prowadzą gospodarstwo, to słoik jest ze mnie pierwszorzędny.
          Centrum Yatty raczej nie ma w sobie nic ciekawego względem cen, można pójść raz i sobie zwiedzić, ale od myszy dostałam cynk, że potrafią tam mieć japońskie tomiki za dwie dychy. Co kogo jara, ale jak by było coś z ładnymi obrazkami, to czemu nie.
          No popatrz, acep się jeszcze przydaje :) Kuj żelazo, póki gorące, to może faktycznie będziesz miała po co wybrać się na Hellcon.

          Polubienie

          • TO NIE JEST LISEK ANI KOTEK TO WILK OMG COFAM WSZYSTKIE MIŁE SŁOWA KIEDYKOLWIEK REEEEE
            No mój mąż był megazdesperowany, dude, ożenił się ze mną w końcu ;)
            Centrum Yatty mnie ciekawi głównie bo jeszcze tam nie byłam i bo duże, no i Yanek osobiście zapraszał (akurat tydzień po otwarciu go spotkaliśmy na mieście, a że przyjaźni się z mężem już od warszawskich spotkań mangowych lata temu, to głównie o nim opowiadał na pytanie co u niego :)

            Polubienie

            • BUAHAHAHA, TO BYŁA SPRYTNA PROWOKACJA, ŻEBY CIĘ WYPROWADZIĆ Z RÓ…
              …sorki, mój błąd .3. Nazwa powinna mnie naprowadzić, a jednak pomyślałam, że takie małe, białe i niewinne to chyba lisiątko. Przepraszaaaam.
              Gadanie :P Megazdesperowani już woleliby 2D waifu.
              Po tym jak zobaczyłam mangowy sklep w Madrycie to warszawska Yatta nie jest tak imponująca. Ale i tak jest ładne, uporządkowane, no i znajduje się tam multum figurek i gadżetów do podziwiania, więc zajść choć raz na pewno warto. Może przy okazji jakiegoś panelu, które odbywają się w piątki? Na fejsie jest grupa, na której można śledzić, co w danym tygodniu się odbędzie (ostatnio było o Sherlocku).

              Polubienie

              • Spoko, w sumie w samej grze jest sporo zwierzaków o tym samym schemacie kolorystycznym i jeden lis też, taką bardziej ostrą mordę ma (plus dziewięć ogonów).
                Why not both? Mój nie zrezygnował z 2D, ja zresztą też nie. Grupa ludzi szczerze wierzących, że samotność z 2D jest lepsza niż łączenie istnieje, ale jest dość mała, wymaga jednak pewnych nienaturalnych ciągot.
                O tak, ja niedawno zwiedzałam mango sklepy w Berlinie, daaayum!
                Bardziej nie mam okazji tam wbić, bo mieszkam z dala od centrum i rzadko mam po co się do niego wybierać – na zakupy komiksowe jadę po wypłacie a potem wiozę kilogramy do domu, nawet w Arkadii rzadko bywam mimo że jest niedaleko pracy.
                Rzucę okiem na te panele, dzięki za protip :)

                Polubienie

  2. Ha… szczerze mówiąc, to ze swojej strony muszę powiedzieć, że rozumiem czemu internetowa zrzutka nie cieszy się zbytnim powodzeniem, a Chibimatsuri zebrało pieniądze. Po sobie wiem, że (dajmy sytuację analogiczną mniej więcej) gdyby mi jakieś lubiane wydawnictwo, księgarnia ogłosiły „hej, mamy deficyt w budżecie, bądźcie mili i przelejcie złocisze”, to bym nawet nie zareagowała (ok, pewnie bym pomyślała że szkoda), natomiast gdyby dali informację o problemach i zachęcali do zwiększenia zakupów, to bym poszła przeglądać ofertę i pewnie zrobiła zamówienie. Słowem – pomoc okej, ale… no.

    Także całkiem możliwe, że faktycznie, jeszcze kilka takich Chibimatsuri (może w lepszym terminie…) i ta dziura się choć trochę zmniejszy. A powiedz, czy widziałaś może czy byli ludzie, którzy wychodząc jeszcze coś dorzucali? W sensie, dali na początku jakieś minimum, po czym uznali że w sumie jednak fajnie się bawili i uznali że warto z przyzwoitości dopłacić, choćby i nie dostawać za to gratisów?

    Dziab, czemu w relacji nie wspomniałaś o rzucie moherem, czy nie byłaś na rzutach moherem, czemu nie poszłaś na rzuty moherem? Jak takie coś można ominąć D:

    Polubienie

    • To prawda. Jakkolwiek Januszowe podejście to nie jest, też uważam motyw „dam więcej za choćby symboliczną rzecz” niż „daj” niczym mewy z „Gdzie jest Nemo”. I dlatego takie triumfy u mnie święcą kominiarze, który co rok chodzą po ludziach i w zamian za papierowy kalendarz zawsze wydębią pięć złotych, bo przecież jak i tak wciskają, no to chamsko będzie nie dać coś w zamian (przysięgam, następnym razem im nie otworzę, bo na jajco mnie kartka bloku A4 z paskudnym kalendarzem).

      Teraz to pewnie i tak już po ptokach z terminami, bo jak Hellcon za dwa miesiące, to pewnie większość sił przerobowych pójdzie na organizację większej imprezy, ale tak, potencjał jest. Warszawa duże miasto, a nawet do tej pory nie miało takich spotkań. Chciałabym ci powiedzieć jak z tym dorzucaniem się, ale nawet nie przyszło mi do głowy, żeby podejść i zapytać jak idzie zrzuta. A zauważyć nie zauważyłam, raczej jak już ktoś miał za dużo pieniędzy, to kupował coś w sklepiku konwentowym lub żarełko w bufeciku.

      Czy ja wyglądam na aż tak starą, żeby posądzać mnie o moherowe zainteresowania? No co ty, to była akurat atrakcja o 10. Gdybym miała tyle zaparcia, żeby wstać odpowiednio rano, to bym była na całym panelu Rogera. Ale w sumie przy najbliższej okazji muszę się wybrać na nową atrakcję :)

      Polubienie

    • Na malutkie imprezy taka forma opłaty wydaje się być naprawdę spoko. Pomysł z rosnącymi od kwoty gratisami może skłonić nawet bardziej opornych gadżetomaniaków, żeby samą organizację konwentu też wsparli pieniądzem :)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s