Fairy Fail, czyli top 5 największych odpałów Mashimy H.

Skoro bliczowa notka cieszyła się sporym powodzeniem, postanowiłam pójść za ciosem i przedstawić wam kolejnego wielkiego shounena, któremu trochę nie po drodze jest z jakością. Okazja jest ku temu znakomita, bo właśnie temu jednemu z bardziej topowych tasiemców stuka równo 500 rozdziałów. Wydawałoby się, że żeby naprodukować tyle materiału to trzeba mieć łeb jak sklep oraz nie lada pomysł na fabułę, ale najwyżej, czym może poszczycić się Mashima, to niewysłowiona chuć do cycków i nakama power. Nie no, w sumie to też jest jakaś sztuka, żeby jeszcze się nie znudzić tymi samymi zagrywkami, stosowanymi od 10 lat i odwołującymi się do najprostszych emocji dojrzewających nastolatków, ale na mnie takie wątpliwe sukcesy nie działają, bo nie jestem ani młoda, ani napalona na magiczne boobsy. Dalibóg, chciałabym być młoda i napalona, ale jestem tylko starą torbą z Polski!
Więęęęc… karnawał pojazdów po Fairy Tail uznaję oficjalnie za rozpoczęty.

tumblr_ny0uulFx5Y1taiiq3o1_500
Złotousta Lucy.

 

1. Humor podszyty fanserwisem

Mogłabym od razu zacząć wyliczankę z grubej rury i nazwać Mashimę zwykłą szowinistyczną świnią, ale to chyba byłoby stwierdzenie na wyrost. Autor mangi chyba nawet nie do końca zdaje sobie sprawę, jak bardzo seksistowskie zaczynają być jego cyckowe zagrywki. Śmieszne to mogło być pięćdziesiąt tomów temu, kiedy Taurus mówił, i tylko mówił, o „wymionach” Lucy, ale zabawnie przestało być w momencie, kiedy te gołe atrybuty poszły w ruch (o ile można tak powiedzieć – przeca to nie kule armatnie). A konkretnie podskakująco-dyndający ruch. Zresztą, tu nie chodzi o to, żeby kwadratowe męskie tyłki zaczęły bansować równie często co jędrne pośladki pań, ale żeby humor przestał być jedną wielką gadaniną o dupie Maryni. W tym przypadku nawet przenośnia nie jest wystarczająco przenośniowata.

Nie wiedząc czemu, najśmieszniejszą częścią wielu żartów ma być pisk bohaterki i/lub śliniący się na to bohater. Serio, panie Mashima? Serio? A po ilu spadających ręcznikach ty przestaniesz się tym rajcować? Przecież to zakrawa o porównanie z tymi nieśmiertelnymi kowadłami spadającymi na Kojota, stosowanymi tak często, że populacja prawdziwych kojotów zdechłaby już ze trzy razy. Ponadto nurtuje mnie, czy po tylu sytuacjach któraś z pań naprawdę jeszcze potrafi odczuwać zażenowanie, że koledzy widzą ją nago. Oni się chyba napatrzyli więcej niż niejedna rodzona matka. O ile Erza przez wzgląd na typ jej magii chyba od zawsze miała takie rzeczy w de (żarty o tyłku przy mówieniu o fanserwisie, hłe, hłe, elo-kwencja, Dziab taka śmiszna), to już taka Lucy powinna tony rozerwanych ciuchów temu uodpornić się na bycie dorywczą striptizerką. Na czytelnikach na pewno nie robi to takiego samego wrażenia jak kiedyś. Ba, nawet hejtować się nie chce, bo to też się zrobiło nudne i powtarzalne.

tumblr_inline_nv1kxx6wwd1tn8amd_540.jpg
A teraz rączka do góry ci, którzy myśleli, że ten ogon będzie służył do czegoś innego.

Mashima o damskiej części publiki oczywiście nie zapomina i regularnie serwuje jak nie rozbierającego się bez powodu Graya, to w przypływie hardkorowej twórczości gołego Ichiyę, czyli koszmar senny wszystkich, ze szczególnym uwzględnieniem Alibaby z Magi. Szczytem męskiej fanserwisowej okazji była chyba sytuacja ze smokiem Zirconisem podczas Eclipse Arcu, kiery potwór stwierdził, że lubi jeść ludzi, ale ciuszki utrudniają trawienie, więc magicznie pozbawił wszystkich ubrań. Może gdyby czar ogałacania nie była absolutnie najczęściej stosowaną magią w mandze, to byłby z tego całkiem przyzwoity żarcik, ale na stan trzystu trzydziestu rozdziałów takich akcji było już mnóstwo. W tym momencie stwierdzam, że najlepiej zarabiającą profesją w świecie FT jest zwyczajnie krawiec.

Favourite
Dla mnie konkurencję wygrywa drugi pan z prawej, tak, ten który wdzięcznie zasłania sutki.

Słabe dowcipy to jedno, ale słabe dowcipy użyte w nieodpowiednich miejscach to drugie. Nie wiem, czy w sam środek walki z przepotężnymi smokami w celu zapobiegnięcia eksterminacji ludzkości jest odpowiednim miejscem, aby wtrącić gdzieś golaska albo pięciuset. Właściwie to zrobienie tej mangi w konwencji jaskiniowców byłoby o wiele sensowniejsze (i najgorsze jest to, że Hiro już wpadł na ten pomysł przy bonusowym rozdziale…), bo nie trzeba by tracić kadrów na pokazywanie procesu zdzierania ubrań. Póki co takiemu zabawianiu mnie, czytelnika szukającego rozrywki prostej, ale nie pierwotnej, mówię stanowcze „nope”.

 

2. Nikt nie ginie. Nikt. NIKT.

Myśleliście, że to w Naruto albo Bleachu bohaterowie kurczowo trzymają się życia jak emerytka okna? To nie znacie potęgi Fairy Tail. W tej pierwszej mandze do czasu Wojny Pięciu Armii Czwartej Wielkiej Wojny Shinobi dobrych trupków było całkiem dużo – a ciepły grajdołek przytuliło pół Akatsuki, a to Itachi, a to Jiraya. Nawet na słabym końcu zdarzyły się zgony w postaci Nejiego czy Shikaku. W Bleachu zginęli m.in. Gin, Ulquiorra czy dziadek Yama. Nawet pacyfistyczny One Piece miał swoje wielkie śmierci. A w FT? Zaraz, niech pomyślę… a tak, z nie-randomów zginął jeden jedyny Hades, kilka smoków, uważanych przez większość mangi za prawdopodobnie martwe, no i cała gildia Tartaros, ale to były wymyślone demony z książeczki, narodzone tylko po to, żeby ktoś je sklepał (khyfairytailkhy), więc who cares.

Fairy-Tail-356.png
Dobra, chłopaki, zbijamy się w stadko i wyglądamy mhrocznie, a potem idziemy dać się przerobić na mielonkę.

Za to o wskrzeszeniach można by mówić bez końca. „Z martwych” wróciła Lisanna, która tak naprawdę została przeniesiona do alternatywnego wymiaru. Lwią część tytułowej gildii już spisywano na straty, bo zaatakował ich najsilniejszy smok świata, Acnologia, ale lol, nie, nastąpiła teleportacja siedem lat w do przodu i wszyscy są szczęśliwi. Pół świata z Fairy Tail na czele zginęła w przyszłości, bo zły kolega z innej gildii chciał rozdupczyć wszystko za to, że zdechł mu kotek (serio), ale nie, bo Fairy Tail. Zresztą, kotek też przeżył. Utracony na zawsze miał być kontakt z Aquarius, jednak to „pożegnanie” nie trwało nawet rok. Martwe tak bardzo, że aż puszczono im flashbacki, powinny być Wendy i Carla podczas akcji z Face, ale przybył rycerz-fetyszysta-loli i ocalił je w ostatniej nanosekundzie. Martwy już niemal był Happy, co macie na załączonym obrazku. Przeżyła Ultear, która zestarzała się tak mocno, że jedną nogą niemal stała nad grobem, bo jakieś dwa arci temu… wskrzesiła połowę absolutnie martwego Fairy Tail. Duuuh. Tymczasem z Ultear kilkanaście rozdziałów temu znów było wszystko cacy, zero cellulitu, dupcia jak przeszczepiona, a kostium obcisły, że Mashima tylko przebiera palcami u stóp, bo będzie mógł rysować kolejne wyuzdane pozy ze szklaną kuleczką. Nawet jeśli było to tylko na chwilę, to i tak jest to rozwiązanie z tyłka wzięte i może być powtórnie zastosowane przy innej okazji. Swój czas antenowy (jako projekcja myśli, ale jednak!) znów dostali kumpel Erzy, który miał być martwy od pierwszego większego arcu mangi, oraz Ur, nauczyciela Greya. Nawet Gajeel, który ze dwa miesiące temu został zmieniony w złą energię i wessany do piekła, już w następnym rozdziale znów był cały i zdrowy. Tymczasem w 499 rozdziale zmarła Juvia. No to pobawmy się w obstawianie, ile jej zajmie powrót do żywych – ja daję maksymalnie dziesięć.
Jesteście zmęczeni tą wyliczanką? I bardzo dobrze, bo to właśnie odczuwają czytelnicy od prawie pięciuset rozdziałów.

fairy-tail-4600931
Brokuło-Happy czyli jak działa plot-armor w pojedynku ty a wielka, niosąca zagładę bomba.

 

3. Fabuła podszyta fanserwisem

Będę brzmieć jak zdarta płyta, ale Fairy Tail już dawno opuścił ramy shounena i teraz jest ostrym ecchi, które udaje, że jest przygodówką. I robi to kulawo. Od kilku arców główna gildia nie robi nic innego, tylko klepie kolejnych złych, którzy chcą zniszczyć świat. Różnica polega jedynie na tym, że badassami są raz członkowie mrocznej gildii, innym razem… członkowie mrocznej gildii, a raz demony… które są zrzeszone w mrocznej gildii. A w obecnym arcu biją się z magami z kraju-gildii. Duuuh. No tak, przecież nic odkrywczego dziać się nie musi, żeby rysować skaczące cycki i rozrywające się od byle magicznego ataku ciuchy. Wystarczy tylko, aby przeciwnik był wystarczająco zły i chętny, by robić zbereźne kuku żeńskiej ekipie. To paskudne, że zamiast podnieść jakość fabuły, która jest przewidywalna jak pomidorowa na obiad po dwóch dniach rosołu, Mashima woli narysować kilka pikantnych scenek rodem z piwnicy sadysty z Erzą w roli głównej.

fairy_tail_ch365_p11.png
Tentakle i BDSM i mandze na nastoletnich chłopców. Yep. Fairy Tail.

Podam wam doskonały przykład z rozdziału 478 jak bardzo walki są podyktowanie cyckami lokalnych bohaterek kobiecych. Była taka walka między Natsu, Happy i Lucy a jednym z wrogów władającym mocą wymazywania i wyczuwania. W pewnym momencie złodupiec powalił Natsu na dechy, przygniótł kolanem i już miał na widelcu bezbronną Lucy gdy… wiecie, co zrobił? Wymazał ją? Nieee. No to może jakoś tak finezyjniej – wymazał powietrze, żeby umarła w mękach? Nieee. Wymazał nogę dziewczyny, żeby krew sika… nieee.
Wymazał ciuchy. Ciuchy. Dafuq.
Zostawił Lucy w bieliźnie, żeby Natsu mógł ponapawać się bezeceństwem koleżanki, jednak sam złodupiec, zawstydzony widokiem rozebranej kobiety, odwrócił wzrok. A wtedy Natsu i Lucy jeb mu z dzidy. Koniec~
Nie chcę używać żadnych niecenzuralnych słów, ale ja je… rzyny kroję! Ktoś tu sobie chyba jaja robi. I tak jest regularnie. Nie ma jak dać kolejnego power-upa znikąd, więc przeciwnik sam się osłabia, tworzy gag i jeszcze jest okazja do narysowania półgołej panienki. Arrrgh! Najgorsza kompilacja według Mashimy. Tak, w Fairy Tail dwie rzeczy są niezmienne: że tytułowa gildia wygra ze wszystkimi oraz że ilość cyca na metr bieżący mangi będzie fapastyczna.

 

4. Wszystkie złodupce nasze są~

Nakama power zaczęło zbierać swoje słitaśne żniwo już w Naruto, ale nawracanie przeciwników na ścieżkę dobra i sprawiedliwości gildia Fairy Tail wydaje się mieć obcykane nie słabiej niż pewien pomarańczowy dres. Jeśli nie pomaga wyciągnięcie na światło dzienne jakiejś Traumy z Dzieciństwa, to zawsze pozostaje stara, sprawdzona piącha i wklepanie przeciwnikowi do twarzoczaszki kilku zasad zdrowej przyjaźni. A jeśli przeciwnik wzbrania się tak bardzo, że nie ma dla niego nadziei, wtedy w mowie pożegnalnej uznaje siłę maga z Fairy Tail (bo któż inny ma zezwolenie na klepanie złodupców?), po czym ginie jak ostatni random. Chociaż… wtedy patrz punkt drugi mojego posta. Nigdy przecież nie wiadomo, kto na rozgrzewkę nie wypił Powerade’a, który pozwoli mu powstać do walki za arc lub dwa.

fairy-tail-5434855
Powyżej Minerva-och-jestem-taka-zła-kopię-protagonistów-po-nerkach, a na dole… tak bardzo coś nie wyszło.

Nawracanie przeciwników na tęczową drogę jednorożców to jednak nie jedyne znaczenie tytułu tego podpunktu. Możemy jeszcze rozpatrzeć ją bardziej dosłownie. Źli magowie są nie tylko często przyjaciółmi lub członkami tytułowej gildii, ale potrafią być nawet połączeni więzami krwi. Oczywiście motyw z rodziną po przeciwnej stronie barykady jest stary jak koncepcja kibla, ale nie każdy jest Odą, żeby robić to w ciekawy, nienachalny sposób, ani Georgem Lucasem, żeby zbijać na tym kokosy. Preludium takich rodzinnych konfliktów mieliśmy już w arcu, kiedy Laxus, wnuk mistrza FT, rozstawiał po kątach swoich kolegów z firmy. Całkiem niedawno zaserwowano nam powrót ojca Graya, który był jednym z demonów gildii Tartaros. Bardzo wyraźne hinty mamy ostatnio na matkę Erzy, czyli przepotężną i złą maginię Eileen. Wszystko to jednak przebił główny zły całej serii (zaraz za Acnologią, ale ten pewnie też okaże się jakimś pradziadkiem Ichiyi, bo czemu nie) – Zeref. Najstraszniejszy ze strasznych magów, tak mroczny i zimny drań, że mała czarna z lodówki jest cienką lurą, okazał się być bratem najpogodniejszego idioty tego uniwersum, Natsu.

74f94f489562b63c4a83c7d3045852fb
A mógł zabi… znaczy, mógł powiedzieć, że jest ojcem (i to wciąż byłaby prawda).

Wieść gminna niesie, że żaden z nich nie może żyć, jeśli drugi zginie. Taaak, nic tak nie dodaje aromatu taniego dramatyzmu jak konieczność sklepania własnej rodziny pod groźbą sklepania samego siebie. Dorzućmy do tego jeszcze cierpką posypkę z informacji, że Mavis, założycielka gildii Fairy Tail, oraz Zeref byli kiedyś parą, a już producenci chusteczek oraz brazylijski kartel zajmujący się nielegalnym karczowaniem lasów amazońskich na wcześniej wspomniane chusteczki zacierają ręce na myśl o tych hektolitrach łez. Tylko że nie. Przecież w tej mandze zawsze, ZAWSZE wszystko kończy się szczęśliwie i kucykoponiaście.

 

5. Fanserwis podszyty… fansewisem?

Wybaczcie mi, że trzy punkty z tej topki wyglądają tak podobnie, ale właśnie gargantuliczna ilość fanserwisu jest największą bolączką Fairy Taila (zaraz za przewidywalną fabułą). Hiro Mashima ma doprawdy coraz dziwniejsze podejście do tego, ile kadrów w jego mandze powinna zajmować historia, a ile cycki żeńskiej części obsady. Im dalej jednak w mangę, tym zwykłe pantyshoty czy kuse bluzeczki przestały mu wystarczać, a ich miejsce zajęły dzikie fetysze i pomysły rodem z porno gazetek. Spanking, pejcze, lateks, macanki, samorozpadające się ciuchy, kąpiele w ilościach hurtowych, macanki, kajdanki, tentakle, macanki, pozy żywcem wyjęte z kamasutry, tańce na rurze, kocie uszka, wspominałam już o macankach?

Często cycaste kadry nie mają nawet związku z tym, co się obecnie dzieje w fabule. Wiecie, to nie tak, że Hiro nie umie rysować, bo umie, i to nie tak, że zdrowy cyc raz na jakiś czas nie jest zdrowy, bo jest (okej, sama się zaplątałam), ale on już dawno przekroczył jakąś granicę dobrego smaku i robi pikantne sceny tak po prostu, bo to flagowy motyw FT. Innego pomysłu na siebie po prostu nie ma. Dlaczego więc nie wolałby przerzucić się na rysowanie hentaiów, w których wreszcie mógłby puścić wodze fantazji tak, że aż by furkotały? Bo wciąż woli udawać, że w tym tasiemcu jest fabuła głębsza niż wanna Lucy? Panie Mashima, bujać to my, a nie nas.

Seen Enough
…to co ja mówiłam o tych tentaklach?

 

Czytam tego Fairy Taila, czytam, ale już zupełnie bez przekonania. Zdarzą się normalne kadry z epickimi magicznymi atakami, zdarzą się sympatyczne i romantyczne sceny z pairingami mniej lub bardziej oficjalnymi (to Mashima teoretycznie jeszcze umie), ale już nikt nie wierzy, że autor potrafi wykrzesać z siebie coś oryginalnego. Wydaje się, że ktoś jest martwy? Ta, jasne. Wydaje się, że Lucy wreszcie sama kogoś pokona? Zapomnijcie. Wydaje się, że w rozdziale żadna panna nie zrobi wyuzdanej pozy? Lol, nope. A może… a może jednak ktoś… ktoś jest w stanie wyobrazić sobie, że tytułowa gildia przegrywa? Serio, chyba cię Bóg opuścił, chłopie. Idź i ochłoń trochę, a jak wrócisz, to Natsu już wszystko pozamiata.
Taka to jest właśnie wspaniała manga, to Fairy Tail.

~Dziabara

Reklamy

18 komentarzy do “Fairy Fail, czyli top 5 największych odpałów Mashimy H.

  1. Dziab starą torbą? To co ja mam powiedzieć? ^^ Nikt nie ginie też w Dogsach, co zaczynało być trochę męczące. FT to nie moja para kaloszy, tentakle toleruję w dość ograniczonej ilości, zaś boobsy wolę w wydaniu gangsterskim np. w Wolf Guy: Ookami no Monshou.

    Polubienie

    • Względem targetu Fairy Tail? Wręcz prehistoryczną torbą zrobioną ze skóry dinozaura. Ale to tylko pod tym względem. No, głowa do góry, nie postarzamy się, nie postarzamy ;)
      Na pewnym etapie niektórzy autorzy nie mają dość jaj, żeby uśmiercić którąś ze skrupulatnie prowadzonych postaci, więc nawet ich rozumiem. Jednak irytujące to już jest takie bezsensowne uśmiercanie i wskrzeszanie, bo to zwyczajnie po chamsku oszukuje zfeelsowanego czytelnika.
      Oj, do takich piersi to nie ma co fapać. To są fabularne cycki, nieznane nastolatkom, nu…

      Polubione przez 1 osoba

  2. w sumie power of the cyc to żelazny kanon animu ;-) do tego stopnia że były już nawet mistyczne orgazmy dające moc bohaterce xDD a w ekstremalnym wypadku cycki rosły lub malały w miarę wzrostu mocy bohaterki xDD tak że autor tu prochu nie wymyślił raczej mocno się zainspirował innymi :) chyba że to żądanie wydawcy który mówi wiecie rozumiecie muszą być cycki bo one się sprzedają naszym targetem są młodzi napaleni hikimorii którzy wydadzą na to swoje $$ :)

    Polubienie

    • Ano jest, nie ma, że nie, cyc jak nic musi byc. Tylko wydaje mi się, że zwykle jest od tego jakaś jedna postać (nie wiem, Orihime, Hinata tak troszeczkę, Nami, i tak dalej) plus jakieś po drodze przypadki przypadkowe. Ale w FT wszystkie bohaterki są ogałacane równo i regularnie. Ja wiem, że hajsy się muszą zgadzać, ale to jest robienie tych nastolatków w konkretnego konia. Zrobi kilka gorących ujęć zamiast skupić się na fabule, pewnie się nie domyślą. No i okej, ale wtedy shame on him i życzę mu, aby nie spotkał go los podobny do Kubo. Bo czytelnik nie tuman… aż taki. Chyba.

      Polubienie

      • pożyjemy zobaczymy tzn .zobaczą ci co mangę czytają ;p cuda się czasami zdarzają i może nas autor zaskoczy jakimś super arciem w którym to nasza łucja aka lucy wszystkich uratuje jako super badass lub coś w ten deseń ;p chyba że będzie gorzej i następny zły będzie atakował mocą orgazmu lub czymś jeszcze głupszym ps.to nawiasem byłby temat na osobną notkę coś jak top 5 najdurniejszych ataków w shounenach :-D

        Polubienie

  3. Ta notka jest dosłownie wspaniała, mam dokładnie takie same zarzuty do tej mangi. Nie mam pojęcia, dlaczego ludzie tak się tym zachwycają, przecież Fairy Tail to jakaś porażka, zwłaszcza, jeśli chodzi o fabułę. Pozorna śmierć Erzy w jednym z początkowych arców też była niezła, nie można o tym zapomnieć XD
    Dobre cycki nie są złe, ale to jest jakieś przegięcie, w końcu mamy do czynienia z mangą skierowaną raczej do młodych osób. No i fadcynuje mnie to, jaki w zasadzie mamy klimat w miejscu, w któym toczy się akcja, bo jedni chodzą poubierani od stóp do głów (Juvia), a inni w zasadzie w samej bieliźnie.
    Nie zliczę, ile razy Jellial powinien już razy przejśc na tamten świat… Lubię tego bohatera, naprawdę, ale autor przegina.
    Ani przez chwilę nie wątpiłam w to, że z tej romantycznej sceny rozstania nic nie będzie i Żelazny Smok przeżyje :D
    Dodałabym jeszcze to, że w zasadzie nie ma wyjasnienia, dlaczego członkowie Fairy Tail pokonują swoich wrogów, po prostu Nakama Power, siła woli. Kurczę, to już Ichigo nie miał takich przypływów mocy z dupy, u niego to było przynajmniej czymkolwiek wyjaśnione, jakies treningi, ukryta moc po kimśtam, no cokolwiek! A tutaj nie ma tak fajnie, Erza płacze, leży na ziemi i zdycha, nie ma siły się ruszać, bo tak przeciwnik nad nią góruje, ale nagle podnosi się, siła woli i Nakama Power, a wróg lezy, ja pierniczę.

    Polubienie

    • A ja dziękuję za śliczny komentarz, omnomnom, jest o czym pohejcić, omnomnom.
      Zapomniałam o tej śmierci Erzy… na śmierć. Hłe hłe, No ale dobra – fakt, zapomniałam, tyle już tego wyświechtanego motywu było po drodze, że hej.
      Jasne że dobre cycki są dobre, no ej. Kobietą jestem i nic co jędrne nie jest mi obce. Cycek z samej definicji jest dobry, zdrowy naturalny i piękny. Ale nawet od czekolady się można pożygać, to czemu nie od fanserwisu? Od czasu do czasu zastosowany ma większą moc niż seria z karabinu. Przez dziesięć lat. Właściwie większe wrażenie na mnie już wywarła ta deklaracja Gajeela o chęci założenia rodziny i wychowania dzieci. W FT to romantyzm jest jakąś zapomnianą skamieliną.
      Oni mają pewnie dość umiarkowany klimat, tylko większość bab jest w stanie jednego wielkiego klimakterium/okresie godowym, więc się rozbierają każda wedle własnego zegara biologicznego.
      A tak, Jellial też już powinien być bardziej dead niż alive, ale kto autorowi zabroni? Oczywiście też nie mam nic do chłopa, jest nawet trochę ciekawszy niż te wszystkie nakama frajery, tylko już niech wreszcie się zdecyduje, o co mu chodzi z Erzą, bojaniemogęargh.
      Ani ja (choć zdębiałam na widok tempa, w jakim ożył). Tak samo nie wierzę w Juvię.
      No bo wszyscy kosiajom FT i tylko czekają, aż dotknie ich pięść miłości, coby móc oficjalnie złożyć podanie o dołączenie do gildii. Bo inaczej się nie liczy, pobite gary i o. Nie gadaj, Ichigo miał power-upy z dupy, no ale właśnie – skąd je chociaż miał, wytłumaczenie potrafiło być kulawe jak osiemdziesięcioletni kombatant, ale jednak. A Hiro to w ogóle uważa, że wzięcie głębszego oddechu wszystko załatwia.

      Polubienie

      • W ogóle to jest takie dziwne, że dla nikogo dziwne łażenie lasek w bikini i bieliźnie nie wydaje się w tej mandze dziwne.
        Słyszałam, że Juvia wróciła do życia, no to się robi już komiczne, a nie, przepraszam, to się zrobiło komiczne już jakieś 20 tomów temu. Przerażające, że nadal istnieje sporo fanów tego dzieła. Najśmieszniejsze jest, że w przypadku okładek rozdziałów Mashima się już z niczym nie kryje i otwarcie wstawia różne erotyczne rysunki z komentarzami.
        Calkowicie rozwaliła mnie okładka rozdziału 500, na której widnieje tekst ,,Będziemy dalej płonąć, więc napalajcie się!”, ja wiem, że to miało być nawiązanie do hasła Natsu i jego płomieni, ale kurczę, nie. Szczególnie biorąc pod uwagę to, że na ilustracji mamy cycki, cycki, cycki, klaty, klaty, klaty -_-

        Polubienie

        • przypomina mi się wypowiedź monkey puncha? w cindirela boy na końcu odcinka gdy postać żeńska pyta się ale czy ja na prawdę muszę każdy odcinek kończyć całkiem nago i ten z szelmowskim uśmiechem odpowiada mniej więcej tak moja droga to nie porno to wielka sztuka xDD

          Polubienie

        • A wróciła, wróciła, bo przypadkiem tuż obok przechodziła wszechmocna Wendy używająca uzdrawiającej magii… Ja cię sunę, stawiałam na dziesięć rozdziałów na wskrzeszenie (i tak dałam zapas), bo teraz miała być okrągła rocznica, myślałam, że Natsu z Grayem jednak zaczną nakamabójczą walkę albo akcja skupi się na Zerefie, stanie się coś wielkiego… nie. 500 rozdział i kwintesencja tego samego bullshitu co zawsze. Idealne na jubileusz.
          Na okładkach jest właśnie wszystko to, czego Mashima już nie daje wcisnąć nawet w postaci odczapowych żartów. To chyba właśnie na okładce któregoś rozdziału Erza tańczyła na rurze :x A najnowsza okładka taka genialna, tekst o napalaniu się, a nie dość, że jest słitaśnie, cycaście i fokle, to jeszcze oni są, kurna, pod wodą! To co, napalają się, żeby robić za wielką grzałkę? Gigantyczną rybią herbatę chcą ugotować?
          Nie umiem nie facepalmować przy FT, no nie umiem…

          Polubienie

  4. …a u mnie w domu nie robi się pomidorowej z rosołu, dojadamy go do końca ._______.

    Ah, Fairy Tail, Fairy Tail, aka „tytuł, za który M.W. chciała się nawet kiedyś zabrać, ale zobaczyła zbyt wielkie braki ciuchów i sobie odpuściła”. Po tej notce stwierdzam, że jednak nie żałuję.

    Ok, nie będę się upierać że wszyscy mają biegać w burkini, ale no też bez przesady. Jak sięgam po przygodówkę, to chcę klepania się po mordach, nie dzikich cycków z elementami nakama power.

    I… jak to ZAWSZE wygrywają? O_o To już nawet Blicz jechał schematem „ty mnie sklepiesz, trening, trening, trening, ja ciebie sklepię, dobra, dawać kolejnego i powtórzyć”. Jak to bez trupów? Ta wymienianka wskrzeszeń mnie w sumie bardziej skonfundowała niż zmęczyła (głównie temu że poza imionami głównych mało postaci tam kojarzę). Tam trza by prowadzić notatki żeby ogarnąć kto akurat żyje a kto dopiero wróci do życia…

    Szkoda mi trochę w sumie, bo sama koncepcja magów z różnymi umiejętnościami, typami magii mnie nawet ciekawi. Ale szczerze, nie mam dość samozaparcia żeby przekopywać się przez te opisane przez Ciebie tony fanservisu, żeby do tego co ciekawe dotrzeć.

    P.S. Tekst o krawcu jako najlepiej płatnej profesji – świetny. o/

    Polubienie

    • U mnie raczej też, tym bardziej że pomidorówka to tylko na mięsie kaczym (mniam!) lub świńskim (względnie mniam). Znam jednak podania ustne współlokatorki, że aby życie miało smaczek, po dniu rosołkowym, za którym nie przepada, musi być zupka zaprawiona.

      Chyba szkoda zachodu. Jeszcze z Bleachem to jest tak, że wiesz, do którego momentu polecać, bo to miało jakąś większą fabułę i jakiś wyraźny punkt spadku formy. Ale FT to jest w koło macieju powtarzanie schematu coraz to większego wroga i sama nie wiem, kto był po kim, bo każdy był równo szmacony przez Natsu i spółkę.

      Pozostaje mi tylko przytaknąć. Chyba Bleach był względnie zrównoważony pod względem fanserwisu (jeno żarty Kubo były o kant dupy potłuc), chociażby każda scena z Yoruichi aż opływała w seksapil, a nie tani cyc za pisiąt groszy kilo. OP też daje radę, ale jak kto lubi kreskę. Albo Lazurowy Egzorcysta, gdzie masz taką jedną konkretną babkę od soczystej piersi i basta.

      Nie chcę ci skłamać, że zawsze za pierwszym podejściem pokonują, ale tak, tam nigdy nie było przerwy na treningi (one same były, ale to przy okazji time skipów) i jak już się zetkną z wrogiem, to walczą aż do zwycięstwa. Najczęstrzym power-upem z dupy było zjedzenie jakiejś magicznej substancji, która nie odpowiadała pokarmowi spożywanemu normalnie przez głównego bohatera – zjada tylko ogień, no ale jak trzeba podkoksić, to jakimś cudem może zjeść też błyskawice czy kryształ. No a trupów to panocku ni mo; oczywiście nie licząc jakichś pojedynczych przypadków wrogów, co pojawiają się w danym arcu, nigdy wcześniej i nigdy później.

      Ano szkoda, szkoda! Tym bardziej że jest to świat tak inny od Harry’ego Pottera, a równie ciekawy i dość przemyślany. Gildie, zlecenia, łupanie złoczyńców czy potworów – na początku to było takie miłe czytadełko! Jak będziesz miała kiedyś okazje, to pierwszy tom czytnij sobie, zwłaszcza z superanckim tłumaczeniem Studia JG, jest spoko. Właśnie w posłowiu do pierwszego tomu czytałam, że pierwotnie Hiro miał pomysł, żeby zrobić mangę o gildiach przemytników i kto wie, może byłoby w niej więcej polotu i plottwistów.

      Dziękować :)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s