W kwiatkach im do twarzy – top 10 mang shoujo

To jak, pogadamy sobie dzisiaj o tytułach shoujo? Znienawidzony przez wielu gatunek skierowany dla młodych dziewczyn, które chcą się nauczyć co zrobić, by sempaj je zanotował? (Przy okazji, wiem, że „shoujo” nie oznacza gatunku, tylko widownię, ale weźcie mi już nie trujcie o to, bo takie nazewnictwo naprawdę ułatwia pisanie, no :<!). Oczywiście, kolejność topki jest mooocno umowna i lepiej traktować post jako zbiór przykładowych 10 tytułów, po które możecie sięgnąć, gdy akurat najdzie was ochota na sparkle i wielkie oczy. Kwestia tego co jest shoujo, a co nie, czasami jest delikatna (nie umieściłam tutaj Nany, mimo, że oficjalnie należy do tego gatunku – za silnie wiążę ten tytuł z josei), postanowiłam też podarować sobie tytuły CLAMPa, bo tam w kwestii widowni już nic nie jest. Rzecz jasna, wielu dobrych tytułów nie czytałam (choćby Służącej Przewodniczącej czy powszechnie chwalonego Uśmiechu Kanoko), czasami po prostu nie umiem docenić dobrego mango gdy mam go w ręku (przepraszam wszystkich fanów Dengeki Daisy!). Ogólnie, lista jest oczywista i zapełniona popularnymi tytułami, ale może akurat ktoś znajdzie coś dla siebie. Albo powód na to, by mi wypomnieć, że się nie znam i co ja w ogóle polecam, nie znam się i tyle :)

sho000
Gekkan Shoujo Nozaki-kun to nie shoujo, ale każdy pretekst, by je promować trzeba wykorzystać. Już lećcie mi oglądać! Ewentualnie, przeczytajcie najpierw coś z tej topki, by lepiej rozumieć padające tam dowcipy ;)

sho1

10. Akatsuki no Yona

Liczba tomów: 20+
Polskie wydanie: –
Anime: Tak (24 odcinki)

Beztroskie życie czerwonowłosej księżniczki Yony, jedynej następczyni tronu swojego fantastycznego królestwa, gwałtownie przerywa morderstwo jej ojca. Morderstwo dokonane przez jej ukochanego kuzyna, Soo-wona, który tym sposobem obejmuje tron. Dziewczyna, wraz ze swoim przyjacielem z dzieciństwa, Hakiem, ucieka ze stolicy i po etapie depresji postanawia odzyskać swoje dziedzictwo. Najpierw jednak musi zdobyć do tego odpowiednie siły – na szczęście istnieje pewna przepowiednia sprawiająca, że Yona dokładnie wie, jakich wojowników musi zebrać…

Tytuł, który przoduje w wielu rankingach najlepszych shoujo u mnie całkiem z tyłu – ale wciąż się łapie. Jeśli kojarzycie jeszcze Fuushigi Yuugi, to skojarzenia nasuwają się same – główna oś fabularna także opiera się o motywie „przed wyruszeniem w podróż by obić mordę uzurpatorowi trzeba zebrać drużynę”. Drużynę biszy, czego nie muszę dodać. Ogólnie jednak, serię czyta się bardzo dobrze i rozumiem zachwyty licznych fanów – postaci są przyjemne, akcja pomysłowa, a bohaterka, jak już się ogarnie, okazuje się całkiem niczego sobie. Najlepszym wątkiem mangi jest jednak główny zły – Soo-wonowi daleko do typowego schwarzcharakteru, a po kilku rozdziałach z jego perspektywy człowiek jakiś traci zapał do obalania go z tronu… Dzięki tej niejednoznaczności, seria wybija się ponad typowe biało-czarno fantasy. Bo ogólnie, jest to zwykła, ale solidna przygodówka z motywem reverse harem.

sho9

9. Mars

Liczba tomów: 15
Polskie wydanie: 15/15, Waneko
Anime: –

Licealistka Kira jest członkinią kółka plastycznego, w końcu malowanie to jej życiowa pasja. Nie licząc tego jest zwykłą, ale chorobliwie nieśmiałą licealistką – szczególnie płeć przeciwna wzbudza u niej chorobliwe napady strachu. Pewnego dnia poznaje Reia – typ szkolnej gwiazdy, przystojnego i dobrego w sportach, a szczególnie w swoich ukochanych wyścigach motorowych. Choć wątek miłosny takich przeciwieństw wydaje się bezpodstawny  łączy ich wiele, a szczególnie jeśli chodzi o traumatyczne przeżycia z dzieciństw i ciężkich relacji z rodziną. 

Opis brzmi pewnie strasznie niekonkretnie, ale w tym przypadku nie pomysł, a jego realizacja działa na korzyść mangi. Od razu podkreślam, że jest to jedna z cięższych (jak na shoujo) pozycji na tej liście. Bohaterowie mają smutne backstory, a fabuła, częściej niż chwile szczęście podsyła im kolejne kłody pod nogi. Na plus jednak, że zamiast typowych, shoujowych podchodów raczej szybko przechodzimy do konkretów w kwestii kto z kim ląduje w parze, ale to nie znaczy, że taki stan jest permanentny. Choć cała historia może dla niektórych być przedramatyzowana, to powiedzmy sobie szczerze, człowiek ma czasami sięgnięcia po jakiś lekki melodramat (tak, to całkiem dobre podsumowanie tej mangi). Dodatkowo, z własnego doświadczenia wiem, że jest to świetny tytuł dla nie siedzących w mandze znajomych (raczej płci żeńskiej), którym chcielibyście pokazać z czym jest manga, szczególnie, że w Polsce Mars wychodzi w europejskim sposobie czytania (od lewa do prawa w sensie). Testowane kilkukrotnie i z sukcesem :)

sho8

8. Rewolucjonistka Utena [Shōjo kakumei Utena]

Liczba tomów: 5 + 1
Polskie wydanie: 6/6, Waneko
Anime: Tak (39 odcinków + film kinowy)

Streścić Utenę… To stanowczo nie jest proste zadanie… Cóż, naszą główną bohaterką jest różowowłosa Utena, której marzeniem jest zostać rycerzem (biały koń w domyśle), ratującą księżniczki z opresji. Marzenie to ma szansę się spełnić, gdy dziewczyna trafia do liceum – niezwykłej placówki, rządzącej się własnym, oryginalnym kodeksem zasad. Jedną z bardziej niezwykłych reguł jest możliwość walki o „Różaną Oblubienicę” – niewiastę, która dla zwycięskiego szermierza staje się prywatną niewolnicą. Pozostałe składniki fabuły: lewitujące zamki, potwory gender, dużo, cholernie dużo róż, a w kinówce nawet przemiana w mahou samochód. Mówiłam, że streścić tu cokolwiek jest trudne? 

Dla niektórych to dzieło kultowe (szczególnie jeśli chodzi o anime), zasługujące na znacznie wyższą pozycję, mój zachwyt, choć obecny, trzyma się jednak w większych granicach (może dlatego, że historię znam przede wszystkim z mangi). Nie zaprzeczę jednak, że jest to seria fascynująca. Obfita w metafory dająca możliwość różnorodnej, indywidualnej interpretacji, choć nie należąca do nurtu shoujo-ai, często z nim skojarzona, przede wszystkim ze względu na więź łączącą Utenę i jej Różaną Oblubienicę Ancy. Jest to historia silnie inspirująca się Różą Wersalu, która sama ostatecznie stała się źródłem inspiracji dla kolejnych serii i zapisała się w historię mangi – choćby dlatego warto ją przynajmniej kojarzyć. A jeśli chcecie sami przekonać się o co tu chodzi, polecam zabrać się najpierw za anime i mangę, a dopiero w późniejszej kolejności za kinówkę. Tam to dopiero jest… jazda bez trzymanki… (ja z tym magicznym samochodem nie żartowałam).

sho7

7. Bestia z Ławki Obok [Tonari no Kaibutsu-kun]

Liczba tomów: 12
Polskie wydanie: 3/13, Studio JG
Anime: Tak (13 odcinków)

Shizuku ma w życiu prosty cel – być prymuską w nauce, zdać na dobrą uczelnię i zostać, tak jak matka, przodowniczką korpo zarabiającą góry hajsu. Choć przez wszystkie dotychczasowe lata nauki realizowała swój plan w 120%, wraz z rozpoczęciem liceum w jej życiu pojawił się Rywal, dziewczyna odkryła bowiem, że jej w nowej szkole jest ktoś kto zdobył więcej punktów w testach wstępnych niż ona, a w dodatku to jej sąsiad z ławki obok. Taka zniewaga, krwi wymaga! A przynajmniej podwojenia swoich wysiłków w nauce oraz obrzucanie nieszczęsnego kujona najbardziej pogardliwym spojrzeniem na jakie ją stać (Shizuku uważa bowiem zbyt jawne wyrażanie swoich uczuć publicznie czy w ogóle integrację z innymi ludźmi za stratę czasu). Gdy wreszcie poznaje swoje nemezis, które dotychczas nie raczyło zaszczycić szkoły swoją obecnością, jej zdumienie nie może być większe – Haru okazuje się bowiem daleki od wizerunku stereotypowego nerda. Co więcej, okazuje się znanym na dzielni obijmordą. A najgorsze – praktycznie od razu zakochuje się na zabój w głównej bohaterce. 

Czy to nie opis takiej typowej serii szkolnej, która zarówno może być źródłem nudy jak i znakomitej rozrywki? W tym przypadku mamy do czynienia z drugą opcją. Choć serii brakuje trochę przewodniej fabuły, a niektórych może irytować ciągłe zakochiwanie i odkochiwanie się głównej pary, Tonari to po prostu solidna szkolna obyczajowa komedia, z fajnym humorem i przesympatycznymi bohaterami, w tym z bardzo dopieszczonym drugim planem. Zimna i ambitna Shizuka i jej lekkoduszny geniusz Haru są strasznie przyjemnymi protagonistami, także gdy akcja skupia się a ich przyjaciołach ze szkoły i rodzinie, trudno się nie wciągnąć. W dodatku manga ma fantastyczną, mało shoujową kreskę, a anime, nawet jak już raczej nie wyjdzie poza pierwszy sezon, wyróżnia się solidną oprawą techniczną. Oraz jedną z najfajniejszych OVA jakie widziałam. Jeśli szukacie jakieś luźnej serii szkolnej, to zerknijcie na ten tytuł~

sho6

6. Kamikaze Kaitou Jeanne

Liczba tomów: 7
Polskie wydanie: 7/7, Egmont
Anime: Tak (44 odcinków)

Marron jest licealistką o podwójnej tożsamości. Za dnia jest mieszkającą samotnie i utalentowaną gimnastyczką sportową, a w nocy przybiera imię Złodziejki Jeanne i wypełnia boską misję – razem ze swoją towarzyszką, kieszonkową anielicą Fynn kradnie opętane przez demony obrazy, które zmieniają charakter swoich właścicieli na sadystów i okrutników. Oprócz policji, nie mogącej jakoś zrozumieć, że dziewczyna czyni to wszystko w czynie społecznym, jej główną przeszkodą jest rywal Sinbad, mający także chrapkę na czające się w dziełach sztuki potwory. Niestety, w przeciwieństwie do protagonistki, jest on wysłannikiem diabła. A całkiem nawiasem, przypomina także jej popularnego i bezszczelnego kolegę z klasy, Chiakiego…

Kilka razy zmieniałam decyzję, czy wrzucić tu KKJ czy inną mangę Ariny Tamenury – także 7-tomową Full Moon wa Sagashite. Obie serie są na tyle podobne klimatem, że chciałam umieścić tylko jeden z tych tytułów, no i wybór padł ostatecznie na pierwszy wielki sukces mangaki – historię boskiej złodziejki. Jeśli komuś przypomina się teraz Miracolous Ladybug, to taaak, też miałam te skojarzenia (tylko KKJ znam już od wczesnego dzieciństwa – było ono moją pierwszą mangą i jednym z pierwszych anime). Różnica leży głównie w klimacie. Tutaj mamy historię poważniejszą, a przede wszystkim smutniejszą, wątek samotności głównej bohaterki jest bowiem pierwszoplanowy, choć bardziej widać to w mandze – anime jest skierowane do młodszego odbiorcy i znacznie odchodzi od oryginału. I wiem, część z was zniechęci kreska z tymi wielgachnymi ślepiami albo baaardzo luźne traktowanie chrześcijańskich motywów, ale ja i tak będę zachęcać. Bo to dobry kawał historii jest.

Zobacz też: Mangi Ariny Tamenury

sho5

5. Orange

Liczba tomów: 5
Polskie wydanie: 5/5, Waneko
Anime: Tak (13 odcinków, akutalny sezon)

Naho jest zwykłą licealistką, której codzienność zaburza nadejście pewnego listu. Listu nadesłanego przez nią samą z przyszłości oddalonej o 10 lat… Jej starsze-ja ma dla niej (siebie?) pewną misję – musi uratować niejakiego Kakeru, który w dniu otrzymania listu przenosi się do jej szkoły… 

Streszczenie krótkie, ale wszystko z niego wiadomo. To sposób realizacji sprawia, że z tak prostego pomysłu dostajemy coś niesamowitego. W końcu to, że ktoś nam powie jakie błędy popełnimy nie sprawi od razu, że ich nie powtórzymy… Mimo, że to dość seria dość spokojna, stawiająca raczej na wzruszenie niż wartką akcję, wciąga jak ruchome paski i na kilka godzin trzeba będzie zamknąć się z pudełkiem chusteczek w pokoju. Jest to także znakomite (nawet jak trochę uproszczone) studium osoby w depresji i grupki osób, która postanawia takiego kogoś uratować. Plus, jest to także niesamowity przykład jak manga mająca najbardziej typową bohaterkę shoujo jaką można sobie wymyślić sprawia, że w ogóle nas to nie irytuje. Klimat proszę państwa, po prostu dobry klimat.

sho4

4. Róża Wersalu [Berusaiyu no Bara]

Liczba tomów: 10
Polskie wydanie: 1/3 (wydanie zbiorcze), JPF
Anime: Tak (40 odcinków)

Francja końca XVIII wieku to ciekawe czasy. Bardzo ciekawe. O ile nie jesteście akurat rodziną panującą, gdy się u ludzi zbiera gniew… Róża Wersalu opowiada o drodze do Rewolucji Francuskiej skupiając się głównie na postaci francuskiej królowej – odizolowanej od społeczeństwa i przez nie znienawidzoną Marii Antoninie. Jej losy będziemy śledzić głównie z punktu widzenia generał wersalskiej gwardii – Oscar, będącej także kobietą muszącą sobie radzić w męskiej roli. 

O Róży pisałam całą, długaśną recenzję przy okazji wyjścia pierwszego tomu mangi w Polsce, będzie więc krótko: o jakie to dobre. Mimo to rozumiem, że dla niektórych wciągnięcie się w historię będzie na początku trudne, mówimy tu bowiem o klasyce gatunku powstałej już całe 50 lat temu! Choć ta, jakby nie patrzeć, melodramatyczna manga dzisiaj bardziej podeszłaby pod gatunek josei, nie można jej nie ująć na tej liście. Faktem pozostaje, że losy mieszkańców Francji, które zmierzają do wielkiej tragedii (sukcesu?) jakim była Rewolucja wciągają niemiłosiernie, a w dodatku – te sukienki z epoki! Warto czasami zaryzykować i sięgnąć po coś do czego nie jesteśmy przyzwyczajeni. Szczególnie jak uważa się ten tytuł za najważniejszy w całym gatunku shoujo.

Zobacz też: Recenzja Róży Wersalu.

sho3

3. Skip Beat!

Liczba tomów: 38+
Polskie wydanie: –
Anime: Tak (24 odcinki)

Kyouko jest szczęśliwa i w pełni zadowolona z życia. Mimo zaledwie 15 lat, mieszka już z ukochanym przyjacielem z dzieciństwa w Tokio, gdzie przenieśli się z rodzinnego Kioto, gdy Shou zaczął odnosić sukcesy jako nastoletnia gwiazda pop. Kyouko jest w pełni zadowolona z roli jego gosposi, co to i posprząta i dobrym słowem doradzi, a nawet pożyczy parę jenów, gdy znowu będzie za dużo miesiąca na koniec pieniędzy. Przecież to wszystko dla jej tró laff, który to odwzajemnia jej uczucia i na pewno zrobiłby dla niej to samo… I żyliby tak jeszcze do emerytury, gdyby nie pewna rozmowa podsłuchana przez dziewczynę. Rozmowa w której dowiaduje się, że jej ukochany Shou ma ją za tępą idiotkę i bez skrupułów wykorzystuje jej poświęcenie. Kyouko, której różowe okulary opadają z hukiem na podłogę, nie wytrzymuje. Czas na zemstę! I to nie byle jaką, bohaterka postanawia bowiem pokonać swojego „byłego” w jego własnej grze i zostać większą gwiazdą niż on. Ale co zrobić, gdy bozia poskąpiła talentów artystycznych? Zostaje aktorstwo! To przecież umie każdy! A do tego na horyzoncie pojawia się lepszy bisz, niejaki Ren Tsuruga… Zanim jednak Kyouko zanotuje swojego sempai’a będzie zajęta wspaniałą karierą aktorską – karierą, która okazuje się znaaaacznie trudniejsza niż się na początku wydawało. 

O tak, daję Skip Beat! na podium! Manga może i ciągnie się miejscami jak żółw z kulawą nogą, ale faktem pozostaje, że wciąga. Cholernie wciąga i to mimo prawie 40 tomów na karku (a końca nie widać…). Cóż, ma to taką zaletę, że jak naprawdę coś się już dzieje zdarza się czytelnikowi zapiszczeć z zachwytu nawet jeśli jedzie właśnie wypełnionym po brzegi pociągu (byłam tam, przerabiałam to). Co jednak najbardziej zachwyca w Skip Beat! to dwa elementy – główna bohaterka i jej kariera aktorska. Kyouko to skarb. Zawzięta i zdeterminowana, ale na tyle sympatyczna i nie obdarzona cudownym, ukrytym talentem, że łatwo się z nią utożsamić i jeszcze łatwiej jej kibicować. Jej droga do zostania aktorką nie jest usłana różami, dlatego tym bardziej cieszymy się z wszystkich (raczej skromnych) sukcesów, jakie doświadcza. No i zerknięcie za kulisy tworzenia seriali i filmów to wartość sama w sobie. Shipperzy będą też zachwyceni głównym trójkątem romantycznym, nawet jak na ponowne zainteresowanie się Kyouko sprawami miłosnymi trzeba będzie poczekać dłuuuugo. Ale warto! Tak jak warto spróbować wziąć się za tego tasiemca – po nadgonieniu całości będzie chciało się tylko więcej. A rozdziały wychodzą tylko co miesiąc…

sho2

2. Ouran High School Host Club

Liczba tomów: 18
Polskie wydanie: 18/18, JPF
Anime: Tak (26 odcinków)

Ouran to szkoła niezwykła (jak co drugie mangowe liceum, ale mniejsza o to). Jego uczniów obowiązuje pokaźny cenzus majątkowy, pozwalający żyć im na bajecznie wygodnym poziomie, z dala od nieucywilizowanego plebsu. Wyjątkiem jest jeden szczęściarz, któremu pozwala się miłosiernie uczęszczać do tej wspaniałej placówki, o ile będzie miał same najwyższe oceny. Wiecie, wiedza to też taki rodzaj majątku. Gorszego, ale cóż, niech się jeden kujonek cieszy łaską panów. Tym farciarzem okazuje się Haruhi. I na tym szczęście tej osóbki widocznie się kończy, bo już na początku swojej kariery szkolnej przypadkiem rozbija wartą miliony monet wazę należącą do klubu hostów – grupy młodych dżentelmenów zajmujących się kulturalnym spędzaniem czasu z uczennicami placówki. Wiecie, picie świeżo zebranej cejlońskiej herbaty i takie tam. Klubowicze, widząc, że Haruhi jest takim biedakiem, że nie może wyłożyć nawet kilka milionów jenów na szkolny mundurek, postanawiają, że zapłata za naczynie może być także uiszczona w naturze, np. niewolniczym usługiwaniu klubu. Aż do momentu, gdy okazuje się, że a grubymi kujońskimi brelami kryje się materiał na bisza. Że Haruhi chce się tyko pouczyć i awansu do roli jednego z najpopularniejszych ciach w szkole, wcale nie widzi jako spełnienia marzeń, nikogo nie obchodzi… 

Tytuł, który zna prawie każdy i bez którego ten ranking po prostu by się nie liczył. Nie tylko łamie się tu wiele shoujowych schematów (szczególnie jeśli chodzi o zainteresowaną wszystkim, poza romansowaniem, postacią wiodącą), ale i będący jedną z najlepszych komedii jakie stworzyli Japończycy. Choć mangę i anime różnią szczegóły (adaptacji uległo zaledwie kilka początkowych tomów), obie mają już status kultowych. Nie tylko humorem jednak seria stoi. Szczególnie manga ma też znakomite wątki obyczajowe, w tym jedno z najlepszych podjęć tematu relacji rodzinnych jakie widziałam w japońskiej popkulturze. W kwestii klimatu Ouran przypomina czasami Fullmetal Alchemista – autorka ma niesamowity talent do łączenia scen czysto komediowych z poruszającymi serce. No i tutejsza gromadka bohaterów to wyjątkowo udany zespół, każdy z osobna i jako drużyna. Co tu dużo pisać – czytać/oglądać! Ale już!

sho0

1. Natsume Yuujinchou

 

Liczba tomów: 21+
Polskie wydanie: –
Anime: Tak (4 sezony po 13 odcinków, 5 na jesień)

16-letni Natsume jest sierotą, od małego przesyłaną od jednych dalekich krewnych do kolejnych. Powodem dla którego stał się czarną owcą rodziny, jest jego szczególny dar – potrafi on bowiem widzieć duchy i inne byty nadprzyrodzone. Niestety, nikt nie wierzy jego historiom, a jego nagłe ataki strachu (jak wy byście zareagowali na dziwne demony wyskakujące wam z ściany?) zrzuca się na karb jego prób wzbudzenia zainteresowania. Gdy trafia do nowego miejsca u dalekiego, bezdzietnego wujostwa w małym miasteczku na końcu świata, postanawia, że tym razem nie zrobi z siebie dziwaka, tylko będzie twardo ignorował wszystkie niezwykłe stwory i wreszcie zazna normalnego życia. Plan ten okazuje się dość trudny w realizacji – okazuje się bowiem, że 50 lat temu w tych okolicach żyła jego babcia, obdarzona tymi samymi umiejętnościami co on. Co gorsza, wykorzystywała je, by robić sobie z miejscowych demonów swoich pomagierów, zyskujących od nich imiona przetrzymywane potem w „księdze przyjaciół”, którą odziedziczył po niej wnuk. I na którą chrapkę ma teraz połowa demonicznej okolicy, z niejakim Madarą na czele…

Wybór pierwszego miejsca był trudny, ale zrozumcie. To Natsume. Najlepsza obyczajówka jaka powstała w Japonii. Choć wybitnie epizodyczna, pomysły na poszczególne epizody oraz ciągły rozwój głównego (oraz pobocznych) bohatera sprawiają, że otrzymujemy prawdziwą perełkę, która wcale nie zaczyna się nużyć. Poszczególne historie z reguły opowiadają o tym jak jakiś demon próbuje odzyskać od chłopaka swoje imię, a ten, zanim zostaje pożarty znajduje sposób, by się z niechcianym gościem dogadać (albo w ostatnim momencie ratuje go Nyanko-sensei). Określenie „potwór tygodnia” wcale się jednak nie nasuwa tak automatycznie – epizody są przyjemnie różnorodne, a raz poznane stwory często wracają w późniejszych momentach. sprawiając, że protagonista zyskuje z czasem coraz szerszą grupę przyjaciół – zarówno demonów, jak i ludzi. Główny ciężar historii ciąży jednak na postaci Natsume. Powolne otwieranie się introwertycznego, przyzwyczajonego do samotności chłopaka na nowych znajomych i nową rodzinę jest nie tylko dobrze zrealizowane, ale i szczerze poruszające. Dlatego polecam zaopatrzyć się przed seansem w chusteczki – przydadzą się.

 

***

Przepraszam za długość posta… Samo się zrobiło :<

~Darya

 

 

Reklamy

17 komentarzy do “W kwiatkach im do twarzy – top 10 mang shoujo

  1. Każdy pretekst do promowania ulubionych tytułów jest dobry – popieram! :D „Yonę” jakiś czas temu czytałam i zamierzam jeszcze kontynuować, po prostu czekam, aż przyjdzie mi na to ochota. O! „Marsa” znam, mam na półcę i całkiem miło wspominam. Fakt, z dramatyzmem czasami przesadza, jednak mimo wszytsko jest ciekawie i wciągająco. „Utenę” mam w planach, ale chyba w tych dalszych. „Bestię…” znam z anime, do mangi raczej mnie nie ciągnie, za to zainteresowałaś mnie tym OVA, koniecznie będę musiała zerknąć! Co do „Orange” jak najbardziej się zgadzam. ^^ Zaczęłam kiedyś anime „Skip Beat!”, jak na razie idzie mi powoli. ;) „Ouran” znam z anime, ale teraz zaczynam być ciekawa dalszego ciągu. Planowałam się kiedyś zabrać za „Natsume Yuujinchou”, ale nie udało mi się wciągnąć po pierwszym odcinku i na dłuższy czas odpuściłam. Chyba zrobię sobie do tej serii drugie podejście. ;)

    Polubienie

  2. Wow, tylko trzech tytułów nie kojarzę – lepiej niż się spodziewałam, biorąc pod uwagę, że dopiero od paru miesięcy siedzę w m&a, a na shoujo generalnie się krzywię xD Zresztą dość bezpodstawnie, bo jak tak patrzę po przeczytanych mangach to trochę już go tam jest, naprawdę nie podobały mi się tylko jakieś ze trzy tytuły, a za to przy dobrych kilku świetnie się bawiłam i chciałam wincyj. Albo miałam szczęście, albo jakiś kosmiczny spiseG chce mnie przeciągnąć na sparkląco-sempajową stronę mocy ;p

    O Akatsuki no Yona, Natsume Yuujinchou i Kamikaze Kaito Jeanne wcześniej nie słyszałam, ale chyba się za nie wezmę (w sensie: dorzucę do wieeelkiego stosu Planowanych Rzeczy Do Czytania). Jeanne może nie do końca pasuje mi estetycznie, ale co tam, w końcu siedem tomów się wytrzyma, zwłaszcza jeśli historia ciekawa (i ci policjanci na obrazku z jakiegoś powodu niesamowicie mnie rozbrajają). Dwa pozostałe tytuły z kolei trochę mnie odstraszają długością, ale za to za pierwszy rzut oka przyjemne wizualnie, no i porządnych fantastycznych przygodówek i dobrze rozwijanych bohaterów nigdy za wiele.

    Bestię z ławki obok i Orange mam od jakiegoś czasu w planach. To pierwsze wydawało mi się bardzo sympatyczne nawet zanim się przekonałam, że jednakowoż to całe shoujo nie gryzie i może być całkiem fajne. Niestety za dużo już serii zbieram/mam zamiar zbierać, żeby mój portfel i półki wytrzymały te trzynaście tomików (czy dwanaście? Napisałaś „Liczba tomów: 12; Polskie wydanie: 3/13” ;3), więc jestem skazana na skany. Za to Orange koniecznie chcę mieć, to że wszyscy chwalą swoją szosą, ale te okładki są za ładne, żeby takie płytkie stworzenie jak ja się oparło ;D

    Skip Beat… Łomatko i córko, że ile tych tomów? Żebym zaczęła czytać kilkudziesięciotomową serię, której końca nie widać, to już naprawdę musi być coś wyjątkowego. A jak do tego jeszcze shoujo… Meh, na razie raczej nie dla mnie.

    Pierwszy tom Różyczki od dwóch miesięcy stoi sobie dumnie na półeczce, ładnie wygląda i czeka, aż przezwyciężę tę swoją głupią tendencję do ociągania się bez końca z czytaniem/oglądaniem dobrych rzeczy. Parę tygodni temu jeszcze obok stanęło Mój drogi bracie i tak sobie razem czekają na zmiłowanie. Ale Róża pewnie poczeka dłużej, bo im bardziej coś ma szanse mi się spodobać, tym bardziej się z tym certolę, a to jest manga (i animiec na jej postawie też), którą miałam w planach na długo zanim zainteresowałam się m&a. Najlepszy w moim przypadku chwyt marketingowy: wrzucić do książki/mangi/filmu/łotewa Rewolucję Francuską z przyległościami, a na sto procent kupię ;p (BTW, jako osoba potrafiąca po obudzeniu w środku nocy bezbłędnie zaśpiewać dowolny urywek dowolnej piosenki z Les Mis w trzech wersjach, niesamowicie się ucieszyłam z tego „gdy się u ludzi zbiera gniew” – i tutaj, i wcześniej w recenzji Róży Wersalu :D) Do tego po przeczytanej parę miesięcy temu Claudine pani Ikeda ma u mnie duży kredyt zaufania, nie mówiąc już o tym, jak dobrze mi robi jej kreska… Ale może jeszcze w tym roku skończę ten pierwszy tom ;p

    Z Uteną z kolei mam zamiar poczekać, aż przeczytam/obejrzę (co tam się okaże pierwsze) całą Różę, coby zobaczyć wszystkie te inspiracje, więc siłą rzeczy odsuwa się w nieokreśloną przyszłość. Wcześniej może przeczytam Marsa – aż do tej pory nie wiedziałam, o czym to w sumie jest, ale słyszałam, że dobre, więc dołożyłam do tego wielkiego planowanego stosu. Ostatnio dość często miałam ochotę zacząć jakąś nową serię (nie żebym miała porozgrzebywanych już kilkanaście ;p), to może akurat, skoro już wiem, co toto mniej więcej jest, się zabiorę.

    Jak już zacznę jakąś serię, to już po prostu muszę skończyć, za licho nie potrafię tak po prostu dropnąć. Zazwyczaj ten masochizm mi specjalnie nie przeszkadza, ale… zerk ponurym wzrokiem na Ourana …kiedy pomyślę, że mam przed sobą tego jeszcze piętnaście tomów, mam ochotę walić głową w ścianę ;_; Nienawidzę humoru w stylu „X zwala(ją) się na głowę Y, któr(z)y wywraca(ją) jego życie do góry nogami i X nic nie może z tym zrobić, haha, widzicie, jakie to zabawne?”. Nie, nie widzę, mam ochotę potraktować całą obsadę (oprócz Haruhi. Haruhi jest o wiele za fajna na tę serię) rozżarzonym pogrzebaczem xP A Honey jest jedną z najbardziej creepy paskud, jakie kiedykolwiek widziałam, brrr, nie rozumiem, jak ktokolwiek może uważać, że toto jest słodkie.

    Ale… przecież ten post ma całkiem normalną długość xD Hm, może ja mam jakieś dziwne standardy w tej kwestii?

    (A w ogóle to podczytuję Was od jakiegoś czasu, ale to mój pierwszy komentarz, więc się witam i pozdrawiam :3)

    Polubienie

    • OMG, co za długi komentarz, wyjdź za mnie… Znaczy, zostań czytelnikiem tego bloga ___

      Przy shoujo właśnie często się słyszy, że ktoś gatunku nie lubi, ale czyta go często. To takie fajne tytułki na odprężenie się, które, przynajmniej dla mnie, można bez większego trudu wcinać na kilogramy xD A jakie tytuły Ci nie podeszły?

      Przy Natsume polecam na początek anime, bo ma jednak ładniejszą kreskę :) Odcinki oglądają się same, przysięgam >D

      Cholewcia złapałaś mnie z tymi tomami Tonari xD Trzynasty tom jest trochę dodatkowy (taki czteroczęściowy epilog), dlatego raz go nie policzyłam.

      Gorąco polecam przeczytać Orange w całości za jednym zamachem, tak smakuje najlepiej :3

      SKIP BEAT JEST SUPER. Serio, to ta niekończąca się telenowela, którą człowiek potrzebuje w życiu <3

      Piąta, koleżanka za Les Mis :D! Pisząc recenzję Róży chciałam dać jej tytuł nawiązujący do tego musicalu, ale po półtorej godziny głowienia się i przesłuchania prawie całego OSTu nie umiałam nic wybrać :< (Ale i tak ostatecznie lubię obecny nagłówek). I też kojarzę to z dobrą serią, za którą człowiek nie umie się zabrać, często tak miewam xD Ale może lepiej się ociągać, będziesz mniej czekać na kolejny tom ;)
      I Mój Bracie… też fajnie :D Ryoko w ogóle jest spoko (ha!), ale ostrzegam przed „Aż do Nieba” – o ile sama historia jest niczego tak polskie wydanie jest naprawdę fatalne >> Rozumiem, pierwsza wydana w kraju seria, ale że przy reedycji nie poprawiono środka… Nie wybaczę ;/

      O, znowu ktoś komu się Ouran nie podoba. Trudno mi powiedzieć, że dalej będzie lepiej, ale Haruhi się w końcu ze swoją wesołą gromadką polubi, więc może i ty im wybaczysz ;)

      Mam jednego czytelnika, który zawsze jak go widzę w realu skarży się, że piszemy za długo ;__; Dlatego teraz zawsze przepraszam za ilość tekstu, ALE TO SIĘ SERIO PISZE SAMO. Może w przyszły czwartek będzie krócej. bo tylko recenzja książki się szykuje. Ale lepiej odpukam…

      Awww, czytelnik! Super, że wreszcie się odważyłaś skomentować, komentarze to naprawdę ogromna radość dla piszącego ;u; Wiadomo, nie zawsze człowiek ma pomysł co napisać, ale jak raz na jakiś czas coś zostawisz, choćby dwa słówka, to moje kokoro na takie zanotowanie przez czytelnika-sempaja będzie robiła doki doki <3 <3 <3

      Polubienie

      • Jak miło, ktoś docenia mój całkowity brak umiejętności formułowania krótkich i zwięzłych wypowiedzi :’D

        Ouran (którego co prawda jeszcze nie skończyłam, noale) i jakieś dwie jednotomówki znalezione bodajże na Centrum Mangi, nawet nie pamiętam tytułów. Właściwie trzy, ale ta trzecia w ciągu dwóch rozdziałów pokonała nawet moją niechęć do dropania, więc nie liczę jej jako przeczytanej.

        Że Orange się najlepiej czyta na raz słyszałam już od paru osób i taki właśnie mam zamiar, tylko najpierw muszę je gdzieś wpasować na listę tytułów do nabycia, czemu tych fajnych rzeczy tyle wychodzi :c

        A propos Les Mis, oglądałaś może Shoujo Cosette?
        Obecny nagłówek to jakiś przerobiony cytat? Bo coś mi się kojarzy podobnego. Racja z tym brakiem czekania i to nie tylko w kwestii Róży, ale czasem, kiedy dokładam enty tom jakiejś serii na stos poprzednich, zaczynam się zastanawiać, czy aby nie powinnam ich oprócz kupowania też zacząć czytać xD Inna rzecz, że z takimi ładnymi zbiorczymi wydaniami dochodzi mi też przypadłość „awww, jakie to ładne, postawię na półce, będę paczać, podziwiać i nie tykać palcem, żeby nie pobrudzić/zniszczyć/łotewa”.
        Tak, też o tym słyszałam, że nie warto kupować, chyba że się wyjątkowa okazja trafi.

        Ja mam szczerą nadzieję, że się ich da choć trochę polubić, serio. Mam nadzieję na cokolwiek, dzięki czemu czytanie tego będzie choćby odrobinę mniejszą mordęgą ;p Na razie nie chce mi się tego ruszać jeszcze bardziej niż Ataku Tytanów, a w moim przypadku to już naprawdę coś znaczy.

        Doskonale rozumiem, ja też zawsze mając napisać coś krótkiego kończę z wielką kobyłą :D Ale od strony czytelnika zupełnie nie rozumiem narzekań na objętość, przecież im więcej do czytania, tym lepiej ^^

        Polubienie

  3. Ależ Nana to jest josei! A Mars to jedna z moich ukochanych mang. Autorka jednak nie ustrzegła się paru błędów związanych z motocyklami, ale o tym napiszę we własnym poście. I mnie wkurza, że wydano go po europejsku, bo piszą o prawych dłoniach, a na rysunkach lewe. Skip Beat też uwielbiam. Do listy dodałabym jeszcze Kare Kano, Akuma de Sourou i Rokutousei Supika.

    Polubienie

    • Wg MALu i Baka Updates Nana to Shoujo ;/ Musiała w takim magazynie wychodzić, co poradzić… W ogóle z josei’ami jest spory problem, bo to co dla mnie jest shoujo, nie zawsze „oficjalnie” nim jest xD Dlatego jak będę kiedyś robić topkę z najlepszymi josei’ami to pewnie ustalę własne zasady dla tej widowni (i na pewno dam tam Nanę!)

      Ja Marsa czytałam jak jeszcze byłam niewybredna, więc mnie to nie przeszkadzało, ale fakt, co oryginalne wydanie, to oryginalne!

      Tytuły zapisze w pamięci :3

      Polubienie

      • A Wikipedia i Tanuki podają josei. Akurat Nana miała pecha ukazywać się w piśmie nie rozgraniczającym kategorii, więc pewnie stąd różne wersje. Ciekawe czy podobnie jest z shounen i seinen.

        Polubienie

        • Najwięcej problemów z dopasowaniem (a przynajmniej najczęściej mam jakieś wąty) są przy josei właśnie ;/ Emma i Opowieści Panny Mlodej to niby seineny :U Wszystko umowne, wszystko umowne…

          Polubienie

  4. skoro shoujo to ja oryginalnie podam inne tytuły z góry sorry za to że stare xD (i podaje na podstawie anime sprawdzę od razu na wiki czy mają mangi xD ) więc zaczynając ab ovo powiem Princess Knight :-) dalej niegdysiejszy hit w polsce czyli Magic Knight Rayerth :) Glass Mask (tu trochę oszukuje bo widziałem góra 3 odcinki ) w sumie Neo Angelique Abyss też się chyba zalicza do gatunku :) a skoro było KKJ to powiem Saint Tail :) miałem jeszcze ochotę podać Princess Tutu ale wiki twierdzi że to shounen :)

    Polubienie

    • Uwielbiam Twoje komentarze, zawsze się dokształcę:D
      Myślałam o umieszczeniu tu Magic Knight Rayearth, ale tak wyszło, że z 6 tomów czytałam tylko części 3-5 i nie umiem zabrać się za to porządnie xD W ogóle, musiałabym kiedyś porządnie przysiąść nad CLAMPem, ale nie czuję weny :U (Akurat te autorki przyzwyczaiłam się czytam w wersji tomikowej, nie skanach i łapanie zagranicznych wydań to sport ekstremalny…)

      I Tutu też kiedyś obejrzę. Kiedyś.

      Polubienie

  5. Ja bym podmieniła kilka tytułów na np. After School Nightmare albo Nijiiro Days (ale mangę, nie anime).

    Natsum siada mi jako anime, ale muszę go wciągać większymi partiami, dlatego zastanawiam się czy oglądać kolejny sezon na bieżąco czy raczej poczekać na całość sezonu. W sumie nastrojem i tempem historii w bardzo podobny sposób podpasował mi „Dom Momochi”.

    Oruan dla mnie hmmm… bardziej niż łamie schematy to je wyolbrzymia i dlatego nieziemsko się przy nim umęczyłam. Dobrze, że w wersji live action Kyouyę grał jeden z moich ulubionych aktorów, dlatego nadal trzymam mangę na półeczce (plus ma bardzo ładne grzbiety).

    Skip Beata! dawno nie czytałam, ale ogólnie uwielbiam tematykę filmowo/dramowo/idolową. Chociaż muszę przyznać, że wolałabym sobie pooglądać anime bardziej niż czytać mangę.

    Polskie wydanie Róży nadal na mnie czeka, żebym wróciła do tego tytułu po latach. Ale jakoś nie mogę się za tę cegłę zabrać.

    Nie wiem co myśleć o anime Orange… manga mi się podobała, w filmie action wygrywały piękne widoki, a anime… mogło by być lepsze, ale potrafią wstawiać sceny typu „bardzo długie kręcenie lodów na wafelku” albo „przypadkowa foliówka w parku porywana przez wiatr”.

    Wydaje mi się, że w anime „KKJ” samotność Maron też jest dobrze podkreślona, zwłaszcza, że anime jest dłuższe… w sumie po tak długim anime i tylu wątkach, kiedy manga wyszła w Polsce i ją przeczytałam to byłam w szoku jak wielu wątków po prostu nie ma. Tyle, że u Arinki nie ma tej cenzury śmierci, krwi i innych tego typu bajerów.

    Uwielbiam jak ludzie argumentują, że nie będą czytać „Bestii z ławki obok”, bo przecież to o brutalnej miłości, a kobiety się powinno szanować. I zastanawiam się czy oni na pewno tę serię czytali no bo… tak jak piszesz Haru jest łagodny. Nie wiem, może sugestia tytułem i tym, że w pierwszym tomie w amoku trafia główną bohaterkę XD?

    Utena jako manga do mnie nie trafiła, zapadła mi w pamięć głownie jako naczelny tytuł yuristów w dawnych czasach. Kreskę ma oryginalną, ale ją uwielbiam!

    Te 15 lat temu przekonywałam ludzi do mangi pożyczając im „Marsa” do czytania i przypłaciłam to utratą całej serii! Na szczęście udało mi się w zeszłym roku kupić całą serię znowu (chociaż śmierdziała fajkami!). Po latach te dramaty, które wydawały mi się nakreślone na wyrost odebrałam zupełnie inaczej. Szkoda, że teraz nie ma szans na wydanie tego typu shoujo.

    Yona… ugh. Zacznijmy od tego, że w Fushigi Yugi podobały mi się character songi i 2 postacie na krzyż. Ogólnie mangi Yuu Watase są dla mnie przykładami ciężkostrawnego shoujo. 1 sezon Yony ledwo do ciągnęłam z nadzieją, że jest coś, co tę serię naprawdę wyróżnia i wybije, że ten pattern „zbierz bisze, wyrusz na przygodę i udawaj, że to nie jest otome” nie musi być w każdym przypadku zły… i w sumie sama nie wiem. Może rzeczywiście manga jest lepsza, ale po 1 sezonie anime nie podchodzę jakoś entuzjastycznie do zapoznania się z serią.

    „Gekkan Shoujo Nozaki-kun” to złoto, uwielbiam tę serię i fajnie by było, gdyby wyszła w Polsce. Tymczasem mogę się cieszyć jedynie kupionym po japońsku oficjalnym fanbookiem ;w;

    Polubienie

    • Długi komentarz <333

      O właśnie, miałam zobaczyć kiedyś Afterschool Nightmare, dzięki za przypomnienie!

      Mi Natsume w sumie pasuje na tygodniówkę (choć pochłonęłam je w rekordowym tempie). W końcu epizodówka :D Do Momoichiego muszę się jeszcze przekonać, pierwszy tom mi tak średnio siadł, ale jak go już dostałam, to może kiedyś się z serią przeproszę…

      O, rzadko słyszę narzekanie na Ourana, dobrze wiedzieć, że są i takie głosy. A drama Ourana to jedyna jaką widziałam w całości i bardzo mi się podobała – lubię, że była jeszcze inna niż anime i manga ^^

      To ja w ogóle wolę mangi niż anime, więc mi brak animowanej wersji nawet nie przeszkadza xD

      Jak pisałam już MW, mam wolne Orange i zbyt szybkie Shokugeki w tym sezonie, wychodzi na zero xD

      Jejku, jak dawno temu widziałam anime KKJ.. Ale z tego co pamiętam, wydaje mi się, że mimo długości w mandze było więcej wątków… Albo przez ich skumulowanie odniosłam takie wrażenie? Pamiętam, że w adaptacji jedyne co naprawdę preferowałam nad mangą był wątek tego chłopaka chorego na serce, gdzie demon zagnieździł się właśnie w tym organie. Jako dziecko zrobiło to mnie ogrooomne wrażenie.

      Bo napisaniu fragmentu o Bestii zastanawiałam się czy wspomnieć o tych kontrowersjach, ale doszłam do wniosku, że nie ma co się wgłębiać w temat jak uważam go za mocno przesadzony. Shizuku i Haru to świetny pairing!

      Mars śmierdzący fajkami? To przecież bardzo do serii pasuje, tak w klimacie xD

      Do Yony mogłabym się bardziej przeczepiać niż chwalić, ale jednak ma te swoje dobre momenty. Soo-Won sam w sobie warty jest, by mangę tutaj umieścić, serio jego wątek naprawdę jest niesamowity. No i jakoś szybko się czytało, no :P Dobrze mieć jakąś luźną telenowelę w feedzie mangowym.

      Gekkan ;u; Im więcej ludzi to zobaczy tym świat będzie szczęśliwszy.

      Polubienie

  6. nuci drugi opening z Yony Akatsukiiiii-
    Ha, większość tytułów znam ze słyszenia! Co w sumie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że… no, raczej nie mój gatunek. Przynajmniej ze słyszenia znam, dwa oglądałam, trzeci oglądam ^ ^”

    Yonę oglądałam jak wychodziła, więc tylko z animacji mogę skomentować, ale no. W tym tytule mi się podoba chyba najbardziej to, że reverse harem reverse haremem, właściwie ani razu nie miałam wrażenia że to… no, właśnie reverse harem, którego jedynym sensem istnienia jest wlepianie różnokolorowych gał w bohaterkę. No i że każdy smok inny. (Jea-Ha. <3) Choć dalej nie pojmuję, jak coś w czym imiona mi tak mocno zalatują koreańszczyzną, z całą ichniejszą dwusylabowością (no, czasem jedną), jest jednak japońskie :’D

    …wait, mahou samochód, what. Będę to chyba przed snem rozkmniniać, Twoja wina że nie zasnę D:

    Orange – powtórzę się z tym, co pisałam do posta o sezonie Dziab – Orange to dla mnie taka leniwa seria na leniwą niedzielę. To nie ma być pejoratywne określenie. Takie dla czystego relaksu. wzrusz no i ciekawi mnie czy jej się uda. Nie mów!

    Ouran – wiesz co, wróć, już nie nucę openingu z Yony. Kiss kiss fall in love~~ tego nie idzie zapomnieć. Cieszę się, że swego czasu kuzynka (…no, mniej więcej) mnie namówiła na obejrzenie tego. Dobrze się ubawiłam, choć mam wrażenie że lepiej się bawiłam na początku, zanim… zanim wylazł jakiś plot, czy coś. Wiadomo, co to za tytuł bez fabuły (kaszlGlasslipkaszl), ale ta randomowość była dla mnie jedną z lepszych rzeczy. Oh well. Nie było dalej źle, skąd – po prostu… no.

    …obejrzę kolegę Nozakiego od konwentów, no. Kiedyś. Ale obejrzę!

    Polubienie

    • Nie dziwię się, że znasz, to dość popularne tytuły, a i na blogu o nich mogłam pisać :D

      No, Yona to na szczęście nie otome z linii. Still, wszystkie smoki się chowają przy Soo-Wonie :D I mnie te połączenie koreańsko-japońskie bardzo się podoba, miły miks :3 I ciuszki cudne!

      Yup, mahou samochód. Utena to jedna z najdziwniejszych serii jakie widziałam, a oglądam chińskie bajki od lat. Polecam, choć ostrzegam >D

      Mi bardzo pasuje, że oglądam i Orange, i Shokugeki, bo jedno wolne, drugie szybkie, średnia wychodzi w normie xD

      Ouran <3

      OBEJRZYJ NOZAKIEGO, WARTO!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s