Tańcząca z sequelami, czyli pierwsze wrażenia z sezonu letniego 2016

Ahoj! Zaczynamy kolejne pierwsze wrażenia z anime, edyszon lato 2016. Tytuł tej notki jest bardzo nieprzypadkowy, bo choć mogę mieć błędne wrażenie, to wydaje mi się, że tym razem sezon obfitować będzie w różnego rodzaju kontynuacje, mniejsze, większe, po latach wielu, sezony trzecie bez uwzględnienia sezonów drugich, OVA udające sequele, shorty zastępujące sequele, prequele, i tak dalej, i tak dalej. Sama będę oglądać aż osiem takich serii (tylko na Nanatsu no Taizai muszę jeszcze poczekać), a i tak nie liczę takich gigantów jak Berserk czy Arslan Senki. I Wombacianych Chłopców. Przygotujcie się na jeszcze większą dawkę nowości niż zwykle, bo zrobiłam opisy aż 23 serii (twardzielem jestem, aaa~, nananana, twardzielem jestem…). No i na gify. Na nie zawsze musicie być przygotowani.

Przepraszam za rekordowo długą notkę. Samo się zrobiło.

tumblr_o9pgm06omk1qimk8ao2_500
Ten sezon albo trafi w wasze gusta, albo w wasze…

 

91 days

tumblr_oa0go9sCIj1tiivhqo1_500.gif
A teraz zrobię ci dużo brzydkich rzeczy po niemiecku.

Porzućmy na chwilę japońskie klimaty i przenieśmy się gdzieś do Włoch w alternatywnej czasoprzestrzeni USA (poprawka po drugim odcinku, też się zdziwiłam)  Prohibicja spowodowała, że działalność mafijna wezbrała na sile. Na kilka lat przed rozpoczęciem akcji anime doszło do gangsterskich porachunków, w wyniku których zginęła cała rodzina młodego Angelo. Tylko dzięki odrobinie szczęścia chłopakowi udaje się uciec z łap bandziorów. Po siedmiu latach mężczyzna, teraz nazywający się Avilo, wraca do rodzinnego miasta, by dokonać zemsty. Nie będzie to jednak łatwe, bo mafiozo odpowiedzialny za śmierć rodziny Angelo/Avilo przez czas nieobecności chłopaka znacznie poszerzył swe wpływy. A Avilo za jedynego sojusznika ma jedynie przyjaciela z lat dziecięcych…

Klimat rodem z Baccano!, fabuła ciężka jak w Death Parade, bezwzględna mafia niczym z DOGSów czy Gangsty – jeśli to nie brzmi jak przepis na hit, to niech ktoś zadzwoni do Magdy Gessler. Po pierwszym odcinku jestem bardziej podjarana niż sobotni grill u Januszów, bo seria przynajmniej na razie zapowiada się o wiele ciekawiej niż to przedstawiono w i tak już interesującym trailerze. Avilo jest tajemniczy i nie bardzo wiem, co mu pełza po głowie. Spodziewam się, że nie do końca może chodzić tylko o zemstę, ale o coś większego, może o rozwalenie całego mafijnego systemu od środka (co oczywiście wciąż nie wyklucza samej zemsty). Trzy miechy to całkiem sporo czasu, aby narobić niezłego rabanu gdziekolwiek. Kreska jest absolutnie wspaniała, aż nie mogę uwierzyć, że to to samo studio Shuka, które tak dziadowało przy robieniu Durarary!! x2. Widocznie przelew ze sprzedaży płyt przyszedł dopiero w czasie robienia nowej serii. A skoro już przy tym jesteśmy, to twórcą projektów postaci jest ta sama osoba co przy Drrr!! właśnie czy wspomnianym już Baccano! albo DanMachi. Wszystko póki co pięknie współgra i dlatego wierzę, że to nie Shokugeki czy nowy Berserk będą najlepsze, ale właśnie 91 days stanie się czarnym koniem tego sezonu. Niech udowodni, że dobre serie dla dorosłych też mają prawo bytu.

Amaama to Inazuma

tumblr_o9tighNhQZ1rztjsno1_540.gif
Na mój znak – adin, dwa tri… dostajecie cukrzycy!

Inazuka Kouhei to dość zarobiony nauczyciel, który samotnie wychowuje swoją małą córkę Tsumugi. Pół roku temu bowiem zmarła jego żona, pozostawiając i tak już obładowanego pracą faceta z dodatkową stertą obowiązków. Choć mężczyzna stara się jak może, pewnego dnia zauważa, że Tsumugi nie dojada odgrzewanego żarełka, a zaczyna tęsknić za domowymi obiadami. Przypomina sobie wówczas o wizytówce, którą sprezentowała mu w parku pewna młoda dziewczyna, zachęcając do odwiedzenia ich małej knajpki. Na miejscu napotyka swoją uczennicę, Kotori, która choć nie ma specjalnych talentów w gotowaniu, to decyduje się upichcić swoim gościom najlepszy ryż, jaki kiedykolwiek jedli. Kroczek po kroczu trójka ludzi zaczyna się lepiej dogadywać, a wspólne gotowanie i jedzenie stają się powodem zmiany ich życia na trochę milsze.

To jest typ leczącego anime, na które z takim utęsknieniem czekałam. Głównym powodem mego rozrzewnienia okazała się Tsumugi, która jest po prostu przeurocza. Nie brak jej energii, ale jest w tym wszystkim tak nienachalna, uczuciowa i grzeczna, że chciałoby się ją schrupać w całości. Rzadko spotyka się takie miłe, wyśrodkowane dzieciaki w anime, zwykle mamy do czynienia albo z łobuziakami, albo odludkami. Ojcu też zasługuje na medal, bo w pół roku od śmierci żony ogarnął swoje życie na tyle, że jedynym problemem stanowi monotonna dieta obojga. Nie brak mu czasu dla małej, bo wystarcza go tyle, że nawet idą na hanami, nie zaniedbanie mieszkanie, bo pranie i sprzątanie wykonuje regularnie, ale odgrzewane klopsy z mikrofali. Utożsamiam się bardzo z gościem, bo sama pierwszy rok studiów przeżyłam na mrożonych pizzach i kotletach od mamusi. Do dziś nie mogę sobie w pełni uświadomić, jak słabo i mało jadłam. Zaledwie jeden odcinek sprawił, że moje serduszko zostało ugotowane na miękko. Absolutnie nie wierzę, że to się w jakikolwiek sposób skończy na romansie młodej z nauczycielem (sprawdzałam internety, nic nie znalazłam w tej materii), więc możecie oglądać ze spokojnym sumieniem. Opening jest jednym z nielicznych z tego sezonu, który spodobał mi się od pierwszego przesłuchania, grafika jest bardzo ładna, animacja płynna, tła śliczne – no cud, miód i karmelki. Od czasu Usagi Drop czekałam na takie mądre okruchy życia.

Amanchu!

tumblr_o7sa8tgXE91ra3lv7o1_500
To ja poproszę o sklonowanie tej pani i wysłanie do połowy polskich gimnazjów.

Do spokojnej wioseczki nad oceanem przybywa Ooki Futaba, nastolatka rozpoczynająca naukę w liceum. Nowa rzeczywistość okropnie ją przeraża, a brak przyjaciółek, które zostały daleko w mieście, smuci podwójnie. Mimo to na widok oceanu, nad który przyjechała skuterkiem w poszukiwaniu zasięgu, oczarował ją jak nic innego w nowym miejscu. Pierwszego dnia szkoły spięta Futaba nie potrafi nawet porządnie przedstawić się klasie, jednak ni z tego, ni z owego zagaduje do niej wesoła Kohinata Hikari, dziewczyna (o losie i szalony przypadku!) zakochana w nurkowaniu. Jeśli potraficie połączyć kropki w postaci oceanu, dwóch licealistek, płetw i butli z tlenem, to już wiecie, o czym będzie ta historia.

Ni to okruchy życia, ni to sportówka, ni pies, ni snopowiązałka. Nie do końca będę przychylnie nastawiona do tego anime, bo mnie, co tu dużo mówić, rozczarowała kreska. Już w trailerze rozwalał mnie wygląd dupokota, bo równie brzydkiego czegoś, co z takim zacięciem udaje, że jest normalnym zwierzęciem, nie widziałam już dawno. Nawet Meow z Space Dandy był ładniejszym kotokosmitą niż ten cudak. To nie jest jednak koniec graficznego rollercoastera. Nie wiem, kto wymyślił, że doda powabu bohaterkom przez zaznaczenie im dolnych warg na kształt pelikaniego dziobu, ale podpowiem mu – to nie działa. Projekty są brzydkie, czoła na pół twarzy są złe, brwi w połowie czoła są jeszcze gorsze, a szkolne mundurki to Koszmar z ulicy Wydętych Pup. Tła może i robią całą dobrą robotę, ale nie umiem przymknąć oczu na to, co się dzieje z postaciami. Taką Hikari przez cały seans miałam przemożną ochotę piz… zą po twarzy potraktować. Ona jest irytująca i zachowuje się jak rozwydrzony przedszkolak! Para głównych bohaterek w postaci nadaktywnego dzieciaka w skórze licealistki i memły to najgorsze połączenie, na jakie mogłam trafić. To znak od niebios, że do tych okruchów życia będę miała absolutny zakaz wstępu pod groźbą toczenia piany z pyska.

B-Project: Kodou*Ambitious

tumblr_o9qcriwQqb1vqurt1o1_540.gif
Kolorowy świat kiedy ja dotykam ciebie~

Fanki idolingu, łączcie się! Dziesięciu pięknych, gładkich i lśniących idoli czeka na was w kolejnej produkcji tego typu. Wyświechtane motywy mnożą się tu niczym króliki na rykowisku, a szalę goryczy przechyla fakt, że do środowiska muzycznych ciastków dołącza jedna jedyna heroina. Trzy zespoły wschodzących gwiazd będą od tego momentu wspierane przez wcale-nie-śliczną-i-utalentowaną Tsubasę, która została odnaleziona w przeciętnym sklepie z płytami i zatrudniona przez samego prezesa Ganderra Music.

Arrrgh, aż chciałam sobie rwać włosy z głowy, ale szkoda mi pieniędzy na tupeciki, więc się w porę powstrzymałam. Ładne to jak kupa jednorożca, sparkli aż miło, może być choćby ze szczerego złota, ale to wciąż… no. Idole przedstawiają się tak sztampowo, jak to tylko możliwe: mamy księcia, okularnika, typa chłodnego, quasi-szotę-quasi-trapa, ze dwóch radosnych typków, złośnika, kobieciarza… żal patrzeć na tę gromadę. Twórczyni projektów postaci, czyli autorka Księcia Piekieł we własnej osobie, odwaliła kawał solidnej roboty i nie mogę powiedzieć, że chłopcy mają brzydkie buźki. Odważę się powiedzieć jeszcze jedną pochwałę – już w pierwszym odcinku pokazano całkiem sporo interesujących, zakulisowych ciekawostek pracy idoli. Tylko czemu to musi być reverse-harem? Twórcy zupełnie się z tym nie kryją! A ci idole majtający pupkami jak brazylijskie tancerki budzą we mnie jakieś dzikie rządzę kopnięcia ich we wspomniane przymioty. Jedyną męską popową grupcią, którą akceptuję, jest Trichronica z Show By Rock!!, bo tam jest to i parodia, i element fabuły, bo lider zmienił stylówę celowo, by się skutecznie sprzedać. Jeśli idzie o B-Project, to chciałam tylko sprawdzić moją reakcję alergiczną na tego typu produkcję. I wiecie co? Mój ból tyłka wciąż ma się cudownie. Aż żal to leczyć.

Battery

tumblr_oajqcfwvZi1ry54jto1_500.gif
Wow, początki takie fascynujące, wow, piłka taka okrągła.

Na początku ciekawostka time – tytuł serii wywodzi się od terminu na bejsbolowy duet, który tworzą miotacz i łapacz, a samo określenie wzięło swój początek od porównania siły graczy do… armat stosowanych w wojnie secesyjnej. A teraz zostawmy wiedzę bezużyteczną, zejdźmy oczko niżej w edukacji i powitajmy w szeregach anime gimnazjalistów. Takumi Harada jest świetnie rokującym miotaczem (to ten od rzucania piłek w bejsbolu), ale narasta w nim frustracja, ponieważ nie umie znaleźć odpowiedniego łapacza (to ten obuty w ochraniacze, co kuca za pałkarzem), który byłby w stanie za nim nadążyć. Kiedy jego rodzina się przeprowadza do dziadka, Harada natrafia na Nagakurę Gou, chłopaka grającego jako łapacz w barwach niezbyt uznanego lokalnego szkolnego klubu. Chłopcy są niesamowicie różni, ale cel mają jeden – grać jak najlepiej i zajść jak najdalej. Czy stworzenie „battery” okaże się tak samo łatwe jak marzenie o stadionie w Koshen?

Tak jakby sportówka, a jednak więcej w tym okruchów życia niż shounenowego zacięcia – widzę, że trend z Amanchu! rozwija się w tym sezonie nadzwyczaj dobrze. Póki co seria daje radę, choć z gatunkiem lekko mi może nie być. W pierwszym odcinku przedstawiono zaledwie ogólny zarys sytuacji; bez opisu czym jest „battery” to bym się nawet nie domyśliła, że to o to Harada ma wąty do świata. Główny bohater jest odrobinkę antypatyczny, ale rozumiem, że za tą postawą stoi wiele turniejowych przejść i żalu do samego siebie. Gou jest za to sympatycznym chłopakiem, nie jakimś przesadnie głupim w swej dobroduszności, dlatego o wiele lepiej się na niego patrzy. Kreska jest ładna, co szczególnie trzeba pochwalić, kiedy mówi się o tak nowym studiu jak Zero-G, którego jest to przecież premierowe anime. Naprawdę, a byłam przekonana, że mają coś wspólnego z Grimgarem, bo grafika w openingu i endingu jest niemal identyczna co w tych z Battery. Ja wam mówię, twórcy kupowali pastele w tym samym kombini! Jestem bardzo ciekawa, czy z tego anime będzie więcej dramowania, czy jednak zdrowej rywalizacji sportowej okraszonej zwykłym życiem.

D.Gray-Man HALLOW

tumblr_static_tumblr_static_1n00l1xvw5vook8sgogkgkos8_640.gif
Dajcie mi bułkę, a powiem wam, kto jest głównym protagonistą tego shounena.

Prawie dziesięć lat od rozpoczęcia pierwszej serii (a około ośmiu od zakończenia), wierni fani wreszcie otrzymali upragnioną kontynuację D.Gray-Mana. To już tylko berserkowcy czekali dłużej. Co prawda każdy w duszy wolałby Brotherhooda, ale na bezrybiu i jednosezonowiec ryba. Allen Walker należy do Czarnego Zakonu, stowarzyszenia walczącego z Milenijnym Hrabią i tworzonymi przez niego Akumami. Wiele rzeczy działo się po drodze, ale wraz z końcem poprzedniej, a początkiem tej serii stanęliśmy na tym, że Allen posiada wspomnienia Czternastego, jednego z arcyniebezpiecznych Noah oraz młodszego brata Many, dawnego opiekuna głównego bohatera. Możliwość, że Czternasty przebudzi się w pełni wzbudza niepokój we władzach Kościoła. Za kulisami zaczyna rozgrywać się śmiertelna gra, w której pierwszą ofiarą pada mentor Allena, Marian Cross.

Uff, udało się. Minął już solidny kawał czasu odkąd oglądałam pierwszą ćwiartkę (i tylko ćwiartkę) poprzedniego D.Gray-Mana i za Chiny Ludowe nie pamiętałam, na czym cały ambaras polegał. A przez mangę to już czuję się totalnie ogłupiona w kwestii relacji Mana-Czternasty-Milenijny, bo potrzebowałam autentycznie pół godziny, żeby wreszcie włożyć klocki w odpowiednie dziurki. Nie powiem, że się nie cieszę na nowe anime. Są ku temu trzy powody. Uno, że to zawsze daje nadzieje na wskrzeszenie innych zapomnianych serii. Dos, że jadą na moim sentymencie, bo kiedyś naprrrawdę lubiłam ten tytuł, był takim przeporządnym shounenem z plot twistami i gromadką fajnych bohaterów. Tres, że szykuje się kawał porządnej animacyjnej rozpierduchy. Ale tak naprawdę nie wiem, czy powinno się ruszać ten zarośnięty nostalgią grajdołek. I tak nie przedstawią fabuły do końca, wrzucono nas w środek historii mocno wyrwanej z kontekstu, więc spora część ludzi nawet tego nie tknie, odcinków jest pieruńsko mało, seiyuu są zmienieni… Oho, chyba poruszyłam drażliwą kwestię. Ano mnie też nie podobają się pewne głosy, lecz, o dziwo, nie chodzi o głównych bohaterów. Myślę, Allen i Kanda sprawdzają się w swoich rolach. Mają takie barwy głosów, że pasuje to do ich postaci – pierwszy troszkę cieńszy, chłopięcy, a drugi niski, z taką groźną nutą. Fajnie. Natomiast Lavi według mnie brzmi okropnie. Chłopisko już wyrosło, ogłady nieco nabrało, a wydaje mi się, że gdy mówi, to jest jeszcze bardziej dziecięcy niż Allena. Sugiyama Noriaki podkładający głos po Crowleya to już jakaś tortura – lubię ogromnie Sugiyamę, przemiły z niego człowiek, ale jak próbuje być mhroczny i posępny, to przypomina mi się Sasuke i mam ochotę orać zębami szkolną tablicę. A Miranda brzmiała, jakby miała sześćdziesięcioletnią chrypę-mordercę.
Ale coś się uchowało przy tej olbrzymiej liczbie zmian i przemeblowań – soundtrack! Pamiętali o motywie głównym w odcinku i przy zapowiedzi, jeee! Się wzruszyłam. Liczę na to, że skoro za muzykę odpowiada wciąż ten sam człowiek co kiedyś, to wszystko będzie w tej kwestii na swoim miejscu. A kto wie, tfu, tfu, może oni jednak wiedzą, w co robią…?

Danganronpa 3: The End of Kibougamine Gakuen – Mirai-hen

tumblr_oabd33zoeI1ua73u2o4_r1_540.gif
Ładnie nam ta niepozorna shota wyrosła.

Ktoś tu poszedł o krok dalej od Sailor Moon Crystal i zrobił trzeci sezon, zupełnie pomijając drugi nie tylko z nazwy. Strzeżcie się! Jeśli nie znacie fabuły dwójeczki, to ten opis nie jest przeznaczony dla waszych oczu. Chyba że piekielnie lubicie spoilery.
Makoto Naegi, wezwany na zebranie dyrektorów oddziałów Fundacji Przyszłości, ma zostać osądzony za uratowanie współpracowników Junko, odpowiedzialnych za Największy, Najokrutniejszy… et cetera. Naegi jest oskarżony o zdradę, lecz nim ktokolwiek zdąży na dobre rozpocząć proces, tajną siedzibę atakuje nieznany przeciwnik. Okazuje się, że wszyscy ochroniarze w budynku zostali wyrżnięci w pień, a szesnastkę czołowych członków Fundacji Przyszłości uwięziono w ich własnej siedzibie. Gdy na ekranie pojawia się znajoma sylwetka Monokumy, wiadomo już, że poleje się krew. I faktycznie, pierwsza ofiara pojawia się zanim jeszcze ktokolwiek zdąży zareagować.

Wreszcie jest! Wreszcie jest! O mamuńciu, jak się cieszę, że w świecie Danganronpy znów coś się dzieje. Nie zrozumcie mnie jednak źle – uważam, że pierwsza seria była mocno taka sobie. Mało tego, po pierwszym kontakcie z tym tytułem byłam święcie oburzona beznadziejnymi projektami postaci i byle jaką animacją. Matko, jak mnie na początku odpychała Sakura. Byłam o krok od rzucenia tego w diabły, gdy w ręce wpadł mi playthrough z gry (próbowałam zainstalować ją na kompie, ale bez powodzenia). No i wpadłam. Lubię tę atmosferę, jednocześnie gęstą i groteskową, oraz to, że jak przychodzi co do czego, to morderców jest mi tak samo szkoda jak ofiar. A Sakurę polubiłam z całego serca. Naprawdę. Teraz liczę na równie dobrą jazdę bez trzymanki jak w poprzednich częściach. O ile jestem dość spokojna o los Naegiego, a taki Hagakure jest tak głupi, że jego nic nie ruszy, to czuję w kościach (a także po openingu), że Kirigiri spotka coś złego. Już ja dobrze pamiętam, jak twórcy uwielbiają rozpaczających graczy, oj, pamiętam. Zresztą, w pierwszym odcinku twórcy też się nie certolą. Przecież mógł być z tego taki ładny pairing (a tak naprawdę już coś podejrzewam, ale nie powiem wam co). Wydaje mi się, że kreska trochę się poprawiła od czasów pierwszej serii, ale to wciąż żadne fajerwerki. Raczej rzemieślnicza robota. Opening do tej części daje radę, dobry pomysł, klimacik, wykonanie powyżej przeciętnej. Ending za to po prostu… jest. Co by tu więcej nie mówić, obie serie są tak specyficznie umieszczone w linii czasowej uniwersum, że czy bym wam to polecała, czy nie, to obejrzą to tylko ci, którzy obejrzą (koniec cytatu sponsorowanego przez Paulo Coelho).

Danganronpa 3: The End of Kibougamine Gakuen – Zetsubou-hen

tumblr_oabhkjtLNG1uim7roo1_500
Pokemon Go czyli wszyscy jesteśmy nolife’ami

Zanim Junko i jej poplecznicy zrobili międzynarodową rozpierduchę, Super Duper Licealiści byli tylko Super Duper Licealistami. Jak to się stało, że klasa piętnastu utalentowanych, względnie sympatycznych uczniów zmieniła się w przedstawicieli Rozpaczy? Co się stało w trakcie Największego, Najokrutniejszego… sami-wiecie-co? O tym wszystkim opowie nam panna Yukizome, świeżo upieczona nauczycielka w Akademii Nadziei, wychowawczyni wyżej wspomnianych gagatków oraz była Super Duper Licealna Pani Domu.

Oto pierwszy z dwóch nietypowych animcowych eksperymentów, których doświadczymy latem. Może jeszcze jestem za młoda w fandomie, ale wydaje mi się, że jest to jedyny tytuł, którego dwie serie doczekały się emisji w tym samym sezonie. Good job, Danganronpa, tylko dlaczego właśnie tak chcesz nadrabiać brak adaptacji drugiej gry? Wierzę jednak, że to ma sens, bo kto jakimś cudem polubił anime, to nie wytrzymał i sięgnął po grę, a kto nie lubi, to i tak ma wylane. Ta część z pewnością będzie się mocno różnić od typowej Danganronpy nastawionej na rzeź i detektywistyczne dochodzenia – przynajmniej na razie szykuje nam się szkolna komedia z, być może, elementami obyczajowymi. Ale to bardzo może. Nawet jeśli pierwszy odcinek był w większości o niczym, to jednak znający dwójkę ludzie wyłapali co najmniej dwa momenty zapowiadające grubszą akcję. Mimo wszystko nasze misie-pysie nie zmieniły się w psycholi od tak, z dnia na dzień. Nie spodziewałam się zupełnie pojawienia się Nanami (pozdro dla kumatych), lecz przeogromnie cieszy mnie jej widok (i smuci, bo chyba wiadomo, co to oznacza – znów pozdro dla kumatych). Moment kiedy wpada na Hinatę był taki… awww. Aż się łezka w oku kręci. Miny Soudy są cudne jak zawsze, a chomicza ekipa Czterech Jeźdźców Apokalipsy zgarnia statuetkę za najlepsze drugoplanowe role. To anime jest zdecydowanie dla wiernych fanów tytułu, bo kiedy wyobrażę sobie, co może pomyśleć przypadkowy widz na widok wystrzałowej kupy Nidaia… aż mi się głupio przyznawać, że w ogóle mam oczy.

Days

tumblr_o9thieTHWy1rhgqlxo1_500
Skoro ja miałam skojarzenia, to wam też nakazuję je mieć.

Tsukamoto Tsukushi jest małym, chuderlawym pierwszoroczniakiem rozpoczynającym swą licealną karierę. Już pierwszego dnia wpada on w oko Kazamie, przystojnemu i wysportowanemu koledze z klasy. Proszę bez żadnych insynuacji (chyba, ale o tym potem) – Kazama zaprasza niepozornego Tsukamoto na towarzyski mecz nożnej. Świeżynek zupełnie nie daje sobie rady; nie dość, że obrywa piłką gdzie tylko popadnie, to jeszcze obciera sobie stopę do krwi. Nie traci jednak hartu ducha i wytrwale biega za piłką, a na sam koniec zalicza nawet swojego pierwszego gola (oraz twarzosłupek). Zainspirowany Tsukamoto postanawia razem z Kazamą dołączyć do oficjalnego licealnego klubu piłki nożnej. Pierwszy trening również okazuje się mordęgą dla delikatnego chłopaka, lecz uparty jest za trzech, przez co udaje mu się wywrzeć dobre wrażenie na kapitanie drużyny. A to zaledwie początek wspaniałej, krętej drogi przez młodość i zieloną murawę!

Za każdym razem kiedy Kazama patrzył przeszywająco na Tsukamoto, jakiś zimny, yaoistyczny dreszcz przebiegał mi po plecach. Ja naprawdę nie z gatunku tych, co wszędzie wypatrują podtekstów, ale zachowanie blondyna było podejrzane jak torebka Louis Vuitton kupiona na bazarze. Niewinna buźka Tsukamoto z takimi śmiesznymi plackami rumieńców niczym w starych kreskówkach nie pomagała mi zresztą odpędzić dziwnych wizji. Natomiast jeśli o piłkę nożną chodzi, to było spoko. Urywek meczu z samego początku pierwszego odcinka był bardzo dobrze zanimowany i ogólnie akcja była przeprowadzona rozsądnie, bez świetlnych błysków w stylu Kuroko, ale też obyło się bez dwudziestokilometrowych biegów niczym w Kapitanie Tsubasie. Jeśli mam być szczera, to obawiam się nieco tych zapowiedzianych dwudziestu czterech odcinków, bo Tsukamoto potrzbuje naprawdę wiele, wieeele odcinków treningowych, aby mógł wreszcie coś sobą reprezentować. Haikyuu!! to to mimo wszystko nie jest, dowcipy nie sypią się tu na prawo i lewo, więc jeśli seria skupi się na przesadnym oddaniu realizmu i obyczajówce, to uświerknę chyba z nudów. Ale trudno. Euro się skończyło, Portugalia wygrała, przez co człowiekowi jakoś nieswojo, że się naszym nie udało. Jak to dobrze, że na japońskich licealistów zawsze można liczyć. ZAWSZE.

Fate/kaleid Illya Prisma 3rei

tumblr_o9x7f8tQqs1twgfw0o1_500
Nie płacz Illya, już żadna napalona dziesięciolatka nie będzie cię napastować. Chyba.

Czwarta odsłona przygód magicznych dziewczynek z alternatywnego świata Nasuversum. Kiedy wydaje się, że kryzys związany z ósmą kartą zostaje na dobre zażegnany, a Miyu uratowana, nagle wymiar w lesie niedaleko miasta Fuyuki staje się niestabilny i na tę stronę przedostają się dwie absurdalnie silnie niewiasty. Nazywają one Miyu księżniczką, po czym nie słuchając sprzeciwu ani jej, ani żadnej ze zgromadzonych tam osób robią małą sieczkę i porywają dziewczynkę do swojego wymiaru. Illya do ostatniej sekundy stara się pochwycić przyjaciółkę, ale wtedy czasoprzestrzeń w lesie całkiem się załamuje i główna bohaterka zostaje przeniesiona do nieznanej jej rzeczywistości. Okazuje się, że w nowym świecie Fuyuki jest wymarłe, a jedyną żywą osobą jest dziewczyna imieniem Tanaka, która ma zaawansowaną sklerozę. Czy Illyi uda się odnaleźć Miyu i sprowadzić ją z powrotem do swojego radosnego i spokojnego wymiaru?

Seria zaciąga u mnie właśnie drugi kredyt zaufania. Oba sezony 2wei (szczególnie pierwszy) miałam przeogromną ochotę zakopać pod hałdą żwiru, bo yuri loli ścieliło się gęsto jak robactwo po Muchozolu. Nie jestem statystycznym japońskim loliconem, żeby ślinić się za każdym razem, kiedy śliną dzieliły się dziewczynki z podstawówki. Uch, kwestia przekroczenia granicy do stania się żeńskim Boku no Pico wcale nie była taka daleka. A pierwsza-pierwsza seria była taka fajna… No cóż, przeżyłam 2wei, przeżyję i 3rei. Bardziej mojego mózgu już uszkodzić nie można.
O dziwo ten sezon zapowiada się dobrze (tfu, tfu, na psa urok, żeby nie zapeszyć). Akcja rusza z kopyta już od pierwszego odcinka, choć oczywiście nie obyło się bez yuri sugestii. Wydaje mi się, że kreska nieco się poprawiła, a postacie zyskały na szczegółowości. Opening jest dość dobry, jednak ending to jakaś kakofonia. Jeśli komuś zachciało się zrobić kopię edingu z Re:Zero, to coś mu ewidentnie nie pykło. Ponadto dostaliśmy trochę dobrze zanimowanej walki, fem!Gilgamesh oraz zapowiedź emo!Shirou. Odsłonię też rąbek tajemnicy i powiem, że w drugim odcinku pojawi się gotujący Kirei. Tak, tak, Kotomine Kirei, naczelna ludzka szuja Fateów, będzie pichcił zupkę. Kurczę, aż mi się przypomniał Carnival Phantasm, jedna z najlepszych parodii czegokolwiek animcowego, jaką widziałam. Ale pomijając gościnne występy, wielkie magiczne dramy i widowiskowe pojedynki to jest właśnie coś, za co lubię Nasuversum, dlatego nie bez kozery oczekuję, że tym razem twórcom wystarczy many, żeby zrobić kilka porządnych walk.

Fudanshi Koukou Seikatsu

tumblr_o9weopSUpx1tk6djfo3_1280
Za każdym razem kiedy kupuję dziesięć czekolad Milka na raz.

Myślicie, że życie yaoistek jest dziwne i skomplikowane? To nie widzieliście jeszcze w akcji yaoisty. Sakaguchi Ryo jest fudanshi, czyli męskim odpowiednikiem fujioshi, fanki związków męsko-męskich. Chłopak jest zadeklarowanym hetero nastolatkiem (no dobra, może troszeczkę bi), tylko że jego hobby zdaje się temu zaprzeczać. Nawet jego najbliższy kumpel myśli, że na mangach yaoi to się ta mania nie kończy i także w prawdziwym życiu Ryo woli 3D chłopców. Czy dla fudashi i jego zboczonych inaczej myśli znajdzie się miejsce na tym padole cudaków zwanym Japonią?

Ten short jest całkiem… całkiem. Nie padłam jeszcze plackiem na plecy z zachwytu, ale może to kwestia czasu. Ryo jest taką typową nienasyconą yaoistką z naszych wyobrażeń, tylko bardziej. Póki co brakuje mi szerszej ekipy do tworzenia interakcji, bo jeden kumpel, o którym fantazjuje pół twittera głównego bohatera to jednak za mało. W planach ma być chyba jakaś koleżanka, z którą Ryo będzie jeździł na Comic cony, ale dobrze byłoby posłuchać jakichś ciętym ripost wypowiadanych przez osoby trzecie. Uch, trzy minuty pierwszego odcinka to tak jakby mało, żebym mogła chociaż myśleć o udawaniu, że będę obiektywna w pierwszym wrażeniu i powiem coś więcej o swoich odczuciach. Na pewno będę tę serię śledzić, bo nic mnie to wysiłku prawie nie kosztuje, ale anime jest wciąż dla mnie wielką zagadką.

Handa-kun

capture
…i tak właśnie narodzili się bohaterowie Clampa.

Znacie może Handę z Barakamona? Nawet jeśli nie kojarzycie, to myślę, że z powodzeniem możecie zacząć swoją przygodę od tej serii, bo poza głównym bohaterem wszystko będzie tu totalnie inne. A ponieważ jest to prequel, dlatego kolejność nie ma tu większego znaczenia. Handa należy do gatunku geniuszy-hikikomori, a jego pasją i talentem jest kaligrafia. Może dałby radę żyć sobie spokojnie sam na sam z tuszem i kartką papieru, gdyby nie anormalna, gargantuliczna wręcz popularność, jaką cieszy się wśród kolegów i koleżanek ze szkoły. Nawet Sakamoto przy tym wysiada, a przecież to był straszny poziom fangirlowania. Dlatego właśnie cnoty… znaczy, spokoju licealisty broni specjalna jednostka kolegów, nazywająca się szumnie Siłami Handy. A przynajmniej tak im się wydaje.

Ludzie ze studia Diomedea nie tylko rozwalili czwartą ścianę, ale też wystrzelili w powietrze sufit, wdarli się do piwnicy i przeorali ze dwie sąsiednie działki. Jeszcze nie widziałam na swe oczy takiej animcowej incepcji, żeby bohaterowie mówili o produkcji anime, w którym sami grają (i żeby nie był to jakiś dodatek. ani Gintama). Koledzy Handy najpierw dyskutują nad gatunkiem, potem, gdy dowiadują się, że pierwszy odcinek został już wyemitowany (chociaż, dafuq, właśnie go oglądamy), dzwonią do studia Diomedea, następnie w złości produkują własną groteskową wersję anime, a na koniec przysłana zostaje im płytka… i tak zaczyna się druga połowa seansu. Wówczas to dostajemy dosłownie drugi sezon Sakamoto, z tą różnicą, że ludziom dookoła wydaje się, że Handa jest ideałem, a jemu, że wszyscy się na niego uwzięli. Bawiłam się naprawdę nieźle, nawet jeśli to już któraś z kolei odgrzewanych komedii pomyłek. Jestem ciekawa, czy główny bohater zacznie się jakoś bliżej dogadywać ze swoją męską grupą wsparcia, bo przydałoby się w przyszłości trochę więcej zdrowszych interakcji z otoczeniem. Szkoda trochę, że Daisuke Ono już nie podkłada głosu pod Handę, ale rozumiem, że wolał zająć się wątpliwą fuchą w B-Project. Piosenka z endingu bardzo przypadła mi do gustu, choć sama strona wizualna jest dość biedna. To zdecydowanie nie jest Barakamon, ale nie umniejsza mi to radochy z seansu. Wporzo komedii nigdy dosyć!

Hitori no Shita: The Outcast

theoutcast1d
Nie ma to jak piętnastosekundowe (liczyłam), bezsensowne ujęcie krocza głównego bohatera.

Znów odskoczymy nieco od Japonii, ale tym razem zdecydowanie bliżej niż Włochy alternatywnej rzeczywistości, szczególnie że to anime to kooperacyjne dzieło Japończyków i Chińczyków. W małej chińskiej wiosce dochodzi do dziwnego zdarzenia, w którym wszystkie nagrobki w leśnym cmentarzu zostają przewrócone, a jeden z grobów zostaje splądrowany tak, że znika pochowane tam ciało. Wydaje się, że to wina cmentarnych hien, ale podejrzenie pada też na młodą dziewczynę, Houhou, która „przypadkowo” pojawia się w okolicy. Podaje się ona za wnuczkę człowieka, którego ciało zniknęło z grobu. W tym samym czasie do wioseczki przybywa też znany mieszkańcom wnuczek wyniesionego trupa, Chou Soran. Chłopak postanawia zasadzić się na cmentarne hieny odpowiedzialne za zbezczeszczenie grobu dziadka, jednak na miejscu znajduje tylko Houhou, swoją domniemaną siostrę, oraz… stadko zombie, radośnie poczynających sobie wokoło.

Wyczuwam w powietrzu woń guilty pleasure. B-Project to małe wyświechtane frytki w porównaniu z tym, co może mi dać anime z Fabułą przez duże F. Rozumiem, że laska zajmuje się eliminowaniem nadnaturalnych zagrożeń (nie wiem, czy tylko zombie), a chłopak ma moce, o których istnieniu najprawdopodobniej sam do końca nie zdaje sprawy. A że oboje wkrótce będą grać w tej samej drużynie, to pewne jak rodzynek w kutii. O co im tam wszystkim może biegać – twórcy raczą wiedzieć, ale sprawa będzie z pewnością kręcić się wokół zaginionego trupka i magicznych możliwości krwi rodu Chou. Bo że jakieś ma, to jak Soran ciskający błyskawice dodać zombie na tym samym cmentarzu, co martwy dziadunio. Kreska jest niespecjalnie jakakolwiek, ale do ładnych na pewno jej nie zakwalifikuję. Wydaje mi się, że cała kasa poszła na plakat promujący serię. I na pewno najmniej poszło na opening, bo bieda aż piszczy, wyzierając w masywnych cycków i statycznych ujęć. Seryjnie, oddalcie się ftepędy od tego tytułu, a robotę zostawcie profesjonalnym marnowaczom czasu jak ja (błysk uśmiechu numer dwanaście).

Mob Psycho 100

mob-psycho-100-01-mob-works
Gdyby stworzyć personifikację absolutnej potęgi, to ona też miałaby twarz Saitamy.

Jeszcze nie wszyscy ostygli po One-Punch Manie, a już kolejna szalona manga ONE’a doczekała się animcowej adaptacji. Reigen Arataka jest samozwańczym oszu… to znaczy, pogromcą nadnaturalnych zjawisk i egzorcystą na telefon. W wykonywaniu co mniejszych robótek pomaga mu Mob czyli Kageyama Shigeo, gimnazjalista obdarzony potężnymi mocami psychicznymi. Mob jest cichym, nieśmiałym chłopakiem, który chyba nie do końca ogarnia o co chodzi na świecie, bo Arataka regularnie robi go w konia w kwestii mentorstwa i kantuje na wypłacie, dając mu za załatwienie ducha 300 yenów, czyli trochę ponad dyszkę na nasze. Jedyne, czego tak naprawdę nasz bohater pragnie, to zaprzyjaźnić się z najładniejszą dziewczyną z jego klasy, Tsubomi (która też ma twarz jak Saitama, ale co kto lubi).

Seria jest dokładnie tym, czym był/jest One-Punch Man, gdy nie dotykał go Murata – totalnym odjechanym kosmosem. Bohater tak bardzo OP, że gumka w kalesonach sama się lasuje, a kreska tak nieokiełznana jak konie w galopie, uuu~ Wydaje mi się, że Mob Psycho 100 wpadnie w ten sam schemat co O-PM, czyli bohater zawsze będzie ekspresowo szybko wygrywał z kolejnymi coraz silniejszymi przeciwnikami i… tyle. Ale jeśli takie jest od początku założenie serii i nikt mi kitu nie wciska (Arataka się stara, ale jesztem szczfanym lyszem, nie dam sze), że to będzie głębsza, dojrzalsza historia pełna dram i łez, to przynajmniej czuję się jakoś tak doceniona. Jeśli miałabym przyrównać do czegoś kreskę, to chyba będzie to tylko Ping Pong The Animation, a i to tak nie do końca. Nawet jeśli niechlujność bije po oczach jak kolumbijski mafiozo, to nie sposób odmówić temu pewnej płynności i spektakularności. To je Bones, to je solidna firma. Na opening brakuje mi już epitetów związanych z absurdem. Albo nie, czekajcie, chyba mam niezły pomysł na porównanie – opening jest jak Internet w pigułce, tylko bez śmiesznych kotków. Dobre? Nie tak dobre jak anime. Dajcie mu szansę, bo szykuje się kawał niezłej rozpierduchy polanej sosem z komedii. A komedie to coś, co tygryski takie jak ja lubią najbardziej.

Nejimaki Seirei Senki: Tenkyou no Alderamin

tumblr_oadf3aKKnt1qa94xto1_500
Te rude zawsze są najwredniejsze.

Sorouku Ikuta jest niepokornym kobieciarzem i wielkim leniem, co w fantasy świecie w stanie wojny nie jest zbyt dobrze widzianym połączeniem. Ikuta z pomocą Igsem (to rude z gifa) chce dostać ciepłą, bezpieczną posadkę w bibliotece… a przynajmniej tak mówi na głos, bo jego nieprzeciętny spryt i obeznanie w wojsku zdecydowanie nie są cechami tylko na pokaz. Razem z kilkoma innymi kadetami wybiera się statkiem na egzamin, ale z powodu silnego sztormu gromadka młodych ludzi oraz jedna przypadkowo napotkana księżniczka zostaje wyrzucona przez morze na terytorium wroga. Gdy wydaje się, że sytuacja jest gorzej niż zła, do akcji wkracza Ikuta, dziś niepozorny żołnierz z przypadku, a w przyszłości… legendarny, niezwyciężony generał. Serio-serio.

Do ostatnich sekund pierwszego odcinka właściwie nie wiedziałam, jaki będzie zamysł tego anime. Opening sugerował wojskowe klimaty, coś ala zdecydowanie poważniejsze Taimadou Gakuen 35 Shiken Shoutai, a potem jak bohaterowie wylądowali na tej „bezludnej wyspie”, to troszkę zbaraniałam. Oni się mają w szóstkę przebijać przez zastępy wroga? Co ich będą, kokosami tłuc? No to powodzenia ślepa Gienia, myślałam, licealna drużyna A nam się szykuje. A potem przyszło zdanko, które rozbudziło moje nadzieje – protagonista ma zyskać miano generała? Kurczę, a skoro jest dobrym strategiem, to może będzie sporo ciekawych posunięć taktycznych i zwrotów akcji? Dobra, mają mnie. Poczekam, popatrzę. I skoro już przy patrzeniu jesteśmy, to powiem, że jestem jak część internetów zawiedziona projektami postaci. Grafika jako całość jest bardzo dobra, animacja również jest płynna, ale zupełnie nie leżą mi te wyraźnie zaznaczone u wszystkich usta, czy to u chłopów, czy babek. Wyglądają jak wiecznie wydęte wargi poprawianych botoksikiem aktorek. Oryginalne rysunki były może niezbyt wyszukane (ach ta główna bohaterka z ogniście czerwonymi włosami; one są wszystkie kropka w kropkę takie same), ale wciąż bardzo, bardzo ładne. No nic, nie samą grafiką człowiek żyje. Dobre fantasy byłoby bardzo mile widziane, ale boję się, że mogę oczekiwać od wschodnich bajek trochę za dużo… normalnych rzeczy.

Orange

or1b.gif
Można puszczać slajdy i można puszczać slajdy pomysłowo.

A teraz pora na prawie-murowany-hit (ach, ten przyjemny dreszczyk niepewności, kiedy nie wiesz, ile yenów mają twórcy w budżecie). Takamiya Naho pewnego dnia znajduje obok swojej szkolnej torby tajemniczy list, której nadawcą ma być niby ona sama za dziesięć lat. Dziewczyna początkowo z dystansem podchodzi do przeczytanych rewelacji, jednak kiedy kolejne punkty zawarte w piśmie zaczynają się sprawdzać, Naho nie jest już niczego pewna. W liście przewidziane jest, że do jej klasy dołączy chłopak z Tokio, niejaki Naruse Kakeru, a starsza wersja głównej bohaterki radzi jej, aby absolutnie nie wyciągała chłopaka na spacer z grupką jej przyjaciół. Nieśmiała Naho nie jest jednak w stanie wspomnieć o czymkolwiek kolegom, dlatego ignoruje zalecenia i  dobrze bawi się razem z Kakeru. Nie wie jeszcze, że jego nieobecność przez kolejne dwa tygodnie nie są spowodowane wcale wagarami ani przeziębieniem, ale czymś o wiele, wiele poważniejszym.

To takie odświeżające mieć na polskim rynku calutką mangę, a dopiero potem dostać anime. Na plus na pewno można zaliczyć, że historia ma zaledwie pięć tomów, więc na intensywną sezonową serię wydaje się to ilość idealna. Pierwszy odcinek nie był wybitnie szybki, ale zwykle tak z nimi bywa, że adaptuje się tylko pierwszy rozdział mangi, aby zostawić widza z takim pierwszym cliffhangerem. Tutaj była to informacja o tym, że Kakeru za dziesięć lat już nie żyje. Strona wizualna jest dopieszczona jak salonowy pudelek, tła są przepiękne, natomiast z twarzami twórcy mają chyba jakieś problemy. Z daleka wyglądają super, jak żywcem wyjęte z mangi i pokolorowane, ale przy dużych zbliżeniach zaczynają wychylać się jakieś paszczurzyska, z nienaturalnymi cieniami pod oczami, wydatnie zaznaczonymi ustami, krzywymi zębami czy zmarszczkami. Szczególnie Azusa wyglądała momentami groteskowo. Z minusów to jeszcze zachowanie Naho zawsze mnie trochę wpieniało. Jakby nie zdawała sobie sprawę, że walczy o czyjeś życie… Ale cała reszta podoba mi się bardzo-bardzo. Cieszę się, że autorka została doceniona, chociaż jeszcze nidawno wydawało się, że mangę czeka anihilacja. A tu nawet doczekała się anime, i to nie byle jakiej reklamówki, ale z wielkim prawdopodobieństwem zamkniętą historię! Dlatego mocno wam polecam – wcale nie dlatego, że ma w sobie motyw podróży w czasie (wcaaale, Dziab, wcaaale), ale że to dobry shoujo-josei, który frykniecie na raz.

Planetarian: Chiisana Hoshi no Yume

tumblr_oabrkaCg1O1s4qvrdo1_500
Japoński program resocjalizacji NEETów czyli zróbmy sobie robo-waifu.

A teraz wyjątkowo w zestawieniu ONA (original net animation), czyli anime wprost z internetu. Program Kolonizacji Kosmosu zakończył się fiaskiem, a ludzkość niemalże wyginęła. Bardziej charakterne jednostki, którym udało się przeżyć, chodzą po ruinach miast i plądrują co się da. Do takich „złomiarzy” należy Kuzuya, młody mężczyzna wyglądający jak żywcem wyjęty z wojska. Zapuszcza się on do najbardziej niebezpiecznej części ruin, niejakiego miasta Sarcophagus, gdzie zastaje… planetarium. Nadgryziona zębem czasu placówka jest, o dziwo, zaopatrzona w prąd, a to dlatego, że przebywa tam żeński robot imieniem Hoshino Yumemi. Android wita Kuzuyę w progach planetarium i zaprasza go na seans, co wydaje się pomysłem o tyle absurdalnym, że tu się świat sypie, tu niedobitki walczą o każdy kęs strawy, a jakiś nieaktualizowany od dziesiątek lat robot kleci bukiety z kabli, jakby nic się nie stało.
A jednak… Kuzuya zostaje.

Seria będzie mieć zaledwie pięć odcinków, a każdy epizod jest krótszy niż te ze standardowych serii TV (w Planetarian mają po 18 minut). Wydaje się więc, że historia będzie całkiem zwięzła, mimo że Yumemi robi wszystko, żeby człowieka znudzić robocianym gadaniem. Kuzuya ma świętą rację, że wzdycha i każe się jej zamknąć, bo robot zdecydowanie nie ogarnia, co się stało ze światem, ludźmi, którzy ją stworzyli, ani nawet tego, że zwyczajnie męczy klienta swoim słowotokiem. Gdybym ja przyszła do planetarium, to chyba jednak chciałabym się wyciszyć i chłonąć obrazy, a nie słuchać wywodu o tym, którym to ja odwiedzającym z kolei nie jestem. Grafika całkiem-całkiem daje radę, szczególnie dynamiczne ujęcia pościgu robo-strażników za Kuzuyą robiły dobre wrażenie. Natomiast same projekty postaci są nieszczególnie oryginalne – on przypomina protagonistę z Gate, ona połowę dawnych bohaterek haremówek. Samo anime to będzie prawdopodobnie taki sentymentalny spacerek przez gwiazdy oraz opowieść, jak człowiek zawsze chciał ich sięgnąć (co skończyło się, nomen omen, właśnie fiaskiem wspomnianego na początku Programu Kolonizacji). Od czasu She and her cat jestem bardzo pozytywnie nastawiona do takich króciutkich, obyczajowych tytułów.

ReLIFE

tumblr_o9nt03qDA61ql0375o1_500
Ten uczuć, kiedy ogarniasz, że nie wziąłeś komórki z domu.

27-letni Kaizaki Arata jest początkującym NEETem (jeszcze ma siły na szukanie pracy, lecz matka nie ma siły opłacać mu mieszkania), jednak zanim otchłań bezrobocia zdążyła pochłonąć go na dobre, w ciemnym zaułku spotyka Yoake Ryo, tajemniczego przedstawiciela Instytutu Badawczego ReLIFE. Proponuje on protagoniście układ życia – jeśli Arata zgodzi się wziąć udział w pewnym eksperymencie, przez rok będzie miał zapewniony wikt i opierunek, a na koniec dostanie ciepłą posadkę. Nie ma to jak propozycja śmierdząca podstępem na kilometr, nie? A jednak mężczyzna się zgadza (chyba), połyka nie mniej tajemniczą co Ryo pigułkę, po czym nad ranem budzi się piękny i gładki jako nowo narodzony… licealista. Czy upierdliwe szkolne życie będzie warte swej ceny, czy może Arata odnajdzie coś, co będzie ważniejsze niż kasa i praca w japońskim korpo?

Zapowiada się niezgorzej, taka szkolna komedia z moralistyczną wkładką. Pierwszy odcinek był przyjemny i całkiem zabawny, choć nie powiem, że nie wyczuwam, do czego to wszystko zmierza. To dość oczywiste, że Arata zaprzyjaźni się z klasą, odnajdzie swoje miejsce na ziemi i te pe. Nie wiem jedynie jakie zakończenie skroją mu animatorzy, bo albo wypada, że będzie musiał dalej brać piguły, albo jako tru dorosły z podniesionym czołem ruszy do pracy, zachowując cieplutkie wspomnienia jako cieplutkie wspomnienia. A spróbujcie mi zaspoilować… Tu powiem zdanko o ciekawym aspekcie tej serii – otóż ReLIFE jest wyjątkowym anime, ponieważ na stronie producenta (comico) 1 lipca opublikowano za jednym zamachem cały sezon. Seria nie tylko opowiada o eksperymencie, ale i sama jest eksperymentem (eksperymentalny ten sezon letni, nie ma co). Yo dawg, I heard…
Cóż, w każdym razie, z dużym prawdopodobieństwem taki tryb emisji oraz mangowo-webtoonowy oryginał sprawiły, że kreska jest mocno uproszczona. Nie jest zaraz brzydka, co to, to nie, ale gdy główny bohater młodnieje, to w życiu bym się nie domyśliła, gdyby postacie mi tego w dialogach nie wyjaśniły. No i bohaterowie cierpią na syndrom wklejonej twarzy. Bywa. Ale poza tym jest nawet interesująco, bo seria ma w sobie naciągany motyw podróży w czasie, a humor całkiem mi leży. Jestem dobrej myśli.

Servamp

tumblr_o9uod7V1QW1qehrvso1_500.gif
Kuro przypomina Agatę z Kiznaivera nie tylko z pyska, nie tylko ma ten sam głos, ale jest też tak samo emocjonalnie zdechły.

Mahiru jak każdy przykładny bohater shounenów nie ma matki – zginęła ona w wypadku, podczas którego ochroniła własnym ciałem kilkuletniego syna przed nadjeżdżającym samochodem. Po pogrzebie nikt z rodziny nie wyraził zainteresowania zaopiekowaniem się dzieckiem, ale w końcu z szeregu malkontentów wyłamał się wuj i wziął młodego pod swoje skrzydła. To wydarzenie sprawiło, że główny bohater stał się osobą, która nie waha się wziąć na swoje barki roboty, której nikt inny się nie podejmuje, bo jest zbyt upierdliwa. Z tego też powodu Mahiru przygarnia małego, czarnego kota. W tym samym czasie po okolicy zaczynają krążyć plotki na temat pojawienia się wampirów. Mahiru w to nie wierzy, a przynajmniej do momentu, kiedy we własnym mieszkaniu zastaje dziwnego faceta z podkrążonymi oczami. I ani śladu kota.

Kiedy manga została u nas wydana, z radością na pysiu kupiłam pierwszy tom, no bo to shounen dla dziewczyn, wiadomo, panowie przystojni, dużo akcji, a i historia pewnie całkiem wartka… I co? Gucio. Pomysł na postacie inspirowane siedmioma grzechami głównymi – wtórne. Wampiry – wtóóórne. Poke… znaczy, kontraktowanie zwykłych licealistów z magicznymi istotami – o matko, weźcie to już ode mnie. Naprawdę, ja nie oczekuję wiele, ale niech to to ma chociaż na siebie pomysł. Takie Bungou Stray Dogs miało koncept w postaci bohaterów – znanych literatów. W Księciu Piekieł do typowego motywu demonów dołączono fabułę skoncentrowaną na Salomonie i księgach mu przypisywanych. Cokolwiek oryginalnego, nawet jeśli oś stanowi zwykła nawalanka. Tu nie mamy tak naprawdę nic, nawet opening to muzyczne nieporozumienie (dlaczego, Oldcodex, dlaczego?!), a ending graficzne (zabrakło klatek na płynne ruchy). Ten spór jest tak bardzo, bardzo po nico. Ktoś powie „no ale jak ten zły postanowi zrobić rozpierduchę, to nie ma co szukać w tym większego planu, tylko trzeba zaciukać gada”. Spoko, rozumiem, ale są konflikty, z których warto robić komiksy, i są takie, których tykać się nie powinno. Skoro zły to szaleniec, który się wiecznie brechta i nic sobą nie reprezentuje, a tym dobrym to chyba bardziej się nie chce niż chce, to ja również nie mam ochoty kibicować komukolwiek. Po prostu. Jeszcze tylko brakuje tego, aby Mahiru okazał się jakimś super hiper wybrańcem, który zjednoczy wszystkie wampiry i zmieni ich w milusich-plusich kumpli. Ja się z tej imprezy zwijam.

Shokugeki no Soma: Ni no Sara

tumblr_o9umlbjoXW1uxvvvzo2_500.gif
Chciałabym mieć taki sprzęt w labie jak ona ma gary.

Druga runda Jesiennych Wyborów rozkręca się w najlepsze. Bez większych ceregieli czy zabawy w przypominanie poprzedniego sezonu przechodzimy do pojedynku Somy z Nakiri Alice, kuzynki Eriny oraz zdobywczynię największej liczby punktów w poprzednim etapie. Czy walka z liderką rankingu nie będzie dla głównego bohatera przeszkodą nie do pokonania? Czy gorące bento Somy roztopi lodowate sushi Alice? Czy… co? Ale jak to – werdykt zapadł już w pierwszym odcinku? Ej, twórcy popsuli mi zabawę w zadawanie dramatycznych pytań w opisie! Niech ktoś zatrzyma ten drugi sezon!

Wierzę, że wszyscy tutaj w mniejszym lub większym stopniu ogarniają, co to Shokugeki no Soma, szczególnie, że jesteście na blogu, na którym Darya jest szefuniem. Przejdźmy zatem do meritum – zapowiedziano zaledwie 12 odcinków, co już jest źródłem zawodu znacznej części fanów serii. Drugim powodem, dlaczego ten sezon nie zapowiada się tak do końca dobrze, jest ilość materiału jaką przerabiają twórcy. Wydarzenia dzieją się mocno za szybko, przez co część scen musiała zwyczajnie wylecieć z anime. A przecież jedną z głównych zalet pierwszego sezonu było pieczołowite zaadaptowanie niemal wszystkich rozdziałów (no dobra, uczcijmy minutą ciszy pewien mecz ping-ponga). Jestem też pewna, że w drugim odcinku zaliczymy cały kolejny pojedynek, więc tempo należy do mocno morderczych.
Po kilku przesłuchaniach piosenka z openingu wreszcie wpadła mi w ucho, ale wciąż nie mogę pozbyć się uczucia politowania do drugiej połowy animacji. Wszyscy surfują na nożach, yeaaah. Tylko jeden Hayama lata na pałkach cynamonu… bo tak… a bracia Aldini na tym swoim księżycowym tasaku. Gdyby każdy dostał jakiś specyficzny rodzaj narzędzia kuchennego, to byłoby to fajne rozwiązanie, a tak wyszło mocno od czapy. Amba fatima, a to kiedykolwiek Shokugeki nie balansowało na granicy czapy? Cycki Alice były bardzo jędrne, więc wydaje mi się, że poza drobnymi problemami technicznymi z tempem akcji wszystko jest na swoim miejscu. No i wciąż nie da się tego oglądać bez porządnego obiadu przed nosem. A zatem – wcinajcie!

Show By Rock!! Short!!

tumblr_no55wy7gLa1svq50wo4_r1_500
Nie znalazłam żadnych sensownych gifów z shorta, dlatego wrzucam przystojnego pana Lamparta z ShinganCrimsonZ. Bo mogę.

Pan Maple, właściciel studia zajmującego się Plasmagicą i ShinganCrimsonZ, przeprowadza krótkie wywiady z zespołami, które występują w świecie Myumonów. Brzmi niezrozumiale? Nie dziwię się. Jeśli nie znacie barwnej gromadki z Midi City, to faktycznie z dużym prawdopodobieństwem jesteście skonfundowani jak Kojot uderzony kowadłem w czółko.

Wspominam o tej serii chyba tylko dla kronikarskiego obowiązku, bo jeśli nie oglądaliście pierwszego sezonu, to ten short nie jest dla was. Ja się cieszę, ponieważ pojawi się dzięki temu nieco nowych piosenek, a za to właśnie pokochałam pierwszą serię. Zwykle dostaje wysypki na widok idolskich anime, jednak Show By Rock!! to nie wcale nie haremowa/reverse-haremowa produkcja, ale dobry miks fabuły, kjutności i muzycznego gatunku. Zespołów mamy do wyboru prawdziwy wachlarz: żeński pop w wykonaniu Plasmagici lub Criticristy, męski pop od Trichronici, rock grany przez ShinganCrimsonZ czy łagodniejsze japońskie brzmienia w wydaniu Tsurezure Naru Ayatsuri Mugenan (wtf, co za PR-owiec im nadał taką nazwę)… na bogato. Więc co macie robić? Jeśli jesteście odważni i żądni lekkiej muzyki, to migusiem nadrabiajcie pierwszy sezon, bo drugi pełnoprawny pojawi się już jesienią.

Taboo Tattoo

tumblr_o9tsyypiAV1qehrvso1_540.gif
Twarzokapusta najlepszą reakcją na sztampowe shouneny.

Akatsuka Justice (mamy już jakichś kandydatów na ojca roku? Nie? To poprosimy tego pana na podest za wymyślenie tak zrąbanego imienia dla japońskiego dziecka) pomaga pewnemu napastowanemu bezdomnemu. W ramach podzięki za obicie mordek bandziorom dostaje od staruszka kryształ, który natychmiast się roztapia i pozostawia na wnętrzu dłoni chłopaka dziwny tatuaż. Niedługo potem napotyka w dość niefortunnych okolicznościach piękność o srebrnych włosach, która przy następnym przypadkowym spotkaniu kradnie jego komórkę. Justice przez pół dnia biegnie za nieznajomą (oni zawsze biegają tyle, że zdąży zapaść wieczór, co nie?), a gdy wreszcie ją dogania, ta wdaje się z nim w bójkę. Do tej pory nastolatek myślał, że jest niezwyciężony w sztukach walki, ale wtedy dowiaduje się o istnieniu tajemniczej amerykańskiej broni, która pozwala zwiększyć zdolności człowieka. Broni, która ma postać tatuażu…

Ten tytuł przez długi czas miał pecha – nie powiem ile dokładnie sezonów temu był pierwszy raz zapowiadany, ale sporo. Rok, może półtora? Czy oznacza to jednak, że twórcy chcieli wypuścić produkt wypieszczony co do ostatniego detalu? E tam, wątpię, nic szczególnego w tym pierwszym odcinku nie było. Typowa przewidywalna historia „boy meets girl, ona miała moce, a on był wybrańcem”. Przyszłym haremem śmierdzi na kilometr. Nawet z tym głównym bohaterem to nie do końca wszystko wypaliło, bo niby miał mieć takie niespotykane, dziwne imię, a z Justicem spotykam się już drugi raz w ostatnim roku (pierwszy był z Assasination Classroom). No i moc pustki, negacji czy jak by tam tego nie nazwał. Zaraz, kto z bohaterów shounenów miał taką zdolność… może Touma z Indexa? Miroku z Inuyashy? A może Ageha z Psyrena? Takich historii było już na pęczki i niestety ta wcale nie będzie w tym względzie wyjątkiem. Nie broni się praktycznie niczym, chyba że za plus zostanie uznane to, że nie ma wyraźnych minusów. Grafika…. jest, muzyka… jest, opening i ending… są. Wszystko jest. I jest takie sobie. Wkurwu takiego jak przy Servampie nie zaliczyłam, bo bohaterowie są przynajmniej trochę bardziej ruchawi i sensowniejsi w swoich zachowaniach, ale i tak będę miała tę serię na celowniku.

Tales of Zestiria the X

tumblr_oa2r1dTqyF1s5f9ado1_500
Są jeszcze na świecie księżniczki, które potrafią o siebie zadbać.

W dalekim, dalekim świecie fantasy dochodzi do niepokojącego zjawiska – nad pewnym terenem utrzymuje się złowieszcza mgła niewiadomego pochodzenia ni przeznaczenia. Sprawą interesuje się księżniczka Alisha, która wysyła w tamte tereny znajomego naukowca i jedną ze swoich młodych podwładnych. Kiedy jednak nie dają oni znaku życia, postanawia przekazać obowiązek przygotowania uroczystości Świętego Miecza (kto wyciągnie magiczny miecz ze skały, będzie miał na imię Artur to znaczy zostanie Pasterzem i zbawi świat (ale tak serio było w tłumaczeniu)) i wybrać się tam osobiście. Na miejscu okazuje się, że sprawa jest o wiele gorsza niż się zdawało. Znikąd pojawia się smok, a dziwne zachowanie pulsu ziemi powoduje, że pobliska wioska zostaje obrócona w pył. Jedyną ocalałą z pogromu jest księżniczka Alisha. Co dalej? E tam, wiadomo. Konia z rzędem temu, kto nie pomyślał o Świętym Mieczu i wybrańcu, który będzie go dzierżył.

Konstrukcja fabuły jest prosta jak budowa mopa. A gdyby ktoś naprawdę miał jakiekolwiek wątpliwości, to wystarczy obejrzeć sobie opening, gdzie przedstawiona jest cała magiczna Drużyna Pierścienia (btw, bardzo fajny opening, lubię piosenki FLOW). No i co innego może dziać się w typowym fantasy, jak nie nawalanka z siłami mroku? Nie wiem niestety, czy to taka uroda serii Tales of, czy może ta część naprawdę nie grzeszy oryginalnością. Ale cokolwiek. W końcu jeśli za grafikę odpowiedzialne jest studio ufotable, to lepiej zaklejcie swe usta, żeby nie zacząć ślinić się na tęczowo. Oczywiście garstka nieszczęśników może zdawać sobie sprawę, że istnieje takie anime jak God Eater, jednak uznajmy to za tragiczny wypadek przy pracy. Może testowali nowego Photoshopa albo rozum na pół roku odjął im ten niebezpieczny japoński wirus przeziębienia? W każdym razie grafika w najnowszych Talesach jest bajeczna. Nawet sri-di animacja wygląda zgrabnie, no i jest stosowana z rozmysłem, a nie wciskana wszędzie na siłę (czary czy natura są zrobione komputerowo, ale już takie tłumy w tle wykonano po bożemu, rąsiami). Zerowy odcinek był naprawdę porządny i mile mi się go oglądało, więc wierzę, że bliżej temu będzie do Fateów niż to tego czegoś na G.
…to nie ma prawa być gorsze niż to coś na G.

 

PS. W Madrycie udało mi się być w dwóch sklepach mangowych – co prawda wstydziłam się robić w środku zdjęcia, ale mam trofea w postaci trzech tomików mang (Magi 1 , One Piece 1 i Rin-ne 1) oraz artbooka z Kuroshitsuji (huehuehue). Zebrany materiał kiedyś wykorzystam na zrobienie notki, ale póki co dajcie mi umrzeć z wycieńczenia po napisaniu tego posta…

PS2. …aha, hiszpański dubbing do Biedronki i Czarnego Kota jest naprawdę fajny, polecam :)

~Dziabara

Advertisements

18 komentarzy do “Tańcząca z sequelami, czyli pierwsze wrażenia z sezonu letniego 2016

  1. Jak na razie nie zaczęłam prawie nic z nowego sezonu. 91 Days chyba zostawię sobie na później, kiedy już wyjdą wszystkie odcinki. Na Amaama na pewno zerknę. Battery chyba sobie odpuszczę, a z nowym D.Gray-manem będę musiała jeszcze zaczekać, bo wciąż nie dokończyłam pierwszej serii. ^^” Wciąż jeszcze nie wiem, co z Danganronpą, bo pierwsza seria była taka sobie, a po grę nie miałam okazji (a właściwie to i chęci) sięgnąć. Handa-kun zapowiada się interesuąco. :D Mob Psycho 100 na pewno będę oglądać. Mam nadzieję, że z Orange wyjdzie porządna seria. Jakoś nie potrafię się przekonać do ReLIFE, ale może jeszcze się to zmieni. A liczyłam na to, że Servamp jednak będzie w porządku… No trudno, pierwszy odcinek pewnie i tak obejrzę.

    Lubię to

  2. Dobra, nie będę się już bawić w edytowania postów, tylko skomentuje jak ten człowiek, no!
    DGM na razie mym faworytem, kreska ładna, muzyka ładna i czekam na arc z Tragicznym Romansem, bo kupują mnie takie rzeczy, a o dobry melodramat o dziwo naprawdę trudno w anime. I podziwiam – tylko 30 minut zajęło Ci ogarnianie o co kaman w fabule mangi? My z niejaką Pandą to od miesięcy rozkminiamy i przynajmniej ja wciąż nie ogarniam tej kuwety xD (Ale autorka prawdopodobnie też się już zgubiła. Still, jest fajnie).

    Orange – awwwww, dobre shoujo, pięknie shoujo, moje kokoro się raduje i cierpi, ale przede wszystkim raduje <3

    Shokugeki – Oj, czemu tak pędzą z tym materiałem, gdy ta seria jest tak dobrą obyczajówką (sic!), gdzie niektóre elementy po prostu potrzebują wolniejszego tempa (patrz odcinek 3 i scena z motywacją trzech bohaterów). Still, jaram się, wzdycham do Hayamy głodnieję co odcinek bardziej D:

    Na pewno obejrzę jeszcze drugie magiczne wombato-jeże, bo ta seria to komediowa perełka. A z tych co ty podałaś chyba dam szansę Amaama to Inazuma.

    Ogólnie, cieszę się, że wreszcie znów sezon w którym się coś dzieje! A jeszcze Re;Zero sobie leci w tle~

    Lubię to

    • Jak tak oglądam D.Gray-Mana, to twórcy mnie już całkiem urobili. Sentymenty, psiajucha. Podoba mi się bardzo wszystko (póki co postacie z problematycznymi głosami nie występują niemal wcale).
      Chyba żartujesz. Pół godziny zajęło mi ogarnianie o co biega z Milenijnym, Maną i Czternastym. Wiem, że to sporo, ale całego burdelu w Czarnym Zakonie nie jestem w stanie zrozumieć po takiej przerwie. Na to pomogłoby jedynie przeczytanie mangi od początku, a i to może nie do końca, bo arc Almy Karmy czytałam kiedyś na raz, a i tak nie wszystko pojęłam.

      Shokugeki – nie wiem, hajs się musi zgadzać? Rozumiem, że mają parcie na zrealizowanie do końca Jesiennych Wyborów w jeden sezon, a to znów trochę pachnie rzuceniem serii przy okazji zakończenia jakiegoś wątku. Pamiętam, jak mówiłaś, że tuż po tym arcu będzie jeszcze gorszy cliffhanger niż przy pierwszej serii, ale to już wszystko zależy, czy im się będzie dalej chciało. Gdyby o samą sprzedaż chodziło, to bym się nie martwiła, ale nigdy nie wiadomo, kiedy twórcom strzeli do głowy zrobić jak z Durararą.

      Ja też się cieszę, bo wiem, co będę robić na urlopie .3. Btw, jak twoja reakcja na to, co się ostatnio dzieje w Re:Zero? Subaru się strasznie pogubił, ale myślę, że to bogowie fabuły zmusili go trochę do takiego działania. A po trochu to chyba psychicznie nie wytrzymuje obciążenia. Rzucanie się samemu na zagrożenie jest głupie, ale proszenie o pomoc też jest głupie. Ciężka sytuacja.

      Lubię to

  3. O nie, tyle fajnych tytułów do oglądania przegapiłam, skąd teraz znaleźć czas na resztę!

    91 days odstawiłam po 2 odcinkach, to jednak seria, którą lepiej ogarnę oglądając całość na raz, a nie na wyrywki, więc poczeka do końca sezonu.

    B-Project mi się mega podoba. Podoba mi się w jaki sposób podeszli do pracy idola i jak rozkładają ją na części – od nagrywania w studio, przez sesje zdjęciowe w magazynach aż do kręcenia reklam. Główna bohaterka pełni tam raczej rolę przewodnika po tych elementach i jest właściwie sygnałem, że może pojawić się też gra, dlatego tutaj też same pozytywy. Ja się tam cieszę, że coraz więcej jest o idolach i to przedstawiane w taki sposób, żeby fan żywych japońskich idoli mógł pokiwać głową „tak to właśnie bywa też w fandomie 3d!”. A dla osób, które nie chcą głównej bohaterki jest w tym sezonie „Tsukiuta” :D.

    „Battery” najpierw muszę skonczyć dramę, bo gra tam Nakayama Yuma, a chyba po 2 odcinkach się zacięłam, anime musi poczekać.

    Nie czytałam mangi „Servamp”, bo mnie odstraszała, ale pierwsze 2 odcinki tego anime działają dla mnie akurat na korzyść tej serii i tak mi się je przyjemnie ogląda, że zaczynam rozważać zakup mangi…

    Lubię to

    • Jakieś jeszcze cię zainteresowały poza tymi które wymieniasz? Bo ogólnie ten sezon zapowiada się stabilniej niż poprzedni. Nie zaryzykuję jeszcze stwierdzenia, że będzie mocny czy najlepszy do tej pory, ale faktycznie sporo jest ciekawych tytułów.

      91 days – argh, ja chyba też poczekam, aż trochę odcinków się uciuła, bo drugi miał w sobie dobry cliffhanger (choć nie potargał mi jelit jak ten z drugiego odcinka Danganronpy) i ja już chcę kolejnyyy~

      O, Battery ma dramę? (kliku kliku…) Nie taka nówka sztuka już. Ale ja zupełnie nie jestem into drama. Jakbym miała zacząć, to chyba od Ourana albo Yankee-kuna.

      Uważam, że B-Project byłby mega serią, gdyby miało na siebie ociupinę inny pomysł. Bo te sceny z nagrywaniem piosenki przez Kitakore były naprawdę mega pouczające i świeże (i sposób na to, żeby ta ich piosenka wbiła mi się w mózg, mieli genialny). Wszystko rozbija się jednak na głównej bohaterce. Ona nie będzie wcale mądrzejsza do końca serii, czuję to. Ona musi być taka genki i głupiutka, żeby idole mogli ją w różnych sprawach uświadamiać. Szkoda, że nie może być, nie wiem, dwóch grup męskich, jedna żeńska (i żeby te dziewczyny nie były zołzami zazdroszczącymi głównej bohaterce), miałabym poczucie, że to się nie rozbija wszystko o romans.
      I byłam pewna, że gra już istnieje, tak bardzo czuć otome. Gdyby taka wyszła… chyba byłaby paskudnym dwulicowym lisem, ale zagrałabym.
      O kurna, w „Tsukiuta” gra Hosoya! Omnomnom <3 Projekty postaci są gorsze, ale ja się chyba przesiądę na tamtą szkapinę. I jak mówisz, że nie ma głównej bohaterki… zawijam kiecę i lecę!

      Czuję się jak ostatni złamas kiedy widzę takie zainteresowanie Servampem… chyba i tak to będę oglądać, bo chcę zobaczyć wydarzenia poza pierwszym tomem, a mangi od JG i tak specjalnie nie chcę zbierać, bo to JG (w sensie, nie wiadomo kiedy im się uda całość wydać).

      Lubię to

      • Te 2 pierwsze, które opisałaś brzmią jak coś, czego nie oglądam, a mogłabym zacząć.

        W sumie oglądam: ReLIFE (właściwie skończyłam), B-Project, Tsukiuta, Handa-kun, Ozmafia, Orange, Scared Rider XechS, Servamp, Banananya, Cheer Danshi, Binan sezon 2, niekończące się One Piece, Fugigen na Mononokean, Fudanshi Koukou Seikatsu… – nie pamiętam, żebym miała taki sezon x_X
        Na razie wstrzymałam: 91 days (pisałam dlaczego), Days (sama nie wiem czy mam siłę pakować się w kolejną sportówkę)

        Lubię to

  4. Mnie właściwie trochę drażniło ciągle używanie słowa NEET w ReLIFE bo jakoś bohater mi nie pasował do definicji. Przede wszystkim miał skończone studia i jakieś doświadczenie zawodowe do wpisania w CV, po za tym cały czas SZUKAŁ pracy. Jak na europejskie standardy to był już chyba za stary by się kwalifikować na NEETa, ale w Japonii chyba mają jakąś osobną definicję, tam wystarczy przez miesiąc siedzieć w domu i już NEET gotowy.
    Sama seria na dużym plusie, w pierwsze połowie bardzo zabawnie, potem odrobinę więcej dramy, ale wnosi pewien powiew świeżości do tych szkolnych anime. Bohater ma fajną perspektywę i świetnie komentuje te nastoletnie manieryzmy kolegów.

    Lubię to

    • Z NEETami to jest trochę śliska sprawa, bo w definicji to są wszystkie osoby, które nie pracują, nie studiują i nie szkolą się. Arata nie jest hikikomori, bo na piwo z kumplami wychodzi, z rodziną utrzymuje kontakt, nie siedzi pod kołdrą całe dnie, szuka pracy i te pe, ale NEETem chyba już zaczyna być, bo to nasz polski bezrobotny zwyczajnie. Często NEET i hikikomori używa się zastępczo, jeśli ktoś jest mocno tym drugim, ale NEET nie musi być aspołeczny.
      Właśnie czegoś takiego się spodziewałam. Już jak w pierwszym odcinku pochwalił nauczycielkę za jej ciężką pracę, to pomyślałam sobie „o, to anime jest idealne dla dorosłych, którzy zaczynają psioczyć na tę dzisiejszą młodzież… czyli mnie też!” :D A dramy są nie do uniknięcia. Chyba każde anime musi mieć chociaż jedną dramę, nawet komediową.

      Lubię to

  5. zobacz sobie Thunderbolt Fantasy naprawdę fajne fantasy w chińskich lokacjach połączenie marionetek z efektami udane fajni bohaterowie i akcja dość wartką się toczy ;)) a w tym sezonie talesy fajne alderamin może być days bohater przypomina mi dokkoide gdzie też był ten rumiany styl rysowania ;-)

    Lubię to

    • O fpytę, to to Thunderbolt Fantasy robi Gen Urobuchi?! Nie ma bata, muszę zobaczyć :O Nie zdawałam sobie sprawy, że coś takiego wychodzi, bo MAL milczy (pewnie dlatego, że jest tak nietypowo „animowany”, huh, kolejny eksperyment).
      Kurczę, w niemal każdym komentarzu dajesz znać o jakimś starszym anime, o którym nie miałam wcześniej pojęcia. Skąd ty to bierzesz? Łaaa, w tym Dokkoida główny bohater ma głos Daisuke Namikawy. Chcę! :D

      Lubię to

  6. Czekałam na tą notkę dziś w pracy! o/ Ha, latem oglądam jak na mnie dość dużo… to co, kolejność jak w notce?

    B-Project: Kodou*Ambitious – ugh. Nie, nie oglądam tego, ale ta “jedna jedyna heroina” o której piszesz sprawiła, że odstawiłam aż kubek.

    Battery – GIMNAZJALIŚCI? A co z licealistami? D: a, no tak, są zajęci ratowaniem świata…

    Danganronpy – obie na raz, a co. Widziałam pierwszą serię, gry nie, ale że pierwsza seria nie wywołała u mnie odruchu wbijania ołówka w mózg przez oko, to wróciłam. Przed sezonem obawiałam się po prawdzie, że będą mi się myliły – no, że dwie jednocześnie. Ale nie, jest na tyle inne klimatycznie, że chyba jednak się nie pomiesza. Bardzo dużo stracę, jak nie znajdę na YT drugiej gry i po prostu będę jednym okiem śledzić to, co teraz jest?

    Days – …a na spalonym nie był?

    …cośtamcośtamIlyazwei – fem!Gilgamesh – ŻE CO PROSZĘ

    Tu tak tylko powiem, że już uwielbiam to Sakamoto stał się pewnym punktem odniesienia w skali zaje…zajefajności, tak, tak, to miałam na myśli :’D

    Mob Psycho 100 – „Na opening brakuje mi już epitetów związanych z absurdem. Albo nie, czekajcie, chyba mam niezły pomysł na porównanie – opening jest jak Internet w pigułce, tylko bez śmiesznych kotków.” – poszłam zobaczyć. Dziab, co ja obejrzałam D: moja historia oglądania właśnie zyskała +20 do dziwności, a i tak była na fajnym poziomie.

    Orange – a toto to zaczęłam, bo polecałyście na blogu… taka spokojna, niedzielna seria. Pasuje do dnia emisji. Miło się to ogląda, choć nie powiem, gdyby nie wy, pewnie bym po to nie sięgała. Ale tymczasem nie mam czego się doczepić (choć zwrócę teraz w niedzielę uwagę na twarze – może zauważę, o!). wzrusz jest ok.

    Servamp – tykłam to, bo na śledzonym tagu na tumblrze ktoś wstawił skan z gazetki, na której toto też się znalazło, i coś mi się w visualu rzuciło w oczy. Już nie pamiętam co. Mam dość mieszane uczucia, choć już wiem, że cudów po tym się spodziewać nie mogę – ale obejrzeć to obejrzę, głównie dlatego, że Kuro/Sleepy Ash/zwał jak zwał jest tak samo zdechły, w trybie energooszczędnym i wiecznie poirytowany na życie (że w ogóle JEST), jak inna postać, którą lubię. Ale szczerze mówiąc samej koncepcji wampirzych grzechów głównych nie rozumiem.

    Tales of Zestiria the X – a wiesz, że mopa wynalazł jakiś Hiszpan w 1956 roku? Tak, miałam to na zajęciach z języka… Sofi się na to ślini na tumblrze. A to coś na G wyglądało ciekawie. W sensie, inaczej. Nie mówię że dobrze, a fabuła dalej nie wiem czy była, bo po którejś z kolei pauzie chyba po 4 odcinku cisnęłam w kąt. D:

    …to ten, może teraz to, czego nie masz u siebie…

    Berserk – wiesz, jakiś czas temu oglądałam tego pierwszego. Jednym okiem znów, więc… ale mam niejasne wrażenie, że się rozjechało? Że kompletnie coś innego jest? Nie wiem, mangi nie czytałam to i nie wiem, co bardziej zgodne, ale… hm. Ta animacja też trochę dziwnie wychodzi. Czasem bardzo fajnie wygląda (jak dla mnie), ruchy są takie naturalniejsze jakby… a czasem są takie awkward momenty, że mam ochotę zapauzować i wyjść na długi spacer dookoła osiedla. Jakby to ujednolicili do wyższego poziomu, byłoby dużo przyjemniej.

    Uwaga, podejmę próbę przełożenia tytułu… Uroczy Licealny Klub Ochrony Ziemi MIŁOŚĆ! MIŁOŚĆ! – na puderniczkę Afrodyty, jakie to jest absurdalne. Jakie durne. Jakie… no serio, klepsydra, która z rzyci strony (dosłownie) wyrzuca z siebie różowy piasek? Główne zUole, które zmieniają ludzi w potwory śpiewając im i rzucając prosto w twarz zieloną wiewiórką? „Właśnie mówiliśmy, że macie ładny dom, wygląda jak burdel!” Jak o tych rzyciach mowa, to oesu, w pierwszym odcinku więcej jak w całym pierwszym sezonie… to wina Lemurilli że w ogóle sięgnęłam po pierwszy sezon. To, że teraz czekam na kolejny odcinek drugiego sezonu to tym bardziej wina Lemurilli. Tak. To nie ja, to wasza wina. Zdecydowanie. Uhm. Jestem poważnym człowiekiem. F5F5F5

    Saiki Kusuo no Psi Nan – w sumie się zdziwiłam, że tego na liście nie masz. Czterominutówki, wychodzą od poniedziałku do piątku każdego dnia. Jak ktoś polecił w komentarzach, oglądam zbiorczo z całego tygodnia. Bardzo przyjemna sprawa, trochę na poziomie Sakamoto właśnie – a o ile Sakamoto był, oczywiście, COOLEST, tak Saiki w skali się plasuje między COOLER a COOLEST, bliżej tego drugiego. Z tym, że tego nie chce. Jest zmęczony swoim OP życiem, i wszystko relacjonuje w taki zmęczony sposób, że wampirzy kotek momentami zdaje się być jak na bateriach Duracell. Przy okazji, jeden odcinek wyjaśnia, w jaki sposób Saiki stworzył logikę anime (czyli np. znikanie drobnych ranek czy rozrywające się ubrania zasłaniające strategiczne miejsca). Nie, generalnie jakbyś miała dodatkowe 4 minuty dziennie, to spróbuj może zainwestować.

    …przepraszam za długi komentarz. Samo się zrobiło. c: (ale serio, to już druga strona w Wordzie idzie D:)

    Lubię to

    • Aww, system Dar zaczyna zbierać żniwo – ludzie czekajom! Jeee! A ja czekałam na twój komentarz :3
      No to lecim jak w notce.

      B-Project: Kodou*Ambitious – Tak bardzo się z tym nie kryli, że nawet sam menedżer powiedział, że to „będzie pierwsza kobieta w ekipie”. Aż się mocniej wgryzłam w biurko. Nic więcej nie trzeba.

      Battery – jakbyś tam była XD Ale niestety, w tym sezonie ratującego świat gimnazjalistę też mamy. Mob ma na ksywę. A z dzieci z podstawówki to mamy Mahou Shoujo Illyę

      Danganronpy – well, myślę, że jak najbardziej da się wszystko zrozumieć, jeśli 1 widziałaś, ale nie widziałaś 2, tylko największy plot twist 2 już w sumie poszedł się drapać (tak jakby, bo wciąż fabuła będzie ciekawa, bo nie znasz szczegółów… damn, ale owijam w bawełnę). W sensie – oglądaj, oglądaj. Będzie nas więcej :)
      Tylko jeśli myślisz, że ta wesoła seria będzie do końca taka wesoła… Upupupu :>

      Days – spalonym? Masz na myśli granie ZGODNIE Z ZASADAMI? Jakby tak grali, to za same przerwy, kiedy główny bohater robił sobie krzywdę, powinni doliczyć drugi mecz.

      Fate/kaleid i tak dalej – No… fem!Gilgamesh :)

      I był/będzie też shota!Gilgamesh :D
      https://animewithsky.files.wordpress.com/2015/09/vlcsnap-2015-09-19-15h11m44s436.jpg?w=736&h=414

      Sakamoto jest idealny do porównań. Twoja skala COOL (wiem, wiem, że to żywcem z anime) jest perfekcyjna :D

      Mob Psycho 100 – Japonia :D Czyli zgaduję, że moje porównanie było całkiem trafne. ONE jest niezłym trollem o zrytej bani, ale jego komedie mają coś w sobie. Nawet jeśli wszyscy jesteśmy Saitamami.

      Orange – my wiemy, co dobre dla naszych czytelników ;) A tak serio to Orange sporo ludzi zachwala (ja się od ludzi z forum Waneko zachęciłam do mangi). Na pewno trzeba się uzbroić w odrobinę cierpliwości do Naho, ale poza tym to nie kolejne głupiutkie shoujo, ale dobra historia z przesłaniem. Do twarzy to może ja się za mocno czepiam, ale to przez to, że znam mangę. O takie cusie mi mniej więcej chodzi (choć bywało jeszcze ciut gorzej)

      Servamp – wszystko jest dla ludzi :) jeśli dalej będzie sympatyczne, to daj mi znać. I tak jak widzisz mam dużo serii do oglądania. Mangę wiele osób lubi i pewnie to wcale nie jest jakiś bardzo inny shounen niż pozostałe, tylko się z tym kolegą jakoś nie polubiłam od pierwszego wejrzenia.

      Tales of Zestiria the X – nie wiedziałam, ale bezużytecznej wiedzy nigdy dość. Sofi się ślini? No no, to będzie o czym pogadać na Animatsuri. Zakazane anime na G zapowiadało się w porządku i może nawet grafika jako taka nie była zła, ale kulawe 3D, mnóóóstwo slow motion i beznadziejny protagonista zabiły ten tytuł. Aczkolwiek GE miał jasną stronę i był nią Rindou <3 Panie, czemu nie dałeś mu głównej roli…

      A teraz obracamy szachownicę :3

      Berserk – to nie do końca mój typ anime, ciężkie fantasy jest ciężkie. Aczkolwiek podziwiam i wierzę, że jest zarąbiste. Pierwszy odcinek nowego anime sobie ściągnęłam i wiem, o jakiej tragedii mówisz. Czasami to faktycznie fajnie wyglądało, jak się zastopowało odcinek w odpowiednim momencie, to wyglądało jak ręcznie rysowane. Ale te kwadratowe ruchy, ten brak szczegółów, ta żelazna płachta jako peleryna… Cut-scenki do byle gry wyglądają lepiej.

      Wombaciani Chłopcy – to aż żałuję, że nie mogę kontunuować tej szlachetnej roli Lemurilli i zakażać dalej twojego umysłu :) Ten sezon jest już dla mnie stracony, ale w wolnej chwili zamierzam to anime nadrobić. Piekielnego lolcontentu nigdy mało.

      Saiki Kusuo no Psi Nan – śmignęło mi to nawet gdzieś, ale jakoś tak wizualnie wydawało mi się podobne do Sket Dance!, a to nie jest dobre skojarzenie. Czterominutowiec, mówisz? Tylko że codzienne? Hm, może uda mi się jeszcze coś takiego wcisnąć w sezon, dzięki :) Na pewno jeden odcinek nie zaszkodzi sprawdzić. Tym bardziej jak używasz skali Sakamotowej. TO COŚ MÓWI.

      E tam, nie przejmuj się. Kocham krótkie komentarze i kocham długie komcisza. Jaki post, taka reakcja ludu ;)

      Lubię to

      • Nah, jak włączam Danganronpę to oczekuję krwawej krwi w kolorze różowym. Wait, czy jeśli jest różowa, to dalej jest krwawa? O_o no tak czy owak, jak tej „radośniejszej” klimat się zmieni to nawet lepiej, chodziło mi głównie o czas na ogarnięcie co w czym, bo jakby obie serie zaczęły w podobnej konwencji, zwyczajnie by mi się pewnie nie chciało tego ogarniać.

        Może jeszcze powiesz, że w Days nie grają na auty D:

        P.S. Moje oczy. Gilgameshu, co ci zrobili…
        P.S.2 Miło mi, że spodobała się skala :’D

        Lubię to

        • Po obejrzeniu drugiego odcinka Mirai-hen stwierdzam – tak, chyba może być krwawa i różowa jednocześnie. Możliwe, że animatorom coś się trochę rypnęło, a może to przez ciemność. Biedna Asahina…
          A w tym sensie. No to tak, jak się dostaje na początku po co około szesnaście nowych postaci w każdej serii, to trzeba jakoś je odróżnić, dopóki się nie rozkręcą. Mimo wszystko Zetsubou-hen nie zmieni się w battle royale, ale klimat to już inna sprawa.

          Oj tam, oj tam, ten mecz w pierwszym odcinku to bardzo towarzyski był, w sensie ze czterech kumpli na czterech, w hali, bez sędziego. Jak na podwórku w dzieciństwie :> Auty akurat były – pamiętam, bo główny bohater oczywiście zrobił sobie kuku, bo chciał uratować piłkę przez wyjściem za linię i wpadł na ścianę. Jak już przyjdzie co do czego, to w szkolnych rozgrywkach wszystko będzie na swoim miejscu. Wierzę, że spalone też :)

          PS. Cycki mu zrobili… no chyba że chodzi ci o małego błyszczącego Gila? :D
          PS.2 <3

          Lubię to

  7. W sezonie letnim jakoś nie znalazłam nic dla siebie, z wyjątkiem 91 Days, choć za włoskimi klimatami nie przepadam. Fudanshi oglądam jako zapchajdziurę. Lubię krócizny, ale tej akurat daleeeko do takiego Orenchi no Furo Jijou. Yaoistyczne dreszcze jeszcze nikomu nie zaszkodziły, a przynajmniej robi się ciekawiej, kiedy człowiek może wynaleźć jakieś podteksty. :) Pamiętam jak dawno temu z kumpelą spadłyśmy z kanapy, tak się rechotałyśmy oglądając Aoki Densetsu Shoot. Mgliście przypominam sobie scenę, kiedy jeden chłopak złapał za tyłek drugiego. Days jeszcze nie oglądałam, ale zamierzam to nadrobić.

    Lubię to

    • Ja właśnie oglądam drugi odcinek 91 days, a tu się okazuje, że to jakieś okolice Chicago, a nie Włochy :O Zapomniałam, że to czasy Ojca Chrzestnego, więc multikulturowość tej skali w USA nie powinna dziwić.
      Z Fudanshi się zgadzam, lepsze shorty bywały – pana Syrenka też oglądałam i był faktycznie fajniejszy, tak samo podobało mi się Danna ga Nani czy nawet Galko-chan. Ale jako zapchajdziura wszystko się nada.
      Tylko jak ja wyjdę w oczach męskich czytelników? D: Chcę udawać obiektywizm, sniff. A tak na serio to same podteksty mi nie straszne, tym bardziej, że w Days były one od czapy, że poparskiwałam sobie śmiechem w kolano. Jeśli seria dalej będzie bogata w yaoi wibes, to nawet będzie się lepiej oglądało :)

      Polubione przez 1 osoba

      • Chicago? To jeszcze gorzej. Chyba jedyna amerykańska gangsterska opowieść, jaka mi się podobała to historia Johna Dillingera. Ale dam szansę Avilo, bo ma fajny wredny uśmieszek. :) Co do czytelników, to patrząc na to z drugiej strony, facet na swoim blogu zapewne nie uniknąłby podtekstów moe czy ecchi.

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s