Kropki, koty i Paryż – Miraculous Ladybug et Char Noir

Miłość fanów na pstrym koniu jeździ (ale mi się zdanie na początek udało, ach, co geniusz klawiatury to geniusz klawiatury!). Producenci od dziesięcioleci głowią się nad recepturą idealnego tworu popkultury, który przyciągnie przed ekrany rzesze wiernych fanów i zapewni twórcom wieczną chwałę, spełnienie ambicji i miliony monet. Przyjęło się sądzić, że do historii przechodzą dzieła podejmujące ryzyko – łamiące schematy, wprowadzające nowe normy gatunkowe, oferujące odbiorcy coś, o czym sam jeszcze nie wiedział, że chciał to zobaczyć. A tu, raz na jakiś czas, pojawia się zwykły, powielający znane tropy serial, wprawiający wszystkich w ekstazę…. Dzisiaj opuścimy na chwilę popkulturę japońską – choć, jak się przekonacie, niezupełnie – by zapoznać się z hitem tumblra (jeśli wierzyć Fandometrics), francusko-japońsko-koreańską kreskówką opowiadającą o broniącym Paryża duecie składającym się z pewnej siebie Biedronki i figlarnego Czarnego Kota. Oto Miraculum Ladybug et Chat Noir, nazywane dalej w skrócie Miraculum (Od polskiej wersji tytułu, jakie dało mu Disney Channel – Miraculum: Biedronka i Czarny Kot.).

cu1ijclwcaa0i14_large

Jeśli myślicie, że ciemne siły, czyhające na okazję przejęcia władzy nad światem, skupiają się jedynie na Nowym Jorku i Tokio, to muszę was przestrzec – od niedawna Paryż również stał się celem dla ataków straszliwych indywiduów. Niejaki Ćma, piastujący w tym serialu zaszczytne miano Głównego Złego, posiada moc manipulowania negatywnymi emocjami ludzi i przemieniania ich w potwory. Nie przyjęli cię na stanowisko pogodynki w lokalnej stacji? Staniesz się manipulującą pogodą wiedźmą, zamieniającą dzieci na placu zabaw w sople lodu. Ojciec twojego najlepszego kumpla nie pozwala mu zrobić imprezy urodzinowej? Zostajesz Evil DJ’em potrafiącym ulewitować wszystkich powyżej 18 roku życia ponad miasto. Jak powstrzymać takich przeciwników? Kto stanie w obronie biednych Francuzów? Wojsko? Naukowcy? Avengersi? Gdzie tam! Bohaterami miasta są Biedronka i Czarny Kot – dwójka superbohaterów zawsze gotowych w porę zatrzymać knowania paskudnego Ćmy. Choć każdy w Paryżu ich zna i ceni, nikt nie wie, kto naprawdę kryje się pod maskami. A są to… Tak, dokładnie! Zwykli licealiści! A przynajmniej Marinette to sztampowy przykład trochę fajtłapowatej nastolatki o wielkim sercu, poważnym problemie z łączeniem szkoły, życia rodzinnego i pracy dorywczej jako największej bohaterki stolicy Francji oraz beznadziejnym zauroczeniu względem idealnego pod każdym względzie koledze z klasy, Adriena. Nie przychodzi jej nawet przez myśl podejrzewać, że wybranek jej serca to tak naprawdę jej przydupas towarzysz walki – Czarny Kot. Ten z kolei, choć zdaje się ledwo zauważać obecność nieszczęśliwie zakochanej Marinette, sam wzdycha po nocach do Biedronki… Rozumiecie, co za czworokąt miłosny się tu rysuje? Niestety, nie czas na amory, kiedy Paryż zamiera (i to wyjątkowo nie z powodu strajków) ze strachu. Żeby wszystko ładnie zatoczyło koło, trzeba bowiem dopowiedzieć, że głównym celem Ćmy jest zabrać Biedronce i Kotowi ich mirakula – magiczne amulety, pozwalające im zmieniać się w swoje alter ega…

tumblr_inline_nxtv288wfj1qkt982_500
Zły pan jest zły

Zacznijmy może od narzekania. Cały serial bazuje na bardzo nieoryginalnym koncepcie grupy bohaterów ratujących miasto przed zagładą, co więcej, jest to wręcz podręcznikowy przykład magical girls – główny duet ma nawet obowiązkową sekwencje transformacji w każdym odcinku. Nie lubię porównywać jednego tytułu do innego, ale aż w oczy kole podobieństwo fabularne, między Miraculum, a leciwym już anime Kamikaze Kaito Jeanne. A pomysł, by to dziewczyna była tą silną i ratującą ostatecznie wszystkich, włącznie ze swoim męskim pomagierem, pojawił się już na zachodzie choćby pod postacią amerykańskiej kreskówki Kim Possible. Wszystko to nie byłoby jednak problemem, gdyby skończyło się tylko na założeniach początkowych. Miraculum to istna karuzela schematyczności. Każdy odcinek (nie licząc kilku ostatnich) opiera się dokładnie na tym samym schemacie – Marinette ma jakiś problem lub zadanie w zwykłym życiu, ktoś w jej otoczeniu ulega negatywnym emocjom (w połowie przypadków przyczynia się do tego jędzowata blondyna o imieniu Chloe), Ćma zamienia go w potwora, Biedronka i Czarny Kot ratują Paryż i nawracają nieszczęśnika, zadanie lub problem ze zwykłego życia Marinette się rozwiązuje. Do tego praktycznie każdy odcinek ma obowiązkowe elementy czy całe recyklingowane ujęcia, takie jak wspomniana transformacja, specjalne ataki bohaterów, zawsze identyczne ujęcia na tajną bazę głównego złego czy wzdychanie protagonistki do swojego sempaja Adriena. Problemem jest też stagnacja relacji pomiędzy postaciami, co przejawia się choćby tym, że w różnych krajach odcinki puszczane są w lekko zmiennej kolejności, co nie ma większego wpływu na fabułę, bo… Nie ma tu większej fabuły. Ale. Akurat ten punkt można troszeczkę obronić, bo bardzo dociekliwi widzowie zauważyli pewien rozwój relacji między bohaterami, którzy, szczególnie w swoich szkolnych tożsamościach, zaczynają powoli się zaprzyjaźniać… Prawdą jest jednak, że nie licząc ostatnich odcinków (o nich później), można obejrzeć serial praktycznie w dowolnej kolejności i nic się nie traci – dokładnie tak samo będzie się irytować, że bohaterowie bez problemu mogliby się zejść i zostać parą, gdyby tylko ujawnili przed sobą swoje prawdziwe tożsamości…

3dac390cacb08bd08f2b900442b3d21c

Co jednak sprawia, że Miraculum dorobiło się tak ogromnego i twórczego fandomu? Nie licząc kilku innych zalet i faktu, że niektórzy po prostu przepadają za lekkimi serialami z potworem tygodnia nie mających w zanadrzu żadnych zaskoczeń (i nie mówię tego ironicznie, każdemu co lubi!), niezaprzeczalną zaletą kreskówki są jej główni bohaterowie. Marinette i Adrien, pod obiema postaciami, są po prostu świetnie przemyślanymi, wielowarstwowymi charakterami, którzy dodatkowo od razu zyskują sympatię widzów. Protagonistka może brzmieć z opisu sztampowo czy wręcz irytująco, ale okazuje się jedną z lepiej napisanych zwykłych licealistek od dawna. Choć jest obowiązkowo fajtłapowata, nie jest to cecha przesadzona. Gdy trzeba, potrafi być stanowcza i brać sprawy w swoje ręce. Nawet jak nie jest geniuszem, ma kilka talentów, takich jak swoją pasję – projektowanie ubrań – czy dobrą rękę do gier konsolowych. Co jednak widzowie kochają najbardziej – dziewczyna popełnia błędy i ponosi ich konsekwencje. I nie chodzi tu tylko o zapomnienie, że rodzice kazali jej przypilnować zamówienia dla klientki rodzimej cukierni, bo akurat Paryż płonął. Marinette czasami przełoży własną wygodę nad obietnicę, niechcący powie komuś coś niemiłego albo przez własne niedopatrzenie sprawi bliskim zawód. Jej problemy są bardzo realne i praktycznie każdy może się z nimi utożsamiać. Dodatkowo, choć bohaterka bez wątpienia jest dobra i gotowa poświęcić wiele dla innych, nie jest świętą i potrafi być egoistyczna (czego później żałuje). Dzięki temu nie wpada ona w schemat Marysi Zuzi, który w połączeniu z jej wyczynami jako Biedronka sprawiłby, że byłaby nie do zniesienia. Dla odmiany, Adrien dostał rolę chodzącego ideału – przystojny, bogaty, zawsze uprzejmy, znający i szermierkę i język chiński. Żeby jednak nie było, oczywiście za tym wszystkim kryją się problemy rodzinne z ojcem, który nie poświęca mu ani chwili czasu i (na 99%) martwą matką. Adrien mógłby być nieznośny w swojej tragicznej idealności. Mógłby. Ale tutaj przechodzimy do alter ego naszych bohaterów. Po transformacji w superbohaterów, oboje protagoniści zmieniają też swój charakter. O ile Marinette wreszcie jest stanowcza i nieustraszona, a po jej fajtłapowatości nie pozostaje ani ślad, tak Czamy Kot okazuje się szarmanckim flirciarzem rzucającym między atakami sucharami i będącym częściej damą w opresji niż faktycznym księciem na czarnym koniu. Choć można by się obawiać, że tak duże zmiany w zachowaniu bedą sztuczne, tak naprawdę stanowią integralną i dobrze uzasadnioną część kreacji charakterów. Po zamianie w bohaterów, dwójka nastolatków wydaje się wreszcie pozbawiona wszystkich ograniczeń, tak jakby dopiero dzięki maskom mogli być naprawdę sobą. Dobrą zabawą jest polowanie na momenty, gdy w normalnym życiu ujawniają się ich „prawdziwe” charaktery. Przykładowo, w odcinku o wyborze nowego przewodniczącego klasy, nasza nieśmiała Marinette w pewnym momencie objawia taką stanowczość i instynkt przywódczy, że bez problemu widać, że ona i Biedronka to jedna i ta sama postać. Podobnie Adrien, choć jako synek z dobrego domu, zmuszony jest przystosowywać się na każdym kroku do wymagań otoczenia, w pobliżu swojego najlepszego przyjaciela, a później i innych członków klasy zdradza podejrzanie kocią figlarność…

tumblr_o78hdiphym1r5xyl6o1_1280
Ładne fanarty są ładne (źródło)

Jednak bez wątpienia tym, co najbardziej urzekło fandom, jest główny czworokąt miłosny, na który składają się tylko dwie osoby… Tak, dobrze słyszycie!. Jako, że główni bohaterowie nie wiedzą kto kryje się pod maską partnera, w praktyce dostajemy cztery pairingi w cenie jednego. Jakkolwiek irracjonalnie to brzmi, dostarcza zaskakująco dużo okazji na zabawne sytuacje… Oraz tony, prawdziwe tony, pożywki dla fandomu. Co bowiem piękniejszego niż narysować lub napisać scenkę w której bohaterowie wreszcie dowiadują się o swoich prawdziwych tożsamościach? Podpowiem tylko, w 90% przypadków związane jest to z tragiczną w skutkach walce, poświęceniem za drugą osobę, hektolitrami krwi, łzami… No, znacie wszyscy te klimaty (ale i tak je lubicie, niech pierwszy rzuci kamień, kto nie siedzi po nocach nad łamiącymi serce fanfikami!).

tumblr_inline_nz11qlckix1rax5gg_1280
No przecież to proste!

Słów kilka należy się też reszcie ekipy. Choć oprócz dwójki głównych bohaterów, pozostałe postaci nie są szczytowym popisem głębi psychologicznej, zaskakująco szybko zaczyna się lubić uczniów klasy Marinette i Adriena – bo to właśnie ich szkolni koledzy najczęściej pojawiają się w tle (i zostają zamienieni w potwory). Mamy energiczną, najlepszą przyjaciółkę protagonistki, która jednocześnie prowadzi bloga o Biedronce (czujecie te sceny, gdzie Marinette drży o to, czy zostanie przez nią zdemaskowana czy nie? Są tak schematycznie jak je macie przed oczami, ale także całkiem zabawne), najlepszego przyjaciela protagonisty, chcącego uratować Adriena od losu panicza z dobrego domu, trochę postaci, pokazujących głębię tylko na jeden odcinek, a potem służących za zabawne, ale jednak tło… No i Chloe. Pisałam już o wadach serialu i o ile powtarzalność i nieoryginalność można jeszcze przeboleć, ta jedna postać naprawdę psuje mi tak okrutnie przyjemność z oglądania serialu jak jeszcze żadna pojedyncza postać w żadnej serii. Mowa tutaj o tej typowej blondynie z nadzianym tatusiem, której życiowym celem jest ubierać się w drogie ciuchy i uprzykrzać dzień głównej bohaterce (a tylko umieszczeniu akcji w Francji zawdzięczamy, że nie jest cheerleaderką). Jest to postać, która nie ma ani jednej dobrej cechy (ANI JEDNEJ) i nawet odrobinkę, nawet ociupinkę nie zmienia swojego zachowania, mimo że wielokrotnie niszczyła innym życie. O ile rozumiem potrzebę dania Marinette jakieś przeciwniczki i stworzenie postaci mającej na celu tworzenie złych emocji u ludzi, tak Chloe jest irytująca do tego stopnia, że człowiek ma ochotę przewinąć odcinek jak tylko się pojawi. Nikt z widzów jej nie lubi i te kilka odcinków bez niej jest tak przyjemniejsza od reszty, że zostaje mi tylko modlić się, że twórcy pójdą po rozum do głowy i ograniczą jej udział w drugim sezonie do minimum. Albo puszczą sobie Gravity Falls i zobaczą jak pod postacią Pacifiki robi się z schematu wrednej blondyny, dzięki odpowiedniemu dawkowaniu jej obecności w serii i takiemu rzadko spotykanemu triku jak rozwój charakteru postaci, zaskakująco przejmujący i wciągający wątek (Uff, jak dobrze wreszcie wyrzucić ten jad z siebie!).

0f805d400224c989557a4492880f18d8
Nikt się nie obrazi jak wywalicie Chloe całkiem ze serialu. Serio!

Przejdźmy jednak do technikaliiów. Mirculum to twór głównie francusko – koreański, w którym żabojadzi, pod przewodnictwem niejakiego Thomasa Astruca, zajęli się scenariuszem i produkcją, a… kimchijady? (Co tam w Korei jedzą jeszcze?)… Dostali pod opiekę oprawę graficzną. Ostatecznie stworzono 26 odcinków serialu w 3D… Które wygląda naprawdę porządnie! (Kto by jeszcze 10 lat temu pomyślał, że dojdziemy do momentu, gdy animowane seriale 3D będzie można ocenić jako „naprawdę porządne”?). Szczególnie dużo pochwał należy się projektom postaci i ruchom – te zrobione są naprawdę na wysokim poziomie. Ja jednak wrednie sobie ponarzekam. O ile pierwszy plan zrobiony jest przyzwoicie, tak tła, mimo że szczegółowe, nie są w ogóle klimatyczne – ot, jakieś budynki w tle, tu jakieś drzewko, tu autko… Choć akcja dzieje się w Paryżu serial obraca się w bardzo małej ilości lokacji (w pierwszych kilku odcinkach, aż dwa razy akcja dzieje się w Luwrze), co sprawia, że po pewnym czasie człowiek chciałby wreszcie coś innego – fakt, że postaci w ogóle nie zmieniają ubrań, też nie sprzyja odmianie. Sceneria po prostu jest nudna, a nie licząc kilku scen (odcinek z grafikiem i randką na łódce, choćby), w ogóle nie służy budowaniu klimatu, co jest wielkim marnotrawstwem – wszak to Paryż! Boli to szczególnie, gdy widziało się trailer do prototypowej wersji w 2D… Mówiąc o technikaliach warto jeszcze wspomnieć słówko o dubbingu. Oryginalne wersje językowe są dwie – francuska i koreańska. Do nich znajdziecie bez problemu napisy jakie chcecie, od was jedynie zależy, co brzmi dla was przyjemniej (wybierzcie francuski!). Jeśli chodzi o dubbingi w innych krajach, to dzięki swojej popularności, Miraculum doczekało się tłumaczenia w najpopularniejszych językach świata. Z wersji, które jestem w stanie zrozumieć, mogę powiedzieć, że Polacy jak zwykle spisali się na medal, podobnie dobrze brzmi po czesku (w którym to języku widziałam większość serialu), za to Anglicy nie popisali się kreatywnością, a Niemcy… Nie, Niemcy to tym razem naprawdę zaliczyli klapę. Nie ruszajcie tej wersji! Należy też powiedzieć trochę o kolejności oglądania odcinków. Jak wspominałam, numeracja różni się między krajami (fani stworzyli własne propozycje jak oglądać serial), specyficzne jest jednak, że ostatnie dwa odcinki są chronologicznie… pierwsze. Dopiero na koniec dowiadujemy się skąd w ogóle bohaterowie wzięli swoje moce. Cały sezon kończy się też cliffhangerem, co daje cień szansy na to, że kolejne odcinki będą odrobinkę mniej schematyczne, a może nawet powiązane jakąś większą fabułą…

Pigeon_Sneak_Peak.png
Niby zna się te miejsca, ale jakoś bez szału.

Post zaczyna być niepokojący długi, a ja bym chciała podzielić się z wami jeszcze kilkoma ciekawostkami związanymi z procesem tworzenia Miraculum. Jak już wspominałam, twórcą całego zamieszania jest Francuz Thomas Astruc, który pewnego dnia naszkicował w notatniku dziewczynę przebraną za biedronkę i doszedł do wniosku, że na taki pomysł nikt jeszcze nie wpadł. Proces stworzenia z jednej ilustracji znanego nam dzisiaj serialu trwał wiele lat i kilkukrotnie zmieniano w nim wszystko, choć od początku było kilka stałych elementów – Paryż, będąca symbolem szczęścia Biedronka i jej przeciwieństwo, pechowy Czarny Kot. W planach był komiks zamiast serialu, cała drużyna bohaterów zamiast duetu, animacja 2D zamiast 3D… Stop, stop, tutaj zatrzymajmy się na dłużej. Już trzy lata temu, znajoma podesłała mi trailer do pewnej francusko-japońskiej serii, mającej dziać się w Paryżu… Zobaczyłam filmik, byłam pod wrażeniem i poprosiłam, by dano mi znać, kiedy to cudo ujrzy światło dzienne… Niestety koncepcja Toei Animation ostatecznie nie została przyjęta (istniało też kilka technicznych problemów, m.in. animacja stroju z taką ilością kropek byłaby katorgą), a produkcję przeniesiono do Korei. A szkoda, wielka szkoda, bo oprócz niesamowitego klimatu (po zobaczeniu traileru zrozumiecie moje zarzuty z poprzedniego akapitu), miała ona kilka ciekawych pomysłów. Przede wszystkim, zakładano wtedy, że Miraculum będzie skierowane do starszego widza i przeciwnicy tygodnia mieli być związani z poważniejszymi, aktualnymi tematami, a fabuła mogła zahaczać o prawdziwe przestępstwa z morderstwami na czele. Że ostatecznie zdecydowano się obniżyć wiek widowni dopowiadać nie muszę… Innym odrzuconym pomysłem był Felix – prototyp Adriena, różniącym się od niego przede wszystkim charakterem. Nie dość, że był on typem mrukliwego samotnika, to jeszcze wyraźnie nie lubił głównej bohaterki. Dodatkowo, fakt bycia Czarnym Kotem wiązał się dla niego z nieustannym pechem, który miał skończyć się dopiero wraz z pocałunkiem otrzymanym od Biedronki. Choć wiele fanów jest zaintrygowanych tą postacią, sam twórca stwierdził, że bohater tego typu nie sprawowałby się za dobrze w fabule i szybko stałby się męczący – i w sumie trudno nie wierzyć takim zapewnieniom. Z drugiej strony, rzucona kiedyś przez Astruca uwaga o tym, że Felix mógłby wystąpić jako postać drugoplanowa stała się istną obsesją fandomu (choć autor uzupełnił potem, że za każdym razem, gdy ktoś spyta go o tę postać na jego twiterze, zginie jeden kot. Tak tylko ostrzegam…). Na pocieszenie wielbicieli animacji 2D pragnę jeszcze poinformować, że trwają właśnie pracę nad OVA w formie anime dla serii, aczkolwiek Felix na pewno będzie zastąpiony tam Adrienem.

Jak ocenić Miraculum? Osobiście wystawiłabym notę przeciętnie-dobrą. Przeszkadza mi schematyczność, zachowawcza grafika niebudująca klimatu oraz ta nieszczęsna Chloe. Nie mogę jednak nie docenić kreacji głównych bohaterów i frajdy jakie daje poczwórne shippowanie. Na pewno seria sprawdza się jako niezobowiązujący odmóżdżasz między egzaminami albo seryjka, którą można obejrzeć do obiadu, gdy akurat trafi się na nią w telewizji. Jest to także świetna kreskówka dla dzieci, przekazująca bardzo dobre wzorce zachowań (tak na marginesie – to w sumie seria skierowana dla dzieci… Tak łatwo o tym zapomnieć…). Prawda jest taka, że założenia fabularne są tu tak proste, że można nie obejrzeć ani jednego odcinka serialu, by cieszyć się twórczością fandomu, choćby czytając dziesiątki fanfików i reblogując co ładniejsze fanarty na tumblrze (i ja tego teraz nie zmyślam – San pozdrawiam cię serdecznie!). Na pewno warto choć pobieżnie wiedzieć z czym mamy do czynienia. Drugi sezon nawet nie ma jeszcze daty premiery, a i tak na grafiki z Miraculum można natrafić na każdym rogu geekowskiej części internetu. Jeśli miałabym wam polecić jakąś zachodnią kreskówkę bez mrugnięcia byłoby to Gravity Falls, ale absolutnie nie odradzam przygód Biedronki, choć, co może też warto zaznaczyć, jest to seria, która powinna bardziej podpaść żeńskiej części widowni. Szczególnie jak lubią sobie poshippować…

~Darya

Ps. A właściwie po co ja się tyle produkuję (to prawdopodobnie najdłuższa recenzja na tym blogu… Jakim cudem…), wystarczy, że obejrzycie sobie ten filmik:

Ps. 2 A w przyszłym tygodniu Dziab podsumuje wam sezon wiosenny w anime :3

 

Reklamy

27 komentarzy do “Kropki, koty i Paryż – Miraculous Ladybug et Char Noir

  1. O, jednak mam po co iść na Animatsuri, jeśli znów będziesz tam coś robić – żeby rzucić Cię kamieniem za czytanie fanfików :3
    Z opisu wygląda jak typowe Precure, tylko w ewidentnie fetyszowych strojach (te Precurowe oczywiście, że są fetyszyzowane, w najnowszej serii jest nawet forma z ODSŁONIĘTYMI PĘPKAMI, ale jednak nie noszą tam kostiumów do BDSM) i bez zakończenia, czyli jedna z najgorszych wad zachodnich seriali odhaczona xD
    Przeżyłam na Magnificonie megarozczarowanie, zobaczyłam fajniuchną cosplayerkę w stroju tego kota, byłam like O BIEDRONKA TEŻ MUSI BYĆ SPOKO, a tymczasem laska przebrana za biedronkę już nie była taka fajna :<
    A ja się teraz orientuję, że w sumie to nigdy nie widziałam w pełni żadnej zachodniej serii o magical girls, muszę się w końcu za jakąś zabrać, żeby poszerzyć horyzonty, czy coś.
    No i, obowiązkowo: najlepsze magiczne dziewczynki we Francji to kinówka Heartcatch Precure ;)

    Polubienie

    • Na Animatsuri będę, chętnie się przywitam :”D (Ale bez panelu, bo przegapiłam daty zapisywania się >.< Co najwyżej pójdę do Sofi potrollować na czymkolwiek ona prowadzi).
      Serial dopiero po jednym sezonie jest, może kiedyś go zakończą? Kiedyś… Co do stroju, to weeeelll 8D Przynajmniej dziewczę nie świeci cycami, no!
      Poszerzanie horyzontów jest fajne ale meh, tu za dużo nowego nie zobaczysz xD Still, polecam zerknąć na jeden odcinek, może akurat podpadnie pod gust i okaże się przyjemnym guilty pleasure.

      Polubienie

  2. No, nieźle się rozpisałaś. ;D I naprawdę dobrze się to wszystko czyta. ^^
    Miraculum oglądam wyrywkowo i to zwykle nawet nie w całości (od czasu do czasu przejdę obok telewizora), ale nawet tyle wystarczy, by coś z tego wiedzieć i aż nadto, żeby nie znosić Chloe. A ten czworokąt między dwójką bohaterów lekko mnie irytuje, ale może zmieniłabym zdanie, gdybym bardziej skupiła się na zabawnej stronie tej sytuacji i obserwowała dalszy rozwój ich relacji (zaciekawiła mnie ta ilość możliwych shipów xD). Z jednej strony jakoś nie chce mi się tego oglądać (bo schematy i powtarzalność… i Chloe na dodatek), a z drugiej jestem ciekawa, co będzie dalej – mam więc dylemat. :P

    Polubienie

    • W kwestii shippowania to nawet dodam, że można mieć z tych czterech pairingów swój ulubiony – ja najbardziej cieszę się jak widzę Ladrien czyli LadyBug x Adrie (czyli tę dwójkę, która jest w sobie zakochana xD). Oczywiście mój ship ma najmniej czasu antenowego…
      Jak jesteś ciekawa fabuły, obejrzyj sobie kilka ostatnim odcinków (Simon Says, Volpia i dwuczęściowe Originy) tam jest jakaśkolwiek fabuła. No i zobaczymy co wymyślą na drugi sezon ;)
      Awww, dzięki ogromne za pochwałę <333

      Polubienie

  3. Naprawdę chciałam to obejrzeć. Bardzo się starałam. Niestety, odpadłam po połowie pierwszego odcinka. To było tak diabelnie idiotyczne.
    ,,A tu, raz na jakiś czas, pojawia się zwykły, powielający znane tropy serial, wprawiający wszystkich w ekstazę…” No dokładnie, ludzie chyba lubią te piosenki, które znają.
    Rozwaliły mnie te super magiczne artefakty, kolczyki kurczę, jaki to niby artefakt super? STAROŻYTNY XD Przepraszam, jeśli trochę bełkocę, ale to mnie osłabiło na całego.
    ,,Problemem jest też stagnacja relacji pomiędzy postaciami”
    OMG, serio? To już nie ma ratunku, liczyłam własnie na to, że coś się zacznie w końcu zmieniać, dowiedzą się o sobie prawdy i tak dalej. Kij, że znów mamy ten cudowny schemat – zmienię ubranka i nikt mnie nie pozna. C’mon, Czarodziejka z Ksieżyca robiła to zgrabniej.
    Adrien zna chiński? Jest to jakoś wytłumaczone w ogóle, czy po prostu ma taki skill i kropka? To nie jest taki sobie język, że znam i kropka, nie chodzi mi tu nawet o system pisma, ale o choćby zawiłości związane z opanowaniem tonów.
    ,,Albo puszczą sobie Gravity Falls i zobaczą jak pod postacią Pacifiki robi się z schematu wrednej blondyny, dzięki odpowiedniemu dawkowaniu jej obecności w serii i takiemu rzadko spotykanemu triku jak rozwój charakteru postaci, zaskakująco przejmujący i wciągający wątek”

    Polac jej! Dobrze gada! Kocham wątek Pacyfiki.

    Kurczę, ten pierwszy projket wyglądał jak dla mnie dużo ładniej.

    Polubienie

    • Jeśli po połowie odcinka Ci się nie spodobało, to nie ma się co męczyć dalej – cały czas to samo xD

      W jednym odcinku zdradzone jest, że stanowisko Biedronki istnieje już od czasów dawnego Egiptu, a więc, well… Czasy Starożytne xD

      Well, relacja rozwija się odrobinkę. Odrobineczkę. Coś w tempie Skip Beat! albo Chihayafuru :P

      Adrien to chłopię z dobrego domu, więc nie trudno założyć, że posyłano go na lekcje języka obcego. Jest to jednak o tyle zabawne, że protagonistka, która po matce jest pół-Chinką, ojczystej mowy nie umie ani nihao xD (a sprawa z chińskim pojawia się w odcinku, gdzie musi zająć się swoich niefrancuskojęzycznym wujkiem…)

      Pacyfika <333 Też kocham ten wątek, a odcinek z jej domem rodzinnym jest jednym z moich najulubieńszych w całym serialu.

      Piona, też wolę pierwszy projekt xD Dlatego cieszę się na wieść, że ma wyjść OVA 2D.

      Polubienie

  4. Ja bardzo się cieszę z tego że jednak niezdecydowali się na wersję anime. Po pierwsze postacie w tej wersji są zwyczajnie brzydkie. Pewnie nigdy bym nie obejrzała czegoś takiego. Po drugie ten opis jak to miało wyglądać… No nie.

    Chloe mnie jakoś specjalnie nie denerwowała

    Najbardziej przeszkadzały mi w tym anime ciągle te same ubrania, no ile można?! Może drugi sezon dostanie większy budżet i „kupią” trochę ciuchów bohaterom, proooszę

    Polubienie

    • Wiem, że projekty postaci w wersji anime są gorsze, ale still, ten trailer ma tyle klimatu ;u; Poczekajmy na OVA, wtedy przekonamy się jak to mogło wyglądać w praktyce.

      No, też nie lubię gdy cały czas są te same ubrania ;/ W przypadku mundurków to jeszcze jakoś scierpię, bo to przynajmniej ma jakieś wytłumaczenie… Ale tutaj po prostu widać, że to decyzja budżetowa :U

      Polubienie

  5. Biedronka, ach Biedronka~ codziennieeee, niskie ceny!
    Kolejna rzecz, której nie widziałam, ale przez śledzenie odpowiednich osób na tumblrze wiem z czym to się je :’D

    To 3D mi się trochę kojarzy z Kodem Lyoko. Oj, oglądało się w podstawówce, oj… ale tam było i 3D i 2D. Tu tylko 3D, i hm, fakt, z tego co widziałam w reblogach ładnie to wygląda. Ale że to były ino screeny/gify, to nawet nie wiedziałam o zarzutach względem tła… ani powtarzalności lokalizacji.

    Za to o czworokącie czytałam, o! I gdzie ten kamień rzucać, nie czytam fików po nocach? c’: Z tego co do mnie dotarło, i po chwili przemyśleń, to myślę, że gdyby się wydało kto jest kim (i czworokąt by się radośnie rozwalił), to by sporo dynamiki to straciło. To może jednak nie?

    Przyznam jeszcze, po samych reblogach myślałam, że to ma jednak jakąś fabułę. Zostałam wyprowadzona z błędu już wcześniej przed tą recką, ale to w sumie… nie wiem, może w drugim sezonie będzie fabuła? Znów przywołując KL, tam o ile pamiętam pierwszy sezon był potwór tygodnia, a od drugiego sezonu coś ruszyło. Z drugiej strony słyszałam już opinię (pozdrawiam Oddzię!), że drugi sezon może być gorszy…

    P.S. Co do żalu że jednak nie 2D – po tym, co ostatnio Toei wyrabia, może i lepiej. Patrząc po nowych Sailorkach jak chcą to mogą, patrząc po Soul of Gold – z tym chceniem to są problemy.

    Polubienie

    • Fabuła jest bardziej pod koniec, czyli coś jak w klasycznych Sailorkach – walczyły sobie z potworami, a dopiero pod koniec nawiązywała się fabuła i była właściwa akcja, walka z właściwym wrogiem, itd. Ale nawet te schematyczne odcinki mi się podobają, bo mają zawsze jakieś pairingowe hinty.

      I również dziękuję Bogu, że nie zdecydowali się na 2D, także z tego samego powodu, co piszesz – przecież SMC i SoG to były porażki animowane.

      Polubienie

    • Damm, nie zrobiłam w tekście żadnego dowcipu o sklepach Stonka, taka szansa zmarnowana ;_____;

      O drugim sezonie nie wiadomo absolutnie nic, więc mówienie o tym jaki będzie jest mooocno a wyrost :P Ale pocieszasz mnie przykładem. Ogólnie nie mam nic przeciwko potworom tygodnia, jeśli oprócz tego jest jeszcze jakaś fabuła w tle (choćby Gravity Falls) albo są to naprawdę fajne potwory tygodnia i przy okazji widać jakiś rozwój postaci (Natsume Yuujinchou).

      Meh, wiem, że Toei, to Toei… Ale ten zwiastun jest taki super ;___; Poczekam do zapowiedzianej OVA od nich, może po niej się wyklaruje co straciliśmy.

      Polubienie

  6. Eeee, Chloe Ci przeszkadza? To co dopiero powiesz o Lili? :P Ja osobiście liczę na wyjaśnienie wielu kwestii w drugim sezonie, w tym tych kluczowych.

    W ogóle pisałam o tym Nibi, ale tu też powiem, że czasem to mi się wydaje zabawne, że Miraculum mocno przypomina momentami pewną francuską visual novel, u nas znaną jako Słodki Flirt ;)

    Polubienie

        • No Amber faktycznie. Nataniel natomiast ma kij w D, nie potrafi w nawiązywanie żadnych kontaktów i przede wszystkim nie jest idealny w każdym calu tak jak Adrien. Chociaż blond, bycie bogatym i dobrze się uczącym pasuje. No i też gnębienie przez ojca. Przy ojcu Nataniela ten Adriena wydaje się miły xd

          Polubienie

    • Lili była tylko jeden odcinek, a w dodatku jest lisem, do czego mam ogromną słabość <3

      Grałam chwilę w Słodki Flirt xD! Ale też nie widzę podobieństwa, głównie dlatego, że tutaj od razu wiadomo kto z kim skończy :P

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s