Aaa Zbawcę świata zatrudnię tanio, czyli o hikikomorich ratujących system

Nie potrafię ukryć, że od kilku sezonów dostrzegam wzrastający trend wśród pewnych gatunków. Do tej pory prawdziwą plagą były tytuły, gdy harem z magicznego świata wpada z buciorami w życie zwykłego, jurnego, japońskiego nastolatka, ale ostatnio niczym grzyby po deszczu zaczęły wykluwać się serie, gdy to bohater zostaje siorbnięty do innego wymiaru, najczęściej przypominającego w jakiś sposób grę MMORPG. Żeby to jeszcze chodziło o ludzi znających się na czymkolwiek sensownym, na powiedzmy chirurgii, mechanizacji maszyn rolniczych lub boksie. Ale by uratować świat, siły wyższe z innego wymiaru zwykle wybierają aspołecznych, przeciętnych nawet w swej przeciętności i najczęściej bezużytecznych licealistów lub wręcz NEETów i hikikomori. Czemu tak się dzieje? Co oni mają, czego nikt normalny by nie dostrzegł? Co kryje się za popularnością tego motywu? A może chodzi o to co zawsze – czyli o kasę i cięcie kosztów na międzywymiarowym cle?
No to zobaczmy, jakąż to gromadkę spłodzili do tej pory japońscy twórcy.

e061a1303e4ec7375a3542491a31121e1408123990_full
Wyrazy współczucia dla kierowniczki Dar, która obecnie wygląda naprawdę niewiele lepiej


Sword Art Online – Kirigaya Kazuto/Kirito

sao
Emo pose zawsze w cenie

Zacznijmy od sztandarowego przykładu bohatera, któremu w życiu coś wyraźnie nie pykło, za to w alternatywnym świecie wymiataczem jest jakich mało. Chociaż SAO nie jest stricte fantasy światem, to jednak nie da się też powiedzieć, że mamy wciąż do czynienia z rzeczywistością. Naszemu Kirito taki typ odwyku wystarczył – chłopak, który odtrącił rodzinę, czas trwonił na pykaniu w rozmaite gry MMORPG i był tak mroczny i wyalienowany, że mroczniejszy i bardziej wyalienowany był już tylko kubek czarnej herbaty, który na wieczność pozostał w kuchni, w wirtualnym świecie staje się prawdziwym królem socialu. Ba, mało tego, bierze sobie żonkę i płodzi… znaczy, znajduje wirtualne dzieciątko. Jeśli to nie jest Janusz sukcesu, to ja nie wiem, kto się na niego nadaje! Jeszcze dodajmy do tego fakt, że własnoręcznie udaje mu się ubić ostatniego bossa (ale nie ostatniego w jego karierze, a jakby) Kayabę Akihito, dzięki czemu staje się wybawcą dla przeszło kilku tysięcy zamkniętych w SAO graczy. Na swoje usprawiedliwienie Kirito ma to, że zajęło mu to wszystko prawie dwa lata, więc mimo swego przezwiska „Beater” w kategorii rozdupczaczy systemu jest wciąż na poziomie człowieka, nie cyborga.

 

No Game No Life – Sora i Shiro

ngnl
Królu złoty, daj pan chociaż pisiąt groszy na abonament Warcrafta…

A oto rodzeństwo totalnych otaku, socially awkward pingwinów i nerdów z dolnej części szafy. Niby pod względem gier nie mają sobie równych, ale na każdym innym polu są tak słabi, że biedzie nawet piszczeć się już nie chce. Ludzi się boją, akceptują tylko sztuczne światło świetlówek i nie mogą oddalić się od siebie na dalej niż dziesięć metrów, bo inaczej zdychają na suchoty. Tym to życie ewidentnie wychodzi… bokiem. Na szczęście z beznadziejnej egzystencji ratuje ich Teth, bóg świata, w którym każdy konflikt można rozwiązać poprzez grę. Dla Sory i Shiro to jak los na loterii… nie, to jak bon na życie, którego właściwie do tej pory nie mieli. Chyba nie trzeba dalej wyjaśniać, że w tym innym wymiarze, gdzie za cel obrali sobie wyniesienie rasy Imanitian na szczyt piramidy przywilejów, wymiatają absolutnie? Oraz że zawieranie przyjaźni idzie im na tyle sprawnie, że doczekują się całkiem zgrabnej gromadki kump…elek? No niestety, pewne prawa męskich bohaterów ciężko naruszyć, szczególnie to jedno prawo do posiadania haremu. Możesz być najbrzydszym, najbardziej nieogolonym i zapuszczonym NEETem jakiego Japonia (nie)widziała, ale jak jesteś protagonistą, to stały dostęp do cycków masz wręcz zapisany w swoim DNA.

 

Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku wo! – Satou Kazuma

konosuba 3
Minimalna krajowa na poziomie fikcyjnym? Kazuma, witamy w Polsce!

Niektórzy przybywają do świata fantasy przez portal w blasku chwały i światłości. Niektórzy zostają poinformowani o tym za pomocą mrożącego krew w żyłach komunikatu. Niektórzy zostają zrzuceni z wysokości 10 kilometrów (pozdro dla []). A Kazuma… Kazuma zostaje przejechany przez traktor. Pardon, umiera na zawał, bo mu się wydaje, że przejechało go coś dużego. Taki wstyd, że aż żal.
Dobrze jednak, że ktoś się postanowił nad biednym chłopakiem ulitować i dzięki bogini o wdzięcznym imieniu Aqua ma szansę lepiej przeżyć swoją drugą (a właściwie pierwszą) młodość na ratowaniu biednego alternatywnego świata przed przepotężnym królem demonów. Nie byłoby kłamstwem powiedzieć, że Kazuma spodziewał się jakiegoś bonusu czy power-upa, który wspomógłby jego wątłe ciałko zdolne operować co najwyżej myszką oraz zupką chińską. Zamiast jednak dobrej rady, przy wyborze broni zostaje on obśmiany od góry do dołu przez Aquę. I tak zaczął się początek jego końca, gdyż zamiast potężnego artefaktu chłopak umyślił sobie zabrać do świata fantasy rzeczoną paskudną boginkę.
I choć KonoSuba jest serią śmiejącą się pełną gębą z wspomnianych przeze mnie schematów, to nie da się ukryć, że Kazumie przegrana mimo wszystko nie jest pisana. Z gorszym lub jeszcze gorszym rezultatem, ale udaje mu się pokonywać kolejnych przeciwników, oddzielających go od ostatecznego złodupca. Czyli co, parodia parodią, ale Statystyczny Japończyk zawsze musi być górą?

 

Re:Zero kara Hajimeru Isekai Seikatsu – Natsuki Subaru

re zero 2.gif
A to typowy student po pijackiej nocce w akademiku, wywieziony przez kumpli dla beki do Grajdoła Dolnego.

Jak już wspomniałam, nawet jeśli przenosiny do magicznego wymiaru nie zawsze są przyjemne, to jednak zwykle towarzyszą im niezwykłe okoliczności (do których, jakby nie było, zgon zaliczony dzięki wyimaginowanej ciężarówce całkiem pasuje). Ale dla Subaru to wszystko jest przereklamowane. Kiedy spokojnie wraca z zakupów z całodobowego, mruga… i już jest w świecie fantasy. O, i to się nazywa porządna firma portalowa, a nie jakieś błyski, flesze, sparkle i szmery-bajery. Mimo tak odmiennego sposobu zassania do innego wymiaru, Subaru nie jest w ciemię bity, więc od razu wyczuwa co się z nim stało. I żeby tylko wyczuwał… Widz nawet nie musi wypatrywać podobieństw do gatunku „My Little Harem – Parallel World is Magic” – Subaru sam je generuje przez swoją niekończącą się paplaninę. Skojarzenia, które wam nawet nie zdążą przyjść do głowy, chłopak wypowiada już trzy zdania temu.
Subaru jest całkiem żwawy jak na odludka, to fakt. Podejrzane mogło być już to, że chłopak jeszcze w normalnym świecie nie poszedł do sklepu po limitowaną edycję ulubionej gry czy inny zestaw małego ponuraka, ale po normalne, choć trochę śmieciowe jedzenie. Idźmy dalej; zna podstawy samoobrony, co jest nie tylko bardzo przydatną umiejętnością we współczesnych czasach, ale z sukcesem udaje mu się zastosować kilka chwytów na spotkanych w ciemnym zaułku bandziorach. Dodatkowo jest tak wyszczekany, że jeszcze nie widziałam w serii ładnej dziewczyny, do której by nie zagadał w swoim otaku narzeczu. Wymiernie normalny chłopak, choć mocno osamotniony, skoro absolutnie nie jest mu tęskno do swojego domu. Jednak to, co czyni z Subaru koksa, to pozyskana w niewyjaśnionych okolicznościach zdolność do zmartwychwstania przy jednoczesnym cofaniu się w czasie. O ile nie postrada rozumu przy kolejnych śmierciach, to jest to bardzo potężna moc w rękach naszego przeciętniaczka. Moc zdolna ocalić bardzo wiele żyć, jak nie cały świat… tu-tu-tu-duuuum.

 

Log Horizon – Shiroe

log horizon
Najnowszy hit Googla już na rynku – okulary z fleszem!

Znów zmierzymy się z przepisem „bierzesz garść graczy, jeden magiczny portal i jedną grę fantasy, a potem gotujesz do momentu, aż mięsko będzie miękkie”. Może to będzie trochę krzywdzące, że go tu wymieniam, ale jednak chłopina w rzeczywistości nie grzeszył jakimiś porażającymi social zdolnościami, a cały możliwy czas poświęcał na granie w „Elder Tale”. Jestem dopiero po pierwszym tomie LN, więc pewnie wielu rzeczy jeszcze nie wiem, mimo to ciężko było nie zauważyć tego narratorskiego lania wody, w którym do uświerknięcia powtarzał, jaki to Shiroe jest wycofany, bo ma groźny wzrok i ludzie są do niego uprzedzeni, a na dodatek został kiedyś niecnie wykorzystany przez jakąś tam gildię, więc ma opory przed zapisaniem się do jakiejkolwiek. Poza tym jeśli na początku fabuły może się poszczycić jedynie kumplowaniem się z Naotsugu, to ja mu szczerze współczuję doboru wirtualnych przyjaciół. Oczywiście Shiroe to nie pierwsza lepsza ciapa, lecz gracz na zaawansowanym poziomie, który jak każdy ma swoje słabe i mocne strony, a który do sprawnego łupania potworów potrzebuje teamu, nie aury zajebistości. Jednak jako że głównym bohaterem LH nie jest pan Zbol ani nie cichociemna Assasynka o ciętym języku, tylko z lekka wyalienowany okularnik, to o czymś to musi świadczyć.

 

SHOW BY ROCK!! – Hijirikawa Cyan

sb69 2
A znacie ten dowcip? Przychodzi licealistka do sempaia…

Nie mogłam się powstrzymać. Wiecie, równouprawnienie ważna rzecz, dlatego przeciętne licealistki też raz na jakiś czas są wciągane do magicznych światów. Cyan nie jest hikikomori i (jeszcze) nie jest NEETem, ale za to nieśmiała jest jak stado Danusiek ze Spychowa. Dziewczyna pragnie dołączyć do szkolnego zespołu, by móc pić herbatę i jeść… znaczy, by grać na gitarze i zacieśnić więzi z fajnymi koleżankami. Ale się wstydzi, biedaczysko, dlatego potulnie wycofuje się po lekcjach do domu, a tam dogorywa w samotności, grając w komórkowe gry (tytułowe SHOW BY ROCK!!, bo pierwowzór jest giercą, tak btw). Aż tu nagle wtem! – Cyan zostaje wessana do wnętrza komórki. A mama mówiła, że Internet wciąga. Licealistka zmienia się w Myumona (takie kjutne coś, pół-człowiek, pół-zwierzak) i dostaje w swe zdolne łapki magiczną gitarę, która zdolna jest niszczyć złe potwory żywiące się energią z koncertów. No to co mogła zrobić? Zaczęła grać i niszczyć potwory. A potem Cyan zdobyła mnóstwo przyjaciół, zamieniła się w Madokę, ocaliła magiczny świat i pofrunęła hen do nieba. Koooniec~
A właściwie nie koniec. Cyan nie pławiła się dalej w blasku zajebistości, ale wróciła do zwykłego świata i dołączyła do klubu, żeby dalej cieszyć się muzyką. Ratowanie innego wymiaru ratowaniem innego wymiaru, ale nastolatki przecież mają swoje ważne problemy. To nie jest jednak głupi morał. W końcu skopanie tyłka złodupcowi to łatwizna w porównaniu ze znalezieniem fajnej, akceptującej cię grupy ludzi. Pobić każdy głupi umie, ale jak umieć w życie? No i oczywiście nieśmiertelne „jak żyć, panie premierze, jak żyć”?

 

Tensei Shitara Slime Datta Ken – Minami Satoru / Tempest Rimuru

152383l
Nasz główny bohater to ta kuleczka… nie, nie TA kuleczka. Ta niebieska.

Czas na coś nietypowego, czyli na tytuł bez animcowej adaptacji! Dziab jest dumna, że to znalazła i zadziwiona, że jej się spodobało.
27-letni Satoru jest nieco zgorzkniałym i samotnym pracownikiem jednej z japońskich korpo. Gdy jednego popołudnia spotyka się ze swoim kouhaiem, ten prezentuje mu swoją narzeczoną. Nasz bohater jest świadomy, że kolega zrobił to, aby wbić mu soczystą szpilę między żebra i choć w duchu jest zwyczajnie zły, na zewnątrz nie daje tego po sobie poznać. Karma jednak postanawia się dopomnieć o niegodziwego kolegę. Nagle spomiędzy ludzi wyskakuje nożownik, szarżujący na oślep, i byłby on zaciukał gada albo jego narzeczoną, gdyby nie nasz poczciwy Korpoman.
Satoru dostaje kosę w brzuch i umiera. RIP.
Albo nie, nie tak do końca umiera. Zdarza się, że raz na jakiś czas człowiek może odradzić się w magicznym świecie, wybierając sobie postać i moce jakie tylko zapragnie. Nikt jednak Satoru nie poinstruował, że tak się może stać, dlatego jego przedśmiertne majaki sprawiają, że odradza się jako… glut. Absolutnie nie wygląda to jednak tak źle jakby się wydawało. Maleńka miękka kuleczka jako Tempest Rimuru posiada zdolność przyswajania sobie zdolności, które zrozumie lub wchłonie za pomocą swego pojemnego „żołądka”. Czyni to z niego uberkoksa o predyspozycji do zdobycia wszelkich możliwych magicznych mocy, jakie tylko istnieją. Pierwsze strony mangi opisujące sen Satoru też wyraźnie wskazują na to, że jako Rimuru już w ludzkiej postaci będzie stał na samym szczycie łańcucha pokarmowego. Jednak wiecie co? Rimuru jest naprawdę sprytny, milusiński i pomaga słabszym (co udowodnił nie tylko przy ratowaniu kouhaia), dlatego bardzo miło się czyta o jego poczynaniach. No i ten międzywymiarowy awans należał mu się jak psu ozorek.

Zero no Tsukaima – Hiraga Saito

tumblr_nkcvn5OaxO1s1bot7o7_500
Ten przeciętny osobnik zaraz nieprzeciętnie dostanie w papę.

A otóż i jeden z ojców, nie, dziadków gatunku „przeciętniaków w krainie marzeń”. Saito jest licealistą, nie puchaczem, nie jętkiem i nie mintajem. To się robi nudne… Może zacznijmy od innej strony – w magicznym świecie była sobie Louise, nastoletnia czarodziejka o tak zerowym potencjale (czyt. cyckach), że to „zero” przylgnęło jako jej przezwisko. Pewnego dnia uczniowie magicznej szkoły, w tym także Louise, mieli wziąć udział w rytuale przyzwania chowańców. Zasada określająca typ magicznego towarzysza była klarowna jak woda w spłuczce: im lepszy będzie z ciebie magik, tym potężniejszego pokemona dostaniesz. Louise także próbuje swoich sił, ale nie byłaby sobą, gdyby czegoś nie spieprzyła. Portal przyzywający przesunął się tak daleko, że aż wylądował w innym wymiarze. Naszym wymiarze.
Saito tymczasem wracał sobie wraz z naprawionym laptopem, aż tu nagle wtem! – ukazał się przed nim portal. Nierozsądny chłopak dotknął przejścia, w wyniku czego został zassany do magicznego świata. A tam został chowańcem najgorszej baby na tym i równoległym świecie: tsundere deski. I żyliby długo i boleśnie, gdyby nie fakt, że Saito nie był tak skończonym murzynem, na jakiego by się wydawało. Wraz z runicznym oznakowaniem dostał także specjalną umiejętność, pozwalającą mu posługiwać się wszelkimi broniami na poziomie eksperckim. Co prawda dalej jest poniewierany przez Louise jak ostatnia niewyżęta ściera, ale przynajmniej gdy dochodzi do starć z kimkolwiek innym, to wymiata. Znaczną różnicą między Saito a resztą przedstawionych tutaj postaci jest to, że na początku, jeszcze w rzeczywistym świecie był tak naprawdę świetnym uczniem i rozchwytywanym przez koleżanki towarem (co nie do końca zgadza się z tym, jak pierdołowatym protagiem jest gdy chodzi o przypadkowe łapanie cyca, no ale…).

Loża honorowa, w której znajdują się tytuły, które trochę pasowały, ale jednak nie do końca oraz te, które nie do końca znam (a że umarłaby, pisząc o nich wszystkich, to szczegół): Outbreak Company (nie oglądałam, ale chyba idealnie pasuje do posta), Gate – Jietai Kare no Chi nite, Kaku Tatakeri (zwykły Japończyk i jego harem w magicznym świecie), Hai to Gensou no Grimgar (przeciętniak Haruhiro i jego moc cięcia wzdłuż „wstęg życia”), Kamigami no Asobi (heroina godząca największych bogów), Mondaiji-tachi ga Isekai kara Kuru Sou Desu yo? (zawsze-koksu-Izayoi, który przyjaciół miał tyle, co kot napłakał), Overlord (fpytkę silny bohater przeniesiony do świata qwasi-gry).

No to wróćmy do pytania postawionego na samym początku – dlaczego? Dlaczego to wyobcowane przeciętniaki są towarem tak mocno pożądanym przez magiczne światy? Czemu autorzy tak często sięgają po to rozwiązanie?
Pierwszy powód to z dużym prawdopodobieństwem przekaz, że każda, nawet największa życiowa pierdoła ma szansę na stanie się bohaterem swojego domu, bo wszyscy ludzie są równi i tak samo fajni. Klisza jest dość podobna w przekazie do „od zera do bohatera”, która jest wykorzystywana namiętnie w shounenach, żeby każdy dzieciak odważnie dążył do spełniania swoich marzeń, tylko wymaga od człowieka jakby… mniej nakładów pracy. W shounenach każdy, mimo bycia wybrańcem, musi ciężko trenować, a tutaj widzę jakiś dziwny trend bycia jakimkolwiek, gdyż w nowym świecie i tak dostaniesz jakiś power-up z przydziału.
Drugi powód niebezpiecznie ociera się o filozofię. Jeśli w naszym świecie bohater X jest skończoną lebiegą, to czy w innych warunkach wciąż byłby tą samą lebiegą? Czy jest tylko lebiegą w kwestii współczesnych możliwości rozwoju? Kiedyś myślałam o podobnej kwestii na przykładzie piłki nożnej. Jaki futbol jest, każdy wie – piłka jest okrągła, bramki są dwie. Poza podstawowymi zasadami gry większość ludzi zdaje sobie przynajmniej mgliste pojęcie, że zawodnicy tacy jak m.in. Maradona, Pele, Zidane czy Cristiano Ronaldo zapisali się jako jedni z najlepszych w tym fachu. A przecież historia tego sportu sięga zaledwie niecałych dwóch setek lat wstecz! Co by jednak było, gdyby piłka nożna była znana już przed tysiącem lat? Ile świetnych talentów się „zmarnowało”, bo taki sport nie istniał? A co by było, jakby taki Kopernik mógł od małego kopać w gałę na podwórku zamiast siedzieć z nosem w książkach…?
Och, zagalopowałam się. Sorki, nie ten blog.
W każdym razie może podobnie ma być z tymi hikiko-bohaterami. Specjalistami w ratowaniu świata nie mają być specjaliści z innych dziedzin (bo jak mawia porzekadło – kto jest dobry we wszystkim, jest najlepszy w niczym), tylko ktoś o, łagodnie mówiąc, nieodkrytym talencie do czegokolwiek. Także do życia szeroko rozumianego.

Kurczę, może ze mnie też byłby lepszy mistrz magii zniszczenia niż jest obecnie chemik…

A czy wy znacie jakieś serie, które pasują do tego schematu, a których nie wymieniłam?

~Dziabara

Advertisements

17 komentarzy do “Aaa Zbawcę świata zatrudnię tanio, czyli o hikikomorich ratujących system

  1. Co poradzić, takie to już japońskie trendy. Do tej pory wciąż nie obejrzałam ani jednego odcinka SAO, jakoś ominął mnie cały szum wokół tej serii. o.o Ogólnie, to z tego wszystkiego oglądałam tylko Mondaiji-tachi, a teraz też Re:Zero. No i z jeden odcinek Zero no Tsukaima.

    Lubię to

  2. Większość wymienionych znam, ale jakoś nie słyszałam o „Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku wo!”, „Re:Zero kara Hajimeru Isekai Seikatsu” i „Tensei Shitara Slime Datta Ken” (wow, czemu takie długie te tytuły? XD), ale wyglądają fajnie, zwłaszcza ten drugi :D. Myślę, że Gate tak średnio pasuje do tej „kategorii”, co prawda główny bohater jest otaku i przenosi się do magicznego świata, ale w celach trochę innych niż tutaj wymienione postacie. Jest żołnierzem, więc jest progres! :D
    Jeśli chodzi o sprawę dlaczego to jest takie modne to wydaje mi się, że w Japonii jest coraz więcej takich „noł lajfów” czy tam „hikikomorich” i może wydawcy/autorzy itd chcą albo do nich trafić, albo wyciągnąć z domów ? Ale pewnie chodzi o pieniądze XD.
    Pozdrawiam ! :D

    Lubię to

  3. Juhuu, licealiści ratują świat! A nawet dwa światy?
    (W sumie, czy Btooom! by tu nie pasowało? Trochę inny schemat jest, przenieśli (jeśli dobrze pamiętam?) graczy w grę na wyspę w świecie rzeczywistym, na której panowały dokładnie takie zasady jak w grze, ale o ile kojarzę to główny był też taką trochę pierdołą życiową, który na wyspie koksił, wymiatał, i nawet dziewczę sobie znalazł)

    Z tytułów, które wymieniłaś, o SAO słyszałam (a kto nie słyszał…), o Log Horizon też, Grimgara i Overlorda zaczęłam i nope, No Game No Life i Mondaiji-tachi długitytułjestzły widziałam (Izayoi jest do dziś jedynym przekoksem, który mnie jakimś cudem nie irytuje, mimo posiadania wszelkich cech zwykle mnie irytujących :’D) (pozdrawiam Koh, która mi to kiedyś poleciła)

    Filozof ze mnie nie jest, więc się głębiej nie zastanawiałam czemu w sumie taki schemat jest (no bo jest, nie ma co się kłócić) – uznałam raczej po prostu „widać się sprzedaje” i tyle w temacie. Pozdrawiam z uniwerku ekonomicznego.
    Podobnie jest chyba z tymi wszystkimi dystopiami, wyrastającymi jak grzyby po deszczu, gdzie nastolatki przechodzą przez Trudne, Śmiercionośne Testy (TM) i potem ratują zaszczute społeczeństwo. Utożsamianie się? Hm… może. U mnie akurat nie, ale że generalnie raczej się nie utożsamiam, to może mam na to złe spojrzenie. Pokazanie, że nawet szary Kowalski może zostać Kimś? Pewnie tak… pytanie, czy koks w innym świecie będzie potem umiał w życie we własnym.

    Lubię to

      • M.W., ty mój rogu obfitości, ty Niagaro słowonośności, na ciebie zawsze mogę liczyć jeśli chodzi o pokaźne komentarze :)

        Nad Btooom! się akurat zastanawiałam, bo faktycznie antyspołeczny bohater ląduje w nowej rzeczywistości, ale ani tam nie ma milusiego świata fantasy, ani bohater nie posiadania mocy-z-tyłka, jeno szlachetny plot armor. Za to był naprawdę wyjątkowym przypadkiem hikikomori oraz NEETa w pełnym tych słów znaczeniu. Kurczę, ale na lożę honorową to akurat zasłużyło :/

        Na pewno się sprzedaje, ale zastanawia mnie, kiedy nastąpi przesyt (w końcu ostatnie tytuły czyli KonoSuba i Re:Zero to już parodie gatunku, czyli pętla innowacyjności zaczyna się zacieśniać). A jeśli nie nastąpi, to kto, na świętego chrupka, tak to ogląda i napędza sprzedaż? Tak samo jak nie przestaje mnie zadziwiać fakt niezmordowanej popularności szkolnych haremówek. O, w tym gatunku to dopiero jest totalna pożoga oryginalności.

        Raczej nie posądzam nas, statystycznych Malinowskich, o utożsamianie się z nieśmiałymi i nieporadnymi postaciami. W końcu te bajki nie są bezpośrednio dla nas (ale nie bronię, a gdzieżby), plus u nas chyba nie ma aż takich problemów. Wręcz przeciwnie, niektórych fanów anime to powinni zamykać, nie wyciągać z szafy…

        Za to myślę, że 9/10 takich serii kończy się tak, że koks na zawsze zostanie w tym fajnym dla niego świecie, bo… jest fajny. Tam go akceptują, tam ma laski, moce, miejsce na grajdole, full wypas. Jeszcze tego by brakowało, żeby wracał do swojej szarej egzystencji i znów musiał się wysilać w nawiązywaniu kontaktów! A ta pani z całodobowego to zawsze patrzyła na niego krzywo, zawsze! Kij jej w oko, przecież lepsza jest cycata elfka w innym wymiarze.

        PS. Ogromnie ci dziękuję za Krystynkę :*
        PS2. Miło mi :)
        (ciszej) Czy powinnam znać? D:

        Polubione przez 1 osoba

  4. skoro mowa o przyzwanych do innego wymiaru to temat jest starszy bo przecież w Magic Knight Rayerth też to było podobnie jak w pewnym sensie w el hazard(pętla czasowa i te sprawy ) czy legend of himiko albo z nowszych rzeczy dog days???(jak tytułu nie przekręcam ) albo klasyk vision of escaflowne a to tak tylko pierwsze z brzegu przykłady :-) a co do ludzi którzy utknęli w grze to cykl Hack się kłania :)

    Polubione przez 1 osoba

    • No masz, jak mogłam zapomnieć o prapraprababuni gatunku! A przecież nawet żart skleciłam z polskiego tytułu. Ale ze mnie skończony patafian >.< Co prawda akurat nie wątpię, że wszystkie trzy dziewczęta były zdecydowanie bardziej ogarnięte i przyjacielskie niż statystyczna średnia ze współczesnych tego typu serii, ale poza tym wszystko się zgadza.
      Poza tym znasz naprawdę ciekawe, pasujące do zestawienia, a nieznane mi zupełnie serie! Ciekawa jestem bardzo, jak to kiedyś twórcy widzieli, muszę się na coś skusić. Za to Dog Days mi się obiło o uszy. Patrzę na opis… nie ba bata, ten koleżka zdecydowanie zasłużył, żeby tu być. O hacku myślałam (przynajmniej //SIGN, bo kiedyś-kiedyś oglądałam… ze dwa odcinki), ale nie znam serii na tyle, żeby wiedzieć, skąd się wziął główny bohater i kim był, więc wolałam tego zapobiegawczo nie ruszać.
      Wielkie dzięki za przykłady! :D

      Lubię to

  5. Ogólnie miałem „przyjemność” zostania NEETem/Hiki kilka lat temu na okres 2 lat życia po tym jak zawaliłem pierwsze studia.
    A „popularność” NEETow, Creepy Otaku, Hiki i reszty wynika raczej z tego żeby „widz” mógł się jakoś identyfikować z postacią z anime (dlatego większość f/a/cetów chce być „małymi dziewczynkami”), tak samo jest trudno w anime ostatnich lat doszukać sie jakiegoś sensownego „dorosłego” po 25 roku zycia (męczy mnie to już w nowszych mangach i anime że „to DOROŚLI są winowajcami odpowiadającymi za całe zło tego świata”.
    Tak samo duża część „nowych” reżyserów/autorów to ludzie którzy wychowali sie jako otaku i w większości nie znają „relacji międzyludzkich” stąd ten „wysiew” tego typu postaci w anime.

    Lubię to

    • Prawda, dorośli niezbyt często bywają bohaterami anime, ale w nowszych coś tam zawsze można znaleźć, choćby w Psycho-Pass czy Joker Game.

      Lubię to

    • Tym gorzej wypada to identyfikowanie się, jeśli nie idzie za tym jakaś głębsza myśl. W końcu nie chodzi o to, żeby takich ludzi jakieś tam anime skłaniało na radzenie sobie w własnymi słabościami, lecz żeby we własnym kąciku przed ekranem czuli się zaakceptowani. No i nie każdy anime może mieć tytuł „Welcome to NHK!”
      Aż chciałabym powiedzieć stare, zgrzybiałe zdanie „kiedyś to robili anime”… Wszelkiej maści nastolatki są jednak lwią częścią rynku, a że pokolenie Internetu już dorosło i stało się tymi autorami i reżyserami, to się trochę w biznesie pozmieniało. Może kiedyś to wszystko dupnie i trend się zmieni.

      Lubię to

        • jak chodzi o dorosłych bohaterów to mamy stare klasyki jak city hunter czy lupin III w sumie Monster czy black jack też pod to podchodzi no i klasyki kosmosów jak harlock czy cobra (tak zamierzchłe czasy ale zawsze jak brak nowego można się tym poratować ) a z nowszych to moribito jest z dorosłą bohaterką :)

          Lubię to

  6. Trochę smutna myśl, prawdopodobnie jest reprezentatywna grupa ludzi, do których skierowane są te serie i którzy mogą się utożsamiać z bohaterami. Znaczy, też bym się cieszył gdyby się okazało, że znajomość Dungeons and Dragons, albo zrobienie fajnej postaci w jakimś jRPGu mi wystarczą do bycia fajnym i zaradnym i nie muszę się już niczego uczyć i płaszczyć przez dyrektorami. Inna sprawa, że taki stereotypowy NEET przeniesiony do magicznej krainy zareagowałby chyba znudzony „coooooooo, znowu muszę gdzieś iść i coś robić?”.

    Lubię to

    • Jak się spojrzy na japońskie społeczeństwo, było nie było docelowy odbiorca anime, to masz absolutną rację. Gorzej, jeśli to jedyny powód. Ten wyalienowany Japończyk, do którego skierowane są takie serie, tylko będzie się cieszył, że gdzieś, kiedyś też będzie miał lepiej albo okazja sama do niego przyjdzie… znaczy, straaaasznie teraz generalizuję, ale zwyczajnie jest to bezmyślna klisza.
      No właśnie, właśnie! Te wymoczki i wyalienowani normalnie bohaterowie nagle stają się przeraźliwie produktywni w tym innym świecie, a już prędkość, z jaką zawierają przyjaźnie, jest przeraźliwa. A przecież normalnie taki człowiek to zablokowałby się jeszcze bardziej, przytłoczony nową, nienormalną sytuacją. Chyba. Ewentualnie w pewnym momencie pęka taka szybka bezpieczeństwa, a bohaterowi się mózg przesmaża z nadmiaru wrażeń.

      Lubię to

  7. Dziab, jestem fanką twoich neologizmów. ^^ Przyznam się, że nie znałam wcześniej takich słów jak rozdupczacz i złodupiec. A wiesz, od chemika do mistrza magii zniszczenia jest całkiem niedaleko. ;) Prawdę powiedziawszy nie widziałam kompletnie nic z wymienionych tu tytułów. Ale serie typu „bohater ratujący magiczny świat” czasem zapuszczam dla odstresowania. I tym sposobem przebrnęłam przez Kyou Kara Maou, Dual Parallel Trouble Adventure, Amatsuki i Level-E, choć to ostatnie to raczej satyra na seriale w stylu Power Rangers. Wolę jednak opowieści o ludziach walczących o przetrwanie niż ratujących świat, jak chociażby w Imawa no Kuni no Alice.
    Pozdro dla Dar i niech moc będzie z wami!

    Polubione przez 1 osoba

    • A ślicznie dziękuję :) Co prawda „złodupiec” to często spotykane spolszczenie na słowo „badass”, ale czuję się pełnoprawną matką „rozdupczacza”.
      E tam, wybuchać też trzeba umieć. Nawet po naszemu, ludzku.
      Z wymienionych przez ciebie tytułów widziałam tylko Level-E, ale absolutnie nie pamiętam, że tam ktoś coś większego ratował. Czyżby chodziło ci o tę grupę dzieciaków, którą kierował głupi książę? Coś mnie tam świta w oddali… o, to światełko się zbliża… dwa światełka…
      Jak każdy motyw który jest mielony zbyt dużo razy, tak i to przestaje mnie rajcować. Ja chyba też wolę serie ala battle royale (tylko zwykle głównego bohatera broni plot armor), ale najbardziej lubię mindfuckowe zabawy z cofaniem się w czasie.
      Hymm, Jedi moc ma tę, mocno dziękować, hymm.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s