Magiczne pantofelki na miarę naszych czasów – recenzja mangi Ran to Haiiro no Sekai

Notka time!~ Ale nie uciekajcie, wszak to połowa sezonu animcowego, więc nie będę was stręczyć kolejnymi podsumowaniami. Wręcz przeciwnie – dziś przerzucam się na papier i przedstawię słów kilka o jednej takiej fajniutkiej mandze, która z wszelkim prawdopodobieństwem nie jest szczególnie znana. A jeśli jestem w błędzie, to moja pomyłka będzie z gatunku bardzo miłych pomyłek.

Zaczęło się od tego, że lubię wiedzieć. Nawet jeśli jest to wiedza tylko na chwilę i nieco zbyt ogólna, to lubię przeszukiwać internet. Czasami zdarzy się, że gdzieś, Bóg raczy wiedzieć gdzie, znajdę jakiś ciekawy kadr z mangi. Czasami to będzie fanart. A czasami to będzie tytuł, który znajduje się wysoko w rankingu. W przypadku Ran to Haiiro no Sekai (po polsku Ran i Szary Świat) to chyba chodziło o ten ostatni wariant… Tak, to właśnie tak było; szukałam czegoś w stylu „Oblubienicy czarnoksiężnika” i sprytne rekomendacje na myanimelist podrzuciły mi właśnie wspomniany tytuł autorstwa Aki Irie (płci niezidentyfikowanej, ale stawiam na babkę). Patrzę – 130. miejsce wśród mang. Niezgorzej! Patrzę dalej – zakończone na siedmiu tomach. Bomba! Patrzę na losowe strony – piękna, szczegółowa kreska. Miodzio! A jakby tego było mało, w tagach miało ci to seinen i fantasy. No to na co było jeszcze czekać? Proszę wsiadać, drzwi zamykać!

PS. Krótkie recki są krótkie. I chwała im za to.

wa50m

Oto rodzinka Uruma, odbiegająca niemal w każdym względzie wszelkiej statystyce oraz normalności. Myślicie, że są szaleni albo ekscentryczni? O nie, znacznie gorzej… oni są magiczni. Nestor rodu, Uruma Zen, to lider kruczego oddziału, znanego też jako Czarne Skrzydła. Jego żona, Shizuka, jest wybitnej klasy czarownicą. Jej moc jest tak wielka, że kiedy chce wyczarować dla swej rodziny tort, to ostatecznie zasypuje całe miasto łakociami. Tymczasowo jednak nie mieszka razem z pozostałymi, ponieważ musi zajmować się pieczętowaniem olbrzymich wrót, za którymi czai się wielkie niebezpieczeństwo. Jin to nieco zrzędliwy licealista, który jak to dobry starszy brat matkuje pozostałym podczas nieobecności Shizuki. On również posiada niezwykły talent, dzięki któremu może zamieniać się w rosłego wilka.
A najmłodsza, najbardziej nieokrzesana i wiecznie przyciągająca magiczne kłopoty jest… Ran, główna bohaterka tej opowieści.

kBK1Dz
Z rodzinką najlepiej wychodzi się na zdjęciach… przed spuszczeniem łomotu wrogom. Hell yeah!

Mała Ran posiada niesamowitą parę butów – tak wyjątkową, że nie znajdziecie ich nawet w ekskluzywnym sklepie Nike’ów (choć logo mogłoby to sugerować). Gdy je założy, przeobraża się w nastoletnią ślicznotkę, a jej włosy zaczynają błyszczeć niby świeżo pieczony, meyerowy wampir. I chyba nie tylko sparkle zostały pożyczone, ale również aura uwielbienia, jaką roztacza wokół siebie Ran, bardzo przypomina blade wąpierze z Hameryki. Ale, ale, proszę się nie zrażać, bo jest to tylko efekt niekontrolowania magii, której dziewczynka ma w znacznym nadmiarze. Magiczny potencjał Ran wydaje się być zdecydowanie większy niż u jej matki, a i kłopotów potrafi to przysporzyć o wiele, wiele więcej niż rodzinne miasto pokryte ptysiami…

LeHJRy
Adidas polyester power – make up!

Jin próbuje wbić do głowy swojej siostrze, żeby przestała bawić się w dorosłą i zaczęła żyć swym dziecięcym życiem, jednak kto by się jednak przejmował zakazami, kiedy w zasięgu rąk są takie niesamowite adidaski? Ran raz po raz zakłada buty i wymyka się z domu, by z ich pomocą cieszyć się nowymi możliwościami: jest traktowana z szacunkiem, w wesołym miasteczku może wejść na wszystkie kolejki górskie dla dorosłych… może też przez przypadek przyfrunąć do cudzego penthouse’a i wpaść w oko przystojnemu lecz bucowatemu milionerowi Outarou… zaraz, zaraz, prrr. Wpaść w oko? Oho! Czujecie to? Czy to jeszcze fantasy, czy już pedoland? Mnie tak naprawdę trudno powiedzieć, czy znajomość małej czarownicy i rozwiązłego paniczyka miała być tylko „zapalnikiem” do dalszych wydarzeń, czy czytelnik naprawdę miał sobie wyobrażać coś więcej. Po prawdzie Ran jest niewinna i nieuświadomiona jak na przykładną dziesięciolatkę przystało, a poznanego w nieco magicznych okolicznościach mężczyznę traktuje jak swojego najlepsiejszego przyjaciela. Z drugiej strony nasz Outarou, choć dziewczyna ma na niego całkiem dobroczynny wpływ, nie waha się sięgać po to, co mu się podoba. Z trzeciej strony… jak tu się można oprzeć biszowi w okularach?!

tumblr_mk77gsSBhq1qzqnxxo1_1280
Zły pan Loczysław ma na ciebie chrapkę

Co by jednak nie było, romans to zaledwie jeden z wielu składników tej wyjątkowej mangi. Tak naprawdę historia miota nami pomiędzy obyczajówką, komedią, akcją a dramatem (im dalej w rozdziały, tym jest poważniej). Nawet ecchi nie zabraknie. Jakby mało było nam zawirowań fabularnych, na drugim planie przewija się wielobarwna gromadka bohaterów: prywatna nauczycielka Tamao (która wygląda jak rodzona siostra Ymir z Tajtanów), łobuzerski Hibi i dumna Nio (koledzy z klasy Ran), magiczne siostry Sumeragi (z których trzecia, Sango, darzy olbrzymim uczuciem Jina), doktor Becchin i jego wężowe pielęgniarki czy Shinbou, uroczy gej, właściciel sklepu odzieżowego i jedyny przyjaciel Outarou w jednym. A to i tak tylko niektórzy. Wysnuję nieuzasadnioną niczym tezę, że niemal każdy znajdzie swoją potworę – dosłownie i w przenośni – którą będzie mógł pokochać. Zadurzyć można się też w samej kresce, choć ja miewałam momenty, kiedy chciałam sobie rwać włosy z głowy, gdy widziałam te wszystkie lśniące fale, loki i koki (product placement?) bohaterek. Plus wspaniałe kędziorki pana Loczysława. A te wszystkie stroje? To oburzające, żeby wymyślone postacie tak często zmieniały ciuchy! Podczas lektury czułam się trochę jak przy Opowieści Panny Młodej – człowiek siada, patrzy i zapomina przewracać strony, bo chłonie obrazy. Ach, gdyby się miało wydajną drukarkę, żeby wytapetować kadrami cały pokój…

ran-to-haiiro-no-sekai-2838345
Lustereczko, powiedz przecie… lepiej wyglądam w kiecce czy w berecie?

Czy nie jest to manga doskonała? Ano… nie. Sama nie wiem jak ugryźć sprawę z Ran i jej zamianę w dorosłą dziewczynę. Jest dzieckiem, więc oczywiście nie rozumie, że jej ufność do obcych facetów jest co najmniej niebezpieczna, a związek z Outarou to już w ogóle podpada pod dwanaście paragrafów, ale co mam myśleć sobie ja, czytelnik? Pochwalić to, olać, próbować zrozumieć czy przeżegnać się lewą ręką i ochlapać wodą święconą? Potraktować jak drugą Kobato? Momentami czułam też zażenowanie, kiedy autor (autorka?) przeginał z pokazywaniem ciałka dorosłej Ran, nawet jeśli natura nie poskąpiła jej atrybutów. Co innego przedstawić grupę czarownic zażywających regenerującej kąpieli, a co innego kiedy w grę wchodzi Ran i bondage w samych majtkach, bo nauczycielka chce ją czegoś nauczyć o magii. Jakby nie wystarczyło przebieranie bohaterki w kuse szorty i koszulki z dekoltem. Serio, panie autor, co to za utajone fetysze chcesz pan przemycić pod płaszczykiem czarnoksięskich nauk? Jest w Polsce taki jeden tytuł o ponętnych czarownicach i czarodziejskich… różdżkach, Witchcraft się zowie, i na tym może poprzestańmy.

tumblr_inline_no4kbaSmDr1scu34i_400
This kjut is over 9000

Mimo tych minusów, Ran to Haiiro no Sekai to coś więcej niż lekkie ecchi w błyszczącej otoczce (i lunch dla pedobeara). To przede wszystkim historia o dorastaniu i byciu po prostu zwykłym, opcjonalnie magicznym, dobrym człowiekiem. Bohaterowie są dynamiczni, zmieniają się pod wpływem innych poznanych osób, a szczególnej przemiany doświadcza sama Ran. Z nieokrzesanego podlotka, który trochę w nosie ma rodzinę oraz obowiązki, zmienia się w porządną, pełną życzliwości dziewczynę. Niektórzy mogliby powiedzieć, że zbyt porządną (akurat się zgadzam), ale taki już urok opowiastek. Trochę przeginają, żebyśmy na pewno zrozumieli przekaz. Ja zostałam tą historią oczarowana i kiedy będę tracić wiarę w ludzką przyzwoitość, to znów zerknę do świata Ran.

Och, Ran, a czy nie masz tam na stanie butów, które zamiast zwiększać – zmniejszałyby? Tak chociaż o kilkanaście centymetrów?

~Dziabara

Reklamy

25 komentarzy do “Magiczne pantofelki na miarę naszych czasów – recenzja mangi Ran to Haiiro no Sekai

  1. Kurczę, zaczęłam kiedyś czytać tę mangę, podobała mi się kreska i to, że mamy mangu familijne. Potem pojawił się wątek Ran i tego pana, co mnie trochę odstręczyło. Proszę, niech oni nie będą razem! Och nie, z tej recenzji wynika, że ten wątek jest ciągnięty… Niebezpiecznie.
    Chciałabym mieć powiększające buty :D Tak do metr dziewięćdziesiąt!

    Lubię to

    • Okej, wszyscy już poszli? Nikt nie patrzy na tego posta? Uff, no to zdejmuje banderolkę od spojlerów…
      Ta-dąąąą! Choć wątek ten nie kończy się zbyt szybko, to Ran i Loczek nie skończą razem! Będzie inny wielbiciel, fajniejszy. Możesz wznowić czytanie :)
      Metr dziewięćdziesiąt? Prrr, szaluuuna! Ty nie wiesz, co robisz! Chcesz dzięki temu sięgać po dżemy z najwyższej półki w supermarkecie czy kij pierun?

      Lubię to

        • Ile kubków z gorącą herbatą by się dzięki takiemu czarowi uchowało :) Ta manga jest cudowna właśnie w takich magicznych detalach. Taka drobniutka przestroga – polskie skany są fajne, ale w niektórych rozdziałach na CM coś jest pokiełbaszone lub nie ma niektórych stron. Jakby coś ci się wydawało nie tak, to najprawdopodobniej tego wina i trzeba zerknąć w angielskie.

          No, no, masz piękny wzrost, naprawdę szczerze zazdroszczę. Na tyle sporo, żeby czuć się dumnie, ale nie na tyle, żeby spoglądać na większość facetów znad ich pach, nie spod. No i w górę jeszcze da się nieco regulować dzięki obcasom. Minus obcasów nie wymyślono ;)
          Ale serio, podziwiam i gratuluję :)

          Lubię to

  2. Po przeczytaniu czwartego akapitu nie wytrzymałam i po prostu poszłam czytać skany XD. Zaraz kończę pierwszy tom i to rzeczywiście jest niezłe ;D. I słodkie ! awww <3. Uwielbiam fantasy, więc myślę, że to naprawdę idealny tytuł na tą krótką przerwę :D. Nic tylko dziękować, że postanowiłaś to zrecenzować :).

    Lubię to

    • Bractwo Illuminatów będzie zachwycone, że nakłoniłam kolejną osobę do czytania, niahahaha~
      Ja też się cieszę, że są na tym świecie jeszcze mangi, które mają rozsądną liczbę tomów, choć strasznie o nie trudno… Wciąż szukam jakiegoś dobrego, niekoniecznie znanego tytułu do opisania, ale idzie mi jak po grudzie.

      Lubię to

  3. Ooo, magical girl w starym stylu, nim Sailor Moon wszystko popsuło!!!111one
    Rzeczywiście śliczne, a związki z dużą różnicą wieku bardzo lubię – w prawdziwym życiu faktycznie byłoby to trochę przesadzone, ale po to jest fikcja, żeby się wyżyć. Tym bardziej rysowana fikcja. To mnie zresztą w sumie zainteresowało w Oblubienicy Czarnoksiężnika i Otoyomegatari, teraz mi się przypomina że miała na naszym ryneczku wyjść jeszcze jakaś manga o uczennicy i nauczycielu, muszę sprawdzić co to miało być.
    Demyt, sprawdziłam, to ten koślawy 12-tomowy szojek od Waneko ;_;
    No nic, Ristorante Paradiso mi jeszcze zostało : 3
    Dzięki, wrzucę wieczorkiem na Kindla, będzie akurat na wycieczkę na kunwont :3

    Lubię to

    • Takie magical girlsy to ja roboczo nazywam fantasy, ale dobrze wiedzieć, że takie rzeczy kiedyś były przed marynarskimi mundurkami i tryskającymi sparklami pałeczkami (poproszę o skojarzenia).
      Mnie się wydaje, że nawet jeśli ta sytuacja między Ran a Outarou psychologicznie zakrawa nieco na izolatkę dla pedobearów, to jednak nie odmówię tego, że pokazano to przystępnie jak na taką dziwną konfigurację. Dyć nie leciał na nią, kiedy miała tornister na plecach i smarka po pas, tylko jak stawała się atrakcyjną, młodą kobitką! Chociaż jeśli miałyby być z tego dzieci, to może inaczej bym śpiewała…
      E tam, w porównaniu z „Panną Młodą” i „Oblubienicą” to para w „Gwieździe” to pic na wodę i shoujo-fotomontaż. Stawiam kaktusa na swoim nosie, że na końcu nic z tego nie będzie.
      Nu, i udało się przeczytać w drodze na kunwont (podejrzewam Magni, fajno było?)? :)

      Lubię to

  4. Odmładzające buty będą marki Reebok, nie Nike?

    Te loki mają głęboko gdzieś grawitację :’D w sumie nie że źle (poza tym, jako osoba, która ogląda bajki o nawalaniu się z wrzaskiem supermocami nie mogę narzekać na taką pierdołę…), ale…

    W sumie też ciekawa odmiana, że jest dwójka rodziców! No, żywych. Wspomnianych, bo w sumie czy ta matka się pojawia, czy cały czas pracuje nad wrotami…

    Lubię to

    • Ale o czo chodzi z tymi Reebokami? Na serio odmładzają? .3. Ja o Nike’ach się nabijałam, bo adidaski Ran mają te haczyki jak ichnie logo. (jak to nie jest lokowanie produktu, to mam antygrawitacyjne loki na łydkach)

      Nie, nie, uspokajam, zarówno ojciec, jak i matka aktywnie uczestniczą w życiu rodzinnym. Mamuśki chyba tylko na początku nie ma, bo właśnie robota na wrotach :D Zdecydowanie rzadki przypadek rodzinki w najzupełniejszym komplecie.

      Lubię to

  5. Jejku, nigdy nie słyszałam wcześniej o tej serii, a wydaje się naprawdę interesująca *__* Jak już padło niżej, moim pierwszym skojarzeniem było Fullmoon wa Sagashite, gdzie także występuje motyw zmiany wieku (i pairingowania głównej bohaterki… Ale tam to nie raziło aż tak). Mnie zachęciłaś!

    Lubię to

    • Nawet Dziab czasami odkłada te wszystkie mega popularne szołneny i czyta coś niszowego :) Fullmoon wa Sagashite nie czytałam, więc chyba zrobimy deal wymienny i ja się zabiorę za to :D
      Jeśli o Ran to Haiiro no Sekai chodzi… ja wielu rzeczy w recenzji nie zdradziłam, ale wystarczy spojrzeć na ostatni obrazek, żeby domyśleć się, że ktoś jeszcze będzie do Ran podbijał. I że jest to sensowniejsza opcja. I… i nie zdradzam więcej :> Ale będą feelsy, felelsy jak w mordę szczelił.

      Lubię to

    • To je pikne, bo tego nie wyrastrujesz. Nawet kropy na majtach ręcznie rysowane, takie cuda! Natomiast fryzura dorosłej Ran to sztandarowy przykład jak włosy się NIE zachowują. Ale to magia, panie dzieju, ewentualnie sprawka Śliwki-Brzoskwini-Wiśni, tamtejszej specjalistki od medycyny i kosmetologii nadnaturalnej… czyli też magia :)

      Lubię to

  6. kojarzy mi się to trochę z full moon no sagashita?? i jeszcze jakąś inną magical girl serią gdzie bohaterka zmieniała się w swoją starszą wersji (oprócz sailor moon gdzie też to mieliśmy ) swoją drogą bohatera też mieliśmy (na ciebie patrzę DNangel)

    Lubię to

    • Nie wiem, czy to przypadkiem chodzi o ostatni sezon Nanohy, ale nie oglądałam, nie mam pewności. A z tych motywów to dorzucę jeszcze MeruPuri (od autorki Vampire Knight). I jeszcze Dance in Vampire Bund. I Katekyo Hitman Reborn. I… matko, to strasznie wyświechtany motyw jest! D:

      Lubię to

  7. Ta kreska jest obłędna ^! Dla samej kreski kupowałabym tę mangę, chociaż np. przy takiej Olubienicy nic mnie nie trzyma i zastanawiam się nad tym, czy nie sprzedać tomików…

    Lubię to

    • Oj jest. Sparkli i detali, że łojej :3 Tylko nie ma któremu wydawnictwu podsunąć. W sumie to nawet trafia w profil JG, ale żeby oni jeszcze kogokolwiek posłuchali…
      Ja tam Oblubienicy za nic nie sprzedałabym, ale rozumiem, że ten tryb wydawniczy zabija wszelką chęć do zbierania. No i nie ukrywam, że też zupełnie nie pamiętam, na czym się skończyło, a dwa tomy to trochę za mało, żeby jakąkolwiek ciekawszą akcję zawiązać.

      Lubię to

  8. Uwielbiam twoje recenzje! Od razu poprawia mi się humor. A ta manga wygląda naprawdę ciekawie, na takie pomysły chyba w życiu bym nie wpadła, a fabuły to wymyślam różne różniste. ^^ Ja też chcę takie buty – odchudzające, odmładzające i zmieniające w sławną fotografkę. ;)

    Polubione przez 1 osoba

      • Awww, cieszę się, że ktoś o mnie pamięta ^o^ Też mam nadzieję coś napisać – najlepiej wypracowanie o wizji człowieka i Boga w czeskiej literaturze barokowej… A tak na serio, to niestety trudny okres dla studentów nastał i blog za bardzo rozprasza… :U

        Lubię to

        • Oj tak, sesja, wiem coś na ten temat. W każdym razie poczekam cierpliwie, bo zawsze setnie się bawię czytając wasze teksty.

          Lubię to

      • I ja dziękuję za miłe słowa :D Raczej rzadko trafiam na coś nietypowego, nieznanego i dobrego, więc z całego serducha polecam zerknąć na ten tytuł. Same śliczności, naprawdę.
        O odmładzających butkach mogłoby być w sequelu, jakby Ran była starą babunią. A skoro już o babuniach mowa, to odmładzające naszyjniki były ostatnio bardzo modne w zupełnie innym tytule (mruga do Dar).
        Odchudzających butów wzięłabym na zapas, oj wzięłabym :)

        Polubione przez 1 osoba

        • No niby coś takiego istnieje, te buty kołyski, które rzekomo pomagają odchudzać, ale jakoś ciężko mi uwierzyć w ich „moc”. ^^

          Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s