Top 9 najlepszych bohaterów shonenów

Dzisiaj notka z kategorii lekkich i przyjemnych – zarzucę wam subiektywną listę najciekawszych głównych bohaterów mang (i anime) shonen. Nie wiem jak wy, ale osobiście z reguły nie przepadam za majn hirołsami. Bardziej mnie fascynują postaci drugo- i trzecioplanowi. Z jednej strony, jako, że mają mniej czasu antenowego dostajemy możliwość, by samemu dopowiedzieć sobie elementy ich historii albo charakteru, co przecież jest cudowna zabawa. Z drugiej – główni bohaterowie, jak żadni inni, związani są pewnymi schematami, szczególnie w tak uporządkowanym gatunku jak shoneny (myślę tu głównie o tzw. tasiemcach). Widz ma za zadanie utożsamić się z protagonistą (w końcu to jego oczami będziemy śledzić historię) w wielu przypadkach sprowadza się więc go do roli everymana, mającego po prostu pokonywać swoje słabości w drodze do spełnienia marzenia i walczyć o dobro swoich nakama (0 schematach jakie musi przestrzegać protagonista piszę też w innym miejscu). Rzadko łamie się te schematy – czasami jednak, nawet schematyczny bohater może zafascynować czytelnika….

Wybrałam 9 przykładów męskich protagonistów shonenów, których uznałam za ciekawszych niż innych (o interesujących kobietach z różnych planów jest już inna notka, której chcę za niedługo dopisać sequel). Kolejność postaci raczej luźno istotna. Cały ranking trzeba traktować jako subiektywną wyliczankę (także dlatego, że ograniczałam się do serii, które oglądałam), a pod żadnym pozorem jako jakąś prawdę objawioną (nigdy dość przypominania tego!).

mc0

 

mc2

9. Yato [Noragami]

Możemy się spierać czy główniejszym bohaterem Noragami jest nasza zwyczajnym licealistka Hiyori czy pewne bezpańskie bóstwo, uznajmy jednak, że dresiarz się pod to łapie. Choć obserwujemy jego poczynania oczami ludzkiej towarzyszki, to właśnie Yato jest centralną postacią serii – to głównie jego problemy nas angażują i trzymamy kciuki za to, by został zaakceptowany przez niebiosa jako pełnoprawne bóstwo szczęścia. Choć czasami wkurzamy się na niego, szczególnie, gdy znowu wydaje ciężko zarobione pieniądze na durnoty albo pozuje na wiecznego lekkoducha, irytując tym swojego „sługę” Yukine (który stanowczo nie jest wielbicielem pensjonatu „Karton pod mostem”), nie staje się on irytujący dla widza. Liczne komediowe wstawki z jego udziałem są autentycznie zabawne, ale przede wszystkim zachowana jest równowaga między humorem, a dramatem. Yato wielokrotnie przypomina, że jest nie tylko bezdomnym dresiarzem, ale i tysiącletnim wojownikiem  o sporym talentem do władania bronią białą. To co jednak wzbudza w nim największą sympatię, to jego próba odkupienia niewesołej przeszłości poprzez zostanie bóstwem przynoszącym ludziom szczęście. Nie jest to proste, gdy ma się CV wypełnione solidną kolekcją trupów, ale Yato wielokrotnie udowadnia, że dobry z niego gość, który dla przyjaciół gotowy jest zrobić wszystko, a dla spełniania swojego celu zniesie niejedno upokorzenie.

Przeczytajcie także recenzję Noragami.

mc4

8. Alibaba Saluja [Magi]

Umieszczenie tu Alibaby może wzbudzić wątpliwości, jako, że za  główniejszą postać Magi można uznać Aladina, jednak będę się skłaniać do opinii, że obydwoje są równorzędnymi protagonistami. Szczególnie blondyna można uznać też za całkiem dobry przykład Typowego Głównego Bohatera Shonena. Jest to młody chłopak, który szkoli się pod oczami wybitnych mistrzów, by zostać wielkim wojownikiem, spełnić swoje marzenie i pomóc nakamom gdy są w potrzebie (kolejność dowolna). Z tym, że marzenie Alibaby zostało mu przez los narzucone – tak się składa, że jest on dziedzicem tronu małego, portowego księstwa, które z czasem straciło niepodległość na rzecz większego sąsiada. Młody książę musi teraz dorosnąć do roli praworządnego władcy i choć wieje od niego jeszcze trochę idiotą (przepraszam za szczerość), to ma on stanowczo serce po dobrej stronie. Jego wątek „od zera do bohatera” nie wyróżnia się aż tak oryginalnością, ale w tej nierównej mandze prowadzony jest w zaskakująco przemyślany i wciągający sposób. No i przyznając się do prywaty: Alibaba okazuje się być całkiem niezłym i zaangażowanym ekonomistą, więc swojego człowieka muszę docenić :)

mc5

7. Saitama [One-Punch Man]

Choć to Genos bardziej podpada pod schemat Typowego Bohatera Shonena, nie ma wątpliwości kto w tej serii gra główne skrzypce i stanowi o jej niezwykłości. Z każdym innym bohaterem Jednostrzałowiec byłby po prostu kolejnym bitewniakiem w którym gra toczy się o życie mieszkańców Ziemi, a protagonista odbywa mordercze treningi, by stać się najlepszym z najlepszych i swoją wytrwałością pokazać otoczeniu czego jest wart… Ale nie tutaj. Cechą szczególną Saitamy jest to, że już od początku jest najsilniejszym wojownikiem na Ziemi, pokonującym każdego przeciwnika jednym, jedynym uderzeniem. I ku zdziwieniu wszystkich czytelników – to wcale nie sprawia, że jest nudny. A może inaczej: tylko dla samego zainteresowanego jest to nudne. Bo co tu robić, jak się czymkolwiek ekscytować, jak zna się wynik potyczki przed jej startem? Autorowi należą się naprawdę duże brawa, że z takiego prostego pomysłu stworzył całkiem niezłą historię oraz dobrze przemyślanego bohatera, dla którego ogromna siła to nie tylko błogosławieństwo. Bowiem pokonywanie „tych złych” nie znaczy jeszcze, że reszta społeczeństwa będzie nas od razu wychwalać jako zbawiciela… Ciekawe grono postaci drugoplanowych oraz kilka nieporozumień sprawia, że uczynienie z głównego bohatera postaci, która już wszystko na swojej drodze ninja wojownika osiągnęła okazało się po prostu strzałem w dziesiątkę.

[Weeell… W pewnym momencie odkryłam zaskakującą prawdę jaką jest fakt, że OPM to seinen, a nie shonen… Ekhem, niezła wpadka… Zostawię już tutaj Saitamę, ale uniżenie proszę o wybaczenie takiego hańbiącego błędu ;__;]

mc3

6. Light Yagami [Death Note]

Ten główny bohater różni się od całej reszty. Przede wszystkim, nie jest to postać, z którą powinniśmy się utożsamiać – choć niektórzy mogą to robić, nawet jeśli nie będą się do tego głośno przyznawać. Jak tu bowiem sympatyzować z kimś, kto bez mrugnięcia okiem zabija obcych sobie ludzi, na odległość, przez jakiś notes? Z drugiej strony, jego ofiarami są brutalni przestępcy, których procesy czasem kończą się stanowczo za łagodnymi wyrokami… Ach, dobry, stary Death Note. Człowiek tylko o tej serii wspomni i już go korci, by napisać kilkustronicowy esej o moralności i sprawiedliwości… Ale ja nie o tym dzisiaj. Skupmy się na Lighcie – Zwyczajnym Japońskim Licealiście, któremu pewnego dnia pod nogi spada Notes Śmierci, umożliwiający zabicie dowolnej osoby, o ile zna się jej prawdziwe imię i twarz. Jak już pisałam, Yagami ma bardzo konkretny pomysł na spożytkowanie nowej mocy… A my zacieramy ręce z zachwytu, bo oto zaczyna nam się opowieść o zwykłym człowieku, który stał się Zły (no nie oszukujmy się, z biegiem historii Light zaczyna używać notesu nie tylko wobec morderców i gwałcicieli…). Wielka popularność takich seriali jak Breaking Bad czy House of Cards udowadnia, że mało co tak nas fascynuje jak próba zrozumienia ludzi, pozwólmy sobie na uproszczenie, Złych. Przy czym Light, oprócz bardzo ugruntowaną moralnością, wyróżnia się jeszcze jedną cechą – jest piekielnie inteligentny. Doprowadza to do tego, że nawet jak nie zgadzamy się z jego poglądami i tak mu kibicujemy, bo chcemy po prostu zobaczyć do czego jeszcze jest zdolny. Użycie w shonenie negatywnego głównego bohatera to rzadki zabieg, ale jak widać – gdy zrobi się to dobrze, to można zamienić całą historię w coś naprawdę wybitnego.

mc6

5. Monkey D. Luffy [One Piece]

Serio. Naprawdę daję tu Luffy’ego. Najbardziej schematycznego głównego bohatera jakiego świat shonenów zna… A może jednak nie do końca? Wiecznie uśmiechnięty, przyszły król piratów, który dla uratowania swoich nakama zrobi wszystko (NAPRAWDĘ wszystko) jest właśnie tym pozytywnym bohaterem, którego losy chce się śledzić. Urok Luffy’ego polega trochę na jego prostocie: jest to po prostu idiota o wielkim sercu. Choć… Jak się człowiek zastanowi, to nic nie jest aż takie jednoznaczne jak się wydaje. Kapitan Słomkowych Piratów może nie jest wybitnym strategiem, ale kiedy tego potrzeba umie wyjść naprzeciw z dobrym planem. Naprawdę trudno też określić czy jest on naiwny (ma takie momenty) czy jednak ma głowę na karku. I mimo, że zawsze chętnie pomoże biednym księżniczkom, odzyskać ich zgrabione przez tyranów królestwa, nie zapomina, że tak naprawdę jest piratem, który w naturze ma czasem coś ukraść albo dać po mordzie komuś, kto krzywo na niego spojrzy . Prawdą jednak zostaje, że z Luffym nigdy nie jest nudno – jest postacią, która nigdy nie stoi w miejscu, tylko wepchnie się tam gdzie nie powinien, pchnąc przy okazji fabułę do przodu. Na pewno bez niego One Piece nie byłby tak dynamiczną i zabawną mangą jaką jest teraz. No i z Luffy’ego jest po prostu spoko gość :)

mc7

4. Yuugo Hachiken [Silver Spoon]

Odpocznijmy na chwilę od tych wszystkich bitewniaków. Shoneny mogą, o dziwo, być też całkiem obyczajowymi historiami i traktować choćby – tak dla przykładu – o studentach technikum rolniczego na Hokkaido. Jako, że mało kto ze zwykłych nastolatków zna się dobrze na takich tematach, narzuca się samo przez siebie, żeby głównym bohaterem uczynić outsidera, mogące wraz z czytelnikami uczyć się tajemnych technik dojenia krów i sadzenia kartofli. Hachiken nie zamyka się jednak w schemacie bohatera-obserwatora. A może inaczej – sam w sobie jest na tyle ciekawą postacią, że chce się więcej o nim dowiedzieć i kibicować rozwojowi jego charakteru. Chłopak ma bowiem całkiem powszechny dla swojego wieku problem – nie wie co robić w życiu. Już w gimnazjum wyścig szczurów całkiem go przytłoczył i naukę w odległym technikum z internatem traktuje jako ucieczkę i nowy początek. Z niepewnego i pesymistycznie nastawionego okularnika staje się powoli pewnym siebie przedsiębiorcą, nie tylko odnajdując w nowej sytuacji przyjaciół, ale i własny cel w życiu. Wszystko dzieje się tak naturalnie, że dopiero porównanie pierwszego z najnowszym tomem historii uświadamia nam jak bardzo innym człowiekiem stał się Hachiken. W dodatku miło czasem spędzić czas z głównym bohaterem, który nie jest idiotą (wręcz przeciwnie – Yuugo jest świetnym uczniem i lubi zdobywać wiedzę), choć sytuacja w której się znajduje sprawia, że musi się ciągle uczyć nowych rzeczy. W ogóle Silver Spoon jest super. Koniecznie weźcie się za anime lub mangę!

Przeczytajcie też recenzję Silver Spoon.

mc8

3. Allen Walken [D.Gray-Man]

Kolejny Typowy Główny Bohater Shonena? Tak… i nie… Na pewno Allen jest młodym chłopakiem bez rodziny, który musi ciągle podnosić swoje umiejętności, by walczyć z Tymi Złymi. Jest też zawsze gotowy poświęcić się dla swoich nakama oraz dobrze pojeść. Z wszystkich podanych tu bohaterów jest on jednak postacią najtragiczniejszą. A może inaczej – to z nim wiąże się najwięcej smutku. Choć wiele razy opowiadano nam już historię, w której ktoś po ciężkim dzieciństwie i odizolowaniu wreszcie spotyka prawdziwych przyjaciół, tutaj cały czas niepewne jest czy Allenowi uda się zachować swoje szczęście. Nie spoilerując za dużo – rzadko kiedy widzi się tak dobrze poprowadzoną historię o samotności. Mimo to, Allen nie popada w rozpacz, a nawet jeśli, to zawsze ostatecznie staje na nogi i wciąż idzie do przodu (kto czyta mangę ten zrozumie). Kilka najlepszych scen komediowych to właśnie jego zasługa (szczególnie, gdy wkurza się na swojego mistrza), dodatkowo chłopak umie odpyskować. Ostatecznie jednak, Allen potrafi strasznie przywiązać człowieka do siebie i głęboko przeżywa się jego nieszczęścia (i momenty szczęścia – autentycznie płacze się z nim, gdy słyszy się, że ktoś go wreszcie nazywa przyjacielem). Niech ktoś go wreszcie (znowu) przytuli. Mocno. Chłopak zasłużył sobie na bardzo dużo przytuleń i głaskania po główce.

mc1

2. Tsunayoshi Sawada [Katekyo Hitman Reborn!]

Rzadko odpowiadam, że moją ulubioną postacią w jakieś serii jest główny bohater. Właściwie tylko w jednym przypadku jestem tego całkowicie pewna – i tym wyjątkiem jest Katekyo Hitman Reborn! ze swoim protagonistą, Tsuną. W wielu innych seriach, taki fajtłapowaty główny bohater mógłby być udręką, ale nie tutaj. Kto nie zna tego shonena, temu śpieszę wyjaśnić – Reborn! jest szaloną komedią opowiadającej jak to Zwyczajny Japoński Licealista dowiaduje się, że ma zostać głową potężnej włoskiej rodziny mafijnej. Ledwo może sprawdzić, gdzie w ogóle znajdują się Włochy, a już w jego otoczeniu zaczyna się roić od wszelkiego rodzaju podejrzanych typów, którzy albo deklarują mu wieczne posłuszeństwo albo zamierzają skrócić o głowę. Istne szaleństwo, ciągłe wybuchy, walki, trujące wypieki, zabawy czasoprzestrzenią, a jeszcze egzaminy szkolne same się nie zdadzą i urocza koleżanka nie chce zrozumieć, że czuje się do niej coś więcej niż tylko koleżeńską sympatię… W tym całym rozgardiaszu właśnie absolutna normalność Tsuny stanowi o jego sile jako głównym bohaterze – to on jako jedyny będzie dostrzegał anormalność wydarzeń i zadawał pytania o logiczność sytuacji w jakie zostaje wplątany. Niestety, mimo że główny bohater oddałby wszystko, by nie być głównym bohaterem, nikt nie pozwala mu się wypisać  tej imprezy. Co ciekawe, choć przez cały czas trwania mangi Tsuna nie jest zachwycony swoim losem, będzie stawał przed sytuacjami, gdzie nie ma możliwości odwrotu. Może i otacza go banda nieznośnych awanturników, których nie obchodzi jego zdanie, ale w sumie trudno ich nie polubić… Do tego oprócz korepetytora-mentora i wiernej drużyny, dostaje w pakiecie też wielką moc bojową – a ona rodzi wielką odpowiedzialność. Powolne, ale nieuchronne pogodzenie się zwykłego, przeciętnego Tsuny ze swoją nową rolą szefa mafii będzie trudne, ale skuteczne. A przy okazji dostarczy nam masę frajdy, nawet jak nie sposób nie współczuć wiecznie poniewieranemu przez wszystkich protagoniście.

Ps. Wiecie, że Tsuna ma dwójkę żyjących rodziców, z którymi ma całkiem niezłe relacje? (Oki, jest troszeczkę dramy z ojcem, ale ogranicza się ona do drugoplanowego i krótkiego wątku w którym dziecko ma za złe rodzicu, że ten musi latać po świecie i załatwiać brudne sprawy mafijne, zamiast zająć się rodziną). Szczególnie mieszkająca z protagonistą matka jest cudowna w swojej akceptacji coraz to dziwniejszych przyjaciół swojego syna, których koniecznie będzie zapraszać na kolacje. Niech inne shoneny się uczą, że żywi rodzice też mogą być spoko!

mc9

1. Edward Elric [Fullmetal Alchemist]

No chyba przestalibyście brać mnie na poważnie gdyby na pierwszym miejscu pojawił się ktokolwiek inny. FMA jest cudowne, więc posiada też cudownego protagonistę. Naszego zwykłego, niewyróżniającego się niczym nastolatka, trochę idioty, ale o wielkim sercu… Oki, bujać to my, a nie nas. Edward to mały (sic!) geniusz, który nawet w swoim uniwersum wzbudza powszechną uwagę (choć w granicach rozsądku). Jest niezwykle utalentowanym alchemikiem o sporej inteligencji i głodzie wiedzy. Do tego ma konkretny cel w imię którego zdolny jest poświęcić prawie wszystko – chce odnaleźć legendarny kamień filozoficzny. Po co mu on? Cóż, może jest z niego mały, (sic!) bezczelny uparciuch, ale akurat serce to ma wielkie i dla osób, które kocha zrobi autentycznie wszystko. Zaczynając od próby ożywienia za pomocą alchemii własnej matki… Że nie wychodzi mu to na dobre można domyślić się od razu, jednak zostaje mu ktoś jeszcze, za kogo czuje się odpowiedzialnym – młodszy brat i jednocześnie najlepszy przyjaciel, Alphonse, który w wyniku feralnej rezurekcji stracił własne ciało i prowizorycznie paraduje pod postacią ogromnej zbroi. Sam Edward jest postacią wielowarstwową,  niewyidealizowaną i przez to łatwą do polubienia. A przede wszystkim – w swojej historii, gdzie otoczony jest przede wszystkim dorosłymi postaciami i dorosłymi problemami, doskonale widać, że jest jeszcze nastolatkiem. Inteligentnym i po przejściach, które zaprowadziłyby niejednego dojrzałego mężczyznę w depresję, ale wciąż prawie dzieckiem, chcącym buntować się przeciwko rzeczywistości i któremu wydaje się, że uporem zdziała wszystko. A już całkiem na marginesie – humor z Edziem jest cudowny. Co jak co, ale wyszczekany to on na pewno jest :) A, i nigdy nie komentujcie jego wzrostu. Nigdy!

Zerknijcie też na recenzję Fullmetal Alchemist.

~Darya

Ps. Czy ktoś wybiera się na Dni Fantastyki do Wrocławia? W niedzielę, o 11.00 będę mieć panel, znowu o Shokugeki no Souma. Serdecznie na niego zapraszam :)

Ps. 2. Znów reklamuję fejsową grupę Blogi Mangowe ~

Ps. 3. 9 przykładów, nie 10, bo maturę z matmy miałam dawno i oduczyłam się liczyć do tak dużych liczb…

 

 

 

 

 

 

Advertisements

12 komentarzy do “Top 9 najlepszych bohaterów shonenów

  1. Aby było sprawiedliwie to ten Top 9 powinien liczyć przynajmniej 99 pozycji jako że jest MASA Shonenów, jak i też trochę tych naprawdę dobrych. Sam osobiście widziałbym tutaj Slam Dunk i Golden Boy

    Lubię to

  2. Z twojej listy uwielbiam Luffiego w pierwszej kolejności, a potem Yato i Edzia po równo! Do swoich ulubionych nietypowych postaci sionenowych, które są głównymi bohaterami dorzuciłabym Onodę z YowaPedy – jest super niepozornym otaku, kupuje znajomym gashapony z anime, śpiewa sobie pod nosem pioseneczki z anime i jest totalnie odleciany – na tyle, że drogę do Akihabary, którą normalny samochód pokonuje w godzinę on przejeżdża w 45 minut – bo jeździ tam od lat i zawsze chciał dojechać jak najszybciej, więc nieświadomie trenował na swoim „mommy’s bike”. I dlatego świetnie się potem sprawdza w klubie kolarskim – to jest super, że bohater ma naprawdę bardzo mocne uzasadnienie tego, skad nagle się wziął jego talent i wytrzymałość do sportu, który zaczyna uprawiać :D

    Co do grupy Blogi Mangowe – miałam z nią problem, bo to, co tam linkuje wyświetla sie moim znajomymz poza fandomu, a ugh, ze względu na pracę nie mogę tak szastać linkiem do niego :’).No, ale nie każda grupa powinna być zamknięta, rozumiem.

    Lubię to

  3. ponieważ pragnę być oryginalny xD to od siebie dodam kosuke ueki z Law of Ueki dlatego że ma bardzo niecodzienną moc w końcu ile znacie animców lub mang w których bohater ma drzewną moc :-) druga propozycja to Flame of Recca nasz tytułowy bohater to co prawda klasyk jak chodzi o szlachetne motywy i wsparcie przyjaciół z których kilku znów klasycznie próbowało go ubić zanim zostali przekonani siłą „miłości” xDD no i ma niezłą matkę która…spoiler…:) dalej odejdziemy od klasycznej turniejówki i zawitamy w świecie mecha koni całkiem dosłownie w serii B’tX główny bohater odwiedza brata geniusza cybernetyki który klasyka się kłania zostaje porwany prze imperium maszyn więc nasz bohater rusza ratować rodzinę przy pomocy tytułowego cyber konia :) na koniec będzie oszukaństwo ale seria fajna i bohater fajny czyli seria” the Big O” połączenie mecha z filmem noir i detektywistycznym a główny bohater Roger Smith to zaryzykuje najbardziej podobny do batmana bohater z wszystkich anime jakie pamiętam tak ma kamerdynera i ma tajną bazę acz nie biega w pelerynach xD

    Lubię to

  4. No tak, Edward zdecydowanie super. Mnie zawsze z protagonistow shonenow urzekal Yukio z Ao no Exorcist, mam wrazenie, ze ta manga jest coraz bardziej o nim, a nie jego bracie. Troche sie identyfikuje z Yukio, mam bardzo podobny charakter. To taki zakamuflowany freak.
    Dla mnie pierwsze miejsce zawsze powinien miec Oga z Beelzebuba. Uwielbiam goscia, chyba znow musze sobie odswiezyc mange, ale na razie mam ponad sto tytulow do przeczytania.

    Lubię to

  5. Tsunę znam jedynie z kilku odcinków, więc nie wyrobiłam sobie o nim jeszcze zdania, jednak z całą resztą mogę się jak najbardziej zgodzić. Yato po prostu nie da się nie polubić, Saitamie życzy się jak najlepiej (i żeby w końcu został należycie doceniony!), a biorąc pod uwagę to, jak misterne są wszystkie plany Lighta, trudno jest nie kibicować mu chociażby po cichu. Luffy… to po prostu Luffy. Byłoby miło, gdyby powstał kolejny sezon Silver Spoona. ^^ D.Gray-mana wciąż muszę jeszcze dokończyć (zostało mi jakieś 20 odcinków), a Edziu zdecydowanie zasłużył sobie na tak wysokie miejsce. :3

    Lubię to

    • Katekyo Hitman Reborn! po kilkunastu pierwszych epach dość mocno zmienia klimat i z głupiej komedyjki staje się rasowym bitewniakiem – dlatego akurat tutaj polecam cierpliwość albo przeskoczenie od razu do około 20 odcinka ^^

      Z kolejnym sezonem SS to trudno cokolwiek powiedzieć, bo z mangą są problemy i wychodzi bardzo nieregularnie ;/ Pewnie czekają, aż Arakawa ją skończy (to powinno być za niedługo) i dopiero wtedy zekranizują finał.

      Latem nowy sezon DGM, więc trzeba się pośpieszyć z doganianiem ^___^

      Lubię to

      • W takim razie spróbuję postawić na cierpliwość (ewentualnie poszukam playera, na którym będzie można przyspieszyć prędkość ^^”).
        Pozostaje tylko trzymać kciuki za Arakawę. ;)
        Właśnie powtarzam to sobie jakoś od początku roku, ale i tak wciąż nie ruszyłam z miejsca. Trzeba to będzie w końcu nadrobić. :P

        Lubię to

  6. Eh, nie będę nawet udawać, że wszystko oglądałam/czytałam…

    Ale tak. Yato daje się lubić, true this.
    Alibaby nie znam, nie ruszałam Magi.
    Saitama jest… Saitamą. :’D ale trzeba przyznać, pomysł, który mógł się wydawać nudny (no bo jak, czemu od razu najsilniejszy?), wyszedł (jak dla mnie) świetnie. (ale jak się mogę czepnąć, trochę irytowało mnie że Genos co chwila kończył jako „dzieło sztuki nowoczesnej” – no kurde… ile można)
    Light. <3 Kibicowałam mu. Nie z powodu popierania ideałów (nie mam skłonności morderczych… chyba…), po prostu L mi jakoś grał na nerwach. Near i Mello nawet bardziej.
    Luffy – znów, nie oglądałam/czytałam, ale kto nie kojarzy w ogóle nic z One Piece’a? Nie da się…
    Hachiken – nie znam. :c Ale jak te klimaty, znasz może Moyashimona? Jak dla mnie bardzo, bardzo przyjemne.
    Allen – eh… próbowałam, no. Nie trafiło do mnie. Także opinii w sumie nie mam.
    Tsuna – a toto zaczęłam czytać (pozdrawiam Cahan!), ale urwałam w pewnym momencie (jakoś na początku) bo życie, i… nie wiem, nie wróciłam… może kiedyś
    Edzio – no tu prawda. Podpiszę się pod tym, co napisałaś.

    Od siebie dorzuciłabym w sumie Gona z HunterxHunter. Niby główny, niby pewne schematy są (choć np. bardzo mi się podobało, że [trochę spoiler?] mimo treningu nie opanował cudownie w limicie czasu trenowanego skilla i musiał radzić sobie bez niego), ale jednak życzyłam chłopakowi jak najlepiej.
    Kiedyś może bym też wrzuciła Truskawkę z Wybielacza, ale odkąd stał się wszystkim czym się dało to absurdalność tego wszystkiego sprawiła, że średnio mnie już rusza co z nim będzie.

    Lubię to

    • Genos to moja ulubiona postać w OPM i wg mnie tworzy z Saitamą jeden z najfajniejszych duetów mangowych jakie widziałam :D (może na ten temat też zrobić topkę, hm…). Też mi go zwykle żal :<

      Ja kibicowałam w DN L’owi, ale miałam nadzieję, że Light jak najdłużej będzie z nim pogrywał :D

      One Piece dobra sprawa, polecam <3

      Nie widziałam tej serii, ale jak podobne do Silver Spoon to bardzo chętnie :D A Tobie ogromnie Łyżeczkę polecam!

      Z Rebornem! jest ten myk, że kilka pierwszych tomów to długi wstępniak, a potem historia dość mocno zmienia klimat i staje się trochę bardziej poważna (a na pewno pojawiają się dłuższe arci z konkretnym celem). Dużo osób dopiero wtedy naprawdę polubiło serię.

      Ech, Wybielacz, Wybielacz… Pomyśleć, że po tak znakomitym arcu seria zejdzie tak bardzo na psy… Ale akurat Truskawek, choć mnie nie wkurza ani nic, nie za bardzo mi się wyróżnia jako główny bohater – tutaj od początku wolałam jednak drugi plan (Rukia <3 Renji <3)

      Lubię to

  7. Z całej topki kojarzę tylko 2 bohaterów (Luffy i Edward Elric) i nawet potrafię się z tym zgodzić. Od siebie dodam jednego bohatera. Nie wiem czy Code Geass to shonen, ale Lelouch zrobił na mnie duże wrażenie i wspominam go jako jednego z ciekawszych bohaterów. Głównie wyróżnia go (w moich oczach) fakt że nie jest on do końca pozytywną postacią, jego tok myślenia często może wydawać się dziwny ale z drugiej strony widać że nie jest też do końca spaczony. W zasadzie przez całą serię można wyciągnąć wiele wniosków z jego zachowania i powoli kształtować sobie jego obraz.

    Btw. przypomniałem sobie (znowu) że muszę w końcu obejrzeć Death Note :D

    Lubię to

    • Jak kojarzysz tylko tę dwójkę to następną serią za jaką się możesz zabrać to Silver Spoon :D Ewentualnie ten Death Note, bo to taka klasyka :P

      Właśnie Leleucha nawet początkowo tutaj miałam, ale po konsultacjach wyszło, że Code Geass jest jednak za mało shonenowy :U (Dlatego ostatecznie wyszedł mi bohater za mało). Zgadzam się też, że stanowczo nietuzinkowa z niego postać – przypomina trochę Lighta Yagami, ale jest jednak bardziej ludzki, bo ma osoby na których mu zależy.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s