Więcej was matka nie miała?!, czyli pierwsze wrażenia z sezonu wiosennego 2016

Dawno, dawno temu… było sobie życie. Życie miało dźwięk stereo, 3D, full HD i pachniało bzem i czereśniami. Ale Dziab wzgardziła życiem, zaszyła się w czterech ścianach i zaczęła psuć oczy dużą ilością bajek z bardzo dzikiego dalekiego wschodu. Dziab wiedziała, że coś jej ewidentnie z tym życiem nie wyszło.

Przepraszam. Znowu wyszła potężna notka, a i tak to szumnie zwane życie spowodowało, że nie obejrzałam jeszcze dwóch planowanych serii: Big Order (bo ni mom czasu) oraz Magi: Sinbad no Bouken (bo jeszcze nie wyszło z powodu ostatnich trzęsień; trzymaj się, Japonio). Ale wierzę, że i tak będziecie mieć co robić z moim postem, więc nie przeciągając tej i tak rozciągniętej jak guma z majtek notki, rzeknę – miłego czytania!

(Uwaga: dużo gifów)

tumblr_o5tah5wWol1upe1ufo1_540
Post sponsoruje kierowniczka Darya, która tak ładnie zachęcała Dziab do napisania nowego posta

Bishoujo Senshi Sailor Moon Crystal Season III

tumblr_o5fxbu38tg1volm5eo1_1280
Wyjątkowo nie gif i wyjątkowo nie potrzebuje komentarza… chociaż nie, nie zdołam – spójrzcie na ten biceps! Co jak co, ale to jest Czarodziejka z Księżyca, która wreszcie będzie umiała wpie… spuścić łomot.

Jeśli ktoś miał dość remake’u sprzed roku to mam dla niego smutną wiadomość – znowu dzieje się na dzielni. A komu się podobało, rzeknę – ucieszycie się, bo jest lepiej. Dzień bez problemów jest dniem straconym, dlatego do Japonii znów przybywają nieczyste siły, które zamieniają uczennice z prywatnego liceum Mugen w potwory. Czemu akurat uwzięto się na tę szkołę? Czy w sprawę zamieszani są szwendający się po ekranie młody (wiem, że młoda, wiem) geniusz kierownicy Haruka oraz piękna partnerka Michiru? Co ma znaczyć sen czarnowłosego dziewczęcia oraz głosy w głowie Mamoru? Odpowiedzi na te i jeszcze więcej pytań odnajdziecie w trzeciej odsłonie… chwila, moment, jakiej trzeciej?! Tak jakby była jakaś oficjalna druga seria, phy!

Chciałabym powiedzieć coś więcej na temat fabuły, ale byłam zbyt małym dzieckiem, kiedy to oglądałam, żeby pamiętać nawet tak prostą rzecz jak to czy w ogóle oglądałam Sailor Moon S. Nu, ale już mniejsza o doznania fabularne, toż to znowu Toei wychynęło dzioba z nory! Hajsy oczywiście muszą się zgadzać, a nostalgia jest akurat jednym z łatwiejszych metod na zarobek, nieprawdaż. Niemniej studio chyba wzięło sobie nieco bardziej do serca zarzuty ludzi odnośnie poprzedniego sezonu i nie dość, że grafika sri-di przepadła, kreska zyskała nieco dawnego charakterku, chibiki są kjutaśne (i w ogóle są!), a transformacje czarodziejek wreszcie narysowano po bożemu, rencami, to o lekkie quality mogłabym posądzić co najwyżej jeden jedyny moment z przemianą kończyn Usagi (bo zbyt chude i długie się wydawały). Nie to, co kiedyś, panie dzieju! Jeśli dodam do tego to, że zrezygnowano z rozwleczonego sposobu emisji dwa razy na miesiąc, to można by niemal się pokusić o przewidywania, że z tego sezonu wreszcie będą ludzie. Znaczy, czarodziejki. Podobało mi się też to, że w pierwszym odcinku udało się poświęcić kilka chwilek na interakcje między przyjaciółkami, bo wreszcie zaczęło to wyglądać tak, jakby miały swoje własne, nastoletnie życia, a nie tylko misje do wypełniania. Jestem pełna nadziei, lecz jeśli to zepsujecie, Toei, to ukażę was w imieniu Księżyca! Słowo harcerza!

Boku no Hero Academia

tumblr_o5hhg8WjGk1qi2zu3o1_540
A za dwadzieścia lat ten mały będzie tańczyć pogo na Woodstocku

Jeśli od zawsze pragnęliście być superbohaterami na miarę Spidermana czy Wonder Woman, to uniwersum Boku no Hero Academia byłoby dla was rajem. Jakiś czas temu z niewiadomych przyczyn na świat przyszło świecące dziecko. Na nim się jednak nie skończyło i dziwne moce zaczęły pojawiać się u coraz większej ilości osób, przez co współcześnie około 80% populacji ludzkiej jest obdarzona nadnaturalnymi zdolnościami. Pierwsze prawo shounenowe mówi, że główny bohater jest inny niż wszyscy wokoło, jednak jeśli myślicie, że nasz Izuku Midoriya został obdarzony jakąś epicką mocą, to trafiliście kulą w płot. Chłopak jest specjalny, owszem, ale dlatego, że jako jeden z nielicznych już na ziemskim padole zupełnie nie posiada zdolności. I co zrobić z tym fantem, kiedy to bardzo, ale to bardzo chce się zostać superbohaterem? Jak to co – zrobić ostatnią sensowną rzecz na świecie i wstąpić do Akademii Bohaterów!

Jaki shounen jest, każdy widzi – ma cztery nogi, zęby… znaczy, ma supermoce i ma za protagonistę pewne zero, które będzie bohaterem (dosłownie). Tego typu superbohaterowskiego kotleta już jadłam dwukrotnie, raz w Tiger & Bunny, drugi w One-Punch Manie. Ten trzeci wypada na ich tle trochę sztampowo, bo poza settingiem nie różni się od typowych nawalanek dla młodych chłopaków, ale nie oznacza to też, że mi się to anime nie podoba. Lubię dobre schabowe, o ile są dobre. Po pierwszych dwóch odcinkach wiem jeszcze za mało o obsadzie, choć w openingu przewinęła się ich naprawdę intrygująca, ciekawie zaprojektowana gromadka. Izuku oraz jego rywalo-przyjaciel Katsuki wypadają trochę sztampowo, ale w końcu od czegoś trzeba zacząć rozwój. Świat przedstawiony jest słabo zrobiony, bo trudno pojąć, aby dosłownie wszystkie nastolatki napalały się na karierę superbohaterów, a jeśli ktoś snuje się po kątach, to pewnie marzy o zostaniu oprychem, taaa… a kto tam piecze chleb? Kto szyje ubrania? Kto pracuje w korpo? 80% to trochę za dużo jak na normalnie funkcjonujący świat, gdzie jedyną zmianą jest nowy magiczny zawód. No ale gdyby obdarzonych mocą było sensownie mniej, to wtedy nasz główny bohater nie cierpiałby na dramę swego życia. Si, czepiam się, bo mam to we krwi. Póki co zdecydowanie warto przyjrzeć się temu anime, bo potencjał ma. Byleby tylko nie skończyło się na na tym, że Izuku odkryje w sobie moc przyjaźni, bo to już byłby kotlet-zelówka.

Bungou Stray Dogs

tumblr_o5tegmZ4pK1uvo2ato2_540
Odważna deklaracja silnego i niezależnego mężczyzny

Ciężkie jest życie sieroty! Młody Nakajima Atsushi przekonuje się o tym nader boleśnie, bo nie dość, że bida, nędza i smutek wypełnia jego egzystencję, to pewnego dnia grasujący w okolicy tygrys przyczynił się, że pozbawiono chłopaka ostatniego kawałka sierocińcowego dachu nad głową. Atsushi doprowadzony na skraj wyczerpania fizycznego i psychicznego postanawia, że okradnie z całego dobytku pierwszą osobę, która nawinie mu się przed oczy… więc traf podsunął mu cel w postaci niedorobionego topielca. Każdy inny wycieńczony człowiek pomyślałby, że takiego topielca należy okraść, sprzedać na organy lub obgryźć z mięska, ale nie nasz bohater. Nasz bohater ratuje topielca, co jednak okazuje się być pierwszą lepszą decyzją w jego życiu. Niedoszły samobójca okazuje się nazywać Osamu Dazai i należy on do specjalnej grupy detektywów władających supermocami, do której też wkrótce zaprasza samego Atsushiego.

Humor z Ourana jak żywy – nie dość, że mimika postaci jest przerysowana jak w starym dobrym animu, to jeszcze pojawiły się te genialne migające strzałki „dla idiotów”. A to, że jeden z głównych bohaterów mówi głosem Miyano Mamoru to już doprawdy melon zdobiący ten uroczy tort wspominek. Oglądało się całkiem miło, ładne toto jest, całkiem zabawne, choć jednocześnie mocno chaotyczne. Zaprawdę powiadam wam, cienka jest granica między fabułą z lolcontentem a zamęczaniem widza głupawką. Na kolejny odcinek z pewnością się skuszę, bo z chęcią się dowiem, czy mam do czynienia z dobrym shounenem, czy parodią na rozstrojonych resorach. Szkoda tylko, że poza Ranpo nie skumałam żadnego nawiązania do japońskich geniuszów pióra i nawiązań do ich mocy. Ech, ciężkie jest życie gajina…

Flying Witch

tumblr_o5u6h6GsDV1rd6sdio1_500
Leczące anime, mówili… tylko nie powiedzieli, że to będzie działać jak Relanium

Tuż przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego do niewielkiego, spokojnego i obfitującego w piękne krajobrazy miasteczka Aomori przybywa piętnastoletnia Makoto Kowata oraz jej uroczy kot Chito. Wprowadzają się do domu kuzynostwa Makoto, rodzeństwa Kuramoto, którzy nie tylko mają zapewnić wikt i opierunek, ale też zaopiekować się dziewczyną, która cechuje się gargantulicznym wręcz brakiem orientacji w terenie. Kiedy młodsza kuzynka, Chinatsu, zabiera Makoto na zakupy, przy stoisku z miotłami okazuje się, że gubienie drogi to tak naprawdę najmniej ważna z cech dziewczyny… kiedy siada na miotle i unosi się w powietrze, staje się jasnym, że Makoto jest czarownicą. Według magicznych standardów, wraz z ukończeniem piętnastego roku życia staje się w dorosła, jednak troskliwa rodzina wymogła, aby dziewczyna zyskała nieco ogłady w czarowaniu oraz poznała ludzką część rzeczywistości poprzez naukę w zwyczajnym liceum.

Taaa seeeria jeeest taaaka powooolna… I naprawdę nie chodzi to o zwykłe tempo typowego slice of life. O ile prezentowanie ładnych widoczków przy sympatycznym plumkaniu orkiestry mieści się w standardach unijnych, to twórcy naprawdę przeginają ze spowalnianiem dowcipów. Ile można gapić się na wijącą mangdagorę i czekać, aż nieobeznana z magią koleżanka Makoto wreszcie raczy wytrzeszczyć oczy? Może to była tylko kwestia drugiej połowy odcinka (pierwsza była w sumie okej, dokładnie do momentu wyjawienia tajemnicy wiedźmy), ale z drugiej strony od zawsze słaby był ze mnie fan tego typu „leczących anime”. Oczywiście dam szansę jeszcze jednemu odcinkowi, jednak ta seria najprędzej szykuje się do odstrzału. Żądam wyścigów i wybuchów, nie przesuwających się po ekranie krajobrazów wsi japońskiej.

Gyakuten Saiban: Sono „Shinjitsu”, Igi Ari!

tumblr_o50actIJEK1tgrd4no1_500
Młody, prężny, przedsiębiorczy adwokat z Japonii czyli krótki poradnik jak się nie dorobić Porshe

Adaptacja gry znana bardziej ludziom spoza Japonii jako Phoenix Wright: Ace Attorney. Młody, prężny, przedsiębiorczy Phoenix Wright (oryginalnie Ryuuichi Naruhodou) właśnie dostaje uprawnienia adwokackie i staje na sali sądowej, by bronić niewinnie oskarżonych ludzi. Po drugiej stronie występuje jego przyjaciel z dzieciństwa i zupełne przeciwieństwo – bezwzględny, szanowany w środowisku i nazywany geniuszem młodego pokolenia prokurator Miles Edgeworth (na japońskie Reiji Mitsurugi). Nieśmiertelne „Objection!” będzie ścielić się grubo, bo Phoenix zrobi wszystko, aby sprawiedliwości stała się zadość.

Od razu taka uwaga – gry nie znam poza obejrzeniem kilku minut let’s playa na Youtubie, więc może oszczędzi mi to jakiejś większej bolączki na temat udanej lub nieudanej adaptacji. Mimo to ślepa nie jestem i wiem, że ktoś tu się poważnie zagalopował na swoim Bucefale z wyobrażeniem sobie jak ta seria powinna wyglądać. Jak ktoś widział Danganronpę i bolało go przeniesienie elementów gameplayu do anime, to tu jest to samo, tylko grafika jest jeszcze gorsza. Ach, ta cudowna sri-di widownia na sali sądowej… Ending jeszcze ujdzie, ale opening jest zwyczajnie beznadziejny, a animacja brzydka – w grze to miało jakiś charakterek, a tu oszczędzano na czym tylko się da. Studio I.G. ostro daje dupy, jeśli już pierwszy odcinek, który zwykle powinien być najlepiej wykonany, tak się prezentuje. Nie rzucę jednak serii, bo same detektywistyczne sprawy są ciekawe (choć głupie jest założenie, że obrońca dowiaduje się o kluczowych kwestiach dopiero na sali, a postacie zachowują się w sposób totalnie przerysowany) i o ile w którymś momencie nie stwierdzę „chromolę, biorę się za grę”, to wytrzymię ten koszmarek. A wy, jeśli nie macie jakiegoś sentymentu do tego tytułu, to trzymajcie się od niej na długość kałacha. Bo bez niego to nie podchodź.

Joker Game

tumblr_o5jx450R0k1v8jcbro1_540
No, przystojniaku, przywitaj się ładnie z państwem

W roku 1922 podpisano traktat waszyngtoński, który stał się solą w oku japońskich władz, niezadowolonych z jego zakulisowego przebiegu oraz wyniku, który nakładał na ich kraj zbyt wiele zobowiązań. Aby więcej nie dopuścić do sytuacji wycieku kluczowych informacji, w tajemnicy powstaje specjalna szkoła, szkoląca elitarną grupę szpiegów, których nawet imiona i przeszłość są doskonale spreparowanymi kłamstwami. W 1937 roku obóz kończy zaledwie ósemka mężczyzn, którzy zostają wcieleni do specjalnej jednostki zwanej jako „Agencja D”, a współpracować z nimi ma porucznik Sakuma, pełen wzniosłych ideałów i totalnie niepasujący do grupy bezwzględnych szpiegów wychowanek Cesarskiej Armii Japońskiej.

Przyznam, że szykuje się kawał soczystego, ciekawego seinena osadzonego w klimatach na wskroś historycznych. Mmm, me gusta. Nie dość, że akcja, nie dość, że przystojni panowie, to jeszcze szpiegostwo pełną gębą, nie jakieś Bondo-udawanie. Tylko wciąż ciężko jest mi uwierzyć, że twórcą designów postaci jest Shirow Miwa (w Kiznaiverze to chyba ślepy by zauważył, że maczał paluchy). Pierwszy odcinek zostawił mnie z takim rozwarciem szczęki na widok cliffhangera, że zwyczajnie musiałam od razu odpalić drugi. Jak dobrze, że zaczęłam oglądać, kiedy wyszły już oba! To anime dla dorosłego widza, zdecydowanie, i nie chodzi tu o żadne krwiste sceny, a o klimat i tematykę. Naprawdę, to nie muszą być akcje szpiegowskie na skalę światową, ale jeśli dalej będą mnie robić w konia nawet przy prostej grze w pokera (okej, akurat w tym przypadku odgadłam, że oszukiwali, ale nie że wszyscy równo), to ja się zgłaszam na ochotnika do bycia intelektualnym masochistą. A jak kompozytorem muzyki jest Kawai Kenji, to to nie ma prawa się nie udać.

[Dopisek Daryi: Choć oczywistym jest, że Japonia to Najwspanialszy Kraj na Ziemi, miło widzieć, że bezwzględna honorowość i ślepy patriotyzm głównego bohatera zostają bezczelnie wyśmiane. Nie można jeszcze orzec, czy seria jakimś cudem przyniesie obiektywne refleksje na temat mentalności Japończyków okresu okołowojennego czy będzie to kolejna laurka dla Kraju Wschodzącego Słońca, jednak pierwszy raz od dawna pojawia się choćby szansa usłyszenia samokrytyki. Ale nawet pomijając to, warto wziąć się za te anime jeśli lubi się dobrze narysowane, historyczne klimaty z ciekawymi komentarzami choćby na temat prowadzenia polityki międzynarodowej].

Kiznaiver

tumblr_o5ft4eoUij1tiivhqo8_540
Krzesłem! Krzesłem go!

Akcja anime rozgrywa się w Sugomori, sztucznie stworzonym w miejscu dawnego wysypiska mieście, w którym poznajemy postać o swojskim imieniu Agata. To nie żart, to nie ściema… co najwyżej to gender. Agata Katsuhira to facet, choć akurat w jego przypadku słowo to może być użyte nieco na wyrost, bo jego poziom sieroctwa już od dawna jest over 9000. Ponieważ od dziecka nie odczuwa bólu, jest maksymalnie bezwolny i daje się bić pierwszym lepszym wyrostkom, którzy zażądają od niego forsy. Z tego też powodu Agatą… Agatem… naszą białowłosą pierdołą interesuje się jego koleżanka z klasy, Noriko Sonozaki. Porywa jego oraz kilkoro najbardziej stereotypowych w swojej dziedzinie uczniów swego liceum, by przeprowadzić na nich pewien eksperyment – obcy sobie nastolatkowie zostają połączeni za pomocą systemu Kizuna, umożliwiającego współdzielenie bólu oraz ran towarzyszy. Czy dzięki temu uda się sprawić, aby ludzkość już nigdy więcej nie wszczynała wojen?

Poza gościem z różowym irokezem (+20 dla Gryffindoru za prawy pośladkowy, bo urzekła mnie jego „dupna” metoda na chuliganów) bohaterowie to wybitna zbieranina stereotypowych nastolatków rządna bycia zaoranym przez widza. Gdybym miała pługa, siabadabada… Trigger naprawdę zaszalał z animacją (tak mocno, że że aż mi komputer pościnało, mimo że odcinek pobrałam po bożemu, na kompa, żadne onlajny), charadesign jest ładniusi, bo to przeca robota autora DOGSów, a opening i ending prezentują się całkiem ciekawie… ALE… och, kocham mieć ale. Malkontenctwo moim drugim hobby. Ale postacie to zwykłe klisze klisz, póki co nic ciekawego. Historia też nie przedstawia się jakoś sensacyjnie. No mamy ludzi połączonych zdolnością odczuwania bólu. Koniec. Ciekawe założenie, owszem, ale nie wiem jak to ma generować jakiś postęp historii. Będą się naparzać z kimś? Z kim? Z tą długowłosą laską, która ich tak podle wykorzystała? Podobnymi sobie? I co z tego ma wynikać? Że będą się lepiej rozumieć i się pokochają jak stadko misiów-pysiów? Bo to będzie sposób na zapobieganie wojen? Och, come on. Są lepsze sposoby na wywołanie facepalma. Trigger, weź ty mnie wreszcie porządnie wytarmoś jak za czasów Kill la Kill.

Koutetsujou no Kabaneri

tumblr_o5qrotAxPi1twrse4o2_500.gif
Już wiecie po co kobietom buty na obcasach… już wiecie…

Niesamowicie spodobał mi się rzucony żartem na forum Waneko polski odpowiednik, Atak zombie na PKP, który w czterech słowach oddaje najważniejsze clue tegoż anime. W industrialno-samurajskim świecie największym zagrożeniem ludzkości stają się Kabane, dziwne zombie o błyszczących, twardych jak stal sercach. Jeśli takie bydle cię ukąsi, w ciągu kilku minut zamieniasz się w jemu podobnemu stwora. Ogólnie – życie mocno do de. Ludzie jednak jako tako ogarnęli sytuację i aby chronić się przed zombiakami, mieszkają w miastach otoczonych murami, a przemieszczają się pomiędzy nimi dzięki wielkim opancerzonym pociągom. Nasz główny bohater, Ikoma, marzy o wynalezieniu skutecznej broni na Kabane, dzięki której uszczknie trochę sławy bycia bohaterem ludzkości. Pewnego dnia w jego rodzinnym mieście coś idzie nie tak i na chatę wbija ciuchcia wypełniona zombie. Chaos i pożoga rozprzestrzeniają się po całej dzielnicy, główny bohater w ostatniej chwili ukańcza swoją pneumatyczną broń, a gdzieś dalej tajemnicza dziewoja o tajemniczym imieniu oznaczającym „Bezimienną” tajemniczym sposobem załatwia zombiaka tajemniczym obcasem. Się dzieje.

No Tytany 2.0, jak panią kierownik kocham! Ludzkość ukrywająca się za murami, stwory dziabające ludzi, wymiatająca laska, pneumatyczny sprzęt na bioderkach do mordowania zombiaków, combo studia WIT i Hiroyuki Sawano… I tylko główny bohater to taki bardziej Armin niż Eren, bo ma nieco oleju w głowie, duszę zapalonego naukowca i nieco więcej pokładów człowieczeństwa niż tamtejszy statystyczny Kowalski (czy tam Tanaka). Mój opis ocieka ironią, ale wbrew pozorom bardzo dobrze się tę serię ogląda. Oczywiście pod ogólnym względem to wciąż klisza Tytanów, ale zrealizowana ładnie i z przytupem. Krew jest, flaczki są, mordobicie jest, czego więcej chcieć od serii akcji? No i ma też fajne przesłanie – pamiętajcie o zachowaniu czystości w naszych rodzimych pociągach, bo nigdy nie wiadomo, kiedy te grzyby w tym trzydziestoletnim podmiejskim przeobrażą się w naszą własną wersję Ataku zombie na PKP. Jeśli z japońskich wyrosło pieruńsko okropne coś, to aż strach pomyśleć co by było z naszych.

Kuma Miko

tumblr_o577e5LAZE1v3wc4io1_500.gif
Kuma shock!

W zapyziałej, zapyziałej Japonii jest sobie zapyziały, zapyziały region Tohoku, a w tej zapyziałym, zapyziałym regionie jest sobie zapyziała, zapyziała góra, na której to zapyziałej, zapyziałej górze znajduje się zapyziała, zapyziała świątynia, zamieszkana przez… misia. Misio zwie się Natsu i nie jest takim zwyczajnym ani tym bardziej zapyziałym misiem, bo umie mówić. Jak wiadomo z przykładów Kubusia Puchatka czy Misia Uszatka – gadające niedźwiedzie źle znoszą samotność, dlatego też z Natsu żyje Machi, niewinna gimnazjalistka oraz jedyna kapłanka misiowej świątyni. Nadchodzi jednak dzień, kiedy edukacja Machi musi pójść o krok dalej, a że dziewczynka upatrzyła sobie miejskie liceum, to Natsu podejmuje się przeszkolenia swojej podopiecznej do życia w wielkim świecie.

Sympatyczna komedyjka w stylu Barakamona zmiksowanego z Gingitsune. Choć opis może brzmieć całkowicie słodko i fluffiaście, to nie dajcie się całkowicie zwieść pozorom. Seria potrafi przywalić humorem z półki dla dorosłych (ijoijo, alert 18+), kiedy na tapetę wchodzi temat o posługach, które według legend w przeszłości pełniły kapłanki wobec boskich misiów oraz tego, że gadające niedźwiedzie są krzyżówką ludzi oraz misiów… no to sobie wyobraźcie. A dla puenty Natsu to warto sobie obejrzeć chociaż pierwszy odcinek. Mimo to wielkich bezeceństw tu nie zobaczycie, bo relacja dziewczynki i misia zdecydowanie bardziej przypomina córkę i jej troskliwego tatuśka niż ofiarę i Pedobeara. Czekam na resztę i tak niewielkiej obsady oraz trzymam kciuki za wyjazd tej dwójki do wielkiego miasta (co sugeruje już sam opening), bo na pewno zapewni to masę nowych, zabawnych sytuacji. Takie komedie to ja molto lubię.

Mayoiga

tumblr_o4ynz066l51tndn6wo1_r1_540
Sezon owadzi 2016 można uznać za rozpoczęty

Witajcie w historii z dreszczykiem. której oficjalny podtytuł powinien brzmieć „Więcej was matka nie miała?”. Trzydzieści osób wybiera się na wycieczkę do Nanakimury, tajemniczej wioski będącej naziemną wersją trójkąta Bermudzkiego. Czemu ktoś miałby pakować się do miejsca, gdzie ponoć masowo znikają ludzie? Czyżby grupa naukowców? A może stowarzyszenie detektywów? Błąd. Zgromadzonych łączy inny, dość niepokojący cel – chcą odciąć się od dotychczasowej egzystencji i zacząć nowe życie, uznając, że miejscem najlepszym do takiego odrodzenia z przytupem będzie wioska owiana legendą. Gdy jednak Mitsumune pod wpływem słów jednej z uczestniczek wycieczki zaczyna mieć niepokojące wizje, wydaje się, że nic nie będzie takie proste…

Smells like other… Another. Nic w tym dziwnego, skoro mamy do czynienia z tym samym reżyserem, a ilość oraz gadatliwość postaci wskazuje na to, że z większością szybko przyjdzie nam się pożegnać, bo inaczej to budżet kopnie w kalendarz (a ja kopnę… kopsnę sobie meliski, bo ciężko się skupić na bezsensownie snującym się po ekranie tłumie). Pobawię się teraz we wróża Macieja i powiem wam, że cała gadka o rozpoczęciu nowego życia czy przygotowaniu listów samobójczych jako warunek uczestnictwa w wycieczce jakoś tak podpowiada mi, że ludzie ze studia Diomedea zrobili sobie seans ostatniego sezonu Lostów. Inspiracje inspiracjami, ale wszystko zależy od tego, jak to zrealizują i ile sposobów na widowiskowe uśmiercanie ludzi nie zostało wykorzystane w Another. Skoro mamy aż trzydzieści postaci, to może być bardzo grubo. Gdybym jednak mogła być samolubna, to poprosiłabym o odstrzelenie w pierwszej kolejności „głównej bohaterki”, bo nie lubię postaci cierpiących na bezsensowną biegunkę słowną. Bo inaczej będzie guilty pleasure jak w mordę strzelił.

Re:Zero kara Hajimeru Isekai Seikatsu

tumblr_o5fbefM96t1tm1dgio3_r1_540
Prawy słodki prosto w twoje kokoro!

Subaru Natsuki nie musi umierać, nie musi przypadkowo rysować magicznych kręgów, nie musi nawet logować się do żadnej gry – po prostu pewnego dnia po mrugnięciu oczami nagle znajduje się w świecie fantasy posiadającym najlepsze atesty na nadnaturalność, magiczność & niezwykłość. Spotyka go trochę nieprzyjemności ze strony opryszków, ale też dobrym zwyczajem napotyka bishoujo swego nowego życia, której pragnie pomóc odnaleźć skradzioną cenną błyskotkę. Wszystkie najpiękniejsze i najbardziej oklepane wątki idą jednak w zapomnienie, kiedy Subaru oraz jego towarzyszka… giną. Śmierć to jednak zaledwie początek jego męki, ponieważ budzi się on dokładnie w tym samym miejscu i w tym samym momencie, gdy został przeniesiony do magicznego świata, a gdy nieuchronne fatum ponownie sprowadza na niego śmierć, znów cofa go w czasie, resetując wspomnienia wszystkich dookoła. Oto rozpoczyna się „Oszukać przeznaczenie – endless round”!

Czy pamiętacie, jak wspominałam w swojej pierwszej notce, że sezon bez motywu przeniesienia nerda z dna szafy do świata rodem z MMORPG jest sezonem straconym? Ta-daaa! Kwartalna norma już spełniona. Tym razem norma to nie byle jaka – nie dość, że w dobrym stylu wyśmiewa (a nawet wyśmiewa wyśmiewanie!) wszystkie przywary tego „gatunku”, to jeszcze fabuła smaruje się gęstsza niż Nutella z zamrażalnika. Podoba mi się, ooo, jak mi się to podoba. Straszny ze mnie pies na motyw cofania się w czasie, choć to też zaczyna być stały punkt programu każdego nowego sezonu. Wyczuwam jednak w powietrzu kandydata na serię sezonu, a przynajmniej na hajpa sezonu. Animacja jest zacna, muzycznie wszystko gra, opening nawet bardzo mi się podoba… bierę i bez popity!

Sakamoto desu ga?

tumblr_o5dp2xUYyr1qcsnnso1_540.gif
Everyday I’m fabulous

Sakamoto jest cool. Sakamoto ma styl. Sakamoto wymiata. To by było na tyle opisu, dziękuję za uwagę.

A tak na poważnie… nie, tu nie istnieje pojęcie „poważnie”! Sakamoto, uczeń pierwszej klasy liceum, od pierwszego dnia szkoły skupił na sobie uwagę całej szkoły swoim kozackim zachowaniem w każdej możliwej sytuacji. Czy to obowiązki dyżurnego, czy lekcja wuefu, czy nawet zaczepki ze strony chuliganów, Sakamoto na wszystko reaguje stylowo i efekciarsko. Seria jest zbiorem najbardziej absurdalnych i kozackich sytuacji w jego wykonaniu, więc bądźcie gotowi na wybitną jazdę bez trzymanki oraz teatr jednego (ale jakże wyborowego!) aktora.

Anime przypomina mi taki pewien short zwany Tonari no Seki-kun, w którym główna bohaterka, Yokoi, obserwowała dzikie pomysły na opierdzielanie się w wykonaniu swojego kolegi z ławki, tytułowego Sekiego. Sakamoto desu ga? bardzo przypomina mi tamten tytuł – chociaż w obu przypadkach łatwo można zapędzić się w straszną powtarzalność motywu, to z drugiej strony ma się przemożną ochotę dowiedzieć się, co nowego odpali ten główny bohater. To strasznie wciągające, aż nie wiadomo, kiedy mija te dwadzieścia minut. Póki co jestem zakochana w tym wysokim stężeniu absurdu oraz w samym bohaterze (któremu głos na sympatyczny dodatek podkłada pan od Lancera z Fate/Zero; tak, tak, toż to nasz Honorowy Loczek nam zmartwychwstał). Wierzyć, że głównemu bohaterowi kiedyś powinie się noga, to jak powiedzieć, że Chuck Norris to tylko aktor i wciąż po tym chodzić po tym świecie. A pomyślcie sobie co by było, gdyby Sakamoto spotkał na swojej drodze Saitamę. Widzicie oczami wyobraźni tę walkę? Bo ja nie. Brzmi tak samo strasznie jak dzielenie przez zero.

Sousei no Onmyouji

tumblr_o59tob37p91twrse4o1_500
Czy to ptak? Samolot? A może zaginione dziecko Flasha?

Rokuro już w wieku lat jedenastu zapowiadał się na świetnego egzorcystę, jednak pewien straszny incydent z dużą ilością znajomych w roli głównej sprawił, że chłopak porzucił swoje marzenie o walce z siłami nieczystymi. Z powodu traumy zdecydował, że wolałby zostać choćby szambonurkiem niż wiązać swoją przyszłość z przepędzaniem demonów. Po dwóch latach wszystko znów obraca się o sto osiemdziesiąt stopni, bo oto kontemplując na moście piękne widoczki widzi spadającą z nieba piękną dziewczynę. Oczarowany Rokuro chcąc ratować dziewoję wpada z nią razem do rzeki, a potem wspólnie suszą ubrania, idą na ciacho i spacerują. Dzień jak co dzień, wydawałoby się. Tymczasem dziewczyna ma na imię Benio i również wykazuje się niesamowitym potencjałem egzorcystycznym. Gdy pod koniec spaceru przypadkowo wciąga ona Rokuro do wymiaru demonów, okazuje się, że tylko połączone siły obojga są w stanie skutecznie walczyć ze złem. Cóż było robić? Zmuszono ich, aby założyli spółkę z o.o. (z obowiązkowym ożenkiem) i poszli tłuc potwory.

A oto siwek zwany Totalną Sztampą. Sama nie wiem, po co to oglądam. Bo walki są całkiem przyzwoicie zmontowane? Bo podoba mi się duet seiyuu głównych bohaterów (toż to Hitagi z Bake i Takumi z Shokugeki) oraz niektórych postaci drugoplanowych (mamy Juna Fukuyamę i Daisuke Namikawę, a jeszcze pojawi się Junichi Suwabe)? O reszcie jednak nie mogę powiedzieć tyle dobrego, bo grafika jest dość przeciętna, a sami bohaterowie są irytujący. Ot, taki tam battle fantasy o złych potworach i walczących z nimi nastoletnimi egzorcystami. Tylko dla fanów… nie wiem czego, ale jakichśtam fanów. Ja się temu będę przyglądać tylko w ramach puszczania czegoś dla towarzystwa do np. piklowania rzodkiewek. Neeext.

Uchuu Patrol Luluco

tumblr_o4yplkkjz91qgeg72o1_500
Mózg rozjebany – historia prawdziwa

Luluco jest normalną nastolatką żyjącą na nie do końca normalnej Ziemi. Koegzystencja z kosmitami stała się faktem, lecz Luluco jest dumna ze swojej przeciętności i dlatego stara się ze wszystkich sił, aby utrzymać swoje normalne życie w ryzach. Trzynaście lat ciężkiej harówki kończy się jednak w momencie, kiedy ojciec Luluco przypadkiem zostaje zamrożony, a jego przełożony, Over Justice Director-General aka Inferno Cop w okularach Kaminy, wciela ją do kosmicznego patrolu, by dziewczyna poprzez wymierzanie Sprawiedliwości spłaciła dług związany z rozmrożeniem papcia.

Grafika to nieodrodny lovechild Kill la Kill z Panty and Stocking, a postać Inferno Copa wskaże wam winnego stworzenia tego anime – jest to produkcja studia Trigger. Odcinki trwają po ok. 8 minut, więc nie warto spodziewać się fabularnego El Dorado. lecz z drugiej strony nie będzie to też seria o randomowych cut-scenkach. Szykuje się większa heca, bo pierwsze śledztwo o ukrywającym się w gimnazjum Luluco przestępcy przeradza się w szerszą sprawę na temat aplikacji umożliwiającej kradzieże. Pierwszy odcinek był śmieszny w swej absurdalności, drugi natomiast trochę mnie przymulił. Myślałam, że romans będzie słodkim dodatkiem do humoru, ale ten drugi chyba został przygnieciony przez meteoryt, którym podróżował Alfa Omega Nova (nasz olśniewający wybranek serca Luluco). Ciężko stwierdzić w jaką stronę to pójdzie, jednak w przypadku shorta łatwiej zaryzykować seans. A jeśli tylko wrócą do robienia ciężkiej głupawki, to będę usatysfakcjonowana.

~Dziabara

Reklamy

16 komentarzy do “Więcej was matka nie miała?!, czyli pierwsze wrażenia z sezonu wiosennego 2016

  1. Faktycznie spora ta notka. o.o
    Sailor Moon Crystal obejrzałam tylko kilka odcinków i sobie odpuściłam, zwłaszcza że akurat mnie nie trzyma przy tej serii żaden sentyment. Bungou Stray Dogs jeszcze nie oglądałam (jak praktycznie wszystkich serii z nowego sezonu), ale na pewno zerknę na tę serię, a po przeglądnięciu bohaterów mogę stwierdzić, że trzech pisarzy, od których wzięli imiona, znam. c:
    Wydaje mi się, że Flying Witch też mogę uznać za zbyt powolne. O Gyakuten prawie zapomniałam, a planowałam zerknąć na tę serię. Chociaż skoro tak odradzasz…
    Joker Game zapowiada się naprawdę świetnie. ^^ Na Kiznaiver może zerknę (przynajmniej popatrzę sobie na postaci od Shirow Miwy xD). Do Koutetsujou trochę zniechęca mnie ta kalka z Tytanów, ale może obejrzę. Zaciekawiłaś mnie tym Kuma Miko. :D Mayoiga chyba sobie odpuszczę. Re:Zero obejrzę na pewno.

    Polubienie

    • Japończycy produkują za dużo anime, to wszystko ich wina. Albo wina Tuska. To zawsze i wszędzie jest wina Tuska.
      O, a których? Jak szperałam na wiki to się okazało, że lwia część to strasznie poważni pisarze z początków XX w, więc jestem ciekawa przy jakich okazjach można się na nich natknąć. O dziwo całkiem niedawno natrafiłam na Dazaia podczas czytania LN Durarary. Nieźle się zdziwiłam, że jak nigdy o gościu nie słyszałam, to ostatnio aż za często XD
      Gyakuten jest tylko dla ludzi o mocnych nerwach… hm, niby tak miało to brzmieć, a coś jest nie tak. Zawsze najlepiej samemu sprawdzić, czy coś podpasuje, zwłaszcza jak miałaś plany, ale jeśli chodzi o szukanie ciekawego tytułu do miłego spędzenia czasu, to tak, po czterech odcinkach wciąż odradzam. Run, Forest, run, byle jak najdalej.
      Kabanosy są mimo wszystko fajne, sporym plusem są też trochę dojrzalsi bohaterowie (to już nie nieopierzona młodzież, tylko młodzi dorośli). Jak na kalkę jest całkiem zmyślnie zrobione, a to też trzeba umieć.
      Joker Game :D :3 <3
      Po trzech odcinkach Kiznaivera: ładne, animacja super, ale fabularnie wciąż na poziomie glonojada w akwarium. Ale wciąga się jak kluski. Dla kreski warto, faktycznie.
      Kuma Miko takie pocieszne, a momentami takie bekowe :3 Natsu-didżej :3 Polecam cieplutko :3
      Re:Zero – z perspektywy już kilku obejrzanych odcinków powiem, że trzeba się nastawić na głównego bohatera o dość… swobodnym usposobieniu (żeby wprost nie nazwać go dobrodusznym idiotą). Ale poza tym wciąż jest bardzo ciekawie :D

      Polubienie

      • Właśnie Dazaia (czytałam i pisałam już o jego „Zatraceniu”), Ryuunosuke Akutagawę (jego „Pajęcza nić” i „Piekieł wizerunek niezwykły” pojawiły się w anime „Aoi Bungaku Series” – jak najbardziej polecam ^^), a o Ranpo Edogawie dowiedziałam się z „Ranpo Kitan”. c:

        Polubienie

  2. Mnie chyba ta wersja z sezonu 3 podoba się bardziej.
    Muszę te zbłądkane pieseły przeczytać, ale nie mam siły :D
    OBEJRZAŁAM PIERWSZY ODCINEK SAKAMOTO JESTEM DUMNA Z SIEBIE PODOBAŁO MI SIĘ
    Dla mnie wszystkie anime są tak powolne jak FWitch.

    Polubienie

    • (na zdanie o Sakamoto wybuchają fajerwerki, grzmią fanfary, a nadzy treserzy lwów rzucają dookoła darmowe banany) To fajnie, że w tym sezonie wreszcie pykło :D
      Pieseły też całkiem fajne, choć jak przeczytałam kilka rozdziałów mangi to stwierdzam, że faktycznie anime mocno stiuningowali pod względem humoru. Ale to akurat nie powinno cię martwić :)

      Polubienie

  3. Tyle fajnych anime, a ja kompletnie nie mam ochoty ostatnio odpalać kompa… Mam nawet połowę z tego, co tu opisujesz pościąganą, ale niektórych serii jeszcze nie zdążyłam dopalić. Tylko z Sailorkami idzie mi całkiem nieźle, ale ugh, głos Haruki jest najwspanialszy na świecie.

    Polubienie

    • Bardzo podobają mi się głosy i Haruki, i Michiru :D Michiru to chyba nawet bardziej, ale to przez sentyment do seiyuu, zawsze podkłada głos pod najlepsze wiedźmy (Yuuko z xxxHolic, Beatrice z Umineko, Iri z Fate/Zero), a jak Madoka potwierdziła, od czarodziejki do wiedźmy niedaleko ;) A Haruka to stary dobry Oz z Pandora Hearts, aż się łezka mi w oku kręci, jak słucham. Piękny jest ten ich wspólny ending <3
      Chrzanić wszystko, chrzanić stereotypowe fantasy, shouneny czy komedie – wystarczy że zerkniesz na Joker Game. Mocno mocno polecam. Poważne, międzywojenny klimat, taki dobry seinen pełną gębą.

      Polubienie

  4. Wróciłam ze szlajania się, mogę pisać spóźniony komentarz D:

    Dziab, ile Ty tego oglądasz. Jak. Kiedy. Dobra, to z mojej strony tak.

    Sailorki – powiem tak, zaczęłam tak bez przekonania, raczej z podejściem „klasyka w nowej wersji, dobra, wypada znać, zwłaszcza, że z oglądania za dzieciaka nic nie pamiętam”. Ale (przynajmniej animacyjnie) wygląda lepiej niż pierwszy Crystal. (pierwsze?) W dalszym ciągu będę to oglądać z podejściem „klasyka, zobacz”, ale już bez wykrzywiania się na kreskę. A nie jestem osobą, która przywiązuje do tego aż TAK wielką wagę D: co mniejszych faili zwykle nawet nie zauważam, więc jak już widzę, że coś nie halo, to jest bardzo źle.

    Bungou Stray Dogs – jak na razie to co widziałam mi się podoba. Choć muszę przyznać, spodziewałam się czegoś innego. Pierwszy opis, jaki tego czytałam, brzmiał tak: „Historia anime toczy się wokół postaci znanych ze świata literatury, którzy dysponują nadprzyrodzonymi mocami i prowadzą agencję detektywistyczną. Wśród postaci pobocznych znajdą się między innymi Mark Twain, Francis Scott Key Fitzgerald, Agatha Christie, Fyodor Dostoyevsky i inni.” – i po tym spodziewałam się czegoś w stylu Nobunaguna (oglądałaś może?). No nijak nie. :’D Ale nie jest źle.

    Kiznaiver – tak, też mam ten problem z Agatą. Agatem. Whatever. Co gorsza, nie wiem, gdzie zmierza fabuła (jaka fabuła? Czy tam jest fabuła?), ale mam bardzo solidne obawy, iż w kierunku „…i wszyscy się zaprzyjaźnili, a Agatka już nie był sam i się uśmiechał, a ta białowłosa (jak ona ma…) też zyskała przyjaciół”. Proszę, nie. NIE. Będę miała niesmak, jeśli cała ta intryga się zakończy tylko i wyłącznie tym.

    To co ma za długi tytuł żebym spamiętała, ale jest na podstawie Ace Attorney – no tu mamy rozbieżne opinie, przynajmniej trochę… Chodzi mi konkretnie o „A wy, jeśli nie macie jakiegoś sentymentu do tego tytułu, to trzymajcie się od niej na długość kałacha. Bo bez niego to nie podchodź.” – nie mam sentymentu do tytułu (ino „znam”, bo się przewija w internetach), ale podchodzę bez kałacha i żyję. Fakt, muszę się zgodzić – opening meh, kreska taka… no… (mam wrażenie że w grze byli bardziej… ja wiem, „sharp”? Tu jakieś takie zaokrąglenia dziwne), animacja nie jest wysokich lotów i postacie są przerysowane. Z tym się nawet kłócić nie będę. Ale nakładam do oglądania okulary z filtrem „UWAGA, ADAPTACJA GRY. PROCEED WITH CAUTION.” i nawet przyjemnie mi się ogląda. Mimo tych wad, które wymieniłaś, i które zauważam. (Ale fakt, gdybym nie wiedziała że to na podstawie tej gry, to bym zmehowała już w połowie pierwszego odcinka :’D) Oh well, gusta i inne gusta.

    Oglądam jeszcze jeden tytuł, którego nie wymieniłaś – Ushio to Tora, 2 sezon. Choć bardziej z poczucia „obejrzałaś 26 odcinków pierwszego sezonu, obejrzyj już te 13 drugiego i będzie (chyba?) całość mangi”. Pierwszy sezon mi się na początku bardzo podobał – nie, nic wybitnego, skąd, ale miał jakiś taki klimat, którego współczesne bijatyki nie mają. No i nie było fanservisu. A potem był odcinek plażowy i zwątpiłam, i jakoś ocena spadła w dół. I generalnie ciągnę żeby odhaczyć pozycję na liście, bo tragedii nie ma, ale też już mnie nie porywa.

    Polubienie

    • Ja również z opóźnieniem wkraczam do akcji :/ Weekend, jak to pięknie powiedzieć…

      (ucieka wzrokiem) Ja? Ja nie wiem. Nie mam znajomych. Nie chadzam do kina. Pogoda wciąż za słaba na rower… A tak na serio, M.W., to naprawdę nie są szalone ilości – to tylko średnio dwa odcinki dziennie, jeno pięćdziesiąt minut .3. Jeden do obiadu, jeden na dobanoc. Minus to to, że już mało pamiętam imiona i nie chce mi się póki co nadrabiać jakichś starszych serii.

      Nu, ja też niemal nie pamiętam Sailorek z dzieciństwa, jedynie tę kinówkę z przyjacielem z dzieciństwa Mamoru :< Ale pierwszy Crystal to i tak nie było to, czego się spodziewałam. A zresztą, jak sama mówisz, że nie jesteś z czepialskich, a i tak widziałaś, że kreska była krzywa, to wiedz, że coś się dzieje. (grzmot w tle) Teraz wszędzie, gdzie nie spojrzę w internety, to ludzie chwalą obecną serię. No, i nie trzeba tak było od początku?

      Osz fak, tego nie wiedziałam, że jeszcze mogą pojawić się niejapońscy pisarze. Łaaa, ja chcę, ja chcę! Gimme Christie! Na forum Waneko widziałam opinię, że przy obecnym tempie nie wprowadzą tych postaci w tym sezonie, ale jak widziałam na MALu, że już jest przewidywany drugi sezon (cour?), to wtedy… <3 Jakoś tak poczułam się mocno zachęcona. Znaczy, to anime jest fajne, ale mocno jadące po bandzie. Nobunaguna nie oglądałam, ale pamiętam, że Sofi to oglądała i opisywała, więc wiem, że był tam Kuba Rozpruwacz XD

      Już jestem po drugim odcinku Kiznaivera i jest chyba nawet gorzej. Jak fabuła ma jechać na gagach z robieniem kuku ekipie, to… NIE. Po prostu NIE. Masz rację, wszystko idzie ku temu, żeby Agata i reszta stworzyli grupę milusich BFF. No i ta przyjemna długowłosa bicza. Zaorać. Jedynie do grafiki nie mogę się przyczepić, ale nie wiem, czy w takim razie nie bezpieczniej się przerzucić na gify na Tumblrze.

      Czy to nie zahacza już o guilty pleasure? Znaczy, spoko, jeśli się ci podoba, ale nie cofnę się ze zdania, że jako adaptacja jest to koszmar i wielu niesłyszących o grze poczuje straszny odrzut nad toporną animacją i rzucaniem aur podczas wykrzykiwania konkluzji. Jestem też zawiedziona, bo tak jak ty znam tytuł ogólnie, z intentetowych memów (no heloł, „Objection” to chyba każdy zna) i chciałam przez anime wciągnąć się z fandom, ale nie umiem :< Ale hej, mimo wszystko wciąż to oglądam! Trochę z przekory, ale sprawy naprawdę mnie ciekawią. Jeśli zagadki będą dobre, to na koniec zamknę dziób i wystawię serii dobrą ocenę, obiecuję ;)

      Słyszałam, że to shounen w starym stylu, a pierwsza seria była mocno chwalona, jednak wredne ze mnie bydlę i jak nie ma biszy, to w pierwszej kolejności ominę taką serię. Dziab, wstyd mocno. Widziałam kreskę i w życiu bym nie pomyślałam, że da się tam wcisnąć odcinek plażowy :”D Co kraj, to obyczaj. Zawołaj, jak będzie odcinek z festiwalem kulturowym. No, ale szacun się należy za tak uparte kończenie zaczętych anime :)

      Polubienie

      • 50 minut jak 50 minut, mi się zwyczajnie aż tyle nie chce ._.

        Co do pisarzy, to serio już nic nie wiem. Oczekiwałam (jak widać mylnie) produktu A, dostałam produkt B, też dobry, ale sama już nie wiem czego się spodziewać :’D i tak, Kuba Rozpruwacz. I dziwne stroje. I hoo, rozpier…khm, bałagan.

        W sumie może i zahacza. Ale powtórzę znów, nie twierdziłam i nie twierdzę, że to dobre. Mówię ino, że mi się przyjemnie ogląda, mimo kiepskości. Relacja odwrotna do większości lektur – niby dobre książki, ale przyjemność z czytania tego niska lub żadna, a spadek przyjemności jest wprost proporcjonalny do przewidywanego ogromu analiz niebieskich firanek i innych weltschmerzów.

        Dam znać z festiwalem, ale Twój szacun zaraz się zawali, bo nie wszystko uparcie kończę. Tylko to, co mi się choćby początkowo spodobało, w nadziei, że znów będzie fajnie. Znalazłoby się parę serii, które napoczęłam, od początku mnie zmehowały, to nie kończyłam. Niektóre po „standardowych” 3 odcinkach, niektóre, szczególnie polecane przez znajomych, po 20 (bo było mi głupio, no ale ile można…).

        Polubienie

  5. Z tego całego wiosennego sezonu zainteresowały mnie tylko dwie serię, które śledzę regularnie co tydzień. Pierwsza to Bungou Stray Dogs, którą nawet przyjemnie się ogląda, dość ciekawi bohaterowie i takie śmiechowe :) Druga seria na punkcie której mam manię to Joker Game, bardzo dobry klimat, zarys historyczny a ja jako fan okresu II wojennego, nie mogę jej nie oglądać :D Cud, miód – malina, mam cichą nadzieję że Pan Sakuma przejdzie na stronę Agencji D :p

    Polubienie

    • (meksykańska fala na cześć Joker Game – Dziab też jest zakochana) Póki co Sakuma już tupnął nóżką na przełożonego, więc myślę, że już jest na dobrej drodze do przejścia na ciemną stronę mocy :) Sprytu mu nie brakuje, będzie tam pasował jak ulał.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s