Bykon 2016 -piękna Bydgoszcz się konwentuje

Sezon konwentów zaczął się na porządnie! Startem było Love w Wrocławiu – zaraz po nim kalendarz imprez pęka już w szwach od imprez w całym kraju. W przypadku Bykonu nie miałam jednak nic do gadania. Jak tu bowiem nie jechać na imprezę organizowaną przez swoich ludzi? W zeszły weekend znalazłam się więc w bardzo lubianej przeze mnie Bydgoszczy (tak, jestem jedyną osobą na świecie, która autentycznie uważa, że to miasto jest śliczne!) na małej, właściwie lokalnej imprezie…

bykon

Bykon to pierwszy od kilku lat dwudniowy (a nawet 24-godzinny) konwent w tej mniej docenianej ze stolic kujawsko-pomorskiego. 300 wejściówek rozeszło się zaskakująco szybko, a sama impreza już w fazie przygotowań wyróżniała się dobrą organizacją i marketingiem. Jest to o tyle ciekawe, że konwent organizowany był w lwiej części przez debiutantów, a sam pomysł na imprezę – jak mówi plotka zwana Xenyą – zrodził się jako projekt na zaliczenie zajęć ekonomicznych jednego z orgów. Widać, nie można oceniać książek po okładce, a ekipy po CV. Impreza miała charakter interdyscyplinarny, mangowo-fantastyczno-postapo-popkularalno-kucykowy, choć na oko, najwięcej reprezentantów wysłał fandom mangowy. Konwent odbywał się w Zespole Szkół Medycznych, przestronnym budynku w którym wystawcy mieli wystarczająco dużo miejsca, by wygodnie się rozłożyć, a uczestnicy nie musieli obawiać się ściskonu. Na sleeproom przeznaczono cały korytarz na trzecim piętrze oraz jedną z znajdujących się tam sal. Może się to wydawać mało, ale patrząc na to, że konwent skierowany był głównie dla lokalsów, sporo osób po prostu poszło przespać się do własnego domu i miejsca było w bród.

bykon 3.jpg

Mimo, że impreza zaczynała się, nietypowo, dopiero o 13.00, na conplace’ie znalazłam się już o 10.00 (tak się kończy nocowanie z piątku na sobotę u jednej z organizatorek – cześć Sofi!). Czekając na panele, pomagałam przywiezionej przez mnie z Wrocławia towarzyszce (cześć Shizu!) rozkładać jej stoisko i wciskać ludziom przypinki z Saitamą (w ogóle polubcie profil Bubonerii, jestem tam Samozwańczym MenadżeremTM). Z radością, ale i zdumieniem odkryłyśmy, że na tym malutkim konwencie towar schodził lepiej niż na wielokrotnie większym Love. Cóż, konkurencja też była mniejsza (w tym miejscu wielkie cześć dla wszystkich naszych stoiskowych sąsiadów za miłe rozmowy!). Niestety, nie samymi przyjemnościami człowiek żyje – spo miłym przesiadywaniu za ladą nadszedł czas na panele…

  • Panel o One Piece (Duo) – chyba trzeci raz już w nim uczestniczyłam i jak zawsze było za mało czasu, by omówić wszystkie teorie związane z tą serią. Wydaje mi się, że 10 godzin byłoby w sam raz… A tak na serio, jestem zachwycona teoriami spiskowymi jakie tam się wyknuły. Szczególnie tym, że ktoś oprócz mnie jeszcze wpadł na pomysł, że w łanpisowym uniwersum stary Luffy’ego może być tak naprawdę jego starą i miałoby to jak najbardziej sens :)
  • Ciemna strona fanworks (Sofi) – mówiąc krótko: zawsze jak człowiek myśli, że zobaczył już krańce internetu przyjdzie ktoś, kto mu uświadomi, że może być gorzej. Cudowna to była godzina, gdzie siedząc w kółku przyznawaliśmy się co najgorszego, jeśli chodzi o fanworksy, doświadczyliśmy (tak, porównanie do AA jest jak najbardziej na miejscu). Zwieńczeniem wszystkiego było przeczytanie przez Sof  i mnie naszego złego yaoi.
  • Światy równoległe w DC (Pavlaq)– całkiem przyjemna i pożyteczna godzinka, po której wreszcie zrozumiałam chaos panujący w tych wszystkich seriach. A przynajmniej stały się dla mnie odrobineczkę bardziej sensowne. I chcę teraz koniecznie przeczytać  jak Supermana wychowywali komuniści! 
  • Lesbijki potrafią być bardzo niebezpieczne (Rysianna i Kłamcowy Jerz)– panel polegał na pokazywaniu różnych przedstawień yuri w filmach czy serialach. Bardzo fajne, ale przydałaby się dwie godziny, bo omówiliśmy zaledwie kilka pozycji.
  • Czwarty wymiar (Adrian Kozak)– naprawdę ciekawy, naukowy panel z łopatologicznymi przykładami, będący w większości dyskusją w której prowadzący próbował zmusić nas do myślenia o fizyce. Ogólnie lubię takie rzeczy, ale potworne zmęczenie i późna godzina sprawiły, że mało z niego wyniosłam. Będę musiała na niego pójść jeszcze raz.
  • Nie takie youkai straszne… (Kropka) – nie ujmując reszcie, chyba najlepiej zrobiony panel tego konwentu. Prowadząca naprawdę przyłożyła się do swojej prezentacji i nie tylko znalazła całą masę ciekawych demonów, to jeszcze znakomicie je przedstawiła i dopasowała do nich przykłady z anime. Stanowczo polecam się wybrać, jak kiedyś zobaczycie go w informatorze.
  • Animacje, których nie chcecie zobaczyć (Darya) – a tak, też coś miałam przygotowane. Teraz sobie myślę, że wybrałam do niego trochę zbyt eklektyczne przykłady, bo przedstawiłam i bardzo nieudane filmy pełnometrażowe (najgorszy z nich to Food Fight, polecam), jak i II wojenną propagandę wojenną. O tych ostatnich to chyba kiedyś zrobię osobny panel, bo to niezwykle atrakcyjny temat z bardzo fajnymi przykładami (The Ducktators choćby).
  • bykon4.jpg
    Fandom kucykowy wciąż się trzyma mocno (Gazeta Pomorska)

    W międzyczasie latałam między stoiskiem, a orgami, gdzie nie tylko się socjalizowałam, ale także śliniłam się do notatek z zajęć nowo poznanego filologa węgierskiego (no co, węgrofilii się nie leczy :<). Jak już mówiłam, konwent zorganizowano naprawdę przyzwoicie. Jedną z rzeczy, które mnie szczególnie urzekły był Punkt Zamawiania Pizzy. Każdy konwent to święto dla pobliskich pizzerii, jednak tym razem współpraca poszła o krok dalej – uczestnicy zamiast zamawiać pizzę indywidualnie zgłaszali się do odpowiedniego orga, który był w kontakcie z pizzerią. Tak przepływ jedzenia był niezwykle sprawny, a i dało radę załatwić niezły rabat. Oprócz tego na conplace’ie działał prowizoryczny sklepik z kanapkami, zapiekankami i innymi drobnostkami, tak więc z głodu nikt nie umarł. Z innych wartych wymienienia atrakcji, trzeba jeszcze wspomnieć o osobnej sali dla larpowców (to pomału norma nad konwentach), przyzwoicie zaopatrzonej planszówkowni cieszącej się wśród uczestników cały czas dużą popularnością oraz standardową konsolówką. A tak – socjal, socjal, socjal. Jeśli miałabym znaleźć coś do narzekania – szkoda, że nie przeznaczono osobnej sali, w której wystawcy mogliby schować swój towar na noc.

bykon 2.jpg
Taka fajna ekipa to robiła :) (FP Bykonu)

Bykon wspominam niezwykle miło. Był to taki typowy mały konwent, gdzie po chwili każdy zna każdego i człowiek zamiast wybrzydzać w nadmiarze atrakcji, idzie na to co dają, by się miło zaskoczyć. Jak zawsze jednak, mały konwent bez towarzystwa nie ma sensu i gdyby nie znajomi na pewno nie bawiłabym się tak dobrze (choć szkoda, że dla niektórych miałam stanowczo za mało czasu – Xenya, Apoc, będziemy się musieli znów spotkać. Zachciało wam się teraz tego orgowania… :P). W tym miejscu jeszcze koniecznie wielkie pochwały dla całej drużyny organizującej Bykon. Serio, to byli praktycznie sami nowicjusze, a udało im się zrobić solidną imprezę, na której kilkaset osób spędziło miło weekend. Oczekuję, że nie zabraknie wam też zapału na następną edycję :)

~Darya

Ps. Za konsultacje dziękuję Apocowi z Po prostu kopytko C:

Ps.2. Wesołych Świąt Wielkanocy!

Advertisements

12 komentarzy do “Bykon 2016 -piękna Bydgoszcz się konwentuje

  1. A ja miałam zaproszenie osobiste (no, napisane na FB…), ale nie dotarłam… eh, nie moja bajka, no.
    Ale z opisu wynika że konwent lepszy niż te, co się organizuje co roku. Jak opisujesz tamte to zawsze coś jednak skrytykujesz (nie że źle, że to robisz, taka obserwacja), a tu tak jakoś delikatnie bardzo, tylko z tymi towarami…

    Lubię to

    • Szkoda, że nie dotarłaś :< Trzymam kciuki za Pyrkon!
      Mam nadzieję, że dobrze przekazałam, że DLA MNIE konwent był bardzo udany. Małe imprezy ocenia się zwykle dużo bardziej subiektywnie niż duże. No i serio, naprawdę nie było na co narzekać. A między Bykonem, a Pyrkonem, to cóż, laaata świetlne różnicy 8D

      Lubię to

  2. Moja szefowa jest z Bydgoszczy, ja niestety nigdy tam nie byłam, ale zamierzam kiedyś się pojawić. ^^ Czuję się staro jak pomyślę ile lat temu ganiałam po różnych konwentach i każdy z nich to była przygoda, miło wspominam tamte czasy.

    Lubię to

    • Jak pisałam, dla mnie najważniejszy był socjal i ten stanowczo był udany :) Ale żeby iść na same atrakcje, to też szło – te na których byłam bardzo mi się podobały, a w przerwie miedzy nimi można było skoczyć coś pograć na planszówkowni czy na konsolach. Ze strony organizacyjnej wszystko było w porządku, więc zależało w sumie czy lubi się chodzi cały konwent na panele i czy program podpasował pod gust.

      Lubię to

    • No właśnie teraz sobie przypomniałam, że to przecież Twoje regiony! Szkoda, że Cię nie było, z chęcią bym z Tobą pogadała na żywo :D

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s