Gdzie kucharzy sześć (a nawet sporo więcej), czyli o Shokugeki no Souma

Taaak –  notka! Tego żeście się nie spodziewali, co niedowiarki? A właśnie, że po sesji cuda się zdarzają! Na razie tylko recenzja, ale dajcie mi się znów rozkręcić~ Bez większego rozwlekania przechodzimy, więc do dzisiejszego tematu: Shokugeki no Souma (bardziej o mandze niż anime).

Lubię mieć jakiegoś cotygodniowego shonena w zakładkach. Sam One Piece, choć cudowny, to jednak mało (Magi nie liczę, bo od dłuższego czasu po prostu mnie irytuje). Potrzebna mi była nowa Jumpówka. I ku mojemu zaskoczeniu… Wciągnęłam się po łeb i szyję w battle shonena z elementami ecchi. Traktującym o gotowaniu.

zu51xw5
Gordon Ramsay czułby się tu znakomicie.

Souma Yukihira, jak powszechne u głównych bohaterów z Jumpa, wydaje się zwykłym nastolatkiem, tak naprawdę skrywa jednak wielkie (?) marzenie – chce prześcignąć ojca w gotowaniu. Chłopak wyrósł w rodzinnej restauracji, gdzie od małego ćwiczył umiejętności ninja kucharskie pod okiem genialnego rodziciela, zachęcającego swą pociechę do regularnych pojedynków polegających na stworzeniu smaczniejszego dania niż oponent. Wszystko biegło sielsko i bez niespodzianek, aż do momentu, gdy ojciec 15-letniego Soumy każe mu wstąpić do elitarnej szkoły gastronomicznej – Tootsuki. Chłopak nie wykazuje względem tej propozycji przesadnego entuzjazmu, ale ciekawość w końcu wygrywa i zgadza się wziąć udział przynajmniej w egzaminach wstępnych. Tutaj po raz pierwszy trafia na Erinę Nakiri – wnuczkę dyrektora szkoły (jakby inaczej) oraz posiadaczkę „boskiego języka”, czyli idealnego zmysłu smaku, dzięki któremu już teraz należy do ścisłej elity szkoły. Nie wchodząc bardziej w szczegóły tego pierwszego pojedynku, powiem tylko, że ostatecznie nasz bohater do szkoły trafia, a tam czeka go już nie lada innych atrakcji. Tootsuki to na tyle elitarna placówka, że jej ukończenie graniczy z prawdziwym cudem – wywalonym można zostać nie tylko przez niezdanie choćby jednego przedmiotu (polscy studenci, przyzwyczajeni do poprawek, komisów i warunków tego nie zrozumieją), ale już za przyjście do kuchni po użyciu nieodpowiedniego, zapachowego szamponu. Tootsuki nie naciska tylko na pilną naukę. Uczniowie zachęcani są do prowadzenia między sobą pojedynków nazywanych Shokugeki. Właśnie poprzez gotowanie rozwiązuje się tu praktycznie wszystkie spory.  Souma szybko odnajduje się w nowej szkole – nie tylko błyskawiczne znajduje sobie harem wiernych nakama, ale i rywali pobudzających jego ambicję. Z czasem wyznacza sobie też kolejny cel w życiu i poza prześcignięciem ojca, postanawia dostać się do szkolnej Elitarnej Dziesiątki i zakończyć naukę jako najlepszy kucharz w roczniku.

DIVAS
Główny bohater charakteryzuje 80% bohaterów tej mangi (w tym samego siebie).

Shokugeki no Souma to manga zaskakująca. Autorzy postanowili pomieszać sportówkę z bitewniakiem, doprawić porządną ilością ecchi (którego na szczęście z czasem coraz mniej) i umieścić w tym wszystkim bandę naprawdę sympatycznych postaci. Głównym motywem serii jest gotowanie, co patrząc na popularność wszelkiego rodzaju Master Chefów i innych Piekelnych Kuchni, wydaje się pomysłem genialnym. I tak jest w rzeczywistości. Jako osoba, która przewija w anime walki, bo ją nudzą, muszę powiedzieć, że od tutejszych rywalizacji nie mogę się oderwać. Stosując chwyty znane z typowych shonenowych pojedynków, udało się stworzyć coś naprawdę oryginalnego. Tym razem, zamiast czekać jaką nową odmianę Kamehameha nagle wymyśli bohater, zostajemy zaskoczeni, gdy postanawia przyprawić swoją pieczeń miodem albo używa rzadkiej indonezyjskiej przyprawy. Co na papierze brzmi nudno, w praktyce naprawdę się sprawdza. Nie tylko zasługa w tym ciekawie prowadzonym bitew (oraz stosunkowo krótkim czasie poświęconym na poszczególnym walkom – tu planeta Namek nie będzie wybuchać przez 5 minut i 10 odcinków), ale przede wszystkim nieograniczonym możliwościom jakie daje gastronomia. O ile, żeby uatrakcyjnić mecz koszykówki trzeba naprawdę mocno się nakombinować, a i tak za każdym razem towarzyć nam będzie uczucie deja vu (przepraszam fanów Kuroko!), tak bez problemu można przedstawić kilkanaście przepisów na curry, by w każdym było coś oryginalnego. Chwała autorom również za trzymanie się realności – wszystkie potrawy w serii można odtworzyć samemu w domu (w poszczególnych tomikach dodawane są szczegółowe przepisy dla najciekawszych dań). Jako, że każdy jakieś doświadczenie z gotowaniem miał, łatwo śledzić tok myślenia bohaterów, gdy planują kolejne menu. Dodatkowo, mimo, że akcja mangi dzieje się w szkole, w ogóle nie ma się wrażenia, że jest to kolejne japońskie liceum – Tootsuki za bardzo przypomina uczelnię wyższą, co więcej, cudowne jest pokazywanie szerszego kontekstu. Światem historii jest nie tylko szkoła, co chwila przypomina się nam, że czas leci i po zakończeniu nauki trzeba będzie otworzyć własną restaurację albo się gdzieś zatrudnić. Wrażenie to pogłębia duża rola absolwentów oraz zadania w których gotuje się dla osób z zewnątrz, by jak najszybciej zaprezentować się światu. Takie podejście sprawia, że czuć sens starań bohaterów, a nabijanie sobie przez nich CV to coś, z czym wiele czytelników, szczególnie studentów, będzie łatwo się utożsamiać. Najbardziej charakterystyczny dla tej serii jest jednak jej inny element, mianowicie ten, wiążący się z degustacją potraw… W końcu jakoś trzeba ocenić kto jest lepszym kucharzem, prawda? Zawsze gdy ktoś kosztuje niezwykle pyszne danie, autorzy kuszą się o wizualizację rozkoszy jaką jedzący doznaje… I tak, tu dochodzimy do ecchi. Szczególnie na początku serii, degustacja zamienia się bowiem w małą orgię, ubrania rwą się w strzępy, a miny, szczególnie bohaterek, są baaardzo jednoznaczne. Może to zniechęcić część czytelników, śpieszę jednak uspokajać, że wraz z rozwojem fabuły, reakcje na potrawy stają się także bardziej różnorodne (jedną z moich ulubionych jest jak sędziowie wyobrażają sobie siebie jako magical-girlsy, taką magiczną potrawę jedli!) i można je traktować głównie jako element humorystyczny. Ale tak, tak, ecchi jest częścią tej serii.

tumblr_nnuxh0o7j_P1u1iu9wo1_500.gif
Isshiki-sempai demonstruje how to foodgasm.

Czas na słówko o postaciach. Souma to główny bohater shonena i raczej dobrze sprawuje się w swojej roli. Chwała mu za to, że nie jest irytujący, tylko całkiem ogarnięty i przyjazny. Oczywiście zawsze będzie obrońcą sprawiedliwości i moe koleżanek, ale ceni mu się, że ma bardzo wyraźny cel i pracowitość, by go osiągnąć. Osobiście, na początku wydał mi się trochę aż za genialny i odnoszący za dużo cudownych sukcesów, ale całe szczęście, wkrótce chłopak dostał na tyle potężnych przeciwników, że smak porażki stał mu się znajomy (choć tak, do teraz zawsze kibicuję Soumie, by przegrał :)). Oprócz niego mamy główną heroinę – wspomnianą już Erinę. Wyniosłą i arogancką pannę z dobrego domu, wykazującą rzecz jasna pewne skłonności do tsunderowania. Problem z Eriną jest taki, że aż do obecnego arcu (~140 rozdział) właściwie mało widzieliśmy ją w akcji. Jasne, zawsze była w tle jako to genialne dziecko, ale nie licząc niepisanej rywalizacji z Soumą, prawie nie widzieliśmy jej integracji z innymi postaciami oraz umiejętności kulinarnych. Na szczęście, pomału się to zmienia – jednak dobre retospekcje robią swoje. Znacznie więcej mamy do czynienia z drugą główną bohaterką, Megumi Tadokoro. Dziewczę nieśmiałe, z fatalnymi wynikami w nauce, ale o wielkim sercu, która szybko staje się głównym sprzymierzeńcem Soumy. Brzmi nudno i denerwująco? Owszem, wiele czytelników ten typ postaci bardzo irytuje, ale na obronę Megumi trzeba powiedzieć, że rozwój jej postaci jest solidny i pięknie obrazuje jak można zacząć wierzyć w siebie. Rzecz jasna, oprócz głównego trio mamy całą plejadę postaci pobocznych, każde o niepowtarzalnym desingu, charakterze i stylu kucharskim.

Poznamy choćby:

  • Włoskich Bliźniaków, z których jeden szybko zajmie miejsce głównego bisza serii i najlepszego rywala protagonisty,
  • Pannę Fanserwis, uwielbiającą nosić bikini i ciachać mięcho,
  • Sekretarkę Eriny, która z postaci na jaką zwracamy taką uwagę jak na drzewo w tle kadru nagle przeradza się w pełnokrwistą bohaterkę próbującą pogodzić własną ambicję z lojalnością do ubóstwianej szefowej,
  • Duńską Mistrzynię Kuchni Molekularnej, ustawiającej każdego tak jak chce (a najbardziej swojego psa… znaczy, znalezionego na kopenhaskiej ulicy asystenta),
  • Fartuszka-sempaia, który za skąpym odzieniem skrywa jeden z bardziej tajemniczych charakterów w serii,
  • mojego prywatnego ulubieńca – ćpającego cynamon hinduską sierotę z genialnym węchem, specjalizującego się w przyprawach i niańkowaniu swojej mentorki-przybranej matki-love interestu (???).

O, właśnie. Wiecie, że Shokugeki to jak na razie jedyny jumpowy shonen, w którym miłość, taka romantyczna, jest jednym z głównych motywów serii? Nie, prawdziwie oficjalnego pairingu jeszcze nie uświadczyliśmy i w ogóle nie myślcie sobie, że ujrzycie tu większe romanse niż podkochiwanie się w głównym bohaterze czy bliższą bliskość niż jedno, jedyne przytulenie się pewnej parki…. Na razie. Jak przeczytacie pierwszy rozdział to zobaczycie jaką radę daje ojciec synowi, by ten był zdolny tworzyć lepsze dania niż on… (tak, chodzi o znalezienie sobie kobiety, dla której będzie się chciało gotować wszystkie swoje potrawy. Dla antyfanów romansu przesyłam uspokojenie – nawiązano do tego w serii bardzo niebezpośredniego na razie cały jeden jedyny raz. Ale wiemy, że coś się tam czai na horyzoncie…). Przy okazji – postacie kobiece w tej serii są naprawdę spoko. I sensownie przemyślane i „potężne”. Wiecie jakie to miłe uczucie, gdy największym koksem w roczniku i głównym nemezis protagonisty okazuje się raz laska?

tumblr_mvcnl8_aps51qbxqfpo1_500
Akira Hayama, czyli mój drogocenny cynamonowy bisz <3

Kilka razy mówiłam w recenzji o Jumpie. Jeśli ktoś nie orientuje się za dobrze w japońskim rynku mangowym, już wyjaśniam. Wychodzący w środy Weekly Shonen Jump to najpoczytniejszy japoński magazyn mangowy, w którym co tydzień pojawiały lub pojawiają się rozdziały takich tasiemców jak Dragon Ball, Naruto, One Piece czy własnie Souma. Gdy się już ma za sobą kilka jumpowych tytułów zaczyna się widzieć pewne schematy i zagrania, które występują praktycznie w wszystkich ich tytułach (muszę kiedyś zrobić o tym notkę!). Zwykle fabuła zawiera zdobywanie nakamów (przyjaciół), długaśne walk z Tymi Złymi i dążenie ku jakiemuś wielkiemu marzeniu. Ostatecznie jednak, każdy wielki tytuł z tego magazynu ma swoje cechy charakterystyczne i tak liczne, różnorodne postaci, że każdy znajdzie tu kogoś dla siebie. W dodatku przez to, że serie ciągną się często przez kilkadziesiąt tomów buduje się wokół nich ogromny fandom, a postaci są z nami na lata.

food porn
Nie bez powodu nazywa się tę serię także „Food Porn: The Animation”. Na ilustracji burger z mięsem żółwia.

Za Shokugeki odpowiedzialne są aż trzy osoby – Saeki Shun (rysunki), Tsukuda Yuuto (fabuła) i Morisaki Yuki (konsultacje). Ta ostatnia pani jest znaną japońską kucharką i dzięki niej pojedynki kulinarne w mandze trzymają się rzeczywistości. Także o Saekim Shunie można dopowiedzieć coś ciekawego – pan ten zajmował się przez długie lata rysowaniem mang hentai, co trochę jeszcze widać, gdy spogląda się na postacie kobiece… Wszystko to mu się jednak wybacza. Co jak co, ale jeśli chodzi o kreskę, wielu przyznało Shokugeki miano najładniej narysowanej mangi w Jumpie – i ja jestem jedną z tych osób. W tej serii po prostu nie ma brzydkich kadrów, a te ładne, oj, one są naprawdę ładne! (Nawet gdy znowu postacie kobiece są bezczelnie seksualizowane). Piszę tu głównie o mandze, ale przecież Soma to także 24-odcinkowe anime (tego lata też leci 13-odcinkowy sezon drugi), całkiem nieźle zrealizowane (no dobra, pierwszy ending jest jednym z najdziwniejszych jakie widziałam w życiu) i mocno wierne oryginałowi. Oprócz głównej historii, jeśli znamy japoński możemy zapoznać się także z kilkutomowym light novel kręcącej się wokół postaci drugoplanowych oraz spin-offowej mandze Shokugeki no Soma: L’étoile dziejącej się w Paryżu i śledzące losy absolwenta akademii – Kojirō Shinomiyi.

shokugeki_no_soma_5470987

Shokugeki no Souma okazało się dla mnie sporą niespodzianką. Naprawdę niespodziewałam się, że złapię znowu TAKĄ fazę na jakąś serię. Wiecie, niemożność nauki do egzaminu, bo zamiast o Grze o Tron królów średnoowiecznych Czech rozmyśla się o tym jak fajnie by było, gdyby jakieś dwie postaci połączyły swoje style gotowania do ugotowania wspólne dania. Albo siedzi się po 5.00 na Pixivie, bo właśnie odkryło się, że istnieje tag z tą jedną parą jaką się shipuje, i co tam nieznajomość japońskiego, trzeba przejrzeć wszystkie doujiny jakie tam są. Wszystkie. Dlatego moja ocena Soumy będzie bardzo nieobiektywna. Nie jest to najlepsza seria jaką czytałam, obecny arc skręca całą mangę w bardzo niesatysfkacjonującym kierunku i w ogóle te całe ecchi… Ale kurcze. Jest fun. Jest ładna kreska, ciekawa tematyka, spoko postaci i świetnie wykreowany świat. Jest po prostu co dobrego czytać raz w tygodniu. Ale o czym ja mówię. Ja po prostu chcę was zachęcić do tej serii, by mi się fandom rozrósł. Taki ze mnie egoista. Jednak kto wie. Może też rozsmakujecie się w Shokugeki?

~Darya

Ps. Trochę spoilerowego narzekania na nowy arc w SnS umieściłam na Sępu.

Ps. 2. Niestety nie wiem jak będzie z regularnością notek w najbliższym czasie. Jednak trochę mi się wszechświat wyklarował, więc pozwalam wam mieć nadzieję :)

Ps.3. Czesi w średniowieczu, szczególnie w X wieku naprawdę mieli niezłą Grę o Tron! Zabójstwa teściowych, braci, kastracje bratanków, jeszcze trochę morderstw i kilka porwań pięknych niewiast, czy tego chcą czy nie, intrygi polityczne i religijne (także z realnym udziałem kobiet!), grabieże… Polecam książkę Początki państw. Czechy.

Ps. 4. No co, zaczęłam sobie drugi kierunek, filolgię czeską. Jest zabawnie, ale przy nauce o takim kraju to nie ma opcji, by nie było :D

Advertisements

26 komentarzy do “Gdzie kucharzy sześć (a nawet sporo więcej), czyli o Shokugeki no Souma

  1. […] Początek nie był zły – zapowiadała się fajna parodia gatunku „jestem nerdem z szafy, lecz dostałem szansę na bycie badassem z krainy MMORPG”, ale ekipa złożona z samych pierdół na dłuższą metę zwyczajnie człowieka wykańcza. O ile Darkness i Megumin miały swoje moementy, a z Kazumy był całkiem niezły protag z głową na karku, to Aquę miałabym ochotę zamordować tępym kowadłem. Co? Że kowadł z natury są tępe? Cóż jednak znaczy ta tępość w porównaniu z tępotą boginki! Gdyby tylko udało się ją na stałe związać i zakneblować, to mogłaby chociaż stać się przydatna jako niewyczerpalne źródło many, ale że nikt nie czuł się na siłach zbliżać się do takiego epicentrum głupoty, więc Aqua cały antenowy czas telepała się po ekranie, przechwalała albo darła dzioba. Dziwię się, że seria zyskała aż tak porażającą popularność. Nie, nie oglądalność, bo obejrzeć i zapomnieć można wiele (choć starożytne góralskie przysłowie powiada, że co się zobaczy, to już się nie odzobaczy), ale popularność, i to na tyle wielką, że już zapowiedziano drugi sezon. Gdyby przełożyło się to na sypnięcie kaską na animację, to jeszcze okej, ale przecież nie zrobi się z tego nagle drugie graficzne SAO. Póki co bliżej temu grafiką do poziomu ataku Paina na Konohę. Aż chciało się powiedzieć „I see derp people”. Wszyscy bohaterowie cierpią na syndrom wklejonej twarzy, a płeć piękna jeszcze często na bezstanikowy zwis miseczki H. Ach, gdzie się podziały te ecchi, gdzie cycek nie był jak niedomrożona galaretka dr. Oetkera, co ucieka we wszystkie strony po zakołysaniu? Kogo ja pytam, przecież wiem, że dobre piersi będą latem w drugim sezonie Shokugeki. […]

    Lubię to

  2. Od Soul Eatera prawie odstraszyło mnie ecchi… Prawie ;) Potem skusiłam się na sprawdzenie Monster Musume. Poziom zażenowania osiągnął rekordowy level, ale minęło kilka miesięcy i z nudów… Przeczytałam resztę mangi. Nie kupuję, ale jestem na bieżąco, a chociaż przy scenach ecchi dalej mam ochotę walić głową w biurko, całkiem fajnie się obserwuje pomysły autora.
    Więc myślę, że po Soumę sięgnę ;) Fakt, że z Jumpowych klasyków znam tylko Bleacha (i troszkę Naruto), ale Soumy jeszcze nie ma aż tyle, więc da się nadrobić. A Bleach, no… Co tu dużo gadać… Jeszcze coś tam zerkam, bo lubię sporo drugoplanowych postaci, ale Kubo, kończ waść, wstydu sobie oszczędź… Chociaż już masz kupę powodów do wstydu.

    Ale do Soumy chyba najbardziej zachęciła mnie do kucharka-konsultantka ;D

    Lubię to

    • O, nie zauważyłam tego komentarza wcześniej D:
      Ja ogólnie za ecchi mocno nie przepadam…. Ale jednocześnie jedną z moich ulubionych mang jest Love Hina xD Więc od wszystkich reguł są wyjątki. Dodatkowo tu jest fajne, że choć są foodgasmy, to nie tych typowych, irytujących elementów z ecchi jak panty-shoty czy fajtłapowaty główny bohater (ten to w ogóle jest tu aseksualny…).
      Jumpowe klasyki są super, a najbardziej super jest One Piece! Wiem, że długi, ale w OP naprawdę widać, że autor ma wszystko od początku do końca przemyślane i się po prostu STARA dać nam genialną przygodę z milionem możliwości do snucia teorii :D
      Uznajmy może wszyscy, że Blech skończył się po uratowaniu Rukii…

      Souma dobra sprawa. Polecam gorąco. Niech mi się fandom rozrośnie~

      Lubię to

      • Ja na to samo liczę z TG – niech się fandom rozrośnie ;P Przynajmniej ten sensowny.

        Z One Piece mam jeden problem… I jest nim kreska. Widziałam, że później robi się trochę ładniej, ale i tak nie dam radę patrzeć na część bohaterów (brwi Sanjiego i całość Franky’ego są chyba najgorsze). Trochę wstyd mi się do tego przyznawać, biorąc pod uwagę popularność tej mangi, ale zwyczajnie nie mogę się przełamać. I jak patrzę na długość serii to upewniam się, że nawet nie powinnam, dla zdrowia własnej kieszeni ;P

        Ostatnio przeglądałam Monster Musume i dostawałam wścieklizny, bo przy tak chamskim ecchi autor powinien zrobić z tego po prostu hentajca, a nie udawać, że to nie jest porno…

        Lubię to

  3. A zastanawiałam się gdzie zginęłaś :D.
    Szczerze mówiąc widziałam tylko pierwszy odcinek anime i od razu mnie odrzuciło. Tak bardzo nie chciałam oglądać czegoś co udaje hentajca XD. To dziwne, ale irytowali mnie ludzie, którzy proponują wydawnictwom, żeby wydali właśnie tę mangę. Myślałam, „ło bosz, naprawdę ktoś to czyta ?” XD, strasznie ignoranckie z mojej strony :P. Tak więc dzięki Twojej recenzji ogarnęłam, że to może być coś dobrego, a nie tylko ecchi, ecchi i ecchi i myślę, że najprawdopodobniej obejrzę kilka kolejnych odcinków aby wyrobić sobie „normalną” opinię :D.
    Notka o schematach w Jumpie byłaby na pewno bardzo interesująca ! ^^

    Lubię to

    • Studia mnie zjadły D:
      Dużo osób zraża się przy pierwszym epie czuje się odrzuconym i w sumie się nie dziwię – sama za ecchi nie przepadam i wiem, że dla niektórych wyklucza to kompletnie serię. Dlatego próbuję zachęcać ludzi (prawdziwym) argumentem, że z czasem to zanika xD No i w mandze można łatwiej to zignorować niż w anime…
      Mnie irytują ludzie, którzy chcą wydania czegoś innego niż ja… :P Np. Magi na które od dłuższego czasu jestem mocno fochnięta. Więc nie przejmuj się, każdy tak ma!
      Ja bezczelnie przyznaję, że po prostu chcę mieć większy fandom :P Więc jak się ostatecznie jednak nie spodoba to ja umywam rączki, tralala…
      No, schematy jumpowe to naprawdę ciekawy temat :D Ale wymaga dość dużego researchu, w dodatku sama aż tak dużo jumpówek nie czytam… Well, ale będę mieć tę myśl gdzieś w tyle głowy!

      Lubię to

  4. Jak miło zajrzeć i zobaczyć, że pojawiła się notka ;)
    Co do samego Shokugeki no Souma, zaczęłam kiedyś czytać mange i chyba obejrzałam z pół odcinka ale jakoś mnie nie porwało, te foodgasmy to było dla mnie za dużo :P Ale wszędzie czytam całkiem pozytywne opinie i pewnie zrobiłam wtedy błąd… No, może kiedyś nadrobię, teraz to życie mi się za bardzo upomina o uwagę :(

    Lubię to

    • Miło mi wywoływać taką reakcję :D
      Właśnie początek taki bez fajerwerków – sama na porządnie wciągnęłam się dopiero po dłuższej chwili. Więc z mojej strony polecam xD

      Lubię to

  5. teraz w nowym sezonie jest anime co prawda o słodyczach ale jednak jak chodzi o kucharzenie to masz taką serie starą ale zabawną :

    ps.no i niezmiernie się ciesze że blog nie powędrował do krainy zapomnianych blogów po których tylko wiatr hula xDD

    Lubię to

  6. O, Dar, come to papa. Jak to dobrze, że przeszłaś na smakowitą stronę mocy :)
    W telewizji ostatnimi czasy przyciągają mnie jedynie dwie rzeczy – sport i Masterchef. A Shokugeki to przecież czysty sport i jedzenie! Hę? Jaki sport? No jak to co, o ping-pongu mówię, o ping-pongu!
    Z postaci to chyba tylko Erinę niezbyt lubię, ale nie miała zbyt wiele możliwości na zaprezentowanie się. To już nawet Alice jest w porządku jak na ten typ suchej krako… znaczy, bitchy. Ulubionej postaci chyba nie mam, ale Isshiki-sempai na pewno zajmuje ważne miejsce w moim garn… znaczy, serduszku.
    Se-Se-Sexy curry!~
    Ja się tylko ciągle łudzę, że to kwestia czasu, aż manga zostanie wydana w Polsce. Drugi sezon anime też nie ułatwia mi sprawy – przeczytać o reszcie Jesiennych Wyborów teraz czy po? Pierwszy sezon znałam wcześniej tak w 3/4 i oglądało mi się super, ale może bez znajomości będzie jeszcze fajniej? Ach, problemy pierwszego świata…
    Mnie co prawda do poziomu Tootsuki brakuje wiele, ale w tym tygodniu po raz pierwszy ugotowałam sama prawdziwy rosołek, nie z torebki, tylko na mięsie kurczaka. Więc jak, och, jak tu nie lubić tego pełnego inspiracji i smakowitych ciałek shounena? Nawet ecchi mi w tym tytule nie przeszkadza. Jak mnie Roxiee nauczyła – dobry cyc nie jest zły :D

    To byłem ja, Jarząbek… znaczy, Dziab

    Lubię to

    • Dziabuś, jak ty ślicznie komentujesz, no gęba się człowiekowi cieszy jak tylko coś Twojego widzi ;u; Weź ty się kobito za blogowanie albo przynajmniej zrób mi tę łaskę i czasem coś gościnnego u mnie napisz, świat Cię potrzebuję!

      No właśnie ja jakoś nie mam nikogo kogo bym tak szczerze nie lubiła. Co najwyżej są postacie, które lubię bardzo i wkurza mnie jak mają za mało czasu antenowego (oprócz Hayamy i Shiomi, jeszcze sobie polubiłam Alice – o dziwo, bo z początku naprawdę mnie irytowała i męczyła xD – i jak calutki fandom zakochałam się w Rindou. Jeszcze ją będziesz mieć :P Rzecz jasna urok Fartuszka mnie także powala za każdym razem jak go widzę <3)

      Och, to ty nie na bieżąco! A arc turniejowy (choć dla niektórych za długi) taki fajny! Ja bym na Twoim miejscu chyba się skusiła na resztę, choć z drugiej strony jak anime za pasem… Nie no, weź przeczytaj resztę, przynajmniej będziesz ze mną mogła narzekać na obecny arc xD Ja anime widziałam tylko wybrane fragmenty, więc trudno mi ocenić czy ogląda się je tak dobrze jak mango… Drugi sezon będę na pewno oglądać na bieżąco i modlić się, by nie zepsuli mi ekranizacji moich ukochanych rozdziałów 103 i 104. Tak, autentycznie się zamartwiam, że mi to zepsują, takie są moje problemy pierwszego świata ;___;

      Ja ostatniio pokusiłam się na quiche w restauracji, bo znałam to danie z SnS :”D! Tobie sukcesów kulinarnych gratuluję, ja jednak nie czuję się na sile, by sama się w to bawić… (oki, leń ze mnie malowany po prostu).

      Cieszę się, że popierasz moje zdanie, że tutejsze cyce dobre są :D

      Dziękuję z całego kokoro za komcia Dziabuś <3 <3 <3

      Ps. Weź pospamuj też Sofi Lemurowej, żeby też się za tę serię wzięła, może razem ją nakłonimy do tego naszego gastronomicznego pornosa ___

      Lubię to

      • Hum, hum, tak, no cóż… Dałabym ci siedem na dziesięć punktów za skuteczność i świstaka za komplementy. Oby tak dalej, miss Dar, a może faktycznie coś napiszę. A może waszmość ma jakiś pomysł, w czym skromny sługa mógłby dopomóc? Padam do wodpressowskich nóżek. Nie obiecuję cudów, wszak Felek wciąż się pisze (chamska reklama! – jutro nowy rozdział), ale w przerwach mogę naskrobać o jakichś mangu.
        Zgredek będzie zupełnie wolny dopiero za pół roku .3.

        Wygooglowałam, o co chodzi z tą całą Rindou i przyznam, że wygląda czarująco. Szczególnie te wampirze ząbki mogą sugerować uwielbienie do krwistych befsztyków… albo czosnku, tak dla przekory.

        To chyba nie powinno cię aż tak dziwić. Ja z Magi nie na bieżąco, ja z Noragami nie na bieżąco, to i z Shokugeki ja nie na bieżąco. Ale skoro zalecasz, no to przeczytam ^ Natomiast ty nie powinnaś się martwić o ekranizację. Co jak co, ale Shokugeki ma wzorowe anime, prawie niczego nie powycinali (no okej, ten zacny mecz ping-ponga wycięli, żałuję mocno), chyba trochę flashbacki poprzesuwali, ale nie ma żadnego quality i muzyka naprawdę wpada w ucho. Jak nie masz co jeść… znaczy, oglądać do obiadu, to sięgnij sobie po całego animca.

        I jak smakowało? Szalałaś z foodgasmami? :”D

        Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce. Ergo jako kobiecie nawet ładne cycki na ekranie mi nie przeszkadzają. Ale lubię, jak wszystko jest ukazane ze smaczkiem, że tak zażartuję.
        A, przypomniało mi się, co jeszcze miałam powiedzieć – to chyba jest tak, że najlepszą kreskę wypracowują autorzy, którzy wcześniej rysowali:
        a) gołe cyce w hentaiach (np. Shokugeki, Tasogare, Spice & Wolf)
        b) gołe… tyłki w yaoicach (np. Kuroshitsuji, Zakuro)
        Nie wiem, może to magia uważnego studiowania anatomii?

        Sofi bym chciała pospamować, ale w styczniu podpytała mnie, co dobrego jest do oglądania w sezonie zimowym, bo sama nie ma czasu na obczajanie. Także czasem nie szasta, a skoro studenty teraz umierają na sesję… Ale why not, przy najbliższej okazji zalecę łykanie Shokugeki jako właśnie lekcję anatomii i cudach układu pokarmowego :D

        Lubię to

        • Ja jeszcze nad Tobą moja droga chwilę pomyślę i się zgłoszę w odpowiednim czasie z ofertą (nie martw się o Twoje konie, ich łby są spokojne). Nie znasz, ale dnia ani godziny BUHAHAHAHA

          Jak nie robię tych podsumować skanlacji to sama jestem z mangami w ciemnym lesie xD Tylko One Piece w miarę na bieżąco czytuję. Wczoraj właśnie zerknęłam na MangaFox ile mam zaległości i widzę, że czeka mnie ładnie czytania… Z drugiej strony, przy wielu seriach ugryzienie większej części historii na raz jest fajniejsze niż czekanie tylko na jeden rozdział :”D

          No właśnie dobrze mi się to SnS ogląda w animacji, choć wydaje mi się, że fanserwisu jest jeszcze więcej xD

          Ty, w sumie coś w tym jest, w tym expiemu na pornosach :”D A mówią, że doujiniści to tylko zboczeńcy…

          No własnie Lemurowa (tak, jak to czytasz, to dobre odnosisz wrażenie, chamsko Cię obgadujemy) ostatnio mówiła, że ma wolny slot na animca i może nim być SnS – nawet na fejsie o tym wspominała, zerknij sobie :”D

          Btw, jak już sobie tak radośnie plotkujemy – na konwent jakiś się nie wybierasz przypadkiem?

          Lubię to

          • …to ja nie znając dnia ani godziny… zacznę od razu pisać na zapas?

            Mnie łatwiej idzie z shounenami cotygodniowymi niż comiesięcznymi, bo łatwiej mi sobie przypomnieć, że jest czwartek niż że jest jakiśtam piąty czy dziesiąty. Pamiętanie o miesięcznej regularności działa tylko w przypadku wypłaty :x I zgadzam się, że chapnąć kilka(naście) rozdziałów naraz jest przyjemniejsze. Po jednym rozdziale się człowiek niepotrzebnie napali i potem bida.

            Bo w mandze to fanserwisu jest jeden duży kadr na stronę, co go w dwie sekundy obejrzysz, a w anime to co najmniej kilkanaście sekund , bo trzeba odpowiedni podkład muzyczny i jęki seiyuu.

            Od czegoś w końcu trzeba było zacząć robienie mangi. Najpierw fap-uła, potem fabuła XD

            Ano jest. To podejrzane, że nigdzie mi nie śmignęło o tej biochemii na moim profilu. Ten fejsbuk jest ostatnio nieznośny, że tak wybiórczo pokazuje posty znajomych :x W takim razie… Halo, halo, tu brzoza! Jak mnie słyszysz, Hans? Bierz się hybcikiem za Shokugeki, bo cię ominie dużo soczystych… potraw! No naprawdę, żeby Free się obejrzało dla klat, a SnS się jeszcze nie widziało? Nununu grozi paluszkiem

            Uprzedzając – nie, nie na Love ;) Bankowo pojawię się na Pyrkonie, mam też w planach jeden dzień EZkonu (bo akurat będzie superbohaterski, całkiem moje klimaty).

            Lubię to

            • A, sorki, zapomniałam odpisać wcześniej xD

              Jak ty dobrze rozumiesz moje zamiary <3 Każdy temat około animacyjno-chińskobajkowy-japoński mile widziany <3

              Akurat przy skanlacjach korzystam z MangaFoxa (tak, tak, wiem, że jest be i kradnie skanlacje i w ogóle, ale…), bo ma bardzo wygodne „Bookmarki” – wystarczy, że raz dziennie zerknę na odpowiednią zakładkę i widzę gdy pojawia się coś nowego. Choć szczerze powiem, że nie licząc One Piece, Soumy i trzymiesięcznego DGM czytam mangi wtedy, kiedy mam zrobić podsumowanie skanlacji na koniec miesiąca xD (dobry pretekst, by być z rzeczami na bieżąco!)
              Czasami fajnie jest coś czytać od razu jak wychodzi, by wziąć udział w reakcji fandomu i czytać dyskusje o tym co wydarzy się następnie :D

              Co do fapuły… Czasami marzy mi się, by niektórzy autorzy, szczególnie purytańskiego Jumpa, tworzyli spin-offy, gdzie postacie zamiast miesiącami wzdychać do siebie i chodzić w okół siebie jak jakieś koty po prostu no… byli w związkach. Wiem, wiem, od tego jest fandom i fanworksy, ale są noce, gdy marze o równoległej serii z shipami, rozstaniami i powrotami, fluffem i konkretami… Ech, marzenia, marzenia…

              Hm, może serio czas powiedzieć Sofi o tej rozmowie… W sumie i tak teraz szwenda się po świecie, co ją będę denerwować i skazywać siebie na jej fochy… xD (Nie no serio, obejrzałabyś to nasze porno o gotowaniu!). I porównanie z gotowaniem <3

              A może Bykon w Brzydzi :”D? Choć nawet jak nie, to widzimy się na Pyrkonie <333

              Lubię to

  7. Kiedyś obejrzałam chyba 1 odcinek i uznałam, że to jeszcze nie czas i to chyba nie dla mnie. A dziwne, bo np. w przypadku j-dram jaram się tymi o jedzeniu… Ale może to kwestia tego, że jest prawdziwe, a nie narysowane XD? Ale nie wykluczam ponowienia próby zapoznania sie z tą serią jeszcze raz w przyszłości.

    Lubię to

    • No co mam napisać – polecam dać jeszcze szansę, jak już człowiek załapie klimat to można się wciągnąć. Ale ja jestem obecnie nieobiektywna :P
      (Do j-dram, mimo kilku prób, chyba się już nie przekonam…)

      Lubię to

  8. Meh, ecchi :c ale chińskobajkowy Master Chef jako pomysł sam w sobie? Brzmi nawet nieźle.

    Powiedz, czy te przepisy które są zamieszczane są jakieś w miarę sensowne, czy z kategorii „składniki na pewno KAŻDY ma w domu! Weź szklankę ksylitolu, mleko kokosowe…”?

    Lubię to

  9. O, właśnie, już mi zaczynało brakować twoich wpisów :) Hm, nie jestem fanką ecchi, ale ładna kreska + humor sprawiają, że chyba dam szansę temu tytułowi. Gotowania nie znoszę, jak i wszelkich kuchennych rewolucji, ale paradoksalnie jestem fanką Ramsaya. Skoro przebrnęłam przez kawiarniano-cukiernicze Antique Bakery i Zettai Kareshi, to kucharzenie też powinno być strawne. ^^

    Lubię to

    • Ojejku, ktoś u mnie myśli ;u;

      Właśnie też nie lubię ecchi, ale tutaj mi nie przeszkadza – raz, że naprawdę można je traktować jako element humorystycznu, dwa, nie ma tu motywu krwi strzelającej z nosa na widok pantsu, trzy, kilka panów też pokaże nam się ze swojej mniej ubranej strony… ;)

      Bardziej niż miłość do programów kulinarnych, ważne jest chyba, że lubi się takie długaśne shoneny. A i powiem, że po tej serii nagle samo gotowanie robi się dużo zabawniejsze :”D

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s