Przegląd skanlacji sierpień ’15

Z lekkim poślizgiem, ale jeszcze nie zapomniałam o podsumowaniach skanlacji! W tym miesiącu trochę biedniej – nie było ani Gunki no Baltzar ani Silver Spoona – za to z nowością, do której skłonił mnie prężnie działający agenci tej serii na forum Waneko, czyli shoujo fantasy Akatsuki no Yona (dzielę się też bezspoilerowymi wrażeniami o całej serii). Nie rozgaduje się, oto konkrety:

Takiego szojca sobie czytałam.

Akatsuki no Yona (1-100)

Na początek, słówko o całej serii. W świecie wzorowanym na fantastyczną Chinokoreę młoda księżniczka zostaje wygnana z pałacu przez kuzyna, Soo-Wona, który mordujejej ojca, by zdobyć dla siebie cesarską koronę. Yona, bo tak dziewoi na imię, wraz z wiernym gwardzistą Hakiem, nie siedzi jednak bezczynnie i zbiera swój harem swoją drużynę w celu… No… Na razie w celu przeżycia, później cała ekipa bawi się w Robin Hoodów, pomagających biednym obywatelom cesarstwa, a gdzieś w tle wisi pomysł, by odzyskać dla prawowitej władczyni tron. Sęk w tym, że uzurpatorem jest nie dość, że znany jej od dzieciństwa kuzyn, do którego dziewczę całe życie pałało dość oczywistym uczuciem, na domiar złego (?), Soo-Won zapowiada się na silnego i sprawiedliwego władcę, do tego wcale nie śpieszy mu się do czynienia Yonie jakieśkolwiek krzywdy, ba, wydaje się wręcz nią przejmować… (oki, zabił jej ojca i ją wygnał, ale to takie wypadki przy pracy nad Wielkim Planem).

Seria zyskuje zawrotną popularność i chyba rozumiem dlaczego – sam jej koncept, niemiłosiernie przywodzący na myśl Fuushigi Yuugi jest mocno atrakcyjny. Dostarcza nie najgorszą heroinę, otaczający ją wianuszek bishonenów o różnorodnych charakterach (każdy kogoś polubi), miłą odmianę od szkolnych historii czyli fantasy z dobrą równowagą miedzy dramą, a komedią, a jako nadprogramowy bonus, naprawdę fascynującego „złego”. Ja jednak nie czuję się tak porwana jak niektórzy. O ile wątek Soo-Wona naprawdę mnie interesuje, tak harem Yony raczej nie wzbudza we mnie emocji – ot, nie mam żadnego faworyta (o Zeno będzie zaraz), romans, który jest oczywisty, ale który nie rusza w żadną stronę mnie męczy, a i wątki polityczne i społeczne, toczące się w tle są dla mnie zbyt naiwne (takie zboczenie zawodowe). Nie dziwię się jednak popularności tytułu i z tego powodu absolutnie nie odradzam go dziewczynom (faceci też mogą sięgnąć, ale jednak to przede wszystkim tytuł z targetem młodych dziewcząt). Mówię tylko od razu, że to seria, rozwijająca się z czasem na lepsze – początek jest mocno średniawy, potem i prowadzenie fabuły się polepsza i już jest się wciągniętym.

Oj „satisfied”, Zeno, Tobie to się akurat udało zadowolić nawet taką nieprzekonaną do tej serii osobę jak mnie!

Akatsuki no Yona 101

Oj. Ojojoj. Dwa ostatnie rozdziały naprawdę zrobiły na mnie wrażenie i dzięki nim moja ocena serii wzrosła. Wiedziałam, że tajemnica Zeno (śmierdział czymś od początku!) będzie dobra, ale wyszła znacznie lepiej niż się spodziewałam. Mam ogromną słabość do nieśmiertelnych postaci, ale to nie wszystko. Pokazanie jego umiejętności regeneracji, choć początkowo wydawało mi się trochę przesadzone (flaki, flaki wszędzie) po namyślę uznaje jednak za robiące wrażenie. Do tego zmianę stosunku drużyny do Żółtego Smoka też liczę na plus (scena, gdy go przytulili <3) – miło widzieć, jak próbują na nowo go poznać i się z nim zaprzyjaźnić, bez śladu dramy. Cieszę się, że jakaś postać zrobiła na mnie tak dobre wrażenie, znacznie zwiększa to komfort czytania serii, która i tak już z arcu na arc, bardziej mnie do siebie przekonuje :)

Sakurcia, deadline’y to baaardzo umowna sprawa (przynajmniej tego nauczyłam się na studiach).

Gekkan Shoujo Nozaki-kun 68 – 69

Moja ulubiona komedia jak zwykle trzyma poziom. Raz mamy wielkie poszukiwanie idealnych nóg zakończone morałem, że przed pairingiem Hoszimy i Kazumy jeszcze dłuuuga droga (tak długa jak nogi tej ostatniej). W najnowszym rozdziale skupiamy się na pracy mangaki, a właściwie edytorów muszących siedzieć po nocach i czekać na swoich podwładnych nie oddających na czas materiałów. Uwaga, rozdział zawiera dużo wkurzającego wszystkich w okół Maeno-san (co wychodzi całkiem zabawnie).

Właśnie Kouen – co zrobisz?

Magi 275 – 277

Jejku, co tu się działo… Ohtaka, co ty bierzesz kobieto… Ogólnie historia rozdzieliła się na dwa wątki. Po pierwsze, mamy Alibabę i Judala, którzy nie wylądowali wcale na żadnym księżycu, tylko wciąż znajdują się na tej samej planecie (jak, dlaczego?), jeno na drugiej półkuli, czyli osławionym czarnym kontynencie (jak, dlaczego?). Tam spotykają mistyczną smoczycę, tę co ją już Salomon w swoich retrosach wspominał. Następuję poważna rozmowa… I nawet nie będę udawać, że kilka dni po jej przeczytaniu cokolwiek z niej pamiętam. Najwyżej tyle, że Alibaba gada szukał od 100 lat (jak, dlaczego?). Zawirowania czasoprzestrzenne, słodko… Nie, serio, nie każcie mi drugi raz próbować coś z tego zrozumieć. Po prostu Ali i Judar na grzbiecie smoczycy wracają do reszty gromady. A, i planeta jest połączona z jakimś Bogiem (jak, dlaczego?). Taaa….

Na pocieszenie mamy wątek drugi, który, o dziwo!, wydaje się zmierzać w ciekawą stronę. Okazuje się bowiem, że Sinbad jest ch… chyba do nie końca miłym panem. Znaczy, z perspektywy Aladyna, bo polityka nie jest biało-czarną grą. Sin ogłasza wszem i wobec, że wspiera Hakuryuu w jego roszczeniach do tronu Kou, a że ma ze sobą także armie siedmiu innych sprzymierzonych królestw nie są to słowa rzucone na wiatr. Kouen nie ma innego wyboru jak pogodzić się z przegraną z młodszym bratem (a właściwie kuzynem), mającym jeszcze mleko pod nosem… Musze powiedzieć, że na to czekałam od prawie samego początku – by dobry wujaszek Sinbad stanął po przeciwnej stronie frontu niż Aladyn. Bo co jak co, ale wątki polityczne (i społeczne) autorka prowadzić potrafi, tak samo jak utrzymywać czytelników w wątpliwości co do tego, które stronnictwo ma rację – w tej mandze mało jest przykładów prawdziwych „dobrych” i zupełnych „złych”. Czasem naprawdę nie wiadomo komu kibicować… I to jest świetne! Niestety, ten talent ginie gdzieś ostatnio zawalony bzdurnymi, przekombinowanymi wątkami i nieciekawymi walkami. Dlatego czytanie Magi jest takie męczące – wiemy, że seria działa na zasadzie sinusoidy i po okropnych arcach nadchodzą naprawdę dobre sceny. Pech w tym, że na dłuższą metę taka nierówność poziomu zaczyna działać na nerwy.

Troszkę się ich shippuje.

Noragami 57

Wciąż troszkę przejściówka. Kiun, wasal boga Takemikazuchi zjawia się u bohaterów by wypytać ich o nastawienie wobec władczyni wszystkich bogów, Amaterasu (yay, czekałam trochę na nią :)). Po poinformowaniu o konsekwencjach nielojalności, Yato wpada w tryb wazeliniarza (<3) i zapewnia o swoim posłuszeństwu. Otrzymuje też zaproszenie na festyn bogów, który, mam nadzieję, okażę się tak epicki jak to fabuła sugeruje. Dostajemy też przeuroczą scenkę z Bishamon i Kazumą z pouczeniem tego drugiego, by nie przesadzał ze swoją nadopiekuńczością i nie zrażał do siebie sojuszników (a konkretnie Yukine). Najciekawsza w tym miesiącu jest jednak uwaga Hiyori, że w czasie festynu bogów wszystkie świątynie będą puste – co naprowadza Bishamon na jakieś intrygujące myśli. Koniec rozdziału to rozmowa między Takemikazuchi a Kiunem o świętych broniach hafuri. Na razie nie wzbudza to we mnie większych emocji, ale pojawienie się na koniec Nory mile mnie zaskoczyło. Podsumowując krótko: napięcie budowane jest poprawnie, ale chciałoby się już zobaczyć jakąś większą akcje. Do tego chyba na poważnie zacznę shipować Bishamon i Kazumę :D

Ps. Może dlatego, że wcześniej czytałam zbyt dużo Nononono (taka zabawna seria o skokach narciarskich) niż jest to zdrowe, ale znów mnie uderzyło jaka niesamowita kreska jest w Noragami. Choćby dla niej cierpliwie czekam na polskie wydanie tej mangi.

Bartolomeo best fangirl C:

One Piece 796 – 798

Ostatnio pisałam o nowym arcu, ale widocznie się pośpieszyłam… W tym miesiącu jeszcze domknięto Dressrosę i jeśli mam być szczera, nie wiem czy to było tak potrzebne. Dwa chaptery skupiły się na morale głoszącym, że rodzina ponad wszystko – Rebecca rzuca posadę księżniczki, by zamieszkać w domku wśród kwiatków razem z ojcem (który chciał usunąć się w cień, by dać córce wreszcie możliwość życia na jakie zasługuje, ale gdzie tam takie rzeczy w One Piece’ie, tu tylko retrosy kończą się tragicznie). Że za pojednanie tej dwójki odpowiedzialny jest Luffy chyba dodawać nie muszę? Ogólnie wątek jest całkiem fajny i w innych przypadkach poruszyłby moje serduszko, tylko tutaj jest problem z samą Rebeccą, będącą po prosu nieciekawą postacią której dylematy jakoś nie chcą wzbudzić we mnie większych emocji. Ale, ale! Już najnowszy rozdział przyjęłam znacznie entuzjastyczniej. Choćby rozmowa Lawa i Sentaro o Jokerze – to trafiło prosto w moje feelsy. Plus, konćówka, w której Luffy wyzywa do walki Fujitorę (po tym jak ten wpadł na subtelny pomysł pozbycia się piratów poprzez zakopania ich pod gruzem walającym się na wyspie. Owoc pozwalający kontrolować grawitację daje wiele fajnych możliwości). Czyli jak zawsze – jeśli nawet One Piece miewa gorsze momenty za chwilę przypomina znowu czemu jest najlepszą serią z wszystkich. Choć człowiek zaczyna się trochę wkurzać, gdy znowu mowa jest o ludziach z inicjałem „D.”, ale nie dowiadujemy się NIC nowego o nich…

Bo mięcho to podstawa!

Shingeki no Kyojin 72

Znowu żadna konkretna akcja, mimo to całkiem przyjemnie się czytało.  Przeważały rozważania nad motywacją i plany na daleką przyszłość – raz na jakiś czas warto sobie trochę pouporządkować cele. Fani Leviego i Erena powinni być zadowoleni – oboje dostali parę ładnych scen i całkiem dobry dialog, właśnie o tym co robić po zdobycia Muru Marii. Oprócz tego zobaczyliśmy zabawną wojnę o mięcho (Sasha <3) i marzenia Armina o zobaczenia morza. Nie powiem, wyszło nawet przyjemnie. Do tego na koniec powrót Bertholda i Reinera – może wreszcie czeka nas znów wartka akcja? Ogólnie, pierwszy od długiego czasu rozdział, który czytała mi się bez większego zniechęcenia.

Trudne relacje rodzinne.

Skip Beat! 226-227

I znowu coś ciekawego – tym razem dochodzi do oczekiwanego od 225 rozdziałów spotkania Kyoko i jej matki. I wychodzi nawet całkiem bezdramowo (jeśli nie liczymy wszystkiego co je poprzedzało). Co więcej, okazuje się, że zamiast krzyków i pretensji czytamy o zmartwieniach i próbie zrozumienia się. Ich rozmowa wyszła naprawdę nieźle (choć jeszcze się nie skończyła) i daje nadzieje na polepszenie się relacji rodzinnych – wątpię jednak, by kiedykolwiek w zupełności sobie wybaczyły przeszłość. Małą bombą w tych rozdziałach była wzmianka o ojcu Kyoko. Wzmianka nie mówiąca nam o nim kompletnie nic, ale dająca nadzieję na rozwinięcie tej kwestii. Ogólnie, niezły miesiąc w SB!, jednak wydaje się, że najciekawsze jeszcze przed nami.

Ps. Maria-chan! Kiedy ją ostatnio widzieliśmy? 100 chapterów temu xD?

 

–//–//–//–//–//–//–//–

 

Tyle na ten miesiąc. Trudno mi znaleźć nawet jakąś błyskotliwą uwagę na zakończenie – ot, taki przeciętny miesiąc, dużo przejściówek, trochę zapowiedzi na dobre akcji w przyszłości. Będę trzymać rękę na pulsie.

~Darya

Ps. Może chcecie mi zasugerować jakąś serię do nadgonienia we wrześniu?

Ps.2.  Jak ładnie pójdzie, to na dniach będzie tu aż kilka nowych notek. Śledźcie Lemurillę!

Advertisements

20 komentarzy do “Przegląd skanlacji sierpień ’15

  1. Yona to całkiem przyjemna seria, ale mangi gdyby u nas wydali raczej bym nie kupiła. Wciąż czekam na premierę pierwszego tomika Noragami ;-;. Wyjątkowo w wakacje poczytałam trochę skanów. Po pierwsze Yankee-kun to Megane-chan, które jest świetną komedią :D. I prawie połowę Reimei no Arcana, która na początku była bardziej ciekawa jak teraz ;-;.

    Lubię to

    • Nu, ja bym też nie chciała inwestować w Yonę – jako skany mogę czytać, ale to się za długo rozkręca, by w to inwestować.
      Przyłączam się do cierpliwego czekania na Noragami D: (Tonari no Kaibutsu-kun i novelkę Toradory też bym chapsnęła…)
      Nie znam tych serii, ale postaram się tytuły zapamiętać :)

      Lubię to

  2. Akatsuki no Yona zaczęłam jakiś czas temu, na razie przeczytałam 58 rozdziałów i mogę stwierdzić, że czyta się bardzo przyjemnie. Gekkan muszę w końcu zacząć, bo zabieram się do tego już od dawna. Z reszty niestety nie mam nic do powiedzenia, bo nie czytałam, ale wspomnę, że ostatnio zaczęłam oglądać One Piece (jakoś nie mogłam się wcześniej zdecydować). :D

    Polubione przez 1 osoba

  3. Akatsuki no Yonę muszę nadrobić, żeby dojść do jakichś lepszych rozdziałów, a to, że mamy podobne zdanie i seria mnie nie porwała, to już akurat wiesz. Też mi się trochę nasuwa skojarzenie z „Fushigi Yugi”, gdzie uwielbiałam postacie, ale sama fabuła mangi mnie nie powaliła i nie wspominam jej dobrze.

    Noragami, Skip Beat, One Piece (chociaż to ostatnie w wersji anime, bo mangę czytam wraz z polskim wydaniem) mam bardzo dużo do nadrobienia, bo te 3 serie tak szarpią moimi uczuciami, że tylko bebechy ze mnie zostają i muszę się zregenerować. Na przykład – fanką OP jestem od roku 2000, a dopiero w sierpniu podjęłam sie zadania obejrzenia arca ze śmiercią pana braciszka i teraz znów muszę być na odwyku.

    Lubię to

    • Z Yoną musiałam trochę się pomęczyć, ale w pewnym momencie dochodzi się do etapu, gdzie jest się już tak przyzwyczajonym do historii, że traktuje się ją jako przyjemne czytadło. No i jest te kilka niezłych wątków, jak ten Soo-Won, no i dosłownie ostatnie dwa chaptery Zeno zaszalał :D Nie powiem, że później będziesz serię uwielbiać, ale w sumie mieć coś takiego luźniejszego do czytania.
      Oj, nie mów mi o tych feelsach, te serie to potrafią D: Śmierć Brata DDD: Kurcze, Oda to potrafi człowieka doprowadzić na szczyt rozpaczy (i to nie tylko tym, każdy jeden retros doprowadza do łez).

      Lubię to

    • Ach, i jeszcze co do Skip Beat! – dojdź do rozdziału około 224, będziesz przepraszać wszystkich dookoła, że żyjesz, a potem zakopiesz się pod kołdrą i będziesz chlipać do następnego ranka, nawet nie ze smutku, ale z powodu UCZUĆ.

      Lubię to

  4. Obrazek, który wstawiłaś do SnK przypomniał mi, jak to ktoś stwierdził „to ta manga, w której wszyscy zawsze wyglądają na poirytowanych?”…

    Yona, Yona! Nie czytałam (a to nowina…), przyznam się bez bicia, ale obejrzałam serię, co niedawno wyszła. Przyjemnie mi się oglądało, choć – momentami się trochę dłużyło. I urwane w dziwnym momencie. :c powiedz, wiesz może czy wychodzi to jakoś regularnie? Pracuje nad tym jakaś grupa i solidnie wrzuca? Może i nawet pociągnę dalej, choćby dla samego Zielonego.

    P.S. Do nadgonienia może nie, ale gdybyś chciała coś trochę dziwnego, możesz zerknąć na Tsuritamę – 12 odcinków o łowieniu ryb, a w tle indyjska organizacja od łapania kosmitów o wdzięcznej nazwie D.U.C.K. (mają nawet żywego kaczora jako maskotkę!) i, no, kosmici właśnie. Też łowiący ryby, a co…

    Lubię to

    • Wiesz, z tytanami za murem ludzie tam cały czas są zestresowani, potem nerwy czasem puszczają. A szczególnie, gdy ktoś Ci chce mięcho zabrać.

      Akurat Yona wychodzi mega regularnie – grupa skanlacyjna wrzuca 2 rozdziały co dwa tygodnie i obecnie angielskie skany są jakieś -9 rozdziałów za Japonią (po necie krążą tłumaczenia aktualnych, ale ja tak jak wszyscy trzymam się grupy skanlacyjnej, szczególnie, że ich praca jest niezłej jakości). Za anime na razie się nie zabieram, ale widziałam, że kreska spoko :P Jak Ci się podobało, to spokojnie możesz brać się też za mango.

      Hm, brzmi dziwnie, ale to dziwne rzeczy są dobre xD Zobaczę, bo jakoś zabranie się przeze mnie za anime/serial/film słabo ostatnio wychodzi.

      Lubię to

      • AnY seria jest fajna jedna z lepszych z zeszłego roku czekam teraz na 2 sezon :) a skoro chcesz coś krótkiego i dziwnego to zobacz sobie twillight Q są bodajże dwie oav po 30 min :) jedna jest klasyczna o paradoksach czasowych a druga hm hm ta jest serio dziwna ale nie mogę nic opisać by nie spoilerować :)

        Lubię to

        • Ooo, paradoksy czasowe, takie rzeczy lubię :D Jak będę potrzebować coś do śniadania (i skończę już Hannibala, czyli najlepszy serial do posiłków :P) to postaram się pamiętać o tym tytule.

          Lubię to

  5. Skip Beat jest naprawdę fajne i podoba mi się kreska, ale osobiście mam od dłuższego czasu apetyt na hektolitry krwi i wypruwane flaki, toteż wzięłam się za Gantz i Ookami no Monshou. ^^

    Lubię to

    • Hektolitry krwi to nie do końca moja bajka i na myśl przychodzi mi teraz jeno serial Hannibal (który aktualnie dokańczam :P).
      Gantz… Kiedyś chciałam nadrobić… Kiedyś…

      Lubię to

      • Hannibala nie oglądam, bo jedyny słuszny kanibal to Hopkins. ^^ A krew, flaki i klimaty gore też dla mnie muszą być w odpowiedniej dawce, bo taki Ichi the Killer czy Jiraishin to już przegięcie.

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s