Po prostu W głowie się nie mieści

To będzie nudna recenzja. Serio, właściwie sprowadza do zdania jejku, jaki dobry film, idźcie do kina. Nie musicie więc czytać moich wypocin na temat genialności pomysłu, kunsztu przełożenia historii na język animacji czy wzdychania do Pixara za to, że jednak oni to umieją. Nie pokłócę się nawet z żadnymi innymi recenzjami, bo wszyscy doszli do wniosku, że w tym przypadku będą jednogłośni. W głowie się nie mieści (Inside Out) to bardzo dobry film. No, ale jednak zmuszam się i piszę. Bo to miłe uczucie móc pochwalić coś po prostu dobrego.

Pomysł na całą historię jest genialny w swej prostocie. Historia rozpoczyna się narodzinami Riley, zwyczajnej dziewczynki kochającej hokej i rodziców, a oś fabuły stanowią pierwsze dni po przeprowadzce rodziny do San Francisco, gdy bohaterka miała 11 lat. Jednak najciekawsze w tym wszystkim jest perspektywa z jakiej wszystko obserwujemy – głównymi bohaterami filmu są bowiem… emocje. Radość, Smutek, Odraza, Strach i Gniew mieszkają wewnątrz głowy dziewczyny i z centrum dowodzenia obserwują ją i pomagają żyć jak najlepiej. Nie jest to prosta praca, a w tak trudnej sytuacji, jak odnalezienie się w kompletnie nowym środowisku, łatwo o błędy prowadzące w najgorszym przypadku do katastrofy. Powiedzmy tylko, że czeka nas niesamowita podróż po mózgu młodej dziewczyny z przewodnikami w postaci Radości, Smutku i pewnego wyimaginowanego przyjaciela z lat dziecięcych. A to wszystko przystrojone dobrym humorem, wzruszeniami oraz nieskończoną ilością fantastycznych idei.

Rzeczą, którą trzeba się zachwycić w pierwszej kolejności, to pomysł – wcale nie oryginalny (personifikacje emocji były też podstawą sitcomu z początku lat 90-tych, Herman’s Head), ale przy dobrej realizacji – wciąż intrygujący. Umysł bohaterki przedstawiony jest w sposób, jaki mogło go sobie wyobrazić dziecko i w tym tkwi tajemnica sukcesu. Nie imaginowaliście kiedyś, że po waszym organizmie chodzą maleńkie ludziki pilnujące z centrali, mózgu, by wszystko działało poprawnie? Po te wyobrażenia sięgnęli twórcy, kreując coś co dla większości odbiorców od początku jest znajome i pobudza stare wspomnienia z czasów, gdy jeszcze nie wiedzieliśmy, co to substancja szara czy ciało migdałowate (o ile teraz wiemy czemu one służą), a świat tłumaczyliśmy, korzystając z własnej wyobraźni. Te dziecięce pomysły ułożone przez dorosłych w spójny i działający świat zainspirowały kulki-wspomnienia, wzorowaną na wytwórni filmowej fabrykę snów czy szaloną krainę wyobraźni, gdzie natykamy się na wielkie domki z kart, miasta z chmur lub automat projektujący wymarzonego chłopaka. Ogromne nakłady fantazji sprawiły, że podróż przez umysł Riley nie nudzi, a wręcz sprawia, że wyczekujemy z zniecierpliwieniem jakie kolejne cuda jeszcze nas czekają. Pochwalę w tym miejscu również genialny humor produkcji, udowadniający, że wciąż można bawić bez potrzeby korzystania z „niskich” dowcipów albo aluzji z podtekstami zrozumiałymi tylko dla dorosłych. Nie znaczy to, że takie zagrywki są złe, po prostu miło czasem od nich odpocząć (pozdrawiam DreamWorks, które, choć lubię, mogłoby wziąć tę lekcję do serca. Szczególnie po tegorocznym Domie/Home).

Mocna strona filmu to również postaci – o ile ludzie są raczej tłem, tak naprawdę przyłożono się do każdej z emocji, tworząc ciekawych i charakterystycznych bohaterów. Na pierwszy plan wysuwają się oczywiście Radość i Smutek, będące jednymi z ciekawszych przykładów osób (?) o przeciwstawnych charakterach, które okoliczności zmusiły do współpracy. Zaczynając od tego, że ich dialogi oparte na kontraście optymizmu i pesymizmu tworzą kilka z najlepszych scen seansu, choć większość historii obserwujemy z punktu widzenia Radości, to właśnie zakompleksiona i sprawiająca same problemy Smutek okazuje się najważniejsza dla fabuły. W głowie się nie mieści odnosi się bowiem do ważnego, ale rzadko poruszanego w produkcjach dla dzieci problemu – po co nam smutek? Czy nie lepiej cały czas być optymistycznym i nie dawać się negatywnym emocjom? Ale czy smutek zawsze musi być negatywny? Obserwując przede wszystkim współczesne amerykańskie społeczeństwo, wydaje się, że to właściwe pytania we właściwym czasie, szczególnie, że sam film nie stara się być idealnie optymistyczny, nie uciekając też od bardzo wzruszających scen. Ciekawym zabiegiem jest również kompletny brak „tego złego” (na upartego klaun… Ale on ma tylko 2 minuty i doprowadza do czegoś dobrego). Żeby nie było tak kolorowo, jest jedna rzecz do której mogłabym się przyczepić. Już w trailerze widać, że w przeciwieństwie do dopracowanego i różnorodnego pod względem projektów, a nawet płci emocji umysłu Riley, głowy choćby jej rodziców są bardzo… proste. Trudno to wytłumaczyć korzystając z realiów filmu i trzeba po prostu przymknąć oko, co przychodzi o tyle łatwo, że dowcipy związane z zaglądaniem do głów innych są chyba najlepsze ze wszystkich.

Jeśli chodzi o stronę graficzną, to tak jak widać – warto iść do kina popodziwiać wyczyny animatorów w pełnym HD. Film, jak na jednego z liderów studiów animatorskich przystało, korzysta z nowoczesnej technologii najlepiej jak umie, tworząc dopracowany kolorowy świat, pełen fascynujących szczegółów, nie kusząc się jednak na sceny-laurki (takie jak słynne lampiony z Zaplątanych), trzymając za to cały czas, równy poziom. Cudownym efektem jest ziarnista faktura poszczególnych emocji, była ona jednak ogromnym problemem dla twórców. Początkowo efekt ten miał być użyty tylko przy Radości (a i tutaj chciano się z tego wycofać, przez czasochłonność i problemy techniczne), jednak gdy wiceprezes Pixara, John Lasseter, zobaczył próbne sceny oznajmił, że chce, by zastosowano go do wszystkich uczuć. Miało to doprowadzić ekipę animatorów do stanu przedzawałowego :) (Więcej tutaj). Trudno coś ambitnego napisać o muzyce. W filmie sprawdza się dobrze, ale nie jest to OST zapadający w pamięć.

W głowie się nie mieści to 15. produkcja Pixara, a pieczę nad nią sprawował Pete Dockter, człowiek odpowiedzialny także za Potwory i Spółka oraz Odlot. Film miał swoją światową premierę w Cannes, którą przyjęto nader pozytywnie i nagrodzono owacjami na stojąco. Przez pięć lat, jakie zajęła praca nad tą historią, jej koncept zmieniał się kilkukrotnie. Po konsultacjach z psychologami odróżniono 27 emocji, które dla uproszczenia trzeba było zredukować do pięciu (wylecieli np. Duma, Logika czy Zdziwienie). Zmieniła się też fabuła – początkowo zgubionymi bohaterami mieli być Radość oraz Strach, a samej Riley miały przytrafić się w prawdziwym świecie bardziej dramatyczne przygody (takie jak samotna utrata przytomności w lesie). Co więcej, w najwcześniejszych planach to dziewczynka miała trafić do własnej głowy! Ostatecznie udało się jednak stworzyć spójną i ciekawą historię, która w premierowy weekend mogła pochwalić się drugim najlepszym, po Toy Story 3, otwarciem wśród filmów Pixara. Warto dodać, że jak to w tradycji tego studia, przed właściwym seansem zobaczymy krótkometrażówkę. Nie zdradzając zbyt wiele, jeśli myślicie, że śpiewające wulkany to coś, co was nie wzruszy… Well, dajcie się zaskoczyć!

Podsumowując: Idźcie do kina! Nic więcej mądrego wam nie napiszę. Jest to film, który spodoba się i młodszym, i starszym, i choć na pewno znajdą się jacyś malkontenci, większość widzów powinna wyjść z seansu z uczuciem, że obejrzała coś naprawdę dobrego. Dla mnie był to chyba mój ulubiony film Pixara i z radością myślę, że zobaczę go jeszcze dużo razy :)
~Darya

Reklamy

13 komentarzy do “Po prostu W głowie się nie mieści

  1. „po waszym organizmie chodzą maleńkie ludziki pilnujące z centrali, mózgu, by wszystko działało poprawnie”
    Było sobie życie…

    Takie pytanie z innej beczki, czemu tytuły filmów takich jak np. „Toy Story” są w tekście kursywą, a „W głowie się nie mieści” już nie? Może to tylko ja, ale w efekcie siedziałam potem dobrą chwilę nad fragmentem ” W głowie się nie mieści odnosi się bowiem do…” i zastanawiałam co się w tej głowie nie mieści. Potem dopiero do mnie dotarło, że chodzi tylko o tytuł, nie że faktycznie coś niepojętego.

    Polubione przez 1 osoba

    • Akurat Było sobie życie nigdy do końca mi się nie podobało, ale tak, to ten typ wyobrażeń xD
      Uch, nie zauważyłam tego >> Kursywę zaznaczyłam później, zaraz poprawiam :<

      Polubienie

    • Oj, akurat ten film z dinozaurami, który zapowiadają na jesień mnie średnio kręci, ale to Pixar, więc pewnie i tak pójdę :P
      A co do chodzenia na bajki dla dzieci, po 5-6 samotnych wypadach człowiek nabiera już skilla, by tak siadać, by znaleźć się jak najdalej od wszelkich dzieciakó :P

      Polubienie

  2. Zdecydowałam się na ten film po pierwszej przeczytanej jego recenzji i bardzo się z tego cieszę, bo okazał się naprawdę dobry. Sama chciałam napisać na jego temat co nieco, ale jakoś nie potrafię się za to zabrać (a więc tym bardziej gratuluję takiej spójnej, ciekawej recenzji, no i te ciekawostki :3).

    Polubienie

    • Pisz, pisz, choć akurat tutaj trudno wymyślić coś oryginalnego, chętnie poczytam co inni myśleli w czasie seansu – fajnie porównywać wrażenia :D
      Cieszę się, że ciekawostki się podobają, bo sama lubię znać takie pierdoły o filmach, które oglądam, więc pomyślałam, że mogę je też zawrzeć w recce :D

      Polubienie

  3. Historia rozpoczyna się narodzinami 11-letniej Riley
    Czo te bajki, dzieci od razu rodzą się takie duże xD Pewnie dlatego wygląda jak prosiak bardziej niż człowiek xD

    przeprowadzka do San Francisco
    Gorzej byłoby już chyba tylko do Detroit ;_; RIP Riley.

    Jeśli chcesz narzekania i negatywności w stosunku do KAŻDEJ animacji i komiksu, zapraszam, na 4chanowe /co/, właśnie czytam i, kurczę, poza tradycyjną seksualizacją wszystkiego, nie narzekają tak bardzo, co się dzieje :|

    Polubienie

    • …Dobry błąd mi wytknęłaś, ale tak mnie on śmieszy, że aż szkoda poprawiać xDDD
      Jest jeszcze New Jersey. Wtedy to już tylko depresja zostaje :P
      Widziałam już yaoi Gniew x Strach, więc przynajmniej u tumblra wszystko w porządku (choć w sumei SJW jakoś cicho siedzą…). Nudna baja po prostu, nawet się przyczepić do niczego nie da ;/

      Polubienie

      • To nie błąd, to feature!
        No właśnie zaskakuje mnie to, bo po trailerach Inside Out wydaje mi się dość przeciętne, a tu wszyscy zachwyceni. No ale Brave wyglądało jak feminazi propaganda, a okazało się ciepłą historią o matce i córce.
        Więc może i Home nie jest aż taką kaszaną jak pokazywały je trailery?…

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s