Pierwsze urodziny bloga!

12 miesięcy temu podjęłyśmy razem decyzję, która miała zmienić losy nasze, naszych rodzin, Europy, Internetu, syryjskich uchodźców oraz wyniki wyborów parlamentarnych… Zdecydowałyśmy, że założymy bloga poświęconego naszemu bardzo poważnemu hobby jakim jest czytanie mang, oglądanie animacji i chodzenie na różnego rodzaju konwenty, a ostatnio także z animacjami niewschodnimi. Mimo że ostatnio poważne sprawy nie pozwalają nam na pisanie tak często jak byśmy chciały *drama button* to jezuchrysteniewiemconapisaćbyniebrzmiałotokliszowato. No, dobrze nam jakoś z tą pisaniną. I mamy nadzieję, że wam też :)

Taka impreza!

Dwa dni temu w związku z Pierwszym Kwietnia pojawił się post w którym przyznałyśmy się do sympatii związanym z pewnym gatunkiem anime i mang… Choć początkowo bardzo entuzjastycznie podeszłyśmy do całej sprawy i nawet napisaliśmy wam sześć, oryginalnych i niepowtarzalnych jaojców… Po wytrzeźwieniu przemyśleniu wszystkiego jeszcze raz, doszłyśmy do wniosku, że jest to jednak zbyt awangardowa dziedzina sztuka, byśmy mogły sobie poradzić z objęciem jej rozumem, a co dopiero z tworzeniem w jej nurcie. Dlatego po tej notce znów wrócimy do naszych starych zainteresowań. Dla własnego zdrowia psychicznego…

 

Dla Czeskiej Pandy

Rzymskie wakacje w Złotych Piaskach

Fandom: Harry Potter

Pairing: Ronald Wesley x Wiktor Krum/ Ronald Wesley x bułgarska wódka / Wiktor Krum x Snapchat

Nawet najbardziej zdeprawowane, yaoistyczne umysły niewyżytych seksualnie 13-latków nie byłyby w stanie zrozumieć tego co się działo w prywatnym apartamencie bułgarskiego szukającego Wiktora Kruma. O ile puste butelki po hektolitrach wypitej Mary Jane nie są niczym niezwykłym w Złotych Piaskach, o tyle to co robią po niej angielscy czarodzieje powinno zostać wymazane z kart ludzkości, a pamiętajmy, że mówimy tutaj o nacji, której przedstawiciele obrali sobie za tradycję kąpiele w krakowskich fontannach… Wracając jednak do meritum sprawy to na samym środku stał niemalże nagi Ronald Wesley tańcząc do hitów Britney Spears, przybierając przy tym pozy upodabniające go do ofiary wirusa polio. Aby chronić resztę swojej normalności, oraz powstrzymać nadchodzące koszmary senne, Wiktor namówił Brytyjczyka by ten założył chociaż pieluszkę tetrową na biodra (najlepsza szmata do mycia okien) co upodobni go do wielkich wodzów rzymskich. W tamtym momecie nie wiedział jednak czy Trajan albo Cezar chcieliby być porównywani do wyginającego się na kształt hipokampa, pijanego nastolatka śpiewającego na cały głos Hit me baby one more time. Na szczęście nic nie jest w stanie tak poprawić człowiekowi humoru jak dzielenie się ze światem najbardziej zawstydzającymi momentami z życia drugiej osoby w związku z czym Wiktor sięgnął po niezwykłe mugolskie urządzenie zwane telefonem komórkowym, zrobił nieruchome zdjęcie i za pomocą programu, którego zło i szatańskość sugerowały iż został on stworzony przez Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymiawiać, wysłał je do hermionaszczurzesiekacze666 z myślą „Nie wierzę, że przegrałem dziewczynę z kimś takim”.

Egoistycznie

Fandom: Fullmetal Alchemist

Pairing: Ojciec x Van Hohenheim

W podziemiach stolicy Amestris mieszkał Ojciec. Nie był to fakt znany większości mieszkańcom tego miasta, spodziewających się pod kanałami raczej zmutowanych szczurów i szajek niezarejestrowanych alchemik warzących substancje sprzedawanych w ciemniejszych zakątkach miasta… Jednym z nielicznych wtajemniczonych był niejaki Hohenheim.

Oboje panowie siedzieli właśnie naprzeciwko siebie przy zastawionym ciastem i innymi słodkościami stoliku, spoglądając na siebie z uwagą.

– Nie spodziewałem się, że masz tutaj takie… Przyjemne miejsce… – przerwał milczenie Hohenheim, nabijając na widelczyk kawałek ciasta z galaretką.

– Przydaje się – wzruszył ramiona Ojciec. Pokoik naprawdę był przyjemny. Jasny, dobrze oświetlony z obrazkami małych kotków w różowych ramkach na ścianie…

– Myślałem, że w głowie Ci tylko władza nad światem, apokalipsa i inne tego typu zabawy. Czasami miło się milić. Nawet papcie dostałem – uśmiechnął się alchemik. Odłożył sztućce na talerzyk i spojrzał znów z powagą na oponenta. – Słuchaj… Jak właściwie mam się do Ciebie zwracać? „Istota z butelki” jakoś takie długie i formalne.

– Mówią mi teraz Ojciec… Dla starych znajomych może być „Tatuś” – uśmiechnął się jego rozmówca.

– A może jednak nie… – Hohenheim zmienił temat. – Bo ja w sumie jestem tutaj z konkretną sprawą. Chcesz zniszczyć świat, prawda?

– Ano. Trzeba mieć jakieś ambitne cele w życiu, no nie? – wzruszył ramionami.

– Bo wiesz, szkoda by było, na rynku otworzył się nowy kebab, synowie mi jeszcze wnuków nie sprezentowali… Nie masz może jakiś innych pragnień, celów, hobby?

– Wiesz… – Ojciec odchylił się w swoim krześle w zamyśleniu kontemplował sufit. – Zastanawiałem się nad tym długo, nawet u psychologa byłem… Potem go wchłonąłem i przerobiłem na kamień, ale to inna historia… Ogólnie, doszedłem do wniosku, że cała ludzkość to taki plebs, nic ciekawego, a w sumie tylko wkurzają. Najlepsze co mnie w życiu spotkało to ja sam. Doszedłem więc do wniosku, że w pojedynkę na świecie będzie mi najlepiej. Więc mam zamiar wszystkich wchłonąć i cieszyć się swoją zajebistością.

Hohenheim westchnął, ale już w połowie wypowiedzi swojego rozmówcy podjął decyzję. Może najtrudniejszą w jego życiu. Powoli pochylił się do przodu i położył dłoń na nodze Ojca.

– Posłuchaj… Drogi przyjacielu… – zaczął powoli pod zaskoczonym spojrzeniem drugiego mężczyzny. – Doskonale rozumiem twój tok rozumowania. Trudno znaleźć kogoś idealnego, gdy jest się egoistą, mam dla ciebie jednak pewną propozycję… A w sumie… Spójrz na mnie…

Ojciec przypatrzył się alchemikowi. Te same złote oczy, złote włosy, boska żuchwa i ciało greckiego Boga. Tak samo jak on, usposobienie seksowności.

– Czy ty… Coś mi sugerujesz? – spytał, próbując ukryć podniecenie i oblewający go rumieniec.

– Co powiesz na to, bym sprawił, że będziesz tak zadowolony, że nie będziesz już potrzebował zniszczyć ludzkość, by się docenić? – Hohenheim wstał i wyszeptał to zdanie w ucho swojego rozmówcy, przygryzając je następnie lekko.

– Nie zdołasz odwrócić mojej uwagi na długo – syknął Ojciec.

– A jeśli wyobrazisz sobie, że będziesz pieprzył siebie samego? – I już wiedział, że dalej nie musi arguemntować…

I tak oto alchemik Van Hohenheim uratował całe Amestris bez potrzeby oddania za to ani jednego ludzkiego życia. Jego bohaterskie poświęcenie nigdy nie zostało należycie docenione przez mieszkańców tego państwa, jednak do końca swojego nieśmiertelnego życia uważał, że było warto. Szczególnie, gdy okazało, że się, że on i Ojciec, mają nie tylko identyczny wygląda, ale i upodobania…

 

Dla Masi

Białowłosa klątwa

Fandom: Valvrave the Liberator x Aldnoah.Zero

Pairing: Slaine Troyard x L-elf / L-elf x mechy / Slaine Toryard x mechy

To był piękny dzień, słoneczko napierdalało jak Ruski z kałacha, a i wszystkie dzieci tego Wszechświata zaszyły się w domach by grać w LoL-a nie pokazując się reszcie społeczeństwa. Idealny dzień na pójście do baru, upicie się i narzekanie na życie

-Hej ty, białowłosy kolego wyglądający jak ciepiący protagonista anime mecha, jak ci na imię?

-Slaine Toryard a tobie?

-L-elf…

-Znałem człowieka o nazwisku Mazurek, już chyba żadne imię mnie nie zdziwi. Czemu wyglądasz jakby miłość twojego życia umarła wyjawiając uprzednio, że pochodzi z innej planety zaś twój najlepszy przyjaciel umarł po tym jak poświęcił swoje życie na rzecz ludzi co go poprzednio odrzucili po tym jak odkryli, że jest kosmicznym wampirem wysysającym wspomniania do zasilania super mecha?

-To tylko ból głowy z powodu spadku ciśnienia. Ty za to masz miną jakby miłość twojego życia najpierw zabawiała się z twoim wrogiem chcąc zapewnić pokój, potem prawie umarła, a gdy po przebudzeniu zdała sobie sprawę, że nie jesteś już człowiekiem którego znała to odrzuciła cię by poślubić gościa, którego widziała może 3 razy w życiu.

-Zawsze tak wyglądam jak mam niskie ciśnienie.

-Rozumiem

-… a chociaż piszą fanfiction z tobą i z nią?

-No nie. Wolą pisać o mnie i martwym kosmicznym wampirze. A co z tobą

-To samo, ale zamiast wampira jest wróg w pomarańczowym mechu.

-To jak? Pijemy za cierpienie wszyskich białowłosych bohaterów anime?

-Wiesz mogło być gorzej… Mogliśmy umrzeć jak cała reszta. A tak to sobie popilotowaliśmy mechy, podbiliśmy serca widzek, wywoływaliśmy emocje oraz dramy, zapisaliśmy się w historii internetu i każdy nas żałował. Powiedzmy sobie szczerze… Ludzie oglądali anime tylko dla nas.

Następnego dnia Slaine i L-Elf obudzili się tylko w skarpetkach… Każdy w swoim łóżku co by nie pobudzać wyobraźni czytelników.

 

Dla Arciere 

Przemyślenia

Fandom: Junketsu no Maria

Pairing: Joseph x Priapus

Letnie noce we Francji ciężko bywają duszne i gorące. Sowy hukały, cykady cykadziły, a Joseph i Priapus leżeli, w pewnej odległości od siebie, na łóżku pewnej wiedźmy…

– Dlaczego myśmy to właśnie zrobili? – zapytał młody posłaniec w przypływie jakiegoś instynktu, przykrywając się pościelą.

– Dla nauki – odpowiedział poważnym głosem homunculus. – Dla przykładu, dla tego, żeby pokazać, że możemy, żebym poćwiczył do pracy…

– Współczuje ci..

– Było tak źle? – spytał Priapus z lekkim rozczarowaniem w głosie.

– Znaczy… Na początku to jeszcze spoko. Jak robiliśmy to normalnie, po bożemu…

– Po bożemu to to tak nie do końca… – parsknął homunculus.

– Ale jak wyciągnąłeś taczkę… Stary, nie wiedziałem, że takie pozycje są możliwe!

– Koleżanka z pracy mi o tym powiedziała. Ponoć pewien biskup spod Reims tak lubi…

– Ale, że też z miotłą?

– No.. – Priapus zamyślił się. Joseph obrócił się i widział jak jego towarzysz się zarumienił. – Wiesz… Jak Maria mnie stworzyła, nie stworzyła mi… No, sam widziałeś czego mi brakuje… Cholerna dziewica, nawet na obrazek nie chciała spojrzeć…

– Spoko, stary. I tak sobie dawałeś nieźle radę – Chłopak poklepał go po ramieniu, po czym skrzywił się z bólu, spowodowanym zmianą pozycji. – Tylko następnym razem zastąp to czymś, co nie ma drzazg.

– Nie chciałeś metalowej ręki… A wszyscy wiedzą, jakie możliwości dają miotły…

– Ale bez przesady… Wolę normalne ręce. Lubię twoje dłonie, wiesz? Są takie… duże… – mruknął Joseph rumieniąc się lekko.

– Dzięki. Jak jesteś męską prostytutką to duże ręce to podstawa – ucieszył się Prapius.

– To co teraz robimy?

– Well… Musimy jakoś ten rozgardiasz jaki narobiliśmy wytłumaczyć Marii…

Zerknęli na pokój, który wyglądał jak po przejściu huraganu – w kącie rozwalona taczka na środku złamana miotła, do tego porozrzucane książki, porozbijane naczynia…

Oboje doszli jednak do wniosku, że było warto.

Orgia-porgia

Seria: Binan Koukou Chikyuu Bouei-bu LOVE

Pairing: Kto by się przejmował szczegółami…

Zundar spoglądał wokół z dezaprobatą. To nie powinno być tak. Nie dlatego ukończył z wyróżniemiem zarządzanie na prestiżowym uniwersytecie na Namek, nie po to nabijał sobie CV milionem staży i wolontariatów, zamiast jak porządny Jeż chodzić na samiczki i turnieje międzygalaktycznego krykieta. Myślał, że stanowisko pomocniczego producenta przy popularnym reality show będzie przepustką do wielkiej kariery. Ale stało się inaczej.

Istoty odpowiedzialne za jego klęskę walały się teraz wokół niego. Zaledwie kilka dni temu pokonały go w iście poniżający sposób, a teraz postanowiły to uczcić. Zandar obserwował je z ukrycia. W gorących źródłach, w których i tak przebywali całymi dniami, urządzili prawdziwą ucztę, którego głównym składnikiem z jakiegoś powodu było curry. Jeż był pewny, że jego dotychczasowy podopieczny białowłosy Przewodniczący Samorządu (po co pamiętać imiona takich marnych stworzeń?) nie znosił tej potrawy i zrobi porządną awanturę kończącą ten przedziwny sojusz, ale… On jadł wraz z innymi! Choć początkowo się ociągnął, Okularnik w końcu coś mu nasłodził, naobiecał i nagle przeklęta potrwa stała się jakimś cholernym przysmakiem z restauracji oznaczonej gwiazdkami Michelin. I jak się ten mały zdrajca rumieni! Niedopuszczalne! W nim jednym była Zandara nadzieja! Bo chyba nie w tym przyćpionym brunecie, który także był w samorządzie, a teraz udawał, że interesuje się heteroseksualnymi (jasne!) podbojami swojego nowego przyjaciela o różowych włosach. Od razu wiedział, że ten go zdradzi pierwszy. Nie mówiąc już o najbardziej pedalskim, długowłosym jegomościu. Siedział właśnie naprzeciw niskiego blondyna, tej niby głównej heroiny i samozwańczego lidera drużyny różowego wombata. Oboje mieli na czołach przepaski i trzymali się za ręce wołając „Sasuke” i „Naruto”. Przecież to, na wszystkie szpilki Wielkiej Jeżowej, nawet prawdziwy cosplay nie był! Zielonkawy nerd nierostający się z iPhonem właśnie nagrywał to małe przedstawienie. Pewnie wstawi to na jakiegoś jutuba i będzie chciał zarabiać na wejściach. Amator… Tak się przecież nie tworzy rozrywki!

Im dłużej trwała ta błazenada, tym bardziej wciekły był Zandar. Cała impreza robiła się coraz bardziej żenująca i obrzydliwa, a gdy blondyn o mordzie Francuza zaproponował rozbieranego pokera, jeż wiedział, że więcej nie wytrzyma. Już miał odejść i upić się w jakieś restauracji na końcu wszechświata do nieprzytomności, gdy zauważył swojego arcywroga – różowego Wombata z słuchawką na uchu i dość nowoczesną kamerą. Ich spojrzenia spotkały się.

– No co – spytał niewinnie ssak z antypodów. – Ty sobie kręciłeś swoje reallity show, ja mam kontrakt z stacją nadająca gejowskie pornole… Wszyscy musimy jakoś zarobić na życie, nie?

Dla M.W.

Sztańskie wersety: tumblr edition

Serie: Fate/Stay

Pairing: Gilgamesh x Internet / Shirou x Delta / Książka od matmy x tumblr

To był ciężki dzień dla naszego Hiroł of Dżastys bowiem zło skradało się podstępnie do jego życia przybierając najbardziej diaboliczną ze swoich form… Zbliżał się egzamin z matematyki a Shirou, jak przystało na prostego chłopa z Japonii, miał problemy z doliczeniem się palców u rąk więc bardziej skomplikowane działy, takie jak funkcja kwadratowa, zdawały się być jakimś nowym elementem Wojny o Graala. Milijony cyferek wylewające się z szatańskiego podręcznika niczym krew z ran tak pochłonęły uwagę młodzieńca iż nie zauważył on nieproszonego gościa w swoim pokoju.

– Cóż jest takiego zajmującego w tych kartach, że ignorujesz moją obecność?! Plebsie…

-Ehe…

Lakoniczna i nie mająca najmniejszego sensu odpowiedź Shirou nie ucieszyła zbytnio Gilgamesha.

-Muszę w takim razie czymś cię zainteresować… Czas sięgnąć bo najstraszliwszy wynalazek ludzkości, ten przed którym drżą malutcy i wielcy, otchłań piekielną w której niknie dobro a ujawniają się najgorsze przywry każdego człowieka! Czas sięgnąć po tumblra! Hej Shirou!

-Taaa

-Jak myślisz co się stanie jak wpiszę w wyszukiwarkę tumblra Shirou x Gilgamesh?

Owa przerażająca groźba natychmiast otrzeźwiła Shirou i oderwała go od fascynującego świata miejsc zerowych.

-Nie ośmielisz się!

-Już się ośmieliłem. Nie będziesz rozkazywał najwpanialszemu królowi w historii ludzkości. Co to za jakieś dziwne literki? Kto śmie pisać w języku, którego nie rozumiem?

-To wygląda na hiszpański…

-Wiesz jak to czytać?

-Nie, ale w szkole jest nauczycie… A ty dokąd idziesz?! Wyjdź przez drzwi! Zostaw to okno!

-Idę na poszukiwania osoby która będzie w stanie mi powiedzieć co tam jest napisane, jestem bowiem zaciekawiony treścią tego testu, a ty nie?

-A ja wręcz przeciwnie

I tym oto zdaniem Shirou zakończył dyskusję i powrócił do smutnej rzeczywistości delty.

I tym kończymy naszą przygodę z yaoi. Mamy nadzieję, że dalej pozostaniecie z nami – w kwietniu mamy już zaplanowane dwie notki, jedną animcową i jedną topkę związaną ze starym, dobrym Disney’em.

Więc… Do następnego :)

Darya & Sofi

Reklamy

4 komentarze do “Pierwsze urodziny bloga!

  1. Sto lat i wszystkiego najlepszego, dużo weny i pomysłów na postrzelone posty!…. Pomińmy fakt, że spóźnione to życzenia ;)

    P.S. Fantastyczny pomysł z notką na 1 kwietnia, uśmiałam się nieźle ;D

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ahhh, te dzieua to absolutny majstersztyk. Wiecie co?
    Powinnyście raz na jakiś czas jednak pokazać nam swe talenta,i dac nam pozwolenie na requesty. Nasze prośby w połączeniu z waszymi umiejętnościami podbiją świat! Będziemy niezwyciężeni!

    …te hiszpańskie napisy takie prawdziwe. Naprawdę, wasze umiejętności zadziwiają.
    Te fanfiki powinny trafić do szerszego obiegu.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s