Marsjanie atakują!

Jak w porach roku Vivaldiego, zmieniają się sezony anime, a z każdym kolejnym przybywa tytuł, który porywa tłumy/jest czarną owcą/robi za animowany kał/zdobywa więcej uznania niż powinien/Sofi się nim jara jak Londyn w 1666. Jeżeli ktoś czyta tego zacnego bloga już od jakiegoś czasu to wie, że w sezonie letnim wyszło całkiem sporo serii, które dały mi więcej radości niż powinny. Jedną z nich było Aldnoah.Zero którą zdecydowałam się teraz zrecenzować ze względu na właśnie wychodzący drugi sezon. Tak więc herbatki/kawusie/piwo w dłoń i zapraszam do lektury.

Ready, steady, go!

Lubię mechy. I Madokę. Nic więc dziwnego, że kiedy dowiedziałam się o tym iż twórca Madoki bierze się za wielkie roboty to serduszko zaczęło bić raźniej, a ja wyczekiwałam sezonu Lato 2014 bardziej niż Gwiazdora gdy byłam dzieckiem. Mój entuzjazm trochę opadł w momencie odkrycia, że Gen Urobuchi tak naprawdę podsunął jedynie pomysł oraz tworzy 3 pierwsze odcinki, zaś za całą resztę odpowiada Takayama Katsuhiko (Mirai Nikki, Boku no Pico Tokyo ESP, wybitnie dobre obie serie ef-a fairy tale of the two były chyba „wypadkiem” przy pracy). Czy jednak było tak źle?

Prawie jak mahou shoujo

Mamy rok 1972. Oprócz pamiętnych Igrzysk Olimpijskich w Monachium miały miejsce też dwa załogowe loty na Księżyc znane jako Apollo 16 i Apollo 17. Astronauci biorący udział w tym drugim przez przypadek znaleźli antyczną, zostawioną przez zielonych ludzików, bramę teleportacyjną za pomocą której podbój Marsa stał się równie prosty co wyliczenie pierwiastka kwadratowego z 16. Na nowych mieszkańców Czerwonej Planety oprócz piachu i skał czekała też, równie stara co brama teleportacyjna, tajemnicza technologia znana jako Aldnoah. Idąc w ślad za Hamerykanami ogłosili oni niezależność i niepodległość tworząc Imperium Vers, które w 1999 roku rozpętało wojnę. Zgodnie z hasłem „Jak masz coś zrobić dobrze to bez rozpierduchy się nie obędzie” w czasie walki brama teleportacyjna została rozwalona, a wraz z nią połowa Księżyca tworząc wokół Ziemi pas asteroid. Ponieważ powrót na Marsa nagle stał się nieco utrudniony, część Armii Imperium Vers zbudowała sobie kilkanaście olbrzymich, krążących po orbicie naszej planety stacji kosmicznych z której każda była zarządzana przez Hrabiego dysponującym mocą Aldnoah, podobnie jak członkowie rodziny królewskiej. W ten sposób trwał delikatny pokój między Imperium, a Ziemią… Wszystko diabli wzięli w momencie, gdy wnuczka Imperatora Vers, Asseylum Vers Allusia, postanowiła odwiedzić Błękitną Planetę w czasie pokojowej misji, na którą zdecydowała się pod wpływem opowieści swojego przyjacielo-służąco-ochroniarza Slaine’a Troyarda. W czasie przejazdu przez miasto kolumna, którą miała jechać księżniczka, została zaatakowana, zaś samą Asseylum uznaną za martwą, dając Vers powód do rozpoczęcia nowej wojny. Szybko okazało się, że przez 15 lat Marsjanie nie próżnowali i ich mechy, znane jako Kataphracty, przewyższały te ziemskie pod każdym względem dzięki technologii Aldnoah. Dodatkowo, japoński licealista, Inaho Kaizuka, przypadkowo odkrywa, że księżniczka żyje przez co wplątuje się w wojnę między planetami oraz dowiaduje się o spisku skierowanym przeciwko Asseylum. Jako że od czasu zakończenia wojny Ziemianie też nie siedzieli bezczynnie na tyłkach, to Inaho oraz jego znajomi ze szkoły przeszli niemalże pełne szkolenie z zakresu pilotowania mechów i w wyniku zbiegu okoliczności dołączyli do armii mającej na celu obronę Ziemii przed najeźdźcami z kosmosu.

Slaine też mocno przeżywa sesję…

Mars? Ziemia? Mechy? Normalnie Gundam Age jak się patrzy. Na szczęście Aldnoah.Zero aż taką kupą nie jest, a rzekłabym nawet, że jest wręcz przeciwnie. Skłamałabym stwierdzeniem, że jest to fhjgfkjkkjkdlfjl dzieło stulecia, które swym geniuszem zasługuje na pomnik w centrum badań Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej, ale nie jest to też seria, której mogę wystawić 4- w dziesięciostopniowej skali. Głównym problemem Aldnoah.Zero jest strasznie nierówny poziom odcinków, co odczuwa się zwłaszcza po 3 pierwszych, które były na bardzo wysokim poziomie. Czasami miałam momenty, w których zaczęłam się zastanawiać czy możliwym jest, żeby scenariusz danego odcinka był robiony przez jakiegoś trójkowego studenta jakiegoś japońskiego uniwersytetu tylko po to, by kolejny epizod kazał mi sprawdzić na MAL-u czy może Urobuchi się nim nie zajmował osobiście. Tak naprawdę Aldnoah.Zero jest chyba jedną z tych serii, gdzie każdy odcinek powinnam oceniać osobno, bo trudno jest mi porównać poziomiem genialny epizod pierwszy z epizodem piątym po którym miałam minę wyrażającą więcej niż Rafaello. Kolejnym irytującym elementem, aczkolwiek normalnym w przypadku mecha (osoby, które oglądały Gundamy powinny być z nim zaznajomione), jest fakt, że odcinki mają często tę samą budowę. Normalny dzień, trochę pogadanki o tym co było na Ziemii, trochę pogadanki w Vers, wróg atakuje, wróg zostaje pokonany, tańczymy makarenę. Nie jest to coś co mnie jakoś szczególnie bolało, lecz rozumiem, że dla niektórych owy schemat może być lekko nużący. Tyle minusów, przejdźmy może do plusów.

Slaine padł ofiarą fana „50 twarzy Greya”

Brakowało mi od momentu obejrzenia Code Geass, a miało to miejsce zanim kruki wróciły na Erebor, mecha w którym główny bohater myśli i jest w stanie swoją taktyką przebić się przez barierę technologiczą dzielącą go od przeciwnika. Wyobraźcie sobie więc mój zachwyt postacią głównego bohatera, Inaho, który swoim intelektem, trzeźwym myśleniem oraz rozeznaniem w terenie był w stanie wyjść naprzeciw, często zbyt pewnym siebie, Marsjanom. Oczywiście można w tym momencie zarzucić serii kliszowatość polegającą na zrobieniu z protagonisty geniusza lecz i ten argument jestem w stanie odeprzeć stwierdzeniem, że w przeciwieństwie do zawodowych żołnierzy którzy musieli od razu stawić na polu walki, Inaho miał czas na nakreślenie jakiejś strategii. W drugiej serii jego geniuszowatość jest jeszcze podparta zaawansowaną technologią, ale więcej wolę nie mówić w celu uniknięcia spoilerów. Po drugiej stronie barykady mamy Slaine’a Troyarda, Ziemianina który przybył do Vers jako dziecko wraz ze swoim ojcem i po jego śmierci stał się członkiem Armii Imperium. Ponieważ jednak Marsjanie do tolerancyjnych nie należą, jedyną przyjazną mu osobą jest sama księżniczka Asseylum, traktująca bezwarunkowo oddanego jej chłopaka jak swojego przyjaciela i prosząca go o lekcje na temat Ziemi. Poza tym Slaine jest uroczą, wiecznie cierpiącą, maltretowaną psychicznie i fizycznie, biczowaną, nieustępliwą białowłosą szotą stalkerem o zdestabilizowanej psychice. Uwielbiam go <3 Poznajemy również bliżej główną sprawczynię całego zamieszania czyli księżniczkę. O ile początkowo jej naiwność oraz ślepa wiara w dobre serduszka mnie irytowała, o tyle z biegiem czasu zaczęła ona pokazywać pazurki zdeterminowana by zatrzymać wojnę. Wyobraźcie sobie zresztą jakim paskudnym uczuciem musi być świadomość, że ludzie, którzy mieli ciebie bronić tak naprawdę chcą cię wysłać do Krainy Wiecznych Łowów. Mamy też istne bogactwo postaci drugoplanowych wliczając w to siostrę Inaho, szukającej zemsty za śmierć ojca Marsjankę Rayet, cierpiącego na zespół stresu pourazowego pułkownika Marito czy, w końcu. przedstawicieli marsjańskiej szlachty. Na bogactwo obsady nie można narzekać, a z biegiem czasu może się okazać, że złodupni Marsjanie są łatwiejsi do polubienia niż szlachetni Ziemianie. Dodatkowo w czasie trwania serii charaktery poszczególnych postaci zmieniają się na tyle, że naszym początkowym ulubieńcom możemy później życzyć śmierci przez ugotowanie w gorącym oleju.

Poznajcie Inaho: chciał kupić jajka w Biedronce, ale wybuchła wojna

Jeżeli ktoś szuka jakiejś specjalniej oryginalności to, jak już wcześniej wspominałam, tutaj jej nie znajdzie. Od samego początku Marsjanie mają wyraźną przewagę w postaci tytułowego Aldnoaha, zaś Ziemianie są równie bezradni co 15 lat wcześniej. W pewnym momencie dostrzegamy  zmianę taktyki z „walczcie do ostatniej kropli krwi” na „zróbcie wszystko aby przetrwać”. Zauważalny jest też dramat ludności cywilnej praktycznie od samego początku trwania serii w momencie gdy jeden z przyjaciół Inaho, Calm, wspomina że musiał on opuścić swój rodzinny kraj z powodu dokonanych tam zniszczeń. Mówimy tutaj zresztą o licealistach, którzy widzieli jak ich kolega ginie w walce… Innym „poważnym tematem” poruszanym w serii jest fakt występowania Zespołu Stresu Pourazowego wśród żołnierzy, prowadzący do problemów takich jak alkoholizm lub paraliżujący strach. Zresztą, w momencie kiedy poznajemy szczegóły misji, która odcisnęła takie piętno na pułkowniku Marito jego, zdawałoby się, momentami przesadna reakcja przestaje nas dziwić. Podobnie ma się sprawa z Marsjanami, gdyż technologia Aldnoah nie jest wszechmocna i okazuje się, że w istocie na Błękitnej Planecie jest coś czego na Czerwonej brakuje, a zdobycie czego jest trudne i kosztowne: chodzi o czyste powietrze i wodę. Poruszany jest także temat podziałów społecznych w Vers gdzie najbogatsi oraz szlachta mają wszystko podczas gdy cała reszta jest zdana na siebie.

Marsjanie nie lubią się ograniczać…

Od strony technicznej nie mam serii nic do zarzucenia. Kolory są żywe, oczy błyszczące, animacja płynna. Oglądanie walk było dla mnie czystą przyjemnością, nie będę w tej kwestii narzekać. Zresztą, wystarczy obejrzeć ostatnią scenę pierwszego odcinka, która zresztą notabene wgniotła mnie w krzesło, by zobaczyć, że akurat w kwestii ruchomości obrazków animatorzy się spisali. Zatrzymując się przy tej scenie chciałabym jeszcze poruszyć kwestię realizmu, abstrahując oczywiście od podróży przez międzyplanetarny antyczny portal teleportacyjny czy istnienia mechów. Jak owe Versjańskie kosmiczne fortece spadały na Ziemię nie było łubudubu, wylądowało, a w budynku obok nawet szyby nie wypadły tylko zdmuchnęło Nowy Orlean z powierzchni zamieniając przy tym mieszkańców w popiół. Nawet osoby będące na ścieżce wojennej z fizyką otrzymały autentyczne wyjaśnienie tego co się stanie jak wpadniesz do oceanu mając plazmowy miecz. W całej swojej ułańskiej fantazji twórcy pamiętali by od czasu do czasu zajrzeć do podręczników. Wracajac do strony technicznej… Chyba nie wspomniałam jeszcze o genialnej ścieżce dźwiękowej autorstwa Hiroyukiego Sawano. Uwielbiam jego muzykę i mimo że miejscami pan Sawano użył żywcem wyjętych z Shingeki no Kyojin motywów to nadal rozczulam się nad AZPV czy MKAlieZ (nie wiem co ćpali jak nadawali tytuły tym utworom). Mamy też bardzo dobre insert songs z czego moim personalnym ulubieńcem jest No Differences, zwłaszcza w wersji instrumentalnej. Opening pt. heavenly blue wykonuje Kalafina, a jeżeli ktoś uważnie czytuje bloga to wie, że jestem wielką fanką tego zespoł,u tak więc pod względem muzycznym Aldnoah.Zero to dla mnie 12 odcinków eargasmu.

Chciałam dac coś innego, ale obrazek spoilerował więc macie inny, równie epicki, kawałek

OCENA: Jak już wcześniej wspominałam ciężko jest mi jednoznacznie ocenić Aldnoah.Zero. Były odcinki, którym bym wystawiła 9/10 podczas gdy o innych wolałabym zapomnieć. Nie pomaga też fakt, że aktualnie wychodzi drugi cour, który uniemożliwia uwzględnienie w ocenie jakichkolwiek nieciągłości fabularnych gdyż koniec końców może się okazać, że wszystko jest składne jak kostka Rubika. Mimo wszystko dobrze się bawiłam oglądając tę serię, polubiłam niektórych bohaterów, OST jest permanentną częścią mojej playlisty, a i nie zdiagnozowałam u siebie jakiegokolwiek animuraka tak więc daję 7-/10

PS. Drugi cour cały czas wychodzi więc pewnie generalna recka pojawi się po jego zakończeniu

PS 2. W sumie ta notka jest gotowa od dwóch dni, ale nie chciało mi się wstawić do niech obrazków ;____;

Psieplasiam za moje lenistwo

Ps 3. A w ten weekend Love we Wrocławiu… <3 Będziecie mogli spotkać tam naszą dwójkę. // ~Darya

Advertisements

1 komentarz do “Marsjanie atakują!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s