Porozmawiajmy o alchemiku, Stalowym Alchemiku

Ja nadal żyję i wbrew krążącej po moich znajomych opinii nie wylądowałam jeszcze w basenie z formaliną, by służyć kolejnym pokoleniom. Tak długa nieobecność wymaga jednak wielkiego powrotu, z godną zapamiętania notką, postanowiłam więc zrecenzować legendarny już tytuł o którym każdy fan m&a chyba słyszał, serię od której zaczęłam moje mangozjebstwo na poważnie i która ustanowiła wysoką poprzeczkę jeżeli chodzi o moje oczekiwania. Ladies and gentlemen, przed wami Fullmetal Alchemist. (W tle wybuchają fajerwerki).

A już za dwa dni powrót do szarej rzeczywistości.

Są serie, które większość fanów kojarz,y nawet jeżeli nigdy się z nimi nie zaznajomiło. Fullmetal Alchemist należy właśnie do jednej z nich. Dla wielu, wliczając w to moją osobę, jest on wyznacznikiem tego jak powinien wyglądać nieprzedłużany na siłę battle shounen pozbawiony niemających jakiegokolwiek znaczenia wątków, a za to uzupełniony szczyptą dobrego humoru, odpowiednią dozą romansu, odrobiną dramatu i dopełniony akcją. W moim przypadku dochodzi jeszcze szeroko pojęty sentyment – Fullmetal Alchemist jest na dobrą sprawę tytułem, który wciągnął mnie do świata mangi i anime w momencie, gdy legendarny kanał Hyper rozpoczął nadawanie owej serii. Zacznijmy jednak od fabuły.

Prawie jak Tłajlajt.

Akcja FMA rozgrywa się w świecie przypominającym Europę na początku XX wieku. Różnicę, oprócz samochodów na silnik parowy, stanowi istnienie alchemii wyglądającej nieco inaczej niż ta którą znamy z historii o Michale Sędziwoju. Kamień filozoficzny zamiast zamieniać ołów w złoto ma moc obejścia podstawowej Zasady Równej Wymiany, wedle której suma substratów musi się równać sumie produków, a reakcje chemiczne zostały w większość zastąpione przez przekształcanie materii wedle woli alchemika za pomocą Kręgu Transmutacyjnego . Ponieważ goszczące całą historię fikcyjne państwo Amestris jest całkowicie zmilitaryzowane, najlepsi alchemicy mają szansę uzyskać status Państwowego Alchemika, zapewniający im, oprócz cieplutkiej posady majora, liczne przywileje, choćby możliwość korzystania z państwowych laboratoriów. Małym minusem całej sytuacji jest łatka wojskowego psa od czarnej roboty, wykorzystywanego w czasie wojny, których akurat w historii Amestris nie brakuje. W takim to właśnie uroczym państewsku dorastają Edward i Alphonse Elric, mieszkający na wsi o nazwie Resembool gdzieś na wschodnich rubieżach kraju. Ich dzieciństwo brutalnie jednak kończy śmierć matki, a że ojciec pewnego dnia wyruszył na lachony w podróż i z niej nie wrócił, bracia zostali praktycznie sierotami. A ponieważ wszyscy wiedzą, że 10- i 11-letni chłopcy lubią robić głupie rzeczy, nikogo nie zdziwi, że bracia postanowili złamać alchemiczne tabu jakim jest przywracanie zmarłych do życia. Nie dość, że matki nie ożywili, to Edward stracił lewą nogę zaś Alphonse całe ciało. Aby ocalić młodszego brata, Ed poświęcił dodatkowo prawą rękę przez co mógł zatrzymać jego duszę w zbroi. Chcąc odzyskać utracone ciała, starszy z braci przystępuje do egzaminu na Państwowego Alchemika, który zdaje z sukcesem, otrzymując przydomek Stalowy Alchemik. Nie jest jednak świadomy faktu, że najgroźniejszy wróg bezpieczeństwa kraju znajduje się, nie poza granicami Amestris, tylko w samym sercu państwa, a on sam stał się częścią większego planu…

Płomienny Alchemik demonstruje jak zabijać pająki.

Ten jakże krótki i nudny wstęp teoretyczny jest punktem wyjścia dla niezwykle rozbudowanej i wielowątkowej fabuły Fullmetal Alchemist. Z biegiem czasu odzyskanie ciał schodzi bowiem na dalszy plan, a na światło dzienne wychodzą tajemnicze morderstwo oficera (będącego prywatnie przyjacielem braci), sprawa mającej miejsce kilka lat wcześniej wojny w Ishvalu czy też pojawienie się Homunculusów – sztucznych i niemalże nieśmiertelnych istot wykonujących rozkazy niejakiego Ojca. W przeciwieństwie do wielu innych twórców, autorka mangi, Hiromu Arakawa, nie gubi się w rozpoczętych wątkach, a wręcz przeciwnie. Wszystkie one się przeplatają ze sobą, wzajemnie się uzupełniają aż w końcu rozwiązują się na sam koniec serii. Z biegiem czasu okazuje się, że nawet małe i poruszone w początkowych tomach szczegóły będą odbijały się czkawką w późniejszych rozdziałach, a dawne twarze są w stanie powrócić w najbardziej zaskakujących momentach. Jednak nawet najlepsza fabuła może być popsuta przez kiepskie tempo prowadzenia serii. Ponownie autorka stanęła na wysokości zadania. Pacing serii (no może z wyjątkiem kilku ostatnich rozdziałów) jest bardzo zrównoważony: fabuła przyspiesza tam gdzie mamy sporo akcji i zwalnia w momencie wyjaśniania ważnych informacji, tak, że czytelnik nie ma problemu ze zrozumieniem całej sytuacji i nie gubi się w całym alchemiczno-polityczno-wojennym zamieszaniu. A skoro już o wojence mowa, fani wszystkich serii militarnych powinni się cieszyć ponieważ wątek walki zbrojnej odgrywa w pewnym momencie niezwykle istotną rolę. Jako że część akcji rozgywa się na najwyższych szczeblach władzy to otrzymujemy też wgląd w politykę typowego autorytarnego, opartego na sile wojskowej, państwa, gdzie słowo jednostki oraz wierne jej otoczenie mają siłę absolutną zaś społeczeństwo może tylko akceptować decyzje władz. Fullmetal Alchemist to jednak nie tylko poważne tematy od których mleko się ścina, ale również wyborna komedia (gratulacje dla pana Dybały za doskonałe tłumaczenie wersji polskiej) zwłaszcza w początkowych tomach serii, gdzie mroczniejszy klimat nie jest jeszcze aż tak odczuwalny. Zresztą jeżeli ktoś jest fanem romansów to też nie zostanie na lodzie ponieważ autorka zaserwowała nam, żyjące gdzieś w tle własnym życiem, wątki uczuciowe, które są na tyle subtelne, że nawet mi, osobie gardzącej tego typu rzeczami w seriach shounen, nie przeszkadzały w odbiorze całej reszty.

Seria pokazuje, że życie bywa brutalne…

Oprócz różnorodności fabularnej innym silnym atutem Fullmetal Alchemist jest bogactwo przedstawionych postaci oraz sposób ich ukazania. Pani Arakawa puściła oczko do wszelkich fanów militariów i historii nadając członkom armii nazwiska będące w istocie nazwami istniejących w rzeczywistości samolotów, śmigłowców bądź innych pojazdów wojskowych. Zresztą jeżeli ktoś jest zmęczony gdybaniem, który człon stanowi imię a który nazwisko bohatera to tutaj problem sam się rozwiązuje ponieważ bohaterowie mają w większości europejskie imiona i nazwiska. Nawet postać ojca braci Elric, Van Hohenheima, została nazwana po postaci średniowiecznego lekarza Paracelsusa znanego również jako Hohenheim. Abstrachując jednak od imion to różnorodność wśród postaci pozwala każdemu na znalezienie ulubieńca. Mamy silnych mężczyzn, jeszcze silniejsze kobiety, kurdupli, sztucznych ludzi, generałów, pułkowników, księcia, a nawet panda się znajdzie (cześć Żur!). Co mnie jednak cieszy najbardziej to brak plot armour –  jeżeli bohater ma dostać w swoje narysowane ryło to dostanie w taki sposób, że Gołota by się nie powstydził tak obitej twarzy. Nie ma też bezsensownego ukatrupiania postaci [A budka telefoniczna?! – dop. Dar], ponieważ praktycznie każda śmierć stanowi jakiś ważny punkt w prowadzeniu fabuły [Ale ta postać! – dop. Dar], a nawet staje się jej motorem napędzającym, tudzież odbija się później czkawką [Ale to i tak było zbyt okrutne ;__; – dop. Dar][ZAMILCZ WRESZCIE! – dop. Sofi]. Wszyscy protagoniści oraz antagoniści mają silną motywację w swoich działaniach, zaś ich wzajemne próby przewidywania planów oraz ruchów przeciwnika, przypominają szachową rozgrywkę w której każdy z graczy czeka na okazję do wypowiedzenia „szach mat”. Poza tym, seria porusza tzw. trudne tematy takie jak dyskryminacja rasowa, niemożność pogodzenia się ze śmiercią bliskiej osoby, inwalidztwo, zbrodnie wojenne, usprawiedliwianie morderstwa, eksperymenty medyczne na ludziach czy chęć zemsty za czyny z przeszłości. Pojawia się nawet pytanie czy alchemicy nie bawią się aby w pana Boga oraz wątek istnienia zespołu stresu pourazowego u zawodowych żołnierzy nie mogących pogodzić się z okrucieństwem wojny, w której giną niewinni cywile.

TENTACLE!

Na trochę większą uwagę zasługują sami Edward i Alphonse, w wyraźny sposób dojrzewający w czasie trwania serii. Dotyczy to zwłaszcza tego pierwszego, który z narwanego i nieco aroganckiego 12-latka (w takim wieku zdobywa licencję Państwowego Alchemika jako najmłodsza osoba w historii) staje się osobą doskonale świadomą tego, że sam za pomocą alchemii świata nie zbawi oraz że nie da się osiągnąć czegokolwiek bez poświęceń. Alphonse za to, z nieco łatwowiernego i dającego sobą manipulować chłopaka, staje się kimś będącym w stanie powiedzieć zdecydowane „nie”. Oczywiście wpływ na braci mają nie tylko wydarzenia w których biorą udział, ale także bliskie im osoby z naciskiem na ich przyjaciółkę z dzieciństwa, będącą jednocześnie mechanikiem dbającym o protezy Edwarda, Winry Rockbell, oraz ekipę żołnierzy pod dowództwem pułkownika Roya Mustanga znanego jako Płomienny Alchemik. Działa to też w drugą stronę – obecność braci Elric zmienia poglądy napotkanych przez nich osób, a niektórym daje siłę do zmiany dotychczasowego życia (przykładem tutaj są chociażby mieszkańcy miasta Lior).

FMA obfituje też w scenki pod kiepską muzykę techno.

Fullmetal Alchemist to nie tylko 27 tomowa manga, ale także dwa anime telewizyjne spod ręki studia Bones, dwa filmy kinowe oraz gry komputerowe. Pierwsza seria, wyprodukowana w 2003 roku, liczy sobie 51 odcinków lecz niestety mniej więcej w połowie odchodzi kompletnie od oryginału (warto jednak ją zobaczyć chociażby dla fillerowego odcinka o 13. magazynie :P). Jej bezpośrednią kontynuacją jest film pełnometrażowy Conqueror of Shamballa, zasługujący, moim zdaniem, na osobną recenzję chociażby ze względu na fakt, że jego lwia część toczy się w naszym świecie. W 2009 roku Bones zaczęło wypuszczać remake zatytuowany Fullmetal Alchemist:Brotherhood, który oprócz dwóch fillerowych odcinków niemalże całkowicie pokrywa się z mangą (są oczywiście pewne szczegóły, ale na tyle nieistotne, że nie będę się na nimi rozwodzić). Został do niego dorobiony film The Sacred Star of Milos o którego istnieniu wolę jednak zapomnieć. Druga seria telewizyjna, oprócz świetnej oprawy openingowo-endingowej, posiada również genialny sountrack, którego autorem jest Akira Senju zaś wykonawcą nasza rodzima Orkiestra Filharmonii Narodowej. Zresztą umieściłam ten OST w moim TOP10 ścieżek dźwiękowych do anime…

Bezczelnie wstawiam mój ulubiony opening.

Podsumowując mój wywód, Fullmetal Alchemist to jedna z tych serii to których często wracam i która za każdym razem jest tak samo dobra. Nie mamy tutaj niepotrzebnego odchodzenia od tematu. pierdyliarda nie mających znaczenia wątków pobocznych, przedłużania całości na siłę, a w końcu bohaterów walczących za pomocą Nakama Power czy Talking no Jutsu. Pani Hiromu Arakawa mogłaby służyć za wzór jak się robi mangi ponieważ inne jej dzieło (swoją drogą omawiane już naszym blogu) zatytuowane Silver Spoon pokazuje, że dobry autor nawet z historii o technikum rolniczym jest w stanie zrobić coś niesamowitego i godnego uwagi.

Sofi

Przy okazji dziękuję Dar za betę. Oto nagroda.

Dar: No dzięki ;______;
Reklamy

8 komentarzy do “Porozmawiajmy o alchemiku, Stalowym Alchemiku

  1. Widziałam tylko Brotherhooda, jakieś 2 lata temu. Zdecydowałam się na te wersję, bo zakończenie było wierne mandze, a ja jednak lubię wersje z tym „co autor miał na myśli”. Seria bardzo mi się podobała, na tyle, że zamówiłam komplet mang, ale jeszcze nie miałam okazji przeczytać… Nie mogę się doczekać wersji live action, lubię japońskie adaptacje mimo ich wa <3. Moja ulubioną postacią zawsze i wszędzie będzie Al <3

    Polubienie

  2. Wielki powrót jak najbardziej udany. :D
    Z Fullmetal Alchemist pierwszy raz miałam okazję zapoznać się przy okazji nowszej wersji anime. Starszą wciąż powolutku nadrabiam, a z mangą jestem przy 8 tomie, jednak prędzej czy później na pewno zaopatrzę się w całość. Z muzyki do anime najbardziej podoba mi się „Again” w wykonaniu Yui, choć pozostałe utwory też świetnie się słucha. :)

    Polubienie

  3. Moja przygoda z m&a co prawda zaczęła się od anime Clannad, jednak największe wspomnienia z samego początku także mam z Fullmetalem. Uwielbiam to anime (mangę też ofc) pod każdym względem i już chyba rewatchowałam z 6 razy XD Mimo, że już trochę upłynęło od mojej największej fazy to i tak zawsze wracam i nigdy mi się nie nudzi.
    A tak w ogóle to świetna notka, kocham Wasz styl pisania!

    Polubienie

  4. Jak miło przeczytać notkę o Edziu na samym początku roku. Tak się składa, że również moja przygoda na poważnie z M&A zaczęła się od Stalowego Alchemika więc również mam ogromny sentyment do tej serii ;) Humor jest tu genialny, a fabuła nie raz potrafiła wbić w fotel (tak, budka telefoniczna, niesamowite ile emocji może wzbudzić budka telefoniczna). Ach, aż nabrałam ochoty żeby zrobić rewatch!

    Polubienie

  5. …odwalcie się od pająków D<
    "Zresztą jeżeli ktoś jest zmęczony gdybaniem, który człon stanowi imię a który nazwisko bohatera to tutaj problem sam się rozwiązuje ponieważ bohaterowie mają w większości europejskie imiona i nazwiska."
    Jak miło. A co do "Nakama Power czy Talking no Jutsu", jak to D: a rejnboł pałer jest?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s