10 twarzy gender cz.2 – „Ona jest pedałem!”

Witam w drugiej części naszej podróży w poszukiwaniu gender w mandze i anime! Dzisiaj przyjrzymy się czysto rozrywkowemu użyciu przebieranek za płeć przeciwną. Sześć serii, sześć wyjątkowych i odpowiednio, jak na Japonię, szalonych historii z crossdresingiem jako głównym motywem. Część pierwsza do zobaczenia tutaj.

Krótka demenstracja jak łatwo zmieniać płeć w anime (Ranma 1/2)

Mint no Bokura

Opis sytuacji: Te, pochodzące z czasów starożytnych (lata 90.!), shoujo opowiada o gimnazjalnych przygodach dwójki bliźniaków: Marii i Noel. Gdy ta pierwsza decyduje się na szkołę średnią z internatem (tak, sempaj tam chodzi), jej brat postanawia ruszyć za siostrą, żeby sprowadzić ją na dobrą drogę (co to ma znaczyć, takie numery dla jakiegoś faceta!?), także organizuje sobie błyskawiczne przenosiny do wspomnianej placówki. Problem polega jedynie na tym, że rzeczone gimnazjum ma na stanie tylko jedno wolne miejsce – w żeńskim akademiku. Tak, dokładnie. Noel, żeby wywiązać się z męskiej (sic!) obietnicy „uratowania” siostry, postanawia udawać dziewczynę… Jak dalej toczy się fabuła, chyba nie muszę tłumaczyć: czeka nas istna karuzela wzajemnych zakochiwań się (w tym, osobno, w męskiej i żeńskiej wersji głównego bohatera), nieporozumień i kombinowania, żeby tajemnica się nie wydała.

Charakterystyka postaci: Noel jest stuprocentowym, heteroseksualnym, facetem. Fakt, że postaciami są gimnazjaliści ma te zalety, że przebieranka nie sprawia większych problemów – chłopak musi tylko założyć perukę i spódniczkę, a głos ani inne zarosty, nie stanowią dla jego tajemnicy zagrożenia. Problemy zaczynają się, gdy zakochuje się w swojej koleżance z pokoju, która nie ma pojęcia o jego prawdziwej płci… Ale jak ta historia się potoczy, chyba nie muszę pisać.

Podsumowanie: Mint no Bokura to lekka komedia shoujo, idealnie nadająca się na jeden z pierwszych tytułów dla młodocianej kuzynki. Nie wznosi nic nowego do tematu crossdresingu, jednak podręcznikowo przerabia wszystkie obowiązkowe dowcipy i nieporozumienia związane z ukrywaniem swojej prawdziwej tożsamości. Jednak ostrzegam, antyfani shoujo raczej nie znajdą tu niczego co przekona ich do gatunku.

Ranma 1/2

Opis sytuacji: Ranma i jego ojciec są adeptami sztuk walki. Żeby podnieść swoje umiejętności trafiają do Chin, gdzie zaliczają bliskie spotkanie z pewnymi magicznymi źródłami, kładącymi na każdego kto się w nich wykąpie, dość komplikującą życie klątwę – po polaniu zimną wodą, każdy nieszczęśnik zmienia swoją postać (powrót do oryginalnej formy zapewnia kontakt z gorącym płynem). Ojciec Ranmy przemienia się tak regularnie w pandę, a chłopak, no cóż… W tym samym czasie, w Japonii, właściciel szkoły sztuk walk, dochodzi do wniosku, że czas zapewnić swojemu rodowi następców. Najlepiej uczynić to poprzez wydanie za mąż jednej ze swoich trzech córek, czyż nie? Wiedząc, że jego stary przyjaciel, a co ważniejsze, jego syn, na dniach wracają do ojczyzny po wyczerpującym treningu, nie zastanawia się długo, tylko postanawia, że to Ranma zostanie jego zięciem. Wszystko byłoby piękne i kolorowe, gdyby nie fakt, że rzeczony przyjaciel zamiast kawalera, przyprowadził mu… pannę. Tytułowy bohater, wpadł bowiem do źródła zamieniającego go regularnie w płeć przeciwną. Gdy dodamy to tego jeszcze fakt, że wyznaczona mu, najmłodsza córka, ma stanowczo mało ochotę na taką żeniaczkę (nie, to nie uprzedzenia, Ranma jej po prostu charakterem działa na nerwy), huczne wesele staje się odległą, odległą przyszłością… Szczególnie, że na drodze do zejścia się pary stoi cała parada kolorowych postaci (w tym liczne grono również przeklętych przez chińskie źródła), które praktycznie albo zakochały się w którejś z głównych postaci albo poprzysiągły jej wieczną zemstę (czasami Ranmie i to, i to, zależnie od płci). Dodajmy do tego szalony humor i najdziwniejsze rodzaje sztuk walk, jakie widzieliście (bojowe parzenie herbaty to tylko początek), a otrzymamy jedną z najbardziej kultowych serii w ogóle.

Charakterystyka postaci: Cóż, Ranma trochę oszukuje w tym zestawieniu, bo dosłownie zmienia swoje klejnoty na cycki, kiedykolwiek wpadnie do sadzawki. Nie ma się jednak co oszukiwać – w głębi duszy, to facet jak każdy inny, a jego największym planem jest powrót do normalności…

Podsumowanie: Ranma 1/2 jest czystą komedią i cała zabawa płcią ma tu dokładnie jedno zadanie – doprowadzić do zabawnych sytuacji (albo pokomplikować relacje „kto jest w kim zakochany”, które w tym tyltue są jednymi z najbardziej rozbudowanych i zakręconych, na jakie można natrafić)I niech nie odstraszy was, że seria pochodzi z prehistorycznych lat 80. – fabuła ani troskę się nie zestarzała!

Kuragehime

Opis sytuacji: Znacie pojęcie Hikikomori? Osoby, która odcina się od społeczeństwa i cały czas spędza zamknięta w swoich czterech ścianach? Pewnie macie teraz przed oczami nieogolonego faceta, siedzącego cały dzień przed komputerem? Cóż… A co, jeśli wam powiem, że Kuragehime jest historią o grupie hikikomori (ok, kontaktują się ze sobą nawzajem i czasem wychodzą na dwór, więc to pojęcie może być trochę na wyrost), zamieszkujących razem  w domu zwanym Amamizu-kan, ale będących młodymi dziewczętami? Dodatkowo, nerdami?  Jedna lokatorka ma fioła na punkcie historii Chin, a konkretnie czasu wojny Trzech Królestw, inna uwielbia yukaty, ktoś ma fetysz na strarszych facetów. A Tsukimi kocha meduzy. Historia zaczyna się, gdy właśnie główna bohaterka spełnia swoje marzenie o własnej meduzie, cudem uratowanej z sklepu zoologicznego, gdzie na pewno czekałaby ją okrutna i bolesna śmierć (dziewczyna, się zna, więc jej wierzymy). Jednak superbohaterowie rzadko działają w pojedynkę. Jak już była mowa, Tsumiki to hikikomori, więc odezwanie się do właściciela sklepu, nawet w tak podbramkowej sytuacji, zdawało się niewykonalną misją. Na szczęście, na ratunek meduzy (a właściwie jej przestraszonej wybawczyni) wkroczyła Kuranosuke – piękna i pewna siebie kobieta, postać, która mieszkanki pensjonatu Amamizu-kan wprawia w (dosłownie) osłupienie i chęć schowania się na Syberii. Niestety, trafiły na postać mającą charakterek. Widząc tak szalone grono życiowych nieudaczniczek uroczyście postanawia przywrócić je społeczeństwu (nie, nie pytając zainteresowanych o zdanie). Szczególną uwagę zwraca na Tsukimi, która oprócz meduzofetyszu ma jeszcze jedną tajemnicę – jest niezwykle utalentowana plastycznie. I właśnie tu, pragnąca zrobić karierę w świecie mody Kuranosuke, widzi też szansę dla siebie…

Charakterystyka: Pytacie gdzie w tym całym streszczeniu zgubiłam crossdresing? A no tak. Wzór kobiecości, Kuranosuke, najpiękniejsza i najbardziej uparta w kwestii feminizacji nerdowskiego towarzystka, przyszła królowa mody… Tak, tak, to chłopak :). Co tylko dodaje pikanterii do szalonych relacji w pensjonacie. Dodam jeszcze, że mimo wszystko to chłopak ciałem i duchem – po prostu uważa kobiece ubrania za piękne i woli je nosić, niż nudne ciuchy facetów. I taaak, będzie on zainteresowany dziewczynami, jeśli rozumiecie co wam sugeruję… Jednak romanse to tutaj sprawy drugoplanowe. Dużo ważniejszy jest fakt, że facet będzie uczył kobiety być kobietami. I to tylko jeden z motywów świadczący o genialnej przewrotności tej serii.

Podsumowanie: Jejku, jak ja uwielbiam Kuragehime. Rzadko kiedy motyw faceta przebierającego się w damskie ciuchy śmieszy tak bardzo jak tutaj, a bohaterowie są tak niesamowicie oryginalni i sympatyczni, że błyskawicznie zyskują nasza sympatię. Fakt, że anime ma tylko jeden sezon woła o pomstę o nieba, jednak na szczęście manga trwa sobie w najlepsze. Polecam wszystkim, a szczególnie osobą, którzy lubią serie skierowane dla starszych widzów (w końcu to josei) z nietypowym, ale znakomitym humorem.

1/2 Prince

Opis sytuacji: Manhua (czyli komiks pochodzący z Tajwanu – tak, dokładnie, to prawdziwa chińska bajka ;) ), którą tutaj omawiamy dzieje się w jakieś wschodnioazjatyckiej metropolii w roku 2100. Rozwój technologiczny już na dobre ruszył z kopyta (a nawet pędzi na złamanie karku) i co chwilę ludzkość uszczęśliwiana jest kolejnymi genialnymi pomysłami. Jednym z nim jest rewolucyjna gra online, Second Life, w którą można grać w czasie snu. Jak na MMORPG przystaje, polega ona na zabijanie potworków w psuedośredniowiecznej krainie, gdzie gracze podzieleni są na profesje i mają ambicje dobić do jak najwyższego levelu. Jedną z osób rejestrującej się w tej grze jest Feng Lan. Zamiast grzecznie przyjąć avatar pięknej czarodziejki, żeby, jak na dziewczynę przystało, rzucać na wszystkich czary i dać się ratować pięknym młodzieńcom, bohaterka stawia sobie poprzeczkę wyżej (w sumie przez brata, pogardliwie odnoszącego się do takich zagrywek żeńskich graczy). Korzystając z uprzejmości i przewrotnego charakteru jednej z Game Masterów, która postanawia nagrodzić ją za bycie pierwszą zarejestrowaną, Feng Lan otrzymuje postać niezgodną ze swoją płcią. I tak rodzi się Prince – elfi wojownik, wkrótce stający się jednym z najpotężniejszych graczy całej gry…

Charakterystyka: Feng Lan najłatwiej nazwać kobietą z jajami. Bez problemu udowadnia, że stereotypy się do niej nie stosują i nawet taka dziewoja jak ona, może być wybitnym wojownikiem. Nie chciałabym spoilerować, jednak z czasem widać, że bycie chłopakiem zaczyna jej się naprawdę podobać (ta scena z epilogu, gdy… Ale nie, nie, to trzeba zobaczyć samemu!). Co ciekawe, jest też ofiarą, tak popularnego ostatnim czasie, motywu panny z dwoma adoratorami. Z tym, że w tutaj, adoratorzy mają głęboką rozkminę o tym, jak to jest możliwe, że tak im się podoba inny facet… (W ogóle pairingi w 1/2 Prince to temat na osobną notkę. Tam jest po prostu wszystko).

Podsumowanie: Zakończono niedawno na 12 tomach historia (adaptowana z nowelki), to całkiem niezła dawka rozrywki, czerpiąca swój humor z środowiska gier internetowych, przygodówek oraz oczywiście crossdresingu głównej bohaterki. Całość jest raczej skierowana do żeńskiego grona czytelniczek (tyle ładnych panów!), jednak faceci też powinni znaleźć coś dla siebie.

Ouran High School Host Club

Opis sytuacji: Liceum Ouran jest miejscem szczególnym. Żeby uzyskać zaszczyt uczenia się w tym elitarnym przybytku, trzeba pochodzić z elitarnej rodziny, którą stać na to, aby płacić elitarne czesne. Choć jest też pewna furtka – stypendium przyznawane jednemu wybitnemu kandydatowi z plebsu.. Właśnie tak, do krainy drogich jedwabiów, zagranicznych wycieczek szkolnych i wielbicieli oryginalnej angielskiej herbaty, trafia Haruhi. Nie chodzi tej osóbce o to, by zakosztować życia wyższych sfer, nie, to po prostu kujon, chcący się w spokoju pouczyć… Oczywiście, spokoju nie będzie. Tak się bowiem zdarzyło, że ofiarą nieuwagi Haruhi zostaje warty milijony monet wazon, który trzeba w pocie czoła odharować. A co najgorsze, oznacza to wolontariat w klubie hostów, będących panami do towarzystwa (oczywiście kulturalnego!) oferującym koleżankom z szkoły różnego rodzaju elitarne rozrywki, polegające głównie na jedzeniu ciastek i wzdychaniu do przystojnych członków klubu. Ach, no i jeszcze jeden szczegół. Haruhi to dziewczyna. I właśnie na tym polega zabawa…

Charakterystyka postaci: Haruhi to owszem, dziewczyna, jednak sprawy płci są jej, lekko mówiąc, zupełnie obojętnie. Przebieranie się w szkole za chłopaka, czasami utrudnia życie, ale ogólnie rzecz biorąc przyjmuje całą sprawę dość neutralnie (no cóż, mając za ojca kogoś takiego jak Ranka… Ale to musicie już sami zobaczyć). Chce po prostu spłacić zniszczoną wazę i mieć wreszcie czas, żeby w spokoju się pouczyć. Jasne, z czasem polubi tych swoich wariatów, a i sam klub hostów stanie się dla niej ważny. I wtedy utrzymanie tajemnicy stanie się też dla niej czymś ważnym…

Podsumowanie: Na to, że główna bohaterka od początku do końca serii ukrywa swoją płeć, sam motyw „odkrywania tajemnicy” w serii poruszany jest stosunkowo rzadko – fabuła ma wystarczająco dużo innych ciekawych rzeczy do zaoferowania i czasami nawet zapominamy, że ten wątek jest tu tak pierszoplanowy. Jest to stanowczo zaleta, bo nie nudzi się on, a wśród wielu historii, jakie dotyczą nie tylko Haruhi, ale i genialne grono postaci pobocznych, każdy znajdzie coś co go wciągnie. Założę się, że wszyscy siedzący choć trochę dłużej w fandomie mangowym słyszeli o tej serii i jeśli ktoś nie sięgnął jeszcze ani po anime, ani po mangę, to serdecznie, serdecznie do tego zachęcam. Ouran to stanowczo jedna z najlepszych rzeczy jakie dała nam Japonia.

Marian Alkoholik

Maria+Holic

Opis sytuacji: Żeńskie liceum, do tego katolickie. Nasza bohaterka, Kanako, właśnie zaczyna pierwszy dzień nauki w szkole swoich marzeń, gdzie też poznali się jej rodzice (wyjaśniając – tato był tam nauczycielem). Sama też głęboko wierzy, że znajdzie tu miłość, co jest w jej przypadku o tyle ułatwione, że jest lesbijką. Wydawałoby się, że kandydatek do miłości będzie na pęczki i czeka ją okres przebierania w ukochanych, jednak życie (a szczególnie anime) nigdy nie jest takie proste. Szczególnie, gdy wpadnie się w sidła Mariyi -z pozoru przepięknej, popularnej i dobrej jak anioł gwiazdy szkoły, a tak naprawdę… no, jasne, to trap :). W dodatku, gdy Kanako dowiaduje się prawdy (dzięki swojej szczególnej super mocy – gdy dotyka mężczyzny, dostaje swędzącej wysypki), Mariya przestaje przed nią udawać cokolwiek, ukazując jej też swoje wredne i sadystyczne oblicze…

Charakterystyka postaci: Mariya to typowa postać o dwóch twarzach – za dnia kochana i wzorowa uczennica, w nocy (albo po prostu gdy nikt oprócz Kanako nie patrzy) bezczelne chłopisko. Inicjatorem całej genderowej zabawy była jego babcia (w Japonii starsze pokolenia mają widocznie inne światopoglądy niż u nas), dyrektorka placówki, która jako warunek przejęcia przez wnuka szkoły postanowiła, by ten, nie tylko do niej uczęszczał, ale i postarał się, by nie zostać nakrytym. Chłopak, nawet nie tyle z chęci wygranej, ale jak sam mówi, z szacunku dla niej, zgodził się i teraz zabawia się w wolnych chwilach gnębieniem koleżanki Kanako i nie dopuszczaniem, by ta znalazła prawdziwą (lub jakąkolwiek) miłość.

Podsumowanie: Maria+Holic to anime studia Shaft i to naprawdę dużo mówi o tym, co możemy zobaczyć w tej serii. Na celownik bierze ono sobie nie tyle sam crossdresing, co wyśmiewanie gatunku yuri z dołu do góry. Trzeba przyznać – jest zabawnie, nie tylko dla znawców gatunku.

Na pewno można jeszcze wymienić dużo, dużo więcej serii opierających się na motywie crossdresingu. To tylko małe spojrzenie na gatunek, który Japończycy bardzo sobie upodobali. Ale cóż, jak mówi klasyk, Pół żartem, pół serio (nomen omen, także o tematyce crossdresingu): Well, nobody’s Perfect.

~Darya

Reklamy

10 komentarzy do “10 twarzy gender cz.2 – „Ona jest pedałem!”

  1. Kulturę japońską znam słabo, ale zdążyłem podłapać, że w Japonii stereotypy i oczekiwania dotyczące płci są bardzo sztywne, wręcz opresyjne. Czy może to mieć wpływ na to upodobanie do motywu crossdressingu w sztuce? Mówimy tu w sumie o mangach, ale jakieś przykłady z innych dziedzin też na pewno można znaleźć.

    Polubienie

    • Absolutnie nie jestem specem od kultury Japonii (spytam się bardziej obytej znajomej o tę kwestię), jednak jeśli chodzi o crossdresing w sztuce warto się przyjrzeć takim teatrom jak Takarazuka.
      Japończycy kochają idealizować siebie i swoje życie w mandze i anime. Może można i pod to pociągać popularność crossdresingu, w sytuacji gdy w prawdziwym życiu takie odstępstw od normy są skutecznie piętnowe…

      Polubienie

  2. Wow, znam wszystkie mango! High five!
    A tak na serio, ostatnio natrafiłam na mangę „Nicoichi” i zastanawiałam się, czy w najbliższym czasie mam wziąść się za nią. Myślałam jednak, że może pojawi się w zestawieniu albo że coś o niej wiecie, bo nie jestem jeszcze pewna.
    Btw, chyba jeszcze tutaj nie komentowałam, więc cześć! Czytam Was od jakiegoś czasu, ale nie lubię się odzywać, więc to mój pierwszy komentarz :).

    Polubienie

    • Ech, nie zaskoczyłam :P Może następnym razem!
      Powiem szczerze, że tytuł nic mi nie mówi :< Ale może nadrobię przy okazji.
      Aww, miło, że się przemogłaś :D (Komentarze są fajne <3 ). Mam nadzieję, że jeszcze z nami zostaniesz!

      Polubienie

  3. Widziałam z tego tylko Ourana OTL
    Ranmę pamiętam że bodaj w podstawówce chciałam ogarnąć, ale w końcu nie wiem czemu nie chwyciłam {to były jeszcze czasy przed świadomymi chińskimi bajkami} O_o

    I tak w sumie mi się przypomniało, znasz może serię Moyashimon? Tam też jest chłopak który stwierdza że jednak woli być dziewczyną. Ino nie jestem pewna w którą notkę by bardziej pasował, bo nie jest to tylko w celach humorystycznych {no, ja tak tego nie odbieram}, ale też nie ma wielkiej dramy i rozterek, bo znajomi przyjęli wiadomość z względnym spokojem i pełną akceptacją „hej, to dalej nasz kumpel, tylko w kiecce”.

    Polubienie

    • E, grunt to znać Ouran w końcu jedna z najlepszych serii jaka wyszła :D
      Ranma jest mega urocza, polecam się znowu za nią wziąć ^^

      Ooo, dzięki za hint, nie słyszałam o tej serii, jak będę mieć czas to obczaję :D

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s